BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iglasta Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iglasta Łapa. Pokaż wszystkie posty

06 października 2026

Od Iglastej Łapy do Ostatniego Pożaru

Pora Opadających Liści

Plotki nie obiegły uszu Iglastej Łapy, tym bardziej że tyczyły się jego matki, jak i zarazem mentorki. Kocimiętkowy Wir rzeczywiście skupiła się ostatnio na treningu ów Garbatej Łapy, na którego nikt do tego czasu nie zwracał większej uwagi. Na samym początku nie przeszkadzało to dymnemu, jednak kiedy sytuacja zaczęła się powtarzać oraz musiał wspólnie z czekoladowym pręgusem wychodzić na treningi, wtedy zaczął się robić zazdrosny. Jak to Garbata Łapa śmiał mu zabierać wspólny czas wraz z własną matką? Czy nie powinien starszy się zainteresować własną rodzicielką?! Wrotyczowa Szrama może i była trochę starsza, jednak Iglasta Łapa wątpił, by ta odmówiła własnemu synowi treningu.
Właśnie byli w lesie na patrolu. Mieli chwilę dla siebie, zanim znów zaczną patrolować wzdłuż granicy z Klanem Klifu. Koło niego przysiadł Garbata Łapa. Nie odzywał się, tylko wpatrywał w dal, szukając jakichś majaczących w oddali kocich figur po drugiej stronie granicy.
Siedzieli tak w napięciu. Kątem oka spojrzał się na krzywy pysk Garbatej Łapy. Kocur wyglądał, jakby szukał słów. Czyżby chciał z nim zacząć jakąś rozmowę? Iglasta Łapa nie zamierzał do tego nawet dopuścić. Starszy ledwo co otworzył pysk, gdy ten zdążył cały się napuszyć.
— Nie rozmawiaj ze mną! — prychnął Iglasta Łapa, wstając na cztery łapy. Skoro nikt jeszcze nie ruszył patrolu, by kontynuować obowiązki, to on to zrobi! — Zajmij się sobą i w końcu ukończ trening, zawalcz na środku obozu. Zostań wojownikiem! Nie chcę z tobą dzielić Kocimiętkowego Wiru. Jeśli szukasz atencji u mojej matki, to powinieneś zająć się swoją! No, chyba że Wrotyczowa Szrama cię nie kocha? Nie zdziwiłbym się. Jakbym miał w rodzinie taką pokrakę, jak ty, to też bym nie pałał do niej sympatią.
— Coś ty powiedział? — Garbata Łapa prawie się zapowietrzył z niedowierzania, co właśnie do niego powiedział. Czekoladowy również się podniósł i cały zjeżył.
— Dobrze mnie słyszałeś! No, chyba że chcesz porozmawiać z Ognikową Słotą, Cętkowanym Tęgoszem lub samą Zalotną Gwiazdą. Nikt nie będzie się z tobą patyczkował, jeśli zajdziesz mi za skórę. A teraz zejdź mi z oczu i ciesz się atencją Kocimiętkowego Wiru. — Prychnął, nawet nie oglądając się na brzydki pysk kocura.
Pozostali członkowie patrolu raczej nie usłyszeli jego otwartej agresji, w kierunku garbatego przegrywa, oprócz Brukselkowej Zadry, która lekko drgnęła przy jego wymienianiu imion kotów, z jego rodziny. Czyżby imię Zalotna Gwiazda budziło aż taki respekt wśród kotów? Jeśli tak, to znakomicie! Urodził się w bardzo dobrej rodzinie i niejeden mógł mu pozazdrościć.

***

Ostre kamienie, rzepy i ciernie donosił co drugą noc do posłania Garbatej Łapy. O dziwo jeszcze nikt go osobiście nie przyłapał, jednak co z tego, skoro wszyscy wraz z samą pokraką wiedzieli, że to on przynosił te rzeczy?
Kocur spojrzał na niego wrogo, kiedy ustawiono ich naprzeciwko siebie. Mieli razem walczyć. Przynajmniej tak zarządziła Kocimiętkowy Wir wraz z pozostałymi mentorami, którzy rotacyjnie wymieniali uczniów do sparingów. Było trochę tłoczniej niż zwykle oraz wszyscy wypatrywali słabości trenujących.
Iglasta Łapa nie obawiał się, że tamten mógłby mu coś zrobić. Nie odważyłby się przy wszystkich, a tym bardziej po jego groźbach do czekoladowego. Czuł się bezkarnie. Tutaj wygrywali ci, co mieli wpływy, byli silni i bezwzględni. Nie było miejsca na słabość.
— Gotowi? — spytała ruda mistrzyni.
Oboje kiwnęli głową.
— W takim razie zaczynajcie!
Iglasta Łapa rzucił się w stronę Garbatej Łapy. Starał się go obalić i robił uniki przed kontrującymi ciosami. Uważał, że szło mu całkiem dobrze. Do momentu. Garbata Łapa jednak był od niego starszy i wiedział więcej od niego, mimo że był nielubiany. Kiedy tylko poczuł się pewnie, czekoladowy to wykorzystał, by w ostatniej chwili zrobić unik i przygnieść go swoim ciężarem do ziemi. Szarpiąc się i wiercąc, nie udało mu się wydostać.
— Koniec! Gratuluję ci Garbata Łapo — pogratulowała wygranemu Kocimiętkowy Wir, podchodząc do kocurów.
Czy on przegrał? Nie! Nie pozwoli na to! Dali mu za mało czasu! Wiedział przecież, że dałby sobie z nim radę, gdyby tylko się wydostał spod jego ciężaru!
Iglasta Łapa wściekły i z niedowierzaniem popatrzył na innych uczniów, którzy się podśmiechywali. Nawet jego własne rodzeństwo! Prychnął gniewnie i kiedy pozwolono mu wstać, wyślizgnął się spod łap Garbatej Łapy i drasnął go pazurami w pysk.
— Iglasta Łapo! — oburzona Kocimiętkowy Wir, zagrodziła drogę do Garbatej Łapy, gdyby tylko miał ochotę się rzucić drugi raz na czekoladową pokrakę.
Prychnął tylko rozwścieczony i schował pazury. Nie odpowiedział Kocimiętkowemu Wirowi, tylko zasiadł przy swoim rodzeństwie, udostępniając miejsce, dla następnych kandydatów do sparingu.
— Następnym razem wydłubię mu to mniejsze oko… — burknął naburmuszony.
— Ha, ha, ha! Na pewno? Chyba że znów na tobie usiądzie i nie będziesz w stanie wyjść spod jego łap — zażartował Koszmarna Łapa, na co Zamroczna Łapa tylko się zaśmiała.
— Zobaczycie, że jeszcze się podszkolę i go pokonam! Żadna pokraka nie będzie mną ściółki wycierać!

***

Zadrapanie na pysku Garbatej Łapy okazało się płytkie i nawet nie zostanie mu po tym blizna. Iglasta Łapa żałował, że bardziej nie mógł go poturbować, jednak wtedy mógłby mieć pogadankę z Zalotną Gwiazdą, a tego nie chciał. Wystarczyło mu mała pogadanka z Kocimiętkowym Wirem, jednak nic nie wziął sobie do serca z tej rozmowy. Dlatego na noc w posłaniu Garbatej łapy znów znalazły się igły oraz ciernie.

***

Pora Opadających Liści
Zgromadzenie, 26.09.2026 r.

Zgromadzenie to ogromne wydarzenie, na którym najróżniejsze koty mogły dowiedzieć się o rzeczach, które działy się za granicami ich własnego klanu. Było to dość nudne dla Iglastej Łapy, który przez długi czas nie mógł znaleźć dla siebie kompana do żadnych rozmów. Również dzisiaj nie miał najlepszego nastroju do zawiązywania przyjaźni i bycia miłym dla pozostałych. Szczerze liczył, że tej pełni wydarzy się coś ciekawego. Czekał na jakąś zadymę. Co by było, gdyby powstał konflikt dwóch klanów? On z chęcią chciałby posłuchać uszczypliwych uwag oraz przepychanek wśród kotów.
Siedział niedaleko Wilczaków i grzebał pazurem w nosie. Starał się podsłuchiwać jakichś rozmów liderów, pobratymców oraz dla niego obcych kotów. Chciał znaleźć ofiarę, którą mógłby wypytać o słabości klanu. Jednak na jego nieszczęście, nikt nie chciał do niego podejść.
Nudząc się strasznie na zgromadzeniu, postanowił, że powinien kogoś zaczepić. Nie ważne jak, ważne by mógł z kimś porozmawiać. Szczególnie że Ognikowa Słota na niego nie patrzyła, więc mógł wybrać bardziej drastyczne środki. Złapał mały kamień i rzucił go w tłum kotów, czekając, czy ktoś zareaguje.
Z morza futer drgnęło jedno. Była to szylkretka od tych całych Nocniaków. Kiedy tylko kotka napotkała go wzrokiem, napuszyła się gniewnie.
— Ej! — zawołała, krzywiąc się. — Rzucaj w swoich, pokrako!
Ucieszony, że zdobył czyjąś uwagę, wystawił psotnie język w złośliwym uśmiechu.
— Nie wytykaj języka, bo ci mewa nasika! — prychnęła tamta.
— Mewy sikają tylko na rybojady, bo kradniecie im zwierzynę. Jesteście śmierdziuchy i tyle — zaśmiał się, zakrywając pyszczek łapką. — Na ciebie ptak narobił, jak byłaś kociakiem, dlatego masz biel na futrze. Nie doprałaś się.
Zagapiła się na niego z otwartym pyskiem. Czyżby trafił w słaby punkt kotki?
— Prawdziwie gówniana sprawa — mruknęła, mierząc uczniaka spojrzeniem spod przymrużonych powiek. — Współczuję Twoim kolegom z legowiska, bo sam również urodą nie powalasz.
W międzyczasie obok niego pojawił się jego własny brat. Koszmarna Łapa wyglądał na zaintrygowanego jego ofensywą. Chyba tylko przez chwilę, bo tamten szybko podbiegł do niego i szturchnął go lekko z miłością. Wzruszył ramionami, robiąc głupią minę.
— Przynajmniej nie dostałem ptasim mleczkiem po pysku, że mi się nie zmyło. Też bym był zły na twoim miejscu — nadal miał ubaw z kotki.
— Iglaku! To nasza sojuszniczka! Nie można rzucać kamieniami w innych... Chodź, znajdziemy jakiegoś Burzaka czy Klifiaka. — Koszmarna Łapa nadal się nie poddawał z przemówieniem mu do rozumu.
Niewiele myśląc, puścił oczko do brata, który chyba go obserwował przez ten czas. Złapał kolejny kamyczek i cisnął nim w tłum kotów zza Narwaną Gonitwę. Kamień minął burą szylkretke. Czy to było zamierzone? Chyba nie ale kto by się tym przejmował. Mały kamyczek nikomu krzywdy nie zrobi, a zgromadzenie zrobi się o wiele ciekawsze.
Narwana Gonitwa wywróciła oczyma.
— Mhm. Ciebie też rodzice musieli przez łajno przeciągnąć- — Kamień przeleciał nad jej barkiem. Szarpnęła się w bok. — Czy Ciebie posrało?
Zignorował Nocniaczkę.
Z tłumu tym razem wyrwała się ruda, uwaga, znów kotka i popędziła w jego kierunku, hamując tuż przed nim na jeden włosek sierści. Była blisko i była wściekła. Iglasta Łapa chciał wyglądać na rozluźnionego śmieszka i z pyska taki był, jednak jego mięśnie się spięły, a pazury zaczepiły skalistego podłoża, żeby przypadkiem jego ciało nie chciało uciec.
— Co. Ty. Zrobiłeś?! — warknęła.
Pokazał bratu pazurem na stojącą przed nim wściekłą kotkę z Klanu Burzy, przynajmniej jakby była główną atrakcją. Błaznem, który przyszedł ich zabawiać.
— Widziałeś? To Burzaczka! Podobno oni udają króliki — zaśmiał się do brata, nie biorąc sobie nic z obecności rudej.
O Nocniaczce już zapomniał, w przeciwieństwie do brata, który starał się z szylkretką dogadać i przeprosić za jego występki. Tylko prychnął, przekręcając oczy. Brat nie umiał się bawić. Zatem znalazł sobie inną wściekłą panią, która mogła być cięższa do wyśmiania, bo nie miała bieli na futrze.
— Myślisz, że jesteś taki śmieszny, co? Żaden z ciebie żartowniś tylko kupa ścierwa! — głośna Burzaczka zwracała na nich uwagę innych kotów.
Zrobił zamyśloną minę. Musiał porządnie się zastanowić, jak mógłby bardziej rozwścieczyć rudą. Myk z ptasią kupą nie mógł zadziałać na wojowniczce, gdyż nie miała bieli na swoim futrze. Pokiwał głową powoli i cmokał kilka razy.
— Owszem, jestem śmieszniutki i wesolutki, jak Burzaki potykające się o kłosy trawki. A słyszałaś kiedyś o rosnących piórach na języku? Nie? Rosną kotom, które klną zbyt często. Mamusia cię nie nauczyła? — posłał kotce złośliwy uśmiech i zerknął na brata. Liczył na jego poparcie.
Nie zwracał uwagi na innych. W tle też słyszał najróżniejsze wymiany zdań, te spokojniejsze, jak i te agresywniejsze, więc jego głupie zaczepki nie były czymś wyjątkowym. Tym bardziej że on wcale nie podnosił głosu. Robienie sobie jaj z innych było całkiem dobrym zajęciem na tak nudnym zgromadzeniu.
— Mamusia Cię nie nauczyła, żeby szanować innych, jeśli nie chcesz skończyć z rozoraną buźką?!
Udał przerażenie.
— O nieee, Burzaki atakują. Co ja biedny zrobię? — po chwili się zaśmiał i pazurkiem pogrzebał w nosie. — Jest rozejm. Nie masz psychy, no, chyba że Burzaki muszą ciągle łamać zasady, jak te granice.
Pamiętał, jak kiedyś mama chwaliła się, że przegoniła Burzaczkę, która weszła na tereny Klanu Wilka. To pewnie on niedługo też będzie mógł znaleźć nieostrożnego gagatka, któremu mógłby pokazać, gdzie raki zimują.
Wyjął gila z nosa i pstryknął nim, gdzieś do przodu w tłum kotów. Nie zazdrościł komuś, kto na sierści będzie miał gluta przez resztę zgromadzenia.
— Iglak, fu! — miauknął z obrzydzeniem Koszmarna Łapa, gdy rzucił swojego smarka w tłum.
— Oj nie bądź taki delikates, bo cię z kotką pomylą.
— Ej, ej, nie obrażaj naszych matek.
— To wtedy będzie wina krzyczącej Burzaczki. Wiesz, może jej w tej furii smarki wyleciały, czy coś takiego. Nigdy nie wiesz. Może uwierzą — wzruszył ramionami.
— Dobra, sprowokujmy ich. — Zgodził się z nim Koszmarna Łapa.
Kiwnął bratu głową.
Oboje się uciszyli, gdyż na podwyższeniu przywódcy z innych klanów zaczęli wygłaszać przemowy. Zaczęła Mandarynkowa Gwiazda, na której pyszczku już widać było siwiznę oraz luźniejszą skórę, która poddawała się po trzymaniu pyska starszej w jednym miejscu przez tyle sezonów. A może po prostu niekorzystnie wyglądała w takim świetle?
— W Klanie Nocy sprawy mają się dobrze. Mamy wielu nowych uczniów i wojowników. Zwierzyny i ziół nie brakuje, a kociaków jest tylko coraz więcej — przemówiła. Kocica zauważyła jego dzieło i szepnęła na uszko jego babci parę słów. Iglasta Łapa jednak się nie przejmował. Wiedział, że Zalotną Gwiazdę nie będą obchodziły jakieś małe wygłupy, na które inni reagowali strasznie emocjonalnie.
Zaraz po przywódczyni Klanu Nocy ruszył się Zawodząca Gwiazda i obrzucił tłum wzrokiem swych niebieskich oczu.
— Klanowi Burzy wiedzie się dobrze — rozpoczął. — Trening rozpoczęło wielu uczniów; Pląsająca, Poziomkowa, Nieboskłonna, Porzeczkowa, Dzika, Zwiastująca, Lśniąca i Trafna Łapa. Wojownikami zostali Milknący Zew i Kameliowy Wianek. Zwierzyny nie brakuje, a klan dobrze przygotowany jest na nadchodzącą Porę Nagich Drzew.
Kocur zauważył jego wściekłą rudą podwładną. Po chwili złapał kontakt wzrokowy ze Słodką Dziewanną i skinął głową w stronę zamieszania. Szylkretowa Burzaczka podeszła niechętnie do swojej rudej koleżanki, co jakiś czas łypiąc na nich wzrokiem w obawie o latające gluty. Natomiast Iglasta Łapa zrobił minę aniołka, czekając, aż ta zabierze rudą nerwicę sprzed jego nosa.
— Ostatni Pożarze! — zawołała z niesmakiem, zbliżając się do kocicy. — Przestań pastwić się nad młodymi. Bo Zawodząca Gwiazda znowu zapewni Ci pobyt w dole.
Ostatni Pożar posłała wszystkim po kolei nienawistne spojrzenie i po chwili, cała zjeżona odeszła z miejsca zdarzenia wykrzykując wiązanki przekleństw pod adresem dosłownie każdego zamieszanego. Zachichotał na swoją wygraną. Polizał się po piersi oraz łapce, by zaraz przeczesać sobie rozczochraną grzywkę.
Udało mu się!
— Iglak! Piona! — miauknął Koszmarna Łapa.
Przybił bratu piątkę i wsłuchał się uważnie w to, co mówili przywódcy. Przecież był wzorowym uczniem. Nieprawdaż?
Może później jeszcze podejdzie do kogoś z uczniów, by porównać, kto miał lepsze treningi. Jednak dzisiaj nie miał już czego szukać na Bursztynowej Wyspie. Koty uważały na niego, a niedługo po zakończenia przemówień przywódców, wszyscy zebrali się do własnych domów.

***

Zmiana pory sezonu z Opadających Liści na Nagich Drzew

Był na granicy z Klanem Burzy i wpatrywał się w tereny mu nieznajome, które tak strasznie go ciekawiły. A co by się stało, gdyby Klan Wilka zdobyłby tak wielkie połacie terenów otwartych? Czy byliby w stanie częściej polować na króliki, które tak kochała jeść Ognikowa Słota? Chętnie by podbił nowe tereny, by sprawić taki ładny upominek swojej matce. Dla samych kilku królików. Czy nie byłaby to piękna wizja?
W oddali zauważył płomienno rudą sierść kota. Ach, te Burzaki. Wszystkie takie same i powtarzalne. Rude i kremowe. Prawie nic poza tym. Wpatrywał się z zainteresowaniem na osobistość z konkurującego klanu. Czy się znali? Powinien już ruszyć i dołączyć do Kocimiętkowego Wiru oraz Garbatej Łapy, jednak ciekawość nadal trzymała go w miejscu.

[2243 słowa + udział w pojedynkach uczniów]
< Ostatni Pożarze? Ładne macie te tereny i króliczki. >
🌲

[45% + 5%]

22 września 2026

Od Iglaka (Iglastej Łapy) do Cętkowanego Tęgosza

Noc testu, Pora Opadających Liści

On oraz jego rodzeństwo w końcu podrośli i ukończyli sześć księżyców. On wraz z rodzeństwem nie mogli doczekać się jutra, gdzie z rana, tak jak mówiła im matka, mieli zostać mianowani na uczniów i zacząć swoją przygodę w nauce. Każde z rodzeństwa spekulowało, kogo mogliby dostać za mentorów. Iglak osobiście myślał nad zastępcami. Kto by nie chciał się uczyć pod okiem Pustułkowego Szponu lub Kruczego Pióra? Szczególnie że był on kocięciem Ognikowej Słoty. Wnukiem samej Zalotnej Gwiazdy! Czy on nie zasługiwał na tak wielki zaszczyt?
Księżyc wisiał wysoko na niebie, mrok spowijał wnętrze żłobka, a on wraz z Koszmarem i Zamroczką smacznie sobie spali. Ciszę oraz błogi sen przerwały im koty, które nagle weszły do środka. Leniwie otwierając oczy, spojrzał po pyskach, które tak dobrze znał. Byli to wojownicy.
— Hmm? Co się dzieje? — ziewnął szeroko. Jego pytanie poniosło się po żłobku, jednak nikt na nie nie odpowiedział. Czy czasem nie było za późno na odwiedziny? Znając Ognikową Słotę, za takie naruszenie ciszy nocnej, każdemu z tych kotów urwano by ogony lub nawet gorzej… Szukał wzrokiem szylkretowej sierści matki, jednak nigdzie nie mógł jej znaleźć.
— Czeka was test — mruknął cicho Piołunowy Dym, jednocześnie łapiąc go za kark.
Z wojowników już nikt się nie odezwał. Zabrano go i jego rodzeństwo prosto z obozu do lasu, gdzie mgła spowijała podszycie. W końcu wojownicy się rozdzielili. Liliowy wojownik szedł ścieżką krętą, schylał się pod paprociami i omijał najróżniejsze krzewy, aż las stał się rzadszy. — Zostań tutaj, Iglaku. Do jutra.
— Czekaj! Piołunowy Dymie! Jak to do jutra? — Pobiegł za kocurem, jednak starszy od razu go zatrzymał.
— Pokaż, że jesteś godny zostania uczniem. No, chyba że chcesz być kocięciem do końca życia i nosić karne imię — odpowiedział wojownik z opryskliwością.
Zdziwiony tonem wojownika, nastroszył się i zgromił go wzrokiem.
— Nie powinieneś się do mnie tak zwracać. Jestem wnukiem samej Zalotnej Gwiazdy! — syknął.
— To sobie nim bądź. Wątpię, by liderka chciała mieć wnuka, który jest tchórzem — rzucił za siebie Piołunowy Dym i nawet nie oglądając się za siebie, zostawił samego sobie Iglaka w lesie.
Kocurek z wściekłości i przerażenia zatrząsł się cały, a oczy szkliły się mu, przynajmniej jakby miał zacząć płakać. Złapał pierwszą leżącą przed nim szyszkę i rzucił nią w miejsce, w którym zniknął opryskliwy wojownik. Głupi sierściuch myślał, że mógł go tak obrażać?! Oczywiście, że da sobie radę, gdyż jest synem Ognikowej Słoty! Rzucając ostatnie spojrzenie na ścieżkę, która prowadziła prosto do obozu, obrócił się na pięcie i ruszył w nieznanym mu kierunku.
Drzewa były coraz rzadsze, a spomiędzy nich widział świecące nad nim gwiazdy, które oprócz cieni nocy dotrzymywały mu towarzystwa. W końcu dotarł na plaże? Nie. Mimo piaszczystego podłoża oraz rozciągającej się przed nim wody, nie było to bezkresne morze, o którym zdążył nie raz usłyszeć podczas opowieści o zgromadzeniach. Nadal niepewny, zmrużył oczy, widząc na horyzoncie wielką, jak dla niego wyspę. Wyspę, która przerażała go swoją tajemniczością. Ten mrok sprawiał, że na jego karku podnosiło się futerko bardziej niż zwykle.
Chyba nie nadaje się na ucznia… Wszystko tutaj jest takie straszne… — dumał, starając się wyodrębnić z ciemnych zarośli na wyspie, czegoś, co mogło go w każdej chwili zaatakować. Słyszał różne przerażające opowieści o tym miejscu, a teraz sam samiuśki musiał tutaj przetrwać noc. A jeśli te historyjki są prawdą? Co, jeśli gdzieś w tym mroku jest widmo kota, który porywa inne koty?

***

Wrażliwy na każdy dźwięk, który wydobywał z siebie las nocą, wzdrygnął się, kiedy za sobą usłyszał szelest zarośli. Czas oczywiście mu się dłużył, a jego wyobraźnia mu nie pomagała się uspokoić. Zdążywszy się nakręcić do takiego stopnia, że bał się własnego cienia, skulił się, cały jeżąc, kiedy z lasu pojawiła się wielka ciemna sylwetka stworzenia o wiele większego i potężniejszego od niego. Wielkie poroże i dumny chód. Wystarczyło, by wielki jeleń spojrzał na niego, żeby przegonić młodego kocurka.
Czuł, że jedzenie, które zjadł przed spaniem, stanęło mu w gardle. Podkuliwszy ogon pod siebie, ruszył co sił w łapach do najbliższego schronienia. Oddech szybki. Poduszki łap zakopywały mu się w piasku. Gorąc, który rozlewał się w jego żyłach. Szum krwi w uszach i odgłos szybko bijącego serca. Schował się w zaroślach, starając się nie oddychać, by nie przyciągać do siebie innych nieproszonych zwierząt.
Jeleń jedynie odprowadził go wzrokiem i podszedł bliżej wody, by się napić. Iglak wcale go nie obchodził, na szczęście dymnego kocurka. Co mogłoby się z nim stać, jeśli to wielkie stworzenie chciałoby użyć na nim swojego wielkiego poroża? Mógł go stratować lub rozszarpać! Kiedy tylko jeleń sobie poszedł, ten mógł odetchnąć z ulgą.
Ależ jestem tchórzem… — pomyślał rozgoryczony, kiedy znów został sam. Jelenie nigdy nie były wrogami kotów, tylko wilków, które je zjadały przy odrobinie szczęścia… To nie był lis, kuna bądź sowa, które mogłyby z łatwością go pożreć jednym kłapnięciem! Co by pomyśleli inni z rodziny, gdyby teraz go zobaczyli? “Wątpię, by liderka chciała mieć wnuka, który jest tchórzem.” Te słowa liliowego wojownika odbijały się echem w jego głowie.
— Nie chcę być tchórzem… — wysyczał pod nosem rozgoryczony.

***

W końcu niebo stawało się coraz jaśniejsze, a księżyc już dawno zniknął z nieboskłonu, by zrobić miejsce na Słońce, które starało się przedrzeć przez ciemny las. Iglak siedział przez ten czas w swoim ukryciu, nadal pusząc się na każdy następny szum liści.
— Iglaku, gdzie jesteś? — zabrzmiał głos Cętkowanego Tęgosza, który przyszedł po młodego. Rudzielec z blizną na pysku rozglądał się, szukając go.
— Tutaj! — miauknął i wyszedł z cieni paproci.
Rudzielec zlustrował go przelotnie wzrokiem.
— Coś się stało? Był tu jakiś drapieżnik?
Iglak zastygł. Chyba widać było po nim, że jednak był przerażony. Starając się wygładzić swoje futro, przytaknął.
— Widziałem wilki, które rozszarpują jelenia! — Jego futro płonęło żywym ogniem, kiedy z jego pyska wypłynęło kłamstwo.
Kuzyn posłał mu pytające spojrzenie. Nie skomentował jego wytłumaczenia.
— Dobra, wracajmy. — Machnął ogonem, a Iglak w głębi ducha odetchnął. Może lepiej, że rudzielec to przemilczał. Może nie przepadał za nim, gdyż zbyt często wpadał jego zdaniem w odwiedziny do Ognikowej Słoty.
W końcu dotarli do obozu, a przed mównicą czekali na niego Zalotna Gwiazda, Koszmar, Zamroczka i reszta klanu. Babcia kiwnęła rudzielcowi głową i zaczęła ceremonię mianowania. Zamroczka stała się Zamroczną Łapą, a jej mentorem został Cętkowany Tęgosz, Koszmaru nowym imieniem było Koszmarna Łapa, trafił pod skrzydła ciotki, Nadciągającego Pomroku.
— Iglaku! — miauknęła głośno swoim władczym głosem Zalotna Gwiazda. W końcu była jego kolej! — Ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Iglasta Łapa. Twoim mentorem będzie Kocimiętkowy Wir. Mam nadzieję, że Kocimiętkowy Wir przekaże ci całą swoją wiedzę.
Spojrzał się na drugą swoją matkę, która wyszła z tłumu i dumnie zamerdała swoim króciutkim ogonkiem. Czyli jego gdybania nad dostaniem za mentora zastępcę klanu rozpłynęły się niczym śnieg w Porze Nowych Liści? No cóż… Nadal dostał kotkę, która była uznaną wojowniczką, a przede wszystkim była jego matką!
— Kocimiętkowy Wirze, jesteś gotowa do szkolenia własnego syna. Otrzymałaś od swojej mentorki, Lodowego Omenu doskonałe szkolenie i pokazałaś swoją siłę i cierpliwość. Będziesz mentorem Iglastej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę — zakończyła Zalotna Gwiazda.
Zetknął się nosem z własną matką i usiedli dumnie, gdy cały klan skandował nowe imiona uczniów. Iglasta Łapa jednak tego nie słyszał, gdyż przed oczyma nadal miał wielką straszną sylwetkę jelenia, który przeszywał jego duszę na wylot. Strach, który czuł w przez noc, był teraz powodem do zażenowania, wstydu oraz złości, które w nim buzowały. Czy Kocimiętkowy Wir byłaby nadal z niego dumna, gdyby wiedziała, jak strasznie się on bał?
Po ukończonej ceremonii jego matka wzięła go poza obóz, by pokazać mu tereny Klanu Wilka. Kocica nie zamierzała marnować czasu na bezmyślne zabawy lub obchodzenie się z nim, jak z jajkiem, gdyż narzuciła szybkie tempo. Spędzili razem miło czas, a on zapomniał już o strachu, jaki przeżył tej nocy.

***

Kilkanaście dni później

Bycie uczniem było świetne! Mógł biegać po lesie i wspinać się po drzewach. Może jeszcze nie robił tego wyśmienicie i jeszcze się uczył, tak mógł się pochwalić o wiele lepszym balansem niż Kocimiętkowy Wir, która czasem z zakłopotaniem bujała się na gałęziach.
Właśnie wrócił z patrolu łowieckiego wraz z jego matką, a z jego pyszczka zwisała mysz. Przeparadował się ze swoją zdobyczą przez obóz i dumnie pokazał ją starszym uczniom oraz swojemu rodzeństwu. Garbata Łapa raczej patrzył na niego z zazdrością i machał gniewnie ogonem, a Tęczowa Łapa gratulował mu dobrych łowów. Idąc do sterty zwierzyny odnieść piszczkę, przed nim wyrósł Cętkowany Tęgosz. Iglasta Łapa zdążył gwałtownie zahamować, poderwał wyżej głowę, by spojrzeć w mroczne zielone oczy krewnego.
— Hm? — zdołał jedynie wydusić z siebie, gdyż nadal trzymał zwierzątko w pyszczku.

[1417 słów]
< Kuzynie? >
🌲

[28%]

16 września 2026

Od Iglaka (Iglastej Łapy) do Ognikowej Słoty

Przeszłość

Iglak wrócił zaintrygowany rozmową z Kamiennym Piórem, którego dorwał kilka uderzeń serca temu na polanie głównej. Kocur wspominał coś o innym miejscu, o którym nigdy wcześniej nie słyszał, a dokładniej był nim Klan Gwiazdy. Czy to kolejny klan, który istniał w lesie? Jeśli tak, to czemu nikt o nim mu wcześniej nie wspomniał? Wiedział już o Klanie Nocy, Klifu i Burzy oraz jakiejś głupkowatej grupie samotników o nazwie Owocowy Las. Opowieści o tych kotach były jakże interesujące, szczególnie jeśli chodziło o przeżycia ze zgromadzeń.
— Mamo! — miauknął głośno, zwracając tym samym uwagę już zirytowanej szylkretki. — Co to Klan Gwiazdy?
Zaskoczenie oraz złość, jaką ujrzał na pysku matki, go wystraszyła. Wrósł w ziemię niczym drzewo, gdy matka do niego dopadła.
— Kto ci powiedział o Klanie Gwiazdy? — mruknęła, wzrokiem przeczesując polanę.
Iglak niewiele się zastanawiając, wskazał ogonkiem na Kamienne Pióro.
— Tylko wspomniał, że jego rodzina w to wierzy. Czy to normalne?
Ognikowa Słota popatrzyła na niego przeciągłym spojrzeniem swoich brązowych ciemnych oczu. Iglak miał wrażenie, że patrzył w otchłań. Matka pokręciła głową i ciałem zasłoniła wyjście ze żłobka.
— Nie, nie jest to normalne. Jednak nie musisz się tym przejmować teraz. Dostajesz jednak szlaban. Iglaku, nie możesz wychodzić ze żłobka przez trzy wschody słońca — fuknęła szylkretka.
— Co?! Jak to! — prychnął w złości. Czemu niby miał kiblować w nudnym legowisku?! To, że porozmawiał z wojownikiem, czyniło go gorszym? — Tylko rozmawiałem z Kamiennym Piórem. Czy czasem on nie jest dobrym wojownikiem Klanu Wilka?
— Nie pyskuj, Iglaku — odpowiedziała Ognikowa Słota, całkowicie niewzruszona złością dymnego.
Koszmar i Zamroczka tylko spojrzeli na niego i zaczęli chichotać pod nosem. Spojrzał na nich spod byka. Miał nadzieję, że rodzeństwo kiedyś w przyszłości również zajdzie za skórę jednej z ich matek. Najlepiej Ognikowej Słocie, żeby im też uszy zwiędły.

< Ognikowa Słoto? >
🌲

06 sierpnia 2026

Od Iglaka CD. Koszmaru

— I co, braciszku? Mam cię! — powiedział z triumfem w głosie jego brat, który przygwoździł go ziemi.
Iglak zaśmiał się. Oczywiście, że może tam niechcący wpadł w pułapkę braciszka, jednak słyszał po jego oddechu, że ten jednak trochę go zmęczył. Czyżby jego uniki były całkiem dobre?
— Czasami chyba muszę przegrać, żeby przypadkiem wam smutno nie było. Wiesz… Ja z wyglądu najbardziej przypominam naszego zasłużonego wujaszka — powiedział pół żartem, pół nie, wspominając Cienistą Zjawę, który został głośno ogłoszony zmarłym, zanim ci się nawet urodzili. Tylnymi łapkami odepchnął swojego brata, by mógł wstać.
Jego brat był lepiej zbudowany od niego i z tego, co już zdążył zauważyć Iglak, Koszmar był od niego cięższy. Czy to dobrze? Raczej nie. No, chyba że celem Koszmaru jest zostanie grubasem. To też jest jakaś opcja.
— Może teraz pobawimy się w polowanie? Co ty na to? Zabawa w walkę trochę mi się znudziła — wskazał nosem bratu na ogon Ognikowej Słoty, który spokojnie leżał na posłaniu.
Matka była do nich tyłem i zajmowała się aktualnie wylizywaniem Zamroczki. Jeśli zapolują na ogon matki, to pewnie przerwą jej pielęgnowanie siostrzyczki. Jednak może kotka nie będzie na nich tak zła?
Z błyskiem w oczach zastrzygł uszami. Nie mogli teraz rozmawiać, bo inaczej ich matka domyśli się, że została na nią zastawiona zasadzka. Koszmar na początku wpatrywał się w niego, jakby nie do końca rozumiał, co właśnie ten chce zrobić. Jednak po upływie kilku uderzeń serca, jego brat dostał olśnienia, łącząc sprawnie kropki. Jego mina zdradzała, że się waha. Iglak znakomicie zna naturę Koszmaru. Wie, że kocurek nie obawia się niebezpieczeństw i stawia im czoło. Jednak, czy to wystarcza, żeby zrobić psikusa Ognikowej Słocie?
— Boisz się, Koszmarze? — spytał brata z denerwującym uśmieszkiem na pyszczku.
— Co?! Absolutnie nie! — prychnął buras oburzony, jakby Iglak śmiał go posądzić o słabość.
— To śmiało.
Koszmar wpatrywał się w niego przez kilka uderzeń serca, po czym skradając się, ruszył pierwszy na niespodziewającą się Ognikową Słotę. Iglak, nie spiesząc się, ruszył zaraz za nim. Nie miał żadnego złowieszczego planu w swoim małym rozumku, przynajmniej dotąd. A co jeśli by wystawić brata na złość kochanej mamusi? Trochę by na niego nawrzeszczała albo coś syknęła niemiłego. Byłyby to całkiem śmieszne.
Skradając się tak, oboje zbliżali się do celu. Na dodatek w powietrzu czuć było napięcie. Czy im się uda? On skradał się wolniej, pozwalając bratu zaatakować jako pierwszemu. Jednak brat był bardzo niezdarny. Bardzo. A byli już blisko.
— Co robicie? — Ognikowa Słota odwróciła się w ostatniej chwili. A jej brązowe oczy wbiły się w nich obu.
Ups?

***

Iglak wraz z Koszmarem siedzieli przed żłobkiem. Zostali przyłapani na gorącym uczynku i dostali dość suchą reprymendę od Ognikowej Słoty. Uszy go bolały z głośności, z jaką został wyrażony zawód szylkretki. Siedzieli tak w milczeniu dłuższą chwilę, jednak Iglak stwierdził, że powinien ją prezerwać.
— To w co teraz chcesz się pobawić?

<Koszmarze? Brat cię naprawdę lubi, nie masz co się stresować. Nie jesteś słabiakiem>

01 sierpnia 2026

Od Iglaka CD. Kamiennego Pióra

— Hej mały. Ty jesteś Iglak, prawda? Ja się nazywam Kamienne Pióro. Chcesz się pobawić? — zapytał się wielki kocur, którego pierwszy raz widział w żłobku.
Wyglądał na przyjaznego. Czy była to słabość, o której coraz częściej wspominała mu Ognikowa Słota? Chyba nie… Chciał się bawić przede wszystkim! To chyba znaczyło coś dobrego.
— Oczywiście! — zamruczał uradowany, a w jego małych brązowych oczkach aż zaiskrzyło.
— To w co chciałbyś się pobawić, Iglaku? W co teraz się bawią kocięta w żłobku? Szczególnie przy takiej pogodzie, jaka panuje na zewnątrz, to pewnie wam się bardzo nudzi — zauważył wojownik, wygładzając sobie sierść.
Przy takiej pogodzie, jaka panuje na zewnątrz? Przecież nigdy jeszcze nie bawił się w śniegu. Nawet nie był pewien, jaki ten był w dotyku. Mama im jeszcze nie pozwalała wyściubiać pyszczków poza żłobek, a co dopiero bawić się poza nim. Może powinien spróbować?
— My tylko bawimy się w środku — zwrócił na to uwagę starszego. — Jednak nie jest tak bardzo nudno. Często się siłujemy i udajemy, że polujemy!
— Polujecie? Właśnie zauważyłem, że będzie z ciebie całkiem dobry myśliwy, Iglaku! Nawet nie zauważyłem, że do mnie się skradasz! Oczywiście do momentu, kiedy poczułem twoje ostre pazury na moim ogonie — zamruczał Kamienne Pióro. — Jednak teraz wolałbym, żebyś nie atakował mojego ogona. Możesz gonić za mchem, udając, że to uciekająca zwierzyna.
Iglak na dość delikatną prośbę o nieatakowaniu ogona Kamiennego Pióra, tylko westchnął poirytowany. Najlepiej się polowało ogony innych kotów! No, chyba że tym kotem była Makowa Iluzja… Kotka miała zbyt krótki ogonek, by mógł niezauważalnie i skutecznie ją zaatakować.
Przytaknął Kamiennemu Pióru głową, na co starszy złapał mech i nim rzucił przez żłobek. Iglak bez problemu wyobraził sobie, że owa zabawka, która tak wysoko przeleciała nad jego głową to ptak. Pobiegł zaraz za kuleczką i dopadł ją, zanim ta w ogóle dotknęła ziemi. Ognikowa Słota, jedząc swój posiłek, wydawała się zadowolona pokazem sił, jakie demonstrował jeden z jej synów. Po chwili przyniósł dumny kuleczkę mchu pod nogi wojownika.
Bawili się tak przez resztę dnia. Dołączyło się nawet jego rodzeństwo, które również rywalizowało o złapanie kuleczki mchu. Iglakowi nie przeszkadzało to wcale, dopóki często udawało mu się wygrać, łapiąc udawaną zwierzynę w ostatniej sekundzie. Mieli dużo energii, a jednak tak mało czasu. Wojownik został w końcu wygnany ze żłobka przez Ognikową Słotę, która już nie mogła zdzierżyć hałasu.
— Darmozjad i leniwy pchlarz… — przeklinała pod nosem matka, kiedy kocur zdążył wyjść z ich żłobka. — Jeszcze by został na noc, gdybym go nie wygoniła… Obowiązki czekają, a Pora Nagich Drzew jest sroga… Krucze Pióro i Pustułkowy Szpon z chęcią znajdą mu zajęcie…
Iglak nie skomentował tego. Może Kamienne Pióro rzeczywiście był leniem, skoro, zamiast polować, wybrał bawienie się z nimi… Chociaż uważał, że miło spędził czas z wojownikiem, a na dodatek zaczął kiełkować mu nowy pomysł w jego małej główce. Czy powinien uciec ze żłobka, żeby pobawić się w śniegu? Wystarczyło, tylko żeby go matka nie zauważyła.

***

Pora Nowych Liści

Otoczenie się powoli zmieniało, gdyż zauważył, że śnieg zaczął topnieć. Oczywiście wykorzystał Porę Nagich Drzew bardzo dobrze, jeszcze nie jeden raz wychodząc na polanę główną obozu. Raz może z dwa mocno zmarzł, że musiano wołać po Roztargnionego Koperku, jednak medyk nie musiał się jakoś bardzo wysilać, żeby ten stanął na swoje cztery łapy, zdrowy niczym ryba.
Iglak wyściubił pyszczek ze żłobka. Tym razem legalnie. Nudziło mu się dość mocno, a pora była taka, że koty odpoczywały po całym dniu obowiązków. Kiedy tylko na uboczu zauważył Kamienne Pióro, z którym miał dobry kontakt od samego początku, stwierdził, że podejdzie do niego.
— Dzień dobry, Kamienne Pióro! — zamruczał pewnie, podchodząc ze sprytnym uśmieszkiem na pyszczku. — Znasz jakieś ciekawe historie o Mrocznej Puszczy albo o kotach, które tam się znajdują? Ognikowa Słota ma dużo takich historii, jednak wątpię, by znała wszystkie. Może czymś ją zaskoczę?

< Kamienne Pióro? >
🌲

02 kwietnia 2021

Od Iglastej Łapy CD Safony

Urzeczony mową starszej zdecydował porozumiewać się w podobny sposób, aby choć w jakimś stopniu się jej przypodobać.
- Me imię to I-iglasta Łapa, w skrócie Igła. - miauknął dumnie, starając się nie jąkać - Nie posiadam tytułu, nie jestem u-uzdrowicielem... - dodał, napotykając lekko zdezorientowane spojrzenie kotki. Wiedział, że jest uzdrowicielką, w końcu byle kot nie gromadził by tylu ziół w swoim legowisku.
- Dobrze. Zatem Igło, co teraz uczynisz?
Niebieski zastanowił się chwilę. Jadł rano, i choć odczuwał lekki głód, postanowił pożywić się następnego dnia z rana. Po krótce rozejrzał się po kłodzie. W wielu zakamarkach zauważał poupychane zioła, zapewne niektóre pomogłyby na jego rany. Niedaleko wyjścia zostało umieszczone miękko wyściełane posłanie, złożone z mchu oraz suchych traw. Na zewnątrz zaczynało zmierzchać, a promienie zachodzącego słońca nadawały wnętrzu przyjemnego, kojącego wyglądu.
- C-czy pozwolisz, żebym teraz zapadł w sen? Moje ł-łapy potrzebują odpoczynku.
Uzdrowicielka skinęła głową, wskazując mu posłanie. Mrucząc, ze spokojem zwinął się w kłębek. W końcu znalazł bezpieczne miejsce, w którym mógłby zamieszkać na czas nagich drzew. Nim zasnął, przez przymknięte powieki ujrzał postawną, niebieską sylwetkę, szepczącą jakieś słowa w stronę wschodzącego księżyca.

***

Obudziło go zimno bijące od strony wyjścia. Jego krótkie, choć wiecznie nastroszone futro niezbyt chroniło go przed chłodem, nie to co długa sierść towarzyszki. Poczuł nieprzyjemny ból w okolicach głowy, a także uda. Wykrzywił pysk w grymasie, przeciągając się. Na nieco zdrętwiałych łapach wyszedł na zewnątrz. W dość grubej warstwie śniegu brodziła żółtooka.
- M-mogłabyś pomóc opatrzyć me rany?

Ponownie wylądował na posłaniu, przeżuwając dziwną roślinę na wzmocnienie. Złapał kleszcza, uzdrowicielka przed chwilą pozbyła się insekta. Wodził wzrokiem po ziołach, cicho podśpiewując pod nosem.
- Czy mógłbym się u ciebie u-uczyć? Też chciałbym z-zostać uzdrowicielem...

<Safono?>
Wyleczony: Iglasta Łapa

14 marca 2021

Od Iglastej Łapy

Był padnięty. Po wojnie i tak nie czuł się najlepiej, a walka z dużo starszym samotnikiem dodatkowo go osłabiła. Wszystkie rany piekły go, bo nie miał tyle pajęczyna by je opatrzyć. Jedynym miejscem z założonym opatrunkiem była lewa strona pyska, po całości przeryta pazurami.
Miejsce na oko po tej stronie wyglądało bardziej jak rów, aniżeli narząd kociego wzroku. Kocur nie przejmował się zbytnio jego stratą, zdążył się już przyzwyczaić. A miał też ważniejsze sprawy na głowie. Na porę nagich drzew musiał znaleźć sobie nowe legowisko, bo jego obecne - czyli opuszczona dziupla w pniu drzewa - mogło w każdej chwili zostać zasypane śniegiem. A problemem było nie tylko znalezienie dobrego miejsca, ale też i przeniesienie tam wszystkich ziół, które udało mi się uzbierać. Nie było ich co prawda wiele, ale nie mógł ich zostawić - mogą mu się przydać. A po dotarciu na miejsce na pewno nie zdążyłby uzbierać ich na nowo. Rozejrzał się po dziupli. Podczas pobytu w klanie nocy Kaczorek udzielił mu paru lekcji, i bardzo mu się to przydało. We wgłębieniach ścianek leżały poupychane medykamenty, czyli: trybula na rany, stokrotki na wzmocnienie, wrotycz maruna na ból oraz śladowe ilości pajęczyn. Westchnął. Tych ostatnich brakowało mu najbardziej, na mokradłach nie było ich za dużo. Zaczynało świtać, więc przygotował się do drogi. Zjadł pozostawioną wczoraj myszkę, i krytycznym wzrokiem popatrzył na zioła. Jak je przenieść? Chciał zastosować sposób medyków, ale w pobliżu nigdzie nie było żadnych winorośli ani bluszczu. Jego wzrok padł na skórę myszy, którą przed chwilą się posilił. Może ona się nada?
- „Nie, jest za mokra” - pomyślał.
W końcu zrezygnowany wziął roślinki w pysk i wyszedł na zewnątrz. Rzucił ostatnie spojrzenie w stronę swojego legowiska, i niechętnie ruszył do przodu. Łapy co chwilę zapadały mu się w mokrej ściółce, a w futro wplątywały liście. Słońce wyłoniło się zza chmur, oświetlając mu drogę. Pojedyncze drzewa powoli jeszcze bardziej przerzedzały się, ukazując wielką polanę. A raczej mokradła, w tym świetle wyglądające inaczej niż za dnia. Daleko po prawej i lewej stronie znowu znajdował się las. Domyślał się, że tam znajdują się obozy innych klanów. Jak na razie nie chciał do żadnego dołączać, wystarczało mu życie w samotności.

***

Było późne popołudnie, a on nadal wędrował. Zmęczyło go to, a łapy powoli odmawiały mu posłuszeństwa. Odłożył zioła na pobliski kamień i rozejrzał się. Wcale nie tak daleko zauważył małe skupisko drzew, kilka z nich leżało powalone.
- „No, tam na pewno znajdę sobie miejsce do życia!” - pomyślał, wziął roślinki, ochoczo ruszając do przodu. Po niedługim czasie dotarł na miejsce. Był tam wyczuwalny zapach innego kota, ale nie miał wyboru - zaryzykował. Wszedł pomiędzy pnie, widząc jeden leżący na ziemi. Kawałek kory na jego boku był wybity, a to znacznie ułatwiało mu sprawę. Nie myśląc wszedł do środka, od razu zauważając krzątającą się tam kotkę. Ona też wyczuła jego obecność, odwracając się. Igła upuścił zioła, niepewnie wpatrując się długofutrą. W końcu przerwał ciszę.
- W-witaj. - miauknął.

<Safono?>

07 marca 2021

Od Iglastej Łapy CD Niezapominajkowej Łapy

Szedł powoli, przechadzając się po obozie. Nagle dostał czymś w głowę, a po jego policzkach skapnęły łzy.
- Igło, nic ci nie jest? - spytał Niezapominajkowa Łapa, podbiegając do przyjaciela. Niebieski pokręcił przecząco głową i zaczął pochylipywać pod nosem.
- Jesteście beksy i nic nie umiecie! - zawołała Krucza Łapa. Bicolorowi zjeżyła się sierść na grzbiecie na słowa siostry. Jak ona śmiała tak o nich mówić!? Syknął w jej stronę, a ona spojrzała na niego zaskoczona takim obrotem sprawy. Prawie nigdy się nie złościł, częściej uciekał lub beczał. Ale tym razem było inaczej. Wziął szyszkę w pysk, wziął rozbieg i odrzucił ją. Celował w środę głowy czarnej, a na jego szczęście przedmiot trafił idealnie.
- Au... - syknęła, a kocurek poczuł nieznane mu dotąd uczucie. Pierwszy raz w życiu był zadowolony ze... zrobienia komuś krzywdy? Kompan spojrzał na niego z lekka zaskoczony, a Iglasta Łapa uśmiechnął się do niego.

***

Nie mógł uwierzyć w to co się stało. Jego mentorka, Karasiowa Łuska odeszła. Siedział w legowisku medyków, czekając aż Smutna Cisza skończy opatrywać mu tylną łapę. Miał tam większą ranę po pazurach. Resztę ciała pokrywały mu mniejsze zadrapania. Po policzkach nadal szczekały łzy smutku. Wyszedł na zewnątrz. W legowisku uczniów siedziała Orzechowa Łapa. Do głowy wpadł mu pewien pomysł.
Podszedł do legowiska lidera.
- Jesionowa G-gwiazdo! - zawołał cicho, a lider klanu nocy wychylił się ze swojej dziupli - M-mam prośbę...
- Tak? - odparł czekoladowy.
- B-bo czy Orzechowa Łapa mogłaby d-dostać jako wojownik na imię O-orzechowy Zmierzch? - spytał.
- Zastanowię się nad tym... 
Iglasta łapa westchnął. Podszedł do legowiska i położył się przed nim, na kupce liści. Nie pospał długo, gdyż po chwili podszedł do niego Niezapominajek. W tym czasie zdążył przemyśleć już pewną sprawę.
- Chodź! - zawołał do niego, kierując się w stronę rzeki - Opowiem ci po d-drodze...
Van ruszył nieco zdezorientowany za niebieskim. Weszli na plażę i przepłynęli na drugi brzeg, niezauważenie wymykając się z obozu.
- J-ja uciekam z Klanu... - oznajmił pręgowany. 
- Ale czemu? Wszyscy cię tu lubią! - zapytał czarno-biały, zaskoczony, z lekko załamującym się głosem.
- Muszę pobyć trochę s-sam. Obiecaj, że n-nikomu tego nie powiesz... - poprosił.
Zielonooki pokiwał łebkiem.
- A t-teraz pozwól, że już pójdę. M-muszę znaleźć sobie miejsce do spania. - miauknął, po czym odszedł wchodząc pomiędzy krzaki.

<Niezapominajek?>

17 lutego 2021

Od Iglastej Łapy

- Chodź! Idziemy na na wieczorny patrol. - zawołała go Karasiowa Łuska. Kocurek wstał i ruszył w kierunku wyjścia z obozu, podążając za mentorką i paroma innymi kotami. 

***

Szli już dłuższy czas, więc jakiś kocur zarządził postój. Karaś powiedziała Iglastej Łapie, że w tym czasie może sobie coś upolować. A więc niebieski zaczął tropić mysz, której zapach wyczuł w trawie. Po chwili zajadał już swój pyszny, ciepły posiłek. Gdy skończył, postanowił się trochę rozejrzeć. Wspiął się na drzewo tak jak go uczyła mentorka, i przysiadł na gałęzi. Stamtąd rozciągał się widok na prawie cały las. 
- Idziemy dalej! - usłyszał, więc zeskoczył na ziemię. Ruszyli w kierunku miejsca zwanego ,,grotą szalonego dziadka,,. Igła słyszał, że tam lepiej się nie zbliżać, a więc nie miał ochoty tam podchodzić. Ominęli ją szerokim łukiem i poszli dalej. Zauważył powalony pień idealny do przeskoczenia. Nie pytając o zgodę pobiegł w tamtym kierunku. Poczuł jak zaczyna padać deszcz, ale nie przejął się tym. Skakał i skakał aż zabrakło mu sił. Gdy przystanął, zorientował się że nie wie gdzie jest reszta. Zaczął ich rozpaczliwie nawoływać, lecz nikt mu nie odpowiedział. Przeraził się. Nastała noc. Wszedł na polanę i położył się w pustym pniu. Cały czas zbierało mu się na kichanie.

<Ktoś?>

16 lutego 2021

Od Iglastej Łapy CD Niezapominajkowej Łapy

Chciał odpowiedzieć, lecz z jego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Skinął głową. Czarno-biały przytulił się do niego. Iglasta Łapa nie mógł uwierzyć co się przed chwilą stało. Myślał, że to koty jedzą ryby, a nie odwrotnie. Przyjaciel nie zdążył uratować cynamonowego. A dopiero co pojawił się w klanie! W jego oczach zebrały się łzy. Niezapominajek też zaczął szlochać, obsmarkując jego futro. Niebieski posłał ostatnie spojrzenie w stronę miejsca porwania malca, po czym odwrócił się.
- Chodź do ob-bozu - zaproponował.
Uczniowie ruszyli, zostawiając wojowników nad rzeką.

***

Skierowali się w stronę żłobka, puszczając mimo woli zdziwione spojrzenia starszych. W końcu w obozie nikt nie wiedział o tragedii. Weszli do legowiska, gdzie zastali Pierwszy Deszcz wraz z Oszronionym Futrem i ich synem - Chmurkiem.
- P-pierwszy Deszczu... - zaczął Niezapominajkowa Łapa, jąkając się - Dżdżowniczek... O-on nie ż-żyje... 
Reszta popatrzyła na nich z przerażeniem.
- A-ale on t-tu jeszcze przed chwilą był... - powiedziała. 
Kotka rozpłakała się. 
- M-możemy się w t-tym czasie zająć Chmurkiem... - zaproponował Igła. Spojrzał z obrzydzeniem na stertę zamęczonych na śmierć owadów. Jakie te mały miał pasje!
- Pobawce sie ze mna, plose! - zawołał.
Iglasta Łapa spojrzał z powątpiewaniem na kompana. Czemu on się na to zgodził! No czemu!

<Niezapominajek?>

Od Iglastej Łapy

Iglasta Łapa był wściekły. Nie dość, że wyzwała go od mysiego bobka, to jeszcze przy wszystkich! Stanął przed Orzechową Łapą i zaczął syczeć. Ta też to zrobiła, po czym naskoczyła na niego. Uczniowie zaczęli się turlać po ziemi. Niebieski poczuł pieczenie na policzku. Ciekła z niego krew. Postanowił odwdzięczyć się kotce, więc chwycił za jej ucho i pociągnął.
- Auuu! - krzyknęła z bólu.
W tym samym momencie Brzoskwiniowa Bryza zobaczyła ich akcję.
- Spokój! Idźcie do medyków. Wyglądacie koszmarnie!
Koty ruszyły do medycznego leża, cały czas prychający i charcząc na siebie. Zastali tam Mglisty Sen. Odruchowo usiedli na posłania z mchu, i słuchając ględzenia medyczki dzielnie wytrzymywali zabiegi. Gdy kocica skończyła, pobiegli do legowiska uczniów i odrazy poszli spać.

***

To była dla niego NAJGORSZA kara na świecie. Był pewny że klan gwiazd specjalnie co zaplanował. A tą karą był wspólny trening. Oczywiście, jego towarzyszką musiała być Orzechowa Łapa. Ich mentorki lubiły się, a więc postanowiły zrobić wspólną lekcję. A że Brzoskwiniowa bryza uwielbiała pływać, to wybrali się nad rzekę.

***

Nareszcie tam dotarli. Nie wiedząc, że jego rywalka umie już pływać, niespodziewanie pchnął ją do wody. Kotka uderzyła w taflę i zniknęła pod powierzchnią. przeraził się i od razu pożałował swego czynu. Chciał ją zawołać, lecz ta wynurzyła się.
- Wiesz, umiem już pływać...



cdn Orzechowej Łapy

Od Iglastej Łapy

- Chodź, idziemy nad rzekę! - zawołała Karasiowa Łuska. Iglasta Łapa przeciągnął się, i ruszył za mentorką.
- Umiesz pływać? - spytała go.
- No... Tak niezb-byt. - odpowiedział.
- Dobrze, to dzisiaj cię nauczymy!

***

Gdy doszli nad rzekę, wojowniczka pierwsza weszła do wody.
- Chodź za mną! - zachęciła go. Niebieski ostrożnie zanurzył łapy w wodzie. Wzdrygnął się. Kremowa powoli wchodziła głębiej.
- Teraz musisz zacząć machać łapami, o tak... - pokazała mu. Igła wykonał polecenie mentorki i po chwili umiał już pływać.
- Brawo! - pochwaliła go. - Bardzo dobrze ci idzie!
Był z siebie bardzo dumny.
- Chodź, teraz złapiemy trochę ryb! - zawołała i odbiegła. Uczeń podążył za nią.
- Musisz poczekać aż jakaś ryba do ciebie podpłynie, i wtedy łapiesz ją na pazur. - wytłumaczyła, po czym zaprezentowała mu. - Teraz twoja kolej. 
Iglasta Łapa zobaczył swój cel. Poczekał aż znajdzie się pod nim i uderzył go łapą. Ryba wyleciała w powietrze i spadła mu na pysk. Zdjął ją zaskoczony. Karasiowa Łuska zaczęła się śmiać.
- Hej! To nie było śmieszne! - zaprzeczył, po czym sam zaczął chichotać.
- Chodź, zanieśmy to do obozu. - zaproponowała kremowa, nadal rechocząc.
- Dobrze! I w-wiesz co? Polubiłem cię!

***

Wrócili, a Igła odrazy klapnął na swoje legowisko. Dzisiejszy trening był bardzo wyczerpujący.
- Dzisiejszy dzień był super... - mruknął do siebie. Po chwili głowa mu opadła i zapadł w sen.

14 lutego 2021

Od Iglastej Łapy

Karasiowa Łuska zabrała swojego ucznia do lasu, aby nauczyć go polować.
- Teraz twoja kolej! - zawołała go, gdy złapała już ptaka. Iglasta Łapa skradał się do myszy, którą zauważył przy krzaku. Znał już pozycję łowiecką, więc przyjął ją i wyskoczył. Lecz był za głośno i zwierzątko go usłyszało, od razu zaczynając uciekać. Niebieski gonił ją i w pewnym momencie postanowił jeszcze raz naskoczyć. Przyspieszył, po czym odbił się i w locie złapał gryzonia. Krew trysnęła na wszystkie strony.
- Brawo! - pochwaliła go mentorka. Kocurek dumny podbiegł do niej, zabierając swą zdobycz. - Dobrze, chodź już do obozu. Na dzisiaj wystarczy treningu.
Koty ruszyły w drogę powrotną. Gdy doszli na miejsce, pręgowany zaniósł posiłek Pierwszemu Deszczowi. Potem usiadł w legowisku uczniów, spoglądając na Ćmią Łapę. Kotka z niewiadomego dla niego powodu nie mówiła. Igle to pasowało.
- Cze-eść! - przywitał się, a ta odpowiedziała skinieniem głowy - Chcesz się w coś pobawić?
Spoglądnęła na niego z ciekawością, po czym wzięła w pysk kulkę z mchu. Ruszyła na zewnątrz, a kocurek z nią.
- Będziemy ją turlać? - spytał, niezbyt wiedząc o co chodzi w zabawie.
Biała pokręciła głową, i podrzuciła kulkę do góry. Gdy ta spadła na ziemię, zaczęła ją gonić. Dała ją niebieskiemu, który powtórzył za nią całą sekwencję.
- Ś-świetna zabawa! - zwołał zachwycony.
 

Od Igły (Iglastej Łapy)

Igła drzemał, gdy Aroniowa Gwiazda zwołał zebranie klanu. Kocięta wyszły z kociarni i ustawiły się w rzędzie oczekując mianowania. Najpierw lider ruchem ogona poprosił do siebie Kruk.
- Kruk, ukończyłaś wiek 6 księżyców i nadszedł czas abyś została uczniem. Od teraz, aż do nadania tobie imienia wojownika będziesz nazywać się Krucza Łapa. Twoim mentorem będzie Zwinkowy Ogon. - zwrócił się do czarnej 
- Zwinkowy Ogonie, otrzymałaś doskonałe szkolenie od swojego mentora. Mam nadzieję, że przekażesz całą wiedzę swojemu uczniowi.
Tłum podszedł do jego siostry, lecz niebieski nie zrobił tego. Czekał na swoją kolej. Następnie mianowana została Sowa. Gdy i ona została uczniem, Aroniowa Gwiazda wywołał Igłę.
- Igło, ukończyłeś wiek 6 księżyców, i nadszedł czas abyś został uczniem. Od teraz, aż do chwili nadania tobie imienia wojownika będziesz zwany Iglastą Łapą. Twoim mentorem zostanie Karasiowa Łuska. - oznajmił. Niebieski poczuł dumę. - Karasiowa Łusko, otrzymałaś od swojego mentora doskonałe szkolenie. Mam nadzieję, że przekażesz wiedzę swojemu uczniowi. - zwrócił się tym razem do wojowniczki.
Para już miała zetknąć się nosami, gdy zaczęło padać. Wtedy niebieski zignorował to, i przypieczętował związek mentorsko-uczniowski.

***

Iglasta Łapa siedział w legowisku uczniów, leniuchuję. Położył się na swoim posłaniu, biorąc do pyska przyniesioną wcześniej piszczkę. Przywołał w myślach scenę mianowania. Ten deszcz tam nie pasował.

13 lutego 2021

Od Igły

- Wstawaj! Śniadanie czeka! - wrzasnęła Orzeszka. Igła podniósł się z ziemi wkurzony.
- Czemu m-mnie budzisz! A w s-sumie nie mów, bo w-wiem. D-dlatego bo jest-teś wredna! - odkrzyknął jej, po czym wziął swoją rybę i wybiegł przed żłobek i odszedł trochę dalej. Usiadł na uboczu i powoli zajadał swój posiłek.

***

Ruszył w kierunku legowiska medyków. Może tam będzie spokój? W kilku susach dobiegł tam. Powoli wszedł do środka. Nie zobaczył nikogo, więc ruszył dalej. W składziku też było pusto.
- Nareszcie spokój... - mruknął do siebie, po czym położył się na ziemi. Jak zwykle gdy był zdenerwowany machał ogonem. Niestety zrzucił liść, na którym leżały ziarenka maku. Nie wiedząc co to jest, zlizał je z ziemi. Po chwili zauważył też miód. Orzeszka opowiedziała mu kiedyś co to jest. Spróbował trochę. Był bardzo słodki. Zakręciło mu się w głowie. Nie wiedział, że mak działa na sen. Położył się na ziemi. Po chwili zasnął.

***

Obudziły go odgłosy krzątania się legowisku. To Smutna Cisza weszła do środka, i najwyraźniej szukała tam czegoś. Kocurek po cichu wstał, po czym przysunął się do ściany i przeszedł niezauważony do wejścia.
- Hej, c-co robisz? - zapytał, jak gdyby nic.
- Wybieram się zioła. - odpowiedziała czarno-biała.
- Ja też chc-cę! 

<Smutna?>

10 lutego 2021

Od Igły

Tego dnia wszystkie kocięta bawiły się razem. No prawie wszystkie, bo Ogienek siedział znudzony nie chcąc dołączyć do reszty. Zabawa polegała na przeskakiwaniu innych.
- Teraz twoja kolej Igła! - oznajmiła Orzeszka, gdy skończyła swoją rundę.
Niebieski podszedł na sam początek rzędu, czekając na sygnał.
- Teraz! - zawołała Kruk.
Igła ruszył. Sprawnie przeskoczył nad Niezapominajkiem i Orzeszką. Potem lekko skręcił i przeleciał nad Kurką. Następnie stał przed nim największy problem - Kruk. Jego siostra była wyższa od niego, ale odpowiedni o wyskoczył i przeszedł czysto. Na koniec przeskoczył Sowę i miał za sobą cały tor.
- Łał! Jak szybko... - odparła zaskoczona Orzeszka.
- Eee tam. Ja umiem szybciej. I wyżej! - wtrącił się Ogienek - Wy ustawcie się tam obie siebie, a wy tam w większych odstępach!
Igła niechętnie ustawił się przy siostrach. Czarny skoczył z rozbiegu nad Kurką, Orzeszką i Niezapominajkiem. Potem przymierzał się do skoku nad Sową, Kruk i Igłą razem. Niebieski przeraził się. Wiedział, że starszy nie da rady.
- Nie!! - krzyknął, lecz było za późno. Ogienek wybił się. Wydał cichy jęk, i spadł na rodzeństwo. Igła pierwszy się spod niego wygramolił.
- S-sowa! Kr-ruk! - zawołał
Kotki jęknęły. Kocięta postanowiły zachować tą sprawę między sobą.
- Dzieci! Wychodzimy nad rzekę! - zawołała karmicielka.
Wszyscy ruszyli za kocicą. Po chwili dotarli nad wodę. Spotkało tam Jesionowego Wichra ze Zbożową Łapą i parę innych kotów. Wrzosowa Polana zaczęła rozmowę  z zastępcą, a młodsi obrzucali się piaskiem. Tylko Igła podszedł do syna Zbożowego Kłosu.
- H-hej! Jestem I-igła. A t-ty jak się n-nazywasz? - zagadnął go.
- Zbożowa Łapa mam na imię. Chcesz czegoś ode mnie? - odpowiedział tamten.
- Widziałem jak p-pływasz. Możesz m-mnie nauczyć?

<Zbożowa Łapo?>

Od Igły

 Igła strasznie się nudził. Niezapominajek wraz z Kurką i Orzeszką poszli odwiedzić Jabłkową Łapę, a siostry spały sobie w najlepsze. Pozostało mu wyjść na spacer.
- Czy m-mogę iść pochodzić p-po obozie? spytał Wrzosową Polanę, gdyż to ona według niego sprawowała władzę w żłobku.
- Dobrze, możesz wyjść. - zgodziła się.
Żółtooki wybiegł na zewnątrz. Przy wejściu spotkał Ogienka, ale nie miał ochoty słuchać o tym jak zostanie liderem. Ominął zręcznie czarnego. Postanowił przejść się do lasu. Uwielbiał biegać między drzewami i przeskakiwać powalone pnie, ale najpierw skierował się do stosu ze zwierzyną bo był bardzo głodny. Wybrał małą wiewiórkę.

***

Gdy kocurek skończył jeść, ruszył w kierunku lasu. Nagle pewien czekoladowy kocur zastąpił mu drogę. Igła skojarzył go zastępcą Klanu.
- Nie możesz wychodzić jeszcze z obozu. Jesteś za mały! -  powiedział - Co lubisz robić najbardziej?
Niebieskiego zaskoczyło pytanie, ale może starszy towarzysz zechce znaleźć sposób na jego nudę?
- L-lubię skakać i b-biegać - odpowiedział.
Starszy zamyślił się. Po chwili zwrócił się do kocurka.
- Mogę pokazać ci jakieś zabawy... - zaproponował.
Igła pokiwał głową.
- Chodź, pójdziemy trochę dalej. Dobrze, teraz popatrz -  czekoladowy zaczął ustawiać na ziemi znalezione obok patyki - Ta zabawa polega na tym, że musisz przeskakiwać gałązki biegnąc. O tak... - Jesionowy Wicher zaprezentował młodszemu co ma robić. - teraz twoja kolej!
Igła ustawił się przed przeszkodami, czekając na sygnał.
- Teraz! - krzyknął starszy, po czym mi zauważony przez kocurka odszedł.
Żółtooki skakał nad patykami w zawrotnym tempie. Nim się obejrzał, cały tor miał za sobą. Postanowił biec dalej. Pędził tak szybko, że w ostatniej chwili zauważył cętkowanego kocura leżącego na uboczu. On też najwyraźniej go zobaczył, gdyż wbił w niego swój przerażony wzrok. Niebieski zaczął hamować. Jego łapy boleśnie szurały po ziemi. Oczekiwał uderzenia, lecz nic takiego się nie zdarzyło. Otworzył oczy i wstał mówiąc: 
- H-hej! Jestem I-igła.

<Królicze Serce?>

08 lutego 2021

Od Igły

- Coś ty mi zrobiła!!! - usłyszał Igła. No i nici ze spania. przeciągnął się zniesmaczony. Gdy otworzył oczy, ujrzał niecodzienny widok walczących ze sobą kociąt. Kilka uderzeń serca później usłyszał zatroskany głos:
- Czemu wszystkich budzisz... Nie dasz nowym pospać? -  oznajmiła jakaś kotka, strasznie przypominająca jego matkę. W pierwszej chwili pomyślał, że ona chce go chronić, lecz potem zrozumiał, że to był sarkazm.
Warczący kocur już chciał się na nią rzucić, lecz przeszkodziła mu w tym karmicielka.
- Teraz to trzeba cię umyć... - mruknęła niezadowolona. Zaraz po tym calico zobaczyła, że razem z siostrami już się obudzili.
- Cześć! Nazywam się Orzeszka - zagadnęła ich.
- No pięknie, na pewno nie dadzą nam spokoju... - pomyślał. - A ja jestem Niezapominajek - dodaj jej brat.
- Ej no, nie zapominajcie o mnie upomniał się rudzielec który wcześniej w kłócił się z rodzeństwem - Ja jestem Kurka. - dodał, podkreślając mocno swoje imię - A wy jak się nazywacie?
- J-ja jestem I-igła - niepewnie zaczął pierwszy.
Wzdrygnął się, gdy Orzeszka lustrowała go wzrokiem.
-  A ja mam na imię Kruk! - dodała jego siostra.
- Ja jestem Sowa 
- To kto chce się pobawić? - padło pytanie.
- J-ja nie... - odpowiedział Igła - Chcę z-zostać z Niezapominajkiem...
- A my idziemy! - zawołały Kruk i Sowa.
- To i ja się dołączę! - usłyszała jeszcze głos Kurki.
Przysiadł obok Niezapominajka. Posłał mu powitalne spojrzenie, a starszy odpowiedział tym samym. Po chwili zapytał:
- Czegoś ode mnie potrzebujesz? 
Kocurek zastanowił się. Czy rzeczywiście chciał czegoś? 
- M-możesz mnie opr-rowadzić po oboz-zie?

<Niezapominajku?>

08 lipca 2014

Iglasta Łapa

Autor grafiki: baroksi
OGÓLNE
IGLASTA ŁAPA
Poprzednie imiona: Iglak
Płeć: Kocur
Orientacja: Panseksualny
Przynależność: Klan Wilka
Ranga: Uczeń

- - - -

Właściciel: _iglak
CHARAKTERYSTYKA

APARYCJA

Opis ogólny - Iglak odziedziczył swoją budowę po Ognikowej Słocie, gdyż jest wysokim kocurkiem o długich łapach oraz atletycznej sylwetce. Nie jest krępy ani nadmiernie chudy. Jego futerko jest czarne dymne z prześwitującymi tygrysimi pręgami, a sierść jest potargana, ciężko się układa oraz jest szorstka w dotyku, niczym igliwie. Na karku i końcówce ogona szczególnie widać jak włosie stoi mu na baczność, przez co zdaje się, że kocur się jeży. Jego ogon jest dość długi, podobnie co dwa kiełki, które wystają mu z pyska. Iglak może jeszcze pochwalić się przenikliwymi brązowymi oczami, które przypominają te Słoty. Nos, uszy i poduszeczki łap ma bardzo ciemne.
Cechy szczególne - Pędzelki na uszach, potargane futro na karku i końcówce ogona
Kolor sierści - Czarny dymny z tygrysimi ghostmarkings
Długość sierści - Półdługa
Kolor oczu - Brązowy
Problemy zdrowotne - Brak

CHARAKTER

Iglak jest ambiwertykiem i jest w stanie bawić się samemu, kiedy rodzeństwo raczej nie jest zainteresowane żadnymi z zabaw, w które on chciałby się pobawić. Jednak też nie stroni od spotkań z innymi kotami. Lubi towarzystwo, a jeszcze bardziej uwagę i podziw, więc w przyszłości zapowiada się na kolejnego kota, który będzie wiązał znajomości z większą liczbą Wilczaków, co może lekko niepokoić kontrolującą jego Ognikową Słotę. Najczęściej jest duszą towarzystwa, jednak jest również w stanie być cichym obserwatorem, jeśli będzie tego wymagać sytuacja lub nie będzie miał humoru. Szybko wpada w złość, jest dość wybuchowy i kłótnie szybko mogą u niego zamienić się w bójki. Najbardziej jednak posłuszny jest swoim matkom. Nie przepada być kontrolowany, dlatego używając swojego sprytu, stara się ominąć niektóre z zakazów. Przecież tego, co oczy nie widzą, temu sercu nie żal. Kiedy wpada w smutek lub w strach, jego mechanizmem obronnym jest złość. Jest wtedy agresywny i stara się grać pewnego siebie.

MORALNOŚĆ

Uczy się pod surowym okiem Ognikowej Słoty. Jest mu wpajana lojalność i pracowitość względem Klanu Wilka oraz wiara w Mroczną Puszczę. Może nie rozumie wszystkiego, co stara się go matka nauczyć, jednak nie podważa jej słowa.

CIEKAWOSTKI

- Strasznie boi się pszczół, os, szerszeni i trzmieli. Wszystko, co bzyczy i ma czarno-żółte paski, prawdopodobnie ma też żądło. Iglak za żadne skarby nie chciałby zostać użądlony.
- Uwielbia zabawy w chowanego oraz zabawy w polowanie.
- Dokuczając innym, najczęściej wsypuje igliwie wraz z cierniami do posłania.
- Podoba się mu umaszczenie szylkretowe u kotek a u kocurów cynamonowe.
UMIEJĘTNOŚCI

Poziom medyczny: ///
Poziom wojownika: ///
Słabe strony: Iglak nie jest jakoś barczystym kocurem, więc siła nie jest jego najlepszą stroną. Kocur podobnie jak matka szybko wpada w złość, przez co może walczyć na oślep i robić podstawowe błędy. Przez swoją pewność siebie jest w stanie przecenić swoje umiejętności, przez co może przegrać w walce.
Mocne strony: Dzięki swojemu długiemu ogonowi i łapom jest dość szybki i jest w stanie zachować balans, dlatego dobrze odnajduje się we wspinaczce na drzewach, jak i skradaniu. Dzięki swojej plastyczności jest w stanie szybko się adaptować do otoczenia, jak i współpracy bądź samodzielnej roboty.
RELACJE

RODZINA

Ojciec - Czarnowron (Nigdy nie zdołał poznać swojego ojca i raczej mu się to nie uda. Nie ciekawi go kim był, czy nadal żyje i czy w ogóle jest do niego podobny)
Matka - Ognikowa Słota (Kocha swoją matkę z całego serca, chociaż uważa, że ta czasami jest dla niego i jego rodzeństwa zbyt surowa. Chcąc uszczęśliwić matkę, jest względem niej posłuszny)
Rodzeństwo - Koszmarna Łapa, Zamroczona Łapa (Lubi dokuczać swojemu rodzeństwu. Przez nauki swojej mamy chce zobaczyć, które z nich jest najsłabsze)
Partner - ///
Potomstwo - ///

INNE

— Kocimiętkowy Wir (przybrana matka)
(Uwielbia kocicę, a w szczególności wtedy, kiedy ta przychodzi i opowiada im o lesie, który otacza obóz oraz terenach, które zamieszkują inne klany. Uważa ją za swoją drugą matkę i również jest jej bardzo posłuszny)
— Zalotna Gwiazda (babka)
(Ze względu na naciski Ognikowej Słoty, stara się nawiązać jakiś dobry kontakt z kocicą. Jego krewna może i jest przywódczynią, jednak aura panująca wokół kocicy trochę onieśmiela Iglaka. Stara się zachować dobre pozory, żeby nie zawieść swojej matki oraz pokazać, że nie jest słabeuszem)
(Nie podoba mu się, jak blisko rudy jest jego matki. Jest częściowo zazdrosny, że ten zgarnia dużo uwagi Ognikowej Słoty i jest chwalony oraz dawany jako przykład do naśladowania. Czy kocur nie może się zająć swoją rodziną? Jeśli brakuje mu matki, to niech jej sobie poszuka)

SZKOLENIE

Uczniowie obecni - ///
Uczniowie dawni - ///
HISTORIA

Urodził się w Klanie Wilka wraz ze swoim rodzeństwem za panowania jego babki, Zalotnej Gwiazdy.