Pora opadających liści dotarła także nad tereny Klanu Klifu, co wiązało się z bardziej wietrznymi dniami z racji bryzy nadciągającej od strony wielkiej wody. Miała to być pierwsza pora, którą Rozżarzona Pieśń przeżyje poza leśnymi terenami Klanu Wilka. Bywały momenty, gdy jakaś cząstka niej tęskniła za zapachem żywicy, szumem liści na wietrze, lecz mimo tych krótkich i cichych momentów czuła, że to właśnie Klan Klifu jest jej prawowitym domem, nawet jeśli znaczna większość kotów stąd patrzyła na nią przez pryzmat wychowania się w Klanie Wilka. Mimo to ten fakt nie przeszkadzał jej zbytnio, a przynajmniej dopóki nie musiał lub nie czuła potrzeby zamienienia paru słów z drugim kotem. Kiedy miała przymus rozmowy z kimś, to musiała się liczyć z mniej przychylnymi spojrzeniami lub oschłym, opryskliwym nawet tonem rozmowy. Po tego typu konwersacjach co wieczór się zastanawia, co mogłaby jeszcze zrobić, by każdy tutaj uwierzył w jej lojalność Klanowi Klifu, a nie Wilczakom. Przecież starała się, jak mogła, wypełniając sumiennie wszystkie obowiązki, czasem nawet dając więcej od siebie, niż powinna. Każde jej działanie często było oparte na udowodnieniu tego, że jest Klifiakiem, jednym z nich, a nie szpiegiem lub kimś innym w ich szeregach. Nawet nie zbliżała się do granicy z Klanem Wilka, choć czasem nawiedzała ją myśl, że gdyby się tam udała to może natrafi na Brukselkową Zadrę, Wrotyczową Szramę lub któreś z rodzeństwa, by choćby zamienić dwa słowa.
Rozłąka z rodziną początkowo była trudna, lecz tęsknota za nimi nie była na tyle silna, by wygrać nad lojalnością Klanu Klifu oraz uczuciu bycia kontrolowaną na każdym kroku przez Wilczaków. Tutaj też w jakiś sposób inni wojownicy kontrolowali jej poczynania, lecz to nie było tak negatywne odczucie, jak w Klanie Wilka.
Jej poranne rozmyślanie przerwało poruszanie przy legowisku medyków. Mając posłanie na jednej z dalszych półek, miała możliwość obserwacji pracy medyczek. Sama była szkolona do tego, lecz mało kto o tym wiedział, plus kto by jej tutaj pozwolił na dostęp do medykamentów i decydowaniu o zdrowiu wojowników, jeśli była wychowana przez Wilczaków. Fakt ten czasem godził ją w serce, że sam ten fakt wystarczył, by została ograniczona do roli wojownika. W sumie Judaszowcowa Gwiazda nie pytał jej zbytnio o nic związanego bezpośrednio z nią.
Widząc, jak Jagnięca Łapa kieruje się w stronę wyjścia, postanowiła do niej zagadać i zaoferować pomoc przy zbieraniu ziół. Na patrolach często się rozglądała za nimi, by wiedzieć później, gdzie ich szukać, gdyby przyszło jej pomóc którejś medyczce ze zbieraniem ich.
— Hej, Jagnięca Łapa, tak? Wybacz, że Cię zatrzymuje, ale czy może nie idziesz zbierać ziół? Chętnie pomogę — oznajmił, podchodząc do srebrnej, która na dźwięk jej głosu niepewnie się zatrzymała.
<Jagnięca Łapo? Jakiś wojownik u boku do obrony się zawsze przyda oraz dodatkowa para łap>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz