Wyglądał na przyjaznego. Czy była to słabość, o której coraz częściej wspominała mu Ognikowa Słota? Chyba nie… Chciał się bawić przede wszystkim! To chyba znaczyło coś dobrego.
— Oczywiście! — zamruczał uradowany, a w jego małych brązowych oczkach aż zaiskrzyło.
— To w co chciałbyś się pobawić, Iglaku? W co teraz się bawią kocięta w żłobku? Szczególnie przy takiej pogodzie, jaka panuje na zewnątrz, to pewnie wam się bardzo nudzi — zauważył wojownik, wygładzając sobie sierść.
Przy takiej pogodzie, jaka panuje na zewnątrz? Przecież nigdy jeszcze nie bawił się w śniegu. Nawet nie był pewien, jaki ten był w dotyku. Mama im jeszcze nie pozwalała wyściubiać pyszczków poza żłobek, a co dopiero bawić się poza nim. Może powinien spróbować?
— My tylko bawimy się w środku — zwrócił na to uwagę starszego. — Jednak nie jest tak bardzo nudno. Często się siłujemy i udajemy, że polujemy!
— Polujecie? Właśnie zauważyłem, że będzie z ciebie całkiem dobry myśliwy, Iglaku! Nawet nie zauważyłem, że do mnie się skradasz! Oczywiście do momentu, kiedy poczułem twoje ostre pazury na moim ogonie — zamruczał Kamienne Pióro. — Jednak teraz wolałbym, żebyś nie atakował mojego ogona. Możesz gonić za mchem, udając, że to uciekająca zwierzyna.
Iglak na dość delikatną prośbę o nieatakowaniu ogona Kamiennego Pióra, tylko westchnął poirytowany. Najlepiej się polowało ogony innych kotów! No, chyba że tym kotem była Makowa Iluzja… Kotka miała zbyt krótki ogonek, by mógł niezauważalnie i skutecznie ją zaatakować.
Przytaknął Kamiennemu Pióru głową, na co starszy złapał mech i nim rzucił przez żłobek. Iglak bez problemu wyobraził sobie, że owa zabawka, która tak wysoko przeleciała nad jego głową to ptak. Pobiegł zaraz za kuleczką i dopadł ją, zanim ta w ogóle dotknęła ziemi. Ognikowa Słota, jedząc swój posiłek, wydawała się zadowolona pokazem sił, jakie demonstrował jeden z jej synów. Po chwili przyniósł dumny kuleczkę mchu pod nogi wojownika.
Bawili się tak przez resztę dnia. Dołączyło się nawet jego rodzeństwo, które również rywalizowało o złapanie kuleczki mchu. Iglakowi nie przeszkadzało to wcale, dopóki często udawało mu się wygrać, łapiąc udawaną zwierzynę w ostatniej sekundzie. Mieli dużo energii, a jednak tak mało czasu. Wojownik został w końcu wygnany ze żłobka przez Ognikową Słotę, która już nie mogła zdzierżyć hałasu.
— Darmozjad i leniwy pchlarz… — przeklinała pod nosem matka, kiedy kocur zdążył wyjść z ich żłobka. — Jeszcze by został na noc, gdybym go nie wygoniła… Obowiązki czekają, a Pora Nagich Drzew jest sroga… Krucze Pióro i Pustułkowy Szpon z chęcią znajdą mu zajęcie…
Iglak nie skomentował tego. Może Kamienne Pióro rzeczywiście był leniem, skoro, zamiast polować, wybrał bawienie się z nimi… Chociaż uważał, że miło spędził czas z wojownikiem, a na dodatek zaczął kiełkować mu nowy pomysł w jego małej główce. Czy powinien uciec ze żłobka, żeby pobawić się w śniegu? Wystarczyło, tylko żeby go matka nie zauważyła.
***
Pora Nowych Liści
Otoczenie się powoli zmieniało, gdyż zauważył, że śnieg zaczął topnieć. Oczywiście wykorzystał Porę Nagich Drzew bardzo dobrze, jeszcze nie jeden raz wychodząc na polanę główną obozu. Raz może z dwa mocno zmarzł, że musiano wołać po Roztargnionego Koperku, jednak medyk nie musiał się jakoś bardzo wysilać, żeby ten stanął na swoje cztery łapy, zdrowy niczym ryba.
Iglak wyściubił pyszczek ze żłobka. Tym razem legalnie. Nudziło mu się dość mocno, a pora była taka, że koty odpoczywały po całym dniu obowiązków. Kiedy tylko na uboczu zauważył Kamienne Pióro, z którym miał dobry kontakt od samego początku, stwierdził, że podejdzie do niego.
— Dzień dobry, Kamienne Pióro! — zamruczał pewnie, podchodząc ze sprytnym uśmieszkiem na pyszczku. — Znasz jakieś ciekawe historie o Mrocznej Puszczy albo o kotach, które tam się znajdują? Ognikowa Słota ma dużo takich historii, jednak wątpię, by znała wszystkie. Może czymś ją zaskoczę?
< Kamienne Pióro? >
🌲
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz