Jej mała przyjaciółeczka zaczęła coraz więcej czasu poświęcać swoim innym znajomym. Nieco zdziwiło to Truskawkę, która nie widziała w niej nikogo innego niż tą zagubioną, nieporadną koteczkę, która będzie trzymać się jej niczym oset ogona. Przecież pointka była starsza, bardziej doświadczona, a do tego wciąż taka… egzotyczna. Nie dość, że nikt nie wyglądał tak jak ona, nikt nie umiał się tak wspinać na drzewa jak ona, tak skakać po gałęziach jak ona… Dlaczego więc Wzorzysta Dal wolała wciąż spoufalać się z tymi kotkami z Klanu Klifu, a w dodatku z siostrą tej jednej Foczej Fali, która zawsze tak strasznie krzywo na nią spoglądała, tak źle o niej mówiła? No dobrze, może i Miłostka nieco się ośmieszyła ostatniego razu, kiedy razem wyszły wspólnie nad Kacze Bajorko, ale bez przesady! Każdy miał prawo się czegoś bać, prawda? A żaby są obślizgłe i paskudne; to całkowicie uzasadniony strach i niechęć! Skrzywiła się na samą myśl, a ciarki przeszły jej po grzbiecie. Momentalnie straciła ochotę na kraba, którego miała pod łapami.
— Hej, Różeńcu, chcesz to dojeść? — zapytała kocura, który siedział nieco dalej wraz z Słonecznym Okiem. Kompletnie nie przejęła się tym, że wcięła im się prosto w środek jakiejś przyjemnej rozmowy. Parka od razu odwróciła się w jej kierunku, a nieco wybity z rytmu srebrny w końcu odezwał się niepewnie.
— O-oh... Tak, jasne, czemu nie. Podzielimy się, co? — zapytał liliowego, który spoglądał na Różeńcowe Serce nieco z góry, nieco zbyt ciepło i dogłębnie, jak na zwykłego przyjaciela.
— Mhm — mruknął starszy wojownik. Szylkretka skinęła głową i kopnęła skorupiaka w ich kierunku. Od razu potem odwróciła głowę i zaczęła wpatrywać się w różne koty po kolei. Widziała Tygrysią Łapę, który wracał ze Świergoczącym Potokiem z treningu; ta chwilowa zmiana lidera na pewno wyjdzie mu na dobre. Dostrzegła końcówkę puchatego ogona Foczej Fali, który wystawał z kociarni; mały Złamanek czaił się na niego mimo widma złości wiecznie skwaszonej matki.
"Kto nazywa tak paskudnie swojego kociaka? I że jeszcze nie zmieniła mu imienia na coś milszego, kiedy stał się jedynakiem" — pomyślała i zadrgały jej wąsy. Było to dla niej całkowicie niezrozumiałe. Ona i jej rodzeństwo mieli takie miłe imiona... Uważała, że imię to w pewnym sensie brama do wnętrza kota i coś, co prowadzi go przez życie w odpowiednim tempie i po odpowiedniej ścieżce. Do czego niby ma doprowadzić to nieszczęsnego malucha jego żałosna nazwa? Do połamania kręgosłupa?
— Hej, Truskawkowe Pole! Chcesz pójść ze mną na spacer? Chcę zebrać dla siebie jakieś kwiaty, zanim Pora Nagich Liści zamrozi je wszystkie — zapytała nagle Wzorzysta Dal, pojawiając się niemal znikąd. Truskawka zlękła się na moment, ale prędko odzyskała zimną krew i swój nonszalancki wyraz pyska i postawę. Przekrzywiła leniwie łebek, patrząc na koleżankę spod ciemnych rzęs.
— Hm... No nie wiem… — mruknęła przeciągle, przyglądając się teraz swoim pazurkom.
— Znaczy jeśli jesteś czymś zajęta-
— Ale skoro tak nalegasz, mój mały Wzorku — wcięła się w zdanie młodszej wojowniczki, wstając i przeciągając się bez jakiegokolwiek pośpiechu. Przy wypinaniu piersi, kiedy jej zad był blisko ziemi, a plecy rozciągały się, przesunęła ogonem pod żuchwą Dali. — Kwiaty to miły pomysł. A pogoda jest ładna, aż żal siedzieć w obozie.
— To prawda! Aż niemożliwym wydaję się, że zaraz wszystko przykryje śnieg — wymruczała kotka, ale zielonooka nawet nie zerknęła w jej kierunku. Oczy skakały jej między innymi kotami, szukając jednego z dwóch futerek, które ją interesowały. Jedno miało odbijać się ogniście, drugie zaś przypominało kamień obrośnięty jasnym, kremowym porostem.
— Tak, tak... Idzie chłod… — rzuciła jedynie, a po tym przez dłuższą chwilę zapanowała cisza. W milczeniu wyszły z obozu, a następnie skierowały się wzdłuż wysokiej linii brzegowej. Chłodny wiatr przypominał o mrozie, który za niedługo ich nawiedzi. W końcu starsza przerwała milczenie. — Hej! Dużo czasu spędzasz w obozie, prawda? Lubisz patrzeć na koty i inne takie, co?
— Nie mam ucznia, więc mam sporo wolnego czasu… Ale ty też, więc nie wiem, czy jest duża różnica… — Zamyśliła się nieco.
— No tak, tak, ale ja też pomagam się uczyć innym kotom, jak się wspinać, wiesz. To trochę, jakbym była mentorką wszystkich uczniów wojowników na raz. To bardzo męczące, a do tego muszę polować, chodzić na patrole i inne takie. Wiesz, nikt nie jest taki zdolny, jeśli chodzi o polowanie na ptaki czy wiewiórki, więc muszę to wykorzystać. To bardzo przyjemne, kiedy inni to zauważają. Bardzo ci polecam mieć coś, w czym jesteś najlepsza; to najbardziej satysfakcjonujące uczucie, jakie można mieć — powiedziała z udawaną niewinnością i szczerością.
"Szkoda tylko, że ty takiej nie masz" — dodała w głowie, ale nigdy nie powiedziałaby tego wprost. Na pyszczku wciąż widniał przesłodzony uśmieszek.
— T-tak, to musi być bardzo miłe — szepnęła Wzorzysta Dal, kiedy powoli docierały do obniżenia terenu. Miały tu odbić w prawo, aby nie schodzić na plaże, gdzie poszukiwanie kwiatów byłoby bez sensu.
— No, ale nie do tego zmierzałam. Chciałam się zapytać, czy może podejrzałaś jakieś nowe… motyle miłości, które latałyby wokół naszych towarzyszy? — zapytała, a kiedy niebieska szylkretka zaczęła się zastanawiać, dodała: — Bo wiesz... Wszyscy wiedzą, że Różeniec i Słoneczne Oko jedzą sobie codziennie razem, co wprawia tego strasznego, wkurzającego Pasterza w szał, ale wiesz... Może coś więcej, coś innego..? Może wiesz coś o Pchełkowym Skoku? W końcu to taka… ładna i miła i pomocna kotka. Na pewno wpadła komuś w oczko, co? — zapytała, a pozytywne cechy owej wojowniczki z trudem przeszły jej przez gardło. Pytanie było bez sensu, bo wiedziała, że o ile nie są partnerstwem, to wojowniczka z zawiniętymi uszkami ciągle kręci się wokół Mirtowego Lśnienia, który miał przecież zakochać się w samej Truskawce, a nie w jakiejś… wywłoce. Chciała się dowiedzieć czegokolwiek, co mogłoby jej pomóc w odsunięciu tej przeszkody ze swojej drogi.
<Wzorka?>