Przeszłość
Nie ukrywała, że nabijała się z tego, że kociaki Kminkowego Szumu dostały srogą karę. Nawet ona za próbę morderstwa dostała lżejszą karę niż Rudzikowe Skrzydło i te bachory. Chomik nie nosiła obrzydliwego, karnego imienia, a oni już tak. Chyba naprawdę go wkurzyli na tym zgromadzeniu. Dobrze, że to nie ona wkurzyła przywódcę. Podczas sprzątania obozu, poczuła piekielny smród żółci. Pochyliła się, a obok jej łapy akurat pojawił się jeden ze smrodów Kminku i to dosłownie. Nie dało się obok niego wytrzymać.
— Ej ty! Jesteś Paskudek... lub Smrodek? Wszystko mi jedno, mógłbyś zwiększyć swój dystans? Jesteś tak wyczuwalny, że liście, które sprzątam, więdną od razu — Klanie Gwiazdy, za co karzesz tym smrodem? Jak on się nie odsunie od niej o parę kroków, to ona sama go zaraz wywali z obozu.
— Coooo?! A ty się lepiej nie odzywaj, stara prukwo! — krzyknął rozjuszony kociak. — Rybkowa Łapa mnie umyła! To pewnie smród Aminka! — wytłumaczył zdenerwowany. — Nie wiesz nawet, co mówisz! — dodał, a na jego pysk wkroczył nikczemny, chytry uśmieszek. Dmuchnął w swoją grzywkę. — Może dlatego jesteś tym więźniem… — pysk Chomika zrobił się czerwony. Jak ten bachor śmiał? Już mu pokaże!
— Ja dam ci za chwilę tę starą prukwę, ptasi móżdżku, będziesz fruwał po całym obozie! — syknęła w stronę kocura, a jej ogon się ruszał dość dynamicznie. — Oczywiście nie ja ci ją dam… — powiedziała ze złowieszczym uśmiechem. Niech się tylko Brzoza dowie, a życie nie będzie już mu miłe. Wiedziała, że Brzoza miała twardą łapę do swoich pociech, więc to ona załatwi mu lanie. — W końcu rodzice sami wiedzą, jak doprowadzić swoje pociechy do pionu, nie sądzisz? — dzieciak nie będzie jej terroryzował. Mały szczyl ujrzy swobodę jak świnia niebo! Już ona o to zadba.
— Ej, Ej! — pisnął przerażony kociak. Najwyraźniej trafiła w sedno. — Ty… ty lepiej pilnuj swoich dzieci! — burknął rudy. — Bo… bo jednego już tu nie ma…! — dodał ciszej. Nie uśmiechał się. Cofnął się o kilkanaście kroków, obawiając się, że kotce może odbić. Popatrzyła na niego prosto, nie miał prawa używać Ciszy tylko po to, by ją osłabić.
— Nie muszę nikogo pilnować. Umarł, bo tunele go zakopały. Ale życie wojowników to nie tylko droga usłana tęczą i ładnymi porankami, dlatego uczniowie są uczeni, by przetrwać najtrudniejsze warunki. Skoro więc nie umiał przetrwać tunelu, to oblał tę próbę — popatrzyła na niego ostrym wzrokiem. Cisza i tak był dla niej nikim. Tylko porażką. Spodziewała się, że nie przetrwa. Był niemy, a to była słabość, której nie można było usunąć z życia. — Nic nie wiesz o mnie, zapchlony inspekcie. Widać, do czego prowadzi bezstresowe wychowanie! Właśnie do takich wybryków natury, które jedyne co robią, to kłapią dziobami, jakby myślały, że mają aktualnie prawa.
***
Teraźniejszość
Tragedia działa się za tragedią, ale to chyba był już dla niej dzień jak co dzień. Ponoć Gadożerowa Łapa otruł Strzępotkowy Kokon, za to białas twierdził, że to był Pierzasta Łapa. Szczerze nikomu nie wierzyła. W tym momencie zauważyła jej ulubionego rudzielca, na którego widok już rzygała ekscytacją, oczywiście mowa tu była o słynnym Pierzu. Postanowiła zaczepić kocura.
— Witaj, Pierzu, ponoć z tego, co słyszałam, wrabiają cię! — Pierzowi chyba nie było do śmiechu, no cóż, nie jej problem.
— Czego chcesz, starucho! — wrzasnął jej w pysk, chciała już mu coś powiedzieć, ale przypomniała sobie, że musi bardziej uważać, bo dopiero co odzyskała rangę.
— Pogadać, bo raczej nie możesz mi tego zabronić, zwłaszcza z tego, co wiem, to musisz czuć się osamotniony bez rodziców — słyszała o domniemanej ucieczce Kminkowego Szumu z jego samotniczką. Ich ucieczka była korzystna dla niej tylko, dlatego że wzięli tego przeklętego Zawilca. Ciekawe czy Pierze też za nim tęsknił?
<Pierzasta Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz