BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieustraszony Chomik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieustraszony Chomik. Pokaż wszystkie posty

25 maja 2026

Od Nieustraszonego Chomika CD. Barszczowej Łodygi

W jej klanie panował chyba jakiś kryzys wyższy. Koty gdzieś znikały bez śladu, zabrane przez Dwunożnych lub przez inne licho, śmierć. Patrzyła na obóz, widząc, że nie było jej ulubionego dziwadła w postaci Księżycowego Odłamka, z którego mogłaby się ponabijać. Na serio chyba jakaś klątwa rozprzestrzeniła się wraz ze śmiercią Przeplatkowego Wianku. Na tyle istnień, które zostały odebrane, Klan Gwiazdy zesłał im tylko jednego kota. Jakiegoś samotnika co się teraz Gasnącą Łapą nazywał. Mogłaby marudzić, że co to za przybłęda, ale ona też pochodziła z rodziny, która się przypałętała do Klanu Burzy. Nie mogła przestać myśleć o słabości jej klanu, nawet gdy nie chciała, to zawsze pojawiało się coś, co sprawiało, że te myśli wracały. Gdyby tylko Norniczy Ślad żyła, byłaby lepszym przywódcą, a ona zastępcą u jej boku. Dawno temu jednak ta okazja przeminęła, a teraz kilka kotów miało chrapkę na władze i zmiany w Klanie Burzy, oprócz niej.
Zobaczyła starego Barszcza. Jedyny porządny kot, który jeszcze żył. Czemu nie on rządzi? Byłby lepszym przywódcą kilkukrotnie od Króliczej Gwiazdy.
— Witaj, Barszczowa Łodygo, czy mogę z tobą spędzić czas? Mamy o czym gadać, jesteśmy świadkami gwałtownych zmian w naszym klanie — czekoladowy kocur posłał jej tylko spokojny uśmiech. Patrząc na niego, naprawdę się zestarzał, było powoli widać mu kości i zmarszczki, a jego futro lekko siwiało przez czas.
Pysk posiwiały, a wąsy długie, opuszczone w spokojnym, dziadkowym wyrazie.
— Z Tobą zawsze chętnie — miauknął nieco chrapliwym głosem. — Może przejdziemy się jak za starych, dobrych czasów?
— Jasne, nie mogę ci odmówić. Nie mówiąc, że pogoda nam sprzyja — niebo było tak bezchmurne i tak intensywnie niebieskie, aż chciałoby się wyjść. Bez wahania pociągnęła za sobą Barszczową Łodygę i już byli poza obozem.
— Wiesz, chyba nie tylko ty odczuwasz starość, mi same łzy się nasuwają, gdy widzę jak moja Raniuszek urosła! Teraz jest Śpiewającym Raniuszkiem, a ja nadal mówię do niej jej pierwszym imieniem, urosła na wspaniałą wojowniczkę, jest jedyną moją dumą i Rudej Lisówki, która się odstała. Pomyśleć, że miałam kiedyś dwóch potomków, a teraz tylko jednego — nie umiała wymówić z pyska imienia Cichej Łapy, powinien i tak zostać zapomniany. Raniuszek była lepszym darem od Klanu Gwiazdy i zawsze nim będzie, nieme potomstwo nic by nie dało klanowi. Starszemu kocurowi przez chwilę wąsy opadły na dół, chyba z powodu jej syna.
— Masz rację, Raniuszek jest porządnym kotem — odpowiedział po dłuższej chwili starszy kocur. — Chociaż mojemu Szakłakowi oraz Pchełce również nic nie brakuje. Dawno nie widziałem córki... A z Poczciwego Szakłaka wyrósł przepiękny kocur — wymruczał starszy.
Szli przez rozległe równiny Klanu Burzy. Kotka patrzyła na nie z sentymentem, przypominając sobie, jak trenowała tutaj jako uczennica Barszczowej Łodygi i Jako mentorka ze Skrzypiącym Skrzypem, gdy był jeszcze jej uczniem.
— Czy mi się wydaje, czy ułożyłaś dzisiaj jakoś inaczej sierść? — zagaił po chwili kontemplacji. Starszy pewnie zauważył zmianę na jej futrze, kotka się rozpromieniła.
— Dzięki, że zauważyłeś. Jak szłam z Rudą Lisówką, to stwierdziłam, że tyle kwiatów teraz rośnie, że postanowiłam kilka wykorzystać do pielęgnacji mego futra. Świeże kwiaty jednak dają inny efekt niż suszone — pogładziła swoje piękne futro, które miało w sobie kwiatową esencję. — Dawno jej nie widziałeś? Musimy zatem iść na granicę z Klanem Klifu, może ją spotkamy, co ty na to? — nie wyobrażała sobie, że Barszczowa Łodyga miałby odejść bez zobaczenia się z własną córką, choć ostatni raz. Kocur w końcu nie był w kwiecie młodości.

<Ścigamy się na granicę z Klanem Klifu, Barszczu?>

19 kwietnia 2026

Od Chomiczej Łapy (Nieustraszonego Chomika) do Paskudka (Pierzastej Łapy)

Nie ukrywała, że sama nabijała się z tego, że kociaki Kminkowego Szumu dostały srogą karę. Nawet ona za próbę morderstwa dostała lżejszą karę niż te bachory i Rudzikowe Skrzydełko, Chomik nie miała karnego obrzydliwego imienia jak te koty. Chyba naprawdę go wkurzyli na tym zgromadzeniu, przynajmniej dobrze, że to nie ona wkurzyła przywódcę. Podczas sprzątania obozu, poczuła piekielny smród żółci. Pochyliła się, a obok jej łapy akurat pojawił się jeden ze smrodów Kminka i to dosłownie, bo nie można by było wytrzymać.
– Ej ty! Jesteś Paskudek i Smrodek? Wszystko mi jedno, mógłbyś zwiększyć swój dystans? Jesteś tak wyczuwalny, że liście, które sprzątam, więdną od razu. Klanie Gwiazdy, za co karzesz tym smrodem? Jak on sam nie odsunie się od niej o parę kroków, to ona sama go wywali z obozu.
— Coooo!? A ty się lepiej nie odzywaj, stara prukwo! — krzyknął rozjuszony kociak. — Rybkowa Łapa mnie umyła! To pewnie smród Aminka! — wytłumaczył zdenerwowany. — Nie wiesz nawet, co mówisz! — Dodał, a na jego pysk wkroczył nikczemny, chytry uśmieszek. 
Dmuchnął w swoją grzywkę.
— Może dlatego jesteś tym więźniem… — Pysk Chomik zrobił się czerwony, jak ten bachor śmiał? Już mu pokaże!
– Ja dam ci za chwilę tak starą prukwę ptasi móżdżku, że będziesz Furgał po całym obozie! – Syknęła w stronę kocura, a jej ogon się ruszał dość dynamicznie.
– Oczywiście nie ja ci go dam… – Powiedziała ze złowieszczym uśmiechem. Niech się tylko Brzoza dowie, a życie nie będzie już mu miłe, wiedziała, że Brzoza miała twardą łapę do swoich pociech, więc to ona załatwi mu lanie.
– W końcu rodzice sami wiedzą, jak doprowadzić swoje pociechy do pionu, nie sądzisz? – Dzieciak nie będzie nią terroryzował, mały szczyl ujrzy swobodę jak świnia niebo, już ona o to zadba.
— Ej, Ej! — pisnął przerażony kociak. Najwyraźniej trafiła w sedno.
— Ty… ty lepiej pilnuj swoich dzieci! — burknął rudy.
— Bo… bo jednego już tu nie ma…! — dodał ciszej. Nie uśmiechał się. Cofnął się o kilkanaście kroków, obawiając się, że kotce może odbić. Popatrzyła na niego prosto, nie miał prawa używać Ciszy tylko po to, by ją osłabić.
– Nie muszę nikogo pilnować, umarł, bo tunele go zakopały. Ale życie wojowników to nie tylko droga usłana tęczą i ładnymi porankami, dlatego uczniowie są uczeni, by przetrwać najtrudniejsze warunki. Skoro więc nie umiał przetrwać tunelu, to oblał tę próbę. – Popatrzyła na niego ostrym wzrokiem. Cisza i tak był nikim dla niej porażką, spodziewała się, że nie przetrwa. Był niemy, a to była słabość, której nie można było usunąć z życia.
– Nic nie wiesz o mnie, zapchlony inspekcie, widać, do czego prowadzi bezstresowe wychowanie - właśnie dla takich wybryków natury. Które jedynie co robią, to kłapią dziobami, jakby myślały, że mają jakiekolwiek prawa.

***

Tragedia działa się za tragedią, ale to chyba był już dla niej dzień jak co dzień. Ponoć Gadożerowa Łapa otruł Strzępotkowy Kokon, za to białas twierdził, że to był Pierzasta Łapa. Szczerze nikomu nie wierzyła, akurat widziała jej ulubionego rudzielca, na którego widok już rzyga ekscytacją, oczywiście mowa tu o słynnym Pierzu. Postanowiła ona zaczepić kocura.
– Witaj Pierze, ponoć z tego, co słyszałam, wrabiają cię! – Pierzu chyba nie było do śmiechu, no cóż, nie jej problem.
– Czego chcesz starucho! – Parsknął jej w pysk, chciała już mu coś powiedzieć, ale przypomniała sobie, że musi bardziej uważać, bo dopiero co odzyskała rangę.
– Pogadać, bo raczej nie możesz mi tego zabronić, zwłaszcza z tego, co wiem, to musisz czuć się osamotniony bez rodziców. – Słyszała o mniemanej ucieczce Kminkowego Szumu z jego samotniczką. Ich ucieczka była korzystna dla niej tylko dlatego, że wzięli tego przeklętego Zawilca, ciekawe czy Pierze też za nim tęsknił?

<Pierzasta Łapo?>

06 kwietnia 2026

Od Nieustraszonego Chomika do Wełnistej Mszycy

Przeszłość

Kotka leżała w norze. Pilnowali ją strażnicy po śmierci Norniczego Śladu, od której minęło zaledwie kilka wschodów słońca. Możliwe, że chciała zamordować Przeplatkę, ale nie żałowała tego ani trochę. Jedyne co by zmieniła, gdyby miała zrobić to ponownie, to by ją zabiła, zanim ta popatrzyłaby na Nornicę, która patrzyła na nią. Dlaczego w sumie się wahała? Przecież miało pójść tak łatwo. Może jednak nie umiała jeszcze zabić? Może to nie był jeszcze ten moment? Miała w sumie czas na takie rozmyślania, pilnował ją jakiś kot, a nikt nie zawracał jej głowy. Wszyscy uznawali ją za zdrajcę, ale ona sama wiedziała, że nim nie była. Tylko Przeplatka, która obróciła cały klan przeciwko niej. Jednym uchem usłyszała, że ktoś rozmawia ze strażnikiem, była to uczennica Przeplatki. Co u licha ona chciała? Weszła z jakimiś pytaniami, czemu niby miała zaszkodzić jej mentorce.
— Czemu niby? Ona planowała wcześniej zabić nas! Dlatego my chcieliśmy zabić ją, ale wszystko tak się złożyło, że to teraz ja tu siedzę, a moja druga matka nie żyje zabita przez tego Świerszcza! — Skoro Przeplatkowy Wianek przewidziała ich plan, to mogła podjąć inne kroki, przykładowo powiadomić o tym lidera, ale nie, wymyśliła coś innego. Więc mogła tak naciągać. Chciała coś jeszcze dodać, ale w wejściu pojawił się strażnik, który się wtrącił. Burzowe Chmury.
— Królicza Gwiazda chce, żebyś zajęła się tunelami — odparł chłodno niebieski dymny. Czy wszyscy mieli gdzieś to, co chciała powiedzieć? Skinęła leniwie głową, wręcz od niechcenia i minęła się z białą uczennicą. Najwyraźniej wszyscy mieli gdzieś jej perspektywę. Każdy wolał historyjkę o tym, jak bez sensu córka próbowała zabić matkę, zamiast tego, że to Przeplatka zaplanowała pierwsza, przed ich planem, by ich zabić. Życzyła swojej byłej matce, by umarła za to, co jej zrobiła. Przeplatka nie zasługiwała na to, by spokojnie sobie żyć! To Norniczy Ślad powinna być na jej miejscu! To ona powinna umrzeć! Gdy już wychodziła z obozu, zauważyła niebieską srebrną szylkretkę, której posłała tylko ostre spojrzenie. Niech ta prukwa umrze. Niech ją lis ukąsi. Niech dostanie najbardziej zgniłą zwierzynę ze stosu! Chciała tylko, by Przeplatkowy Wianek od tego dnia miała się tylko gorzej.

***

Była już znowu wojowniczką, zdawało się, że czas szybko minął, ale nie dla niej. Wszystko straciła przez swoją zapchloną matkę, niewiele czasu jej zostało na cieszenie się życiem. Jeszcze ten żyjący Zawilcowa Korona! Przyprawiało ją to od mdłości. Świerszcz mógł się bardziej postarać go zabić, a on jeszcze żył?! Miała nadzieję, że ten kleszcz też łatwo zniknie z powierzchni Klanu Burzy. Właściwie skoro jeden ze współpracowników Przeplatki był załatwiony, to teraz w lecznicy był lepszy zastępca kremowego, Wełnista Mszyca. Choć jej wygląd był czymś nietypowym, niewpisującym się w normalny kanon piękna, to albinoska miała to coś, co ciekawiło Chomika. Co ciągnęło ją do bliższego zapoznania się z kotką. Chciała jakoś pomóc klanowi, więc wpadła na to, że pozbiera z Mszycą zioła, o ile się zgodzi. Weszła do legowiska medyków, widząc Wdzięczną Firletkę i Wełnistą Mszycę.
— Witaj, Wełnista Mszyco, potrzebujecie może ziół? Jest teraz Pora Spadających Liści, a po niej Pora Nagich Drzew i pomyślałam, że może przydałaby się wam pomoc w zbieraniu zapasów — biała albinoska patrzyła na nią swymi fioletowymi ślepiami, wydawała się zaskoczona jej propozycją, ale potem się uśmiechnęła.
— Dziękuję, że pytasz, właśnie wieczorem chciałam zebrać parę potrzebnych ziół. Od kiedy ubyło Zawilcowej Korony, to jest mniej łap w lecznicy, a ja nie mogę w dzień wychodzić poza legowisko, słońce niezbyt dobrze mi służy. Rozumiem, że chciałaś spytać, czy teraz mam czas, ale to nic nie szkodzi! Wiele kotów czasami przez pomyłkę zapomina o tym — Chomik uśmiechnęła się tylko. Rzeczywiście, panowała niezręczna cisza w lecznicy, pewnie przez zniknięcie Zawilcowej Korony.
— Jasne, to do zobaczenia wieczorem — wojowniczka wyszła z lecznicy, korzystając z pięknego popołudnia, skierowała się do wyjścia z obozu, by upolować królika samodzielnie.

***

Był późny wieczór, nie było już słońca na niebie. Chomik udała się do lecznicy. Zastała tam Mszycę.
— Gotowa? — spytała młoda medyczka, wojowniczka bez oporu odparła.
— Jasne, możemy iść — kotki wyszły z obozu, księżyc dopiero wschodził, a Chomik mogła wtedy zgłębić tajemnicę boskości Mszycy. Grzebały tam gdzieś w łąkach w celu znalezienia kwiatów lub zielsk. Chomik zauważyła coś, więc wzięła parę kwiatów. Mszyca zaś wzięła mlecze, medyczka po drodze powiedziała jej, że potrzebuje jakiegoś krwiściągu i jakieś inne zioła, tylko to na początku zapamiętała, bo biała kotka tyle tych ziół wymieniała, że Chomik się dziwiła, jak można znać tyle rodzaj zielsk. Ona jedyne zielsko, jakie znała to trawy z kłosami i nic więcej, już więcej rodzajów zwierzyn znała niż to! Podczas dalszego szukania czegokolwiek Chomik dotknęła lekko ramienia Mszycy. Medyczka obróciła łeb w jej stronę.
— Powiedz mi, jak się czujesz ze świadomością, że jesteś jakąś cząstką Klanu Gwiazdy? Twój wygląd już w sam sobie pokazuje, że to już nie jest przypadek, żaden zwyczajny kot nie ma innych kolorów oczu niż niebieski, zielony, złoty, pomarańczowy i brązowy, za to ty masz fioletowe — na początku skoro Norniczy Ślad nie wierzyła, że albinosy były od białego pawia, to kotka myślała tak samo. Teraz gdy Nornica nie żyła, to Chomik z wiekiem zaczęła już samodzielnie myśleć bez nikogo i samej rozmyślać głębiej nad jakimiś sprawami i rzeczami nieznanymi. Chomik doszła do wniosku, że może albinosy rzeczywiście coś niosły ze sobą. Jakiś omen? Ich aura była zbyt nietypowa, by ją zignorować, także i Chomik nie powinna ignorować Mszycy, jeśli by była wcieleniem Klanu Gwiazdy. Wtedy musiałaby się z nią nawet bardziej liczyć niż z Króliczą Gwiazdą i Zawodzącym Echem, oni po prostu byli zwyczajnymi kotami, jak każdy w klanie, jak ona. Mszyca i jej rodzeństwo to było jednak coś innego.
— Hmmm — biała koteczka zamyśliła się na jej pytanie.
Nieustraszony Chomik jeszcze dodała;
— Wiem, że to dość skomplikowane pytanie, ale jestem ciekawa samego zdania kogoś, kto jest złączony z białym pawiem — miała nadzieję, że jej pytanie nie było niemiłe czy coś.

<Mszyco, czy ty jesteś kocim Jezusem?>

05 kwietnia 2026

Od Nieustraszonego Chomika do Pierzastej Łapy

Przeszłość

Nie ukrywała, że nabijała się z tego, że kociaki Kminkowego Szumu dostały srogą karę. Nawet ona za próbę morderstwa dostała lżejszą karę niż Rudzikowe Skrzydło i te bachory. Chomik nie nosiła obrzydliwego, karnego imienia, a oni już tak. Chyba naprawdę go wkurzyli na tym zgromadzeniu. Dobrze, że to nie ona wkurzyła przywódcę. Podczas sprzątania obozu, poczuła piekielny smród żółci. Pochyliła się, a obok jej łapy akurat pojawił się jeden ze smrodów Kminku i to dosłownie. Nie dało się obok niego wytrzymać.
— Ej ty! Jesteś Paskudek... lub Smrodek? Wszystko mi jedno, mógłbyś zwiększyć swój dystans? Jesteś tak wyczuwalny, że liście, które sprzątam, więdną od razu — Klanie Gwiazdy, za co karzesz tym smrodem? Jak on się nie odsunie od niej o parę kroków, to ona sama go zaraz wywali z obozu.
— Coooo?! A ty się lepiej nie odzywaj, stara prukwo! — krzyknął rozjuszony kociak. — Rybkowa Łapa mnie umyła! To pewnie smród Aminka! — wytłumaczył zdenerwowany. — Nie wiesz nawet, co mówisz! — dodał, a na jego pysk wkroczył nikczemny, chytry uśmieszek. Dmuchnął w swoją grzywkę. — Może dlatego jesteś tym więźniem… — pysk Chomika zrobił się czerwony. Jak ten bachor śmiał? Już mu pokaże!
— Ja dam ci za chwilę tę starą prukwę, ptasi móżdżku, będziesz fruwał po całym obozie! — syknęła w stronę kocura, a jej ogon się ruszał dość dynamicznie. — Oczywiście nie ja ci ją dam… — powiedziała ze złowieszczym uśmiechem. Niech się tylko Brzoza dowie, a życie nie będzie już mu miłe. Wiedziała, że Brzoza miała twardą łapę do swoich pociech, więc to ona załatwi mu lanie. — W końcu rodzice sami wiedzą, jak doprowadzić swoje pociechy do pionu, nie sądzisz? — dzieciak nie będzie jej terroryzował. Mały szczyl ujrzy swobodę jak świnia niebo! Już ona o to zadba.
— Ej, Ej! — pisnął przerażony kociak. Najwyraźniej trafiła w sedno. — Ty… ty lepiej pilnuj swoich dzieci! — burknął rudy. — Bo… bo jednego już tu nie ma…! — dodał ciszej. Nie uśmiechał się. Cofnął się o kilkanaście kroków, obawiając się, że kotce może odbić. Popatrzyła na niego prosto, nie miał prawa używać Ciszy tylko po to, by ją osłabić.
— Nie muszę nikogo pilnować. Umarł, bo tunele go zakopały. Ale życie wojowników to nie tylko droga usłana tęczą i ładnymi porankami, dlatego uczniowie są uczeni, by przetrwać najtrudniejsze warunki. Skoro więc nie umiał przetrwać tunelu, to oblał tę próbę — popatrzyła na niego ostrym wzrokiem. Cisza i tak był dla niej nikim. Tylko porażką. Spodziewała się, że nie przetrwa. Był niemy, a to była słabość, której nie można było usunąć z życia. — Nic nie wiesz o mnie, zapchlony inspekcie. Widać, do czego prowadzi bezstresowe wychowanie! Właśnie do takich wybryków natury, które jedyne co robią, to kłapią dziobami, jakby myślały, że mają aktualnie prawa.

***

Teraźniejszość

Tragedia działa się za tragedią, ale to chyba był już dla niej dzień jak co dzień. Ponoć Gadożerowa Łapa otruł Strzępotkowy Kokon, za to białas twierdził, że to był Pierzasta Łapa. Szczerze nikomu nie wierzyła. W tym momencie zauważyła jej ulubionego rudzielca, na którego widok już rzygała ekscytacją, oczywiście mowa tu była o słynnym Pierzu. Postanowiła zaczepić kocura.
— Witaj, Pierzu, ponoć z tego, co słyszałam, wrabiają cię! — Pierzowi chyba nie było do śmiechu, no cóż, nie jej problem.
— Czego chcesz, starucho! — wrzasnął jej w pysk, chciała już mu coś powiedzieć, ale przypomniała sobie, że musi bardziej uważać, bo dopiero co odzyskała rangę.
— Pogadać, bo raczej nie możesz mi tego zabronić, zwłaszcza z tego, co wiem, to musisz czuć się osamotniony bez rodziców — słyszała o domniemanej ucieczce Kminkowego Szumu z jego samotniczką. Ich ucieczka była korzystna dla niej tylko, dlatego że wzięli tego przeklętego Zawilca. Ciekawe czy Pierze też za nim tęsknił?

<Pierzasta Łapo?>

31 marca 2026

Od Chomiczej Łapy

Na wrzosowiskach Pora Nagich Drzew była nieznośna, jedynym schronem przed promieniami słońca były legowiska. Otwarte tereny miały swoje wady, a to była jedna z nich. Zwierzyna była bardziej widoczna, aczkolwiek trzeba było płacić tym, że nie było tu schronienia przed jakąkolwiek pogodą... deszczem czy zbytnim ciepłem. Nadszedł dzień łowów lisa. Chomik się cieszyła, choć czuła na sobie spojrzenia pobratymców, które ją mierzyły od samych łap po czubek grzywki. Nie lubiła tego. Jakby te koty nie miały co robić – pomyślała. Po dłuższej chwili z okna Kamiennej Wieży wychylił się pysk Zawodzącego Echa.
– Chomicza Łapo, Wydmowa Łapo – zwrócił się do dwóch kotek, po chwili przenosząc wzrok jednak również na Zwiewny Mak oraz Kocięcy Rozumek z kiwnięciem łbem. – Mam nadzieję, że gdy wrócicie do obozu, lis nie będzie już jednym z naszych problemów, a wy udowodnicie swoją wartość i staniecie się pełnoprawnymi wojowniczkami.
Zamilkł na moment i strzepnął ogonem.
– Macie już jakiś plan? – czy miała jakiś plan? No chyba miała, przynajmniej miała jakiś obraz działania, wręcz dosyć prosty.
– Co do planu, ja postaram się wywabić lisa z nory. Gdy tylko lis wyjdzie, to reszta go zaatakuje i przejdziemy już do przeganiania drapieżnika. Następnie gonimy go, póki nie będziemy pewni, że przekroczył granicę naszego terenu – plan idealny dla niej.
– Podoba mi się plan Chomiczej Łapy! – miauknęła Kocięcy Rozumek radośnie, kiwając głową. Wydmowa Łapa też skinęła głową na jej plan co do lisa. Większość była zgodna, co ją cieszyło. Nawet sam zastępca Króliczej Gwiazdy wydawał się zadowolony z jej planu działania. Ruchem ogona wskazał wyjście z obozu, a koty zasłaniające wszystko, się rozstąpiły.
– Niech Klan Gwiazdy będzie z wami – żwawym krokiem Chomicza Łapa wraz z grupą opuściła obóz, idąc korytarzem z ciekawskich kotów. Gdy wyszła w końcu z obozu, westchnęła ciężko, idąc w okolice miejsca, w którym droga grzmotu przecinała się z rzeką na południu terenów Klanu Burzy. To właśnie miejsce wskazała Wścibska Łapa, w którym miał przebywać rudzielec.
Szła w swoim tempie, choć inni wydawali się spieszyć, to ona nie. Chciała zaoszczędzić energii na spotkanie z lisem, który terroryzował Klan Burzy. Ich czwórka szła przed siebie. Widziała, że jej bratanica była blisko, więc zagadała do niej.
– Jak się czujesz, z tym że będziemy walczyć z lisem? Nie musisz się jak coś wielce stresować, większość wezmę na siebie. Nie chciałabym, byś ucierpiała. W końcu jesteśmy rodziną, a rodzina stoi po swojej stronie – zagadała Zwiewny Mak.
– Wiem, wiem... po prostu to moja pierwsza taka walka. Ale będziemy walczyć razem, ciociu. Nic nam nie będzie – cieszyła się, że jedno z kociąt Świerszczowego Skoku miało serce, nie to, co ta sama mysia strawa.
– Też w to wierzę, choć nie powinniśmy za bardzo myśleć, że lis będzie łatwy do pokonania, bo nas to zgubi. Kiedyś jak byłam młoda, też myślałam, jak ty, ale życie mnie nauczyło, żeby nie ignorować żadnego przeciwnika, którego masz przed nosem. Inaczej się spotkasz z konsekwencjami swojej nieuwagi – oczywiście mówiła tu o Przeplatkowym Wianku, stara jędza. Gorsza od tego lisa, do którego szli. Gdyby jej matka była lisem, to by ją rozszarpała.
Zauważyła, że Mak rozglądała się za czymś. Znalazła coś? Też pokręciła głową, ale nic nie znalazła. Chociaż... zauważyła jak jej koleżanka, Wydmowa Łapa, stanęła jak wryta. Zatrzymała się, by się przyjrzeć, czemu stanęła. Zauważyła z bezpieczniej odległości kopiec i Kocięcy Rozumek, która wpadła na kremową kotkę z impetem. To chyba było to, czego szukali. Nora lisa.
– Zostań tu, a ja tam pójdę, jak zakładał plan. Przekaż reszcie, że już powoli mają się przygotować. Ja idę go wybawiać z tej ciemnicy – zanim Mak zdążyła powiedzieć cokolwiek, to już Chomik skierowała w stronę nory, omijając Wydmową Łapę z Kocięcym Rozumkiem. Nawet nie usłyszała pytania Wydmowej Łapy, które było skierowane w jej stronę, bo oddaliła się już od niej. Kotka weszła do nory, w ciemności już myśląc, że spotka tę rudą gadzinę, ale oprócz smrodu nic tu nie było.
– Gdzie u licha jest ten sierściuch?! – wykrzyknęła swoją myśl zdziwiona i zdezorientowana. Kotka chciała się wrócić, ale na kogoś wpadła i odskoczyła. Ciemno było, więc nie było widać niczego. – Kto ty jesteś? Zbyt ciemno jest, bym teraz rozmyślała, kim jesteś. Musimy przekazać grupie, że tu nie ma lisa, jak zakładaliśmy.
– Kocięcy Rozumek! – miauknęła radośnie Kocięcy Rozumek. Dlaczego ona się cieszyła, jakby miała pięć księżyców? Przecież byli w norze lisa, a nie w ładnym miejscu wypoczynkowym.
– Znalazłaś coś ciekawego? – spytała rudaska.
– Tylko jakiś smród – nagle poczuła na łapie coś włochatego, okazało się, że to były kosmyki lisiego futra.
– I futro lisa i w sumie tyle, idziemy – odparła, wychodząc z tunelu.
– Na pewno lisa? – dociekała, również wychodząc na zewnątrz.
– Nie, twojej matki, wiesz? – będąc już na powierzchni, podeszła do stojących daleko dwóch kotek, Zwiewnego Maku i Wydmowej Łapy. – Jest trudniej, niż przypuszczałam, tego lisa nie ma w norze, więc może być wszędzie – nie pisała się na długie szukania lisa, ale czego się nie robiło dla odzyskania wojowniczego imienia...
– Moja matka ma za jasne futro – odparła krótko ruda koteczka, ale Chomik niespecjalnie się tym przejęła. Wydawałoby się, że trzeba było gdzieś indziej szukać tego lisa, bo skoro nie był w swojej norze, to mógł przemieścić się gdziekolwiek chciał! To zajęłoby jej dłużej, niż była więźniarka zakładała na początku. Lis postanowił jednak im ułatwić zadanie i znajdował się blisko kotów, czego nie zauważyli wcześniej. Odskoczyli ze strachu, ale lis tylko zawarczał, będąc najbliżej Zwiewnego Maku i Wydmowej Łapy. Wszyscy byli zbyt przerażeni i zszokowani, by coś zrobić... na razie. Kocięcy Rozumek jednak podeszła bliżej Chomika.
– Chomiku, rusz swój zadek! – czy ten bachor wolał się kłócić niż coś robić samemu? Zignorowała jej głupią docinkę i podbiegła do lisa zaatakować, widząc, że lis chciał już zaatakować jej siostrzenicę, w końcu niewiele brakowało. Machnęła łapą, by go zadrapać, ale spudłowała. Lis położył po sobie uszy, po czym kłapnął szczęką do przodu, aby chwycić jej łapę. Lis jednak też spudłował, jak ona. Jego zgryz wylądował obok niej. Chomik na wszelki wypadek odsunęła łapę od drapieżnika. Już chciał jej łapy! Ale nie, zamiast łapy da mu łomot! Była już gotowa zaatakować porządnie, ale Kocięcy Rozumek machnęła łapą z wysuniętymi pazurami w stronę drapieżcy, które przejechały po jego policzku.
Lis tylko wydał z siebie warkot, gryząc Kocięcy Rozumek w jej grube futro. Dobrze, że nie w coś innego, bo by było gorzej. Do pomocy doszły Zwiewny Mak i Wydmowa Łapa, Chomik myślała, że uwolnią Rozumek. Mak zadała tylko mniejszą szramę lisowi, natomiast Wydma skoczyła na niego, lecz rudzielec zatopił zęby na jej barku, szarpiąc ją. Od kiedy było ich więcej, to lis działał agresywniej, będąc bardziej zdezorientowanym. Widziała, że Wydma była szarpana najbardziej, więc skoro skupienie celu poszło na nią, to Chomicza Łapa postanowiła zaatakować lisa od tyłu. Skoczyła więc na jego tył, ale nie złapała go. Spadła na cztery łapy. Lis oczywiście tylko na nią zawarczał, ale nic więcej. Czy to coś mogłoby już zdechnąć? Ten lis już był denerwujący. Gdy ona spudłowała już drugi raz, to Kocięcy Rozumek zdążyła trafić lisa w bok, przez co Wydma mogła poczuć wolność, bo lis poleciał do rudej kotki, oczywiście tej, której nie trafił. Rudzielec za to postanowił co innego już szarpnąć. Gdy Zwiewny Mak chciała zaatakować jego ucho, to ten ugryzł jej łapę. Chomicza Łapa wtedy tak się przeraziła, że jej futro stanęło dęba. Na szczęście Wydmowa Łapa przywaliła mu w policzek, przez to lis skupił na nią uwagę po raz któryś. Nie było lepiej ani trochę. Lis nie chciał zdechnąć. Chciała pomóc kotom i próbowała drapnąć lisa w bok, ale nie trafiła. Czy na Klan Gwiazdy mogłaby choć raz trafić to coś?! Swoim wspaniałym atakiem tak zainteresowała lisa, że ten postanowił przyczepić sobie pazury w jej bok, jeżdżąc po jej skórze. Uczennica syknęła głośno. Nie dość, że nie trafiła ani razu w tego lisa, to jeszcze on w nią trafił, ale już porządnie. Czy ktoś jej zamierzał pomóc? Widziała, że Kocięcy Rozumek biegła w jej stronę, ale poślizgnęła się po trawie, sprawiając, że nawet drapieżnik popatrzył na nią z politowaniem. Chomik liczyła na pomoc specjalisty, miała już nadzieję, że Zwiewny Mak lub Wydmowa Łapa spławią tego lisa od niej.
Chciała już przywalić temu lisowi, żeby jej bok zostawił, ale rudzielec puścił ją i zaczął zawodzić, próbując się wyrwać. Przyjrzała się bardziej i zauważyła, że Zwiewny Mak szarpała jego nogę, jeszcze Wydmowa Łapa chciała coś zrobić, ale nie udawało jej się to, cokolwiek planowała. Chomik już była naprawdę wkurzona, nie trafiła go ani razu! Tym razem poczuła, że to jej szansa. Wysunęła pazury, przejeżdżając nimi o bok lisa. Lis tylko zawył z wyczerpaniem. To był słodki odgłos zwycięstwa nad mordercą Kołysankowej Łapy. Wyglądał jakby chciałby uciec, nawet już nie zamierzał atakować, tylko szykował się do odwrotu, lecz nagle Kocięcy Rozumek rzuciła się na kark rudego, po czym wyrwała mu całą warstwę skórną z pleców. Lis zesztywniał. Przestał się szarpać, opadając bezwładnie na ziemię pomiędzy kotkami, z jego gardła na trawę poczęła ściekać krew. Jego oczy stały się tak białe, że Chomicza Łapa mogła się w nich przejrzeć. Chociaż miała czuć radość to czuła, że zawiodła. To ona miała go zabić, a nie Kocięcy Rozumek! Następnym razem, gdy będzie jakiś inny lis, to go zabije.
Chomicza Łapa stała w zamyśleniu nad ciałem.
– Idziesz, Chomicza Łapo? – spytała Wydmowa Łapa, reszta też zdawała się czekać tylko na nią.
– Tak, oczywiście, ja was dogonię – kremowa kotka tylko kiwnęła głową, idąc teraz za innymi. Chomicza Łapa, gdy tylko nikt nie patrzył, wyrwała największy kieł z pyska lisa i poszła za resztą.

25 marca 2026

Od Chomiczej Łapy do Śpiewającej Łapy

Ogłoszenie Śmierci Cichej Łapy

Cicha Łapa jakoś długo nie wracał ze swojego treningu w tunelach, nawet jego siostra wróciła szybciej... Czyżby tak długo kazano im kopać lub czegoś szukać? Wątpiła to, Cicha Łapa nie miał żadnych talentów, jedyne co umiał to nie mówić. Rudą Lisówkę to martwiło, za to ona starała się udawać, że też się martwi, w końcu była dobrą aktorką.
– Nie powinni go aż tak przemęczać. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało – powiedział jej zmartwiony partner. Nie wiedziała, czym się tak wielce martwił. Cisza nic nie znaczył.
– Nie obawiaj się, jest z nim Strzępotkowy Kokon, Jagodowe Marzenie i Ciernista Łapa. Są z nim sami dorośli, więc zanim się obejrzymy, to wrócą, może po prostu mają pracowity wschód słońca – rudzielec wydawał się uspokoić, na co Chomik tylko się uśmiechnęła. Paru wojowników wparowało do obozu. To byli oni, jak dobrze się złożyło!
– Cicha Łapa-... Tunel zawalił się na Cichą Łapę! – wypowiedział Ciernista Łapa w nerwach. To chyba musiała cofnąć to, że niby dobrze się złożyło. Ruda Lisówka był w szoku, szybko podbiegł do ucznia.
– Jak się na niego zawalił?! Co to niby ma znaczyć! – wykrzyknął do grupy treningowej, w której był Cicha Łapa. Strzępotkowy Kokon był zbyt przerażony, by coś powiedzieć. Przed Ciernistą Łapę weszła Jagodowe Marzenie.
– Przykro mi, Ruda Lisówko i Chomiczo Łapo, niestety wasz syn zapuścił się do jednej z niezabezpieczonych odnóg i nie zdążyliśmy go wyciągnąć – była tym dość zszokowana tą informacją. Informacją, że jej syn nie żył. Nie umiała tego strawić.
– Chcesz mi niby powiedzieć, że żaden z was nie mógł go uratować?! Było was trzech i pozwoliliście memu synowi umrzeć?! Powinniście się nim lepiej zająć! Wszyscy tutaj wiedzą, że mój syn jest niemy, nawet nie mógł wykrzyczeć o pomoc i nikt nie był obok niego jeszcze, gdy się zapuścił do niezabezpieczonego miejsca! Jesteście żałośni! – Burzak syknął na nich, Chomicza Łapa myślała, że już na nich się rzuci, ale na szczęście między nimi pojawił się Zawodzące Echo.
– Dosyć! To nie jest niczyja wina, nikt nie mógł przewidzieć, że ten tunel zasypie się na twego syna, Lisówko – Ruda Lisówka miał w oczach wymieszaną zarówno furię, jak i ból, którą Chomik mogła zauważyć. Naprawdę mu zależało na ich synu, nawet jeśli był kaleką... nie to, co jej.
– Łatwo ci mówić! Gdy będziesz miał kiedyś swoje potomstwo i jakiemuś stanie się krzywda, to wtedy może mnie zrozumiesz – jej partner odszedł od nich, a Chomicza Łapa poszła za nim go pocieszyć i uspokoić.

***

Przed walką z lisem

Nie odczuła za bardzo negatywnie śmierci Cichej Łapy. Jak dobrze, że Klan Gwiazdy już go zabrał. Jedynie był chodzącą hańbą dla jej wspaniałej rodziny. Teraz została jej jedynie Śpiewająca Łapa, jej wspaniałe oczko w głowie! Pamiętała jak nadal była taką małą kuleczką, jak to możliwe, że tak urosła? Chomik było smutno, że nie mogła jeszcze ten jeden raz owinąć łapami słodkiej kuleczki szczęścia. Niestety jednak dzieci dorastały, a ona musiała się pogodzić, że jej córeczka dorastała. Aktualnie Śpiewająca Łapa siedziała gdzieś w obozie, kotka podeszła do swojej córeczki.
– Witaj, Śpiewająco Łapo, jak ci idą treningi? – spytała swoją córkę.
– Cześć – Śpiewająca Łapa przywitała się, prostując się. – Bardzo dobrze, Słodka Dziewanna jest naprawdę świetną mentorką i całkowicie rozumie moje potrzeby – rzekła. – Chociaż jak tak teraz myślę, to bycie uczniem Cyklonowego Oka też musi być fajne... jest całkiem rozgarnięty – odpowiedziała dymna.
– Cieszę się, że twoja mentorka o ciebie dba, każdy mentor powinien taki być dla swojego ucznia. Musi ci ona niestety wystarczyć, bo Cyklonowe Oko wziął ten niewychowany futrzak, Pierzasta Łapa. Pamiętaj, gdyby ktoś ci dokuczał, to zgłoś to do mnie, wtedy zrobię z nim porządek! Nie pozwolę na to, by ktoś dręczył moją kochaną córeczkę – polizała ją z czułością po czole. Jej mały skarbek! Jak dobrze, że jest utalentowana, cieszyła się przynajmniej, że Śpiewająca Łapa odziedziczyła wszystko, co najlepsze po niej i Rudej Lisówce.
– Spokojnie mamo, to tylko niedouczona pluskwa, nie ma sensu się nad nim wywnętrzać. Sama sobie potrafię poradzić z czymś takim – zamruczała kotka cicho, gdy ona ją polizała po czółku. – W ogóle się dziwię, że dali mu normalnego mentora i trening, zamiast nauczyć z początku ciężkiej pracy i od razu kazać mu kopać tunele. Może wtedy na niego też by się za-... ekhm, może też by się na niego spłynęło oświecenie i zacząłby zachowywać się jak normalny kot. Rozmawiałam z nim jeszcze, jak byliśmy w żłobku, ciężko uwierzyć, by cokolwiek zrozumiał. Całe szczęście, że leży w legowisku daleko od nas… – bardzo dobrze, niby po co miał to słyszeć? A nawet gdyby słyszał to, by nic z nimi nie zrobił. – Zawodzące Echo był zbyt dla niego łaskawy. Nie mówiąc już o tym, że za hańbienie klanu na zgromadzeniu powinien tunele kopać dodatkowo, choć nie wiem, czy to mu by pomogło. Patrząc na niego, szybciej by się dokopał martwy do końca ziemi, niż by zmądrzał.
Chomik miała coś do zaproponowania dla swojej córeczki.
– Wiesz, że za niedługo idę walczyć z lisem, także jak go pokonam, to chcesz jakąś pamiątkę? Jak go dorwę w swoje sidła to nawet ci jego całe futro dam! – już marzyła o kawale lisa, którego zabierze do obozu jako zwycięzca.
– Rzeczywiście słyszałam, uważaj na siebie, dobrze? Zawsze może być ich więcej, niż jeden – jej córka mruknęła nieco zmartwiona.
– Mogliby wysłać na nich tamtych dwóch i tą kotkę niespełna rozumu, która ich na zgromadzenie zabrała. Tsk. Ale futro... um... – uczennica zacisnęła wargi na moment. – Może jak już to... coś małego?
Coś małego... w sumie czemu nie? Jakiś ząbek lub łapka by mogły być jako prezencik dla jej córusi.
– To przyniosę ci coś małego, obiecuję, że będzie to tak piękne jak ty – z czułością podkreśliła to, tak bardzo chciała jej dać coś wspaniałego po pokonaniu lisa. Każdy by pewnie chciał truchło takiego drapieżcy, ale takie upominki były tylko dla wybranych.

<Córcia?>

17 marca 2026

Od Chomik (Chomiczej Łapy) do Pożarowej Łapy

Przeszłość

Wróciła z eskortą, która składała się z Modliszkowej Ciszy i Szarej Skóry. Nazywała to tak prześmiewczo, bo za każdym razem, gdy wychodziła, żeby kopać tunele lub coś upolować, to zawsze szła za nią jakaś obstawa. Zwykle to byli dwaj wojownicy. Takiej ochrony to nawet Królicza Gwiazda nie miał przy sobie! Oczywiście jej myśl była sarkastyczna, bo przecież ile mogła znosić, że nie może nawet sama wyjść z obozu, by się załatwić? Bali się pewnie, że na każdym kroku im zwieje lub coś zrobi, ale Chomik nie miała na to ani chęci, ani siły.
Srebrna kotka była już w takim wieku, że było jej bliżej do osiemdziesięciu księżyców niż do dwudziestu ileś. Kiedyś wpadła na plan ze swoją przybraną matką, Norniczym Śladem, by pozbyć się Przeplatkowego Wianka.
Szła z królikiem w pysku w stronę stosu. Spojrzała na niego, po czym położyła tam swoją zawartość, następnie wzięła jakiegoś mniejszego ptaka do skonsumowania. Wgryzła się w jego wnętrzności bez żadnego współczucia, mieląc jego organy w pysku. Właściwie jak na niego patrzyła, to miała wrażenie, że czuła się jak ten obgryziony ptak, tracąc większość swej godności, czując się tak samo martwo.
– Wszystkie koty wystarczająco dorosłe, by polować na króliki i biegać po wrzosowiskach, niech zbiorą się tu, pod Skruszonym Drzewem, na zebranie klanu – wybrzmiał głos Króliczej Gwiazdy. A on czasem nie był przybity do swego legowiska na amen? Odłożyła ptaka, idąc w stronę Skruszonego Drzewa. Im szybciej tu przyjdzie, tym szybciej dokończy to, co miała zjeść. Wiele kotów było ciekawe, co chce powiedzieć ich lider. Może ujawni karę Rybiej Łapy za narażenie swego życia? Może, to było najbardziej prawdopodobne. Bo niby po co miał zwoływać koty? Dla zabawy?
– Jak wszyscy wiecie, lis nie daje spokoju naszemu klanowi! Zabrał jednego z naszych uczniów, Kołysankową Łapę i pozbawił ogona Rybią Łapę, przez jej własną głupotę. Wiem, że wszyscy się boicie, jesteście niepewni przyszłości, lecz znaleźliśmy norę naszego problemu, który terroryzuje nas! Nie obawiajcie się, wyznaczyłem już trzy koty, które podejmą się wygonienia drapieżcy. Saharo, Ambrozjo i Chomiku, wyjdźcie na środek! – Chomik zrobiła tak wielkie oczy, że każdy, kto ją widział, myślał, że jej wypadną. Że ona? On się nie przejęzyczył? Podeszła posłusznie na środek, będąc już w centrum uwagi wraz z obiema pozostałymi kotkami. Spojrzała na Saharę, kremową kotkę i Ambrozję, tą rudą, po czym szybko przeniosła wzrok na lidera.
– Saharo i Ambrozjo, jesteście tu dosyć długo jako przybysze, doceniam waszą pracę na rzecz klanu. Jedna z was w przeszłości uratowała Równonocną Łapę przed sową, gdy była jeszcze kociakiem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika, Sahara będzie Wydmową Łapą, a Ambrozja Pożarową Łapą. Twoim mentorem, Wydmowa Łapo, będzie Sójczy Błękit, za to twoim, Pożarowa Łapo, będzie Skrzydlata Płomykówka. Mam nadzieję, że Sójczy Błękit i Skrzydlata Płomykówka przekażą wam całą swoją wiedzę, niezbędną do tej misji – koty skandowały nowe imiona przybyszek, które były u nich od dawna. Ciekawe co Królik teraz z nią zrobi? Bo chyba nie wzywałby jej na środek bez powodu, co nie? Chyba że dał ją na środek tylko po to, by ją ośmieszyć. To chyba nie był koniec, spojrzenie Chomik spotkało się ze spojrzeniem Króliczej Gwiazdy. Czy kocur zechce też jej dać szansę?
– Chomiku, wykonywałaś przez wiele księżyców sumiennie i cierpliwie swoje wyznaczone obowiązki, przez długi czas nie złamałaś żadnych postanowień ani kodeksu wojownika. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Chomiczą Łapą. Twoim mentorem będzie mój syn i zastępca, Zawodzące Echo. Będzie miał cię na oku, mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę niezbędną do tej misji – niewiele kotów zaczęło skandować jej imię, było to takie pół na pół. Słyszała, że najgłośniej jej imię skandowali Barszczowa Łodyga, jej partner, Ruda Lisówka, wraz z ich dziećmi, Śpiewającą Łapą i Cichą Łapą, który chyba udawał, że skanduje. O dziwo jej imię równie głośno skandował Skrzypiący Skrzyp. Reszta kotów już tak zwyczajnie okrzykiwała jej imię, wśród tłumu jednak zauważyła, że Przeplatkowy Wianek patrzyła na nią tajemniczo, a Świerszczowy Skok ukrywał swoje niedowierzanie. Kotkę mało to już obchodziło, miała swoją rodzinę. Patrząc teraz, nie opłakiwała już relacji ze swoim żywym rodzeństwem i matką, byli dla niej już zamkniętym rozdziałem. "Myśleliście, że pozbędziecie się mnie? Bzdury, teraz wracam, by się zemścić, oboje jeszcze pożałujecie, że kiedykolwiek zabiliście Norniczy Ślad. Jeszcze pożałujecie..." – kotka pomyślała, patrząc na nich, po czym rozejrzała się jeszcze po innych z serdecznym wyrazem pyska. Jeszcze, gdy wróci pełna sił, to będą tak wiwatować na jej cześć, że nawet wiatr rozniesie te wiwaty. Podejrzewała, że będzie następnym celem Przeplatki, po Norniczym Śladzie. Kotka była jednak gotowa, na cokolwiek co jej zdradziecka część rodziny planowała przeciwko niej.

***

Była ciekawa, co jej da za zadanie. Okrążenie całego terytorium? Upolowanie stada królików? Mieli przegonić lisa, więc nie będzie to coś lekkiego. Tak naprawdę to nie chciała niczego lekkiego, była stworzona do trudnych zadań, a nie testów dla kociaków. Niestety nie dowie się jednak, co dostanie za zadanie. Zobaczyła, że Pożarowa Łapa wraz z Wydmową Łapą czekają na coś. Postanowiła zagadać do kotek, może zostaną dobrymi znajomymi.
– Cześć! Chyba już mnie znacie, jak się czujecie, że będziemy przeganiać lisa? Bo ja szczerze sądzę, że to dosyć gruba misja, jaką dostaliśmy, ale chyba nie mamy wyboru – gdyby odmówiły, to nie wiadomo co by Królik zrobił, zapewne dałby im grubą karę. Na szczęście ona nie dostanie kary, bo chciała bardzo walczyć z lisem i pokazać, że jest lojalna klanowi, mimo incydentu sprzed wielu księżyców temu. Ruda kotka popatrzyła niechętnie na nią.
– Zawsze się tak ekscytujesz, kiedy zostajesz wysłana na bardzo prawdopodobną śmierć? – lekko opryskliwie dała po sobie znać, że nie chce zabić tego lisa. Na prawdopodobną śmierć? Czy ona bała się lisa? Było ich trzy, może im nie pójdzie to aż tak źle.
– Em... Wiesz, może nie zabrzmi to pozytywnie, ale mamy go tylko przegonić, nie zabić. Więc może nie ucierpimy? Spójrz na to z drugiej strony. Jeśli go pokonamy, może dostaniemy wojownicze imiona – spoglądała nadal w przestrzeń obozową, co u licha się działo z Zawodzących Echem? Czemu tak się ociągał? Chciała już mieć trening z głowy.
Jej słowa miały być pozytywnie odebrane, ale ruda uczennica wbiła pazury w ziemię.
– Ja już jestem wojowniczką – wycedziła, a Wydmowa Łapa popatrzyła na swoją koleżankę z jakimś żalem, przynajmniej tak to widziała Chomicza Łapa.
To chyba sobie nie po plotkują czy coś, jak to robią kotki, a szkoda. Zwłaszcza że jeśli Pożarowa Łapa myślała, że ona jest wojowniczką, to Chomicza Łapa była latającym królikiem. Patrząc na kotkę, wiedziała, że mogą mieć wspólne tematy, ale dogadanie się z nią w tym momencie nie było wykonalne. Uczennica obróciła głowę, gdy usłyszała tupot łap, był to Zawodzące Echo z Sójczym Błękitem i Skrzydlatą Płomykówką. Nareszcie! Dymny zastępca podszedł do kotek.
– Dziś zrobicie między sobą sparing, chcę zobaczyć, na jakim poziomie jest wasza walka. Też chciałbym was przygotować do przegonienia lisa. Są jakieś pytania, zanim zaczniemy? – Chomik ziewnęła tylko, raczej nie chciała zadawać jakiś losowych pytań, zwłaszcza że było widać po Pożarowej Łapie i Wydmowej Łapie, że chyba nie były z tego zadowolone.
– Skoro nie ma pytań, to idziemy – odwrócił się od nich, idąc w stronę wyjścia z obozu. Sójczy Błękit i Skrzydlata Płomykówka poszły za nim, a z tyłu szła Chomicza Łapa z dwoma uczennicami. Wyszli już poza obóz. Dopóki więc Zawodzące Echo zajęty był rozmową z dwoma wojowniczkami, to srebrna czarna szylkretka zagadała do Pożarowej Łapy.
– Czemu on nas chce uczyć od nowa walki? Myślicie, że nam sprzeda jakąś specjalną taktykę na lisa, czy będzie improwizował? Mam nadzieję, że coś ma. Bo jeśli nie to nawet ja bym mogła już lepszy plan wymyślić jak przegonić tego lisa – szepnęła do Pożar.
– Wiesz, kiedy tu trafiłyśmy, Sa-... – Pożar ugryzła się w język. – Wydmowa Łapa była nieźle pokiereszowana. Mogli się domyślić, że lepiej poćwiczyć z nami walkę, zanim wepchnie nas lisom do gardeł – Wydmowa Łapa zjeżyła się.
– Zamknij pysk, Ambrozjo! – syknęła kremowa kotka. Chomik tylko lekko zachichotała. Cieszyła się, że atmosfera rozluźniła się na swój sposób, przynajmniej teraz będą mniej spięte podczas nadchodzącego sparingu.

***

Długie pogaduszki się skończyły, gdy musiały się już zatrzymać na znak zastępcy.
– To tutaj sprawdzimy wasze umiejętności – Zawodzące Echo spojrzał na wszystkie uziemione panie.
– Na mój znak zaczniecie, zanim jednak zaczniemy, ustawcie się naprzeciw siebie. Musi być między wami odległość króliczego skoku – na znak zastępcy kotki się cofnęły od siebie na dużą odległość, żeby pomiędzy nimi była długość skoku królika i naprzeciw. Chomicza Łapa już była gotowa się rzucić z hukiem. Musiała pamiętać, by nie używać pazurów. Musiała godnie się pokazać przed zastępcą by nie żałował, że to ona idzie walczyć. Dodatkowo swoje przeciwniczki musiała traktować poważnie, nawet jeśli jedna dobrze nie walczyła. Raz popełniła ten błąd i wysłano ją w głąb tuneli jako więźnia. Więcej tego błędu już nie powtórzy. Zawodzące Echo spojrzał na nie, mierząc je wzrokiem
– Gotowe? To start! – na znak dymnego kotki zaczęły intensywną walkę.

***

Po sparingu

Wracały już do obozu, Chomicza Łapa trochę się zmęczyła, ale dobrze jej to zrobiło. Przykładała całe swoje siły, by godnie pokazać swoje umiejętności walki. Wydmowa Łapa i Pożarowa Łapa też dobrze walczyły. Chomicza Łapa miała nadzieję, że w takim składzie wygnają lisa, albo i lepiej... zabiją go! Choć musiała się poprawić, bo to ona chciała go zabić, a dwie kotki to były jej instrumenty do tego.

***

Teraźniejszość

Pożarowa Łapa była w żłobku, Chomik nie spodziewała się, że cwaniara tak się wymiga od walki z lisem... a miała ją za silną kotkę. To był dla niej akt tchórzostwa. Jak już, to mogła zajść w ciąże po pokonaniu lisa, a nie przed. Ona też była w ciąży kiedyś, ale to się różniło i to bardzo. Zawodzące Echo dodatkowo postanowił do ich składu dorzucić dwa koty, co dawało już czterech chętnych do zabicia lisa. Tylko że to ona chciała głównie z nim walczyć i wgryźć się w jego kark, trzy koty zabierały jej lekko tę możliwość. Nie mówiąc już o tym, że jeśli któremuś kotu, który nie jest więźniem lub imigrantem, coś się stanie, to automatycznie wina spadnie na nią, bo koty pomyślą, że dała komuś odwalić robotę za nią. Uczennica nie po to wyrwała się z więziennictwa i ciężko harowała jak pięć wojowników zjednoczonych, by być uznaną za leniwego pasożyta. Wzięła królika ze stosu, następnie weszła z nim do żłobka. Brzuch Pożarowej łapy stał się większy, ciekawe ile kociąt urodzi.
– Witaj, przyniosłam ci coś do jedzenia, jak się czujesz? – spojrzała na rudofutrą kotkę, ciekawe czy chciałaby z nią gadać po tym, jak już nie łączyło ich nic biznesowego?

<Pożarowa Łapo? Za to, że się przeciążyłaś, będę cię nawiedzać.>

04 marca 2026

Od Chomika (Chomiczej Łapy) CD. Księżycowej Łapy (Księżycowego Odłamka)

Dawno temu

Więźniarka przeszyła go wnikliwie swoim wzrokiem.
— Gest gestem, tylko szkoda, że ci nie pozwolili, żebyś przyniósł mi swój podarek.
Widać, jak byli jej wdzięczni Burzacy.
Przypomniała sobie, że dzisiaj musiała dla nich polować na króliki. Było to irytujące, gdyż Pozłacana Pszenica i Kozi Przesmyk musieli ją śledzić. Przez to polowanie na króliki było katorgą, a jeszcze potem musiała zadbać o starszych, tych śmierdzieli, do których i tak rzadko kto zaglądał. Jeszcze tak jej się odwdzięczali? Gdyby nie jej kara to nikt by ich nie odwiedzał.
Ale co tam. Pomyślała, że chętnie opowie Księżycowej Łapie swoją wersję wydarzeń.
— Skoro jednak zdecydowałeś się mnie odwiedzić, to chętnie ci opowiem moją wspaniałą wersję zdarzeń. — Poprawiła grzywkę, by dobrze wyglądać. — Od czego zacząć?
Wiedziała, że kocur jest kronikarzem, więc może coś ugra dla siebie?
— Jednak powiesz? — Na pysku kocura pojawiła się szczera ekscytacja. — Ojej, to dobrze. To tak, ach... Może najpierw opowiedz mi, dlaczego doszło do tej sytuacji? I jak to wszystko przebiegło po kolei, ze szczegółami, żebym mógł z tego coś zrozumieć i zadać kolejne pytania! Ktoś cię nakłonił, czy to był twój pomysł? I jak się czujesz z niepowodzeniem? — mówił. — Wujek nie lubił Norniczego Śladu… — Zamyślił się na moment, przykładając łapę do pyska w głębokim zdumieniu. — W sumie z nią też bym chętnie teraz porozmawiał... szkoda — wymruczał cicho uczeń, niby do siebie.
Zastanawiała się jak odpowiedzieć na pytania, by jej odpowiedzi brzmiały ciekawie.
— Co do pomysłodawcy… Był to pomysł mojej matki, Norniczego Śladu. — Szkoda, że nie mogła swoich myśli swobodnie przelać na słowa, bo oczywiście jakiś rudzielec musiał pilnować tej dziury. Czy oni nie mieli co robić? Klanie Gwiazdy, a ona już miała taką wspaniałą wersję zdarzeń na języku! Oczywiście, niektórzy zawsze muszą psuć zabawę.
— Co do mojego niepowodzenia… No cóż, wypadki się zdarzają. Nie jestem jakoś smutna czy coś, tylko sądzę, że ten tunel powinien być większy, jak na mnie przystało. — Była całkiem duża, więc tlen się nie mieścił w tej dziurze, a duszność tu przekraczał zenit. — Właściwie, skoro chcesz wiedzieć więcej na temat mojej zbrodni, to czy jesteś ciekawy tego, co naprawdę zabiło Norniczy Ślad? Bo ci tyle powiem, że sama się nie utopiła, tylko ktoś jej pomógł... O ile chcesz wiedzieć kto... — Ostatnie zdania wypowiedziała tak, żeby to ślepe coś przed nią usłyszało, ale niekoniecznie ta ruda kupa futra, która szwendała się nieopodal. Jedyne, co chciała, to święty spokój od strażników, bo bez tej swobody, odpowiedzi na pytania były nudne.
Kocur, który do tej pory siedział w milczeniu, a o którego życiu świadczyło jedynie natarczywe bawienie się łapami, przy ostatnim pytaniu poruszył się, zdradzając zainteresowanie.
— Tak! — rzekł z uśmiechem, chociaż zaraz nieco się zmieszał. — Znaczy, tak, proszę… — dodał już ciszej, nieco pochylając głowę w dół. Zdawać by się mogło, że to pytanie nie powinno wzbudzać tyle ekscytacji w niewinnym, młodym kocie.
Srebrna szylkretka śledziła wzrokiem ekscytację młodej ślepoty. Wręcz lekko się uśmiechnęła. Kto by pomyślał, że jednak nie jest nudnym opowiadaczem historii?
— Skoro tak tego pragniesz, to opowiem ci o moim ostatecznym pojedynku... — zamilkła na moment, po czym zaczęła opowiadać od początku:
— Byłam więc ja przeciwko Przeplatkowemu Wiankowi, Opadającemu Rumiankowi i Zawilcowej Koronie. I jeśli spytasz mnie, czemu nie wymieniłam Motylkowej Łączki, to powiem ci, że jej nie liczę, bo zaliczyła zawał, jak tylko zaczęło się coś dziać. Oraz oczywiście – z tyłu mnie byli Norniczy Ślad i Świerszczowy Skok. Ja z przodu walczyłam dzielnie z Rumiankiem. Tak go załatwiłam mymi kopniakami, że prawie padł, ale on oczywiście na mnie skoczył i usłyszałam chrupnięcie. Myślałam, że to moje kości! Obróciłam się błyskawicznie, spychając tego chudzielca, a wtedy moim oczom ukazał się widok Świerszcza, który już wbijał pazury w moją matkę, topiąc ją. Zareagowałam za późno, bo z Nornicy zdążyło ulecieć już życie. Zostałam tylko ja i nie zgadniesz, co ze mną zrobili! Postanowili mnie oszczędzić, dlatego że byłam dla nich zbyt potężna, by mnie zgładzić! Nie bez powodów kiedyś nazywałam się Nieustraszonym Chomikiem. — Gdzieś w tle rozległo się rozbawione prychnięcie, którego Chomik usłyszeć nie mogła. Jednak czujne ucho Księżyca zaraz je zarejestrowało, poruszając się w kierunku Skrzydlatej Płomykówki. Całe jego ciało jednak wciąż było w tej samej pozycji, a na pysku zamiast ekscytacji pojawiło się głębokie zamyślenie i powaga, jak gdyby wszystko analizował. Jego jasna sierść na karku uniosła się nagle, lecz zaraz opadła.
— Ciekawe — zaczął, jak gdyby rozmawiał o pogodzie, a nie o morderstwie. Chociaż gdzieś pod koniec, jakby się zastanowić, coś drgnęło w jego głosie. — Świerszczowy Skok wydaje się miły... Ma normalny krok, chociaż może rzeczywiście się nieco zmienił... Czy... czy wy się nawzajem w swojej rodzinie nienawidzicie? Czemu Świerszczowy Krok to zrobił? I czemu pani z Norniczym Śladem... Mieliście konkretny cel? Nie rozumiem, po co?
Kotka przez chwilę myślała nad jego pytaniami. Czuła się, jakby walczyła o życie, mając z tyłu głowy, że Skrzydlata Płomykówka mogła wszystko usłyszeć i wydać liderowi coś nieodpowiedniego.
— Wiesz, nasze relacje rodzinne są dość skomplikowane. Norniczy Ślad zawsze wolała mnie i Mysią Łapę, Świerszczem zawsze jakoś gardziła. Nie zwracałam na to jakiejś wielkiej uwagi. Byłam zajęta treningami.
W sumie już dawniej miała go gdzieś i nim gardziła, a teraz tylko jej nienawiść do niego wzrosła. Jedynie czego chciała teraz to jego śmierci, a potem pozbycia się Przeplatkowego Wianka.
Patrzyła na Księżycową Łapę, który miał zmieszany wyraz pyska. Czy powiedziała coś nie tak? Przecież chciał wiedzieć o Świerszczowym Skoku, to mu o nim powiedziała, choć sądziła, że to ona była sto razy ciekawsza od Świerszcza.
— To znaczy… nie znasz powodu, dla którego chcieliście zabić Przeplatkowy Wianek? — zapytał. — I chyba matka nie powinna dyskryminować żadnego ze swoich kociąt. To niezdrowe, nie widzisz? Moja mama wszystkim poświęca tyle samo uwagi.
Kotka przekręciła oczami.
— To tak głupio brzmi! Oczywiście, że nie planowałam tego z Norniczym Śladem dla samego zabicia, bo wtedy brudzenie sobie łap krwią byłoby niedorzeczne. — Co on miał w głowie? Bo na pewno nie rozum. — Powód jest bardziej skomplikowany i złożony…
Kotce zaczęło się nudzić. Myślała, że Księżycowa Łapa będzie prosił o opowieści o walkach, które stoczyła, a nie o problemach rodzinnych. To drugie brzmiało dużo nudniej od tego pierwszego.
— Złożony? Ale w jaki sposób, nadal nie rozumiem — westchnął kocur.
— Oczywiście, że złożony! Zabili moją matkę! Dodatkowo ta mysia strawa nie była głupia i przewidziała nasz plan, biorąc grupę kotów ze sobą. Nie wiedzieliśmy o tym. Ale cóż trzeba żyć z porażkami, nie wszystko się udaje – burknęła więźniarka.
— Aha. — Syn Rozkwitającej Szanty brzmiał na nieusatysfakcjonowanego odpowiedzią kotki, ale Chomik nie obchodziło, co sądził na ten temat. Ona sama była w środku zdarzeń, więc wiedziała lepiej.
— Chcesz coś jeszcze od siebie dodać? Teraz nie wiem do końca, o co spytać, ale... no wiesz. Może jeszcze potem wrócę, pewnie ci się nudzi — dodał potem uczeń.
— Raczej już nic nie mam do powiedzenia. To tyle na razie. — Nuda! Tak chciała opowieści o walkach, bitwach. Czy prosiła o zbyt wiele? Na Klan Gwiazdy! Naprawdę sądziła, że ten kropkowany kot będzie śmieszniejszy, a nie był.
Kocur na szczęście odszedł, a ona już nie musiała słyszeć tych nieciekawych pytań.

***

Kilka godzin później

Chomik szła ze Skowronim Odłamkiem do legowiska starszyzny, by zająć się ich stanem skóry, na której często gnieździły się pasożyty.
— Musisz trzeć mysią żółć tam, gdzie zauważysz kleszcza. Może i jest Pora Nagich Drzew, ale przez to, że śnieg nie pada zbyt często, to kleszcze wciąż mogą być aktywne — powiedział starszy medyk, po czym wziął trochę żółci i podszedł do Brzęczkowego Trelu, zajmując się jej futrem. Kotka za to wzięła swój mech nasączony żółcią i podeszła do Kukułczego Skrzydła i następnie przyjrzała się jego futru, by zlokalizować kleszcze. Czuła już na sobie ciężki wzrok starszego kocura o kamiennej twarzy. Wyglądało to, jakby chciał ją zamordować wzrokiem. Wtedy sobie przypomniała, że już mniejszy stres przeżywała, gadając z Księżycową Łapą. Nawet można powiedzieć, że tamta rozmowa była dużo przyjemniejsza. Praca jednak sama się nie zrobi, więc dalej czyściła futro czarno-białego starszego.

<Spotkamy się może jeszcze, Księżycowa Łapo? Bo nie mam z kogo cisnąć beki>

20 lutego 2026

Od Chomik CD. Ciernia (Ciernistej łapy)

Retrospekcja

Cóż to było miłe, jak ten kociak zapytał, jak minął jej dzień. Mało kto pytał o to, jak czas jej mija. Tylko spotyka się z obojętnymi spojrzeniami i niezrozumieniem.
— A bardzo dobrze, przy okazji przed sobą widzę niezły materiał na wojownika. Ojciec za pewnie musi być z ciebie dumny. — Poczochrała kociaka po głowie, chciałaby mieć w sumie kiedyś jakieś swoje smrody, ale aktualnie się nie widziała w roli matki, choć może kiedyś?

***

Po tak długim czasie doczekała się w końcu potomstwa, Rumianki, jej wspaniałej córeczki oraz czegoś zwanego ciszą. Teraz Rumianka była Rumiankową Łapą a Cisza, Cichą Łapą. Jej córka była czymś idealnym, co sprowadziła na świat, może z łatwością poprawić reputację jej rodziny, za to niepełnosprawny syn… był porażką pod każdym względem. Cicha Łapa mógł z łatwością sprawić, że koty będą widzieć ją źle, co gorsza, pomyślą, że był karą od Klanu Gwiazdy. Chciała tak zdrowe dzieci, ale musiała nacieszyć się tylko jednym, które miała, jej słodką Rumianką.
— Czyż nie są wspaniali? — Za nią pojawił się Ruda Lisówka, niedługo miał iść na patrol łowiecki.
— Jak szybko rosną, a dopiero co były wielkości królika. Nie sądzisz? — Zakręciła mu się łezka w oku. Chomik kichnęła na niego swoją łapę, patrząc na jedno z kociąt ze zrezygnowaniem. Nie wiedziała, co jej partner widział w kocie, który i tak był skazany na porażkę.
— Tak są wspaniali… Chyba pójdę do medyka, źle się czuję. — Odeszła od partnera w stronę lecznicy, nie lubiła tam przychodzić. On pewnie już szedł z patrolem w stronę wyjścia, a ona musiała się męczyć z tą kanalią, Zawilcową Koroną. Błagała, tylko by spotkała w lecznicy Wdzięczną Firelkę lub Wełnistą Mszycę, ten przypadek z fioletowymi oczami, przynajmniej obie medyczki mogła bardziej znieść niż tego zawiłego insekta. Odliczyła spokojnie do trzech, łapiąc wdechy i wydechy i weszła. Jakże była jej radość, gdy w lecznicy nie ujrzała Zawilca, uśmiech sam aż witał jej na pysku. Zobaczyła Wełnistą Mszycę, kaszlnęła, okrywając się łapą i podeszła do niej.
— Witaj Wełnista Mszycy, kaszlę i czuję, że mam ciepłe czoło. — Albinoska uśmiechnęła się do więźniarki i przebadała ją. Chomik patrzyła tylko na nią swoimi zmęczonymi oczami, od choroby i rutynowego życia jako więzień.
— To na szczęście biały kaszel, już ci przyniosę zioła. — Medyczka zwinnym krokiem wzięła z zielnika kilka ziół i wróciła z nimi do Chomik.
— Zjedz je, a na pewno poczujesz się lepiej. — Musiała przyznać, że Wełnista Mszyca była bardzo miła, aż przy niej chciałaby, żeby ten cały zapchlony kremowy kocur kopnął w kalendarz. Zjadła zioła, po czym czekała, aż zadziałają. Zobaczyła, choć nie spodziewała się tego, syna Świerszcza, Ciernistą Łapę z niezbyt dobrze wyglądającą kończyną. Wełnista Mszyca szybko podeszła do niego.
— Strasznie pulsuje i to przez to, że tylko miałem coś w łapie… — Zasyczał z bólu.
— Miałeś coś w łapie? Powinieneś z tym przyjść od razu, wtedy byś nie miał infekcji — odparła młoda medyczka, idąc po kolejne zioła. Wróciła z nimi, owinęła mu coś wokół łapy pajęczyną i czymś innym. Chomik się nie znała na tym, ale musiała przyznać, że młoda znała się na swoim fachu. Młodzieniec syczał lekko, gdy biała kotka nakładała mu opatrunek, ale potem już się uspokoił. Czarna srebrna szylkretka podeszła do bratanka.
— Widzę, że coś ci się wdało w łapę, jak dobrze, że mamy takich medyków jak Wełnista Mszyca. — Srebrny kocur słuchał ją, choć oczami był przy zainfekowanej łapie.
— Dostałem opiernicz od mamy, że ćwiczę w takim stanie. Wysłała mnie tu z przymusu, a tak chciałem trenować walkę… — Patrzył zrezygnowany na swoją kończynę. Chomik zrobiło mu się żal, treningi walki były jej ulubionymi, nie wyobrażała sobie odpuścić jednego dnia, nawet jeśli nauczenie się czegoś zajmowało jej długo.
— Zraniona łapa to nie koniec świata! Na pewno szybko nadrobisz to, jesteś młody. Wiesz, ja też w twoim wieku byłam uczniem, a trening zdarzyło mi się skończyć w wieku 25 księżyców. Wyobrażasz to sobie? Okropne, jednak nie powtarzaj mego błędu, przez kończenie treningu później czułam się głupio. Przy okazji jak cię szkoli twoja mama? Co u was? — Tym bardziej patrzyła na Ciernia, tym mniej czuła do niego nienawiści z powodu jego ojca, zdając sobie sprawę, że też chciałaby mieć takiego syna.

<Co powiesz cioci, Cierniu?>

Wyleczeni: Chomik, Ciernista Łapa

25 stycznia 2026

Od Chomika CD. Makowej Łapy (Zwiewnego Maku)

Kto jest ich ojcem? Cóż, nie miała raczej więcej partnerów, by było trudno zgadnąć kto będzie ich ojcem.— Mój partner, Ruda Lisówka. Bardzo się cieszymy z powodu naszych przyszłych pociech. — Miała już wyobrażenie o tym, że będą silne jak ona i waleczne, albo zwinne i smukłe jak Lisówka. Ich dzieci będą najwspanialszymi wojownikami w tym klanie, była tego pewna! Ona umiała dobrze walczyć, a Ruda Lisówka dobrze pływać i biegać szybko po polach. Te kociaki nie mogły być porażką. Chciała, by każdy zobaczył jej wspaniałe pociechy.
— Jak chcesz, będziesz mogła je odwiedzać. Na pewno twoi przyszli kuzyni ucieszą się na twój widok — zamruczała, dotykając swojego okrągłego brzucha wypełnionego dzieciarnią. Jej przyszli potomkowie byli dla niej niespodzianką, jeśli chodzi o umaszczenia. Bo mogło być ich wiele, ale wierzyła, że jej kociaki będą najpiękniejsze na świecie.

***

Poród już minął kilka wschodów słońca temu, a teraz leżała z dwoma cudownymi dziećmi. Jedno było czarną dymną szylkretką, a drugie rudym srebrnym kocurkiem. Były takie piękne, nie mogła się na nie napatrzeć. Włókniczek pisnął, a kotka polizała go po główce. I pomyśleć, że same słodkości z nich, a jeszcze słodsze będą, gdy przejmą wpływy w klanie. Patrzyła na wyjście ze żłobka. Ciekawe czy ktoś odwiedzi ją dzisiaj z darmowym jedzeniem do pyska. Ciężarne kotki w końcu zawsze dostawały jeść, przynajmniej było to lepsze niż bycie więźniem, jadła ile chciała! To było więcej, niż mogła wymarzyć, gdy nie była w żłobku. Tylko ciekawe co dziś dostanie.

<Bratanico, odwiedzisz mnie i swoich kuzynów?>

10 grudnia 2025

Od Chomik Do Makowej Łapy

Więźniarka sprzątała obóz niby nic wielkiego. Jak zwykle robiła to, co zwykle, tylko że pod kontrolą innych. Była pora zielonych liści, a ta umiała zrobić taki bałagan, że kotka teraz musiała dłużej czyścić obóz niż w poprzednią porę. Wiatr teraz wiał jak szalony i niezbyt często było ciepło, Chomik lubiła porę zielonych liści, ale teraz jej nie znosiła. Bycie więźniem było ciężkie i nudne, ale przynajmniej chwilowo jej się polepszyło, bo pogodziła się z Rudą Lisówką. Wypatrywała czy kocur wróci z polowania, widziała nawet sylwetki, które się ruszały przy wyjściu z obozu. Była już podekscytowana! Choć nie mogła się aż tak ekscytować, bo była w ciąży, więc mogła tym zaszkodzić swoim małym skarbom, a nie chciała tego. Zaglądała w wejście do obozu, widząc już jakąś sylwetkę, do której chciała podejść, ale okazało się, że to był Cyklonowe Oko i jego uczennica Makowa Łapa z królikiem w pysku. Była jej bratanicą, pamiętała, jak wraz z rodzeństwem byli kociakami, ale teraz byli uczniami. Makowa Łapa ją mijała, to była dobra okazja do zagadania.— Witaj Makowo Łapo, jak tam ci poszedł trening? Bo widzę, że złapałaś niezłą zdobycz!
Miała nadzieję, że uczennica będzie chciała z nią porozmawiać, niekoniecznie jak inne koty w obozie. Większość i tak na nią patrzyła krzywym wzrokiem z powodu zajścia w ciążę, jakby miała to zaplanowane od dawna! A nie miała tego w planach, ale może za to posiadanie dzieci nie będzie trudne? Skoro jej durny brat umiał posiadać kociaki to ona tym bardziej będzie umieć i to zapewne lepiej od niego.

<Makowa Łapo?>

04 grudnia 2025

Od Chomik

 Przeszłość, czas zeznań 

Od kiedy doszło do morderstw, wprowadzono stan wyjątkowy. Nie mogło się wyjść w pojedynkę oraz w dwójkę z obozu, tylko trzeba było w czterech. Więźniarki to nie dotyczyło i tak, bo była pod ciągłym nadzorem wojowników. Gdyby w teorii wykonała morderstwo, to by było to widoczne na pierwszy rzut oka. Wychodziła właśnie z obozu razem z Szarą Skórą i Pozłacaną Pszenicą. Minęli się z patrolem łowieckim podczas wychodzenia na zewnątrz, był w nim Kminkowy Szum, Burzowe Chmury, Świerszczowy Skok i Ruda Lisówka. Chciała tylko, by jej partner znowu na nią spojrzał. Skoro się mijali, na pewno złapią kontakt wzrokowy. Szylkretka popatrzyła na niego, ale Ruda Lisówka wydawał się nie interesować jego osobą i zagadywał zamiast tego do Kminkowego Szumu. Kotka zrezygnowana, tylko szła przed siebie, miała za zadanie kopać tunele w Porze Nagich Drzew. Bo dłuższym czasie znalazła się blisko tunelu i zaczęła kopać. Pracując myślała, jak przejdzie przesłuchanie. W końcu za jego sprawą też zwołano stan wyjątkowy, by przepytać wszystkie koty w Klanie Burzy, oprócz kociaków, starszych i więźniów. Chomik miała tylko nadzieję, że Ruda Lisówka przejdzie przesłuchanie pomyślnie, w końcu nie życzyła źle kocurowi. Mimo, że jej unikał, od kiedy została więźniem. W końcu kochała go. Choć to bolało nieustannie, to jej miłość jednak pozostawała do niego silna. Jak jej chęć do wykonywania obowiązków, aby znowu odzyskać zaufanie innych, jak i jego.

25 listopada 2025

Od Chomika

Przeszłość, TW: Opis ran, martwe ciała
Był zmierzch. Więźniarka wracała z królikiem w pysku wraz z dwoma kotami, które jej pilnowały, Ognistą Pięknością i Modliszkową Ciszą. Była pewna, że powrót będzie zwyczajny, że jak zwykle położy zwierzynę na stos i weźmie coś do jedzenia. Z tą myślą weszła do obozu, jednak coś się zmieniło. W obozie nie było spokojnie, trwała panika, płacz i strach. Położyła królika na stosie i podeszła do zgromadzonych. Zobaczyła dwa zmasakrowane ciała. Należały one do Koziego Przesmyka i Rozkwitającej Szanty, całe w ciemnej krwi. Na pysku kotki malowało się zdziwienie, natomiast Kozi Przesmyk był tak nienaturalnie wygięty, że kotka ledwo mogła na to patrzeć. Jego głowa była tylko trochę poharatana, więc łatwiej się na nią patrzyło. Przeniosła wzrok na martwą królową. Jej ciało wyglądało gorzej, było dość mocno podrapane i widać było dwie głębokie rany na barkach i klatce piersiowej. Dodatkowo miała rozszarpane gardło, a jej ciało było mokre. Chomik była zdumiona, że ktoś tak brutalnie załatwił dwa koty, no bo po co? Co morderca miał na celu? Patrzyła tylko zakłopotana na lamentujące potomstwo Rozkwitającej Szanty, na Senną Łapę, Lśniącą Łapę i Kołysankową Łapę, którzy opłakiwali matkę. Za bardzo jej to przypominało, jak sama opłakiwała w swojej celi Norniczy Ślad, po zostaniu całkowicie zdegradowaną z roli wojownika. Nie chciała ponownie tego przeżywać, więc poszła tylko do nory, by pójść wcześniej spać i nie myśleć o tym.

13 listopada 2025

Od Chomik Do Ciernia

Przed śmiercią Rozkwitającej Szanty i Koziego Przesmyku.

Chomik zajmowała się na dziś pomaganiem karmicielkom przy pilnowaniu kociąt. Wiadomo, to było też jedno z zadań, które miała wykonywać jako więzień. Przyniosła nawet mech dla królowych, żeby go wymienić go i wyrzucić stare posłania. Karmicielki gdzieś wyszły, jednak nie wiedziała, gdzie dokładnie; właściwie miała to gdzieś. Została jednak sama z kociakami jej brata — Świerszczowego Skoku. Czasami się zastanawiała, co Jagodowe Marzenie widziała w tym kretynie, żeby być z nim w związku i jeszcze, żeby mieć z nim kociaki. Tragedia, którą widziała na własne oczy: cztery smrody pod jej łapami. Nie wiedziała, czy płakać, czy się śmiać. Niby się upewniła, że nie ma nadzoru, bo teren żłobka był pusty w środku, jak i na zewnątrz, ale były jeszcze te kociaki. Patrzyła, jak się bawią króliczymi uszami i innymi pozostałościami po posiłku Jagodowego Marzenia, oparła głowę łapami i tak patrzyła sobie na nie.
Małe kociaki były strasznie głośne, jakby nie wiadomo co miały robić z tymi króliczymi zwłokami. Może była to taka ich natura? Patrzyła znudzona na te niebieskookie paskudy. Kiedy spoglądała w ich oczy, wiedziała, że są od Świerszcza, choć Jagodowe Marzenie też miała niebieskie oczy. Ten charakterystyczny błysk widziała tylko u jednego kociaka. Miał on umaszczenie czarne srebrne z dzikim pręgowaniem, nazywał się Cierń lub Ciernik, w sumie mniejsza o to! Kotla zauważyła, że Ciernik czy ten Nie-ciernik wyrwał małej czarnej kotce ucho królika. Mała Drobinka posmutniała, a kocur tylko odparł.
— Nic ci nie zrobiłem!
Powiedział do małego czarnego kociaka, a Chomik tylko wstała i już była w odległości jednego wąsa od Cienia. Ciekawe czy się przestraszy, czy spierniczy? Bo szczerze tak sobie stała, bo jej się nudziło, niekoniecznie chciała wymusić jakieś dobre zachowanie u niego, czy coś.

<Bachorze?>

08 listopada 2025

Od Chomika

Sprzątanie obozu w Porze Nagich Drzew nie było zbyt ciekawe, choć śnieg rzadko padał, ale ulewy zawsze przynosiły ze sobą jakieś niepotrzebne graty, trzeba było jeszcze oczyścić legowisko starszyzny i wymienić stary mech, zbierało się dużo obowiązków. Koty wokół żyły sobie normalnym życiem a ona czuła się czasami jak plebs zmieciony z marginesu społecznego. Ale robiła to, sprzątała to, co zagradza drogę w minimalnym stopniu, choćby kamienie, żeby było czysto. Nie było co czyścić w tym pierońskim obozie i to było najbardziej dobijające, może jakaś pogawędka by pomogła? Widziała, że Ruda Lisówka idzie więc podeszła w jego stronę.
— Witaj Rudo Lisówko, chcesz pójść potem po moim sprzątaniu obozu na polowanie? Możemy jeszcze wziąć Zawodzące Echo!
Srebrna szylkretka czekała na odpowiedź swojego partnera, lecz ten spojrzał na nią obojętnie, jakby chyba nie obchodziło go, to co powiedziała. Skierował się w stronę legowiska medyka, Zawilcowa Korona wyszedł z legowiska, a rudy kocur kichnął na łapę, wymieniając z nim kilka zdań, po czym wszedł do legowiska medyka. Kotkę to lekko zraniło, dlaczego ją ignorował? Była jego partnerką więc chyba powinien jej odpowiedzieć co nie? To było mega dziwne, czuła się taka samotna. Może chociaż złapie na rozmowę Skrzypiący Skrzep? Był jej uczniem i wiedziała, że mają wiele wspólnego, jeśli chodzi o rozmowy, ale wolała skończyć sprzątanie w obozie, więc zabrała się do dalszej roboty.

Po zrobieniu porządków w obozie

Nadszedł czas na polowanie wieczorem, miała coś złapać przed pójściem spać. Choć spanie w legowisku w samotności było ciężkie, ale Ruda Lisówka i tak nie fatygował się, jeśli chodzi o rozmowy z nią. Cały czas jej unikał, gdziekolwiek nie była, to udawał, że jej nie widział, a najgorsze było to, że kotka to zauważała. Czy próba morderstwa sama w sobie była dobrym pomysłem, skoro jej związku pojawił się dystans ze strony jej partnera? Czy to było tego warte? Rozmyślanie o takich rzeczach przy przymrozkach poza obozem było czymś trochę zbędnym, wraz ze Skrzypiącym Skrzypem i Szarą Skórą.
— Idę gdzie indziej polować, piździ już tak, że tego nie zniosę!
Marudził Szara Skóra, który trząsł się z zimna.
— Przecież mieliśmy pilnować ją we dwoje, pamiętasz?
Przypomniał mu Skrzypiący Skrzyp, a kotka wystawiła uszy zaciekawiona ich kłótnią, choć patrzy na horyzont czy nie ma królików, to nie było ich. Pewnie zwiały od głupiej dyskusji kocurów albo od wieczornej pogody.
— Co za różnica a po drugie raczej nie sądzę, byś był taki nieudolny, żeby nie upilnować jednego więźnia, chyba że masz problem.
Młody kocur zrobił się lekko czerwony ze złości, słysząc słowa niebieskiego arlekina.
— To idź wszechwiedząca kupo futra! W pojedynkę będzie mi lżej!
Szara Skóra tylko fuknął na słowa czarnego pręgowanego kocura z bielą i sobie poszedł.
Tymczasem Chomik i Skrzypiący Skrzyp szukali czegokolwiek, Pora Nagich Drzew nie miała litości dla łowców, którzy polowali dla swego klanu, szli po zmarzniętej trawy, docierając do kamiennych strażników, widząc piasek, który się mieszał z martwą zieleniną. Wtedy kotka zaczęła nasłuchiwać czy i węszyć, czy czegoś nie ma, z zapachem zimnego wiatru pojawił się zapach królika, który zapewne nie zdążył się schować przed Porą nagich Drzew. Była to jej szansa, poszła za zapachem a Skrzypiący Skrzyp za nią, kotka skradała się do zająca, widząc go, zaczęła biec, ruszając do pościgu. Więźniarka czuła przez chwilę, powiew wolności goniąc za zwierzyną, czuła, że jej dzika natura się uwolniła w tej jednej chwili, by go złapać, królik biegł a kotka była bliżej, stwierdziła, że chce skrócić dystans między nią a długouchym, więc skoczyła w stronę królika, żeby go szybciej złapać i mieć to z głowy, ale lądując, poślizgnęła się i uderzyła o podłoże podbródkiem. Padła a królik uciekał, czy będzie musiała znowu czegoś szukać w tą okropną pogodę? Patrzyła jak królik, odchodził w dal, bez nadziei, poczuła, jednak że coś szybko ją minęło, był to Skrzypiący Skrzyp, który dogonił królika i go zabił. Kotka była pod wrażeniem umiejętności jej ucznia więc podeszła do niego.
— Dobrze się spisałeś Skrzypiący Skrzypie!
Lecz kocur był zaskoczony jej słowami, jakby nie chciał ich słyszeć, czy zaś coś powiedziała nie tak?
— Nie wiem, czy mówić dzięki po tym, co odwaliłaś w stosunku do mnie.
Koty przez chwilę milczały, a kotka nie zdawała się rozumieć jego słów.
— O czym mówisz Skrzypiący Skrzypie? Nic ci nawet nie zrobiłam.
Jej były uczeń zrobił niezadowoloną minę na słowa, które padły.
— Właśnie! Niby “mi” nic nie zrobiłaś, a przez twój czyn niezgodny z kodeksem też cierpię, mam wrażenie, że po tym, jak zostałaś więźniem, to niektóre koty krzywo się na mnie patrzą, bo byłem twoim uczniem!
Kotka otworzyła szerzej oczy, dlaczego koty miałyby winić jeszcze kota, który nie był zamieszany w jej plan zabicia Przeplatki? Ktokolwiek tak myślał był palantem stosunku do Skrzypka.
— To niemożliwe, nic nie miałeś z tym wspólnego, to była moja sprawa nie twoja więc tym bardziej to dziwne. Przykro mi z powodu tego, że ktoś cię prześladuje, wiesz.
Była to prawda, przynajmniej według niej, nie wiedziała czemu, jej były chowanek machał ogonem.
— Przykro ci? PRZYKRO CI!?!?
Kocur wydarł się na kotkę, a ta spłaszczyła uszy z szoku.
— Wyskakujesz mi ze słowami “przykro mi” po tym, jak prawie próbowałaś zamordować jednego z twoich, swoją własną matkę! Ta sytuacja to dla ciebie jakiś nieśmieszny żart!?! Od kiedy tu przybyłem, to nie miałem nikogo, dopiero gdy cię dostałem za mentorkę, to uważałem cię za wzór do naśladowania, za rodzinę, a ty mnie zdradziłaś! Wpajałaś mi lojalność do tego miejsca i wiarę w Klan Gwiazdy, myślałem, że jesteś kimś szlachetnym, że działasz według tych zasad, których mnie uczyłaś, ale życie zweryfikowało, że się myliłem co do ciebie. Za bardzo cię doceniałem, pomyśleć, że biorę to za bardzo do siebie, a ciebie to nawet nie obchodzi, zwłaszcza że zraniłaś nie tylko mnie…
Wiatr przestał wiać od słów Skrzypiącego Skrzypu, a powietrze, którym oddychała Chomik, było gęstsze niż zwykle, chciała coś powiedzieć, ale nie umiała sprzeciwić się jego słowom. Zwłaszcza że rzeczywiście zraniła nie tylko swojego ucznia, ale także uzyskała świadomość, że zranionych kotów przez nią było więcej, choćby jej partner, który milczał, gdy ją widział, może dlatego nie chce z nim gadać? Jeszcze jej ukochana siostra Motylkowa Łączka, - biedna. Nie umiała nic powiedzieć na jego słowa, nie potrafiła.
— Lepiej idź coś upolować, bo robi się tylko zimniej, a my tylko stoimy.
Młody wojak powiedział z obojętnym wyrazem twarzy, a w jego ślepiach było widać gorycz wymieszaną z gniewem, choć te drugie bardziej się przebijało na tle smutku.
Kotka nic nie mówiąc, poszła coś upolować blisko Kamiennych Strażników, może jakiś królik przewinie się przez jej łapy?

Po jakimś czasie

Kotka miała królika w pysku dosyć niezbyt spasiony, ale przynajmniej się nim naje się tym jeden kot, Skrzypiący Skrzyp też nosił swojego królika, tymczasem spotkali na drodze Szarą Skórę, kocur zbliżył się do nich bez niczego.
— Czemu nic nie masz w pysku?
Zapytał Skrzypiący Skrzyp starszego od niego kota.
— Nie wiem, może dlatego, że to Pora Nagich Drzew, a nie Obfitych Drzew? A co ty sobie myślisz? Szybciej zwierzyna tu ucieka, niż przebywa, dlatego naturalnie, że nic nie mam w pysku.
Czarny pręgowany z białym kocur palił się ze złości od tych gadek starucha, ale nic nie powiedział, tylko poszedł przed siebie a Chomik za nim. Następnie Szara Skóra doganiał ich z gołymi łapani.

[Wyleczeni Ruda Lisówka]
[Event Legendarni Samotnicy]

Miejsce: 2
Pora dnia: Wieczór
Postać: Nieustraszona Chomik, Skrzypiący Skrzyp, Szara Skóra
Poziom wojownika: V poziom, IV poziom, IV poziom

02 listopada 2025

Od Chomika Do Barszczowej Łodygi

Po wyroku

Nie mogła wierzyć, że to był jej koniec, to nie mógł być jej koniec! Siedziała w legowisku medyka, zastanawiając się, czemu Zawilcowa Korona chciał opatrywać jej rany, czemu jemu zależało? Klan zapewne jej nienawidził, ale ona miała to gdzieś, opłakiwała w myślach Norniczy Ślad, bo realnie nie mogła przy kotach, które ją zabiły. Przeplatkowy Wianek i Świerszczowy Skok zachowywali się po tym normalnie, pewnie się nabijali z niej, że dostała karę, nie wiedziała w tym momencie, który kot jest gorszy, jej brat o króliczym rozumie czy sama Przeplatka, która była wilkiem w owczej skórze, jedno i drugie zapewne było okropne. Wpadła ich sidła i teraz musiała od nowa wszystko budować, swoją reputację i godność, chociaż nawet to i lepiej?
Będzie to dla niej wielki reset, musiała być teraz uważniejsza i brać wszystko pod uwagę, okoliczności i to, komu będzie powierzone jej zaufanie. Grała w ciemną grę pozorów z Zawilcową Koroną, Świerszczowym Skokiem i dowodzącą wszystkim Przeplatkowym Wiankiem, mózgiem tego wszystkiego.
Chomik miała czas na przemyślenie nowej taktyki, która jej pozwoli się utrzymać w Klanie Burzy, wiedziała, że koty, które były z nią w legowisku, tak łatwo jej nie odpuszczą, że mogą spróbować ją teraz w coś wrobić, a przecież ona wtedy łatwo się nie obroni, bo ma łatkę zdrajcy.
Dlatego od tej pory trzymanie głowy na karku to jej postawa, by się nie dać, cokolwiek oni będą jeszcze planować.
Kotka zmierzyła ostrym wzrokiem Zawilcową Koronę, jakby chciał ją otruć, kocur żuł jakieś zioła na papkę, następnie dawał jej to na rany, co sprawiało, że srebrna szylkretka wbijała pazury w mech, bo szczypania ran nie można było zignorować. Gdy kocur szedł po następne zioła, to wiedziała, że to szybko się nie skończy, więc tylko położyła głowę na mchu i milczała, nie mając zbytnio dobrego humoru.

Po wyjściu z legowiska medyka, noc

Było już ciemno, a koty kładły się spać, Chomik chciała, chociaż się zobaczyć z Rudą Lisówką, ale nie mogła go spotkać gdzie się podział u licha? Miała wrażenie, że jej partner był obecny tylko na jej sądzeniu, po czym się rozpłynął w powietrzu. Podeszli do niej Cyklonowe Oko i Zawodzące Echo.
— Idziesz z nami, od dziś nie śpisz w legowisku wojowników. Twoje miejsce jest teraz w norze dla więźniów za sprawą wyroku mojego ojca — powiedział władczo i stanowczo Zawodzące Echo, po czym poszedł przodem a kotka za nim, a z tyłu szedł Cyklonowe Oko.
Jej nowe miejsce do spania nie było daleko, dotarła do niego po kilku krokach, była to zwyczajna nora, lecz nie było tam legowiska tylko ubita ziemia.
— Lepiej się wyśpij, bo jutro cię czeka ciężka praca na rzecz klanu. Muszę jeszcze dodać, że Cyklonowe Oko będzie cię miał na oko — powiedział syn przywódcy, po czym odszedł, a ona została tylko z Cyklonowym Okiem, Który wydawał się spokojny.
Chomik weszła do dziury, a następnie ciężko szlochała za Norniczym Śladem, wylewając emocje i żale, których nie było jej dane wyrazić legowisku medyka przy mordercach Norniczego Śladu, by nikt jej nie słyszał. Chciała, żeby tu była przy niej, żeby powiedziała, że wszystko będzie dobrze, ale tak nie będzie, bo jest martwa. Trudno jej było zasnąć, po tym, jak czarna szylkretka była martwa, ale jutro musiała zbierać się do pracy.

Dzień po wyroku

Kotka widziała, że światło dochodziło do jej nory, oślepiając ją. Wtedy wstała z twardej ziemi, upewniając się, że to wszystko to, co zdarzyło się, nie było gorączkowym snem, że tego jednego dnia wszystko się posypało, a poukładanie tego będzie trudniejsze.
Szła w stronę źródła światła, po krótkim czasie była na powierzchni. Widziała, jednak że czekał na nią Barszczowa Łodyga z Pozłacaną Pszenicą, zapewne miała zacząć jedno ze swoich obowiązków, ciekawe co miało to być, polowanie czy może kopanie tuneli?
Po jej byłym mentorze trudno by było się spodziewać, co będą robić, jego mina dawała znać, że był nią bardziej zawiedziony.
Nie było to dla niej wielkim zaskoczeniem, każdy klanowicz zapewne by się tak w stosunku do niej zachował, tylko czy czekoladowy kocur będzie chciał z nią rozmawiać po jej próbie morderstwa na własnej matce?

<Barszczowa Łodygo masz focha na mnie?>

31 października 2025

Od Nieustraszonego Chomika

 Przeszłość 

Była Pora Nowych Liści, gdzie śnieg prawie już nie padał, a Chomik widziała, że trzeba działać, że Norniczy Ślad i ona muszą dopracować plan. Królicza Gwiazda stawał się coraz słabszy, jego autorytet się chwiał, niektórzy mieli wątpliwości co do jego przywódca. Wiedziała, że bezradny przywódca nie zepsuje im planu, zobaczyła Norniczy Ślad, która jadła, podeszła do niej i usiadła.
– Cześć mamo chcesz wyjść ze mną na spacer? Musimy pogadać, to bardzo ważne...
Trzeba było w końcu dopracować lepiej plan jak pozbyć się Przeplatkowego Wianku z powierzchni ich klanu.
Wzrok kocicy wylądował na młodszej, a na jej pysku zagościł uśmiech.
– Witaj kochanie.
Przywitała się wojowniczka.
– Z chęcią, nawet znam idealne miejsce, w które możemy się udać.
Po tych słowach skierowała swój krok ku wyjściu z obozu.
Nieustraszony Chomik poszła za matką, kotki przekroczyły wyjście z obozu i były już poza ich domem. Pora nowych liści jak zwykle była obfita w zieleń i zwierzynę, trawa jak zwykle pachniała zielenią, a wiatr pyłkami. Było to idealne i przyjemne miejsce, aby porozmawiać w pagórkach.
– Wiesz, chciałam zapytać jak u ciebie i przy okazji porozmawiać o naszym planie co do Przeplatkowego Wianka.
To trochę niemoralne pozbywać się swojej drugiej matki, ale moralność na tym świecie można było różnie interpretować i o niej myśleć, bo nie istniała.
– W końcu myślę, że możemy już się pozbyć zbędnych osobników, którzy nie są potrzebni. Puszczają pędy niczym zbędne chwasty w tym miejscu i osłabiają nasz klan.
– Trzeba ją wyeliminować jak najszybciej, nim zdąży wyrządzić większe zło.
Prychnęła, a jej ogon przejechał po ziemi.
– Od początku wiedziałam, że Królicza Gwiazda nie nadaje się na przywódcę, a aktualna sytuacja to tylko potwierdza. Jeśli sam nie umie działać, to trzeba wziąć sprawy w swoje łapy i powoli pozbywać się problemów z klanu. Zaczynając od Przeplatkowego Wianka, a kończąc na samej Króliczej Gwieździe.
Czy ona dobrze słyszała?Norniczy Ślad chciała wyeliminować Przeplatkowy Wianek i samotników, ale Chomik się nie spodziewała, że sięgnie też do przywódcy. Szczerze, podobało jej się to, że jej matka zostanie, przywódczynią. Nornicza Gwiazda brzmiało szlachetnie.
– Myślę wtedy, że uczynimy ten Klan lepszym miejscem. Obiecuję, że będę lojalnym i wiernym zastępcą u twojego boku!
Bycie zastępca było czymś, z czego Chomik chętnie skorzysta, Skrzypiąca Łapa robił już znaczne dostępny więc gdy kotka poleci go na wojownika i on nim zostanie, to wtedy będzie miała otwarte możliwości na zostanie legalnie zastępca.
– Ale oczywiście pierwsze będzie Przeplatka, a potem Królicza Gwiazda i Przepiórczy Puch.
Uśmiechnęła się szyderczo, myśląc już, by dorwać się do wysokiej rangi i uczynić swoje ambitne plany, prawdą namacalną.
Na pysku kocicy zagościł grymas, gdy wspomniana została Przepiórczy Puch, jednak zniknął tak szybko, jak się pojawił.
– Jednak zacznijmy od kocicy, która splunęła na naszą rodzinę, myśląc, że nie dosięgną ją konsekwencję. Potrzebujemy ją poza obozem. Potrzebujemy ją blisko rzeki. Poślizgnie jej się łapa i już nigdy nie postanie na tej ziemi, jak to stało się z Pszczelą Łapą. Jeden nieszczęśliwy wypadek. Każdemu może się zdarzyć, prawda?
Utonięcie pod wodą dla srebrnej szylkretki było prostym i skutecznym sposobem, podczas topienia zapach się zmyje od wody i nikt się nie domyśli.
– Oczywiście, wypadki chodzą parami, więc następny nieszczęśliwy wypadek też przybędzie niedługo.
Dodała jeszcze od siebie.
– Jak doczekamy, to jakiś nieboszczyk znajdzie ciało i wtedy zacznie się chaos, gdzie logiczne myślenie zastąpi strach. Wtedy my będziemy mieć pole do popisu.
– Pamiętaj jednak, że czas gra też dużą rolę. Jeśli wypadek będzie miał miejsce co wschód słońca, to stracą one swoje tytuły wypadków. Trzeba to przemyśleć.
Kocica na chwilę zamilkła, próbując wymyślić poprawne rozwiązanie.
– Wiem, zaprowadzisz ją do jej upadku, jako niepozorna córka. Przecież krzywdy własnej matce nie zrobiłabyś. Któż by Cię podejrzewał?
– Raczej wątpię, by ktokolwiek na to zważał.
Pomyślała na głos córka Przeplatki, jednak też rozważała nad tym, jak upozorować wypadki, by zapomniano o nich tak szybko, jak o tajemniczej śmierci Pajęczej Lili.
– Możemy zrobić tak, że odczekamy z 4 czy 5 księżycy i zrobić jakiś masową czystkę, której nikt się nie spodziewa, w tej porze roku jest dużo drapieżników. Tylko jednego trzeba zaprowadzić na nasze tereny lub kilka.
Myślała ona o lisach, była ciekawa, co sądziła o tym jej matka.
– Bądź nie brudzić naszych łap i dać drapieżnikowi zrobić najbrudniejszą robotę. Tylko sprowadzić odpowiednie koty w miejsce, w którym nie uciekną przed jego kłami.
– Tylko chyba nie mamy zbytniego wyboru gdzie ich zapędzić, nasze tereny są otwarte, nie mamy lasów. Chyba że–przy upadłym potworze jest las. Tam możemy ich zaciągnąć.
Dała sugestię.
– Niestety Klan Burzy ma swe specyficzne tereny, jednak to możemy ustalić po udanej śmierci pierwszej kocicy. Wtedy dowiemy się, co działa dobrze, a co nie. Może nawet uda nam się odtworzyć wypadek medyczki, tylko na innym kocie.
Srebrna szylkretka uznała, że już nie trzeba więcej ustalać.
– To skoro wszystko jasne to może wrócimy do obozu?
Spytała swoją rodzicielkę, a ta tylko chytrze się uśmiechnęła, jakby jej córka niezłączona jej krwią jednak czytała w jej myślach.
– Dobrze i tak wszystko już jest ustalone.
Nieustraszony Chomik więc ruszyła do obozu a za nią jej matka, pomyśleć, że żaden z burzaków jeszcze nie wiedział, co szykują, na nie dwie kocice. Tylko Norniczy Szlak i sama Chomik wiedziała, co zrobi w niedalekiej przyszłości, kotki podczas drogi upolowały jakieś króliki, by nie mieć pustych pysków i tak wróciły do obozu.



“Parę księżyców później - teraźniejszość”

Kilka księżyców jeszcze trwało dopowiadanie ważnych szczegółów i dopięcia reszty szczegółów. Norniczy Ślad wyszła z obozu, jak miało być w ich planie, a Nieustraszony Chomik miała wybawić Przeplatkowy Wianek z obozu, wiedziała już jak, to zrobić więc nie musiała się głowić. Popatrzyła przed siebie, widząc jak Przeplatak rozmawia z Świerszczowym Skokiem, ten odszedł na szczęście, a potem wbiła ona do matki.
– Witam mamo, jak tam się czujesz?
– Oh, Nieustraszony Chomiku. Nie spodziewałam się spotkać Cię dziś.
Powiedziała Przeplatka, rzucając na nią swój wzrok.
– Dziś czuję się bardzo dobrze, tym bardziej że mam szansę z tobą porozmawiać.
Przeplatka chciała z nią porozmawiać? To wspaniale! Jakoś idealnie się to złożyło co do tego szczęśliwego dnia.
– To bardzo się cieszę, może pogadamy poza obozem? Spacery zawsze są czymś przyjemnym, jeśli chodzi o rozmowy. Siedzenie tylko w obozie też jest trochę nudnym zajęciem.
Rzuciła kotka, byleby Przeplatka zgodziła się wyjść z obozu.
– Spacer brzmi jak dobry pomysł. Przyda mi się trochę świeżego powietrza, a trening z Wełnistą Łapą mogę dziś odpuścić. Nie będę przecież wymęczać mego ucznia.
A no tak ta Wełnista Łapa… dziwak był z niej, jak się patrzyło jej w oczy, to było widać coś dziwnego, coś niepokojącego. Po prostu Chomik nie pałała do niej sympatią ani w sumie do żadnych samotników w jej klanie, choć ta lista nie była długa.
– Nawet uczniowie zasługują na chwilę wytchnienia, na pewno trening jej nie ucieknie.
Powiedziała, już chcąc zmienić temat i skierowała się ku wyjściu z obozu, patrząc czy jej matka idzie za nią.
Uśmiech zagościł na pysku kocicy, gdy zmierzyła za wojowniczką w stronę wyjścia z obozu. Jej wzrok na chwilę powędrował za nią, kiedy młodsza kocica zniknęła w tunelu, by szybko powrócić na nią, jakby wcześniejsze wydarzenie nie miało miejsca.
– Także Nieustraszony Chomiku, masz może kogoś na oku?
Zaczęła Przeplatka, szukając jakiegoś dobrego tematu na zaczęcie rozmowy.
– Nasza rodzina rozrasta się i może trzeba by przemyśleć tą sprawę. Nie możemy przecież zostawić kocięta twego brata bez kogoś w ich wieku.
Czy miała kogoś na oku? Może, ale nie chciała się spieszyć z kociakami, i tak ich rodzina była już duża.
– Cóż ktoś mi wpadł, ale nie chcę by nasza rodzina rozniosła cały Klan Burzy swoją wielkością.
Patrząc na to, że Jagodowe Marzenie urodziła cztery kociaki, to było już dużo.
– Czemu nie? Jagodowe Marzenie urodziła tylko czwórkę kociaków, z których pewnie dwójka lub trójka pozostanie w Klanie Burzy. Szczerze mówiąc, przydałoby się im towarzystwo, więc nie uważam to za zły pomysł.
– A czemu ktoś by miał odchodzić? To dogodne miejsce do życia, jest tu spokojnie od wielu księżycy, nie licząc tego incydentu z opętaniem lub z tym samotnikiem co został zabity. Dzieci mojego brata na pewno tu się doskonale odnajdą, nawet bez innych kociąt.
Tak jej się dobrze rozmawiało z matką, że zapomniała, że ją posyła na pewną śmierć, było widać z daleka rzekę, a czarna srebrna szylkretka miała chwilowe wyrzuty sumienia, czy robi dobrze? Chociaż przecież Przeplatka niszczy im reputację w klanie, więc zasługuje na pogardę. Skoro Norniczy Ślad mówiła, że trzeba ją zabić, to przecież wiedziała co robić, w końcu jej najlepsza matka nie myliła się w tej kwestii.
– Wypadki chodzą po kotach, czy tego chcesz, czy nie. Sama przeżyłaś to na własnym futrze, bo przecież była was też była czwórka.
Zaczęła wojowniczka, nie odrywając swego wzroku od swej córki.
– I na czym się to skończyło? Mysia Łapa odeszła z Klanu Burzy, jak i z tej ziemi, i pozostała was tylko trójka. To nie jest dużo, a nawet mogę powiedzieć, że możliwe, iż ta liczba ulegnie szybko zmianie.
Co ona miała na myśli przez to, że za chwilę, że ta liczba ulegnie zmianie w ich kontekście? Miała się bać teraz Przeplatki? A po drugie czemu ona mówi o Mysiej Łapie, jakby miała ją gdzieś? To chyba jej córka, a nie kolejny kot co się w grobie obalił.
– No cóż, niestety tak wyszło.
Powiedziała swoją myśl na głos, mając nadzieję, że są bliżej rzeki niż przedtem.
– Niestety czy stety, wszystko ma swoje skutki, dobre czy nie. Lecz nie zbaczajmy z tematu. Klanu Burzy potrzebuje młodej krwi. Koty cały czas starzeją się, a od tego powrotu nie ma.
Skoro Przeplatka chce tak wielce dzieci ,to niech na przykład zmusi Szafirowy Wiatr lub Pozłacaną Pszenicę, one więcej żyły od niej, a potomstwa z własnej woli nie zrobiły. Czarna srebrna szylkretka chciała mieć potomstwo, ale w swoim zakresie, nie chciała być naciskana do tego. Gdyby ktoś ją bardziej naciskał, to by bardziej nie chciała.
– Mam jeszcze dużo czasu na to... chociaż może ktoś w najbliższym czasie zdecyduje się na potomstwo.
Jej matka popatrzyła na nią, jakby jej się to nie podobało.
– Uważaj, bo czas leci szybciej, niż mogłabyś się spodziewać. Jedno mrugnięcie i kilka księżyców po prostu znika.
Wraz z tymi słowami kotka zwróciła swój wzrok na drogę przed nią.
Spojrzała tylko na matkę, potem na horyzont. Dopiero co niedawno się wiązała z Rudą Lisówką, nie wiedziała, czy jest gotowa na potomstwo. Czuła już zapach rzecznych traw, które ukoiły jej nerwy, które się pojawiły przez tą rozmowę. Ich łapy z twardego gruntu przeszły w drobny piasek, tak samo Chomik zmieniła swoje myślenie, bo teraz nadszedł czas na utopienie Przeplatki. Zbliżyła się do rzecznej wody na tyle, aby pomoczyć łapy i mieć płytką powierzchnię.
– Chcesz pomoczyć łapy? Temperatura tej wody nie jest taka zła jak na Porę Spadających Liści.
Chciała ją przekonać do siebie, zwieść ją jak zwierzynę łowną, która jeszcze nie wiedziała, że zostanie upolowana, że jest na celowniku drapieżnika.
Wojowniczka rzuciła wzrok na kotkę, jednak szybko wróciła nim na wcześniej wspomniane miejsce, a jej ucho drgnęło lekko.
– Trzeba tylko uważać, aby nie wylądować na głębokiej wodzie. Nie chcemy się przecież utopić, prawda?
– Oczywiście głupio by było się utopić na własnym terenie.
No oczywiście, że by było głupio, zwłaszcza że Nieustraszony Chomik nie zamierzała siebie utopić, tylko kogoś innego przy jej zasięgu wzroku. Miała tylko nadzieję, że Przeplatka przestanie gadać i wejdzie do rzeki.
Przeplatka zmierzyła w stronę zbiornika wodnego, jednak stanęła na jego brzegu, odwracając pysk w stronę wojowniczki.
– Jednak chyba niemiłym będzie zignorowanie, tu obecności Norniczego Śladu Powiedziała, zwracając wzrok w stronę pobliskich zarośli.
– Nigdy nie byłaś dobra w kryciu swej osoby Nornico.
Miała już nadzieję, że jej niebieska matka się skusi na kąpiel, która by ją doprowadziła do wiecznego snu. Niestety kotka nie weszła nadal do wody.
– Że kogo?
Odwróciła się i zobaczyła matkę, która czekała aż wykona swoje zadanie w zaroślach, tylko jak tu teraz zabić Przeplatke jak zobaczyła Nornicę? Gorzej być nie mogło, ale skoro Przeplatkowy Wianek skupiła się na czarnej szylkretce, to ona uzyska czas.
– O no cóż, też się nie spodziewałam, że ktoś do nas dołączy, witaj mamo!
Mówiła, jakby widziała pierwszy raz kotkę, co było kłamstwem, ale trzeba było kłaniać, by nie dać się złapać.
Po chwili z zarośli wyłoniła się szylkretowa kocica. Jej ogon drgał nerwowo na boki, a na jej pysku malował się grymas niezadowolenia.
– Odezwała się głupsza.
Rzuciła Nornica, wbijając swój wzrok w Przeplatkowy Wianek.
– Nie doszłoby nigdy do takiej sytuacji, gdybyś już dawno umarła ze Zgubą, jednak zakorzeniłaś się w Klanie Burzy jak pasożyt.
Cichy śmiech opuścił pysk Przeplatki.
– Naprawdę jesteś głupia, jeśli liczyłaś, że twój marny plan prześlizgnie się obok mych uszu bez większej reakcji. Chociaż muszę przyznać, że nie spodziewałam się, iż zejdziesz na tak niski poziom i wciągniesz do tego naszą córkę.
Nieustraszony Chomik przez chwilę milczała, czy Przeplatkowy Wianek się dowiedziała o ich planie? Ona miała trzeci mózg czy co? Wolała się na ten moment nie wtrącać i postanowiła popatrzeć na rozwój sytuacji. Powiedzenie tu czegokolwiek z jej pyska tylko by sprawiło, że nie byłoby lepiej.
– Powinnaś umrzeć wraz z tym wstrętnym kocurem!
Syknęła Nornica, a jej futro zjeżyło się.
– Chociaż teraz, będę miała pewność, że będziesz gnić pod ziemią w ciszy.
Wraz z tymi słowami kotka rzuciła się z pazurami w stronę Przeplatkowego Wianka.
Chomik zamurowało, nie mogła się ruszyć. Pomimo tego, że chciała zabić Przeplatke, to w tym momencie nie umiała, może jej świadomość mówiła jej, że Norniczy Ślad tym się zajmie. To głupio wyglądało, że nie umiała pomóc swojej ulubionej matce, ale jakoś ją przyczepiło w miejscu, pomimo że woda nie była grząska jak błoto. Jedyne co zrobiła, to wyszła z wody, czuła jedynie, że na jej wilgotnych łapach lepił się piasek.
Patrzyła tylko, jak kocice wylądowały w wodzie. Przeplatka pod łapami Nornicy, które przytrzymały jej ciało przy dnie, tym samym przytrzymując jej pysk pod powierzchnią wody. Lekki uśmiech opanował pysk kocicy, kiedy patrzyła jak kotka, próbuje się wyrwać spod jej łap. Łapa młodszej wylądowała na jej pysku, pazurami tworząc na nim ranę, jednak ta nie drgnęła, mimo przeszywającego ją bólu.
– Tym razem nikt nie przybędzie na twój ratunek.
Syknęła Nornica, rzucając wzrok na Chomik.
Kotka jednak wykorzystała moment nieuwagi i tylnymi łapami zepchnęła kotkę ze siebie, by szybko wstać, wykrztuszając nagromadzoną w jej pysku wodę i łapiąc głębokie wdechy powietrza. Wzrok Przeplatki przepełniony paniką latał po pobliskim terenie, jakby czegoś szukała, na końcu wylądować na Norniczym Śladzie. Cała jej pewność znikła, zamieniając się w czysty strach.
– Nie jesteś normalna, oni mieli rację.
Wyrzuciła cicho z siebie.
Srebrna szylkretka złapała kontakt wzrokowy z Norniczym Śladem, zapewne liczyła, że ona coś zrobi, tylko że Chomik nadal nie umiała wbić w rytm walki, czuła się okropnie.
Jednak szybko się wszytko zmieniło, gdy Przeplatkowy Wianek kopnęła czarną szylkretkę i rola się obróciła. Wtedy Nieustraszony Chomik się ogarnęła i ruszyła na Przeplatke, skoczyła na nią i popchnęła ją, odrzucając ją od Norniczego Śladu.
– Zostaw ją!
To jedyne co mogła z siebie wydusić, planowała ona z Norniczym Śladem zabić Przeplatkę, a razie tego nie umiała, choć była ciekawa, jak się kotka domyśliła o ich planie.
– Skąd wiedziałaś?
– Trudno nie zauważyć, że Norniczy Ślad zmieniła swojego ulubieńca i zaczęła przejmować się swoją rodziną.
Syknęła niebieska szylkretka w odpowiedzi.
– Poza tym okazuje się, że pewien medyk jest bardzo spostrzegawczy, mimo iż to ty prawie zabrałaś mu wzrok. Ważne, jednak że wszystko wraca do mnie.
– Zadajesz się z tym pasożytem?!
Nornica nie była ani trochę szczęśliwa tym faktem i miała ponownie zaatakować, gdyby nie dalsze słowa kocicy.
– Z twoim bratankiem, jakbym miała to sprecyzować. Okazuje się, że Ważkowy Lot, jednak miał kocięta.
Nornica zmieniła ulubieńca? Co to znaczy? Nie była jej ulubioną córką czy coś? To jakieś kłamstwa wyssane z palca! Przecież Chomik w swoim sercu zawsze wiedziała, że Nornica ją lubi.
Co do ciąg dalszego nagle zamurowało ją i to bardzo, czy ona miała crusha na kuzynie wtedy gdy była jeszcze uczennicą i on w przeszłości jeśli chodzi o Zawilca? Na Klan Gwiazdy, jak dobrze, że już dawno nim nie był i była partnerką Rudej Lisówki.
– Przepraszam, że się wtrącę, ale ja mam kuzynów?!?!?
Jej mózg dosłownie wybuchł, czuła zaskoczenie i zażenowanie własną osobą. Miała nadzieję, że nikt nigdy się nie dowie, że jej pierwszym crushem był spokrewniony z nią kot.
Czarna szylkretka stanęła zaskoczona wiadomością, jakby ktoś ją uderzył.
– Co?
Wyrzuciła tylko z siebie, po chwili lekko trzęsąc głową na boki.
– Kłamiesz! Z pewnością kłamiesz Przeplatkowy Wianku! On umarł, Cykoriowy Pyłek nie mógł…
Za to Przeplatka zaczęła mówić dalej.
– Bardzo zły moment Chomiku. A ty możesz zapytać Opadającego Rumianka o to. To przecież on mi zdradził ten sekret, chociaż nie wiem, czy przełkniesz jego imię ponownie, znając prawdę.
Chomik fuknęła tylko na to, Opadający Rumianek to i tak była jakaś ciota, niby baba a wolał tą piękną płeć zmienić na męską, jednak są koty głupie i głupsze.
– Norniczy Ślad ma racje! Pewnie wymyśliłaś to kłamstwo na poczekaniu, by nas zdezorientować!
Nie trawiła tego, nawet machała już intensywnie ogonem, jej druga była matka działała jej na nerwy, miała teraz ochotę jej poderżnąć gardło, nie to, co wcześniej.
Jedyne co wydobyło się z pyska kocicy, to śmiech. Głośny śmiech, który wydawał się wędrować po najbliższych im terenach.
Nieustraszony Chomik była zdezorientowana, jej futro zjeżyło się po całym ciele przez ten śmiech, każdy włos zaczyna drgać po samym dźwięku, a ogon szylkretki ruszał się bardziej intensywnie. Czy jej odbiło, czy coś? Ten śmiech mógł zwabić inne koty, trzeba było ją uciszyć.
Nornica tylko zmarszczyła czoło.
– Teraz jesteś na pewno martwa!
Kotka skoczyła w kierunku Przeplatkowego Wianku, była już tak blisko, tylko że na pysku Przeplatkowego Wianku pojawił się uśmiech, czy ona nie wiedziała, że teraz umrze? Ta myśl przeszła przez głowę Chomika, lecz coś śmigneło i rzuciło się na Nornicę przeturlując się z nią blisko brzegu. Kotka spojrzała się do tyłu, widząc Świerszczowy Skok, co on u licha tu robił?!? Czarna srebrna Szylkretka obróciła się szybko w stronę Przeplatkowego Wianku.
– Co to ma znaczyć?!?
Syknęła, a następnie zobaczyła za Przeplatką, Opadającego Rumianka i Motylkową Łączkę. Nieustraszony Chomik wraz z Norniczym Śladem była na przegranej pozycji, cztery koty na dwa to duża przewaga. Kotka patrzyła ze zdziwieniem na koty, lekko się cofając, nie dowierzając wręcz że to ich koniec.