BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bylica x Szczekuszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bylica x Szczekuszka. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2023

Od Szczekuszki cd. Bylicy

Patrzyła na wrzeszczącą Sójkę z obrzydzeniem. Jak ona mogła się zachowywać w ten sposób? Upokarzała ich. Czy nie dostrzegała jak wiele Krokus i babcia dla nich poświęcały? Powinna być dumna, że urodziła się w tak wybitnej rodzinie. Tutaj w końcu każdy miał za sobą jakąś inspirującą historię. Dlatego należało samemu dążyć do takiej świetości – nie zupełnie na odwrót. 
Czarna wzdrygnęła się jednak, kiedy siostrze wepchnięto mech do pyska. Aczkolwiek jej ciało raczej nie powinno reagować w ten sposób, prawda? Sójka nie potrafiła się uciszyć, mimo że ją upominano, więc zwyczajnie dostała to, o co sama się prosiła. Chyba w każdej rodzinie tak to działało?
Deszcz zabrała ich agresywną siostrę, podczas gdy Bylica przeniosła spojrzenie na resztę wnucząt. 
— Hm... to… chcecie by wam coś opowiedzieć? — zapytała zachrypniętym głosem, uśmiechając się do nich.
— Tak! — Szczekuszka odezwała się pierwsza piskliwym, lecz zarazem pretensjonalnym tonem. — Powiedz czemu oni muszą z nami być. — Wskazała ogonem na Wypłosza i Skazę.
Bylica zdziwiła się, przez kilka uderzeń serca nic nie mówiąc, a potem lekko i niezręcznie się uśmiechając.
— W jakim sensie, Szczekuszko?
Srebrna gniewie zmarszczyła nosek. Czego babcia tutaj nie rozumiała? 
— No po co. Są obcy i jedzą nam nasze jedzenie.
Niebieska zmarszczyła brwi. 
— Obcy to kot, którego nie znasz lub znasz go krótko, Szczekuszko. Znamy przecież Wypłosza i Skazę bardzo dobrze. A do tego bez nas by nie przetrwali, a nigdy nie zrobili nam nic złego ani nie nadszarpnęli mocniej zaufania.
I dobrze, że nie przetrwaliby! Niszczyli jej rodzinę, więc nie zasługiwali. 
— Robią! — Walnęła ogonkiem o ziemię. — Wypłosz mnie straszy, a jeszcze Skaza, on, Błoto i Blanka wyjadają nam jedzenie. A my jesteśmy głodni.
Kocica spojrzała na Wypłosza od razu, mrużąc oczy. Czarna poczuła przypływ ekscytacji. 
— Dziękuję, że o tym mówisz, Szczekuszko. W takim razie będę miałą pewną poważną rozmowę z Wypłoszem... — burknęła, widocznie zła poruszając gniewnie końcówką ogona na boki.
Ślepia kocięcia zabłysły.
— Wygnasz go?
— W sumie z każdym dniem coraz częściej ta myśl przechodzi mi przez głowę — burknęła staruszka. — Wypłosz robi się bardziej podejrzany z każdym księżycem. Coś dziwnego czai się w jego głowie, tylko jeszcze nie wiem co...
Szczekuszka wyszczerzyła się złośliwie. Bardzo dobrze. Wszystko zaczęło iść zgodnie z jej bohaterskim planem, teraz tylko pozbyć się jeszcze Skazy, Blanki, Błoto… 
— A resztę ich też? — Niemal podskoczyła w miejscu. — Zasługują!
— Skaza i Błotniste Ziele zachowują się dobrze. Są nawet przydatni. Ten pierwszy poluje, w obecnych czasach dodatkowa para łap się przyda — starała się to wytłumaczyć dziecku. — A... wracając do opowieści... — przypomniał jej się pierwotny temat rozmowy. — Chcesz posłuchać o zamierzchłych czasach, które twoja stara babcia jeszcze o dziwo pamięta? — zaśmiała się.
Ignorowała ją, chciała uciszyć! A Szczekuszka była już przecież tak blisko! Reszta jej rodzeństwa siedziała cicho podczas całej konwersacji, więc na pewno też zgadzali się ze Szczekuszką. Dlatego nie mogła się teraz poddać. Będzie walczyć w ich imieniu także! 
— Nie! — Tupnęła łapką. — Ja nie chcę tamtych tutaj! Jedzą więcej niż polują, odbierają mi wszystkich i są strasznie straszni. Powinni się wynieść!
Bylica westchnęła, po czym przyciągnęła kociaka do siebie.
— Tylko Wypłosz i Błotniste Ziele jedzą więcej niż polują. Każde z nas je mało, więc jeśli ktoś upoluje na przykład mysz, jest dzielona na kilka części. Skaza zjada więc mniej niż upoluje. A Błotniste Ziele też się przydaje, bo może zbierać zioła. Tylko Wypłosz jest... no. Wypłoszem. No i jeszcze Blanka. Ale ją się naprawi.
Nie mogła już dłużej wytrzymać tego, jak babcia ich broniła. A raczej próbowała, bo z jej słów przecież nadal wynikało, że Szczekuszka ma rację! 
— Nic nie rozumiesz! — Wyrwała się i pobiegła przed siebie, czując jak to coś nieprzyjemnego znów zaczyna się dziać z jej oczami. 
Schowała się w ciemnym kącie, urażona obracając się do wszystkich tyłem. 
Już tak niewiele brakowało! Jednak oczywiście tutaj nikt jej nie słuchał i nie będzie. Ona tylko starała się ich ochronić, ale żaden z nich nigdy tego nie zauważał, jedynie miał pretensje. 

***

Nie spodziewały się, że Skaza za nimi podąży po wszystkim, co mu wykrzyczały. Ale może to właśnie dzięki temu bure zastanowiło się nad swoimi słowami i zrozumiało, dlaczego popełniło ogromny błąd je wypowiadając. Szczekuszka przyjęła ten fakt z dziwną ulgą. Nie oznaczało to jednak, że będzie dla niego milsza. Co to to nie! Musiało bowiem ponieść konsekwencje tego, jak się przez niego poczuła w tamtym momencie. Karę za zdradę. Nie odzywały się więc do nich praktycznie w ogóle podczas wędrówki, jednocześnie ich nie wyganiając. Mogli zostać, ale na jej zasadach. 
Szczęście gdy narszcie spotkali Krokus było nie do opisania. Od razu wystrzeliły w kierunku matki, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. To faktycznie była ona! Wyglądała oczywiście nieco inaczej, lecz wciąż tak bardzo znajomo! 
Na zewnątrz srebrna przybrała tylko pogodny wyraz pyska, jednak w środku czuła, jakby miała zaraz eksplodować z radości. W końcu. W końcu znalazła się w domu. 
Sama cętkowana również nie mogła otrząsnąć się z szoku przez dłuższą chwilę. Zabrała w drogę dwójkę kotów, opowiadając o tym, jak to reszta nie ucieszy się na ich widok. Łapy czarnej mimowolnie drżały odrobinę z oczekiwania i ekscytacji. Jedynie Skaza z jakiegoś powodu nie wydawał się podzielać humoru towarzyszy.

***

Na miejscu było… zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażały. Okazało się, że teraz ich rodzina obecnie dzieliła się na jakieś dziwne grupy. Każda z nich mieszkała gdzie indziej, jedynie za dnia się spotykając. Nie podobało się to Szczekuszce. Czemu nie mogli po prostu znaleźć wystarczająco dużego i odosobnionego miejca, żeby wszyscy ponownie żyli razem? 
W dodatku nie mogły uwierzyć, że jedna część ich rodziny przebywa teraz u jakiejś żałosnej pieszczoszki. To przecież była prawdziwa ujma na honorze! Nie miały pojęcia kto o tym zadecydował, ale na pewno wówczas nie myślał przytomnie.
Największa negatywna niespodzianka nie równała się jednak ani trochę z tymi wspomnianymi wcześniej. Wróciły tylko po to, by dowiedzieć się, że… prawie połowa ich rodziny nie żyje. Fiołek, Deszcz, a co najgorsze… sama Bylica. Nic z tego nie rozumiały. Przecież tyle księżyców niezłomnie starały się wydostać z niewoli właśnie także dla niej, tyle rzeczy robiły w jej imieniu, czekając na dzień, w którym nareszcie będą mogły dowieść babci swoją wartość. A ona tak po prostu… odeszła. Odeszła nim Szczekuszka zdążyła się oswobodzić. Odeszła już dawno temu, w czasie gdy one pewnie nadal fantazjowały o zostaniu jej najbardziej utalentowaną wnuczką. Bez żadnego pożegnania, bez niczego. 
Gdyby nie było Krokus, to już dawno straciłby poczucie sensu.
Zwróciły smutne ślepia na pochmurne niebo. Szare chmury łudząco przypominały im kolor futra babci. 
Bylicy mogło już nie być, ale jej krew nadal płynęła w ciele Szczekuszki. I czarna o tym nie zapomni. 
A już szczególnie nie zapomni kto taki podobno przyczynił się do śmierci babci. Przybłędy powinny więc uważać. To koniec ery pasożytów. Naprawią błędy jej przeszłości. 

27 września 2022

Od Bylicy CD Szczekuszki

*około czasu zgromadzenia, na którym klany postanowiły się wynieść*
Biegła po mokrych płytkach chodnikowych. Jej oddech świszczał, a łapy rytmicznie uderzały o mokrą powierzchnię, powodując chlupot. Tuż za nią biegła Skowronek. Obie przemoknięte do suchego włoska kotki, były zmęczone i głodne. Stara kocica, z natury chuda, teraz wyglądała niczym żywy szkielet. Jak przeżywała już gorsze okresy, jeśli chodzi o zwierzynę, tak teraz…
Kocica była coraz starsza, miała już w końcu 97 księżyców. Ale to nie oznaczało, że jej chęć przetrwania zmalała, o nie. Przez tę głodówkę zmysły wszystkich kotów się wyostrzyły. Bylica była cała w nerwach, w końcu odpowiadała za całą, liczącą aż 12 kotów grupę, plus jeszcze za siebie.
Głodna kocica w końcu dostrzegła to, czego tak uporczywie szukała z szylkretową córką.
Jak burza wpadły przez drzwiczki dla kotów do gniazda dwunożnych. Nie poświęciły nawet chwili, żeby się otrzepać, miały gdzieś mokre futra. Liczyło się tylko jedno.
Jedzenie pieszczochów.
Natychmiast dopadły do dwóch kocich misek stojących na korytarzu. Bez namysłu napychały pyski dziwnymi, brązowymi kulkami. Nie obchodziło ich to, że jeszcze nigdy czegoś takiego nie jadły – w końcu skoro pieszczochy to jadły, to zjadliwe być musiało. W mig zniknęło po połowie z każdej miski, lecz nim zabrały się do drugiej, ktoś im przerwał.
- Hej…to przecież nasza karma!
Rudy pieszczoch stał w wielkim szoku po drugiej stronie przedpokoju, a za nim krył się mniejszy, czarny kot. Oba miały czerwone obróżki i złote zawieszki.
W odpowiedzi na to Bylica gwałtownie odwróciła głowę, po czym wydała z siebie groźny syk. Oba pieszczochy natychmiast odsunęły się i napuszyły ogony ze strachu, spłaszczyły uszy, podobnie jak srebrna wcześniej.
- PRZESZKODŹCIE NAM, A SAMI STANIECIE SIĘ KARMĄ DLA PTAKÓW! – wrzasnęła, a jej zierenice zwęziły się do wielkości ziarenek piasku ze złości.
Następnie powróciła do szybkiego pałaszowania pozostałej karmy, a resztki wepchała do pyska tak, że aż nadęły jej się policzki z ilości karmy. To samo zrobiła Skowronek, a potem w te pędy wybiegły z gniazda wyprostowanych, ku zaskoczeniu pieszczochów. Błękitna od razu poczuła, jak krople deszczu obijają się o jej futro, mocząc je jeszcze bardziej. Razem ze Skowronkiem szybkim krokiem, bo zmęczyły się po uprzednim biegu, udały się w drogę powrotną. Po zjedzeniu tej niewielkiej ilości karmy, jej żołądek poczuł się syty, mimo, iż zjadła tylko niespełna całą miskę. Bo tak, trzymała dalej ostatki karmy w pysku, tak samo jak czekoladowa, ledwie powstrzymując się, by ich też nie połknąć.
Kiedy tylko dotarła pod odpowiednie gniazdo dwunogów, weszła pod ich schody. To tam razem z rodziną mieszkali od ostatniego spotkania ze Szczawiem. Weszła do środka, otrzepując się od razu, a następnie wypluwając na ziemię karmę którą przeniosła w pysku. Co z tego, że jedzenie było całe obślinione – wszyscy byli po prostu głodni. Zwierzyny nie było, wszyscy samotnicy wprost szaleli z braku pożywienia, aż dziw, iż udało im się przeżyć – w końcu nie tylko mieli na wykarmieniu Wypłosza, który nie mógł polować, ale także Błotniste Ziele i wolno uczące się Skazę, a jeszcze jakby tego było mało - koci–ta Krokus. Jakim cudem oni jeszcze żyli? Może dlatego, że mieli mocną wolę przetrwania. Głód sprawiał, że wyostrzały się zmysły, a coś, o czym dawniej nawet by nie pomyśleli, że mogli by zrobić, teraz robili – choćby przed chwilą, ukradzenie jedzenia pieszczochom było bardzo dobrym pomysłem. Dobrze, że nie było tam ich domowników – bo ona i Skowronek mogły by nieźle oberwać, gdyby były to takie osobniki jak na przykład dawni Wyprostowani Blanki.
Wracając do tego, co działo się w tamtym momencie – rodzinka natychmiast rzuciła się na karmę przyniesioną w paszczach Skowronek i Bylicy. Jedzenia było bardzo, a to bardzo mało – w zawrotnym tempie wszyscy wychudli, a ona mogła by służyć za dekorację halloweenową, albo rekwizyt na biologię do badania kociej anatomii. Do tego musiała dawać trochę więcej jedzenia Krokus i jej dzieciom trochę też, w końcu mogły już jeść stały pokarm. Dużo także starała się wpychać w protestującą Skowronek – w końcu dobrze pamiętała, co działo się, kiedy szylkretka była jeszcze małym kocięciem – ledwie miała siłę wstać na łapy. Odziedziczyła to pewnie po swej matce. Bylica miała nadzieję, że Kminek też sobie jakoś radziła – bądź co bądź, dalej traktowała ją jak własne kocię. To samo tyczyło się Agresta i Kuklika, których tak mocno zawiodła.
Głodował cały las. Zwierzyny było mało. Samotnicy szaleli z głodu. Walka o władzę, przez którą parę razy prawie zginęła ona i nie tylko ona? Phi, marzenia. Teraz nikogo to nie obchodziło – wszyscy szukali tylko jedzenia, nikt nie zważał na świecący pustkami tron.
Już po chwili wszystko zostało zjedzone. Jej dzieci na pewno się nie najadły. Czuła się podle, że zjadła aż tyle w domu dwunogów – ale tak kazał jej instynkt. Jak miała w końcu się powstrzymać, kiedy nieomal oszalała z głodu? W sensie, już wcześniej była szalona, ale nie w taki sposób.
Ułożyła się obok dzieci Krokus. Niewielkie kocięta, miały już cztery księżyce. Ale czy miała serce, by je już zacząć szkolić? Były małe, a nawet nie wyszkolili jeszcze ani Wypłosza, ani Skazy, a tym bardziej Blanki, której szkolenia tak naprawdę nawet nie zaczęła. Fiołek także teorytycznie się szkolił – raz na dłuższy czas wychodzili na treningi, jednak rzadko. Miał już potrzebne umiejętności. Może za dużo wymagała? Chciała, żeby jeszcze trochę potrenował, miał potencjał – ale może nie powinna wymagać od niego aż tyle, co od takiej Krokus na przykład? Bura przerosła ją samą, mimo przerwy w treningu przez porwanie do Klanu Nocy te księżyce temu. Ile czasu już od tamtego czasu upłynęło? Nim naliczyła księżyce w myślach, poczuła, jak coś wierci się między jej łapami.
- PUŚĆ MNIE STARUCHO! – wrzasnęła Sójka. Taka podobna wyglądem do praprababci, a taka pyskata…przypominała jej nieco Dzikiego, tylko była mniej sztywna. Buntowniczą naturę odziedziczyła pewnie po niej tylko…w bardziej…no, powiedzmy sobie szczerze, wybuchowej wersji, która lubiła też rzucać przekleństwami.
- Sójeczko droga… - zaczęła spokojnym, lekkim, zachrypniętym głosem, a co dostała w odpowiedzi? A no to:
- PUŚĆ MNIE BO…
W odpowiedzi zatkała pyszczek Sójce, nie mając na to siły. I co się stało? Oczywiście, że ta mała…użarła ją w łapę. Oczywiście. Super. Pięknie. Wprost przewspaniale. Sójka rzuciła jej piorunujące spojrzenie, po czym z sykiem zaczęła iść w stronę wyjścia, ale została zatrzymana przez Deszcz i uwięziona w objęciach jednolitej. Jej piski i krzyki rozlegały się po całej ich kryjówce, dopóki Deszcz nie zatkała małej mchem pyszczka, doszczętnie wypompowana z energii przez brak pożywienia, nie mając już cierpliwości do siostrzenicy.
Tymczasem Bylica zwróciła spojrzenie intensywnie zielonych oczu na resztę wnucząt, przypatrujących się jej. Była…babcią. Kochała te małe istotki, nie ma co.
- Hm...to…chcecie by wam coś opowiedzieć? – spytała zachrypniętym głosem, uśmiechając siędo swoich wnuków.
<Szczekuszko? Wnusiu?>