BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cienista Zjawa x Zalotna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cienista Zjawa x Zalotna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

08 lipca 2026

Od Zalotnej Gwiazdy CD. Cienistej Zjawy (Ifryta)

Teraźniejszość

Nadeszła już Pora Nagich Drzew, która zdawała się wyjątkowo mroźna. Niemal pierwszego jej dnia klanowe tereny pokryły się grubą warstwą śniegu, utrudniając pracę wojownikom. Przy takich warunkach i przerażająco niskich temperaturach ciężko było biegać, a co dopiero polować! Zalotna Gwiazda współczuła reszcie Wilczaków, którzy musieli funkcjonować w takiej pogodzie, lecz musiała przyznać, że niezmiernie cieszył ją fakt, iż sama mogła odpoczywać w swoim legowisku. Dawniej stanowiło ono borsuczą norę, toteż nie było szans na to, że znajdą się w nim jakieś szczeliny, przez które do środka wpadałby zimny wiatr. Prócz wejścia nie było innego przejścia dla chłodu, przez co szylkretowej liderce żyło się całkiem komfortowo.
W tym momencie czyściła właśnie swoją łapę, na której jeszcze niedawno rozwijała się infekcja. Co za pech, że zapomniała odwiedzić Cisowe Tchnienie, gdy rana nie była jeszcze niczym poważnym. Nie zamierzała jednak tego rozpamiętywać, gdyż mimo wszystko niebieska medyczka uporała się z problemem. To naprawdę… godne podziwu. Zalotna Gwiazda, ponieważ wychowała się w lecznicy, od zawsze miała styczność z ziołami. Teraz stwierdzała, że były czymś naprawdę intrygującym. Niby kilka niepozornych listków i kwiatków… a dzięki nim wiele kotów mogło przeżyć. Szkoda tylko, że sama nie wiedziała o nich zbyt wiele. Znała oczywiście podstawy, gdyż jeszcze za młodu udało jej się podsłuchać i zapamiętać kilka ziół oraz ich właściwości.
Tak więc wypoczywała, podczas gdy jej pobratymcy harowali pośród mrozów i wichur. Przynajmniej do czasu. Nagle usłyszała zbliżające się w jej stronę kroki. Kilku kotów. To na pewno. Poza tym były szybkie, jakby spanikowane. Co takiego znowu się działo?
Do środka wkroczyła trójka kotów: Wrotyczowa Szrama, Seradelowa Łapa i Dyniowa Skórka. Na przedzie stała starsza, liliowa wojowniczka, która nieznacznie się trzęsła, choć ciężko było stwierdzić, czy z zimna, czy z przerażenia.
— Oby ktoś umierał, bo jeśli przerwaliście mi spokój tylko po to, by przekazać mi coś nieistotnego, to osobiście rozszarpię was tu i teraz — fuknęła liderka, patrząc na trójkę wyniośle.
Wrotyczowa Szrama zmrużyła oczy, kładąc uszy po sobie. Jej ogon kołysał się nerwowo na boki, a łapy wciąż dygotały.
— Z-Zalotna Gwiazdo… Gdy by-byliśmy na patrolu, to… — wydukała z trudem.
Gdy otworzyła pysk, by kontynuować, niebieska uczennica popchnęła ją barkiem. Miała zmarszczone brwi i zirytowany wyraz pyska. W przeciwieństwie do swojej matki, która wyglądała na przerażoną, ona była dogłębnie sfrustrowana.
— Na Mrocznych Przodków! Kto pozwolił tej fajtłapie gadać? — warknęła Seradelowa Łapa w stronę starszej, po czym postąpiła krok do przodu. — Wybacz mi, Zalotna Gwiazdo, że wcześniej nie zabrałam głosu. Chciałam ci przekazać, że podczas patrolu znalazłam na granicy bardzo niepokojące ślady. Chyba doszło tam do jakiejś bójki. Widziałam ślady krwi i strzępki futra, a także silny zapach samotników mieszający się z wonią jakiegoś Wilczaka — wyjaśniła pospiesznie, po czym pochyliła głowę przed liderką. — Nie byłam niestety w stanie rozpoznać, do kogo należał ten zapach, więc byłabym wdzięczna, gdybym mogła zaprowadzić cię w tamto miejsce, byś sama stwierdziła, kto padł ofiarą samotników — dodała.
Zalotna Gwiazda przez cały ten czas siedziała w milczeniu, z nieodgadnionym wyrazem pyska wpatrując się w swoją uczennicę. W końcu poruszyła się nieznacznie na swoim posłaniu i mruknęła:
— Dobrze. Jestem skłonna pójść tam z tobą — westchnęła, po czym spojrzała na Wrotycz i Dynię. — Wasza dwójka może już zejść mi z oczu — burknęła, podnosząc się z miejsca.
Starsza kocica prędko odwróciła się i wybyła z legowiska, a zaraz po niej wygramoliła się z niego Dynia.
— W takim razie prowadź, Seradelowa Łapo — poleciła swojej uczennicy, która bez wahania ruszyła w stronę wyjścia z azylu. Była niczym ciało bez duszy, wykonujące każdy rozkaz wydany przez Zalotną Gwiazdę. Czy liderkę to cieszyło? Jeszcze jak. Nie mogła sobie wymarzyć lepszego pionka. Wiedziała, że niebieska uczennica jest stworzona do czegoś wielkiego. Wiedziała, że czeka ją chwała i chluba.
W ciszy zmierzały w stronę miejsca, o którym opowiedziała Seradela. Po wyczerpującej wędrówce wśród śnieżnych zasp w końcu udało im się tam dotrzeć. Na szczęście przez ostatni czas nie napadało zbyt wiele świeżego śniegu, toteż ślady wciąż były wyraźne. Zalotna Gwiazda przycisnęła nos do ziemi, zaciągając się wonią tego miejsca.
Wtedy zamarła.
Gdy znajomy trop wypełnił jej nozdrza, niemal instynktownie struchlała. Jej źrenice zwęziły się gwałtownie, wyglądając teraz niczym dwie sosnowe igły. Futro na karku zjeżyło się, a serce zabiło szybciej.
— Cienista Zjawa… — wymamrotała, unosząc głowę.
Jej dzikie spojrzenie spoczęło na Seradelowej Łapie, która w pierwszej chwili drgnęła nieznacznie pod jego ciężarem. Dopiero po chwili niebieska wyprostowała się dumnie.
— Czy coś się stało, Zalotna Gwiazdo? — spytała, patrząc na liderkę z oczekiwaniem.
Szylkretowa nie mruknęła ani słowa, a zamiast tego zwróciła głowę w stronę samotniczych terenów. Parszywi samotnicy! Jak oni w ogóle śmieli tknąć kogoś tak świętego, jak Cienista Zjawa? Jak śmieli choćby podnieść pazura na jednego z najbardziej szanowanych członków Klanu Wilka?
— Dużo się stało, Seradelowa Łapo — burknęła przywódczyni, przenosząc wzrok na uczennicę. — Wracaj do obozu. Ja jeszcze przez chwilę tu zostanę — oznajmiła.
Seradela skinęła głową i natychmiast ruszyła w stronę azylu.
Zalotna Gwiazda w końcu przysiadła, wpatrując się w naruszony, splamiony krwią śnieg przed swoimi łapami. Gdzieniegdzie leżały jeszcze strzępy futra, a w powietrzu nadal unosiła się boleśnie znajoma woń.
Wcisnęła pazury w śnieg, zaciskając mocniej zęby. Czy to mogła być prawda? Czy jej syn — Cienista Zjawa — naprawdę został zabity i zabrany przez jakąś bandę bezklanowców? Ciężko było stwierdzić, ilu ich było, lecz na pewno wielu. W przeciwnym razie bury poradziłby sobie z nimi — to nawet nie podlegało dyskusji. Zalotna Gwiazda wierzyła, że kot, którego niemal od narodzin wychowała, byłby w stanie przeżyć starcie z jednym, dwoma, a nawet trzema samotnikami. Musiało ich być… więcej. Znacznie więcej.

* * *

Gdy w końcu pojawiła się w obozie, zaczynało już zmierzchać. Gdzieś w trakcie jej czuwania z nieba zaczął padać śnieg, a jej futro pokryło się cienką warstwą białego puchu. Jej wzrok był dziki, obcy. Futro wciąż nieznacznie zjeżone, a pysk opuszczony nisko. Wyglądała niczym zjawa wynurzająca się z lasu, bardziej jak bestia niż kot.
Nie zatrzymała się ani na moment. Pewnym ruchem wskoczyła na mównicę. Wiedziała już, co musi powiedzieć. Każde słowo zdążyła ułożyć w myślach podczas długiego czuwania w miejscu, gdzie jej jedyny syn oddał życie za Klan Wilka. Nie zasługiwał na to, by odejść w zapomnienie.
Brązowe ślepia powoli objęły całą polanę. Kolejne koty podnosiły uszy, przerywały swoje zajęcia i zwracały ku niej spojrzenia.
— Klanie Wilka... mam wam do przekazania wiadomość, której żadne z nas nie chciało nigdy usłyszeć — oznajmiła donośnym, smętnym głosem.
Gdy wszyscy zebrali się pod mównicą, odczekała jeszcze kilka uderzeń serca, pozwalając, by niepokojąca cisza zaczęła ciążyć nad obozem.
— Dzisiejszy dzień zapisze się w historii naszego klanu jako dzień żałoby. Dzień, w którym straciliśmy jednego z naszych najwybitniejszych wojowników. Odkryłam, że Cienista Zjawa nie żyje.
Po polanie przebiegł szmer.
— Został zamordowany. Zamordowany z zimną krwią przez tchórzy, którzy nie mieli odwagi spojrzeć mu w oczy jak równy z równym. Odebrano mu życie tylko dlatego, że do samego końca bronił terenów należących do Klanu Wilka… — przerwała na moment — i gdyby sprawcą okazał się którykolwiek z naszych pobratymców, własnymi łapami rozszarpałabym zdrajcę, a jego wnętrzności zgniłyby w błocie ku przestrodze dla każdego, kto odważy się podnieść łapę na tak szlachetnego kota. Tym razem jednak zagrożenie przyszło spoza naszych granic. Z terenów samotników, bo to właśnie oni odpowiadają za śmierć mojego syna — splunęła z pogardą.
Jej ogon wściekle przeciął powietrze, zanim kontynuowała:
— Nie wiem, ilu ich było. Wiem jedynie, że musiało ich być wielu, bo tchórze zawsze polują w grupach! Zapamiętajcie moje słowa: każdy obcy kot, każdy ślad, każdy zapach może należeć do morderców Cienistej Zjawy. Od tej chwili macie obowiązek zgłaszać mi wszystko, co wyda wam się podejrzane. A gdy ich odnajdziemy... sprawiedliwość dosięgnie każdego z nich!
Zgromadzone koty po raz kolejny zaczęły wymieniać między sobą spojrzenia, a także szepty.
— Ale nie pozwolę, byśmy zapamiętali dzisiejszy dzień wyłącznie jako dzień straty. — Unosząc wyżej głowę, rozejrzała się po swoich pobratymcach. — Cienista Zjawa nie był zwykłym wojownikiem. Był prawdziwym wzorem Wilczaka. Kotem, który bez chwili zawahania oddał własne życie za bezpieczeństwo swoich pobratymców. Takie czyny nie mogą zostać zapomniane. Takie czyny zasługują wyłącznie na nagrodzenie. — W jej głosie brzmiała duma. — Dlatego od tej chwili w Klanie Wilka istnieć będą odznaczenia dla najwybitniejszych spośród nas. Tytuły, na które trzeba będzie sobie zapracować!
W jej oku pojawił się błysk.
— Pierwszym z nich jest Powiernik Cienia. Tytuł nazwany na cześć Cienistej Zjawy. Otrzyma go każdy, kto wykaże się bohaterstwem wykraczającym poza obowiązek wojownika. Każdy, kto poświęci własne zdrowie lub życie dla dobra Klanu Wilka — oznajmiła, a po chwili jej spojrzenie na krótką chwilę złagodniało. — Pierwszym Powiernikiem Cienia zostaje pośmiertnie Cienista Zjawa.
Po chwili kontynuowała:
— Do tego grona dołączają również Pustułkowy Szpon, który podczas wojny z Klanem Klifu oddał oko za naszą wygraną, Trzcinniczkowa Dziupla oraz Lamentująca Toń, których poświęcenie również na zawsze zapisze się w historii naszego klanu. — Po tych słowach odchrząknęła. — Powstaje również tytuł Opiekuna Tchnienia, przeznaczony dla kotów, które uratowały życia tych krytycznie zagrożonych lub tych, które przez wiele księżyców wiernie służyły klanowi jako medycy. Pierwszą nosicielką tego tytułu zostaje Cisowe Tchnienie.
Na moment umilkła, by podsycić napięcie.
— Ostatnim z nowych odznaczeń jest Strażnik Tajemnic. Tytuł dla tych, którzy własną czujnością ochronią Klan Wilka przed zdrajcami, spiskowcami i każdym, kto spróbuje zatruć naszą przynależność od środka — wyjaśniła. — Nie są to jednak puste słowa ani ozdoby. Kot, który zdobędzie którykolwiek z tych tytułów, stanie się bohaterem naszego klanu. Otrzyma pierwszeństwo u medyka, pierwszeństwo zabierania głosu oraz prawo wyboru własnego ucznia. Jego słowa będą znaczyć więcej, ponieważ udowodnił już, że potrafi poświęcić dla Klanu Wilka więcej niż inni.
Spojrzała po wszystkich zgromadzonych.
— Z tymi słowami chcę, aby każdy młody kot dorastał z marzeniem o zostaniu Powiernikiem Cienia, Opiekunem Tchnienia czy Strażnikiem Tajemnic. Chcę, aby każdy wojownik wiedział, że największym zaszczytem nie jest życie długie, lecz takie, które oddane było Klanowi Wilka.
Przez kilka uderzeń serca polana ponownie pogrążyła się w ciszy. Została ona przerwana dopiero wtedy, gdy Zalotna Gwiazda zaczęła skandować imiona kotów, które przyjęły dziś nowe tytuły:
— Cienista Zjawa! Pustułkowy Szpon! Trzcinniczkowa Dziupla! Lamentująca Toń! Cisowe Tchnienie!

Synu, lepiej nigdy w życiu nie pokazuj mi się na oczy, bo będzie wstyd…

09 maja 2026

Od Cienistej Zjawy CD. Zalotnej Gwiazdy

– Dobry wieczór, matko. – Bury skinął matce na powitanie, pochylając głowę bardziej niż powinien. Nie tyle co chciał ją pozdrowić, ale okazać należyty szacunek. – Nim się spostrzeżemy, Tęgosz lada dzień zostanie pełnoprawnym członkiem kultu. Wciąż trudno mi uwierzyć, że rozwija się prawidłowo będąc na mleku Wrotyczowej Szramy – poinformował matkę, dzieląc się tym, czego zdołał nauczyć dotychczas swego potomka. Co prawda Tęgosz nadal był tylko małym pełzaczem, jednak chciał, aby już od małego wierzył w Mroczną Puszczę. Wrotyczowa Szrama miała zakaz rozmowy z rudzinką pod groźbą odgryzienia jej języka przez Cienistą Zjawę, gdyby spróbowała przelać na wnuka Zalotnej Gwiazdy. Miała go tylko karmić i ogrzewać. Nic więcej. – Co do Sardeli, również uważam, że ma spory potencjał. Z tego co udało mi się zauważyć wykazuje zainteresowanie opowieściami matki Kultu. Ma zadatki na zostanie kultystką, o ile trafi na odpowiedniego mentora i ograniczy jej się kontakt z kotami wierzącymi w Klan Gwiazdy... sądzę, że Ognikowa Słota ucieszyłaby się z uczennicy, która wykazuje zainteresowanie naszą wiarą. Nie to co Cykoriowy Cykor. – Poruszył wąsami.
Nie poruszył tematu Garbatka. Według niego brązowym powinno się nakarmić kruki, jednak równie dobrze można było poczekać do próby uczniowskiej. Decyzji matki w związku z drugim z kociąt Wrotyczowej Szramy nie miał zamiaru podważać.
– Mam pewną prośbę – podjął, spostrzegając, że matczyne spojrzenie zatrzymało się na zmierzającym w ich kierunku Pustułkowym Szponie – Chciałbym żeby mentorem Tęgosza został nie kto inny, ale ty matko.

~~~

Postanowił spędzić z synem więcej czasu niż dotychczas. Łupiąc złowrogo na Wrotyczową Szramę, usadowił się niedaleko posłania i przyciągnął do siebie ogonem rudego szkraba. Czy kolejny raz miał zamiar opowiedzieć mu o dziedzictwu przodków i Mrocznej Puszczy? To też! Jednak również poczuł potrzebę opowiedzenia synowi o jego matce. Z kwadry na kwadrę był do niej coraz bardziej podobny, jednak również dało się zauważyć, że kocurek przejawiał cechy, które świadczyły o jego pokrewieństwie z Cienistą Zjawą. Im częściej zauważał to podobieństwo, tym bardziej przekonywał się do kocurka i nie odpychał go od siebie.
– Była z niej dziwna, acz silna kotka. Jak pewnie już wiesz, była samotniczką. To nic złego wiązać się z samotnikami w celu posiadania potomstwa, aby przysłużyć się klanowi, i nie tylko jemu. – wytłumaczył, chcąc się w pewnym sensie wytłumaczyć z tego, dlaczego jego matka nie jest wilczaczką. – I była ładna... Bardzo ładna – Darował sobie wspomnienie o szramie zdobiącej pół pyska kocicy. Kiedyś, nim zyskała bliznę na pewno była piękna. Cienista Zjawa żałował, że nie mógł poznać jej wcześniej. Prawdopodobnie wtedy na dobre przepadłby i kto wie, gdzie teraz by był. – Jesteś tak samo rudy, jak i ona, ale budowę ciała przynajmniej masz po mnie! – Poczochrał łapą po łebku Tęgosza.
– A jak miała na imię?
– Południca. Nie mam zielonego pojęcia cóż to takiego, ale brzmi ładnie, nie sądzisz?
Jeszcze przez chwilę rozmawiał z synem, starając się odpowiadać na jego pytania, jak i indoktrynować, gdy Tęgosz zadał pytanie, którego się nie spodziewał usłyszeć. Kocurek chciał, aby mama chociaż na chwilę mogła do niego wrócić, bo chciał ją poznać i wtulić się w jej futro. Początkowo chciał skarcić syna za to, że jest miękki, jednak był przecież kilkuksiężycowym kocięciem.
– Niestety nie może wrócić. Mówiłem ci o Mrocznej Puszczy, pamiętasz? – Wątpił, że kocica trafiła tam po śmierci, w końcu jak skończona idiotka czciła ogień, jednak może przodkowie uznali, że jako matka przyszłego kultysty mogłaby zasiąść wśród nich? – Pewnie teraz nam się przygląda. Na pewno będzie z ciebie dumna, jeśli będziesz dzielnie trenować na wojownika i słuchać nauk moich, matki Kultu, Ognikowej Słoty, Nadciągającego Pomroku czy babci Zalotnej Gwiazdy.
Właściwe, gdyby Tęgosz wyraził takie życzenie, mógłby znaleźć kocurkowi inną mamę. A nawet dwie! A może nawet i rodzeństwo, gdyby młodzik zaniechał bycia jedynakiem. Początkowy problem w postaci nieplanowanego kocięcia zaczął być słabym punktem Cienistej Zjawy.

~~~

Uśmiechnął się pod nosem widząc, jak Tęgosz kroczy u boku Zalotnej Gwiazdy podczas spaceru po obozie. Kociak z zaciekawieniem słuchał słów babki i aktywnie brak udział w rozmowie. Miał nadzieję, że w przyszłości kocur okaże się być dumą nie tyle co klanu, kultu, ale i jego samego. Był ciekaw na jego imię zasłuży sobie kocur, gdy ukończy trening i zyska drugi wojowniczy człon.
– Udał mi się dzieciak, co? – zagaił do jednej ze swoich sióstr, która właśnie dzieliła języki z rudą kotką. Dumnie wypiął pierś, pusząc się niczym paw. Spostrzegł zirytowane spojrzenie siostry. – Twoje również będą udane!

~~~
*tw. wspomnienie śmierci drugiego kota*

Nie spodziewał się, że kremowy burzak będzie aż taki ciężki i trudno mu będzie go przetransportować na tereny Klanu Wilka. W końcu udało mu się znaleźć dół, w którym spoczęło ciało. Oprócz zasypiania dołu, zdecydował się również zakryć mogiłę zbutwiałymi liśćmi oraz gałęziami.
Otrzepał się, pozbywając się resztu towarzyszącego mu stresu. Pozostawało mu jeszcze zamaskować zapach na granicy, jednak nie miał zamiaru korzystacie z lawendy. Jej zapach tak blisko granicy mógłby wzbudzić podejrzenia. Pozostawała mu jeszcze jedna rzecz, aby nie dopuścić do wojny klanów przez swoją urażoną dumę i pochopne działanie. Rzecz, po której będzie musiał porządnie się wyszorować językiem, jak jeszcze nigdy.

~~~

Podczas patrolu granicznego kilkukrotnie został zapytany przez patrol Klanu Burzy o niebieskiego wojownika o krótkiej sierści i brązowych oczach. Odetchnął z ulgą, że nie był wypytywany o kremowego przewodnika, którego przypadkowo pozbawił życia. Być może kocur nie miał rodziny w klanie, a może nawet i nie był lubiany. Miał nadzieję, że tak było.
– Niestety nie. – miaknął siląc się na współczujący ton. Stojąca przed nim kotka z trudem powstrzymywała łzy. Prawdopodobnie, gdy tylko oddali się od granicy wybuchnie płaczem. – Czy ten kot był ci bliski?
– M-mhm... – Przytaknęła. – Jest moim ta... tatą.
– Och, rozumiem. Mój ojciec również zniknął pewnego razu... Bądź dobrej myśli. Na pewno jest zdrów i lada dzień z powrotem wróci do klanu! Pewnie chciał się wyszaleć, póki jeszcze może. Przestrzeganie kodeksu jest doprawdy uciążliwe, nie sądzisz? – zażartował, co pomogło burej szylkretce powstrzymać łzy
– Mogę jeszcze o coś zapytać... nie spotkałeś mojego taty, a może... widziałeś jakiś czas temu puchatego kremowego kota? – Po krótce opisała wygląd Słonecznego Fragmentu.
– Jestem pod wrażeniem, że jesteście w stanie rozróżnić rude i kremowe koty... dla mnie wszystkie wyglądają tak samo. Nie zliczę ile razu pomyliłem rudasa od was na zgromadzeniu! – spojrzenie zatrzymał na rudej kotce, o wysuniętych uszach stojącej niedaleko z tyłu. Obserwowała młodą kotkę i Wilczaka, gotowa w każdej chwili na atak, gdyby Cienistej Zjawię strzeliło coś głupiego do głowy. – Z opisu wnioskuję, że był podobny do niej? Brat? Ojciec?
– Kuzyn... i mój wujek. Był przyjacielem mojego taty, jednego i drugiego, jak i mamy... Zaginął niedługo przed zaginięciem taty i zastanawiam się, czy może tato nie udał się go poszukać... jego, albo mojej siostry...
Na Mroczną Puszczę, ile ta kotka miała członków rodziny. Dwóch ojców? Matkę? Dwie matki? Cały klan był jej rodziną?! Uspokój się. On nie był przecież prawdziwą rodziną tylko przyjacielem rodziny.
– Nie widziałem go. I uprzedzając twoje kolejne pytanie, twojej siostry również nie widziałem. Wybacz, ostatnio spędzałem więcej czasu w obozie, ponieważ moja partnerka urodziła kocięta... – Pół prawda, pół kłamstwo. – Urocze maluchy. Sama rozumiesz, dlaczego nie ciągnęło mnie na granicę i wymigiwałem się z obowiązkowów, aby spędzić z nimi każdą chwilę... Muszę już iść. – dodał, widząc jak Kocimiętkowy Wir zwołuje resztę patrolu.
Oddalił się od granicy, ruszając w kierunku rudziny z kikutem zamiast puchatego ogona. Nim jednak dołączył do grupy, zatrzymał spojrzenie na matce, która towarzyszyła im podczas tego patrolu. Postanowił poinformować ją o tym, że koty w Klanie Burzy ostatnio się wykruszają. Na pewno ta informacja będzie dla niej niczym miód na serce.


<Matko? Następnym razem trzeba zabrać Tęgosza na spacer>

03 kwietnia 2026

Od Zalotnej Gwiazdy CD. Cienistej Zjawy

— Wybacz matko, że zakłócam twój spokój od razu po powrocie ze zgromadzenia, ale dowiedziałem się na nim czegoś doprawdy interesującego — zamruczał Cienista Zjawa.
Zalotna Gwiazda uniosła jedną brew do góry, po czym spojrzała na Wrotyczową Szramę, która siedziała w kącie. Ruchem łapy kazała jej wyjść z legowiska.
Wtem bury odchrząknął, kontynuując:
— Porą Nagich Drzew, tuż po tym, jak nasz klan się uszczuplił o członków, zauważyłem, że Wilgowa Gorycz, co kwadrę, a nawet częściej udaje się samotnie na granicę z Klanem Burzy. Z góry założyłem, że celem jego wypraw na granice jest kontakt ze zbiegami. Niestety byłem w błędzie, ale jestem pewien, że w przyszłości będzie próbował podjąć próbę kontaktu ze swoim ojcem, bratem lub mentorem. — Zatrzymał się na dłuższą chwilę, by znowu spokojnym głosem kontynuować. — Powodem tajemniczych wymknięć kocura była pewna kotka z Klanu Burzy. Nie widziałem ich razem na własne oczy, ale jej zapach znajdował się na futrze Wilgowej Goryczy, gdy na niego wpadłem. Kiedy zapytałem go wprost, czy wiesz o jego samotniczych wyprawach, nic nie odpowiedział, ukrywając prawdę. Na zgromadzeniu miałem przyjemność wpaść na tę kotkę i udało mi się dowiedzieć, że jest medyczką, a na imię ma Wełnista Mszyca. Śmiem twierdzić, że prawdopodobnie łączy ich relacja partnerska. Być może są w klanie jakieś koty, które mogłyby potwierdzić moje przypuszczenia, może ktoś jeszcze widział ich razem... na granicy lub wcześniejszym zgromadzeniu.
Gdy wojownik skończył przemawiać, szylkretka wstrzymała na moment oddech. Wilgowa Gorycz? Relacja partnerska z medyczką Klanu Burzy? Zalotka może i nie była wszechwiedząca, ale z tego, co się orientowała, medycy z innych klanów nie mogli posiadać drugich połówek ani potomstwa. Zasady są oczywiście po to, aby je łamać, ale czy w tym przypadku tak było?
— Rozumiem, Cienista Zjawo, że możesz nie ufać Wilgowej Goryczy ze względu na jego rodzinę. Ja też staram się mieć na niego oko, ale wydaje mi się, że nie jest on aż tak związany ze swoimi zdradzieckimi bliskimi. Gdy jeszcze byli tu w komplecie, zauważyłam, że Wilga wraz z Porywistym Dębem miewali kłótnie — mruknęła spokojnie. Bury wydawał się dosyć porządny. Może nie tak jak ci, których rodzina była wierna Klanowi Wilka, ale wciąż porządny. Zdawał się wierzyć w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd i przestrzegać zasad, jakie panują w tym miejscu. — Nie bronię ci jednak podpytać kilku kotów na jego temat. Proszę tylko, byś był przy tym ostrożny — oznajmiła, owijając ogon wokół łap.
Cienista Zjawa skinął głową na jej słowa i w milczeniu skierował się w stronę wyjścia, w progu mijając się z Wrotyczową Szramą.

* * *

Cykoriowa Łapa. Uczennica przybranej córki przywódczyni, a przede wszystkim mistrzyni — Ognikowej Słoty. Właśnie osiągnęła wiek dwudziestu pięciu księżyców, co oznaczało, że lada moment powinna zostać wygnana z Klanu Wilka i zmuszona do życia na własną łapę. Gdyby nie fakt, że była uczennicą akurat tej Wilczaczki, już dawno zostałaby wyrzucona na zbity pysk i pozbawiona możliwości żerowania na ich zdobyczach.
Była tu zwykłym pasożytem. Nie przyczyniała się do rozwoju Klanu Wilka, a na treningach zapewne nawet nie polowała. Przynosiła im wszystkim tylko wstyd i dla większości była udręką. Mimo to była pierwszą uczennicą Słoty — gdyby faktycznie została wygnana, czy nie wpłynęłoby to na reputację szylkretowej mistrzyni?
Zalotna Gwiazda siedziała w swoim legowisku, zastanawiając się, co począć z Cykorią. Wyrzucić ją teraz, zostawić, a może wystawić do walki i dać jej ostatnią szansę? Nie mogła przecież pozostać uczennicą aż do śmierci, a z drugiej strony od dawna nie miała okazji się wykazać… Może właściwym wyborem będzie zmusić ją do walki?
Liderka zerwała się z posłania i wyszła ze swojej nory, kierując się w stronę pnia. Wspięła się na niego, rozejrzała po obozie i przemówiła:
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się w obozie!
Przyjęła poważną minę. Szybko dostrzegła w tłumie Cykoriową Łapę i Ognikową Słotę — główne bohaterki dzisiejszego zgromadzenia.
Gdy wokół niej zebrało się już wystarczająco Wilczaków, kontynuowała:
— Nadszedł dzień próby Cykoriowej Łapy! — oznajmiła szorstko, mierząc czekoladową morderczym spojrzeniem, jakby chciała powiedzieć: “Spaprasz to, a umrzesz”. — Zawalczy ona ze swoją własną mentorką.
Po chwili obie kotki wyszły na pustą polanę przed pniem. Ze wszystkich stron otaczali je pobratymcy, uniemożliwiając ucieczkę.
Ognikowa Słota stanęła naprzeciwko swojej uczennicy, a jej ogon kołysał się na boki. Czy z nerwów, czy z zawodu — tego nie wiedział nikt oprócz niej samej.
Zalotna Gwiazda odczekała kilka uderzeń serca, po czym krzyknęła:
— Walkę uważam za rozpoczętą!
Gdy te słowa opuściły jej pysk, mistrzyni odbiła się od ziemi i poszybowała wprost na Cykoriową Łapę. Błyskawicznie przygwoździła ją do podłoża — i nie musiała się nawet starać, bo uczennica nawet nie drgnęła. Nie próbowała zrzucić z siebie napastniczki. Po prostu zaakceptowała swój los, wpatrując się spokojnie w mentorkę.
— Na litość! Gorszej walki w życiu nie widziałam — warknęła Zalotna Gwiazda, czując, jak krew się w niej gotuje. — Byłam skłonna dać ci drugą szansę, Cykoriowa Łapo. Naprawdę byłam, gdybyś tylko wykazała się odrobiną determinacji! To hańba, by ktoś taki jak ty wychowywał się na terenie naszego szlachetnego klanu! — Oburzona smagnęła powietrze ogonem.
Ognikowa Słota zeszła z pręgowanej i stanęła obok niej, marszcząc brwi.
— Wstawaj — warknęła cicho w stronę Cykorii, kładąc uszy po sobie. Przekierowała wzrok na liderkę, po czym jej spojrzenie złagodniało. Pochyliła przed nią głowę. — Zalotna Gwiazdo, proszę, daj jej drugą szansę. To moja pierwsza uczennica… — wymamrotała.
Brązowooka zamilkła na moment, rozmyślając nad prośbą córki. Może Cykoriowa Łapa naprawdę wiedziała więcej, niż mogłoby się jej wydawać. W końcu Ognikowa Słota musiała wbić przynajmniej cząstkę wiedzy do tego jej zakutego łba.
— Dobrze, dobrze… Cykoriowa Łapa dostanie drugą szansę. Jednak jeśli ponownie przegra, nie będę miała wątpliwości co do tego, czy powinna tu zostać — oznajmiła chłodno. Nim koty zaczęły się rozchodzić, kontynuowała:
— Następna walka rozpocznie się jeszcze dziś. Tu i teraz — stwierdziła, zadzierając brodę. Nie zmarnowała czasu swoich pobratymców tylko po to, by los czekoladowej wciąż nie był przesądzony.
Ognikowa Słota po raz kolejny ustawiła się w pozycji bojowej, obserwując z irytacją swoją uczennicę.
Cykoria natomiast stała nieco przygarbiona, a na jej pysku malowało się coś w rodzaju goryczy. Zapewne, gdyby nie otaczający ją tłum, rozpłakałaby się na miejscu.
— Walczcie! — rozkazała im Zalotna Gwiazda.
Tym razem mistrzyni pozwoliła uczennicy wykonać pierwszy ruch. Pręgowana, o dziwo, ruszyła do przodu, skacząc na swoją mentorkę. Czyżby słowa liderki ukłuły ją w ego na tyle, by wzięła się w końcu w garść? Na to wyglądało, bo teraz udawało jej się zgrabnie unikać ciosów, jednocześnie próbując jakoś przygwoździć starszą do ziemi.
Po dłuższym czasie tych przepychanek Ognikowa Słota w końcu dała się powalić przez Cykorię. Nie wiadomo, czy pomarańczowooka znalazła na nią jakiś sposób i zrobiła to własną siłą, czy też szylkretka zdecydowała się dać jej fory. Wynik był jednak jednoznaczny — czekoladowa w końcu będzie mogła zostać mianowana.
— Gratuluję, Cykoriowa Łapo — burknęła, gdy mistrzyni przez dłuższy czas nie wydostała się z uścisku uczennicy.
Gdy Słota wstała na cztery łapy, Zalotka zaczęła przemawiać:
— Ja, Zalotna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam naszych walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała codziennie, by zdobyć doświadczenie potrzebne do ochrony naszego klanu. — Specjalnie pominęła kilka słów, by zaznaczyć to, jak długo pręguska się szkoliła i że nie pochwala takiego zachowania. — Cykoriowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Uczennica przez moment milczała.
— P-przysięgam — wydukała po jakimś czasie, gdy każdy zaczął już podejrzewać, że zbuntuje się przeciwko liderce.
— Zatem mocą naszych przodków nadaję ci imię wojownika. Cykoriowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Cykoriowy Cykor. Witamy cię jako nowego wojownika Klanu Wilka — wygłosiła twardo, nie próbując ukryć niechęci, jaką żywiła wobec młodszej kotki.
Z tłumu dobiegło ją kilka zdziwionych szeptów.
— Za swoją krnąbrność Cykoria otrzymała karne imię. O ile nie zmieni swojej postawy i nie wykaże się czymś więcej niż lenistwem, już do końca będzie zwała się Cykoriowym Cykorem — naprostowała, po czym zeszła z pnia i wślizgnęła się z powrotem do swojej nory.

* * *

Jak na razie wszystkie sprawy w Klanie Wilka wydawały się domknięte. Sprawa z Cykorią została rozwiązana, Kasjopeja została mianowana uczniem, a Zalotna Gwiazda doczekała się wnuka — Tęgosza. Czego chcieć więcej? Życie naprawdę nie mogło być już lepsze. Bycie przywódcą dawało jej takie przywileje, takie możliwości… Jaka szkoda, że to wszystko zostanie jej kiedyś odebrane przez szpony śmierci. Przynajmniej wtedy będzie mogła zasiąść dumnie u boku najmroczniejszych przodków i wreszcie zobaczyć ich we własnej osobie. Czy to nie brzmiało pięknie? Tyle poświęciła, by być ich godna — i wreszcie jej się to opłaci.
Postanowiła przejść się po obozie, by rozprostować łapy i upewnić się, że nikt nie knuje przeciwko niej za jej plecami. Nim jednak zdążyła się rozejrzeć po wszystkich kotach, przed jej oczami pojawił się jej syn — Cienista Zjawa. Nie mogła go zignorować, więc postanowiła zagaić:
— Dobry wieczór, synu — mruknęła, uśmiechając się do niego nieznacznie. — Jak u Tęgosza? Mam nadzieję, że prędko zaczniesz go nauczać o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Musi nam wyrosnąć na przykładnego Wilczaka — stwierdziła, po czym zmrużyła ślepia. — Miej też oko na Seradelę. Widzę w niej spory potencjał, w przeciwieństwie do jej brata… Garbatek zapewne nie przeżyje próby uczniowskiej, ale to dobrze. Problem sam się rozwiąże.

<Cienista Zjawo?>

09 marca 2026

Od Cienistej Zjawy Do Zalotnej Gwiazdy

Zgromadzenie – to z Pory Nowych Liści

Zalotna Gwiazda nie wybrała Wilgowej Goryczy na zgromadzenie. Wspaniały plan Cienia, na który bury wpadł tuż po tym, gdy przestał gorączkować, nie doszedł do skutku. Może to i lepiej. W końcu kocur pojął, że jego wspaniałomyślny plan był pełen dziur. Koty z innych klanów być może nie miałyby zamiaru ukarać prawdopodobnego zdrajcy, który Wilgowa Gorycz na pewno był. Musiał być, prawda? Przecież nie raz, nie dwa udał się samotnie na granicę, w dodatku pachniał ziołami. Zielonooki coś kombinował. Coś, co mogło zaszkodzić ich społeczności znajdującymi się pod łapą matki Cienistej Zjawy.
Wojownik siedział samotnie przy brzegu wyspy, a jego spojrzenie utkwione było w Zalotnej Gwieździe. Kocica jako jedyna ze wszystkich liderów wyglądała, jakby znajdowała się na właściwym miejscu. Pozostałe koty, cóż, niestety nie dorównywały jego matce wspaniałości. Większość wyglądała na zmęczoną, bez życia, jakby jedną łapą były w grobie. Dodatkowo na pewno oddawały cześć Klanu Gwiazdy, a nie jedynej prawdziwej wierze w Miejsce, gdzie brak Gwiazd. Śmiał wątpić, aby ta srebrzysta kocica, z którą jego matka właśnie rozmawiała, wyznawała podobną wiarę, co oni. Tym bardziej członkowie jej klanu, gdyż właśnie jeden z Nocniaków wykrzyknął: "Na Klan Gwiazdy! Z jakiego klanu pochodzą te kocięta?!"
Przylizał bure futro na piersi, z rozbawieniem przyglądając się niewychowanym kociętom, wdrapującym się na skałę liderów. Domyślał się, z jakiego klanu pochodziły te koty, a został w tym utwierdzony w momencie, w którym czarny kocur zareagował, starając się doprowadzić najmłodszych członków klanu do porządku. I nie tylko ich.
Przeniósł spojrzenie na dwie inne kotki, które pochodziły z Klanu Nocy prowadzące zażartą dyskusję. Były z nich całkiem urodziwe kocice i prawdopodobnie były w podobnym wieku do Cienia, być może nieco starsze. Starał się podsłuchać ich rozmowy.
"Sojusznicy nie tylko powinni się wspierać, ale również wierzyć w to samo, czyż nie matko?"
Na dobrą sprawę, czy Klan Wilka naprawdę potrzebował sojuszników? Według Cienistej Zjawy klan wręcz rozkwitał pod łapami Zalotki, będąc samowystarczalnym. Nie mieli problemów ze zwierzyną, a klan, jak i kult zasiliło wiele dobrze wytrenowanych kotów. Również sami byli w stanie zagarnąć tereny Klanu Klifu, i to bez pomocy drugiego klanu. Najprawdopodobniej ten cały sojusz został zawarty na prośbę ówczesnego lidera Klanu Nocy, bo wątpił, aby taka propozycja padła z pyska dumnego Wilczaka. Być może było to podczas wojny, a zmniejszona ilość kotów w klanie zmusiła lidera do poproszenia o pomoc wspaniałego Klanu Wilka.
I w tem w głowie kocura pojawiła się nowa myśl. O wiele lepsza od tej dotyczącej Wilgowej Goryczy. Może powinien ją podsunąć matce? Na pewno szylkretowa kocica będzie dumna, że chce się przyczynić do rozwoju kultu. I to na jaką skalę. Sami Przodkowie byliby na pewno wdzięczni, że kocur chciał poszerzyć ich obszar, nad którym mogliby sprawować kontrolę i przemawiać do swoich wiernych. I mogliby również widzieć, czy Klan Nocy dzieli się z nimi wszystkimi informacjami, czy jednak część z nich dla siebie zataja.
Zgromadzenie lada moment miało się zakończyć. Liderzy powoli zwoływali swych podwładnych rozsianych po Bursztynowej Wyspie. Cienista Zjawa podniósł się z miejsca, w którym zapuścił korzenie i bezpośpiechu dołączył do pozostałych członków Klanu Wilka gotowych na powrót na stały ląd.
– Wybacz – mruknął, gdy przypadkiem zderzył się z kotem, którego sierść była biała. Nic specjalnego. W ich klanie również były koty, których ciało zdobiło białe futro, i najpewniej nie poświęciłby kocicy uwagi, gdyby nie jej fioletowe oczy. Tak obce, a zarazem tak znajome. Niczym zaklęty wpatrywał się w nią, nie odrywając spojrzenia od jej pyska. I to nie dlatego, że była ładna. Po prostu próbował sobie o czymś przypomnieć, o czym zapomniał.
– Nie szkodzi – miauknęła cicho, lecz jej wyraz pyska zdradzał obawę i niepokój, gdy stała naprzeciw kocura. Zniżyła głowę, którą skinęła na pożegnanie i udała się do zbiorowiska Burzaków.
Nozdrza kocura wypełnił znajomy zapach, gdy albinoska przemknęła tuż obok niego. Lawenda, wrzosy i ostry zapach ziół, charakterystyczny dla kotów pełniących funkcje medyka. Gwałtownie się odwrócił, starając się zawołać medyczkę, jednak zdał sobie sprawę, że nie zna jej imienia. Mógł również zawołać ją: "Ej ty, biała", jednak z jego gardła wydobył się bliżej nieokreślony dźwięk.
Pierwszym kotem, do którego się zbliżył, chcąc poznać tożsamość kocicy była Kocimiętkowy Wir. Ruda kocica z kikutem zamiast pięknego długiego ogona obserwowała pozostałe koty, przebierając łapami na znak, że jest gotowa do opuszczenia zgromadzenia. Był niemalże pewny, że to właśnie od niej pozna tożsamość medyczki Klanu Burzy.
– Kocimiętkowy Wirze... czy wiesz może, kim jest ta biała kotka?
– Biała kotka... – wymruczała, starając się dostrzec w grupie burzaków kota, o którego pytał Cienista Zjawa. – Aha! Ona! To ta kochanica Wilczego Skowytu! Spotkałam ją jakiś czas temu na granicy. Wypierała się bycia z nim w związku, ale ja wiem swoje! W dodatku jest medyczką! Powinna się wstydzić.
"Kochanica Wilczego Skowytu?"
Kocur zmarszczył pysk, nie będąc przekonany co do słów rudej wojowniczki. Po chwili parsknął, bo ciężko mi było sobie wyobrazić tę dwójkę razem.
– Najwidoczniej nie jest tylko jego kochanicą – zaśmiał się, zdając sobie sprawę, że ta informacja była na dobrą sprawę pomocną. Dostrzegł, że wibrysy rudej zadrgały z niecierpliwością i z ekscytacją. Wyczekująco wpatrywała się w kocura, aby ten podzielił się z nią informacjami. – Jakiś czas temu, porą nagich drzew wpadłem na Wilgową Gorycz. Wracał samotnie z granicy z Klanem Burzy i nie wyglądał na zadowolonego. W dodatku na jego futrze osiadł jej zapach; dokładnie ta sama woń lawendy, wrzosów i innego zielska. Nie da się jej pomylić z żadną inną wonią. – Miał nadzieję, że ruda wojowniczka zacznie rozpowiadać o tym, że Wilga spotyka się z medyczką, i to wcale nie na pogawędki. – Jesteś pewna, że jej członem jest Mszyca, a nie Owca? – Uśmiechnął się.
Czy w tej plotce, którą dzięki Kocimiętce stworzył i pozwolił żyć, było ziarno prawdy? Jeśli tak było to, być może Wilgowa Gorycz miał jeszcze szansę stać się kotem godnym miana Wilczaka, skoro być może chciał doprowadzić do złamania przez medyka tego całego durnego kodeksu nadanego przez ich uwielbiany Klan Gwiazdy.

~~~

Tuż po powrocie na tereny klanu, buras skierował swoje kroki do legowiska Zalotnej Gwiazdy. Pokłonił się matce, okazując tym samym szacunek, jakim ją darzył, jak i w związku z rangą, jaką kocica aktualnie pełniła. Cierń podziwiał ją, odkąd ta zaopiekowała się nimi, pomagając mu i jego siostrom dostawać się do klanowych realiów. Zawdzięczał jej na dobrą sprawę wszystko. Zawdzięczał jej życie.
Bury przeniósł spojenie na liliową kocicę, która kryła się w mroku jaskini. Żałosna istota.
– Wybacz matko, że zakłócam twój spokój od razu po powrocie ze zgromadzenia, ale dowiedziałem się na nim czegoś doprawdy interesującego – zamruczał, nie decydując się od razu wyjawić, o co tak naprawdę chodziło. Nie, gdy liliowa kocica również znajdowała się w pomieszczeniu. Wolał poczekać, aż matka ją odprawi. Gdy zostali sami i matka dała mu znać, aby kontynuował, przemówił: – Porą Nagich Drzew, tuż po tym, jak nasz klan się uszczuplił o członków, zauważyłem, że Wilgowa Gorycz, co kwadrę, a nawet częściej udaje się samotnie na granicę z Klanem Burzy. Z góry założyłem, że celem jego wypraw na granice jest kontakt ze zbiegami. Niestety byłem w błędzie, ale jestem pewien, że w przyszłości będzie próbował podjąć próbę kontaktu ze swoim ojcem, bratem lub mentorem. – Zatrzymał się na dłuższą chwilę, by znowu spokojnym głosem kontynuować. – Powodem tajemniczym wymknięć kocura była pewna kotka z Klanu Burzy. Nie widziałem ich razem na własne oczy, ale jej zapach znajdował się na futrze Wilgowej Goryczy, gdy na niego wpadłem. Kiedy zapytałem go wprost, czy wiesz o jego samotniczych wyprawach, nic nie odpowiedział, ukrywając prawdę. Na zgromadzeniu miałem przyjemność wpaść na tę kotkę i udało mi się dowiedzieć, że jest medyczką, a na imię ma Wełnista Mszyca. Śmiem twierdzić, że prawdopodobnie łączy ich relacja partnerska. Być może są w klanie jakieś koty, które mogłyby potwierdzić moje przypuszczenia, może ktoś jeszcze widział ich razem... na granicy lub wcześniejszym zgromadzeniu.
Na razie miał zamiar przedstawić matce jeden z tematów, z którym do niej przyszedł. Gdy sprawa Wilgowej Goryczy i jego schadzek pozostanie wyjaśniona, a kocur być może zostanie wygnany czy też skazany na śmierć, miał zamiar podzielić się z matką pomysłem wobec ich sojuszników, aby zyskali przewagę, gdyby Nocniacy postanowili wbić im pazury w plecy. Lepiej było dmuchać na zimne, aby nie doszło do podobnej sytuacji, która miała miejsce za panowania Nikłej Gwiazdy. No i rolą kultysty było nawracanie zagubionych owieczek, na prawdziwą, jedyną wiarę.

<Zalotna Gwiazdo?>