BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzorzysta Łapa x Truskawkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzorzysta Łapa x Truskawkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

19 czerwca 2026

Od Wzorzystej Dali CD. Truskawkowego Pola

Skinęła pospiesznie głową i nerwowo sprawdzając, czy w pobliżu nie było Niebiańskiej Poświaty, odeszła w poszukiwaniu Pchełkowego Skoku.

***

Teraźniejszość

Było późne popołudnie. Właśnie skończyła zbierać kwiaty do dekoracji swojego futra. Teraz całe jej futro usiane było fiołkami. Nie zamierzała jeszcze wracać do obozu. Było nadal za wcześnie. To zostawiało tylko jedną opcję. Czas na ponowne “przypadkowe” zapuszczenie się blisko granicy z Klanem Nocy. Szła brzegiem morza, co chwilę pozwalając falom moczyć swoje łapy. Delektowała się tym spokojem. Nie musiała być blisko Niebo, której zresztą już się tak nie bała. Po prostu wolała jej unikać. Przede wszystkim jednak w tej chwili najbardziej podobała jej się wizja spotkania pięknej Nocniaczki. Rozmarzona szła, co jakiś czas zerkając to na morze, to na las. Wtedy wyczuła zapach kraba. Skierowała wzrok przed siebie i zauważyła go. Był dość duży. Byłaby głupia, gdyby nie skorzystała z okazji. Podkradła się do niego, a następnie rzuciła się pędem w jego kierunku. Nie zdążył uciec. Kiedy tylko złapała go w swoje szczęki, zaczęła tłuc nim o najbliższy odpowiedni kamień. W końcu pancerz skorupiaka się złamał. Ofiara nie żyła. Z krabem w pysku Wzorek podeszła jeszcze bliżej granicy z Klanem Nocy i wskoczyła na znajdujący się tam głaz. Odłożyła kraba przed sobą i sama się położyła.

***

Czekała trochę na Senną Łzę, ale ta nie przychodziła. Znowu. Nie zraziło jej to, ale nadal musiała wrócić do obozu. Może spotkają się innym razem. Wyrzuciła fiołki z futra do morza, zostawiając tylko jeden za uchem, wzięła kraba i wróciła do obozu. Tam postanowiła odwiedzić Truskawkowe Pole w żłobku. Kiedy weszła, położyła kraba przed karmicielką i ukłoniła się lekko.
– Dzień dobry, Truskawkowe Pole. To dla ciebie.

<Truskawka?>

24 maja 2026

Od Truskawkowego Pola CD. Wzorzystej Dali

Powoli zmierzyła szylkretową kotkę wzrokiem. Wiedziała, że z każdą chwilą, która mija, napięcie w jasnym ciałku coraz bardziej się podnosi, buzuje i sprawia, że serce wali w białej piersi szybciej i mocniej. Uśmiechnęła się pobłażliwie, na moment przenosząc ślepka na swoje nieco pobrudzone łapy. Ta zmiana na rudym pyszczku sprawiła, że Wzorzysta Dal rozszerzyła oczy z nadzieją, że jej prośby zostały wysłuchane. 
— Wiesz, Wzorku… — zaczęła, kręcąc pazurem w żwirze, który naleciał do jaskini przy silniejszych podmuchach wiatru. — Ja też nie lubię niektórych kotów. Bardzo nie przepadam za przykładowo Oszronionym Kłem, a zdarza mi się zagryźć zęby i wybrać się na polowanie w grupie, gdzie i ona się znajduje. No, a co z takim Czujnym Pasterzem, którym to nikt nie chce łazić podczas łowów, bo wiecznie coś mu nie pasuje? No i jakbym za każdym razem, kiedy wysyłam patrole, miała wysłuchiwać zażaleń tych, którzy są na tyle odważni czy może zdesperowani, aby faktycznie głośno przekazać mi swoje niezadowolenie, to nigdy nie miałabym z kim wysłać tego pokręconego kretyna. Musisz mnie zrozumieć, że jak rozejdzie się wieść, że można tak łatwo mnie przekonać do zmiany kotów podczas patroli, no to będzie dla mnie koniec dla mojego obrazu zastępczyni z silną łapą i ostatnim słowem. — Pokiwała głową na boki z przymkniętymi ślepiami. Cała nadzieja, którą rozbudził wcześniejszy uśmiech, uleciała z Wzorek. 
— Błagam cię, Truskawkowe Pole — pisnęła żałośnie. — Nikomu nie powiem, że się na takie coś zgodziłaś. Nigdy nie zrobiłabym nic, żeby zaszkodzić twojej reputacji, przecież wiesz... J-ja, ja po prostu nie mogę iść na patrol z Niebiańską Poświatą. 
— Hm... No nie wiem, nie wiem…  Postukała się w brodę pazurem. Przez moment milczała, ale w końcu kontynuowała:  Ja tu dopiero buduję swój wizerunek, a większość wiem, że widzi we mnie jedynie przybłęde z ładnym pyszczkiem... Słyszałam nawet, że krążą jakieś ploteczki, że omamiłam Lśniącą Gwiazdę swoim serduszkiem na nosku. Oj, Wzorku, Wzorku, ale problemik mi zrobiłaś… — Zamyśliła się dramatycznie. Wyglądała, jakby oczy miała całkowicie zamknięte, ale tak naprawdę spoglądała na wojowniczkę spod ciemniejszych rzęs dość dyskretnie. — No, ale jesteś w końcu moją drogą przyjaciółką, a przyjaźń będzie zawsze ważniejsza niż jakaś tam ranga, prawda? — Otworzyła w pełni ślepia i zwróciła pysk ku niebieskookiej. Spoglądała wyczekująco.
— T-tak, chyba tak — mruknęła nieśmiało. 
— To dobrze, że się rozumiemy. To znaczy, że ja też zawsze będę mogła na ciebie liczyć; tak jak ty możesz liczyć na mnie, okej? — Młodsza skinęła łebkiem, coraz bardziej zmieszana. — No ale to nie zmienia faktu, że tylko nakładasz mi zmartwień i zadań, moja kochana Wzorek… Tym razem pozwolę ci pójść z patrolem granicznym prowadzonym przez Różeńcowe Serce, ale będziesz musiała znaleźć sobie w swoim własnym zakresie prędziutko zastępstwo. 
— Oh! Dobrze, jasne, dziękuję! — Ucieszyła się młodsza, ale już po chwili na jej pyszczku znów zawitał nieco bardziej pochmurny wyraz. — A-a kto to by mógł być? Dopiero wróciłam z treningu. Nie zdążyłam się jeszcze rozejrzeć… 
— Sprawdź, czy Pchełkowy Skok przestała już charczeć w legowisku medyczek. Ona może cię zastąpić — zaproponowała prosto z mostu. Była prawie pewna, że widziała niebieską szylkretkę już wczoraj z powrotem w okolicach legowiska wojowników. Wzorzysta Dal skinęła łbem i już miała odchodzić, kiedy zastępczyni zatrzymała ją jeszcze na moment: — A i tak na przyszłość, moja droga… Jeśli masz jakieś… problemy z innymi kotami, to ja bardzo chętnie cię wysłucham. Pamiętaj, dobrze? — zaproponowała z uśmiechem. Może nie interesowała się zbytnio faktycznym stanem psychicznym koleżanki, ale na wielki Klan Gwiazdy... Jakże uwielbiała plotki i ploteczki.

<Wzorkaaa?>

Wyleczeni: Pchełkowy Skok

Od Wzorzystej Dali CD. Truskawkowego Pola

Nagle poczuła się dziwnie niekomfortowo. Nie to, żeby przed chwilą czuła się spokojnie. Teraz po prostu to uczucie się spotęgowało. Nie przepadała za wypominaniem jej pochodzenia. Skutki wyśmiewania podczas czasów uczniowskich. Wolała myśleć, że się tu urodziła. Do tego konkretnie słowo “przybłędy” budziło u niej złe skojarzenia.
– To… dobrze… Wiesz… ja już sobie pójdę… masz dużo rzeczy na głowie… Do zobaczenia innym razem! – wybełkotała to dziwnie wydłużone pożegnanie i zanim pointka zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, zniknęła jej z oczu.

***

Niedługo po zerwaniu z Niebem, przed ciążą Truskawki

Gdyby mogła, byłaby poza obozem przez cały czas. Sama świadomość, że Niebiańska Poświata miała swoje posłanie po drugiej stronie legowiska wojowników, sprawiała, że futro na karku jej się jeżyło. Starała się jej unikać jak ognia. Nie chciała po raz kolejny ujrzeć tej furii w jej oczach, a im bliżej siebie były, tym bardziej prawdopodobne to było. Nadal ciągle zastanawiała się, w czym popełniła błąd. Próbowała odgonić natrętne myśli, ale rzadko jej się to udawało. Przynajmniej doszła do wniosku, że raczej nie jest złym kotem. Nadal jednak nie czuła się wystarczająco pewnie, by zacząć się rozglądać za kimś innym. Bała się, że to też zepsuje. No i bała się też reakcji byłej partnerki. Dlatego jej dni wyglądały tak: rano szła na trening z Jajeczną Łapą, po powrocie słuchała, czy nie została wybrana na jakiś patrol, a jeżeli miała czas wolny, wychodziła na spacer po terenach. Tak też było teraz.
– Możesz już iść odpocząć, Jajeczna Łapo – pożegnała się z terminatorką i weszła w tłum kotów, czekających na rozdzielenie do wieczornych patroli.
– Patrol łowiecki: Wzorzysta Dal, Drzemiące Słońce, Gołębi Puch i Niebiańska Poświata – usłyszała głos zastępczyni. Źrenice od razu jej się rozszerzyły, a serce zaczęło bić szybciej. Nie. Nie, nie, nie, nie! Panicznie rozejrzała się po tłumie i zlokalizowała Niebo. Jak najszybciej oddaliła się od niej i całej grupy. Musiała coś zrobić! Nie mogła z nią pójść na patrol! Nie mogła też po prostu nie pójść. Poczekała, aż Truskawka skończy i tłum się rozejdzie. Pointka również odeszła w bardziej ustronne miejsce obozu. Musiała działać. I to szybko. Podeszła do niej, starając się zachować uśmiech.
– Dzień dobry, Truskawkowe Pole – przywitała się i uprzejmie skinęła głową. – Mogę zająć chwilkę?
Tortie uśmiechnęła się. Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście się cieszyła, czy po prostu wiedziała, że Wzorek do niej przyjdzie.
– Oczywiście, o co chodzi?
– Wiesz… bo przydzieliłaś mnie na patrol z Niebiańską Poświatą… Nie chcę podważać twojego autorytetu… jesteś zastępczynią i w ogóle… ale… my ostatnio niezbyt się dogadujemy i… – plątała się w słowach. – Nie każ mi iść z nią na patrol. Proszę – wyszeptała desperacko.

<Truskawko? Podnóżek ma prośbę>

13 maja 2026

Od Truskawkowego Pola CD. Wzorzystej Dali

Rozbawienie rozlało się po jej ciele, kiedy ujrzała zmieszany pyszczek Wzorzystej Dali. Panika, która niemal odebrała jej śline i zacisnęła pazury na gardle, dodała jej samej nieco animuszu i pewności siebie. Wąsy jej zadrgały, a na mordkę wpłynął pobłażliwy uśmieszek. 
— Oh, moja droga, a po co ty od razu z tymi grzecznościami, co? — zapytała, a jej ogon od razu odnalazł grzbiet niebieskookiej. Pogłaskała ją kilka razy, a następnie, kiedy nie dostała odpowiedzi wystarczająco prędko, ponagliła: — No? 
— To chyba tak teraz wypada, Truskawkowe Pole… — mruknęła, wciąż bardzo niepewna tego, z kim tak naprawdę ma doczynienia. 
— Oj, znowu, że niby wypada. — Machnęła łapą, przymykając ślepia. — No przestań już, bo jak tak dalej pójdzie, to cie wymienie na kogoś, kto ma więcej luzu od ciebie — zażartowała, chociaż dobrze wiedziała, co faktycznie miała na celu wywołać używając uwagi tego typu. 
— No nie wiem... Wszyscy będą się do ciebie zwracać z szacunkiem, a ja? — Przekrzywiła łebek. 
— Uwierz, że zanim ktokolwiek zacznie mi bić jakieś pokłony czy całować łapki, to jeszcze dużo czasu minie. Ba! Ja mogę nawet tego nie dożyć. — Tu akurat była szczera i z młodszą koleżanką, i z samą sobą. Wiedziała, że na pewno w Klanie Klifu ma teraz więcej przeciwników niż zanim została zastępczynią. Wiedziała, że było w szeregach wiele innych kotów, które były lepiej przygotowane do pełnienia tej posady. No ale oni nie mieli jej uroku osobistego i umiejętności interpersonalnych, dzięki którym owinęła sobie wokół łapki nowego lidera, zanim ten jeszcze w ogóle miał jakiekolwiek możliwości wspięcia się na tron. Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że tak naprawdę fakt, że została wyróżniona, miał swoje źródło w takim samym toku myślenia, do którego doszedł Lśniąca Gwiazda. Stety lub niestety, ale miał on rację; Truskawka nie miałaby jakiegokolwiek celu w sprzeciwianiu się mu. Może i nie należała do najbardziej błyskotliwych kotów, ale była na tyle kumata, że zdawała sobie sprawę z tego, że prócz rudego kocura, swojego brata i może właśnie Wzorzystej Dali, która była zwyczajnie zbyt w nią wpatrzona, nie miała praktycznie nikogo, kto by się za nią wstawił w złej chwili. Była całkowicie zdana na innych. Zwłaszcza na przywódce. Nie mogła sobie pozwolić na samowolkę czy robienie czegoś, co chociaż było zgodne z jej poglądami i osądami, mogłoby nie spodobać się Lśniącej Gwieździe. On nie był jej bratem. On nie był gotowy wskoczyć za nią w nieznane tylko po to, aby nie wpadła pod potwora dwunożnych lub nie skończyła jako pokarm dla lisów. On nie był czymś pewnym. 
— Na pewno dostrzegą, że jesteś świetna! — wtargnęła Wzorek. — W końcu Mirto- Lśniąca Gwiazda miał jakiś konkretny powód, że cię wybrał, prawda? Na pewno bardzo ci ufa, a to najważniejsze. Wystarczy, że będziesz odpowiedzialnie wykonywać swoje obowiązki i... — zacięła się. Słowa wypowiadała prędko, nieco niezgrabnie, jakby bała się, że Truskawce zaraz wszystko się odwidzi i znienawidzi ją za te braki w elokwencji, na które przecież sama przed sekundą jej pozwoliła ze szczerym sercem. 
— To, to ja wiem. Ale wiesz, jest to, o czym my dwie akurat wiemy obie bardzo dobrze, co nie? — Wpatrywała się w niebieskie oczka wymownie, jakby czekała, aż młodsza odczyta jej myśli. 
— O-o czym?
— Jesteśmy przybłędy. I ty, i ja, i też wielu innych, z którymi dzielimy legowisko, a na których "prawowite" Klifiaki, a przy tym też taka Jaskółka, zawsze patrzyły z góry. Wiesz, co to znaczy, że ktoś taki jak ja został tak wyróżniony? — Zrobiła dramatyczną pauzę i mówiła dalej, nachylając się nieco w dół, aby dodać swoim słowom tajemniczości. — To znaczy, że wstępujemy na wygraną pozycję, moja droga…
W sumie nawet nie wiedziała, jaki sens miała cała ta rozmowa. Nie było jej w Klanie Klifu źle, a na pewno nie z powodu jej połowicznie Owocowego pochodzenia. Wiadomo, widziała, jak patrzy na nią taka Oszroniony Kieł, ale z drugiej strony ona na większość kotów patrzyła w taki nieprzyjemny sposób, a dodatkowo była niesamowicie szpetna, więc Truskawka czuła względem niej nieco… zrozumienia; też byłaby taka na wszystko wściekła, gdyby miała taki paskudny pysk. Z drugiej strony znała, głównie od Jagniecego Ukłony, historie o bardzo nieprzyjemnym traktowaniu, którego była ofiarą. Nie żeby jakoś szczególnie obchodziło ją to w teorii, ale lubiła medyczkę i wiedziała, że jeśli istniał na tych terenach kot, który nie zasłużył na złe słowa, to była nim właśnie kremowa staruszka. Obce korzenie były jedną z niewielu rzeczy, które łączyły obie szylkretki, a więc może okażą się dobrym punktem zaczepienia. Zwłaszcza teraz po awansie Truskawki, kiedy Wzorek najwidoczniej zaczęła zastanawiać się, czy owa znajomość dalej ma taki sam sen co wcześniej.

<Wzorzystaaaa?>

23 kwietnia 2026

Od Wzorzystej Dali CD. Truskawkowego Pola

Zamarła na chwilę. Miała obgadywać Pchełkowy Skok? Nie… Nie mogła tego zrobić. Mniejsza, że nie miała żadnych rzetelnych informacji, Pchełkowy Skok była jej koleżanką, chodziły razem na spacery. To nie w porządku…
– Wiesz, to byłoby plotkowanie… – odparła zmieszana. Od razu przerzuciła swoją uwagę na kwiaty.
– Myślisz, że te astry by mi pasowały? – zapytała, próbując zmienić temat. Ruda nawet na nie nie spojrzała.
– Tak, tak mogą być. Naprawdę nic o Pchełce nie słyszałaś? Te twoje koleżanki nic ci nie mówią?
Zmarszczyła brwi i napięła się. Koleżanki mówiły jej dużo! Nie ukrywały nic przed nią! Przecież się lubiły! Uspokoiła się jednak. Truskawka na pewno nie miała nic złego na myśli. Po prostu jest bardzo ciekawa. W sumie… mogłaby jej powiedzieć… To nic złego… W końcu z Truskawką była dużo bliżej… Pchełka na pewno by zrozumiała… albo i nie, w końcu nie musiała wiedzieć.
– To ty nie wiesz, że jej się podoba Mirtowe Lśnienie? Wszyscy o tym mówią!

* * *

Nie wiedziała, jak się z tym wszystkim czuć. Wcześniej nie zwracała uwagi na sprawy polityczne. W końcu Jaskółka miała być pierwszym nowym przywódcą, odkąd ją tu przywiało. Jednak druga zmiana w tak krótkim czasie była dziwna. Starała się tym nie przejmować. W końcu wszystko było dobrze. Była jeszcze inna sprawa, przez którą czuła się nieswojo. Zawsze trzymała się jak najdalej od władzy i związanych z nią kotów. W ten sposób czuła się komfortowo i bezpiecznie. Wolała myśleć o plotkach i o tym, jakich kwiatów będzie szukać na następnym spacerze, a nie o władzy i strategiach dyplomacyjnych. Zawsze myślała też, że władzę będą miały koty dużo starsze od niej, z którymi i tak nie zamierzała rozmawiać. A tu niespodzianka. Truskawkowe Pole została zastępczynią. Teraz nie wiedziała, co robić. Stresowała się. Czy nadal będą mogły się przyjaźnić, czy koleżanka będzie miała już ważniejsze sprawy na głowie? A jeżeli nadal będą utrzymywały kontakt, to jak bardzo ich relacja się zmieni? Dla świętego spokoju wolałaby już się do niej nie odzywać. Ale z drugiej strony na samą taką myśl było jej smutno. No i nie zamierzała sobie robić wroga z zastępczyni. Truskawka też mogłaby poczuć się urażona. Siedziała w obozie, starając się nie patrzeć w miejsca, gdzie mogła przebywać kotka. Kontakt wzrokowy w tym momencie byłby zbyt wymagający. Nagle tuż zza swoich pleców usłyszała:
– Wzorzysta Dali!
Krew zmroziła jej się w żyłach. Co robić? Mówić jak do przełożonej czy jak do koleżanki? Jej ciało postanowiło w tym momencie kliknąć wszystkie guziki naraz. Jednocześnie uśmiechnęła się (być może za szeroko), obróciła się do zastępczyni i powiedziała (zdecydowanie zbyt szybko):
— Tak jest, Truskawkowe Pole?

<Truskawa?>

15 kwietnia 2026

Od Truskawkowego Pola CD. Wzorzystej Dali

Jej mała przyjaciółeczka zaczęła coraz więcej czasu poświęcać swoim innym znajomym. Nieco zdziwiło to Truskawkę, która nie widziała w niej nikogo innego niż tą zagubioną, nieporadną koteczkę, która będzie trzymać się jej niczym oset ogona. Przecież pointka była starsza, bardziej doświadczona, a do tego wciąż taka… egzotyczna. Nie dość, że nikt nie wyglądał tak jak ona, nikt nie umiał się tak wspinać na drzewa jak ona, tak skakać po gałęziach jak ona… Dlaczego więc Wzorzysta Dal wolała wciąż spoufalać się z tymi kotkami z Klanu Klifu, a w dodatku z siostrą tej jednej Foczej Fali, która zawsze tak strasznie krzywo na nią spoglądała, tak źle o niej mówiła? No dobrze, może i Miłostka nieco się ośmieszyła ostatniego razu, kiedy razem wyszły wspólnie nad Kacze Bajorko, ale bez przesady! Każdy miał prawo się czegoś bać, prawda? A żaby są obślizgłe i paskudne; to całkowicie uzasadniony strach i niechęć! Skrzywiła się na samą myśl, a ciarki przeszły jej po grzbiecie. Momentalnie straciła ochotę na kraba, którego miała pod łapami. 
— Hej, Różeńcu, chcesz to dojeść? — zapytała kocura, który siedział nieco dalej wraz z Słonecznym Okiem. Kompletnie  nie przejęła się tym, że wcięła im się prosto w środek jakiejś przyjemnej rozmowy. Parka od razu odwróciła się w jej kierunku, a nieco wybity z rytmu srebrny w końcu odezwał się niepewnie. 
— O-oh... Tak, jasne, czemu nie. Podzielimy się, co? — zapytał liliowego, który spoglądał na Różeńcowe Serce nieco z góry, nieco zbyt ciepło i dogłębnie, jak na zwykłego przyjaciela. 
— Mhm — mruknął starszy wojownik. Szylkretka skinęła głową i kopnęła skorupiaka w ich kierunku. Od razu potem odwróciła głowę i zaczęła wpatrywać się w różne koty po kolei. Widziała Tygrysią Łapę, który wracał ze Świergoczącym Potokiem z treningu; ta chwilowa zmiana lidera na pewno wyjdzie mu na dobre. Dostrzegła końcówkę puchatego ogona Foczej Fali, który wystawał z kociarni; mały Złamanek czaił się na niego mimo widma złości wiecznie skwaszonej matki. 
"Kto nazywa tak paskudnie swojego kociaka? I że jeszcze nie zmieniła mu imienia na coś milszego, kiedy stał się jedynakiem" — pomyślała i zadrgały jej wąsy. Było to dla niej całkowicie niezrozumiałe. Ona i jej rodzeństwo mieli takie miłe imiona... Uważała, że imię to w pewnym sensie brama do wnętrza kota i coś, co prowadzi go przez życie w odpowiednim tempie i po odpowiedniej ścieżce. Do czego niby ma doprowadzić to nieszczęsnego malucha jego żałosna nazwa? Do połamania kręgosłupa? 
— Hej, Truskawkowe Pole! Chcesz pójść ze mną na spacer? Chcę zebrać dla siebie jakieś kwiaty, zanim Pora Nagich Liści zamrozi je wszystkie — zapytała nagle Wzorzysta Dal, pojawiając się niemal znikąd. Truskawka zlękła się na moment, ale prędko odzyskała zimną krew i swój nonszalancki wyraz pyska i postawę. Przekrzywiła leniwie łebek, patrząc na koleżankę spod ciemnych rzęs. 
— Hm... No nie wiem… — mruknęła przeciągle, przyglądając się teraz swoim pazurkom.
— Znaczy jeśli jesteś czymś zajęta-
— Ale skoro tak nalegasz, mój mały Wzorku — wcięła się w zdanie młodszej wojowniczki, wstając i przeciągając się bez jakiegokolwiek pośpiechu. Przy wypinaniu piersi, kiedy jej zad był blisko ziemi, a plecy rozciągały się, przesunęła ogonem pod żuchwą Dali. — Kwiaty to miły pomysł. A pogoda jest ładna, aż żal siedzieć w obozie. 
— To prawda! Aż niemożliwym wydaję się, że zaraz wszystko przykryje śnieg — wymruczała kotka, ale zielonooka nawet nie zerknęła w jej kierunku. Oczy skakały jej między innymi kotami, szukając jednego z dwóch futerek, które ją interesowały. Jedno miało odbijać się ogniście, drugie zaś przypominało kamień obrośnięty jasnym, kremowym porostem. 
— Tak, tak... Idzie chłod… — rzuciła jedynie, a po tym przez dłuższą chwilę zapanowała cisza. W milczeniu wyszły z obozu, a następnie skierowały się wzdłuż wysokiej linii brzegowej. Chłodny wiatr przypominał o mrozie, który za niedługo ich nawiedzi. W końcu starsza przerwała milczenie. — Hej! Dużo czasu spędzasz w obozie, prawda? Lubisz patrzeć na koty i inne takie, co?
— Nie mam ucznia, więc mam sporo wolnego czasu… Ale ty też, więc nie wiem, czy jest duża różnica… — Zamyśliła się nieco.
— No tak, tak, ale ja też pomagam się uczyć innym kotom, jak się wspinać, wiesz. To trochę, jakbym była mentorką wszystkich uczniów wojowników na raz. To bardzo męczące, a do tego muszę polować, chodzić na patrole i inne takie. Wiesz, nikt nie jest taki zdolny, jeśli chodzi o polowanie na ptaki czy wiewiórki, więc muszę to wykorzystać. To bardzo przyjemne, kiedy inni to zauważają. Bardzo ci polecam mieć coś, w czym jesteś najlepsza; to najbardziej satysfakcjonujące uczucie, jakie można mieć — powiedziała z udawaną niewinnością i szczerością. 
"Szkoda tylko, że ty takiej nie masz" — dodała w głowie, ale nigdy nie powiedziałaby tego wprost. Na pyszczku wciąż widniał przesłodzony uśmieszek. 
— T-tak, to musi być bardzo miłe — szepnęła Wzorzysta Dal, kiedy powoli docierały do obniżenia terenu. Miały tu odbić w prawo, aby nie schodzić na plaże, gdzie poszukiwanie kwiatów byłoby bez sensu. 
— No, ale nie do tego zmierzałam. Chciałam się zapytać, czy może podejrzałaś jakieś nowe… motyle miłości, które latałyby wokół naszych towarzyszy? — zapytała, a kiedy niebieska szylkretka zaczęła się zastanawiać, dodała: — Bo wiesz... Wszyscy wiedzą, że Różeniec i Słoneczne Oko jedzą sobie codziennie razem, co wprawia tego strasznego, wkurzającego Pasterza w szał, ale wiesz... Może coś więcej, coś innego..? Może wiesz coś o Pchełkowym Skoku? W końcu to taka… ładna i miła i pomocna kotka. Na pewno wpadła komuś w oczko, co? — zapytała, a pozytywne cechy owej wojowniczki z trudem przeszły jej przez gardło. Pytanie było bez sensu, bo wiedziała, że o ile nie są partnerstwem, to wojowniczka z zawiniętymi uszkami ciągle kręci się wokół Mirtowego Lśnienia, który miał przecież zakochać się w samej Truskawce, a nie w jakiejś… wywłoce. Chciała się dowiedzieć czegokolwiek, co mogłoby jej pomóc w odsunięciu tej przeszkody ze swojej drogi. 

<Wzorka?>

27 marca 2026

Od Wzorzystej Dali CD. Truskawkowej Łapy (Truskawkowego Pola)

Co miała zrobić? Przecież żaba już uciekła, więc problem znikł. Najwyraźniej Truskawka tak tego nie widziała. Pointka stała tam jakby widziała ducha.
– Co się dzieje?
Zero. Brak odpowiedzi.
– Może lepiej będzie, jak wrócimy do obozu...? – zaproponowała. Tortie niemrawo kiwnęła głową i obie zawróciły, żeby pójść dokładnie tam, skąd przed chwilą przyszły. Wzorek położyła po sobie uszy. Naprawdę liczyła na mile spędzony czas z koleżanką. Czemu wszystko musiało się zawsze psuć? Normalnie zwaliłaby winę na siebie, ale trudno było kontrolować wyskakujące znikąd żaby. Tylko w takim razie co poszło nie tak?

***

Ostatnio zauważyła, że spędzała dużo mniej czasu z Truskawkowym Polem niż przed jej mianowaniem. Nie wiedziała, czy to przez incydent z żabą, czy po prostu bardziej zbliżyła się do swojej grupki znajomych. Tak czy siak nie chciała porzucać koleżanki. Nawet jeżeli ich rozmowy były raczej na zasadzie “kot z monologiem i jego słuchacz”. Tak więc kiedy akurat miała dość dużo wolnego czasu i wreszcie zlokalizowała rudą od razu przeszła do rzeczy.
– Hej, Truskawkowe Pole! Chcesz pójść ze mną na spacer? Chcę zebrać dla siebie jakieś kwiaty, zanim Pora Nagich Liści zamrozi je wszystkie – uśmiechnęła się. Miała nadzieję, że kotka przyjmie jej ofertę. Nie chciała, żeby ich znajomość rozpadła się przez jednego “przerażającego” płaza.

<Truskawa? Idziemy na zbieranie kwiatków? Tym razem bez żab (mam nadzieję)>

05 marca 2026

Od Truskawkowej Łapy CD. Wzorzystej Dali

Musiała w jakiś sposób wkręcić się głębiej w towarzystwo Klanu Klifu. Wiedziała, że koty patrzą na nią i na jej brata nieco nieprzychylnie i nie mogła im się tak naprawdę dziwić. Była przybłędą z Owocowego Lasu, która przylazła do nich tylko dlatego, że jej ojciec zagrzał u nich miejsce na jakiś czas. W dodatku musiała siedzieć w legowisku uczniów. To była jedna z bardziej żenujących rzeczy, do jakich została zmuszona. Sekrecik próbował ją uspokajać, kiedy zdarzało im się pozostać na kilka chwil we dwójkę. Wkładał jej ogon do pyska w uciszającym geście, kiedy ta zaczynała mówić na patrolach o rzeczach, które najpewniej nie zmalowałyby ich w pozytywnym świetle. Gdyby nie brat, to najpewniej już dawno by ją wyrzucili do morza lub prosto na granice z jakimś innym klanem.
Dlatego znalazła sobie swoją nową ofiarę. O ile było wiele innych kotów, z którymi znajomość mogłaby wynieść jej reputację i status trochę wyżej, to postanowiła na razie zapewnić sobie jakiekolwiek towarzystwo. Wzorzysta Dal, którą poznała jeszcze jako Wzorzystą Łapę, była wręcz idealna. Przypominała jej nawet trochę Kruszynkę. Nie miała silnego charakteru, więc podporządkowanie jej sobie było tylko kwestią kilku uderzeń serca, zwłaszcza że o ile kotka była częścią Klanu Klifu dłużej niż para pointów, tak zdecydowanie nie cieszyła się jakąś ogromną popularnością. Wszystko szło zgodnie z planem.
Szło, dopóki nad Kaczym Bajorkiem, gdzie przycupnęły sobie na moment podczas spaceru (nielegalnego, ale Truskawkowa Łapa nie interesowała się głupimi zasadami, w końcu jej mentor był niemal w tym samym wieku, co ona) nie zobaczyły głupiej, obślizgłej i rozrechotanej paskudy. Najeżyła się niemal automatycznie, nie miała na to wpływu. Sama myśl o żabach sprawiała, że miała ochotę zwymiotować. Były mokre i śliskie, a do tego rozdymały się przeokropnie. A ten ich gardłowy śmiech, który czasem można usłyszeć w nocy... Mrozi krew w żyłach...
— Coś się stało, Truskawkowa Łapo? — zapytała Wzorek, która przez większość spaceru trzymała język za zębami. Miłostka nawet tego nie zauważyła. I tak niekoniecznie interesowało ją, co ma do powiedzenia. Wolała mówić, a nie słuchać.
— Patrz! — burknęła groźnie, wskazując na burą żabkę, która przesiadywała spokojnie na płyciźnie. Jedynie jej czarne oczka były dobrze widoczne.
— To żaba... Raczej nie groźna, nietrująca... — Przekręciła nieco łebek.
— Jest szkaradna! — prychnęła, kładąc uszy po sobie. Uderzyła ogonem o trawę, która otaczała zbiornik wodny. Szelest był znacznie głośniejszy, niż się początkowo spodziewała, a płaz nagle wyskoczył przed siebie, spłoszony hałasem. Pointka zjeżyła się nagle jeszcze bardziej i syknęła. Zamknęła oczy i zrobiła krok do tyłu, chcąc uciec przed żabą, mimo że ta nawet nie odskoczyła w jej kierunku. Miała wrażenie, że lepkie paluszki wspinają jej się po karku, a rechotanie dobiega prosto za jej uszu. Nie mogła się powstrzymać; zaczęła próbować ściągnąć z siebie wyimaginowanego agresora, który tak naprawdę już dawno ukrył się gdzieś w wysokiej trawie.

<Wzorzysta Dal?>

23 lutego 2026

Od Wzorzystej Łapy (Wzorzystej Dali) CD. Truskawkowej Łapy

Jej wewnętrzny kociak zaczął piszczeć i skakać z radości. Koleżanka? Nowa koleżanka! Czyli chyba nie wyszła na głupią! W jej oczach zamigotały iskierki szczęścia. Nie była w stanie nic powiedzieć. Po prostu patrzyła się na Truskawkową Łapę jak zahipnotyzowana.— Halo? Koleżanko? Chyba nic ci się nie stało, jak się wywróciłaś? — zażartowała czarna. Wzorek potrząsnęła głową i zaśmiała się nerwowo.
— Nie… wszystko dobrze.
Starsza popatrzyła na nią trochę jakby z niedowierzaniem, po czym przestała.
— No nic. Następnym razem pokaż mu, że się nie dajesz.

***

Od tamtej interakcji Truskawka częściej podchodziła do niej i narzekała na różne swoje problemy, typu wkurzających kotów, z którymi miała okazję porozmawiać. Wzorek nie wiedziała zazwyczaj co odpowiedzieć, więc po prostu przytakiwała. Może ich znajomości nie dało się nazwać przyjaźnią, ale przynajmniej miała znajomą, która nie była takim przegrywem jak ona sama.
— Hej, Wzorzysta Dal! — przywitała się pointka. Szylkretka odwróciła się w jej stronę. Ciekawe, co miała do powiedzenia tym razem.
— Chcesz iść na spacer?
Wzruszyła ramionami. W sumie czemu nie? I tak nie miała zbyt wiele do roboty. Przez chwilę chciała zapytać się kotki co na to jej mentor. W końcu Truskawkowa Łapa nadal była tylko uczennicą. Szybko jednak wyrzuciła tę myśl z głowy. Przecież nie mogła zachowywać się jak jakaś sztywna starsza. Co by pomyślała jej koleżanka? Bez słowa wstała i zaczęła iść w stronę wyjścia. Przez całą drogę średnio słuchała kotki. Co jakiś czas pomrukiwała albo potakiwała. Szła, gdzie ją łapy poniosą. A tak się składa, że poniosły ją nad Kacze Bajorko. Tam się zatrzymała. Nie chciała wchodzić na teren Złotych Kłosów, ponieważ teraz kiedy pogoda ocieplała się, dwunożni mieli tendencję do wjeżdżania tam swoimi wielkimi potworami. Usiadła przed jeziorkiem, nadal słuchając paplaniny starszej. Nagle ta urwała. Zdziwiona Wzorek popatrzyła na nią, żeby zobaczyć koleżankę z nastroszonym futrem i wygiętym w łuk grzbietem. Jej oczy były utkwione w jednym punkcie. Punktem tym był mały płaz — żaba.

<Miłostka?>

01 lutego 2026

Od Truskawkowej Łapy CD. Wzorzystej Łapy

Wyzdrowiała już, podobnie co Wędrująca Łapa. Mogła wychodzić z legowiska medyczek, ale z jakiegoś głupiego powodu nie pozwalano jej samodzielnie opuszczać obozu, tak, jakby była tylko głupim, bezbronnym kociakiem. Chociaż czuła się już zdecydowanie dobrze, problemy z uchem były przeszłością, a nawet zaczęli treningi z Mirtowym Lśnieniem, który okazał się być kocurem w niemal takim samym wieku, co oni... wszystko wcale nie układało się lepiej. Była znudzona. Była zła, że jest traktowana nie tylko jak zwykły uczeń, ale też jako dzikus i agresor. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, ale Owocowy Las faktycznie musiał być dość... niekoniecznie lubiany po tej stronie lasu. Wiedziała, że różnią się wiarą i nieco zasadami, którę wyznają, ale... żeby aż tak krzywo na nich patrzeć? Najbardziej wkurzał ją fakt, że jeśli chodziło o wiarę Sekrecik i Miłostka nigdy nie wyznawali Wszechmatki, a ojciec sam próbował w jakiś swój szczególny sposób zainteresować ich Gwiezdnymi. Gdyby Truskawka miała wybierać, nawet kiedy była jeszcze Owocniaczką, raczej chyliłaby się ku Klanowi Gwiazdy.
Tego dnia wrócili dość wcześnie z powodu paskudnych opadów śniegu, który oblepił ich futro niemal całkowicie. Mróz szczypał ich w nos, a wiatr dął znad rozhuczanego morza. Nie było sensu kontynuować szkolenia, jeśli jedyne, co mieli przed ślepiami to biała ściana. Nie złapali niczego, nie dowiedzieli się niczego, nie poznali niczego. Cały dzień był stratą czasu i sił. Wędrująca Łapa skierował się do legowiska medyczek, aby poprosić o coś na wzmocnienie; nie miał zamiaru kusić losu i nadwyrężać kruchego jeszcze zdrowia. Truskawkowa Łapa za to jedyne, o czym myślała to pusty brzuch. Prychnęła pod nosem, kiedy rudy wojownik posłał jej karcące spojrzenie.
"Pod ogon niech wsadzą sobie ten swój kodeks... Nie moja wina, że zwierzyna się pochowała. Próbowałam polować" — pomyślała i przewróciła oczami. Będzie musiała to jakoś przeboleć lub przeczekać opady licząc, że jeśli się rozpogodzi, Mirtowe Lśnienie zgodzi się, aby poszła na samodzielne łowy, aby zdobyć prawo do nakarmienia samej siebie. "Co za idiotyzm..."
Nie chciała wracać do legowiska, gdzie czuła się jak emerytka. Inni terminatorzy ją wkurzali. Byli infantylni i zachowywali się na swój wiek, co mimo wszystko umiała krytykować, mimo że nie była to ich wina. Nawet najstarsza Świetlista Łapa była wkurzająca. Postanowiła poczekać, aż brat wróci.
"Do czego to doszło, że to Sekrecik jest najsensowniejszym towarzyszem, na jakiego mogę liczyć" — westchnęła i machinalnie zaczęła spacerować po obozie. Nagle jej uwaga przeniosła się na legowisko starszych, z którego dobiegały krzyki. Znała ten piskliwy, wkurzający głos. Pasterzowa Łapa i jej nie dawał spokoju, więc chciała wiedzieć, czy dalej nawija o tym samym, czy może znalazł sobie nowy powód, aby wszystkim uprzykrzać życie.
Nie zdążyła nawet całkowicie zajrzeć do emerytów, a już poczuła jak staję na przesiąkniętej smrodem i innymi... wydzielinami, kulce mchu. Spojrzała z góry na niebieskooką postać, którą ten rozwrzeszczany dzieciak wciąż trzymał za łapę. Przeniosła zielone ślepia na niego i zmarszczyła nos.
— Czy ty kiedykolwiek się zamykasz? Mam wrażenie, że nawet we śnie słyszę twój nieprzerwany jazgot — powiedziała, a jej głos niemal ociekał z wyższości i zażenowania. Pasterzowa Łapa przeniósł swoje ciemne ślepia na nią i prychnął, nie robiąc sobie nic z tony pointki.
— Zobaczymy, czy będziesz taka hop do przodu, kiedy zaczniesz się dusić od kaszlu! Nie zadzieraj nosa, bo nosisz się po obozie, jakbyś od zawsze tu była! — warknął na nią.
— Pasterzowa Łapo, na litość Klanu Gwiazdy przestań wrzeszczeć — wycharczał Stokrotkowa Pieśń, próbując ułożyć się wygodniej. — Śmiałe słowa wypowiadasz jak na kogoś, kto sam nie urodził się w Klanie Klifu.
— Może nie, ale jestem tu dłużej od niej! — Wskazał pazurem na kotkę.
— I dalej masz mleko pod nosem i mech we łbie — zaczęła Truskawkowa Łapa. — Wyłaź stąd i zostaw wszystkich w spokoju na przynajmniej jeden wieczór, ty wyjący baranie. — Złapała go za kark i z łatwością wyszarpała z legowiska. Młodszy terminator pisnął, kiedy dawna zwiadowczyni wyrzuciła go poza jaskinie. — Wróć, jak wydoroślejesz.
Kremowy kocurek prychnął i faktycznie odszedł, obrażony, podnosząc łebek. Przynajmniej jego miała z głowy na jakiś czas. Przeniosła wzrok na Wzorzystą Łapę, która zdążyła wstać i otrzepywała się teraz z resztek suchego mchu, na który padła.
— Zaraz cały klan będzie przez niego siwy — mruknęła Truskawkowa Łapa nieco do starszych, nieco do drugiej szylkretki.
— Uważaj na takie odważne ruchy, boś jeszcze nie zdążyła zagrzać tu miejsca w legowisku, Truskawkowa Łapo — powiedziała poważnie Bożodrzewny Kaprys. Pointka jedynie wzruszyła ramionami i machnęła ogonem. Nie potrzebowała rad kotów, które i tak zaraz wyzioną ducha.
— Nie będę pozwalać jakiemuś podrostkowi jazgotać mi do ucha. A ty? Coś nieźle cię załatwił, chociaż dorasta do połowy karku — zwróciła się do Wzorek. — Jak dasz takim wejść sobie na głowę, to już nigdy nie zejdą. Zaufaj dużej koleżance, bo dużo w życiu już widziała.

<Wzorzysta?>

31 stycznia 2026

Od Wzorzystej Łapy Do Truskawkowej Łapy

Wróciła właśnie do obozu z treningu. Powoli zaczynała mieć tak dość swojej mentorki, jak (przynajmniej według niej) ona miała jej dość od księżyców. Nie, żeby jakoś bardzo nie lubiła Gołębiego Puchu. Po prostu ich relacja była… skomplikowana. Gołąb robiła się przy niej dziwnie nerwowa i coraz rzadziej zabierała ją na treningi z innymi uczniami, co według Wzorek znaczyło, że się jej wstydzi. No i przede wszystkim chodziło o to, że Wzorek miała już dość bycia “Łapą”. Chciała być już Wzorzystą Myślą, Wzorzystym Malunkiem, czy Wzorzystą Wyobraźnią (spróbujcie powiedzieć to ostatnie kilka razy, a zrozumiecie, czemu Wzorek zaczęła się już z tego rozmyślać). A posiadanie mentora oznaczało bycie uczniem. Co z kolei przekładało się na czas spędzany w legowisku uczniów, pełnym kotów, które krzywo na nią patrzyły. Zamierzała teraz wziąć coś szybko ze stosu zdobyczy i zaszyć się w jakimś zakamarku obozu, żeby nikt do niej nie podchodził, do czasu następnego treningu. Niestety nie mogła mieć spokoju.
—W-Wzorzysta Łapo, pójdź do medyków… Starsi narzekali na kleszcze…
Oczywiście. Pomimo że jej kara zajmowania się starszymi już minęła, większość uczniów, jak i ich mentorów nadal była przyzwyczajona do tego, że ona to robi. Niechętnie powłóczyła łapami w stronę legowiska medyków. Tam spotkała Ćmi Księżyc. Niewidoma medyczka powąchała powietrze, próbując wyczuć zapach nowego kota w lecznicy. Wzorek zawsze zastanawiała się, jak ona to robi przy takiej ilości ziół w pobliżu.
— Wzorzysta Łapa? Mech jest tam gdzie zawsze. Zaraz podam ci mysią żółć.
Uczennica Wzięła kulkę mchu i nasączyła go mysią żółcią, którą dostała chwilę później. Z cuchnącą kulą mchu podążyła do legowiska starszych. Na początku zajęła się Wiecznym Zaćmieniem. Potem zaproponowała pomoc Bożodrzewnemu Kaprysowi, co oczywiście spotkało się z narzekaniem starszej. Kiedy podeszła do Stokrotkowej Pieśni zauważyła, że starszy trochę pokasłuje. Nie przejęła się tym, bo medyczka nie ostrzegła jej, żeby nie podchodziła do starszego, co znaczyło, że nie było to nic poważnego. Nie wszyscy chyba podzielali to zdanie.
— Wzorzysta Łapo! Stój! — Kremowo-biały kocur stał w wejściu do legowiska starszych i patrzył na nią przerażony. Wieczne Zaćmienie, która już zdążyła wcześniej zasnąć, obudziła się i rozglądała się zdezorientowana po legowisku.
— Na Klan Gwiazdy Pasterzowa Łapo! Ile pszczół masz w tej głowie, że nie rozumiesz, że Stokrotkowej Pieśni nic nie jest?! — warknęła Bożodrzewny Kaprys. Wzorek stała tam po prostu jak głupia i spoglądała to na ucznia, to na Stokrotkową Pieśń. Dymny zignorował białą i kontynuował swój wywód.
— Wzorzysta Łapo musisz natychmiast się stąd ewakuować i pójść do medyczek. Inaczej zarazisz cały klan! Albo może zostań, bo może już się zaraziłaś… Nie! Jeszcze masz szansę! Chodź! Szybko!
Wzorek nie reagowała. Stała tam nadal i patrzyła się na kocura, zastanawiając się, o co mu chodzi. Wtedy kocur ostrożnie postawił jeden krok do środka legowiska starszych i wzdrygnął się, jakby był pewien, że za chwilę zacznie dławić się kaszlem, po czym złapał jej łapę i pociągnął ją do siebie. To spowodowało, że Wzorek wywróciła się, a kulka śmierdzącego mchu wypadła z jej pyska i potoczyła się prosto pod łapy rudej kotki obserwującej całe to zamieszanie. O nie. Teraz na pewno będzie pośmiewiskiem.

<Truskawa? Pomóż>
[506 słów]

[Przyznano 10%]