Szelest przy wejściu do żłobka zbudził zmęczoną karmicielkę. Przed jej oczyma pojawiła się czekoladowa szylkretka, która niosła w pyszczku okonia.
— Przepraszam, że przeszkadzam, Pani Trzcinowy Szmerze... Przyniosłam dla Pani i Pani kociąt posiłek. Wymarzona Słodycz złowiła ją chwilę temu. Złocisty Widlik powiedział, że ta ryba jest najbardziej odpowiednia dla karmiących królowych. M-mam nadzieję, że będzie smakować. Nigdy jej nie jadłam, więc nie wiem, czy jest dobra… i niestety nie pamiętam, jak ona się nazywa. — Położyła po sobie jedno jedyne uszko, jakie posiadała.
Niemrawo poprawiła się na posłaniu i zębami wzięła podarek od Fląderki. Była bardzo głodna, a okoń był naprawdę smaczny.
— Dziękuję ci, Fląderko — wymruczała między kęsami, a brązowe oczy odrzutka aż zabłyszczały ze szczęścia. — Bardzo dobra, cieszę się, że ty również o mnie myślisz. Jeszcze raz bardzo ci dziękuję.
— N-nie ma, za co, Pani Trzcinowy Szmerze. To dla mnie przyjemność pomagać w żłobku. Szczególnie dla pani. — Zerknęła na dwójkę kociąt, które jak zabite spały blisko brzucha karmicielki. — Chciałam jeszcze powiedzieć, że pani ma naprawdę piękne i zdrowo wyglądające kocięta.
— Zgodnie z kanonem piękna Klanu Nocy — wymruczała. — Są moim jedynym oczkiem w głowie. Sama Mandarynkowa Gwiazda lubi zaglądać do nas. Jestem pod wrażeniem, z jakim zainteresowaniem się cieszą wśród rodu królewskiego.
— Wyglądają, jakby w ich żyłach płynęła krew królewska.
— Doprawdy?
— M-może właśnie pani Mandarynkowa Gwiazda doszukiwała się lotosu na ich czole — gdybała nieśmiało Fląderka.
***
Wygnanie Rezedowej Łapy
Jej były uczeń nie został mianowany na wojownika. Kocur nigdy nie przejawiał nawet większej chęci, by czegoś więcej się nauczyć. Nie miał tej żyłki wojownika, co reszta Klanu Nocy. Rezedowa Łapa w wieku trzydziestu księżyców został wygnany z obozu. Nie był już mile widziany przez Nocniaków.
W tym wieku od kota oczekiwało się odpowiedzialności, profesjonalizmu, a niektórzy doczekują się kociąt. Tymczasem rudzielec jedynie żył na ciężko upolowanych zdobyczach wojowników i terroryzował uczniów.
Mandarynkowa Gwiazda, skończywszy zebranie klanu, zeskoczyła z gałęzi sumaka, a wybrani wojownicy stanęli przy Rezedowej Łapie, by wyprowadzić go z terenów Klanu Nocy. Srebrny rudzielec był roztrzęsiony i wodził wzrokiem po kotach. Nawet zatrzymał swoje spojrzenie na niej. Było to bardzo nieprzyjemne uczucie, które niczym robale oblazły plecy szylkretowej namiestniczki. Obrzydzenie. To właśnie to uczucie kłębiło się w jej gardle i drażniło ją niczym żółć. Jak mogła nawet trenować takiego kota? Ona?
Kiedy wyprowadzono kocura, a koty rozeszły się, wracając do własnych zajęć, Trzcinowy Szmer zauważyła, że na polanie głównej została Fląderka. Załamany odrzutek wpatrywał się w wyjście z obozu, gdzie zniknął właśnie ostatni członek jej rodziny. Chcąc pocieszyć kotkę, dosiadła się do niej i położyła jej ogon na barku. Nie odezwała się choćby słowem, tylko siedziała tak, aż brązowa szylkretka postanowiła wrócić wraz z nią do żłobka.
***
Po porodzie Fląderki
Ona niedawno opuściła żłobek i wróciła do swoich wojowniczych obowiązków, a jej dzieci również zaczęły uczyć się na wojowników. Natomiast Fląderka została karmicielką i doczekała się kociąt. Lubiła bardzo kotkę, jednak miała bardzo mieszane uczucia do jej potomstwa. Czy kocica nie wykazała się głupstwem? Przecież jej młode mogły mieć okropne życie przez reputację Fląderki. Czy Klan Nocy musiał mieć kolejnych odrzutków?
Chcąc odwiedzić kotkę, weszła do żłobka, gdzie nowo upieczona karmicielka wylizywała swoje maluchy, które wiły się przy brzuszku swojej matki.
— Dzień dobry, Fląderko. Jak się czujesz po porodzie? Widzę, że przyniosłaś Klanowi Nocy dużo przyszłych wojowników — zamruczała cicho, gdyż widziała po brązowych oczach kotki, że była zmęczona. Przyjrzała się kociętom i zastrzygła uchem. Było całkiem nieźle. Tylko jeden kociak był srebrnym czekotem, a reszcie kociąt się upiekło. — Jak je nazwałaś?
— Wełnianka, Centuria, Lipieniek i Komar. — Pokazała po kolei swoje pociechy, każdego dotykając wilgotnym noskiem.
— Piękne imiona — przyznała. — Nie obawiasz się, że mogą one podzielić twój los? — dodała w końcu, na co czekoladowa szylkretka lekko się wzdrygnęła. Może powiedziała to zbyt chłodno, jednak tak powinna odbyć się ta rozmowa.
— S-słucham?
— Nie obawiasz się, że przez twoją “wpadkę”, te kocięta będą mieć podobny żywot do twojego? Wiemy wszyscy, że nie zostałaś wojowniczką ze względu na swój kolor futra. Chcesz mi powiedzieć, że nie myślałaś nad tym, czy te kocięta nie zostaną wojownikami, tylko dlatego, że są one twoimi kociętami? — głos miała chłodny, nieczuły. Jednak to była poważna rozmowa, którą musiała odbyć z odrzutkiem. Nie wiedziała, czy Złocisty Widlik z nią rozmawiał na ten temat. Miała nadzieję, że to zrobił. — Nawet nie muszę ci wspominać o tym, że nie wiadomo, kim jest ojciec tych kociąt. Czy to jest ktoś z Klanu Nocy?
< Fląderko? Czas na przesłuchanie. >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz