BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

07 maja 2023

Od Bylicy

*dawno temu*
Wróciła z polowania, a gdy weszła do szopy, wyczuła zapach krwi.
Od razu włączyła jej się czerwona lampka. Ziemia była zroszona szkarłatnym płynem. Ślad szedł z kąta w kąt a w jednym miejscu była cała plama. Dostrzegła Bałwanka śpiącego przy kartonie zakrytym słomą.
Jego łapy też były we krwi.
Podbiegła do Bałwanka, po czym bezceremonialnie odsunęła go od kartonu, by następnie odkryć słomę która zasłaniała jej paskydny i smutny widok.
Małe ciałko kociaka leżało na boku, oddychając ciężko. Był wyłysiały, tak jakby ktoś wyrwał z niego sierść. Krew sączyła się z jego ran na grzbiecie.
Było czuć od niego potworny zapach krwi. Jego ciałko raz po raz drżało z bólu, a oddech był ciężki i urwany, jakby trawiła go gorączka. Nie było z nim kontaktu, najpewniej spał.
Bylica widząc to otworzyła pysk, zszkowana. Wściekłość rozlała się po jej ciele.
Jak Bałwanek mógł?!
Wyjęła bardzo delikatnie kociaka, po czym odłożyła go przy stercie z ziołami. Musiała go szybko opatrzyć i podać leki, póki spał i póki jeszcze jego stan nie był krytyczny przez to, co mu zrobił jej… jej własny syn. Szybko zabrała się do uzdrowicielskiej roboty. Opatrzyła jego rany, nasmarowała odpowiednimi mieszankami ziół.
Gdy tylko skończyła, podeszła do Bałwanka, po czym dała mu mocno w pysk.
- Co to wszystko ma znaczyć?! - warknęła, kładąc uszy po sobie, bardzo zła. Nie rozumiała, czemu jej własne dziecko coś takiego uczyniło bezbronnemu, małemu kocięciu.
Biały szybko się obudził, zaskoczony nagłym ciosem. Od razu zerknął na karton.
- GDZIE MÓJ SZCZUR?!- zaskrzeczał przerażony. - ON SIĘ TAM LECZYŁ! Bo... Coś go pogryzło. I go tak znalazłem. I nie umiem łapkami tamować krwi...
Kłamał jej! W żywe ślipia! Było widać, że to tu doszło do zadania szkód kocięciu, przez ilość krwi na podłodze!
- To ty go tak urządziłeś, nie kłam! - wrzasnęła. - TO NIE JEST SZCZUR, COŚ TY ZROBIŁ?! – krzyknęła, nie panując już kompletnie nad sobą. Nie rozumiała, jak można było tak skrzywdzić malutkie dziecko. Jej syn niczym poszkodowany zaskomlał smutno i skulił się.
- A to źle? Poza tym to jest szczur! Przed tym jak stracił futro, był szary. I malutki. I piszczy. To jest szczur... Chciałem sprawdzić czy części ciała odrastają... Nie wiedziałem, że nie można!
Nie wiedział… NO CHYBA NIE!
- Oj wiedziałeś, wiedziałeś. I to nie jest szczur. - warknęła - to jest kot. Szczury wyglądają kompletnie inaczej. I jestem pewna, że zauważyłeś różnicę.
Biały na jej słowa skulił się jeszcze bardziej.
- Ja naprawdę nie wiedziałem! Krokus też mnie bije! To w takim razie też coś złego? Poza tym to jest szczur - powiedział zgodnie ze swoim przekonaniem.
- To nie jest szczur - miauknęła w końcu nieco spokojniej. - Ma koci pysk, kocie oczy, kocie uszy i kocie proporcje. To, że piszczy, nie oznacza, że jest szczurem. I jak to Krokus cię bije?
- To jest szczur! Widziałaś kiedyś niby takiego małego kota?! Niskiego, piskliwego i z łysym ogonem?! To oczywiste, że to szczur! Oddaj mi go! - krzyknął na nią. - TO MÓJ SZCZUR, ZJESZ GO! I... No po prostu mnie bije Krokus. Powiedziała, że mi nie zaufasz więc nic nie mówiłem.
Nim zdążyła odpowiedzieć, usłyszała cichy pisk za sobą.
- SZCZUREK!- wrzasnął żółtooki syn i popędził do leżącego kociaka. Przytulił go bardzo mocno i zaczął lizać po główce.
- Mama? - sapytał zdezorientowany łysy maluszek, który wydał z siebie kolejny pisk, gdy został mocno przytulony.
Podbiegła, po czym chwyciła Bałwanka za kark, następnie odseparowując go od dziecka, aby nie zrobił mu znowu żadnej krzywdy. Młode natomiast bez oparcia przewróciło się na ziemię, aby zacząć leżeć tam bez sił.
- To jest kot, nie żaden szczur. I tak, widziałam tak małego kota w swym życiu. – miauknęła przez zęby zaciśnięte na białej sierści - A z Krokus mam w takim razie do porozmawiania – dodała. Oj… jej córka będzie miała jej wiele do wyjaśnienia. Czyli jednak to co mówił Wypłosz mogło być prawdą. Że też mu wtedy nie uwierzyła…
- Mama? – powtórzył kociak, szukając wspomnianej wzrokiem. - Gdzie jesteś?
Tymczasem Bałwanek zaczął głośno warczeć na nią.
- Zostaw mnie! Nie masz prawa mi kraść Szczura! Puszczaj! Muszę go przytulić, bo już wariuje!
- Nie. Skrzywdziłeś go. I TO NIE SZCZUR! – wrzasnęła znów czując złość na ignorancję syna, puszczając kark kocura by następnie osłaniać skulone kocię własnym ciałem.
Po chwili chwyciła malucha za kark, chcąc go ochronić przed Bałwankiem. Łysy pisnął przestarszony, gdy go podniosła.
- N-nie jedz mnie proszę! Ja jestem może i szczurkiem, ale chcę żyć! - załkał.
- Nie zjem cię - miauknęła nieco niewyraźnie trzymając kociaka, który na jej zapewnienie pociągnął noskiem.
- D-dziękuję. Jesteś babciu miła... Myślałem, że mnie zjesz jak się dowiesz, że u was mieszkam.
Jej syn nastroszył się za to jak wściekła wiewiórka i zaczął syczeć.
- Zostaw go. Bo... Ugryzę cię. PUSZCZAJ MOJEGO SZCZURA! ZROBISZ MU KRZYWDĘ!- wydarł się na nią.
- To ty mu zrobiłeś krzywdę! - warknęła, po czym skierowała się do wyjścia z szopy. Jej syn z wrzaskiem rzucił się na nią, drapiąc mocno i gryząc.
- ZOSTAW SZCZURA! – krzyknął na nią.
Nie widząc innego wyjścia i nie mając już cierpliwości, szybko odpowiedziała na atak. Już po chwilo przygwoździła Bałwanka do ziemi. Gdy tylko przyszła Krokus, kazała jej trzymać białego, mimo tego, co podobno mu robiła. I tak usłyszy, jeśli coś się tam w środku zadzieje, a jak tylko wyjaśni sprawę z maluchem poważnie z nią porozmawia. Wyszła z szopy by spokojnie rozpocząć rozmowę z poszkodowaną istotką. Ta jednak rozpłakała się, zestresowana.
- Proszę nie zabijaj mnie! Ja nie chciałem! Przepraszam! Ja chcę jednak do taty! Chcę do taty, do opiekuna, nie jedz mnie!
- ODDAWAJ MOJEGO SYNKA SZCZURKA! – usłyszała jeszcze ze środka, ale zignorowała głos białego.
Będąc już poza Drewnianym Gniazdem, położyła delikatnie kociaka.
- Dobrze, już wszystko dobrze, nie bój się. Co się stało, gdy mnie nie było? - spytała łagodnie.
Gdy maluch dotknął ziemi zamarł, unosząc łebek na srebrną kocicę. Wydał z siebie jedynie pisk, rozglądając po otoczeniu.
- Ja chcę do taty - wymiauczał smutno. - On nie chciał. To pomyłka. Proszę. Niech twoja córka go nie biję. Tak nie wolno! Nie jedz mnie, ja... ja przepraszam. - powtarzał, dygocząc. - I... i proszę... nie przeganiaj mnie. Mam tylko tatę. On mi uratował życie, bo Dwunożni chcieli mnie otruć!
Uniosła brew, zdziwiona tym, co mówił kociak.
- Przecież nic ci nie zrobię. Ale on to chyba inna bajka. Oberwał ci futro.
Kociak pokręcił łebkiem.
- Ja... ja chcę do taty... P-proszę... - miauczał przestraszony, wlepiając w nią wielkie oczy.
- Zrobił ci krzywdę. – stwierdziła oczywistość.
- A-ale... Ale on nie chciał. T-to pomyłka. Mam tylko jego. Nie chcę żyć w śmietniku i ściekach, nie chcę by mnie Dwunożni otruli ponownie - piszczał smutno.
- Czym cię otruli?
- U-uh... Jedzeniem, którego nie powinienem jeść... Zrobiło to ze mnie kotka, dlatego go przypominam. A ja jestem szczurem! - pisnął pewniejszym głosikiem.
Skrzywiła się, słysząc te bzdety. Co też biały nagadał temu biednemu dziecku…
- Nie jesteś szczurem. Nie da się zmienić czyjegoś gatunku trucizną. Niech zgadnę, wmówił ci to ten twój "tata"?
- Jestem! Spójrz! Mam ogonek jak szczurek! - Pokazał jej wyłysiały ogon. - Takiego kotki nie mają! I jak to się nie da? To... To nie chcieli mnie zabić? Podobno trzymają szczurki w klatce i mordują truciznami. Tata mnie uratował, bo bym skończył jak moi bracia. - wymiauczał.
Ach, czyli czeka ją długa droga przy naprostowaniu tego, co mu nagadał Bałwanek…
- Nie jesteś szczurem. Masz anatomię kota. A kotom też zdarza się mieć takie ogony. A do tego - dotknęła łapą kawałka futra kocięcia - To nie jest brak futra, tylko futro oberwane przez Bałwanka.
Pisnął na dotyk, odskakując od niej natychmiast.
- Z-zostaw mnie! Ja... ja nie znam żadnego Bałwanka! - to wypiszczywszy, poderwał się do biegu, by uciec przed straszną kocicą, jednak szło mu to wolno i ociężale przez rany, które odbierały mu siły. Zdyszał się podskakując króliczy skok od Bylicy, by tam paść zmęczony.
- O ja pierdole.... - miauknęła załamując się i irytując - Bałwanek to biały kocur którego nazywasz tatą. Chyba, że ma jeszcze inne miano?
Słysząc jej słowa maluch znowu skulił się. Po chwili jednak ku zaskoczeniu błękitnej zmusił się by wstać na łapki, po czym nie odpowiadając jej poczłapał z powrotem w stronę szopy. Widząc tę nieudolną próbę ucieczki, chwyciła kociaka za kark ponownie.
Następnie weszła do szopy, uznając, że skoro kociak tego chce oraz i tak nie odpowiada na jej pytania, bo ma pomieszane przez jej syna w główce. Gdy tylko znalazła się w środku spojrzała na Bałwanka dalej trzymanego przez Krokus.
Potem położyła kociaka na ziemi, po czym przytrzymała go swą białą łapą. Ten zapiszczał smutno, patrząc na kocura z wielkimi oczkami.
- Czemu to dziecko myśli że jest szczurem? – zadała pytanie białemu.
- Tatusiu pomocy. – wymiauczał maluch.
Bałwan przestał wrzeszczeć jak to robił wcześniej i spojrzał wielkimi oczami na malucha.
- Puszczaj go! On jest moim szczurkiem!- znowu zaczął się wyrywać jej burej córce.
- To nie jest szczur tylko kot, a ty namieszałeś mu w głowie. – powiedziała ledwie zachowując spokój.
- To jest szczur! Wygląda jak szczur, śmierdzi jak szczur... – mruknął młodzik.
Aż palnęła się łapą w pysk z załamania. No po prostu…
- Tatoo – zaczął piszczeć smętnie kociak nie będący w stanie się uwolnić spod łapy kocicy.
- MASZ GO ZOSTAWIĆ ZBOCZONA PEDOFILKO! CO MU ZROBIŁAŚ?!
- JAKA PEDOFILKO?! – wrzasnęła, słysząc znowu to określenie, gdy nic takiego żadnemu dziecku nie robiła.
- PUŚĆ GO! TO MOJE DZIECKO!
Nieco spokojniej miauknęła:
- Jeśli to twoje dziecko to traktuj je należycie a nie obrywaj mu futro wmawiając że jest szczurem.
- Ale to szczur! Nic mu nie wmawiam!
- To nie jest szczur, szczury wyglądają inaczej.
- Tak wyglądają szczury! Zostaw go, on się boi! Musi się do mnie przytulić!
- Nie bo mu znowu futro oberwiesz! – zaprotestowała.
- Nie oberwę! Obiecuję! Nie wiedziałem że to źle. A to źle? Nie można tak?
- Nie, nie można. Skoro obiecujesz że go nie skrzywdzisz to go wypuszczę - mruknęła, zdejmując łapę z dzieciaka który zaczął płakać podczas ich kłótni, która na pewno go bardzo stresowała. Łysa istota przestała płakać gdy ją puściła, pociągając już tylko małym noskiem.
- Yhym?- mruknął jej syn, patrząc do góry na Krokus, która go przytrzymywała. Bylica wydała sygnał, by córka puściła białego.
Od razu maluch wstał chwiejnie na łapki, po czym pokuśtykał do Bałwanka, chowając się pod jego brzuszkiem.
- Tato!
Ten przytulił go mocno i polizał po łebku.
- Ciiiiii, już dobrze... Nie musisz się bać. Ta zła pani nic ci już nie zrobi.
Maluch zapadł się w jego sierści, uspokajając.
- Bałem się, że już nigdy cię nie zobaczę.
- Chwila moment czemu nazywasz mnie złą panią? – zadała pytanie nieco zdezorientowana Bylica.
- Bo jesteś okrutna! Najpierw byłem zmuszony na treningi z Krokus, po których cały poobijany wracałem, a teraz kradniesz mi dziecko, bo lubisz ich mieć pod dostatkiem!
- Ta pani porywa dzieci? - zapytał zdumiony kociak.
Jej syn pokiwał głową
- Tak.
- Jakie treningi z Krokus? - spojrzała na córkę zdziwiona - Krokus możesz mi to wyjaśnić? - spytała podejrzliwie.
- No biła mnie! Tragedia jakaś! Kradniesz dzieci, a potem jeżeli się nie przydają to je wyrzucasz! – miauknął niezadowolony Aital.
- Co? - zaskoczona mruknęła - Nie wyrzucam nieprzydatnych dzieci! Chwila moment... - spojrzała na burą próbującą wymknąć się z szopy - Te rany co miał Bałwanek nie były zrobione przez obcego... to byłaś ty! - wrzasnęła. Krokus czmychnęła tymczasem z szopy - Wracaj tu! - warknęła, biegnąc za córką - Mamy do pogadania! – wybiegła z Drewnianego Gniazda, ruszając w pogoń za córką.
***
Dogoniła ją dopiero poza ich terenami, gdzie skoczyła na kotkę zwalając ją na ziemię.
- STÓJ, MÓWIĘ! – wrzasnęła na córkę.
Ta w końcu zatrzymała się i wyszła spod niej. Bylica wstała, wyprostowała się i zmierzyła córkę surowym spojrzeniem. Ta skuliła się przed nią, a w jej miodowych ślipiach błysnął strach.
- Jak mogłaś bić Bałwanka? Jak mogłaś robić mu treningi bez mojej wiedzy, do tego tak brutalne? Jak mogłaś tak zawieść moje zaufanie? – zadała trzy pytania z powagą i zawodem w głosie.
- On… ja… ja m-myślałam… j-ja chciałam… - jąkała się, a jej futro stanęło dęba. – Chciałam, żeby nie pasożytował jak Wypłosz! – w końcu wypaliła, kładąc po sobie jeszcze mocniej uszy i machając ogonem.
- Wypłosza też biłaś na treningach, choć wtedy jeszcze nie był pasożytem. Może gdybyś tego nie robiła, nie zdradziłby nas.
Na te słowa z oczu Krokus pociekły dwa strumienie łez.
- W-wiem… n-nie ch-chciałam… b-by t-t-to się t-t-tak skoń-skończyło…
- I teraz popełniasz ten sam błąd. Z Bałwankiem. – miauknęła niewzruszona z kamiennym pyskiem. W jej żyłach buzował ogień.
- N-n-n-nie ch-chciałam ź-źle! P-p-pragnę-pragnęłam ty-tylko… przysłó-przysłóżyć si-się nam… - załkała , upadając na ziemię pod łapami swej matki. – Ch-chciałam… ch-chcia-chciałam…
Czekała na dalszy ciąg, nie spuszczając zmrużonych ślipi w córkę.
- Chciałaś… - mruknęła, odwracając się.
- N-n-nie od-odchodź! – usłyszała błaganie za sobą. Córka chwyciła ją za tylną nogę. Bylica odwróciła łeb, by napotkać zasmarkany pysk burej. – Ch-chciałam… ci-cię t-t-tym za-zado-zadowo… - nie była wstanie dokończyć przez zaciśnięte gardło, więc po prostu trzymała łapę Bylicy, która obserwowała to tylko.
- Popełniłaś wielki błąd. – mruknęła. Znów szloch dotarł do jej uszu – Ale to nie oznacza, że cię nie kocham. – miauknęła, po czym lekko przyciągnęła kotkę do siebie. Ta chwyciła ją najmocniej jak umiała, wczepiając się niczym rzep w jej futro, łkając w nie i mocząc łzami, podczas gdy matka lekko objęła ją ogonem. - Od teraz nie będziesz mogła przebywać z nim na osobności. Ani z tym drugim kociakiem. Muszę też nadać ci karę, bo nie mogę tego tak zostawić. – mruknęła.
Cętkowana pokiwała głową.
- A-ale… n-nie… n-nie z-z-zost-zostawisz m-mnie? – spytała, nie unosząc łba.
- Oczywiście, że cię nie zostawię – miauknęła już łagodnie Bylica – Nie zostawię, pókim żywa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz