BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jesionowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jesionowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

16 września 2026

Od Jesionowej Szadzi CD. Ognikowej Słoty

Przeszłość

Poród zbliżał się dużymi krokami. Brzuch Jesionki z każdym dniem nabrzmiewał, a ona sama czuła się coraz bardziej nieswojo. Bała się, że po porodzie ona, tak jak i jej matka kiedyś, nie będzie w pełni sprawna. Jesionowa Szadź nie była też konkretnie młoda, więc to dodatkowo tylko wzrastało jej przekonanie o krzywdzie. Nie mówiła jednak o swoich obawach partnerce i udawała, że ona nic tylko się cieszyła.
Ognikowa Słota, gdy tylko dwie kotki ogłosiły swoje ciąże, nagle się zainteresowała ich dwójką. Z wielką troską o przyszłych wojowników rozwijających się w łonach karmicielek zapewniała im najlepsze kąski i regularnie sprawdzała ich stan. Liliowa stała się odrobinę podejrzliwa wobec zachowania szylkretowej mistrzyni i otwarcie przyznała to Miodce, która poparła jej podejrzenia.
Pewnego ranka Jesionka się obudziła z okropnym uczuciem w żołądku. Czuła się, jakby jej wnętrzności miały się powykręcać i rozerwać. Nie mogła jeść, a gdy ją mdliło, to nie potrafiła niczego zwrócić. Ze łzami w oczach wiła się w posłaniu, a Miodowy Ul również nie czuła się zbyt dobrze. Po dłuższej chwili okazało się, że to poród. Widząc to, Ognikowa Słota wezwała Chudy Grzbiet i Cisowe Tchnienie. Podczas gdy Jesionka rodziła, Miodka również zaczęła. Jednocześnie medycy musieli odbierać dwa porody, lecz na ich szczęście w miocie liliowej znalazła się tylko jedna czarna koteczka. Narodziny kociąt Miodki trwały znacznie dłużej, ponieważ ich było aż trójka i wszystkie były kocurkami! Gdy wszystkie pyszczki przyczołgały się do sutków mam, wszyscy mogli odpocząć. Gdy medycy wychodzili ze żłobka, widocznie wycieńczeni robotą tamtego dnia, przyszła Ognikowa Słota i z uwagą przyjrzała się nowym pociechom Klanu Wilka.
— Gratuluję wam obu. — Powiedziała tylko krótko z uśmiechem i pozwoliła im wypocząć.

Teraźniejszość

Kocięta były już wystarczająco duże, by rozumieć to, co się do nich mówiło oraz wystarczająco sprawne, by robić ze żłobka piekło. Gdy brała im się ochota do zabawy, to rzucały się wszędzie i trzeba było pilnować, by nie podeptać któregoś malca przypadkiem. Jednak w tym chaosie to Ognikowa Słota widziała piękno; z wielkim zadowoleniem niejednokrotnie oferowała swoją opiekę nad pociechami karmicielek, by te mogły odetchnąć od nich i pójść na spacer. One nie potrafiły odmówić, bo były już wykończone wiecznym przesiadywaniem w kociarni.
Nim Jesionka wyszła ze żłobka, to jeszcze na moment się zastanowiła i podeszła do Słoty.
— Podziwiam to, że potrafisz wytrzymać z taką ilością kociaków — zaczęła z niepewnym uśmiechem. — Ale czy nie masz innych, ważniejszych obowiązków? — zapytała, a gdy uśmiech mistrzyni zrzedł, szybko dodała: — Nie że mam coś przeciwko po prostu… nie jestem pewna — westchnęła.
Mistrzyni tylko spojrzała się na nią wymownie.
— Myślę, że jesteś po prostu zmęczona tą duchotą. Idź się przejdź, i wypocznij — miauknęła z “troską”, lecz Jesionka wyczuła, że po prostu Słota chciała jej się stąd pozbyć. Liliowa poddała się i poszła za partnerką poza obóz.
Na spacerze kotki wreszcie zaznały świeżego, przyjemnego powietrza. Poranny deszcz nadał teraz cudownego klimatu, a chłodny wiaterek muskał ich sierści. Wszystkie troski się z nich zmyły jak krople wody po kaczkach. Skorzystały z chwil dla siebie, by się odrobinę pobawić i pogadać. Próbowały również zapolować dla rozrywki, lecz nie udało im się nic złapać.
Gdy wracały przed wieczorem, Jesionka przypomniała sobie o kociętach i o tym, że Słota się nimi opiekowała.
— Też myślisz, że to dziwne, że Ognikowa Słota tyle czasu spędza przy kociętach, a do tego czyichś kociętach? — spytała się.
— Nie myślałam o tym jakoś dużo. Fajnie, że pozwala nam odetchnąć — odparła Miodowy Ul, lecz gdy zobaczyła wątpliwy wyraz Jesionki, to się zatrzymała. — Martwi cię to?
— Sama nie wiem — westchnęła. — Lepiej chodźmy. Pewnie to nic takiego — przyznała i kotki wreszcie ruszyły do obozu.

<Ognikowa Słoto?>

18 sierpnia 2026

Od Jesionowej Szadzi CD. Miodowego Ula

Jesionowa Szadź otworzyła szerzej oczy. W sumie ostatnio, gdy odwiedziła żłobek i zauważyła szczęśliwą Ognikową Słotę i Kocimiętkowy Wir ze swoimi kociętami, mimo że były obie kotkami, to ta pierwsza znalazła ojca dla kociąt poza klanem i teraz dumnie wychowywały nowe pokolenie Wilczaków. Gdyby tak i one próbowały coś wymyślić w tym stylu, mogłyby również być dwoma matkami dla jednego miotu, lecz traktowałyby je równie tak, jakby to one obie były naraz ich prawdziwymi rodzicami. Liliowa uśmiechnęła się czule i dotknęła nosem tego partnerki.
— Jestem pewna, że coś w tej sprawie wymyślimy — wymruczała kojąco. — Dajmy temu chwilkę. — Polizała ją między uszami i otuliła ją. Złota od razu niemalże się rozpłynęła w jej objęciach i zamknęły oczy, oddając się krainie snów.

Parę wschodów słońca później

Jesionowa Szadź pożegnała się z partnerką, która właśnie wyszła na patrol poranny. Przynajmniej tak myślała. W tym czasie liliowa zajęła się pielęgnacją swojej sierści. Od jakiegoś czasu przestała bardzo dbać o swój wygląd tak, jak robiła to kiedyś. Już nie była idealnie wylizana, lecz jej sierść pozostawała w niektórych miejscach zmierzwiona i zakurzona. Pokrywało się to z momentem, gdy razem z Miodką wyznały sobie miłość i zostały partnerkami.
Zastanowiła się chwilę nad tym, jak złota powiedziała jej, że chciałaby założyć rodzinę. Jedyne, na co wpadła, to na znalezienie ojca poza klanem, tak jak niegdyś zrobiła to szylkretowa karmicielka-mistrzyni.
Gdy kotka skończyła się pozbywać mchu i kurzu z futra, zajęła się myciem łabędziego pióra. Jak skończyła, spojrzała na nie. Było dla niej bardzo wyjątkowe. Odkąd tylko pamiętała to ono zawsze było tuż obok. Czuła się, jakby ono widziało ją, jak dorastała i jak była na każdym następnym etapie jej życia.
Z zadumy wyciągnęły ją głosy innych kotów z legowiska. Podciągnęła się na łapy i wyszła na polanę obozu. Rozprostowała łapy i powiedziała Cykoriowemu Cykorowi, która akurat przechodziła obok, że wychodzi na polowanie w razie, gdyby ktoś jej szukał.
Po wyjściu z obozu skierowała się do samej granicy terytorium Klanu Wilka, gdzieś niedaleko śpiewały szpaki. Starała się iść na tyle szybko, by sprawnie przejść przez las, ale na tyle powoli, by w razie, gdyby nieopodal była jakaś zwierzyna, to ona by jej nie spłoszyła. Niemal niedaleko granicy poczuła woń wiewiórki. Wiatru, prawie że nie było, więc pewnie dopiero co rudy gryzoń tędy przebiegł.
Liliowa przyjęła pozycję łowiecką i zaczęła powoli podążać tropem. Po niedługim czasie ją dojrzała, więc powoli zaczęła kroczyć w jej stronę, a gdy zwierzątko zaczęło kopać w ziemi, Jesionka rzuciła się na nią i zabiła poprzez zmiażdżenie karku. Wtedy z krzewów wyszedł czarny kocur z białymi akcentami i jakimś materiałem wokół tylnych łap. Na jego pysku widniał rozpromieniony uśmiech.
— Cudownie! Akurat byłem głodny. — Oblizał pysk, podczas gdy Jesionka odłożyła zdobycz na ziemię i położyła na niej łapę.
— Kim jesteś? — zapytała nastawiona odrobinę ofensywnie, ale pozostawała ciekawa.
— Jestem Skarpeciarz! — wymruczał z dumą kocur. Kotka podniosła jedną brew.
— Co robisz na terenie Klanu Wilka?
— Terenie czego? — zapytał się, odrobinę zmartwiony. — W sensie, jakaś zgraja wilków tu się błąka?
— W sensie, tu żyje pewien klan kotów, do którego należę i gdybyś wpadł na kogoś innego, to byś prawdopodobnie był natychmiast wygoniony. — On natomiast spojrzał się na nią jak głupi.
— Mogę tę wiewiórkę?
— Czemu miałabym ci ją dać?
— Jestem głodny…
Wojowniczka westchnęła.
— Mogłabym ci ją dać, ale mam jedno pytanie: chciałbyś mieć kiedyś kocięta?
— Czy chciałbym… może? Ale czy bym je wychowywał? Nie chce mi się tego — odparł, a liliowa od razu się stała bardziej przyjazna.
— Bo jest pewna sprawa… ja mam partnerkę i chciałybyśmy założyć rodzinę.
— W jaki sposób? — zapytał, lecz potem od razu jakoś go olśniło. — Ooo… chyba rozumiem. No to, mogę być tym wybrańcem! — rzekł dumnie, kładąc łapę na klatce piersiowej.
— Jak dobrze. Dziękuję — odparła z ulgą.
— To mogę tę wiewiórkę? — Zrobił duże oczy.
— Możesz.

* * *

W drodze powrotnej do obozu była nadal o pustych łapach. Za każdym razem zwierzyna uciekała, zanim jej się udało do niej zbliżyć wystarczająco. Już niemal zmęczona, zrobiła sobie krótki wypoczynek i zmyła z siebie zapach wcześniejszej, upolowanej wiewiórki. Wtedy dopiero ruszyła dalej, na kolejne polowanie i raz cudem jej się udało złapać szpaka, a potem jeszcze na dodatek mysz. Gdy już kierowała się do obozu, zauważyła nornika, którego natychmiast złapała i dumna ze swojego polowania i wypełnionego celu, wróciła do obozu.
Tam już czekała na nią Miodowy Ul, która siedziała pod legowiskiem medyka. Gdy zobaczyła Jesionkę, od razu do niej podbiegła i podrygiwała z łapy na łapę, podczas gdy ta odkładała zdobycze na stertę.
— Jesteś! — pisnęła, a liliowa polizała ją między uszami.
— Jestem! Tylko daj mi się najeść, głodna jestem. — Uśmiechnęła się do niej i wzięła ze spodu sterty wróbla.
Idąc sobie w swój ulubiony kącik, wojowniczka zauważyła, jak jej partnerka ledwo dawała radę coś wstrzymać w sobie. Wzrokiem błądziła po gruncie, a pyszczek otwierał jej się i zamykał co jakiś czas. W chwili, w której się położyły, niebieskooka od razu wybuchła:
— Słoneczko, będziesz mamą! — Jesionowa Szadź była jednocześnie zdziwiona, jak i spokojna.
— Co nie? To takie super! — rzekła szczęśliwa, a Miodka trochę się skonfundowała.
— Co to znaczy? Wiesz już?
— Że będę mamą?
— No tak.
— To tak.
Między nimi zapadła chwila ciszy.
— Od początku… co masz na myśli? — zaczęła liliowa.
— To, że jestem w ciąży! — odparła.
— Jesteś w ciąży?
— Ty też?
— Ja też!
Obie otworzyły szerzej oczy.
— Znaczy, jeszcze nie jestem pewna. Dopiero co dziś znalazłam ojca dla kociąt… — wyjaśniła starsza wojowniczka.
— A wiesz, że ja też dziś dopiero co znalazłam ojca dla mojego miotu?
— Ty też dziś?
— Ja też dziś! I ojcem jest… — zrobiła dramatyczną pauzę. — …Tygrysia Noc!
Jesionka otworzyła pyszczek.
— Serio?
— Tak!
Z tych wszystkich wrażeń srebrna aż zapomniała o jedzeniu.
— To cudownie! Jestem z ciebie taka dumna, Miodku. — Kotka położyła łapę na łapie partnerki.
— Dziękuję, kocham cię tak bardzo — odparła złota i wtuliła głowę w futro na klatce piersiowej Jesionki. Przypomniała sobie w tej chwili o wróblu, którego wzięła za posiłek.

Dzień później

Był miły, ciepły wieczór po deszczowym dniu. Wilgoć wisiała w powietrzu, a ptaki z chęcią zasiadały na glebie, by żerować na wypełzających z niej dżdżownicach. Gdzieś słychać było stukanie dzięcioła, a na niektórych drzewach małymi grupkami zaśpiewywały szpaki i wróble. Ptasia symfonia towarzyszyła dwóm zakochanym kotkom, w spacerze przy brzegu jeziora. Po wykonaniu obowiązków miały chwilę dla siebie, zanim ich brzuchy urosną na tyle, by im przeszkadzać w zwykłych przechadzkach. Jesionowa Szadź obserwowała niebo, które powoli ciemniało przez ukrywające się za horyzontem słońce. Zauważyła pierwsze jasne punkty, które przypominały gwiazdy. Szły w przyjemnej ciszy, podczas gdy gdzieś w gąszczu do wieczornej pieśni Pory Zielonych Liści dołączył się pasikonik. W końcu znalazły idealne miejsce do wspólnego odpoczynku. Liliowa miała coś w planach.
Gdy usiadły na piaszczystym brzegu, Miodka się od razu całym ciałem oparła o Jesionkę i zaczęła głośno mruczeć.
— Opowiedzieć ci ciekawostkę? — zapytała się Jesionka po dłuższej chwili.
— Oczywiście! Kocham twoje ciekawostki — odparła radośnie złota, odsuwając się trochę od partnerki, by móc spojrzeć jej w oczy.
— Słyszałaś może o tym, że łabędzie zakochują się tylko raz w całym swoim życiu? — zaczęła. — A gdy ich partner przedwcześnie umiera, to pozostały zostaje sam do samego końca, a w bardziej przykrych sytuacjach również kończy swe życie — dodała, nieco przygaszonym głosem. — To cudowny, lecz i straszny obraz miłości.
Miodowy Ul patrzyła głęboko w jej zielone oczy ze wzruszeniem.
— Tego nie wiedziałam… — odparła smutno. — To są takie cudne ptaki! Nie wiedziałam nic o tej przykrej stronie…
— Niestety — stwierdziła Jesionka. — A jednak te przykre sytuacje zdarzają się bardzo rzadko. Zwykle łabędzie szczęśliwie żyją w swoich jedynych parach aż do samego końca — dorzuciła, po czym usiadła tak, by być naprzeciwko partnerki. — Lecz, jest jedna sprawa… — miauknęła i wyjęła zza ucha łabędzie pióro, kładąc je między nimi. Niebieskooka spojrzała na nie z ciekawością.
— Kocham cię tak, jak łabędzie kochają siebie nawzajem. To pióro było przy mnie przez całe moje życie, od samego początku po dziś. Obiecałam sobie, że podaruję je jedynie kotu, z kim chcę spędzić całą resztę swojego życia — przerwała na moment, by podnieść łapę partnerki i ułożyć na niej pióro. — Tak więc to ty teraz je będziesz mieć. Jest twoje. — Oczy Miodki zabłysnęły ze wzruszenia.
— Na gwiazdy… — wymruczała, rozczulona i widocznie zaskoczona. W jej oczach kłębiło się tak wiele emocji. — Słoneczko, ty to wiesz, ale ja cię tak bardzo, bardzo, bardzo, bardzo mocno kocham! Obiecuję, że zadbam o to pióro jak nic innego! — pisnęła podekscytowana, a w jej ślepkach zebrały się łzy wzruszenia. Jesionowa Szadź wzięła pióro i wetknęła je za ucho partnerki, która natychmiast ją przytuliła ze łzami w oczach.

<Bądźmy jak łabędzie, do samego końca, Miodko>

18 lipca 2026

Od Jesionowej Szadzi CD. Miodowego Ula

Przeszłość

Wiatr delikatnie muskał futra kotek, gdy te stały na łące. Kłosy traw i ziół falowały z rytmem bicia serca na całej przestrzeni przed nimi. Nad ich głowami ścigały się szarzejące, puchate chmury na błękitnym tle, który już na zachodnim horyzoncie stawały się z lekka żółtawy. Liliowa usiadła i powąchała najbliższego chabra, delektując się jego delikatną wonią, która, tak na upartego, mogła przypominać zapach miodu. Objęła kwiecie łapą i się uśmiechnęła do siebie. Zaraz potem uniosła wzrok na towarzyszkę.
— Jak tu ślicznie! — przyznała ze spokojem, rozglądając się wokół. — Nie wiedziałam, że tu kwitnie aż tyle ładnych kwiatów.
Miodowy Ul uśmiechnęła się czule. Podeszła do Jesionowej Szadzi i wetknęła w jej sierść biały kwiat, który trzymała w łapach chwilę wcześniej. Pyszczek liliowej ozdobił chytry grymas i pacnęła łapą towarzyszkę, a zaraz potem ruszyła biegiem przez łąkę. Złota od razu zrozumiała przekaz i ze śmiechem rzuciła się za nią w pogoń. Kotki ścigały się wśród zielonych kłosów, zabierając ze sobą wplatającą się w ich futra roślinność. Czuły, jak wiatr im wieje pod włos, szumiał im do uszu, a ich śmiech rozbrzmiewał wokół, z pewnością odstraszając parę ptaków, które się zdecydowały gdzieś w pobliżu spędzić czas.
Gdy Miodka wreszcie ją dorwała, obie się przeturlały parę lisich ogonów po glebie, posyłając dużą część trawy, ziemi i ziół w powietrze. Zatrzymały się, dopiero gdy Jesionka leżała pod łapami młodszej, sapiąc. Przez moment jeszcze się śmiały, po czym wzięły oddech.
— Mam cię! — zachichotała była pieszczoszka z dumą.
— A niech to — odparła liliowa z szerokim uśmiechem, a następnie położyła swoją łapę na jej klatce piersiowej. — Dawno się tak nie bawiłam. W sumie to nigdy nie miałam szansy się wyszaleć tak po prostu — przyznała, po czym wstała, gdy tylko została wyzwolona z uścisku. Usiadła na chłodnej ziemi, pozwalając sobie na głębsze oddechy po szalonym biegu.
— Serio, nigdy? — dopytała złota, otrzepując się ze źdźbeł trawy.
— Tak, niestety, ale tak. Matka nigdy nam nie pozwalała rozrabiać ani się bawić. Ciągle albo ojciec nas uczył walki lub polowania, albo ona nam prawiła kazania, które czasem trwały całe popołudnie. Wszystkie wygłupy były zabronione — wymruczała, strząsając z siebie roślinność i ziemię, na której leżała parę oddechów wcześniej.
Miodka podniosła brwi i odwróciła wzrok na moment.
— Ja nie pamiętam zbyt wiele z tego, jak byłam jeszcze z rodzeństwem, ale w nowym domu czasem coś narozrabiałam — poruszyła wąsami w rozbawieniu na wspomnienie. — Czasem jakiś przedmiot skończył na ziemi, ale Wyprostowani raczej nie mieli do mnie problemu.
Jesionowa Szadź spuściła wzrok, po czym z ukradka spojrzała z rozszerzonymi źrenicami w błękitne oczy, które akurat były wpatrzone w jej pysk z czułością. Zaraz po nawiązaniu kontaktu wzrokowego, obie się speszyły i zaśmiały się krótko, lekko niezręcznie. Zielonooka czuła, jak jej pysk się rozpalił od wstydu. To było dziwne uczucie. Takie intensywne i dające ukojenie. Gdyby mogła, siedziałaby w ciszy z tą kotką przez całe długie noce, a jej obecnym marzeniem było spędzić jak najwięcej tych nocy właśnie z nią. Z zadumy wyrwały je potężne podmuchy wiatru, które zaczęły przynosić z daleka nieładne, deszczowe chmury.
— Może lepiej wróćmy już do obozu? — zaproponowała Jesionka, oglądając się za horyzont, który ciemniał przez nadchodzące opady.
— Faktycznie, nie warto tu zostawać — stwierdziła, po czym wstała i skierowała się w stronę lasu. Jeszcze się obejrzała, by się upewnić, że towarzyszka idzie za nią.
Ona pozostawała jeden i pół kociego ogona za Miodką, by pozbierać po drodze parę kwiatków, które wtykała sobie w futro. Miała pewien pomysł.

* * *

Obie weszły do obozu w chwili, gdy zaczynało kropić. Miodowy Ul od razu podeszła do sterty zwierzyny, by coś wziąć do zjedzenia. Gdy ta się zastanawiała nad wyborem, Jesionka na szybko weszła do legowiska wojowników i zrzuciła wszystkie kwiaty, lecz na posłanie złotej kotki. Poutykała je pospiesznie w mech i wyszła akurat, gdy tamta odwracała się od sterty z dość pokaźnym gołębiem. Liliowa, lekko drżąc z ekscytacji i chłodnych kropel, które spadały z nieba, uśmiechnęła się ciepło do Miodki. Następnie obie wcisnęły się szybko w kąt, w którym zawsze spożywały posiłki.
Przy jedzeniu spieszyły się trochę, by jak najszybciej wrócić do legowiska nieprzemoknięte. Jesionowa Szadź odkładała pióra ze skrzydeł i ogona pod piach, gdy towarzyszka nie patrzyła, tak na później. Chciała pobawić się trochę z Miodką, nawet jeśli ona o tym nie miała pojęcia. Liliowa uwielbiała się bawić w takie małe sygnały, które trzeba było po trochu znajdywać, rozpoznawać i odczytywać. Sama w sumie nie była pewna, czy to, co czuła do kotki, było tym samym, co normalnie powinna czuć do kocura, lecz wiedziała, że to dzięki niej była szczęśliwa. Bez niej, każdy dzień był jak zwykła rutyna, a z nią? Ona wnosiła coś nowego, jakiegoś dreszczyku emocji, ale takiego dobrego. Oczywiście, były inne koty, jakoś z nimi rozmawiała, ale raczej było to tylko dlatego, że byli w tym samym klanie. Z nikim nie umiała się tak połączyć na jakimś głębszym poziomie, jak z nią. Sam jej uśmiech starczył, by jej serce rozgrzało całe ciało, nawet w najchłodniejszą noc. Gdy Miodka opowiadała o historii z czasów, gdy była pieszczoszką, to nawet delikatny deszcz jej nie przeszkadzał. Niestety, ale musiały przerwać swoją rozmowę, ponieważ zamiast kropić, zaczynało lać. Obie jednogłośnie zdecydowały, że trzeba się schować. Pospiesznie zwiały do legowiska, ale już zdążyły zmoknąć. Jesionowa Szadź parsknęła, czując się, jakby właśnie wyszła z kałuży. Zaczęła wylizywać swoją sierść, by się pozbyć z niej wody. Gdy się ogarniała, dojrzała kątem oka, że Miodowy Ul zauważyła dodatkowe kwiaty na swoim posłaniu. Przyjrzała się im z zaciekawieniem, lecz zbyła to i wróciła do przywrócenia swojej objętościowej sierści do porządku.
Gdy w miarę Jesionka się wymyła, zwróciła uwagę na fakt, że niebieskooka miała problem z osuszeniem futra. Kotka od razu bez słowa pomogła przyjaciółce, bo wiedziała, że przyda jej się pomoc. Gdy Miodka poczuła język liliowej na swoim futrze, uśmiechnęła się czule do niej i skinęła głową, po czym kontynuowała.
Ten moment był trochę jak zacieśnienie więzi między nimi i chwilą bliskości. Jesionka wdychała słodką woń złotofutrej z zamkniętymi oczami, jakby rozkoszując się chwilą.
Gdy wreszcie skończyły, ułożyły się w posłaniach tak, że patrzyły sobie w oczy. Chwilę potem obie oddały się w otchłań snu.

Ćwierć księżyca później

Poranna mżawka moczyła sierść Jesionowej Szadzi, gdy ta przeczesywała wzrokiem ściółkę lasu. Ptaki już nie dawały o sobie znać śpiewem, jak to robiły w czasie upałów, przez co ponura cisza wisiała w rześkim powietrzu. Liliowa skryła się za krzewami, szukając jakiegoś poruszenia lub oczekując popiskiwania zwierzyny. Niestety jej sierść nie dawała aż tak dobrego kamuflażu, lecz podczas mżawki była nieco mniej widoczna. Leżąc w bezruchu czekała, aż jakiś nieszczęśliwiec trafi się w jej pole widzenia. Otóż to! Wiewiórka właśnie zeskoczyła z niedaleko rosnącej jodły i węszyła wśród liści. Wtedy wojowniczka się spięła i zaczęła powoli podchodzić zwierzątko. Chwilę przed zauważeniem kotki, ta zdążyła dać susa, kończąc żywot gryzonia ciosem pazurami. Wzięła ją w pysk i podeszła do wcześniej upolowanych zwierząt, jakimi były gawron i mysz. Polowanie mogła nazwać sukcesem.

* * *

Gdy wróciła do obozu, akurat mijała wychodzącą na patrol Miodowy Ul. Uśmiechnęły się do siebie, po czym Jesionowa Szadź poszła odłożyć zwierzynę na stos. Blednąca Łapa akurat podszedł, by zabrać z niego jedzenie dla starszych i karmicielek. Kiwnęła do niego głową z uśmiechem, lecz on trochę ją zbył i poszedł dalej. Westchnęła. Nawet młode koty były jakieś strasznie spięte w tym klanie. Nie przejęła się tym i wzięła ze sterty srokę, po czym poszła się położyć w tym samym kącie, w którym jadała razem z Miodką. Sama nie czuła się zbyt dobrze. Wolała złotofutrą do towarzystwa.
Powyciągała pióra z ogona i skrzydeł ptaka, po czym odłożyła na bok. Wtedy przypomniała sobie o gołębich piórach, które niedawno sobie ukryła na później. Zastanowiła się chwilę, po czym wzięła najpiękniejsze sztuki zarówno ze sroki, jak i te z gołębia i weszła na moment do legowiska wojowników. Odszukała posłanie Miodowego Ula i powtykała w nie nowo przyniesione ozdoby. Upewniła się, że wygląda to porządnie, po czym wróciła do swojego posiłku.
Niedługo potem mżawka ustała i niebo nieco się rozjaśniło. Jesionka strzepnęła krople wody z wąsów, po czym kontynuowała jedzenie. Zostawiła połowę zwierza dla Miodki, po czym zaczęła zlizywać z siebie wilgoć. Niedługo potem w wejściu stanęła Miodka, z uśmiechem żegnając Aksamitkowy Nos. Widok ten trochę odpalił w Jesionce czerwoną lampkę. Skrzywiła się spięta. Nie spodobało jej się to, chociaż nie miała ku temu powodu. Coś w środku sprawiało, że zaczęła zwracać uwagę na to, jakie relacje łączyły Miodkę z kimś innym. Wolała, gdy ta oddawała właśnie niej jak najwięcej swojej uwagi. Gdy złota podeszła do Jesionowej Szadzi, tej wyraz pyska złagodniał i kąciki pyska się uniosły.
— Witaj, słoneczko — wymruczała z uśmiechem, po czym się położyła obok niej. — Oo, masz srokę! — Dodała, zauważając zaczętego ptaka między łapami wojowniczki.
— Hejo, i tak, zostawiłam resztę dla ciebie — odparła, po czym podsunęła kotce jedzenie. Miodowy Ul oblizała się.
— Dziękuję — mruknęła, a zaraz potem wgryzła się w zwierzę. Liliowa przewróciła oczami, zastanawiając się chwilę, jak ująć w słowa swoje pytanie.
— Miodko, słuchaj… — zaczęła z lekką powagą, a kotka nastawiła uszu. — A… przyjemnie ci minął patrol? Widziałam, jak coś tam rozmawiałaś z Aksamitkowym Nosem.
Złota lekko się speszyła, po czym przełknęła kęs i uśmiechnęła.
— Tak, było fajnie. Po prostu upolowałam mysz i dałam ją do zjedzenia Aksamitce, bo mówiła, że nie jadła od rana wczoraj. Chciałam być miła — odpowiedziała, a jej wąsy zadrżały. — Wciąż jednak wolałabym, gdybyś też była. Na pewno idzie ci polowanie znacznie lepiej ode mnie! — dodała szybko. Jesionka złagodniała z dziwną ulgą. Czemu tak ją to stresowało?
— Na spokojnie, nie mam ci niczego za złe przecież — wymruczała i położyła łapę na jej łapie. Miodka się onieśmieliła i odwróciła wzrok z niepewnym śmiechem. Jednak na jej pysku widoczny był samoistny uśmiech. Zaraz wróciła do jedzenia, a gdy przełknęła, zwróciła się do Jesionki.
— Właśnie… opowiesz może coś więcej o tej wierze z tymi gwiazdami? Tej, co twoja mama cię uczyła. Skoro tyle wam kazań robiła, to pewnie jest co opowiadać! — zaczęła z entuzjazmem, a liliowa się zastanowiła.
— No dobra — odparła. — Ogólnie to mamy grupę dwunastu niezwykle ważnych konstelacji, nazywanych zodiakami. Te gwiazdozbiory idą wzdłuż linii, którą wędruje słońce. Są to po kolei: baran, byk, bliźnięta, rak, lew, panna, waga, skorpion, strzelec, koziorożec, wodnik i ryby. Zależnie od tego, na jakiego tle zodiaku jest poranne słońce w dniu twoich narodzin, to jest twój znak zodiaku. Moim jest panna. Każdy znak zodiaku podobno pośrednio wpływa na charakter urodzonego pod nim kota, jednak nie jestem pewna, czy to faktycznie jest istotne. Co lepsze, moja matka, tak jak ja i moje rodzeństwo, jest panną, a wszyscy mamy… mieliśmy różne charaktery — Miodce zadrżały wąsy, w chwili, gdy głos Jesionki się odrobinę załamał na wspomnienie rodziny. Przełknęła kęs i się zająknęła.
— Coś… się stało? — przyjrzała się kotce, lecz ta, po chwili zwątpienia, zaśmiała się niezręcznie.
— Nie mam powodu, żeby za nimi tęsknić, zwłaszcza za matką, lecz wciąż coś mnie ciągnie wspomnieniami do nich — uśmiechnęła się niepewnie, a niebieskooka patrzyła na nią z niewielkim zmartwieniem, przerywając jedzenie. — W dzień, gdy opuściłam rodzinę, pokłóciłam się z matką na temat jej obsesji do tej swojej wiary i jej surowości. Wtedy coś we mnie pękło i, mimo że starałam się pozostać spokojna, raz wybuchłam, a ona mnie ukarała tym — wskazała łapą na swoją wielką bliznę idącą od łuku brwiowego po nos. — Wtedy, pierwszy raz w życiu, pozwoliłam sobie na łzy, gdy ona mnie wydziedziczyła za bycie niegodną swojego imienia. Wyniosłam się od nich zaraz po tym — teraz, pierwszy raz można było zobaczyć tak przygnębioną Jesionową Szadź. W kącikach oczu zebrały się łzy, a ona sama odwróciła głowę od towarzyszki, jakby wstydząc się własnych uczuć.
Miodowy Ul chwilę leżała lekko zmieszana i zmartwiona, po czym wstała i położyła się bezpośrednio obok Jesionki, niemal ją otulając. Położyła głowę na cielsku liliowej, mrucząc na tyle głośno, by jej zrobiło się lepiej. Ta podniosła wzrok na kotkę i poczuła, jak jej się robi już nieco lżej na sercu. Uśmiechnęła się delikatnie i otarła łzy.
— Dziękuję — wyszeptała.

Następne parę tygodni

Przez ten czas Jesionowa Szadź regularnie zdobiła posłanie Miodki ładnymi różnościami. Od ładnych listków (bo kwiatów już brakło), przez pióra i nawet różnorodne kamyczki. Gdy Miodowy Ul wreszcie to zaadresowała, ona zaproponowała:
— Może masz jakiegoś tajemniczego wielbiciela? — zapytała z zadziornym uśmiechem, a złota pozostawała skonfundowana.
Wiele razy myślała na głos, kto mógłby to być? Wykluczała po kolei różne koty, a w tych gdybaniach pojawiała się między innymi Aksamitkowy Nos czy Tygrysia Noc, lecz zawsze kończyła bez jednoznacznych wniosków. W końcu jednak domyśliła się.

Teraźniejszość

Od dłuższego czasu śnieg był jedyną rzeczą, którą było widać. Obóz stale musiał być oczyszczany z białego puchu, a po każdych opadach dwaj jedyni uczniowie trudnili się i męczyli z odśnieżaniem domu Klanu Wilka. Jesionowa Szadź również pomagała w pracach przy obozie, ale najczęściej spędzała czas na polowaniu. Jedyne, co mogła przynosić to jakieś marne gryzonie lub ptaki, rzadko przekraczając dwie zdobycze dziennie. Każdy, kogo się spytało, jednoznacznie stwierdzał, że ta pora była okropna. Jesionka jednak, mimo trudności powodowanych przez śnieg, była zadowolona, że było jakieś zajęcie każdego dnia. Owszem, chodziła wygłodniała, lecz piękno ośnieżonego lasu miało swój urok. Chłód na pewno nie przeszkadzał jej aż tak bardzo przez gęstą i długą okrywę z futra, a jedyne, na co mogła się skarżyć, to na odmrożenia poduszek łap.
Pewnego dnia, gdy niebo już zaczynało się ściemniać, kotka wróciła z polowania, trzymając jednego, lecz pulchnego gila. Odniosła go do aktualnie jedynej karmicielki i trójki jej kociąt. Oczywiście, przy każdej wizycie u karmicielek lub starszych, składała drobny ukłon. Zwłaszcza że ową kotką była sama Ognikowa Słota. Jednak zaraz po tym odstawiła zwierzątko i wróciła z powrotem do obozu. Akurat Miodowy Ul kończyła pomagać uczniom w odśnieżaniu ich legowiska, gdy obie złapały kontakt wzrokowy. Złota kotka z dużym uśmiechem podreptała do liliowej.
— Słoneczko, już chyba wiem!
— Co wiesz?
— Kto jest moim “sekretnym wielbicielem” — zachichotała, a Jesionka poruszyła wąsami z lekkim napięciem.
— To samo mówiłaś ostatnio, gdy zgadywałaś Aksamitkowy Nos — starała się jakoś podroczyć z kotką.
— Ale teraz tak na serio!! — powiedziała. — Ale… najpierw chodź ze mną nad jezioro. Tam o wszystkim opowiem.
Nim zielonooka mogła jakkolwiek zareagować, ta zaraz niemal wystrzeliła ku wyjściu. Jesionowa Szadź nie miała nic do gadania.

* * *

Niebo zasłonięte solidną warstwą chmur już zbliżało się do nocnej czerni, gdy zaczęły sypać się z niego płatki śniegu, lecz nie było ich zbyt dużo. Powietrze, mimo że mroźne, to stało w miejscu i nie dało się poczuć żadnego podmuchu wiatru. To wszystko nadawało eterycznego i nieziemskiego nastroju.
Gdy kotki przyszły nad jezioro, które aktualnie było skute lodem, usiadły w tym samym miejscu, gdzie siedziały nad nim razem po raz pierwszy. Jesionka westchnęła w zadumie, a Miodka niemal świeciła podekscytowaniem. Podrygiwała z łapy na łapę, ciągle zmieniając ułożenie ogona. Wtedy wzięła głęboki oddech.
— Słoneczko… — zaczęła, a liliowa zwróciła się do niej przodem. Czekała cierpliwie na kontynuację. Niebieskooka zebrała całą odwagę.
— Słuchaj… ja wiem wszystko. I ty pewnie też, ale; jesteś świetną kotką, rozświetlasz wszystkie dni niczym słońce, którym cię nazywam. Gwiazd jest dużo, lecz słońce mamy jedno. Może i fajnie się o nich uczyć czy je obserwować, lecz to słońce daje nam życie. Chcę, żebyś wiedziała, że… ja cię tak bardzo, bardzo kocham! Nie jak przyjaciółkę, lecz tak jak kotka powinna kochać kocura, tak, że chcę spędzić z tobą życie, całe, calutkie życie! — przyznała i ucichła, jakby czekając na osąd ze strony liliowej. Ta zaniemówiła, lecz sama wiedziała, co do niej czuła. Od jakiegoś czasu, zresztą. Kąciki jej pyska uniosły się, a jej wzrok czule oplótł kotkę.
— Miodko… ja… — zająknęła się. — N-nie wiem co mam powiedzieć za bardzo, bo ty tak bardzo ładnie to ujęłaś. Ja też to czuję. Czuję i chcę spędzić swoje życie z tobą — w jej oczach błysnęły łzy szczęścia, a zaraz po tym Miodowy Ul pisnęła radośnie i przytuliła kotkę z dużą siłą, wdychając ciepły zapach Jesionki, która odwzajemniła uścisk i wtuliła głowę w bujną sierść ukochanej.

<Śliczna moja, razem łapmy gwiazdy 🌟💝>

17 czerwca 2026

Od Jesionowej Szadzi CD. Miodowej Łapy

Jeszcze za okresu Pory Zielonych Liści

Niechęć do opuszczania cienia w czasie upałów nie była powodem, dla którego można było odpuścić sobie wyżywienie klanu. Jesionowa Szadź starała się uczestniczyć w tylu patrolach łowieckich, ile się dało. Tego dnia kotka była już na dwóch polowaniach i rozdała zwierzynę innym kotom, które bardziej jej potrzebowały.
Słońce chyliło się już ku zachodowi, a cienie stawały się coraz dłuższe. Ptaki chętniej śpiewały, tworząc wieczorny chórek. Jesionka wypoczywała gdzieś w kącie obozu, z dala od drażniących promieni słonecznych. Leżała spokojnie z zamkniętymi oczami, a jej uszy podrygiwały w rytmie śpiewu ptactwa. Jej futro było świeżo umyte i lśniło pięknie nawet w cieniu. Jej łabędzie pióro spoczywało u jej łap, podczas gdy ona delektowała się chwilą. Tak bardzo się wsłuchała w symfonię kosów, że nawet nie zdała sobie sprawy, że ktoś do niej podszedł. Dopiero gdy poczuła futro ocierające się o jej bok, zrozumiała, że ma towarzystwo. Podniosła łeb i zauważyła już leżącą obok niej Miodową Łapę, która uśmiechała się ciepło. Może i cieplej niż promienie słońca Pory Zielonych Liści. Liliowej serce zmiękło.
— Wybacz, słoneczko… nie chciałam ci przerywać — wymruczała złota cichym głosem, jakby nie chciała przeszkadzać ptakom w śpiewie.
— Nic nie szkodzi — odparła podobnym tonem i położyła łapę na łapie towarzyszki. — Niczego mi nie przerywasz. Nawet jakoś tak… milej jest z tobą u boku — przyznała, a jej wzrok utkwił w ziemi, jakby się onieśmieliła. Na jej pyszczku widniał szczery uśmiech, którego gdyby nawet chciała, nie umiałaby przerwać.
Przez chwilę obie w ciszy słuchały ptasiego chóru, który z każdym uderzeniem serca nabierał coraz to bardziej delikatnych tonów. Pewnie niektóre ptaki już chowały się z powrotem do gniazd, a inne zaledwie dołączały po męczącym dniu pełnym swoich ptasich obowiązków.
— Kiedy przeniosłaś się do legowiska wojowników, jakoś tak pusto jest w tym od uczniów… — powiedziała Miodka, wpatrując się w ziemię i ryjąc w niej kółka jednym pazurem. — Muszę przyznać, że tęsknię za tobą za każdym razem, gdy przypominam sobie, że jesteś gdzieś indziej — wymamrotała nieśmiało, unikając kontaktu wzrokowego.
Jesionka zastanowiła się chwilkę.
— Jestem pewna, że ty też niedługo zostaniesz wojowniczką — stwierdziła pewnie. — Obok mojego posłania jest pusta przestrzeń na inne, więc będziemy mogły być u boku, tak samo, jak za ucznia — upewniła ją, podnosząc ją lekko na duchu. Złota towarzyszka oparła głowę o jej ramię, mrucząc szczęśliwie z oczami głęboko wpatrującymi się w zielonooką.
— Nikt nie pociesza jak ty — zachichotała. Przez następną chwilę odpoczywały razem, nasłuchując szumu drzew przerywanego jeszcze ostatnimi zwrotkami śpiewu wydawanego przez kosy. Jesionka aż ziewnęła, a Miodka rozciągnęła łapy.
— Co powiesz na wieczorny spacerek? Nie zajdziemy daleko, tylko trochę wokół obozu — zaproponowała złota. Wojowniczka pokiwała głową.
— Z wielką chęcią — odparła i wstała, zginając grzbiet w łuk, by zaraz potem go wyprostować.
— Tak na dobre zakończenie dnia — dodała jeszcze uczennica i powoli podreptała do wyjścia z obozu z Jesionką u boku. Już niekoniecznie musiały się pytać o wyjście z obozu; w końcu jedna z nich wreszcie była wojowniczką.
Gdy kotki opuściły osłonioną polanę, słońce już zdążyło uciec pod horyzont, zostawiając wiele ciepło ubarwionych smug na ciemniejącym już błękitnym niebie. Liliowa zerknęła na kotkę.

<I jak, Miodko? W którą stronę idziemy? :3 >

08 czerwca 2026

Od Jesionowej Łapy (Jesionowej Szadzi)

Przeszłość

Po niebie sunęły się gęste, szare chmury zwiastujące opady. Co chwilę grzmiało, trzymając w napięciu wszystkie zwierzęta żyjące na tej wyżynie. W jednym z wyżłobień w skałach zamieszkiwała niewielka rodzina kotów. Piękna kotka, której sierść wręcz lśniła, wypoczywała właśnie na swojej półce skalnej wyścielonej miękkim mchem, a całość była bogato przyozdobiona kwieciem, pierzem i ziołami. Dawała nauki swym dzieciom o gniewie gwiezdnych nadkotów i jak można było rozpoznać, który element natury zwiastuje czyją złość.
— Wodnik jest opiekunem powietrza i jego różnych postaci, w tym chmur. Gdy on się rozgniewa, ostrzega nas grzmotami - to jego głos — kocięta słuchały w napięciu. — Gdy zostanie wystarczająco sprowokowany, posyła śmiertelny piorun, który ślepo trafia w drzewa i szczyty gór. Czasem nawet wyceluje on w kota jako kara za jego niechlubne istnienie. Jeśli ten kot przeżyje, uznaje się go za zbrzydłego i niegodnego nawet śmierci. Wtedy karą są męczarnie na ziemi. Dlatego, moje drogie dzieci, trzeba się ukrywać podczas burzy, bo kto wie? Może gwiezdne nadkoty wybiorą was jako cel swojego gniewu — podsumowała kocica, a trójka maluchów była niemalże zahipnotyzowana kazaniem matki. Gdy skończyła, zamrugały parę razy i pokiwały łebkami.
Przez parę uderzeń serca rodzina słuchała w ciszy grzmotów suchej burzy, a Oset wyjrzał poza wyżłobienie i się rozejrzał. W tym momencie właśnie piorun uderzył w samotne drzewo niedaleko nich, które zaraz zajęło się płomieniem. Kocięta skuliły się w jeden stos zjeżonych kulek sierści, drżąc z przerażenia.
— Kasjopejo, kochanie, wskocz tu do mnie — nakazała ze spokojem matka, niewzruszona przerażeniem kociąt oraz dudnieniem grzmotów. Młoda kotka posłusznie i powoli wykonała polecenie. — Dziś twoja kolej na błogosławieństwo.
— Ale… Matko, przecież to już czwarty dzień, gdy mi je dajesz — zwróciła uwagę skonfundowana i lekko spięta zielonooka. — Andromeda i Cefeusz mieli tylko co najwyżej po dwa razy!
Kocica wtedy obrzuciła swoją córkę obrzydzonym wzrokiem, jakby właśnie sama się wydziedziczyła.
— Jak śmiesz narzekać! — jej bursztynowe oczy zabłysnęły gniewem. — Przypomnij sobie, po kim i czyje nosisz imię! To ty potrzebujesz jak najwięcej błogosławieństw, inaczej nasi gwiezdni protektorzy poślą na ciebie kary! — fuknęła, a koteczka tylko spuściła głowę.
— Przepraszam…
— I wybaczam ci, ale nie spodziewaj się tego po naszej patronce — mruknęła i położyła na swojej córce łapę, zamykając oczy. Ojciec kociąt skinął głową i odprowadził maluchy do innej jamy.
— Chodźcie, nie będziemy przeszkadzać — wymamrotał, a Cefeusz zerknął tęskno za siostrą, zanim zniknęła mu z pola widzenia.
Matka zaczęła snuć długie modlitwy i formułki, a młodsza musiała po niej powtarzać każde słowo. Po paru minutach skończyły, a następnie kocica położyła na czole młodej Kasjope pióro łabędzia przyozdobione kwiatem lawendy. Następnie wyszeptała jej do ucha:
— Jeszcze parę błogosławieństw, moja piękna, i będziesz w pełni członkinią nowego ruchu. To ty przyniesiesz dla nas powodzenie i chwałę. Będziesz wielka — w głowie małej pręguski zapiszą się te słowa na zawsze.

Teraźniejszość

Bezlitosny skwar Pory Zielonych Liści nie dawał kotom żyć w ciągu dnia. Żeby zająć się swoimi obowiązkami, trzeba było się do nich zabrać z samego rana, gdy słońce jeszcze nie gościło na niebie, lub gdy już ono zaszło. Nikt niespecjalnie rwał się do roboty.
Podczas gdy niebo już nabierało różowych i pomarańczowych barw zachodu, zrobiło się nieco bardziej znośnie. Jesionka akurat wróciła z patrolu łowieckiego z jednym dudkiem i myszą w pysku. Gdy tylko odstawiła zdobycze na stertę, podbiegła do niej Miodowa Łapa. Wzrok liliowej jakoś przestał być tak zatroskany uporczywą temperaturą.
— Jak poszło, słoneczko? — spytała, stykając się z kotką nosem na powitanie.
— Dosyć dużo zwierzyny się chowa, ale wciąż więcej jest jej niż w czasie Pory Nagich Drzew — wymruczała zadowolona.
Gdy kotka już uchyliła pysk, by coś dodać, nagle przerwało jej czyjeś wołanie. Zalotna Gwiazda właśnie zwołała zebranie klanu. Gdy koty zaczęły się gromadzić, dwóm uczennicom udało się usiąść gdzieś z przodu, z zaciekawieniem zadzierając pyski ku górze. Wtedy właśnie przywódczyni wytypowała Jesionową Łapę i Tygrysią Noc do wystąpienia. Dopiero w tej chwili pręgusce się przypomniało, że poprzedniego dnia mentor opowiadał jej o teście na wojownika w postaci walki. Miała się zmierzyć z nim w pojedynku, a jeśli ona wygra, to zostanie pełnoprawną członkinią Klanu Wilka. Całkowicie jej wypadło to z głowy. Nic dziwnego, coś (lub ktoś) wiecznie chodziło jej po głowie i nie bardzo potrafiła się skupić. Zielonooka przełknęła zakłopotanie i zniżyła swoją postawę, zginając grzbiet w łuk oraz lekko jeżąc swoją sierść. W jej głowie odbiły się echem słowa matki: “Będziesz wielka”. W uszach jej zadudniło, aż cofnęła je. Tymczasem Tygrysia Noc naprzeciw niej również się uszykował, wbijając pazury w ziemię. Kątem oka zobaczyła drepczącą z łapy na łapę Miodkę, co rozczuliło i rozluźniło nieco liliową. Gdy Zalotna Gwiazda wydała polecenie rozpoczęcia, ten natychmiast ruszył w stronę uczennicy, wzniecając kurz spod łap w powietrze.
Kocica odbiła w prawo, lecz kocur to przewidział i zahaczył łapą o jej udo, wyrywając strzępek sierści. Zakręciła się w miejscu, szykując się do ogłuszającego ciosu. On ponownie przewidując jej ruch, dał nura, przez co ta się zachwiała, więc niczym baran staranował kotkę z główki w pierś, zmuszając ją do krótkiego wycofania się. Wtedy właśnie Jesionowa Łapa stwierdziła, że najlepiej będzie wykończyć przeciwnika i dopiero na koniec oszołomić swoim ulubionym ruchem. Inaczej nie dałaby rady bardziej doświadczonemu wojownikowi. Kocur znowu naparł na nią, posyłając ciosy pazurami najpierw w głowę, potem łapy. Oba ruchy kotka wyminęła, a mentor dał susa i spróbował zaorać jej bok. Ona ponownie uskoczyła i wtedy zrobiła zwrot pyskiem w pysk z rudym, starając się ciągle mieć go przed sobą. Kilka razy jeszcze spróbował się na nią rzucić, ale ona raczej szybko pozbywała się go z siebie lub nawet nie pozwalała mu się dobrze uczepić. Udało się mu czasem sięgnąć pazurami jej skóry, plamiąc jej sierść szkarłatnymi kroplami. Ta grała na zwłokę, pozwalając kocurowi się wymęczyć. Czuła presję niecierpliwości tłumu, który raczej nie był zadowolony z takiego ganiania i ciągłego wymijania. Gdy kocur zrobił bardziej niespodziewany ruch, próbując wgryźć się w jej szyję, tej udało się ponownie odskoczyć, a do tego w kontrataku przydzwoniła mu w głowę od spodu, posyłając go w górę. Padł oszołomiony i zanim się pozbierał, kotka go przyszpiliła do ziemi.
— Wybacz… — wyszeptała cicho, niemal bezdźwięcznie.
Może i ta walka nie była zbyt widowiskowa oraz może trochę… dziwna, lecz kotce się udało pokonać kocura, a to było najważniejsze.
Jesionowa Łapa spojrzała na zasiadającą na pniu przywódczynię i zastrzygła uszami.
— Wystarczy — machnęła łapą pospiesznie, a liliowa pręguska puściła mentora, który zaraz się otrząsnął i wgramolił się z powrotem na łapy. — Miejmy to z głowy.
Kątem oka mianowana zobaczyła Miodową Łapę drżącą z ekscytacji i radości, w przeciwieństwie do wręcz stoickiej postawy reszty kotów.
— Ja, Zalotna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika. Jesionowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam — kotka napuszyła lekko sierść na piersi.
— Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Jesionowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Jesionowa Szadź. Klan ceni twoją obowiązkowość i siłę oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Wilka.
W chwili wypowiedzenia słów Zalotnej Gwiazdy tłum zaczął skandować nowe imię Jesionki, lecz to Miodową Łapę było słychać najlepiej. Liliowa ciepło spojrzała na kotkę, czując, jak się rozczula. Kotka była niczym słońce dla niej i tak właśnie się wyróżniała na tle innych, że to stwierdzenie obiektywnie do niej pasowało.
— Gratuluję ci — odezwał się Tygrysia Noc. — Nie spodziewałem się, że nagle mnie tak uderzysz. Miłej służby jako wojownik, Jesionowa Szadzi — kotka się uśmiechnęła i pokiwała z wdzięcznością.
Gdy wszystko ucichło i wszyscy się rozeszli, złota uczennica do niej podbiegła i wtuliła pysk w jej sierść na szyi.
— Świetnie ci poszło, słoneczko! Tak bardzo się cieszę, że ci się udało! — ucieszyła się, po czym zauważyła ze zmartwieniem parę niewielkich smug krwi na futrze większej kotki.
— Nie martw się tym, to tylko draśnięcia — wymruczała rozczulona. — Minie.
Obie się uśmiechnęły i poszły zająć się resztą dnia. Trzeba było jakoś uczcić udany dzień. A w jaki sposób? Oczywiście, że dzieląc się językami gdzieś w kącie obozu, przy jedzeniu.

27 maja 2026

Od Jesionowej Łapy CD. Miodowej Łapy

Kocica cały dzień zasuwała na najwyższych obrotach, zapominając nawet o swoim łabędzim piórze, które zostało wetknięte w jej posłanie. Stwierdziła, że weźmie na siebie jak najwięcej obowiązków, by w końcu być pełnoprawną wojowniczką. Przynajmniej to była jej wymówka. Ona po prostu chciała spędzić jak najwięcej czasu z dala od swoich myśli. Bardzo polubiła Miodową Łapę. Ledwo mogły się nazwać przyjaciółkami, ale Jesionowa Łapa już wiedziała, że to jedyny kot, z którym może tu normalnie porozmawiać. Miodka była sympatyczna i czuła, jakby rozświetlała rzeczywistość wśród ponurych kotów, dla których najważniejsza jest bezwzględna posłuszność wobec przestarzałych i ścisłych zasad. Jesionka była im posłuszna, oczywiście, lecz nigdy w pełni ich nie zaakceptuje w swoim sercu.
Podczas gdy kotka wracała z już drugiego tego dnia patrolu łowieckiego, pojedyncze i rzadkie jak mgła chmury ścigały się po błękitnym niebie, który od bliskiego zachodu słońca zaczął nabierać bladożółtych smug lekko nad horyzontem. Do uszu byłej samotniczki dobiegały wesołe trele ptactwa wypoczywającego w koronach drzew, a gdzieniegdzie widać było, jak drobne zwierzęta przelatywały z jednego drzewa na drugie, wydając donośny trzepot skrzydeł. Uczennica natychmiast rozpoznała wesoły śpiew kosa. Ten dźwięk kojarzył się jej z dawnym miejscem zamieszkania, jeszcze z rodziną. To tam, na czubkach drzew niedaleko ich legowisk, te czarne ptaki nawoływały niezwykle intensywnie. Ich trele i melodie zawsze wprowadzały ją w błogostan i nostalgię.
Gdy patrol znalazł się w obozie, liliowa pręguska odstawiła swoje dwie myszy i jednego skowronka na stertę. Wiosna naprawdę przyniosła ze sobą ogrom pożywienia. Przynajmniej każdy pójdzie spać najedzony. Wtedy podeszła do niej Miodowa Łapa. Na pyszczku miała wymalowany uśmiech i entuzjazm.
— Witaj, Słoneczko! — przywitała się wesoło, a na dźwięk jej słów Jesionowa Łapa się lekko spięła z niewyjaśnionego powodu. Nawet jeśli Miodka to zauważyła, nie dała tego po sobie poznać. — Od rana się nie widziałyśmy. Co sprawiło, że tak wcześnie znikłaś z legowiska?
— No, poranny patrol, potem parę obowiązków, a jeszcze potem dwa patrole łowieckie. Typowe… zajęcia rutynowe — starała się wytłumaczyć, lecz złota uczennica tylko zachichotała.
— Na spokojnie, nie mam ci nic za złe — wymruczała, kładąc łapę na piersi, jakby przysięgała na swój honor. Zielonooka uśmiechnęła się ciepło.
— Wiesz… myślałam trochę i co powiesz na oglądanie gwiazd dzisiejszej nocy? Niebo jest dziś przejrzyste i jestem pewna, że uda nam się zobaczyć wszystkie gwiazdozbiory. Tylko byśmy musiały się udać gdzieś, gdzie drzewa nie będą nam przeszkadzać w obserwacji… — zastanowiła się na moment.
— O rety, z chęcią pooglądam z tobą gwiazdy! — podekscytowała się, a jej wąsy zadrżały ze szczęścia. — Co powiesz na ten brzeg jeziora zaraz za obozem? Jest blisko, więc jestem pewna, że ktoś na pewno pozwoli nam tam pójść! — jej niebieskie oczy wręcz błyszczały, jak te gwiazdy, entuzjazmem i dreptała z łapy na łapę, jakby już ją swędziały, by wybiec poza obóz.
— Możemy się zapytać Tygrysiej Nocy — wymruczała liliowa, obdarowując Miodową Łapę ciepłym spojrzeniem, a ta kiwnęła głową i rozejrzała się wokoło, zapewne szukając kocura wzrokiem, a Jesionka poszła jej śladem. Akurat wtedy mentor wynurzył się z legowiska wojowników. Obie kotki podeszły do niego w paru zgrabnych susach.
— Hej, Tygrysia Nocy, mamy pewne pytanie — zaczęła złota uczennica, a kocur nadstawił uszu z zaciekawieniem.
— Tak?
— Chciałabym razem z Miodową Łapą wyjść na brzeg jeziora za obozem w nocy. Pooglądać gwiazdy — dodała szybko Jesionowa Łapa.
— Obserwacje gwiazd, hm? — uśmiechnął się rudzielec. — Tylko we dwójkę i tylko na brzeg? — dopytał się dla pewności.
— Tak, chciałabym poopowiadać jej co nieco o tym, co opowiadała mi moja mama na temat gwiazdozbiorów. A mam dużo do przekazania — doprecyzowała, a Miodka jej przytaknęła. Kocur zastanowił się chwilę.
— Dobrze. Załatwię sobie wartę na noc i dopilnuję, byście na pewno wróciły — oznajmił, a kotki się uśmiechnęły.
— Dziękujemy, Tygrysia Nocy! — niebieskooka wymruczała, a Jesionowa Łapa kiwnęła głową z wdzięczności.

***

Gdy wreszcie zapadł zmrok, a kocur wszedł na nocną wartę, kotki udały się nad jezioro. Gdy szły, Miodowa Łapa położyła swój ogon na boku koleżanki, trochę by się nie zgubić, a trochę by ogrzać ją swoim gęstym i puchatym futrem. Noce wciąż były chłodne, ale większej kotce to niespecjalnie przeszkadzało. Wyczuła jednak niewielkie drżenie złotej kotki, jakby mimo gęstej sierści wciąż doskwierało jej zimno, a może podekscytowanie. Młodsza spojrzała w górę na pyszczek liliowej z szerokim uśmiechem.
— W końcu spędzimy trochę czasu same — zachichotała, na co Jesionce się zrobiło ciepło na sercu. Miała rację; jak na razie to one były razem tylko wśród innych kotów. Teraz mogły się rozgadać na całego.
— Fakt — wymruczała wesoło w odpowiedzi. Wtedy też skończyły się drzewa, a ziemia zaczynała tonąć w wodzie. Liliowa zanurzyła w niej łapę, jakby kontemplując. Gdy Miodka się przyjrzała jej ruchowi, Jesionowa Łapa szybko prysnęła jej kroplami po pyszczku i obie się zaśmiały, podczas gdy złota się otrzepywała.
— Hej! Tak nie ładnie! — parsknęła figlarnie i rzuciła się na większą kotkę, która z zaskoczenia upadła pod jej ciężarem.
Zaczęły się siłować, turlając się na boki, aż nie skończyły niemal w wodzie. Miodowa Łapa wzięła górę nad koleżanką i obie się zaśmiały.
— Jesteś coraz lepsza.
— Dziękuję, słoneczko — uśmiechnęła się i wypuściła liliową, która podniosła się na łapy i się otrzepała. — To dalej, opowiadaj mi o tych gwiazdeczkach.
Obie usiadły na brzegu, mając idealny widok na nocne, rozgwieżdżone niebo. Gdzieś z tyłu było słychać świerszcze, a spokojna tafla jeziora odbijała każdy świecący punkt na niebie, podczaspodczas gdy półksiężyc się po nim powoli wspinał. W oddali słyszalne było pohukiwanie sowy, jakby ogłaszając wszem wobec, że akurat tam jest jej terytorium.
— Każdy gwiazdozbiór ma swoją nazwę i historię. Są, na przykład, takie gwiazdozbiory jak gwiazdozbiór smoka, żyrafy, ryb czy właśnie kasjopei. To kasjopeja jest moją opiekunką i ona mnie strzeże. Przynajmniej według mojej mamy.
— Jaka jest historia Kasjopei? — spytała złota.
— Ona ma dosyć ciekawą historię, ale nie uważam jej za taką świętą, jaką ją malują — zaczęła. — Była to kotka niezwykle urodziwa, jako najstarsza z miotu. Dodatkową dumę jej sprawiało poniżanie swoich sióstr, Ryb, które były pół wodnymi stworzeniami. Pewnego dnia zrobiła zawody, kto jest najprzystojniejszym kocurem, który mógłby zostać jej partnerem i ojcem jeszcze cudniejszego dziecka. Padło na Cefeusza, władcę cudownej wyspy, na której nigdy nie zaznawano zmartwień, który zaś stał się ojcem Andromedy, kotki, której wygląd rozświetlał nocne niebo, a jej sierść była biała, jak tarcza księżyca w pełni. Duma Kasjopei rozzłościła jej siostry, Ryby, które skradły jej córkę i uwięziły na podwodnej wyspie. Kasjopeja, jako samolubna królowa, którą zawsze była, wysłała Perseusza, znajomego pół-nadkota, by uratował Andromedę za nią. Ten nie tylko ją uratował, ale też i ją wziął sobie za partnerkę i z nią uciekł. Kasjopeja się jednak nie przejęła stratą córki i żyła szczęśliwie dalej. Zmarła ona w polu lawendy, a pośmiertnie razem z Cefeuszem trafili na nocne niebo pod postacią gwiazdozbiorów. Zresztą tak samo, jak Perseusz i Andromeda jakiś czas później — opowiadała liliowa, po czym łapą wskazała fragment nieba. — To tam widać konstelację kasjopei, te najjaśniejsze gwiazdy układają się w takie jakby schodki, tak to nazwała matka — Miodowa Łapa przyjrzała się i zastrzygła uszami.
— W domostwie Wyprostowanych jest coś takiego jak “schody”. Po nich wchodzi się wyżej, na inny poziom ziemi — odparła. — Poza tym, Kasjopeja brzmi jak pusta lala. W ogóle nie przypomina cię. Jesteś o wiele bardziej zdolna i sympatyczna! Ona pewnie umiała tylko być ładna — dodała, najpierw naburmuszona, a potem jej głos zmiękł, gdy zaczęła mówić o Jesionowej Łapie, która uśmiechnęła się ciepło.
— Dziękuję, Miodowa Łapo. Wiele to dla mnie znaczy. Bo wiesz… jednak Kasjopeja to moja patronka, więc zostałam niemal skazana na to, by wiecznie myśleć o tym, czy nie jestem może… no wiesz… próżna tak jak ona — westchnęła, a jej entuzjazm z lekka przygasł. Złota od lekko ją szturchnęła łapą.
— Hej, nie martw się, słoneczko. Tak jak powiedziałam, jesteś zdolna, bystra i kochana. Nie jesteś skazana, by być jak ta twoja “patronka”. W końcu jesteś sama swoja — podniosła ją na duchu. Jesionowej Łapie jakby kamień spadł z serca. Wtuliła pysk w futro na szyi Miodki.
— Dziękuję, że jesteś — wymruczała z wdzięcznością.
— Nie ma sprawy — chwilę siedziały jeszcze w ciszy, wpatrując się w niebo. Zielonooka szukała wzrokiem następnych gwiazdozbiorów, podczas gdy niebieskooka skuliła się w bochen i zaczęła się wpatrywać w taflę jeziora. Przez parę długich chwil trwała idealna cisza. Nie było niezręcznie, a wręcz przyjemnie.
— Wiesz, moimi ulubionymi kwiatami zawsze były lawendy — rzekła Jesionka. — Odkąd jestem w Klanie Wilka, nie znalazłam nigdzie żadnej. Tęsknię trochę za jej zapachem — wyjaśniła. Miodowa Łapa zastanowiła się przez moment, jakby szukając w pamięci, który to był kwiat.
— To ten taki wysoki fioletowy? O wielu kwiatkach na łodyżce? — dopytała się.
— Tak, dokładnie.
— W domostwie, gdzie mieszkałam, widziałam lawendę. Pani postawiła ją na szafie, trochę jakby ukrywała ją przede mną. Jednak szybko uschła.
— A właśnie, jak się mieszkało u ludzi? Moja matka niegdyś pozwalała się dokarmiać przez nich, gdy była Pora Nagich Drzew. Nie wspominała więcej.
— Bardzo przyjemnie się u nich mieszkało! Zawsze ciepło, spokojnie. Koty z zewnątrz też były i czasem z nimi pogadałam. Ale pewnego dnia pani przestała się pojawiać, a pan zaczął mnie gdzieś zabierać i zostawiać na całe dnie w takim dziwnym domu na kołach, a sam znikał. Raz tak coś zaryczało, że aż uciekłam do lasu… i skończyłam tu — opowiadała złota, a Jesionka się zastanowiła moment.
— Chciałabyś kiedyś wrócić?
— To… skomplikowane. Z jednej strony jak jestem tu, to ty też tu jesteś! I dużo innych, przyjaznych kotów. Ale dom u wyprostowanych był całkowicie bezpieczny. Ale w takim popłochu byłam przy ucieczce, że nie wiem, jak mogłabym wrócić. Jest, jak powinno być — wymruczała przekonująco. Widać było jednak, że coś jeszcze mogło kotkę gryźć w sercu.
— Zgadzam się. Czasu nie cofniemy, ale chociaż przyjemnie jest w klanie. Zwłaszcza z kimś tak sympatycznym u boku — odparła spokojnie.
— Jak dobrze, że siebie mamy, co nie, słoneczko? — dodała z uśmiechem, a pręguska przytaknęła z cichym pomrukiem zadowolenia.

<Jak dobrze, że jesteś, Miodowa Łapo.>

21 maja 2026

Od Jesionowej Łapy CD. Miodowej Łapy

Jesionowej Łapie znacznie było lżej, odkąd złożyła wizytę u Chudego Grzbietu; wreszcie się wysypiała i była pełna sił. Humor znacznie jej się poprawił i była ogółem gotowa do wszelkich obowiązków. Ostatnio wróciła do treningów walki. Tygrysia Noc był nie lada przeciwnikiem, lecz byłej samotniczce udawało się nadrabiać swoje braki w swoich technikach.
Pewnego popołudnia wybrała się na kolejny trening, ale tym razem nie był on sam na sam z Tygrysią Nocą, a razem z Miodową Łapą. Jesionce na pysku od razu się wymalowywał uśmiech na jej widok. Lubiła spędzać z nią czas, mile im się rozmawiało.
Gdy kotka dołączyła razem ze swoim mentorem, liliowej uczennicy ciepło na sercu się zrobiło. Zamruczała z uśmiechem, gdy złota podreptała do niej. Wysłuchała jej słów z uwagą, a na pytanie zadrżały jej wąsy z zastanowienia.
— Wilczy Skowyt? — Zerknęła szybko na kocura. — Niestety nie jestem jeszcze za bardzo zaznajomiona z tym, kto jest jaki. Jedynie powierzchownie. Raczej nie wiem zbyt wiele więcej od ciebie… — westchnęła cicho, trochę z zażenowania. Była w klanie już jakieś sześć księżyców i wciąż nie rozróżniała jednego kota od reszty.
— Oh, nic nie szkodzi! Nie przejmuj się tym — odparła z przekonaniem. — Byłam tylko ciekawa. — Uśmiechnęła się z pomrukiem pocieszenia.

* * *

Szaro-białe chmury się ciągnęły żmudnie po błękitnym niebie niedługo po niewielkich opadach. Skutecznie zasłaniały one części promieni słońca przed dostaniem się do ziemi osłoniętej przez płaszcz ze zwartej sieci gałęzi drzew. Jesionowa Łapa wróciła właśnie do obozu razem z Miodową Łapą po udanym treningu. Starsza kotka przedstawiła techniki walki, których nauczył ją jej ojciec, i poprawiła Tygrysia Noc. Uśmiechnięte wybrały sobie po zdobyczy ze sterty jedzenia. Liliowa pręguska wybrała mysz, a złota kotka wzięła kosa. Obie usiadły gdzieś w cieniu na uboczu obozu i zajęły się jedzeniem.
— Więc — zaczęła młodsza kotka. — Kto cię nauczył tak walczyć? Bo coś mówiłaś, że przed dostaniem się do klanu już umiałaś co nieco.
Na pytanie Miodki Jesionka przerwała jedzenie i zastrzygła uszami.
— To mój tata. On mnie nauczył. Tak jak resztę mojego rodzeństwa. Tyle że według niego to ja wśród nich miałam naturalny dryg do walki. No wiesz, głównie przez moje gabaryty.
— Miałaś rodzeństwo? Jeśli mogę spytać, słoneczko, jak mieli na imię?
— Andromeda i Cefeusz. Moja mama miała bzika na punkcie jakiejś wiary z takiego jakby ugrupowania, w którym była, zanim ją wygnali. Tak bardzo ją przypominam, że nazwała mnie swoim imieniem – Kasjopeja. Jednak często zwracano się do mnie per Kasjope, by oddzielić mnie od matki — opowiedziała, po czym wróciła do jedzenia swojej porcji jedzenia. Miodowej Łapie zabłyszczały oczy z ciekawości.
— Jakie piękne imię! Czemu nigdy mi nie mówiłaś o nim? Gdybym ja się tak kiedyś nazywała, na pewno bym się tym chwaliła! — Ucieszyła się, kładąc jedną łapę na swojej klatce piersiowej, a drugą na ramieniu srebrnej, jakby nie dowierzała.
— Nie mówiłam, bo raczej powinnam się wyrzec mojego pochodzenia samotniczego — odparła z uśmiechem, lekko zawstydzona. — Kasjopeja to jeden z gwiazdozbiorów na nocnym niebie. Kiedyś, jak będziesz chciała i będzie czyste niebo od chmur, mogłabym ci wskazać, który to — dodała, a towarzyszka westchnęła z zachwytu.
— Oczywiście, że bym chciała! Zawsze fajnie dowiadywać się nowych rzeczy, zwłaszcza od ciebie, słoneczko — zamruczała wesoło i otarła się pyszczkiem o bark Jesionowej Łapy, na co ta się uśmiechnęła szeroko.
— Miło mi, Miodku. — Zaśmiały się obie lekko i wróciły do posiłku.
Jeszcze trochę kotki sobie porozmawiały i podzieliły językami, a gdy wreszcie zmierzchło, poszły do legowiska, by wypocząć po udanym dniu.

<Miodowa Łapo? <3>

07 maja 2026

Od Jesionowej Łapy CD. Chudego Grzbietu

Jesionowa Łapa czuła się coraz gorzej z dnia na dzień. W pewnym momencie zaczęła doświadczać jakichś dziwnych sytuacji, które jej ciało sobie po prostu kreowało. Raz, na skraju zaśnięcia usłyszała głośny trzask, przez co wręcz spanikowała i zerwała się na łapy, budząc kilka kotów wokół. Zagryzła zęby z zażenowania i przeprosiła tych, których wybudziła. Miodowa Łapa zaś obdarowała ją spokojnym spojrzeniem przed powrotem do snu.Innego razu podczas polowania ciągle widziała jakieś zwierzęta kątem oka, które po przyjrzeniu się i zwęszeniu okazały się w ogóle nieistniejące. Poza tym wciąż chodziła wiecznie wycieńczona, przez co stała się też rozdrażniona.
Tygrysia Noc zauważył jej dziwne zachowania i poprosił ją o pójście do medyka. Co normalnie by zignorowała, ale, jako że musiała słuchać mentora, poddała się prośbie i poszła powolnym krokiem ze zwieszonym łbem.
W legowisku medyka zastała jedynie kogoś, z kim nieraz już rozmawiała. Czy to przy mijaniu się, czy ogółem. Chudzielec miał na płaskim pysku grymas znużenia, ale nieco oprzytomniał, gdy ją zobaczył.
— Co to za okazja, że przylazłaś! Tutaj ciebie jeszcze chyba nie widziałem. Chyba? — Zmarszczył brwi w zastanowieniu.
— Tygrysia Noc mi kazał. Twierdzi, że miewam halucynacje. Nie myślę, żeby było to jakieś nie wiadomo jak poważne, ale co mi zostało do zrobienia? Nie zbuntuje się, bo nie mam na to siły. — Wyjaśniła, a po głosie słychać było lekkie zachrypnięcie oraz potężne wykończenie.
— Dobrze, że się posłuchałaś, bo jeszcze trochę i byś nam tu zwariowała i do niczego nie nadawała. — Wzruszył ramionami. — Niech zgadnę, zaczęło się od braku snu? — Na co kocica pokiwała głową, mrużąc oczy w szparki, po czym usiadła, by nie stać w przejściu.
— I co mam z tym niby zrobić? Nie umiem porządnie zasnąć. A jak zasnę, to byle szelest mnie potrafi wybudzić.
— Jak to co? Mak moja droga! Magiczne ziarenka, które spełniają marzenia — miauknął. — Szczuplutka jesteś to dla Ciebie dwa to limit. Jedno dziś wieczór i drugie jutro przed snem. Aha a jak Cię byle szelest budzi, to może zmień miejsce w legowisku.
Kotka zmarszczyła brwi.
— To tyle?
— To tyle. Żadna filozofia, tylko kilka drobnych nasion. — zacharczał z rozbawieniem. — No, chyba że jesteś jakaś nerwowa. Mogę Ci dać wtedy liści macierzanki. Ale jeśli to jakiś kot Cię wkurza, to może go zlej po prostu?
— Myślę, że nie trzeba. Twierdziłam, że będę faszerowana ziołami, a tu niespodzianka. — Złapała się za głowę, czując ponownie narastający ból w skroniach.
— Faszerowana będziesz najprędzej przy infekcji. Bezsenność to sprawa do rozwiązania w try miga. — gadał, podczas gdy kotka zlizywała nasiona maku. — I nie bój się leczenia, bo wtedy skończysz jako trup. A nie chciałbym, żebyś była martwa. Nie znam się zresztą na kwiatkach, więc bym Ci przynosił losowe badyle.
Uczennica westchnęła. Miał rację. Ona sama też trochę się posuwała do skrajów swoich sił, nie dając sobie do zrozumienia, że może to grozić jej życiu.
— Teraz powinnaś lecieć do siebie, idź, się wreszcie porządnie wyśpij, bo normalnie się lejesz w oczach. — powiedział, na co Jesionowa Łapa wstała ociągająco. — No won, zanim będę musiał cię zbierać! Kawał zwierza jest z ciebie. — ponaglił ją.
— Już, już idę. Nie trzeba tak ostro. — wymamrotała, po czym zebrała całą swoją wolę i wyszła z legowiska, kierując się do swojego na długą drzemkę.

<Chudy Grzbiecie?>
Wyleczeni: Jesionowa Łapa

03 maja 2026

Od Jesionowej Łapy

Ostatnie księżyce Jesionowej Łapy mijały dość spokojnie. Jednak przez całą zimę miała wielki problem ze snem. Wiecznie chodziła wykończona z tego powodu, wykonując wszystkie obowiązki dość mozolnie. Prawdopodobnie było to spowodowane nagłą zmianą otoczenia z rodzinnego grona przez samotną wędrówkę aż do dużej grupy kotów. Często odczuwała ból w skroniach na koniec dnia, a bezsenność go nie uśmierzała.
Tego dnia była tylko na patrolu łowieckim, po czym rozdała zwierzynę starszyźnie i karmicielkom, tylko by potem ulokować się gdzieś w kącie obozu i ogarnąć swoją sierść, która teraz tylko kłębiła się i zbierała kurz. Nie miała ostatnio siły, by zadbać o swój wygląd. Było to dziwne w jej przypadku, bo wygląd zawsze był u niej na pierwszym miejscu. Nie chciała iść do medyka, by nie zawracać im głowy ani nie przyprawiać o kłopoty. Do tego wciąż odczuwała dziwną potrzebę udowodnienia, że nadaje się jako bezproblemowa członkinia klanu. Nadal nie miała żadnych bliskich relacji z nikim. Jedynie kotka, która została tu sprowadzona jakiś czas po tym, gdy odkryto wycinkę lasu, przykuła jej uwagę. Kilka razy nawet przyniosła jej jedzenie, gdy ta była jeszcze więźniem jako Ula. Widziała w Miodowej Łapie sympatyczną kotkę. Chciałaby bliżej ją kiedyś poznać, ale na razie nie miała siły na rozwijanie relacji. Wolała na razie się skupić na tym, by zostać wojowniczką, a dopiero potem może zagadać.
Gdy tak sobie czyściła swoją sierść, przypomniała sobie o łabędzim piórze, które zwykle nosiła za uchem. Ostatnio tak bardzo bała się, że go gdzieś zgubi, że wcisnęła je w swoje posłanie. Dźwignęła się na łapy i skierowała się do legowiska uczniów. Gdy doszła do celu, położyła się na swoim łożu i zaczęła myć pióro. W końcu mogła przywrócić mu dawny blask. Z sino-szarego, stał się spowrotem biały i lśniący. Zamruczała szczęśliwa. Nie chciało jej się już wychodzić, dlatego przymknęła oczy i błagała o szybkie przyjście snu. Po kilku godzinach wiercenia się i mamrotania ze zmęczenia, udało jej się zasnąć płytkim snem.

07 kwietnia 2026

Od Jesionowej Łapy CD. Ognikowej Słoty

Wczesny śpiew ptaków wybudził Jesionową Łapę z płytkiego snu. Z jakiegoś powodu kotka walczyła całą noc z bezsennością, która nigdy przedtem jej nie dokuczała. Przerzucała się z boku na bok, aż zasnęła niedługo przed porankiem.
Uczennica przetarła oczy i ziewnęła sennie, po czym wyciągnęła łapy przed siebie, by się przeciągnąć. Wzięła głęboki wdech, po czym wstała i wyszła przed wejście do legowiska uczniów. Tam zaczęła poranne mycie się z nadzieją, że się jakoś rozbudzi. W tym czasie powietrze zaczęło nabierać jeszcze resztek ciepła pozostałego po Porze Zielonych Liści. Drzewa już dawno zaczęły gubić złoto-czerwone liście, odsłaniając lekko zachmurzone niebo, na którym widać było cudowną kompozycję porannych barw.
Dziś miała za zadanie zająć się starszyzną. Dokładniej miała ich nakarmić, wyścielić im legowiska na nowo i obejrzeć się za kleszczami w ich sierści.
Jesionowa Łapa przeciągała językiem po swoim długim futrze, oczyszczając je z resztek mchu oraz drobinek kurzu. Tak samo zadbała o łabędzie pióro, nadając mu świeży błysk. Wylizała dokładnie swoje poduszki łap, podczas gdy reszta obozu budziła się do życia. Dojrzała jak wychodzi poranny patrol, a inny, prawdopodobnie łowiecki, już się powoli szykował. Poprawiła jeszcze sierść na plecach, a ze żłobka już było widać pierwsze spacerki kociąt.
Gdy była samotniczka skończyła pracę nad swoim wyglądem, zdecydowała, że czas, chociażby zajrzeć do starszyzny. Podeszła pod wejście do ich legowiska i stwierdziła, że teraz jest odpowiednia pora na znalezienie surowca do ich posłań. Pręguska zaszła do miejsca, które wskazał jej poprzedniego dnia Tygrysia Noc za najlepsze do pobierania mchu. Zerwała z drzew wielkie płaty i rozdzieliła na pięć równych porcji, na tyle dużych, by zmieścić kota jej rozmiarów. Następnie uformowała je mniej więcej na kształt posłań, usztywniając ich krawędzie gałązkami i zaczęła je nosić kolejno jedno po drugim. Starała się utrzymywać kupy mchu w jednym kawałku, chociaż niewielkie części poodpadały po drodze. Liliowa doniosła je do legowiska, a starsi się powoli ulokowali w swoich nowych łożach. Od razu też zajęła się przynoszeniem im jedzenia, po czym wyniosła stary mech. Można by rzec, że uczennica za bardzo się postarała przy konstrukcji posłań, ale ona za bardzo się tym nie przejmowała. Gdyby mogła, to wsadziłaby jeszcze do nich parę kwiatów lawendy czy rumianku, ale słyszała, że niektóre koty nie lubią ich zapachu, więc wolała nie ryzykować.
Gdy wracała z wynoszenia mchu, wpadła na Tygrysią Noc.
— Jak tam, wyrobiłaś się? — zapytał z uśmiechem.
— Prawie. Zostało mi pozbycie się kleszczy ze skóry starszyzny — odpowiedziała kotka.
— Akurat chciałem ci przedstawić jak to ogarnąć. Chodź, trzeba wziąć mech — skinął ogonem w stronę wyjścia, gdzie zaraz oboje się udali.
Wrócili w miejsce, gdzie Jesionowa Łapa wyrzuciła mech i wzięli w zęby kilka kępek. Po drodze z powrotem dojrzała gdzieś rozmawiającą z kimś Ognikową Słotę, z którą na niedługą chwilę nawiązała kontakt wzrokowy. Nie wiadomo czemu uczennica poczuła się nieswojo. Wciąż się nie zaaklimatyzowała w klanie, a wzrok niektórych kotów wciąż przyprawiał ją o ciarki.
Tygrysia Noc przedstawił jej, jak pobierać mysią żółć. Podczas tej czynności kotka niemal nie skisła przez ohydną woń, drażniącą jej nos przyzwyczajony do świeżych zapachów kwiatów. Na tym etapie pożegnał ją mentor, który musiał zmykać na patrol łowiecki.
Gdy skończyła, skierowała się do legowiska starszyzny, gdzie zajęła się swoim ostatnim obowiązkiem. Na miejscu najpierw zapytała, czy ktoś z obecnych borykał się z nieznośnymi pasożytami. Usłyszała skargi od trzech kotów i natychmiast zabrała się do roboty. Nie trwało to zbyt długo, zgrabnie uporała się z kleszczami, a starsi serdecznie podziękowali.
Kocica wyszła i skierowała się do najbliższego zbiornika wodnego, by zmyć z siebie i swoich łap obrzydliwą woń pozostawioną przez mysią żółć. Gdy skończyła mycie, wylizała swoje futro, by przyspieszyć jego suszenie się. Usiadła na moment na brzegu jeziora, na chwilę skupiając się tylko na sobie, póki była sama. Odetchnęła z wielką satysfakcją zakończonych obowiązków. Gdy wróci, na pewno jeszcze coś znajdzie dla siebie do roboty. Gdy skończyła swoje delektowanie się spokojem i ciszą, wróciła do obozu.
Jesionowa Łapa rozejrzała się po polanie zaraz po zajściu z powrotem. Stwierdziła, że zmiecie opadłe z drzew liście, żeby nie siedzieć całkowicie bezczynnie. Nie miała serca zjeść czegokolwiek, póki nie zrobi więcej roboty. I tak już cały księżyc jadła bez wyściubiania nosa z nory niczym pasożyt, więc mimo głodu zajęła się sprzątaniem. Nie lubiła nieporządku, w końcu matka zawsze pilnowała, by ich jaskinia była w stanie idealnym bezustannie.
Liliowa zaczęła zamiatać liście na jeden stos na poboczu obozu, by nikomu nie przeszkadzał. Gdy skończyła połowę roboty, Tygrysia Noc podszedł do niej z pulchnym drozdem w pysku. Upuścił go przed jej łapami.
— Jadłaś coś dzisiaj? — zapytał z troską w głosie.
— Umm… — zastanowiła się. — Nie, nie jadłam nic — na tą odpowiedź rudzielec skulił uszy.
— W takim razie jedz. Nie chcemy, byś nam tu padła — usiadł, otulając łapy ogonem. — I nie zamęczaj się za bardzo. Też zasługujesz na odpoczynek — wymruczał z uśmiechem.
Kotka spojrzała na ptaka i westchnęła, dając sobie spokój. Najwyżej po posiłku dokończy zamiatanie.
Przykucnęła i zajęła się jedzeniem drozda, czując, jak soczysty smak mięsa rozpływa jej się w pysku.
— Widziałem, jak zajęłaś się starszymi. Oby tak dalej, a za niedługo już zaczniemy treningi dotyczące walki — jego wąsy zadrżały z ekscytacji. — Chciałbym już zobaczyć, jak walczysz.
— Uwierz mi, jak na byłego samotnika jestem dość dobra w walce — Jesionowa Łapa znalazła okazję do przechwalania się. Kocur się zaśmiał i wstał.
— To się okaże, a teraz ja się zmywam. Może jeszcze się miniemy dziś — odparł i odwrócił się. — Do zobaczenia, Jesionowa Łapo — i odszedł do swoich obowiązków, machając ogonem na pożegnanie, podczas gdy kotka kończyła jeść.
Gdy już miała wstać, nagle wyrosła przed nią szylkretowa mistrzyni.

<Ognikowa Słoto?>

02 kwietnia 2026

Od Kasjopei (Jesionowej Łapy)

Cały księżyc spędzony w jednej, niewygodnej norze naprawdę nie przysłużył się kręgosłupowi Kasjopei. Starała się choć trochę rozruszać w tej niespecjalnie wielkiej przestrzeni, lecz nigdy nie przynosiło to zbyt wiele ulgi. Całymi dniami obserwowała ruch w obozie na tyle, ile dawała jej dziura wejściowa. Samotność i brak dłuższych kontaktów z kotami nie działały dobrze pani więzień. Jedynie co to uczniowie jej tylko rzucali najmniej zachęcającą zdobycz i odchodzili. No, oprócz Chudej Łapy, który starał się coś pogadać, ale nigdy nie udawało się na długo. O dziwo nawet nie pielęgnowała swojej sierści zbyt często, mimo że przedtem to była czynność, którą wykonywała od dwóch do trzech razy dziennie. Teraz nie miała za bardzo, po co się myć, jak i tak nie opuszczała tego miejsca. Zatęskniła za zapachem lawendy i rumianku, który już bardzo dawno stęchł i nie było już po nim żadnego śladu. Wciąż jednak pilnowała, by łabędzie pióro zza jej ucha lśniło jak zawsze. Jednak kwiecia rumianku, które miała na sobie w dniu nadejścia na teren Klanu Wilka, już od dawna stanowiły tylko część gleby.
Pewnego dnia do nory zajrzał rudy kocur, który już jakiś czas temu się tu zjawił przy przynoszeniu zwierzyny i przedstawił się jako Tygrysia Noc, wspominając coś, że to on będzie jej mentorem. Kotka zastrzygła uszami, zaintrygowana odwiedzinami.
— Witaj Kasjopejo, dziś twój dzień! — rzekł. — Wreszcie stąd się uwolnisz. Chodź za mną.
Pręguska pierwszy raz od dawna westchnęła z radością. Wstała, a gdy kocur wyszedł, ona za nim. Gdy wreszcie znalazła się na otwartej przestrzeni po raz pierwszy od dawna, przeciągnęła się, zginając grzbiet w łuk, po czym wyciągnęła łapy przed siebie, zaczepiając się pazurami o ziemię, a jej ogon zadrżał z ulgi. Gdy skończyła, zamrugała parę razy, by dostosować swoją wizję do świata zewnętrznego. Tygrysiej Nocy zadrżały wąsy z rozbawienia, gdy widział, jak Kasjopeja delektuje się swoim pierwszym pobytem poza norą po tak długim czasie. Oboje się uśmiechnęli i spokojnym krokiem podeszli pod pień, na którym prawdopodobnie odbędzie się mianowanie. Ciekawe, czy pozostawią jej imię, czy zmienią? Dzień był cudowny, można by rzec, że idealny. Nie było gorąco, lecz przyjemnie ciepłe powietrze dawało ulgę. Gdzieniegdzie widać było kolorowe listki opadające z drzew, pozostawiając nagie gałęzie. Nieba Kasjopeja niestety nie widziała przez gęste gałęzie znad obozu, lecz mogła się spodziewać, iż było ono upstrzone chmurami.
Ułożyła swoją sierść jeszcze prędko, zanim dojrzała gdziekolwiek panią lider. Jej futro było bardziej splątane niż zwykle, gdy się pokazuje innym kotom. Wynikało to z faktu, że nie spodziewała się mianowania będącego zaplanowanego na dziś.
— Nie musisz się stresować — zabrzmiał koło niej głos Tygrysiej Nocy, na co liliowa się wzdrygnęła. — Zalotna Gwiazda lada moment ci nada imię i będziemy mogli się zabrać za przedstawienie tobie wszystkiego. — Położył łapę na barku kotki, okazując wsparcie.
— Dziękuję — mruknęła i dokończyła porządkowanie futra. Wreszcie pozbyła się najbardziej wpadających w oko kołtunów i brudu z ziemi, na której była zmuszona leżeć taki kawał czasu. Dokładniej oczyści się potem, teraz już czasu mogło być niewystarczająco.
Wyprostowała się i przybrała dumną i pewną siebie postawę. Ogon owinęła wokół łap, a oczy utrzymywała półprzymknięte. Niedługo po tym przywódczyni nadeszła. Tak długo Kasjopeja musiała znosić siedzenie w jednym miejscu właśnie by dojść do tego momentu. Po zostaniu uczniem będzie miała wystarczająco dużo do roboty. Tyle że nie będzie się już jej nudziło. Zalotna Gwiazda stanęła na pniu i zawołała:
— Niech wszystkie koty na tyle dorosłe, żeby polować, zbiorą się na zebranie klanu! — Kocica zmierzyła byłą samotniczkę wzrokiem w czasie gdy inne koty dopiero się zbierały. Kasjopeja pozostawała wyprostowana, jakby nietknięta obecnością masy kotów i przeszywającym wzrokiem szylkretowej arlekinki. W środku jednak gotowała się od stresu. Nie powinna się tak bać, bo niby jaki był ku temu powód? Była przecież stawiana w gorszych sytuacjach. Gdyby mogła, westchnęłaby, ale musiała pozostać niewzruszona i czujna. Straciłaby wtedy w oczach innych kotów potencjał do bycia jednym z nich, a nie mogła do tego dopuścić. Gdy koty już się zebrały, wreszcie uniosła wzrok z powrotem na przywódczynię, strzygąc uszami. Stanęła wyprostowana, napuszając lekko sierść na klatce piersiowej.
— Kasjopejo, minęły dwa księżyce, odkąd postawiłaś łapę w naszym obozie, a teraz będziesz mogła wykazać, że jesteś godna, by pozostać w naszych kręgach. Od dziś, aż do dnia otrzymania imienia wojownika będziesz znana jako Jesionowa Łapa, a twoim mentorem będzie Tygrysia Noc. Tygrysia Nocy, na pewno przekażesz Jesionowej Łapie całą swoją wiedzę. — Głos Zalotnej Gwiazdy rozległ się w obozie.
Kasjopeja — a raczej Jesionowa Łapa — rozszerzyła oczy na dźwięk jej nowego imienia. Powtórzyła sobie je kilka razy w głowie, dostosowując się do jego brzmienia. Tygrysia Noc lekko szturchnął ją w ramię i sięgnął do niej głową, po czym zetknęli się nosami. W międzyczasie rozległo się skandowanie jej imienia. Nie było pokaźne czy tak entuzjastyczne, jakie byłoby w przypadku prawdziwego członka klanu, lecz wciąż nowo mianowana poczuła dumę i się uśmiechnęła. Gdy obóz ucichł, koty się zaczęły rozchodzić. Jesionowa Łapa westchnęła i spojrzała na Tygrysią Noc.
— Jeśli chcesz, możemy natychmiast się zająć przedstawieniem tobie terenów. — Kocur posłał jej ciepły uśmiech.
— Oczywiście. Wreszcie ruszę zad i trochę rozchodzę zesztywniałe nogi — zaśmiała się, na co rudy zachichotał i wstał, kierując kotkę w stronę wyjścia z obozu.
Gdy wyszli, Jesionowa Łapa miała szansę zobaczyć niebo w miejscach, gdzie gałęzie się rozrzedzały. Białe chmury mozolnie ścigały się pod popołudniowym niebem, jednak nie przeszkadzały one zbytnio w tym, by do ziemi doszły promienie słońca, które wciąż ocieplały ziemię, lecz w przyjemny sposób. Teraz gdy lato się skończyło, taki spacer był relaksujący i błogi.
Pręguska węszyła raz po raz, bliżej poznając zapachy lasu. W końcu teraz to tu będzie jej dom. Ponownie zatęskniła za zapachem lawendy i rumianku, toteż zaczęła się rozglądać za choć najmniejszymi kępkami tych kwiatów.
— Musisz poznać najpierw granice, żebyś nam przypadkiem nie wymaszerowała do innego klanu — rzekł nagle Tygrysia Noc. Nowo mianowana stanęła i zamrugała dwa razy.
— Racja — odparła i dostosowała krok do kocura.

* * *

Resztę dnia Jesionowa Łapa zwiedzała terytorium, poznając wszystkie najważniejsze punkty orientacyjne i dowiedziała się od mentora, jak ogólnie prezentują się inne klany. Dzień kotka zakończyła jeszcze roznoszeniem zwierzyny do starszyzny i do żłobka. Nigdy nie widziała takich drobnych kociąt z bliska jak tego wieczoru. Liliowa znalazła w legowisku uczniów miejsce na swoje posłanie i zrobiła je z resztek mchu, jakie znalazła. Gdy się w nim ulokowała, ze zmęczenia zasnęła niedługo po tym, zapominając o kolacji i wieczornej pielęgnacji.

20 marca 2026

Od Kasjopei do Chudej Łapy

Kasjope wygrzewała prowizoryczne legowisko w tej półbiednej norze, w której teraz utknęła na (prawdopodobnie) dłuższy czas. Bolały już ją plecy od braku jakiegokolwiek ruchu i musiała się co chwile przeciągać. Nudziło jej się, już wolałaby biegać po drzewach niż siedzieć tak bezczynnie. Do tego cały jej zapach lawendy i rumianku już stęchł i przestał być wyczuwalny. Jej łabędzie pióro zza ucha wciąż lśniło, jako iż kotka pilnowała, by wiecznie było niczym świeżo opadłe z ptaka. Na ziemi obok leżały zwiędłe kwiatki rumianku, choć nie wyglądały najlepiej to i tak odrobinę umilały wygląd wnętrza nory.
W momencie, gdy oglądała sobie wędrującą mrówkę między jej łapami, kotkę zastał jakiś młody, wychudzony kocur o nie najbardziej satysfakcjonującym dla oka wyglądzie. Skrzywiła się lekko w pierwszym momencie, gdy go zauważyła, lecz niemal natychmiast poprawiła swój wyraz pyska.
Młodzik wyglądał na wielce zdziwionego, jakby spodziewał się zobaczyć niedźwiedzicę na jej miejscu.
— To TY jesteś tą samotniczką?! Wyglądasz jak najładniejszy kwiatek z lasu! Nie powinnaś być bardziej przerażająca? No wiesz, wielgachne blizny, powyrywana sierść? — zapytał zszokowany. Kasjopeja zmieszała się lekko, nie wiedząc za bardzo, co ma na to odpowiedzieć. Po niedługim namyśle odezwała się:
— Nie wiem, czy powinnam być groźna. Wtedy bym została załatwiona już na granicy i byś mnie tu nie widział — rzekła, dziwnie spokojnym tonem, który niejednego energicznego kota mógł przyprawić o dreszcze nudy. Z pozycji chlebka ułożyła się w pozycji leżącej z nogami wyciągniętymi na bok. — Jeśli chodzi o blizny, mam jedną na pysku. Zadowala cię to czy niezbyt? — zapytała już półżartobliwym tonem, lustrując wychudzonego kocurka od łap po koniuszki uszu. Wewnętrznie poczuła obrzydzenie, lecz jej wyraz pyska niewiele się zmienił.
Bury kocur przyjrzał się dokładniej twarzy kotki. Wydał z siebie krótkie "uuu", a następnie przeniósł wzrok na oczy kotki.
— No, już lepiej! — miauknął. — Gdybyś była groźniejsza, to nikt by ci nie podpadał. A zobacz, ja się nie boję ani ociupinkę.
Przerwał na chwilę, żeby się podrapać. Nieco skóry wraz z sierścią poleciało w przestworza, kiedy jego pazury muskały bok.
— Cieszy mnie to, że się nie boisz ani ociupinkę. Nie jest to moim celem by inni się mnie bali — jej wąsy zadrżały lekko z rozbawienia. Z tym kocurem może faktycznie nie będzie musiała się nudzić.
— Ale dyplomatycznie — odparł i rozejrzał się wokoło, po czym znów skupił uwagę na kotce. — Słyszałem, że masz tu siedzieć, dopóki Zalotna Gwiazda namyśli się czy chce cię w klanie. Jak myślisz, długo to zajmie? Czego ty w ogóle tutaj szukasz? — zaczął gadać dalej. — Ja na przykład nie widzę tutaj nic ciekawego. Niby są jakieś koty, z których można sobie pożartować, ale raczej większość ma gałąź pod ogonem. Strasznie dzisiaj gorąco, nie? Masakra. Żyć się nie da. I co w tym fajnego? Umieram.
Zamrugała dwa razy i zastanowiła, na co ma odpowiedzieć najpierw.
— Nie tylko dziś jest gorąco — tylko skwitowała krótko. Nie miała potrzeby się rozgadywać, skoro ten kocur tu jest. Poprawiła swoje futro na szyi. — Nie jestem pewna, jak długo będę tu tkwić, ale mam nadzieję, że jak najkrócej. Czuje się aktualnie trochę jak kłoda pod łapami, bo nie robię żadnego pożytku — odparła na część wypowiedzi o namyśle Zalotnej Gwiazdy. — Uwierz mi jednak, że takie samotne włóczenie się też nie jest fajne. Przynajmniej dla mnie, bo się wychowałam przy innych kotach. Wolę już towarzystwo i mieć jakiś sens niż się kręcić tu i tam bez konkretnego celu — powiedziała z przymrużonymi oczami, wspominając swoją rodzinę.
— Ja mam dwóch braci. I oni są najlepszymi, najfajniejszymi i najprzystojniejszymi kocurami w całym lesie. Jeśli miałbym zostać włóczęgą to tylko z nimi razem. Sam bym pewnie zginął prędko — podrapał się po brodzie. — Jak chcesz się na coś przydać, to możesz mnie wyręczyć w moich obowiązkach. Bardzo chętnie dam Ci mech do czyszczenia. Bruh, Ci uczniowie to flejtujchy.
Powiedział, po czym splunął na ziemię, wciągniętym wcześniej gilem.
— Dobrze jest mieć tak bliskie koty — zamruczała z uśmiechem. Aż przypomniał jej się brat - Cefeusz. Uwielbiała się z nim siłować, a przez jej przewagę wzrostu nad niskim bratem szybko udawało jej się go obalić. To on również był odpowiedzialny za jej bliznę na pysku i kilka innych, mniejszych ran, które po jakimś czasie zniknęły. Ah, dobre stare czasy. Aż zmrużyła oczy z nostalgią. — Jeśli mam być szczera, nawet sprzątanie legowisk by mi się spodobało bardziej od takiej bezczynności — pręguska zwinęła przednie łapy pod siebie, by uniknąć splunięć kocura i jego nie tak dziwnie odlatujących ubytków z jego pokrywy cielesnej.
Uczeń skrzywił swój pysk i zastanowił się dosyć długo. Usiadł i obejrzał kotkę od stóp do głów oceniająco. Kasjopeja zastrzygła uszami i przekręciła lekko łeb.
— Ja z moimi braćmi jesteśmy jak jedność — oznajmił z dumą. — Jak będziesz dobrym więźniem, to Zalotna Gwiazda uczyni z ciebie ucznia. I wtedy będziesz sprzątać mech! Ja mam nadzieję do tej pory wkręcić się do medyków... mam po dziurki w nosie tego morderczego treningu.
Uśmiechnęła się i zastanowiła krótko. Idea sprzątania mchu jest może i nudna sama w sobie, ale cieszyłaby się, gdyby był z niej w ten sposób jakikolwiek pożytek.
— Wierzę, że uda ci się osiągnąć to wkręcenie się do medyków — przyznała z charakterystycznym dla niej spokojnym entuzjazmem, a jej wąsy zadrżały ponownie. Mimo częściowego obrzydzenia kocurkiem przyjemnie się jej z nim rozmawiało. Oby więcej było tu takich kotów. Wtedy przypomniała sobie, że nie zna żadnych konkretów na temat klanu.
— Powiedz mi dokładnie, jak działa klan? Jedyne co wywnioskowałam to to, że jest przywódca, wojownicy i ich uczniowie — zastanowiła się krótko.

<Opowiedz mi Chudzielcu tyle, ile mi potrzeba.>

14 marca 2026

Od Kasjopei do Ognikowej Słoty

Liliowa pręguska zbudziła się wśród kwiatów lawendy, a jej nos zalany został jej kojącym zapachem. Poczuła na swojej skórze ciepło letniego poranka. Westchnęła błogo, przeciągając się wśród łodyg kwiecia. Wytarzała się w nich, zatrzymując na swoim futrze ich intensywny zapach. Zaraz po tym przeszła do szybkiej porannej kuwety, porządkując swoje skołtunione po śnie futro. Wylizała również łabędzie pióro, by oczyścić je z brunatnej ziemi, która splamiła śnieżnobiałe pierze, a po tym ulokowała je niezgrabnie z powrotem za ucho. Po swojej stylizacji wreszcie wstała w celu zapolowania. Musiała przecież coś zjeść, bo trzeba wyruszyć zaraz ponownie w trasę. Może dziś znajdzie jakąś grupę, do której będzie mogła się przyłączyć? Samotność na nią dobrze nie wpływała, potrzebuje kontaktu z innymi kotami albo oszaleje.
Wyruszyła ona w stronę najbliższego wrzosowiska. Tam fauna była na tyle bujna, że na pewno znajdzie tam dla siebie jakiś syty kąsek. Po drodze zaczęła odczuwać, jak ciepło zamienia się w gorąco, a słońce niemiłosiernie świeciło w jej oczy. Po dotarciu szybko wyczuła zapach królika, a następnie podążyła tropem, jaki za sobą zostawił. Gdy wreszcie go zobaczyła, przypadła do ziemi i zaczęła swoje skradanie. Stawiała łapy na ziemi lekko, starając się być cichszą od myszy. Gdy królik się odwrócił niespodziewanie w stronę Kasjopei, oboje się poderwali w bieg. Podczas niedługiej pogoni samotniczce udało się przygnieść zwierzątko do ziemi, uniemożliwiając dalszą ucieczkę. Spojrzała mu w oko, po czym natychmiast wgryzła się w krtań zdobyczy. Przez moment się miotało, ale gdy kocica poczuła gorzki smak krwi, natychmiast wyzionęło ducha. Zdobycz zabrała na niewielki zalesiony skrawek obok pola lawend, w którym spała i tam zajęła się jedzeniem w cieniu drzew.
Po posileniu się natychmiast wyruszyła dalej, by zawędrować jak najdalej, póki nie było jeszcze pełnego słońca. Szła wzdłuż rzeki, która teraz przez upał bardziej przypominała niezgrabny strumyk. Co jakiś czas robiła sobie postoje na napicie się, a jedyne ukojenie od słońca przynosiły okazjonalne cienie rzucane przez bialutkie chmury. Po drodze wróciła myślami do rodziny. Jak się czuli po jej odejściu? Czy w ogóle powinno ją to przejmować? Możliwe, że nie, ale zachowanie jej rodziny wciąż sprawiało, że pręguska stawiała sobie kilka pytań. Czy od zawsze Andromeda donosiła na Kasjope, czy tylko ten jeden raz? A ojciec to chyba w ogóle nie wiedział, w jakiej kwestii bronił matkę. Nie zdziwiłaby się, więc gdyby okazało się to prawdą. Kocur był tak zaślepiony starszą kotką, że od razu bezwarunkowo stawał po jej stronie, nie ważne, jakie bzdury ona by opowiadała. Zielonooka aż westchnęła z irytacją i przystanęła na niewielkim wzniesieniu, obserwując teren przed sobą.
Widziała miks lasu i łąk, gdzieniegdzie przerywane rzekami czy strumieniami. Może tam kogoś znajdę - pomyślała, po czym zawęszyła. Poczuła, jak wiatr zwiewa w jej stronę mieszankę zapachów kotów. Na pewno trafiła w dobre miejsce. Najpierw musi jednak znaleźć cień, bo słońce zaczęło już piec ją w cielsko.
Zaszła do lasu, który wprowadzał do terenów Klanu Wilka, o którym Kasjopeja jeszcze nie miała pojęcia. Na skraju zalesienia i pól spotkała niskiego szarego kocura, który na swój sposób przypominał kotce jej ojca.
— Przestrzegam cię, nie zaszywaj się dalej! — rzekł kocur, gdy tylko spotkali się wzrokiem. — Tam samotnicy, gdy wejdą raz, to więcej nie wyjdą!
Kasjopeję zaintrygował fakt znikających kotów. Zastanowiła się przez moment.
— A wiadomo, dlaczego tak jest? I jeśli tak jest, po co tu jesteś? — zapytała zaciekawiona.
— Klan tutejszy jest wrogi kotom z zewnątrz. Gdy w dzień tam zaszedłem, uszedłem z życiem, ale mój brat przedtem wlazł i nie wylazł, a była noc — opowiadał kocur, widocznie wzdrygając się na wspomnienie o krewnym. — Jestem tu, bo o cień nie łatwo, a w tym miejscu tu jest jeszcze bezpiecznie. Granica jest głębiej w las. Aczkolwiek trzyma mnie tu nadzieja o spotkanie brata.
Pręguska wsłuchiwała się w każde słowo kota, zastanawiając się, czy może lepiej byłoby pójść gdzie indziej. Ryzykować życiem czy może odpuścić?
— Rozumiem. Jest więcej klanów?
— Oj tak, kilka. Nie znam ich dobrze, powierzchownie tylko. Tu najgroźniej, lecz o cień najlepiej. Gdy pogoda przestanie gotować mi skórę, opuszczę to miejsce, bo na razie życie mi miłe — skwitował i natychmiast zaszył się w zaroślach, prędko pozostawiając Kasjopeję samą.
Samotniczka zastanowiła się przez moment. Może dołączyłaby do tego klanu? Skoro w ciągu dnia da się ujść z życiem, to może warto spróbować. Najwyżej straci życie. I tak nikt na nią nie czekał. Najpierw musiałaby zapolować. Ptactwa powinno tu być wystarczająco. Srebrna pręguska w takim razie zabrała się do polowania. Weszła nieco głębiej w las i zaczęła nadsłuchiwać. Tu i ówdzie usłyszała dzięcioła, tam gołębia, a gdzieś indziej jeszcze brzmiał śpiew sikory przerywany okrzykami kosa. Bardzo dobrze szło jej rozpoznawanie dźwięków ptaków, ale z polowaniem na nie szło jej nieco ciężej. Przypadła do ziemi między krzewami z widokiem na jałowce i kopiec mrówek. Oset uczył, że przy krzewach z owocami można się spodziewać wielu ptaków, ale to Andromedzie najlepiej szło polowanie na nie. Kasjopeja raczej wolała myszy czy inne gryzonie, do tego zajęczaki.
Kotka czekała na idealny moment, ale większość potencjalnych zdobyczy niemal natychmiast uciekała. Po długim oczekiwaniu przyleciał dzięcioł i zajął się wyskubywaniem mrówek. Był obrócony do kotki plecami, idealnie, by ta mogła się podkraść. Zanim poderwał się do lotu, ta szybko zajęła się przygwożdżeniem ptaka do ziemi, łamiąc przy tym jego kręgosłup. Spojrzała na niebo i zauważyła, że przybiera ono już nieco złotawą barwę, oznaczając nadciągający zachód słońca. Może teraz nie powinna iść do klanu. Raczej lepiej dla niej czekać do rana. Kotka westchnęła i przekąsiła dzięcioła, a następnie wybrała się, by znaleźć miejsce na sen.
Wyszła ona na nieco bardziej otwarty teren. Teraz gdy słońce schowało się za horyzontem, mogła spędzić wieczór w chłodnym, otwartym miejscu. Znalazła polankę ukwieconą rumiankiem, na co się uśmiechnęła. Nie była to lawenda, lecz jego zapach był dla niej równie kojący. Położyła się i wytarzała w białym kwieciu i przeciągnęła się. Po długim dniu wreszcie czas na wypoczynek.

***

Zbudziły ją ciepłe promienie porannego słońca, zapraszając ją do ucieczki w cień. Na niebie nie dało się zaobserwować żadnej chmury, zapowiadając dzień o bardzo ostrym i nieprzerwanym słońcu. Kotka wytrząsnęła z futra wszystkie kwiecia lawendy, by zastąpić je rumiankiem, uprzednio na szybko porządkując swoją już skołtunioną sierść. Następnie wybrała się z powrotem w las i zawęszyła. Wyczuła różnorodne zwierzęta. Cały ranek spędziła na polowaniu. Udało jej się złapać gołębia i ryjówkę, którą zjadła na pierwszy posiłek, a ptaka zostawiła jako prezent dla członków klanu. Gdy spojrzała w niebo, zaobserwowała słońce, które ledwo co się wspięło na szczyt. Czas najwyższy jest odnaleźć granicę klanu.
Po drodze zastanawiała się nad możliwymi pytaniami zadanymi w jej stronę. Na przykład: po co chce dołączyć do klanu? Najlepszym wytłumaczeniem byłaby potrzeba należenia do jakiejś grupy kotów, bo samotne życie nie było ambicją Kasjopei. A dlaczego akurat ten klan? Może po prostu lubi przesiadywanie w lesie, a poza tym tylko o tym klanie cokolwiek wie na ten moment. Westchnęła i się skupiła na drodze. Co chwilę stawała w miejscu, odkładając gołębia na bok, by móc wyczuć jakiekolwiek oznaczenia granicy. Po kilku takich postojach wywęszyła punkt, w którym zapach innych kotów stał się intensywniejszy niż gdziekolwiek indziej na drodze pręguski. Przystanęła i wzięła głęboki oddech. Teraz gdy już stała na granicy potencjalnych morderców samotników, nie było odwrotu. Jej poduszki łap zaczęły swędzieć przez nerwowe pocenie się. Dreptała w tę i z powrotem, próbując się opanować. Po kilku chwilach udało jej się przestać tak stresować i tylko oczekiwała jakichkolwiek kotów. Wtedy usłyszała szelest. Kotka stała z wiatrem, więc to koty czuły jej zapach, nie na odwrót. Usiadła i zaczekała cierpliwie. Zza drzew wyszła trójka kotów: dwa szylkrety i jeden bury kocur. Kasjopeja cofnęła lekko uszy, lecz w jej oczach wciąż było widać spokój i opanowanie.
— Czego tu szukasz, samotniku? — syknęła kotka o ciemnorudym zabarwieniu z czarnymi oraz białymi smugami. Spoglądała na liliową z uniesioną brodą i wyraźną pogardą w brązowych ślepiach.
— Jeśli jesteś tu tylko z kaprysu, radzę odejść — mruknął kot o kremowo-czarnym szylkretowym futrze, będąc raczej z tyłu grupy. Bury kocur zaś jedynie analizował Kasjopeję wzrokiem od góry do dołu.
— Chciałabym do was dołączyć — rzekła.
Odpowiedziała jej cisza i szybkie jakby obrzydzone spojrzenia między nieznanymi jej kotami.
— Taa, po to, by zapchlić nam klan — warknął wreszcie czarny pręgus, a reszta pozostała milcząca.
— Nie mam pcheł — parsknęła liliowa pręguska. — I mówię poważnie.
Przez kilka uderzeń serca trwała nieprzyjemna cisza między patrolem rzucającym pogardliwe spojrzenia w stronę samotniczki.
— To się okaże — skwitowała szylkretka, wbijając swój wzrok w oczy Kasjopei z niesmakiem.

<Ognikowa Słoto?>

31 grudnia 2014

JESIONOWA SZADŹ

Autor grafiki: _misha.13 (discord)
OGÓLNE
JESIONOWA SZADŹ
Poprzednie imiona: Kasjopeja >>> Jesionowa Łapa
Płeć: Kotka
Orientacja: Omniseksualna z preferencją do kocurów
Przynależność: Samotnicy >>> Klan Wilka
Ranga: Samotnik >>> Uczeń >>> Wojownik

- - - -

Właściciel: _misha.13 (discord)
CHARAKTERYSTYKA

APARYCJA
Opis ogólny - Budowa Jesionowej Szadzi jest muskularna, lecz nie braknie jej jednak przez to naturalnej gracji, z którą się porusza. Ma cielsko przeciętnej długości, a sprężystości jej nie brak. Jej długie, liliowe pręgowane futro sprawia wrażenie jakby żyło własnym życiem, zmuszając kotkę do ciągłej pielęgnacji. Dba ona nieustannie o to, jak wygląda, przyozdabiając całe swoje ciało w różnorodnych kwiatach, lecz zawsze pilnuje, by naraz mieć na sobie tylko jeden rodzaj kwiatu, najczęściej lawendę, a za uchem wiecznie nosi łabędzie pióro. Jej łapy są przeciętnej długości, nie wyróżniając jej specjalnie wzrostem wśród innych kotów, aczkolwiek ich muskulatura prezentuje siłę, z którą mogłaby przyszpilić kogokolwiek, gdyby jej się tak zachciało. Jej zielone oczy wiecznie wyrażają niezachwiany spokój, przez co inni muszą się zastanawiać, jakie są jej dokładne intencje. Jesionka pilnuje, by jej pazury zawsze były naostrzone i błyszczące.
Cechy szczególne - Brak
Kolor sierści - Liliowy srebrny klasycznie pręgowany z bielą
Długość sierści - Długa
Kolor oczu - Zielone
Problemy zdrowotne - Brak

CHARAKTER

Jesionowa Szadź jest dociekliwą kotką, otwartą na dyskusje. Jednak uporczywie trzyma się swojego zdania, co może frustrować rozmówcę. Lubi zdobywać wiedzę, a ciekawość poprowadziła ją w stronę klanów. Do innych kotów na początku jest przyjazna, a później swoje nastawienie i zachowanie dostosowuje do rozmówcy, co umożliwia jej łatwiejszą komunikację czy nawiązywanie więzi — jest elastyczna w komunikacji, lecz nie w poglądach. Jest empatyczna, a po ukształtowaniu relacji, lojalna. Dużo czasu spędza na pogrążaniu się w refleksji, kwestionując różne tematy. Jej niezwykły spokój i opanowanie przeszkadzają obcym w odczytaniu jej intencji. Stara się nie dawać ponieść emocjom, gorliwie trzymając się stoickiej postawy. Gdy wie, że nie ma innej opcji, poddaje się woli silniejszego. W klanie nie jest za bardzo rozmowna, a pobratymców traktuje bardziej z dystansem, no chyba, że akurat się z kimś pozna bliżej.
Dla tych, których mianuje swoimi bliskimi, co zdarza się niespecjalnie często, jest niezwykle czuła i troskliwa. Zwykle obejmuje rolę opiekunki, stawiając potrzeby drugiego kota przed jej własnymi. Swoją miłość czy sympatię okazuje przez częste wspólne spędzanie czasu z drugim kotem, obdarowywanie drobnymi prezencikami i usługując im.

MORALNOŚĆ

Jesionowa Szadź nie zawaha się zaatakować, jeśli wyczuje, że rozmówca jest nastawiony do niej wrogo, lecz najczęściej w ramach samoobrony. Zabija tylko, gdy musi, aczkolwiek nie boi się pobrudzić swoich łap. Jest agnostykiem i kwestionuje wszystkie wiary, łącznie z tą nauczaną przez jej własną matkę.

CIEKAWOSTKI

- Mimo zwątpienia w wiarę matki, bardzo interesują ją gwiazdy i potrafi wiele opowiedzieć na ich temat.
- Łabędzie pióro zza jej ucha jest dla niej niczym talizman. Odda go jedynie komuś, z kim chciałaby pozostać do końca życia.
- Kiedyś pachniała lawendą i rumiankiem, uważając, że to usypia czujność innych. Teraz już jej zapach nie za bardzo się wyróżnia spośród innych.
UMIEJĘTNOŚCI

Poziom medyczny: ///
Poziom wojownika: IV
Słabe strony: Jesionka nie jest specjalnie zwinna, uderza zbyt mocno, przez co przy spudłowaniu może się wybić z rytmu i się zachwiać. 
Mocne strony: Duża siła, której używa, przy celnym ciosie w głowę może mocno oszołomić przeciwnika, a pazurami zaczepia się głęboko w skórę. 

RELACJE

RODZINA

Ojciec - Oset (Kasjopeja nie ma zdania o ojcu, był obecny i dbał o nią tyle jak o resztę rodziny. Aktywnie i bezwarunkowo popierał matkę we wszystkich dyskusjach, prawdopodobnie nawet nie wiedząc o co dokładnie chodzi.)
Matka - Kasjopeja (Kasjope została nazwana po matce, są również bardzo do siebie podobne z wyglądu. Są jednak bardzo różne z charakteru, co wywoływało w ich relacji wiele zgrzytów.)
Rodzeństwo 
Brat - Cefeusz (Liliowa pręguska miała z nim najbliższą relacje; bardzo się dogadywali, lecz przez wpływ matki nie zgadzał się z nią na temat opuszczenia rodziny.)
Siostra - Andromeda (Kotka była najcichsza z całego rodzeństwa i też się mocno dystansowała, przez co nie ukształtowały żadnej solidnej relacji. Kasjopeja jednak aktywnie wspierała siostrę.)
Partner - Miodowy Ul (Kocha kotkę całym sercem i przy niej czuje się wysłuchana i wspierana. To ona jest jedynym kotem, do którego kiedykolwiek się otworzyła i zbliżyła tak bardzo.)
Potomstwo - ///

INNE

Chudy Grzbiet (Jest to dla niej po prostu dobry kolega i towarzysz. On sprawia, że się uśmiechnie z taką lekkością.)

SZKOLENIE

Mentor - Oset, Tygrysia Noc
Uczniowie obecni - ///
Uczniowie dawni - ///
HISTORIA

Kasjopeja narodziła się w jedynym miocie Kasjopei i Ostu razem z Andromedą i Cefeuszem. Matka po porodzie nie mogła funkcjonować jak przed ciążą i szybkie ruchy przyprawiały ją o wielki ból, więc polowaniem całkowicie zajął się Oset. Podczas gdy Matka była uziemiona, wpajała ona swoim dzieciom wartości religijne z kultu, do którego niegdyś należała. Gdy młoda Kasjopeja dorastała, zaczęła spotykać obce koty, które opowiadały o swoich wiarach. Bardzo ją zaintrygowała istota innych wiar i zaczęła sama się rozglądać za innymi kotami, z którymi mogłaby dyskutować. Gdy Matka się o tym dowiedziała od Andromedy, urządziła Kasjopei wielkie kazanie o tym, że tylko jej wiara jest prawdą. Przeobraziło się to szybko w burzliwą dyskusję, przez którą młoda pręguska odeszła od rodziny w celu znalezienia nowej przynależności. Po ćwierci księżyca zawędrowała w okolice terenów klanów. Nieznajomy kot opowiedział jej o niepokojącym klanie w lesie, ale ona i tak tam poszła i spotkała patrol Klanu Wilka, który przyprowadził ją do Zalotnej Gwiazdy i została ona wysłana do nory więźniów na czas trwający około księżyca. W tym czasie poznała Chudą Łapę, który żalił się na swoje życie, a, jako że kotka go wysłuchiwała i dawała się mu wygadać, polubił ją. Po odwiedzonym czasie w norze Kasjopeja została mianowana Jesionową Łapą pod okiem Tygrysiej Nocy. W czasie uczniowskim kotka poznała bliżej Miodową Łapę, z którą niemal od razu złapały dobry kontakt. Często przesiadywały razem w ulubionym kącie w obozie, zwykle przy jedzeniu. Po jakimś czasie Jesionowa Łapa odbyła walkę ze swoim mentorem o mianowanie i wygrała, po czym została nazwana Jesionową Szadzią. Przez dłuższy czas jej relacja z Miodką rozkwitała w coś głębszego, aż pewnej zimowej nocy wyznały sobie miłość i zostały partnerkami.