BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciernista Zamieć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciernista Zamieć. Pokaż wszystkie posty

15 stycznia 2021

Od Ciernistej Zamieci c.d. Płonącej Łapy

Patrzyłem na nią, nie dowierzając w to co mówi. Nie rozumiałem dlaczego pomimo jej wieku, sądziła że wszystko zawsze jej się upiecze. Zawsze zachowywała się nierozważnie, myśląc, że to ona panuje nad sytuacją a nie odwrotnie. Najpewniej nigdy nie stanęła w obliczu śmierci, dlatego myślała, że wszystko się jej należy. Wiedziałem że przez jej pokrewieństwo w klanie ona pewnie zostałaby tylko pouczona, jednak...
- Czy ty chociaż raz w życiu możesz pomyśleć?! - syknąłem, czując, że już nie mogę zatrzymać słów chcących wydobyć się już od dawna. - Pewnie nasza jakże wielka wojowniczka sądziła, że nikt jej nie zauważy co? A ile miałaś procent pewności na to? Nie sądzisz że teraz chcąc zgromadzić zapasy, które były małe przez zimę, klany robią częstsze patrole? Naprawdę myślałaś, że nikt nie wyczuje Twojego zapachu?
Oddychałem głęboko i szybko, nawet nie zauważyłem kiedy pazury wysunęły się z moich łap. Kotka patrzyła na mnie bez słowa. Wiedziałem, że to pewnie pierwszy raz gdy ktoś zwracał jej uwagę w ten sposób, nie udając że to żart. Lubiłem ją, jednakże wiedziałem że przez jej upodobania może kiedyś wejść w niezłe bagno, z którego nikt jej nie wyciągnie. Czułem jak moje serce uderza tak, że Płonąca Łapa musiała to usłyszeć. Ale nie zwracałem na to uwagi. Odwróciłem się do niej tyłem i ruszyłem w stronę obozu. Na tą chwilę miałem dość wszystkiego co się działo wokół mnie. Nigdy nie mogłem zaznać choć chwili spokoju, bo ciągle się coś działo. Powoli doprowadzało mnie to do szaleństwa, którego nie potrafiłem przerwać. Nie mogłem spać, jedzenie też szło mi opornie. Mój każdy dzień to kopia poprzedniego, niczym się nie odróżniającego wczoraj. 
Nie słyszałem jej kroków, dlatego sądziłem że obrażona, postanowiła wrócić inną drogą, najpewniej jej duma nie pozwala jej się teraz do mnie odezwać. Prychnąłem na samą myśl tego, przeskakując leżący przede mną konar. Wiedziałem że prędzej czy później stanie się coś co mną wstrząśnie, jednak miałem nadzieję że wojownik innego klanu zachowa te spotkanie dla siebie. Pewnie dostałbym nie małą karę, chociaż zrobiłem to w dobrej wierze. Przez zamyślenie nie usłyszałem ruchu za sobą. Płonąca wyskoczyła z krzaków jednak z obojętnością odskoczyłem, unikając ataku, chociaż zauważyłem że jej pazury były schowane.
- Nie mam ani ochoty, ani czasu na zabawę z tobą. Tym bardziej teraz - mruknąłem, omijając ją.
<Płonąca Łapo?>

05 grudnia 2020

Od Ciernistej Zamieci cd. Płonącej Łapy

Emocje po ataku Płonącej Łapy na moją siostrę nieco spadły. Nadal niezbyt się do niej odzywałem, co widać nieco ją ugryzło, jednak przez patrole nie miałem zbytnio czasu z nią wyjaśnić całą tą sytuację. Często wychodziła też ze swoją mentorką lub dokuczała innym, w co nie chciałem się angażować. Dzisiaj także zobaczyłem jej drobne ciałko wychodzące z obozu. Jednak obok niej nie widziałem mentorki co nieco mnie zdziwiło. Wolnym krokiem, tak by mnie nie widziała, ruszyłem za nią. To nie tak, że jej nie ufałem, po prostu bałem się, że może coś się stać, a później będę miał wyrzuty sumienia - przecież widziałem jak wychodziła. Trudno było się poruszać. Liście pod łapami się kruszyły, uniemożliwiając wręcz ciche chodzenie. Wybierałem miejsca pozbawione ich by jak najdłużej pozostać niewidocznym. Zacząłem się martwić zaistniałą sytuacją, kotka szła prosto do naszej granicy z klanem Klifu. Zmarszczyłem brwi, czekając chwilę aż przestrzeń między nami się zwiększy. Po co ona tam szła?
- Tylko nie rób nic głupiego - powiedziałem sam do siebie. 
Już po chwili byliśmy na miejscu. Nawet z tak dalekiej odległości słyszałem nurt rzeki, do której wolałem nie wchodzić - jej nurt wcale do tego nie zachęcał. Płonąca Łapa stanęła centymetr przez granicą, wpatrując się w tereny pobliskiego klanu. Wyglądała na zainteresowaną czymś znajdującym się właśnie po tamtej stronie. I w tym momencie na moment zamarło mi serce. Kotka powoli zaczęła wchodzić na tereny nie naszego klanu. Nie zastanawiałem się nad tym co robiłem. Im dalej szła, tym szybciej biegłem, nie zwracając uwagi na otoczenie.  Słysząc hałas, odwróciła się w moją stronę, pewnie nie spodziewając się nikogo tutaj spotkać. Wiedziałem, że chciała przyjść tutaj w tajemnicy jednak nie mogłem uwierzyć, że to zrobiła. Weszła potajemnie na teren innego klanu! Czułem jak moje serce bije, a oddech przez stres stał się szybszy i urwany. Nie sądziłem, że kiedyś nadejdzie taki dzień bym oprócz swej siostry jeszcze o kogoś się bał. Naprawdę, gdyby ktoś kiedyś mi to podsunął, wyśmiał bym go bez jakiegokolwiek zastanowienia. Wiedziałem, że pewnie będzie mi miała to za złe, jednak nie miałem innego wyboru. Złapałem ją z rozpędu za kark i zacząłem biec z powrotem. Chociaż wiedziałem, że pewnie będzie czuć nasze zapachy jednak...Nie chciałem by miała jakiekolwiek kłopoty. Z całą swoją siłą cisnąłem ją przed siebie, tak by znalazła się już na naszych terenach.
- Zwariował- zaczęła krzyczeć, pusząc ogon, jednak wtedy zdarzyło się coś czego się nie spodziewałem i nie chciałem by się wydarzyło.
- Co tutaj robicie? - jeden z wojowników Klanu Klifu stał za mną, z wyciągniętymi pazurami.

<Płonąca Łapo?>

16 listopada 2020

Od Ciernistej Łapy (Ciernistej Zamieci)

 Nie spodziewałem się, że właśnie dzisiaj Miedziana Iskra poinformuje mnie, że jeszcze tego wieczora zostanę mianowany na wojownika. Siedziałem wraz z siostrą, która na tą informację, rozszerzyła delikatnie oczy a ja uśmiechnąłem się do mentorki, kiwając delikatnie głową by wiedziała, że zrozumiałem. Musiałem przyznać, że nie mogłem się tego doczekać, jednak nie chciałem aż tak bardzo tego pokazywać.

~*~

Wieczór nadszedł szybko, nawet nie zdążyłem wykonać wszystkich swoich obowiązków. Koty zebrały się wokół lidera, który już na mnie czekał. Niepewnie podszedłem do niego, kładąc delikatnie po sobie uszy - nie lubiłem być w centrum uwagi, jednakże wiedziałem, że dzisiaj musiałem to przetrwać. Nie zdążyłem się zastanowić nad całą tą sytuacją, gdy usłyszałem głos Iglastej Gwiazdy
- Ja, Iglasta Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Ciernista Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? - jego głos był pewny siebie i na tyle donośny, że mogłem się założyć, że słychać go było w całym obozie.
- Przysięgam - odpowiedziałem bez zastanowienia, ponieważ właśnie tak czułem.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Ciernista Łapo, od tej pory będziesz znany jako Ciernista Zamieć. Klan Gwiazdy cieni twoją szybkość i inteligencję, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
Dech wręcz zamarł mi w gardle, gdy lider dotknął swoim pyskiem mojej głowy. Na początku się nieco przestraszyłem, ale szybko dotknąłem jego barku tak jak to tłumaczyła mi mentorka. Koty wokół zaczęły skandować moje imię, a ja nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Zastanawiałem się czy mama w tym momencie byłaby ze mnie dumna. Westchnąłem i spojrzałem w niego zanim poszedłem czuwać. Wiedziałem, że pewnie była, nie mogło być inaczej, prawda? 
Usiadłem przed wejściem do obozu, wiedząc, że aż do rana nie będę mógł się odzywać. Usiadłem wygodnie rozglądając się wokół. Czułem, że ta noc nie może być aż tak straszna.

~*~

Poranny patrol wrócił dość szybko, myślałem, że będzie to trwało nieco dłużej, jednak gdy tylko zwolnili mnie z czuwania ruszyłem do siostry. Kotka od razu mi pogratulowała i wyglądała jakby cała ta sytuacja poprawiła jej samej humor. 
Musiałem przyznać, że chciałbym częściej widzieć jej uśmiech.

10 listopada 2020

Od Ciernistej Łapy c.d. Skrzącej Łapy

Miedziana Iskra nie trzymała mnie zbyt długo. Krótki trening by sprawdzić moje umiejętności i ruszyła na własny patrol. Wcale nie miałem jej za złe tego, że czasem nie miała dla mnie czasu. Po naszym powrocie od razu ruszyłem by przegryźć coś na szybko. Wszyscy wokół spełniali idealnie swoje obowiązki, praca naszego Klanu przypominała tą mrówek - wszyscy robili co musieli, wiedzieli co i jak mają zrobić. 
Kończąc swój posiłek postanowiłem jak najszybciej wrócić do Skierki - najpewniej nadal siedziała w tym samym miejscu, w którym ją zostawiłem. 
Tak jak myślałem, siedziała w kącie legowiska, wpatrując się w ścianę przed sobą. Bez słowa podszedłem do niej, czując jak po chwili wtuliła się delikatnie w moje futro. Uśmiechnąłem się delikatnie na jej czyn, jednakże kompletnie nie spodziewałem się tego, że mi podziękuje. Podniosłem delikatnie głowę, patrząc w jej stronę.
- Za co?
Nastała pomiędzy nami chwila ciszy, wiedziałem, że najpewniej teraz Skierka nic mi nie powie, jednak w międzyczasie przypomniałem sobie o jednej rzeczy. 
Wyskoczyłem z legowiska i podbiegłem do stosu zwierzyny, wybrałem jedną z bardziej dorodnych sztuk i wróciłem czym prędzej do Skrzącej Łapy. Położyłem truchło obok niej.
- Trzymaj, zapomniałem ci przynieść, gdy sam jadłem.- kotka spojrzała się tylko na jedzenie, jednak nawet nie wstała by go skosztować. - No dalej, wiem, że dzisiaj nic nie jadłaś, dlatego ci przyniosłem.
Musiałem przyznać, że ta sytuacja nieco mnie zmartwiła. Od kilku dni nie pilnowałem jej z jedzeniem, nie wiedziałem także kiedy zjadła swój ostatni posiłek, dlatego dopadły mnie wyrzuty sumienia.
- N-nie jestem głodna.
Zmarszczyłem brwi, nie spuszczając jej z oczu. Czyżby się głodziła? Złapałem mysz za kark i położyłem jej wprost na jej łapy.
- Wiem, że nigdy cię o nic nie prosiłem, ani niczego od ciebie nie wymagałem, ale teraz chcę, żebyś to zjadła, dla mnie - odparłem spokojnie. - Będzie mi bardzo miło, jeśli to zrobisz, wiesz?
Siostra spojrzała na mnie zdziwiona. Przez chwilę nie robiła nic, jakby się nad czymś zastanawiała, aż w końcu zaczęła powoli jeść. Zamruczałem zadowolony i rozłożyłem się obok niej, byleby jej nie przeszkadzać.

<Skrząca Łapo?>

Od Ciernistej Łapy c.d. Płonącej Łapy

Dzisiaj nie miałem humoru na nic. Miedziana Iskra wręcz na treningu się do mnie nie odzywała, mówiła tylko półsłówkami widząc najpewniej w jakim jestem stanie. I wcale nie miałem zamiaru na siłę udawać szczęśliwego. Ruszyłem dobrze znaną mi ścieżką, gdzie zawsze znaleźć można było najwięcej mchu. Chciałem pomóc w czymś podczas czego nie będę musiał angażować innych kotów, dlatego wymienienie ściółki w legowisku starszyzny wydawała się idealnym rozwiązaniem. Moją głowę zaprzątały różne myśli, przez które nie zwracałem uwagi na otoczenie. Wiedziałem, że nie było to zbyt mądre, jednakże nie miałem wtedy do tego głowy. 
Mocne uderzenie od tyłu zbiło mnie z nóg. Uderzyłem plecami w ziemię, aż zobaczyłem rudą kulę górującą nade mną - jeszcze jej mi tu brakowało. Leżałem spokojnie, nie mając dzisiaj na nią siły. Jak zwykle próbowała mnie przestraszyć, próbując wyglądać na straszną, ale gdy wbiła we mnie pazury moje szczątki cierpliwości na dzisiaj się wykończyły. Uderzyłem ją z zaskoczenia w brzuch tylnymi nogami, aż poleciała na pobliską kępę trawy.
- Po pierwsze, uspokój się i bądź bardziej miła - mruknąłem, próbując pozbyć się pyłu ze swojego futra. - Po drugie nawet nie miałem nikomu mówić - kotka wyszła na równą ziemię, patrząc na mnie rozszerzonymi oczami. - A po trzecie, lepiej nie rzucaj się na tych z którymi wiesz, że nie masz szans, być może ich na początku zaskoczysz, ale później będziesz miała wielki problem. 
Płonąca Łapa patrzyła na mnie bez słowa. Wiedziałem, że była zaskoczona, najpewniej spodziewała się, że skulę się w sobie i nie wyduszę słowa. Jednakże dla siostry musiałem stać się silny i nie mogłem dać się zastraszać, by stać się jej oparciem, by czuła się ze mną bezpieczna. 
- Ty-! - chciała na mnie skoczyć, lecz stanąłem pewnie na nogach, wysuwając pazury. 
- Wracaj do obozu - zanim zdążyła mi odpowiedzieć, kilkoma susłami zniknąłem między drzewami. Zdobyłem nieco mchu i wróciłem do obozu. Już miałem ruszyć do legowiska starszyzny, gdy zobaczyłem Skierkę wpadającą na rozpędzie do legowiska uczniów, dlatego też położyłem mech na uboczu i ruszyłem za nią. Siostra drżała na całym ciele, ale co najbardziej co mnie zszokowało to ślady pazurów na jej boku.
- Kto ci to zrobił?! - podbiegłem do niej oglądając z każdej strony.
- N-nikt - cicho załkała, ale nadal widziałem strach jej w oczach. W jej sierści znajdowały się kawałki gałązek i liści, przez co wiedziałem, że w lesie spędziła dość dużo czasu.
- A więc tutaj jesteś lisi bobku - usłyszałem dobrze znany mi głos za swoimi plecami. Płonąca Łapa weszła do środka. - Olej ten kawałek gówna, nie jest tego warta.
Złość zaczęła krążyć w moich żyłach, sierść wręcz sama się najeżyła. Zasłoniłem Skierkę własnym ciałem, by odgrodzić ją od Płonącej.
- Co ty powiedziałaś? - mój głos był zimny i oschły, chyba pierwszy raz się tak do kogoś odezwałem, ale kotka przekroczyła wszelkie granice.

<Płonąca Łapo?>

09 listopada 2020

Od Ciernistej Łapy

Mój pobyt w lesie wraz z Miedzianą Iskrą dłużył mi się dzisiejszego dnia niemiłosiernie. Przez wymienienie całego mchu w legowisku starszyzny, nie miałem już później ochoty nigdzie wychodzić, lecz moja mentorka zepsuła mi te plany. Nie mogłem marudzić, bo każde wyjście z obozu było nową przygodą, jednak musiałem przyznać, że nie zawsze chciałem wychodzić - czasem wolałem ukryć się gdzieś tak by nikt mnie nie zaczepiał i udawać, że mnie nie ma.
Wlokłem się za nią, obserwując otoczenie. Stwierdziła, że dzisiaj odwiedzimy nasze granice z innymi klanami, ponieważ zrobiliśmy to tylko raz, na początku mojego szkolenia, bym poznał zapachy innych klanów. 
Starałem się być skupiony na zadaniu, jednak ptak, który nagle pojawił się znikąd. A ja jak to ja, chcąc pokazać swojej mentorce jaki zwinny ze mnie uczeń, postanowiłem na niego skoczyć. Jednakże nie przemyślałem swojego pomysłu - dopiero w połowie skoku zobaczyłem, że kawałek drzewa na którym siedziało stworzenie nią miał szans mnie utrzymać. Uderzając w drewno poczułem jak ono pęka, a ja przebijam się przez nie i wpadam do środka. Poczułem ostry ból w przedniej łapie, którą próbowałem się złapać czegokolwiek. Usłyszałem jak Miedziana Iskra mnie nawołuje, biegnąć z moją stronę. Poczułem jej zęby, które z delikatnością wyjęły mnie z zawalonego drzewa. 
- Zwariowałeś? - wręcz krzyknęła z przerażeniem, widząc jak kuśtykam na jedną nogę. - Musimy cię szybko zaprowadzić do medyka.
Widziałem, że się martwiła, a mnie od środka wręcz palił wstyd przez to co zrobiłem. 
- Nic mi nie będzie - powiedziałem cicho, jakbym chciał przekonać sam siebie. Jednakże nic to nie pomogło.

~*~

Kotka pomogła mi powoli wrócić do obozu, ostrożnie by bardziej nie nadwyrężyć mojej łapy. Powrót nie zajął nam długo - znajdowaliśmy się dość blisko obozu, dlatego po kilku chwilach już byliśmy przy legowisku medyka. Musiałem przyznać, że chyba ani razu się u niego nie znalazłem, nigdy nie byłem chory ani nigdy nie złapałem kontuzji. Nieco bałem się wejść do środka, ale ruszyłem, za mentorką, która ruszyła przodem.

<Potrójny Kroku?>

Od Ciernistej Łapy

Miedziana Iskra obudziła mnie z mojej drzemki z delikatnym uśmiechem. Przez jej poranny patrol nasz trening się przesunął, dlatego nie mogłem się doczekać aż w końcu wróci. Wyskoczyłem z legowiska, podążając jej tropem do wyjścia z obozu.
- Co będziemy dzisiaj robić? - spytałem, gdy tylko wyszliśmy z jaskini. Kotka rozejrzała się wokół siebie, najpewniej zastanawiając się co możemy porobić.
- Co powiesz na polowanie? Dawno tego nie ćwiczyliśmy - odparła.
Pokiwałem delikatnie głową i obydwoje ruszyliśmy między drzewa. Na początku postanowiliśmy przejść się na wolny spacer by nieco się rozruszać. Podczas niego rozmawialiśmy ze sobą na mniej ważne tematy. Musiałem przyznać, że bardzo ją polubiłem - dzięki niej nabierałem doświadczenia, czułem, że nie jestem sam. Wiedziałem, że dzięki niej, kiedy stanę się wojownikiem będę umiał się wykazać swoją wiedzą. 
- A co u Twojej siostry? - zapytała nagle, przeskakując obalone drzewo. 
- Chyba dobrze. Podczas treningów chyba nieco zapomina o tym co dzieje się wokół niej i przychodzi bardziej pozytywna, ale wieczorami znowu się w sobie zamyka.
Na chwilę zapanowała między nami cisza, chociaż dzięki niej usłyszeliśmy cichy szelest liści. Przyparłem od razu do ziemi, nawet nie patrząc na Miedzianą Iskrę, która stanęła z boku i mi się przyglądała. Łapa za łapą, uważając by nie nadepnąć na żaden przedmiot, który mógł wygenerować niepotrzebny hałas, ruszyłem za źródłem dźwięku. Już po chwili między drzewami zobaczyłem mniejszych rozmiarów mysz. W łapkach trzymała jakieś ziarenko i jadła je nie spodziewając się nadchodzącego zagrożenia. Przystanąłem na chwilę, czekając na dobry moment do skoku. Wiatr wiał w moją stronę, dzięki czemu ja dobrze ją czułem, a ona mnie wręcz wcale. Odwróciła się tyłem do mnie, dlatego też napiąłem mięśnie w tylnych nogach i po dosłownie dwóch sekundach wybiłem się od ziemi. Jednym ruchem łapy dopadłem ją i wykończyłem łamiąc kark. Zwierzę nie było pokaźnych rozmiarów ale i tak byłe dumny, że je złapałem. Wróciłem ze zdobyczą do swojej mentorki, by pokazać jej co upolowałem. Uśmiechnęła się delikatnie na mój widok widząc brązowe futerko między moimi zębami.
- Brawo, idzie ci coraz lepiej!

~*~

Gdy tylko wróciliśmy do obozu, dołączyłem swoją zdobyć do sterty reszty jedzenia i zapytałem Miedzianej Iskry czy jeszcze mam coś do wykonania. Kotka zastanowiła się i stwierdziła, że mam wolne, ponieważ mech zmienił już ktoś wcześniej. Kiwnąłem głową i ruszyłem do legowiska uczniów, kładąc się w jego głębi. Nie chciałem nikomu przeszkadzać, a przez to, że w legowisku nikogo nie było, mogłem spokojnie odpocząć w samotności, zanim reszta wróci i wpadnie na ten sam pomysł co ja. Większość uczniów także było na swoich treningach, dlatego miałem mnóstwo czasu na relaks. Gdy moje oczy już się przymykały, a umysł zapadał w sen do środka weszła Skrząca Łapa. Spojrzałem na siostrę, gdy ona bez zbędnych słów podeszła do mnie i bez słowa położyła obok. 
- Jak ci minął trening? - zagadnąłem, zanim zdążyła zasnąć. Uniosła głowę i powoli spojrzała na mnie.
- W porządku, później ci opowiem.
Nie mówiąc nic, położyłem głowę na łapach. Musiałem przyznać, że ten dzień był jednym z bardziej ciekawych. 

Od Cierniowej Łapy c.d. Płonącej Łapy

Rozmowa z Płonącą Łapą nieco wytrąciła mnie z równowagi, przez co przegapiłem powrót siostry do obozu wraz ze swoim mentorem. Postanowiłem więc jak najszybciej skończyć rozmowę z kotą, by móc spotkać się w końcu w siostrą - w końcu nie spędzaliśmy ze sobą teraz tyle samo czasu jak kiedyś z powodu naszych treningów i życia uczniów. Skrząca Łapa czekała na mnie przy legowisku uczniów, najpewniej czekając, aż opowie mi co robiła na swoim treningu. Zawsze lubiłem spędzać z nią w ten sposób czas, mogłem wtedy porozmawiać z nią na spokojnie, bez innych kotów wokół. Niestety, zanim zdążyliśmy się rozgadać, nastała już noc, uczniowie zaczęli gromadzić się w legowisku, a my żeby darować sobie przepychanie się przez resztę ruszyliśmy na swoje stare miejsce. Ułożyliśmy się wygodnie, wtulając jedno w drugie. 
- Dobranoc - zdążyłem wyszeptać, zanim odpłynąłem w słodki sen. 

~*~

Dziwne odgłosy i szamotanina dochodząca z drugiego końca legowiska sprawiła, że obudziłem się mimo nadal trwającej nocy. Oczy szybko przyzwyczaiły się do ciemności. Rozejrzałem się wokół, aby zlokalizować źródło tych dziwnych dźwięków i zobaczyłem Płonącą Łapę - wierciła się podczas snu, machając łapami w powietrzu, a jej ciało na zmianę rozluźniało się i drętwiało. Ruszyłem powoli w jej stronę uważać, by nie nadepnąć na nikogo. W połowie drogi kotka obudziła się, rozszerzonymi oczami spoglądając naokoło siebie. Zatrzymałem się w pół kroku by swoimi ruchami jeszcze bardziej jej nie wystraszyć. Gdy zobaczyłem, że nieco się uspokoiła, stanąłem obok niej, przez chwilę nic nie mówiąc.
- Wszystko dobrze? - spytałem cicho. Kotka nawet na mnie nie spojrzała. Skuliła się w kłębek tyłem do mnie, dlatego wiedziałem, że na tym mój monolog się kończy. Coś czułem, że i tak by mi nie powiedziała co jej się śniło - była na to zbyt wyniosła, by powiedzieć, że się przestraszyła, dlatego wolałem nie naciskać. Wróciłem do siostry i znowu wtuliłem się w jej futro. Przez dłuższy czas nie mogłem zasnąć, moje oczy co i raz znowu wracały do ciała śpiącej Płonącej Łapy, jakbym bał się, że znowu będzie miała koszmar, chociaż wiedziałem, że i tak nie miałbym jej jak pomóc. Westchnąłem wtulając pysk w łapy. Naprawdę aż tak nie chciała pokazać swoich uczuć innym?

<Płonąca Łapo?>

03 listopada 2020

Od Ciernistej Łapy CD. Płonącej Łapy

 Sam o wiele wcześniej niż zawsze ruszyłem do swojej mentorki z zapytaniem czy nie moglibyśmy zacząć treningu wcześniej. Moja siostra ruszyła już na własny a przez to, że chciałem spędzić z nią trochę czasu, chciałem wrócić mniej więcej o tej samej porze co ona - Miedziana Iskra nie miała nic przeciwko, szybko wrzuciła coś na ząb i ruszyła ze mną do lasu. Jak zwykle ochoczo poleciałem za nią, czując radość, gdy tylko leśny zapach jeszcze bardziej przesiąkł do moich płuc. Miękkie podłoże muskało moje łapy, zapomniałem o całym świecie, rozglądając się wokół i stan ten by trwał dalej, gdyby mentorka nie szturchnęła mnie swoim bokiem. Dzisiaj stwierdziła, że poszukamy tropów różnych zwierząt, musiałem przyznać, że nie dużo ich widziałem, ale...czy chciałbym spotkać borsuka? Z opowieści mojej mentorki nie było to wcale przyjazne zwierzę, dlatego też sądziłem, że nie byłem na to gotowy. Szedłem krok w krok ze starszą kotką, wyszukując wszystkich tropów byle by nie tych kotów. Musiałem przyznać, że nieźle mi szło, a po pochwale od Miedzianej Iskry czułem, że moje samopoczucie lekko wzrosło. Po Zgromadzeniu miałem mieszane uczucia, nie mogłem sobie jeszcze poradzić z tym co stało się między mną a Płomienną Łapą, a rozdarte ucho wciąż mi o tym przypominało, pomimo tego, że już przestało boleć. Przynajmniej będę miał jakąkolwiek pamiątkę z dzieciństwa. 
~*~

Po powrocie do obozu od razu ruszyłem pomóc innemu uczniowi przy wymianie mchu. Nie odzywaliśmy się do siebie ale nie czułem nawet by mu to przeszkadzało, dlatego też nie zwracałem na to zbytniej uwagi. Skrzącej Łapy jeszcze nie było, dlatego też miałem dość czasu by wykonać obowiązek jak najlepiej. Gdy już skończyłem i z zamiarem odpoczynku ruszyłem do legowiska uczniów oraz pożegnałem się z mentorką wyruszającą na patrol, poczułem uderzenie od tyłu, przez które prawie się przeturlałem. Spojrzałem zza siebie widząc uśmiechniętą i dumną ze swoich czynów Płomienną Łapę. Położyłem po sobie uszy, chcąc jej pokazać, że wcale nie spodobało mi się to co zrobiła, jednak ona nie wyglądała na taką, którą by to przejęło.
- Nudzi ci się? - starałem się by mój głos brzmiał jak najbardziej chłodno i musiałem przyznać, że mi się to udało. Nie chciałem jej pokazywać, że wcale już nie jestem zły, jednak jej komentarze na temat mojej rodziny bardzo wytrącały mnie z równowagi. Jeden z wojowników przechodzących obok zgromił nas wzrokiem - pewnie nie chciał by sytuacja ze Zgromadzenia się powtórzyła. Westchnąłem cicho, nie chcąc się już z nią dzisiaj kłócić.
- Zaczepiłaś mnie z jakiegoś konkretnego powodu czy tak sobie?

<Płonąca Łapo?>

01 listopada 2020

Od Ciernistej Łapy

Moja mentorka poprosiła mnie o wymienienie mchu w legowisku starszyzny. Rano przeprowadziliśmy krótki spacer i rozpoznawanie, jednakże było to na tyle mało, że czułem niedosyt. Nie widziałem dlaczego miała dla mnie dziś tak mało czasu, jednak nie chciałem nagle zrzucać na nią milion pytań, które kłębiły się w mojej głowie. I tak był to jedyny dorosły kot, z którym lubiłem spędzać czas. Zawsze zabierała mnie w ciekawe miejsca, gdzie mogłem zapomnieć o wszystkim co mnie spotkało. Wiedziałem, że kiedy skończę być uczniem, a stanę się wojownikiem, będzie mi jej brakowało. Ale wiedziałem, że moja siostra zawsze będzie obok mnie, nie ważne co się stanie. Przynajmniej taką miałem nadzieję...
Podczas noszenia mchu nie wydawało mi się, by coś miało wytrącić z równowagi mój normalny dzień, jednak jeszcze nie widziałem jak bardzo się myliłem. Już po raz kolejny niosłem kolejną porcję roślinę do legowiska, gdy nagle obok mnie pojawiła się rudo-czarna kotka, którą kojarzyłem z wyglądu, jednak nigdy z nią nie rozmawiałem. Wpatrywała się we mnie dłuższą chwilę
- Co robisz? - usłyszałem jej głos dobiegający zza moich pleców. Odwróciłem się w jej stronę, ilustrując ją od uszu do łap. Czy ona naprawdę nie widziała co robię?
- Wykonuje zadanie o które poprosił mnie mój mentor - mruknąłem z pełnym pyskiem i już chciałem wrócić do swojej pracy, gdy nagle zastawiła mi drogę.
- Czy jesteś Ciernista Łapa, prawda?
Pokiwałem powoli głową, marszcząc czoło. Ona coś ode mnie chciała, czy o co jej chodzi?
- Ja jestem Płonąca Łapa, moim mentorem jest Pierzasta Mordka. A kto jest Twoim mentorem?
- Miedziana Iskra - mówiąc co ruszyłem szybkim krokiem do legowiska starszyzny, mając nadzieję, że kotka za mną nie pójdzie. Naprawdę nie byłem typem kota, który uwielbia rozmawiać z nieznajomymi kotami. Wolałem obserwować - poznawać przez patrzenie, poznawanie reakcji i zapamiętywaniu rozkładu dnia danego kota. Dlatego zawsze czułem narastający we mnie niepokój tylko jak ktoś do mnie podchodził. 
- Poczekaj! - Płonąca Łapa pobiegła za mną, po chwili równając się z moimi barkami. Wywróciłem oczami, patrząc przed siebie. Czy jak będę udawać, że jej tu nie ma to sobie pójdzie?

<Płonąca Łapo?>

29 października 2020

Od Ciernistej łapy

Musiałem przyznać, że nieco się nudziłem. Wyprawa z Miedzianą Iskrą do lasu nieco mnie wymęczyła, dlatego po powrocie większość czasu spędziłem na odpoczywaniu z siostrą i pomaganiu w jakiś mniej ważnych obowiązkach. Obserwowanie klanu z pobocza było niezwykłe ciekawe — wszystko chodziło jak w zegarku, wszyscy wiedzieli co mają robić i wydawało się, że nikt ani nic nie mogło tego spokoju zakłócić. 
    Szybko pomogłem zanieść jeszcze trochę mchu jednemu z uczniów, gdy nagle zobaczyłem Miedzianą Iskrę wchodzącą do obozowiska. Podbiegłem do niej w kilku susach, hamując, by w nią nie wpaść.
    — Co będziemy jutro robić? — zapytałem na wydechu. Kotka uśmiechnęła się delikatnie, wiedząc już, że nie mogę doczekać się jutrzejszego dnia. 
    — Co powiesz na polowanie? — spytała po chwili.
    — Jasne!
    Po krótkiej rozmowie kotka odeszła do swoich zajęć, a ja postanowiłem wrócić do Skrzącej Łapy — nie wiedziałem, czy już wróciła z własnego treningu, ale miałem małą nadzieję, że tak się stało. Zauważyłem ją z daleka, gdy wchodziła do obozu ze swoim mentorem. Pożegnali się, a gdy Skra mnie zobaczyła, podeszła powoli.
    — Jak ci minął trening? — spytałem, chcąc jakoś zachęcić ją do rozmowy. Łapa w łapę zaczęliśmy iść w stronę legowiska, wymieniając się ogólnikowo informacjami. Zabrałem po drodze pożywienie dla siebie, by przekąsić coś po dość żywiołowym dniu i usiedliśmy niedaleko legowiska uczniów, by na spokojnie się posilić. Jedliśmy w ciszy, rozglądając się wokół. Lubiłem takie chwile, gdy mogliśmy pobyć we dwójkę, tak jakby wszystko było jak dawniej. Widziałem, że Skrząca Łapa również cieszyła się z tego powodu, choć doskonale wiedziałem, że tego nie powie.

~*~

Spałem wtulony w futro siostry, gdy nagle usłyszałem dziwne szmery pochodzące z centrum obozu. Przeciągnąłem się, chcąc znowu zapaść w drzemkę, jednak odgłosy powtórzyły się i za bardzo mnie ciekawiły. Po cichu wymknąłem się z legowiska i rozejrzałem wokół — na środku stało trzech wojowników, rozmawiając ze sobą przyciszonymi głosami. Jednym z nich był Wróblowe Serce, który dojrzał mnie. Skuliłem się delikatnie, wiedziałem, że już nie dam rady się schować przed jego wzrokiem — mój plan, by powoli wrócić do legowiska, legł w gruzach. 

<Wróblowe Serce?>

27 października 2020

Od Ciernistej Łapy cd. Gepardziej Cętki

To był jeden z tych dni, podczas których mój humor był nieco lepszy niż zazwyczaj, jednakże nie spodziewałem się, że jeden z uczniów, z którym nigdy nie rozmawiałem, postanowi do mnie zagadać. Gepardzia Łapa mocno mnie zaskoczył swoim uczynkiem, jednak postanowiłem tego nie pokazywać. Krótka rozmowa nie była aż taka trudna, jednak czułem, jak jego ciało zaciska się, broniąc przed jakimkolwiek inicjatywą. Nie wiedziałem, dlaczego zgodziłem się na spotkanie z nim, jednak chyba posiadanie jakiegoś kompana nie może być złe, prawda? Musiałem przecież mieć jakiś znajomych, by móc poprawnie funkcjonować w klanie.

~*~

Miedziana Iskra zaskoczyła mnie swoim przybyciem, informując, że zabiera mnie ze sobą. Skierka już dawno wybyła gdzieś ze swoim mentorem, dlatego też nie miałem nic przeciwko. Już po chwili znajdowaliśmy się w lesie. Musiałem przyznać, że zawsze takie wypady mnie uspokajały, czułem się w końcu wolny, dlatego też sam z siebie kiedyś zaproponowałem spacer. 
    — Może chciałbyś dziś polować? — spytała z delikatnym uśmiechem, patrząc na mnie znad ramienia.

~*~

Czas mijał, a ja musiałem przyznać, że moja znajomość z Gepardzią Cętką była dość pozytywna. Podczas gdy ja nadal byłem uczniem, on stał się doskonałym wojownikiem, jednak nie zepsuło to naszej relacji. Często spotykaliśmy się, ale musiałem zrozumieć, że przez swoje obowiązki nie mogło się to odbywać tak często jak kiedyś. Podczas gdy myśli naszły mój umysł, w tłumie zobaczyłem znanego mi kota. Widziałem, że z kimś rozmawiał, dlatego skuliłem się niedaleko, czekając aż przestanie. 
    Patrząc czasem na koty wokół, czułem się wykluczony. Wszyscy rozmawiali ze sobą swobodnie, śmiejąc się, a ja zawsze stałem z boku, chroniąc Skrzącą Łapę. Jednakże wiedziałem, że była to jedynie moja wina — nie wychodziłem z inicjatywą, a gdy tylko ktoś do mnie podchodził, nie wyglądałem na chętnego do rozmowy.
    — Witaj, Ciernista Łapo.

Notatka od admina: Gepardzia Cętka został NPC

Od Ciernistej Łapy

Już od momentu, gdy dowiedziałem się, że dostałem mentora, nie mogłem doczekać się pierwszych lekcji. Mimo tego, że po moim zachowaniu nie było widać entuzjazmu, chciałem je mieć. Chociaż wiedziałem, że dogadanie się z Miedzianą Iskrą nie pójdzie mi tak prosto. 
    Skra spała wtulona w moje futro i szkoda mi było zostawiać ją samą, ale wiedziałem, że nie mogę się spóźnić. Nie chciałem już pierwszego dnia zdenerwować mojej mentorki. Delikatnie podniosłem się ze swojego legowiska i ruszyłem w stronę wyjścia, by zjeść na szybko swój pierwszy posiłek i spotkać się z Miedzianą Iskrą przy wyjściu. Jak dobrze zrozumiałem, dzisiaj mieliśmy odbyć spacer po terenach, bym dowiedział się, jak wygląda nasz teren. Większość uczniów już znajdowało się poza obozem, ciesząc się zajęciami, jednakże ja nie wiedziałem, czy podołam — strasznie bałem się, że cierń w sercu, który został po stracie rodziców, nie pozwoli mi zawiązać jakichkolwiek relacji z własnym nauczycielem. Westchnąłem cicho i po posiłku powłóczyłem łapami w stronę wyjścia. Miedzianą Iskrę zobaczyłem już z daleka, rozglądała się wokół, najpewniej wyczekując mojego przybycia. Przystanąłem na chwilę i wymusiłem w sobie delikatny uśmiech, by od razu jej do siebie nie zniechęcić. Ona uśmiechała się naturalnie, widziałem, że cieszyła się na myśl o naszym spotkaniu, podczas gdy moje ciało nagle sparaliżowało i nie mogłem zrobić choćby jednego kroku do przodu. Kotka spojrzała w moją stronę i pomachała ogonem na przywitanie, podczas gdy ja tylko patrzyłem w jej stronę. Podeszła do mnie bliżej, a ja, widząc jej ciepły wzrok, poczułem, jak ucisk w moim ciele puszcza. 
    — P-przepraszam — mruknąłem, odwracając wzrok. — Miło mi cię poznać, Miedziana Iskro.

<Miedziana Iskro?>

Od Ciernistej Łapy

Widziałem, że z moją siostrą z dnia na dzień nie jest najlepiej. Od śmierci rodziców unikała innych kotów, jakby nie chciała związać się z którymkolwiek z nich jakąkolwiek relacją. Nie zmuszałem jej. Nienawidziłem, gdy ktoś podchodził do niej i na siłę zagadywał, pomimo tego, że z daleka było widać, że nie miała na to chęci. Jednak nie opuszczała legowiska; za każdym razem przynosiłem jej jedzenie, byleby nie musiała iść sama. Gdy tylko widziałem tą pustkę w jej oczach, siadałem obok i dotrzymywałem jej towarzystwa, nie mówiąc nic — czułem, że nie chciała rozmawiać, jednak nie chciała być sama. Nie rozumiałem jednak, dlaczego Skierka nie chciała i ze mną rozmawiać. Chociaż odpowiadała półsłówkami, chciałem usłyszeć jej głos przez dłuższą metę, tęskniłem za jej uśmiechem. Lecz czując jej żałobę nie miałem sumienia ją o to prosić. Dlatego często przesiadywałem w kącie wraz z nią, obserwując, co dzieje się na zewnątrz. 
    Ruszyłem w jej stronę, czując otuchę na widok jej delikatnego uśmiechu, lecz już po chwili opuściła swój wzrok na łapy, nie chcąc patrzeć mi w oczy. Westchnąłem cicho i nie zwracałem uwagi na nikogo wokół mnie, podbiegłem do niej i delikatnie polizałem jej czoło, nic nie mówiąc. Położyłem się tak, by nasze futra się dotykały. 
    — Tutaj jesteście — usłyszałem głos mojej mentorki. Stała w drzwiach legowiska dla uczniów z delikatnym uśmiechem na pysku. — Czyli to jest twoja sios...
    — Możemy wyjść na zewnątrz? — wymruczałem, zasłaniając siostrę własnym ciałem. Nie chciałem wystawiać jej na stres dotyczący spotkania z moją mentorką. Wychodząc, uśmiechnąłem się delikatnie w jej stronę.
    — Zaraz wrócę.

<Skra?>

04 września 2020

Od Ciernia cd Skry

W tych czasach przyznać musiałem, że nie miałem zbytnio ochoty na zabawę. Siedziałem z boku by nie wchodzić nikomu w drogę. Jednakże widząc, że moja siostra bardzo zainteresowała się pewną rzeczą, postanowiłem po dłuższej chwili w końcu do niej podejść, gdy tylko usłyszałem jej głos.
Pomiędzy jej łapami śmigało dość dziwne stworzonko, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Poruszało się dość szybko, czasem wręcz chaotycznie. Moja siostra szturchnęła go łapą, przez co jeszcze bardziej starał się uciec z zaistniałej sytuacji. Musiałem przyznać, że był to ciekawe na tyle, że od razu zapomniałem o reszcie świata.
- Jak go nazwiemy? - spytałem, chcąc potwierdzić zadane mi pytanie. Gdy Skra kiwnęła głową, zacząłem zastanawiać się jak można by było nazwać owe stworzonko. 
- Może...Szybcioch? - nie byłem zbyt pewny swojej decyzji, jednak nie mogłem znaleźć lepszego imienia. Skra nie protestowała tylko krzyknęła nowe imię w stronę dopiero poznanego przyjaciela i ponownie zaczęła się z nim bawić. Podczas gdy ona zatopiła się w swoim świecie, ja rozejrzałem  się wokół. Czy właśnie tak będzie wyglądać nasze życie? W zamknięciu?

*Kawał czasu później*

W Klanie w końcu nastał ten kojący spokój po ostatnich wydarzeniach. Ja i moja siostra urośliśmy i w końcu choć trochę przypominaliśmy mniejsze wersje wojowników, którymi chcieliśmy się kiedyś stać. Ale nie wszystko można przecież dostać od razu, prawda?
- Skra! - mruknąłem, podczas gdy moja siostra ganiała uciekający liść. Zastanawiałem się od zawsze skąd u niej tyle energii, musiałem przyznać, że nadal tego nie rozumiałem. Siostra podbiegła do mnie lekko zdyszana i w końcu usiadła.
- Tak?
- Ciekawe gdzie jest Szybcioch - zaśmiałem się. Wiedziałem, że najpewniej już go nigdy nie zobaczymy, jednakże z nudów lubiłem wspominać przeszłość, pomimo, że niektórych rzeczy nie powinno się ponownie rozdrapywać.

<Skra?>