jeszcze przed wyruszeniem w podróż
Pomarańczowe promienie zachodzącego słońca delikatnie opadały na rozciągające się przed nową zastępczynią tereny. Jej żółte ślipia nieznacznie się zaszkliły, gdy uświadomiła sobie, że już z następnym wschodem słońca będzie zmuszona opuścić je na zawsze. Serce kocicy ścisnął gorzki żal i z cichym westchnieniem przymknęła oczy, powracając do wesołych wspomnień ukrytych w głębinach jej pamięci. To właśnie tutaj przyszła na świat, to tutaj dorastała, została wojowniczką, a niedawno nawet przejęła funkcję zastępcy. Przemykając wzrokiem po wysokich sosnach, których korony się wspinały się ku pierzastym obłokom, przypomniała sobie wszystkie treningi z Lisią Gwiazdą oraz to, jak bardzo zmordowana człapała na drżących łapach z powrotem do obozu. Pomimo tamtego wycieńczenia, to właśnie dzięki niemu nabrała wytrzymałości i siły, dzięki czemu długotrwała walka nie sprawiała jej większych trudności. Spojrzenie słonecznikowych ślipi natrafiło na piaszczyste wybrzeże, a słodkie chwile spędzone tam z jej partnerem sprawiły, że nieznaczny uśmieszek pojawił się na łaciatym pyszczku. Jednak po ich ostatniej kłótni, czy kocur nadal uznawał ją za wybrankę? Przecież wprost powiedział calico, że po dobiciu Zaskrońcowego Syku stała się bezdusznym potworem i po prostu się na niej zawiódł. Pamiętała swoje niedowierzanie i wściekłe prychnięcie, gdy prędko opuściła obozową polanę, by uniknąć kontaktu z kimkolwiek oprócz samotności. Miała ochotę rozryczeć się jak mały kociak, lecz o dziwo, nie potrafiła uronić ani jednej łzy. W pewnym momencie próbowała nawet wydrzeć słoną wydzielinę z oczu na siłę, czego srogo później żałowała, bo prawie naraziła się na utratę wzroku. Od tamtej pory zamieniła z liliowym maksymalnie kilka słów, a minął już przecież ponad księżyc. Bezradna kocica poderwała się z miejsca na skraju klifu, a do jej uszu dotarł krzyk pochodzący od chyba najbardziej wkurzającego kocura na całym świecie.
— Berberys, poczekaj! — krzyknął Bluszczowy Poranek, brat Żywicznej Mordki, który ubzdurał sobie, że szylkretka zostanie jego partnerką. Córka Rosomaka miała ochotę rzucić się do gardła tej spasionej kupie futra; nigdy nie zamierzała związać się z innym kocurem niż z liliowym potomkiem Zlepka i jasno przedstawiła sprawę uczniowi Baraniego Łba.
— Czego chcesz? — zapytała siląc się mimo wszystko na minimalnie miły ton głosu i zlustrowała kocura od góry do dołu pogardliwym wzrokiem. — Nie mam całego dnia na twoje głupoty.
— Oj, no przestań, wiem, że ci się podobam — pewny siebie zamruczał, podchodząc do kotki i próbując przylgnąć do niej swym masywnym bokiem, na co kocica jedynie odskoczyła w bok. — Pokażę ci, co to znaczy być w prawdziwym związku! Ten mysi bobek na ciebie nie zasługuje.
— Jeszcze raz powiesz o nim w ten sposób — zasyczała gniewnie, unosząc do góry futro i odwracając się w stronę lasu. Na odchodne rzuciła niezłomnemu Bluszczowi zaledwie cichy pomruk. — A gwarantuję ci, że nie wrócisz do obozu w jednym kawałku.
***
Berberysowa Bryza przyjrzała się dokładnie uczestnikom nocnego patrolu, który to właśnie ona miała poprowadzić. Jeszcze nie przywykła do tego, że to na nią spadła odpowiedzialność wyznaczania składów i planowania współbratymcom całego dnia, ale jakoś dawała sobie radę. Chociaż wizja przeprowadzki miała urzeczywistnić się już następnego wschodu słońca, nikt z przez nią wybranych nie protestował wyruszenia po raz ostatni na obchód i tak wyniszczonych już terenów. W głębi serca każdy odczuwał decyzję o opuszczeniu obecnego terytorium na swój własny sposób i chciał po raz ostatni rzucić okiem na swój dawny dom. Tym razem zdecydowała się wyznaczyć Kozią Nóżkę, Rubinowy Kamyk, Łabędzi Plusk, Barwinkową Łapę oraz Żywiczną Mordkę. Co do liliowego kocura, Berberys na początku nie była pewna, czy dobrze postępuje wybierając go. Jednak czuła wewnętrzną potrzebę postąpienia właśnie w ten sposób; nie chciała żegnać się z obszarami stanowiącymi jej miejsce na tym świecie bez ukochanego nawet, jeśli nie mieli wymienić wtedy ze sobą ani jednego słowa. Gdy wszyscy się już zebrali, kocica dała znak do wymarszu poprzez uniesienie ogona i cała grupka klifiaków opuściła obóz. Przez większość czasu nikt się nie odzywał i przemierzali spalone terytorium w luźnej, nieco smutnej atmosferze, jednak nikomu to zbytnio nie przeszkadzało. Po paru chwilach uwagę Berberysowej Bryzy przykuło poruszenie się w krzakach na granicy z Klanem Wilka, więc zaintrygowana dała znak Rubince, żeby poprowadziła patrol dalej. Przez moment próbowała wychwycić w niewielkiej grupce smukłą sylwetkę syna Sroczego Żaru, lecz gdy nigdzie go nie zauważyła, szybko czmychnęła w pobliskie gęstwiny, zdenerwowana nawołując.
— Żywiczna Mordko? Żywico! — wrzasnęła, ostrożnie stawiając łapy na obcym obszarze. Obawa o ukochanego ścisnęła jej serce. Czemu kocur postanowił udać się na tereny wrogiego klanu? I czy aby na pewno to zrobił? Wątpliwości kocicy rozwiał jednak widok rozbłysku ślipi, gdyż nabrała przekonania, że należą one do brata Jarzębinki. Z ulgą ruszyła w stronę ich właściciela, lekko niepewnie mówiąc. — Żywiczna Mordko, co ty wyrabiasz na terenach Klanu Wilka?
<Wilcze Serce?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz