BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumiankowa Pręga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumiankowa Pręga. Pokaż wszystkie posty

16 kwietnia 2020

Od Rumianek

Deszcz znowu szalał na dworze jak opętany, drzewa schylały się ku ziemi z powodu świszczącego wiatru, a błotniste kałuże zalegały obozową polankę od rana. Chociaż Pora Nowych Liści była powszechnie znano jako ta najpiękniejsza, podczas której kwitną kwiaty a zwierzątka przebudzają się do życia, calico na samą myśl o niej miała ciemne chmurzyska przed oczami. Czemu musiało lać jak z cebra akurat wtedy, gdy ona chciała się wylegiwać na ciepłym słoneczku?
Zrezygnowana westchnęła, błądząc ślipiami po obecnych w kociarni, lecz żaden widok nie przykuł specjalnie jej uwagi. Borówkowy Nos zarządziła znienawidzone przez kociaki wylizywania futerka, przez co Jarzębinka darła się na cały głos, a Mleczyk desperacko starał się znaleźć jakąś kryjówkę. Gdyby nie fakt, że bała się wpaść pod pazury wierzgającej się na wszystkie strony liliowej, może i podeszłaby do nich, lecz wspomniany wyżej powód skutecznie ją odstraszał. Przeniosła znudzony wzrok na drugie posłanie należące do jej najlepszej pod słońcem rodzinki. Mama rozmawiała o czymś ze Szczawikiem i Fiołkiem, najpewniej opowiadając im o codziennych obowiązkach zastępcy czy innych pierdołach, a Myszek znów snuł jakieś niesamowite historię ze swojego życia, które zaciekawiły Dalię. Trójkolorowa po chwili namysłu zdecydowała się dołączyć do siostry, by wsłuchać się w opowieści kremowego bicolora, lecz nagły hałas w wejściu do legowiska momentalnie przykuł uwagę wszystkich kociaków.
— Hej! — przywitał się wesoło niemal całkowicie czarny wojownik, niosąc w pysku pokaźnego ptaka nieznanego koteczce gatunku. Samiec skinął przyjaźnie łbem na powitanie Borówce i mamie, po czym położył przed nimi upolowaną przez siebie zdobycz, posyłając maluchom delikatny uśmiech.
Wnuczka Sroczki musiała przyznać, że wojownik nieco ją zaintrygował, choć sama dokładnie nie wiedziała czemu. Może to przez śmiesznie oklapnięte uszka, które przywoływały jej na myśl te należące do Jarzębinki? Koteczka powędrowała wzrokiem do prychającej i syczącej kulki liliowego futra, jednak zauważając jej iskrzące gniewem ślipia, prędko odwróciła łeb w przeciwną stronę.
— Jak masz na imię? — chwilową ciszę przerwał ciekawski głos Fiołka, który dokładnie przyglądał się białej plamie ostro kontrastującej z resztą czarnej sierści dorosłego. Faktycznie, śnieżna łata przyciągała wiecznie błyszczące ślipia każdego z kociaków. Calico niepewnie przysunęła się bliżej, by lepiej usłyszeć słowa syna Koziej Nóżki.
— Barwinkowy Podmuch — wymruczał z nieukrywaną dumą kocur, wypinając do przodu ciemną pierś. Koteczka dałaby sobie ogon uciąć, że widziała tajemnicze iskierki przemykające w jego ślipiach na dźwięk swojego imienia! Czyżby kryła się za tym jakaś dłuższa historia? Zanim jednak zdołała zapytać o to samca, gwar wypełniający ponownie żłobek sprawił, że poczuła dziwną pustkę głowie, zapominając tym samym o cisnącym się na język pytaniu. 
Miała zamiar dołączyć się do beztroskiej zabawy rodzeństwa, lecz kątem oka zauważyła, że brat Bodziszkowej Łapy kieruje się do wyjścia. Czerwona lampka zapaliła jej się w głowie; ma jeszcze ostatnią szansę na dowiedzenie się czegoś ciekawego! Z całą siłą krótkich łapek stanęła dogoniła wychodzącego wojownika i proszącym tonem wydukała.
— Panie Barwinku? Może mógłby mi pan opowiedzieć coś o tej "prawdziwej" Porze Nowych Liści? Teraz cały czas leje i leje, a podobna jest taka śliczna — westchnęła z rozmarzeniem Rumianek, przechylając delikatnie główkę w bok.

<Barwinku? :3>

Od Rumianek

Radosny okrzyk koteczki wybił się ponad inne głosiki w kociarni, gdy Szczawik złapał ją za końcówkę ogonka, z zadowoleniem stwierdzając "mam cię!". Szczerze mówiąc, niewiele obchodziła ją przegrana; cały sens był przecież w dobrej zabawie, prawda? Przetoczyła się na prawy bok, chcąc chapnąć tylną nogę Myszka, lecz cętkowana łapa mamy skutecznie przerwała im zabawę.
— Skarby, bawcie się ostrożniej, dobrze? — miauknęła przewrażliwiona punkcie własnych potomków Berberysowa Bryza,  podnosząc narzekającego kremowego bicolora za kark i kierując się na posłanie. Pozostała czwórka posłała bratu wspierające spojrzenia pełne współczucia, widząc jak do tej pory zmierzwione futerko pręgowanego klasycznie zostaje poskromione przez szorstki język mamusi. Calico nie do końca rozumiała, czemu każdy tak nie lubił czyszczenia przez rodzicielkę; ona sama czuła się wtedy najbezpieczniej. Powtarzające się, rytmiczne pociągnięcia przejeżdżające po mordce czy karku wywoływały u niej rozkoszne mruczenie oraz chęć jak najszybszych odwiedzin krainy snów. Nie mogła jednak otwarcie przyznać się do tego wśród zawziętych przeciwników tej czynności, więc jedynie ślepo naśladowała ich skrzywione pyszczki za każdym razem, gdy nadchodziła jej kolej. 
— Okropne, no nie? — miauknęła z udawanym obrzydzeniem do stojącego obok Fiołka, który energicznie pokiwał łebkiem na zgodę, po czym delikatnie się do niej nachylił. Koteczka roześmiała się z powodu łaskotek wywołanych ruchem jego wibrysów z każdym wypowiadanym przez samczyka słowem, jednak szybko jej łaciaty przybrał zaciekawiony wyraz.
— Co ty na to, żebyśmy uciekli do jakiegoś bezpiecznego miejsca? — zaproponował z lśniącymi ślipiami, a drganie końcówki kremowego ogona zdradzało jak bardzo korciło go, by zrealizować swój pomysł. Trójkolorowej nie trzeba było powtarzać dwa razy; już po chwili razem z bratem usiłowała znaleźć coś, co uchroniłoby ich przed i tak nieuniknionym losem. 
Krążyła skocznym krokiem po legowisku, starając się odkryć jakąś zaciszną, dobrze ukrytą norkę czy spory głaz, za którym mogliby się schować, lecz nic nie sprawiało wrażenia odpowiedniego. Niestety, ten kamyczek okazał się za mały, tamto zagłębienie za bardzo odkryte, a sterta liści przy wejściu zbyt narażona na zdmuchnięcie przez podłe wietrzysko. Ku jeszcze większej rozpaczy szylkretki, poszukiwania Fiołka również nie przyniosły niczego dobrego, przez co oboje spojrzeli po sobie w desperackim pragnieniu dopięcia swego celu. 
— I co my teraz zrobimy? — westchnął zrozpaczony kocurek, wlepiając pełne nadziei pomarańczowe ślipia w myślącą na najwyższych obrotach siostrzyczkę. Miała świadomość, że nie może zawieść kremowego, więc jej wzrok przeskakiwał z miejsca na miejsce w zdumiewająco prędkim tempie. 
— Wiem! — wykrzyknęła po chwili ciszy w wyrazie ogarniającej ją euforii, po czym pospiesznie zakryła łapką mordkę. Z obawą zerknęła na mamę i ciocię Borówkę, lecz kocice zdawały się nie usłyszeć jej głupiego pisku radości. Powracając spojrzeniem na zaintrygowanego kremowego, przeturlała w jego stronę znaleziony w żłobku stary patyk i pewnie oznajmiła. 
— Sami zbudujemy sobie bazę! Co ty na to, Fiołku? — zapytała bardziej z uprzejmości niż faktycznego zainteresowania odpowiedzią kocurka, gdyż już zaczęła gromadzić wszelkie liście na dach ich nowego projektu.

<Braciszku? uwu>

15 kwietnia 2020

Od Rumianek

Od momentu, w którym po raz pierwszy otworzyła dzisiaj pomarańczowe ślipia, była zachwycona piękną pogodą na zewnątrz. Białe, puchate chmurki powoli toczyły się przez błękitne niebo, prawie w ogóle nie przeszkadzając piaskowemu słońcu w posyłaniu maleńkich promyczków do wnętrza kociarni. Córka Żywicznej Mordki była tak zachwycona pięknem świata na zewnątrz, że nie niemal przegapiła okazję na włączenie się do zabawy w chowanego. Gdyby nie wesołe pacnięcie Fiołka, chyba nigdy nie wybaczyłaby sobie takiej straty!
Wszyscy w piątkę zgodnie ustalili, że Myszek pierwszy zaczyna liczyć i szukać, więc po rozpoczęciu przez bicolora zabawy, rozpierzchli się we wszelkie możliwe strony. Liliowa szylkretka od razu wiedziała, gdzie się schować; parę wschodów słońca temu odnalazła z Dalią niewielką szczelinę przy wejściu do żłobka, mieszczącą maksymalnie dwa małe kociaki, więc skorzystała z okazji, że siostra odbiegła w przeciwnym kierunku. W ostatnich chwilach zdołała zawinąć biały ogonek wokół łapek, bo kremowy od razu rozpoczął węszenie w każdym kącie, który przyszedł mu akurat na myśl. 
Tak jak myślała, wybranie tego miejsca było świetnym pomysłem, gdyż Myszek ani razu nie zaszedł aż tutaj, a ona mogła po cichu chichotać z nieuwagi braciszka. Dodatkowo, miała świetny widok na wydarzenia rozgrywające się na samym progu wejścia oraz obserwowanie dziwnych, chmurkowych kształtów na niebie. Przez dłuższą chwilę panował względny spokój, ptaki cicho ćwierkały, parę razy przed oczami mignęły jej sylwetki znajomych kotów, a co pewien czas rozlegał się dźwięczny śmiech nowego "odnalezionego". 
Jednak w końcu jakaś masywna kupa futra stanęła w wejściu do legowiska, ku nieszczęściu calico przyćmiewając sobą śliczne plamy słońca. Uważnie zlustrowała przybysza pomarańczowymi ślipiami, a orientując się, że to nie kto inny jak znienawidzony przez mamę wujek Bluszczowy Poranek, jeszcze bardziej wcisnęła się w szczelinę. Nie, nie bała się tego parszywca, ale sam jego zadufany w sobie wzrok przyprawiał ją o ciarki. Do tej pory nie mogła uwierzyć, że taki nadęty buc jest bratem jej ukochanego tatusia!
— Ej, ty! — warknęła niespodziewanie nieco większa od niej koteczka, obdarzając zaskoczonego wojownika pełnym niezadowolenia grymasem liliowego pyszczka. Rumianek nigdy nie pomyślałaby, że spotka rówieśnika tak odważnego jak stojąca nieopodal kotka; nawet nie zadrżała, gdy o wiele większy od niej kocur cicho syknął w jej stronę. — Słuchaj, mysi bobku, nie chcę, żebyś tym tłustym zadem zasłaniał mi słońce, rozumiesz? — dodała z podniesionym futrem koteczka, a na pyszczek calico wstąpił zaciekawiony uśmiech, gdy zauważyła jej zabawnie oklapnięte uszka. 
— Jak ty się do mnie odz — zaczął zdenerwowany syn Sroczego Żaru, lecz liliowa niczym prawdziwa lwica wypięła do przodu pierś, przewróciła lekceważąco oczami i weszła mu w zdanie.
— Po co tu przyszedłeś, jak nawet nie umiesz się wysłowić — parsknęła zjadliwie, ignorując wszelkie słowa padające z pyska arlekina. Szylkretka nieco skrzywiła się na jej wredny ton, lecz skoro mama odzywała się do wujka z taką samą wrogością, to wszystko w porządku, prawda? Akurat w momencie, gdy wielki kocur ostrzegawczo uniósł łapę, ruda kocica z białą łatą na oku przywołała go do siebie. Widocznie samiec musiał być naprawdę przez nią wyszkolony, gdyż błyskawicznie zaprzestał kłótni z młodszą koteczką i ruszył za Makowym Kielichem.
— Głupia wronia strawa! — splunęła za nim córka Borówki, a następnie stanęła w pół kroku, zauważając lśniące w głębi kryjówki pomarańczowe ślipia. W chwili, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, Rumianek niepewnie wychynęła ze szczeliny, zapominając o chowanym z powodu fascynacji wyczynem liliowej. Podskoczyła do wpatrującej się w nią przymrużonymi oczętami starszą kotkę i z zachwytem westchnęła.
— Ale to było super — powiedziała nadal będąc oszołomiona tym wydarzeniem. — Ja nie dałabym rady przepędzić takiego olbrzyma! Jak ty to robisz? — zapytała z dozą niepewności, w duchu bojąc się, że również dostanie porządny ochrzan.



<Jarzębinko?>

Od Rumianek

Rozbrykane promyki słoneczka przemykały pomiędzy jej łapkami, powodując wstąpienie szczerego uśmiechu na kocięcy pyszczek, gdy próbowała je złapać. Miejsca, w których złote plamy światła spotykały się z trójkolorowym futerkiem, zdawały się lśnić niczym tafla letniego jeziora i choć zimny wiatr nieco zmierzwił przylizane kosmyki na łebku, koteczka miała to gdzieś. Obecnie najbardziej liczyło się dla niej ciepło słońca, będącego w ostatnich dniach wielką odmianą od monotonnych ulew, przynoszących jedynie zawroty głowy i strach. Czemu akurat wtedy, gdy tak bardzo kusiło ją do opuszczenia żłobka, musiała trwać okropna, wręcz paskudna pogoda? 
W wielkich, pomarańczowych ślipiach przez moment ustał beztroski taniec iskierek, lecz nagły ruch w wejściu do kociarni przywrócił im dawny blask. Calico w pierwszym odruchu błyskawicznie chciała powitać nowego przybysza, jednak wrodzona nieśmiałość wzięła górę i tym razem. Nie czekając na jakikolwiek następny czyn obcego, prędko czmychnęła pod biały ogon należący do ukochanego tatusia, który zdawał się być jeszcze bardziej przerażony od córki. 
Nieznacznie wychyliła nosek zza kity pręgowanego, lecz zauważając, że to tylko Tęczowa Zatoczka ze świeżą zwierzyną dla królowych, opuściła bezpieczny schron. Może za pierwszym spotkaniem szylkretka była zafascynowana personą buraski, która była pewną odmianą od znanych jej na co dzień mordek; teraz stanowiła zwyczajną, miłą wojowniczką nie będącą nikim ważnym dla koteczki. 
Przynajmniej jedna rzecz związana z jej wizytą przyniosła calico jakąś większą korzyść. Jako, że mama i tata zajęli się rozmową z kocicą, wreszcie miała okazję na zobaczenie całego obozu! Oczywiście, nie będzie oddalała się za daleko, by nie natrafić na nikogo dorosłego, bo nie chciałaby mieć żadnych kłopotów (a czuła, że mamusia nie byłaby zbytnio zadowolona z jej pomysłu). Rozglądając się uważnie dookoła po raz ostatni, ostrożnie zaczęła kierować się w stronę jej szansy na niewinne zwiedzanie, cały czas mając oko na miauczących ze sobą dorosłych. Stawiała każdy krok jak najdelikatniej mogła, jednak brak poglądu na otoczenie przed nią sprawil, że w pewnej chwili upadła z piskiem na jakiegoś innego kota. 
Była zbyt zawstydzona swoim upadkiem, by chociażby spojrzeć na mamroczącego coś pod nosem kociaka, ale po zapachu domyśliła się, że potrąciła któregoś z potomków Borówkowego Nosa. Wyobrażając sobie najgorsze, skuliła się w maleńką, drżącą kuleczkę i wsłuchała w pełne bólu jęknięcie.
— Moja łapka — mruknął niezadowolony ktoś, nachylając się nad znieruchomiałą szylkretkę. Wnuczka Zlepka czuła uważny wzrok na całej długości swojego ciała, przez co jeszcze bardziej zakryła onieśmieloną mordkę ogonem. — Co ty tu w ogóle robisz, co? — zapytał z pewną dozą ciekawości w głosie, czekając na odpowiedź sprawczyni wypadku. Między kociakami zapadła napięta cisza, przez co poszkodowany zaczął się oddalać, ale w ostatniej chwili młodsza zaryzykowała.
— Przepraszam, nie chciałam ci nic zrobić, naprawdę — wyznała skruszona, trącając postrzępioną kulkę mchu w stronę młodego klifiaka. Wiedziała, że musi zrobić coś w ramach przeprosin za swoją wpadkę. Uniosła lekko łebek w górę i niepewnie zaczęła. — Wiesz, chciałam właśnie zobaczyć trochę świata poza kociarnią i może jako wynagrodzenie poszlibyśmy razem, co? Przy okazji mogłabym cię trochę lepiej poznać — zaproponowała nieco cichszym tonem, wlepiając pełne nadziei ślipia w pyszczek tajemniczego samczyka.


<Mleczyku?>

Od Rumianek

Pomimo dosyć wietrznego dnia, dzięki dobrze osłoniętemu żłobkowi, wszystkie kociaki mogły bawić się i bawić bez końca. Radosne popiskiwania, głośne krzyki i dziecięcy chichot wypełniał wnętrze od wschodu do zachodu słońca, co dla niektórych stawało się już lekko nieznośne. Na szczęście, Rumianek nie należała do tej grupy i chwytała się wszystkiego, co można byłoby określić mianem zabawy. Przez niemal cały dzień, pomijając oczywiście chwile na drzemki i posiłki, krążyła wokół swojego rodzeństwa jak nakręcona, wchodząc w każdy podrzucony przez nich pomysł i wymyślając coraz to nowsze sposoby na spędzanie wolnego czasu, który stanowił ich codzienność.
Jednak nastawały również ospałe, powolne chwile spowodowane tymczasowym wyczerpaniem pokładów energii. Wtedy wtulenie się w cieplutkie futerka braciszków oraz siostrzyczki było prawdziwym ukojeniem, lecz to usypiające mruczenie mamy naprawdę całkowicie pochłaniało zmęczoną szylkretkę. Rytmiczne przesuwanie się szorstkiego języka kocicy po małym łebku liliowej, miarowy oddech rodzeństwa po obu stronach, a czasami niepewny głos taty stanowił dla Rumianek jej własną bezpieczną przystań, w której niczego się nie bała. 
To właśnie dlatego nienawidziła bolesnego wyrywania się stamtąd, gdy po przebudzeniu nie mogła zmusić się do ponownego zaśnięcia wśród jasnych futerek bliskich. Nie zdarzało się to często, ale w takich momentach wymykała się z dala od nich i próbowała wykombinować coś w samotności, by nie dać się zjeść nudzie zanim reszta się wybudzi. Niestety, po kilku razach zrozumiała, że bez nikogo jest okropna w zapewnianiu sobie rozrywki, a nie mogła przecież budzić innych z tak błahego powodu! Dlatego zwykle marszczyła w wyrazie oburzenia nosek, po czym wlepiała pełne rozczarowania oczęta w nierówne ściany legowiska.
Nie inaczej było i tym razem, gdy z nieznanych powodów podczas popołudniowej drzemki z westchnieniem opuściła posłanie, niechętnie przyjmując do świadomości, że czeka ją kolejne obserwowanie pęknięć w kamykach i liczenie nowych liści, będącym w jej przekonaniu prezentem od wiosennego wiatru. Zanim jednak zdążyła opaść na zad i rozpocząć inspekcję, coś zupełnie niespodziewanego przykuło uwagę szylkretki, która wlepiła rozszerzone z zaskoczenie ślipia w szczupłą sylwetkę u progu wejścia.
Koteczka bez wahania mogła stwierdzić, że ma do czynienia z samcem z krwi i kości. Wysoki, aczkolwiek dobrze umięśniony, wprost emanujący dumą i siłą. Futro koloru żywego ognia było zmierzwione od przebywania na szalejącej na zewnątrz wichurze, a pomimo tego, że było lekko zmoczone kroplami deszczu, nie traciło w żadnym stopniu na dostojności. Calico delikatnie mówiąc zaniemówiła na widok kocura, lecz powód był tylko jeden; przeraziła się tajemniczymi ślipiami koloru orzechów, które z góry mierzyły wszystko na drodze ich właściciela, jakby samym spojrzeniem samiec mógł zmusić kogokolwiek do wszystkiego.
— A kogo ja tu widzę? — zapytał nagle pogodnym mruknięciem, wbijając spojrzenie prosto w zdezorientowaną kotkę. Liliowa przez pierwszą chwilę miała ochotę uciec do mamy, ale własna duma nie pozwoliła jej na zachowanie się jak tchórz przed takim jegomościem.
— Jestem Rumianek — odparła grzecznym tonem, odsuwając się nieco w bok, by zrobić miejsce kocurowi. Oczekując w napięciu na jego reakcję, z milusim uśmiechem dodała. — Jeśli pan by chciał, bardzo chętnie bym się z panem w coś pobawiła, bo wieje tu nudą! — westchnęła głośno, przelatując wzrokiem po chrapiących klifiakach dookoła. 


<wujku lisku?>

Od Rumianek

Gdy poczuła ciepły język mamy na głowie, ziewnęła szeroko i przeciągnęła się, mrużąc oczy przez nagłą jasność nowego dnia. Przetarła parę razy łapkami pyszczek, chcąc strzepać tym samym ostatnie drobinki snów, po czym wesoło wytoczyła się z wygodnego legowiska. Z zadowoleniem stwierdziła, że całe jej rodzeństwo już jest na łapach i mogą zacząć zabawę! Chciała od razu ruszyć do wiercących się braciszków, jednak zauważając brak liliowego futerka Dalii, gwałtownie się zatrzymała. Z niepokojem rozglądnęła się dookoła, wmawiając sobie, że wszystko z nią w porządku i zaraz się odnajdzie. W końcu w kociarni nie ma żadnych zagrożeń, prawda?
Jednak chwile mijały nieubłaganie szybko, a siostrzyczka nie dołączyła do ich zabawy w klany. Chociaż wojowniczka Rumiankowa Pręga miała właśnie ruszyć z Fiołkową Gwiazdą na podbój terenów Szczawiowej Gwiazdy i Mysiego Futra, obawa o tortie wzięła górę. Pręgowana przeprosiła na chwilę niezadowolonych z jej decyzji braci, po czym ruszyła na poszukiwania zaginionej koteczki.
Szukała żółtookiej chyba całe księżyce, póki nie dostrzegła kawałka liliowego ogonka w odległym kącie kociarni i ostrożnie przysiadła się do skulonej kotki.
— Dalio, co się stało? — zapytała ciepłym tonem, chcąc pocieszyć widocznie poruszoną szylkretkę, która posłała jej harde spojrzenie oczu. Widząc stanowczy blask słonecznych ślipi, uświadomiła sobie, jak bardzo przypomina teraz ich mamę Berberysową Bryzę.
— Chciałam się bawić, ale powiedzieli mi, że nie mogę zostać liderką, bo już wcześniej wybrali przywódców — wyrzuciła z siebie z żałością koteczka, wysuwając pazurki na znak obrazy na resztę rodzeństwa. Zerknęła w kierunku czekających na nie kocurków, marszcząc brewki. — Dlatego stwierdziłam, że to ich strata — westchnęła ciężko, spoglądając w oczekiwaniu na wkurzoną siostrę. 
— To niesprawiedliwe! — żachnęła się calico, posyłając zdenerwowany wyraz pyska zdezorientowanym kocurkom. Chociaż jej samej nie zależało na byciu liderkę w zabawie, to wiedziała, że Dalii sprawia to wielką radość. — Po pierwsze, powinni ustalić to dopiero, gdy wszyscy wstaliśmy — zaczęła poważnym tonem, machając ogonkiem na boki. — A poza tym, jak mogą nie doceniać takiej kotki jak ty? Ja dałabym sobie łapę uciąć za to, żebyś w wojnie była po mojej stronie! — zamruczała z podziwem, liżąc przelotnie tortie po poliku.
— Naprawdę tak uważasz? — odparła nieco weselej liliowo-kremowa, wstając na równe łapy i unosząc brwi na wyraz zamyślenia na łaciatym pyszczku pręgowanej tygrysio.
— Oczywiście, głuptasie — zaśmiała się wreszcie po chwili ciszy calico, trącając wesoło ogonem bark koteczki, która odzyskała dawny wigor walki i chęć do pokazania reszcie, na ile ją stać. Widząc poprawę nastroju żółtookiej, trójkolorowa z chytrym uśmieszkiem zaproponowała. — Co powiesz na nowy podział klanów? Daliowa Gwiazda i Rumiankowa Pręga pokażą tym słabeuszom, gdzie ich miejsce!

<Dalio? Mam nadzieję, że nie zepsułam charakteru>