Tuż po fragmencie w opowiadaniu Stokrotki, kiedy nakrzyczała na nią
— Mandarynkowa Gwiazdo? — usłyszała głos Błękitnej Laguny.
— Nie teraz, synu — wycedziła cicho. Kocur nie kwestionował tego. Wiedział o jej relacji z Baśniową Stokrotką. Usiadł tyłem do wejścia, zasłaniając ją, żeby miała trochę prywatności. W końcu nikt nie może tak zobaczyć ich księżniczki.
***
Trochę później tego samego dnia, nadal przed ucieczką Stokrotki
— Mandarynkowa Gwiazdo… Jakoś dziwnie jesteś dzisiaj zmartwiona… — Wężynowy Kieł zauważyła. Były na spacerze na plaży. Szylkretka leżała na dużym głazie, patrząc z góry na przywódczynię siedzącą na piasku, opierając się o ten sam głaz. Było wysokie słońce. To miał być zwykły spacer. Tak jak każdy inny. Ale Mandarynka nie mogła przestać myśleć o kremowej wojowniczce.
— Chodzi o Baśniową Stokrotkę — westchnęła. Wężyna przewróciła oczami.
— Co tym razem?
Na samą myśl o tym, co się dzisiaj wydarzyło, mięśnie srebrnej napięły się.
— Przyszła do mojego legowiska i zaczęła nazywać Szałwiowe Serce zdrajcą. Do tego kwestionowała moje wybory jako przywódca.
Szylkretka zaśmiała się gardłowo.
— Dziewczyna naprawdę nie potrafi dać sobie spokoju, co? — zażartowała, oceniając ostrość swoich pazurów. Mandarynka westchnęła.
— Nawet nie o to chodzi. Mam jej już po prostu dość. Jak mam z powrotem zbudować pewność siebie mojego syna, skoro ktoś taki chodzi po obozie i rozpowiada o nim plotki? No i jak mam zbudować sobie dobrą pozycję jako przywódczyni, skoro ona ciągle podkopuje moją reputację?!
Wężyna położyła głowę na kamieniu tak, że była ona tuż obok końcówki ucha Mandarynki.
— Czemu się jej nie pozbędziesz? — zapytała chłodno, lecz szczerze. To nie był żart. Tylko opcja. Jakby rada, którą szylkretka chciała jej dać. Mandarynka z zaskoczenia spróbowała się cofnąć, ale na jej drodze był kamień, więc tylko uderzyła o niego lekko głową.
— N-nie mogę tego zrobić… co pomyśli klan?
— Wiesz, czasem trzeba podejmować radykalne działania, jeżeli chce się być dobrym przywódcą. Nie możesz wszystkiego zostawiać w łapach członków klanu jak twoja ciotka.
— To nie jest dobry pomysł… — oponowała lekko przerażona koleżanką. Wtedy usłyszała szept:
— Nikt nie musi się dowiedzieć~
…
“Jesteś przywódczynią, czyż nie, Mandarynkowe Pióro?”.
***
Tego samego dnia wieczorem
Chciałaby powiedzieć, że to przemyślała i rozmyśliła się, ale byłaby okropnym kłamcą. Nie była w stanie tego dobrze przemyśleć, bo jedyne, co słyszała w głowie to: “Pozbyć się Baśniowej Stokrotki”, “Nikt nie musi się dowiedzieć” i “Czyż nie”. Te zdania odbijały się echem w jej głowie, a im dłużej ich słuchała, tym bardziej miała wrażenie, że to dobry pomysł. W końcu zdecydowała. Tak. To była jedyna opcja. Tuż przed zachodem słońca podeszła do swojego zastępcy.
— Synu, masz może czas na spacer? Na osobności. Z dala od patroli.
Błękitna Laguna popatrzył na nią chwilę badawczym spojrzeniem, po czym skinął głową. Wyszli z obozu we dwójkę. I tylko we dwójkę. Nikt ich nie śledził, nikt ich nie widział. Dotarli do Zrujnowanego Mostu.
— O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
— Wiem, jak możesz się zrehabilitować za zniszczenie reputacji Szałwiowego Serca.
Uszy księcia wyprostowały się z zainteresowaniem. Od ich rozmowy był trochę przybity, ale teraz znowu wyglądał na zdeterminowanego.
— Nie wysyłaj jutro patroli w to miejsce. Sam tam pójdziesz. Razem z Baśniową Stokrotką.
— Co-
— Nie przerywaj mi — syknęła. — Pozbędziesz się jej. Jutro. Tutaj. Ma nigdy nie wrócić do obozu. Przynajmniej nie żywa — wyszeptała.
— Ale jak to wytłumaczyć klanowi?
— Wymyślisz coś — zapewniła go. “Przynajmniej mam taką nadzieję” — dodała w myślach.
***
Po ucieczce Stokrotki i Bulwy. Około południa
Pozbyła się jej. Wreszcie. Może nie do końca tak, jakby tego chciała, ale zadziałało. Baśniowej Stokrotki nie było w Klanie Nocy. Rano dowiedziała się, że Dryfująca Bulwa uciekł w poszukiwaniu swojej partnerki. Zrobiło jej się szkoda wojownika. Mógł żyć spokojnie w klanie, ale wolał porzucić wygody dla kotki, która według oficjalnej wersji wydarzeń była zdrajczynią.
— Mandarynkowa Gwiazdo?
— Wejdź. — Nie odwróciła się do syna. Nadal, siedząc w swoim legowisku tyłem do wejścia. — Są wyniki patrolu poszukiwawczego?
— O to właśnie chodzi, patrol znalazł to.
Mandarynkowa Gwiazda odwróciła się i zobaczyła pojedynczą ususzoną stokrotkę, kilka jej płatków było w kolorze szkarłatnym. Krew zwierzyny.
— Znaleźli takich więcej. Wygląda na to, że to groźba ataku.
— Ataku, powiadasz? — zamyśliła się, przekręcając kwiat pomiędzy pazurami. — Będziemy przygotowani. Możesz iść.
Zastępca skinął głową i wyszedł. Przywódczyni nie przestała jednak wpatrywać się w kwiat. “Chcesz mnie zastraszyć, Stokrotko? Nie pójdzie ci to tak łatwo. Przyjmuję wyzwanie. Dołączę do gry. I zniszczę cię”. Zgniotła suchy kwiat w łapie. “Chyba nawet już wiem, kto mi w tym pomoże” — pomyślała.
…
“No, no, Mandarynko. Przynajmniej umiesz wybierać sobie znajomych~”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz