Szylkretkę zbudziły podekscytowane szepty pobratymców. Chłodne podmuchy wiatru wdzierały się do legowiska uczniów, mierzwiąc futra niektórym z nich. Kotka poczuła zimny szmer przebiegający jej po grzbiecie. Połaskotało ją kilkukrotnie po nosie, wzdrygnęła się przez nagłą zmianę temperatury.
Dzień, w którym Słotna Łapa miała stoczyć walkę na środku obozu, wreszcie nadszedł. Wylizała swoje futerko starannie, mając nadzieję, że wygląda akceptowalnie. Najlepiej ze wszystkich, oczywiście. Wyszła z legowiska uczniów pospiesznie, reszta kotów także się zebrała. Usłyszała donośny głos Nikłej Gwiazdy. Poczuła dreszcze przebiegające jej wzdłuż kręgosłupa. Krew szumiała jej w uszach. Była podekscytowana. Na jej mordkę aż sam cisnął się wyszczerz, a w oczach tliły się żywe, ciepłe ogniki determinacji. Dzisiaj to ona miała popisać się przed Wilczakami. Na forum! Wszyscy to zobaczą!
Usłyszała wiele słów, które życzyły jej jak najlepszego wyniku. Z powodu emocji nie była w stanie skupić się na żadnym konkretnym, skinęła jedynie łbem w geście podziękowania, kierując się w miejsce, gdzie miała odbyć się walka, od której zależało to, czy zostanie wojowniczką.
Stanęła, rozglądając się po tłumie. Wreszcie, po chwili oczekiwań, wyszedł z niego Wilgowa Łapa, którego wywołał przywódca. Słotna Łapa rozszerzyła oczka odrobinę, starając się nie dać po sobie poznać, iż jest… zdziwiona. I to bardzo. Miała ochotę wybuchnąć śmiechem i to prosto w pysk burasa. Ze wszystkich uczniów, naprawdę Wilgowa Łapa? Kocur był od niej odrobinę starszy, był też szerszej budowy, jednak pamiętała to, co o nim słyszała. Był marudą i wolał raczej rozmyślać, niżeli rzeczywiście walczyć. Może nie przykładał się aż tak do treningów związanych z walką? Zawsze mogli przydzielić jej Dębową Łapę. Kocur z pewnością by bardziej się z nią zabawił, w końcu on, w przeciwieństwie do swojego brata, przykładał się do treningów – tak myślała. No nic, nie mogła przecież narzekać na takie rzeczy. Skoro Nikła Gwiazda tak zadecydował, tak właśnie musiało być.
Czekając na słowa lidera, pochyliła łeb prawie do samej ziemi, wysuwając pazury i wbijając je w puch. Ogon kotki wił się niczym wąż.
— Zaczynajcie! — miauknął z powagą kocur, a jego głos poniósł się echem, rozchodząc po drzewach.
Słotna Łapa spięła mięśnie, po czym rzuciła się w kierunku zielonookiego, posyłając kawałki śniegu w dal. Dbała przy tym niezwykle o to, żeby się przypadkiem na nich nie poślizgnąć. Byłby to jej koniec, w dodatku kto by chciał w tak okropny sposób zakończyć swój pojedynek, który nawet nie zdążył się rozkręcić? Musiała pokazać, czego nauczyła ją Zalotka przez wszystkie te księżyce.
Uczeń, zauważywszy, iż Słota jest wystarczająco blisko, zamachnął się łapą, na co ona uderzyła go w pysk, dezorientując na chwilę. Zahaczył pazurem o jej sierść, wyrywając kępkę. Zerknął na własny szpon, jakby nie wierząc w to, co zrobił. Kotka, wykorzystując chwilę nieuwagi przeciwnika, zanurkowała mu pod brzuchem, podcinając jedną z łap. Uczeń runął na ziemię, uderzając pyskiem o posadzkę. Słotna Łapa, nie pozwalając mu w pełni wstać, wskoczyła na grzbiet pobratymca, następnie sprawnym ruchem zdzieliła go łapą w czubek łopatki. Prędko pchnęła go od boku, co sprawiło, iż stracił w całej łapie na chwilę czucie. Otworzył oczy szerzej, po czym zaczął nią machać w celu wyzbycia się odrętwienia.
— Nawet się nie bronisz! — syknęła mu do ucha, gniewnie przecinając ogonem powietrze. — Nie starasz się! Myślisz, że dam ci fory? — dorzuciła jeszcze, ukazując kły. Niech nawet o tym nie śni.
— Fory? — powtórzył po niej cicho. — Nikt nie chce twoich forów. Myślisz, że wygrasz, bo tyle kłapiesz jęzorem nadaremno? Myślisz, że jesteś lepsza od wszystkich? To twoje pięć minut, zapamiętaj je, bo więcej nie będzie. To cała twoja chwila, kiedy wszyscy na ciebie patrzą — miauknął zimno, wgapiając się jej prosto w ślepia. Dlaczego był taki pewny, skoro lada moment mógł przegrać?
Wilgowa Łapa skoczył w jej kierunku. Udawał albo jej słowa nie robiły na nim żadnego wrażenia.
Szylkretka warknęła i odskoczyła szybciutko, gdyby zrobiła to uderzenie serca później, kocurowi udałoby się ją złapać. Machała ogonem na boki, czekając na kolejny ruch z jego strony. Zatrzymał się z poślizgiem, o mało co nie upadając znowu na śnieg.
— Czy to wszystko, na co cię stać?! — zadrwiła z niego, wywijając wargi w grymasie. Po chwili zachichotała złośliwie, wystawiając mu język.
Pręgus wyprostował się, mrużąc oczy. Zadrżał lekko w śniegu, lecz w jego spojrzeniu nie było ani krzty gniewu. — Bardzo byś chciała, by cię wiecznie podziwiano. Bez tego byłabyś nikim. Nikim! Nikt by nie wiedział nawet, że istniejesz!
Mimo jego gadaniny szylkretka wiedziała, kto jest na wygranej pozycji. Patrzył na nią tak, jakby analizował jej następny ruch. Musiała walczyć ze sobą, żeby przypadkiem nie przetrzepać mu tego durnego łba bardziej, niż było to dozwolone. Uważała jego wypowiedzi za niepotrzebne marnowanie siły, którą równie dobrze mógł przeznaczyć na walkę z nią. Skoro nie chciał się upokorzyć, powinien był dać z siebie wszystko i oddać jej to, co ona zrobiła mu. Czy niczego go nie uczą na tych treningach? Pręgus podniósł łeb wyżej, spoglądając na nią z góry. Brązowooka zaśmiała się, widząc tak absurdalny wyraz na pysku pobratymca.
Nikła Gwiazda nie powiedział, że to koniec, więc uczennica nie zamierzała na razie przestawać.
Słotna Łapa ruszyła w jego kierunku raz jeszcze. Przejechała mu pazurami po boku, z rany prędko zaczął wypływać szkarłat. Kocur próbował ją zaatakować, kłapiąc pyskiem w okolicy jej gardła, jednak spudłował. Kopnęła go tylnymi łapami, a ten runął na ziemię, sapiąc. Może nie spodziewał się, iż rzeczywiście użyje swoich szponów i to go tak zdziwiło? Miała pomiędzy pazurami kępki jego gęstego, poplamionego futra. Patrzyła na niego tak, jakby czekała, aż się podniesie. Tym razem nie zapowiadało się na to.
— Walka z tobą jest żałosna. Ty cały jesteś żałosny. Nawet nie potrafisz się bronić ani mi oddać! Mogłabym się tobą bawić w nieskończoność, a ty byś nadal nawet mnie nie zadrasnął! — wrzasnęła z oburzeniem, pusząc futro na piersi.
Wilgowa Łapa odpowiedział jej coś pod nosem między wdechami, jednak Słotna Łapa nie słuchała tego już. Widownia z dumą wykrzykiwała jej imię, niektórzy wrzeszczeli jeszcze, żeby bury się podniósł i walczył, jednak tak się nie stało. Nie próbował więcej jej atakować.
— Dość! — rozkazał Nikła Gwiazda, przerywając pojedynek. Słotna Łapa odsunęła się od Wilgowej Łapy, który chwiejnie wstał przy pomocy jednego ze starszych wilczaków.
…
Po wygranej bitwie Słotna Łapa spotkała się z przeróżnymi gratulacjami. Wszystkie przyjmowała z dumą i szczerym zadowoleniem na pysku. Nie patrzyła nawet, co z Wilgową Łapą. Pewnie siedział teraz gdzieś skulony w legowisku medyka i płakał w ogon. Jeszcze czeka go trochę uczenia się, jeśli chce być taki jak ona. Brodę miała uniesioną wysoko, a pierś wypiętą. Ogonem machała z zadowoleniem na każde miłe słówko, jakie wypadło z pysków bliskich jej kotów. Czuła się dzisiaj niczym najpopularniejszy kot w całym Klanie Wilka. Miała na sobie uwagę lwiej części bliskich, ale i mniej znanych jej kotów. Niektórzy, których znała jedynie z widzenia, cieszyli się jej szczęściem tak, jakby sami wygrali bitwę. Czy Zalotna Krasopani była z niej bardzo dumna? Obserwowała jej walkę? Chciałaby pójść teraz do niej i pochwalić się jej, po to, żeby uzyskać aprobatę.
Czy Pomroczna Łapa i Cienista Łapa ją widzieli? Wierzyła, że i oni sobie doskonale poradzą podczas własnych walk. W końcu byli jej rodzeństwem.
Nikła Gwiazda kiwnął głową.
— Przejdźmy do mianowania — miauknął, a wszystkie koty, jakie otaczały Słotną Łapę, wycofały się odrobinę. Spojrzał z dumą na uczennicę, brązowooka poczuła, jak serce jej rośnie. — Słotna Łapa wygrała! Ja, Nikła Gwiazda, przywódca Klanu Wilka wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam ją wam jako wojowniczkę. Słotna Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia? — spytał z powagą, oczekując odpowiedzi ze strony koteczki.
Słotna Łapa pokiwała energicznie głową.
— Przysięgam! — odparła żywo, wywijając kitą z ekscytacji.
— Zatem mocą naszych walecznych przodków nadaję ci imię wojownika. Słotna Łapo, od tej pory będziesz znana jako Ognikowa Słota. Klan ceni twoją zwinność i umiejętność walki oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Wilka!
Szylkretka miała wrażenie, jakby mogła lada chwila wybuchnąć z radości. Wilczacy skandowali jej imię dumnie, jedni głośniej i silniej, drudzy nieco ciszej, jednak równie chętnie. Ognikowa Słota. Tak od dzisiaj będą do niej mówić. Zasłużyła sobie na tę imię. Wywalczyła je uczciwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz