BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

11 września 2026

Od Rozbitego Księżyca do Nadciągającego Pomroku

Rozbity Księżyc wchodził właśnie do obozu z piszczką w pyszczku, gdy to usłyszał za sobą czyjś głos.
— Rozbity Księżycu! — zawołała, zwracając uwagę wojownika. Łypnął na nią niewinnymi, błękitnymi oczyma. — Nie jesteś teraz zajęty, co nie?
Odwrócił głowę i zastrzygł uszami na znak, że kotka musiała chwilę poczekać. Pobiegł odłożyć piszczkę na miejsce i zaraz wrócił do wojowniczki. Nie był nawet pewien, czy w ogóle pamięta imię kotki. Zamrugał kilkukrotnie oczętami i uśmiechnął się słodko.
— Nie jestem, właśnie skończyłem polowanie! — miauknął radośnie, wbijając w kotkę świecące niebieskie oczy. — Czy coś się stało Nadciągający Pomroku? Potrzebujesz z czymś pomocy? — zapytał zaraz, unosząc brwi zainteresowany.
Krótko skinęła głową.
— Któryś z wojowników skarżył się na dziwne zapachy dobiegające z tuneli obok granicy z Klifiakami — wyjaśniła mistrzyni. — I przydałaby mi się para łap do brudnej roboty, gdybyśmy rzeczywiście coś tam znaleźli — ukazała zęby w chytrym uśmiechu, ruchem głowy, wskazując ponownie wyjście z obozu.
Księżyc otworzył nieco szerzej oczy. Klan Wilka nie dogadywał się najlepiej z Klifiakami. Doskonale wiedział, że zapach ten mógł oznaczać wszystko. Od zapachu borsuka, aż po zamordowanego pobratymca. Zjeżył lekko futro, lecz, mimo to kiwnął głową, rozumiejąc, że miał towarzyszyć kotce.
— Nie ma sprawy! — miauknął radośnie, udając, że zupełnie nie przejmował się tym, co mógł tam zastać. — Chętnie pomogę, cokolwiek się stało! — odparł, jeżąc futro zdenerwowany.
Wyszedł z obozu, idąc zaraz za Nadciągającym Pomrokiem. Starał się nie powłóczyć nogami, szedł w miarę prosto, patrząc przed siebie. Wiedział, że kotka była ceniona w klanie, to też nie sądził, aby mógł okazać przy niej słabość, mimo to wydawał się nieco markotny.
— Jak Ci się wiedzie jako wojownik? — zagaiła po chwili ciszy.
Księżyc czuł się, tak jakby przez cały czas był obserwowany przez szylkretkę. Słysząc jej słowa westchnął cicho.
— Wydaje mi się, że nie jest aż tak źle. Znaczy miałem trudne początki, ale pani Wirek faktycznie pomogła mi, żebym wyszedł na koty — odparł, liżąc się po piersi dla rozładowania nerwów.
Wibrysy kotki zadrżały z rozbawienia, na co Księżycek zmarszczył lekko nosek.
— Wierzę, że Kocimiętkowy Wir dobrze przygotowała Cię do pełnienia obowiązków. Widać było, że walka z Ośnieżonym Kryształem nie sprawiała ci żadnych problemów… Nasi przodkowie muszą być z Ciebie dumni — dodała Pomrok, sprawiając, że Księżycek spojrzał na nią z boku.
Widział, jak kotka uśmiechnęła się lekko i uniosła brew.
— Ośnieżony Kryształ… — mruknął cicho, jakby, smakując imię kotki na języku, po czym zmrużył oczy. — Proszę mi wybaczyć, ale będę szczery. Była po prostu słabsza ode mnie. Do tego… zdaje się mieć do mnie pewna słabość — odparł, nie wspominając już o tym, że wystarczyło kaszlnąć, aby wyprowadzić kotkę z równowagi.
Księżyc może nie był najlepszym wojownikiem, ale z pewnością dobrze wykorzystywał swoją wiedzę i okazjonalnie sprytny móżdżek.
— Dumni? Być może — odparł, kiwając głową.
„Ciekawe jacy przodkowie. Czy to właśnie chwila, na którą przygotowywała mnie Borsucza Puszcza, gdy to ja nie słuchałem” prychnął w myślach, a następnie uśmiechnął się promiennie.
— Nie musisz przepraszać, cenimy sobie szczerość — miauknęła, strzygąc uszyma. — Masz rację. Nie chciałabym obrażać mojego brata, ale zdecydowanie nie przekonał swojej uczennicy do walki — zamilkła na moment, widząc uśmiech na pysku Księżycka.
— Duch Mrocznej Gwiazdy spogląda z dumą na każdego ucznia, który udowodni swoją wartość i pomyślnie ukończy walkę — kontynowała.
Słysząc odpowiedź kotki, kiwnął lekko głową.
— Nadal nie jestem do końca pewny, czemu nie chciała walczyć. Jej mianowanie było dosyć niedawno, nie wiem, skąd ten brak werwy przy walce ze mną — odparł, lecz było to po części kłamstwem.
Wiedział w końcu doskonale, skąd wynikła słabość kotki.
— Duch Mrocznej Gwiazdy… — mruknął zamyślony. — Babcia Borsuk dużo o niej opowiadała. Niezbyt wiele pamiętam, jednak… mam nadzieję, że dałem jej faktycznie powód do dumy — odparł zgodnie z prawdą.
Pokiwała głową, pozwalając, aby kąciki jej pyska uniosły się nieznacznie.
— Borsucza Puszcza znała wiele opowieści o przeszłości Klanu Wilka. Część i mojej wiedzy o naszej historii pochodzi właśnie od niej.
— Szkoda, że nie zdążyła opowiedzieć mi ich wszystkich. Czasem trochę za nią tęsknię, nawet jeśli potrafiła zadzierać nosa. Wiem, że miała do tego jednak jakiś powód — odparł, idąc dalej za kotką.
Byli już coraz bliżej miejsca tuneli przy granicy, a Księżyc poczuł, jak czuje się odrobinę niepewnie.
„Dam radę. Muszę dać radę” pomyślał i nadstawił uszu, aby wysłuchiwać wszelkich nadchodzących zagrożeń.
— Ja czy Ognikowa Słota zawsze byłybyśmy chętne dopowiedzieć Ci jakąś historię, gdybyś był ciekaw — miauknęła, po czym skierowała się dalej w stronę jednego z tuneli.
Słysząc odpowiedź kotki, uśmiechnął się lekko.
— Bardzo chętnie! — odparł krótko i zmarszczył lekko nos, wyczuwając w powietrzu dziwną woń. — Krew… Miejmy nadzieję, że to nic poważnego — miauknął, spoglądając na kotkę przed nim.
Zamyślił się przez chwilę. Zapach krwi czuł na co dzień, chociaż też wydawał się mu nieco dziwny. Mimo to jego pierwszą myślą było, aby gdzieś to zgłosić. Osłupiał chwilę przez woń krwi, ale szybko się otrząsnął.
— Jeżeli faktycznie coś się stało lub zostały naruszone granice to, czy nie powinniśmy tego zgłosić? — zapytał szybko, a po jego główce zaczęły przebiegać różny rozwój wydarzeń. — Cz-Czyja to krew? Mam nadzieję, że żaden głupi uczeń nie zmarnował zwierzyny — dodał, choć odrobinę się zająknął na początku swojej wypowiedzi.
Pomrok zastrzygła uszyma.
— Wspominałam mojej matce o tym, zanim Cię znalazłam — skłamała lekkim głosem, pochylając pysk nad ziemią i węsząc. — Poza tym, myślę, że w dwójkę jesteśmy wystarczająco kompetentni. Może, jeśli natkniemy się na jakiegoś intruza, to zajdzie się dla ciebie szansa, abym załatwiła ci pochwałę od Zalotnej Gwiazdy — dodała, uśmiechając się pod nosem.
Słysząc odpowiedź kotki, uspokoił się lekko. Jego ucho lekko drgnęło, gdy kotka odezwała się ponownie.
— Pochwała od Zalotnej Gwiazdy… — mruknął cicho, a gdzieś w jego oczach zaiskrzyła dziwna determinacja. — We dwójkę? Miejmy taką nadzieję. W takim razie zrobię, co w mojej mocy, ale zasłużyć sobie na przychylność wyższej rangą przywódczyni — uśmiechnął się niewinnie i wciągnął powietrze w nozdrza.
Nie był jednak w stanie wyczuć nic poza krwią.
„Może musimy iść dalej?” pomyślał.
Oboje przystanęli przy jednym z wejść do sieci tunelów; stanęła z boku i ruchem głowy wskazała ścieżkę znikającą w mroku.
— Zapraszam — miauknęła, akcentując słowa ruchem łapy. — Lokatorzy nie gryzą. Prawdopodobnie.
Rozbity Księżyc zastrzygł uchem, słysząc słowa kotki.
— Też mam od czegoś zęby — odparł tylko i wszedł do tunelu.
Było ciemno, czego można było się oczywiście spodziewać po takim tunelu. Całą przestrzeń kawałek dalej zdawał się ogarniać całkowity mrok.
— Wątpię, że będę zdolny zobaczyć tam, choćby własne wibrysy — skomentował tylko cicho, szukając wszelkich intruzów…
Pomrok podążyła za kocurem, zaczynając czuć mniej lub bardziej zaschnięte plamy krwi pod łapami.
— Korzystaj więc z nosa, nie oczu.
„Ziemia jest nieco dziwna” pomyślał, mrugając kilkukrotnie oczami, które w tej chwili i tak na nic się mu nie zdawały. 
Zapach krwi bardzo skutecznie wlewał mu się do nozdrzy, ale on nic sobie z tego nie robił. Wysłuchał rady kotki i kiwnął, czego i tak nie było widać.
— Jedyne, co mnie zastanawia, to czyja krew jest w tym tunelu. Mam nadzieję, że nie żadnego kota — mruknął, wzdrygając się lekko, jednak, jak na taką misję, sam musiał sobie przyznać, że jeszcze kilka księżyców temu nie dałby sobie z tym całkowicie rady.
Pomrok nie odezwała się, odliczając w myślach kroki. Księżycek szedł coraz dalej, gdy wszedł jedna z łap w jakąś dziwną maź. Nie rozpoznając w niej konsystencji wody, podskoczył wystraszony, ale zaraz pomachał łebkiem na boki. Przychylił się lekko i dla pewności powąchał dziwną ciecz.
— To chyba tutaj — szepnął. — Czy powinienem szukać… martwych? To… duża ilość krwi. Wątpię, aby to stworzenie jeszcze żyło. Proszę powiedz mi, że nie wyczuwasz tu zapachu i mych kotów niż nasze — miauczał, a w jego głosie było słychać odrobinę paniki. — Dam radę — powiedział sobie cicho i wypuścił powietrze z ust. — Nie boję się krwi — dodał jeszcze, mrużąc swoje oczy, chociaż nawet po tym zabiegu nie mógł nadal nic ujrzeć.
Pomrok wyminęła wojownika, przechodząc obok wgłębienia i przystając po jego drugiej stronie. Przycupnęła na ziemi i sama pochyliła się nad kałużą, teatralnym gestem, smakując w powietrzu jej zapach.
— To prawda, nie boisz się jej. Nie ma do tego powodów — miauknęła. Poduszka jej łapy dotknęła czerwonej, niewidocznej w mroku tafli. — Każdy porządny wojownik Klanu Wilka powinien być z nią obeznany.
Wzdrygnął się lekko, czując, jak kotka przechodzi obok niego. Położył uszy lekko po sobie i spojrzał zirytowany w stronę, w którą jego zdaniem znajdowała się Pomrok.
— Jesteś, jak babcia Borsuk, prawda? — burknął po nosem, a końcówka jego pędzelka dotknęła. — Mama Jaskółka powiedziała, że ciągle płaczę i boję się własnego cienia, prawda? — mruczał dalej pod nosem i pochylił się nad cieczą. — No więc nie jestem. I zamierzam to wszystkim udowodnić — dodał, wbijając pazury w ziemię.
— A czy to źle, że jestem taka, jak Borsucza Puszcza? Była wysoko szanowaną kotką, szczególnie wśród co poniektórych kotów — odparła niewzruszona. — To, co mówi o tobie Twoja matka, jest w tym momencie mało istotne. Liczy się, to jak zachowujesz się teraz, ze mną. Każdy porządny Wilczak musi pokazać swoją wartość.
Uśmiechnęła się pod nosem.
— A z tobą nie jest tak źle jak się tego spodziewałam — dodała żartobliwie. Podniosła się na łapy i machnęła ogonem przed nosem Księżyca. — Chodź dalej, nie będziemy płakać nad rozlaną krwią! Mieliśmy sprawdzić, czy nikt się tu nie czai.
Zmarszczył lekko brwi i pokręcił głową na boki.
— Nie to miałem na myśli — odmruknął cicho, bawiąc się drugim, niepokrytym krwią pędzelkiem. — Wiara… Wa… Nasza wiara. A może nie wszystkich? Według opowieści babci Borsuk Mroczna Puszcza jest wspaniała i niezwyciężona. Nie wiem, po co to wszystko. Wierzę w Mroczną Puszczę. Czy to nie wystarczy? Nawet jeśli nie rozumiem całego jej zamysłu — potok słów wylewał się z jego pyska, ale ucichł, gdy tylko kotka kazała iść mu dalej. — Po prostu zrobię to, co chcecie, a później dajcie mi spokój na tyle, na ile mi pozwalacie. Byłem jakimś dzieckiem darowanym Mrocznej Puszczy, a powstało… to — zamachnął się swoim ogonem, ale nie przestawał gadać. — Już się uciszam — szepnął zaraz, strzepując uchem, przez co Pomrok z pewnością oberwała z jego pędzelka.
— Nie zachowuj się jak uczeń, którego karcą za jedno złe słowo — miauknęła nieco stanowczo, po czym wzruszyła barkami. — Akurat w tym momencie szczerość jest ważna.
Szła dalej do przodu, czekając, aż tunel rozszerzy się w charakterystycznym momencie.
— Zanim Zalotna Gwiazda przyniosła do klanu mnie i moje rodzeństwo, nigdy nie słyszałam o Mrocznej Puszczy. Więc jak można się spodziewać, trudno mi było znaleźć w wierze jakieś drugie dno. Długie księżyce traktowałam to jako normę, którą wbija się każdemu kociakowi do głowy — kontynuowała. Do jej nosa zaczął dobiegać inny zapach. — Jednak… Wiara to nie tylko zagmatwane opowieści o przodkach. Daje nam wspólnotę i siłę. Klany wierzące w koty z gwiazd zaczynają panikować uderzenie serca po tym, jak ich blask zostanie zasłonięty burzową chmurą. Zaczynają wątpić.
Ściany tunelu rozszerzyły się; zrównała kroki z Księżycem, wbijając wzrok w punkt, w którym leżała… Zwierzyna. Biedny włóczęga. Ciało, jak i wszystko dookoła okryte było mrokiem; nie było szans, że Księżyc je zobaczy.
— Nam takie zawahanie nie grozi. Siła jest w nas, w naszym ciele; płynie w naszej krwi. Znajdujemy pewność siebie w woli mrocznych przodków, którzy przykładali nieugiętą łapę do trenowania kotów Klanu Wilka i ich umiejętności, nie bojąc się przemocy — dokończyła, zwalniając tempo chodu. Zawęszyła. — Hm. Wychodzi na to, że ktoś zawlókł tu swoją zdobycz.
Nie słysząc zbytniej pogardy w głosie kotki, podniósł uszy zainteresowany.
„Szczerość? Ciekawe” pomyślał, uśmiechając się lekko.
Szedł dalej za kotką, wysłuchując wszystkiego, co mogło świadczyć o intruzie. Poczuł, nawet jak tunel rozszerzał się w pewnym momencie, gdyż ich krokom towarzyszyło większe echo niż dotychczas. Wtedy wysłuchał wszystkich słów kotki zdawali się być prawie na miejscu. Chciał coś odpowiedzieć, ale szybko zamknął pyszczek, gdy Pomrok mówiła dalej.
— Brzmisz bardziej przekonująco niż babcia. Chociaż może to wina tego, że wtedy nie słuchałem — zaczął powoli, a gdy w jego nozdrza dostawał się powoli dziwny zapach zmarszczył nos.
Postanowił jednak, że na tę chwilę to zignoruje.
— Gdy o tym opowiadasz cały Klan Gwiazd staje się trochę żałosny. Mroczna Puszcza brzmi… pewniej. Brzmi jak coś, co nie może się rozpaść przy pierwszym podmuchu wiatru. Przodkowie dają nam siłę, a nie niestałość jutra. Podoba mi się — odparł z łagodnym uśmiechem.
Gdy kotka zwolniła on zrobił to samo.
— Zdobycz…? J-Jaka? — zająknął się, ale zaraz pokręciła główką. — Biedne stworzenie, na pewno ktoś musiał trochę je poszarpać — mruknął, chcąc dodać, że mógł je chociaż zjeść, ale w końcu nie wiedział, co dokładnie znajdowało się w tunelu.
— Duża — miauknęła krótko. — Ale… Hm. Nie musimy się na razie nią przejmować.
Podeszła bliżej wojownika, ruchem ogona przy boku, kierując go w odpowiednie miejsce. Zaledwie jedną długość ogona od trupa, ale ustawionego w ten sposób, aby Księżyc przypadkiem nie natknął się na niego łapą.
— Usiądź, porozmawiamy — poleciła, sama, zajmując miejsce na ziemi. — Poplotkujmy. Możesz traktować to jako… Swego rodzaju test.
Zamilkła na moment.
— Boisz się ciemności? — zapytała wprost. — Jak pamiętasz swoje treningi z nawigacji w tunelach?
Pysk Księżycka wykrzywił się w niezadowolonym grymasie. Przełknął ślinę, czekając na dalsze polecenia kotki.
— To pewnie borsuk… — mruknął tylko biały.
Czuł zapach krwi i futra, jednak starał się go ignorować.
Wykonał rozkaz szylkretki i usiadł na wyznaczonym miejscu. Zdawało się mu, że był dosyć blisko zabitego stworzenia, jednak nie mógł tego dokładnie stwierdzić.
— Test? — podpytał, a gdy nastała cisza ułożył się nieco wygodniej.
— Myślę, że to pytanie jest… nieodpowiednie, a przynajmniej w tej chwili. Gdybym bał się ciemności nawet bym tu nie wszedł — odparł. — Nawigacja w tunelach szła mi całkiem nieźle, chociaż treningi tego typu miałem dosyć późno — dodał zaraz, próbując usunąć krew z pędzelka.
Zastanawiał się, czy powinien coś jeszcze dodać.
— Boję się burz. I może odrobinę pająków — mruknął cicho. — A czy Nadciągający Pomrok się czegokolwiek boi? Wygląda pani na bardzo odważną! — zapytał zaraz, z zainteresowanym wyrazem pyszczka.
Pomrok uniosła brew nieco rozbawiona.
— No nie wiem, czy jako mistrzyni powinnam zdradzać swoje słabe strony… — mruknęła z uśmiechem. — Hm. Gdy byłam uczennicą, bardzo bałam się porażki. Tego, że inni widzieliby mnie jako gorszą od nich.
Słysząc odpowiedź kotki, zmrużył lekko oczy.
— W zasadzie to rozumiem. Porażka może być faktycznie straszna. Ale pani Pomrok jest silna, prawda? Czemu bała się porażki? Ktoś w ogóle dałby radę cię pokonać Nadciągający Pomroku? — zapytał.
— Strach nie zawsze jest racjonalny — miauknęła, wzruszając barkami. — Dlatego trzeba umieć go pokonać. Gdy Zalotna Gwiazda przyniosła mnie do Klanu Wilka, byłam najsłabsza z miotu. Chorowita. Czułam potrzebę udowodnienia tego, że nie jestem najgorsza — zamyśliła się na moment. — Mam swoje mocne, jak i słabe strony. Góruję nad jednymi siłą, ale w walce z innymi brak mi wystarczająco zwinności i precyzji. Gdy byłam młodsza, przegrałam wiele walk z Bladym Licem czy moim bratem, Cienistą Zjawą. Właściwie, to on sprezentował mi moją pierwszą bliznę — zachichotała.
Słuchał kotki, siedząc w ciszy. Uniósł lekko brwi zainteresowany.
„Wydaje się być podobna do mnie” pomyślał, ale szybko zbył tę myśl.
— Udowodnienia… Widzisz. Chyba wiem, co czujesz. Gdy się urodziłem wszyscy zdawali się mnie skreślać, uznali, że będę zbyt słaby. Teraz jednak walczę. Staram się być lepszy na tyle, ile mogę. Tak samo jak ty. Chociaż… ja chyba nadal jestem niewystarczający — mruknął cicho. — Ja raczej mam na odwrót. Nie brakuje mi zwinności i umiejętności polowań, ale nie należę do najsilniejszych. Pani Pomrok, czy to znaczy, że jestem słaby? — mruknął, kończąc swoją wypowiedź zapytaniem.
— Nie zawsze — odparła w końcu. — Słabe koty mielą w kółko jęzorem o swojej głupocie i braku umiejętności. Lamentują nad swoim losem, ale nie robią nic, aby go zmienić. Ty znasz swoje mocne strony, wiesz, jak je wykorzystać w walce. A przynajmniej tego spodziewam się po słowach Kocimiętki komentującej Twój trening — z tymi słowy uśmiechnęła się lekko. — Dobry wojownik Klanu Wilka zna swoje słabe punkty i wie, jak je zamaskować tym, w czym jest się dobrym. Nie świadczy to o słabości, a o bystrym umyśle.
Słuchał uważnie słów kotki. Wypiął nieco dumnie pierś, bo jednak w pewien sposób został pochwałę.
— Staram się jak mogę. Naprawdę nie chce być… słaby — odparł krótko, liżąc się po piersi.
— I to się liczy — skwitowała, skinąwszy głową sama sobie. Obrzuciła wzrokiem ledwo widoczne zarysy ścian jaskini, po czym przeciągnęła się i podniosła z ziemi. — Dobra. Nic tu po nas.
Zbliżyła się do Księżyca i trąciła jego bark łapą.
— Zmykaj do obozu — poleciła. Z tyłu jej głowy pojawiał już się zarys kolejnego, ostatniego testu. — Gdyby ktoś się o mnie pytał, wrócę przed zachodem słońca. Wywlokę stąd tę padlinę i się jej pozbędę.
Kiwnął głową, po czym ruszył w stronę wyjścia z tunelu.

Kilka dni później

Kocimietkowy Wir przekazała wiadomość od Nadciągającego Pomroku o tym, że Księżyc miał się stawić w pewnym miejscu. Biały zastanawiał się czego powinien się spodziewać po takim spotkaniu. Wyszedł z obozu, tak aby przyjąć idealnie o umówionej porze. Przyszedł we wskazane miejsce, rozglądając się za znajomym pyskiem.
Pomrok cmoknęła, zwracając na siebie uwagę Księżyca.
— Dobrze wiedzieć, że nie kwestionujesz naszych poleceń — miauknęła, ukazując zęby w uśmiechu — nawet jeśli są niejasne.
Usłyszał cmoknięcie i niemal od razu zauważył Pomrok.
— Byłem trochę niepewny, ale stwierdziłem, że przyjdę — mruknął cicho, zwracając uwagę na truchło leżące obok kotki.
Wzdrygnął się lekko i przełknął ślinę.
— T-To samotnik, prawda? — zapytał, a jego oczy niemal automatycznie odwróciły się od niebieskiego futra. Posiadał kilka ran na barkach, a z jego gardła wydobywała się szkarłatna czerwień.
— C-Co mam robić? — zapytał, próbując się uspokoić.
Przecież nie mógł zacząć krzyczeć. Gdyby wpadł w panikę zrobiłby z siebie tchórza i ofiarę. Przypomniał sobie słowa swojego przyjaciela. Zamknął oczy i wypuścił powoli powietrze z płuc.
— Czy mamy na terenach jakieś lisy? Borsuki? — zapytał tylko powoli, starając się przyzwyczaić do widoku zakrwawionego pręgusa.
Pomrok przymrużyła ślipia, po czym poklepała końcówką ogona miejsce nieopodal siebie.
— Drapieżniki nie są teraz naszym zmartwieniem — miauknęła krótko. — Tylko to, co kocie łapy są w stanie zrobić. Moje, czy Twoje.
Usiadł we wskazanym miejscu, a słysząc słowa kotki zmrużył lekko oczy.
— C-Co sugerujesz N-Nadciągający Pomroku? — zająknął się, wpatrując się w martwe ciało.
Dymna uśmiechnęła się, usatysfakcjonowana.
— Co widzisz przed sobą?
— Truchło kota. Ma na barku rany… I rozszarpane gardło. N-Najprawdopodobniej ostatnia rana była przyczyną śmierci. Czy lisy atakują w taki sposób? — zamyślił się przez chwilę. — To wygląda na robotę kota. Wszedł zapewne na nasze tereny… N-Niezbyt mądre! — wymruczał w końcu. — To kolejna część czegoś? — wyszeptał niezbyt wyraźnie.
Szylkretka skinęła głową.
— Trup — kontynuowała, nie odpowiadając na pytanie. — Jedynie ciało, w którym kiedyś mieszkał duch.
Pochyliła się nad samotnikiem i, przykładając pazur do jego ciała, zdecydowanym ruchem przecięła linię od jego gardła, aż do brzucha. Wśród krwi mignęła biel kości jego mostka i żeber.
— Martwy kot niczego nie czuje. To już nie kot, a zaledwie mięso bez właściciela.
Patrzył na szylkretkę, na każde jej poczynanie. Miał dość. Nie chciał tam być. Próbował się przekonać do słów kotki. Nie ma tam duszy. Wiedział to. Mimo to przed jego oczami na widok jeszcze większej ilości kociej krwi pojawiły się mroczki. Jego głowa zachwiała się lekko.
„Dam radę” pomyślał, wbijając mocno pazury z podłoże.
Nie słysząc odpowiedzi, zdecydował nie zadawać więcej pytań.
— R-Rozumiem — wyszeptał, ze wszystkich sił, starając się nie rozpłakać.
Był silny. Wiedział to. Nie mógł reagować w tak dziecinny sposób na zwykłego trupa? Skąd więc pochodziło to przeszywające uczucie?
— Czy j-jego dusza trafi do Mrocznej Puszczy? — zapytał cicho mimo wszystko. — Chociaż nie. Wątpię. To samotnik. Nie zasługuje na to… — wyszeptał.
— To prawda. Nie zasługuje — przytaknęła.
Opuściła łapę na ziemię.
— Chodź, podejdź bliżej.
Zmarszczył brwi, ale mimo wszystko podszedł bliżej. Zamknął oczy, próbując najpierw oswoić się z obecnością martwego ciała. Wmawiał sobie, że nie ma tu już żadnej duszy, aż w końcu po kilku minutach udało mu się spojrzeć wprost na martwego samotnika. Czuł, jak jego ciało przejmuje obrzydzenie i wstręt, ale wiedział, że nie może się poddać. Nie tego uczyła go Borsucza Puszcza, Kocimiętkowy Wir, czy teraz Nadciągający Pomrok. Musiał dać radę.
— Martwe ciało. Nic nie przywiązuje już go do duszy, która kiedyś nim kierowała — miauknęła. Nie patrzyła na Księżyca, a na pysk samotnika. — Jedyne, co może przypominać o jego żywocie, to to, co ma wewnątrz.
Zamilkła na moment i przeniosła wzrok na wojownika.
— Pozbądź się tego.
Drgnął lekko słysząc słowa kotki.
— A-A w jaki sposób? — zapytał, patrząc na niebieskie futro.
Bez słowa chwyciła łapę Księżyca, po czym położyła ją na odsłoniętym brzuchu samotnika. Zanim cofnęła się, na parę uderzeń serca przycisnęła pazury do skóry martwego.
Spojrzał na kotkę zdziwiony, jednak postanowił się nie odzywać. Pazury wbiły się w kota, a Księżyc przełknął ślinę. Gdy kawałek się oddaliła spojrzał pytają o na kotkę. Nie wiedział, czy może już zabrać łapę, czy nie. Nie czuł… nic. Kot był całkowicie martwy. Brak ruchu klatki piersiowej, brak bicia serca… Zamrugał kilkukrotnie.
— Mogę już…? — zapytał dla pewności.
Dymna pokręciła delikatnie łbem.
— Naciśnij mocniej — poleciła równym głosem. Wyglądało na to, że musiała być bezpośrednia. — Poczuj, jak to ciało ugina się pod Twoją łapą. Wypatrosz je.
Spojrzał na kotkę ze zmarszczonymi brwiami. Głos kotki brzmiał bardzo poważnie. Księżyc nie miał innego wyboru, niż wykonać rozkaz Pomrok. Gdy kotka powiedziała, że ma go wypatroszyć całego przeszły go dreszcze. Biały szybko stwierdził, że nie ma opcji, że teraz ucieknie. Przycisnął łapę do ciała martwego kocura, zaraz, wyciągając również pazur. Czując, jak dostaje się od między futro, aby w końcu rozciąć skórę samotnika walczył ze sobą najlepiej, jak mógł, aby się nie rozpłakać. Przejechał pazurem, tworząc nieco większą ranę, ale zatrzymał się patrząc na kotkę. Pokręciło głową. Musiał być twardy. Przeciągnął pazur dalej z nienaturalnym skupieniem i przełknął ślinę, widząc kolejne części wewnętrznego ciała… zwierzęcia.
Wpatrywała się w Księżyca uważnym spojrzeniem, w ciszy, obserwując jego działania.
— Pozbądź się tego, co kiedyś utrzymywało go przy życiu — miauknęła, ni to na zachętę, ni, to poganiając go. — Myśl o nim jak o zwierzynie. Nie bój się użyć zębów.
Spojrzał na kotkę pytająco, z całych swoich sił, próbując się nie popłakać. Przełknął ogromną gulę w gardle i odetchnął ciężko.
— T-To znaczy? — miauknął Księżyc z minimalnym wstrętem w głosie.
Rozbity myślał przez moment co mogła mieć na myśli kotka.
„Serce? Czy to ono otrzymuje nas przy życiu?” pomyślał, ale nie był do końca pewien.
Z tego, co kojarzył było kilka miejsc, których uszkodzenie równały się śmierci. Zebrał się w końcu, w sobie i nachylił nad samotnikiem, wysuwając lekko zęby. Zawarczał żałośnie, ale pokręciło głową i wgryzł się w kocura, rozrywając dokładniej jego skórę. Odsunął się, wypluwając futro z pyska.
„Nie mogę się poddać. Nie teraz” pomyślał, kładąc uszy po sobie.
Wiedział w końcu, że to wszystko było po coś. W końcu włożył łapę we flaki kocura i z obrzydzeniem i nieomal odruchem wymiotnym zaczął grzebać w jego wnętrznościach. W końcu wyciągnął coś, co przypominało jakiś istotny organ, ale nie był pewien, czy chodziło właśnie o to. Ani, czy w ogóle właśnie to miał zrobić. Widząc ruchy wojownika, poprawne, choć nerwowe, skinęła głową. Na jego zawahanie nie zareagowała niczym więcej niż dotykiem ogona na grzbiecie, zmuszając go do kolejnego ruchu. Obok ciała włóczęgi pojawiły się kolejne ograny, obślizgłe i obrzydliwe… Aż w końcu Księżyc z jękiem wyrwał serce i upuścił je na ziemię, spoglądając na nią zaszklonymi oczyma.
— Dobra robota — miauknęła po paru długich chwilach ciszy. Przeniosła wzrok z ciała na młodszego wojownika. — Wiedziałam, że będą jeszcze z ciebie jakieś koty.
Uśmiechnęła się krzywo.
— Hm… Pamiętasz, co znaleźliśmy wtedy w tunelu? Wiesz, w czego towarzystwie się znajdowaliśmy? — zagadała po paru uderzeniach serca, gdy Księżyc przestał wyglądać, jak gdyby zaraz miał się przewrócić. Gdy nie odpowiedział, wskazała na trupa obok z prostą aluzją. — Czy zareagowałbyś wtedy tak samo, gdybyś wiedział, kogo to szczątki?
Księżyc spojrzał tylko na kotkę, mrugając, jakby właśnie próbował coś zrozumieć.
Przechyliła głowę w bok.
— Czasem lepiej nie wiedzieć — kontynuowała, wpatrując się w niego. — Jednak niewiedza nie zmienia prawdy.
Ruchem łapy wyciągnęła schowany wcześniej w futrze pęczek ziół, wybrany przez Cisowe Tchnienie. Wysunęła go pomiędzy siebie a Księżyca, po czym zabrała kończynę i przykryła poduszki łap ogonem.
— Myślę, że opcje, które przedstawiam ci teraz, są jasne — miauknęła. — Gdy się obudzisz, wstąpisz w szeregi tych, których prowadzą mroczni przodkowie.

<Nadciągający Pomroku?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz