BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barwinkowy Podmuch x Tańcząca Pieśń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barwinkowy Podmuch x Tańcząca Pieśń. Pokaż wszystkie posty

13 listopada 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Tańczącej Pieśni

Ten odpis czekał od 23 lipca, moja największa dziura fabularna :/

- Witaj Barwinku ~ usłyszał obok siebie zaczepny głos. Bardzo znajomy.

Spojrzał w tamtym kierunku, dostrzegając vankę, a na jego pyszczek wkradł się zadziorny uśmiech.

- No cześć ~ odmiauknął równie zaczepnym tonem co kotka.

Machnął wesoło ogonem. Była dziś w dobrym humorze, a to oznacza same plusy. Może przynajmniej go nie pobije. Albo może zrobią dobie pojedynek? Jeden na jednego, on kontra ona.

- Co porabiasz? - Zapytał stając ramię w ramię z kumpelą

- Pamiętasz nasz zakład?

- Zakład...? - Powtórzył, grzebiąc w odmętach swojej pamięci za czymś podobnym. W końcu dokopał się, olśniewając nagle. - Ah! Tak, tamten! Rychło w czas, co nie?

- Tak, chcesz go kontynuować? - Zaproponowała, a czarnemu nie trzeba było powtarzać dwa razy.

Przytaknął jej, wychodząc z obozu pierwszy.


~*~


Wrócił z dwoma ptakami, rozglądając się za kotką. Nie wiedział, czy wróciła, czy może nadal poluje na coś jeszcze lepszego niż on trafił. Co prawda, zwierzyny było sporo, jednak polowanie to ciężki wysiłek. Dopiero teraz, gdy po raz kolejny próbował zwiększyć ilość swoich zdobyczy zrozumiał, jak wiele pracy to wymaga. 

Dostrzegł też, że w życiu nie złapie dziesięciu piszczek, nie ważne jak bardzo by chciał. Zabrakłoby mu dnia, albo zwierzyny, która przecież nie będzie grzecznie czekać, aż on pozbawi ją życia. 


Westchnął, kładąc piszczki przy sobie. Czekał parę uderzeń serca, póki nie usłyszał kroków. Zerknął w stronę wejścia do obozu, dostrzegając niewidoma kotkę z dwoma myszami. 

- Tutaj Tańcząca!! - Zawołał ją. 

Strzyknęła uchem, ruszając ku niemu. Położyła przy sobie swoje zdobycze. 

- Mamy tyle samo. - Miauknął czarny. 

Kotka pokiwała głową, a Barwinek myślał dłuższą chwilę. Skoro od tyłu księżycow nie potrafią się uporać z tą rywalizacją... To może pora na dojrzały krok, godny wojownika? 

- No bo widzisz - zaczął, nie wiedząc w sumie jak się za to zabrać. Nigdy nie przyznawał komuś swojej przegranej. 

Wziął głębszy wdech. 

- Co mam widzieć? - Zapytała patrząc w nicość, a czarny prychnął.

- No weź się już nie czepiaj! - Burknął. No zdarza się zapomnieć, okej?? 

- Przerwałaś mi poważną atmosferę! - Posłał jej wzburzone spojrzenie, jednak niewidoma kotka machnęła tylko ogonem. - Wracając. Chciałem, żebyśmy zawarli remis. Wiesz, doszedłem do wniosku, że ciężko by było u polować dziesięć piszczek... Ale nie mówię, że bym nie dał rady! Więc... Rozejm? 

Kotka chwilę myślała nad jego słowami, po chwili usmiechając się lekko, na co czarny odpowiedział szerokim uśmiechem. 

- Rozejm. 


~Czasy teraźniejsze~


Było gorąco i sucho! Wszechobecny zaduch sprawiał, iż czarny ledwo trzymał się na lapach, a co tu mówić o wypełnianiu jakichkolwiek obowiązków! 

Rano jednak, dla niepoznaki, wyszedł z obozu, by zaszyć się gdzieś w lesie, w zacienionym miejscu. 

W Barwinku od dłuższego czasu kotłowały się sprzeczne emocje. Dodatkowo frustrujący był fakt, kogo one dotyczyły. Chodził zamyślony, oczami szukając znajomego liliowego futra. Przyłapując się na tym, potrząsał głową. 

Zaciskał zęby na każdą myśl, że chciałby spędzić z nim trochę czasu, chociażby na sprzeczce, byleby uwaga pomarańczowych ślepi była na nim. 

Starał się nie pokazywać faktu, iż martwił go kocur. W sensie to, co mogło mu się przydarzyć, albo co on mógł zrobić komuś. Przecież znał go od urodzenia młodszego. Wiedział, że pod wpływem emocji Szczawiowy Liść był w stanie urwać komuś uszy. 

Czarny westchnął. To było strasznie...ograniczające? Takie myślenie. Chciał dla młodszego jak najlepiej. Pragnął dbać o jego futerko, bez zagrożenia dostania w pysk, przynosić kwiatki, tak jak robili to inni. Może czuł już zazdrość? O te wszystkie czynności? Powinien? Przecież Szczawiowy Liść miał go w nosie, nawet pomimo ich kilku momentów. 

Rozejrzal się. Czuł potrzebę czyjejś opinii, pomocy. Najlepiej takiej bezstronnej. 

Los chciał, by szła tamtędy jego kumpela, z dziwnie zamyślonym pyszczkiem. Od razu dostrzegł szanse na zawracanie dupy vance. 

- Psst! - Szepnął do niej. - PSSST! 

- Co? - Strzyknęła uchem. 

- Masz chwilę?? 

- A czego chcesz? - Zapytała patrząc w nicość. 

- Mam być całkowicie szczery...? - Zapytał niepewnie. Kotka kiwneka głową. Wziął głębszy wdech. - Chce, żebyś mnie wysłuchała. Wiesz, jesteś babą, pewnie lubisz takie rzeczy. A skoro znamy się nie od dziś toooo~

Kotka nie wydawała się zachwycona, jednak po dłuższej chwili westchnęła, siadając na trawie. 

- O co chodzi? - Zaczęła. 

Barwinka nagle dopadł stres. Jak miał to niby ubrać w słowa? Skoro nigdy nie czuł czegoś takiego?? 

Poza tym, czy Tańcząca Pieśń znała się na uczuciach? Może sama miała kogoś na oku? Albo nawet potajemnie...! 

Zerknął na nią podejrzliwie, ale nic nie mówił. Wziął za to głęboki wdech. Jakoś to będzie, co nie? W końcu to nie Szczawik, nie powinien dostać w pysk. 

Na wspownienie liliowego poczuł łaskotanie w brzuchu. Poruszył się, chcąc to uspokoić, mimo, że było przyjemne. 


- Od czego by tu... - Zastanowił się chwilę, po czym postanowił lecieć na żywioł. - Miałaś kiedyś tak, że spotkałaś jakiegoś kota i po jakimś czasie zaczęłaś zauważać, że się o niego martwisz, albo cieszysz na widok jego paskudnej mordy? 

Vanka nie odpowiedziała, Barwinek nie był pewien czy jego wstęp jej zbyt nie zszokował. Kontyuowal więc. 

- Bo ja... Ja tak ostatnio mam? Znaczy od długiego czasu już, wręcz paru księżyców.

Parę razy dziennie myślę, gdzie on jest, albo czy będzie miał dziś dla mnie czas, lub w jaki sposób go zaczepić. Trochę to żałosne, nie? Dziwne uczucie. Nawet nie zauważyłem, kiedy zacząłem się o niego martwić tak bardziej i dbać o niego? Wiesz, może nie jestem idealnym przykładem do naśladowania, ale poważnie! Pytam się czy wszystko okej, a jak nie, to próbuje pocieszyć, więc chyba tak jak powinno być? Ale problem w tym, że on tego nie docenia! Odtrąca mnie ciągle, a ja jak debil do niego wracam. Beznadziejne, jednak nie potrafię przestać!! To straszliwie frustrujące i denerwujące. 


Wziął parę głębszych wdechów. Zaczynał przeżywać swój wywód. Miał nadzieję, że nikogo tu nie było, a jedynie Tańcząca Pieśń pozostanie powierniczką jego sekretów. Znaczy... Uczuciowych problemów. 

- I słuchaj dalej, bo naprawdę nie wiem co robić. Jesteś samicą, masz taki instynkt w głowie? Który Ci mówi co powinnaś zrobić? Bo ja kompletnie nie wiem! Nie ważne co zrobię, mam wrażenie, że go od siebie odpycham, zamiast przekonać. 

Nie zwrócił nawet uwagi, kiedy zaczął jasno określać, iż ma problemy z kocurem. Tańcząca Pieśń możliwe, iż to wyłapała w całym tym jazgocie. 

- Ugh, serio. Chodzę jakiś taki... Zamyślony nawet. Nie umiem wyprzeć go z umysłu, chcę mu się podlizywać i dostawać uwagę, bo mam ją tak rzadko, że każde spojrzenie traktuję jak największy prezent... Parę... Parę razy nawet myślałem, że on też przestał mnie uważać za rywala, ale potem coś między nami się psuło i wracałem do punktu wyjścia. On zresztą sam mi nie pomaga. Tak samo niezdecydowany co zawsze! I do tego ciągle się wywyższa, narcyz jeden. Co w nim w ogóle widzę? No właśnie, to jest pytanie! 


Zamknął na chwilę pysk, by dać vance do przetrawienia te informacje, albo po prostu bałagan, który zaśmiecał umysł czarnego. 

- Eee - zaczęła, jednak Barwinek wszedł jej w słowo. 

- No właśnie! Nawet ty nie umiesz tego skomentować, a co dopiero ja? 


Usiadł, wbijając pazury w ziemię. Im więcej myślał o Szczawiowym Liściu, tym bardziej na myśl przychodziło mu jedno zagadnienie, które wypierał z siebie jak tylko mógł. Był przecież wolnym duchem, który robił co chciał, jak chciał. 

Jednak kiedyś... Za czasów dzieciństwa, kiedy żyli jego rodzice, słuchał od nich opowieści o tak zwanej miłości. Mama mówiła, że są różne rodzaje. Na przykład ta, którą on obdarzał rodzeństwo była inna od tej między nią, a tatą. 

Barwinek wtedy tego nie rozumiał, jednak teraz wszystko nabierało podobnej barwy. Chęć pomocy drugiemu kotu, dotyku, rozmowy. Czarny dawno przestał uważać Szczawika za rywala, sam dokładnie nie wiedział kiedy. Po prostu... Nawet wtedy, gdy nie zwracał większej uwagi na liliowego, chciał dla niego dobrze? Mimo wszystko troszkę się martwił... Ale teraz... Martwił się odrobinkę bardziej. 

Gdy Szczawik kłócił się z nim o Lisią Gwiazdę, Barwinek nie czuł, że mógłby go znienawidzić za poglądy. Kiedy jeszcze parę księżycow temu by to zrobił bez mrugnięcia okiem. Teraz był w stanie zaakceptować ten fakt, byle by było pomiędzy nimi dobrze.

To... Naprawdę głupie. Szczawik też był głupi. Odstawiał cyrki. Czasem wgapiali się w siebie nawzajem, a potem udawali, że to nic nie znaczy.

Bo może... Może tylko Barwinek uważał to za coś "innego"? Takiego specjalnego, tylko dla niego? Dłuższe spojrzenie pięknych oczu, dotyk miękkiej sierści...


Potrząsnął głową. Spojrzał na przyjaciółkę. Jedyną, której powierzył swoje przemyślenia. Nawet jeśli były chaotyczne, a więcej w nich było narzekań, jak prawdziwych problemów, które męczyły umysł wojownika. 

Czasami zastanawiał się, czy Szczawik pamiętał ich momenty? Wtedy, gdy przyszedł do liliowego do medyka, rozmawiali normalnie, miło. Lub wtedy podczas zimy, gdy dotknęli się pyskami, a w organizmie czarnego wręcz wszystko się trzęsło. Podczas tego...pocałunku? 

Na samą myśl o nim, zapiekły go uszy. 

Czuł, jak jego mięśnie drwią, a w brzuchu tańczy przyjemne łaskotanie. Chciałby to kiedyś powtórzyć. 


Spojrzał na Tańczącą Pieśń. Jej pysk wydawał się zamyślony. Po chwili jednak spojrzała w jego stronę, a ślepe oczy zdawały się na niego patrzeć. Otworzyła usta, a tym co powiedziała, sprawiła, iż serce starszego przyspieszyło niebezpiecznie szybko. 

- Kochasz go. 

Czuł, jak zalewa go nieznane dotąd uczucie. Słowa kotki sprawiły, że jego problemy zostały w końcu nazwane, ale… 

Ze wszystkich kotów kochać akurat jego? 

Uciekł wzrokiem w bok. Teraz, gdy miał ładne określenie swoich uczuć, czuł… szczęście i spokój jednocześnie. 

Chyba… Chyba pozostało mu to zaakceptować? Szczawik mimo wszystko nie był takim złym wyborem. 

Uśmiechnął się lekko. Kochał go. 


<Tańcząca Pieśń? Najlepsza w sprawach sercowych uwu >

10 czerwca 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Tańczącej Pieśni

W końcu odpisane xD

Barwinkowy Podmuch mył swoje piękne futro, by przyćmić wszystkich w obozie, gdy do jego oklapnietych uszu dotarł dźwięk znajomego głosu.
- Hej, Barwinku! - rzuciła od wejścia Tańcząca Pieśń - pamiętasz może, jak kiedyś założyliśmy się, kto pierwszy upoluje dziesięć piszczek? Wciąż się nie przekonaliśmy~ miauknęła zachęcająco.
Słysząc jej słowa, dźwignął swój zgrabny zadek i poszedł do kotki.
- Huuh? Nadal chcesz zostać pokonana? - Podłapał jej dobry humor, rzucając pewne siebie odpowiedzi.
- Nie wiesz, do kogo to mówisz. - Odparła prostując się dumnie.
- Ha! - Zaśmiał się, łaskocząc kotkę swoim puszystym ogonem. - Wierzysz w to? Chyba nie widziałaś tych mięśni!
Wypiął swoją masywną klatkę piersiową, unosząc dumnie ogon. Kotka stała z niewzruszonym wyrazem pyska, wręcz z politowaniem zerknęła na wojownika.
- Masz rację, nie widziałam. - Odparła, a Barwinek uniósł zdziwiony brew. Uderzenie serca później ogarnął, że przecież jego kumpela jest niewidoma.
- Umm...to może pójdziemy już? - Zmienił temat, chcąc uniknąć wyśmiania przez Tańczącą. W końcu znowu zapomniał o takim istotnym szczególe.
Kiwnęła głową, podążając za moim zapachem. Ostatnimi czasy trochę się zmieniło w obozie. Lisia Gwiazda się ogarnął, nawet czarny mógł stwierdzić, że zwyczajnie się zestarzał. Stado Berberys zostało uczniami, a on tak jak zwykle, żył sobie w świadomości nadchodzącej zimy (zrobiłam mały skip do pory opadających liści). Chociaż ciepło nadal trzymało, ściółka zrobiona z wielobarwnych liści dawała im znać o nadchodzących mrozach.
- Słyszałem, że masz ucznia. - Zaczął, gdy wyszli z obozu.
- Tak, Jarzębinową Łapę. - Odparła.
- Ciekawe jak to jest mieć ucznia. - Zamyślił się chwilę.
Nie żałował, że nie miał swojego. Nawet nie był pewnien, czy nauczyłby czegoś takiego futrzanego malucha. Znaczy, pokazałby mu to, co potrafi, ale cóż więcej?
- Ty nie miałeś nigdy ucznia? - Zapytała lekko zaskoczona, zapewne ogarniając, iż mimo dojrzałego wieku, Barwinek wciąż nikogo nie wytrenował.
- Nah, Lisia Gwiazda po naszym starciu, które było też mianowaniem nałożył na mnie karę. Nie będę mieć ucznia, przynajmniej póki on jest liderem. - Odpowiedział obojętnie, wracając wspomnieniami do tamtych czasów.
Klan Klifu był kiedyś wojującym klanem, z Lisem, postrachem lasu na czele. Teraz żyliśmy normalnie, bez zbędnych wojen.
Z tego co slyszal, teraz Klan Nocy przejął ofensywną pałeczkę i siał strach na prawo i lewo.
Ah ta Pstrągowa Gwiazda, powalona jakaś. Barwinek był ciekaw, z jakiej bańki ona dostała w ogóle życia. Ale cóż, nie jego w tym problem.
- Może kiedyś. - Skończył, myśląc jakby to było z Berberys na czele. - Chociaż jeśli zastępczyni by została liderem, też bym miał przesrane.
- A to niby czemu? - Zapytała, rozglądając się za zwierzyną. Skubana, chciała pewnie zacząć bez niego!
- A, wykradłem kiedyś jej kociaka i zabrałem na wyprawę, zaatakował nas lis-
- CO?!
- No to ci mówię! Szczawik to kawał narcyza, mały gnojek.- Mamrotał dalej. Zauważył, że byli już na terenach łowieckich. - Okej, zaczynajmy!
Puścił się biegiem, by kotka nie mogła go ubiec. Teraz zaczyna się rywalizacja!

<Tańcząca Pieśń? wyzywam cię na pojedynek!>

21 kwietnia 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Tańczącej Pieśni

Wylizywał swoje futro w najlepsze, ignorując tego wrednego sierściucha jakim była ślepa. No doprawdy, żeby kogoś takiego jak on powalać na brudną ziemię?
Poza tym Barwinek należał do masywnych kotów, w dodatku był wysoki. Naprawdę Tańcząca Pieśń miała aż tyle siły? Może to po prostu on wciąż jest za słaby, że nawet tak nieduża kocica go powaliła?
Pytań wiele, a futro nadal brudne. Eh, jak to ciężko być pięknym.
Zawiał wiatr, a do moich nozdrzy dotarły zapachy. W tym jeden konkretny. Szybująca Mewa, jego ulubiony medyk.
Jak na zawołanie podniósł łeb, zaprzestając pielęgnacji. Kocur szedł w ich kierunku, ale chyba go nie zauważył. Zresztą, dlaczego miałby zwracać uwagę na Barwinka?
- Ej, może lepiej stąd chodźmy. - Mruknął do towarzyszki.
- Ależ dlaczego? - Zapytała. Odwróciła głowę w stronę, w którą szedł medyk. - BARWINKOWY PODMUCHU, CO TY JESZCZE ROBISZ U MEDYKA?
Głośne słowa kotki sprawiły, że Szybująca Mewa zerknął na nich przelotnie. Zauważył czarnego, bez wątpienia.
Nim jednak cokolwiek zrobił, Barwinek rzucił się na ślepą, próbując ją przewrócić, ale ta mu uciekała.
- NO CHODŹ TU KUPO FUTRA! - Krzyknął, jednak kotka była już za nim, a słyszący to medyk odwrócił się.
- NIE ODZYWAJ SIE DO MNIE TY WYWŁOKO. - Syknął groźnie.
- TO NIE BYŁO DO CIEBIE WRONIA STRAWO. - Odkrzyknął mu, posyłając Tańczącej Pieśni mordercze spojrzenie, jednak nic to nie dało, bo kotka go nie zobaczyła.
- KOGO NAZYWASZ WRONIĄ STRAWĄ, GRUBASIE? - Fala słów uderzyła w Barwinka.
- Co...? Grubasie?! Nie nazywaj mnie tak! Nie jestem już gruby! - Zaczął mu odpowiadać, powstrzymując się od rzucenia na medyka.
Mógł znieść naprawdę wiele obelg, jednak na punkcie swojej wagi był strasznie wrażliwy.
- Gruby grubasem zostanie. - Warknął Szybująca Mewa, idąc dalej.
Barwinek nie myślał nawet o tym, że zapewne nie ma już wstępu do legowiska medyków na zmianie kocura.
Z ogonem w dole i smutnymi uszami minął kotkę, która otwierała pyszczek, by coś powiedzieć.
- Też zamierzasz mi wypominać wagę? Chyba widzisz, że nie jestem już gruby! - Żachnął się,  patrząc zranionym wzrokiem na kotkę.
Nie chciał jej obwiniać o słowa Szybka, chociaż to przez nią się zaczęło. Wiedział jednak, że nie ona decydowała o tym, co medyk mu odpyskuje, dlatego nie wyładowywał na kotce złości i smutku.
Minął ją po prostu, kierując się w stronę wyjścia z obozu, smętnym i wolnym krokiem. Zaczął obmyślać szczegóły swojej nowej diety, którą zamierzał wprowadzić. Jeśli wyzwał go od grubych, to chyba coś znaczy? Mógł sobie nie lubić Szybującej Mewy, ale faktów nie zmieni. Masywna sylwetka mu nie pomagała. Może powinien więcej ćwiczyć? Wtedy zamiast tłuszczu miałby mięśnie...
Westchnął ciężko, a jego oklapnięte uszy wydały się opaść jeszcze niżej.

<Tańcząca Pieśń? dopadły go kompleksy:( >

15 kwietnia 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Tańczącej Pieśni

Czarny spał sobie najlepiej w świecie, dopóki do jego oklapniętych uszu nie dobiegł czyjś głos.
- Wstawaj kupo futra. - Ah, Szybująca Mewa, jego ulubiony medyk.
- Kupo pięknego futra. - Naprostował. - Jak miło, że mnie budzisz.
Drugie zdanie dodał sarkastycznym tonem, bowiem nienawidził porannych pobudek. Szybek o tym doskonale wiedział, gdyż Barwinek swojego czasu często tu siedział.
- A co mnie to, mysia strawo? - Syknął.
- Przyszedłeś powiedzieć mi, że jestem zdrowy jak kociak? - Zapytał wstając, patrząc wyzywająco w oczy arlekina.
- Bliżej ci do starej kupy kości. - Odparł medyk, nie siląc się na miłe słowa. Zresztą, to nie leżało w jego naturze, jak zdążył zauważyć Barwinek. - Ale jak wrócę, ma cię tu nie być.
- A co ty? Sokole Skrzydło, że mi rozkazujesz? - Rzucił, ignorując wredny ton klifiaka. Przewrócił oczami na ten wieczny kij w dupie Szybującej Mewy.
Puścił uwagę wojownika mimo uszu, mijając go i wychodząc w przestworza naszych kochanych terenów. Czarny wiódł za nim spojrzeniem, aż nie znikł mu z oczu. Położył się znów, próbując zasnąć, ale nic z tego. Wymiana zdań z asystentem medyka zniszczyła resztki jego przyjemnego snu.
Wstał więc i położył się tu, przy wejściu do legowiska medyków. Odetchnie świeżym powietrzem, a później ruszy tyłek na jakiś patrol albo znów będzie denerwować swojego ojca. Po chwili jednak przypomniał sobie, że Kozia Nóżka leży zakopany pod warstwą piachu. Westchnął ciężko, kładąc znów pysk na łapach.
- Jak się spało, o wielki sowobójco? - Usłyszał głos niewidomej kotki.
Zepchnął na boczny tor swoje głupie rozterki, podnosząc wzrok na nieduża mysz przyniesioną mu przez wojowniczkę.
Hm, może i była nieco wredna, odrobinkę zbyt pewna siebie, ale w gruncie rzeczy dobry z niej kot. Przyniosła mu nawet myszkę! Barwinek był pewnie, że zrobiła to z własnej inicjatywy, bo poza Łabędzim Pluskiem, nikt go tu nie lubił. Mimo to nie czuł się odrzucony lub odepchnięty od klanowiczów.
Przewrócił się na plecy, prostując łapki.
- A nie widzisz? - Zapytał zerkając na kotkę.
- Hm, niech no pomyślę. - Rzuciła, patrząc się w nieokreślony punkt. - Nie.
- Ah no tak! Zapomniałem~ - rzucił beztrosko, wstając i łapiąc za mysz.
Zjadł ją w kilku kęsach, a szczątki postanowił wrzucić do legowiska Szybującej Mewy. Oj na pewno będzie mu wygodnie spać z mysim ogonem...
Jak pomyślał, tak zrobił, zostawiając na chwilę kotkę. Czuł w łapie pieczenie, ale musiał przyznać, że Sokole Skrzydło genialnie zajął się jego raną. Mimo, że na tej lewej nodze została mu blizna.
Wrócił do kotki, która siedziała na trawie przed legowiskiem medyków.
- Na co patrzysz? - Zapytał prosto z mostu.
- Na czerń twojej głupoty. - Odparła, wzdychając. To zapewne reakcja na zapominalstwo wojownika.
- Hej hej, ale no nie wyzywaj! - Burknął, udając obrażonego.
Okrążył ją i usiadł obok. Ogonem dotknął kotki, ale ta go zignorowała. Zrobił to znowu i znowu, wciąż bez reakcji, jedynie marszczenie brwi.
- Hej, Tańcząca Pieśń? - Pierwszy raz zwrócił się do niej jej pełnym imieniem. - Chciałabyś móc widzieć?
Zapytał, przestając zaczepiać koteczkę. Zaczął patrzeć w stronę wejścia do obozu w razie, gdyby Szybująca Mewa wracał. Nie chciał w końcu kolejnej blizny, na jego pięknym ciele.

<Tańcząca Pieśń? ^^>

12 kwietnia 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Tańczącej Pieśni

Kotka go pytała, czy sowa nie pocharatala mu kości. Miła odmiana od wiecznie opryskliwej wojowniczki.
- A jeśli uszkodziła to zaszczycisz mnie pomocą? - Przewrócił się na plecy, szeleszcząc śniegiem.
- A czy kot może latać?
- Dla chcącego nic niemożliwego~ zacytował zasłyszany gdzieś tekst, prostując łapki. Bolały go niemiłosiernie, ale nie przyzna się. Plecy też dawały o sobie znać. Poza tym chyba leciała mu krew z którejś z łap.
- Jak tak to sobie poradzisz, do zobaczenia gdy już wygram. - Rzuciła, odwracając się z wdziękiem.
Zmarszczył brwi, wzdychając ciężko.
- Ah te ZAPATRZONE W SIEBIE KOTKI. - Miauknął głośno. - TAKIE PRZEKONANE O SWOJEJ WYGRANEJ.
Widział jak młodsza zatrzymuje się wpół kroku. Pewnie chciała go zignorować, ale on doskonale znał te ciekawość wszystkich kocic. Przykro mu, ale rodząc się jako płeć piękna niestety przyjmuje się i te cechy.
Podniósł się ciężko. Dostrzegł na śniegu ślady krwi. Jego lewa tylna łapa krwawiła, zapewne będąc rozciętą przez szpony sowy.
Zaczął ją wylizywać, aż nie przypomniał sobie co chciał jeszcze dodać.
Kotka w międzyczasie zaczęła iść dalej, więc on łapiąc sowę w pyszczek (która utrudniała mu chodzenie, ale to już inna sprawa), poszedł za nią lekko kulejąc. Gdy był parę długości lisa od Tańczącej Pieśni, położył zdobycz.
- A CO JEŚLI BY TAKA PRZEKONANA O SWOJEJ WYGRANEJ KOTKA PRZEGRAŁA, HM? CIEKAWE CO BY SIE STA- - nie dokończył, gdyż przeszkodził mu atak ze strony wojowniczki.
Przewróciła go w śnieg, przygniatając do ziemi. Czyżby uraził jej dumę?
- Uraziłem? - Zapytał sztucznie zmartwiony. - Wybacz, chciałem zachwiać twoją pewność siebie.
No i ukryć fakt, że tak słabo mu szło w porównaniu ze ślepą konkurentką.
Po chwili poczuł odór własnej krwi, która przez gwałtowny ruch Tańczącej zaczęła mocniej lecieć.
- To krew? - Zapytała cicho niewidoma.
- Um, ano. Mogłabyś ze mnie zejść? - Zapytał uprzejmie, nie chcąc kłótni, którą zapewne by wywołał, gdyby nie jego otwarta rana.
Koteczka zeszła z niego, nadal mając czujne uszy. Barwinkowy Podmuch zaczął wylizywać ranę na łapie, czyszcząc też swoje futro, które zdążyło się posklejać.
- Idź i łap tą zwierzynę. - Zaczął. - W końcu miałaś wygrać.
Czekając na reakcję młodszej, szukał wzrokiem pajęczyny na drzewach albo krzewach, by zakleić chociaż trochę ranę. Była głębsza niż większa, a przez ciągły ruch łapy rana stale krwawiła. Westchnął ciężko mając w głowie pielęgnację łapy, zamiast dalszego polowania.

<Tańcząca Pieśń? ^^ >

03 kwietnia 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Tańczącej Pieśni

Wyrwał szybko do przodu, brodząc w śniegu. Czuł jak zamarza mu na poduszkach łap, ale nie mógł się tym zająć! Musiał szybko coś złapać i nie pozwolić pokonać się kotce.
Zatrzymał się między gęstymi drzewami, odwracając głowę. Ani nie czuł, ani nie widział koteczki. Pewnie została w obozie i podkrada innym ich zdobycze. Tak, na pewno!
Zaczął węszyć, jednak mokry śnieg nieco to utrudniał. Znalazł w końcu w śniegu zakopaną mysz. Nie wyglądała na upolowaną, więc pewnie padła z zimna. Mimo smutku, jaki nagle poczuł, złapał ją za ogonek i nieśmiało pociągnął w górę.
Zauważył na jednym z drzew dziuplę. Niezbyt wysoko, a jak wiadomo, zdobycze trzeba gdzieś chować.
Niewiele myśląc, zaczął wspinać się po zimnym pniu, powoli i ostrożnie. Dokładnie tak, jak uczył do Łabędzi Plusk.
Pazury mu się ślizgały, zamiast dobrze wbić. Zatrzymał się na pierwszej lepszej gałęzi, około dwóch metrów nad ziemią. Strasznie się zmęczył i przestraszył przez tę drogę, jednak dziupla była wyżej. Jak teraz się przyjrzał, to było złamane drzewo, a dziura pomiędzy złamanymi częściami była jego celem.
Okej, więc teraz kolejne dwa metry w górę i schowa swoją zdobycz...
Po parunastu męczących minutach wspiął się na górę. Wszedł do dziury, kładąc swoją mysz, jednak coś mu nie pasowało. Dziwnie miękko, ciepło no i ten zapach.
- Co jest? - Burknął.
Nagle coś dziabnęło go w ucho. Potem znowu i znowu, aż w końcu te cosie wyrywały mu futerko. Słońce oświetliło mu wnętrze, a cztery ogromne pary oczy patrzyły się na niego, otwierając ostre dzioby.
- S-sowy?! SKĄD TUTAJ SĄ SOWY? GDZIE MOJA MYSZ? - Wrzasnął, jednak zdobyczy nie odnalazł, zamiast tego został znowu podziobany.
Jedna z sów wzniosła się w powietrze, próbując złapać go szponami. Szybko wyszedł z ich kryjówki, zatrzymując się na jednej z gałęzi. Drżał, ledwo trzymając równowagę, podczas gdy ptak leciał w jego stronę. Szponami złapał go za ogon, a on łapą starał się go odgonić. Był pewien, że przegra to starcie.
Syczał, drapiąc ptaka, gdy tylko się do niego zbliżał. Wtem złapał go za tylną łapę, ciągnąc w górę. Wbił boleśnie swoje szpony w jego skórę!
Barwinkowy Podmuch zdenerwował się, łapiąc ptaka za skrzydła. Zsunął się z gałęzi, ciągnąc go za sobą. Spadał, cudem omijając gałęzie na swojej drodze, a sowa starała się wyswobodzić z jego uścisku.
W pewnej chwili uderzył wraz z ptakiem w zaśnieżoną ziemię, a śnieg zamortyzował mu upadek. Był przerażony, dyszał szybko, czuł jak krwawi z łapy, ale sowa przestała się ruszać...
W tej chwili usłyszał szybkie kroki, biegnące w jego kierunku.
Kompletnie zapomniał o ich zabawie! Czy to była Tańcząca Pieśń?
- K-kto tam? - Miauknął ledwo. Bolały go płuca od wdychania zimnego powietrza, oraz walki z sową.
Leżał w śniegu, czekając na dalszy obrót spraw. Nie wiał wiatr, więc nie był w stanie powiedzieć, kto do niego biegnie, ale miał nadzieję, że to była ślepa kotka.

<Tańcząca Pieśń? ^^>


02 kwietnia 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Tańczącej Pieśni

Kiedy kotka wcisnęła jego pysk w głęboki śnieg, czuł silny dreszcz zimna. W nosie, oczach, nawet oklapniętych uszach miał ten przeklęty śnieg! Wyrwał się spod jej łap, odpychając od siebie. Fuknął, kichnął, a następnie zaczął się szamotać, by wyjąć zimny, topniejący mu w uszach śnieg.
Pierwszy raz cieszył się, że Tańcząca jest ślepa i go teraz nie widzi.
- Ty wredna kupi futra - Fuknął. - Mam śnieg w uszach! Czy ty wiesz jak ciężko zadbać o oklapnięte uszy? Chyba nie, bałwanie.
Gdy po paru chwilach uporał się z problemem, spojrzał na kotkę. Patrzyła w jego stronę, a właściwie miała po prostu głowę odwrócona ku niemu. Nie mogła się odezwać, gdyż zasada czuwania tego zabraniała. A już chciał się z nią pokłócić!
Przekomarzanki są lepsze, gdy nie są jednostronne.
W zamian za śnieg w uszach, poszedł przed nią, następnie zastosował jedną z technik łowieckich, skacząc prosto na ślepą kotkę. Uchyliła się, jednak masywne ciało kocura zwaliło ją w gęsty śnieg. Śmiech Barwinkowego Podmuchu było słychać aż za obozem, ale szybko go opanował, niechcąc bury od wojowników.
- Teraz to dopiero jesteś bałwanem! - Zaśmiał się ciszej. - Spójrz na siebie!
Kotka rzuciła mu wyraz pyska mówiący "poważnie?", a czarny przypomniał sobie o jej niepełnosprawności. No cóż, pamięci najlepszej nie miał, a kotka i tak zachowywała się, jakby doskonale wszystko widziała. Nic dziwnego, że ciągle mu ten fakt umykał.
Otrzepała się, a śnieg przestał tak gęsto padać.
- No dobra, pomogę ci! - Postanowił, podchodząc do młodszej.
Łapą zaczął zrzucać z niej śnieg, czuć było jej przesiąknięte woda futro. Jego długie futro też było dość ciężkie. Ignorował to, bywało gorzej.
Słońce niedługo powinno wstać,  tym samym kończąc czuwanie jego nowej koleżanki. Usiadł grzecznie przy niej, myśląc co by tu porobić. Nie zaśnie już, a skoro spadł śnieg, to genialna okazja do zabawy!
- Hej, bałwanku! - Zagadnął ją nagle. - Chcesz się potem pobawić? Jak już skończysz czuwanie?
Czekał na jej odpowiedź, myśląc gdzie mogą się bawić. Na pewno polowanie wchodzi w grę, zwierzyna jest teraz potrzebna, a szukanie jej to super zajęcie!
Machnął wesoło ogonem na tę myśl, ah, nieważne ile ma księżyców, zawsze będzie chciał się bawić.

<Tańcząca Pieśń?>

26 marca 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Tańczącej Pieśni

- Wiesz Barwinku, miło sie gada, ale zaczyna się ściemniać, a przede mną cała noc czuwania. - Zaczęła kotka.
- Skąd wiesz, że się ściemnia? - Zapytał, patrząc na nią uważnie. Skoro była ślepa, to jak się dowiedziała o porze dnia?
- Mam ósmy zmysł. - Odparła przekonująco.
Barwinkowy Podmuch analizował jej słowa, podczas gdy młodsza minęła go zwinnie, kierując się do obozu. Czarny powiódł za nią błękitnymi tęczówkami, przypominając sobie o jej niepełnosprawności.
- Wiesz którędy do obozu? - Zapytał, po chwili uderzając się łapką w pyszczek. - Przecież nos ci działa.
Kotka odwróciła się, niewidzące oczy zatrzymując na jego posturze, przyprawiając o dreszcz. Ciekawe uczucie, patrzy na ciebie ślepy kot, w dodatku taki zarozumiały.
Ruszył chętnym krokiem za nią, a gdy kotka została na zewnątrz legowiska, by odbywać czuwanie, on śmigał między wysokimi trawami, czując zimne powietrze. Wziął ze stosu mysz, chowając się w czeluściach legowiska wojowników.
Robiło się ciemno, wiał zimny wiatr, a za nim ciemne chmury zakryły gwieździste niebo. Barwinek mimo grubego futra poczuł panująca niską temperaturę, a gdy na jego nosie spoczął płatek śniegu, wmieciony przez wiatr do legowiska, obudził się.
- Ooh! - Miauknął mile zaskoczony.
Wstał cicho, omijając śpiących, zmarzniętych wojowników. Nie każdy miał przecież takie piękne, czarne, lśniące futro jak on.
Wraz z wyjściem na zewnątrz, dostrzegł, że nadal panuje noc, a śnieg w najlepsze tańczy na niebie, przykrywając trawę kolejną warstwą.
Jego oczom ukazała się też postać, z częściowo zaśnieżonym futrem. Domyślił się, że jest to Tańcząca Pieśń. Podszedł więc, brodząc w śniegu.
- No hej bałwanku. - Przywitał się z entuzjazmem, odnosząc się do pokrytego białym puchem futra wojowniczki. Po chwili zaczął się śmiać z własnego żartu. - Od dziś nie jesteś kotem tylko bałwanem?
Zapomniał o regule czuwania, nadal chętnie żartując z wojowniczki, samemu bawiac się śniegiem.

<Tańcząca Pieśń? Hihi zrobiłam skip do zimy>

01 marca 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Tańczącej Pieśni

Niedoceniony? Czy Tańcząca Pieśń serio urodziła się wczoraj? Ona żyła w tym obozie? Barwinkowy Podmuch speszył się tym pytaniem. Ton kotki był pewny siebie, nawet kpiący, co denerwowało nieźle wojownika. Prychnął pod nosem, w dodatku uczyła tą małą ślepą kurę Zachodzący Promyk! Jego kumpela!
To trafiło serduszko Barwinkowego Podmuchu, zwłaszcza to jej pytanie, "myślisz, że zostałeś niedoceniony z powodu zbyt długiego przesiadywania na stanowisku ucznia?" powtórzył je sobie w głowie, imitując głos jasnej kotki.
- Czy ty urodziłaś się wczoraj? - Zapytał teoretycznie.
W głowie przeliczył, ile księżyców temu został wojownikiem, wychodziły mu dwa-trzy. Kotka już wtedy była rozumna, miała treningi, ale nic nie wiedziała o aferze?? No cóż, może nie warto jej mówić?
- A ty zostałeś wczoraj wojownikiem? - Odparła prześmiewczo.
- Niedawno - poprawił ją. - Jestem genialnym wojownikiem, nawet jeśli tak długo byłem uczniem.
Barwinek wrócił pamięcią do swojego mianowania na ucznia, już wtedy Lisia Gwiazda krzywo na niego patrzył, a zaraz po nim Księżycowy Pył.
- Naprawdę, na świecie cię nie było, kiedy zaczynałem. - Burknął.
- To było aż tak dawno temu?! - Zapytała z rozbawieniem, nieco głośniej, niż powinna.
Zauważył, że jakiś kot poruszył się na swoim miejscu. Przywarł do kawałka mchu, na którym spał.
- Zamknij jadaczkę, ślepa kuro. - Poruszył wąsami troszkę wkurzony.
Westchnął głęboko, doprawdy, kto wydał na świat taką gnidę? Nie wystarczy mu już upokorzeń? Jeszcze musi dostać w łeb za obudzenie któregoś z wojowników, bo Tańcząca Pieśń nie umie mówić cicho.
- Chcesz się dowiedzieć ile siedziałem na miejscu ucznia to chodź. - Powiedział do niej.
Wstał, otrzepując wstępnie futro z mchu i ziemi, wychodząc poza legowisko. Barwinkowy Podmuch wiedział, że już nie zaśnie. Resztę nocy zamierzał błąkać się po obozie i poza nim, bo przecież ta ślepotka za nim nie polezie.

Bo nie polezie?

<Tańcząca Pieśń? Jak ci się podoba odpis? ^^>

20 lutego 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Tańczącej Pieśni

Ktoś (na pewno!) z premedytacją nadepnął na jego puszysty, umyty i wypielęgnowany ogon! Zerwał się do pionu.
- Nie możesz patrzeć gdzie-
- Nie. - Nie dane mu było skończyć, gdyż kotka, która wlazła do i tak ciasnego legowiska zakończyła dyskusję.
Zerknął do góry, dostrzegając jasną, szczupłą sylwetkę. Na osty i ciernie! Też chciałby taką mieć. Barani Łeb dał mu nie te geny, co trzeba, zamiast pięknej sylwetki swojej matki dostał masywny tyłek ojca.
Jednak wracając, zielone, nieco chłodne oczy patrzyły w bliżej nie określony punkt.
- Lepiej zacznij. - Warknął.
- Hę? Nie? - Kotka była opryskliwa, widocznie nie w humorze na rozmowę, jednak Barwinkowy Podmuch nie zamierzał odpuścić. Kim ona w ogóle była?
- Kim ty jesteś i co tu robisz, to tak na początek. - Zapytał lekko, podnosząc się.
Był od niej wyższy, na pewno potężniejszy (chodzi tu o masę- znaczy jego gęste futro, przez które wydaje się grubszy!! To same mięśnie-), kotka wydawała się niknąć przy jego postawie.
- Jestem Tańcząca Pieśń! - Odparła dumnie, przymykając oczy.
- Od kiedy znowu? Mieliśmy kogoś takiego w klanie? - Ostatnie zdanie powiedział sam do siebie, cichutko, że nawet ona nie mogła go usłyszeć.
Wstyd się przyznać, ale przez nawał obowiązków, jakie ten wredny rudy kocur na niego zrzucał, przestał ogarniać nowinki w klanie. Bardzo lubił plotki, ale nikt nie chciał z nim gadać. Kiedy ta kotka została mianowana? Co prawda, widział ją w obozie, oraz na niektórych treningach z Makowym Kielichem, ale dalej niezbyt ją kojarzył.
- Lis dziś cię mianował? - Zapytał, ogarniając, że przespał jej ceremonię, ale no cóż, nic straconego.
Kotka nie obdarzyła go spojrzeniem, powoli, ostrożnie minęła jego ogon, siadając za nim, bo tylko tam był skrawek miejsca. Chyba nie miała w planach dalszej rozmowy.
- No cóż, mniejsza. Jeden w tę czy tamtę - ziewnął. - Ile ty masz księżyców?
Kotka po dłuższej chwili namysłu, odpowiedziała.
- Jedenaście.
Barwinkowy Podmuch zerwał się natychmiast z miejsca. Stanął nad kotką, ugniatającą łapkami trawę.
- Ile?! Na Klan Gwiazd! Czy tylko ja muszę tak cierpieć w tym klanie? Głupi Księżycowy Pył - prychnął, a gdy chwilę później się uspokoił, odwrócił tyłem do kotki.
Ułożył swój puchaty tyłek, wylizując sierść na plecach z niewidzialnego kurzu, który na sto procent tam był.
- Aha i uważaj na moje piękne futro, ślepa jesteś czy co? Wiem, że jestem czarny ale bez przesady! Widzisz moją plamkę na nosie? Bialutka jak śnieg! Normalnie odbija się w ciemności, ślepa kuro - wyrzucił z siebie po chwili, nie mając na celu zranienie kotki czy coś. Zawsze, jeśli chodziło o jego futro, był drażliwy. Najpierw, kiedy był gruby, przeszkadzała mu waga, ale teraz schudł i był piękny, dlatego pojawiła się kolejna rzecz do bronienia; jego piękność.
Bez dalszej dyskusji, ułożył się, nie mogąc jednak spać, dlatego bezgłośnie nasłuchiwał otoczenia.

<Tańcząca Pieśń? Nudzilam się i jest już odpis:3 >