*pierwsza część jest sprzed opuszczenia żłobka przez dzieciarnię i Błękit*
Ustawiła się przodem do słońca, tak by ogrzewało ono jej niebieski pyszczek. Nie była głodna, ale widok Czaplego Potoku, pałaszującego zdobycz, wzmógł jej apetyt. Chcąc, nie chcąc, musiała przykucnąć, by sama spożyć królika. Jego mięso było świeże i delikatne. Niemal czuła, jak jej brat pokonywał skokami kolejne odległości, by nakarmić klan. Wiatr w sierści, muchy w zębach...
Westchnęła, z żalem odwracając się, by ocenić stan swoich pociech. Hiacynt siedział na Chaber, krzycząc tryumfalnie. Młoda kotka broniła się, wściekle bijąc łapami boki brata, jednak łaciaty był wyraźnie silniejszy. To on wygrywał tę walkę, pod okiem czujnego Narcyza, który najwyraźniej nie chciał zniżyć się do ich poziomu (najprawdopodobniej dlatego, że nie chciał ubrudzić sobie futerka). Oj... Czemu dzieci musiały być tak skomplikowane?
Zastępczyni westchnęła, odwracając się do brata, jednak jego uśmiech podniósł ją na duchu. Wszystko będzie dobrze...
***
- Może dokądś pójdziemy?
Czekoladowy wojownik zaśmiał się, po czym pacnął kotkę ogonem w bark. Odpowiedziała uśmiechem, ochoczo podrywając się na równe łapy.
- Och, Błękit... Dopiero wróciłaś z patrolu...
Czapli Potok zerknął na nią z troską, niepewnie przekrzywiając głowę.
- Wiem, wiem, po prostu... Od czasu gdy wyszłam z kociarni rozpiera mnie energia! W ogóle, wciąż nie mogę uwierzyć że przez to wszystko przeszłam! Wiesz... Poród, miałam takie...
Syn Białej Sadzawki podniósł się na łapy, tym razem przesuwając ogonem po jej karku.
- Dobrze, dobrze. Zgoda, w sumie chętnie się przejdę.
Kochała go. Kochała Czaplę, miał tyle... Tyle zalet! Błękit mogłaby godzinami rozprawiać o "cudowności" brata, o ile ktokolwiek zechciałby jej słuchać. Teraz też podskoczyła radośnie, strzygąc uszam.i. Zgodził się, pójdą na wycieczkę, pomimo że kocur mógł być zmęczony, czy zwyczajnie mieć dosyć jej gadaniny!
Pognała do wyjścia z obozu jak uczeń, który spieszy się na pierwszy trening. Zauważyła że Czapli lekko drgnęły wąsy, w półuśmiechu, gdy podążył za nią.
- Uch, cieszę się że Pora Nagich Drzew się skończyła tylko... Wiesz, całkiem lubię śnieg...
- Było mniej zwierzyny - dokończył ochoczo Czapli Potok. Błękitna Cętka poczekała aż odejdą trochę od obozu, nim przystanęła, nerwowo wbijając pazury w ziemię.
- Eee... Pamiętasz jak zapytałeś kim jest ojciec kociąt?
Czekoladowy uniósł na siostrę zaskoczony wzrok, po czym potaknął.
- No... Tak myślę... Mówiłeś coś o... O NIM.
O naszym... Tacie.
Zastępczyni spuściła głowę, tak by nie zauważył że jej ślepia zaszkliły się delikatnie.
- Tak myślę... Byłam wtedy zmęczona, zdenerwowana. Wiesz co - dodała już pewniej. - Pójdziemy na prosty układ. Ty rozwiniesz temat naszego... Płodziciela, a ja... Uch, mojego p-partnera.
Zawahała się przy ostatnim słowie, przygryzając wargę.
<Czapka? Nie wiem co to jest, wiem, zepsułam Ci charakter ;-; >
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)
Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błękitna Cętka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błękitna Cętka. Pokaż wszystkie posty
16 września 2019
18 sierpnia 2019
Od Błękitnej Cętki CD Mokrej Blizny
*W linii czasowej sprzed gówniaków i śmierci Hiacynta Seniora*
- Nie bój się mnie. To że jestem troszeczkę szurnięta, nie znaczy że od razu zrobię coś tobie lub sobie.
Błękit przetoczyła się na grzbiet, obserwując chmury, mknące po niebie. Zmarszczyła szary nos, wyłuskując spomiędzy palców kilka źdźbeł trawy. Kochany Mokry. Opowiedział jej o tym, zwierzył się z tego, czego chciała Błękitna Cętka. Zamruczała przepraszająco w jego kierunku, wsadzając stokrotkę za jego niebieskie ucho.
- Byłaby z ciebie bardzo ładna kotka - zażartowała, po czym podskoczyła na równe łapy. - Chodźmy, piszczki same się nie złapią!
Cętkowana machnęła przyzywająco ogonem i ruszyła w górę zbocza. Trawa była cudownie miękka i sprężysta, jednak córka Białej Sadzawki udała się na wydeptaną ścieżkę.
- Tutaj łatwiej znaleźć tropy zwierzyny - wyjaśniła. Mokra Blizna poważnie pokiwał głową, ruszając równolegle do zastępczyni. Szli w milczeniu, poszukując tropów zwierzyny. Błękitna Cętka wyczuła nikły zapach królika, tuż koło bardziej metalicznego krwi. Czyżby ktoś ich ubiegł?
- Błękit, co to jest?
Niebieska podążyła za jego spojrzeniem i skamieniała.
- Na mordę jeża - warknęła, a kocur zerknął na nią z niepokojem.
Znajdowali się zdecydowanie zbyt blisko. W polu rażenia.
- Musiała do nas przyjść z Klanu Klifu - syknęła kocica, kuląc się przy ziemi. - Mokry, cofnij się!
Kocur przekrzywił głowę i wykonał powolny ruch, ostrożnie stawiając łapy na trawie. Jedno uderzenie serca, dwa. Wciąż byli zbyt blisko.
- Co to? - zapytał zaintrygowany wojownik. Był taki młody. "Cofnij się" błagała w myślach Błękitna Cętka. "Cofnij się, żebym mogła to zabić".
- To żmija - objaśniła powoli.
Na pyszczku kocura pojawił się błysk zrozumienia i strachu.
- Ciernista Gwiazda mi o nich mówiła - wyszeptał.
Córka Boćka niecierpliwie pokiwała głową. Gad zdążył się nimi zainteresować, sunął teraz powoli w kierunku Mokrego. Zbyt mało czasu.
- Nie atakują, jeżeli nie dasz im powodu do ataku - wyszeptała kocica. Zbyt późno uspokoiła drgający ogon, po czym zdała sobie sprawę że nie zaleciła tego synowi Deszczowego Poranku. Mokra Blizna zdążył zrobić to sam, jednak gniewu żmiji nie można już było powstrzymać. Rozsierdzona tym, że dwa koty weszły jej w paradę, wybrała pierwszy cel. Wojownika, stojącego dużo bliżej niż zastępczyni. Wyskoczyła w tym samym momencie, gdy Błękit odbiła się od ziemi. Zęby węża zacisnęły się na barku kocicy, która wydała z siebie mimowolny jęk. Nagle wszystko stało się takie... Rozmazane. Mokry wyglądał niesamowicie zabawnie... I trawa była jakoś tak inaczej! Niebieska prychnęła cicho.
- Hm... Mok... No... Czmu szystko jest do góry nogami?
Potem przechyliła się niebezpieczne, strasząc żmiję, która podpełzła na skraj udeptanego szlaku, sycząc wściekle.
<Mokry? Sorry, że tak długo :c>
- Nie bój się mnie. To że jestem troszeczkę szurnięta, nie znaczy że od razu zrobię coś tobie lub sobie.
Błękit przetoczyła się na grzbiet, obserwując chmury, mknące po niebie. Zmarszczyła szary nos, wyłuskując spomiędzy palców kilka źdźbeł trawy. Kochany Mokry. Opowiedział jej o tym, zwierzył się z tego, czego chciała Błękitna Cętka. Zamruczała przepraszająco w jego kierunku, wsadzając stokrotkę za jego niebieskie ucho.
- Byłaby z ciebie bardzo ładna kotka - zażartowała, po czym podskoczyła na równe łapy. - Chodźmy, piszczki same się nie złapią!
Cętkowana machnęła przyzywająco ogonem i ruszyła w górę zbocza. Trawa była cudownie miękka i sprężysta, jednak córka Białej Sadzawki udała się na wydeptaną ścieżkę.
- Tutaj łatwiej znaleźć tropy zwierzyny - wyjaśniła. Mokra Blizna poważnie pokiwał głową, ruszając równolegle do zastępczyni. Szli w milczeniu, poszukując tropów zwierzyny. Błękitna Cętka wyczuła nikły zapach królika, tuż koło bardziej metalicznego krwi. Czyżby ktoś ich ubiegł?
- Błękit, co to jest?
Niebieska podążyła za jego spojrzeniem i skamieniała.
- Na mordę jeża - warknęła, a kocur zerknął na nią z niepokojem.
Znajdowali się zdecydowanie zbyt blisko. W polu rażenia.
- Musiała do nas przyjść z Klanu Klifu - syknęła kocica, kuląc się przy ziemi. - Mokry, cofnij się!
Kocur przekrzywił głowę i wykonał powolny ruch, ostrożnie stawiając łapy na trawie. Jedno uderzenie serca, dwa. Wciąż byli zbyt blisko.
- Co to? - zapytał zaintrygowany wojownik. Był taki młody. "Cofnij się" błagała w myślach Błękitna Cętka. "Cofnij się, żebym mogła to zabić".
- To żmija - objaśniła powoli.
Na pyszczku kocura pojawił się błysk zrozumienia i strachu.
- Ciernista Gwiazda mi o nich mówiła - wyszeptał.
Córka Boćka niecierpliwie pokiwała głową. Gad zdążył się nimi zainteresować, sunął teraz powoli w kierunku Mokrego. Zbyt mało czasu.
- Nie atakują, jeżeli nie dasz im powodu do ataku - wyszeptała kocica. Zbyt późno uspokoiła drgający ogon, po czym zdała sobie sprawę że nie zaleciła tego synowi Deszczowego Poranku. Mokra Blizna zdążył zrobić to sam, jednak gniewu żmiji nie można już było powstrzymać. Rozsierdzona tym, że dwa koty weszły jej w paradę, wybrała pierwszy cel. Wojownika, stojącego dużo bliżej niż zastępczyni. Wyskoczyła w tym samym momencie, gdy Błękit odbiła się od ziemi. Zęby węża zacisnęły się na barku kocicy, która wydała z siebie mimowolny jęk. Nagle wszystko stało się takie... Rozmazane. Mokry wyglądał niesamowicie zabawnie... I trawa była jakoś tak inaczej! Niebieska prychnęła cicho.
- Hm... Mok... No... Czmu szystko jest do góry nogami?
Potem przechyliła się niebezpieczne, strasząc żmiję, która podpełzła na skraj udeptanego szlaku, sycząc wściekle.
<Mokry? Sorry, że tak długo :c>
Od Błękitnej Cętki CD Niezapominajkowego Szlaku
*W linii czasowej sprzed gówniaków i śmierci Hiacynta Seniora*
Błękit zachichotała.
- Spokojnie, skarbie, z całą pewnością zdążymy zrobić te wszystkie czadowe rzeczy!
Niezapominajkowy Szlak odpowiedziała radosnym parsknięciem. Puściły się biegiem. Błękitna Cętka zmrużyła oczy. Jej życie było takie... Super. Miała ukochanego, który czekał na nią tuż za Drogą Grzmotu, była odpowiedzialnym (no prawie) zastępcą, grono przyjaciół, na bieżąco rozwiązywała wszystkie problemy. Uśmiechnęła się do wojowniczki. Liliowa mknęła u jej boku. Jej sierść rozwiewał wiatr, zielone ślepia błyszczały z podekscytowania. Córka Białej Sadzawki z gracją przeskoczyła nad szeroką rozpadliną. Obie kotki zaczęły zwalniać, w miarę jak teren wznosił się wyżej. Niezapominajka przystawiła nos do ziemi, szukając zdobyczy. Zastępczyni przyglądała się jej przez dłuższą chwilę. Musi powiedzieć Brzoskwiniowej Gwieździe, że młoda wojowniczka jest gotowa by trenować ucznia. Och, Błękit niemal widziała to podekscytowanie na jej pyszczku...
- O czym myślisz? Pytam, bo wyglądasz jakbyś była bardzo, bardzo zamyślona, przeoczyłaś tamten trop królika, ale nie przejmuj się, zaraz go złapiemy! Poza tym jeżeli mi powiesz, to będę mogła ci pomóc, prawda? Co da łebki to nie jeden i w ogóle... Ale jak nie chcesz to nie mów, nie obrażę się!
Błękitna Cętka pokręciła głową.
- To nic ważnego, po prostu widziałam z jakim skupieniem szukasz zwierzyny, myślałam że za niedługo dostaniesz ucznia...
- O, naprawdę?! Ale czad! Myślisz że jestem gotowa?
Niebieska twierdząco kiwnęła głową, uśmiechając się delikatnie. Ruszyła przodem, depcząc po mokrej od rosy trawie, tym razem całkowicie skupiając się na polowaniu. Niezapominajka ruszyła w drugą stronę, przez moment nucąc pod nosem. Zastępczyni wciągnęła głośno powietrze, automatycznie zginając łapy i opuszczając ogon. Zaczęła skradać się za wciąż świeżym tropem królika. Jej łapy same wybierały jak najlepsze miejsca do ich postawienia. Odetchnęła, wraz z tlenem do jej płuc dostała się piżmowa woń zwierzyny. Piszczka była niedaleko. W chwili gdy Błękit ją dostrzegła, wychwyciła także nieznajomy dźwięk. Jej ucho obróciło się w tamtym kierunku. A co jeżeli to samotnik? Zaatakował Niezapominajkowy Szlak? A teraz... Skradał się także i do niej, Błękitnej Cętki?! Nigdzie nie zauważyła córki Nowiu, a ktoś kto ją śledził, stał pod wiatr, toteż zastępczyni nie wyczuwała jego zapachu. Trudno, najwyżej przepadnie jej królik... Wyskoczyła w kierunku przeciwnika, w chwili gdy on zrobił dokładnie to samo...
- Niezapominajka?!
- Błękit?!
Wpadły na siebie, w locie, po czym potoczyły się po ziemi, w bezwładnym kłębku uszu, łap i ogonów. Trawa uginała się, znacząc szlak ich trasy. Wpadły w ogromną kępę wrzosu. Chwilę leżały w milczeniu. Pierwsza nie wytrzymała Błękitna Cętka, parskając gromkim śmiechem. W kolejnym uderzeniu serca w jej ślady poszła też Niezapominajkowy Szlak. Spłoszony królik oddalił się w podskokach, do bezpiecznej nory. Cętkowana otarła łzy radości i ulgi. Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo skomplikuje się jej życie już w księżyc później...
***
- Proszę!
Błękit szybko otarła łzy i podniosła się do siadu, nakładając na pyszczek sztuczny uśmiech. Zamaskowała ból i strach, chociaż tak bardzo chciała dać się im pochłonąć. Dzieciarnią zaopiekował się "wujcio Burza" i Błękit miała trochę czasu dla siebie. Kogo to jednak przywiało pod wejście kociarni? Czaplę? Światełko?
Pomimo tych przemyśleń Błękitna Cętka nie zdziwiła się gdy zauważyła Niezapominajkowy Szlak. Liliowa przeskoczyła radośnie przez próg, wysoko unosząc gruby ogon.
- Cześć Błękitna Cętko! Zobacz co ci przyniosłam!
Niebieska uniosła głowę, gdy przed jej pyszczkiem wylądował spory królik.
- Och, dzięki...
- To przecież nie problem! - zapewniła ją Niezapominajka. - Przyszłam zobaczyć jak się czujesz, bo najpierw kociaki, a potem zginęła twoja mama... To znaczy Hiacynt, Narcyz i Chaber są przeuroczy, ale na pewno trzeba się nimi dużo opiekować...
Cętkowana skinęła głową, ale myślami była daleko stąd.
- To miłe, dziękuję. Jeżeli będę potrzebowała pomocy to cię zawołałam, w końcu nie możemy bez przerwy męczyć Burzowego Serca.
Zaśmiały się, choć dźwiękowi jaki wydała z siebie niebieska bliżej było do płaczu. Mimo wszystko cieszyła się. Cieszyła się, że Klan Burzy na kogoś takiego jak Niezapominajka, kogoś kto opromienia nawet te najczarniejsze dni. Bo na Błękit już nikt nie mógł liczyć.
<Meh, coś mi mówi że się spóźniłam... W takim razie, możemy kontynuować sesję, jak Niezapominajka będzie znowu na terenach KB ฅ^•ﻌ•^ฅ >
Błękit zachichotała.
- Spokojnie, skarbie, z całą pewnością zdążymy zrobić te wszystkie czadowe rzeczy!
Niezapominajkowy Szlak odpowiedziała radosnym parsknięciem. Puściły się biegiem. Błękitna Cętka zmrużyła oczy. Jej życie było takie... Super. Miała ukochanego, który czekał na nią tuż za Drogą Grzmotu, była odpowiedzialnym (no prawie) zastępcą, grono przyjaciół, na bieżąco rozwiązywała wszystkie problemy. Uśmiechnęła się do wojowniczki. Liliowa mknęła u jej boku. Jej sierść rozwiewał wiatr, zielone ślepia błyszczały z podekscytowania. Córka Białej Sadzawki z gracją przeskoczyła nad szeroką rozpadliną. Obie kotki zaczęły zwalniać, w miarę jak teren wznosił się wyżej. Niezapominajka przystawiła nos do ziemi, szukając zdobyczy. Zastępczyni przyglądała się jej przez dłuższą chwilę. Musi powiedzieć Brzoskwiniowej Gwieździe, że młoda wojowniczka jest gotowa by trenować ucznia. Och, Błękit niemal widziała to podekscytowanie na jej pyszczku...
- O czym myślisz? Pytam, bo wyglądasz jakbyś była bardzo, bardzo zamyślona, przeoczyłaś tamten trop królika, ale nie przejmuj się, zaraz go złapiemy! Poza tym jeżeli mi powiesz, to będę mogła ci pomóc, prawda? Co da łebki to nie jeden i w ogóle... Ale jak nie chcesz to nie mów, nie obrażę się!
Błękitna Cętka pokręciła głową.
- To nic ważnego, po prostu widziałam z jakim skupieniem szukasz zwierzyny, myślałam że za niedługo dostaniesz ucznia...
- O, naprawdę?! Ale czad! Myślisz że jestem gotowa?
Niebieska twierdząco kiwnęła głową, uśmiechając się delikatnie. Ruszyła przodem, depcząc po mokrej od rosy trawie, tym razem całkowicie skupiając się na polowaniu. Niezapominajka ruszyła w drugą stronę, przez moment nucąc pod nosem. Zastępczyni wciągnęła głośno powietrze, automatycznie zginając łapy i opuszczając ogon. Zaczęła skradać się za wciąż świeżym tropem królika. Jej łapy same wybierały jak najlepsze miejsca do ich postawienia. Odetchnęła, wraz z tlenem do jej płuc dostała się piżmowa woń zwierzyny. Piszczka była niedaleko. W chwili gdy Błękit ją dostrzegła, wychwyciła także nieznajomy dźwięk. Jej ucho obróciło się w tamtym kierunku. A co jeżeli to samotnik? Zaatakował Niezapominajkowy Szlak? A teraz... Skradał się także i do niej, Błękitnej Cętki?! Nigdzie nie zauważyła córki Nowiu, a ktoś kto ją śledził, stał pod wiatr, toteż zastępczyni nie wyczuwała jego zapachu. Trudno, najwyżej przepadnie jej królik... Wyskoczyła w kierunku przeciwnika, w chwili gdy on zrobił dokładnie to samo...
- Niezapominajka?!
- Błękit?!
Wpadły na siebie, w locie, po czym potoczyły się po ziemi, w bezwładnym kłębku uszu, łap i ogonów. Trawa uginała się, znacząc szlak ich trasy. Wpadły w ogromną kępę wrzosu. Chwilę leżały w milczeniu. Pierwsza nie wytrzymała Błękitna Cętka, parskając gromkim śmiechem. W kolejnym uderzeniu serca w jej ślady poszła też Niezapominajkowy Szlak. Spłoszony królik oddalił się w podskokach, do bezpiecznej nory. Cętkowana otarła łzy radości i ulgi. Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo skomplikuje się jej życie już w księżyc później...
***
- Proszę!
Błękit szybko otarła łzy i podniosła się do siadu, nakładając na pyszczek sztuczny uśmiech. Zamaskowała ból i strach, chociaż tak bardzo chciała dać się im pochłonąć. Dzieciarnią zaopiekował się "wujcio Burza" i Błękit miała trochę czasu dla siebie. Kogo to jednak przywiało pod wejście kociarni? Czaplę? Światełko?
Pomimo tych przemyśleń Błękitna Cętka nie zdziwiła się gdy zauważyła Niezapominajkowy Szlak. Liliowa przeskoczyła radośnie przez próg, wysoko unosząc gruby ogon.
- Cześć Błękitna Cętko! Zobacz co ci przyniosłam!
Niebieska uniosła głowę, gdy przed jej pyszczkiem wylądował spory królik.
- Och, dzięki...
- To przecież nie problem! - zapewniła ją Niezapominajka. - Przyszłam zobaczyć jak się czujesz, bo najpierw kociaki, a potem zginęła twoja mama... To znaczy Hiacynt, Narcyz i Chaber są przeuroczy, ale na pewno trzeba się nimi dużo opiekować...
Cętkowana skinęła głową, ale myślami była daleko stąd.
- To miłe, dziękuję. Jeżeli będę potrzebowała pomocy to cię zawołałam, w końcu nie możemy bez przerwy męczyć Burzowego Serca.
Zaśmiały się, choć dźwiękowi jaki wydała z siebie niebieska bliżej było do płaczu. Mimo wszystko cieszyła się. Cieszyła się, że Klan Burzy na kogoś takiego jak Niezapominajka, kogoś kto opromienia nawet te najczarniejsze dni. Bo na Błękit już nikt nie mógł liczyć.
<Meh, coś mi mówi że się spóźniłam... W takim razie, możemy kontynuować sesję, jak Niezapominajka będzie znowu na terenach KB ฅ^•ﻌ•^ฅ >
11 sierpnia 2019
Od Błękitnej Cętki CD Czaplego Potoku
"Kto jest ich ojcem?". Kochany, miły Czapli Potok pytał kim jest płodziciel (?) tych przeuroczych kuleczek. Zastępczyni zerknęła na swoje dzieci. Narcyz praktycznie siedział wujkowi na ogonie, Chaber bawiła się mchem, a Hiacynt tylko doglądał ich poczynań. Dzieci. Jej pierwszy miot. Zacisnęła szczęki, obserwując najstarszego kocurka, w którego imieniu skrywała się... No cóż. Prawda. Odwróciła wzrok, bawiąc się kamykiem pod swoją łapą.
- Ej, Błękit - Czapla uniósł jej podbródek i poruszył brwiami. - Mi możesz powiedzieć. Ktoś cię skrzywdził?
Jej niebieskie oczy na moment rozbłysły paniką.
- Nie, no co ty! - prychnęła ze złością. - On... To naprawdę miły i sympatyczny kocur!
Czekoladowe ślepia Czaplego Potoku wbijały się w jej mordkę.
- I naprawdę nikt nie musi mnie ratować. I... Nie mogę ci powiedzieć. Jest jeszcze za wcześnie.
Wojownik spuścił wzrok i tracił kupkę mchu.
- Za wcześnie na co?
Ból zawładnął ciałem Błękitnej Cętki. Zatrzęsła się delikatnie. Wspomnienia zawładnęły jej umysłem, czuła że nie da rady już dłużej wstrzymać łez.
- Jeden kot już wie - wyszeptała bezradnie. - Ja nie chcę, żeby ktoś jeszcze...
- Och, tak jasne - odburknął Czapla. Błękit tylko przez moment widziała brązowe ślepia brata, ale dostrzegła w nich lekki ból i zawód. Z pewnością było mu przykro, że powiedziała o tym komuś innemu. O kim pomyślał? O Białej Sadzawce? Burzowym Sercu? Przygryzła wargi, powstrzymując wybuch emocji. Nie udało jej się.
- Go już nie ma - załkała. Wtuliła policzek w miękką sierść Czaplego Potoku. Jej łzy spłynęły na wojownika.
- Już nigdy go nie zobaczę - wyszeptała, by jej młode niczego nie usłyszały. - Czapli Potoku, on... Nie żyje. Zginął. Zostawił mnie. Zginął tak jak Ciernista Gwiazda.
Czapla pocieszająco liznął ją w czoło, ale wyczuła w jakim jest szoku. Przylgnęła do brata, trzęsąc się lekko.
- A one nawet nie będą wiedziały kim był. Tak jak my nie znamy naszego taty. Myślisz, że zginął jak bohater? Jesteśmy półkrwi? Czy on jest w Klanie Gwiazdy?
Obserwowała swoją łzę, która spłynęła z jej brody i spadła na podłogę kociarni, zostawiając ślad w kurzu.
<Bro? Przepraszam za jakość, długość i beznadziejność :c>
- Ej, Błękit - Czapla uniósł jej podbródek i poruszył brwiami. - Mi możesz powiedzieć. Ktoś cię skrzywdził?
Jej niebieskie oczy na moment rozbłysły paniką.
- Nie, no co ty! - prychnęła ze złością. - On... To naprawdę miły i sympatyczny kocur!
Czekoladowe ślepia Czaplego Potoku wbijały się w jej mordkę.
- I naprawdę nikt nie musi mnie ratować. I... Nie mogę ci powiedzieć. Jest jeszcze za wcześnie.
Wojownik spuścił wzrok i tracił kupkę mchu.
- Za wcześnie na co?
Ból zawładnął ciałem Błękitnej Cętki. Zatrzęsła się delikatnie. Wspomnienia zawładnęły jej umysłem, czuła że nie da rady już dłużej wstrzymać łez.
- Jeden kot już wie - wyszeptała bezradnie. - Ja nie chcę, żeby ktoś jeszcze...
- Och, tak jasne - odburknął Czapla. Błękit tylko przez moment widziała brązowe ślepia brata, ale dostrzegła w nich lekki ból i zawód. Z pewnością było mu przykro, że powiedziała o tym komuś innemu. O kim pomyślał? O Białej Sadzawce? Burzowym Sercu? Przygryzła wargi, powstrzymując wybuch emocji. Nie udało jej się.
- Go już nie ma - załkała. Wtuliła policzek w miękką sierść Czaplego Potoku. Jej łzy spłynęły na wojownika.
- Już nigdy go nie zobaczę - wyszeptała, by jej młode niczego nie usłyszały. - Czapli Potoku, on... Nie żyje. Zginął. Zostawił mnie. Zginął tak jak Ciernista Gwiazda.
Czapla pocieszająco liznął ją w czoło, ale wyczuła w jakim jest szoku. Przylgnęła do brata, trzęsąc się lekko.
- A one nawet nie będą wiedziały kim był. Tak jak my nie znamy naszego taty. Myślisz, że zginął jak bohater? Jesteśmy półkrwi? Czy on jest w Klanie Gwiazdy?
Obserwowała swoją łzę, która spłynęła z jej brody i spadła na podłogę kociarni, zostawiając ślad w kurzu.
<Bro? Przepraszam za jakość, długość i beznadziejność :c>
Od Błękitnej Cętki
Nie sądziła, że poród aż tak ją wykończy. Kolejne skurcze przeszywały jej ciało.
- To był chyba ostatni - krzyknął Burzowe Serce, odciągając od Błękit trzeciego kociaka. Niebieska położyła głowę na ziemi, oddychając szybko. Była wykończona. Gdy zamknęła oczy ogarnęła ją cudowna ciemność i spokój, które już po chwili zostały zakłócone przez masywnego medyka.
- Błękit, obudź się. Musisz je wylizać i nakarmić.
Zastępczyni poruszyła się lekko, nie otwierając oczu.
- Błękitku, wiem że jesteś wykończona, ale to powinna zrobić ich mama...
- Właśnie mianuję cię ich matką zastępczą.
Burza szerzej otworzył ślepia.
- Jak ja mam je nakarmić?!
- Póki co zajmij się wylizywaniem, a potem... Możesz je przystawić do mojego brzucha i tyle.
Mówienie było takie męczące! Cętkowana machnęła ogonem. Było jej niewygodnie, ale była zbyt zmęczona by zmienić pozycję.
- Co za głupota - parsknęła wrogo Zajęcza Łapa, zerkając na zastępczynię. - Co prawda to powinna robić matka, ale skoro nie chce...
Błękitna Cętka uchyliła powieki dokładnie w momencie, gdy Zajączek kładła na swoich łapach niebieskiego kocurka, idealną kopię Błękit, jeżeli nie liczyć pręgowania. Poczuła coś w środku. Instynkt. Jak pradawny lew, budzący się na słońcu. Nie, ona była lwem. Lwicą, gotową do obrony dzieci! W ułamku sekundy była przy Zajęczej Łapie, wysuwając pazury. Oddychała płytko, z wściekłością, zmęczenie niemal całkowicie zniknęło. Na, Klan Gwiazdy, co właśnie robiła?! Przestraszona i zakłopotana własnym zachowaniem, schwyciła dzieciaka i przygarnęła go do siebie. Przeciągnęła językiem po łebku kociaka, pod włos, by pobudzić je do samodzielnego oddychania. Burzowe Serce uśmiechnął się delikatnie, obserwując młodą matkę. Błękit przeniosła wzrok na kocięta. Dzieci. Jej dzieci. Łza zakręciła się w kąciku jej oka. Starła ją szybkim ruchem łapy.
- Przepraszam, Zajęcza Łapo - mruknęła cicho, z zakłopotaniem. - Nie wiem co we mnie wstąpiło...
Kotka prychnęła i wyszła ze żłobka. Burza pokręcił łebkiem.
- To naturalne Błękitku. Matka zawsze broni swoich młodych.
Ach, a więc to był ten osławiony instynkt macierzyński? Ułożyła kocięta obok swojego brzucha. Same znalazły drogę do mleka. Zastępczyni z zachwytem obserwowała jak piją, sama przeżuwając liście ogórecznika.
- Jak je nazwiesz? - słowa przyjaciela wyrwały ją z zadumy.
Ogarnęła wzrokiem swoje dzieci. Najstarszy kocurek pchnął siostrę, usiłując zgarnąć najlepsze miejsce.
- On będzie... Będzie miał na imię H-hiacynt.
- H-hiacynt? - Burzowe Serce uśmiechnął się szeroko.
Nie wiedziała dlaczego akurat ten kocurek. Po prostu to... Poczuła.
Przypomniała sobie partnera, ich ostatnią rozmowę. Jego prośbę.
- To będzie Narcyz.
"Mam nadzieję, że się cieszysz, skarbie" pomyślała gorzko zastępczyni, mrużąc ślepia. (Jeżeli kogokolwiek intryguje ta kwestia, na dniach zmienię ostatnią wolę Hiacynta Seniora - Uschniętego na Narcyza).
Zerknęła na ostatnią kotkę, która ułożyła się wygodnie pod jej barkiem. Jej córeczka. Błękit otarła łzy i przygryzła wargi.
"Wymyślisz coś ł-ładnego". Tak właśnie powiedział jej martwy już partner.
- To będzie Chaber.
Bury kocur przesunął łapą po ziemi.
- Chciałbym, żebyś wiedziała że możesz na nas liczyć. Na mnie, na Czaplę, twoją mamę... Więc... Możesz mi śmiało powiedzieć kim jest ojciec kociąt.
Błękitna Cętka spuściła wzrok, nie bardzo wiedząc co na to odrzec.
- Oprócz mnie wie jedna osoba. I... To chyba i tak za dużo.
Medyk zmrużył oczy i kiwnął głową.
"Pomyślał o Czapli"przemknęło przez łebek Błękit. Zamruczała rozbawiona. Była z bratem bardzo blisko, niewykluczone że kiedyś zdradzi mu tą tajemnicę. Burzowemu Sercu najprawdopodobniej nawet na myśl nie przyszła pewna niepozorna, wyobcowana wojowniczka. Świetlisty Potok. I lepiej niech tak pozostanie. Pręgowany otworzył pyszczek, by zadać więcej pytań. Przerwał mu jednak dźwięk cichych kroków.
- To był chyba ostatni - krzyknął Burzowe Serce, odciągając od Błękit trzeciego kociaka. Niebieska położyła głowę na ziemi, oddychając szybko. Była wykończona. Gdy zamknęła oczy ogarnęła ją cudowna ciemność i spokój, które już po chwili zostały zakłócone przez masywnego medyka.
- Błękit, obudź się. Musisz je wylizać i nakarmić.
Zastępczyni poruszyła się lekko, nie otwierając oczu.
- Błękitku, wiem że jesteś wykończona, ale to powinna zrobić ich mama...
- Właśnie mianuję cię ich matką zastępczą.
Burza szerzej otworzył ślepia.
- Jak ja mam je nakarmić?!
- Póki co zajmij się wylizywaniem, a potem... Możesz je przystawić do mojego brzucha i tyle.
Mówienie było takie męczące! Cętkowana machnęła ogonem. Było jej niewygodnie, ale była zbyt zmęczona by zmienić pozycję.
- Co za głupota - parsknęła wrogo Zajęcza Łapa, zerkając na zastępczynię. - Co prawda to powinna robić matka, ale skoro nie chce...
Błękitna Cętka uchyliła powieki dokładnie w momencie, gdy Zajączek kładła na swoich łapach niebieskiego kocurka, idealną kopię Błękit, jeżeli nie liczyć pręgowania. Poczuła coś w środku. Instynkt. Jak pradawny lew, budzący się na słońcu. Nie, ona była lwem. Lwicą, gotową do obrony dzieci! W ułamku sekundy była przy Zajęczej Łapie, wysuwając pazury. Oddychała płytko, z wściekłością, zmęczenie niemal całkowicie zniknęło. Na, Klan Gwiazdy, co właśnie robiła?! Przestraszona i zakłopotana własnym zachowaniem, schwyciła dzieciaka i przygarnęła go do siebie. Przeciągnęła językiem po łebku kociaka, pod włos, by pobudzić je do samodzielnego oddychania. Burzowe Serce uśmiechnął się delikatnie, obserwując młodą matkę. Błękit przeniosła wzrok na kocięta. Dzieci. Jej dzieci. Łza zakręciła się w kąciku jej oka. Starła ją szybkim ruchem łapy.
- Przepraszam, Zajęcza Łapo - mruknęła cicho, z zakłopotaniem. - Nie wiem co we mnie wstąpiło...
Kotka prychnęła i wyszła ze żłobka. Burza pokręcił łebkiem.
- To naturalne Błękitku. Matka zawsze broni swoich młodych.
Ach, a więc to był ten osławiony instynkt macierzyński? Ułożyła kocięta obok swojego brzucha. Same znalazły drogę do mleka. Zastępczyni z zachwytem obserwowała jak piją, sama przeżuwając liście ogórecznika.
- Jak je nazwiesz? - słowa przyjaciela wyrwały ją z zadumy.
Ogarnęła wzrokiem swoje dzieci. Najstarszy kocurek pchnął siostrę, usiłując zgarnąć najlepsze miejsce.
- On będzie... Będzie miał na imię H-hiacynt.
- H-hiacynt? - Burzowe Serce uśmiechnął się szeroko.
Nie wiedziała dlaczego akurat ten kocurek. Po prostu to... Poczuła.
Przypomniała sobie partnera, ich ostatnią rozmowę. Jego prośbę.
- To będzie Narcyz.
"Mam nadzieję, że się cieszysz, skarbie" pomyślała gorzko zastępczyni, mrużąc ślepia. (Jeżeli kogokolwiek intryguje ta kwestia, na dniach zmienię ostatnią wolę Hiacynta Seniora - Uschniętego na Narcyza).
Zerknęła na ostatnią kotkę, która ułożyła się wygodnie pod jej barkiem. Jej córeczka. Błękit otarła łzy i przygryzła wargi.
"Wymyślisz coś ł-ładnego". Tak właśnie powiedział jej martwy już partner.
- To będzie Chaber.
Bury kocur przesunął łapą po ziemi.
- Chciałbym, żebyś wiedziała że możesz na nas liczyć. Na mnie, na Czaplę, twoją mamę... Więc... Możesz mi śmiało powiedzieć kim jest ojciec kociąt.
Błękitna Cętka spuściła wzrok, nie bardzo wiedząc co na to odrzec.
- Oprócz mnie wie jedna osoba. I... To chyba i tak za dużo.
Medyk zmrużył oczy i kiwnął głową.
"Pomyślał o Czapli"przemknęło przez łebek Błękit. Zamruczała rozbawiona. Była z bratem bardzo blisko, niewykluczone że kiedyś zdradzi mu tą tajemnicę. Burzowemu Sercu najprawdopodobniej nawet na myśl nie przyszła pewna niepozorna, wyobcowana wojowniczka. Świetlisty Potok. I lepiej niech tak pozostanie. Pręgowany otworzył pyszczek, by zadać więcej pytań. Przerwał mu jednak dźwięk cichych kroków.
<Narcyz? Chaber? Wiem że trochę późno, ale jeżeli odpiszecie to możecie zrobić time skip, bo w obecnej sytuacji niewiele zrobicie c: Albo w sumie to może odpisać ktokolwiek, odwiedzając Błękit w kociarni. Błędy niewątpliwie są, pisane z telefonu >
30 lipca 2019
Od Błękitnej Cętki cd. Świetlistego Potoku
- Coś miłego, czyli...
Błękit zawiesiła wzrok na złocistym motylu. Och jaki był piękny! Jego skrzydła przypominały barwą żółte ślepia Hiacynta. Swoją drogą... Ciekawe co też jej partner porabia. Jak się miewa? Czy niczego mu nie brakuje? Świetlisty Potok prychnęła cicho, przypominając o swoim istnieniu.
- Co się stało? - zamruczała skołowana niebieska. Wojowniczka zmarszczyła brwi.
- Zaczęłaś o czymś mówić, ale nie dokończyłaś - wyjaśniła powoli, jakby tłumaczyła coś kociakowi. - Pytałam czy wydarzyło się coś miłego?
- Em... Ach faktycznie! - uprzytomniła sobie kocica. - Cóż... Ja... Po prostu cieszę się, że wytrenowałaś ucznia, to wszystko.
Uśmiechnęła się niezgrabnie i traciła przyjaciółkę w bark.
- Kto ostatni przy Burzowym Drzewie, ten jest wronią strawą!
*A teraz po śmierci Hiacynta, jakby kto pytał 💔*
Słońce powoli wspinało się po niebie. Noc zamieniała się w dzień, wraz z nią powoli znikała rozpacz Błękit, a pojawiało się nowe uczucie. Wściekłość. I chęć działania. Ból ściskający jej klatkę piersiową był nie do zniesienia. Do tego jeszcze dochodził pulsujący ogon, którego końcówka została znacznie spłaszczona przez potwora Dwunożnych. Jednak Błękitna Cętka nie chciała poddawać się tak łatwo, co to to nie! Zacisnęła szczęki, usiłując myśleć racjonalnie. Mogła iść od razu i odszukać borsuka, którego skórę przyniesie do klanu z powrotem, jak trofeum. Wyciągnęła pazury i wbiła je w glebę. Och, tak. Zemsta. Nie, najpierw musi zanieść ciało Hiacynta do obozu... odprawić czuwanie... Nie, chwila! Przecież klan nie zrozumie, wygnają ją, zawiedzie tyle niewinnych kotów. Czapli Potok, Mokra Blizna, Niezapominajkowy Szlak, Świetlisty... Zamarła, szerzej otwierając błękitne ślepia. Ktoś przeciskał się przez trawy, nawołując cicho. Uspokajająco pogładziła ukochanego po policzku. Zwłoki stały się zimne i wiotkie. Zastępczyni z furią odpędziła kilka much, które zdążyły się zainteresować kocurem. Głos coraz bardziej się przybliżał, aż w końcu kocica go rozpoznała.
- Światełko? - wydukała, stając nad partnerem, by w razie czego przyjąć uderzenie. Po chwili rzeczywiście zobaczyła łaciatą głowę szylkretki, wychylającą się spomiędzy trawy.
- Błękit? J-ja widziałam krew... Co tak strasznie śmierdzi? Na Klan Gwiazdy, twój ogon! I...
Był to chyba najdłuższy monolog w wykonaniu Świetlistego Potoku, jaki córka Boćka kiedykolwiek słyszała. Źrenice wojowniczki zmniejszyły się, gdy zauważyła nad czym stoi cętkowana. Potem zauważyła ból w jej oczach i zacisnęła wargi. Przez pyszczek Błękitnej Cętki przemknął cień niepokoju. Wiedziała?! A zresztą, co to za różnica?! Zastępczyni dźwignęła się ciężko.
- Chcę go pogrzebać - warknęła. - Nie... Nie możesz mi tego zabronić!
Gorączkowo szukała buntu w oczach wojowniczki, tamta była po prostu zdziwiona. Niebieska z furią obnażyła kły i schwyciła partnera za luźną skórę na karku. W niczym nie przypominała radosnej Błękitnej Cętki, jaką była ledwie wschód słońca temu. Szylkretka otworzyła niemo wargi, wpatrując się w przyjaciółkę.
- Nie masz prawa sprzeciwiać się zastępcy - dalej gniewnie syczała Błękit. - Najlepiej wracaj do obozu.
Jej wściekłe spojrzenie przeszyło przyjaciółkę, gdy zacisnęła mocniej szczęki na karku Hiacynta, po czym ruszyła przez Drogę Grzmotu.
- Błękit, co ty...
Świst pierwszego potwora zagłuszył słowa wojowniczki. Córka Białej Sadzawki odczekała kilka uderzeń serca, by wejść na asfalt, ciągnąc ciało partnera za sobą. No właśnie. Ciało. Bo GO już tam nie było. Zagryzła wargi, ignorując łzy cisnące się do jej oczu, oraz ból, spowodowany zgniecioną końcówką ogona. Widok Świetlistego Potoku był tak irracjonalny, że aż niemożliwy. Łaciata zatrzymała się przed Drogą Grzmotu, wyraźnie skołowana. Błękitna Cętka ruszyła do przodu, z dumą unosząc głowę. Ciało jej ukochanego było coraz bardziej zakurzone. Skuliła się, czekając aż kolejny potwór przemknie przed jej ślepiami. Poczuła że przechodzi ją dreszcz i z przerażeniem zdała sobie sprawę, że budzi go sam zapach bestii. Czym prędzej dobrnęła do drugiego brzegu ulicy. Ruszyła jeszcze kawałek, między krzewy, po czym zatrzymała się niedaleko rozległego bagna. Tutaj ziemia była miękka i mokra od wczorajszego deszczu. Błękit wbiła w nią pazury. Z początku bez przekonania, później coraz energiczniej rozkopywała trawę. Gleba oblepiła jej spocone boki, rozdarte łapy i obolały ogon. To było idealne miejsce na spoczynek dla jej partnera. Czy tutaj przebiegają legendarne linie mocy, ułatwiające rozmowy z Gwiezdnymi? Zastępczyni miała cichą nadzieję, że tak. Dół powiększał się z każdym uderzeniem serca. Błękitna Cętka czuła obecność Światełka, jednak jej nie widziała. Z zadumą wyskoczyła z wgłębienia i podeszła do partnera, dotykając nosem jego nosa.
- Będę tęsknić - wyszeptała z żalem. - I zemszczę się. Obiecuję.
Dłuższą chwilę stała, po prostu oddychając, by następnie zepchnąć zwłoki do dołu. Jej oddech zmienił się na płytszy, gdy z powrotem go zakopywała, zostawiając ciało Hiacynta pod ziemią już na zawsze. Zgniotła kwiat - ostatni prezent od kocura. Jego nasiona rozsypała na świeżo skopanej ziemi. Urosną, wielkie i piękne... Inne. Jak ich miłość.
- Wiem że tu jesteś Świetlisty Potoku - powiedziała z żalem. - Możesz wyjść. Skończyłam.
Wojowniczka ostrożnie wyłoniła się spomiędzy liści. Przykucnęła niedaleko zastępczyni, która odwróciła się do niej plecami. Łaciata bała się, że Błękit ją zaatakuje?
- Wiesz co jest najsmutniejsze? - zapytała spokojnie Błękitna Cętka.
Delikatny wietrzyk rozwiał jej posklejane krwią futro.
- On ich nawet nie zobaczy.
- Kogo nie zobaczy? - Niebieskie oczy wojowniczki nieco się powiększyły. Zastępczyni roześmiała się żałośnie, niemal histerycznie.
- Swoich... naszych dzieci. Światełko ja... Jestem w ciąży.
Błękit zawiesiła wzrok na złocistym motylu. Och jaki był piękny! Jego skrzydła przypominały barwą żółte ślepia Hiacynta. Swoją drogą... Ciekawe co też jej partner porabia. Jak się miewa? Czy niczego mu nie brakuje? Świetlisty Potok prychnęła cicho, przypominając o swoim istnieniu.
- Co się stało? - zamruczała skołowana niebieska. Wojowniczka zmarszczyła brwi.
- Zaczęłaś o czymś mówić, ale nie dokończyłaś - wyjaśniła powoli, jakby tłumaczyła coś kociakowi. - Pytałam czy wydarzyło się coś miłego?
- Em... Ach faktycznie! - uprzytomniła sobie kocica. - Cóż... Ja... Po prostu cieszę się, że wytrenowałaś ucznia, to wszystko.
Uśmiechnęła się niezgrabnie i traciła przyjaciółkę w bark.
- Kto ostatni przy Burzowym Drzewie, ten jest wronią strawą!
*A teraz po śmierci Hiacynta, jakby kto pytał 💔*
Słońce powoli wspinało się po niebie. Noc zamieniała się w dzień, wraz z nią powoli znikała rozpacz Błękit, a pojawiało się nowe uczucie. Wściekłość. I chęć działania. Ból ściskający jej klatkę piersiową był nie do zniesienia. Do tego jeszcze dochodził pulsujący ogon, którego końcówka została znacznie spłaszczona przez potwora Dwunożnych. Jednak Błękitna Cętka nie chciała poddawać się tak łatwo, co to to nie! Zacisnęła szczęki, usiłując myśleć racjonalnie. Mogła iść od razu i odszukać borsuka, którego skórę przyniesie do klanu z powrotem, jak trofeum. Wyciągnęła pazury i wbiła je w glebę. Och, tak. Zemsta. Nie, najpierw musi zanieść ciało Hiacynta do obozu... odprawić czuwanie... Nie, chwila! Przecież klan nie zrozumie, wygnają ją, zawiedzie tyle niewinnych kotów. Czapli Potok, Mokra Blizna, Niezapominajkowy Szlak, Świetlisty... Zamarła, szerzej otwierając błękitne ślepia. Ktoś przeciskał się przez trawy, nawołując cicho. Uspokajająco pogładziła ukochanego po policzku. Zwłoki stały się zimne i wiotkie. Zastępczyni z furią odpędziła kilka much, które zdążyły się zainteresować kocurem. Głos coraz bardziej się przybliżał, aż w końcu kocica go rozpoznała.
- Światełko? - wydukała, stając nad partnerem, by w razie czego przyjąć uderzenie. Po chwili rzeczywiście zobaczyła łaciatą głowę szylkretki, wychylającą się spomiędzy trawy.
- Błękit? J-ja widziałam krew... Co tak strasznie śmierdzi? Na Klan Gwiazdy, twój ogon! I...
Był to chyba najdłuższy monolog w wykonaniu Świetlistego Potoku, jaki córka Boćka kiedykolwiek słyszała. Źrenice wojowniczki zmniejszyły się, gdy zauważyła nad czym stoi cętkowana. Potem zauważyła ból w jej oczach i zacisnęła wargi. Przez pyszczek Błękitnej Cętki przemknął cień niepokoju. Wiedziała?! A zresztą, co to za różnica?! Zastępczyni dźwignęła się ciężko.
- Chcę go pogrzebać - warknęła. - Nie... Nie możesz mi tego zabronić!
Gorączkowo szukała buntu w oczach wojowniczki, tamta była po prostu zdziwiona. Niebieska z furią obnażyła kły i schwyciła partnera za luźną skórę na karku. W niczym nie przypominała radosnej Błękitnej Cętki, jaką była ledwie wschód słońca temu. Szylkretka otworzyła niemo wargi, wpatrując się w przyjaciółkę.
- Nie masz prawa sprzeciwiać się zastępcy - dalej gniewnie syczała Błękit. - Najlepiej wracaj do obozu.
Jej wściekłe spojrzenie przeszyło przyjaciółkę, gdy zacisnęła mocniej szczęki na karku Hiacynta, po czym ruszyła przez Drogę Grzmotu.
- Błękit, co ty...
Świst pierwszego potwora zagłuszył słowa wojowniczki. Córka Białej Sadzawki odczekała kilka uderzeń serca, by wejść na asfalt, ciągnąc ciało partnera za sobą. No właśnie. Ciało. Bo GO już tam nie było. Zagryzła wargi, ignorując łzy cisnące się do jej oczu, oraz ból, spowodowany zgniecioną końcówką ogona. Widok Świetlistego Potoku był tak irracjonalny, że aż niemożliwy. Łaciata zatrzymała się przed Drogą Grzmotu, wyraźnie skołowana. Błękitna Cętka ruszyła do przodu, z dumą unosząc głowę. Ciało jej ukochanego było coraz bardziej zakurzone. Skuliła się, czekając aż kolejny potwór przemknie przed jej ślepiami. Poczuła że przechodzi ją dreszcz i z przerażeniem zdała sobie sprawę, że budzi go sam zapach bestii. Czym prędzej dobrnęła do drugiego brzegu ulicy. Ruszyła jeszcze kawałek, między krzewy, po czym zatrzymała się niedaleko rozległego bagna. Tutaj ziemia była miękka i mokra od wczorajszego deszczu. Błękit wbiła w nią pazury. Z początku bez przekonania, później coraz energiczniej rozkopywała trawę. Gleba oblepiła jej spocone boki, rozdarte łapy i obolały ogon. To było idealne miejsce na spoczynek dla jej partnera. Czy tutaj przebiegają legendarne linie mocy, ułatwiające rozmowy z Gwiezdnymi? Zastępczyni miała cichą nadzieję, że tak. Dół powiększał się z każdym uderzeniem serca. Błękitna Cętka czuła obecność Światełka, jednak jej nie widziała. Z zadumą wyskoczyła z wgłębienia i podeszła do partnera, dotykając nosem jego nosa.
- Będę tęsknić - wyszeptała z żalem. - I zemszczę się. Obiecuję.
Dłuższą chwilę stała, po prostu oddychając, by następnie zepchnąć zwłoki do dołu. Jej oddech zmienił się na płytszy, gdy z powrotem go zakopywała, zostawiając ciało Hiacynta pod ziemią już na zawsze. Zgniotła kwiat - ostatni prezent od kocura. Jego nasiona rozsypała na świeżo skopanej ziemi. Urosną, wielkie i piękne... Inne. Jak ich miłość.
- Wiem że tu jesteś Świetlisty Potoku - powiedziała z żalem. - Możesz wyjść. Skończyłam.
Wojowniczka ostrożnie wyłoniła się spomiędzy liści. Przykucnęła niedaleko zastępczyni, która odwróciła się do niej plecami. Łaciata bała się, że Błękit ją zaatakuje?
- Wiesz co jest najsmutniejsze? - zapytała spokojnie Błękitna Cętka.
Delikatny wietrzyk rozwiał jej posklejane krwią futro.
- On ich nawet nie zobaczy.
- Kogo nie zobaczy? - Niebieskie oczy wojowniczki nieco się powiększyły. Zastępczyni roześmiała się żałośnie, niemal histerycznie.
- Swoich... naszych dzieci. Światełko ja... Jestem w ciąży.
<Świetlista? Z góry przepraszam jeżeli reakcje Światełka są niespójne z charakterem, nie bardzo wiedziałam jak się zachowa ♥️>
20 lipca 2019
Od Błękitnej Cętki
Zaczęło się całkiem niewinnie. Ot gorzej poczuła się na patrolu i musiała odpocząć. Dosłownie króciutkie uderzenie serca. Przeprosiła Czapli Potok, oraz Kwitnącą Polanę, po czym usiadła nieco z boku. Czyżby zjadła nieświeżą mysz? Coś przewróciło się jej w okolicach żołądka i zanim zdążyła policzyć do trzech zwróciła całe śniadanie. Otarła wargi, ale wcale nie poczuła się lepiej. Błękit niepewnie przyjrzała się swojemu odbiciu w kałuży. Końcówki jej uszu znacznie pobladły, odzwierciedlając to jak się czuła. Super. Pośpiesznie dołączyła do grupy i przeprosiła za chwilową niedyspozycję.
- Ej, Błękit. Na pewno wszystko dobrze? - mruknął Czapla, zbliżając się do siostry. Niebieska energicznie kiwnęła głową i spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej tylko krzywy grymas. Odkaszlnęła i zamrugała delikatnie.
- Tak, jasne. Jest dobrze. Mam wszystko pod kontrolą...
- Na pewno? - mruknęła z powątpiewaniem Rozkwit. - Jesteś strasznie blada...
- Nie, nie, wszystko super - odpowiedziała zastępczyni, zerkając na siostrzenicę. - Po prostu... Poczułam się troszkę gorzej, jednak jestem pewna, że to nic ważnego i...
- Pójdziesz do Burzowego Serca - rzekł Czapla, tonem nie znoszącym sprzeciwu. Kwitnąca Polana przytaknęła ojcu. Chcąc nie chcąc, Błękitna Cętka musiała ich posłuchać...
- Ej, Błękit. Na pewno wszystko dobrze? - mruknął Czapla, zbliżając się do siostry. Niebieska energicznie kiwnęła głową i spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej tylko krzywy grymas. Odkaszlnęła i zamrugała delikatnie.
- Tak, jasne. Jest dobrze. Mam wszystko pod kontrolą...
- Na pewno? - mruknęła z powątpiewaniem Rozkwit. - Jesteś strasznie blada...
- Nie, nie, wszystko super - odpowiedziała zastępczyni, zerkając na siostrzenicę. - Po prostu... Poczułam się troszkę gorzej, jednak jestem pewna, że to nic ważnego i...
- Pójdziesz do Burzowego Serca - rzekł Czapla, tonem nie znoszącym sprzeciwu. Kwitnąca Polana przytaknęła ojcu. Chcąc nie chcąc, Błękitna Cętka musiała ich posłuchać...
•••
- Nie wiem, czy powinnienem ci pogratulować - zaczął poważnie Burzowe Serce. Błękit zamrugała niepewnie i przyjrzała się przyjacielowi.
- Zrobiłam coś nie tak? - kocica zmarszczyła brwi, usiłując przypomnieć sobie swój ostatni wybryk. - A może czeka mnie wyjątkowo ciężkie rozwolnienie?
Medyk pokręcił wolno głową.
- To nie temat do żartów. Błękit, ty... Jesteś w ciąży.
Niebieska poczuła, że ciemnieje jej przed oczami. Nie podejrzewała tego, nawet o tym nie pomyślała. Bury wyrwał ją z zamyślenia, kładąc jej łapę na barku.
- Ktoś cię skrzywdził? - zapytał cicho.
- Co?! Nie, oczywiście, że nie!
Zastępczyni słuchała przyjaciela jednym uchem. Musiała, musiała powiedzieć Hiacyntowi. Był honorowym kocurem, na pewno nie zostawi jej samej z kociętami. Kto wie, może nawet zgodzi się dołączyć do klanu... Poczuła drżenie. Nagły impuls, który sprawił, że cała zaczęła się trząść. Coś było nie tak... zdecydowanie nie w porządku. Błękitna Cętka wstała energicznie, przepychając się obok masywnego kocura.
- Muszę iść - mruknęła jak we śnie, przyśpieszając.
- Dokąd? - Burza szerzej otworzył oczy. - Chcesz powiedzieć mamie? Czaplemu Potokowi? Brzoskwiniowej Gwieździe?
- Tak, właśnie im - mruknęła cętkowana, ucieszona, bo kocur podsunął jej gotowe wytłumaczenie. Kiwnęła mu głową i już jej nie było. W zawrotnym tempie opuściła obóz, niemal przewracając Fiołkową Bryzę i Brzozowy Szept. Jej wyćwiczone łapy wspięły się po zboczu. Skakała z kamienia na kamień, rozmyślając o tym, co powiedział jej Burzowe Serce. Będzie miała młode. Będzie mamą... Czy to nie wspaniałe? Zerknęła na swój brzuch i potknęła się o wystający głaz. Utrzymała równowagę i pomknęła dalej. Tak, być może ostatnio rzeczywiście nieco zgrubła. Troszkę. Ciutkę. Dzieci. Ile ich jest? Przystanęła, zerkając na brzuch. Nie powinna być w ciąży. Była zastępczynią. Inne klany mogą uznać to za oznakę słabości...
Pokręciła głową, usiłując wyzbyć się natrętnych myśli. I wtedy to poczuła. Metaliczny, napawający bólem zapach. Woń krwi. Źrenice niebieskiej zmniejszyły się gwałtownie. Krew mieszała się z zapachem Hiacynta i wybijającą się ponad nie odorem wielkiego borsuka. Niebo przecięła błyskawica, zaraz po niej rozległ się grzmot. Błękit przyspieszyła, czując że serce kołacze się w jej piersi. Jeszcze nigdy nie biegła tak szybko, nawet podczas bitwy Klanu Burzy i Nocy. Wokół niej rozlał się ostry zapach strachu. Zacisnęła powieki, obawiając się tego co zobaczy na końcu ścieżki. Instynkt podpowiadał jej, że nie należy iść dalej, sprawiał że z trudem poruszała łapami. Jakaś część jej duszy chciała iść naprzód i zobaczyć się z Hiacyntem. Bez względu na to co ujrzą jej ślepia. Przebiegła jeszcze długość lisa, po czym zwolniła do marszu. Ostrożnie wyjrzała spomiędzy krzewów przy Drodze Grzmotu i głośno nabrała powietrza.
- Nie - wyszeptała i przeskoczyła nad gałęzią. - Hiacynt! - krzyknęła rozdzierająco i upadła obok boku ukochanego, trzęsąc się i szczękając zębami. Zazwyczaj atramentowo czarne futro kocura lśniło od zakrzepłej krwi. Długie szramy i wiele blizn pojawiły się w miejscach, w których ich wcześniej nie było. Wąsy z jednej strony były całkowicie wyrwane, samotnik stracił też kilka kłów. Westchnął płytko, jakby budził się ze snu i z trudem uchylił powieki.
- Błękit? - wychrypiał z bólem. - Błękit t-to ty?
- Zabiorę cię do Burzowego Serca! Nie, czekaj dam ci zioła. Mięta, gdzie jest mięta? Nie, co ja gadam nie mięta jest nam potrzebna!
- Błękit - wychrypiał Hiacynt. Zmarszczył pyszczek i wolno uniósł łapę, po czym ułożył ją na ogonie partnerki. - J-jest już za... Późno.
- Nigdy nie jest za późno - warknęła zastępczyni. - Będzie dobrze, musimy tylko...
- Naprawdę jest już za późno. Posłuchaj.
Błękit otworzyła szerzej oczy, gdy usłyszała ten dźwięk. Pamiętała go jeszcze z bitwy z Klanem Wilka. Powolny płytki oddech, poprzedzony cichym harkotem. Podczas walki widziała młodą biało-niebieską uczennicę, której żebra, przebiły płuca. Nie dało się jej uratować. Odeszła do Klanu Gwiazdy w przeciągu kilkudziesięciu uderzeń serca.
- Nie ruszaj się - poprosiła cichutko córka Boćka. Hiacynt odchrząknął.
- Pytałaś... hiacynt... Ja... Przyniosłem.
Mówienie sprawiało mu trud, więc po prostu rozchylił łapy. Na jego piersi leżał najpiękniejszy kwiat, jaki Błękit w życiu widziała. Miał piękną, niemal granatową barwę i małe liście.
- Jest piękny - wyszeptała. - Jak... Ty.
Łzy spłynęły jej po policzkach. Kocur uśmiechnął się smutno i przesunął łapę na brzuch burzowiczki, jednocześnie z trudem zsuwając kwiat na ziemię.
- Nie... płacz - wyszeptał i zakaszlał. Błękit skrzywiła się i liznęła samotnika w nos.
- Jak mam nie płakać, gdy najlepszy kot jakiego kiedykolwiek poznałam właśnie odchodzi?
To pytanie pozostało bez odpowiedzi. Hiacynt skupił się na utrzymaniu wzroku na partnerce.
- Nie chcę, żebyś była smutna. Nie przeze mnie - kocur znowu zakaszlał i tym razem z jego pyszczka wyleciało nieco krwi. Błękitna Cętka łkała teraz całkiem głośno. Nie mogła znaleźć powietrza, czuła że dusi się w swoim krótkim futerko. Ból niemal rozsadzał jej pierś, choć to nie ona, a Hiacynt miał żebra powoli przebijające płuca. Zdała sobie sprawy jak mało zna partnera. Ilu rzeczy nie zdążyli omówić.
- Jak jest twój ulubiony kolor? - zapytała cicho. Czarny zamyślił się na chwilę.
- Niebieski... Błękitny, a...
- Biały - wykrztusiła z siebie kocica. - Jak śnieg w porze Nagich Drzew. Kto cię zaatakował?
- B-orsuk. Złapał mnie... Rzucił daleko...
Niebieska zatrzęsła się z wściekłości. Najpierw odebrał jej siostrę, teraz partnera. Ból powrócił że zdwojoną siłą, tłukąc się w głębi piersi. Zacisnęła zęby, dopóki nie poczuła słonego smaku krwi.
- Mów do mnie. To... Uspokaja.
Niebieska powstrzymywała łzy.
- Wiesz po co tutaj przybiegłam? - zaczęła i kontynuowała, nie dając ukochanemu czasu na odpowiedź. - Chciałbym zaproponować Ci członkostwo Klanu Burzy. Jak zastępca chyba jestem w stanie przeprowadzić coś takiego...
- Odmówiłabym... Przypomina, zbyt bardzo... Rodzina.
- Kilkaset uderzeń serca wcześniej dowiedziałam się, że będę miała dzieci. To znaczy my będziemy mieli... Och, Hiacyncie, tych ich nawet nie zobaczysz!
Teraz płakała już całkowicie otwarcie, żaląc się na niesprawiedliwość tego świata. Hiacynta wyraźnie zatkało. Zagapił się na kocicę, ostrożnie dobierając słowa, poprzedzone krótkim kaszlem. Już tylko jej dotyk trzymał go przy życiu.
- Dzieci - wyszeptał. - Nasze małe g-ówniaki...
- Nie wiem nawet jak je nazwiemy - mruknęła Błękit. - To znaczy jednego chciałabym nazwać na twoją cześć. Hiacynt... Mój mały Hiacyncik - z uczuciem zerknęła na swój lekko rozdęty brzuch.
- Pamiętasz rozmowę? Suchy... Twoje żarty... - Samotnik wbił pazury w ziemię, czując falę wzbierającego bólu. - Myślę, że jeden mógłby być... U-uschniętym.
- A jeżeli to będzie córka?! - Zastępczyni potrzebowała powietrza. Zbawiennego tlenu, którego nie mogła zdobyć przez ciągłe łkanie.
- Może Chaber? - zamruczał dawny uczeń Jasnego Płomyka. - Wymyślisz coś ł-ładnego.
Deszcz coraz głośniej bębnił o ziemię. Samotnik zacisnął wargi. Ból targnął jego ciałem. Błękit wiedziała co trzeba zrobić. Cis. To było jedyne rozwiązanie, by ukrócić męki jej partnera. Była jednak tchórzem i nie potrafiła się na to zdobyć. Żadna kotka nie powinna patrzeć na śmierć partnera. Przywarła do kocura i przycisnęła głowę do jego łebka.
- Chcę jednego - krzyknęła przez łzy. - Chcę byś trafił do Klanu Gwiazdy! Czy proszę o tak wiele?!
Brwi kocura zmarszczyły się od bólu i zaniepokojenia.
- Nie wiem... Nie przyjmą mnie... Nie urodziłem się tutaj... - zakaszlał, a ziemia przed nim pokryła się szkarłatną cieczą. Błękit wybuchnęła histerycznym śmiechem.
- Czy to ważne?! Jeżeli Klan Gwiazdy tym się kieruje to są idiotami, bo mają przed sobą najlepszego kota, jakiego widział ten las! Nie martw się Hiacyncie. Przyjmą cię, a jeżeli nie, to... Zostanę przywódczynią walczącą z Gwiezdnymi.
Czarny wziął głębszy oddech. Uniósł wzrok, a jego oczy jakby się zamgliły. Uspokoił się, niemal wcale nie zwracając uwagi na krew, powoli oblewającą ziemię obok niego.
- Nie zrób nic głupiego - wymruczał. Uniósł głowę, jakby patrząc na kogoś znacznie wyższego od siebie. - Wzywają mnie.
Spuścił wzrok i wbił go w swoje łapy. Momentalnie się skrzywił.
- Ja... Sądzę, że masz rację. Że mnie... Przyjmą.
W ostatnim desperackim geście uniósł się na łapach i pocałował partnerkę w czoło. Po raz ostatni. Upadł i zwinął się z bólu, przez co żebra jeszcze bardziej przebiły płuca. Błękitna Cętka z przerażeniem obserwowała jak jej ukochany zaczyna się dusić. Nie mogła nic zrobić.
- Kocham Cię, Błękit. I nasze dzieci też. Powiedz im. Chcę...
Ostatnie słowa zamarły mu na ustach. Zesztywniał, z miłością patrząc na zastępczynię. Powoli zamknął oczy i gdyby nie okoliczności wyglądałby jakby spał. Niebieska ryknęła w pochmurne niebo. Krople deszczu zaczęły uderzać o liście, po chwili kocica była przemoczona do ostatniego włoska. Przywarła do partnera, łkając i drapiąc darń pazurami. Rozpacz i wściekłość zalały jej serce.
- Mogłeś walczyć! Mogłeś mnie nie zostawiać! Mnie i NASZYCH dzieci! One nawet nie poznają ojca! Będą jak ja!
Cofnęła się z obrzydzeniem i upadła na Drogę Grzmotu. Z przerażeniem uniosła głowę i dostrzegła światła potwora na horyzoncie. Miała czas. Mogła jeszcze uciec. Tylko... Po co? Położyła się wygodnie, kładąc łapy na brzuchu.
- Przepraszam was - wyszeptała do swoich jeszcze nienarodzonych dzieci. - Nie potrafiłam go uratować. Nie potrafiłam mu pomóc.
Oparła głowę o mokry, rozgrzany asfalt. Potwór stopniowo zmniejszał dzielącą je odległość. Kocica odważnie spojrzała mu w oczy.
- No dalej - warknęła. - Zabij mnie.
Zacisnęła powieki i zaskomliła z bólu, gdy potwór przejechał po jej ogonie. Niemal natychmiast zwolnił, w końcu zatrzymując się zupełnie. Ze środka wyskoczył wyraźnie poddenerwowany Dwunożny.
Zamarła, gdy zbliżył się do niej, mamrocząc pod nosem. Krzyknął kilka słów, które najprawdopodobniej były przekleństwami. Kopnął ją w grzbiet i przetoczył na pobocze. Błękit bała się odezwać. Była pewna, że jeżeli chociaż miauknie to Dwunożny ją zatłucze. Na szczęście, po chwili człowiek dał spokój i ponownie udał się do brzucha potwora. Błękitna Cętka czekała jeszcze kilkadziesiąt uderzeń serca po tym jak jej oprawca odjechał. Potem wstała i bezsilnie opadła, wtulając się w ciemną sierść partnera. Dopiero teraz dotarło do niej co chciała zrobić. Chciała zabić siebie i swoje dzieci. Prawie stała się mordercą.
- To wszystko przez ciebie - załkała w sierść ukochanego. W głębi serca wiedziała, że to nieprawda. Deszcz padał rzęsiście i Błękit nie wiedziała już czy to on, czy jej łzy.
Kiedyś nadejdzie czas zemsty.
Ale jeszcze nie teraz.
Zemsty na borsuku, który odebrał życia Ciernistej Gwieździe i Hiacyntowi. Przez to kocica czuła obrzydzenie do wszystkich przedstawicieli tego gatunku.
Zemsty, która będzie słodka.
- Nie wiem, czy powinnienem ci pogratulować - zaczął poważnie Burzowe Serce. Błękit zamrugała niepewnie i przyjrzała się przyjacielowi.
- Zrobiłam coś nie tak? - kocica zmarszczyła brwi, usiłując przypomnieć sobie swój ostatni wybryk. - A może czeka mnie wyjątkowo ciężkie rozwolnienie?
Medyk pokręcił wolno głową.
- To nie temat do żartów. Błękit, ty... Jesteś w ciąży.
Niebieska poczuła, że ciemnieje jej przed oczami. Nie podejrzewała tego, nawet o tym nie pomyślała. Bury wyrwał ją z zamyślenia, kładąc jej łapę na barku.
- Ktoś cię skrzywdził? - zapytał cicho.
- Co?! Nie, oczywiście, że nie!
Zastępczyni słuchała przyjaciela jednym uchem. Musiała, musiała powiedzieć Hiacyntowi. Był honorowym kocurem, na pewno nie zostawi jej samej z kociętami. Kto wie, może nawet zgodzi się dołączyć do klanu... Poczuła drżenie. Nagły impuls, który sprawił, że cała zaczęła się trząść. Coś było nie tak... zdecydowanie nie w porządku. Błękitna Cętka wstała energicznie, przepychając się obok masywnego kocura.
- Muszę iść - mruknęła jak we śnie, przyśpieszając.
- Dokąd? - Burza szerzej otworzył oczy. - Chcesz powiedzieć mamie? Czaplemu Potokowi? Brzoskwiniowej Gwieździe?
- Tak, właśnie im - mruknęła cętkowana, ucieszona, bo kocur podsunął jej gotowe wytłumaczenie. Kiwnęła mu głową i już jej nie było. W zawrotnym tempie opuściła obóz, niemal przewracając Fiołkową Bryzę i Brzozowy Szept. Jej wyćwiczone łapy wspięły się po zboczu. Skakała z kamienia na kamień, rozmyślając o tym, co powiedział jej Burzowe Serce. Będzie miała młode. Będzie mamą... Czy to nie wspaniałe? Zerknęła na swój brzuch i potknęła się o wystający głaz. Utrzymała równowagę i pomknęła dalej. Tak, być może ostatnio rzeczywiście nieco zgrubła. Troszkę. Ciutkę. Dzieci. Ile ich jest? Przystanęła, zerkając na brzuch. Nie powinna być w ciąży. Była zastępczynią. Inne klany mogą uznać to za oznakę słabości...
Pokręciła głową, usiłując wyzbyć się natrętnych myśli. I wtedy to poczuła. Metaliczny, napawający bólem zapach. Woń krwi. Źrenice niebieskiej zmniejszyły się gwałtownie. Krew mieszała się z zapachem Hiacynta i wybijającą się ponad nie odorem wielkiego borsuka. Niebo przecięła błyskawica, zaraz po niej rozległ się grzmot. Błękit przyspieszyła, czując że serce kołacze się w jej piersi. Jeszcze nigdy nie biegła tak szybko, nawet podczas bitwy Klanu Burzy i Nocy. Wokół niej rozlał się ostry zapach strachu. Zacisnęła powieki, obawiając się tego co zobaczy na końcu ścieżki. Instynkt podpowiadał jej, że nie należy iść dalej, sprawiał że z trudem poruszała łapami. Jakaś część jej duszy chciała iść naprzód i zobaczyć się z Hiacyntem. Bez względu na to co ujrzą jej ślepia. Przebiegła jeszcze długość lisa, po czym zwolniła do marszu. Ostrożnie wyjrzała spomiędzy krzewów przy Drodze Grzmotu i głośno nabrała powietrza.
- Nie - wyszeptała i przeskoczyła nad gałęzią. - Hiacynt! - krzyknęła rozdzierająco i upadła obok boku ukochanego, trzęsąc się i szczękając zębami. Zazwyczaj atramentowo czarne futro kocura lśniło od zakrzepłej krwi. Długie szramy i wiele blizn pojawiły się w miejscach, w których ich wcześniej nie było. Wąsy z jednej strony były całkowicie wyrwane, samotnik stracił też kilka kłów. Westchnął płytko, jakby budził się ze snu i z trudem uchylił powieki.
- Błękit? - wychrypiał z bólem. - Błękit t-to ty?
- Zabiorę cię do Burzowego Serca! Nie, czekaj dam ci zioła. Mięta, gdzie jest mięta? Nie, co ja gadam nie mięta jest nam potrzebna!
- Błękit - wychrypiał Hiacynt. Zmarszczył pyszczek i wolno uniósł łapę, po czym ułożył ją na ogonie partnerki. - J-jest już za... Późno.
- Nigdy nie jest za późno - warknęła zastępczyni. - Będzie dobrze, musimy tylko...
- Naprawdę jest już za późno. Posłuchaj.
Błękit otworzyła szerzej oczy, gdy usłyszała ten dźwięk. Pamiętała go jeszcze z bitwy z Klanem Wilka. Powolny płytki oddech, poprzedzony cichym harkotem. Podczas walki widziała młodą biało-niebieską uczennicę, której żebra, przebiły płuca. Nie dało się jej uratować. Odeszła do Klanu Gwiazdy w przeciągu kilkudziesięciu uderzeń serca.
- Nie ruszaj się - poprosiła cichutko córka Boćka. Hiacynt odchrząknął.
- Pytałaś... hiacynt... Ja... Przyniosłem.
Mówienie sprawiało mu trud, więc po prostu rozchylił łapy. Na jego piersi leżał najpiękniejszy kwiat, jaki Błękit w życiu widziała. Miał piękną, niemal granatową barwę i małe liście.
- Jest piękny - wyszeptała. - Jak... Ty.
Łzy spłynęły jej po policzkach. Kocur uśmiechnął się smutno i przesunął łapę na brzuch burzowiczki, jednocześnie z trudem zsuwając kwiat na ziemię.
- Nie... płacz - wyszeptał i zakaszlał. Błękit skrzywiła się i liznęła samotnika w nos.
- Jak mam nie płakać, gdy najlepszy kot jakiego kiedykolwiek poznałam właśnie odchodzi?
To pytanie pozostało bez odpowiedzi. Hiacynt skupił się na utrzymaniu wzroku na partnerce.
- Nie chcę, żebyś była smutna. Nie przeze mnie - kocur znowu zakaszlał i tym razem z jego pyszczka wyleciało nieco krwi. Błękitna Cętka łkała teraz całkiem głośno. Nie mogła znaleźć powietrza, czuła że dusi się w swoim krótkim futerko. Ból niemal rozsadzał jej pierś, choć to nie ona, a Hiacynt miał żebra powoli przebijające płuca. Zdała sobie sprawy jak mało zna partnera. Ilu rzeczy nie zdążyli omówić.
- Jak jest twój ulubiony kolor? - zapytała cicho. Czarny zamyślił się na chwilę.
- Niebieski... Błękitny, a...
- Biały - wykrztusiła z siebie kocica. - Jak śnieg w porze Nagich Drzew. Kto cię zaatakował?
- B-orsuk. Złapał mnie... Rzucił daleko...
Niebieska zatrzęsła się z wściekłości. Najpierw odebrał jej siostrę, teraz partnera. Ból powrócił że zdwojoną siłą, tłukąc się w głębi piersi. Zacisnęła zęby, dopóki nie poczuła słonego smaku krwi.
- Mów do mnie. To... Uspokaja.
Niebieska powstrzymywała łzy.
- Wiesz po co tutaj przybiegłam? - zaczęła i kontynuowała, nie dając ukochanemu czasu na odpowiedź. - Chciałbym zaproponować Ci członkostwo Klanu Burzy. Jak zastępca chyba jestem w stanie przeprowadzić coś takiego...
- Odmówiłabym... Przypomina, zbyt bardzo... Rodzina.
- Kilkaset uderzeń serca wcześniej dowiedziałam się, że będę miała dzieci. To znaczy my będziemy mieli... Och, Hiacyncie, tych ich nawet nie zobaczysz!
Teraz płakała już całkowicie otwarcie, żaląc się na niesprawiedliwość tego świata. Hiacynta wyraźnie zatkało. Zagapił się na kocicę, ostrożnie dobierając słowa, poprzedzone krótkim kaszlem. Już tylko jej dotyk trzymał go przy życiu.
- Dzieci - wyszeptał. - Nasze małe g-ówniaki...
- Nie wiem nawet jak je nazwiemy - mruknęła Błękit. - To znaczy jednego chciałabym nazwać na twoją cześć. Hiacynt... Mój mały Hiacyncik - z uczuciem zerknęła na swój lekko rozdęty brzuch.
- Pamiętasz rozmowę? Suchy... Twoje żarty... - Samotnik wbił pazury w ziemię, czując falę wzbierającego bólu. - Myślę, że jeden mógłby być... U-uschniętym.
- A jeżeli to będzie córka?! - Zastępczyni potrzebowała powietrza. Zbawiennego tlenu, którego nie mogła zdobyć przez ciągłe łkanie.
- Może Chaber? - zamruczał dawny uczeń Jasnego Płomyka. - Wymyślisz coś ł-ładnego.
Deszcz coraz głośniej bębnił o ziemię. Samotnik zacisnął wargi. Ból targnął jego ciałem. Błękit wiedziała co trzeba zrobić. Cis. To było jedyne rozwiązanie, by ukrócić męki jej partnera. Była jednak tchórzem i nie potrafiła się na to zdobyć. Żadna kotka nie powinna patrzeć na śmierć partnera. Przywarła do kocura i przycisnęła głowę do jego łebka.
- Chcę jednego - krzyknęła przez łzy. - Chcę byś trafił do Klanu Gwiazdy! Czy proszę o tak wiele?!
Brwi kocura zmarszczyły się od bólu i zaniepokojenia.
- Nie wiem... Nie przyjmą mnie... Nie urodziłem się tutaj... - zakaszlał, a ziemia przed nim pokryła się szkarłatną cieczą. Błękit wybuchnęła histerycznym śmiechem.
- Czy to ważne?! Jeżeli Klan Gwiazdy tym się kieruje to są idiotami, bo mają przed sobą najlepszego kota, jakiego widział ten las! Nie martw się Hiacyncie. Przyjmą cię, a jeżeli nie, to... Zostanę przywódczynią walczącą z Gwiezdnymi.
Czarny wziął głębszy oddech. Uniósł wzrok, a jego oczy jakby się zamgliły. Uspokoił się, niemal wcale nie zwracając uwagi na krew, powoli oblewającą ziemię obok niego.
- Nie zrób nic głupiego - wymruczał. Uniósł głowę, jakby patrząc na kogoś znacznie wyższego od siebie. - Wzywają mnie.
Spuścił wzrok i wbił go w swoje łapy. Momentalnie się skrzywił.
- Ja... Sądzę, że masz rację. Że mnie... Przyjmą.
W ostatnim desperackim geście uniósł się na łapach i pocałował partnerkę w czoło. Po raz ostatni. Upadł i zwinął się z bólu, przez co żebra jeszcze bardziej przebiły płuca. Błękitna Cętka z przerażeniem obserwowała jak jej ukochany zaczyna się dusić. Nie mogła nic zrobić.
- Kocham Cię, Błękit. I nasze dzieci też. Powiedz im. Chcę...
Ostatnie słowa zamarły mu na ustach. Zesztywniał, z miłością patrząc na zastępczynię. Powoli zamknął oczy i gdyby nie okoliczności wyglądałby jakby spał. Niebieska ryknęła w pochmurne niebo. Krople deszczu zaczęły uderzać o liście, po chwili kocica była przemoczona do ostatniego włoska. Przywarła do partnera, łkając i drapiąc darń pazurami. Rozpacz i wściekłość zalały jej serce.
- Mogłeś walczyć! Mogłeś mnie nie zostawiać! Mnie i NASZYCH dzieci! One nawet nie poznają ojca! Będą jak ja!
Cofnęła się z obrzydzeniem i upadła na Drogę Grzmotu. Z przerażeniem uniosła głowę i dostrzegła światła potwora na horyzoncie. Miała czas. Mogła jeszcze uciec. Tylko... Po co? Położyła się wygodnie, kładąc łapy na brzuchu.
- Przepraszam was - wyszeptała do swoich jeszcze nienarodzonych dzieci. - Nie potrafiłam go uratować. Nie potrafiłam mu pomóc.
Oparła głowę o mokry, rozgrzany asfalt. Potwór stopniowo zmniejszał dzielącą je odległość. Kocica odważnie spojrzała mu w oczy.
- No dalej - warknęła. - Zabij mnie.
Zacisnęła powieki i zaskomliła z bólu, gdy potwór przejechał po jej ogonie. Niemal natychmiast zwolnił, w końcu zatrzymując się zupełnie. Ze środka wyskoczył wyraźnie poddenerwowany Dwunożny.
Zamarła, gdy zbliżył się do niej, mamrocząc pod nosem. Krzyknął kilka słów, które najprawdopodobniej były przekleństwami. Kopnął ją w grzbiet i przetoczył na pobocze. Błękit bała się odezwać. Była pewna, że jeżeli chociaż miauknie to Dwunożny ją zatłucze. Na szczęście, po chwili człowiek dał spokój i ponownie udał się do brzucha potwora. Błękitna Cętka czekała jeszcze kilkadziesiąt uderzeń serca po tym jak jej oprawca odjechał. Potem wstała i bezsilnie opadła, wtulając się w ciemną sierść partnera. Dopiero teraz dotarło do niej co chciała zrobić. Chciała zabić siebie i swoje dzieci. Prawie stała się mordercą.
- To wszystko przez ciebie - załkała w sierść ukochanego. W głębi serca wiedziała, że to nieprawda. Deszcz padał rzęsiście i Błękit nie wiedziała już czy to on, czy jej łzy.
Kiedyś nadejdzie czas zemsty.
Ale jeszcze nie teraz.
Zemsty na borsuku, który odebrał życia Ciernistej Gwieździe i Hiacyntowi. Przez to kocica czuła obrzydzenie do wszystkich przedstawicieli tego gatunku.
Zemsty, która będzie słodka.
Głupio mi to pisać, ale "pogrzeb" będzie w odpisie do Świetlistego Potoku XD
Podziwiam wszystkich, którzy dotarli aż dotąd uwu ♥️
16 lipca 2019
Od Błękitnej Cętki
- Kochasz mnie? - wymruczała wprost w pierś swojego partnera. Hiacynt przeciągnął językiem po jej głowie, w odpowiedzi. Zachichotała tak głupio, jak to potrafią robić tylko zakochane kotki i mocniej przylgnęła do ukochanego. Gwiazdy na Srebrnej Skórce świeciły już jasno. Księżyc był niemal okrągły, oświetlał polankę za Drogą Grzmotu, kawałek od terenów Klanu Burzy.
- Za niedługo pełnia - wyszeptała Błękit. - Może tym razem odbędzie się zgromadzenie...
Poczuła ukłucie żalu w sercu. Jak mogła o tym myśleć teraz, gdy zdradzała klan? Wściekła na siebie odwróciła głowę i westchnęła ciężko. Hiacynt, widząc jej smutek mruknął uspokajająco i uniósł wyżej jej podbródek. Wskazał łapą małe świecące punkciki na niebie, a potem ten najjaśniejszy.
- Nauczono mnie, że to najważniejsza gwiazda. Zwą ją Gwiazda Polarna.
Przez moment oboje podziwiali jaśniejący punkt. Kocica chciała otulić się ogonem, jednak udaremnił jej to Hiacynt, zaplatając ich kity w warkocz.
- Starszyzna mówi inaczej - stwierdziła zastępczyni, ogarniając spojrzeniem Srebrną Skórkę. - Każda gwiazda jest tak samo ważna. To nasi przodkowie. Każda jest jednym dzielnym wojownikiem, nie ważne czy kocięciem, czy starszym, rozumiesz?
Kocur pokiwał głową w zamyśleniu.
- To od nich liderzy otrzymują końcowy człon imienia. "Gwiazda"...
- Wspominałaś, ze jesteś zastępcą, więc... kiedyś staniesz się przywódczynią, tak?
Niebieska westchnęła i uciekła wzrokiem, przed spojrzeniem złocistych oczu.
- Tak... niby tak, ale wolałaby o tym nie myśleć. Nie teraz...
Hiacynt zrozumiał i otulił partnerkę. Może i dnie były upalne, za to noce stawały się coraz chłodniejsze.
- Nawet nie zapytałeś, czy kogoś mam - wyszeptała Błękitna Cętka. - No wiesz... może w klanie czeka na mnie... hm... partner?
Psotnie wywróciła oczami i mrugnęła do czarnego. Hiacynt ułożył głowę na łebku córki Białej Sadzawki.
- Nie masz - zamruczał, sennie.
- Skąd wiesz?!
- Bo tak całują tylko amatorki.
Za swój "niewinny" żarcik zarobił uderzenie w pysk. Cofnął się, udając zdumienie i oburzenie, goniony przez cichy śmiech cętkowanej.
- A może właśnie mam, hę?! Mój ukochany ma na imię Rumiankowa Łodyga! I mamy... dwoje kociąt! Kota i... tak, Suchego!
- Suchego jak twoje żarty? - zakpił Hiacynt, rzuci się do ucieczki, zanim Błękitna Cętka zdążyła rozpocząć pościg.
- Jesteś skończonym głupkiem. I dupkiem. Ale i tak cię kocham - wymruczała cicho zastępczyni, truchtając by zrównać krok z partnerem. Hiacynt trącił ją przyjacielsko.
- Ty też nie zapytałaś o moją ukochaną - zwrócił jej uwagę kocur.
- Nie zapytałam, bo wiem, że ty byś mnie nigdy nie oszukał! - wymruczała cicho dawna wojowniczka i przymknęła oczy. Cisza przedłużyła się nieznośnie i Błękit musiała uchylić powieki.
- Coś nie tak?
Hiacynt zacisnął drżące wargi. Uniósł głowę i zerknął w błękitne oczy burzowiczki.
- W sumie to... ech, trochę głupio wyszło. To nie tak miało być i...
Przez głowę zastępczyni przemykało tysiąc myśli na jedno uderzenie serca. Okłamał ją? CZY. ON. JĄ. OKŁAMAŁ?!
- Jest jakaś inna, prawda? Jakaś inna kotka! A ja głupia, myślałam, ze jestem ta JEDYNĄ! Tą WYJĄTKOWĄ! Tak jasne, jak zwykle byłam naiwna! Że też dałam się oszukać...
- Błękit, nie chodzi o to.
Ulżyło jej, ale tylko na chwilę.
- Czyli to... hm... kocur? Zakochałeś się w innym kocurze?
- Nie, nie - końcówki dużych uszu Hiacynta poczerwieniały delikatnie.
- Masz dzieci z poprzedniego związku? - na pyszczek kotki wszedł delikatny, pełen rozczulenia uśmiech. - Z tym to sobie spokojnie poradzimy. Kocham kociaki!
- Nie, nie miałem dzieci... chodzi o...
- Zechcesz mi powiedzieć o co ci chodzi?! Bo jak ja mam być spokojna, jeżeli ty mi nic nie mówisz?! Dlaczego tylko milczysz, co?
- Bo nie dajesz mi dojść do głosu - mruknął cicho Hiacynt.
Błękitna Cętka odliczyła wolno do dziesięciu, starając się opanować oddech. Miał całkowitą rację. Co prawda rzadko zdarzało jej się tak nakręcić, ale gdy już do tego doszło, to rzeczywiście ciężko było jej przerwać. Nieczęsto ogarniała ją aż taka wściekłość i irytacja.
- Tu nie chodzi o nas - zaczął kocur, korzystając z tego, że jego partnerka w końcu zamilkła. - Raczej o moją przeszłość, którą przed tobą zataiłem i powiedziałem, że jest nieistotna. A jest. I to nawet bardzo.
Błękitną Cętkę zatkało. Gapiła się na swojego partnera, mrugając powoli. Hiacynt uśmiechnął się delikatnie.
- Lepiej usiądź. To długa historia.
Posłusznie wykonała polecenie, opadając na wyschniętą trawę. Kocur westchnął głośno.
- Nie urodziłem się u Dwunożnych, chociaż tak to przedstawiłem. Na świat przyszedłem w bardzo, bardzo, bardzo odległym Klanie Mrozu, w Porze Oszronionych Kwiatów.
Błękit postanowiła nie przerywać ukochanemu.
- Moi rodzice bardzo mnie kochali - wymruczał Hiacynt gardłowo. - I tak. Miałem rodzeństwo. Właściwie to dwie siostry Różyczkę i Stokrotkę. Miałbym również brata, gdyby nie to, że zginął on przy porodzie. Jak miałem sześć... jak ty to nazywasz? Ach tak, księżyców, to dostałem mentora. Miał na imię Jasny Płomyk. Był cudownym kocurem, dbał i troszczył się o mój trening. Miał tylko dwie zasady. Pierwsza: zawsze wypełniaj polecenia mentora i druga - kocur uśmiechnął się gorzko. - Nigdy nie zbliżaj się do ludzi. Ale ja... Błękit, ja go nie posłuchałem!
Zastępczyni siedziała w milczeniu, obserwując partnera spod przymrużonych powiek. Nie miała pojęcia, ba, nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że na świecie istnieją inne klany. Czy też mają lidera i zastępcę? Medyka? Rzesze wojowników, gotowych ruszyć w bój na śmierć i życie?
- Któregoś pięknego ranka, jak miałem dziesięć księżyców, wymknąłem się z obozu - ciągnął Hiacynt. - I podszedłem do... - zamilkł i nerwowo oblizał wargi.
- Drogi Grzmotu? - ze współczuciem zakończyła Błękitna Cętka.
- Tak. Chciałem wszystkim pokazać, jak bardzo jestem odważny, że dam radę upolować wytwór ludzi. Oczywiście, nie udało mi się i wpadłem pod hałaskrzynię. Dwunożni wyszli z jej brzucha i podnieśli mnie z drogi, po czym zabrali do hałaskrzyni. Zabrali mnie ze sobą. Już nigdy nie widziałem mamy, taty, Różyczki, Stokrotki, nawet Jasnego Płomyka. No a... dalszą część już znasz.
Niebieska zbliżyła się do partnera i otarła jego łzy swoją łapą.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś - wyszeptała cicho. - T-to... na serio wiele dla mnie znaczy.
Walcząc ze łzami, Hiacynt uśmiechnął się delikatnie i dotknął barku kocicy. Błękitna Cętka odwzajemniła uścisk. Siedzieli tak przez kilkadziesiąt uderzeń serca. Zamknęła powieki, czekając aż Hiacynt się uspokoi. Ku jej zdumieniu to samotnik pierwszy przerwał ciszę.
- Ej, Błękit. Spójrz!
Zastępczyni uniosła wzrok i otworzyła pyszczek, w geście skrajnego zdumienia. Wydawać by się mogło, że to sam Klan Gwiazd zszedł do ich lasu, by przyjrzeć się bliżej sprawom klanowych kotów. Niewielkie światełka tańczyły wokół nich, zataczając kręgi nad ich głowami.
- Świetliki - wymruczał kocur, do ucha niebieskiej.
- Złapmy je! - pisnęła Błękit w odpowiedzi i rzuciła się do przodu. Zaczęła podskakiwać, usiłując dosięgnąć robaczków, jednak te wzleciały jeszcze wyżej. Hiacynt z cichym śmiechem pozbierał się z ziemi, usiłując pomóc partnerce. Zastępczyni podskoczyła i dosięgnęła światełko, w tej samej chwili, gdy zrobił to samotnik. Upadli na trawę. Kocica nakryła swoją łapką łapkę samotnika i wbiła w nie wzrok. Hiacynt podążył za jej spojrzeniem.
- Złapaliśmy go? - wyszeptała cicho cętkowana.
- Nie wiem - odpowiedział kocur. - Na trzy! Raz, dwa...
Gdy doszli do trzech Błękit uniosła łapę. Świetlik wzleciał ponad nich, a jego światełko zgasło.
- Zepsuliśmy go? - zapytała niepewnie córka Boćka, wpatrując się w mrugający punkcik. Jej obawy okazały się zbyteczne. Po chwili świetlik rozbłysł na nowo i wzleciał wyżej, ku Srebrnej Skórce. Błękitna Cętka zaśmiała się uszczęśliwiona i spojrzała w żółte oczy partnera. Hiacynt patrzył na nią uważnie, bez mrugnięcia, tak samo szczęśliwy jak ona. Serce biło jej tak mocno, że miała wrażenie, że zaraz wyskoczy jej z piersi. Zbliżyła się do czarnego i przesunęła troskliwie ogonem po jego boku. Wiedziała, że to co za chwilę zrobią będzie bardzo, bardzo nieodpowiedzialne. Była zastępczynią, nie powinna kochać samotnika!
- Lubisz kociaki? - wyszeptała do Hiacynta, czując że końcówki jej uszu stają się czerwone. Kocur wyszczerzył się w jej kierunku, przyciągając niebieską do siebie.
- Tak cudowne geny nie mogą się przecież zmarnować, co nie?
Uniósł złociste spojrzenie i zerknął w niebieskie ślepia Błękit. Nie musiał o nic pytać. Zgodziła się.
- Za niedługo pełnia - wyszeptała Błękit. - Może tym razem odbędzie się zgromadzenie...
Poczuła ukłucie żalu w sercu. Jak mogła o tym myśleć teraz, gdy zdradzała klan? Wściekła na siebie odwróciła głowę i westchnęła ciężko. Hiacynt, widząc jej smutek mruknął uspokajająco i uniósł wyżej jej podbródek. Wskazał łapą małe świecące punkciki na niebie, a potem ten najjaśniejszy.
- Nauczono mnie, że to najważniejsza gwiazda. Zwą ją Gwiazda Polarna.
Przez moment oboje podziwiali jaśniejący punkt. Kocica chciała otulić się ogonem, jednak udaremnił jej to Hiacynt, zaplatając ich kity w warkocz.
- Starszyzna mówi inaczej - stwierdziła zastępczyni, ogarniając spojrzeniem Srebrną Skórkę. - Każda gwiazda jest tak samo ważna. To nasi przodkowie. Każda jest jednym dzielnym wojownikiem, nie ważne czy kocięciem, czy starszym, rozumiesz?
Kocur pokiwał głową w zamyśleniu.
- To od nich liderzy otrzymują końcowy człon imienia. "Gwiazda"...
- Wspominałaś, ze jesteś zastępcą, więc... kiedyś staniesz się przywódczynią, tak?
Niebieska westchnęła i uciekła wzrokiem, przed spojrzeniem złocistych oczu.
- Tak... niby tak, ale wolałaby o tym nie myśleć. Nie teraz...
Hiacynt zrozumiał i otulił partnerkę. Może i dnie były upalne, za to noce stawały się coraz chłodniejsze.
- Nawet nie zapytałeś, czy kogoś mam - wyszeptała Błękitna Cętka. - No wiesz... może w klanie czeka na mnie... hm... partner?
Psotnie wywróciła oczami i mrugnęła do czarnego. Hiacynt ułożył głowę na łebku córki Białej Sadzawki.
- Nie masz - zamruczał, sennie.
- Skąd wiesz?!
- Bo tak całują tylko amatorki.
Za swój "niewinny" żarcik zarobił uderzenie w pysk. Cofnął się, udając zdumienie i oburzenie, goniony przez cichy śmiech cętkowanej.
- A może właśnie mam, hę?! Mój ukochany ma na imię Rumiankowa Łodyga! I mamy... dwoje kociąt! Kota i... tak, Suchego!
- Suchego jak twoje żarty? - zakpił Hiacynt, rzuci się do ucieczki, zanim Błękitna Cętka zdążyła rozpocząć pościg.
- Jesteś skończonym głupkiem. I dupkiem. Ale i tak cię kocham - wymruczała cicho zastępczyni, truchtając by zrównać krok z partnerem. Hiacynt trącił ją przyjacielsko.
- Ty też nie zapytałaś o moją ukochaną - zwrócił jej uwagę kocur.
- Nie zapytałam, bo wiem, że ty byś mnie nigdy nie oszukał! - wymruczała cicho dawna wojowniczka i przymknęła oczy. Cisza przedłużyła się nieznośnie i Błękit musiała uchylić powieki.
- Coś nie tak?
Hiacynt zacisnął drżące wargi. Uniósł głowę i zerknął w błękitne oczy burzowiczki.
- W sumie to... ech, trochę głupio wyszło. To nie tak miało być i...
Przez głowę zastępczyni przemykało tysiąc myśli na jedno uderzenie serca. Okłamał ją? CZY. ON. JĄ. OKŁAMAŁ?!
- Jest jakaś inna, prawda? Jakaś inna kotka! A ja głupia, myślałam, ze jestem ta JEDYNĄ! Tą WYJĄTKOWĄ! Tak jasne, jak zwykle byłam naiwna! Że też dałam się oszukać...
- Błękit, nie chodzi o to.
Ulżyło jej, ale tylko na chwilę.
- Czyli to... hm... kocur? Zakochałeś się w innym kocurze?
- Nie, nie - końcówki dużych uszu Hiacynta poczerwieniały delikatnie.
- Masz dzieci z poprzedniego związku? - na pyszczek kotki wszedł delikatny, pełen rozczulenia uśmiech. - Z tym to sobie spokojnie poradzimy. Kocham kociaki!
- Nie, nie miałem dzieci... chodzi o...
- Zechcesz mi powiedzieć o co ci chodzi?! Bo jak ja mam być spokojna, jeżeli ty mi nic nie mówisz?! Dlaczego tylko milczysz, co?
- Bo nie dajesz mi dojść do głosu - mruknął cicho Hiacynt.
Błękitna Cętka odliczyła wolno do dziesięciu, starając się opanować oddech. Miał całkowitą rację. Co prawda rzadko zdarzało jej się tak nakręcić, ale gdy już do tego doszło, to rzeczywiście ciężko było jej przerwać. Nieczęsto ogarniała ją aż taka wściekłość i irytacja.
- Tu nie chodzi o nas - zaczął kocur, korzystając z tego, że jego partnerka w końcu zamilkła. - Raczej o moją przeszłość, którą przed tobą zataiłem i powiedziałem, że jest nieistotna. A jest. I to nawet bardzo.
Błękitną Cętkę zatkało. Gapiła się na swojego partnera, mrugając powoli. Hiacynt uśmiechnął się delikatnie.
- Lepiej usiądź. To długa historia.
Posłusznie wykonała polecenie, opadając na wyschniętą trawę. Kocur westchnął głośno.
- Nie urodziłem się u Dwunożnych, chociaż tak to przedstawiłem. Na świat przyszedłem w bardzo, bardzo, bardzo odległym Klanie Mrozu, w Porze Oszronionych Kwiatów.
Błękit postanowiła nie przerywać ukochanemu.
- Moi rodzice bardzo mnie kochali - wymruczał Hiacynt gardłowo. - I tak. Miałem rodzeństwo. Właściwie to dwie siostry Różyczkę i Stokrotkę. Miałbym również brata, gdyby nie to, że zginął on przy porodzie. Jak miałem sześć... jak ty to nazywasz? Ach tak, księżyców, to dostałem mentora. Miał na imię Jasny Płomyk. Był cudownym kocurem, dbał i troszczył się o mój trening. Miał tylko dwie zasady. Pierwsza: zawsze wypełniaj polecenia mentora i druga - kocur uśmiechnął się gorzko. - Nigdy nie zbliżaj się do ludzi. Ale ja... Błękit, ja go nie posłuchałem!
Zastępczyni siedziała w milczeniu, obserwując partnera spod przymrużonych powiek. Nie miała pojęcia, ba, nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że na świecie istnieją inne klany. Czy też mają lidera i zastępcę? Medyka? Rzesze wojowników, gotowych ruszyć w bój na śmierć i życie?
- Któregoś pięknego ranka, jak miałem dziesięć księżyców, wymknąłem się z obozu - ciągnął Hiacynt. - I podszedłem do... - zamilkł i nerwowo oblizał wargi.
- Drogi Grzmotu? - ze współczuciem zakończyła Błękitna Cętka.
- Tak. Chciałem wszystkim pokazać, jak bardzo jestem odważny, że dam radę upolować wytwór ludzi. Oczywiście, nie udało mi się i wpadłem pod hałaskrzynię. Dwunożni wyszli z jej brzucha i podnieśli mnie z drogi, po czym zabrali do hałaskrzyni. Zabrali mnie ze sobą. Już nigdy nie widziałem mamy, taty, Różyczki, Stokrotki, nawet Jasnego Płomyka. No a... dalszą część już znasz.
Niebieska zbliżyła się do partnera i otarła jego łzy swoją łapą.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś - wyszeptała cicho. - T-to... na serio wiele dla mnie znaczy.
Walcząc ze łzami, Hiacynt uśmiechnął się delikatnie i dotknął barku kocicy. Błękitna Cętka odwzajemniła uścisk. Siedzieli tak przez kilkadziesiąt uderzeń serca. Zamknęła powieki, czekając aż Hiacynt się uspokoi. Ku jej zdumieniu to samotnik pierwszy przerwał ciszę.
- Ej, Błękit. Spójrz!
Zastępczyni uniosła wzrok i otworzyła pyszczek, w geście skrajnego zdumienia. Wydawać by się mogło, że to sam Klan Gwiazd zszedł do ich lasu, by przyjrzeć się bliżej sprawom klanowych kotów. Niewielkie światełka tańczyły wokół nich, zataczając kręgi nad ich głowami.
- Świetliki - wymruczał kocur, do ucha niebieskiej.
- Złapmy je! - pisnęła Błękit w odpowiedzi i rzuciła się do przodu. Zaczęła podskakiwać, usiłując dosięgnąć robaczków, jednak te wzleciały jeszcze wyżej. Hiacynt z cichym śmiechem pozbierał się z ziemi, usiłując pomóc partnerce. Zastępczyni podskoczyła i dosięgnęła światełko, w tej samej chwili, gdy zrobił to samotnik. Upadli na trawę. Kocica nakryła swoją łapką łapkę samotnika i wbiła w nie wzrok. Hiacynt podążył za jej spojrzeniem.
- Złapaliśmy go? - wyszeptała cicho cętkowana.
- Nie wiem - odpowiedział kocur. - Na trzy! Raz, dwa...
Gdy doszli do trzech Błękit uniosła łapę. Świetlik wzleciał ponad nich, a jego światełko zgasło.
- Zepsuliśmy go? - zapytała niepewnie córka Boćka, wpatrując się w mrugający punkcik. Jej obawy okazały się zbyteczne. Po chwili świetlik rozbłysł na nowo i wzleciał wyżej, ku Srebrnej Skórce. Błękitna Cętka zaśmiała się uszczęśliwiona i spojrzała w żółte oczy partnera. Hiacynt patrzył na nią uważnie, bez mrugnięcia, tak samo szczęśliwy jak ona. Serce biło jej tak mocno, że miała wrażenie, że zaraz wyskoczy jej z piersi. Zbliżyła się do czarnego i przesunęła troskliwie ogonem po jego boku. Wiedziała, że to co za chwilę zrobią będzie bardzo, bardzo nieodpowiedzialne. Była zastępczynią, nie powinna kochać samotnika!
- Lubisz kociaki? - wyszeptała do Hiacynta, czując że końcówki jej uszu stają się czerwone. Kocur wyszczerzył się w jej kierunku, przyciągając niebieską do siebie.
- Tak cudowne geny nie mogą się przecież zmarnować, co nie?
Uniósł złociste spojrzenie i zerknął w niebieskie ślepia Błękit. Nie musiał o nic pytać. Zgodziła się.
CDN. ♥️
Najprawdopodobniej po raz ostatni XDD
07 lipca 2019
Od Błękitnej Cętki
- Ech... mogę się dosiąść?
Zaskoczony Mokra Blizna uniósł głowę. Błękitna Cętka uśmiechnęła się, by sprawić mniej "straszne" wrażenie. Kocur jednak zdążył się już odsunąć, robiąc zastępczyni miejsce. Niebieska usiadła z ulgą i uśmiechnęła się szeroko. Położyła przed sobą królika i przez moment obserwowała jak wojownik pochłania wróbla.
- No to jak tam mija życie? - zapytała i ugryzła kawałek łapy piszczki. Powoli przeżuła, czekając na odpowiedź.
- D-dobrze - odmruknął Mokry. Zerknęła na kocura. Nie znali się za dobrze. Błękit doskonale wiedziała kto go trenował. I kto przez to zginął. Odrzuciła tę myśl daleko od siebie. Przecież nie była to wina Mokrego, tylko tego idiotycznego borsuka! Zakłopotana potarła łapą pyszczek, mając cichą nadzieję, że kocur nie nabył umiejętności czytania w myślach.
- A jak tam życie wojownika? - zapytała, uparcie usiłując odnaleźć jakiś wspólny temat.
- Jest fajnie... - ostrożnie przyznał kocur. - Mam więcej obowiązków, ale jest to bardziej emocjonujące niż życie ucznia - zamilkł i wziął kolejny kęs piszczki.
Zastępczyni zamruczała. Biła się z myślami. Otworzyła pyszczek, ale niemal natychmiast go zamknęła. Ku uldze i zdumieniu Błękit, to wojownik przerwał ciszę.
- A... jak to jest być zastępcą? - Mokry uniósł nieco głowę i przysunął się bliżej kocicy.
- No wiesz... Nie, czekaj! Nie wiesz! - Błękitna Cętka zaśmiała się głośno i odsunęła od siebie kości królika. - Mam jeszcze trochę więcej obowiązków niż wojownik. I... ciut przeraża mnie to wszystko. Wiesz, w końcu będę musiała stać się poważną, stateczną kocicą! Jakby to było możliwe!
Tym razem uśmiechnął się też syn Deszczowego Poranku. Córka Białej Sadzawki westchnęła nagle i spuściła łebek.
- Mokry, jak to było? Z tym borsukiem?
Pytanie samo wydostało się z jej pyszczka. Kotka podskoczyła, czując że żołądek podjeżdża jej do gardła. Na pyszczku Mokrego malowały się różne emocje. Błękit nie potrafiła ich odczytać. Może nutka strachu? Niedowierzanie? Na Klan Gwiazdy, jak mogła być taką idiotką?! Pytać o taką sprawę?!
- Nie, nie! Zapomnij! O nic nie pytałam! - pisnęła przerażona i nastroszyła ogon. Nieważne, kompletne nieważne! - Zbliżyła się do wojownika i pacnęła go łapą w bark. - Wiesz czego mi będzie brakowało jako l-lider? - skrzywiła się lekko na dźwięk tego słowa. Osobiście nie widziała się na tej pozycji - tych superowych zabaw! Kto pierwszy przy Wielkim Drzewie? Dogoń mnie!
Pomknęła przodem i wypadła z obozu, ślizgając się na mokrej od rosy ścieżce.
Zaskoczony Mokra Blizna uniósł głowę. Błękitna Cętka uśmiechnęła się, by sprawić mniej "straszne" wrażenie. Kocur jednak zdążył się już odsunąć, robiąc zastępczyni miejsce. Niebieska usiadła z ulgą i uśmiechnęła się szeroko. Położyła przed sobą królika i przez moment obserwowała jak wojownik pochłania wróbla.
- No to jak tam mija życie? - zapytała i ugryzła kawałek łapy piszczki. Powoli przeżuła, czekając na odpowiedź.
- D-dobrze - odmruknął Mokry. Zerknęła na kocura. Nie znali się za dobrze. Błękit doskonale wiedziała kto go trenował. I kto przez to zginął. Odrzuciła tę myśl daleko od siebie. Przecież nie była to wina Mokrego, tylko tego idiotycznego borsuka! Zakłopotana potarła łapą pyszczek, mając cichą nadzieję, że kocur nie nabył umiejętności czytania w myślach.
- A jak tam życie wojownika? - zapytała, uparcie usiłując odnaleźć jakiś wspólny temat.
- Jest fajnie... - ostrożnie przyznał kocur. - Mam więcej obowiązków, ale jest to bardziej emocjonujące niż życie ucznia - zamilkł i wziął kolejny kęs piszczki.
Zastępczyni zamruczała. Biła się z myślami. Otworzyła pyszczek, ale niemal natychmiast go zamknęła. Ku uldze i zdumieniu Błękit, to wojownik przerwał ciszę.
- A... jak to jest być zastępcą? - Mokry uniósł nieco głowę i przysunął się bliżej kocicy.
- No wiesz... Nie, czekaj! Nie wiesz! - Błękitna Cętka zaśmiała się głośno i odsunęła od siebie kości królika. - Mam jeszcze trochę więcej obowiązków niż wojownik. I... ciut przeraża mnie to wszystko. Wiesz, w końcu będę musiała stać się poważną, stateczną kocicą! Jakby to było możliwe!
Tym razem uśmiechnął się też syn Deszczowego Poranku. Córka Białej Sadzawki westchnęła nagle i spuściła łebek.
- Mokry, jak to było? Z tym borsukiem?
Pytanie samo wydostało się z jej pyszczka. Kotka podskoczyła, czując że żołądek podjeżdża jej do gardła. Na pyszczku Mokrego malowały się różne emocje. Błękit nie potrafiła ich odczytać. Może nutka strachu? Niedowierzanie? Na Klan Gwiazdy, jak mogła być taką idiotką?! Pytać o taką sprawę?!
- Nie, nie! Zapomnij! O nic nie pytałam! - pisnęła przerażona i nastroszyła ogon. Nieważne, kompletne nieważne! - Zbliżyła się do wojownika i pacnęła go łapą w bark. - Wiesz czego mi będzie brakowało jako l-lider? - skrzywiła się lekko na dźwięk tego słowa. Osobiście nie widziała się na tej pozycji - tych superowych zabaw! Kto pierwszy przy Wielkim Drzewie? Dogoń mnie!
Pomknęła przodem i wypadła z obozu, ślizgając się na mokrej od rosy ścieżce.
<Mokry? Lekki gniot na początek c:>
05 lipca 2019
Od Błękitnej Cętki
Ze spotkania z Hiacyntem Błękit wróciła w wyśmienitym humorze. W końcu, hej, nie co dzień zdarzało jej się, by samotnik wyznawał jej miłość! Zastępczyni uśmiechnęła się do siebie, wspominając pocałunek. Znalazła kępę wonnych ziół i staranie się w nich wytarzała, by ukryć zapach ukochanego. Potem ruszyła do obozu. Maszerowała raźnym krokiem, nie przystając. Ilekroć obejrzała się do tyłu, wyobrażała sobie Hiacynta. Słońce wznosiło się już nad horyzontem, co znaczyło iż przegadała z kocurem całą noc! Miała tylko nadzieję, że w obozie nie zauważono jej nieobecności... Błękitna Cętka zacisnęła wargi i odruchowo przyspieszyła, strącając z trawy kropelki rosy. Niemal biegiem wpadła do obozu, hamując tuż za wejściem. Jej dom wyglądał pięknie, cały skąpany w pierwszych promieniach słońca. Co najlepsze, prawie nikt jeszcze nie wstał... no właśnie... PRAWIE.
- O! Cześć, Błękitne Cętko! Gdzie byłaś? Bo ja jak widzisz wróciłam i...
Córka Białej Sadzawki w pierwszej chwili nie poznała kocicy siedzącej przed nią. Była wysoka i smukła, nie za bardzo, tak w sam raz. Do tego miała ślicznie zakręcone wąsy i głębokie zielone oczy. No i niewielką białą plamkę ponad nosem.
- Niezapominajkowa Łapa? To naprawdę ty? - upewniła się zastępczyni, wybałuszają oczy. Koteczka zachichotała cichutko.
- No ja, ja. Nie poznałaś mnie, prawda?
- Urosłaś - zaczęła niepewnie siostra Czaplego Potoku i okrążyła terminatorkę. - Ale wiesz... wzdłuż, a nie wszerz!
Obie parsknęły cicho. Zastępczyni czujnie uniosła wzrok, by sprawdzić, czy nikt inny się jeszcze nie obudził. Usiadła i nakryła łapy ogonem, wdychając własny ziołowy zapach. Może nieco przesadziła, ale ostrożność ponad wszystkim, co nie?
- Wszyscy mi to powtarzają - stwierdziła Niezapominajka - w sensie to, że urosłam. Nieźle, co? W ogóle już byłam u Brzoskwini. Wybaczyła mi to, że zniknęłam tak nagle i dzisiaj wracam do treningów z Fiołeczkiem, i...
Mówiła to wszystko bez przerwy, na nabranie powietrza, czym wzbudziła podziw nawet Błękit. Zastępczyni wiedziała, że powinna podać teraz uczennicy pogadankę umoralniającą, ale widziała błyszczące oczy Niezapominajki i wiedziała też, że i tak tego nie zrobi. Westchnęła ciężko.
- Nie chciałabym cię zadręczać, ale nie powinnaś tak nagle znikać. Mówię ci, oglądanie smutnej Fiołkowej Bryzy, to wcale nie jest przyjemna czynność.
Niebieska zamyśliła się na moment. Nie znała zbyt dobrze Niezapominajkowej Łapy. Towarzyszyła jej i Fiołkowi na treningu, aż dwa razy, jednak ów "trening" dość szybko zamienił się w rozmowę, opartą bardziej na śmiechach, żartach i plotkach, niż na omawianiu póz łowieckich.
- Jeżeli wolno mi spytać... - zaczęła wolno cętkowana, zerkając na terminatorkę. - To gdzie zniknęłaś na te kilka księżyców?
- O! Cześć, Błękitne Cętko! Gdzie byłaś? Bo ja jak widzisz wróciłam i...
Córka Białej Sadzawki w pierwszej chwili nie poznała kocicy siedzącej przed nią. Była wysoka i smukła, nie za bardzo, tak w sam raz. Do tego miała ślicznie zakręcone wąsy i głębokie zielone oczy. No i niewielką białą plamkę ponad nosem.
- Niezapominajkowa Łapa? To naprawdę ty? - upewniła się zastępczyni, wybałuszają oczy. Koteczka zachichotała cichutko.
- No ja, ja. Nie poznałaś mnie, prawda?
- Urosłaś - zaczęła niepewnie siostra Czaplego Potoku i okrążyła terminatorkę. - Ale wiesz... wzdłuż, a nie wszerz!
Obie parsknęły cicho. Zastępczyni czujnie uniosła wzrok, by sprawdzić, czy nikt inny się jeszcze nie obudził. Usiadła i nakryła łapy ogonem, wdychając własny ziołowy zapach. Może nieco przesadziła, ale ostrożność ponad wszystkim, co nie?
- Wszyscy mi to powtarzają - stwierdziła Niezapominajka - w sensie to, że urosłam. Nieźle, co? W ogóle już byłam u Brzoskwini. Wybaczyła mi to, że zniknęłam tak nagle i dzisiaj wracam do treningów z Fiołeczkiem, i...
Mówiła to wszystko bez przerwy, na nabranie powietrza, czym wzbudziła podziw nawet Błękit. Zastępczyni wiedziała, że powinna podać teraz uczennicy pogadankę umoralniającą, ale widziała błyszczące oczy Niezapominajki i wiedziała też, że i tak tego nie zrobi. Westchnęła ciężko.
- Nie chciałabym cię zadręczać, ale nie powinnaś tak nagle znikać. Mówię ci, oglądanie smutnej Fiołkowej Bryzy, to wcale nie jest przyjemna czynność.
Niebieska zamyśliła się na moment. Nie znała zbyt dobrze Niezapominajkowej Łapy. Towarzyszyła jej i Fiołkowi na treningu, aż dwa razy, jednak ów "trening" dość szybko zamienił się w rozmowę, opartą bardziej na śmiechach, żartach i plotkach, niż na omawianiu póz łowieckich.
- Jeżeli wolno mi spytać... - zaczęła wolno cętkowana, zerkając na terminatorkę. - To gdzie zniknęłaś na te kilka księżyców?
<Niezapominajka? Jak coś to tu jesteś jeszcze uczniakiem, możesz zrobić time skip w odpisie :3>
03 lipca 2019
Od Błękitnej Cętki
Każde uderzenie serca, gdy nie widziała Hiacynta dłużyło się w nieskończoność. To było głupie i szalenie irytująco. No bo... zastępczyni i samotnik?! Błękit włóczyła się, po obozie, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Niebieska ni mogła uwierzyć w to co się działo.
- Złota Melodia nie miała jeszcze tylu księżyców - prychnęła, obserwując nerwowe ruchy Burzowego Serca. Przy uważniejszym spojrzeniu zauważyła kilka siwych włosków na jego brodzie. Córka Białej Sadzawki zerknęła na swoje łapy. Sama miała nieco ponad pięćdziesiąt księżyców. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to czeka ją jeszcze drugie tyle. Cieszyła się, nie zmarnowała ani jednego uderzenia serca. Wszędzie było jej pełno, pomagała jak mogła, starała się, by wszyscy czuli się dobrze. Ale nie była zmęczona.- Tak właściwie to ile masz księżyców?
Bury medyk zerknął na swoje łapy. Cichym miauknięciem przywołał Zajęczą Łapą. Koteczka przybiegła, unosząc wysoko ogon. Niebieska przyjrzała się jej przelotnie. Siostra Wilka wydawała się o niebo szczęśliwsza, od kiedy została uczennicą medyka. Burza podał jej kilka ziół i poinstruował, gdzie które ma zanieść. Zając kiwnęła główką i wyleciała z legowiska, a kocur zbliżył się do przyjaciółki.
- Coś koło siedemdziesięciu - odpowiedział na jej wcześniejsze pytanie. - Słuchaj Błękit... Złota Melodia też nie była najmłodsza. Twoja mama trzyma się wspaniale, ale... nie wszyscy mają tyle szczęścia - medyk przerwał i przełknął ślinę. - Odeszła spokojnie, nic jej nie bolało, spała... Ej, ej! Spokojnie!
Zastępczyni rozkleiła się i schowała głowę w krótkiej sierści na karku Burzy. Łzy spłynęły jej po policzkach, więc zaczęła mrugać, by je powstrzymać.
- Ona... ona tyle mnie nauczyła! Obroniła przed Żmiją! I była mamą Brzoskwini, i teraz ona będzie jeszcze smutniejsza. Tak smutna jak wtedy, gdy odeszła Ciernik! Kurde, Burza! Dlaczego życie musi być takie skomplikowane?!
Bury kocur siedział, nic nie mówiąc. Pozwolił przyjaciółce wypłakać się w swój masywny kark. Siedzieli tak do czasu, aż oddech Błękit się nie unormował. Niebieska po raz ostatni pociągnęła nosem i odsunęła się nieco od medyka.
- Przepraszam. Pewnie musisz już iść i poszukać Zajęczej Łapy...
- Nie ma za co - smutne zielone oczy Burzowego Serca, na chwilę rozjaśnił uśmiech. - Poszła wyciągać kleszcze starszyźnie. To zawsze trochę trwa.
Błękitna Cętka odetchnęła po raz ostatni i zmusiła się do uśmiechu. Dla żartu pchnęła Burzę w bark.
- To idź jej pomóż! A nie siedź tutaj jak stary buc!
- Tak jest, pani zastępco - bury uniósł nico ogon i z udawanym szacunkiem kiwnął jej głową. "Zastępco". To skutecznie przypomniało niebieskiej o obowiązkach. Westchnęła cicho i liznęła przyjaciela za uchem, na pożegnanie.
- Idę zobaczyć co u Brzoskwiniowej Gwiazdy. Pewnie jest z Deszczowym Porankiem... No i muszę wyznaczyć patrol! - klepnęła się w czoło i wyskoczyła z legowiska medyka, jak oparzona.
- Złota Melodia nie miała jeszcze tylu księżyców - prychnęła, obserwując nerwowe ruchy Burzowego Serca. Przy uważniejszym spojrzeniu zauważyła kilka siwych włosków na jego brodzie. Córka Białej Sadzawki zerknęła na swoje łapy. Sama miała nieco ponad pięćdziesiąt księżyców. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to czeka ją jeszcze drugie tyle. Cieszyła się, nie zmarnowała ani jednego uderzenia serca. Wszędzie było jej pełno, pomagała jak mogła, starała się, by wszyscy czuli się dobrze. Ale nie była zmęczona.- Tak właściwie to ile masz księżyców?
Bury medyk zerknął na swoje łapy. Cichym miauknięciem przywołał Zajęczą Łapą. Koteczka przybiegła, unosząc wysoko ogon. Niebieska przyjrzała się jej przelotnie. Siostra Wilka wydawała się o niebo szczęśliwsza, od kiedy została uczennicą medyka. Burza podał jej kilka ziół i poinstruował, gdzie które ma zanieść. Zając kiwnęła główką i wyleciała z legowiska, a kocur zbliżył się do przyjaciółki.
- Coś koło siedemdziesięciu - odpowiedział na jej wcześniejsze pytanie. - Słuchaj Błękit... Złota Melodia też nie była najmłodsza. Twoja mama trzyma się wspaniale, ale... nie wszyscy mają tyle szczęścia - medyk przerwał i przełknął ślinę. - Odeszła spokojnie, nic jej nie bolało, spała... Ej, ej! Spokojnie!
Zastępczyni rozkleiła się i schowała głowę w krótkiej sierści na karku Burzy. Łzy spłynęły jej po policzkach, więc zaczęła mrugać, by je powstrzymać.
- Ona... ona tyle mnie nauczyła! Obroniła przed Żmiją! I była mamą Brzoskwini, i teraz ona będzie jeszcze smutniejsza. Tak smutna jak wtedy, gdy odeszła Ciernik! Kurde, Burza! Dlaczego życie musi być takie skomplikowane?!
Bury kocur siedział, nic nie mówiąc. Pozwolił przyjaciółce wypłakać się w swój masywny kark. Siedzieli tak do czasu, aż oddech Błękit się nie unormował. Niebieska po raz ostatni pociągnęła nosem i odsunęła się nieco od medyka.
- Przepraszam. Pewnie musisz już iść i poszukać Zajęczej Łapy...
- Nie ma za co - smutne zielone oczy Burzowego Serca, na chwilę rozjaśnił uśmiech. - Poszła wyciągać kleszcze starszyźnie. To zawsze trochę trwa.
Błękitna Cętka odetchnęła po raz ostatni i zmusiła się do uśmiechu. Dla żartu pchnęła Burzę w bark.
- To idź jej pomóż! A nie siedź tutaj jak stary buc!
- Tak jest, pani zastępco - bury uniósł nico ogon i z udawanym szacunkiem kiwnął jej głową. "Zastępco". To skutecznie przypomniało niebieskiej o obowiązkach. Westchnęła cicho i liznęła przyjaciela za uchem, na pożegnanie.
- Idę zobaczyć co u Brzoskwiniowej Gwiazdy. Pewnie jest z Deszczowym Porankiem... No i muszę wyznaczyć patrol! - klepnęła się w czoło i wyskoczyła z legowiska medyka, jak oparzona.
***
Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy niebieskiej udało się wymknąć z obozu. Czuła się winna, bo specjalnie tak wyznaczyła ostatni patrol, by nie szedł koło Drogi Grzmotu. Chciała mieć ten wieczór tylko dla siebie i Hiacynta, czy to takie straszne?! Było o wiele za ciepło, by biegać. Duchota niemal wdzierała się do płuc, więc córka Boćka zmusiła się do spokojnego tempa. Dotarła do Dogi Grzmotu i zlustrowała przeciwległe pobocze. Nie było go! Ani śladu złocistych oczu, rozbawionego półuśmiechu... Ze złości i smutku zakręciło się jej w głowie i musiała usiąść. Skąd ten przepełniający ją żal? Tak bardzo zależało jej na poznaniu historii kocura, czy... na czymś innym?
- Cześć.
Zaskoczona kocica drgnęła nieznacznie i ukazała kły. Schowała je natychmiast, po tym jak zorientowała się kim jest domniemany przeciwnik.
- Hiacynt - syknęła i potoczyła dookoła spojrzeniem, by sprawdzić czy nikt nie kryje się w pobliskich zaroślach. - Co ty, na Klan Gwiazdy, wyrabiasz?! Dlaczego jesteś na terenach Klanu Burzy? Dlacz...
- Ej, uspokój się - głos samotnika przerwał jej monolog. Czarny usiadł, zakrywając ogonem łapy, a Błękitna Cętka zapomniała o wszystkich problemach, natychmiast gdy spojrzała w jego złociste oczy. Westchnęła i skuliła się lekko, ubijając ziemię, pod swoimi łapami.
- Pierwszy poranny patrol jaki się tu zjawi wyczuje twój zapach - mruknęła żałośnie i wbiła wzrok w swoje łapy.
- Nie wyczują - odpowiedział spokojnie Hiacynt. - Gdzieś tu mieszka borsuk.
Błękit otworzyła pyszczek, wdychając rozgrzane powietrze. Rzeczywiście, śmierdziało gorzej niż stado skunksów. Samego drapieżnika nie było nigdzie widać. Cętkowana odetchnęła i usiadła niepewnie, na wprost kocura.
- Pamiętasz? Jesteś mi winien historię - uśmiechnęła się niewinnie, niemal zapominając o ostrożności. Kocur również odpowiedział uśmiechem i przysunął się bliżej burzowiczki.
- Jak miałem dziesięć księżyców mieszkałem u Dwuno...
- Zaraz! Co było wcześniej, jaka była twoja mama? Masz rodzeństwo? No bo ja mam... miałam całkiem liczne. No a twój tata? Czy...
- Dość - przerwał jej niegrzecznie Hiacynt. - To... nieistotne.
Błękit zauważyła, że samotnik ciężko dyszy, więc nie drążyła tematu. Stuliła nieco uszy i pozwoliła mu kontynuować.
- Mieszkałem u Dwunożnych. Byłem... pieszczochem, ale chciałem czegoś więcej. Czekałem na odpowiednią okazję, by uciec.
Błękitna Cętka wstrzymała na moment oddech. Ryzyko jak najbardziej odpowiadało osobie Hiacynta, jednak nie spodziewała się, że mieszkał kiedyś u ludzi.
- Czekałem całe wschody słońca, jednak oni uparcie trzymali mnie w jednym pomieszczeniu. Nazywali to "kuchnia"...
- O nie! - Błękit prawie zapomniała o poprzednim wybuchu kocura. Nerwowo oblizała wargi i szerzej otworzyła niebieskie oczy.
- O tak! - Hiacynt uśmiehnął się delikatnie, widząc jaki wpływ miała jego opowieść na klanowiczkę.
- Nie poddałeś się?
- Inaczej bym tu nie siedział - kocur przesunął ogon i niemal niezauważalnie trącił nim kocicę. - W końcu się nieco zapomnieli. Mieli gości, innych Dwunożnych. Po legowisku kręciło się ich dużo, robili wielki hałas. Niebo, czy jak ty to nazywasz, Srebrna Skórka, świeciła gwiazdami, gdy w końcu jeden z nich wszedł do kuchni. Dziwnie się toczył, wyglądał jakby nie mógł ustać na nogach. Zostawił otwarte przejście - Hiacynt przybliżył się do zastępczyni. - To wtedy uciekłem.
- Nie bałeś się? - Błękitna Cętka pochyliła się do przodu, zafascynowana opowieścią żółtookiego. Nie miał racji, był dużo ciekawszy od niej!
- No jasne, że się martwiłem, ale przeżyłem już gorsze rzeczy - czarny oblizał pyszczek nerwowym ruchem. - Włóczyłem się trochę, przeżyłem tonę dziwnych przygód, aż w końcu spotkałem ciebie - uśmiechnął się śmiało.
Zastępczyni zauważyła, że ich łapy się stykają. Zamrugała szybko. W miarę opowieści Hiacynta zmniejszała się dzieląca ich odległość. Kocur uniósł wzrok.
- Jesteś dziś później... Czekałem na ciebie z drugiej strony Drogi Grzmotu, ale nie przychodziłaś. Coś się stało?
Jasne, że coś się stało - pomyślała Błękit. Umarła moja mentorka. Liderka jest smutna. Obie mamy na barkach cały klan. Przeszkodziłam najlepszemu przyjacielowi w pracy. Muszę patrzeć na cierpienie przyjaciółki. Do tego umawiam się z samotnikiem, a jestem zastępcą. Czyli zdradzam klan. Jest za gorąco, nie można biegać w taki upał. Brakuje mi powietrza...
Rozpaczliwie uczepiła się tej ostatniej myśli.
- Było... duszno - wyszeptała.
- Duszno... - Hiacynt z rozbawianiem pokręcił głową. Zanim niebieska zorientowała się co się dzieje, poczuła nos przyciskający się do jej nosa. Oboje zamarli. Widać było, że samotnik nie bardzo wie co powinien zrobić dalej. Zastępczyni pomogła mu, splatając ich ogony w niebiesko-biało-czarny warkocz. Poczuła szybsze bicie własnego serca. Przycisnęła łapę do piersi kocura i zauważyła, że on ma ten sam problem. Hiacynt zamknął oczy i polizał ją od nosa aż po czoło. Cętkowana zadrżała, czując, że energia przewija się od czubków jej uszu, po opuszki palców. Westchnęła szczęśliwie i odwzajemniła ten koci pocałunek. W jej głowie tłukło się jedno zdanie.
Zdrada klanu. Zdrada klanu.
Uciszyło się to natychmiast po tym, jak kocur, wtulił się w jej krótką cętkowaną sierść.
- Kocham cię Błękit - wyszeptał cicho.
Odwzajemniła uścisk, zapominając o swoim wysokiej randze i ciążącej na niej odpowiedzialności.
W ogóle zapomniała o wszystkim.
- Ja też cię kocham, Hiacyncie.
CDN.❤
30 czerwca 2019
Od Błękitnej Cętki
- Wróciłaś - Hiacynt uśmiechnął się delikatnie na widok burzowiczki, przebiegającej przez Drogę Grzmotu. Błękitna Cętka umknęła spojrzeniem, przed idealnie żółtymi oczyma.
- No raczej. Przecież mówiłam - prychnęła, choć zabrzmiało to bardziej jak nieporadne miauknięcie. Odchrząknęła i ciągnęła dalej. - Poza tym teraz twoja kolej. Ja opowiedziałam ci o sobie, jesteś mi winien to samo.
Z uśmiechem, przyklejonym do pyszczka usiadła na poboczu i skrzywiła się lekko, na dźwięk nadjeżdżającego potwora. Zakłopotany kocur przesunął łapą po ziemi.
- No, nie wiem czy chcesz coś o mnie wiedzieć. Nie jestem... zbyt interesujący... Przynajmniej nie tak, jak ty...
- A dajże spokój! - mruknęła Błękit. - Wydajesz się dosyć interesujący... - ugryzła się w język, nim zdążyła dokończyć tę myśl. - Szczególnie twoje imię! Co to jest hiacynt?
- Nie wiesz? - samotnik z niedowierzaniem odchylił się do tyłu. - Taki kwiat. Całkiem zresztą ładny - uśmiechnął się po swojemu, wzbudzając szybsze bicie serca zastępczyni. Niebieska zagapiła się na łapy rozmówcy, usiłując uspokoić oddech. To było możliwe?! Nie, no oczywiście, że nie! Nie mogła... zako...zakochać się w przypadkowym samotniku!
Hiacynt uniósł głowę i niepewnie przestąpił z łapy, na łapę.
- Powiedz mi, Błękitna Cętko... Masz rodzinę?
- No oczywiście, że mam! - parsknęła cętkowana, nieco zaskoczona tym pytaniem. Zacisnęła wargi, lecz było już za późno. Przed oczami stanął jej Leśny Cień, Ćmi Trzepot i Ciernista Gwiazda. Taa... na pewno świetnie bawili się w Klanie Gwiazd. Poczuła, że pojedyncza łza spływa po jej policzku, więc otarła ją szybkim ruchem łapy.
- Och, przepraszam, nie chciałem cię zasmucić - Hiacynt w kilku krokach był przy niej i... uniósł łapę! Chciał ją zaatakować?! W takim momencie?! Błękit z dzikim sykiem odskoczyła do tyłu, wypadając na Drogę Grzmotu. Tylko cudem ominęła zderzenie z potworem. Usłyszała głośny, złowieszczy, irytujący dźwięk. Białe światło oślepiło ją na jedno uderzenie serca, jednak zdążyła zauważyć Dwunożnego w brzuchu bestii. Wyglądał na zdenerwowanego. Spanikowana córka Boćka, rzuciła się do przodu, wpadając na Hiacynta, który bezwładnie potoczył się po trawie. Przeskoczyła nad nim i w biegu dotarła do najbliższego drzewa. Wbiła wszystkie pazury w korę i dopiero wysoko nad ziemią odsapnęła. Drżała jak podczas Pory Nagich Drzew, chociaż słońce przypiekało niemiłosiernie. Serce biło jej jak oszalałe, lecz tym razem nie przez przystojnego samotnika. Hmm... który swoją drogą, właśnie zbliżał się do miejsca jej spoczynku. Mocniej wbiła pazury w gałąź, ostrząc je, na wypadek walki. Hiacynt podbiegł pod pień, wyraźnie chcąc wspiąć się i spocząć obok niej, jednak zastępczyni buntowniczo machnęła ogonem, odsłaniając zęby.
- Nie radzę - syknęła cicho. - Oczywiście, o ile nie chcesz stracić tych swoich cudnych, złotych oczu.
Kocur zatrzymał się w pół kroku i uniósł głowę.
- Co ci odwaliło?! Myślałem, że ta hałaskrzynia cię zabije!
- Hałaskrzynia? - Błękit zmarszczyła brwi i zjeżyła sierść na karku. - Zapewne mówisz o potworze? O nie, ze mną nie pójdzie tak łatwo.
- Co?! - Hiacynt pokręcił głową, uderzając ogonem o ziemię. - Jesteś chyba niestabilna emocjonalnie! Nie, pokręcona! Totalnie chora psychicznie!
- Nie pozwalaj sobie! - warknęła Błękitna Cętka. Podniosła się na cztery łapy, jednak zaraz zrozumiała do czego to wszystko prowadzi. Usiadła z powrotem, zwieszając ogon nad ziemią i pokręciła głową. - Znam się na takich sztuczkach. Chcesz mnie zwabić na ziemię i tam wykończyć!
Obserwowała bezradnie miotającego się kocura. Widziała niepewność w jego oczach, wyraźnie nie miał zamiaru ich stracić.
- Wcale nie chciałem cię skrzywdzić - warknął Hiacynt. - Ani tym bardziej zaatakować! W ogóle mi nie ufasz?
Błękitna Cętka odwróciła wzrok i odchrząknęła.
- J-ja... po prostu się wystraszyłam - mruknęła. - Czekaj, już schodzę!
Wstała i na ugiętych łapach przeszła po gałęzi do pnia. Ruszyła w dół, tyłem, wbijając pazury w każde napotkane wgłębienie. Coś jednak poszło nie tak. Na ostatniej długości królika, kora zrobiła się bardzo śliska. Niebieska, która utraciła punkt podparcia, nie mogła zrobić nic innego jak spaść. Pisnęła cicho z zaskoczenia, gdy wylądowała na czymś miękkim... i ciepłym.
- Ojejku! Przepraszam - krzyknęła i zeskoczyła z Hiacynta, gdy tamten wolno podnosił się z ziemi. Zacisnęła wargi, by nie wybuchnąć śmiechem. Samotnik pokręcił głową i polizał łapę.
- Nic się nie sta...
- Jesteś ranny?! - zastępczyni była przy nim w jednym uderzeniu serca. Przełknęła ślinę, na widok plamy krwi, rozlewającej się pod gardłem kocura i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że ciecz jest zaschnięta.
- Nie, nie. T-to stare. Potknąłem się...
Błękit uciszyła kocura ruchem łapy i usiadła przed nim. Poczuła na pyszczku jego ciepły oddech i uśmiechnęła się instynktownie.
- Daj pomogę ci. Nie możesz się ruszać...
Ostrożnie zbliżyła nos do gardła samotnika i powąchała ranę.
- Szkoda, że nie mam tu żadnych ziół. No i oczywiście Burzowego Serca. On wiedziałby co robić - uśmiechnęła się delikatnie i polizała ranę. - Spróbuję ją oczyścić. Mam tylko nadzieję, że nie wdało się zakażenie.
Gdy znowu przeciągnęła językiem po ranie, zauważyła, że mięśnie Hiacynta spięły się niemiłosiernie. Przypominało to trochę Świetlisty Potok, gdy Błękit wtulała się w jej mięciutką sierść. - Co jest? Jeszcze nigdy nie dzieliłeś się z nikim językami? - zachichotała zastępczyni.
Ku jej zdumieniu kocur pokręcił głową. Siedzieli przez chwilę w milczeniu. Cętkowana odgarnęła nieco sierści kocura i obserwowała ranę. Już nie krwawiła.
- W-wiesz... bo ja... no... zawsze myślałem, że wspólne mycie oznacza miłość - wypalił Hiacynt.
Błękitna Cętka uniosła oczy i napotkała złote ślepia.
- Dzielenie się językami? Na Klan Gwiazdy! Większej głupoty jeszcze nie słyszałam! Przecież ja dzielę języki z bratem i mamą!
- No, ale kochasz ich. Prawda? - samotnik zamrugał kilkukrotnie.
- Tak, jasne. Tylko wiesz... nie tak - niebieska zaczerwieniła się delikatnie. - Są moją rodziną. Oddałabym za nich życie.
- Czy to znaczy, że mnie też kochasz?
Pomiędzy nimi zapadło nerwowe milczenie. Zastępczyni zgrzytnęła zębami.
- Czemu plączesz się w moje życie uczuciowe? Nic ci do tego kogo kocham, a kogo nie! - miauknęła i wstała nieco chwiejnym krokiem. Chciała stąd odejść. I to jak najszybciej.
- Ej, czekaj! - Hiacynt dogonił ją w kilku susach i nachylił się ku jej łebkowi. Bez wahania liznął kocicę za uchem. - Miałaś tam coś... Jakieś ziarenko.
Błękit odwróciła wzrok i ruszyła ku Drodze Grzmotu.
- Dziękuję? - mruknęła i puściła się biegiem. Nie zwolniła, gdy przebiegła przez asfalt. Biegła przez kilkadziesiąt uderzeń serca, złorzecząc na cudowny, żółty wzrok kocura. Zatrzymała się, gdy poczuła, że coś łaskocze ją w ucho. Potrząsnęła głową i zrzuciła to coś z głowy. Dech w piersi zaparło jej, gdy zauważyła co to. Mak, z cieniutką, zieloną łodyżką. Błękit mogła przysiąc, że wie kto go tam położył.
- No raczej. Przecież mówiłam - prychnęła, choć zabrzmiało to bardziej jak nieporadne miauknięcie. Odchrząknęła i ciągnęła dalej. - Poza tym teraz twoja kolej. Ja opowiedziałam ci o sobie, jesteś mi winien to samo.
Z uśmiechem, przyklejonym do pyszczka usiadła na poboczu i skrzywiła się lekko, na dźwięk nadjeżdżającego potwora. Zakłopotany kocur przesunął łapą po ziemi.
- No, nie wiem czy chcesz coś o mnie wiedzieć. Nie jestem... zbyt interesujący... Przynajmniej nie tak, jak ty...
- A dajże spokój! - mruknęła Błękit. - Wydajesz się dosyć interesujący... - ugryzła się w język, nim zdążyła dokończyć tę myśl. - Szczególnie twoje imię! Co to jest hiacynt?
- Nie wiesz? - samotnik z niedowierzaniem odchylił się do tyłu. - Taki kwiat. Całkiem zresztą ładny - uśmiechnął się po swojemu, wzbudzając szybsze bicie serca zastępczyni. Niebieska zagapiła się na łapy rozmówcy, usiłując uspokoić oddech. To było możliwe?! Nie, no oczywiście, że nie! Nie mogła... zako...zakochać się w przypadkowym samotniku!
Hiacynt uniósł głowę i niepewnie przestąpił z łapy, na łapę.
- Powiedz mi, Błękitna Cętko... Masz rodzinę?
- No oczywiście, że mam! - parsknęła cętkowana, nieco zaskoczona tym pytaniem. Zacisnęła wargi, lecz było już za późno. Przed oczami stanął jej Leśny Cień, Ćmi Trzepot i Ciernista Gwiazda. Taa... na pewno świetnie bawili się w Klanie Gwiazd. Poczuła, że pojedyncza łza spływa po jej policzku, więc otarła ją szybkim ruchem łapy.
- Och, przepraszam, nie chciałem cię zasmucić - Hiacynt w kilku krokach był przy niej i... uniósł łapę! Chciał ją zaatakować?! W takim momencie?! Błękit z dzikim sykiem odskoczyła do tyłu, wypadając na Drogę Grzmotu. Tylko cudem ominęła zderzenie z potworem. Usłyszała głośny, złowieszczy, irytujący dźwięk. Białe światło oślepiło ją na jedno uderzenie serca, jednak zdążyła zauważyć Dwunożnego w brzuchu bestii. Wyglądał na zdenerwowanego. Spanikowana córka Boćka, rzuciła się do przodu, wpadając na Hiacynta, który bezwładnie potoczył się po trawie. Przeskoczyła nad nim i w biegu dotarła do najbliższego drzewa. Wbiła wszystkie pazury w korę i dopiero wysoko nad ziemią odsapnęła. Drżała jak podczas Pory Nagich Drzew, chociaż słońce przypiekało niemiłosiernie. Serce biło jej jak oszalałe, lecz tym razem nie przez przystojnego samotnika. Hmm... który swoją drogą, właśnie zbliżał się do miejsca jej spoczynku. Mocniej wbiła pazury w gałąź, ostrząc je, na wypadek walki. Hiacynt podbiegł pod pień, wyraźnie chcąc wspiąć się i spocząć obok niej, jednak zastępczyni buntowniczo machnęła ogonem, odsłaniając zęby.
- Nie radzę - syknęła cicho. - Oczywiście, o ile nie chcesz stracić tych swoich cudnych, złotych oczu.
Kocur zatrzymał się w pół kroku i uniósł głowę.
- Co ci odwaliło?! Myślałem, że ta hałaskrzynia cię zabije!
- Hałaskrzynia? - Błękit zmarszczyła brwi i zjeżyła sierść na karku. - Zapewne mówisz o potworze? O nie, ze mną nie pójdzie tak łatwo.
- Co?! - Hiacynt pokręcił głową, uderzając ogonem o ziemię. - Jesteś chyba niestabilna emocjonalnie! Nie, pokręcona! Totalnie chora psychicznie!
- Nie pozwalaj sobie! - warknęła Błękitna Cętka. Podniosła się na cztery łapy, jednak zaraz zrozumiała do czego to wszystko prowadzi. Usiadła z powrotem, zwieszając ogon nad ziemią i pokręciła głową. - Znam się na takich sztuczkach. Chcesz mnie zwabić na ziemię i tam wykończyć!
Obserwowała bezradnie miotającego się kocura. Widziała niepewność w jego oczach, wyraźnie nie miał zamiaru ich stracić.
- Wcale nie chciałem cię skrzywdzić - warknął Hiacynt. - Ani tym bardziej zaatakować! W ogóle mi nie ufasz?
Błękitna Cętka odwróciła wzrok i odchrząknęła.
- J-ja... po prostu się wystraszyłam - mruknęła. - Czekaj, już schodzę!
Wstała i na ugiętych łapach przeszła po gałęzi do pnia. Ruszyła w dół, tyłem, wbijając pazury w każde napotkane wgłębienie. Coś jednak poszło nie tak. Na ostatniej długości królika, kora zrobiła się bardzo śliska. Niebieska, która utraciła punkt podparcia, nie mogła zrobić nic innego jak spaść. Pisnęła cicho z zaskoczenia, gdy wylądowała na czymś miękkim... i ciepłym.
- Ojejku! Przepraszam - krzyknęła i zeskoczyła z Hiacynta, gdy tamten wolno podnosił się z ziemi. Zacisnęła wargi, by nie wybuchnąć śmiechem. Samotnik pokręcił głową i polizał łapę.
- Nic się nie sta...
- Jesteś ranny?! - zastępczyni była przy nim w jednym uderzeniu serca. Przełknęła ślinę, na widok plamy krwi, rozlewającej się pod gardłem kocura i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że ciecz jest zaschnięta.
- Nie, nie. T-to stare. Potknąłem się...
Błękit uciszyła kocura ruchem łapy i usiadła przed nim. Poczuła na pyszczku jego ciepły oddech i uśmiechnęła się instynktownie.
- Daj pomogę ci. Nie możesz się ruszać...
Ostrożnie zbliżyła nos do gardła samotnika i powąchała ranę.
- Szkoda, że nie mam tu żadnych ziół. No i oczywiście Burzowego Serca. On wiedziałby co robić - uśmiechnęła się delikatnie i polizała ranę. - Spróbuję ją oczyścić. Mam tylko nadzieję, że nie wdało się zakażenie.
Gdy znowu przeciągnęła językiem po ranie, zauważyła, że mięśnie Hiacynta spięły się niemiłosiernie. Przypominało to trochę Świetlisty Potok, gdy Błękit wtulała się w jej mięciutką sierść. - Co jest? Jeszcze nigdy nie dzieliłeś się z nikim językami? - zachichotała zastępczyni.
Ku jej zdumieniu kocur pokręcił głową. Siedzieli przez chwilę w milczeniu. Cętkowana odgarnęła nieco sierści kocura i obserwowała ranę. Już nie krwawiła.
- W-wiesz... bo ja... no... zawsze myślałem, że wspólne mycie oznacza miłość - wypalił Hiacynt.
Błękitna Cętka uniosła oczy i napotkała złote ślepia.
- Dzielenie się językami? Na Klan Gwiazdy! Większej głupoty jeszcze nie słyszałam! Przecież ja dzielę języki z bratem i mamą!
- No, ale kochasz ich. Prawda? - samotnik zamrugał kilkukrotnie.
- Tak, jasne. Tylko wiesz... nie tak - niebieska zaczerwieniła się delikatnie. - Są moją rodziną. Oddałabym za nich życie.
- Czy to znaczy, że mnie też kochasz?
Pomiędzy nimi zapadło nerwowe milczenie. Zastępczyni zgrzytnęła zębami.
- Czemu plączesz się w moje życie uczuciowe? Nic ci do tego kogo kocham, a kogo nie! - miauknęła i wstała nieco chwiejnym krokiem. Chciała stąd odejść. I to jak najszybciej.
- Ej, czekaj! - Hiacynt dogonił ją w kilku susach i nachylił się ku jej łebkowi. Bez wahania liznął kocicę za uchem. - Miałaś tam coś... Jakieś ziarenko.
Błękit odwróciła wzrok i ruszyła ku Drodze Grzmotu.
- Dziękuję? - mruknęła i puściła się biegiem. Nie zwolniła, gdy przebiegła przez asfalt. Biegła przez kilkadziesiąt uderzeń serca, złorzecząc na cudowny, żółty wzrok kocura. Zatrzymała się, gdy poczuła, że coś łaskocze ją w ucho. Potrząsnęła głową i zrzuciła to coś z głowy. Dech w piersi zaparło jej, gdy zauważyła co to. Mak, z cieniutką, zieloną łodyżką. Błękit mogła przysiąc, że wie kto go tam położył.
CDN.
28 czerwca 2019
Od Błękitnej Cętki
Miała już tego wszystkiego dość. Dość tego, że cały czas ktoś czegoś od niej chciał. Dość wysłuchiwania cudzych utrapień. A przede wszystkim dość tego, że nie było przy niej Leśnego Cienia. Sama świadomość jego śmierci krępowała jej ruchy, budziła... obrzydzenie i wściekłość. Rzadko miewała tak podły humor, Błękit zazwyczaj była radosną kotką.
- Ty, ty i ty. Idziecie na patrol - oznajmiła współklanowiczom, beztrosko spożywającym posiłek. Zdała sobie sprawę jak ostro zabrzmiały jej słowa. Rozciągnęła pyszczek w uśmiechu, który nie obejmował oczu. - Proszę? - dorzuciła bezradnie, choć zabrzmiało to bardziej jak pytanie, aniżeli prośba. Obrzucili ją zdumionymi spojrzeniami, kilku potaknęło bezgłośnie.
- Sprawdźcie granice z Klanem Nocy i z Klanem Wilka - poprosiła służbowym tonem. - Ja... idę na polowanie.
W milczeniu opuściła tłumek i wyszła z obozu, czując jak gdzieś w środku buzują jej nerwy. Powinna przestać o tym myśleć, uspokoić się i odetchnąć. Uniosła głowę na niebieskie niebo i w milczeniu obserwowała lot orła. Drapieżny ptak unosił się na wietrze, jakby w ogóle nie obchodziły go losy wszechświata, a tym bardziej Klanu Burzy. W lot nie wkładał specjalnego wysiłku, szeroko rozłożone skrzydła dawały mu idealną powierzchnię do łapania powietrznych prądów. Błękitna Cętka przycupnęła wśród traw, oddychając miarowo. Serce biło jej zbyt szybko, ale adrenalina powoli wygasała. Znów miała ten sen, ten przeklęty sen. Krew, kilka ciosów. Zawsze czuła, że upada na ziemię, pokrytą twardą gliną. Nie pamiętała wielu szczegółów, bo ilekroć usiłowała rozpoznać czyiś pyszczek, budziła się zlana potem. No i w złym humorze, jak teraz. Puściła się pędem przez równinę, ścigając się z wiatrem i drapieżnikiem. Spłoszona ropucha uskoczyła spod łap kotki, swym oślizgłym cielskiem, ocierając się o jej sierść. Niebieska ze śmiechem przeskoczyła nad nią i pognała dalej. Jej boki unosiły się i opadały, w kilkanaście uderzeń serca pokrywając się nasionami roślin. Wyhamowała dużo, dużo dalej, prawie przy Drodze Grzmotu. Poduszki łap ją paliły, podobnie jak sumienie, odzywające się po tym jak potraktowała Klan Burzy. Będzie trzeba przeprosić... Na zgiętych łapach przesunęła się do przodu i wyjrzała spomiędzy liści. Przed nią wiła się czarna i lśniąca Droga Grzmotu. Smród był nie do zniesienia. Zastępczyni kichnęła, po czym otarła nos. Obok niej z hukiem przetoczył się potwór. Mimo, że stała w pewnej odległości, to poczuła, że trzęsie się ziemia. Odskoczyła na długość królika, by następnie skarcić się za tchórzostwo. Co może zrobić jej taki potwór? No... może oprócz szybkiej i tylko nieco bolesnej śmierci? Z powrotem ruszyła w kierunku asfaltu, jednak tym razem nie ukryła się pomiędzy liśćmi, lecz śmiało skoczyła na pobocze.
- Dzień dobry.
Uniosła głowę i wbiła wzrok w przeciwną stronę Drogi Grzmotu. Obok niej przejechała następna machina Dwunożnych. Wbiła wszystkie pazury w ziemię, by powstrzymać odruch ucieczki. Gdy kurz nieco opadł ujrzała swojego rozmówcę. Był to kocur, z intensywnie żółtymi oczami. Masywny, ale nie gruby. Mięśnie mówiły, że nie żyje na garnuszku u Dwunożnych i sam sobie zdobywa pożywienie. Gapiła się na niego jak zahipnotyzowana, nie mrugając przez kilka uderzeń serca. Co przy drodze Dwunożnych mógł robić inny kot, do tego kocur?
- Wypadałoby mi odpowiedzieć - lekko kąśliwie rzekł jej rozmówca, strzepując ogonem kilka pyłków.
- Wcale nie muszę ci odpowiadać - Błękitna Cętka prychnęła zaczepnie i zmrużyła oczy. Balansowała na granicy chęci rozmowy i ciekawości, a zakazanej rozmowie z kotem spoza klanu. Chociaż co to za zdrada, czym może zawinić zwykła rozmowa? - Poza tym wszedłeś na nasze tereny!
Kocur uniósł brwi i parsknął lekko.
- Nie wydaje mi się, skarbie. Nie czuję śladów zapachowych. No i wydaje mi się, że to dzieło ludzi - wskazał łapą na dzieląca ich Drogę Grzmotu.
Po asfalcie przetoczył się kolejny potwór. Córka Białej Sadzawki wzdrygnęła się lekko, ale pozostała w tym samym miejscu.
- Chodź tu do mnie! O ile mnie nie zabijesz, to może nawet uda nam się porozmawiać!
Błękit nie wytrzymała i parsknęła urywanym śmiechem. Ona, zabijająca kogokolwiek poza wiewiórką?! Dobry żart. Wstała z ziemi i targana wątpliwościami przemknęła przez Drogę Grzmotu, poza tereny Klanu Burzy.
Nie powinnaś tak łatwo mu ufać. Może być spoza Klanu... Racja - niebieska potaknęła sama sobie i stanęła, w pewnym oddaleniu od kocura.
- Jesteś z Klanu Wilka? Nie? Może z Klanu Nocy albo Klifu? - Za każdym razem żółtooki zaprzeczył ruchem głowy. - W takim razie jesteś pieszczochem?
- Co to? Jakieś przesłuchanie? - kocur ze śmiechem machnął głową. - Jeżeli mówisz o Niewolnikach, to nie, nie należę do nich. Nie jem tych głupich mysich bobków, które oni dumnie nazywają "karmą". W każdym razie już nie... - przerwał i pokręcił głową. - Jestem samotnikiem. Mam na imię Hiacynt... A ciebie, panienko, jak zwą?
Niebieska podekscytowana uniosła ogon, po czym odetchnęła z ulgą. Z samotnikiem mogła rozmawiać, może nawet zgodziłby się przystąpić do klanu! Oceniła kocura wzrokiem. Na oko miał około trzydziestu księżyców, oraz jak zauważyła kotka, bardzo ładne, duże uszy.
- Jestem Błękitna Cętka. Piastuję stanowisko zastępcy. Może zechciałbyś dołączyć do Klanu Burzy?
Ku jej zdumieniu na pyszczku jej rozmówcy pojawiło się wahanie. Hiacynt oblizał wargi i wbił pazury w ziemię.
- N-nie wiem - oznajmił. - Wyskoczyłaś z tym tak nagle... Nie sądzisz, że najpierw nie powinnaś mi czegoś o nim opowiedzieć? - Ulga jaka wstąpiła na jego pyszczek była wręcz komiczna.
Cętkowana przystanęła. Dlaczego tak zareagował na jej propozycję? Pokryła zmieszanie szerokim uśmiechem i klapnęła na ziemię, o długość lisa od kocura.
- No to, posłuchaj - ostrożnie dobierała słowa. Wiedziała, że postępuje źle, że nie powinna rozmawiać z obcym samotnikiem. Potrzebowała jednak zrobić coś... szalonego. Tak mało żartowała od śmierci Cierń i Laska. Nie mówiła o samym Kanie Burzy, nie chciała też zdradzić położenia obozu. Opowiadała ogólnie o innych klanach, a zakończyła opowieścią o Gwiezdnych, patrzących na nich ze Srebrnej Skórki. Hiacynt okazał się wdzięcznym słuchaczem. Nie przerywał, potakiwał w odpowiednich momentach.
- To wspaniałe, że macie swoją wiarę - orzekł, gdy skończyła. - I te całe obrzędy...
- Ceremonie. Najczęściej mianowania - poprawiła go łagodnie niebieska.
Dopiero teraz zauważyła, że dzieląca ich odległość zmniejszyła się dramatycznie. Siedziała teraz najwyżej o długość myszy od rozmówcy, a ich sierść się stykała... Jej serce biło tak mocno, że była pewna iż Hiacynt je usłyszy. Dźwignęła się na lekko drżących łapach i cofnęła. Dopiero teraz poczuła promienie słońca z lewej strony.
- Na Klan Gwiazdy! Nie sądziłam, że jest już tak późno! - roześmiała się głośno, by ukryć zmieszanie i uciekła wzrokiem od hipnotyzującego spojrzenia kocura. - Muszę wracać! Nawaliłam... muszę przeprosić klanowiczów!
Spięła mięśnie, by przebiec przez Drogę Grzmotu, jednak kocur położył jej łapę na barku. Czas jakby stanął w miejscu, była tylko ona i on, no i może jej serce, mocno tłukące się o żebra.
- Spotkamy się jeszcze?
- M-może - odpowiedziała szybko, przełykając ślinę.
- Będę czekać - oznajmił Hiacynt, zabierając łapę z barku kocicy. Błękit kiwnęła głową i ruszyła tyłem, niemal wypadając na Drogę Grzmotu. Odwróciła się szybko i przebiegła przez asfalt, z powrotem na tereny Klanu Burzy. Odprowadziła ją para złotawych oczu...
- Oj, przepraszam - zachichotała cicho, w myślach dziękując Gwiezdnym za to, że pamiętała, by wytarzać się we wrzosie, zanim przekroczyła granicę obozu.
- Ty, ty i ty. Idziecie na patrol - oznajmiła współklanowiczom, beztrosko spożywającym posiłek. Zdała sobie sprawę jak ostro zabrzmiały jej słowa. Rozciągnęła pyszczek w uśmiechu, który nie obejmował oczu. - Proszę? - dorzuciła bezradnie, choć zabrzmiało to bardziej jak pytanie, aniżeli prośba. Obrzucili ją zdumionymi spojrzeniami, kilku potaknęło bezgłośnie.
- Sprawdźcie granice z Klanem Nocy i z Klanem Wilka - poprosiła służbowym tonem. - Ja... idę na polowanie.
W milczeniu opuściła tłumek i wyszła z obozu, czując jak gdzieś w środku buzują jej nerwy. Powinna przestać o tym myśleć, uspokoić się i odetchnąć. Uniosła głowę na niebieskie niebo i w milczeniu obserwowała lot orła. Drapieżny ptak unosił się na wietrze, jakby w ogóle nie obchodziły go losy wszechświata, a tym bardziej Klanu Burzy. W lot nie wkładał specjalnego wysiłku, szeroko rozłożone skrzydła dawały mu idealną powierzchnię do łapania powietrznych prądów. Błękitna Cętka przycupnęła wśród traw, oddychając miarowo. Serce biło jej zbyt szybko, ale adrenalina powoli wygasała. Znów miała ten sen, ten przeklęty sen. Krew, kilka ciosów. Zawsze czuła, że upada na ziemię, pokrytą twardą gliną. Nie pamiętała wielu szczegółów, bo ilekroć usiłowała rozpoznać czyiś pyszczek, budziła się zlana potem. No i w złym humorze, jak teraz. Puściła się pędem przez równinę, ścigając się z wiatrem i drapieżnikiem. Spłoszona ropucha uskoczyła spod łap kotki, swym oślizgłym cielskiem, ocierając się o jej sierść. Niebieska ze śmiechem przeskoczyła nad nią i pognała dalej. Jej boki unosiły się i opadały, w kilkanaście uderzeń serca pokrywając się nasionami roślin. Wyhamowała dużo, dużo dalej, prawie przy Drodze Grzmotu. Poduszki łap ją paliły, podobnie jak sumienie, odzywające się po tym jak potraktowała Klan Burzy. Będzie trzeba przeprosić... Na zgiętych łapach przesunęła się do przodu i wyjrzała spomiędzy liści. Przed nią wiła się czarna i lśniąca Droga Grzmotu. Smród był nie do zniesienia. Zastępczyni kichnęła, po czym otarła nos. Obok niej z hukiem przetoczył się potwór. Mimo, że stała w pewnej odległości, to poczuła, że trzęsie się ziemia. Odskoczyła na długość królika, by następnie skarcić się za tchórzostwo. Co może zrobić jej taki potwór? No... może oprócz szybkiej i tylko nieco bolesnej śmierci? Z powrotem ruszyła w kierunku asfaltu, jednak tym razem nie ukryła się pomiędzy liśćmi, lecz śmiało skoczyła na pobocze.
- Dzień dobry.
Uniosła głowę i wbiła wzrok w przeciwną stronę Drogi Grzmotu. Obok niej przejechała następna machina Dwunożnych. Wbiła wszystkie pazury w ziemię, by powstrzymać odruch ucieczki. Gdy kurz nieco opadł ujrzała swojego rozmówcę. Był to kocur, z intensywnie żółtymi oczami. Masywny, ale nie gruby. Mięśnie mówiły, że nie żyje na garnuszku u Dwunożnych i sam sobie zdobywa pożywienie. Gapiła się na niego jak zahipnotyzowana, nie mrugając przez kilka uderzeń serca. Co przy drodze Dwunożnych mógł robić inny kot, do tego kocur?
- Wypadałoby mi odpowiedzieć - lekko kąśliwie rzekł jej rozmówca, strzepując ogonem kilka pyłków.
- Wcale nie muszę ci odpowiadać - Błękitna Cętka prychnęła zaczepnie i zmrużyła oczy. Balansowała na granicy chęci rozmowy i ciekawości, a zakazanej rozmowie z kotem spoza klanu. Chociaż co to za zdrada, czym może zawinić zwykła rozmowa? - Poza tym wszedłeś na nasze tereny!
Kocur uniósł brwi i parsknął lekko.
- Nie wydaje mi się, skarbie. Nie czuję śladów zapachowych. No i wydaje mi się, że to dzieło ludzi - wskazał łapą na dzieląca ich Drogę Grzmotu.
Po asfalcie przetoczył się kolejny potwór. Córka Białej Sadzawki wzdrygnęła się lekko, ale pozostała w tym samym miejscu.
- Chodź tu do mnie! O ile mnie nie zabijesz, to może nawet uda nam się porozmawiać!
Błękit nie wytrzymała i parsknęła urywanym śmiechem. Ona, zabijająca kogokolwiek poza wiewiórką?! Dobry żart. Wstała z ziemi i targana wątpliwościami przemknęła przez Drogę Grzmotu, poza tereny Klanu Burzy.
Nie powinnaś tak łatwo mu ufać. Może być spoza Klanu... Racja - niebieska potaknęła sama sobie i stanęła, w pewnym oddaleniu od kocura.
- Jesteś z Klanu Wilka? Nie? Może z Klanu Nocy albo Klifu? - Za każdym razem żółtooki zaprzeczył ruchem głowy. - W takim razie jesteś pieszczochem?
- Co to? Jakieś przesłuchanie? - kocur ze śmiechem machnął głową. - Jeżeli mówisz o Niewolnikach, to nie, nie należę do nich. Nie jem tych głupich mysich bobków, które oni dumnie nazywają "karmą". W każdym razie już nie... - przerwał i pokręcił głową. - Jestem samotnikiem. Mam na imię Hiacynt... A ciebie, panienko, jak zwą?
Niebieska podekscytowana uniosła ogon, po czym odetchnęła z ulgą. Z samotnikiem mogła rozmawiać, może nawet zgodziłby się przystąpić do klanu! Oceniła kocura wzrokiem. Na oko miał około trzydziestu księżyców, oraz jak zauważyła kotka, bardzo ładne, duże uszy.
- Jestem Błękitna Cętka. Piastuję stanowisko zastępcy. Może zechciałbyś dołączyć do Klanu Burzy?
Ku jej zdumieniu na pyszczku jej rozmówcy pojawiło się wahanie. Hiacynt oblizał wargi i wbił pazury w ziemię.
- N-nie wiem - oznajmił. - Wyskoczyłaś z tym tak nagle... Nie sądzisz, że najpierw nie powinnaś mi czegoś o nim opowiedzieć? - Ulga jaka wstąpiła na jego pyszczek była wręcz komiczna.
Cętkowana przystanęła. Dlaczego tak zareagował na jej propozycję? Pokryła zmieszanie szerokim uśmiechem i klapnęła na ziemię, o długość lisa od kocura.
- No to, posłuchaj - ostrożnie dobierała słowa. Wiedziała, że postępuje źle, że nie powinna rozmawiać z obcym samotnikiem. Potrzebowała jednak zrobić coś... szalonego. Tak mało żartowała od śmierci Cierń i Laska. Nie mówiła o samym Kanie Burzy, nie chciała też zdradzić położenia obozu. Opowiadała ogólnie o innych klanach, a zakończyła opowieścią o Gwiezdnych, patrzących na nich ze Srebrnej Skórki. Hiacynt okazał się wdzięcznym słuchaczem. Nie przerywał, potakiwał w odpowiednich momentach.
- To wspaniałe, że macie swoją wiarę - orzekł, gdy skończyła. - I te całe obrzędy...
- Ceremonie. Najczęściej mianowania - poprawiła go łagodnie niebieska.
Dopiero teraz zauważyła, że dzieląca ich odległość zmniejszyła się dramatycznie. Siedziała teraz najwyżej o długość myszy od rozmówcy, a ich sierść się stykała... Jej serce biło tak mocno, że była pewna iż Hiacynt je usłyszy. Dźwignęła się na lekko drżących łapach i cofnęła. Dopiero teraz poczuła promienie słońca z lewej strony.
- Na Klan Gwiazdy! Nie sądziłam, że jest już tak późno! - roześmiała się głośno, by ukryć zmieszanie i uciekła wzrokiem od hipnotyzującego spojrzenia kocura. - Muszę wracać! Nawaliłam... muszę przeprosić klanowiczów!
Spięła mięśnie, by przebiec przez Drogę Grzmotu, jednak kocur położył jej łapę na barku. Czas jakby stanął w miejscu, była tylko ona i on, no i może jej serce, mocno tłukące się o żebra.
- Spotkamy się jeszcze?
- M-może - odpowiedziała szybko, przełykając ślinę.
- Będę czekać - oznajmił Hiacynt, zabierając łapę z barku kocicy. Błękit kiwnęła głową i ruszyła tyłem, niemal wypadając na Drogę Grzmotu. Odwróciła się szybko i przebiegła przez asfalt, z powrotem na tereny Klanu Burzy. Odprowadziła ją para złotawych oczu...
***
Na wzgórza wróciła już w zaskakująco dobrym humorze. Gdy niemal dochodziła do obozu wpadła na jakiegoś kota. Przytrzymała go za bark, pilnując by się nie przewrócił.- Oj, przepraszam - zachichotała cicho, w myślach dziękując Gwiezdnym za to, że pamiętała, by wytarzać się we wrzosie, zanim przekroczyła granicę obozu.
<Ktoś?>
27 czerwca 2019
Od Błękitnej Cętki CD Wilczej Łapy
Kocica cierpliwie wysłuchała monologu Wilczej Łapy. Kocurek był wyraźnie niezadowolony ze swoich postępów, pytanie tylko "dlaczego"? Ostatnia część wypowiedzi wzbudziła jej wesołość, więc przerwała uczniowi ruchem łapy.
- Czy ja dobrze rozumiem? Chcesz być "takim dobrym kocurem jak ja"?
- Tak, Błękit.
- Kocurem?!
Końcówki uszu Wilczka stały się nieco czerwonawe. Kocur przygryzł wargę.
- Nie, nie! Przeprasz...
- Och, ale nic się nie stało! - zawołała radośnie Błękitna Cętka i uspokajająco dotknęła boku terminatora. - No co ty! Wcale się nie gniewam. To po prostu było takie śmieszne przejęzyczenie... Bo mam nadzieję, że wiesz, że jestem kotką? - Wilcza Łapa kiwnął głową.
Błękit zamyśliła się. Okropnie chciało jej się spać, do samego świtu była na nocnym patrolu. Nie mogła jednak zostawić syna swojego siostrzeńca bez odpowiedzi.
- Wiesz... - zaczęła. - Moim zdaniem najważniejsza jest determinacja. Nie możesz się zrażać pod wpływem jednego, nic nie znaczącego błędu... Nie... wiesz, że kłamię?
Syn Drżącego Oddechu rzucił jej zdumione spojrzenie. Zastępczyni zamknęła oczy.
- Oczywiście, że tu pasujesz. Jesteś synem cudownej wojowniczki i świetnego wojownika. Może i Drżący Oddech nie urodziła się w Klanie Burzy, ale to nie zmienia faktu, że jest nam lojalna. Moja "wysoka" ranga to tylko wyjątkowy zbieg okoliczności...
Urwała, nie unosząc wzroku. Zastanawiało to ją od dłuższego czasu. Czy Ciernista Gwiazda maczała w tym łapy? Błękit była chyba najmniej odpowiedzialnym kotem w klanie. Do tego nie utrzymywała z Brzoskwinią jakichś zażyłych kontaktów. Dlaczego liderka nie wybrała... Czaplego Potoku? Albo kogokolwiek innego?
- Nieco mnie to wszystko przeraża - oznajmiła po chwili namysłu. - Wiesz będę się musiała zmienić. Stać się poważną osobą i w ogóle... Ale sądzę, że ty masz jeszcze sporo czasu by ukończyć trening. Sosnowa Kora to super mentorka! - dodała z przekonaniem, a na jej pyszczku znowu zagościł uśmiech. Przesypała grudkę ziemi pomiędzy łapami i zastrzygła uchem, czekając na reakcję Wilczej Łapy. Ku jej zdumieniu brat Zająca prychnął i zamiótł kurz ogonem.
- Tobie to łatwo mówić! Na pewno jeszcze nigdy się nie pomyliłaś, nie popełniłaś żadnego błędu! A ja? Już zaliczyłem szlaban u Sosnowej Kory!
- Słuchaj młody. Za kogo ty mnie masz? Za kota z Klanu Gwiazdy?! - Błękitna Cętka wstała i uniosła do góry łapę, dla podkreślenia swych słów. - Jasne, że się pomyliłam i to wiele razy! Zaliczyłam szlaban na PIERWSZYM treningu! Pierwszym, ogarniasz?
Jej rozmówca przekrzywił głowę, jakby nie mógł sobie wyobrazić obecnej zastępczyni w takiej sytuacji.
- Nie powiem ci za co. Nie chcę cię demoralizować - oznajmiła cętkowana z kpiącym uśmiechem.
<Wilk? W sumie to są same dialogi i nieco przemyśleń Błękit, ale jest XD>
- Czy ja dobrze rozumiem? Chcesz być "takim dobrym kocurem jak ja"?
- Tak, Błękit.
- Kocurem?!
Końcówki uszu Wilczka stały się nieco czerwonawe. Kocur przygryzł wargę.
- Nie, nie! Przeprasz...
- Och, ale nic się nie stało! - zawołała radośnie Błękitna Cętka i uspokajająco dotknęła boku terminatora. - No co ty! Wcale się nie gniewam. To po prostu było takie śmieszne przejęzyczenie... Bo mam nadzieję, że wiesz, że jestem kotką? - Wilcza Łapa kiwnął głową.
Błękit zamyśliła się. Okropnie chciało jej się spać, do samego świtu była na nocnym patrolu. Nie mogła jednak zostawić syna swojego siostrzeńca bez odpowiedzi.
- Wiesz... - zaczęła. - Moim zdaniem najważniejsza jest determinacja. Nie możesz się zrażać pod wpływem jednego, nic nie znaczącego błędu... Nie... wiesz, że kłamię?
Syn Drżącego Oddechu rzucił jej zdumione spojrzenie. Zastępczyni zamknęła oczy.
- Oczywiście, że tu pasujesz. Jesteś synem cudownej wojowniczki i świetnego wojownika. Może i Drżący Oddech nie urodziła się w Klanie Burzy, ale to nie zmienia faktu, że jest nam lojalna. Moja "wysoka" ranga to tylko wyjątkowy zbieg okoliczności...
Urwała, nie unosząc wzroku. Zastanawiało to ją od dłuższego czasu. Czy Ciernista Gwiazda maczała w tym łapy? Błękit była chyba najmniej odpowiedzialnym kotem w klanie. Do tego nie utrzymywała z Brzoskwinią jakichś zażyłych kontaktów. Dlaczego liderka nie wybrała... Czaplego Potoku? Albo kogokolwiek innego?
- Nieco mnie to wszystko przeraża - oznajmiła po chwili namysłu. - Wiesz będę się musiała zmienić. Stać się poważną osobą i w ogóle... Ale sądzę, że ty masz jeszcze sporo czasu by ukończyć trening. Sosnowa Kora to super mentorka! - dodała z przekonaniem, a na jej pyszczku znowu zagościł uśmiech. Przesypała grudkę ziemi pomiędzy łapami i zastrzygła uchem, czekając na reakcję Wilczej Łapy. Ku jej zdumieniu brat Zająca prychnął i zamiótł kurz ogonem.
- Tobie to łatwo mówić! Na pewno jeszcze nigdy się nie pomyliłaś, nie popełniłaś żadnego błędu! A ja? Już zaliczyłem szlaban u Sosnowej Kory!
- Słuchaj młody. Za kogo ty mnie masz? Za kota z Klanu Gwiazdy?! - Błękitna Cętka wstała i uniosła do góry łapę, dla podkreślenia swych słów. - Jasne, że się pomyliłam i to wiele razy! Zaliczyłam szlaban na PIERWSZYM treningu! Pierwszym, ogarniasz?
Jej rozmówca przekrzywił głowę, jakby nie mógł sobie wyobrazić obecnej zastępczyni w takiej sytuacji.
- Nie powiem ci za co. Nie chcę cię demoralizować - oznajmiła cętkowana z kpiącym uśmiechem.
<Wilk? W sumie to są same dialogi i nieco przemyśleń Błękit, ale jest XD>
25 czerwca 2019
Od Błękitnej Cętki CD Świetlistego Potoku
*Linia czasowa sprzed wojny...*
Z przerażeniem zerknęła na szylkretkę. Niebieskie oczy Światełka wypełniły się łzami. Pierwsza z nich kapnęła na ziemię, później kolejna. Wojowniczka starła je szybkim ruchem łapy, nie pozwalając by zrobiła to jej przyjaciółka.
- Hej, hej, spokojnie! Światełko, mój mysi móżdżku!
Niebieska przysiadła obok kocicy, nakrywając jej ogon swoim.
- Nie, nie, jest dobrze. Ja... przepraszam - dawna uczennica Deszczowego Poranka usiłowała się wyrwać, jednak zastępczyni oparła się o nią całym ciałem.
- Siedź ładnie na czterech literach - pouczyła Światełko, mrucząc łagodnie.
W środku córki Boćka szalała prawdziwa burza. Co powinna odpowiedzieć przyjaciółce? Powiedzieć, że ma rację? Że śmierć czeka tych najlepszych, a mordercy, zdrajcy klanu będą żyć najdłużej? Pociągnęła nosem jednak zaraz wyszczerzyła się do nadchodzących Białej Sadzawki i Złotej Melodii. Obie rzuciły im nieco zdumione spojrzenia, ale tego nie skomentowały.
- Och Błękitku! Jestem z ciebie taka dumna - powiedziała biała starsza, siadając przy córce. - Ciernista Łodyga też była zastępcą...
- Tak, pamiętam mamo - odmruknęła Błękit i i zerknęła ponad ramieniem rodzicielki, szczerząc się do dawnej mentorki. Nie chciała tego okazywać, ale była zła na Białą Sadzawkę. Zła przez to, że starsza ani słowem nie zająknęła się o istnieniu tego trzeciego - Księżycowej Łapy.
- Opiekuj się Brzoskwinką - poprosiła Złota Melodia. Z jej oczu biła troska i Błękitna Cętka była pewna, że dotyczy ona, zarówno lidera, jak i jej. Uśmiechnęła się do kocicy jeszcze szerzej i szturchnęła ją miękko nosem. Błękit z chęcią objęłaby złotą, ale całe jej ciało było zajęte przytrzymywaniem Świetlistego Potoku, która zapewne chciała być gdziekolwiek indziej. Porozmawiały jeszcze chwilę, po czym obie grzecznie pożegnały starszyznę.
- Uwielbiam je - oznajmiła Błękitna Cętka i puściła koleżankę, która odskoczyła na długość królika. - Ale wracając do twojego poprzedniego pytania to...
Nieoczekiwanie niebieska zamilkła, zwieszając głowę. Co powinna powiedzieć? Poruszyła wargami, ale z jej pyszczka nie wyleciał żaden dźwięk. Światełko stanęła nieopodal, wbijając wzrok w zastępczynię, która potrząsnęła głową.
- Nie wiem, Świetlisty Potoku - wyszeptała bezradnie i nerwowo oblizała nos. - Ty masz rację. Giną tylko najlepsi. Ciernista Gwiazda, Ćmi Trzepot, Ksi... - odchrząknęła, by ukryć swoje zmieszanie. - A reszta parszywców chodzi sobie po świecie i ja... ja... nie wiem dlaczego tak jest.
Błękit uniosła głowę i wbiła wzrok w horyzont, pociągając nosem. Chwilę siedziały w milczeniu, każda pochłonięta rozmyślaniami. W głowie córki Boćka tłukło się jedno.
Dlaczego Klan Gwiazdy do tego dopuszcza?
*Time skip do czasu po wojnie*
Błękit, ta wiecznie radosna Błękit, była smutna. Leśny Cień był i zniknął. Trochę jak mgła, gdy wschodzi słońce. Tylko, że Lasek nie był mgłą, a ukochanym bratem niebieskiej. I odszedł, tak po prostu. Dni przelatywały obok niej, ale Błękit ich nie czuła. Skupiła się na zadaniach, nie pozwalając by ciało pogrążyło się w rozpaczy. Obserwowała Świetlisty Potok. Niejednokrotnie widziała na jej pyszczku determinację, może smutek. Wiedziała, że wojna wyniszczyła kocicę, pomimo, że szylkretka nie brała w niej udziału. A może właśnie dlatego? W końcu w starciu zginął jej ostatni z braci - Ziołowy Nos. Cętkowana wiedziała, że miot Rdzawego Ogona był bardzo liczny, a teraz na świecie została tylko Światełko - opuszczona wojowniczka. Błękitnej Cętce czasami to umykało, córka Rdzawego Ogona naprawdę dobrze ukrywała swoje emocje. Niebieska wiedziała, jedno... nie mogło tak pozostać. Wypełniła swoje obowiązki, wyznaczając patrol, po czym oznajmiła, że ona i Światełko wychodzą z obozu na polowanie. Następnie udała się do legowiska medyka. Ostrożnie przekroczyła próg. Ku jej uldze, w środku nie było Burzowego Serca. Jej przyjaciel naprawdę mocno, by się rozczarował, widząc jej postępowanie. Ruszyła pomiędzy stosikami ziół, wybierając te na uspokojenie, które znała i wiedziała, ze nie zaszkodzą. Może nawet pomogą? Z medykamentami w zębach wybiegła na dwór i złapała pierwszego, lepszego królika, ze stosu zwierzyny. Powoli wyszła z obozu i usiadła tak, żeby widzieć czy nikt nie nadchodzi. Lekko drżącą łapą rozorała brzuch piszczki i zaczęła napychać ofiarę ziołami. Gdy skończyła jak gdyby nigdy nic schwyciła piszczkę w szczęki i spokojnym krokiem ruszyła do obozu. Schowała królika w wysokich krzewach i przekroczyła wejście.
- O, Świetlisty Potoku! Wszędzie cię szukałam - Błękit udała zdziwienie, gdy zauważyła koleżankę. Szylkretka uniosła niepewne spojrzenie na zastępczynię i przełknęła ślinę.
- Idziemy na polowanie! - pisnęła radośnie niebieska, obskakując kocicę dookoła. - Chodź, chodź, chodź!
Pociągnęła wojowniczkę za ogon i pognała przodem. Gdy skończyły słońce stało już wysoko. Niebieskiej udało się złapać sójkę i wróbla, mimo to wojowniczka złapała sporo więcej piszczek. Wróciły do obozu i zgodnie z wolą Błękitnej Cętki, usiadły z boku, by się posilić.
- Masz - zastępczyni podsunęła przyjaciółce królika, usiłując ukryć wesołość. - Jedz, ja nie jestem głodna.
Niebieskie oczy Świetlistego Potoku wydawały się nieufne, jednak posłusznie pochyliła głowę. Cętkowana wstrzymała oddech, widząc, że córka Rdzawego Ogona uważnie wącha posiłek. Już wydawało się, że zje, po chwili jednak szylkretka cofnęła łeb i wbiła zdziwione spojrzenie w młodszą.
- Dlaczego ten królik pachnie ziołami, Błękit?
Niebieska wbiła pazury w ziemię, starała się jednak nie poruszać, by nie wzbudzić podejrzeń.
- Wiesz, podejrzewam, że się w czymś wytarzał... - Zauważyła, że Światełko odsuwa jedzenie, więc czym prędzej zatrzymała jej łapę. - No, dobra! Nafaszerowałam go ziołami na twój smutek, szczęśliwsza? - jej żarcik nie rozbawił wojowniczki, która wbiła w nią zaskoczone spojrzenie.
- Burzowe Serce ci na to pozwolił?
- Prawdę mówiąc, to... nie ma o niczym pojęcia - wyjąkała córka Boćka, czując, że jej uszy stają się czerwone. Położyła łapę na łapie Światełka, by zwrócić na siebie jej uwagę. - Wiesz co? Mam pomysł!
Przysunęła do siebie królika i przerwała jego ciało na pół. Pierwszą część położyła przed sobą, drugą przed szylkretką.
-Zjemy obie! Mi... mi też jest ciężko po śmierci Laska - Imię brata wstrząsnęło jej ciałem, jak dreszcz w Porze Nagich Drzew. Szybkim ruchem otarła zbłąkaną łzę i spróbowała uśmiechnąć się do Światełka. Nie udało jej się, więc po prostu schyliła głowę i zaczęła jeść.
- O, Świetlisty Potoku! Wszędzie cię szukałam - Błękit udała zdziwienie, gdy zauważyła koleżankę. Szylkretka uniosła niepewne spojrzenie na zastępczynię i przełknęła ślinę.
- Idziemy na polowanie! - pisnęła radośnie niebieska, obskakując kocicę dookoła. - Chodź, chodź, chodź!
Pociągnęła wojowniczkę za ogon i pognała przodem. Gdy skończyły słońce stało już wysoko. Niebieskiej udało się złapać sójkę i wróbla, mimo to wojowniczka złapała sporo więcej piszczek. Wróciły do obozu i zgodnie z wolą Błękitnej Cętki, usiadły z boku, by się posilić.
- Masz - zastępczyni podsunęła przyjaciółce królika, usiłując ukryć wesołość. - Jedz, ja nie jestem głodna.
Niebieskie oczy Świetlistego Potoku wydawały się nieufne, jednak posłusznie pochyliła głowę. Cętkowana wstrzymała oddech, widząc, że córka Rdzawego Ogona uważnie wącha posiłek. Już wydawało się, że zje, po chwili jednak szylkretka cofnęła łeb i wbiła zdziwione spojrzenie w młodszą.
- Dlaczego ten królik pachnie ziołami, Błękit?
Niebieska wbiła pazury w ziemię, starała się jednak nie poruszać, by nie wzbudzić podejrzeń.
- Wiesz, podejrzewam, że się w czymś wytarzał... - Zauważyła, że Światełko odsuwa jedzenie, więc czym prędzej zatrzymała jej łapę. - No, dobra! Nafaszerowałam go ziołami na twój smutek, szczęśliwsza? - jej żarcik nie rozbawił wojowniczki, która wbiła w nią zaskoczone spojrzenie.
- Burzowe Serce ci na to pozwolił?
- Prawdę mówiąc, to... nie ma o niczym pojęcia - wyjąkała córka Boćka, czując, że jej uszy stają się czerwone. Położyła łapę na łapie Światełka, by zwrócić na siebie jej uwagę. - Wiesz co? Mam pomysł!
Przysunęła do siebie królika i przerwała jego ciało na pół. Pierwszą część położyła przed sobą, drugą przed szylkretką.
-Zjemy obie! Mi... mi też jest ciężko po śmierci Laska - Imię brata wstrząsnęło jej ciałem, jak dreszcz w Porze Nagich Drzew. Szybkim ruchem otarła zbłąkaną łzę i spróbowała uśmiechnąć się do Światełka. Nie udało jej się, więc po prostu schyliła głowę i zaczęła jeść.
<Świetlista? c: Tak... mi też ostatnio nie wychodzi odpisywanie na czas...>
17 czerwca 2019
Od Błękitnej Cętki CD Wilka (Wilczej Łapy)
Chwilę siedzieli w ciszy. Błękit po raz ostatni otarła łzy wierzchem łapy i niemrawo uśmiechnęła się do kociaka.
- Nie chciałbyś być uczniem Burzowego Serca? - zagadnęła, z uśmiechem. Jako zastępca powinna wiedzieć jak najwięcej o predyspozycjach przyszłych terminatorów.
Wilk zaprzeczył szybkim ruchem łebka, nerwowo machając ogonem.
- Nie, proszę pani Błękitna Cętko! - pisnął. - Chcę być silnym wojownikiem!
Córka Białej Sadzawki uśmiechnęła się delikatnie i mrugnęła łobuzersko, niemal zapominając o wojnie. Udało mu się, rozbawił ją.
- Żadna tam pani! Mów mi Błękit, wszyscy tak robią - zamruczała. - Cóż... wspaniale opatrzyłeś tę ranę. Możesz pomóc Burzy, ale ja muszę już iść i porozmawiać z Brzoskwiniową Gwiazdą.
Kiwnęła mu głową i ruszyła w kierunku lidera.
- Nie chciałbyś być uczniem Burzowego Serca? - zagadnęła, z uśmiechem. Jako zastępca powinna wiedzieć jak najwięcej o predyspozycjach przyszłych terminatorów.
Wilk zaprzeczył szybkim ruchem łebka, nerwowo machając ogonem.
- Nie, proszę pani Błękitna Cętko! - pisnął. - Chcę być silnym wojownikiem!
Córka Białej Sadzawki uśmiechnęła się delikatnie i mrugnęła łobuzersko, niemal zapominając o wojnie. Udało mu się, rozbawił ją.
- Żadna tam pani! Mów mi Błękit, wszyscy tak robią - zamruczała. - Cóż... wspaniale opatrzyłeś tę ranę. Możesz pomóc Burzy, ale ja muszę już iść i porozmawiać z Brzoskwiniową Gwiazdą.
Kiwnęła mu głową i ruszyła w kierunku lidera.
***
Brzozowy Szept i Sosnowa Kora, mimo, że to ukrywały, z całą pewnością mocno przeżyły śmierć matki. A przynajmniej tak uważała Błękit. Córka Boćka nieraz obserwowała obie kotki. Ich dni wypełniały patrole, mentorowanie uczniom oraz inne obowiązki życia wojownika. Któregoś dnia zaczepiła, więc Sosnową Korę, która wracała do obozu, z patrolu myśliwskiego.
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia - miauknęła cicho, stając obok córki Ostu. Sosna uniosła nieco głowę, wbijając zaciekawione spojrzenie w zastępczynię. - Spędź trochę czasu z Brzozowym Szeptem - powiedziała Błękit, prawie błagalnym tonem. - Macie tylko siebie, powinnyście się wspierać. Ja wezmę Wilczą i Zajęczą Łapę na trening.
Zauważyła, że pyszczek wojowniczki otwiera się jakby chciała coś powiedzieć. Podsunęła jej pod nos swój ogon w geście protestu.
- Żadnych "ale"! Odgórny rozkaz zastępcy!
Uśmiechnęła się delikatnie, widząc że Sosnowa Kora kiwa głową i odchodzi. Błękitna Cętka ruszyła do legowiska uczniów, by zawołać Wilka i Zająca. Koteczka wyszła i usiadła na ziemi, po czym obrzuciła starszą kocicę podejrzliwym spojrzeniem. Niebieska dostrzegała u niej cechy podobne jak u Orlego Trzepotu. Kolejny pojawił się Wilczek, uśmiechając się ciepło na widok zastępczyni. Zajęcza Łapa zmrużyła oczy.
- Gdzie Brzozowy Szept?
- Dzisiaj będziecie trenować ze mną - odpowiedziała córka Boćka, przekrzywiając głowę.
- Ale super! - zawołał Wilcza Łapa, przepychając się przed siostrę. - Będziemy mieli trening walki?!
Cętkowana uśmiechnęła się na widok tak wielkiego entuzjazmu.
- No... zobaczymy - mruknęła wymijająco. Wstała, energicznie otrzepując tylne łapy. Uniosła głowę i wydała z siebie niemal bojowy okrzyk. - Ekipa, marsz!
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia - miauknęła cicho, stając obok córki Ostu. Sosna uniosła nieco głowę, wbijając zaciekawione spojrzenie w zastępczynię. - Spędź trochę czasu z Brzozowym Szeptem - powiedziała Błękit, prawie błagalnym tonem. - Macie tylko siebie, powinnyście się wspierać. Ja wezmę Wilczą i Zajęczą Łapę na trening.
Zauważyła, że pyszczek wojowniczki otwiera się jakby chciała coś powiedzieć. Podsunęła jej pod nos swój ogon w geście protestu.
- Żadnych "ale"! Odgórny rozkaz zastępcy!
Uśmiechnęła się delikatnie, widząc że Sosnowa Kora kiwa głową i odchodzi. Błękitna Cętka ruszyła do legowiska uczniów, by zawołać Wilka i Zająca. Koteczka wyszła i usiadła na ziemi, po czym obrzuciła starszą kocicę podejrzliwym spojrzeniem. Niebieska dostrzegała u niej cechy podobne jak u Orlego Trzepotu. Kolejny pojawił się Wilczek, uśmiechając się ciepło na widok zastępczyni. Zajęcza Łapa zmrużyła oczy.
- Gdzie Brzozowy Szept?
- Dzisiaj będziecie trenować ze mną - odpowiedziała córka Boćka, przekrzywiając głowę.
- Ale super! - zawołał Wilcza Łapa, przepychając się przed siostrę. - Będziemy mieli trening walki?!
Cętkowana uśmiechnęła się na widok tak wielkiego entuzjazmu.
- No... zobaczymy - mruknęła wymijająco. Wstała, energicznie otrzepując tylne łapy. Uniosła głowę i wydała z siebie niemal bojowy okrzyk. - Ekipa, marsz!
<Wilczku? c:>
01 czerwca 2019
Od Błękitnej Cętki
Od chwili, w której Błękit otrzymała rangę zastępcy minął już ładny księżyc. Mimo wszystko Brzoskwiniowa Gwiazda nie czuła się pewnie w nowej roli, więc Klan Burzy postanowił póki co nie ogłaszać śmierci Ciernistej Gwiazdy. Mieli szczęście, Klan Gwiazdy wciąż milczał i zgromadzenie się nie odbyło.
- Jeden zapasowy księżyc - mruknęła wtedy do siebie Błękitna Cętka, miękko powiewając ogonem. Spokój zakłóciło wtargnięcie do obozu klifowiczki. Urocza śnieżna bengalka, w wieku uczniowskim oznajmiła im, że wojna została rozpoczęta. Mieli pozbierać siły i stawić się w obozie Klanu Klifu. Zrobili jak im kazała. Brzoskwinia, z niewielką pomocą niebieskiej, wybrała wojowników i uczniów na walkę. Reszcie przykazały zostać i pilnować obozu. Żadna nie czuła się zbyt pewnie przy wyborze, obie wiedziały, że z ich listy jeden czy dwóch nie powróci żywych. To mógł być każdy. Wyruszyli na tereny Klanu Klifu z lekkim opóźnieniem, lecz w końcu stanęli przed obliczem rudego lidera. Jak się okazało Klan Nocy już dotarł. Pstrokata przywódczyni, Żwirowa Gwiazda wyglądała o niebo pewniej od kremowo-białej liderki burzowiczów. Błękit naprawdę doceniała Brzoskwiniową Gwiazdę, tolerowała kremową w pełni, pomimo że tamta była kotko-kocurem, jednak w tamtym uderzeniu serca przeklinała na czym świat stoi. Córka Złotej Melodii drżała lekko, widząc zbliżającego się do nich Lisią Gwiazdę. Błękit w głębi serca porównywała Liska z Czaplim Potokiem. Jego oczy. Miały piękną, brązową barwę, tak podobną do ślepi czekoladowego wojownika. Zastępczyni wysunęła się lekko na przód, usiłując ratować sytuację. Lisia Gwiazda powitał ich skinieniem głowy. Wyglądał na dużo starszego niż był w rzeczywistości, choć w sumie... był jeszcze dzieciakiem.
- Witaj, mam na imię Błękitna Cętka - powiedziała z uśmiechem na pyszczku. - A to nasza nowa liderka...
- Brz-rzoskwiniowa Gww-iazda - lekko się jąkając oznajmiła kremowa.
- Och, czyli Ciernista Gwiazda...
- Tak, nie żyje - poświadczyła Błękit, siłując się z myślami. W oczach Brzoskwini dostrzegła iskierki smutku, ale kremowa, wciąż nie odwróciła się i nie uciekła z powrotem do ich obozu. Cętkowana poczuła dumę ze swojej przywódczyni i uśmiechnęła się do niej ciepło. Lisek ze smutkiem kiwnął głową i poruszył ogonem.
- Zaraz ruszamy, tylko czekamy na jeszcze kogoś... O, właśnie nadchodzą!
Rudy oddalił się prędko, w kierunku kolumny kotów. Niebieska ciekawie nadstawiła uszu i przestąpiła z łapy na łapę. Nie znała ich, wyglądali na samotników. Błękitna Cętka przez moment poczuła przemożną chęć podbiegnięcia do Lisiej Gwiazdy i poinformowania, że jest jego... ciocią. Ale to nie była odpowiednia chwila. Może kiedyś...
Jednym uchem słuchała tłumaczeń syna Konwaliowej Rzeki. Gdy każdy ruch został ustalony, cztery klany ruszyły w głąb terenów Lisiej Gwiazdy. Rudy szedł na przedzie, wyprzedzając nieco Brzoskwiniową Gwiazdę i innych liderów. Prowadził ich pewnie i szybko pokonywali równinę, bo klifowicze jak najszybciej chcieli się przedostać na tereny Klanu Wilka. Jednak, gdy dotarli do Głębokiej Ścieżki okazało się, że przeprawa jest zniszczona. Cała grupa zawróciła, by przejść po terenach Klanu Nocy. Błękit truchtała przy boku kremowej, z trudem powstrzymując energię i niepewność. Uspokoiła Sarni Skok, który z nerwów lekko się trząsł. Pomimo to w głowie jej się kręciło. W obozie byli niczego niespodziewający się niczego członkowie Klanu Wilka. To niesprawiedliwe! pomyślała. Najchętniej namówiłaby Brzoskwiniową Gwiazdę do zerwania umowy już teraz, wiedziała jednak, że najprawdopodobniej Lisek zaatakuje wtedy właśnie ich, ale tak zrobiłby pewnie każdy przywódca. Znaleźli się pod ścianą, bez możliwości ucieczki. Z rozpaczą zerknęła na siostrzeńca, może ten przejrzy na oczy? Lisek nie patrzył jednak na burzowiczów.
- Znacie plan - jego zielone oczy rozjarzyły się nieco.
Wszyscy kiwnęli głowami. Błękitna Cętka usiadła, nakrywając łapy ogonem. W uszach jej szumiało i nie bardzo wiedziała co zrobić. Ciernista Gwiazda chciała tego sojuszu, wiedziała co robi - pocieszyła się w duchu zastępczyni i skuliła się lekko. Skamieniała na dźwięk głośnych wrzasków i okrzyków, dobiegających z obozu, gdy pierwsza fala wojowników dotarła o wejścia. Odczekali kilkadziesiąt uderzeń serca i pozwolili przejść grupie samotników. Klan Lisa wbiegł dość szybko, ale w końcu była ich niewielka grupka. Na zewnątrz zostali już tylko burzowicze i druga część Klanu Nocy. Brzoskwiniowa Gwiazda niepewnie machnęła ogonem. Jej klanowicze rzucili się do przejścia, a za nimi podążyli wojownicy z Klanu Nocy. Błękitna Cętka wbiegła do obozu, tuż przy ścianie przejścia, gdzie czekał na nią wojownik Klanu Wilka. Zastępczyni została powalona. Kocur rzucił się do jej gardła, gotowy ugodzić, niebieska wywinęła się jednak, wbijając pazury w pierś wojownika. Wilczak krzyknął i potknął się o swoje łapy, dzięki czemu teraz Błękitna Cętka stała nad nim. Wrzasnęła i rozorała boki kota, po czym oddaliła się pospiesznie. On już dostał swoją nauczkę. Zresztą, córka Białej Sadzawki nie miała zamiaru zabijać dzisiaj nikogo. Przecisnęła się przez jakiś tłumek, czując że zaraz wybuchną jej bębenki. Wrzaski, łkania i okrzyki bitewne mieszały się i tworzyły jeden wielki harmider. Skoczyła na pierwszą kocicę jaką zobaczyła i obie przeturlały się po trawie. Tamta krzyknęła dziko, gdy Błękit nadepnęła jej na ogon.
- Noc?
Niebieska otworzyła szerzej oczy, bo doskonale pamiętała Nocną Burzę ze swojego pierwszego zgromadzenia. Szylkretka zamrugała powoli.
- Błękit?
Obie trwały w niezdecydowaniu. Zastępczyni wolno wysunęła łapę. Musiała być wierna nie wobec koleżanki, a wobec klanu. Przejechała pazurami po boku czarnej, aż tamta syknęła cicho. Córka Boćka wstała i pomknęła między inne koty, zostawiając Nocną Burzę za sobą. To było bardzo nieprzyjemne doświadczenie, właśnie zaatakowała kocicę, z którą tak świetnie bawiła się na zgromadzeniu. Wywinęła się spod łap jakiegoś ucznia, który za ten atak zapłacił zadrapaniem. Klan Wilka przegrywał, to było widać na pierwszy rzut oka. Błękit usłyszała rozpaczliwy jęk i obróciła się wokół własnej osi. Kasztanowa Łapa został zapędzony w róg obozu i otoczony przez trójkę wojowników Klanu Wilka. Termiantor drżał gwałtownie z jego oczy wyciekło kilka pojedynczych łez, czoło i jedną powiekę miał całe we krwi. Błękitna Cętka wrzasnęła i ruszyła w tamtym kierunku, roztrącając koty. Jeżeli nie zdąży uczniak przypłaci życiem... Wpadła na pierwszego kocura i docisnęła go do ziemi. Tamten wydał z siebie głośny, pełen frustracji jęk, ale nie mógł nic zrobić, unieruchomiony przez zastępczynię. Niebieska rzuciła się na drugiego kocura, a wtedy terminator Świetlistego Potoku zdołał przemknąć bokiem, poza ich zasięg. Zawarczała i rozdrapała bok wilczaka, dumnie unosząc głowę. Krew trysnęła. Córka Białej Sadzawki zobaczyła cień po swojej prawej. Uskoczyła dokładnie w momencie, gdy Płomienisty Świt rzucił się w jej stronę. Zgrabnie potoczyła się po trawie i uskoczyła przed łapą z czyimiś pazurami. Ciężko dysząc, zatrzymała się i spróbowała unormować oddech. Bitwa skłaniała się ku końcowi. Klan Wilka cofał się w kierunku rogu obozu, plując i parskając. Błękit obserwowała bezsilny Płonący Grzbiet. Rudy zastępca usiłował przemówić swoim wojownikom do rozsądku, oni jednak choć dwoili się i troili nie potrafili walczyć. Rany i ból, skutecznie im to uniemożliwiały.
- Błękitna Cętko, powinnaś coś zobaczyć - tuż przy uchu dosłyszała ciche, ale pełne rozpaczy mruczenie Pylistego Świtu.
Pełna złych przeczuć odwróciła się powoli i dojrzała pierwsze ciało. Zwłoki Bladej Łapy pokrył pył i brud, ale niebieska rozpoznała swojego siostrzeńca.
- Sarni Skok też nie żyje - oznajmiła wojowniczka i nerwowo uderzyła ogonem o ziemię.
- Niech inni zobaczą czy... ktoś jeszcze...
Pyłek skinęła głową i oddaliła się pospiesznie, a zastępczyni wbiła posępne spojrzenie w syna Konwaliowej Rzeki. W głowie już widziała smutne, brązowe oczy Czaplego Potoku, gdy rzuca mu pod łapy dwójkę synów.
- J-ja go znałam.
Odwróciła głowę i wbiła wzrok w piękna klifowiczkę. Szylkreta miała intensywnie zielone oczy, które wbiła w martwego terminatora.
- Czy mogę go pożegnać? - zapytała kocica.
Córka Białej Sadzawki po chwili namysłu skinęła głową. Nie była pewna co do zachowań kotki, ale w końcu mieli sojusz, co nie? Odwróciła się i odeszła kawałek, po czym usiadła, obserwując czy klifowiczka nie bezcześci zwłok. Tamta chyba nie miała takich zamiarów, bo siedziała, pogrążona w rozmyślaniach. Wobec tego Błękit ruszyła w kierunku kremowej kotki-kocura, by sprawdzić czy liderce nic się nie stało. Brzoskwiniowa Gwiazda drżała na całym ciele. Na widok zastępczyni na jej pyszczku ukazała się prawdziwa ulga.
- Błękit, j-ja... chyba straciłam życia...
Niebieska poczuła, że traci grunt pod łapami.
- Ile?
- Ch-chyba dwa - odpowiedziała Brzoskwinia, zerkając pod swoje łapy i delikatnie liżąc ranę na barku.
Błękitna Cętka z furią kopnęła kamyk. Miała ochotę zakląć, przerwał jej jednak głos Liska.
- PRZEGRALIŚCIE! - usłyszała krzyk Lisiej Gwiazdy. Rudy lider wskoczył na podwyższenie, z którego zazwyczaj przemawiał Borsucza Gwiazda. Płonący Grzbiet wybiegł z tłumu, chcąc protestować. Rany i zadrapania, które odniósł w bitwie sprawiły, że upadł ciężko na trawę. Błękit odwróciła wzrok i nerwowo oblizała nos. Nie lubiła przemocy, ale wilczaki zabiły Bladą Łapę i Sarni Skok, jej siostrzeńców, ukochanych synków jej brata.
- Zwołam naszych wojowników i wracamy do obozu, co ty na to? Burzowe Serce powinien cie obejrzeć.
Kremowa kiwnęła głową. Zastępczyni ruszyła przez koty, nawołując burzowiczów i nakazując, by zabrali ciała. Na środek obozu przywleczono Tulipanowy Pąk; pointka była matką Sosnowej Kory i Brzozowego Szeptu, Błękit aż wstrząsnęła się na myśl jak mocno przeżyją to obie kocice; Sztormowe Niebo, który był bratem Brzoskwiniowej Gwiazdy, liderka zachłysnęła się powietrzem, gdy go zobaczyła. Kolejnym poległym okazał się być Ziołowy Nos, czyli brat Świetlistego Potoku. Błękitna Cętka przycisnęła czoło do policzka wojownika, rozmyślając o przyjaciółce. Ci którzy zostali otoczyli kołem zastępczynię i liderkę.
- Czy to już wszyscy? - Błękitna Cętka uniosła głowę i obejrzała szereg wojowników. Wszyscy odnieśli mniejsze lub większe rany i obrażenia.
Ktoś wskazał na dwa ciała z boku.
- Jeszcze Blada Łapa i Sarni Skok.
- Ach, faktycznie - niebieska poczuła, że łzy napływają do jej ślepi, ale starła je szybkim ruchem łapy. - Chodźcie, wracamy do obozu!
Z pomocą Deszczowego Poranku zarzuciła sobie Tulipanowy Pąk na grzbiet i wspierając liderkę jednym ramieniem, ruszyły na przedzie Klanu Burzy, do domu.
<Wiem, że kiepskie, ale jak ktoś chce to może odpisać.>
- Jeden zapasowy księżyc - mruknęła wtedy do siebie Błękitna Cętka, miękko powiewając ogonem. Spokój zakłóciło wtargnięcie do obozu klifowiczki. Urocza śnieżna bengalka, w wieku uczniowskim oznajmiła im, że wojna została rozpoczęta. Mieli pozbierać siły i stawić się w obozie Klanu Klifu. Zrobili jak im kazała. Brzoskwinia, z niewielką pomocą niebieskiej, wybrała wojowników i uczniów na walkę. Reszcie przykazały zostać i pilnować obozu. Żadna nie czuła się zbyt pewnie przy wyborze, obie wiedziały, że z ich listy jeden czy dwóch nie powróci żywych. To mógł być każdy. Wyruszyli na tereny Klanu Klifu z lekkim opóźnieniem, lecz w końcu stanęli przed obliczem rudego lidera. Jak się okazało Klan Nocy już dotarł. Pstrokata przywódczyni, Żwirowa Gwiazda wyglądała o niebo pewniej od kremowo-białej liderki burzowiczów. Błękit naprawdę doceniała Brzoskwiniową Gwiazdę, tolerowała kremową w pełni, pomimo że tamta była kotko-kocurem, jednak w tamtym uderzeniu serca przeklinała na czym świat stoi. Córka Złotej Melodii drżała lekko, widząc zbliżającego się do nich Lisią Gwiazdę. Błękit w głębi serca porównywała Liska z Czaplim Potokiem. Jego oczy. Miały piękną, brązową barwę, tak podobną do ślepi czekoladowego wojownika. Zastępczyni wysunęła się lekko na przód, usiłując ratować sytuację. Lisia Gwiazda powitał ich skinieniem głowy. Wyglądał na dużo starszego niż był w rzeczywistości, choć w sumie... był jeszcze dzieciakiem.
- Witaj, mam na imię Błękitna Cętka - powiedziała z uśmiechem na pyszczku. - A to nasza nowa liderka...
- Brz-rzoskwiniowa Gww-iazda - lekko się jąkając oznajmiła kremowa.
- Och, czyli Ciernista Gwiazda...
- Tak, nie żyje - poświadczyła Błękit, siłując się z myślami. W oczach Brzoskwini dostrzegła iskierki smutku, ale kremowa, wciąż nie odwróciła się i nie uciekła z powrotem do ich obozu. Cętkowana poczuła dumę ze swojej przywódczyni i uśmiechnęła się do niej ciepło. Lisek ze smutkiem kiwnął głową i poruszył ogonem.
- Zaraz ruszamy, tylko czekamy na jeszcze kogoś... O, właśnie nadchodzą!
Rudy oddalił się prędko, w kierunku kolumny kotów. Niebieska ciekawie nadstawiła uszu i przestąpiła z łapy na łapę. Nie znała ich, wyglądali na samotników. Błękitna Cętka przez moment poczuła przemożną chęć podbiegnięcia do Lisiej Gwiazdy i poinformowania, że jest jego... ciocią. Ale to nie była odpowiednia chwila. Może kiedyś...
Jednym uchem słuchała tłumaczeń syna Konwaliowej Rzeki. Gdy każdy ruch został ustalony, cztery klany ruszyły w głąb terenów Lisiej Gwiazdy. Rudy szedł na przedzie, wyprzedzając nieco Brzoskwiniową Gwiazdę i innych liderów. Prowadził ich pewnie i szybko pokonywali równinę, bo klifowicze jak najszybciej chcieli się przedostać na tereny Klanu Wilka. Jednak, gdy dotarli do Głębokiej Ścieżki okazało się, że przeprawa jest zniszczona. Cała grupa zawróciła, by przejść po terenach Klanu Nocy. Błękit truchtała przy boku kremowej, z trudem powstrzymując energię i niepewność. Uspokoiła Sarni Skok, który z nerwów lekko się trząsł. Pomimo to w głowie jej się kręciło. W obozie byli niczego niespodziewający się niczego członkowie Klanu Wilka. To niesprawiedliwe! pomyślała. Najchętniej namówiłaby Brzoskwiniową Gwiazdę do zerwania umowy już teraz, wiedziała jednak, że najprawdopodobniej Lisek zaatakuje wtedy właśnie ich, ale tak zrobiłby pewnie każdy przywódca. Znaleźli się pod ścianą, bez możliwości ucieczki. Z rozpaczą zerknęła na siostrzeńca, może ten przejrzy na oczy? Lisek nie patrzył jednak na burzowiczów.
- Znacie plan - jego zielone oczy rozjarzyły się nieco.
Wszyscy kiwnęli głowami. Błękitna Cętka usiadła, nakrywając łapy ogonem. W uszach jej szumiało i nie bardzo wiedziała co zrobić. Ciernista Gwiazda chciała tego sojuszu, wiedziała co robi - pocieszyła się w duchu zastępczyni i skuliła się lekko. Skamieniała na dźwięk głośnych wrzasków i okrzyków, dobiegających z obozu, gdy pierwsza fala wojowników dotarła o wejścia. Odczekali kilkadziesiąt uderzeń serca i pozwolili przejść grupie samotników. Klan Lisa wbiegł dość szybko, ale w końcu była ich niewielka grupka. Na zewnątrz zostali już tylko burzowicze i druga część Klanu Nocy. Brzoskwiniowa Gwiazda niepewnie machnęła ogonem. Jej klanowicze rzucili się do przejścia, a za nimi podążyli wojownicy z Klanu Nocy. Błękitna Cętka wbiegła do obozu, tuż przy ścianie przejścia, gdzie czekał na nią wojownik Klanu Wilka. Zastępczyni została powalona. Kocur rzucił się do jej gardła, gotowy ugodzić, niebieska wywinęła się jednak, wbijając pazury w pierś wojownika. Wilczak krzyknął i potknął się o swoje łapy, dzięki czemu teraz Błękitna Cętka stała nad nim. Wrzasnęła i rozorała boki kota, po czym oddaliła się pospiesznie. On już dostał swoją nauczkę. Zresztą, córka Białej Sadzawki nie miała zamiaru zabijać dzisiaj nikogo. Przecisnęła się przez jakiś tłumek, czując że zaraz wybuchną jej bębenki. Wrzaski, łkania i okrzyki bitewne mieszały się i tworzyły jeden wielki harmider. Skoczyła na pierwszą kocicę jaką zobaczyła i obie przeturlały się po trawie. Tamta krzyknęła dziko, gdy Błękit nadepnęła jej na ogon.
- Noc?
Niebieska otworzyła szerzej oczy, bo doskonale pamiętała Nocną Burzę ze swojego pierwszego zgromadzenia. Szylkretka zamrugała powoli.
- Błękit?
Obie trwały w niezdecydowaniu. Zastępczyni wolno wysunęła łapę. Musiała być wierna nie wobec koleżanki, a wobec klanu. Przejechała pazurami po boku czarnej, aż tamta syknęła cicho. Córka Boćka wstała i pomknęła między inne koty, zostawiając Nocną Burzę za sobą. To było bardzo nieprzyjemne doświadczenie, właśnie zaatakowała kocicę, z którą tak świetnie bawiła się na zgromadzeniu. Wywinęła się spod łap jakiegoś ucznia, który za ten atak zapłacił zadrapaniem. Klan Wilka przegrywał, to było widać na pierwszy rzut oka. Błękit usłyszała rozpaczliwy jęk i obróciła się wokół własnej osi. Kasztanowa Łapa został zapędzony w róg obozu i otoczony przez trójkę wojowników Klanu Wilka. Termiantor drżał gwałtownie z jego oczy wyciekło kilka pojedynczych łez, czoło i jedną powiekę miał całe we krwi. Błękitna Cętka wrzasnęła i ruszyła w tamtym kierunku, roztrącając koty. Jeżeli nie zdąży uczniak przypłaci życiem... Wpadła na pierwszego kocura i docisnęła go do ziemi. Tamten wydał z siebie głośny, pełen frustracji jęk, ale nie mógł nic zrobić, unieruchomiony przez zastępczynię. Niebieska rzuciła się na drugiego kocura, a wtedy terminator Świetlistego Potoku zdołał przemknąć bokiem, poza ich zasięg. Zawarczała i rozdrapała bok wilczaka, dumnie unosząc głowę. Krew trysnęła. Córka Białej Sadzawki zobaczyła cień po swojej prawej. Uskoczyła dokładnie w momencie, gdy Płomienisty Świt rzucił się w jej stronę. Zgrabnie potoczyła się po trawie i uskoczyła przed łapą z czyimiś pazurami. Ciężko dysząc, zatrzymała się i spróbowała unormować oddech. Bitwa skłaniała się ku końcowi. Klan Wilka cofał się w kierunku rogu obozu, plując i parskając. Błękit obserwowała bezsilny Płonący Grzbiet. Rudy zastępca usiłował przemówić swoim wojownikom do rozsądku, oni jednak choć dwoili się i troili nie potrafili walczyć. Rany i ból, skutecznie im to uniemożliwiały.
- Błękitna Cętko, powinnaś coś zobaczyć - tuż przy uchu dosłyszała ciche, ale pełne rozpaczy mruczenie Pylistego Świtu.
Pełna złych przeczuć odwróciła się powoli i dojrzała pierwsze ciało. Zwłoki Bladej Łapy pokrył pył i brud, ale niebieska rozpoznała swojego siostrzeńca.
- Sarni Skok też nie żyje - oznajmiła wojowniczka i nerwowo uderzyła ogonem o ziemię.
- Niech inni zobaczą czy... ktoś jeszcze...
Pyłek skinęła głową i oddaliła się pospiesznie, a zastępczyni wbiła posępne spojrzenie w syna Konwaliowej Rzeki. W głowie już widziała smutne, brązowe oczy Czaplego Potoku, gdy rzuca mu pod łapy dwójkę synów.
- J-ja go znałam.
Odwróciła głowę i wbiła wzrok w piękna klifowiczkę. Szylkreta miała intensywnie zielone oczy, które wbiła w martwego terminatora.
- Czy mogę go pożegnać? - zapytała kocica.
Córka Białej Sadzawki po chwili namysłu skinęła głową. Nie była pewna co do zachowań kotki, ale w końcu mieli sojusz, co nie? Odwróciła się i odeszła kawałek, po czym usiadła, obserwując czy klifowiczka nie bezcześci zwłok. Tamta chyba nie miała takich zamiarów, bo siedziała, pogrążona w rozmyślaniach. Wobec tego Błękit ruszyła w kierunku kremowej kotki-kocura, by sprawdzić czy liderce nic się nie stało. Brzoskwiniowa Gwiazda drżała na całym ciele. Na widok zastępczyni na jej pyszczku ukazała się prawdziwa ulga.
- Błękit, j-ja... chyba straciłam życia...
Niebieska poczuła, że traci grunt pod łapami.
- Ile?
- Ch-chyba dwa - odpowiedziała Brzoskwinia, zerkając pod swoje łapy i delikatnie liżąc ranę na barku.
Błękitna Cętka z furią kopnęła kamyk. Miała ochotę zakląć, przerwał jej jednak głos Liska.
- PRZEGRALIŚCIE! - usłyszała krzyk Lisiej Gwiazdy. Rudy lider wskoczył na podwyższenie, z którego zazwyczaj przemawiał Borsucza Gwiazda. Płonący Grzbiet wybiegł z tłumu, chcąc protestować. Rany i zadrapania, które odniósł w bitwie sprawiły, że upadł ciężko na trawę. Błękit odwróciła wzrok i nerwowo oblizała nos. Nie lubiła przemocy, ale wilczaki zabiły Bladą Łapę i Sarni Skok, jej siostrzeńców, ukochanych synków jej brata.
- Zwołam naszych wojowników i wracamy do obozu, co ty na to? Burzowe Serce powinien cie obejrzeć.
Kremowa kiwnęła głową. Zastępczyni ruszyła przez koty, nawołując burzowiczów i nakazując, by zabrali ciała. Na środek obozu przywleczono Tulipanowy Pąk; pointka była matką Sosnowej Kory i Brzozowego Szeptu, Błękit aż wstrząsnęła się na myśl jak mocno przeżyją to obie kocice; Sztormowe Niebo, który był bratem Brzoskwiniowej Gwiazdy, liderka zachłysnęła się powietrzem, gdy go zobaczyła. Kolejnym poległym okazał się być Ziołowy Nos, czyli brat Świetlistego Potoku. Błękitna Cętka przycisnęła czoło do policzka wojownika, rozmyślając o przyjaciółce. Ci którzy zostali otoczyli kołem zastępczynię i liderkę.
- Czy to już wszyscy? - Błękitna Cętka uniosła głowę i obejrzała szereg wojowników. Wszyscy odnieśli mniejsze lub większe rany i obrażenia.
Ktoś wskazał na dwa ciała z boku.
- Jeszcze Blada Łapa i Sarni Skok.
- Ach, faktycznie - niebieska poczuła, że łzy napływają do jej ślepi, ale starła je szybkim ruchem łapy. - Chodźcie, wracamy do obozu!
Z pomocą Deszczowego Poranku zarzuciła sobie Tulipanowy Pąk na grzbiet i wspierając liderkę jednym ramieniem, ruszyły na przedzie Klanu Burzy, do domu.
<Wiem, że kiepskie, ale jak ktoś chce to może odpisać.>
14 maja 2019
Od Błękitnej Cętki CD Ciernistej Gwiazdy
Zaśmiała się cicho, kręcąc głową.
- Ja i przeziębienie? Od super zabawy na śniegu?
Wybuchła szczerym śmiechem, unosząc wysoko ogon. Skąd miała wiedzieć, że kilka wschodów słońca później Ciernista Gwiazda straci jedno życie, przez chorobę zwaną Zielonym Kaszlem?!
***
Jej serce biło jak oszalałe. W głowie wciąż huczały słowa Ciernik. Jej ostatnie urywane zdania, które wypadały z jej pyszczka, jakby poza świadomością. "Odpuść sobie". "Przepraszam" Błękit pokręciła głową.
Nie, nie, nie, Klanie Gwiazdy, proszę, nie!
- Cierniu? - wyszeptała bezradnie. Ostrożnie wysunęła bark spod Białej Sadzawki i zbliżyła się do łkającej głośno Brzoskwiniowej Gałązki. To wszystko było jak jeden, wielki okrutny żart. Jeden olbrzymi żart, który krążył nad ich głowami. Okrutny kawał.
- Przecież ona ma tyle żyć! Zaraz wstanie i zacznie się śmiać.
Błękitna Cętka utkwiła spojrzenie w Burzowym Sercu, swojej ostatniej nadziei. Masywny medyk pokręcił wolno głową. Niebieska poczuła, że pod nią otwiera się przepaść, a ona spada, leci i że ten lot, za kilka uderzeń serca się skończy, a ona twardo uderzy o ziemię.
- Ciernik, wstawaj - warknęła do siostry. To już nie było zabawne. Czapli Potok usiadł obok niej, przykrywając jej ogon swoim. Wtuliła się w bezpieczne, znajome ciepło, cudowne i tak bliskie. Podparła barkiem wyraźnie osłabłą Białą Sadzawkę, która tkwiła w szoku, przy ciele burej córki. Marzyła, żeby ten koszmar się skończył. Chciała aby to był tylko sen. Obudziłaby się w legowisku wojowników, poszła do buraski i opowiedziałaby swój koszmar. Ciernista Gwiazda by ją pocieszyła, powiedziała coś mądrego i nazwała głupią kulką futra. Ale najstarsza córka Białej Sadzawki nie wstawała.
- Nie! - pisnęła Błękit.
Wtuliła się mocno Czaplę, kryjąc pyszczek w gęstym futerku na jego piersi. Dostrzegła, że oczy jej brata lśnią od łez i sama poczuła to samo. Ciernista Gwiazda już nigdy nie wstanie. Nie odpowie na jej beztroskie, może głupie pytania. Po prostu odeszła, poszła drogą na Srebrna Skórkę, a dzisiaj w nocy, na niebie zabłyśnie nowa gwiazda, wspaniałej liderki. Wojowniczka odsunęła się od brata i wstała, wychodząc z obozu. Czapli Potok posłał jej zdziwione spojrzenie, ale nie oponował. Ruszyła doskonale znaną sobie trasą. Łapy stawiała pewnie na ścieżce, nie widząc nic przez łzy, cisnące się jej do oczu. Na śniegu wciąż wił się krwawy ślad, więc dodatkowo zacisnęła powieki, by go nie oglądać. Świat był zbyt okrutny, by go oglądać. Zbyt... okrutny. Wspięła się po pniu, na niewielkie drzewo, jedno z nielicznych jakie rosło na terenach Klanu Burzy. Zajrzała do sporej dziupli i uśmiechnęła się delikatnie. Było tam. Małe piórko. Pamiętała jak za kociaka podeszła do Ciernistej Gwiazdy, wtedy jeszcze Łodygi. Patrzyła z podziwem na własną siostrę, dzielną wojowniczkę. Powierzyła w niej swoje zaufanie i poprosiła o ukrycie małego piórka, ulubionej zabawki. Teraz nadeszła właściwa pora, aby je odkryć. Błękit schwyciła pierze w zęby i ostrożnie zeskoczyła na śnieg, poniżej. Trzymając zdobycz, jak za kociaka, przedarła się przez wrzosowisko i weszła do obozu Klanu Burzy. Cisza w nim panująca była wręcz nienaturalna. Nie było, przecież Kaczeńcowego Pazura, czy Żmijowej Łuski, którzy wyśmialiby śmierć przywódczyni. Skierowała się do ciała, przy którym czuwała już cała rodzina, Burzowe Serce, Brzoskwiniowa Gałązka i inni klanowicze. Wcisnęła się pomiędzy Leśny Cień, a Czapli Potok i ostrożnie skierowała pyszczek do ucha Ciernika.
- To dla ciebie - wyszeptała i wcisnęła piórko, w sierść kocicy, tak by nie wypadło. Chciała jej podziękować. Zawdzięczała córce Cienistego tak wiele. Życie, podczas walki Klanu Nocy, z Klanem Burzy. Beztroskie zabawy, za dzieciaka, gdy mogła pomęczyć ogon wojowniczki. A ostatnio, tajemnicę, która została jej wyjawiona. Wątpliwe jednak było, czy sama Ciernista usłyszałaby słowa Błękitnej Cętki. Może od dawna siedziała już w Klanie Gwiazd? Niebieska wtuliła pyszczek w zimny bok liderki i wybuchła płaczem.
***
Następnego wschodu słońca, przygnębiona grupka wyszła z obozu. Brzoskwiniowa Gałązka nie wyglądała ani trochę, na silną, pewną siebie liderkę. Mimo to Błękit wierzyła w nią całym serduszkiem, w końcu Ciernista Gwiazda wiedziała co robi. Za córką Nocnej Gwiazdy wlekła się Fiołkowa Bryza i Orli Trzepot. Niebieska szła na końcu, by chronić tyły, zaraz za Burzowym Sercem, z ogonem zwieszonym ku ziemi. Straciła rachubę uderzeń serca, gdy w końcu dowlekli się na miejsce. Księżycowa Zatoczka prezentowała się okazale, a Miejsce Gdzie zachodzi Słońce lśniło pięknym blaskiem. Brzoskwiniowa Gałązka napiła się nieco słonej wody, po czym zapadła w sen. Błękitna Cętka sama zdążyła się zdrzemnąć, śniąc dziwny, niespokojny i urywanyy koszmar Gdy się obudziła było już po wszystkim, a Brzoskwiniowa Gałązka stała się Brzoskwiniową Gwiazdą.
***
Córka Złotej Melodii stanęła na wzniesieniu i chrząknęła cicho. Jej oczy były smutne, a głos niepewny. Nie musiała jednak uciszyć burzowiczów. Wszyscy zamilkli, gdy tylko grupka przestąpiła próg obozu.
- A zatem stałam się nową liderką. Postaram się godnie zastępować Cie-cie-rnistą Gwia-z-zdę.
Było widać, że imię poprzedniej liderki sprawiało jej spory ból. Kremowa przestąpiła niepewnie z łapy na łapę. Błękit odwróciła głowę, kładąc ją na barku Leśnego Cienia.
- Na swojego zastępcę wyznaczam... Błękitną Cętkę.
Co?!
Niebieska uniosła łeb i zauważyła nieco niepewne spojrzenie Brzoskwini. Z emocji zaschło jej w pysku.
- Ja... ja będę godnie wypełniać swoje obowiązki - wybełkotała.
Odwróciła głowę do Laska, a liliowy skłonił się z szacunkiem. Zapanowało lekkie poruszenie, więc Błękit spojrzała na brata z politowaniem, korzystając z faktu, że nikt ich nie obserwuje.
- Odbiło ci?
- Wiesz, jesteś teraz zastępcą, to ważne... - burknął nie pewnie Lasek i odsunął się, robiąc miejsce, tym którzy chcieli jej pogratulować. Przebiła się przez tłumek i podbiegła do kremowej, która schodziła z podwyższenia.
- Ja... dziękuję. Nie spodziewałam się tego - zamruczała, zerkając na nowa liderkę. - Musisz jeszcze wyznaczyć... nowego mentora Mokrej Łapie. Jego trening nie może stać. - stwierdziła po kilku uderzeniach serca, przygryzając wargę.
Brzoskwinia zatrzymała się z wahaniem. Błękit doskonale ją rozumiała. Nowy mentor oznaczał, nowy etap w życiu i pogodzenie się ze stratą Ciernistej Gwiazdy. A tego chyba nikt nie chciał robić. W końcu jednak przywódczyni skinęła głową i wróciła na wzgórek. Błękitna Cętka usiadła, owijając ogon wokół łap. W uszach huczało jej z podniecenia i niepewności spowodowanej nawałem nowych obowiązków. Brzoskwinia odchrząknęła.
- Mokra Łapo - niebieski terminator powoli wynurzył się z tłumu, stąpając po trawie. - Na twojego nowego mentora wyznaczam... Zakręcone Ucho.
Kręciołek wynurzył się z tłumu, potrząsając głową. Uniósł nieco ogon, w wątpliwej radości połączonej ze smutkiem. Dziwny stan. Uczeń dotknął nosem nos białego.
Mam nadzieję, że z tym opkiem wszystko jest ok :c
- Ja i przeziębienie? Od super zabawy na śniegu?
Wybuchła szczerym śmiechem, unosząc wysoko ogon. Skąd miała wiedzieć, że kilka wschodów słońca później Ciernista Gwiazda straci jedno życie, przez chorobę zwaną Zielonym Kaszlem?!
***
Jej serce biło jak oszalałe. W głowie wciąż huczały słowa Ciernik. Jej ostatnie urywane zdania, które wypadały z jej pyszczka, jakby poza świadomością. "Odpuść sobie". "Przepraszam" Błękit pokręciła głową.
Nie, nie, nie, Klanie Gwiazdy, proszę, nie!
- Cierniu? - wyszeptała bezradnie. Ostrożnie wysunęła bark spod Białej Sadzawki i zbliżyła się do łkającej głośno Brzoskwiniowej Gałązki. To wszystko było jak jeden, wielki okrutny żart. Jeden olbrzymi żart, który krążył nad ich głowami. Okrutny kawał.
- Przecież ona ma tyle żyć! Zaraz wstanie i zacznie się śmiać.
Błękitna Cętka utkwiła spojrzenie w Burzowym Sercu, swojej ostatniej nadziei. Masywny medyk pokręcił wolno głową. Niebieska poczuła, że pod nią otwiera się przepaść, a ona spada, leci i że ten lot, za kilka uderzeń serca się skończy, a ona twardo uderzy o ziemię.
- Ciernik, wstawaj - warknęła do siostry. To już nie było zabawne. Czapli Potok usiadł obok niej, przykrywając jej ogon swoim. Wtuliła się w bezpieczne, znajome ciepło, cudowne i tak bliskie. Podparła barkiem wyraźnie osłabłą Białą Sadzawkę, która tkwiła w szoku, przy ciele burej córki. Marzyła, żeby ten koszmar się skończył. Chciała aby to był tylko sen. Obudziłaby się w legowisku wojowników, poszła do buraski i opowiedziałaby swój koszmar. Ciernista Gwiazda by ją pocieszyła, powiedziała coś mądrego i nazwała głupią kulką futra. Ale najstarsza córka Białej Sadzawki nie wstawała.
- Nie! - pisnęła Błękit.
Wtuliła się mocno Czaplę, kryjąc pyszczek w gęstym futerku na jego piersi. Dostrzegła, że oczy jej brata lśnią od łez i sama poczuła to samo. Ciernista Gwiazda już nigdy nie wstanie. Nie odpowie na jej beztroskie, może głupie pytania. Po prostu odeszła, poszła drogą na Srebrna Skórkę, a dzisiaj w nocy, na niebie zabłyśnie nowa gwiazda, wspaniałej liderki. Wojowniczka odsunęła się od brata i wstała, wychodząc z obozu. Czapli Potok posłał jej zdziwione spojrzenie, ale nie oponował. Ruszyła doskonale znaną sobie trasą. Łapy stawiała pewnie na ścieżce, nie widząc nic przez łzy, cisnące się jej do oczu. Na śniegu wciąż wił się krwawy ślad, więc dodatkowo zacisnęła powieki, by go nie oglądać. Świat był zbyt okrutny, by go oglądać. Zbyt... okrutny. Wspięła się po pniu, na niewielkie drzewo, jedno z nielicznych jakie rosło na terenach Klanu Burzy. Zajrzała do sporej dziupli i uśmiechnęła się delikatnie. Było tam. Małe piórko. Pamiętała jak za kociaka podeszła do Ciernistej Gwiazdy, wtedy jeszcze Łodygi. Patrzyła z podziwem na własną siostrę, dzielną wojowniczkę. Powierzyła w niej swoje zaufanie i poprosiła o ukrycie małego piórka, ulubionej zabawki. Teraz nadeszła właściwa pora, aby je odkryć. Błękit schwyciła pierze w zęby i ostrożnie zeskoczyła na śnieg, poniżej. Trzymając zdobycz, jak za kociaka, przedarła się przez wrzosowisko i weszła do obozu Klanu Burzy. Cisza w nim panująca była wręcz nienaturalna. Nie było, przecież Kaczeńcowego Pazura, czy Żmijowej Łuski, którzy wyśmialiby śmierć przywódczyni. Skierowała się do ciała, przy którym czuwała już cała rodzina, Burzowe Serce, Brzoskwiniowa Gałązka i inni klanowicze. Wcisnęła się pomiędzy Leśny Cień, a Czapli Potok i ostrożnie skierowała pyszczek do ucha Ciernika.
- To dla ciebie - wyszeptała i wcisnęła piórko, w sierść kocicy, tak by nie wypadło. Chciała jej podziękować. Zawdzięczała córce Cienistego tak wiele. Życie, podczas walki Klanu Nocy, z Klanem Burzy. Beztroskie zabawy, za dzieciaka, gdy mogła pomęczyć ogon wojowniczki. A ostatnio, tajemnicę, która została jej wyjawiona. Wątpliwe jednak było, czy sama Ciernista usłyszałaby słowa Błękitnej Cętki. Może od dawna siedziała już w Klanie Gwiazd? Niebieska wtuliła pyszczek w zimny bok liderki i wybuchła płaczem.
***
Następnego wschodu słońca, przygnębiona grupka wyszła z obozu. Brzoskwiniowa Gałązka nie wyglądała ani trochę, na silną, pewną siebie liderkę. Mimo to Błękit wierzyła w nią całym serduszkiem, w końcu Ciernista Gwiazda wiedziała co robi. Za córką Nocnej Gwiazdy wlekła się Fiołkowa Bryza i Orli Trzepot. Niebieska szła na końcu, by chronić tyły, zaraz za Burzowym Sercem, z ogonem zwieszonym ku ziemi. Straciła rachubę uderzeń serca, gdy w końcu dowlekli się na miejsce. Księżycowa Zatoczka prezentowała się okazale, a Miejsce Gdzie zachodzi Słońce lśniło pięknym blaskiem. Brzoskwiniowa Gałązka napiła się nieco słonej wody, po czym zapadła w sen. Błękitna Cętka sama zdążyła się zdrzemnąć, śniąc dziwny, niespokojny i urywanyy koszmar Gdy się obudziła było już po wszystkim, a Brzoskwiniowa Gałązka stała się Brzoskwiniową Gwiazdą.
***
Córka Złotej Melodii stanęła na wzniesieniu i chrząknęła cicho. Jej oczy były smutne, a głos niepewny. Nie musiała jednak uciszyć burzowiczów. Wszyscy zamilkli, gdy tylko grupka przestąpiła próg obozu.
- A zatem stałam się nową liderką. Postaram się godnie zastępować Cie-cie-rnistą Gwia-z-zdę.
Było widać, że imię poprzedniej liderki sprawiało jej spory ból. Kremowa przestąpiła niepewnie z łapy na łapę. Błękit odwróciła głowę, kładąc ją na barku Leśnego Cienia.
- Na swojego zastępcę wyznaczam... Błękitną Cętkę.
Co?!
Niebieska uniosła łeb i zauważyła nieco niepewne spojrzenie Brzoskwini. Z emocji zaschło jej w pysku.
- Ja... ja będę godnie wypełniać swoje obowiązki - wybełkotała.
Odwróciła głowę do Laska, a liliowy skłonił się z szacunkiem. Zapanowało lekkie poruszenie, więc Błękit spojrzała na brata z politowaniem, korzystając z faktu, że nikt ich nie obserwuje.
- Odbiło ci?
- Wiesz, jesteś teraz zastępcą, to ważne... - burknął nie pewnie Lasek i odsunął się, robiąc miejsce, tym którzy chcieli jej pogratulować. Przebiła się przez tłumek i podbiegła do kremowej, która schodziła z podwyższenia.
- Ja... dziękuję. Nie spodziewałam się tego - zamruczała, zerkając na nowa liderkę. - Musisz jeszcze wyznaczyć... nowego mentora Mokrej Łapie. Jego trening nie może stać. - stwierdziła po kilku uderzeniach serca, przygryzając wargę.
Brzoskwinia zatrzymała się z wahaniem. Błękit doskonale ją rozumiała. Nowy mentor oznaczał, nowy etap w życiu i pogodzenie się ze stratą Ciernistej Gwiazdy. A tego chyba nikt nie chciał robić. W końcu jednak przywódczyni skinęła głową i wróciła na wzgórek. Błękitna Cętka usiadła, owijając ogon wokół łap. W uszach huczało jej z podniecenia i niepewności spowodowanej nawałem nowych obowiązków. Brzoskwinia odchrząknęła.
- Mokra Łapo - niebieski terminator powoli wynurzył się z tłumu, stąpając po trawie. - Na twojego nowego mentora wyznaczam... Zakręcone Ucho.
Kręciołek wynurzył się z tłumu, potrząsając głową. Uniósł nieco ogon, w wątpliwej radości połączonej ze smutkiem. Dziwny stan. Uczeń dotknął nosem nos białego.
<Koniec Serii>
Ciernik była świetną postacią, gratki Kaktu i dziękuję, za to, że mogłam mieć z nią serię uwu
Mam nadzieję, że z tym opkiem wszystko jest ok :c
Subskrybuj:
Posty (Atom)