BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kocimiętkowa Łapa x Mroczna Wizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kocimiętkowa Łapa x Mroczna Wizja. Pokaż wszystkie posty

31 maja 2026

Od Kocimiętkowego Wiru CD. Mrocznej Wizji

Mroczna Wizja podniosła wzrok na Kocimiętkę, czekając na jej reakcję.
— A… a co, jeśli mi się nie uda? Jeżeli zawiodę wszystkich? — zapytała niepewnie rudofutra.
— Pracuj nie dla innych, lecz dla Klanu Wilka. Niby to samo, ale twoje nastawienie się zmieni. Zamiast naprawiać porywczego ucznia, pomyśl, że kształtujesz przyszłego wojownika, który będzie bronił godności klanu.
Kocimiętkowy Wir pokiwała niepewnie głową.
— Mroczna Wizjo… Wcześniej wspomniałaś o pewnej kotce. Co się z nią stało?
Starsza przeciągnęła się z zadowoleniem. Zapowiadało się na długą opowieść…

* * *

TW: Krew, brutalność

Mistrzyni wzięła sobie do serca opowieść o Nocnym Kwiecie, którą opowiedziała jej czarnofutra starsza Klanu Wilka. Najwyraźniej wyszło jej to na dobre, bo Księżycowa Łapa radził sobie coraz lepiej na treningach i wszystko wskazywało na to, że wkrótce Kocimiętka pójdzie do Zalotnej Gwiazdy i ogłosi, że jej uczeń jest już gotowy, by zawalczyć o swój nowy tytuł. Niezmiernie cieszyło to zielonooką. Gdy po raz pierwszy ujrzała tego płaczliwego, wątłego kocurka, nie sądziła, że uda jej się tak dobrze go wyszkolić!
Była jednak ciekawa, kogo liderka wybierze do walki z Księżycową Łapą. Mistrzyni modliła się, by przeciwnik białofutrego ucznia nie przewyższał go umiejętnościami i żeby Księżyc z łatwością wygrał. Pokazał już swoje techniki podczas walki z Garbatą Łapą, przez co Kocimiętka pokładała w nim duże nadzieje. Byłaby wręcz wniebowzięta, gdyby jej pierwszy w życiu uczeń przyniósł jej dumę i zwyciężył w swojej pierwszej walce! Nawet Ognikowej Słocie nie udało się tego dokonać, choć nie znaczyło to, że pręgowana ją za to winiła. W końcu Cykoriowy Cykor była dosyć ciężkim przypadkiem i żaden mentor nie potrafiłby sobie z nią poradzić. Chyba nawet sama Zalotna Gwiazda miałaby problem z poskromieniem tej krnąbrnej kocicy!
Kocimiętkowy Wir siedziała właśnie w kącie obozu, wylizując swoje futro. Był już wieczór, a trening z Księżycową Łapą miała na ten dzień za sobą. Zamierzała podejść do któregoś z pobratymców — może Nadciągającego Pomroku albo Ognikowej Słoty — i jeszcze chwilę porozmawiać przed snem, gdy nagle okrył ją cień.
Podniosła głowę, a jej oczom ukazała się starsza Klanu Wilka — Mroczna Wizja. Dawniej kotka była mistrzynią, co skłoniło Kocimiętkę do skinienia głową na znak szacunku.
— Dobry wieczór, Kocimiętkowy Wirze — przywitała się czarnofutra, uśmiechając się nieznacznie do młodszej.
— Dobry wieczór! Czy coś się stało, że opuściłaś legowisko starszych? — zapytała z przejęciem, przekręcając głowę.
— Czy musi się coś dziać, bym chciała przejść się po obozie? — odparła Mroczna Wizja.
Rudofutra od razu energicznie pokręciła głową.
— Ależ nie! Po prostu... trochę się zdziwiłam — przyznała, szczerząc się niezręcznie.
Starsza przez moment milczała, wpatrując się w mistrzynię, jakby nad czymś intensywnie rozmyślała. W końcu zapytała:
— Nie chciałabyś przejść się ze mną poza obóz?
Kocimiętkowy Wir zamrugała kilkakrotnie. Czy to nie było przypadkiem niebezpieczne? Gdy ostatnim razem starsza opuściła obóz, już do niego nie wróciła — została porwana przez Dwunożnych...
— Jesteś pewna, że to bezpieczne? Borsucza Pu-
Mroczna Wizja zmrużyła ślepia, jakby miała zaraz wyśmiać zielonooką za tę odpowiedź.
— Daj spokój. Mam już ponad sto księżyców na karku. Nawet jeśli Dwunożni zechcieliby mnie porwać, nie byłaby to wielka strata — zaśmiała się, po czym strzepnęła ogonem i bez dalszych wyjaśnień ruszyła w stronę wyjścia z azylu.
Kocimiętka oczywiście podążyła tuż za nią, zachwycona faktem, że Mroczna Wizja zaszczyciła ją wspólnym spacerem.
Kotki zmierzały w stronę Ciernistego Drzewa. Choć szły w ciszy, czarnofutra raz po raz spoglądała na młodszą mistrzynię, jakby analizowała każdy jej ruch. Ruda była tym zachowaniem nieco zdezorientowana, ale mimo wszystko starała się zachowywać naturalnie. Szła dumnie, chcąc sprawiać wrażenie porządnej członkini Klanu Wilka.
— A więc... jak idzie ci trening z Księżycową Łapą? — zapytała w końcu starsza.
Zielonooka odetchnęła i nieco się rozluźniła.
— Świetnie! Twoje słowa bardzo mi pomogły, a Księżyc spisuje się znakomicie. Walczy i poluje jak prawdziwy mistrz! Jestem pewna, że już niedługo wstąpi w szeregi wojowników — zaczęła chwalić ucznia, poruszając wibrysami z ekscytacji.
— No widzisz — odrzekła Mroczna Wizja, uśmiechając się lekko. — Wiedziałam, że ci się uda.
Zamilkła na chwilę, po czym mruknęła:
— A powiedz mi, jak u niego z wiarą?
Pręgowana zawahała się.
— Wierzy w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd, oczywiście! Gdyby było inaczej, nie mogłabym go nazywać swoim uczniem — zażartowała, przewracając oczami. — Ma przecież dobrą matkę. Naprawdę polubiłam Jaskółcze Ziele! Na pewno opowiadała mu o Mrocznej Puszczy, gdy siedziała z nim w żłobku.
Czarnofutra skinęła głową ze zrozumieniem.
Kocimiętkowy Wir nie wiedziała, dlaczego starsza tak ją wypytuje, ale uznała, że może to jedynie próba nawiązania rozmowy albo zwykła chęć upewnienia się, że ruda nadaje się na stanowisko mistrzyni.
— A jak wygląda to u ciebie? Zakładam, że również wierzysz w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd, ale czy zamierzasz szerzyć tę wiarę wśród młodszych pokoleń? — Mroczna Wizja zdawała się zdeterminowana, by dowiedzieć się o Kocimiętce jak najwięcej. — I czy sama zamierzasz kiedyś mieć kocięta, by umocnić Klan Wilka?
— Cóż, jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. Nie mam partnera, ale gdybym kiedyś go miała, to chętnie sprawiłabym sobie kilka puchatych kuleczek! — mruknęła szczerze. Choć nigdy nie podobał jej się żaden osobnik płci przeciwnej, myślała, że może miłość przyjdzie do niej z czasem. — No i to oczywiste, że opowiadałabym im o Mrocznej Puszczy! Zresztą pewnie nie tylko ja! Jestem bardziej niż pewna, że Ognikowa Słota często przychodziłaby w odwiedziny. Nie mogłabym się doczekać, aż zostaną uczniami i pokazałybyśmy im, jak polować na króliki! — zachwyciła się, już wyobrażając sobie, jak wraz z szylkretką szkoli swoje latorośle.
— Czyli mam rozumieć, że Ognikowa Słota jest ci bliska? — miauknęła nagle Mroczna Wizja.
Kocimiętka zachichotała i odwróciła wzrok.
— No tak, przyjaźnimy się jeszcze od czasów uczniowskich! Bardzo cenię jej towarzystwo. Często razem wychodzimy na polowania, a poza tym wiem, że Słota lubi czasem odwiedzać kocięta, by upewnić się, że są na dobrej drodze — wyjaśniła.
— Więc skoro tak ją lubisz, jak zareagowałabyś na jej śmierć?
Ruda przełknęła ślinę, wyraźnie zbita z tropu. Dlaczego Ognikowa Słota miałaby umierać? Pytania Mrocznej Wizji robiły się coraz dziwniejsze...
— Nie wiem... Na pewno byłoby mi smutno, bo jest w końcu dosyć ważna zarówno dla mnie, jak i dla Klanu Wilka, ale starałabym się dalej wykonywać swoje obowiązki jako mistrzyni! — odparła, wciąż przekonana, że starsza jedynie sprawdza, czy nadaje się na swoje stanowisko. — Wojownicy w końcu sami się nie podszkolą, prawda? Byłoby słabo, gdyby po śmierci Słoty Klan Wilka stracił aż dwie mistrzynie!

* * *

Gdy Mroczna Wizja skończyła już zadawać te dziwne pytania Kocimiętce, skierowały się w stronę granicy z Klanem Klifu. Ruda zastanawiała się, jak długo jeszcze będą tak chodzić. Musiała przyznać, że choć starsza miała już sporo księżyców na karku, wciąż miała energii za dwóch! Nie potrzebowała żadnych przerw na odetchnięcie podczas tego długiego spaceru, co dziwiło mistrzynię, która najchętniej przysiadłaby teraz w ciepłym świetle słońca i odpoczęła. Nie mogła jednak wyjść na słabą przed tak ważną osobistością, dlatego za każdym razem, gdy chciała ponarzekać na ból łap, gryzła się w język.
— Kocimiętko — mruknęła nagle Mroczna Wizja, chcąc zwrócić uwagę młodszej.
— Tak? — odparła od razu, a jej ucho drgnęło.
— Gdy ostatnio tędy przechodziłam podczas spaceru, wyczułam coś dziwnego. Pójdziesz ze mną to sprawdzić? — dodała, przyjmując zmartwioną minę.
— No pewnie! — Kocimiętka nawet się nie zawahała. Co takiego mogło zaniepokoić byłą mistrzynię? Zielonooka liczyła na to, że nie będzie to nic wielkiego, ale możliwości było sporo. Wiele rzeczy mogło pachnieć “dziwnie”.
— Wydaje mi się, że zapach dochodził z tuneli... — kontynuowała czarnofutra, skręcając w stronę wejścia do jednego z nich.
Czyżby jakaś mysz się w nich zgubiła, umarła, a potem zgniła? A może utknął w nich jakiś Klifiak? Kocimiętka słyszała, że niektóre podziemne ścieżki prowadzą aż do terenów drugiego klanu! Oby tylko w tych ciasnych korytarzach nie spotkała swojego głupiego ojca — Króliczej Prawdy. Choć tak właściwie nawet nie było na to szans! Podobno zwiał z Klanu Klifu, a także okazał się niebezpieczny i niezrównoważony psychicznie. Kocimiętka nie wiedziała, co wcześniej widziała w swoim tacie i dlaczego wydawał jej się taki miły i zabawny. Był zupełnym przeciwieństwem! Był zdrajcą, oszustem!
Tak bardzo sfrustrowała się na myśl o kremowym kocurze, że nawet nie zauważyła, kiedy dokładnie znalazła się pod ziemią, a w jej nozdrza uderzył wręcz paraliżujący smród. Miała ochotę jak najszybciej stąd zwiać, nim ta woń sprawi, że zwróci ostatnio zjedzony posiłek. Widząc jednak, jak Mroczna Wizja brnie przed siebie, postanowiła zachować wszelkie komentarze dla siebie.
Po dłuższym czasie błądzenia po śmierdzących tunelach czarna kotka gwałtownie się zatrzymała, a mistrzyni niemal na nią nie wpadła.
— Na Mroczną Puszczę! Spójrz, Kocimiętko...! — westchnęła zaskoczona, odsuwając się, by zielonooka mogła spojrzeć na to, co znajdowało się na podłożu tunelu.
Z początku młodsza wpatrywała się w to coś z konsternacją wymalowaną na pysku, niepewna, czemu właściwie się przygląda. Gdy już chciała spytać o to Mroczną Wizję, nagle zaczęła dostrzegać zarysy kości. Były oblepione mięsem, splamione krwią. Wyglądały tak, jakby ich właściciel został brutalnie rozszarpany przez... niedźwiedzia!
— To... jakiegoś kota? Ciężko stwierdzić... — mruknęła rudofutra, odsuwając się od resztek, by stanąć obok starszej. — Jak myślisz, do kogo należą? Chyba nie do żadnego Wilczaka, prawda? Może to jakiś Klifiak się tu zabłąkał... — zaczęła się zastanawiać, mrużąc ślepia i przechylając głowę.
— Nie wiem, Kocimiętko... To może być wszystko! — odparła Mroczna Wizja.
Mistrzyni przeniosła wzrok na starszą.
— Co z nimi robimy? Chyba nie pozwolimy, żeby tak sobie tu leżały i gniły, prawda? — miauknęła, delikatnie krzywiąc się od smrodu gnijącego mięsa. — Na pewno żadnego ucznia nie zachęciłoby do treningu znalezienie takiej... niespodzianki — dodała, lecz zaraz potem zdała sobie sprawę, że jeśli będą chciały się tego stąd pozbyć, będą musiały zrobić to własnołapnie.

* * *

Kilka dni później

Od tego dziwnego spaceru z Mroczną Wizją minęło już kilka dni. Kocimiętkowy Wir zdążyła o nim zapomnieć i skupić się na teraźniejszości. W końcu to wszystko, co się wydarzyło, było tylko zwykłym przypadkiem, prawda? A ona nieraz widziała już szczątki jakiegoś zwierzęcia, więc to, co wtedy zobaczyła, nie wywarło na niej zbyt dużego wrażenia. Zawsze mógł to być jakiś martwy kot… czyż nie?
Czyż... nie?
Ale raczej tak nie było! Więc po co się tym przejmować? Śmierć tego stworzenia zapewne była jedynie przypadkiem. Z całą pewnością codziennie w tych okolicach umierało przynajmniej jedno zwierzę, więc zobaczenie trupa nie powinno być czymś nadzwyczajnym.
Tego dnia Kocimiętka ponownie została zaczepiona przez Mroczną Wizję, której tym razem towarzyszyła Ognikowa Słota.
— Masz chwilę na spacer, Kocimiętko? Tym razem pomyślałam, że może przejdziemy się wraz ze Słotą, skoro tak się lubicie — mruknęła czarnofutra, niewinnie uśmiechając się do rudej mistrzyni.
— Nie widzę ku temu żadnych przeszkód! — odparła zielonooka. — Czy tym razem też chcesz mnie wykorzystać do sprawdzenia czegoś podejrzanego? — zażartowała po chwili, gdy Mroczna Wizja wraz z szylkretową kocicą zaczęły kierować się ku wyjściu z azylu.
— Tego nie wiem, Kocimiętko. Jednak gdybyśmy faktycznie znalazły kolejnego trupa, chyba zaczęłoby to wyglądać podejrzanie, prawda? Wtedy musiałybyśmy się zastanowić, czy po terenach Klanu Wilka nie zaczęły grasować lisy albo inne dzikie zwierzęta...
Mistrzyni skinęła głową, zgadzając się ze słowami starszej.
— Tak, tak! Ale nawet jeśli jakieś groźne drapieżniki postanowiły się tu rozgościć, to Zalotna Gwiazda z całą pewnością skutecznie je stąd przegoni! — miauknęła pewnie.
Resztę drogi spędziły w ciszy, przysłuchując się jedynie ćwierkotowi ptaków. Atmosfera zmieniła się dopiero wtedy, gdy do nozdrzy kotek zaczął docierać silny, metaliczny zapach krwi. Kocimiętce od razu futro stanęło dęba, co Ognikowa Słota musiała zauważyć. Szylkretowa mistrzyni dała swojej towarzyszce kuksańca, po czym szepnęła jej do ucha:
— Weź się w garść, Kocimiętko.
Ruda ze zdziwienia zamrugała kilka razy, po czym westchnęła, starając się rozluźnić. Nie było jednak wątpliwości, że zmierzały w stronę źródła tego zapachu.
W końcu do niego dotarły. Okazało się, że między krzewami spoczywało martwe ciało. Tym razem bez wątpienia należało do kota, choć było nie mniej poturbowane. Całe oblepione zaschniętą krwią i niemal przykryte kocem składającym się z much i innych owadów.
Kocimiętka instynktownie przylgnęła ciałem do swojej przyjaciółki, jednak ta odepchnęła ją od siebie, mierząc ją chłodnym, niemal morderczym wzrokiem. Wtedy też w ich stronę odwróciła się Mroczna Wizja.
— To niemożliwe! — wydukała zdumiona. — Kocimiętko, chyba jakimś dziwnym trafem przyciągasz do siebie śmierć... — dodała, po czym jej wzrok spoczął na pysku rudej, dokładnie go analizując.
Kocimiętka stała w bezruchu, wciąż zastanawiając się nad dziwnym zachowaniem Ognikowej Słoty. Kotka nigdy wcześniej nie była wobec niej tak surowa. Co się stało, że nagle stała się tak twarda i zdystansowana?
— Najwyraźniej... — odparła pręgowana, po czym spojrzała na stojącą obok mistrzynię, bardziej przejęta nią niż truchłem leżącego przed nimi kota.

* * *

Znalazła się w lesie. Nie była tu sama. Oprócz niej gdzieś niedaleko znajdowała się grupa Wilczaków, a także Tygrysia Noc. Nie była tu bez powodu. Zabrali ją tutaj w środku nocy, by wytropiła samotnika i przyprowadziła go w wyznaczone miejsce. Dlaczego? Tego jeszcze nie wiedziała, ale czuła, że nie ma miejsca na sprzeciw. Musiała znaleźć jakąś ofiarę, musiała być posłuszna kotom, które wydały jej rozkaz. Było ich naprawdę sporo, choć nie był to cały Klan Wilka. Wśród nich znajdowała się między innymi Zalotna Gwiazda, a także Ognikowa Słota i Nadciągający Pomrok. Ciekawe, jaki miały z tym związek…
W końcu do jej nosa dotarł zapach obcego kota, innego niż Tygrysek czy pozostałe koty, które znała. To musiał być ktoś obcy — jakiś samotnik. Od razu jej serce przyspieszyło, a zmysły się wyostrzyły. To była jej szansa! Koniecznie musiała odnaleźć tego włóczęgę i na niego zapolować, nim ucieknie, a ona zostanie z pustymi łapami. Nie wiedziała, co się stanie, gdyby do wschodu słońca nie przyprowadziła Wilczakom samotnika, ale wolała nie ryzykować. Bała się gniewu Mrocznej Wizji, liderki i swoich przyjaciółek, a domyślała się, że nie byłyby zachwycone, gdyby Kocimiętka nie podołała powierzonemu jej zadaniu.
Kocimiętkowy Wir mknęła wśród krzewów, próbując odnaleźć samotnika. W końcu, gdy wyjrzała zza jednego z nich, dostrzegła średniej wielkości, kremowego kota o bursztynowych oczach. Wyglądał uderzająco podobnie do jej ojca, co dodatkowo wzbudziło w niej gniew i pragnienie rozlewu krwi. Lepiej trafić nie mogła. Gdyby znalazła jakiegoś niewinnego kota, mogłaby mieć większe opory przed zabiciem go, ale skoro trafił jej się ktoś taki, mogła bez trudu wyobrazić sobie, że na jego miejscu stoi Królicza Prawda.
Zmarszczyła brwi, napinając mięśnie łap. Nie będzie miała ani grama litości wobec tego kocura. Bezszelestnie wybiła się od ziemi, szybując wprost na samotnika, który aż do momentu zderzenia z rudofutrą nie miał pojęcia, że przebywa ona w pobliżu. Kremowy wydał z siebie parsknięcie, przetaczając się wraz z mistrzynią po ziemi.
— Co to ma być?! — krzyknął, w końcu zatrzymując się i spychając z siebie Kocimiętkę. — Co ty wyprawiasz? Przecież nic nie zrobiłem! — dodał, patrząc na kotkę w zdumieniu. — Jest środek nocy, na litość! — kontynuował zdenerwowanym głosem, mrużąc oczy.
Ruda jednak nie odpowiedziała. Jedynie syknęła i ponownie ruszyła do ataku. Uderzyła w niego z impetem, powalając go na ziemię, po czym zamachnęła się łapą i przeorała mu pysk. Przez cały ten czas wyobrażała sobie, że na jego miejscu leży jej zdradziecki ojczulek, który tak szybko porzucił ją, jej siostrę i matkę.
— Wariatka! Mysie łajno! — warknął samotnik, próbując się oswobodzić z uścisku Kocimiętki. Treningi z Lodowym Omenem wiele jednak dały, bo ruda wyrosła na silnego kota, którego nie dało się tak łatwo pokonać.
Mistrzyni ponownie zamachnęła się łapą i uderzyła kremowego w pysk. Potem jeszcze raz. I kolejny. Rozchlapywała wokół siebie krew, kierowana czystą złością i żądzą zemsty. Nie zauważyła nawet momentu, w którym samotnik przestał się wierzgać i wreszcie pogodził się ze swoim losem. Gdy w końcu ocknęła się z transu, szybko z niego zeszła i stanęła obok, zdając sobie sprawę z tego, że miała przyprowadzić go na miejsce kultu raczej żywego…
Szybko przypadła do ziemi, a wtedy zauważyła, że jego klatka piersiowa wciąż się unosi. Kremowy zaczął wydawać z siebie pełne bólu stęknięcia, na co zielonooka odetchnęła z ulgą.
— Wstawaj, szczurzy bobku! — syknęła, trącając obcego łapą.
Ten drgnął i przewrócił się na bok, kaszląc mocno. Kocimiętka prychnęła, po czym złapała kremowego za kark i zaczęła ciągnąć go w stronę czekających na nią Wilczaków.
Gdy dotarła na miejsce, nie było tam jeszcze Tygrysiej Nocy. Zapewne wciąż nie znalazł żadnej ofiary, co oznaczało, że Kocimiętka jako pierwsza wytropiła samotnika.
Kiedy wypuściła kremowego z pyska, podeszła do niej Mroczna Wizja.
— Co mu się stało? — spytała, mierząc zwijającego się z bólu kocura chłodnym wzrokiem.
Zielonooka zawahała się na moment.
— Nie chciał za mną iść, więc musiałam go do tego zmusić — odparła, strzepując uchem. Nie wiedziała, czy czarnofutra przyjmie takie wyjaśnienie, ale nie miała w zanadrzu niczego lepszego.
— A czy jesteś w stanie go dobić? — dodała starsza, wycofując się w tłum kotów otaczających Kocimiętkę ciasnym okręgiem.
Zielonooka przeniosła wzrok z Mrocznej Wizji na kremowego kocura, który wciąż zdezorientowany wił się po ziemi i mamrotał coś niezrozumiałego pod nosem. Potem zmarszczyła nos i podeszła do niego, patrząc wprost na jego szyję. Szybkim ruchem nachyliła się nad nim i zacisnęła szczęki na delikatnej skórze okalającej jego gardło. Jej podniebienie szybko zalało się krwią, ale nie przestała, póki ciało kremowego nie zwiotczało. Dopiero wtedy podniosła brudny od posoki pysk, a krople szkarłatnej cieczy zaczęły rytmicznie spływać z jej brody, uderzając o ziemię.
— Kocimiętkowy Wir pokazała nam tej nocy, że jest godna wstąpienia do kultu! Jej ceremonia przebiegła pomyślnie, a ja doceniam jej bezwzględność i brak skruchy. Właśnie takie cechy cenimy zarówno w obecnych kultystach, jak i w przyszłych! — wygłosiła Mroczna Wizja, ponownie wysuwając się z tłumu.
Kocimiętka zrobiła krok w jej stronę, stając naprzeciw starszej. Nim zdążyła jakkolwiek zareagować, czarnofutra kontynuowała:
— Ja, Mroczna Wizja, Wielki Kapłan kultu Mrocznej Puszczy, naznaczam cię w imię naszych przodków. Czy jesteś gotowa przyjąć na siebie nasze znamię jako dowód inicjacji?
Rudofutra nie miała czasu się zastanowić.
— Tak — palnęła instynktownie, czując, że to jedyna właściwa odpowiedź.
— Zatem otrzymasz ode mnie znak, który pozostanie z tobą aż do śmierci i zawsze będzie przypominał ci o przynależności do kultu.
W mgnieniu oka starsza dosięgła zębami lewego ucha mistrzyni i szybkim ruchem oderwała jego fragment, który następnie z głuchym dźwiękiem upadł na splamione krwią podłoże.
— Tej nocy, zgodnie z wolą Mrocznej Puszczy, przyjmujemy cię oficjalnie jako pełnoprawnego członka naszej grupy. Wierzymy, że będziesz wiernie służyć naszym przodkom i działać na rzecz kultu, abyśmy nigdy nie upadli — zakończyła przemowę.
Po tych słowach Mroczna Wizja podeszła do martwego ciała samotnika, zamoczyła palce w jego krwi i odcisnęła szkarłatny znak na czole Kocimiętkowego Wiru. W tej samej chwili rozległy się wiwaty.
— Kocimiętkowy Wir! Kocimiętkowy Wir! Kocimiętkowy Wir! — krzyczały koty.
A więc te zwierzęta, które grasowały po terenach Klanu Wilka i o których opowiadała jej Jaskółcze Ziele… tak naprawdę były kotami. Przez cały ten czas to kultyści urywali uszy innym, a ona głupia myślała, że to sprawka jakichś kun!

Koniec sesji

18 kwietnia 2026

Od Mrocznej Wizji CD. Kocimiętkowego Wiru

Mroczna Wizja podniosła głowę znad posłania i obdarzyła kotkę ciepłym spojrzeniem. Przeciągnęła się w swoim legowisku, po czym usiadła. Przez chwilę milczała, analizując słowa Kocimiętkowego Wiru.
– Przyniosłaś mi pytanie i jedzenie w jednym – miauknęła cicho, przysuwając piszczkę bliżej siebie. – To uczciwa wymiana.
Oderwała niewielki kęs, oblizała pysk i dopiero wtedy ponownie spojrzała na Kocimiętkę.
– Mówisz, że chcesz zahartować kota, który czuje zbyt dużo – zaczęła spokojnie. – Żeby to zrobić, musisz najpierw zrozumieć emocje. Kiedyś o nich rozmawiałyśmy… Pamiętasz?
Czarna kotka zastrzygła uszami. Mistrzyni skinęła głową.
– Pamiętam. Byłam wtedy uczennicą.
– Właśnie. Mówiłam ci wtedy, że emocje nie są słabością, lecz narzędziem. Problem zaczyna się wtedy, gdy to one kontrolują twojego ucznia, a nie odwrotnie – odparła Mroczna Wizja.
Na moment zamilkła, pozwalając rudej kotce przetrawić te słowa.
– Emocji nie wolno dusić. Jeśli będziesz to robić, twój podopieczny prędzej czy później pęknie. A po takim wybuchu mogą go spotkać poważne konsekwencje – Jej wibrysy lekko zadrżały. – Była kiedyś w Klanie Wilka taka kotka…
Na jej pysku przemknął cień pogardliwego uśmiechu na wspomnienie Nocnego Kwiatu.
– Dlatego moja rada brzmi tak: wystawiaj go na sytuacje, które go poruszają, ale nie zostawiaj go z tym samego. Musisz być jego ostoją – kimś, kto w razie potrzeby go powstrzyma. Dawaj mu wskazówki, kiedy lepiej milczeć, a kiedy działać. Niech nauczy się, że może czuć… i mimo to robić to, co należy.
Jej spojrzenie stwardniało odrobinę.
– Pod żadnym pozorem go nie rozpieszczaj. Świat tego nie zrobi. Ty też nie powinnaś.
Podniosła wzrok na Kocimiętkę, czekając na jej reakcję.
– A… a co, jeśli mi się nie uda? Jeżeli zawiodę wszystkich? – zapytała niepewnie.
– Pracuj nie dla innych, lecz dla Klanu Wilka. Niby to samo, ale twoje nastawienie się zmieni. Zamiast naprawiać porywczego ucznia, pomyśl, że kształtujesz przyszłego wojownika, który będzie bronił godności klanu.
Kocimiętkowy Wir pokiwała niepewnie głową.
– Mroczna Wizjo… Wcześniej wspomniałaś o pewnej kotce. Co się z nią stało?
Starsza przeciągnęła się z zadowoleniem. Zapowiadało się na długą opowieść.

<Kocimiętkowy Wirze?>

06 kwietnia 2026

Od Kocimiętkowego Wiru CD. Mrocznej Wizji

Dawno temu

— Ale dlaczego Lodowy Omen nigdy się na mnie nie gniewa? Jest taka… pozbawiona emocji! — zaprotestowała.
— A dlaczego miałby się na ciebie gniewać? Zapewniam cię, że byłaby zła, gdybyś zrobiła coś naprawdę niestosownego — mruknęła Mroczna Wizja, a jej wibrysy lekko zadrżały z rozbawienia. — Po co mamy okazywać emocje? Zachowanie spokoju to często najlepsza broń. Inni nie wytrącą cię z równowagi ani nie poznają twoich słabości — miauknęła. Jednak Kocimiętkowa Łapa wciąż była zmieszana.
— Ale czy takie nieokazywanie emocji nie jest… ciężkie? — spytała, próbując zrozumieć tok myślenia Mrocznej Wizji. — Poza tym okazywanie słabości przed kimś, komu się ufa, jest chyba normalne… no nie? Tak mi się wydaje — mówiła dalej. Czy to nie na tym polegało całe zaufanie? Na tym, by otworzyć się przed drugim kotem i niczego przed nim nie ukrywać? — Czy moja mentorka nie ma nikogo, komu mogłaby zaufać? Czy mi nie ufa? — zastanawiała się, czując, że to za dużo informacji jak na jej prymitywny móżdżek.

* * *

Po dostaniu awansu

Cieszyła się, że udało jej się wskoczyć na wyższą rangę w Klanie Wilka. Bycie mistrzynią to już nie przelewki! Zdecydowanie miała się czym chwalić przed innymi — tym bardziej że wraz z nią awansowały Nadciągający Pomrok i Ognikowa Słota, czyli córki Zalotnej Gwiazdy. To oczywiste, że im ufała, ale czy każdy spodziewał się tego, że lubi także Kocimiętkę? Zapewne nie. Rudofutra sama zresztą nie wiedziała, dlaczego liderka patrzyła na nią przychylnie. Może dlatego, że szybko została mianowana? Może dlatego, że przyjaźniła się z Pomrokiem i Słotą? Na pewno obie kotki szepnęły coś o zielonookiej swojej matce i przez to jej ufała. Powinna im za to podziękować? Nie… Chyba nie. I tak nie miała pewności, czy faktycznie maczały palce w awansie Kocimiętki.
Wiedziała jednak, z kim o zostaniu mistrzynią chciała koniecznie porozmawiać. Z Makową Iluzją, oczywiście, ale oprócz niej chciała też zagadać do swojej matki — Dyniowej Skórki. Wojowniczka musi być z niej naprawdę dumna! Kocimiętka może i nie urodziła się wśród Wilczaków, ale przez swój pobyt wśród nich z całą pewnością zyskała całkiem dobrą reputację. Przynajmniej wśród niektórych… bo z Wilczym Skowytem raczej nie było jej po drodze. To jednak żadna strata, bo czekoladowy nie cieszył się uznaniem ani wśród swoich pobratymców, ani liderki.
W końcu Kocimiętce udało się znaleźć w obozie swoją matkę. Od razu do niej podbiegła, szczerząc się jak małe kocię.
— Mamo! Mamo! Czy to nie ekscytujące, że zostałam mistrzynią? — mruknęła, poruszając wibrysami z zadowolenia.
Dyniowa Skórka aż podskoczyła, nie spodziewając się tak nagłego spotkania.
— Nie strasz mnie tak! — odparła najpierw, po czym spojrzała na córkę i uśmiechnęła się nieznacznie. — Ach, tak… To bardzo ekscytujące — stwierdziła, pochylając się, by liznąć ją po czole.
Kocimiętka cofnęła się, wydając z siebie cichy chichot.
— Przestań! Teraz jestem już poważną mistrzynią w Klanie Wilka. Nie mam czasu na czułości — fuknęła żartobliwie, przewracając oczami.
— Więc pewnie nie masz też czasu, żeby przejść się ze starą matką na spacer… — miauknęła Dyniowa Skórka, wzdychając dramatycznie.
Kocimiętka otwarła szerzej oczy i zatrzęsła swoim krótkim ogonkiem.
— Ależ mam! Na spacer zawsze mam czas — oznajmiła, stawiając uszy do góry. — Poza tym to nie musi być zwykły spacer, a dodatkowy patrol! Upolujemy coś razem i proszę, już nasza schadzka będzie miała jakiś cel — dodała, kiwając ochoczo głową.
— No, skoro tak mówisz… Możemy iść na ten twój spacero-patrol — odpowiedziała Dynia, po czym smagnęła powietrze ogonem i ruszyła w stronę wyjścia z obozu.
— Świetnie! — skwitowała młodsza, niemal przyklejając się do boku swojej matki.

* * *

Wraz z matką zaczęły spacerować wzdłuż brzegu jeziora. Była niemal końcówka Pory Nowych Liści i większość roślin zdążyła już zakwitnąć. Słońce grzało im w grzbiety, lecz nie na tyle, by można je było nazwać uporczywym. Ponadto rude futerka obu kotek rozwiewał przyjemny, wiosenny wiatr. Czy mogło być lepiej? Kocimiętka aż zaciągnęła się świeżym powietrzem, delektując się tą spokojną chwilą w towarzystwie jednej z najbliższych jej kotek.
— Chciałabym, żeby było już tak zawsze — odezwała się w końcu Kocimiętka, przerywając ciszę.
Dyniowa Skórka przez moment nie odpowiadała, jakby zastanawiała się nad słowami córki.
— Tak… ja też — mruknęła w końcu. — Dobrze, że twojej siostrze udało się wygrać tę walkę i zostać wojowniczką. Mało brakowało, by ją wyrzucili z klanu! — dodała z przejęciem.
— No! Mówiłam jej, żeby się śpieszyła, ale kazała mi się nie martwić — odparła mistrzyni. — Wiesz, powiedziała mi, że jeszcze zostanie najlepszą wojowniczką Klanu Wilka. Ale na to już chyba za późno, nie? — westchnęła, odwracając wzrok od matki i spoglądając na taflę jeziora. — Cieszę się, że udało mi się odnaleźć w nowej przynależności, ale… szkoda, że Mak chyba nie czuje się tu aż tak dobrze. Myślisz, że lepiej by jej było, gdyby została samotniczką? — spytała.
Dyniowa Skórka spięła się i burknęła:
— Nie chcę o tym myśleć. Wolę żyć z przekonaniem, że dobrze zrobiłam, zabierając was tutaj. — Jej głos był ciężki, jakby przygnębiony. — Twój ojciec to łajnojad! Wierzę, że dobrze wam wszędzie tam, gdzie go nie ma — zaśmiała się, próbując rozluźnić atmosferę.
Kocimiętka skinęła głową.
— Masz rację. Nie wiem, jak mogłam go wcześniej tak idealizować! — odparła z obrzydzeniem.
— Idealizowałaś go? — miauknęła wojowniczka. Po chwili strzepnęła ogonem i pokręciła głową. Kocimiętka nie spodziewała się takiej reakcji.
— Nie mówiłam ci? — zdziwiła się. Była pewna, że już o wszystkim matce powiedziała. — Dałabym sobie głowę urwać, że wszystko ci wyśpiewałam! — dodała. Czy naprawdę nigdy nie powiedziała Dyniowej Skórce o tym, że Królik ją zdradzał? Na pewno powiedziała o tym Makowej Iluzji, co do tego nie miała nawet najmniejszych wątpliwości — ale jak to się stało, że nie przekazała tej informacji własnej matce?
— Nie przypominam sobie… — przyznała rudofutra.
— Och! Nie martw się… już ci powiem — mruknęła Kocimiętka, uśmiechając się smutno do matki. — Ale nie wiem, czy spodoba ci się to, co usłyszysz…

* * *

Teraźniejszość

Nie spodziewała się dostać ucznia — a jednak stało się. Teraz Księżycowa Łapa był pod jej opieką i musiała zrobić wszystko, by jak najlepiej go wyszkolić i nie zawieść Zalotnej Gwiazdy. W końcu liderka liczyła na to, że Kocimiętce uda się nieco naprostować białofutrego młodzieńca, gdyż jak na razie uchodził on za raczej delikatnego i płaczliwego kota — zupełnie niepasującego do wzoru Wilczaka.
Dziś wróciła już z treningu i resztę dnia miała dla siebie. Postanowiła wykorzystać wolny czas na odwiedzenie legowiska starszyzny. Liczyła na to, że może Mroczna Wizja będzie miała dla niej kilka rad odnośnie wychowania Księżycowej Łapy.
Kocimiętka zabrała ze stosu świeżą piszczkę i poszła prosto do legowiska. Zanurzając głowę w jego półmroku, od razu wypatrzyła byłą mistrzynię. Podeszła do niej, kładąc zwierzynę tuż przed jej łapami.
— Witaj, Mroczna Wizjo — przywitała się, pochylając przed kotką głowę. — Doceniam twój wkład w Klan Wilka i… chciałabym poprosić o kilka rad — mruknęła ostrożnie, siadając przed starszą. — Chodzi o Księżycową Łapę… Jest bardzo emocjonalny. Zależy mi na tym, by go zahartować, tylko… nie mam pojęcia, jak to zrobić. Może ty będziesz wiedziała?

<Mroczna Wizjo?>

11 grudnia 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Kocimiętkowej Łapy (Kocimiętkowego Wiru)

Kiedy Kocimiętka była jeszcze uczennicą
– Witaj, Kocimiętkowa Łapo – odparła Mroczna Wizja, zaskoczona nagłym pojawieniem się koteczki. – Co dokładnie chciałabyś wiedzieć o życiu jako mistrzyni? – postanowiła odpowiedzieć najpierw na pierwsze pytanie rudej. Nie podobało jej się to, że uczennica postanowiła zakłócić jej spokój akurat podczas krótkiej przerwy między patrolami.
– Czy musicie mieć określone charaktery? Ty i Lodowy Omen zachowujecie się bardzo podobnie. Prawie w ogóle nie okazujecie emocji! – powiedziała Kocimiętka. Mroczna Wizja przechyliła głowę, zastanawiając się nad sensem tych słów. Faktycznie, mistrzowie często byli do siebie podobni. Chyba musieli. W końcu byli lepsi od innych klanowiczów i prawie zawsze czcili Mroczną Puszczę.
– Od mistrzów wymagane są pewne cechy charakteru, takie jak lojalność wobec klanu, waleczność i odwaga. Musimy też wykazywać się ponadprzeciętnymi umiejętnościami, abyśmy mogli szkolić innych wojowników – wyjaśniła ostrożnie.
– To dlaczego tak rzadko się uśmiechacie albo wyrażacie coś mimiką? Moja mentorka zawsze ma chłodny, obojętny wyraz twarzy. Zazwyczaj nie wiem, jaki ma nastrój i czego mogę się od niej spodziewać – powiedziała uczennica z żalem, przestępując z łapy na łapę. Mroczna Wizja otuliła się ogonem. Czyżby brakowało jej bliskości mentorki?
– Wiesz, Kocimiętkowa Łapo, ja na początku nie miałam najlepszej relacji z moją mentorką, Zaranną Zjawą. Nie rozumiałam jej. Jednak po długim czasie mojego szkolenia zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Czasem potrzeba czasu i cierpliwości, a wszystko się ułoży – obiecała Mroczna Wizja.
– Ale dlaczego Lodowy Omen nigdy się na mnie nie gniewa? Jest taka… pozbawiona emocji! – zaprotestowała.
– A dlaczego miałby się na ciebie gniewać? Zapewniam cię, że byłaby zła gdybyś zrobiła coś naprawdę niestosownego – mruknęła Mroczna Wizja, a jej wibrysy lekko zadrżały z rozbawienia. – Po co mamy okazywać emocje? Zachowanie spokoju to często najlepsza broń. Inni nie wytrącą cię z równowagi ani nie poznają twoich słabości – miauknęła.
<Kocimiętkowa Łapo?>

11 listopada 2025

Od Kocimiętkowej Łapy do Mrocznej Wizji

Znowu sen o tym samym.
Zasnęła w obozie, w posłaniu, wśród rozgrzanych ciał innych uczniów i chłodu z zewnątrz. Jeszcze zanim zamknęła oczy, widziała, jak śnieżynki z dworu wciskają się do miejsca, w którym drzemała ona, jak i jej rówieśnicy. Gdy jednak się obudziła, od razu poczuła przyjemne ciepło na futrze. Otwierając oczy, dostrzegła błękitne, bezchmurne niebo, na którym radośnie tańczyło jarzące się słońce. W dodatku obok niej nie było Pomrocznej Łapy, Kamiennej Łapy ani nikogo innego, kogo znała w Klanie Wilka. Była tylko Dyniowa Skórka, Mak i Królicza Ułuda. Nie otaczały ją ściany legowiska, a pełno budynków. Znów zbudziła się w mieście, otoczona kotami, które tak kochała. A także w obecności ojca, za którym tak tęskniła. I to właśnie ta tęsknota tak bardzo wpływała na jej samopoczucie, życie, nawet na sny. Choć na co dzień nie zadręczała się tym aż tak bardzo, to czasem, gdy zostawała sama, bez żadnego obowiązku do wykonania, uciekała myślami właśnie do chwil spędzonych w siedlisku.
Gdy tak się działo, miała ochotę wydrapać sobie oczy, by znów nie musieć widzieć tego wszystkiego. W dodatku najbardziej bolał ją fakt, że z każdym snem pysk Króliczej Ułudy stawał się coraz bardziej rozmazany, niewyraźny – jakby powoli go zapominała.
Bała się. Bała się, że kiedyś twarz i głos kremowego przepadną w odmętach jej umysłu i już nigdy nie będzie w stanie się do nich dokopać. Nawet nie wiedziała, czemu tak jej zależało na relacji z ojcem. Przecież – tak jak mówiła jej mama – on nawet nie spędzał przy nich wiele czasu. Może Kocimiętka zwyczajnie potrzebowała jakiegoś męskiego wzorca? Cały czas była otoczona kotkami, a nigdy nie miała przy sobie kogoś, kogo mogłaby nazwać prawdziwym “tatą”. Nawet jej mentorka była kocicą! Nie mogła za to nikogo winić, a poza tym cieszyła się, że to właśnie Lodowy Omen była jej nauczycielką – ale jednak czuła, że czegoś jej brakuje.
Teraz Królik znów była tutaj. Mogła zapełnić tę pustkę, którą czuła w sercu. Powstała z miejsca i powoli podeszła do kremowego samotnika, siadając tuż obok. Oparła pysk na jego barku, starając się dokładnie zapamiętać dotyk jego futra i zapach, który od niego bił. Być może w swojej głowie wyidealizowała jego obraz, ale nie była jeszcze na tyle bystra, by zrozumieć, co to słowo znaczy; dlatego ślepo wierzyła, że Królicza Ułuda jest kimś bliskim, kto by ją zrozumiał.
Po chwili spędzonej w ciszy postanowiła się odezwać, czując, że nie może zmarnować okazji do pogadania z ojcem – choćby we śnie.
— Tato… Dlaczego nie chciałeś się nami zajmować? Mama cię za to nie lubi, wiesz? Tak bardzo bym chciała, abyście wciąż byli razem! — westchnęła ciężko, po czym uniosła wzrok na ojca. Siedział nieruchomo, wpatrzony w punkt przed sobą. Jego pysk wydawał się… obcy. Kocimiętkowa Łapa zamrugała pospiesznie, próbując się pozbyć tego wrażenia. Jednak gdy ono nie znikało, po prostu przeniosła spojrzenie na łapy, nie myśląc o tym za dużo. — Oczywiście, o nic cię nie winię! Na pewno miałeś swoje powody, prawda, tato? — zapytała jeszcze, jak głupia, licząc na odpowiedź.
Kremowy był jednak tylko iluzją. Tak naprawdę… nie był przy niej. I gdy Kocimiętka to pojęła, ten rozpłynął się w powietrzu. Wtem od tyłu naszła ją Dyniowa Skórka. Uczennica wzdrygnęła się i szybko odwróciła głowę w jej stronę, kładąc po sobie uszy. Nagle oczy matki przyciemniały, a razem z nimi całe niebo. Nim się obejrzała, była już noc, a pręgowana kocica w pośpiechu popychała córki w stronę wyjścia z uliczki.
— Musicie być cicho jak myszki! — nakazała im szeptem, z determinacją i skupieniem wymalowanym na kufie. Wtedy Kocimiętka poczuła się tak samo, jak tamtej nocy, gdy uciekały z miasta. Właściwie… wszystko wyglądało niemal identycznie. Najpierw była zbyt zdziwiona, by cokolwiek zrobić, by się postawić, lecz gdy w końcu ocknęła się z tego dziwnego transu, natychmiast się zatrzymała. A przynajmniej chciała się zatrzymać – nieważne, co robiła, bo i tak poruszała się naprzód. Nawet gdy stała w miejscu, świat wokół niej się zmieniał, coraz bardziej przypominając las na terenach Klanu Wilka.
— Mamo! Dlaczego musimy uciekać!? — zawołała w końcu, tak głośno, jakby Dyniowa Skórka miała jej nie usłyszeć, choć szła tuż przed nią. Ruda, tak jak zakładała uczennica, nawet nie zareagowała. Nie dlatego, że ją ignorowała, lecz dlatego, że w rzeczywistości Kocimiętka nigdy nie zadała jej takiego pytania. Wtedy ufała bezgranicznie matce, że wie, co robi.
W końcu dotarły do progu obozu, a gdy tylko to zrobiły, sen zaczął blednąć, zanikać. Kocimiętka czuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej, a zmysły nagle się wyostrzają. Gdzieś w tym chaosie słyszała ciche nawoływania swojego imienia.


~~~

— Kocimiętkowa Łapo.
Ruda poruszyła się na swoim posłaniu, próbując zignorować głos, który do niej mówił. Gdy zapadła cisza, rozluźniła się i wzięła głęboki wdech, gotowa znowu zasnąć. Już miała odpłynąć, gdy usłyszała ponownie:
— Kocimiętkowa Łapo, czeka cię trening.
Z westchnieniem rozciągnęła łapy, rozpychając się w posłaniu. Zamlaskała kilka razy, oblizała pyszczek, ale nie zrobiła nic, żeby się podnieść.
— Jeszcze chwilkę… — wymamrotała niewyraźnie, przykładając łapę do pyska. Lodowy Omen, jak zwykle, nie wydawała się zła. Właściwie – ona nigdy się nie gniewała. Była spokojna, opanowana, trochę zdystansowana. Nie podnosiła głosu, nie naciskała, ale zawsze potrafiła sprawić, że Kocimiętka zaczynała myśleć. Rozwijała jej potencjał, uczyła cierpliwości… a mimo to ruda wciąż nie pałała wielką chęcią do treningów. Nie znaczyło to jednak, że ich nie lubiła – dobrze spędzała na nich czas i naprawdę sporo się nauczyła. Po prostu nie była typem kota, który zrywa się o świcie z entuzjazmem. Może była po prostu bardzo, bardzo leniwa.
W końcu mistrzyni zdołała wyciągnąć ją z posłania i obie ruszyły przez terytorium Klanu Wilka, by poćwiczyć polowanie. W nosie uczennicy wciąż kręcił się delikatny zapach Króliczej Ułudy, który przywlokła ze snu. Przez to była trochę rozkojarzona i nie potrafiła dłużej skupić się na jednej rzeczy. Dopóki po prostu szła, nie przeszkadzało jej to zbytnio, ale gdy biało-czarna kotka poleciła jej zejść do pozycji łowieckiej i upolować drozda, zaczęły się schody. Ruda ciągle coś myliła, a Lodowy Omen raz po raz musiała ją poprawiać.
— Nie potrzeba szczególnej spostrzegawczości ani wybitnego intelektu, żeby zauważyć, że trening idzie ci opornie, Kocimiętkowa Łapo – i to nie z powodu braku umiejętności. Możesz dalej kręcić głową i udawać, że wszystko jest dobrze, lub powiedzieć mi, co gra ci w głowie. Żeby żadna z nas nie marnowała czasu na drugą. Nawet najmądrzejszy kot niczego się nie nauczy, jeśli nie ma w sobie myśli i chęci. Zostawiam wybór tobie.
Kocimiętka spojrzała na nią, a w jej oczach na moment pojawiła się nadzieja. Nadzieja, że może wreszcie się wygada, że może Lód pomoże jej przestać tęsknić za ojcem.
Jednak zaraz się speszyła.
— Po prostu jestem senna — mruknęła, spuszczając wzrok.

***

Postanowiła spróbować poszukać odpowiedzi na nietypowe zachowania Lodowego Omenu. Czemu mistrzyni była taka wyprana z emocji? Dlaczego zawsze tak spokojna, nigdy się nie gniewała?
Kto z żyjących kotów mógłby wiedzieć o niej więcej niż sama Mroczna Wizja? Obie były przecież mistrzyniami, więc coś na pewno musiało je łączyć… prawda?
Nie. Tak naprawdę Kocimiętka nie miała pojęcia, czy szuka odpowiedzi we właściwym miejscu, ale nie znała zbyt wielu innych źródeł, więc czarnofutra musiała jej jak na razie wystarczyć.
Kiedy pewnego dnia siedziała samotnie w obozie, postanowiła do niej podejść.
— Cześć, Mroczna Wizjo! Co u ciebie? — zagaiła, siadając obok starszej kocicy. — Może opowiesz mi coś o życiu jako mistrzyni? W ogóle… dogadujesz się z moją mentorką, Lodowym Omenem? — zaczęła wypytywać, nie przejmując się tym, że jej bezpośredniość mogła zostać uznana za nieodpowiednią.

<Mroczna Wizjo?>

[1165 słów]

[przyznano 23%]