Przeszłość
Nie znała zbyt dobrze Ćmiego Księżyca, lecz nie trudno było dostrzec, że jej nagła śmierć odbiła się echem na wielu kotach, szczególnie tych, które były blisko dawnej medyczki, jak Jagnięcy Ukłon. Ruda nieco obawiała się o dobrostan srebrnej, gdyż odnosiła wrażenie, że ta była wyjątkowo blisko zmarłej — oczywiście w charakterze mentor uczeń, a później medyk asystent.
Znajdując chwilę w ciągu dnia, udała się do pręgowanej.
— Jagnięcy Ukłonie? — zawołała starszą, wchodząc w głąb legowiska. Zapach ziół od razu dotarł do jej nozdrzy, poczuła, jak wspomnienia z Klanu Wilka nieprzyjemnie wracają do niej.
Nawet jeśli wśród Wilczaków czuła się obca, to w legowisku medyków zawsze odnajdywała spokój w trudniejszych chwilach. Jarzębinowy Żar poświęciła swoją przyszłość, by uczyć młódkę ziół i chorób, nawet jeśli wiedziała, że ta nigdy nie osiągnie takiego poziomu, jak inni medycy. Żar była jej za wszystko wdzięczna, choć pod koniec jej pobytu w Klanie Wilka czuła ukłucie zazdrości, kiedy tylko widziała brata z medyczką. Miała wrażenie, jakby kocur nagle z brudnymi łapami wszedł pomiędzy ich relacje, spychając ją na dalszy plan i skupiając uwagę szylkretki tylko na sobie.
— Ach, Rozżarzona Pieśnio. Witaj i wybacz, że cię nie usłyszałam — mruknęła cicho. — Czy wszystko w porządku? Potrzebujesz pomocy z jakimś urazem? Może chciałabyś o czymś pogadać? Jeśli tak jestem do usług — miauknęła.
Żółtooka dostrzegła jej nieco wymuszony uśmiech, na co nieco się skrzywiła.
— Jagnięcy Ukłonie, ze mną wszystko w porządku, lecz… Czuję, że to ty tym razem potrzebujesz pomocy. Wiem, że śmierć Ćmiego Księżyca była nagła, jednak to ty teraz potrzebujesz największego wsparcia po jej stracie.
W międzyczasie podeszła bliżej medyczki i usiadła naprzeciwko niej. Nie obchodziło ją, że ktoś może zaraz przyjść, na przykład Aldrowandowa Łapa — nie miałaby oporów przed przegonieniem każdego, kto zakłóciłby rozmowę ich dwójki. Chciała pomóc srebrnej, być wsparciem dla niej, szczególnie w tak trudnych chwilach, jak te.
<Jagnięcy Ukłonie?>