BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzburzony Kormoran. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzburzony Kormoran. Pokaż wszystkie posty

12 sierpnia 2026

Od Zszarzałej Łapy (Wzburzonego Kormorana) CD. Bukowej Korony

Przeszłość

Zaginięcie Fiołki postawiło dość sporą część obozu na równe łapy, sporo kotów zaoferowało się w poszukiwaniach, jednak mimo tego, Bukowa Korona zdecydował, że uda się na poszukiwania wraz ze swoim niedawnym uczniem. Point był widocznie zdziwiony tą decyzją, lecz nawet przez chwilę nie myślał, aby odmówić kocurowi pomocy. Jednak kiedy tylko opuścili obóz, do ich nozdrzy nie dotarła nawet najmniej subtelna woń koteczki, ani tropu kuny.
— Wiatr musiał rozwiać ich zapach — stwierdził srebrny, a jego głos się załamał. — Co teraz zrobimy? Musimy znaleźć Fiołkę, musimy! — mówił dalej, wręcz spanikowanym głosem.
Kormoran z nieukrywanym zdziwieniem obserwował swojego mentora, jakby nie potrafiąc uwierzyć w prawdziwość jego słów, przejęcia. Nie wiedział, czym te wątpliwości mogły być spowodowane, lecz morskookiemu obraz zdruzgotanego ojca nie pasował do czekoladowego, który rzadko kiedy widział coś więcej niż czubek własnego nosa. Fakt, starszy dawniej uratował pointa przed Dwunożnymi na plaży, lecz on raczej to zrobił, by udowodnić wielkość swych umiejętności oraz aby nie stracić ucznia, którym mógłby później się przechwalać, gdyby osiągnął coś więcej.

︵‿₊ ⊹₊˚‧ ꩜‧ ˚₊⊹ ₊‿︵

Obecnie

Cóż, ostatnim czego Wzburzony Kormoran się spodziewał to ucznia. Jakoś nie był zbytnio przekonany do tego pomysłu Lśniącej Gwiazdy, lecz ten nawet nie pytał go o zdanie, wojownik nawet nie wiedział, że dostanie pod swe skrzydła Firmamentową Łapę, będącego synem samego lidera. Kocur mógłby zaprzeczać, odmawiać, zabierać się wszystkimi łapami przed tym, jednak… Za każdym razem, gdy myślał o tym, w jego głowie rodziła się myśl: “Do czego tak naprawdę jest zdolny Lśniąca Gwiazda?”. Miał wrażenie, że odkąd na jednym z ostatnich zgromadzeń Serdeczna Naparstnica pomógł mu przejrzeć na oczy, wzbudzić zainteresowanie działaniami obecnego przywódcy, to coś faktycznie musiało być na rzeczy. Nie wiedział jednak, czy powinien aż tak drążyć temat, szczególnie po ogłoszeniu i wprowadzeniu nowej rangi w klanie. W pewnym stopniu nie czuł się zagrożony, przecież był synem obecnej zastępczyni, jednak aż zbyt dobrze widział, jak na inne koty wpłynęła ta decyzja.
Właśnie zauważył niebieskiego protektora i nawet chciał do niego podejść, zaproponować wspólny spacer, lecz przed wojownikiem pojawił się czekoladowy point, który skutecznie pokrzyżował plany swojego mentora. Kormoran trzepnął jedynie końcówką ogona, zachowując spokój na pysku, choć w środku aż się w nim gotował, mając ochotę pogonić młodzika. Jedyny powód, dla którego wojownik się hamował to lubienie swojego życia, dlatego wolałby nie ściągać na siebie gniew samego lidera i ojca tej chodzącej przeszkadzającej kulki futra. Udając, że słucha, kątem oka dostrzegł Bukową Koronę, w jego głowie od razu narodził się pewien pomysł, w końcu srebrny szkolił jedno z dzieci Trójokiego Zająca. Mógłby to wykorzystać, oferując wspólny trening uczniów, a on sam nie będzie musiał aż tyle uwagi poświęcać przy szkoleniu pointa.
Długo nie rozmyślał nad tą możliwością i w połowie słowa młodzika, odszedł do starszego wojownika z propozycją, która przed chwilą mu się narodziła w tej roztrzepanej głowie.
— Bukowa Korono — zaczął, zwracając uwagę dawnego mentora. — Gratuluję kolejnego ucznia, widocznie Lśniąca Gwiazda uważa, że bardzo dobrze mnie wyszkoliłeś. Ale mniejsza o niego, chcę Ci zaproponować wspólny trening naszych uczniów. Mogliby poćwiczyć walkę lub też nawigację w tunelach — zaproponował, starając się być jak najbardziej przekonującym, by jednooki kocur się zgodził.

<Bukowa Korono?>

26 maja 2026

Od Wzburzonego Kormorana CD. Naparstnicowej Łapy (Serdecznej Naparstnicy)

Od zgromadzenia, na którym Kormoran zdecydowanie nie wiedział, jak zachowywać się wobec Serdecznej Naparstnicy, trochę minęło. W tym czasie kocur zdecydowanie wydoroślał, zaprzestając jakichkolwiek głupich odzywek czy zaczepek — stał się poważniejszy i na pewno zaczął myśleć dwa razy, nim pozwoli słowom paść spomiędzy białych warg. Cętkowany przez te księżyce również mocno zdystansował się od innych, nie nawiązując rozmów, jeśli nie było takiej potrzeby. W końcu przestał udawać, próbując w różny sposób zaimponować innym, dostrzegając fakt, iż ci, którzy będą warci jego czasu i uwagi, zaakceptują go takiego, jakim faktycznie jest, bez zbędnych masek, czy sztucznych zachowań, których później sam w końcu żałował.
Cętkowany właśnie wracał z polowania, niosąc w pysku tłustą mysz wraz z dorodnym kosem. Obie piszczki były świeże, nadal ciepłe, a ich krew nie zdążyła stężeć, więc posoka barwiła jego śnieżno biały pysk na czerwony odcień. Jego nieco zmęczone morskie spojrzenie leniwie przesuwało się po kotach, znajdujących się w obozie, dopóki jego uwagi nie przykuła biało-niebieska sylwetka najmłodszego protektora. Kormoran dotychczas nie miał z nim najlepszych stosunków, szczególnie na etapie, kiedy to point był uczniem oraz niedługo po mianowaniu na wojownika. Uważał się wtedy za lepszego w znacznym stopniu, niż faktycznie było. W rzeczywistości to Naparstnica była z ich dwójki najlepszy, od początku dojrzalszy, niedający się młodzieńczym prowokacją cętkowanego.
Pierwszym punktem na jego rachunku sumienia był ów arlekin, które dawno temu już powinien przeprosić za swoje idiotyczne zachowania. Jednak za każdym razem, gdy już w głowie układał po kolei słowa, które powie, te niespodziewanie ulatywały, kiedy tylko morskooki napotkał spojrzenie starszego. Zdając sobie z nagłej pustki w głowie, peszył się i rezygnował z prób rozmowy, co czasem spotykało się z mało przychylnym wzrokiem Naparstnicy, jakby tylko tym już chciał odstraszyć od siebie młodszego wojownika. Kormoran nie miał mu tego za złe, gdyż na jego miejscu, sam, by postępował podobnie, biorąc pod uwagę ile jadu i nienawiści otrzymał protektor z jego strony.
Stał przez parę uderzeń serca w miejscu, dopóki nie wziął się w garść i z upolowaną zwierzyną w pysku ruszył w stronę arlekina. Tym razem już nawet nie próbował czegoś sensownego ułożyć w głowie, gdyż po chwili i tak, by myśli te wyparowały niczym woda w parny dzień. Nieco zgarbiony podszedł do Naparstnicy, by zatrzymać się o długość ogona, czekając, aż skończy rozmowę z Drobnym Ukojeniem. Dopiero kiedy srebrna odeszła, Kormoran skrócił dzielący ich dystans, by odłożyć mysz przed niebieskim. Następnie postąpił podobnie z kosem, tylko jego kładąc bliżej swoich łap, by ten trzymany w pysku nie przeszkadzał w czasie mówienia.
— Wiem, że… — zaczął, lecz szybko zrezygnował z pierwszej myśli, która pojawiła się w jego głowie. — Na początku chyba powinienem przeprosić, a więc przepraszam. Przepraszam za wszystko, co ci księżyce temu mówiłem. Zachowywałem się jak mysi móżdżek, próbując obrażać się w każdy możliwy sposób. Było to niedojrzałe i niestosowne, patrząc też na to, że byłem wtedy już wojownikiem. Jako wojownik powinienem szanować innych pobratymców, szczególnie tych, którzy dbają o dobro klanu, obojętnie czy polując, czy pomagając w obozie. Wiem, że zwykłe słowa i jedno przepraszam nie zmyje moich win, dlatego będę starał się być po prostu lepszy niż tamten młodzik. — Nie czekając na odpowiedź niebieskookiego, schylił się po ptaka, by następnie odejść z nim.

<Naparstnico? Chyba ktoś w końcu dojrzał do posiadanej rangi>

Od Wzburzonego Kormorana CD. Trójokiego Zająca

Ucieczka jego przybranego ojca niezbyt go ruszyła — nigdy nie byli jakoś blisko, kocur miał wrażenie, że już nawet miał lepszy kontakt z jego bratem, Trójokim Zającem. Choć mogło to mieć związek z tym, iż to właśnie kremowy początkowo szkolił rodzeństwo, kiedy Bukowa Korona siedział w lecznicy, dochodząc do siebie po ataku mew. A cóż za ironia losu, podobnie jak swój srebrny mentor nosił na lewej stronie pyska bliznę w okolicy oka, z tą różnicą, że czekoladowy nie miał wcale gałki, a Kormoran swoją zachował na szczęście. Wcześniej, to by dogryzał kocurowi, że nie dał sobie z byle jaką mewą, tracąc część wzroku, lecz po byciu świadkiem śmierci Mroźnego Wierchu wszystko się zmieniło.
Point przez ostatnie księżyce dogłębnie analizował swoje dotychczasowe postępowanie, dochodząc do wniosku, że powinien być sobą, nie łaknąć uwagi innych, zabiegając o nią u kotów, które nie były tego warte. W dodatku zrobił niemały rachunek sumienia, w którym mu wyszło, że powinien jakoś, chociaż przeprosić Serdeczną Naparstnicę i opcjonalnie Bukową Koronę. Początkowo faktycznie żarł się ze swoim dawnym mentorem, jednak z czasem przybrało to formę przyjacielskich zaczepek, które raczej żadnej ze stron nie raniły. A nawet jeśli, to było to chwilę, gdyż oboje wiedzieli, że ten drugi nie mówił poważnie.
Właśnie wybierał z gniazda ze zwierzyną jakąś piszczkę, gdy naprzeciwko siebie ujrzał kremowo-białe łapy, na których nieśmiało zaczynały się odznaczać pręgi. Nawet nie musiał podnosić wzroku wyżej, by wiedzieć, kto teraz nad nim stoi. Mało kto w klanie miał tak jasną sierść, a po ostatnich wydarzenia ubyło o jednego Klifiaka w tym temacie. A nawet jeśli jego przypuszczenia mogły być mylne, to dźwięk głosu rozwiał wszelkie wątpliwości.
— Cześć Wzburzony Kormoranie. — Wspomniany, nie spiesząc się, wziął między zęby drozda, by następnie podnieść głowę i skierować swoje morskie spojrzenie na starszego wojownika. Cętkowany ruchem łba wskazał na gniazdo, dając Zającowi do zrozumienia, by ten także coś wziął dla siebie. Niebieski spokojnie czekał, aż pręgowany dokona wyboru, by następnie u jego boku skierować się do spokojniejszej części obozu, gdzie mogli bez pośpiechu i obaw zjeść posiłek.
— Jak się trzymasz Trójoki Zającu? — spytał, nie mówiąc wprost, o co mu chodzi, lecz można było się szybko domyślić, biorąc pod uwagę spore zmiany w klanie, odkąd Pikująca Jaskółka zginęła, a jej miejsce zająć Lśniąca Gwiazda. Z bratem matki nigdy nie miał jakiś szczególnie bliskich relacji, podobnie jak z nią samą, więc dla Kormorana był tak samo obcy, jak większość Klifiaków, z którymi rozmawiał raz na jakiś czas.

<Trójoki Zającu?>

Od Wzburzonego Kormorana CD. Płomiennego Serca

Pora zielonych liści ledwo się rozpoczęła, a już nadeszła pierwsza fala upałów. Point raczej niezbyt chętnie opuszczał jaskinię Klanu Klifu, głównie z powodu swych jasnych ślepi, które były wrażliwe na promienie słońca, a te niemal non stop padały na wodę i tereny klanu. Jakby pogoda specjalnie robiła na złość, nie zsyłając na niebo ani jednej chmurki, która mogłaby stworzyć, chociażby minimalny cień na ziemi. Niebieski jednak na narzekaniach i niechęci mógł jedynie poprzestać na tym, gdyż nie mógł sobie pozwolić na nie wypełnianie swych obowiązków jako wojownik.
Późnym porankiem zwlókł się z posłania na jednej z półek, będących przeznaczone dla uczniów, którzy już zostali mianowani i odbyli czuwanie. Kormoran od poprzedniego sezonu zielonych liści był raczej dość niemrawy, jakby fakt, iż to z jego winy Mroźny Wierch zginął, ciężko osiadł na jego psychice, nie dając chwili wytchnienia. Oczywiście starał się to ukrywać, nie chcąc niepokoić siostry czy matki, albo o zgrozo Aldrowandowej Łapy, która zdecydowanie wiedziała, kiedy coś jest nie tak. Kocur wolał sam się z tym mierzyć, ponosząc skutki swojego nieodpowiedzialnego zachowania z przeszłości. Od tamtego czasu też jakoś zaprzestał zaczepek w kierunku Serdecznej Naparstnicy, który od tamtego czasu został mianowany na protektora.
Zmęczony po średnio przespanej nocy, szeroko ziewnął, czekając na koty, które miały wyruszyć na patrol graniczny, nim nadejdzie Wysokie Słońce, gdy wielka kula światła na niebie zacznie niemiłosiernie grzać grzbiety wojowników. Przysiadł przy wyjściu z przymkniętymi oczami, napawając się leniwym porankiem, który panował w obozie.
— Cześć Wzburzony Kormoranie! — Na nagły głos Płomiennego Serca, zjeżył sierść na grzbiecie, by następnie posłać kotce krótkie nienawistne spojrzenie.
— Dzień dobry Płomienne Serce — mruknął. — Czy mogłabyś tak mówić o pół tonu ciszej? — spytał, spoglądając na nią, by ta miała litość dla jego biednych uszu.

<Płomienne Serce? Czemu jeszcze na kogoś czy idziemy bez nich?>

16 marca 2026

Od Wzburzonego Kormorana

Pora zielonych liści trwała w najlepsze, przyjemna bryza ciągnąca się znad rozległego morza przyjemnie targała i tak już wiecznie zmierzwionym futrem Wzburzonego Kormorana. Młody wojownik właśnie wyruszał na patrol wraz z Mroźnym Wierchem, który raczej nie przypadł do gustu młodzikowi — może ze względu na ciągłe żarty lub ogólny brak ciszy ze swojej strony choćby na parę uderzeń serca. Point zastanawiał się, co Judaszowcowa Gwiazda musiał mieć w głowie na stare księżyce, by ustalać tego typu grupy — no, chyba że zrobiła to Pikująca Jaskółka, zastępując czekoladowego w większości kwestiach. Morskooki nigdy nie był zżyty z przybranym dziadkiem, nie mając chyba nawet okazji ani razu przeprowadzić z nim rozmowy jako członkowie jednej rodziny, a nie lider z członkiem klanu. Można, by nawet stwierdzić, że nieco wyczekiwał moment, kiedy to kocur trafi do Klanu Gwiazdy, jednakże z uwagi na dobrą minę do złej gry, nie mówił tego głośno, zachowując to dla siebie.
Zamyślony nawet nie zauważył złowrogiego cienia, który majaczył trawiastym klifie parę długości przed nimi. Dopiero skrzek nad ich głowami był zwiastunem nieuniknionego ataku na nich przez mewę, wystarczyło uderzenia serca za późno, a przebrzydłe ptactwo, by miało w swoich szponach niebieskiego wojownika. Jedynie reakcja Mroźnego Wierchu uchroniła syna Źródlanej Łuny od zakończeniem żywota, jednak nie było czasu na żadne podziękowania, gdyż nadal byli zagrożeni przez mewę. Wzburzony Kormoran sprawnie podniósł się z ziemi i ramię w ramię ze starszym wojownikiem stanął do walki — nie zamierzał uciekać niczym tchórz, pokaże Bukowej Koronie, że jest jedynie słabeuszem, którego byle mewa może pokonać.

«★»

“Idiota, jak mogłeś do tego dopuścić?!” — krzyczał w myślach, targając na swoim grzbiecie wiotkie ciało Mroźnego Wierchu.
Zmęczony i ubrudzony posoką nie tylko własną, wkroczył do obozu skrytego za wodospadem. Z ciężkim oddechem i szeroko rozstawionymi łapami, skierował wzrok na legowisko medyka — jego cel. Musiał dostarczyć liliowego wojownika nim będzie za późno, nawet jeśli już tak było, to point nie przyjmował tego faktu do swojej świadomości. Nie mógł pozwolić, by to z jego winy jakikolwiek Klifiak zmarł, szczególnie kiedy istniał promyk nadziei na to, że z tego wyjdzie.
Ignorując fakt pozostawiania za sobą szkarłatnej smugi na kamieniu oraz przerażonych spojrzeń, parł do przodu. Jakiś wojownik zaproponował mu pomoc, jednak Wzburzony Kormoran jedyne, co słyszał to szum krwi we własnych uszach oraz bicie rozszalałego serca, które boleśnie natrafiało na żebra klatki piersiowej.
— Jagnięcy Ukłonie… — zaczął słabo, jakby medyczka była w stanie dosłyszeć jego niknący głos w głębi swej pieczary. — Jagnięcy Ukłonie… — zawołał ponownie, czując, jak z każdym krokiem jego łapy zaczynając coraz bardziej niekontrolowanie drżeć. Nie mógł się teraz poddać, nie mógł! Był tak blisko, nie może zawieść!
“Klanie Gwiazdy, błagam… Dodajcie mi siły… Niech Mroźny Wierch przeżyje…” — skomlał w myślach z nadzieją, że Przodkowie czuwają ciągle nad nimi i wysłuchają jego marnych modłów. Może nie był wzorowym wierzącym wojownikiem i możliwe, że nawet nie zasługiwał na pomoc ze strony Przodków przez swoje dotychczasowe postępowania wobec innych, jednak teraz to nie miało znaczenia — chodziło tu głównie o życie starszego, który uchronił jego zapchlony ogon przed gorszym losem niż tylko dwie szramy na dotychczas nieskazitelnym ciele morskookiego.
— Wzburzony Kormoranie. Odpuść. Już za późno. — Czyjś głos próbował mu przemówić do rozsądku, jednak to jedynie zacisnął szczękę. Czuł, jak oczy go pieką od niechcianych łez, które usilnie cisnęły się na światło dzienne.
— Nie… Jest jeszcze nadzieja… — odpowiedział z łamiącym się głosem i drżącą szczęką.
— Odpuść.
Nie wiedział, kto jest właścicielem tych wypowiadanych słów, lecz czuł, jak ich ciężar powoli osiada na całym jego ciele. Opadająca adrenalina w niczym nie pomagała, a jedynie pozwalała, by zmęczenie coraz bardziej kusiło cętkowanego w swoje spokojne objęcia. Bliski płaczu w końcu spojrzał w stronę tego, kto ośmielił się mu przeszkodzić w dotarciu do Jagnięcego Ukłonu. Jakie jego zdziwienie było, gdy zamajaczyła przy nim sylwetka pewnego ucznia protektora — czy to mógł być naprawdę on, czy to już jego zmęczony umysł miesza w myślach.
Długo jednak nad tym nie rozmyślał, gdyż padł ciężko na ziemię, a całe pole widzenia zasunęła mgła i następnie ciemność, która także przyniosła ze sobą ciszę i spokój.

«★»

Początkowo nie wiedział, gdzie jest ani coś się działo przed tym, nim zemdlał na środku obozu. Szybko jednak wspomnienia zaczęły zalewać jego nadal przyćmiony umysł. Nagle otworzył szeroko oczy i gwałtownie poderwał głowę z miękkiego posłania, na którym leżał — dopiero po chwili jego nozdrza zostały zaatakowane przez silną woń ziół, które były przechowywane w innej części legowiska.
— No proszę, kto się obudził. — Głos Aldrowandowej Łapy był niczym płachta na byka. Posłał jej złowrogie spojrzenie, by następnie ciężko podnieść się z zamiarem opuszczenia legowiska medyków. — Leż mysi móżdżku — skarciła go młodsza, jednak ten nie słuchał.
— Leżeć będę, gdy dowiem się, co z Mroźnym Wierchem — syknął, pozbywając się opatrunku z lewego oka. Szylkretka niespodziewanie zastąpiła mu drogę, na co gniewnie machnął ogonem. — Przepuść mnie znajdo.
— Chodzi o to, że Mroźny Wierch nie żyje.
— Kłamiesz! Już wronia strawa lepiej się zna niż ty! — fuknął, ignorując fakt, że mógł tym urazić uczennice. Nie obchodziło go to na obecny moment, teraz jedynie liczył się liliowy wojownik, dlatego bez dalszej zwłoki, wyminął młodszą, ignorując fakt, że mogła coś mówić. Lekko utykając na prawą tylną łapę, wyłonił się z legowiska, by ujrzeć niemałe widowisko. Osłupiały przystanął po paru krokach, będąc w stanie dosłyszeć głos Rozświetlonej Skóry.
— Najpierw mój brat, a teraz ukochany?! Ile kotów musi jeszcze zginąć przez te parszywe mewy, byśmy coś z tymi zrobili?! — Słowa wojownika ciężko zwisały między zgromadzonymi, a Wzburzony Kormoran dopiero po chwili uświadomił sobie, że brązowooki kieruje te słowa prosto do Judaszowcowej Gwiazdy, który stoi przed swoim legowiskiem.
Długa nie trzeba było czekać, by inne koty poparły zrozpaczonego wojownika, który stał przed ciałem zmarłego. Nawet sam Bukowa Korona głośno zawtórował starszemu, na co point przewrócił oczami — oczywiście jak zwykle będzie się rozchodzić o to, że został oszpecony przez mewy.
— Nie pośle kolejnych kotów na śmierć — mruknął ochrypłym głosem, który ledwo dało się usłyszeć przez wrzawę tłumu.
— Jak nic nie zrobimy, kolejni będą z każdym dniem ginąć!
— Trzeba coś zrobić!
— Przegońmy je!
— Lepiej wybijmy, co do jednego!
— Cisza! — Głos Pikującej Jaskółki zagrzmiał niczym piorun na niebie w burzową noc. — Judaszowcowa Gwiazdo, twoi wojownicy chcą iść, a ten problem trzeba w końcu rozwiązać. 
Po długiej grobowej ciszy w końcu czekoladowy ciężko westchnął.
— Zgoda. Każdy chętny niech zgłosi się do Pikującej Jaskółki. — Po tych słowach starszy zniknął w odmętach legowiska.

14 marca 2026

Od Zszarzałej Łapy (Wzburzonego Kormorana) CD. Oszronionej Łapy (Oszronionego Kła)

— Byliście na plaży do późna? — spytał zaniepokojony. Jednym z dużych minusów osobnych treningów było to, iż kocur przez ten czas nie wiedział, co się dzieje z jego jedyną siostrą. Może i był nieco nadopiekuńczy w tej kwestii, jednakże Szron była dla niego wszystkim, a możliwa strata kotki była czymś, czego nie potrafił sobie wyobrazić.— Potem poszlijmy na patrol poszukiwawczy… znowu. — Drugie słowo dodała ciszej, aby nie usłyszała go Jagnięcy Ukłon. — Myszleliszmy, że mamy jakisz trop, ale to znowu tylko te paszkudne mewy. Panoszą szie tutaj tak, że już niemal pachną, jak koty.
— Prawda... W końcu będzie trzeba coś z tym zrobić... — przyznał, zastanawiając się, kiedy kolejny kot ucierpi z powodu tego ptactwa.
— A ty? Co robiłesz dzisziaj i wczoraj? — spytała, aby po chwili wziąć kęs wróbla, który w większości został już pozbawiony brązowego upierzenia.
— Raczej nic szczególnego… Chociaż Bukowa Korona katuje mnie ostatnio treningami ze wspinaczki, jakby chcąc mnie pogrążyć jeszcze bardziej lub… Może pomóc z moim lękiem wysokości? — Pozwoli sobie na insynuacje, co mogło kierować wojownikiem, że ten w ostatnich dniach tak mocno kładł nacisk na coś, co dotychczas niemal przerastało pointa. — Poza tym natknęliśmy się ostatnio na Dwunożnych na plaży! Jeden omal mnie nie porwał — przyznał Strzępek, pilnując się z natężeniem głosu, by nie przeszkadzać medyczce. Srebrna nie chcąc przeszkadzać w rozmowie pomiędzy rodzeństwem, udała się zapewne do składziku, gdzie trzymano wszystkie zapasy medykamentów. Jednakże to nie mogło spowodować, że mimo wszystko ich słowa w jakimś stopniu będą się nieść między skalnymi ścianami legowiska.

«★»

— Jeszcze raz — zarządził czekoladowy, kiedy morskooki wylądował w miejscu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej stał wojownik.
— To bez sensu! — fuknął, prostując się. Od rana Bukowa Korona ćwiczył z nim walkę, nie mając w planach podzielić się informacją, kiedy to zakończą.
— To samo powiesz przeciwnikowi na polu walki? “Bez sensu”? Myślisz, że jakiś Wilczak podzieli twoje zdanie, odpuści ci, daruje życie? Nie! Więc rusz ten zapchlony ogon i próbuj do skutku.
Trzeba było przyznać, że srebrny dość w specyficzny sposób motywował swojego ucznia, lecz najważniejsze było, że działa.

«★»

— Ja, Judaszowcowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Zszarzała Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Zszarzała Łapo, od tej pory będziesz znany jako Wzburzony Kormoran. Klan Gwiazdy ceni twój intelekt i siłę, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu.
Starszy powtórzył jeszcze raz całą formułkę, mianując Oszronioną Łapę na wojowniczkę. Dopiero po tym Judaszowcowa Gwiazda zeskoczył z miejsca przemówień i po kolei dotknął pyskiem ich głów, a oni jego barku. Później nastąpiło czuwanie rodzeństwa, podczas którego nie mogli ani słowa zamienić.

<Szron, końcu nadszedł ten dzień>
[451 słów]

[Przyznano 9%]

11 marca 2026

Od Zszarzałej Łapy CD. Bukowej Korony

Strzępek musiał przyznać, że jego mentor raczej nie znał słowa litość lub nawet nie posiadał go w swoim słowniku. Point już nie wiedział, ile wojownik go ciąga po terenach klanu, jednak Wysokie Słońce intensywnie grzało ich w odsłonięte grzbiety. Na szczęście uczeń miał nieco łatwiej niż wojownik ze względu, że on jako młody point nadal był dość jasny, natomiast Bukowa Korona na plecach był pokryty sierścią w odcieniu brązu, która skuteczniej przyciągała promienie górującego słońca. Jednakże żadnemu z nich nie przyszło do głowy narzekać, choć i tak z czasem pogoda zaczęła się drastycznie zmieniać. Jasna kula na niebie została przysłonięta szarymi chmurami, a nagłe porywy wiatru próbowały ich powalić swoją gwałtownością i raptownością. Później już wszystko potoczyło się znacznie szybciej i z nieboskłonu poczęły spadać chłodne krople deszczu. Zszarzała Łapa w duchu był wdzięczny, że pogoda nad nimi się zlitowała i dalszą drogę mogą pokonać w bardziej przystępnych warunkach.
— Zaraz się na dobre rozpada, powinniśmy się sprężać — oznajmił wojownik, przyspieszając kroku.
Uczeń nie protestował, gdyż mimo wszystko wolałby uniknąć większego oberwania chmury. Świadomość tego, ile by mu zajęło ogarnięcie się po ulewie, sprawiało, że odechciewało mu się czegokolwiek, nawet dalszego marszu. Jednakże musieli coś przynieść do obozu, co mogłoby wykarmić parę kotów, dlatego też udali się na plażę.
Dotychczas Zszarzała Łapa nie miał styczności z Dwunożnymi, dlatego, kiedy ujrzał ich w pobliżu morza, jego wzrok był skupiony na każdym ich ruchu. Te zdawały się wykonywane w pośpiechu, jakby i te wysokie stworzenia wolałby uniknąć mocniejszego deszczu. Morskooki nawet nie dostrzegł, że jeden z kociąt Dwunogów zatrzymało się i spogląda w ich stronę, dopiero kiedy poczuł szturchnięcie w bark, oderwał wzrok od tych dziwnych stworzeń, by skierować je na swojego mentora.
— Nic tu po nas — rzucił, mając zamiar odejść i to jak najszybciej.
— Jak to? Co z krabami? — spytał zdziwiony, zapominając na moment o Dwunożnym, który powoli się do nich zbliżał.
— Mówię nic tu po nas, więc idziemy. Chyba że chcesz zostać zabrany do ich siedliska, jeśli tak to droga wolna. Jednakże wtedy możesz być pewnym, że nie zostaniesz wojownikiem, a to czy jeszcze zobaczysz siostrę lub innych jest bardzo wątpliwą kwestią — warknął Buk, chwilę przed tym, jak point został pochwycony przez to wyprostowane stworzenie.
Strzępek od razu zaczął syczeć, wymachiwać łapami z wysuniętymi pazurami, jednakże Dwunożny miał inne plany, co do ucznia i nie miał zamiaru tak łatwo go wypuścić. W ciągu paru kolejnych uderzeń serca do walki wkroczył Bukowa Korona, który zaczął wykonywać cięcia pazurami na jednej z nóg oprawcy morskookiego. Po chwili rozległ się krzyk bólu, a dotychczas trzymany kocurek, wylądował ciut niezgrabnie na ziemi, by następnie ruszyć biegiem w stronę obozu. Nawet nie oglądał się, by sprawdzić, czy jego mentorowi nic nie jest i czy nie został porwany zamiast niego. Dopiero na bezpiecznym klifie zwolnił, mając wrażenie, że zaraz płuca wypluje. Jego rozszalałe serce wręcz galopowało w klatce piersiowej, nieprzyjemnie obijając się o żebra. Musiał przyznać, że chyba jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak pozbawiony tchu, nawet po morderczych treningach czekoladowego nie był tak padnięty, jak teraz.

<Bukowa Korono? Mam nadzieję, że przetrwałeś>
[502 słowa]

[Przyznano 10%]

05 marca 2026

Od Zszarzałej Łapy Do Naparstnicowej Łapy

Księżyce powoli mijały, a Zszarzała Łapa jako tako przyzwyczaił się do swojego specyficznego mentora, choć ich ciągłe dogryzanie nadal było obowiązkowym elementem każdego treningu, jednakże była w tym jakaś nić porozumienia między nimi i wbrew temu, co uważali, byli bardzo do siebie podobni — jednakże ci nadal woleli uważać, że tak nie jest. Nastał kolejny sezon ich współpracy, a w głowie pointa zaczęły się pojawiać pytania związane z mianowaniem na wojownika. Głównie były to zagadnienia krążące wokół tego, kiedy w końcu ten moment nastąpi, czy może jednak nie jest wystarczająco dobry, by dostąpić tego zaszczytu. Czy to oznaczało, że słowo dawniej dane siostrze nie będzie mieć odniesienia w rzeczywistości? Świadomość tego, że mimowolnie okłamał Szron, nawet jeśli nie miał na to wpływu.
Morskooki pomimo tylu księżyców nadal zbytnio nie przywykł do bycia rannym ptaszkiem i opuszczania obozu niemal ze wschodem słońca, choć to może drobna przesada, lecz tak to widział Strzępek. Miał wrażenie, że Bukowa Korona specjalnie tak wcześnie wyciąga go z wygodnego posłania, gdzie jest otulony objęciami Morfeusza. Tak było i tym razem — kocurek ledwo przytomny, będąc nadal myślami w legowisku, wyszedł z jaskini, którą dzielił z uczniami, by śpiąc na siedząco poczekać, aż czekoladowy łaskawie się zjawi.
“Następnym razem, kiedy będę musiał na niego czekać, to rzucę go na pożarcie mewom. Może akurat trafi na jakąś, co skusi się na jego drugie oko” — pomyślał, ziewając przeciągle. Z trudem utrzymywał jakąkolwiek świadomość, nawet jeśli była ona szczątkowa i przysłonięta mgłą pozostałego snu.
— Żeby ciebie zaraz jakaś mewa nie dziobła. — Nagle usłyszał odpowiedź na swoje narzekanie. Niemal od razu oprzytomniał, zauważając, że przed nim stoi ów wojownik we własnej postaci. Czyżby niebieski jednak powiedział to na głos, a nie w myślach…? Skarcił się w duchu, próbując jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
— Chyba jednak powinna jakaś Ci język wyrwać — rzucił, wyciągając się nieco, by w pełni rozbudzić swoje ciało oraz umysł, aby uniknąć już takich wpadek. — Nie musiałbym mchu i energii marnować — dodał, podnosząc cztery litery z chłodnawej powierzchni, która w tym miejscu nie była pokryta suchą trawą, wyścielającą znaczącą część obozu.
— Tak tak, było miło, ale koniec tego. Dzisiaj będzie intensywnie — oznajmił starszy, ruszając ku wyjściu z obozu.
— A czy kiedykolwiek nie jest? — spytał, witając się skinieniem głowy z patrolem, który właśnie wyruszał. Głównie były to koty bez uczniów, co Strzępek odebrał jako jasną oznakę, iż Buk uwielbia go męczyć na wszelakie sposoby.
— Mam zmienić plany, byś przypomniał sobie wspinaczkę na drzewa? — odpowiedział, spoglądając na pointa z uniesioną brwią.
“Będzie mi to do końca życia wypominać…”
— Ledwo wczoraj było! — zauważył oburzony, zaczynając podążać za mentorem.
— Właśnie, dawne dzieje — droczył się dalej, co spotkało się z wręcz morderczym spojrzeniem Zszarzałej Łapy.
Większość Klifiaków mogło zauważyć, że relacja Bukowej Korony i syna Źródlanej Łuny jest dość specyficzna, a zarazem dość swobodna — oboje nie mieli oporów, by rzucać kąśliwymi komentarzami w kierunku tego drugiego. Może i dla innych mogła być to oznaka braku szacunku wobec starszych, lecz Strzępek już po prostu wyrobił taką maskę przy srebrnym, dlatego też takie podejście stało się czymś naturalnym z jego strony. Choć pewnym było, że po takim czasie, jaki spędził w towarzystwie wojownika, to młodszy już nie postrzegał go jako niekompetentnego buca, a jedynie buca, który co nieco jest w stanie go nauczyć.
— Lepiej powiedz, co takiego niby zaplanowałeś, że będzie jeszcze gorzej niż zwykle — zagaił, kiedy tylko ruszyli wzdłuż klifu, by następnie po kamieniach przedostać się na drugą część terenów klanu, które były podzielone przez rzekę, końcowo zmieniającą się w wodospad, skrywający obóz Klifiaków.
— Musisz się jeszcze jednej rzeczy nauczyć, nim zacznę rozważać przygotowanie cię do testu.
— Testu…? Nigdy o tym nie mówiłeś — zauważył. — Cudna niespodzianka, naprawdę — sarknął, przewracając oczami.
— Chyba nie myślałeś, że ot tak zostaniesz mianowany na wojownika. — Cisza ze strony młodszego jedynie go utwierdziła w tym, że Zszarzała Łapa naprawdę tak myślał. — Już chyba dawno nie musiałem się załamywać z twojego powodu… Przechodząc test, musisz udowodnić, że nadajesz się na wojownika Klanu Klifu, to chyba oczywiste. Chociaż w sumie mogłem się spodziewać, że ten twój kocięcy móżdżek może nie pojmować tak prostej rzeczy.
Uczeń machnął gniewnie ogonem, zastanawiając się, kiedy nadarzy się jakaś idealna okazja, by odegrać się jakoś na Bukowej Koronie. W głowie już miał trzy pełne listy tego, za co chce się zrewanżować czekoladowemu. Jednak czy kiedykolwiek faktycznie ten moment nastąpi, to nawet nie wiedział sam point.
— Wracając do mojego pytania, czego niby muszę się jeszcze nauczyć?
— Nawigacji w tunelach, dlatego też idziemy do Sekretnego Tunelu, byś spróbował tym swoim mysim móżdżkiem ogarnąć poruszanie w ciasnych korytarzach, niemal nie widząc własnych łap — poinformował, choć oczywiście nie mogło zabraknąć złośliwej uwagi pod koniec. Na to jednak morskooki nic nie odpowiedział, pozostając przy przewracaniu oczami, póki te jeszcze mu nie wypadły od nadmiernego używania tego gestu.

«★»

— Na co czekasz? Właź.
— A ty? — spytał, przenosząc wzrok na srebrnego. Jakoś niezbyt mu się uśmiechało samotnie wchodzić do tego pomroku i to po raz pierwszy.
— Będę tuż za tobą.
— O nie, mowy nie ma. Idziesz pierwszy — zażądał, na co Buk jedynie popchnął go w stronę jednego z tuneli. Point nie miał zbytnio wyboru, tak więc wykonał parę szybkich kroków, by wojownik nie deptał mu po piętach — i nie próbował jakiejś swojej sztuczki. — Wyjaśnisz, na czym będzie to dokładnie polegać, czy mam po prostu iść na oślep z nadzieją, że się nie zgubię, a ty nie postanowisz mnie tu samego pozostawić?
— A co, boi-myszka z ciebie? — rzucił, nim poinstruował, by młodszy skręcił w jedną z odnóg tunelu, którym podążali.
— Nie, ale nie uśmiecha mi się zginąć tutaj. Obiecałem coś siostrze.
— Jak słodko — mruknął z wyczuwalną ironią w głosie. — Dobra, jeszcze parę razy skręcimy i będziemy na miejscu — dodał.
— Jakim cudem ty pamiętasz drogę?
— Treningi, w końcu mnie samego ktoś musiał wyszkolić.
— Mam nadzieję, że ten Klifiak zbytnio nie ucierpiał przy tym, plus byłeś uczniem, który słuchał, bo-
— Tak, wiem. Nie chcesz tu zginąć. A teraz wykorzystaj swoje wibrysy do czegoś więcej niż tylko ozdoby na tym pyskatym dziobie. — Strzępek już miał coś dodać, lecz ogon wojownika na jego pysku skutecznie go powstrzymał. — Wibrysy wykorzystujesz przy polowaniu, jednakże przydają się także w tunelach. Dzięki nim możesz wyczuć ruch powietrza w korytarzach oraz także ich ściany, jeśli podejdziesz zbyt blisko — wyjaśnił, zabierając srebrną kitę z mordki ucznia. — Masz za zadanie nasz wyprowadzić.
— No pięknie… Mogłem się bardziej skupić na drodze.
— Mniej gadania, więcej pracy — zganił go Buk, by ten w końcu przeszedł do działania. On także nie chciał tu całego dnia spędzić.

«★»

— Nie było tak źle. — Pochwała ze strony czekoladowego była rzadkością, dlatego też morskooki napawał się tymi słowami, póki mógł, gdyż nie wiedział, kiedy podobny moment nastąpi. — Zjedz coś, a później wyruszymy z patrolem.
Młodszy skinął głową i lekkim krokiem udał się do gniazda ze zwierzyną, by wybrać sobie sierpówkę, która była na samej górze sterty. Ktoś musiał ją niedawno upolować, a jemu należała się zwierza piszczka za ciężką pracę w tunelach. Kocur już miał się odwracać, by znaleźć miejsce na spokojny posiłek, lecz wtedy ktoś szturchnął go, wytrącając ptaka z pyska. Zszarzała Łapa od razu skierował srogie spojrzenie na Klifiaka, który odważył się na coś takiego — nawet jeśli było to przez przypadek, to powinno się uważać na innych. Widząc, jednak przed sobą Naparstnicową Łapę, na jego pysku mimowolnie pojawił się grymas, jakby obrzydzenia w kierunku starszego.
— Weź ją sobie, nie będę tego już jeść — rzucił ze słyszalną pogardą.

<No Naparstnica, myślałem, że mam spokój od ciebie>
[1212 słów + nawigacja w tunelach]

[Przyznano 24% + 5%]

28 lutego 2026

Od Strzępka (Zszarzałej Łapy) CD. Króliczej Prawdy

Przeszłość

Strzępek w ostatnich dniach siedział nieco bardziej z boku, oddalony od matki oraz siostry. Jego myśli zajmowały słowa Króliczej Prawdy, który mówił, że nawet jeśli nie jest z siostrą podobny do niego, to nadal jest ich biologicznym ojcem. Zdawało mu się, że kocur sam próbował uwierzyć we własne wypowiadane słowa — lecz co on mógł wiedzieć, w końcu jest jedynie małym kociakiem, który ledwo odrasta od ziemi. Mimo to był dobrym obserwatorem i może nieco zbyt przesadnie analizował słowa innych, w szczególności Źródlanej Łuny i dwójki kremusów, którzy w wolnych chwilach zaglądali do żłobka.
Jak na zawołanie, do uszu pointa dotarł dźwięk zbliżających się kroków. Nawet nie musiał się odwracać, by stwierdzić, że to musi być Królicza Prawda, bądź Trójoki Zając — Płomienne Serce miała znacznie bardziej żwawy i radosny chód, jakby chcąc zarazić wszystkich swoim dobrym humorem. Po chwili mógł usłyszeć odgłos rzucanej zwierzyny, która zapewne musiała być dla niebieskiej kotki oraz rodzeństwa.
— Hej, młody — zagaił, usadawiając się obok syna. — Czemu siedzisz tak daleko? — ciągnął dalej, nie doczekawszy się odpowiedzi. — Wyglądasz na przygnębionego. Nie cieszysz się z tego, że już niedługo zostaniesz uczniem? — dodał, kiedy to ze strony Strzępka nadal panowała cisza. — Będziesz znowu mógł rozmawiać z tym swoim kolegą, Naparstnicą.
Morskooki na ostatnie stwierdzenie jedynie przewrócił oczami, strzygąc prawym uchem. Nie wiedział, skąd taki pomysł zrodził się w głowie wojownika, skoro ani on, ani Szron nie pałali sympatią do tego niskorosłego syna Postrzępionego Mrozu. Zdawało mu się, że było to widać z daleka, jednak raczej nie miał się, co dziwić kremusowi, który aż tak dużo czasu nie spędzał w kociarni, więc możliwym było, że nie zdawał sobie sprawy z podejścia pointów do Naparstnicy. Strzępka nawet ucieszyła wieść, że ten niebieskooki arlekin w końcu opuścił te cztery ściany i mógł na spokojnie z siostrą panoszyć się po żłobku bez obaw, że kocur zechce do nich dołączyć.
— Naparstnica nie jest moim kolegą — fuknął pod nosem, owijając ogon wokół łap. Pomimo tego, że w jaskini było nieco cieplej niż ogólnie w obozie, to nadal chłodniejsze podmuchy były w stanie się przedostać — w dodatku fragmenty litej skały raczej nie były w żadnym stopniu ciepłe w dotyku. — I nie, nie cieszę, że zostanę uczniem. Będę mniej czasu spędzał z siostrą — mruknął, kątem oka spoglądając na Szron, która wyrywała się z objęć matki, która jakby na pokaz chciała ją umyć po paru kęsach przyniesionej sójki.
— Jako uczniowie będziecie mogli mieć wspólne treningi, jeśli wasi mentorzy się zgodzą — wyjaśnił Królik, lecz młodszy jedynie skierował na niego swój beznamiętny wzrok.

«★»

Obecnie

— Jeszcze raz. — Polecenie wydane przez Bukową Koronę zaczynało rozbrzmiewać w głowie Zszarzałej Łapy niczym niechciana mantra. Niebieski point już nie wiedział, ile razy musiał powtarzać jeden ruch, gdyż czekoladowemu nadal coś nie leżało w wykonaniu ucznia. Młodszy miał wrażenie, że w takim tempie to on przez sen będzie wykonywał jedną i tę samą rzecz.
— Nie za dużo tych powtórzeń…? — mruknął, opadając ciężko na cztery łapy. Miał wrażenie, że całe jego ciało ledwo się trzyma w kupie i wystarczy jeszcze chwila ciągłych ćwiczeń, by nie był w stanie nawet wibrysem ruszyć.
— Jak chcesz być dobrym wojownikiem w przyszłości, to ćwicz, nie gadaj — oznajmił wojownik, obserwując z uwagą swego podopiecznego, który właśnie wbijał pazury w ziemię. Była to jedyna oznaka frustracji, którą Buk mógł zauważyć. — Skoro masz siłę pyskować, to dasz radę pomęczyć się ze mną — dodał, na co point machnął wściekle ogonem. Nienawidził niemal każdego momentu, kiedy ten pozer otwierał swój szpetny dziób. Nie był w stanie zliczyć, ile raz te lisie łajno przechwalało się swoimi niby wielkimi osiągnięciami.
— Niby taki wielki, a byle mewa go pokonała… — prychnął pod nosem, na nowo spinając coraz bardziej zmęczone mięśnie. Ponownie wykonał to, czego oczekiwał od niego jednooki, lecz tym razem zamiast na łapy, to padł na brzuch i nie wyglądało, jakby miał w przeciągu paru uderzeń serca wstać z ziemi.
— A myślałem, że na więcej będzie cię stać — westchnął ciężko starszy, podchodząc do Zszarzałej Łapy. Ten ledwo żywy spojrzał na mentora, który zdawał się czekać na jakąkolwiek reakcję, którą było coś więcej niż tylko skierowanie wzroku na jego personę.
“Kiedyś mnie do grobu wpędzi…” — pomyślał, podnosząc się ociężale z przyjemnie miękkiej trawy.
— Koniec na dziś…? — spytał ze słyszalną nutą nadziei w głosie. Na te słowa wojownik jedynie uniósł jedną brew, jakby zastanawiając się, czy właśnie dobrze usłyszał.
— Niech będzie, wracamy do obozu. — Strzępek miał zamiar skakać z radości, gdyby nie kolejne słowa: — Ale najpierw jak zwykle zapolujemy.
“No chyba cię coś boli!” — prychnął oburzony. Na takie coś się nie godził!
Kładąc uszy po sobie, zaczął mierzyć kocura wściekłym wzrokiem. Teraz to miał ochotę zrobić coś więcej niż tylko zatkanie mu pyska mchem. Najchętniej to, by chyba rozszarpał na strzępy tu i teraz, jednak nie mógł ryzykować, że przez to jego szkolenie zostanie wydłużone — nie może zawieść matki, a tym bardziej siostry. Cały klan zapewne na niego patrzył, podobnie na Szron, przyglądając się postępom wnukom Judaszowcowej Gwiazdy. Dlatego też dość szybko zrezygnował z ledwo narodzonego pomysłu i ruszył za Bukową Koroną, który zdawał się być usatysfakcjonowany, że jego własny uczeń nie ma sił już jakkolwiek mu się przeciwstawić.
W lesie nieopodal Studni udało im się upolować po nornicy oraz sikorce bądź wróblu. Nie było to wiele, lecz Zszarzała Łapa nie miał siły na więcej, a czekoladowy chyba się nad nim zlitował i poprowadził ich w stronę obozu. Właśnie wtedy po drodze natknęli się na patrol graniczny, który także zmierzał w stronę klifów, kończąc obchód wzdłuż granicy z Wilczakami. Na nieszczęście pointa w skład grupki wchodził, jego pożal się ojciec z Pasterzową Łapą. Morskooki miał wrażenie, że kremus nie ma zbyt dobrych relacji z jego czekoladowym mentorem, lecz nie wnikał na razie w to, wzruszając jedynie ramionami. Jak Królicza Prawda będzie mu chciał o czymś powiedzieć, to to zrobi, nie musi się o to przecież dopraszać, nie?

«★»

Właśnie odprowadzał pomarańczowookiego wojownika wzrokiem. Przez resztę drogi powrotnej nie zamienili ani jednego słowa, a uczeń miał nadzieję, że jego “ojciec” zechce nim z porozmawiać, kiedy tylko wrócą do obozu, lecz tak się nie stało. Point gniewnie machnął ogonem, stwierdzając, że skoro starszy nie chce podjąć rozmowy, to on to zrobi. Nie będzie wieki czekał, aż ten łaskawie zechce otworzyć pysk do swojego syna.
— Królicza Prawdo — zaczął, doganiając nieco wojownika. Ten słysząc swoje imię, przystanął, by następnie spojrzeć na Zszarzałą Łapę. — Masz może chwilę, by porozmawiać? — spytał, ignorując to, że sam był ledwo po treningu i wyglądał, jakby go piorun trafił — choć on to na co dzień tak wyglądał, lecz teraz było jedynie gorzej.
— A o czym to syn? — odpowiedział pytaniem na pytanie, robiąc parę kroków w stronę młodszego. Ten jedynie dał mu znać ruchem ogona, by podążał za nim. Kremus nie oponował, idą tuż za uczniem, który wyprowadził z ich obozu, by następnie skierować na klif, z którego spływał wodospad.
— Jaka jest relacja między tobą a Bukową Koroną — zapytał bez zbędnego owijania w bawełnę. Morsooki często w rozmowach z “ojcem” był bardzo bezpośredni, nie krępując się pytać o cokolwiek, co mogło być niewygodne dla starszego. — Tylko nie wciskaj mi tu kitu, nie jestem kociakiem, by łyknąć twoje kłamstwo niczym pelikan rybę — dodał jeszcze, nim pozwolił Królikowi na udzielenie odpowiedzi.

<No Królik, pokaż czy faktycznie człon Prawda do ciebie pasuje>

[1178 słów]

[Przyznano 24%]

22 lutego 2026

Od Strzępka (Zszarzałej Łapy) CD. Szron (Oszronionej Łapy)

Przeszłość

— Wiesz... Jak już będziemy wojownikami, będziemy najlepszi — wyznała cicho, jakby z obawą, że jeśli ktoś usłyszy jej słowa, to te się nie spełnią. — Będziemy szybcy i szilni. Nauczymy szie łapać wielkie zwierza i kolorowe ptaki... — rozmarzyła się, powoli przesuwając mordkę na łapki brata. — A nawet... Wiesz, może będziemy liderami. To by było dopiero, co? Jakbyszmy zosztali, to jakim byłbysz przywódcą...?
Kochał Szron i zawsze będzie to podkreślać, nawet jeśli na łapach będzie mieć krew, a jej cała persona będzie nieść nieuniknioną śmierć — do końca swoich dni będzie dla niej najlepszym bratem, jakiego mogłaby mieć. Rzuci jej cały świat na kolana, jeśli będzie trzeba. Będzie niczym ten wierny podwładny, który wykona każdy rozkaz swojej władczyni.
— Oczywiście, że będziemy najlepsi. Jeśli zechcemy, to zwojujemy cały świat, a każdy będzie nam padać do łap — wymruczał między pociągnięciami języka, którymi w spokojnym rytmie przejeżdżał po głowie siostry pomiędzy jej uszami, które na końcach były przyozdobione pędzelkami, podobnie jak jego.
Przed dalszą częścią odpowiedzi głęboko się zamyślił, zastanawiając, czy faktycznie mógłby być przywódcą — jakoś go nie ciągnęło zbytnio do wojowania i bycia wojownikiem, nieco bardziej pociągały go zioła, rośliny, sam fakt, że natura obdarzyła ich środkami, którymi medycy byli w stanie zwalczać choroby. Miał cichą nadzieję, że jego dziadek, Judaszowcowa Gwiazda, przydzieli go którejś z medyczek — byłby wtedy kimś w klanie, miałby uwagę większości z Klifiaków. Jego persona byłaby niemal ciągle w centrum uwagi, a szacunek wobec niego biłby od każdego kota, obok którego przechodzi.
— Nie wiem, czy bycie przywódcą to coś, do czego chce dążyć… — przyznał w końcu, strzygąc prawym uchem. — Jednakże ty droga siostro, byłabyś świetną liderką. Klan rósłby w siłę, a nasi wrogowie drżeliby ze strachu. A ja bym cię wspierał, stał u twego boku, dbając, by nikt nieproszony nie podszedł zbyt blisko wielkiej liderki — dodał z lekkim uśmiechem na pysku. Wizja Szron jako dostojnej i dumnej przywódczyni była czymś, co napawało go dumą. On jako wzorowy brat trwałby przy niej, niczym anioł stróż.

«★»

Obecnie

Zszarzała Łapa odkąd szkolił się pod okiem własnego mentora, nie miał już tylu okazji, by przebywać z siostrą. Zawód z tego powodu co dzień ściskał mu serce, lecz wystarczył jedynie widok sylwetki któregoś z kremowych braci, by zazdrość zagościła w jego lisim serce — doskonale zdawał sobie sprawę, że nie był żadnym niewiniątkiem, a kiedy fakt ten mu zaczynał jakoś dziwnie ciążyć, to wybielał się, jakby od tego miało zależeć jego życie. Oszroniona Łapa miała ogrom szczęścia, że jej został przydzielony na mentora ktoś z rodziny, on musiał przeboleć fakt, że od ostatnich wschodów musiał co dzień widywać ten szpetny dziób Bukowej Korony. Najchętniej zatkał, by tą jego jadaczkę mchem, lecz był świadom, iż jak na razie nie ma co konkurować z kocurem pod względem siły czy umiejętności bojowych. Dlatego też miał nadzieję, że kocur okaże się na tyle dobrym mentorem, by ten nie miał w przyszłości problemów z pokonaniem innych — w końcu nie tak dawno temu obiecał siostrze, że będzie przy niej i jeśli będzie trzeba, to nie dopuści do niej nikogo nieproszonego. W tym momencie chciał się stać silny dla niej, skoro z marzeniami o byciu medykiem musiał się pożegnać w dniu mianowania, to stwierdził, że będzie najlepszym wojownikiem, jaki stąpał po świecie — a to tylko dla swej siostry. Młódka stała się dla niego źródłem motywacji do dalszego działania i niepoddawania się, nawet jeśli dostał takiego se mentora.
— … Zszarzała Łapo. — Rozbrzmiał głos czekoladowego kocura, lecz młodszy go nie słuchał. — Zszarzała Łapo. — Ponowił próbę, zaczynając się irytować, w końcu ileż można wołać ucznia, który buja w obłokach, zamiast skupić się na treningu. — Zszarzała Łapo! — krzyknął mu prosto do ucha, co momentalnie poskutkowało, gdyż morskooki zaczął go mordować spojrzeniem. — Nie bujaj w obłokach mysi móżdżku — skwitował jedynie, co point podsumował przewróceniem oczami.
— Następnym razem zrzucę cię z klifu — fuknął, ruszając z dotychczasowego miejsca oraz odrywając wzrok od swojej siostry, która miała także zaraz wyruszyć na trening.
— Gdybyś miał, chociaż więcej siły to może bym w jakimś stopniu się przeraził, ale teraz to w porównaniu do mnie jesteś niczym pchła — odparł starszy i z dumnie uniesioną głową, machnął ogonem, jakby chcąc w ten sposób podkreślić wyższość nad swoim uczniem. Strzępek na to jedynie zastrzygł prawym uchem, co było jednym z licznych tików, których się nabawił w towarzystwie wojownika.
Coraz częściej kocur zastanawiał się jakim cudem jeszcze wytrzymuje z tym zadufanym w sobie lisim oddechem. Z każdym ich treningiem czuł w kościach, że jest coraz bliżej spełnienia jednej z gróźb, czy to zatkanie mu jadaczki mchem, czy zrzucenie z klifu, czy cokolwiek innego, co sprawi, że pomarańczowooki nie będzie się tak pysznić, wynosić jakby był, nie wiadomo kim.
— Tak tak, niech lepiej pan “pokonałem mewę i straciłem oko” powie lepiej, co łaskawie zaplanował na trening — rzucił jakby od niechcenia, wymyślając przy tym kąśliwy tytuł dla Bukowej Korony. Zszarzała Łapa z przyjemnością wypominał mu na każdym kroku to, że walczył z mewą, ALE przy tym starszy pożegnał się z jednym okiem.
— Zaraz to ja się z klifu zrzucę, jak zaraz nie przestaniesz — prychnął, wściekle przecinając przestrzeń za sobą. Na szczęście niebieski szedł od strony ściany, więc szansę na obiecany lot była niewielka, szczególnie że morze znajdowało się po “ślepej stronie” starszego — Strzępek na jego miejscu nie ryzykowałby własnym życiem, aby zrzucić jakieś upierdliwego ucznia.
— Już tak nie obiecuj, tylko gadaj, co dziś robimy — ciągnął dalej, chcąc się dowiedzieć, na co ma się nastawiać mentalnie. Walka? Cudnie, znowu Buk zrówna go z ziemią, a resztę dnia spędzi na dokładnym czyszczeniu jasnej szaty. Polowanie? Wojownik zawsze znajdzie najmniejszy błąd, za który go skrytykuje, stwierdzając, że nawet kociaki lepszą pozycję przyjmują podczas zabaw niż on. Nawigacja w tunelach? Wyczekiwany moment, kiedy to nie będzie musiał oglądać tego szpetnego dzioba swojego mentora. Wspinaczka na drzewa? Po jego trupie. Mowy nie ma, że da się z własnej niewymuszonej woli wciągnąć na wielki badyl wyrastający z ziemi.
— Skoro musisz wiedzieć, to w końcu nauczysz się wspinać — oznajmił czekoladowy, obserwując reakcję swojego podopiecznego z widoczną satysfakcją. Morskooki mimowolnie wzdrygnął się na jego słowa, a sierść nieznacznie się uniosła, dając jasno do zrozumienia, że to ostatnie, o czym marzył uczeń.
— A to… Nie możemy czegoś innego…? — spytał, starając się ukryć błagalną nutę w głosie, która wybrzmiewała wyraźniej w akompaniamencie niepewności, obawy. Te wszystkie emocje nieproszenie wkradły się do wypowiadanych słów.
— Nie, już postanowione, więc już nie bądź taką boi-myszką i nim się obejrzysz, nie będziesz chciał zejść na ziemię — zapewnił go starszy, stawiając sobie za cel, by wyszkolić tego tchórza tak, by nigdy nie przyniósł mu wstydu, jako mentorowi.
— Nie będę chciał zejść, ponieważ jak raz wejdę, to o drodze powrotnej nie ma mowy — fuknął młodszy, mimo wszystko podążając za Bukiem, nawet jeśli oznaczało to, że będzie musiał mimo wszystko wchodzić na te przeklęte drzewa.
— Przestań płakać, bo zaczynam wątpić, że byłeś gotowym, by zostać moim uczniem. Będzie dobrze.

«★»

— Będzie dobrze, mówił i teraz co? Nico! Dałem się jak kociak i teraz siedzę na tym cholernym drzewie, bo komuś niełaska ruszyć pazurem — mruczał pod nosem, uczepiony pazurami gałęzi pod sobą. Ledwo, co wspiął się na tę najniższą i już zaprotestował, nie mając zamiaru się ruszyć choćby o wąs.
— Nie rób z żuka borsuka — rzucił czekoladowy, przewracając okiem na obraz przerażonego ucznia.
— Ty to tam siedź cicho! — fuknął w jego stronę, choć oczy miał zamknięte, nie chcąc patrzeć na tak odległą ziemię, choć to wcale nie tak, że od stabilnego gruntu dzielił go raptem jakiś króliczy skok.
— Eh… Gorzej niż z mysią strawą… — westchnął jedynie, zastanawiając się, czy faktycznie będzie musiał się osobiście pofatygować po swojego ucznia, czy ten łaskawie przełknie strach i sam zejdzie z tego drzewa. Przecież zbyt wysoko nie wlazł, do czubka drzewa miał daleką drogę.
— Słyszałem! — Na głos Zszarzałej Łapy machnął zniecierpliwiony ogonem, nie mając ochoty pomagać tej boi-wróblowi.
— Słuchaj no ty kupo zlęknionego futra! — zagrzmiał, mając dość tego przedstawienia. — Gdzie jest ten pyskaty, arogancki uczeń, co ma gdzieś niemal wszystko, co do niego mówię? Taka boi-myszka ma być kiedyś wojownikiem? Na pewno nie, dopóki jestem twoim mentorem. Także rusz ten zapchlony tyłek i złaź!
Młodszy nie dowierzając słowo, które usłyszał, zamrugał kilka razy, wpatrując się w pomarańczowookiego, jakby był duchem. Czy on naprawdę próbował jakoś go wspierać? Nawet jeśli był to specyficzny sposób nakłonienia, by przezwyciężył swój, to mimo wszystko nieco to pomogło. Może coś dobrego wyjdzie z tego, że to właśnie jego dostał jako mentora?
— Czy ty właśnie…? — mruknął, nadal nie potrafiąc przyswoić faktu, że wojownik robił coś, by sam spróbował zejść na ziemię.
— Nie gadaj tylko bierz swój ogon na ziemię — prychnął zniecierpliwiony.
— No już już, idę — rzucił. — Chyba… — dodał mniej pewnie pod nosem.
Nie mając zbytnio innego wyboru, odczepił swoje pazury od gałęzi i niemal czołgając się, znalazł się przy głównym konarze, by głośno przełknąć ślinę. Choć nie pomogło to w żaden sposób, gdyż jego gardło nadal było wysuszone na wiór przez strach. Przez chwilę się zastanawiał, który ze sposobów zejścia zastosować — biec na złamanie karku, czy wycofać się? Druga opcja brzmiała bezpieczniej, gdyż jeśliby spadł, to na tyłek, jednak wtedy więcej czasu spędziłby na samym drzewie, a tego mu już zdecydowanie wystarczyło. Tak więc zdecydował się na zbiegnięcie, modląc się do przodków, by ci nie pozwolili na jakikolwiek wypadek z jego udziałem.
— No widzisz, dałeś radę. — Bukowa Korona dumnie stał przed swoim uczniem, któremu z powodzeniem udało się opuścić drzewo.
— Nigdy więcej — stwierdził jedynie.
— Tak tak, powtórka za klika dni — oznajmił jakby od niechcenia czekoladowy, a Strzępek miał wrażenie, że właśnie wyzionął ducha.
“Proszę, niech ktoś powie, że on żartuje… Na Gwiezdnych… Przecież ja kolejnego razu nie przeżyje” — pomyślał załamany.
— No już, nie przeżywaj tak tego. Dałeś radę, więc weź się w garść, bo zaraz pomyślę, że jest z tobą gorzej niż myślałem.
— A wypchaj się mchem — fuknął młodszy, biorąc głęboki wdech i wydech. Musiał się uspokoić nim wrócą do obozu. W końcu co inni pomyślą, jeśli ujrzą go przerażonego już na wejściu? A jeszcze jak się wyda, że kocur ma lęk wysokości? Wtedy już będzie skończony w klanie i cały wizerunek, jaki starał się budować, zmieni się w pył. A Źródlana Łuna tym bardziej nie będzie się przyznawać do takie syna nieudacznika.
— Arogancki Zszarzała Łapa powraca — rzucił zaczepnie wojownik, na co młodszy gniewnie machnął ogonem.

«★»

Nim wrócili do obozu, udali się jeszcze na plażę przy Bursztynowej Wyspie, którą dzielili z Klanem Nocy, by morskooki mógł poćwiczyć otwieranie krabów. Tym razem mu lepiej szło niż wtedy, gdy był tu z Trójokim Zającem oraz Oszronioną Łapą. Żałował, że raczej już nie będzie mieć wspólnych treningów z siostrą, lecz miał nadzieję, że dla nich obu wyjdzie to na plus i razem już niedługo dostąpią zaszczytu, jakim jest ceremonia mianowania na wojownika. Oboje będą silni, szybcy, najlepsi, jak to niebieskooka sobie wyśniła. Nie chciał jej zawieść, dlatego też starał się przykładać do treningów z Bukową Koroną — nawet jeśli one polegały na wspinaczce na drzewo.
— Udamy się jeszcze na szybkie polowanie, bo krabem to mało kto się naje — stwierdził czekoladowy, ruszając z dotychczasowego miejsca. Przez cały czas, jak point męczył się z otwieraniem skorupiaków, to on znudzony obserwował poczynania swojego ucznia. Najwidoczniej stwierdził, że ten sobie w miarę radzi i nie musi mu tłumaczyć czegoś tak prostego.
Zszarzała Łapa jedynie skinął głową, biorąc to, co udało mu się złapać na plaży. Może nie było tego dużo, lecz zawsze lepsze to niż nic.

«★»

Zmęczony po dniu pełnym emocji padł, jak stał na posłanie w legowisku uczniów. Bukowa Korona zdecydowanie wycisnął z niego siódme poty w dość krótkim czasie, jednakże kocur czuł satysfakcję — towarzyszące mu wyczerpanie było jasną oznaką, że stara się i jego wysiłki nie idą na próżno. Chociaż po takich treningach miał ochotę nie wstawać przez kolejny sezon. Jednakże tak długi odpoczynek musiał pozostać w sferze jego marzeń, gdyż nie było mowy, aby ktokolwiek pozwoli mu coś takiego — nawet on sam, ponieważ byłoby to marnotrawstwo cennego czasu, który powinien przeznaczyć na kolejne treningi.
Czuł, jak jego powieki zaczynają się robić coraz cięższe. Krótka drzemka chyba mu nie zaszkodzi i raczej nikt nie będzie mieć ku temu przeciwwskazań. Toteż pozwolił sobie na krótki odpoczynek, z przeciągłym westchnieniem poprawił swoją pozycję, by pozwolić myślom odpłynąć, a ciało odpocząć chociaż przez chwilę.
“Znajdował się w kompletnie nieznanym mu miejscu, wszystko było obce — dźwięk, zapach. W pewnym momencie przeszedł go dreszcz wzdłuż grzbietu, kiedy uświadomił sobie, że odczuwa na swojej personie wzrok wielu istot. Nie wiedział, czy te spojrzenia należą do kotów, czy kogoś innego, jednak jednego był pewien — z każdym uderzeniem serca, mroziły krew w żyłach, a on sam zaczynał się czuć mały, bezbronny, niczym ofiara podana pod sam nos drapieżników.
Próbował wykonać jakikolwiek krok, lecz dopiero wtedy uświadomił sobie, że jego łapy są tak ciężkie, że nie był w stanie nawet się ruszyć o kocięcy krok. Jedyne co mu pozostawało to stać tak, zdając się na łaskę swych łowców, którzy jak dotąd jedynie wlepiali w niego swoje ślepia. Zdawało mu się, że ci się najzwyczajniej w świecie nim bawią. Prychnął pod nosem, kiedy sobie to uświadomił. Chciał coś powiedzieć, cokolwiek, jednak w tym samym momencie poczuł na grzbiecie czyjś ogon. Było to raptem muśnięcie niczym dotyk skrzydeł motyla, lecz on odczuł je niczym cierń orający jego plecy i zostawiający po sobie głębokie szramy, które już zawsze będą zdobić jego ciało.
Czyli tak właśnie zginie? Młodo, torturowany, traktowany niczym wyśmienita forma rozrywki? Nie dane będzie mu zobaczyć siostrę jako silną wojowniczkę, a może nawet liderkę? Zostanie sama bez niego u boku?
Już się miał godzić z takim losem, lecz wtedy do jego uszu dotarły odległe wołania. Początkowo słowa były niewyraźne, lecz z każdą chwilą przybierały na sile oraz wyrazie. Wcześniej niezrozumiały ciąg dźwięku teraz brzmiał, tak jakby mówca znajdował się tuż obok. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że to, co słyszał, to był niemal krzyk, który niósł ze sobą dwa słowa. Jego obecne imię.”
Mruknął coś pod nosem, powoli przebudzając się z drzemki, która przyniosła ze sobą mało zrozumiały sen. Z głośnym ziewnięciem, uświadomił sobie, że ktoś znajduje się tuż obok, a także uważnie go obserwuje. Nieco zaspany wzrok przeniósł na siostrę. Zamrugał kilka razy, odganiając resztki snu, by dokładniej przyjrzeć się kotce.
— Coś się stało Oszroniona Łapo? — spytał, nieznacznie się przeciągając. Zastanawiało go, co niebieskooka tu robi — czyżby już skończyła trening z Trójokim Zającem? Jeśli tak, to czemu stała nad nim, przecież on tylko drzemał, nic złego mu się nie działo.

<Siostro? Co cię sprowadza?>

[2360 słów + wspinaczka na drzewa]

[Przyznano 47% + 5%]

Od Zszarzałej Łapy Do Pchełkowego Skoku

Pora nowych liście bywa niezwykle zmiennym sezonem oraz przeciwstawnym — Zszarzała Łapa uwielbiał, kiedy to poza obozem panowała nieco przytłaczająca, smętna, wręcz depresyjna aura. Miał wrażenie, że jego powoli ciemniejące futro idealnie wpasowuje się w szarawy nieboskłon, który panował przez pierwszą część nowych liście. Nic jednak nie trwa wiecznie — na nieszczęście pointa — i już po paru księżycach tereny Klanu Klifu zaczęły zielenieć, jakby wszystko na nowo budziło się do beztroskiego życia. Morskooki na ten widok niemal od razu skrzywił się, odnosząc wrażenie, że każdemu udziela się zmiana pogody i to w pozytywnym znaczeniu — no może oprócz Strzępka, gdyż kocurek to miał wrażenie, że zaraz będzie zwracać nie tylko kłaczki, a coś więcej. Już nie mógł patrzeć na tę całą miłość, którą spotykał na każdym kroku, jakby pora nowych liści była specjalna przeznaczona dla takich zalotów, a inne sezony poszły w kąt. Uczeń wolałby pozostać w przestronnym legowisku przeznaczonym dla każdego, kto posiadał mentora, niezależnie od wieku, jednakże obowiązki głośno wołały z centrum obozu, choć to bardziej KTOŚ wołał, niżeli owe obowiązki. Ledwo rozpoczął treningi z Bukową Koroną, a już o mało, co ostatnio nie poszarpał się ze starszym. Czy Judaszowcowa Gwiazda naprawdę go tak nienawidził, że dał jakiegoś jednookiego kalekę zamiast kogokolwiek innego z własnej rodziny? Naprawdę, morskooki nie wybrzydzałby, ale szanujmy się! Odnosił wrażenie, że czekoladowy po potyczce z mewą jest, nie wiadomo kim! Pointowi działało to wyjątkowo na nerwy, choć z poirytowaniem także rosła wewnętrzna zazdrość o siostrę — w końcu ona dostała Trójokiego Zająca, ich wujka za mentora. Dla niego z daleka śmierdziało to faworyzacją jednego z nich, wiadomo którego, jednakże w żadnym momencie dnia ani razu nie pojawił się choćby gram złości na Oszronioną Łapę. Co to, to nie! Już prędzej negatywne odczucie było wymierzone w przywódcę Klanu Klifu bądź zastępczynię, stwierdzając, że muszą być niezbyt kompetentni, skoro zmaścili tak prostą sprawę, jak przydział mentora dla niego.
No, ale kończąc to narzekanie, może widział gdzieś jakieś plusy? Haha, no na pewno nie przy Strzępku, na którego pora nowych liści działa, jak na pozostałych sezon opadających liści czy też nagich drzew. Zdawać, by się mogło, że kocur jest jakiś specjalny, nie wpisując się ramy większości społeczeństwa, choć bardziej, by tu pasowało określenie, że point jest po prostu indywidualistą, który nie idzie ślepo za tłumem, podążając własną drogą — nawet jeśli może się to spotkać z krzywymi spojrzeniami. Doskonale widział, że każdy nieprzychylny szept jest oznaką zazdrości o jego wyjątkowość, mimowolnie przyciągał wzrok innych, co bolało niektóre persony, uważające się za lepsze, na przykład… No nie wiem, taki Bukowa Korona, o. Zdawać, by się mogło, że Zszarzała Łapa ma jakąś obsesję na punkcie, lecz to nie jego wina, że ów kocur idealnie reprezentował to, co morskookiego odpychało w drugim kocie — nawet jeśli on sam może nie był lepszy, a nawet pod niektórymi względami podobny. Sam siebie wybielał tym, że to wszystko po to, aby zyskać przychylność klanu, co chyba jak na razie średnio szło. Jednak to go nie zniechęcało, gdyż zdawał sobie sprawę, że jego działania będą mieć długofalowy skutek, także każde słowo, krok czy nawet grymas na pysku musi być zrównoważony, wykonany w odpowiednim czasie, miejscu, towarzystwie. Wszelkie niuanse składały się na większą, znaczącą całość, więc nie mógł sobie pozwolić na większe potknięcia.

«★»

Z każdym wschodem słońca łudził się, że w końcu pora nowych liście zakończy się i pierwsze, co ujrzy po opuszczeniu obozu, będą kolorowe korony drzew, których jeszcze nie miał okazji zobaczyć, gdyż zbyt krótko żył, aby doświadczyć tego cudu natury. Choć nawet gdyby jego obecny wiek były wystarczający, to i tak większość z tego spędził w szarych ścianach jaskini, służącej za żłobek. Jednakże za każdym razem spotykał się z rozczarowaniem, kiedy tylko do jego uszu dochodziły donośne trele ptaków — nie tylko te skrzeczące należące do przebrzydłych mew — co już potęgowało jego irytację z samego rana. Jakby nie wystarczyło to, że musi oglądać ten szpetny dziób Bukowej Korony, będąc czasem zmuszony patrzeć z bólem, jak jego siostra spokojnie spędza czas z Trójokim Zającem. Jedyne co mógł na obecny moment to zacisnąć zęby i liczyć, że Bukowa Korona okaże się, chociaż w jakimś stopniu na tyle kompetentny, by wyszkolić go na dobrego wojownika i w najbliższym czasie zostać mianowanym.
Przerywając swoje przemyślenia, zauważył, że dzisiaj trochę ich pójdzie na patrol, jednak raczej nie ma się co dziwić, skoro ostatnio bywa groźnie przez wszechobecne mewy. Jeden Klifiak już doświadczył skutków potyczki z tymi ptakami — tak, dokładnie, Bukowa Korona. Ale wracając, oprócz ich dwójki szedł Mirtowe Lśnienie, Pchełkowy Skok i dwójka niedawno przybyłych kotów do Klanu Klifu. Dopiero w tym momencie Zszarzała Łapa zdał sobie sprawę, że rudy wojownik ma jednocześnie dwójkę uczniów, podobnie jak do niedawna Trójoki Zając — tylko że w jego przypadku było to tylko na pewien czas, który swoją drogą za szybko minął. Point nie pojmował czemu, akurat tak się sprawy mają, skoro w klanie nie brakowało wojowników mogących wziąć pod skrzydła ucznia. Według niego była to po prostu kolejna oznaka braku kompetencji ze strony dwójki ważniejszych kotów w klanowej hierarchii. Jednakże pozostał cicho, kontrolując wyraz pyska, by nagle nieproszony nie wpełzł na niego grymas, mogący świadczyć o niezadowoleniu.
Był to w stanie znieść, lecz to jak szylkretowa wojowniczka nieudolnie łasiła się do starszego, to był cios prosto w brzuch. Nie dość, że cała natura miała coś ku sobie o tej porze, to jeszcze ci! No ileż można… Już z trudem powstrzymywał kamienny wyraz pyska oraz uszczypliwe komentarze w ich kierunku. Jakby chociaż, no nie wiem, nie mogli poczekać, aż się reszta rozejdzie lub kiedy znajdą się w ustronnym miejscu. Ale żeby tak publicznie bez żadnych skrupułów, zażenowania, że inni patrzą? Nie był w stanie pojąć, jak pozostali pozostają na to obojętni, przecież to było takie… fuj.

<Pchełko, co powiesz na ten przenikliwy wzrok ucznia?>

[940 słów]

[Przyznano 19%]

21 lutego 2026

Od Strzępka (Zszarzałej Łapy) CD. Płomiennego Serca

Przeszłość

— W takim razie ja pójdę poszukać dla was jakieś super zabawki, a potem sobie o czymś pogadamy, dobra? — zaproponowała wojowniczka, zastanawiając się przez chwilę, nim dodała: — A jak twoja siostra wstanie, to może wyjdziemy z nią zobaczyć centrum obozu?
Point jedynie skinął głową, zastanawiając się, czemu niektóre koty przychodzą do żłobka. Przecież zapewne miały o wiele ciekawsze zajęcia niż umilanie paru podrostkom czasu, które znajdowały czas na nudzenie się pomiędzy spanie, zabawą i jedzeniem. W końcu terenu klanu muszą być naprawdę duże oraz obfite w zwierzynę, skoro zawsze znalazł się ktoś, kto ową przynosił dla karmicielek w kociarni.
Odprowadzając rudą wojowniczkę w stronę wyjścia, przeszło mu przez myśl czy na pewno powinien tak się interesować światem poza bezpiecznymi ścianami — w końcu ich matka raczej była oszczędna w jakichkolwiek słowach i rodzeństwo, co najwyżej mogło liczyć na jakieś bardziej rozwinięte historie ze strony Jastrzębiego Zewu. Choć Strzępek nie przepadał za starszą, mając wrażenie, że ta najchętniej byłaby zupełnie w innym miejscu — lub to po prostu jego kocięcy móżdżek dopowiada mu coś, co nijak ma się do rzeczywistości.
Na nagły szelest nieopodal, skierował swój wzrok na zwiniętą w kulkę siostrę, która jak zwykle wolała ogon matki niżeli miejscu przy jej brzuchu. Kocurek po części rozumiał taki wybór ze strony Szron, nie mając zamiaru go kwestionować. W czasie jego rozmyślań para nieco zaspanych niebieskich oczu była utkwiona w jego personie, na co lekki uśmiech przyozdobił jego młody pyszczek — kochał siostrę i miał zamiar trwać przy niej, dopóki będzie mógł, dlatego też ignorując Płomienne Serce, która poszła po znaleziska dla nich, położył się obok młódki, dzieląc z nią swoje ciepło.
— Już jestem! — Jak na zawołanie ruda wojowniczka wkroczyła na nowo do żłobka, niosąc ze sobą, coś, co umili czas kociakom.

<Płomienne Serce?>

16 lutego 2026

Od Strzępka (Zszarzałej Łapy) Do Bukowej Korony

Dzień mianowania

Niebo nad klifami od rana malowało się w zszarzałych barwach, dzień jak każdy inny na terenach klanu. No, może nie do końca, gdyż to właśnie dziś dwójka przybranych wnuków Judaszowcowej Gwiazdy miała zostać mianowana na uczniów. W końcu Źródlana Łuna nie będzie musiała całymi dniami z bólem w oku obserwować swoich kociąt, by te zachowywały się, jak należy w kociarni. Musiała tylko wytrzymać do ceremonii mianowania, a wszystko wróci do dawnego stanu.
Morskooki point nie traktował tego całego przedstawienia jako coś wyjątkowego. Zwykłe wypowiedzenie, powtarzanej ciągle formułki w obecności klanu. Najchętniej pozostałby w żłobku u boku kochanej siostry, lecz wzrok Jastrzębiego Zewu mu nie pozwalał. Za każdym razem, kiedy robił cokolwiek innego niż przygotowania do godnego reprezentowania się przed wojownikami, to starsza nie spuszczała z niego spojrzenia, aż ten zirytowany tym stanem, ulegał, sprawiając jakiekolwiek pozory, że ten dzień traktuje jako coś niezwykłego.
Nie potrafił zrozumieć takiego szumu o zmianę imienia oraz dotychczasowego miejsca spoczynku. Co innego mianowanie nowego przywódcy, zastępcy czy nawet medyka, gdyż nie każdy mógł piastować te stanowiska. Wojownicy stanowili większość klanu, więc dlaczego ceremonie na uczniów i owych wojowników także były tak hucznie odbierane? Jego młody umysł nie był w stanie pojąć tej tradycji, która miała miejsce w każdym klanie, a nawet społeczności, jaką był Owocowy Las.
W końcu nastąpił moment, gdy czekoladowy przywódca zwołał obecnych w obozie pobratymców. Ci zebrali u podnóża półki skalnej, służącej za mównicę. Ta mieściła się nad samym legowiskiem przywódcy, z której był widok na cały obóz Klanu Klifu.
— Strzępku, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Zszarzała Łapa. Twoim mentorem będzie Bukowa Korona. Mam nadzieję, że Bukowa Korona przekaże ci całą swoją wiedzę. Jednakże biorąc pod uwagę obecny stan twojego mentora, do momentu jego wyzdrowienia będziesz także szkolony przez Trójokiego Zająca.
Każde słowo przybranego dziadka wyryło się w głowie Strzępka, a raczej Zszarzałej Łapy. Klan skandował ich imiona, lecz kocurek czuł, że jeśli zaraz nie ucichną, to oszaleje. Dlaczego jego człon został zmieniony? Czyżby to był jakiś przytyk Judaszowcowej Gwiazdy, co do jego wątpliwego pochodzenia? Królicza Prawa go okłamał? Przecież był ich “ojcem”, więc po to miałby to robić. Poirytowany wątpliwościami i pytaniami bez odpowiedzi, machnął gwałtownie ogonem, co zapewne nie uszło uwadze Oszronionej Łapie, gdyż ta po chwili przyjacielsko szturchnęła go barkiem w bok. Strzępek posłał siostrze niepewny, nieco zbolały uśmiech, a widząc jej pytające spojrzenie, pokręcił głową, dając znać, że później odpowie na wszystkie pytanie uczennicy.
Morskooki nawet nie zauważył, kiedy jego siostra zniknęła, klan zaczął się rozchodzić, a przed nim wyrosła, jak spod ziemi, Pikująca Jaskółka, która zaczęła ustalać z Trójokim Zającem zasady podwójnych treningów. W końcu niecodzienną rzeczą było, że jeden wojownik dostawał dwójkę uczniów — nawet jeśli jeden z nich był tylko na pewien czas.
— Jeśli jeszcze macie jakieś pytania, pytajcie teraz. Nie chcę żadnych niedomówień, nieścisłości czy problemów — powiedziała twardo zastępczynią. Odwróciła się w stronę jednego z synów i zmarszczyła nieco ślepia. — To, że Zszarzała Łapa jest twoim uczniem jedynie na okres zdrowienia Bukowej Korony, nie znaczy, że jest mniej ważny. Oboje mają zostać dobrymi wojownikami.
— Oczywiście — oznajmił zielonooki kremus. Kotka skinęła i odeszła, zostawiając za sobą nieco napiętą atmosferę. Zając posłał nowoprzybyłej parze przepraszający uśmiech. — Ustalaliśmy dokładne zasady naszych podwójnych treningów.
— Tak, tak, to dość niecodzienny wybór — zgodził się brat kocura. — Ja i Oszroniona Łapa chcieliśmy pogratulować za to temu oto uczniowi. — Spojrzał na syna z taką samą dumą, jaką wcześniej obdarzył córkę. Strzępek skinął w podzięce. Pointka wystąpiła nieco i zmierzyła go wzrokiem.
— Dali ci takie imie, że nie umiem go powiedzieć — przyznała. — Czemu, tak w ogóle...? — Spoglądając na Króliczą Prawdę, a następnie na ich wspólnego mentora. — Czemu kotom zmieniają imiona? Moje jest takie szame... Inne, ale takie szame...
Strzępek nie słuchał dalej, był pochłonięty obserwacją “ojca”, mając nieodparte wrażenie, że ten nie powiedział mu do końca prawdy. “Strzępku! Przecież jesteśmy jak dwie krople wody” — prychnął pod nosem na dawne słowa Króliczej Prawdy. Od jakiegoś czasu traktował kremusa z nieco większym dystansem niż jego brata, do którego będzie mógł jeszcze bardziej się zbliżyć, dzięki wspólnym treningom.

***

Następnego dnia Trójoki Zając zabrał ich dwójkę na zapoznanie z terenami klanu, w którym przyszło im żyć. Oszroniona Łapa wydawała się podekscytowana wizją opuszczenia jaskini i zobaczeniem świata poza wodospadem, lecz Zszarzała Łapa nie wydawał się być tak zadowolony, jak siostra. Jakby coś go uwierało i nie dawało spokoju. Może była to wina krótkiego i raczej płytkiego snu — wieczorem młódka wypytywała go o jego niemrawą minę zaraz po ceremonii nadania nowych imion. Przyznał jej, że liczył na inny obrót spraw i skrycie marzył o zostaniu medykiem — ciekawiły go zioła i to, jak niektóre z nich wpływały na zdrowie kota. Czuł posmak żalu w pysku wobec starego przywódcy, który był ich dziadkiem.
— Widocznie stwierdził, że będziesz lepszym wojownikiem niż medykiem — podsunęła młódka, wypowiadając te słowa ze słyszalnymi trudnościami, spowodowanymi przesunięciem szczęki.
— Może nawet i lepiej, mamy siebie nawzajem cały czas — mruknął, zmęczony opierając głowę na boku siostry. Nawet jeśli mieli własne posłania tylko dla siebie, to woleli spać razem, blisko siebie, jak to czynili w żłobku.
Teraz oboje, ramię w ramię wychodzili z obozu, prowadzeni przez kremowego wojownika. Strzępek starał się odgonić niechciane myśli, by zachować ostrożność na ścieżce, która prowadziła do podnóża klifu. Point słysząc szum fal, uderzających o ściany nabrzeża, oraz odległy skrzek mew, czuł wewnętrzny spokój, a przez głowę szybko przemknęła tylko jedna myśl — czy gdyby został medykiem, to dane byłoby mu niemal ciągle opuszczać jaskinię i słuchać morskiej melodii natury? Widział, jak Ćmi Księżyc lub Jagnięcy Ukłon wyłaniają się z własnego legowiska, by zniknąć za zakrętem. Lecz był to raczej rzadki widok, czymś codziennym nie mógł tego nazwać.
Chciał wierzyć, że faktycznie Judaszowcowa Gwiazda uważał, że będzie lepszym wojownikiem niżeli medykiem i jego decyzja nie jest spowodowana pogłoskami o niepewnym pochodzeniu dwójki kociąt Źródlanej Łuny. Wystarczyło, że niebieska wojowniczka patrzyła na nich z bólem, co dawało mu do myślenia. Nigdy nie zaznał matczynego ciepła czy troski z jej strony, a jedynie coś, co miało imitować i zastępować potrzebę tych uczuć.
Przez większość drogi Oszroniona Łapa prowadziła konwersację z Trójokim Zającem, na zmianę co jakiś czas wciągając Zszarzałą Łapę do ich wymiany zdań. Ten starał się za każdym razem odpowiedzieć czymś więcej, niż półsłówkami, jednakże było to nieco trudne, patrząc na to, że niezbyt przysłuchiwał się rozmowie. W końcu kocurek się poddał, skupiając uwagę na obserwacji i poznawaniu terenów Klifiaków. Ich mentor co jakiś czas tłumaczył gdzie co, z kim najbliżej mają granicę, opowiadając przy tym, czym danym klan się charakteryzuje.
Dopiero kiedy słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, zawędrowali na plażę, by poznać tajniki otwierania krabów. Nawet jeśli pora nagich drzew dobiegała końca, to skorupiaki zbytnio nie wychylały się ze swoich kryjówek w piasku, także ledwo znaleźli jakieś dwa, by na jednym kremowy wojownik zademonstrował swoje umiejętności, a na drugim uczniowie mogli spróbować swoich sił. Nie było to łatwym zadaniem, gdy krab pomimo bycia oszołomionym przez zielonookiego kocura, nadal próbował zacisnąć szczypce na którymś z rodzeństwa lub uciec w morską toń. Finalnie wrócili do obozu z dwiema zdobyczami, z którymi poradził sobie ich wujek.
— Ty jesteś Zszarzała Łapa? — Już na wejściu ktoś czekał na pointa. Kocurek nie kojarzył zbytnio głosu wojownika, a tym bardziej jego samego, dlatego też nieco znudzony po męczarniach z krabem, spojrzał na srebrno czekoladowy pysk starszego. Pierwsze, co przykuwało uwagę to blizna w miejscu lewego oka.
— Zależy, kto pyta — mruknął młodszy, choć sądząc po świeżej szramie na pysku brązowookiego, domyślił się, że to musi być Bukowa Korona, jego mentor.
— Twój mentor — oznajmił z lekką wyższością, na co point jedynie prychnął. Judaszowcowa Gwiazda chyba ich dobrał ze względu na zbieżne charaktery. “Niedoczekanie” — stwierdził w myślach niebieski.
— Nie miałeś przez przypadek zdrowieć w legowisku medyków? — spytał Strzępek, unosząc lewą brew, choć raczej i tak nie było tego widać przez grzywkę, która zawsze opadała mu na ową stronę pyska.
— Sam będę decydować, kiedy jestem zdrów. — Na te słowa morskooki przewrócił swoimi ślepiami w ostentacyjny sposób, jakoby testując cierpliwość Bukowej Korony. — Za trzy wschody słońca przejmę twoje treningi — dodał, by następnie oddalić się do legowiska medyków, z którego wyłoniła Jagnięcy Ukłon, zapewne w poszukiwaniu wojownika.
Zszarzała Łapa odprowadził go chłodnym wzrokiem nieco zmrużonych oczu, by później ciężko westchnąć. Cudowny mentor mu się trafił. Już miał się obrócić w boku do siostry i wujka, lecz ich nie zastał w oczekiwanym miejscu. Zamrugał kilka razy, zastanawiając się, kiedy zdążyli odejść, zostawiając go na osobności z mentorem, że point tego nie zauważył.
Czyli pozostały mu tylko trzy dni treningów z siostrą. Z chwilowym grymasem na pysku, odwrócił wzrok na obóz, by dostrzec nieopodal dwójkę, z którą będzie musiał się niedługo rozstać. Ukrywając rodzący się smutek, podszedł do siostry oraz jej mentora, by przekazać im wieści od Bukowej Korony.
— Za trzy wschody słońca Bukowa Korona przejmie moje treningi — oznajmił na wstępie, nie dając żadnemu z nich dojść pierwszemu do słowa.
— Czyżby go tak szybko wypuszczali z lecznicy? — spytał Trójoki Zając, choć bardziej to brzmiało na pytanie skierowane do jego samego, niżeli Zszarzałej Łapy.
— Stwierdził, że sam zadecyduje, kiedy wyzdrowieje — odparł, przytaczając słowa czekoladowego, przy okazji przewracając oczami. W takim tempie to mu te ślepia z oczodołów wypadną — przed spotkaniem brązowookiego wojownika rzadko kiedy wykonywał ów gest, lecz teraz? Już dwa razy go wykonał w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu uderzeń serca.
Kremus już nic nie mówił, tylko skinął głową i odszedł w kierunku legowiska przywódcy. Zapewne chciał przekazać Pikującej Jaskółce lub Judaszowcowej Gwieździe wieści, jakie przekazał mu Zszarzała Łapa. Ten odprowadził wzrokiem swojego tymczasowego mentora, by następnie wrócić wzrokiem na swoją ukochaną siostrę, która zdawała się czekać na dalsze słowa brata. Jakby młódka wiedziała, że jest coś na rzeczy i point nie podzielił się wszystkim z ich wujkiem.
— Co za arogancki futrzak — fuknął, biorąc ze stosu drobnego potrzosa, którego upierzenie było zbliżone do wróbla, lecz ten boki ogona posiadał białe, a na jego drobnej główce znajdowało się więcej brązu. W dodatku potrzosy mogą jedynie upolować w czasie pory nagich drzew, kiedy ptaki te zimują na terenach klanów.
— Czyli stały nam trzy dni — zagaiła Szron. Kocurek, słysząc jej głos, a także towarzyszącą większości słów wadę, nieco uspokoił swoje zapędy, powstrzymując się przed dalszym wyzwaniem swojego, pożal się Klanie Gwiazd, mentora.
— Niestety — westchnął z ptakiem w zębach, by następnie skierować się pod ścianę opodal wejścia do legowiska uczniów. Obecnie w Klanie Klifu było łącznie czternastu uczniów, z czego najstarszymi była dwójka samotników, która dawniej należała do Owocowego Lasu. Najmłodszymi natomiast było rodzeństwo znajdek, Tygrysia oraz Androwandowa Łapa, przy czym oboje byli niebieskimi szylkretami. Byli trochę jak on i Oszroniona Łapa, podobni do siebie, a jednocześnie tak różni pod względem charakteru. Młódka w porównaniu do niego nie brzydziła się nieczystych zagrań, za wszelką cenę wygrywając z bratem przepychanki lub inne rywalizacje. Aż zbyt dobrze pamiętał, kiedy nie raz nie dwa siostra podstawiała mu łapę podczas ich kocięcych zapasów. Strzępek nie miał temu nic przeciwko, dopóki jego siostra była szczęśliwa i mógł ją wspierać — nie to, co Źródlana Łuna.
Ułożył się wygodnie pod ścianą, a w ślad za nim poszła niebieskooka. Kocurek odłożył piszczkę przed ich łapami, po chwili jednak podsunął ptaka bliżej kotki, by ta jako pierwsza wzięła kęs. Ta cicho zamruczała w odpowiedzi na gest brata i poczęstowała się ptakiem.

***

Kolejnego dnia Trójoki Zając wziął dwójkę rodzeństwa nad Kacze Bajorko, które było stawem i jednocześnie ślepą odnogą rzeki, która nad klifami zmieniała się w wodospad, który skrywał obóz klanu.
“Jeszcze dwa wschody” — pomyślał, kierując się za kremowym wojownikiem wzdłuż ściany klifu. Odgłosy pobliskiego morza były czymś, co nigdy mu się nie znudzi oraz nie zacznie działać na nerwy. Widok ledwo pojawiającego się słońca na horyzoncie był pięknym widokiem, który już zawsze będzie robił na nim wrażenie, nieważne ile ujrzy w swoim życiu wschodów. Ta pomarańcz i żółć, barwne niebo wokół jasnej tarczy, której promienie rozpościerały się na poranny firmamencie, to było coś, czego Strzępek nigdy nie chciałby niczym innym zastąpić.
Docierając do dzisiejszego celu podróży, zielonooki wojownik zaczął tłumaczyć im podstawy podstaw umiejętności łowieckich. Na początku pokazał dwójce wyćwiczoną wręcz do perfekcji pozycję na ugiętych łapach. Niemal leżał na ziemi, lecz brzuchem ledwo co dotykał pojedynczych źdźbeł trawy, które przetrwały pod śnieżną pokrywą, która w ostatnich dniach zmieniała ziemię w istne bagno. Rodzeństwo z uwagą obserwowało poczynania mentora, by później, jak najlepiej odwzorować jego postawę we własnym wykonaniu. Oczywiście ich pierwsze próby nie były tak idealne, jak chcieli i Trójoki Zając u każdego z nich znajdował coś do poprawy.
Zszarzała Łapa nie wiedział, który już raz ugina łapy pod sobą, przyjmując odpowiednią pozycję, lecz kiedy usłyszał kolejne poprawki ze strony wojownika, machnął zirytowany ogonem. Czuł, jak jego wewnętrzna frustracja narasta — bycie perfekcjonistą w takim momentach było istnym przekleństwem, wszystko musiało być idealne, nawet jeśli wykonywał coś pierwszy raz i naturalnym stanem rzeczy było, że od razu nie będzie perfekcyjnie. Do tego doszła zazdrość, kiedy kremus w pewnym momencie pochwalił Oszronioną Łapę za szybkie postępy.
Poirytowany swoimi powolnymi postępami, machnął gniewnie ogonem, by następnie podnieść się z ugiętych łap i podejść do brzegu bajorka. Te było jeszcze bardziej błotniste niż w czasie innych sezonów ze względu na panujące już roztopy.
— Czemu akurat Kacze Bajorko? — spytał, odwracając głowę w stronę pozostawionej dwójki. Na pytanie o nazwę miejsca, tymczasowy mentor Strzępka, przeniósł swoją uwagę na niego, przez co napuszył się w środku — teraz cała uwaga spoczywała na nim, a nie na utalentowanej siostrze.
— Niedługo to miejsce będzie pełne młodych kaczek — wyjaśnił Trójoki Zając, podchodząc do morskookiego. W tym czasie Szron wycofała się z dotychczasowej pozycji, samej dołączając do dwójki kocurów.

***

— Gotowy? — Zszarzała Łapa usłyszał niespodziewanie głos obok siebie. Właśnie czekał z niebieskooką młódką, aż zjawi się ich mentor. Zdziwiony niedawno poznany brzmieniem, należącym do srebrnego jednookiego wojownika, skierował wzrok na swoje prawowitego nauczyciela, którego dotychczas zastępował brat Króliczej Prawdy.
— Nie — oznajmił prosto z mostu. — Miały być trzy wschody słońca, dziś mija drugi — zauważył, wracając do oczekiwania na Trójokiego Zająca.

[2289 słów + otwieranie krabów]

[Przyznano 46% + 5%]

28 stycznia 2026

Od Strzępka CD. Szron

Pora nagich drzew nie była litościwa, szczególnie na zboczach klifu, gdzie za wodospadem mieścił się obóz klanu. Legowiska powoli traciły dawne ciepło i w nocy jedynym ratunkiem były blisko siebie leżące ciała, ogrzewające siebie nawzajem. Łatwiej miały koty z dłuższymi szatami, lecz te i tak mogły poczuć mroźne powietrze przy mocniejszych podmuchach, dlatego też wzajemna bliskość była czymś niezastąpionym w tym okresie.
Strzępek nie narzekał na bliskość swojej rodzicielki, skupiając się jedynie na jej ciepłym futrze, które ogrzewało jego małe kocięce ciałko. Ten gest jednak nie był przepełniony troską kotki czy też matczyną czułością, a przynajmniej nie w taki sposób, w jaki to sobie młody point wyobrażał. Świadomość ta bolała, lecz z każdym dniem morskooki uczył się to ignorować, poświęcając uwagę siostrze, której też nie było łatwo. Nie raz widział, jak Szron reagowała rozdrażnieniem, gdy budziła się wtulona w brzuch Źródlanej Łuny. Nie mogło też umknąć jego uwadze to, że kotka w ostatnich dniach wolała spoczywać pod ogonem ich matki, jakby to miało pomóc przed pojawiającym się oburzeniem, gdy starsza spoglądała na nią z przeróżną mieszanką emocji w ostałym po walce ślepiu.
Point spokojnie odpoczywał u boku matki, czując nagle kopnięcia na swoim ciele. Nawet nie musiał otwierać oczu, by wiedzieć, że to jego siostra nieco go skopała w czasie prób odsunięcia się od wojowniczki. Po chwili na dźwięk tak dobrze znanego prychnięcia uchylił łaskawie swe powieki, by przyglądać się poczynaniom siostry. Ta właśnie kierowała się w stronę mchu w kącie legowiska, mając gdzieś możliwość zachorowania.
— Strzępku, nie… — zaczęła królowa, kiedy ten podniósł się i zaczął kierować w stronę Szron. Tylko na jedno uderzenia serca przystanął i machnął swoim ogonkiem w geście ignorancji, dając jasno do zrozumienia Źródlanej Łunie, że nie powstrzyma go przed udaniem się za siostrą.
— Będziesz chora — powtórzył słowa matki, układając się tuż obok Szron, mając gdzieś to, że sam też może się pochorować.
— I co z tego? W lecznicy tesz mają legowiszka — powiedziała, plując lekko przez swój zdeformowany pysk. — Ale będziesz muszał być tu szam.
— Zostawisz mnie? Nie ma już nawet Naparstnicy — zauważył, co spotkało się jedynie z wywróceniem oczami przez niebieskooką.
— On i tak był nudny... Nie zoształ wojownikiem. — Uderzyła ogonem. — Moszesz pochorować szię ze mną.
Na dalsze słowa siostry lekki uśmiech pojawił się na jego białym pysku. Kochał Szron, a nieco niewyraźne słowa z powodu jej zdeformowanego pyszczka sprawiały, że Strzępek nie umiał się oprzeć siostrze, dlatego ta często mogła liczyć na jego poparcie w różnych kwestiach. Choć było to też spowodowane tym, że kocurek nie chciał jej zbytnio opuszczać czy też zostawiać samej w towarzystwie matki — kotka znacznie bardziej okazywała niechęć w stronę rodzicielki niż jej brat.
— Hahaha — zaśmiał się krótko, a jednocześnie cicho, jakby wszechobecny chłód nie pozwalał mu na więcej. — Skoro tego chcesz, to tak będzie siostro — oznajmił, wtulając się w nią, by tej nie było tak zimno. Miał wrażenie, że czuje, jak ta się obok niego trzęsie z powodu chłodu, panującego w kociarni. — Zawsze będę tuż obok ciebie, będziesz mogła liczyć na moje wsparcie — zapewnił, nie zdając sobie sprawy, że mogła to być obietnica bez pokrycia w kolejnych księżycach ich życia.

<Siostro?>

Od Strzępka CD. Płomiennego Serca

Kociak z całkowitą uwagą słuchał słów starszej, chłonąc każdą część wypowiedzi. To był jedyny sposób, aby poznał świat poza żłobkiem, a przynajmniej dopóki nie dostąpi ceremonii mianowania na ucznia.
Wtem niespodziewanie jego skupienie uleciało, ustępując miejsca oburzeniu. Od razu położył uszy po sobie, a futerko się nastroszyło. Obecnie wyglądał jak mała puchata kulka, która wkurzona wpatrywała się morskimi ślepiami w rudą. Wszystko to było spowodowane jedynie propozycją ze strony kotki.
— Mowy nie ma! Nigdzie nie idę! — oznajmił stanowczo i dość głośno.
— Czemu? — spytała zdziwiona wojowniczka.
— Nie i tyle — mruknął, tracąc nieco na zaciętości. Z jakiegoś powodu nie chciał się z nią dzielić faktem, że nie opuści siostry, choćby na chwilę, kiedy ten będzie zwiedzać obóz z Płomiennym Sercem. A w tym czasie Szron będzie musiała znosić wzrok ich matki, pełen bólu, gdy tylko jej oko spoczywało na rodzeństwie. Zdawać się mogło, że Strzępka to nie rusza, lecz on podświadomie potrzebował atencji, uwagi, dlatego jego zachowanie wobec innych było bardzo zmienne. Kiedy tylko widział, że drugi kot traci nim zainteresowanie, kocur zmienił taktykę, by rozmówca w dalszym ciągu poświęcał mu uwagę. Dokładnie jak w przypadku Płomiennego Serca — point początkowo ignorował ją, gdyż ta mu poświęcała czas, lecz kiedy zaczęła się wycofywać, to Strzępek nabrał ochoty do rozmowy.
— Nie chce zostawiać siostry… — mruknął pod nosem, wpatrując się w swoje łapki, które były nagle znacznie ciekawsze od postaci rudej wojowniczki.

<Płomienne Serce?>