BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niespodziewana Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niespodziewana Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

23 lutego 2016

Od Unexpectedstar C.D Flashwhisker

- Co robisz na terenach mojego klanu, samotniku? - warknęłam obnażając kły i pazury. Postąpiłam o krok do przodu, co - ku mej satysfakcji - sprawiło że rudy kocur instynktownie odsunął się w tył. Mimo swojego chwilowego zdezorientowania syknął hardo w moją stronę:
- Nie czuje tu żadnego zapachu kotów. - żeby podkreślić te słowa ogarnął wzrokiem teren wokół siebie, po czym jakby dopiero teraz słysząc moje ostatnie stwierdzenie dodał: - I nie jestem żadnym samotnikiem.
 Prychnęłam z pogardą, niemal dusząc się w środku ze śmiechu.
- Bo jesteśmy przy Drodze Grzmotu mysi bobku. Śmierdzi tu bardziej niż Zgniłym Miejscu. Widząc pytające spojrzenie kota, sapnęłam i dodałam: - Nie ważne. Kim jesteś? Nie pachniesz żadnym z klanów, a skoro tak gorąco zaprzeczasz niebycia samotnikiem, to oznacza że jesteś ... pieszczochem Dwunogów? - uniosłam brew nieco zdezorientowana.
- Ooo, nie co to to nie. - mruknął mierząc mnie złowieszczym spojrzeniem. - Jestem Flashwhisker, i szukam domu, którym nie jest gniazdo Dwunogów.
Pokręciłam głową dając znać że rozumiem o co chodzi, chociaż wciąż w moich oczach iskrzyło się rozbawienie.
- Co powiesz na legowisko w jaskini wojowników Klanu Klifu? - spojrzałam znacząco na "Flashwhisker`a" .
<Flash? XDDD>

Od Unexpectedstar C.D Onyxhunter`a

Trochę spóźnione więc uznajcie to za dawną historię a ty Onyx napisz w połowie opowiadania "kilka tygodni później" czy coś w ten deseń xD

Rudy kocur wydawał się być obojętny na zmianę klanu. Wydawało mi się to nader dziwne i osobiście nigdy bym nie pogodziła się z utratą 'rodzinnego' klanu. Ale mniejsza.
Wyjaśniłam pokrótce cały grafik patrolów, polowań i tego typu po czym wskazałam mu jaskinię wojowników. Kątem oka zauważyłam jak kiwa z szacunkiem głową na Grayblaze`a, Vindictiveeye oraz Amethystcloud. Uśmiechnęłam się pod nosem.
Było już na tyle późno, bym miała wymówkę na pójście się zdrzemnąć. Weszłam po cichu do mojej groty i wymościłam sobie mech pod łapami, jakby wcale nie był już idealnie wygnieciony. Kiedy usadowiłam się wygodnie, obrzuciłam krótkim spojrzeniem obóz który widoczny był z ciemniejącej szpary światła.
Po raz pierwszy od kilku dni odsapnęłam z ulgą, nie czując bólu w mięśniach czy kołaczących myśli w głowie. A jeżeli mowa o tych drugich, nie pozbyłam się ich jeszcze do końca. Wciąż powracał do mnie widok brązowawego kocura z zielonymi oczami i blizną na pysku. Przełknęłam gorzko ślinę, i przetarłam oczy jednak nic mi to nie dało. Nigdy już nie pogodzę się ze śmiercią ... przyjaciela.
Jęknęłam wkurzona, kiedy obraz pojawił się ponownie. Wstałam rozdygotana i wygramoliłam się z jaskini. Przeszłam cicho przez obóz by dotrzeć do jaskini wojowników. Tam szturchnęłam Grayblaze`a i syknęłam:
- Weź ze sobą Onyxhuntera  na patrol i pilnuj go. Jutro rano chce słyszeć u mnie streszczenie jego zachowania na pierwszym patrolowaniu nocnym.
Dawny uczeń Amethystcloud przytaknął po cichu i wstał by obudzić nowego rudzielca [xd]. Ja w tym czasie wróciłam do swojej okropnej próby zaśnięcia.
<Onyx? XD>

14 lutego 2016

Od Unexpectedstar

Opowiadanie jest w połowie w wersji 3 osobowej a w połowie 1 osobowej.
Wokół zapanowała gęsta i przejmująca cisza, przerywana jedynie miękkim stukotem łap o twardą ziemię. Mimo że w zasięgu niewielu długości drzewa nie było żadnej żywej istoty, liderka czuła obecność kotów. Nie byli oni jednak nastawieni do niej pozytywnie - bo niewiele osobników miało zaszczyt posmakować dobroci  ów kotki. 
Zatrzymała się, zamykając na chwilę oczy. Wciągnęła chłodne powietrze i po raz pierwszy od pamiętnej chwili uśmiechnęła się. Był to uśmiech przepełniony dziwnym szaleństwem oraz goryczą. Jednak znalazło się w nim również zrezygnowanie i smutek. 
Chcąc nie chcąc, ruszyła dalej, drażniąc swój nos niechcianym zapachem wroga. 
Coraz więcej kotów omijało jej terytoria, dołączając do nowszych, potężniejszych klanów, jednak kruczoczarna kocica przestała się tym interesować już od dawna.
Nagle jej oczom ukazał się szary kształt migający wśród bujnych drzew. Przemieszczał się z wystarczająco dużą szybkością by trudno było określić czym jest, jednak węch jeszcze nie zawiódł liderki i nie przejęła się kiedy na wydeptaną drogę którą właśnie podążała, wskoczyła kotka od której aż chciało się kichać, tak mocna była woń Klanu Nocy, wijąca się wokół niej.
Czarna samica od niechcenia zatrzymała się przed wojowniczką i uniosła lekko brew w geście znudzenia.
- Czemu miało towarzyszyć twe sprawienie bym odskoczyła z przerażenia ... Morningdew? - spytała obojętnie.
____
Zaczęło mnie powoli nudzić to że już chyba po raz setny ktoś próbował mnie wytrącić z równowagi. Kiedy szara kotka dalej dumnie wpatrywała się we mnie, prawdopodobnie właśnie kształcąc w swoich myślach rozmowę z własnym sobą, nie wytrzymałam psychicznie i sapnęłam:
- No, chyba że to twoja taktyka "zgładzenia mojego klanu poprzez zabicie liderki" - na te słowa Morningdew poderwała się i odwarknęła:
- Jeśli chcesz mogę się postarać aby twoje życzenie zostało spełnione ... w chwili obecnej. - podeszła o krok i swoim natarczywym spojrzeniem próbowała sprawić bym odwróciła wzrok. Gdybym była kimś innym prawdopodobnie już bym zwieszała głowę, ale nie, jestem Unexpectedstar. A to zupełnie zmienia postać rzeczy.
Trwałam więc w miejscu, znudzona całym tym przedstawieniem. Od pewnego czasu większość rzeczy była dla mnie zwykłą nudą, nawet groźby ze strony Morningdew.
Westchnęłam teatralnie i zgrabnie ominęłam rozwścieczoną kotkę.
- Wybacz, ale nie jestem w chwili obecnej dysponowana do odszczekiwania twoich gróźb. - doskonale wiedziałam że tak szybko się jej nie pozbędę ale w głębi duszy nie przeszkadzało mi to. Czasem lubiłam się z kimś podroczyć a w końcu Morningdew wcale nie jest jakąś tam płochliwą "romantyczną kotką" która pod jedną kąśliwą uwagą, rozmaże się jak kocię.
<Morningdew? xdd >
Jakby co  prawdopodobnie coś pokićkałam w charakterze i mój brak weny sprawił że to opowiadanie wyszło jak.... ze śmietnika, więc nie dziw się jeżeli zobaczysz jakiś błąd w sprawie twojego charakteru.

15 grudnia 2015

Od Unexpectedstar

Ciemny cień tańczył na drzewach, ścigając samego siebie. Jego właściciel stąpał powoli ze spuszczonym łbem, próbując chociaż przez chwilę wyczuć zapach znanego mu kota. Takiego który mieszka gdzieś za kamieniem, czy krzewem. Po prostu aby był. 

Westchnęłam gorzko i zmęczona usiadłam. Było zimno i mokro ponieważ w nocy padał dość potężny deszcz, bym przemokła do suchej nitki. Zerknęłam ostrożnie na odbicie w kałuży i skrzywiłam się z niesmakiem, widząc to okropne, okrwawione coś co prawdopodobnie miało symulować moją twarz. Długo rozmyślałam nad zrezygnowaniem z Klanu Klifu i do przeniesienia się na liczniejsze tereny, bo doskonale zdawałam sobie sprawę iż dwuosobowy klan to nie klan. Poza tym jeżeli innym nadarzy się ochota na powiększenie terenów, będziemy najlepszą ofiarą. I choć nie chciałam byśmy zniknęli jak Klan Słońca, to nie mogłam dopuszczać myśli by przez całe swoje ponure życie mieszkać z jedną osobą.
- Daj spokój, - mówiłam do siebie z wyrazem słabej determinacji na pysku. - Przecież może ktoś jeszcze dołączy ... prawda?
Nie wierzyłam pod żadnym pozorem w swoje słowa, ale próbowałam zignorować swój umysł. Podniosłam się i ruszyłam dalej, powoli kładąc kroki. Nie minęło kilka minut a już do mojego nosa doszedł odurzający zapach, który każdy mieszkaniec Czterech Klanów powinien znać. Klan Wilka. Mimo woli zjeżyłam sierść i zatrzymałam się a z mojego gardła wydobył się cichy syk. Nie darzyłam już chyba nikogo szczególną sympatią dlatego jakiś obcy członek na moich terenach nie był mile widziany. Zaczęłam wątpić w swój zmysł i rozluźniłam się lekko gdy zza krzaka wyskoczył brązowy kot. Instynktownie skoczyłam w bok, jednak przeciwnikowi nie brakowało inteligencji. Skręcił w miejscu i przycisnął mnie do ziemi. Poczułam że jego  pazury wbijają się w moje futro i zacisnęłam kły z bólu, gdy jego ucisk zelżał i zdobyłam okazję by się mu przyjrzeć. Był to brązowy kocur o zielonych oczach i jasną gwiazdą na klatce piersiowej.
- Wolf ... - warknęłam głucho, ze zdziwieniem odkrywając że zabrzmiało to jak spotkanie największych wrogów. Lider Klanu Wilka wyglądał na zmieszanego i zaczął strzelać oczami na prawo i lewo.
- Uh ... Unex ... nie wiedziałem że to ty i tak jakby no .... - mruknął zakłopotany jednak ja uniosłam brew nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Codziennie czuje czyjeś pazury na swoim ciele a potem szybkie przeprosiny. - zaśmiałam się gorzko. - Cóż... trudno się dziwić.
<Łulf? Za karę że przez chyba miesiąc albo i więcej mi nie odpisywałaś masz mi odpisać i to w trybie NOW! ;-;>

29 listopada 2015

Od Unexpectedstar

Spojrzałam wymownie w stronę ptaka który ćwierkał coś pod nosem, starając się nie zwracać uwagi na mój wygłodniały wzrok. Siedziałam pod drzewem patrząc uparcie na wróbla starając się nie ukazywać jakichkolwiek objaw zniecierpliwienia. Trwając tak wymyślałam właśnie taktykę, jakby to podejść ów ptaszka aby go nie spłoszyć i nie zaliczyć bolesnego upadku. W ciągu tej zadumy nawet nie zauważyłam jak zza krzaka wyłoniła się jakaś postać. Nie zawracając sobie kompletnie nią głowy, przygotowałam się do skoku. Napięłam mięśnie i bez wahania podskoczyłam. Ku memu - bądź naszemu - nieszczęściu owa postać wybrała dokładnie ten sam moment na złapanie zdobyczy. Chwyciłam w zęby wróbla który skrzecząc przeraźliwie próbował odlecieć. Kotka - bo na taką mi wyglądała - wzięła w kły drugą część rozrywając z nieprzyjemnym dźwiękiem zwierzątko na kawałki. Upadłam na ziemię i jęknęłam głucho. Puszysta wojowniczka spadła trochę dalej buntowniczo zerkając w moją stronę. Niestety nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się - co brzmiało trochę ... ironicznie.
- Widzę że wybraliśmy tą samą zdobycz. - mówiąc to zerknęłam w stronę rozerwanej części ptaka.
<Leafstripe? Wiem, trochę sensu to nie miało :c>

20 listopada 2015

Od Unexpectedstar C.D Darkheart

Widząc że nikt nie ma zamiaru dalej dokańczać rozmowy, westchnęłam z udawaną rezygnacją i odpowiedziałam, starając się by mój ton brzmiał na znudzony:
- No dobra. Wszyscy się znamy, jest happy end tego oto dialogu to możemy sobie pójść. - spojrzałam prosto na kocura, podkreślając że mówię tylko do niego a nie do mrówek które próbowały jakoś przejść pomiędzy naszymi łapami. Darkheart instynktownie spojrzał do tyłu jakby myślał że ktoś za nim jest. Na ten odruch uśmiechnęłam się z lekka złośliwie.
- Nie, to do was mówię, Darkheart. - na te potwierdzenie, kocur szybko przyjął poważniejszą minę. Czasami niektórzy rozśmieszali mnie do takiego stopnia, że zaczynałam milczeć. Tak też się stało w tym momencie. Nie pytajcie mnie czemu kot mnie rozśmieszył ... to sprawa mojej psychiki.  W każdym razie kiedy dotarło to do kota, nastała chwila ciszy po której kocur niepewnie miauknął:
- ...
<Dark? Wena spada, w dół .. ;-;>

15 listopada 2015

Od Unexpectedstar C.D Darkheart

Widząc niepewność malującą się na pysku kocura, spróbowałam uśmiechnąć się delikatnie. Nie miałam prawa atakować kotów z Klanu Wilka, szczególnie tego który uratował mi życie - albo przynajmniej oszczędził mi zbędnego wylewu krwi - dlatego powstrzymałam się od zgryźliwej uwagi. Zamiast tego podniosłam wzrok na czarnego samca, który próbował zachować spokój przy tej grobowej ciszy i odpowiedziałam:
- Dziękuje.
Tym oto jednym słowem zakończyłam rozmowę po czym z kamienną twarzą oddaliłam się wzdłuż strumyka. Kocur odprowadził mnie wzrokiem a kiedy znikałam już za zakrętem usłyszałam jego krzyk:
- Czekaj! - odwróciłam się w samą porę by zobaczyć nadbiegającego kota. - Jestem Darkheart a ty?
- Ja nie. - mruknęłam z frustracją. Podobno miałam być miła ... ktoś coś mówił?
Samiec najwyraźniej nie pojął że nie kwapię się zbytnio do nowych znajomości bo wbił we mnie naglący wzrok. Westchnęłam zdezorientowana i mimo woli warknęłam cicho:
 - Unexpected ... star. - zaczęłam nerwowo przebierać łapami. Trudno było mi z kimś rozmawiać po tygodniu nie używania strun głosowych, bo wprawdzie do kogo miałam rozmawiać? Scarheart była jakaś nieobecna i nawet jeżeli nabrała mnie minimalna ochota na porozmawianie z członkinią to i tak próba jej znalezienia była dosyć nikła.
<Dark? a] wiem że tak długo ;-; b] wiem że bezsensu :,3>

05 listopada 2015

Od Unexpectedstar C.D Mintleaf

Mruknęłam coś pod nosem na pożegnanie i sama odwróciłam się by odejść. Miałam dziwne wrażenie że kotka złą drogą powędrowała, prosto do Klanu Nocy. Opuściłam szybko te myśli zdając sobie sprawę że nie bardzo mnie to obchodzi i ruszyłam dalej raźnym krokiem. Lecz wścibskość jaką posiadałam w przesadnej mierze nie pozwalała mi tego zostawić. Powróciłam więc na miejsce 'rozmowy' i odgarnęłam krzaki w które wcześniej weszła Mintleaf. No jasne, mruknęłam w myślach. Przede mną rozpościerały się tereny klanu Blackstar`a. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to biało-czarny punkt który biegał wokół drzew, prawdopodobnie próbując odnaleźć właściwy kierunek. Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się, powodując że kotka przystanęła i spojrzała na mnie pytająco. Uśmiechnęłam się złośliwie i zawołałam:
- Osobiście wydaje mi się że trafiłaś do ciut innego klanu. - Mint już chciała zaprotestować lecz po chwili zwiesiła się i fuknęła coś pod wąsem.
- Tsa ... - mruknęła i skręciła do Klanu Wilka. Zaśmiałam się jeszcze raz i odeszłam do pustych terenów mego klanu.
<Mint? :v Tak bez weny ale już nic do głowy mi nie przychodziło ;-;>

03 listopada 2015

Od Unexpectedstar C.D Mintleaf

- Nie. - miauknęłam zagadkowo. - Czemu miałabym odejść skoro na moich terenach chadza sobie ktoś nieznajomy?
Mintleaf chyba coraz bardziej nieswojo się czuła gdyż mój wzrok pozostał wbity w nią. Zastanawiałam się czy faktycznie się mnie boi. Na tę myśl uśmiechnęłam się delikatnie.
- Hej, ale nie musicie się mnie bać. - spojrzałam jej prosto w oczy. Mint nie spodziewała się takiego obrotu sprawy, więc nie odwracając wzroku wbiła we mnie pytający wzrok. - Czy ja kiedykolwiek zrobiłam wam krzywdę? Albo raczej... czy jakakolwiek kocia dusza teraz spoczywa w Klanie Gwiazd z mojej winy?
Kotka poczęła rozmyślać i po jej minie wywnioskowałam że faktycznie nic jej nie wiadomo o czyjejś śmierci którą wyrządziłam ja. Usiadłam więc i cierpliwie czekałam aż Mintleaf się odezwie. Po dłuższej chwili, zawahała się ale odparła ostrożnie:
- Może nie ale ...
- Ale co? - uniosłam brwi. - Ale próbowałam was zabić? Osobiście jestem innego zdania.
- Nie, nie ... nie o to mi chodzi. - podniosła głos jakby zbyt desperacko próbowała obronić się przed tą skargą, chociaż widać było że nie jest pewna czy właśnie tak myślała.
<Mint? :v>

Od Unexpectedstar

Zacisnęłam powieki jednak słońce dokuczliwie próbowało zedrzeć sen z moich oczu. Zakryłam pysk łapami lecz i to nic nie dawało. Po chwili westchnęłam i poddałam się. Oślepiło mnie rażące światło jednakże wstałam i wyszłam leniwie z jaskini. Przede mną utworzył się codzienne życie w klanach. Chociaż może nie dla mnie. Ptaki wesoło ćwierkały ponad moją głową a gdzieniegdzie można było zauważyć desperacko uciekającego zająca który na mój widok schował się w norze. Poczułam cudowny zapach wodnej głębi. Ruszyłam powoli przez tereny Klanu Klifu rozglądając się dookoła w poszukiwaniu jakiejkolwiek kociej duszy. Niestety jak zawsze było jej brak. Potrząsnęłam głową starając się wyzbyć tych markotnych myśli, ponieważ właśnie ujrzałam cel mej podróży - klif, od którego wywodziła się ów nazwa. Jak zawsze ostrożnie stawiałam kroki by przypadkiem nie wpaść łapą w niewielkie dziury rozłożone po popękanej ziemi. Stanęłam na końcu i spojrzałam w dół, na spokojną rzekę płynącą przez wszystkie klany. Położyłam się na wcześniej zgniecionych krzewach i westchnęłam głęboko wciągając chłodne powietrze. Przymknęłam oczy rozkoszując się ciszą jaką dawało mi to miejsce. Jednak nie dane było mi długo tak trwać ponieważ usłyszałam szelest. Gwałtownie otworzyłam ślepia lecz nie spojrzałam do tyłu, spodziewając się któż to mógłby być.
- Witajcie Wolfie. - miauknęłam zanim kocur zdążył w ogóle podejść do mnie. - Po co tu przybywacie? Wiecie że ja nie jestem dobrą osobą z którą można rozmawiać, jeżeli wszyscy uważają mnie za czarną postać. - zmusiłam się do delikatnego uśmiechu odwracając się w stronę brązowego kota.
<Wolfie? :v>

Od Unexpectedstar

Spojrzałam ze złością na zbliżający się cień. Zdecydowanie nie był to nikt mi przyjazny, jeżeli w ogóle ktoś taki był. Wyjęłam pazury i napięłam mięśnie gotowa się obronić, co w tych czasach dla mnie było niezmiernie potrzebne. Ku memu nieszczęściu niemalże natychmiast zza krzaków wyszedł właściciel cienia. Syknęłam krótko i wbiłam pazury w ziemię, starając się opanować przed odruchowym drapnięciem w pysk kotki. Widząc moją pozę odsunęła się do tyłu lekko wystraszona.
- Czego tu chcecie? - warknęłam i podeszłam do niej, wbijając wzrok w miętowe oczy Mintleaf. Ostatnio zaczęłam mówić w liczbie mnogiej ... w sumie to nie mam pojęcia czemu.Wracając, wydawała się zdziwiona tym że mnie widzi jednocześnie jednak rozglądała się nerwowo po bokach jakby nagle zza krzaków miał wyskoczyć Wolfstar i wypruć ze mnie flaki. - Czego tutaj chcecie? - powtórzyłam a Mint jakby się ocknęła. Otworzyła pyszczek po czym zamknęła go znowu nie mogąc ułożyć sensownie zdania. W końcu przewróciłam oczami i powróciłam do luźnej pozy. Podniosłam brwi i dodałam znudzonym tonem: - Czy wy naprawdę uważacie że zrobię wam coś złego? Ja rozumiem że macie o mnie złe, pierwsze, wrażenie i wszyscy dookoła gadają o mnie źle, ale chyba tak bardzo tego nie wyolbrzymili. - spojrzałam z nutką nadziei na minę kotki jednak ta najwyraźniej straciła mowę a jej mina oznaczała jedynie że faktycznie żadnych dobrych rzeczy o mnie nie słyszała.
Westchnęłam przeciągle i spuściłam wzrok.
- No nic. - mruknęłam i odwróciłam się by odejść. - Życzę cudownego życia z Wolfie`m ... - jednak kiedy już miałam iść odezwała się:
- ...
<Mint?>

29 października 2015

Od Unexstar C.D Wolfstar`a

Spuściłam łeb i westchnęłam głęboko.
- Przeprosiny nic nie dadzą. - szepnęłam powodując iż Wolfstar na chwilę się zatrzymał i spojrzał do tyłu z mieszanymi uczuciami. Po chwili odwrócił się i bez słowa odszedł. Stałam przez dłuższe minuty w bezruchu ze spuszczonym wzrokiem aż z mojego oka wypłynęło kilka samotnych łez, powodując że zaszlochałam cicho. W końcu nie wytrzymałam - padłam na ziemię zaciskając kły by powstrzymać się od płaczu. Moje życie zostało w każdym kawałku zniszczone. Nie miałam już nic na czym mogłam się oprzeć. Nie miałam rodziny, nikogo bliskiego ... w dodatku połowa świata znała mnie jaką "tą złą" i nie chciało im się nawet wyszukiwać we mnie jakiegoś dobra. Przynajmniej Wolf i Mint mają siebie usłyszałam cichutki głos w mojej głowie, Nie są samotni ... jak ty.
Wysunęłam pazury i wbiłam je w ziemię, powstrzymując się od jakiegokolwiek dźwięku. Blizna na oku nagle jakby opuchła, wydobywając z siebie kolejną salwę bólu po czym nagle przestała boleć. Zacisnęłam wargi - anatomia wiem - i westchnęłam mimowolnie.
**********
Pierwsze co mnie powitało to rażące promienie słońca przed którymi zostałam zmuszona do zaciśnięcia przez chwilę oczu. Gdy już się jednak przyzwyczaiłam, ujrzałam ten cudowny krajobraz który widziałam jeszcze wczoraj. Jedyną zmianą były mokre od łez powieki oraz niewielka czerwona plama która zaczęła tworzyć się pode mną i obklejać moje futro.
Wzdrygnęłam się zdając sobie sprawę że nie mogę dłużej sterczeć w jednym miejscu i zostało mi mało czasu .... do jakiegokolwiek ruchu. Ale to i dobrze, głos ponownie odezwał się w mym umyśle, Nikt nie będzie płakał, nie będzie żałować ... będą się cieszyć... kolejny kłopot mają za sobą. 
Wstałam gwałtownie i wrzasnęłam próbując tym rozproszyć wszystkie te okropne myśli. Jednak one powracały ze zdwojoną siłą i w końcu musiałam przyznać im rację. Przecież sama dobrze wiedziałam że nikogo już nie mam na tym świecie i nikogo kto byłby wstanie wyłonić chodź jedną łzę.
Chociaż jakaś dziwna niespotykana siła, kazała mi ruszyć się z miejsca i walczyć o swe życie, by naprawić je chodź i tak zostaną na nim naprawdę głębokie blizny.
Dlatego właśnie postanowiłam natychmiast. Zostanę w tym miejscu przez dwa tygodnie by sama o siebie zadbać ... nikogo nie będę potrzebować!
Od razu więc pokuśtykałam do dosyć stromej dróżki w dół, gdzie czekał mnie krystaliczny wodopój i stada soczystych saren. Pchana ów motywacją ruszyłam hardo, zdając sobie sprawę że moje możliwości zostały przesunięte o połowę z powodu otwartej rany z boku która coraz mocniej wylewała z siebie krew. Przez początek było naprawdę trudno - kamienna dróżka była naprawdę stroma i prawie co chwilę pod łapy pchały się kamyczki które starały się wypchać mnie z równowagi. Trzymałam się jednak dzielnie i nie minęło pół godziny a byłam już na końcu. Ku memu nieszczęściu musiałam zeskoczyć na samą, soczystą trawę i choć ów trawę i kamienisty stopień na którym stałam dzieliła niewielka odległość to i tak mogłam podrażnić sobie jakąś kończynę kończąc na tym w Gwiezdnym Klanie. Westchnęłam głęboko, policzyłam do trzech i rozprostowałam przednie łapy by odpić się tylnymi od ziemi. Szybko znalazłam się na tej piękniejszej części lecz niestety rana zaczęła jeszcze mocniej krwawić. Ruszyłam natychmiast w stronę krystalicznego źródła i zamoczyłam się w nim aż do nosa i po chwili wahania schowałam również w wodzie cały pysk. Nurkowałam zwiedzając głębiny ów jeziorka. Przede mną pośpiesznie przepływały grupki kolorowych ryb a raz po raz widziałam poważne sumy patrzące na mnie z przesadną irytacją. Wynurzyłam się po chwili odświeżona i wyszłam na ląd. Rozejrzałam się z nijakim uśmiechem po czym zadowolona ujrzałam za wodospadem jaskinię do której weszłam. Wzięłam ze sobą również kilka niezbędnych narzędzi jakim była na przykład, kępka trawy, złapane pożywienie czy kilka ostrych kamieni. Zaczęła się operacja "Rana Boczna".
**************
Płynęły leniwie godziny w których to próbowałam zszyć swoją ranę, co było dosyć trudne. Warczałam przy tym ze złością i gadałam do siebie, jakby w przypływie samotności. Co kilka minut wracały do mnie propozycje, by wrócić lecz zaraz je odtrącałam. Chciałam zostać tu sama aż do mojej śmierci. Będę żywić się jakimiś opadniętymi i zmęczonymi sarnami i rybami, a moją atrakcją będzie... no ... nie potrzebuje atrakcji! Pływanie i polowanie to jest już wystarczająca zabawa. W dodatku moim najważniejszym celem jest wyleczenie się do całkowitej pełności - nie licząc oka ... - i to na tym skupiać się będę najbardziej.
Ostatnio jednak, kiedy byłam wstanie wyjść z jaskini, nie mogłam złapać żadnego pożywienia i szłam spać głodna. Było też tak następnego dnia a jeszcze kolejnego udało mi się jedynie złapać dwie leniwe myszy. Przestały mnie interesować uroki tego miejsca i zaczęłam się poważnie wnerwiać.
- O nie! - krzyczałam do siebie, gdy po raz enty usłyszałam w głowie głos naglący do powrotu. - Nie ma mowy! Oni mnie tam nie potrzebują! Ja sobie sama doskonale poradzę!
Jednak sama nie wierzyłam w swoje słowa. Z dnia na dzień było gorzej z pożywieniem i było mi trudniej się leczyć. Minął zaledwie tydzień i pół. Zostały mi jeszcze trzy dni ale zaczęły mi wystawać żebra i mój chód stał się o wiele powolniejszy, jakbym stąpała po błocie.
Był piątek. Dwa dni i koniec mojej harówy.. ale coś mi przeszkadzało. Głód coraz bardziej zżerał mnie od środka a samotność jeszcze bardziej dobijała. W dodatku rana wcale się nie polepszała i już dawno pękły wszy. Niech będzie, postanowiłam z westchnieniem, było już wystarczająco długo ... zresztą nikt nie zauważy różnicy.
Ruszyłam więc z wahaniem z powrotem, utykając na jedną nogę i co chwilę patrząc z utęsknieniem na przebiegające koło mnie zające. Nie byłam wstanie ich złapać.
Gdy przechodziłam przez Klan Wilka nie mogłam się powstrzymać by nie zerknąć na jaskinię lidera. Widziałam tam jedynie cień który nic nie znaczył ... a przynajmniej ja nie znaczę dla właściciela cienia. Odwracając się od tych durnowatych myśli, szybko odwróciłam łeb i jakby nigdy nic pokuśtykałam dalej. Jednak Wolfstar zdążył mnie zauważyć i teraz podbiegł do wyjścia. Widząc w jakim jestem w stanie na początku otworzył pysk po czym zamknął i krzyknął:
- Unex!
- Przestań! - prawie pisnęłam i zatrzymałam się. Odwróciłam się w jego stronę z załzawionymi oczami. - B-Błagam ...
I nagle wszystko zaczęło nie mieć dla mnie znaczenia. Świat przede mną rozmazał się a ja dostałam zawrotów głowy. Prędzej czy później... musiałam umrzeć a w drodze ewentualności zemdleć. Nie byłam pewna co się w tej chwili stało ale wiedziałam że coś się ze mną dzieje.
<Wolfstar? :v Starałam się dłużej ale nie umiem :c>

27 października 2015

Od Unexpectedstar C.D Wolfstar

Spojrzałam nieufanie na nasionka a potem na medyczkę ale widząc naglący wzrok Wolfstar`a ostrożnie połknęłam lek. Od razu się skrzywiłam i zaczęłam się krztusić.
- No .. nieźle ... - jęknęłam ocierając łapą pysk. - Mam nadzieję że nie chcecie mnie otruć....
Rainymist spojrzała na mnie jakby urażona i machnęła buntowniczo ogonem.
- Nie mam zamiaru nikogo truć - mruknęła i zmarszczyła brwi.
Nastała chwila ciszy w której w niesmakiem mlaskałam [xd] językiem próbując wyzbyć się okropnego smaku nasion. W końcu Wolfstar westchnął i spojrzał na mnie z rezygnowaniem.
- Lepiej już chodźmy...
Odwróciłam się posłusznie i wyszłam zanim medyczka zdążyła dokończyć czego mam nie robić a co mam robić.
- Chyba jednak wolę żyć sama. - dodałam a Wolf mimo woli zaśmiał się choć dobrze wiedział że to nie była prawda. Rozejrzałam się dookoła podziwiając jaki tu był ruch - w porównaniu do terenów klanu Klifu ... ogromny. Nagle usłyszałam szelest krzaków i ujrzałam smukły kształt wyłaniający się z lasu.Popatrzyłam badawczo w stronę kotki która szła w naszą stronę. Miała kolor śnieżnobiały z czarnymi plamami. Jej oczy koloru mięty były wbite w Wolfstar`a a ja coraz bardziej czułam się niezręcznie. Możliwe że gdzieś widziałam ów kotkę lecz nie miałam okazji z nią porozmawiać.
- Wolfstar. - odezwała się ciepłym głosem w stronę kocura. Mimo woli zmrużyłam oczy i wbiłam pazury w ziemię, obawiając się najgorszego. Dopiero teraz spojrzała w moją stronę i niemalże natychmiast odwróciła wzrok.
- Cześć Mintleaf. - kot choć zwracał się do kotki to zerkał w moją stronę obawiając się reakcji na tak miłe przywitanie. Nastała chwila ciszy w której ów "Mintleaf" podeszła do Wolf`a i przytuliła czule. Zgrzytnęłam zębami i spuściłam wzrok. Czułam to. Wiedziałam że tak się stanie. Niemalże natychmiast kocur odwrócił się do mnie i dodał z wahaniem: - Unex ... to jest Mintleaf. Mint - to jest Unexpectedstar.
- Wiem. - kotka zmierzyła mnie krótko wzrokiem. Nic nie powiedziałam więc kot przyjął do jako brak przyjęcia do rozmowy. Nie odzywali się przez chwilę co zaczęło mnie powoli denerwować.
- Jesteście .... parą, prawda? - zaczęłam patrząc z nadzieją na ich miny. Jednak rumieniec który wykwitł na twarzy Mintleaf zdradził wszystko.
- No ... - spróbował odpowiedzieć Wolfstar jednak ja nie dałam mu dojść do słowa i odsunęłam się o krok zaciskając kły. Widząc minę kotki wiedziałam doskonale że myślałam iż rzucę się na nią z pazurami jednak nie zrobiłam tego. Nie byłam aż tak porąbana jak reszta myślała ... smutne.
- To może ja pójdę skrótami .... nie lubię chodzić przez cudze tereny. - syknęłam starając się przybrać przyjazny ton jednak zabójcze spojrzenia jakie rzucałam w stronę kotki nie pomagały. Kocur chyba nie zrozumiał że chce zostać sama bo zawołał:
- Unex....
- Co, Unex? - warknęłam i przeszyłam go spojrzeniem. Gdy już nic nie odważył się powiedzieć, machnęłam ogonem i pobiegłam przed siebie. Przez kilka metrów udawało mi się powstrzymać piekące łzy, jednak po chwili było ich tak wiele że nie mogłam się powstrzymać. Jedyne co słyszałam to tupot własnych łap o twardą ziemię. Przede mną wszystko się rozmazało ale nie byłam wstanie się zatrzymać. Nogi same prowadziły mnie w świat a ja im na to pozwalałam. Choć gdzieś w świadomości wiedziałam że nie chce opuszczać terenów to jednak nie miałam innego wyboru. Gnałam przed siebie nie zważając na przechodzące koty które właśnie urządzały sobie spacer po swoich terenach. Popchnęłam niechcący Blackstar`a a ten odprowadził mnie pytającym spojrzeniem. Łzy mieszały się z krwią która powoli ciekła z niegdyś oka. W dodatku rana na łapie również się otwarła i teraz całą nogę ogarnął pulsujący ból uniemożliwiający szybszy bieg. Po co ja się niby zakochałam!? Po co!? Zdecydowanie łatwiej żyłoby mi się bez miłości! warczałam w myślach gorączkowo rozmyślając. W końcu po mojej klatce piersiowej przeszedł nieprzyjemny dreszcz zwiastujący że z moim zdrowiem jest coś nie tak. Postanowiłam więc mimo woli się zatrzymać. Z ulgą stwierdziłam że trafiłam na granicę klanów.
Dysząc ciężko ze spuszczoną głową podeszłam do urwiska i położyłam się na jego brzegu. Ku memu zdziwieniu przede mną rozpostarł się cudowny widok, którego z trudem opisałby najwybitniejszy poeta.
Tysiące wodospadów lecących w dół, rozbijając się o setki kamieni leżących pod tymi potężnymi falami wody. Piękne kryształowe źródełko rozchodziło się wokół góry na której każdy ten zbiór fal i wód się znajdował. Bujna roślinność rosła wokół dolin które rozpościerały się na tych potężnych cudownych górach. Stada dumnych jeleni i saren dopełniające ten krajobraz.
Westchnęłam i oparłam łeb na łapach. Dopiero teraz poczułam jak to naprawdę boli. I rana na łapie oraz na oku i .... zdrada? Nie ... on przecież nie wiedział. A jeżeli tak, to przecież ... przecież nie zrobił tego specjalnie, starałam się wszystko poukładać w głowie lecz gdzieś głęboko wiedziałam ... wiedziałam że ...
On nie czuje tego samego.
Tak. Po kilku minutach gorączkowego szukania innego wyjścia musiałam przyznać że to była jedynie prawda. Westchnęłam z rezygnacją i zamknęłam oczy. Ku memu nie szczęściu, przed oczami ujrzałam dawne wspomnienia .... Kiedy po raz pierwszy ujrzałam czujny wzrok kocura i jego głębokie, zielone oczy ...
Dopiero teraz odkryłam że faktycznie coś w moim sercu drgnęło. I to nie było zwykłe "coś" ... to było zauroczenie. Bardzo mocne i stabilne zauroczenie.
Obraz nagle zmienił się. Ujrzałam teraz przed sobą nie tylko Wolfstar`a ale i Blackstar`a który mierzył mnie nieufnym wzrokiem. Nie było to nic szczególnego w moim życiu ale pierwszy raz tutaj poznałam dwie osoby które były tu od początku w klanach. Ujrzałam również przed oczami widok mojej codziennej wędrówki po opustoszałych, bez żadnego życia terenach Klanu Klifu i na końcu zakochaną parę ....
Przełknęłam głośno ślinę i nagle mój sen przerwał głos ... głos Wolf`a. Gwałtownie podniosłam głowę i ujrzałam że kocur patrzy na mnie z przerażeniem zza kurtyny lasu. Na szczęście nie było z nim Mintleaf.
<Wolf? Nie uważasz że troszkę się rozpisałam? :v>

26 października 2015

Od Unexpectedstar C.D Wolfstar

- Hm ... Unex? - usłyszałam za sobą cichy głos. Zerknęłam do tyłu, starając się nie odkrywać całego swojego pyska. Ku mojej uldze nie był to nikt inny niż Wolfstar.
- Yh ... cześć ... - mruknęłam i spuściłam wzrok. Kocur zawahał się po czym podszedł bliżej. Instynktownie odsunęłam łeb. Spojrzał na mnie pytająco, ale nic nie powiedział. Po chwili dodałam: - Co cię tu sprowadza?
- Chciałbym zobaczyć czy ... czy wszystko z tobą dobrze. - odpowiedział wciąż patrząc uważnie w moją stronę.
- Cóż ... w pewnej części ...tak. - położyłam łeb na łapach, starając się by mój ton brzmiał obojętnie jednak Wolf najwyraźniej wyczuł nutę niepokoju i jako tako bólu.
- W pewnej części? - na jego pysku pojawiła się troska lecz szybko znikła, dając miejsce zaciekawieniu. Nastała chwila ciszy w której rozmyślałam czy aby na pewno pokazywać mu "ów niezdrową" część. Hej ... przecież mu ufasz! rozległ się w mojej głowie głos, któremu nie mogłam się oprzeć. Ostrożnie spojrzałam w stronę Wolfstar`a z nijakim wahaniem.  Zacisnęłam kły i popatrzyłam w dół, nie chcąc widzieć wyrazu twarzy kota.
- Uh ... bolało. - mruknął kocur nie ukrywając teraz zatroskania w tonie. - Byłaś u medyka?
- Medyka? Czy ty widzisz gdzieś w tym klanie jakiegokolwiek członka oprócz mnie? - dodałam nieco zbyt bardzo podnosząc głos.
- No .. faktycznie. - szepnął Wolfstar po czym dodał: - Ale nie zaszkodziłoby gdybyś przyszła do nas ... w końcu co jak co, nie gryzę. - kocur zdobył się na uśmiech, starając się jakkolwiek podnieść mnie na duchu. Zastanowiłam się starając nie popełnić zbyt pochopnej decyzji. W końcu mamy jakiś tam sojusz z Klanem Wilka, ale i tak przechodząc przez ich tereny czuje się dość niezręcznie, kiedy widzę na sobie pełno czujnych i chłodnych spojrzeń.
- Jakoś nie śpieszno mi do innych klanów, - mruknęłam i odwróciłam łeb w geście rezygnacji. - Wcale nie jest tak źle .... jakoś mi to nie przeszkadza.
- Jasne. - warknął Wolf i odwrócił się, przygotowując do wyjścia. W ostatniej sekundzie zdałam sobie sprawę, jaka byłam nieprzyjemna dla kota i zawołałam:
- Nie! Zaczekaj! - gdy kocur popatrzył na mnie pytająco, dodałam: - Przepraszam ... byłam dla ciebie trochę nie miła ... To raczej nie są dobre podziękowania, za to co dla mnie zrobiłeś. - zmusiłam się do lekkiego uśmiechu, który trochę ulżył Wolfstar`owi.
- Nie szkodzi ... - zwiesił głos. Nastała krępująca chwila ciszy, którą przerwał kot: - To co? Idziesz do tego medyka?
- Jak muszę .... Ale .... to liczy się z tym że będę musiała przejść przez najbardziej osiedlone tereny twojego klanu ... - jęknęłam instynktownie dotykając zakrwawionego i opuchniętego miejsca w którym niegdyś było oko.
- Postaramy się pójść jak najbardziej okrężną drogą. - zdecydował po chwili.
<Wolf? :V>

24 października 2015

Od Unexpectedstar C.D Wolfstar

- Wolf ... - niemalże pisnęłam patrząc z przerażeniem na kota. - Czy ...
Lecz przerwał mi ryk, dobiegający idealnie za moimi plecami. Przełknęłam ślinę i spojrzałam błagalnie w stronę kocura.  Jednak jego wzrok był wbity w moją twarz, a na jego pysku malowało się przerażenie. Widząc mój wzrok, niemalże natychmiast się otrząsnął i rzucił na psa.
W tym czasie usłyszałam  daleko tupot Dwunożnych nóg, lecz nie zdążyłam ostrzec Wolfstar`a bo zza krzaków wyskoczyły ich psy.
- Uważaj! - krzyknęłam, jednocześnie odskakując od potężnych łap innego psa. Spróbowałam zignorować pulsujący ból oraz krew spływającą strumieniami po mojej twarzy. Nie dość że na jedno oko widziałam na czerwono to w dodatku sam fakt że już go nie odzyskam napawał mnie strachem.
Mistrz pajnta! Sory Wolf - przegrałeś XDDDD
Nagle jeden z nich popchnął mnie z taką siłą że spadłam na ziemię, pierw przekoziołkowując parę bolesnych metrów. Widząc to najwyraźniej Wolfstar dostał nowej siły bo z ogromną siłą odepchnął kundla na ziemię.
<Wolfie?>


Od Unexstar C.D Warstripe

- Hm ... czy ja wiem .. - wzruszyłam ramionami.

*****~Kilka dni/tygodni potem~****
Musiałam tak przerwać, bo za późno odpisałam i już dawno życie potoczyło się dalej ;P
Ziewnęłam przeciągle rozglądając się dookoła. Ostatnio przyszło naprawdę wiele osób i zaczęłam nie odnajdywać się w tym tłumie. Cóż ... ja nadal pozostawałam samotna. Ale w tej chwili mi to nie przeszkadza więc nie będę się zabierać za marudzenie.
Jednak z czasem przychodziły pory nudy, kiedy nie miałam do kogo iść porozmawiać. Choć miałam zawarty sojusz z Klanem Wilka, to nigdy nie śpieszno było mi tam chadzać. Ostatni mi czasy przestałam nawet patrolować teren - bo po co? Wracając, jedynie gdy nuda i samotność zaczynała dręczyć mnie naprawdę mocno, zapuszczałam się do sojuszników, by pooglądać życie w innych klanach. To w tej chwili mi wystarczyło - jak na razie.
Taka samotność z czasem naprawdę uczyła - jeszcze kiedyś żyłam w przekonaniu że im więcej oddalenia się od reszty tym lepiej. Choć sześć tygodni bez nikogo, podczas gdy wokół ciebie szaleje reszta ... niezbyt dobrze wpływa na twój umysł.
Nawet nie zauważyłam kiedy ruszyłam się z jaskini i właśnie przekraczałam swoją granicę. Zastygłam w miejscu gotowa na ataki, lecz po chwili zorientowałam się że wkroczyłam do klanu Wolfstara. Poszłam więc dalej, pogrążając się w zamyśleniu.
- Ey! Ziemia do Unex! - wrzasnął ktoś mi do ucha, a ja niemalże skoczyłam. Przede mną stała Warstripe spoglądając na mnie buntowniczo. - Coś się za mocno zapuściłaś, no nie?
- Hyh ...nie jestem waszym wrogiem. - wymruczałam wciąż zszokowana "pobudką".
<Warstripe? Mów jak chcesz XD Zresztą .. kto mówi w ogóle jej pełne imię? xd>

Od Unexstar Do Wolfstar

Mój wzrok padł instynktownie w stronę  pary oczu, które obserwowały uważnie każdy mój ruch. Uniosłam brwi, zdając sobie sprawę że nie pierwszy raz widzę ów wzrok.
- Ale ciebie nie widzę .. - mruknęłam w stronę spojrzenia. - Jesteś niewidzialny.
Usłyszałam prychnięcie i zza krzaków wyszedł znajomy mi kot. Ku memu zdziwieniu był cały poobdzierany i nie miał kawałka ogona.
- Oh ... - jęknęłam, lecz po chwili wyraz współczucia znikł z mojej twarzy. - Widzę że nie musiałam się fatygować by wysyłać moją armię gołębi ...
Mimo woli kocur uśmiechnął się blado i odchrząknął.
- No to ten ... - spojrzał wymownie w stronę zająca, którego właśnie konsumowałam.
- Nie ma mowy. - warknęłam, lecz starałam się aby ton zabrzmiał "przyjacielsko". Wolfstar zrobił błagalną minę.
- No weeź ... poszkodowanego kota nie nakarmisz?
<Wolfie? ^^>

21 października 2015

Od Unexstar C.D Wolfstar

- Co? - warknęłam jednak trochę łagodniejszym tonem. Rana nie szczypała tak bardzo, jednak fakt że była centralnie przy zgięciu łapy, naprawdę dokuczał.
Nastała chwila ciszy w której prawdopodobnie Wolfstar próbował przemyśleć co tak naprawdę chce powiedzieć. W końcu powiedział:
- Już nieważne ...
Siedzieliśmy tak w milczeniu, aż smak krwi stał się dokuczliwy memu językowi. Westchnęłam cicho i odważyłam się spojrzeć w stronę kocura. Leżał właśnie na ziemi, bawiąc się kamykiem. Zacisnęłam instynktownie kły i mimo woli spuściłam wzrok. Zastanawiałam się nad podjęciem tematu, ponieważ jakoś nie specjalnie lubiłam te krępujące cisze narastające pomiędzy nami.
- Wiesz ... tak się zastanawiałam .... co powiesz na sojusz? - spytałam z wahaniem, patrząc w jego stronę z wyraźnym powątpiewaniem. W sumie to pytanie było tylko po to by zacząć jakiś temat, choć nie przeczę - dobrze byłoby mieć z ów klanem sojusz. Zdecydowanie łatwiej byłoby wtedy funkcjonować, w szczególności że nasze granice są niezmiernie blisko siebie, nie mówiąc już o mojej jaskini.
<Wolf? Brak weny ;c Spróbuje wyleczyć to ciastkiem kokosowym <3>

Od Unexstar

Spojrzałam wymownie w stronę wychudłego wróbla, który z wyraźną satysfakcją budował swe gniazdo na czubku drzewa. Nie dosyć że od kilku godzin w mym brzuchu czuć było pustkę to jeszcze ów ptak uważał mnie za głupiego kota, który nie umie podskoczyć na zwykłą gałązkę!
Udałam więc rozzłoszczoną i zrezygnowaną, wzdychając przeciągle. Gdy spuściłam łeb w wyrazie "smutku" wróbel odważył się zeskoczyć na niższe piętro. Wykorzystując tę chwile gwałtownie podskoczyłam, chwytając się kurczowo konaru. Ptaszysko wystraszone odskoczyło i już gotowało się do lotu gdy przygwoździłam jego skrzydełka pazurem.
- I co mały .... - zastanowiłam się przez chwilę nad mniej wulgarnym słowem, lecz po chwili zrezygnowałam. - Już nie jesteś taki dumny, co!?
Zwierzątko zaćwierkało złowrogo, jakby miał zamiar powiedzieć: "Jeszcze zobaczymy!". Jednakże nie dałam mu nic więcej powiedzieć bo zanurzyłam kły w małym ciałku. Usłyszałam chrupanie kości chociaż nie bardzo mnie to obchodziło. Najwyżej będę chora - życia mi to prawdopodobnie nie odbierze. I mimo tej myśli wyplułam kości i inne niesmaczne narządy po czym zadowolona zeskoczyłam.
Ku memu zdziwieniu lądowanie było zupełnie miękkie.Usłyszałam pod sobą przeraźliwy jęk. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam w dół. Okazało się że spadłam centralnie na przechodzącą koło mnie kotkę.
- Oh! Przepraszam najmocniej ... - pisnęłam i zeszłam z samicy.
- Nic ... nie szkodzi ... - mruknęła i otrzepała się.
- Jesteś ... nowa? - spytałam oglądając ją od stóp do głów. - Z tego co słyszałam narobiło się tu całkiem dużo kotek ... fajnie. Kiedyś byłam tylko ja i Blackstar oraz Wolfstar. - zaśmiałam się, lecz widząc powagę malującą się na pysku nieznajomej, spoważniałam. - Jak ci na imię?
- Czy to ważne? - warknęła ale zaraz dodała niechętnie: - Warstripe.
- Unexpectedstar .. - widząc nieporozumienie na twarzy ów "Warstripe" dodałam szybko: - Po prostu Unexstar.
<Warstripe? ;P

17 października 2015

Od Unexstar C.D Wolfstar

- Ciesz się bo akurat wysłałam moją armię gołębi na zwiady. - uśmiechnęłam się złośliwie jednak w oczach pojawiły mi się iskierki rozbawienia. - Pozwolę ci jeść tego zająca jeżeli ...
- Jeżeli co? - przerwał mi Wolfstar z pyszczkiem pełnym zajęczego mięska.
- Jeżeli - ciągnęłam z naciskiem. Zamiast jednak dokończyć, podeszłam ostrożnie do kocura i delikatnie odsunęłam padlinę - wraz z głową kota - odrobinę do tyłu.
- Mhm. - mruknął Wolf i widząc że nie mam zamiaru mu przeszkadzać, z wahaniem począł zajadać królika. Ja natomiast jak na złość, przyglądałam mu się z udawanym zainteresowaniem. Kot przyglądał mi się jednym okiem, próbując odkryć o czym myślę.
<Wolfstar? Przepraszam ale Kocia Wełna została zakończona i nie ma żadnej dostawy w tym dniu ;c>