Kocica poczuła, jak jakiś wyższy kot wpada na nią, a po chwili usłyszała przeprosiny. Najeżyła sierść wzdłuż kręgosłupa, ogonem uderzyła, rozgniewana. Kto w ogóle śmiał ot tak sobie na nią wpaść?
— Patrz, jak leziesz! — syknęła, obnażając kły, płaszcząc uszy, ale i patrząc kocurowi prosto w oczy, unosząc podbródek, a potem patrząc na niego z góry. Wyprostowała się nagle, gdy zorientowała się, że wilczak był od niej starszy. Polizała się parę razy po piersi z zażenowania. Jako, iż nigdy nie słyszała o nim za wiele, ani od mamy, ani od w zasadzie kogokolwiek, pochyliła głowę w formie przeprosin. Jeśli był kimś ważnym, byłoby naprawdę głupio mu podpaść. Chociaż pewnie, gdyby był, to by o nim więcej wysłuchała. Już trochę minęło, odkąd dołączyła do Klanu Wilka. Pustułkowy… Szron? Szpon? Nie była pewna, jak dokładnie miał na imię. Aczkolwiek wiedziała, że przerwał jej spacer po obozie, co jej się wcale nie podobało. Może mogłaby pójść za niedługo na trening z Zalotną Krasopanią? W końcu nigdy nie nauczy się polować na króliki, jeśli będzie się obijać w obozie.Czekoladowy spojrzał na nią ze zdziwieniem. Już otworzył pyszczek, jednak prędko go zamknął, usłyszawszy przeprosiny. Uśmiechnął się odrobinę, jakby na znak, że się na nią za to nie gniewa.
— Nic się nie stało — zamruczał, spoglądając na szylkretkę.
Słotna Łapa zerknęła na niego ze swego rodzaju ulgą. Normalnie nie przejęłaby się tym aż tak, szczególnie gdyby mama za nim nie przepadała. A jako, iż nie wiedziała o nim za wiele, to też nie była pewna, czego mogła się po nim spodziewać.
— W zasadzie to moja wina, przez to, że nie mam jednego oka, to ciężko mi czasami wyczuć — dodał. Brzmiało to tak, jakby chciał ją pocieszyć.
— Jak to się stało, że nie masz oka? — zapytała uczennica, nadstawiając uszy z zaciekawieniem.
— Twoja mama nie opowiadała ci o wojnie z Klanem Klifu? — spytał nieco zdziwiony, że Zalotna Krasopani nie zadbała o ten aspekt wiedzy u szylkretki. — Oko właśnie wtedy straciłem, poświęcając po części wzrok, by nasz klan wygrał.
Spojrzała na niego z niezrozumieniem. Jakiej wojnie z Klanem Klifu?
— Nie słyszałam o tym… — miauknęła z nieukrywanym zaskoczeniem. — Ale najważniejsze, że wygrał Klan Wilka! — odparła z zapałem, mając nadzieję, że starszy opowie jej nieco więcej o tym. Już długo nie słyszała aż tak ciekawych rzeczy.
— Do czego to doszło, by przyszłość Klanu Wilka nie wiedziała o jego historii... — westchnął, jakby załamany tym faktem. — Cóż, to Zalotna Krasopani powinna ci o tym opowiadać, lecz chyba lepiej to usłyszeć od samego uczestnika wojny, nie sądzisz?
Oczy uczennicy rozbłysły, usłyszawszy te słowa. Pokiwała energicznie głową, zapominając, że jeszcze chwilę temu się na niego zezłościła. Może mogłaby się jakoś niedługo pochwalić uczniom, że wie więcej od nich, jeśli nikt im nie opowiadał? Spozierała na niego z czystą ciekawością, poruszając ogonem z niecierpliwością. Nie mogła się doczekać, aż zacznie mówić. Po chwili, zauważywszy swoje zachowanie, strzepnęła uchem, prostując się i mrużąc oczy, jakby chciała wyglądać dostojniej i bardziej poważnie, niż do tej pory.
— Tak! — miauknęła, a jej wibrysy zafalowały. — Opowiedz mi, proszę — dorzuciła, czując lekkie podmuchy wiatru omiatające jej policzki.
— Dobrze. A więc walka rozegrała się na terenie Czarnych Gniazd, które przed wojną należały do Klanu Klifu, lecz po wygranej zostały włączone do naszych terenów. Słońce chyliło się ku zachodowi, a chłodny wiatr muskał nasze futra, gdy czekaliśmy na wymarsz. Wtedy ledwo co skończyłem szkolenie i jako młody niedoświadczony wojownik ruszyłem walczyć u boku mojej rodziny. Mroczna Wizja, Makowy Nów i... Krucze Pióro. — Imię brata wypowiedział z niemal odrazą. — Walczyłem z doświadczonym klifiakiem, który jak widać, postanowił zostawić po sobie pamiątkę. Oko straciłem na samym końcu, gdy Klan Klifu przegrywał. Tamten zabrał moje ślepie niczym jakieś trofeum wojenne. Przywyknięcie do zwężonego pola widzenia trochę mi zajęło, jednak parę księżyców później nie powstrzymało mnie to przed uratowaniem przywódcy przed atakiem zdrajcy.
Szylkretka słuchała opowieści starszego, nie przerywając mu ani razu. Co jakiś czas patrzyła na jego pusty oczodół, jakby musiała się upewnić, czy faktycznie nie było w nim oka. Czemu musieli zabrać mu oko, kiedy przegrywali? Jakież to było niefortunne!
— Kto był tym zdrajcą? — zapytała, nadal niezwykle pochłonięta historią, jakiej słuchała. Zupełnie tak, jakby miała znać kota, o którego pytała. Może Zalotna Krasopani o nim jej wspominała, a ona nawet nie miała pojęcia? — Czy nie ma go już z nami? — dorzuciła, po chwili oglądając się przez ramię, jak gdyby futrzak, o którym była mowa miał się na nią lada moment rzucić. Wróciła ślepiami do wojownika. Chociaż raczej to było oczywiste – skoro zdradził, to z pewnością się go pozbyto, jednak wolała mieć pewność.
— Topielcowy Lament, za życia należał do mistrzów. Jako zdrajca klanu musiał zginąć. W obronie Nikłej Gwiazdy wywiązała się między nim a mną walka. Właśnie wtedy zginął — wyjaśnił spokojnie, ciesząc się po części, że może uczennicy przekazywać historię klanu.
Słotna Łapa poruszyła ogonkiem. Jaka szkoda, że był mistrzem! Chociaż, skoro był zdrajcą, to lepiej, że już go nie było z nimi. Pokiwała główką z aprobatą. Jak dobrze, że Klan Wilka dbał o takie rzeczy. Ciekawe czy w innych klanach również zdarzały się takie przypadki? Pewnie tak, niestety.
Szylkretka gardziła zdrajcami. Bardzo.
— Czyli też dzięki tobie nie ma go już z nami? Jak dobrze, zatem dziękuję, Pustułkowy Szponie, że dbasz o takie rzeczy — miauknęła, uśmiechając się szczerze. Czyli wilczak stojący przed nią był jednym z tych kotów, które warto szanować. Ciekawe czy i jej kiedyś przyjdzie zrobić taką swego rodzaju czystkę? Czy Zalotnej Krasopani przyszło kiedyś również pozbyć się kogoś… takiego?
<Pustułkowy Szponie, opowiesz mi coś jeszcze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz