⇸ ◦☽✴︎☾◦ ⇷
Paręnaście wschodów słońca temu…
Zimna bryza wdzierała się pomiędzy kosmyki jej futra. Mgła unosiła się gęsto ponad plażą, kryjąc za białą ścianą wszystko, co znajdowało się parę skoków od kocich oczu.
Łapy Łuny zapadały się w mule. Nawet, gdyby tak nie było, całe jej ciało zdawało się trzymać ją w miejscu dziwnym ciężarem. Chrzęst kroków na piachu i cięte uwagi patrolu uchodziły jej mimo uszu, zagłuszone szumem fal, szumem- Szumem krwi w uszach. Futro na jej karku stanęło dęba. Uchyliła pysk, z zaciśniętym gardłem smakując powietrza.
Wilgoć i zapach soli mieszały się z wonią Klanu Nocy. Z jej pyska cichy, zdezorientowany odgłos wypadł sam. Woń Klanu Nocy, znajoma, ciepła. Wątła, ledwo wyczuwalna, lecz ta, którą otulona, zamiast mchem własnego posłania, zasypiała jeszcze- Jeszcze nie tak dawno.
Dawno. Może to ona po prostu na starość traciła rachubę czasu.
Zapiekło ją gardło. Zapiekło ją też oko i nos. Parsknęła z gorzkim śmiechem; zaledwie jedna nuta znajomego futra skłoniła jej ciało do reakcji, budząc wszystkie zmysły ze snu. Zapach znajomego uścisku, znajomego pocałunku, znajomej, nocnej rutyny.
Ledwo była świadoma własnego ogona, przecinającego za nią ostro powietrze, i serca rzucającego się w klatce piersiowej jak do biegu. Dlaczego? Dlaczego tutaj przyszedł? Dlaczego spotkała tu tylko zapach Szałwiowego Serca, a nie jego samego?
Może nos ją zwodził. Może z wiekiem stopniowo traciła węch. Otrząsnęła się i podniosła wzrok na morskie fale. Może jej zapędziła swój umysł tak daleko w tęsknotę, wydeptała w nim myślami za głębokie szlaki, że miała już jakieś urojenia. Zwidy. Zwęchy?
Z odrętwienia wyrwał ją głos Świergoczącego Potoku.
— Klan Nocy? Aż tutaj?
Czyli jednak jej się nie zdawało. Albo, zdawało jej się, tyle, że wmawiała sobie, że zapach nie należał jedynie do jakiegoś przypadkowego Nocniaka.
Zlustrowała wzrokiem połacie piachu przed nią. Żadnych śladów łap, których nie pozostawił jej patrol. Żadnego skrawka futra, żadnej kociej osoby, na której mogłaby zawiesić spojrzenie. W której ramiona mogła by wpaść, po tych wszystkich księżycach, jak gdyby nic się nigdy nie stało.
Dlaczego tam wrócił? Dlaczego wrócił wtedy, gdy jej tam nie było? Dlaczego na nią nie poczekał?
Czy nie chciał już na nią czekać?
Chłód ogarnął jej ciało. Czy wiara w to, że jego dni oplatała taka sama tęsknota, jak te jej, była jedynie złudną myślą? Czy uśmiech na jego pysku pojawiał się częściej, niż na jej? Czy chciał wyprzeć z siebie wspomnienia? Zacisnęła zęby. Czy udało mu się to?
Czy po tak długiej rozłące górę nadal brało uczucie, czy kodeksy wiszące im pętlą wokół karków? Czy głoszona od zawsze wola Klanu Gwiazdy zacierała myśli o tym, kogo pozostawiło się za drugą stroną granicy?
Jasne futro połaskotało ją w nos. Głos Szałwiowego Serca czuła pod własnym policzkiem; rozchodził się po jej ciele z ciepłym pomrukiem.
— Widzę nas w tych gwiazdach.
Zamrugała, wpatrując się w dwa niepozorne punkty na niebie.
— Może Klan Gwiazdy wspiera nas w ciszy — wyszeptał. Ciemny nieboskłon nie zaoferował żadnej aprobaty. — Może nie chce tego przyznać, lecz spogląda na nas z góry i to bez nienawiści.
Może słowa wojowników były pustą groźbą, ściekającą jadem z języka każdego pokolenia. Może Klan Gwiazdy miał większe problemy na głowie niż dwójka kotów, których serca ciągnęły do siebie zbyt mocno, by wybrać lubego pośród własnych współklanowiczy.
Poruszyła zdrętwiałymi łapami. Wbrew woli Gwiezdnych czy nie, wierzyła, dziecinnie, że nadal chodziła w kółko po głowie oblubieńca. Dniami i nocami. I stojąc tak, z uchylonymi wargami i opadającym smętnie ogonem, czując podświadomie nutę żałości i bólu w jego zapachu, była pewna, że już nigdy go nie zobaczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz