*noc zgromadzenia 08.11*
Z podekscytowaniem rozglądała się po wyspie. Uznała, że skoro na pierwszym zgromadzeniu do nikogo nie zagadała, teraz chyba by wypadało. Z wysoko uniesionym ogonkiem wmieszała się pomiędzy koty, szukając odpowiedniego rozmówcy. Ten był za stary, ten za poważny, ten jeszcze coś innego... Aż nie napotkała wzrokiem młodego kocurka. Może kogoś w jej wieku? Jechało od niego rybą więc uznała, że to chyba jakiś nocniak.
Z cwanym uśmiechem wwalcowała pomiędzy uczniaka a jakiegoś innego kota.
— Oh, wybacz, że przerywam... Jestem Pomroczna Łapa — zamiauczała, bez krzty skruchy. — Wydajesz się nie najgorszy. Masz coś przeciwko spędzeniu chwili razem?
Nieznajomy zerknął na nią ze znudzeniem, jednak nie odsunął się. Jego żółte oczka zabłysnęła.
— Nie przerywasz. Jestem Dryfek — miauknął z łagodnym uśmiechem.
Uniosła brew.
— Dryfek? — upewniła się, przekręcając głowę na bok. — W sensie, Dryfująca Łapa?
Nie czekając na potwierdzenie, rozsiadła się obok uczniaka. Jej brzuszek otarł się o skałę; wypełniony smacznym kosem, którego udało jej się wpałaszować przed zgromadzeniem. Po chwili wyprostowała się, słysząc kolejne słowa opuszczające pysk uczniaka.
— Jak zwał tak zwał, preferuję Dryfek.
— Cóż, jesteś z Klanu Nocy, prawda? Znam taką jedną od was. Łezka się nazywa — zaczęła gadać, przypominając sobie młodszą koteczkę i nie zważając na niepewność towarzysza. A może niechęć? — Na pewno ją widziałeś, taka mała i niepozorna. Wygląda prawie tak jak ja- no, tylko ja nie jestem mała i niepozorna.
— Zgadza się. Ty jak zgaduję wilczak. Jak to jest, że nasze klany mają sojusz — mruknął, przewracając oczami. — Kojarzę. Ta, jasne.
Końcówka jej ogona zadrżała. Nie podobał jej się sposób, w jaki uczniak wypowiedział ostatnie słowa. Zacisnęła zęby na języku, aby nie powiedzieć żadnego brzydkiego słówka.
— Tylko dlatego znalazła się u was. No, to... Dryfku, co takiego ciekawego możesz mi o sobie powiedzieć?
— Mhmmm... Chyba nic szczególnego! — miauknął z uśmiechem na pysku, wyglądając już nieco bardziej przyjaźnie. — Jestem młodym uczniem, jeszcze nie tak dawno oddanym do Klanu Nocy przez jakąś samotniczkę. Nic mi na ten temat właściwie nie wiadomo, ale oprócz mnie klan nabył jeszcze moich braci… A ty?
Zastrzygła uszyma.
— Również nie urodziłam się w klanie — miauknęła, zaintrygowana. — Mam dwójkę rodzeństwa. Moja... Moja mama została sama. Teraz jakaś inna kotka się za nią podaje. Nie jest zła, ale... No. Też jestem uczennicą od niedawna — zmieniła temat. — Ale już praktycznie ukończyłam trening. Tobie też dobrze idzie?
Dryfująca Łapa zdawał się zawiesić na jej pierwszych słowach. Skrzywiła się nieco; cały ten temat Jasnoty i Zalotki był dla niej strasznie drażliwy. Czemu w ogóle o tym wspominała?
— Pamiętasz swoją mamę? — zapytał prosto z mostu. — Ja nawet nie wiem czy kotka która nie tu przyniosła jest moja matką. Ale znalazłem sobie mamę sama!
Jej uśmiech nieco zgorzkniał.
— Oh, oczywiście, że pamiętam. Już... Już nie tak wyraźnie — miauknęła z wyraźnym zasmuceniem — ale pamiętam! Była taką miłą, życzliwą kotką... Nie wiem, co się z nią stało.
Pociągnęła nosem i zdenerwowana odwróciła wzrok. Głupia, nie powinna o tych rzeczach mówić. Jeszcze się popłacze, i co wtedy? Kolejne słowa kocurka o treningach umknęły jej uszom. Nie mogła płakać. Chyba już się by nikomu na oczy nie pokazała…
— Ah... Miejmy nadzieję, że z nią wszystko dobrze. Chciałbym poznać swoją mamę — mruknął jeszcze niebieski. — Śmiesznie jest spotkać kogoś kto też nie był klanowiczem od początku.
Westchnęła, zamrugawszy, aby odgonić łzy i odzyskać odrobinę wigoru. Uśmiechnęła się w miarę życzliwie w stronę Dryfującej Łapy.
— U nas jest całkiem sporo takich kotów — odparła, otulając łapki ogonem. Zimno się robiło, a zadek zaczął przymarzać jej do skały. — Tak mi się wydaje. Albo takich z tylko jednym klanowym rodzicem.
— Wiesz... Ja nawet nie wiem czy u nas są inne koty od samotników. Szczerze to niezbyt rozmawiam z innymi... Nawet tego nie lubię- Oh, jest o mnie mowa!
Rzeczywiście, słowa liderki nocnaików wybrzmiewały gdzieś w tle.
— O mnie mówiono na ostatnim zgromadzeniu. Teraz czekam jedynie na moje mianowanie. Chociaż, nie wiem kiedy to się odbędzie. Mój mentor zdaje się mnie nie lubić... Chociaż, ja też go nie lubię. Zachowuje się, jakby miał co najmniej gałąź pod ogonem.
— Rozumiem — miauknął krótko, po czym otworzył szerzej ślipka. — Rany, czemu ktoś miałby wsadzić mu gałąź tam, gdzie słońce nie dochodzi? Musi być naprawdę sztywny, skoro tak twierdzisz — mruknął, chichocząc cicho. Pomrok również parsknęła śmiechem. — Jest jakiś powód dla którego za sobą nie przepadacie?
— Po prostu nie da się go znieść — westchnęła. — Kompetentny jest... Ale miły i gadatliwy już na pewno nie.
Ruszyła zmarzniętym zadkiem. Jeszcze chwila, a nie podniesie się z tej skały! Zlustrowała spojrzeniem towarzysza.
— Wybacz, chyba będę już zmykać. Muszę znaleźć moją siostrę... Do następnego! — skłamała, wstając. Ale Słotę mogła przy okazji znaleźć! Rzuciła uczniakowi cwany uśmiech, zanim odwróciła się na pięcie i zniknęła w tłumie.
***
Zajrzała do żłobka, w pysku niosąc dwie myszy. Czasami lubiła tam przychodzić – ale tylko wtedy, gdy akurat nie siedziała tam Jarzębinowy Żar. A to zdarzało się często.
Tym razem jednak medyczki tam nie było. Odetchnęła z ulgą; nie spieszyło się jej do kolejnej interakcji z przybraną siostrą. Nawet nie chciała jej tak nazywać… Fuj.
Pozostawiła posiłek przed gromadą kociąt. Jej uwagę przykuł jeden z tych starszych. Stroczek, jeśli dobrze pamiętała. Ten, na którego… Na którego nakrzyczała jakiś czas temu. Nie czuła się z tego powodu źle, ale może dzieciak powinien ją zapamiętać trochę lepiej.
Gdy głowiła się nad tym, o co do niego zagadać, na myśl nasunęła się jej pewna rozmowa z ostatniego zgromadzenia. Przekręciła główkę w bok. Chyba się nada…
— Hej, Stroczek. — Szturchnęła kocurka lekko łapką, zwracając jego uwagę. — Gadałam ostatnio z jakimś nocniakiem o twojej siostrze. Podobno ma się dobrze, no, może poza faktem, że będzie teraz musiała jeść śmierdzące ryby — miauknęła, marszcząc lekko nosek. Posłała malcowi krzywy uśmiech.
<Stroczku? Twoja nowa kumpela przyszła>
[930 słów]
[przyznano 19%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz