Gałgan odszedł. A przynajmniej tak początkowo wydawało się Rozkwitającej Szancie. Jakie było jej zdziwienie, kiedy natrafiła na niego w okolicy Drogi Grzmotu. Jej słowa sugerujące śmierć Śmieszki nie przekonały go na powrót do domu; wręcz przeciwnie. Zamierzał dowiedzieć się prawdy, a jeśli faktycznie jego siostra zginęła z łap, któregoś z kotów z Klanu Wilka, zamierzał ją pomścić.
– A co zrobisz, kiedy się zemścisz? – spytała, leżąc oparta o jego boku. Z ogromnym zainteresowaniem przysłuchiwała się jego planom, decydując się również dowiedzieć o tym, co widział, kiedy przebiegał przez tereny Klanu Wilka. Były głupi, bo nikt o zdrowych zmysłach nie zapuściłby się na tereny wroga. A w dodatku nikt z taką prostą nie opowiadałby o sobie obcemu kotu.
– Odejdę. – Rozkwitająca Szanta bawiła się czerwonym liściem. – Albo spróbuję dołączyć do twojego klanu.
– Nie. Obiecaj mi, że nie dołączysz... – nakazała. – Nie chce widzieć twojego pyska codziennie, gdy wyjdę z kociarni. Wystarczą mi nasze potajemne spotkania na granicy. Kiedy ktoś nas przyłapie, będę mogła powiedzieć, że próbowałam cię przegonić, ale... – Urwała. W tym samym momencie kocur dotknął ją nosem w policzek. – Wyrocznia nie pozwoli nam być razem. – Być może Klan Gwiazdy również.
– Wyrocznia? A co ona ma do gadania?
– Więcej niż myślisz. – prychnęła, podnosząc się. Westchnęła, czując się, jak idiotka, że przy kolejnym spotkaniu nie zdecydowała się przepędzić kocura, tylko nawiązała z nim romans. – Jeden z moich synów jest do ciebie podobny. Macie identyczny kolor futra. Na imię ma Kołysankowej Łapa. Gdybyś go spotkał na granicy możesz mu powiedzieć, że jesteś jego ojcem – zażartowała, by po sekundzie poprosić kocura, aby tego nie robił.
* * *
Między potajemnymi spotkaniami z kocurem, mającymi wypełnić jej pustkę w sercu, jej życie wyglądało całkowicie normalnie. Nie licząc kolejnych morderstw w klanie, które w międzyczasie miały miejsce. Zdołała do nich przywyknąć, nie decydując się na reakcję. Postanowiła siedzieć cicho, tak samo, gdy żyła na terenach niczyich. W głębi serca cieszyła się ze śmierci Norniczego Śladu; dzięki Świerszczowemu Skokowi kocica przestała być realnym zagrożeniem dla innych kotów, a przede wszystkim dla synów czarnej. Bo skoro próbowała zabić swoją byłą partnerkę, to dlaczego by nie próbować pozbyć się innych kotów? Może to właśnie szylkretka również odpowiadała za próbę otrucia królowych? Tylko jako by miała w tym cel? Królowa ziewnęła, przekręcając się na bok. Przymknęła oczy, zastanawiając się, czy jej synowie będą źli na wieść o tym, że ich matka związała się z samotnikiem. Nie powinni. W końcu ich ojcem również był samotnik, o czym jednak nie wiedzieli.
* * *
Teraźniejsza pora nagich drzew była o wiele lżejsza od zeszłorocznej. Przynajmniej Rozkwitająca Szanta nie musiała przedzierać się przez zaspy, kiedy kroczyła na spotkania z Gałganem. Nie planowała kolejny raz zostawać matką, a jednak, stało się. W celu potwierdzenia ciąży, gdy tylko dostrzegła pewne zmiany w swoim ciele, skierowała się do swojego brata. I faktycznie, medyk potwierdził przypuszczenia kocicy. Tak jak ostatnim razem nie pytał się o to, kto był ojcem kociąt. Miał to gdzieś, a Szancie było to na rękę. Nie miała zamiaru przedstawiać kocura nikomu ze swojej rodziny. Mimo to zdecydowała się poinformować Gałgana o ciąży, chcąc zobaczyć jego reakcję. Czy maska, która być może nosił, odpadnie, jak ta maska Setha, kiedy usłyszy, że zostanie ojcem? Ile minie czasu nim kocur odejdzie na zawsze z życia Wiecznej Królowej? A może naprawdę zechcę dołączyć do Klanu Burzy i być przy niej oraz jej synach? Ta myśl zaczęła ją przerażać. No i najważniejsze, jak zareagują jej synowie na wieść o tym, że Gałgan jest nowym partnerem Szanty i ich nowym ojcem, jeśli by jednak zechciał dołączyć? I jak zareagują na to, że zostaną starszymi braćmi? Będą się cieszyć, a może wręcz przeciwnie. A jak zareaguje ON na to wszystko?
Na umówione spotkanie z kocurem nigdy nie dotarła, jak i również nie było mowy o powrocie do obozu o własnych siłach w celu poinformowania reszty członków rodziny o jej powiększeniu. Ktoś uniemożliwił jej samodzielne podzielenie się szczęśliwą nowiną, zabierając zarówno ją, jak i sekret zabójstwa Koziego Przesmyku ze sobą do grobu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz