Borowik uśmiechnął się na słowa swojego mentora, a Kurka mógł tylko odetchnąć z ulgą, że jego podopieczny nie połamał się przy takim spadku. Chociaż przypominał Kurce siebie. W końcu młody zwiadowca sam też w podobny sposób schodził z drzew przez długi czas. Cud, że on sam miał swoje łapy w całości.
– Dobra. Wracamy do obozu. Poranek powinien obejrzeć twoje łapy… na wszelki wypadek. – Kurka poczekał, aż Borowik dołączy do niego i idąc u boku ucznia, obrał drogę do obozu, po części pozwalając młodzikowi prowadzić. W końcu tego też musi się nauczyć. I nawet dobrze mu szło, jakby wiedział doskonale dokąd iść. Zapewne tak było.
Następnego dnia Kurka mógł sobie pospać. Patrol, który zapowiedział swojemu uczniowi, miał odbyć się dopiero wieczorem, więc oboje mieli trochę czasu na odpoczynek. Kurka wtulił się mocniej w sierść Guziczka i odetchnął cichutko. Promienie słońca próbowały go rozbudzić i nieważne ile młody zwiadowca się zapierał, świadomość w końcu go dopadła. Kurka przetarł oczy i uchylił je. Dzień był pełen światła i chłodu. Aż nie chciało się wstawać z przyjemnego miejsca u boku ukochanego. Jednak wszystko, co dobre i wygodne musi się w końcu skończyć. Guziczek rozciągnął się i podniósł głowę.
– Wstajesz? – Kurka zerknął w oczka ukochanego.
– Myhymmm… – Guziczek pokiwał łebkiem. – Wczesny trening ze Świergotkiem
– Musimy się kiedyś zgadać. Niech nasi uczniowie poćwiczą walkę między sobą?
– Można by! – Guziczek podrapał się za uchem i wstał. Kurka złożył na jego czole szybkie liźnięcie i sam zaczął się powoli zbierać ze swojego miejsca. Rozciągnął zastane kości i wkrótce zlazł z drzewa wojowników.
Na śniadanie zjadł małą myszkę i przyłączył się do porannego patrolu polującego. W taką porę roku polowania nigdy za mało.
A wieczorem stanął przy wejściu do obozu. Na Borowika nie musiał czekać długo. Cokolwiek robił przed ich patrolem, nie było jego sprawą, najważniejsze, że uczeń zjawił się na czas. A nawet odrobinę wcześniej! Szafran oraz Sajgon dołączyli do nich odrobinę spóźnieni. Patrol miał przejść po granicach i wrócić wraz z początkiem nocy, a więc musieli trzymać całkiem niezłe tempo.
– Wypoczęty? – Kurka zagadnął ucznia.
– W miarę. – padła krótka odpowiedź.
– To dobrze. Bo dzisiaj będziemy trzymać całkiem intensywne tempo. Jutrzejszy trening zaczniemy po południu, abyś się wyspał, bo możemy wrócić późno! – oznajmił Kurka i kiwnął głową na ucznia, aby już ruszyli. Sajgon machnął na nich ogonem i ruszył przed siebie, w końcu to on prowadził ten pochód.
<Borowiku?>
[trening Borowika]
[430 słów]
[4%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz