Mroźne podmuchy targały futrami Wilczaków, napierając na ich wąsy, mrożąc im poduszki łap przez rozrzucony wszędzie gęsty puch. Świsty docierały do uszu mieszkańców. Z pyszczka szylkretki wylatywała lekka, ciepła chmurka. Słotnej Łapie udało się porozmawiać z jedną ze znajdek, jakie ostatnio przyniesiono do Klanu Wilka. Drugą zabrała Gąbczasta Łapa do Klanu Nocy. Szylkretka na razie nie wiedziała, co o nich myśleć, jednak już udało jej się wykorzystać rudego kocurka do tego, żeby przyniósł jej jedno z ziół ze składziku medyka. Skoro tyle tam siedział, to mógł równie dobrze się na coś przydać. Nie było mowy, że sama tam wejdzie i podwędzi to, czego potrzebowała. Zalotna Krasopani chyba by wybuchła, gdyby zauważyła, że sama chce tam wejść. Nie chciała, ale potrzebowała skądś wziąć kwiat. Początkowo nie wierzyła, że mu się uda – w końcu wydawał się taki głupowaty i przestraszony wszystkiego. Jednak po niedługiej rozmowie, zgodził się, mimo dyskomfortu. Tak naprawdę nie miał wyboru. Nawet nie protestował za długo. Przyniósł uczennicy powój, w miarę dyskretnie, wracając do siebie.
Niosła ziele w pysku dumnie, nie zwracając za bardzo uwagi na to, iż innych mogło zaciekawić, po co jej on tak naprawdę był. Teraz, czekając w centrum Klanu Wilka, położyła go przed łapami ostrożnie, tak, by go przypadkiem nie pognieść. Przyjrzała mu się raz jeszcze – przepiękne, purpurowe rozłożyste płatki, z białą gardzielą i żółtym środkiem, a także zdrowe, zielone gałązki wsparte przez porządną łodyżkę. Liście miały charakterystyczne, strzałkowe nasady.
Podniosła łeb, gdy do obozu wrócił kot, dla którego się tak bardzo pofatygowała. Chwyciła roślinę w pysk, podbiegając do Tygrysiej Łapy.
Rudy kocur ze zdziwieniem spojrzał na przyjaciółkę, uśmiechając się szeroko.
— Słotna Łapo, witaj! — mruknął z zadowoleniem, unosząc jedną brew, gdy dostrzegł powój w pyszczku brązowookiej. — Skąd go masz? — zapytał.
Słota dała mu znać ruchem ogona, by poszli na boczek. Pręgus kiwnął głową, nie mówiąc na razie za wiele, chociaż miał tyle pytań do zadania!
Usiedli przed sobą. Słotna Łapa zbliżyła się do zielonookiego, wplątując mu kwiat za ucho. Musnęła go futrem. Uczeń miał się odsunąć, już unosząc przednią łapę, jednak tego nie zrobił.
— Co robisz? — zapytał, nerwowo podrygując ogonem. Słotna Łapa spojrzała na niego raz jeszcze, nie tracąc kontaktu wzrokowego. Spoglądała na niego dłuższą chwilę, jakby potrzebowała zapamiętać wyraz jego pyszczka, jakby chciała, by ten moment trwał wieki. Było mu do twarzy z powojem za uchem.
— Jesteś takim mysim móżdżkiem — prychnęła, mrużąc na chwilę oczy. Zaraz po tym zrezygnowała z tej mimiki, przybierając dużo łagodniejszą. — Tygrysia Łapo, czy… czujesz coś do mnie? — miauknęła, czując się tak, jakby mrówki wspinały jej się po grzbiecie.
Każda sekunda ciszy, jaka między nimi narastała, sprawiała, że Słota miała ochotę nakrzyczeć na przyjaciela, byleby tylko jej odpowiedział szybciej.
Na mordce Tygrysiej Łapy widniała czysta dezorientacja.
— Tak — odparł z nerwowym uśmiechem, poruszając łapą. Słotna Łapa postawiła uszy czujnie, rozszerzając oczka. Uniosła końcówkę ogona, a mięśnie samoistnie jej się napięły.
Pręgus nie skończył mówić. — Oczywiście czuję, że jesteś jedną z moich najlepszych przyjaciółek. Lubimy się, właśnie dlatego jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.
Zniżyła odrobinę łeb, czując, jak uszy same zmieniają pozycję. Błysk w jej oku zmienił się, aczkolwiek nie traciła jeszcze całej nadziei. Dało się to uratować… tak? Prawda? Może się przejęzyczył?
— Jestem dla ciebie tylko najlepszą przyjaciółką? — dopytała jeszcze, nadal patrząc mu się w oczy. W ciemnych ślepiach zatańczyła żywa iskra nadziei.
— Tak, tylko przyjaciółką. — Pokiwał głową, a jego uśmiech delikatnie zrzedł.
— Tylko? — Przechyliła głowę, odrobinę płaszcząc uszy. Iskra, jaka utworzyła się uderzenie serca temu, powoli obumierała. Uśmiechnęła się do niego szeroko raz jeszcze, jak gdyby była to ostatnia szansa na to, by usłyszeć to, czego od niego chciała. W jej sercu narastał niepokój tak wielki, że chciałaby wyrwać go pazurami razem ze swoim organem. Zmiażdżyć go, jak robaka, żeby nigdy nie wracał. Nie rozumiała tego uczucia.
— No… tak, wiesz, nigdy się nad tym nie zastanawiałem jakoś długo. — Pokręcił głową, wracając wzrokiem do towarzyszki. — Emmm… tak. — Uśmiechnął się znów, nie tak mocno, jak Słotna Łapa. — Czemu pytasz?
— Bez powodu, po prostu… Myślę, że jesteś ciekawy. I chciałabym, żebyśmy pozostali przyjaciółmi — wyjaśniła krótko, nie wierząc w to, co sama wypowiedziała. Siliła się na miły ton, nie zająknąwszy ani razu. Wyprostowała się. — Do zobaczenia, Tygrysia Łapo — dodała na sam koniec, odwracając się.
Skierowała się do żłobka. Wewnątrz nie było zbyt wielu kotów – Stroczek patrzył na nią z przerażeniem, kuląc ogon i jeżąc sierść wzdłuż kręgosłupa. Kot, który go doglądał, wybrał się akurat po zdobycz ze sterty. Przecież nie nastraszyła go tak bardzo, by się jej panicznie bał! Prychnęła pod nosem, miała ochotę na niego nakrzyczeć, rozszarpać go, wyrwać mu każdy włosek po kolei tylko po to, żeby jakoś odreagować to, co przed chwilą się stało. Chciała, by Tygrysia Łapa odwzajemnił jej uczucia. Niczego nie pragnęła bardziej do tej pory, oczywiście oprócz aprobaty Zalotnej Krasopani. Czy matka by ją zrozumiała? Wsparłaby? Na pewno. Ona rozumiała ją jak nikt inny.
Czy to ten okropny Klan Gwiazdy namieszał mu tak w głowie? Na pewno! Na pewno to przez nich! Czy Tygrysia Łapa wierzył w mrocznych przodków? Może potajemnie rozmawiał z gwiezdnymi kotami po to, by się od niej odwrócić? Może zakazali mu związku z nią? Właśnie tego chcieli! Chcieli jej nieszczęścia! Tacy właśnie byli! Kochał ją, ale to przez nich się rozmyślił!
Uderzyła łapą o ściółkę, wysuwając pazury. Ból w piersi doskwierał jej niczym setki kłujących ciernistych kolców. Najeżyła futro wzdłuż kręgosłupa, powarkując pod nosem, przecinając powietrze kitą. Wszystko było takie bez sensu! Wszystko było głupstwem! Klan Gwiazdy, te durne uczucia, koty, które tępo podążały za wiarą, która im szkodziła. Ona sama była głupia, myśląc, że z tego mogłoby cokolwiek być. Gdyby tylko Tygrysia Łapa ją zauważył!
Posłała kocurkowi spojrzenie, które sugerowało mu, by nie pisnął nikomu słówka – w przeciwnym razie wiedział, co go czekało. Stroczek pokiwał jedynie głową, a jego małe łapki trzęsły się tak, jakby stał w wielkim mrozie.
Słotna Łapa wyszła z kociarni wtedy, kiedy miała pewność, że Tygrysia Łapa zajął się z powrotem swoimi sprawami i nie natkną się na siebie przypadkowo. W pewnym momencie do jej oczu napłynęły łzy, jednak prędko je wytarła, nie chcąc, by ktokolwiek to przyuważył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz