BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczekuszka x Skaza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczekuszka x Skaza. Pokaż wszystkie posty

01 czerwca 2024

Od Szczekuszki cd. Skazy

Gwałtownie odwróciły głowę w stronę adresata kpiącego komemrarza. 
— Kto to jest — syknęły do Skazy, kładąc po sobie uszy. 
— O, Skazuś, nie wspomianałaś o nas tej płaksie tutaj? — zapytał drugi kocur z udawanym przejęciem. — Jak zwykle niewdzięczna kicia z ciebie. 
— To wy zraniliście jej tą łapę? — Szczekuszka cała się najeżyła. 
Pierwszy kocur zmarszczył brwi. 
— Oprócz problemów z gardłem masz jeszcze problemy ze słuchem. Mówiłem: nie pruj się o coś, co nie jest twoją sprawą. 
Czarna zbliżyła się do dwójki, bijąc ogonem na boki. 
— Skaza jest członkiem Kamiennej Sekty, więc to jak najbardziej jest to moja sprawa — zawarczała z jadem w głosie. — I aktualnie znajdujecie się właśnie na naszym terytorium, do czego nie macie żadnego prawa.
Drugi kocur jedynie parsknął pod nosem. 
— Ach tak? To rzeczywiście przerażająca informacja. — Pokręcił głową. — Ale my na szczęście jesteśmy tutaj gośćmi z zaproszenia Skazy, więc nic nam nie grozi. 
— Stary nie mogę uwierzyć, że ona próboje nam grozić sama będąc cała zakrwawiona — wtrącił się jego kolega, najwidoczniej nie mając oporów, by mówić o niej na głos w trzeciej osobie. 
Srebrna zacisnęła kły. 
— Powtarzam: jest to terytorium Kamiennej Sekty i jeśli w tym momencie nie opuścicie tego miejsca, to zwołam całą naszą grupę i wtedy z chęcią się przekonamy, kto wyjdzie z tego żywy. 
Kocury wymieniły między sobą niezadowolone spojrzenia, zaraz po tym kierując się w swoje strony. 
Szczekuszka zerknęła na Skazę z ukosa. 

***

Ostatnio osobą, z którą spędzała najwięcej czasu był Skaza. Oczywiście nie dlatego, że go lubiła – po prostu ta sprawa z jego znajomymi nie dawała srebrnej spokoju. Myśl, że bury może się z nimi spotkać, podczas jej nieobecności była wystarczająco… rozwścieczająca, żeby sprowokować ją do podjęcia działania. Arlekin w ogóle nie powinien się spotykać z osobami z poza sekty. A już tym bardziej nie kimś takim jak oni. I już powoli w jej głowie układał się plan, jaki sposób wykorzystałaby, żeby ich się pozbyć. 

*Ciąg dalszy poprzedniego opowiadania, tw: opis doli zwierząt na drogach*

Stały osłupiałe wpatrując się tylko w jeden punkt. Wszystko wokół jakby nagle przestało istnieć. Teraz liczył się jedynie kształt znajdujący się centralnie przed nią. Liliowa sylwetka bezwładnie spoczywająca na asfalcie. 
Nie. Nie nie nie. To nie mogło potoczyć się w ten sposób, nie mogło. 
Każdy ich mięsień kolejno nieruchomiał, jakby wszystkie kończyny ich ciała stopniowo skuwały się lodem. Serce od zaraz podeszło do gardła, boleśnie dudniąc w ciasnym przełyku.
Prawdopodobnie powinny podejść i ocenić stopień wyrządzonej szkody, może jeszcze była nadzieja. Ta świadomość nie sprawiała jednak, że potrafiły choćby drgnąć. Miały wrażanie jakby już na zawsze zostały uwięzione w tej pozycji.
Wtem rozległ się kolejny warkot maszynowego potwora. Nim zdążyły zrozumieć sytuację, czarne koła targnęły się na pokonaną kotkę, wnet zabarwiając się rozpryskującym szkarłatem. Liliowe ciało ugięło się pod ich ciężarem, dostosowując swój kształt do podłoża. Nie stawiało oporu, zupełnie jakby już pogodziło się ze swoim losem – powolnego stawania się częścią jezdni, aby na końcowym etapie wyglądać nie inaczej niż sztywna, zbrązowiała od kurzu podeszwa, przypominająca do złudzenia zaschnięty zbitek błota.
Szczekuszka z piskiem odskoczyła od ulicy, nagle odzyskując kontrolę w łapach. Jak porażona odwróciła się od drastycznej sceny, widząc mroczki przed oczami.
Teraz nie było już żadnej nadziei. Musiały natychmiast znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Nikt nie mógł się dowiedzieć, że one miały z tym cokolwiek wspólnego.
Z nagła mając każdy zmysł wyostrzony, rzuciły się przed siebie jakby od tego zależało ich życie.
Musiały uciekać.

***

Zadyszane wpadły do kolejnej uliczki, od razu rozglądając się czy nikogo nie ma w pobliżu. Żadna żywa dusza nie wyłoniła się z zakamarków, na co tylko przęłknęły ślinę. Z całej gorączkowości zupełnie straciły orientację w terenie i aktualnie nie wiedziały gdzie są ani w którą stronę powinny zmierzać. Mięśnie miały coraz bardziej spięte z narastającej paniki. 
Gdyby Krokus się o tym dowiedziała to pewnie zbiłaby je tak, że nie dałoby się dłużej ich poznać. Najgorsza była jednak świadomość tego spojrzenia, jakim by je przed tym zmierzyła. Zawiedzionego, pełnego odrazy i wstrętu do swojej najgorszej potomkini, która tak właściwie nie zasługiwała nawt na to miano. I po wszystkim co się dzisiaj wydarzyło Szczekuszka już nigdy nie zdoła tego zmienić. 
Zagryzła zęby, próbując powstrzymać łzy, domagające się napłynięcia jej do oczu. To nie był moment na rozklejanie się. Właściwie to żaden moment się do tego nie nadawał. Nigdy. Ten różnił się tylko faktem, że akurat był tym najgorszym z obiektywnej perspektywy. 
Z frustrscją pociągnęły nosem i ponownie puściły się biegiem, marszcząc brwi w determinacji. Jeśli za pierwszym razem nie znajdą wyjścia z miasta – będą szukać go tak długo aż w końcu im się to uda. Teraz liczyło się tylko to, by nie natknąć się na nikogo z Kamiennej Se…
Pisnęły, głową nagle zderzając się prosto z czyjąś klatką piersiową. Przerażone uniosły wzrok na kota przed nimi, przekonane, iż właśnie nadszedł ich koniec. Widok jaki ujrzały w konsekwencji okazał się wcale nie być taki groźny – jedynie wielkie, żółte oczy wpatrujące się w nią ze zdezorientowaniem. 
— Skaza! — wydyszała, jakby właśnie otrzymała podarunek od nieba. Nigdy nie cieszyła się tak bardzo na jego widok, jak teraz. 
— Szczekuszko! — wykrzyknęło zmartwione. — Przepraszam cię najmocniej, nic ci nie jest? 
Srebrna miała zapewnić, że wszystko w porządku, nim przypomniała sobie o powadze całej sytuacji. 
— To nieważne — odparła krótko. Jej szczęka ponownie zaczynała się zaciskać. — Słuchaj, ja... — Głos jej się złamał. — Muszę uciekać jak najdalej stąd, jak najdalej od Kamiennej Sekty. Mogę ci wszystko wyjaśnić, ale nie teraz. Więc… — Na chwilę zamilkła. Nim kontynuowała, wzięła głęboki wdech. — Chodź razem ze mną — miała zabrzmieć zachęcająco, lecz ostatecznie jedyną emocją jaką było słychać w pytaniu była niepewność. Bały się jaką otrzymają odpowiedź. 
— Pójdę gdziekolwiek ty pójdziesz. 
Czarna uniosła brwi. Od kiedy nastąpiła taka zmiana u burej? Ta deklaracja sprawiła, iż srebrna spojrzała na arlekina z błyskiem zaciekawienia w oku, dopóki się nie otrząsnęła, przypominając sobie wszystko. 
Ruszyły narzucając szybkie tempo, po uprzednim owinęciu końcówki swojego ogona wokół jednej z łap Skazy. Postanowiły trzymać ją w ten sposób, dopóki nie znajdą schronienia. Żeby się im nie zgubiła. 

***

Spoglądały na gwieździste niebo, starając się uspokoić dyszenie. Od śmierci Błotnistego Ziela budzenie się w trakcie nocy stało się dla nich normą. Regularnie nawracające koszmary o liliowej, matce i reszcie Kamiennej Sekty miały w tym swój największy udział, chociaż czasem nawet i one nie były konieczne, żeby nagle zerwały się ze snu, oblane zimnym potem. 
Samotne życie w mieście nie należało do łatwych. Większość pożywienia zgarniały gangi, z którymi w starciu nie mieli żadnych szans. Sytację szczególnie utrudniał fakt, że musieli pozostawać w ukryciu. A przynajmniej Szczekuszka tak twierdziła, bo z tyłu głowy cały czas posiadała krzyczącą świadomość, że jej rodzina miała kontakty z gangstetami. Chociaż zdecydowanie mniej prawdopodobne było potencjalne spotkanie kogoś z Kamiennej Sekty, nadal nie stanowiło to czegoś niemożliwego. Musieli więc być nieustannie ostrożni. Znosić jedzenie najgorszych resztek oraz nocowanie w co najmniej wątpliwych zakamarkach, pełnych niemiłych zaskoczeń. 
Z westchnieniem przerzuciły swój wzrok na Skazę, drzemiącego jak gdyby nigdy nic, w całkowitym spokoju. Z wahaniem przysunęły się bliżej niego, by zaraz ułożyć się obok. Może to pomoże im zasnąć? 
— Szczekuszko, to ty? — zaspane pytanie wypadło z burego pyska. 
— W twoich snach — czarna odburknęła cicho, niedługo potem ponownie odpływając w krainę snów. 

***

Błądzili po mieście przez następne tygodnie, nie robiąc nic poza próbowaniem zaspokojenia swoich podstawowych potrzeb. To jak bardzo i szybko Szczekuszka stoczyła się na dno hierarchii społecznej było zawstydzające, starsza wersja srebrnej nienawidziła jej za to. Był jednak jakiś element wolności w tym, że już dłużej nie znajdowała się pod wielgachną łapą swojej rodziny. Mając ograniczony wybór ze względu na potrzebę pozostania w ukryciu, nadal dostawała pewien rodzaj wyboru. Mogła sama zadecydować czy chce teraz odpocząć, czy iść dalej, nie martwiąc się dłużej czy to, co robi, wykonuje w odpowiedni sposób. Nie musiała się już dłużej zastanawiać czy jej działania są godną reprezentacją wartości Kamiennej Sekty. Nie myślała więcej czy jest wystarczająco dobra tylko po prostu… żyła. 
I mimo marnej jakości tego życia, było w nim coś, czego zdecydowanie w nie miało to poprzednie. Szybko nauczyła się współpracować ze Skazą, by przetrwać na ulicach i było w tym coś pocieszającego. Oczywiście nadal był pasożytem, który dodatkowo okazał się mieć niefunkcjonalny węch, jednak przynajmniej był pomocnym pasożytem. Szczekuszka mogła to znieść. 

***

Razem kierowali się na północ, w ciszy stąpając przez zakurzone ulice. Promienie słońca ogrzewały ich przerzadzone futra, 
Pewnego dnia mieli szczęście trafić na staruszkę, która znała miasto niczym własne podwórko. Wskazała im kierunek jaki mieli obrać, by wreszcie wydostać się z betonowego świata. I właśnie znajdowali się już prawie u celu, obserwując jak budynki wokół nich stopniowo stają się coraz mniejsze, w dalszych odstępach od siebie. 
— Kiedy już stąd wyjdziemy to… zamierzasz pójść własną ścieżką? — niepewny głos Skazy wyrwał je z zadumy. 
 — Już starasz się mnie pozbyć? — Wyzywająco uniosła brew. — Nie myśl sobie, że będzie tak łatwo. Nie pytałam cię o dołączenie tylko po to, byś potem myślał, że po wszystkim możesz sobie bez konsekwencji ode mnie uciec. — Uśmiechnęła się chytrze. — Twoja szansa na ratunek już dawno przepadła. 

Z okazji pride month Szczekuszka i Skaza nareszcie są całkowicie wolne od chorych pomysłów swoich właścicieli i teraz same decydują o władnym losie! Wesołego czerwca kotkowi maniacy!! 🌈

02 stycznia 2024

Od Skazy CD. Szczekuszki

 Ciężko opierała się o ścianę, szukając komfortu w chłodzie kamienia. To, co zaczęło się od prawdopodobnie skręcenia, teraz pulsowało z każdym uderzeniem serca uderzeniami gorąca, które paradoksalnie było bardzo zimne i posyłało dreszcze wzdłuż jej kręgosłupa.
Jej przebywanie w okolicy starej rodziny już coś mówiło o tym, że powoli się poddaje. 
Ale wciąż miała nadzieję że przejdzie samo i nie będzie musiała tam iść, szkolić tamtych dwóch dzieciaków.
Niestety, jej obecność została szybko przez Szczekuszkę; cicho przyznała, że wolał… wolała to, niż żeby teraz znaleźli ją znajomi. Ostatnia ich zabawa uszkodziła jej łapę i chodziła z nią tak długo jak mogła, byle uniknąć przerwania ciągłości spotkań i uziemienia.
— Hej — podeszła srebrna, skrzecząc okropnie brzmiącym głosem — co tak siedzisz pokracznie?
Skaza odwróciła głowę pod śmiesznym kątem, by zerknąć na Szczekuszkę.
— Łapa mnie boli. — wyjaśniła.
Srebrna przelotnie zerknęła na jej łapę, jednak ich wzrok nie wydawał się być obecny.
— Mnie boli wszystko. — Pociągnęły nosem. — Krokus chyba się nudzi na starość.
— Oh. Przykro mi. — mruknęła empatycznie, choć dało się usłyszeć troszkę sarkazmu, którego kiedyś nie można było się spodziewać po kotce. Wciąż żałowała ich domu z ludźmi, i jakaś gorzka część jej, pogrążona w żałobie, uśmiechnęła się na niezadowolenie młodszej z teraźniejszego życia.
Spojrzały na nią zdziwione, jakby nagle wyrwane ze swoich myśli.
— A tobie to co się w tą łapę stało, że aż w tak w innym niż zazwyczaj humorze jesteś?
— Nieważne co. Boli. — zaskomlała przeciągle, wręcz żartobliwie, jakby chcąc zmienić temat.
— A tobie w głos co się stało, hm? Brzmisz jak pazury o ścianę. Pilnuj swojego interesu.
Skaza zjeżyła się, zaskoczona na znajomy głos. Nie powinno ich tu być.

<Szczeku? Idź na nich poszczekaj >

06 grudnia 2023

Od Szczekuszki cd. Ginu (Skazy)

Skrzywiły się, gdy ich spojrzenie ponownie skrzyżowało się z tym Skazy, wyraźnie przepełnionym smutkiem. Co ono od nich znowu chciało? Dostało to, na co zasłużyło, więc nie powinno się dziwić ani oczekiwać od niej lepszego traktowania. Powody postawy Szczekuszki były przecież oczywiste dla każdego kota, prawda? 

***

— Zobaczmy na co cię stać — warknęła wyzywająco Krokus, prowokując potomkinię, by rzuciła się na nią. 
Bura szybko wykonała unik, dzieki czemu była w stanie drasnąć srebną w bok łapą. Kropla krwi brudząca teraz betonowy parking tylko zmotywowała młodszą do działania. Ponownie skoczyła na matkę, tym razem z sukcesem splatając się z nią w uścisku. Przeturlały się przez szorstką powierzchnię, nawzajem kurczowo trzymając się ramionami. Szczekuszce w pewnym momencie udało się dostać do brzucha kotki, mimo usilnie próbujących ją od tego powstrzymać kończyn. Wgryzła się w niego jak najmocniej, czując przypływ samozadowolenia. 
Nie trwało ono jednak długo, gdyż starsza zaraz odpowiedziała żywo, z całej siły kopiąc i drapiąc ją tylnymi łapami w głowę. Przestraszone odskoczyły do tyłu, mając wrażenie, że właśnie prawie straciły któreś z oczu. Piekący ból na całej twarzy jedynie bardziej wyprowadził je z równowagi. 
Największy cios jednak nadszedł dopiero, gdy Krokus podniosła się z ziemi. Wściekły wzrok zmierzył córkę od góry do dołu. Spojrzenie zbyt dobrze znane z dzieciństwa. Spojrzenie kojarzące się im wyłącznie z jednym – nadchodzącą karą za okazanie się porażką w oczach autorytetu. 
Bura postąpiła o krok do przodu, na co roztrzęsiona srebrna natychmiast zareagowała krokiem w tył. I ponownie. 
— Cofasz się. 
— W-wcale nie — odpowiedziała Szczekuszka, po raz kolejny nieznacznie oddalając się od mentorki. 
— Tego cię nauczyłam przez ten cały czas, tak? — syknęła oskarżycielsko starsza. — Żeby odskakiwać przerażonym od przeciwnika, kiedy tylko pyszczek lekko cię zaboli? Żeby natychmiast ustępować wrogowi z podkulonym ogonem, gdy tylko spojrzy na ciebie w nieprzyjazny sposób? 
— Nie. — Przełknęły ślinę. 
— Już telepiesz zadkiem jak nawet nie zadałam ci jeszcze żadnej głębszej rany — parsknęła z pogardą, wciąż zbliżając się do młodszej. — Gorzej niż którekolwiek kocię stąd. I to właśnie z tym do mnie przychodzisz po tylu księżycach? Żałosne. Że też nie miałaś tyle wstydu, by zwyczajnie przyznać się jak do niczego jesteś w tym zakresie i oszczędzić mi upokorzenia. 
Czarna spuściła wzrok, zaciskając mocno szczękę. 
W taki właśnie sposób wyglądała większość jej koszmarów sennych. Niby zdawały sobie sprawę z imponujących umiejętności matki w każdym aspekcie życia, jednak nie przypuszczały ani przez moment, że pójdzie im aż tak źle. A powinny. Powinny były jeszcze więcej trenować. Powinny być bardziej przygotowane, trenować u wielu osób, nim zmierzą się z samą uzdrowicielką sekty, a nie skazywać się tylko na wiedzę własną i tamtego idioty. 
Po raz kolejny przez swoją głupotę zmarnowały szansę, by zyskać szacunek w oczach kogokolwiek. Po raz kolejny były zawodem dla rodziny. 
— Przestań grać ofiarę i patrz na mnie, gdy do ciebie mówię! 
Szczekuszka wykonała polecenie, zupełnie nie oczekując, iż w rezultacie jednym ruchem jej pysk zostanie nagle przeorany przez Krokus. Pisnęły głośno, oszołomione robiąc kilka kroków w tył. 
— Dokładnie tak jak podejrzewałam — prychnęła — żaden z ciebie wojownik. Nawet na tego najgorszego się po prostu nie nadajesz. Nie, kiedy praktykujesz takie tchórzostwo. — Na pięcie odwróciła się od potomkini i zaczęła iść w przeciwnym kierunku. — Obyś przynajmniej potrafiła uczyć się ziół, a nie wyszła na kompletną zakałę tej rodziny. Kolejny trening jutro o świcie. 

***

Wlokły się przez ulicę obok restauracji, co jakiś czas pociągając nosem. Miały przejść szkolenie na uzdrowiciela? Przecież… przecież to nie było sprawiedliwe. Nigdy nie zamierzały podążać tą ścieżką, nigdy nie chciały leczyć kotów. Obecnie jednak wybór innej dziedziny przestał być możliwy. Przestał z ich własnej winy, więc mimo niezadowolenia musiały się jakoś dostosować. A raczej przede wszystkim spróbować odkupić się u Krokus, której to z każdym wschodem słońca były bardziej dłużne.
Gdy znalazły się na dalszym odcinku drogi, ich uwagę przykuło Skaza, jakie siedziało przy jednej ze ścian zamieszkowanego budynku, odwrócone tyłem. Ciało Szczekuszki dziwnie rozluźniło się na ten widok, zupełnie jakby w tym momencie odetchnęło z ulgą. Od razu zapragnęła podejść w tamto miejsce, nie rozumiejąc dlaczego. Po chwili wahania w końcu uległa tej nagłej potrzebie i zbliżyła się do arlekina.
— Hej — zagadnęła do niego cichym, boleśnie zachrypniętym głosem — co tak siedzisz pokracznie? — mimo znaczenia wypowiedzianych przez nią słów, nie było w nich słychać żadnej złośliwości. Jej łamliwy ton był jedynym, co wybrzmiało dostrzegalnie pomiędzy nimi.

<Skaza?>

[704 słów]
[Przyznano 14%]

28 sierpnia 2023

Od Ginu (Skazy) CD. Szczekuszki

— Nie obchodzi mnie co się z tobą stanie!
Coś je zakłuło w środku na te słowa, a z gardła wydarł się smutny pisk, który gwałtownie przybrał na głośności, na spotkanie z nogą łysolca, który pędził na zewnątrz, teraz ciągnąc za sobą na bucie kota. Buremu udało oderwać się od popychającej go siły i przerażony pobiegł ku oddalającej się, szarej plamie. 
Szczekuszka nawet nie odwróciła na niego uszu. Zraniony gdzieś we wnętrzu, położył swoje. Bolał go brzuszek od tego, jak potargał nim dwunożny. Ledwo widział młodszą przez łzy w oczach, ale nie chciał się z nią kłócić. Nie chciał zostawiać dwunożnych. Byli mili. Kochał ich. Ale jak miał zostawić Szczekuszkę samą? Tak długo z nim przebywała…
***
Nie podobało mu się chodzenie w tej ciszy. Próbował ją przerywać, ale mu się nie udawało. Ciążyło mu to na sercu, ściskało płuca. Nieprzyjemnie się czuł. Wręcz kusiło go, by stanąć, sprawdzić, jak daleko ona dojdzie bez obejrzenia się. Ale gdy zwalniał i zaczynała być zbyt daleko, panikował i biegł za nią.
Ulga znalezienia tych, których ona szukała była… ledwo wyczuwalna. Chyba jego złamane serce za dwunożnymi ją zagłuszało. Ale w końcu mógł usiąść, w tym obcym miejscu, gdzie chodzili obcy dwunożni, hałasowali, ciągle się zmieniali. Szczekuszka wciąż go ignorowała. Sroka burczała, wyciągając szyję, jakby już nie była od niego wyższa, a że ledwo ją znał i sprawiało mu to dyskomfort, więc taktycznie schował się w najdalszym kącie od niej. Pamiętał tylko Krokus. Ale też wydawała się chłodniejsza niż kiedyś.
Nie rozumiał gdzie reszta, czemu się rozdzielili, nie znał większości tych kotów. 
Jeszcze bardziej było mu tęskno do prostych dwunożnych, dających mu smaczne jedzenie.
Ledwo gdy się uspokoił, na samą myśl o nich, znów zaczynał płakać. Szczekuszka, jak spotkał ją spojrzeniem, choć starał się unikać patrzenia na kogokolwiek, krzywiła się. Schował głowę w swojej kokardce z obroży, nie odważając się nawet jej zaczepić, gdy nadeszła noc.

<Szczeku?>

31 lipca 2023

Od Szczekuszki cd. Ginu

Uśmiechnęły się pierwszy raz od dłuższego czasu. Poszło jeszcze łatwiej niż myślały! Jednak czasem nie doceniały swojej inteligencji dostatecznie. Ten głupek nawet się nie zawahał przed powiedzeniem tak! Może i był wrogiem, ale obecnie nie musiała się o to martwić, gdyż to ona wyraźnie sprawowała władzę w tej relacji.
Niestety oczywiście gdy przyszli dwunożni to ten pajac od razu do nich poleciał, jak jakiś lojalny sługa. Nie podobało jej się to. Kiedyś mogło stać się to dla niej problemem… Musi zająć się tym później. 
— Szczekuszko, chodź spróbować! — zawołało Skaza, oglądając się na nie.
Z niezadowoloną miną zbliżyły się do misek, teraz napełnionych czymś, co według wielkoludów pewnie miało być jedzeniem. Westchnęły, po czym nieprzekonane spróbowały małego kawałka. Musiały coś jeść, by rosnąć w siłę. 
Zamrugały szybko. O dziwo ta potrawa nie była najgorsza. Właściwe to… nawet jej smakowała. Wzięły ogromny gryz, zaraz przełykając i biorąc następny. 
— I jak? — zapytało, oglądając się na nie z pyskiem całym pobrudzonym od pokarmu 
— Wyjątkowo da się zjeść — odburknęła dla niepoznaki. — Ale pośpiesz się z tym jedzeniem, ja mam zamiar zaraz zacząć ten trening. 

***

Wyskoczyły w kierunku mentora. Trenowali dzisiaj walkę, więc zamierzała przetestować pare ruchów bitewych, które sama zaprojektowała w myślach. 
Skaza uskoczyło w bok i wystawiło przed siebie łapę, chcąc je odepchnąć tym sposobem. Nie trafiło nią jednak tam gdzie miało, przypadkowo uderzając uczennicę w oko. 
Szczekuszka wskutek tego szczeknęła zaskoczona. Zatrzymała się i schyliła, odruchowo opuszką dotykajc powieki, pod którą znajdowało się łzawiące ślepie. 
— Przepraszam, przypadkowo! — pisnęła bura. — Nic ci nie jest?
Czarna spojrzała na nią spod jednego oka. Proszę, proszę. Na początku niby tak nieporadnie pokazywała jej tą walkę, a teraz nagle wyskoczyła z takim czymś. I po tym jeszcze niewinnie pytała się czy wszystko ze Szczekuszką w porządku. Trzeba jednak było mieć odwagę, żeby działać w tak śliski sposób… 
Intrygujące. Niby tyle mieszkali ze sobą w jednym domu, a ona nadal nie potrafiła rozgryźć jak działał ten jego wielki łeb, wyraźnie zepsuty w wielu miejscach. 

***

Drgnęły, gdy poczuły krótki dotyk czujejś łapy na swoim grzbiecie. W księżycowej poświacie stał Skaza, robiąc na nie wielkie oczy. 
Skrzywiły się, wybudzone ze snu. Jak on tutaj w ogóle wszedł? To był ich regał do odpoczynku. Specjalnie wybrały taki najwyższy i najbardziej schowany w rogu, aby nikt tutaj nie przychodził. 
— Mógłbym może spać tutaj, jedyną noc tylko? — Spuścił wzrok. — Śniły mi się niefajnie rzeczy. 
Szczekuszka zmarszczyła brwi. Pozwolić mu? Z jakiej okazji niby? Z drugiej strony było tutaj sporo miejsca, gdyby ułożyło się daleko od niej, pewnie ledwo wyczuwała by jego obecność. 
— Możesz. Minimum dwie odległości ogona ode mnie — zgodziły się, nie wiedząc czemu. — Ale jak przekroczysz tę granicę lub zaczniesz chrapać to cię stąd zrzucam — zagroziły, wcale nie zastanawiając się jakby wyglądało ciało takiego Skazy po upadku z tej wysokości. 
Bura z wdzięcznością kiwnęła głową i ułożyła się w bezpiecznym odstępie. Czarna natomiast z wetchnieniem oparła głowę na łapach, myśląc. 

***

Ostatnio, gdy próbowała upolować ryjówkę, wpadła w zaspę śnieżną. Wydostała się z niej w miarę szybko, ale potem jeszcze siedzała na mrozie szukając gryzonia w puchu, wreszcie jakimś cudem go znajdując i kawałkami połykając na miejscu. Przez to wszystko okazało się, że… odmroziła sobie pośladki. Nawet nie zorientowała się, iż to to na początku. Myślała po prostu, że ból jest spowodowany intensywnymi ćwiczeniami, a śwąd w tym samym miejscu jest przypadkowy i zaraz jej przejdzie. Natomiast kiedy straciła czucie w całym zadzie, wszyscy stało się jasne i zaczęła się martwić. Bezwłosi szybko zrozumieli, że coś jest nie tak i ponownie zawiezili srebrną do kliniki. 
Szczekuszka jednak wróciła czując się znacznie dziwniej niż zazwyczaj. Od razu po wizycie poszła spać, a gdy odzyskała przytomność odkryła, że nie ma futra na części brzucha. W dodatku z łysego fragmentu wystawały jej dwa drobne, czarne… sznurki?
— Co to ma być — syknęła na Skazę, czując jak powoli wraca jej energia. Energia do bycia agresywnym. 
— Och, też coś takiego miałom! — powiedziało jakby to coś nie stanowiło żadnego powodu do bardzo poważnego niepokoju. — Te sznurki to one zanikły po jakimś czasie i futerko też odrosło. 
— Ale po co to jest. — Obrzydzona odwróciła wzork od swojego brzucha, nie mogąc już dłużej na to patrzeć. 
— Nie wiem, nigdy nad tym się nad tym nie zastanawiałom tak właściwie. — Wzruszyło ramionami. — Ale skoro nasi właściciele o tym zdecydowali, to na pewno było to w dobrym celu! Tylko po prostu uważaj na siebie. 
Szczekuszka przewróciła oczami. Rzygać jej się chciało od tych jego przemówień. Miała tylko nadzieję, że nie wyjedzono jej czegoś ze środka, a potem zaszyto dla niepoznaki. Czuła się okropnir niekomfortowo z myślą, że ktoś mógł tam jej grzebać, a już szczególnie gdy byli to ci zbrodniarze.
Nagle postawiła prosto uszy, słysząc coś w rodzaju skrzypienia gumy. To podejrzane, dwunożni przecież przed chwilą wyjechali gdzieś swoim potworem. Ukradkiem zerknęła na Skazę, który także wydawał się zaskoczony. Zaraz doszedł nich odgłos otwierania drzwi tarasowych, a następnie ciężkich kroków, kierujących się ku wnętrzu domu.
Bura zrobiła wielkie oczy i natychmiast schowała się pod łóżkiem, wskazując ogonem, by czarna ułożyła się obok niej. Srebrna jednak ani drgnęła z miejsca. Coś po prostu… kazało im iść przed siebie. Najpierw zrobiły jeden krok, a potem puściły się pędem, zafascynowane co takiego ujrzą w miejscu przy szklanych drzwiach.
Kiedy wyszły zza rogu, ich oczami ukazał się nieznany dwunożny w czarnym stroju. Wyrzucał
rzeczy z najbliżeszej komody w błyskawicznym tempie. Szukał czegoś? Ale czego szukać, jak tutaj nic nie było? W każdym razie miała nadzieję, że coś zabierze ich „właścicielom”, tak jak oni zabrali ją z jej domu. Należało im się. 
Zamarła, gdy bezwłosy niespodziewanie się zatrzymał i wlepił w nią swoje oczyska. Nie odwracał wzroku przez kilka uderzeń serca, po czym na szczęście wrócił do poprzedniej czynności. 
Moment później Szczekuszka z satysfakcją zarejestrowała, że jej skulony współlokator stanął przy ich boku. Oczy im błysły, dostrzegając, że wyjście na taras pozostało uchylone. Od razu ruszyła w tamtym kierunku, nie zastanawiając się ani na chwilę. Przerażony arlekin pisnął coś za nimi, ale one nie zwracały na to uwagi. W końcu skoro ten dwunożny zostawił jedne drzwi otwarte, może zostawił także i drugie! 
Zimno buchnęło im w pysk, kiedy wyszły na zewnątrz. Pokryta szronem trawa zdecydowanie nie była przyjemna dla opuszek. Jednak nic teraz się nie liczyło, prócz tego co ujrzały przed sobą. Tylna furtka w ogrodzeniu była otwarta! 
Parsknęły na ten widok z niedowierzaniem. Niemożliwe, niemożliwe! Nareszcie znów będą wolne, nareszcie będą mogły powrócić do swojej rodziny! Pójdą na poszukiwania razem ze Skazą i znajdą ich wszystkich! Wszystko będzie tak jak dawniej, a one ukończą trening pod okiem swoich utalentowanych matki oraz babci. 
Uśmiechnęły się chyba najbardziej szeroko i radośnie w całym swoim życiu. Z tego ogromnego szczęścia na moment zapomniały, że powinny ukrywać emocje. Odwróciły się do współlokatora, chcąc entuzjastycznie zachęcić go do podążenia za nimi. Nie mogli przecież zmarnować takiej cudownej okazji!
Jednak gdy ujrzały wyraz pyska burego, powoli opuściły swój dotychczas wysoko uniesiony ogon. Co tym razem było nie tak? Czemu wyglądo na tak zaniepokojone? 
— Chodź ze mną! — krzyknęły do niego z nadzieją. — Jesteśmy wolni!
Aczkolwiek arlekin nadal wpatrywał się w nią osłupiały. Nawet nie zszedł z tarasu, by do nich dołączyć. Wcześniej tryskające iskrami oczy czarnej, momentalnie zasnuły się mgłą.
— Nie chcesz… nie chcesz zostać?
To pytanie było jak dostanie metalową blachą prosto w twarz.
Sapnęły, nie spodziwając się, że Skaza kiedykolwiek wywoła w nich takie… uczucie. Miały wrażenie jakby żołądek opadł im na sam dół, a wszystkie mięśnie natychmiast napięły się w defensywie.
Po prostu nie mogły w to uwierzyć. Po tym wszystkim, co przeżyli, on jeszcze śmiał proponować takie rzeczy? Szczekuszka pozwoliła mu obok siebie przebywać, pozwoliła mu nawet spać na swoim regale, powoli zaczynała znosić niektóre z jego dziwactw, a ono w zamian potraktowało je w taki sposób?! Dobrze wiedziało jak nienawidziły dwunożnych. Na samą sugestię zostania z nimi miały ochotę wymiotować. A ono tak zwyczajnie się o to zapytało? O dalszy pobyt w domu zbrodniarzy, którzy odebrali jej rodzinę? O dalsze przebywanie w niewoli, w której nigdy nie mogłaby zaznać prawdziwego szczęścia?
Powinna była wiedzieć. Powinna była wiedzieć, że zawsze wolał ich od niej. Tych cudownych właścicieli, zaradnych w każdej czynności i potrafiących zapewnić im wszystko, w przeciwieństwie do srebrnej. Może nawet to całe „bycie miłym” arlekina istniało tylko po to, żeby przypodobać się wiecznie pragnącym pokoju dwunożnym. A w ogóle nie wynikało z… jego zwykłej chęci.
Po co ona właściwie się nad tym zastanawiała? Aktualnie to i tak nie miało już żadnego znaczenia. Skoro tak bardzo ich kochał i chciał zostać z nimi na wieczność, to ona da mu to czego pragnie. Łaskawie się odczepi i ono już nigdy więcej jej nie zobaczy.
— Myślałem, że może moglibyśmy…? Czy nie? — dowiedziało zestrsowane po dłuższej chwili ciszy. — Dwunożni na pewno–
— W porządku — przerwała im, sycząc. — Gnij sobie z własnymi katami w udekorowanym więzieniu, skoro tak bardzo ci na tym zależy — warknęły. — Nie obchodzi mnie co się z tobą stanie! — wydarła się do nich na koniec, odwracając się na pięcie i zaraz potem przekraczając próg ogrodzenia. 
I tak oto skończyła. Wolna, ale nadal nieszczęśliwa.

<Skaza?>

[1489 słów]
[Przyznano 40%]

Wyleczeni: Szczekuszka


15 lutego 2023

Od Ginu CD. Szczekuszki

Nastawiło uszy, słysząc pewne kroki towarzyszki. Mogli ich unikać, ale wciąż lubiło wiedzieć, gdzie w domu się znajduje. Jakby miał wybuchnąć pożar albo coś... I czuł się wtedy mniej sam, bo byli przecież w jednym schronieniu!
Było bardzo zdziwione, gdy kroki, zamiast przemknąć obok zbliżały się coraz bardziej, nie zatrzymywały się, aż w końcu kotka uderzyła w niego przez nieuwagę.
 — Hej śmieciu. Chcesz się wreszcie na coś przydać?— przekrzywiło głowę z uśmiechem, chcąc się przywitać, ale nie miało na to szansy — Nie odpowiadaj, to nie propozycja. Słuchaj, mam dość siedzenia w tej dziurze. Powinnam już dawno zacząć szkolenie, a nie potrafię nawet upolować zwykłej myszy. Ty za to ukończyłoś swoje. Jesteś zresztą współodpowiedzialna za głód panujący przez księżyce w mojej rodzinie oraz za nieszczęście, jakie nas potem spotkało. Powinnaś się jakoś odkupić, po tym wszystkim, co zrobiłaś. Dlatego będziesz mnie uczyć, najlepiej jak potrafisz, dopóki stąd się nie wyrwiemy. Umowa stoi?
Zamrugała, powoli zbierając cały ten monolog do kupy. Po chwili uśmiechnęło się szerzej. Gdzieś w tle zarejestrowało kroki dwunożnych, wracających do swojego legowiska. Ale teraz ważna była rozmowa
— Oczywiście, że będę twoim mentorem!
Dwunożni nie wypuszczali ich na dwór, więc musieli wymyślić coś innego. Mieli tyle kryjówek i zabawek, że powinni dać radę. Nawet miało już kilka pomysłów jak wykorzystać otoczenie.
Wtedy łysole wydały dźwięki, ich imiona i radośnie zerwało się z miejsca, by do nich podbiec. Szczekuszka zazwyczaj po krótkiej rozmowie odchodziła z podniesionym ogonem, więc nie było co czekać. Jeść! Teraz dwunogi przyniosły inne jedzenie, mokre i widział nawet jakieś części mięska lub organów. Oh! Gdy byli z Wypłoszem młodsi dwunożni wystawiali im coś takiego, było smaczne! Dla pewności wzięło gryza z miski po wykonaniu kilku próśb sztuczek od opiekunów (lubiła, jaką radość sprawiały im jej pokazy). Tak samo dobre, a nawet lepsze niż kiedyś! Pamiętał też, że na ulicy dostawali coś podobnego, ale w porównaniu z tym smakowało okropnie, jak te suche bobki, ale z wodą. Nie, żeby wtedy miało na to narzekać, ale teraz, gdy łysi byli tak mili, mógł porównywać to, co brał do pyska.
— Szczekuszko, chodź spróbować! — zawołało, oglądając się na nich.


<Szczeku?>

[przyznano 5%]

31 stycznia 2023

Od Szczekuszki do Ginu

Podrosła trochę i mimo wciąż wczesnego wieku nareszcie zyskała zdolność zręcznego poruszania się. Nadszedł więc czas, w którym powinna pokazać swoją dominację nad tymi żałosnymi przybłędami. Tego dnia specjalnie wstały z samego rana, postanowiając wcielić swój plan w życie. 
Nieopodal krańca ich terytorium siedziało Skaza, wygrzewające się w plamie słońca, mając przy tym zamnknięte oczy. Szczekuszka wzięła głęboki wdech i ruszyła w jego stronę. Jednak im bardziej się zbliżały, tym bardziej chwiejnie stawiały następne kroki. Arlekin był ogromny – mógłby je udusić jednym ściśnięcięm łapy, gdyby tylko miał na to ochotę. Po chwili zawahania srebrna mimo wszystko wyprostowała się, uniosła wysoko głowę i kontynuowała swoją misję. W końcu jeśli będzie wyglądać i brzmieć wystarczająco groźnie, to nawet największy kot nie odważy się jej nic zrobić. Miała wręcz przygotowany specjalny tekst, jakim zaatakuje burego złodzieja, odbierającego jej to, co im się należało. Wyrażenie to słyszała od potwornie strasznego mieszkańca miasta. Goniąc ranną mysz, przypadkiem zapędziła się na terytorium kocura, czego nie odebrał on za dobrze. Kiedy na nią warknął, poczuła tak ogromne przerażenie, że od razu stamtąd uciekła, biegnąc szybciej niż kiedykolwiek. Inna kotka obserwująca tę sytuację wydawała się wręcz sparaliżowana takim rozwojem wydarzeń.
Szczekuszka teraz zamierzała osiągnąć ten sam – o ile nie bardziej zjawiskowy – efekt, powtarzając słowa, jakie poprzednio wywołały u niej tyle emocji. 
Przełknęła ślinę, gdy znalazła się tuż obok monstrum. Najeżyła krótkie futrerko, mrużąc przy tym oczy z pogardą. Była gotowa na wszystko. 
— Hej, ty! — zawołała swoim piskliwym głosikiem najgłośniej jak umiała. Można w nim było wyczuć nutę drżenia, za co od razu skarciła się w umyśle. Chrząknęła więc znacząco, przybierając jeszcze bardziej groźny i rozwścieczony wyraz pyska. — Chcesz wypierdol?
Skaza, ku zaskoczeniu czarnej, przekrzywiło głowę na bok i po chwili uśmiechnęło się szeroko. 
— Co to wpierdol? 
Ale głupia. Taka stara, a nawet nie wiedziała co to znaczy. Jeszcze szczerzyła się bez powodu. Srebrna jednak lekko drgnęła ogonem, gdy zdała sobie sprawę, że ona sama nie zna dokładnego znaczenia tego słowa.
— To… to coś strasznego! — wykrzyknęła dramatycznie. — Do końca życia będzie cię prześladować!
— O! Jak ja Wypłosza? — pomachał wesoło ogonem. 
Spojrzały na niego z konsternacją, po czym skrzywiły się.
— Nie, to gorsze niż cokolwiek co w życiu cię spotkało — warknęły, uderzając ogonem w ziemię dla większego wydźwięku. — A teraz wynoś się z mojego miejsca, jeśli nie chcesz tego doświadczyć na swojej skórze!
Przybłęda mrugnęła i przeturlała się trochę na bok, robiąc miejsce w słońcu dla trumfującego kociaka. 
To było prostsze niż myślała! Dopiero co rozpoczęła swój plan, a już wszystko szło po jej myśli. Była genialna. 
Położyła się tam, rozciągając się.
— Co się tak gapisz? — syknęły, gdy Skaza nadal stało obok, przyglądając im się. — Idź stąd. — Dojrzała małe zadrapanie na łapie burego i stwierdziła, że musi przetestować kolejną groźbę. — Bo inaczej… wyssam z ciebie krew! — Obnażyła kły. — I wtedy uschniesz i umrzesz!
— Och! Nie sądzę żeby tak się dało? — poszło spojrzeniem po śladzie Szczekuszki i uniosło łapę, by na nią zerknąć. 
No nie! Czemu tym razem nie dali się nabrać? Żałowała, że przed chwilą nie obrała innej taktyki, ale teraz już nie mogła się wycofać. 
— Da się, zrobiłam tak takiemu jednemu — zadeklarowała, czując jak napinają się jej mięśnie. — Też miał żółte oczy tak w ogóle.
Wpatrywała się wyczekująco w arlekina z położonymi po sobie uszami, licząc, że ustąpi.
— ...Komu? Tu nikt nie przychodzi.
Czemu akurat teraz musiała zacząć używać swojego łba?
Srebrna wydała z siebie gardłowy warkot, bo nie bardzo wiedziała co odpowiedzieć. Wysunęła pazury, chcąc wyglądać groźniej. 
A to idiotyczne coś wciąż patrzyło na nią pytająco. 
— Ktoś obcy tu był pod naszą nieobecność? — zaniepokoiło się, jedno ucho kierując zapobiegawczo w inną stronę, przeszukując pobliskie tereny. — Krokus o tym wie?
Serce wyraźnie zaczęło bić im szybciej. Nie zamierzały być przesłuchiwane przez jakiegoś bezwartościowego wyrzutka, a tym bardziej angażować w sprawę swoją rodzinę. Oni nie mogli wiedzieć.
— Nie zwierzamy się takim jak ty. Odejdź, jeśli nie chcesz pogorszyć swojej i tak marnej sytuacji. — Zmarszczyły mocno brwi, za wszelką cenę starając się, aby panika nie wkradła się na ich twarz.
— Dobrze, dobrze, pójdę jeśli chcesz — sapnęło i wstało, kierując się między pobliskie drzewa. 
Odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się szeroko, gdy Skaza zeszła im z pola widzenia. Udało się! Mimo, że w pewnym momencie popełniły błąd, wydostały się z trudnej sytuacji perfekcyjnie, bez najmniejszego zadraśnięcia. Były do tego stworzone. Wygrywały, wygrywają, i będą wygrywać jeszcze więcej! To one tu rządziły.

***

Skaza okazało się nie być takie straszne, co tylko dodało im pewności siebie. Podeszła do nich z nowym oraz odważniejszym pomysłem jak mogłaby im uprzykrzyć życie. Wyraz twarzy starała się zachować neutralny, nie mogła jeszcze zdradzić swoich intencji. 
— Schyl głowę — zarządziła, stając naprzeciw zdziwionego przygłupa. 
Kot z lekkim zmieszaniem powoli wykonał polecenie. Szczekuszka omal nie prychnęła. Jaka oferma! Dopadła do jego ucha i wbiła w nie ostre kiełki. Smak krwi na jej języku zdecydowanie nie był przyjemny, omal nie zareagowała skrzywieniem się. Jednak to najlepsze na co mogła wpaść. Czasami wręcz żałowała, iż jest niebinarna, tylko dlatego, że przez to nie była w stanie specjalnie nazwać Skazy kotką, czy dziewczyną. Zdecydowanie nienawidziła burego i powinna bez zahamowań używać takiej formy, żeby go zranić. Coś jednak silnie powstrzymywało ją przed nawet dłuższym rozważaniem tego pomysłu i nie cierpiała siebie za to. Postrzegała to tylko i wyłącznie jako słabość. 
Arlekin pisnął, co spowodowało u nich przypływ satysfakcji. Szarpnęły za skórę, którą chwyciły w pysk, ciągnąc do tyłu. Już miały ochotę się zaśmiać, gdy nagle usłyszały zbliżające się kroki. Natychmiast puściły ucho Skazy i obróciły się by ujrzeć tożsamość swojego kata. Wszystkie włoski sierści stanęły jej dęba, gdy okazała się nim być sama Krokus. Widziała już wcześniej taką furię wymalowaną na jej twarzy, ale praktycznie zawsze była ona skierowana wobec Sójki. Szczekuszka zawsze mogła odwrócić wzrok. 
Nie tym razem. 
Skuliła się, podwijając ogon od siebie i wstrzymując oddech. Matka wyrosła przed nią, rzucając cień na miejsce, w którym wcześniej świeciło słońce. 
— Co ty wyprawiasz! — syknęła, pochylając pysk blisko swojej potomkini. — Widzę, że masz wielką ochotę porozmawiać ze mną na osobności. 
Serce podskoczyło czarnej do gardła, kiedy rodzicielka brutalnie chwyciła ją za kark. Szczeknęła zaskoczona nagłym straceniem gruntu spod łap. Krokus ruszyła przed siebie, zapewne zamierzając zanieść je do jakiegoś zaułka. 
To koniec. 
Ich matka wiedziała o wszystkim! I oczywiście postrzegała to jako coś złego, mimo, że kompletnie nie miała racji. Omamiona przez te pasożyty, nie potrafiła ujrzeć prawdy. 
To wszystko ich wina. 
A teraz Szczekuszka została upokorzona przed wrogiem i zaraz pewnie ukarzą ją już do końca życia. Skończy tak jak Sójka! Ze zdewastowaną reputacją, nielubiana, odizolowana od reszty i samotna. Podczas gdy one próbowały tylko ochronić swoją rodzinę! Czemu nikt nie mógł im zaufać? 
Łzy mimowolnie zaczęły spływać jej po policzkach. To żałosne. Powinna to przewidzieć. Powinna przewidzieć ryzyko! 
Po raz pierwszy tak zawiodła. 
Pisnęła, gdy nagle uderzyła o ziemię. Z lęku i wstydu przed burą z całej siły zaciśnięła zacisnęły powieki. Musiała ukryć pod nimi te okropnie zaczerwienione, łzawiące ślepia. 
Rodzicielka jednak nie zamierzała odpuścić. Przewróciła kocię na plecy i położyła łapę na ich szyi. 
— Otwieraj oczy — rozkazała. — I nie becz jak do ciebie mówię. 
Srebrna ostatni raz pociągnęła nosem i wykonała polecenie starszej. Małe ciałko drżało pod jej wielką łapą. 
— Co ty sobie myślisz?! — wrzasnęła cętkowana. — Co gdyby babcia to zobaczyła?! 
— A-ale to Skaza zaczęło! — zapiszczała na swoją obronę, oddychając szybko. 
— Masz jeszcze czelność kłamać mi prosto w mordę? — Przycisnęła małą mocniej do ziemi.— Uważasz mnie za głupią? 
Musiała widzieć całą sytuację! 
Szczekuszka zawyła mimo woli, a jej ciałem wstrząsnęła kolejna fala łez. 
Dostały srogą, okrutnie niesprawiedliwą burę na temat ich zachowania oraz poglądów. Nigdy jej zapomną, choćby chciały. Wniosek jednak był z niej jeden – jeśli chciały pozbyć się adoptowanych, musiały być dyskretniejsze. Sprytniejsze i inteligentniejsze. Przemoc fizyczna zwracała na siebie zbyt wiele oczu, a przynajmniej na razie. 
Mimo okropnego strachu, jakiego wówczas doświadczyły, nie zamierzały poddać się w samym centrum pola bitwy. 
Ponieważ nic nie liczyło się bardziej od pełnego bezpieczeństwa ich i ich rodziny. 

***

Pobyt u obcych istot był okropny. Cały czas chciały ją macać, jakby uważały je za darmową wycieraczkę ich ohydnych łapsk. Odpuścili w pewnym momencie, ale to nie uczyniło egzystencji w tym miejscu dużo lepszej. Karmili je jakimiś suchymi bobkami, które zdecydowanie nie wyglądały atrakcyjnie. Przez pierwsze dni za żadne skarby nie chciała tego nawet tknąć, mimo ciągłego nacisku ze strony Skazy. Wówczas okropnie skręcało się jej w żołądku, ale nie było to też uczucie, do którego nie były przyzwyczajone. Końcowo jednak potrzeba bycia silną fizycznie wygrała nad dumą i kiepskim wyglądem potrawy. 
Skaza z drugiej strony radził sobie świetnie, jakby w ogóle nie przeszkadzało mu utknięcie tutaj. Zmienił nawet swoje imie na te od dwunożnych. Parszywy zdrajca. Zrobiłby to samo co Wypłosz i Blanka, gdyby tylko miał wtedy taką okazję. Co gorsza jeszcze się do niej kleił, jak jakiś nawiedzony. Odpychała go za każdym razem. Nie była jakąś przystanią dla bezdomnych. 
Najbardziej irytującą ich rzeczą, pozostawał jednak fakt, że w tym wieku już dawno powinni mieć ukończony trening. Obecnie byłaby już dorosłą członkinią ich grupy, przydatną i wyszkoloną najlepiej ze wszystkich, o czym zawsze marzyły. Po wielu gorzkich nocach, które spędziły na przeklinaniu własnego losu oraz tej durnej bezsilności, wreszczie doszły do wniosku, że nie mogą tak dłużej wytrzymać. I choć nienawidziły Skazy z całego serca, to przeszło ono szkolenie i powinno być w stanie ich czegoś nauczyć. W końcu Szczekuszka nie śmiałaby szukać reszty rodziny, tylko po to, aby ujrzeli kompletne jej zacofanie oraz brak umiejętności. 
Podeszła śmiało do arlekina, nawet nie myśląc o tym, by dać mu jakiekolwiek wybór. 
— Hej śmieciu. — Uderzyła tą ofermę z całej siły w ramię, podkreślając tym swoją przewagę. — Chcesz się wreszcie na coś przydać?
Zdezorientowany współokator już otworzył pysk, jednak srebrna nie pozwoliła mu wymówić choćby jednej sylaby. 
— Nie odpowiadaj, to nie propozycja. — Uśmiechnęła się krzywo. — Słuchaj, mam dość siedzenia w tej dziurze. Powinnam już dawno zacząć szkolenie, a nie potrafię nawet upolować zwykłej myszy. Ty za to ukończyłoś swoje. — Uniosła znacząco brew. — Jesteś zresztą współodowiedzialna za głód panujący przez księżyce w mojej rodzinie oraz za nieszczęście, jakie nas potem spotkało. Powinnaś się jakoś odkupić, po tym wszystkim co zrobiłaś. Dlatego będziesz mnie uczyć najlepiej jak potrafisz, dopóki stąd się nie wyrwiemy. — Nonszalancko przekrzywiła głowę, świdrując Skazę wzrokiem. — Umowa stoi?

<Mentorze niewolniku?>

[przyznano 5%]