Słotna Łapa została wybrana do patrolu łowieckiego. Czuła potrzebę rozprostowania łap, a przy okazji przydania się dla klanu. Teraz kiedy nadeszła pora nagich drzew, każda zdobycz była niezwykle ważna. Od każdego patrolu zależało, czy jeden kot więcej dzisiaj napełni brzuch. Zachodzące słońce tworzyło malowniczy krajobraz, przebijając przez siebie kolory, zaczynając od szkarłatu, aż po sam intensywny miodowy. Chłodny powiew wiatru czesał kotom futra na grzbietach, napierając na wąsy, a puch mroził im poduszki łap.
Skierowali się do lasu, ściółka szeleściła im pod łapami, szylkretka robiła co w jej mocy, by przypadkiem nie przewrócić się przez byle korzeń. Nasłuchiwała, a do jej uszu dotarło nic więcej, jak samo pohukiwanie sowy gdzieś w oddali, a także chrupanie, które nie pochodziło od żadnego z nich. Rozejrzała się, stawiając uszy czujnie. Szła tuż obok jednego z wojowników, którzy wybrali się razem z nią na patrol – albo raczej ona z nimi.
Nie miała pojęcia, że Kamienna Łapa im towarzyszy. Nie rozglądała się na tyle, by go zauważyć. Dodatkowo skupiła się teraz głównie na tym, by wyczuć zwierzynę, a jako, iż nie rozmawiał za wiele, nie usłyszała jego głosu.
Barczatkowy Świt prowadziła patrol. Wyszczerzyła się jakby sama do siebie. Optymizm aż bił od niej, zarażając poszczególne koty naokoło, jednak nie Słotę.
Nagle do brązowookiej podszedł czekoladowy bicolor.
— Cześć… — miauknął. — Szkoda, że nie udało się razem potrenować. Ale… Wspólny patrol to też coś, prawda? — uśmiechnął się pocieszająco, ale nagle zatrzymał się, a jego oczy utkwiły w jednym punkcie. Trącił kotkę nosem w bark i następnie wskazał jej ogonem wiewiórkę, która przebiegała po gałęzi drzewa znajdującego się nie tak daleko od nich.
— Złapmy ją razem — zaproponował szeptem Kamienna Łapa, nie spuszczając wzroku ze swojej przyszłej ofiary.
Słotna Łapa miała już się mu sprzeciwić i zapytać, dlaczego jest blisko niej, skoro nie wolno mu było, jednak nie miała na to czasu. Kiwnęła do niego porozumiewawczo głową – później to wyjaśnią.
Gdy padł znak, ruszyła biegiem w kierunku drzewa, chwytając się najbliższej gałęzi. Kamienna Łapa również zaczął się wspinać ile sił w łapach, wyprzedzając ją odrobinę. Pręguska zauważyła, jak rude futerko mignęło jej przed nosem – zdobycz przeskoczyła na gałąź nieopodal, okrążając ją i prawdopodobnie spoglądając na nich z paniką z kilkanaście razy.
Kamienna Łapa zamachnął ogonem, a jego szczęki zatrzymały się na kicie wiewiórki. Zwierzę zaczęło piszczeć tak głośno, że najprawdopodobniej zaalarmowało wszystkich w okolicy. Słotna Łapa doskoczyla szybciutko, wgryzając jej się w kark. Słodki posmak krwi rozpłynął jej się na podniebieniu, a wierzganie rudej istotki ustało. Opadła bezwładnie, łapki jej zwisały, a w oczach nie było już żadnego blasku. Podsunęła wiewiórkę Kamiennej Łapie.
— Weź ją, w końcu to ty ją pierwszy złapałeś — miauknęła, uśmiechając się do niego delikatnie.
Czekoladowy kocur pokręcił głową. Jednak po chwili przekonywania go, zgodził się wreszcie, chwytając trofeum. Zeszli ostrożnie po drzewie, upewniając się, czy aby na pewno nic im się nie stało. Gdyby wiewiórka była nieco mądrzejsza, mogłaby uczniowi bardzo łatwo poranić oczy. Na szczęście nie wzięła tego pod uwagę i zamiast celować w tak ważne miejsce, nie zdążyła nawet poprawnie zareagować. To było udane polowanie.
Reszta patrolu rozproszyła się w poszukiwaniu zdobyczy, dlatego dwójka miała chwilę na pogaduchy. Słotna Łapa zerknęła na kocura, szturchając go przyjacielsko barkiem. Jej mina spoważniała, gdy zwróciła jego uwagę na siebie.
— Hej, Kamienna Łapo… bo, wiesz, czy na pewno możesz ze mną rozmawiać? — zapytała niepewnie, nerwowo grzebiąc łapą w podłożu.
Kocur zamrugał, niepewnie spoglądając na kotkę.
— Nie, tak w zasadzie to nie wiem. — odparł, poruszając ogonem. — Martwisz się, że nam się za to oberwie? — zapytał.
— No… tak… ale, chociaż zobacz, w końcu skoro coś upolowaliśmy, i to razem, to może wcale nie jesteś taki zły, jak mi mówią? — miauknęła, uśmiechając się do niego.
— Mówią tak na mnie? — zapytał bicolor ze zmartwieniem.
Słotna Łapa nie odpowiedziała mu na to.
— Złapmy coś jeszcze, to może będzie tylko lepiej i zauważą, że wcale mi nie szkodzisz.
Szylkretka nie była pewna, co myśleć o kocurze. W końcu największym problemem było to, że uczył go Wilczy Skowyt. Jak na razie Kamienna Łapa nie powiedział jej nic takiego, co by mogło sprawić, że powinna go znienawidzić. Aczkolwiek nie wolno było jej lekceważyć słów matki. Będzie musiała dobrze to przemyśleć.
<Co ty na to, Kamienna Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz