BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mandarynkowe Pióro x Pierzasta Kołysanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mandarynkowe Pióro x Pierzasta Kołysanka. Pokaż wszystkie posty

13 marca 2025

Od Mandarynkowego Pióra CD. Pierzastej Łapy (Pierzastej Kołysanki)

Ostatni odpis

Podeszła do… Córki. Tak. To była jej córka. Nie jakiś wymysł jej wyobraźni nawiedzający ją po nocach. Pierzasta Łapa była zwyczajną księżniczką o zwyczajnym imieniu. Jej wygląd też nie był dziwny. W końcu wyglądała jak swoja matka. Kaszlnęła raz.
— Dzień Dobry Pierzasta Łapo. Czy Różana Woń lub Zimorodkowe Życzenie mogą mnie zbadać? — zapytała dostojnym głosem godnym najprawdziwszej damy.
— Nie ma ich, będziesz musiała poczekać — wychrypiała uczennica ogrodnika. Mandarynkowe Pióro rozejrzała się po lecznicy. Przed chwilą widziała tutaj obie uzdrowicielki Nocniaków, tak szybko wyszły? Nie. Zimorodkowe Życzenie wyrzucała właśnie z magazynku medyka uszkodzone zioła. Różana Woń za to podawała Krabowym Paluszkom miętę wodną. Zacisnęła zęby. Czy srebrna naprawdę myślała, że jest głupia? Ta mała… Parszywa! Odkaszlnęła kilka razy znacząco.
— Widzę, że są. Księżniczce nie przystoi kłamać Pierzasta Łapo. Możesz powiedzieć mojej siostrze, że potrzebuję opieki medycznej?
— Dobrze... — szepnęła zielonooka. Najmłodsza księżniczka podbiegła do siostry Mandarynki, szturchając ją. Medyczka westchnęła i odbiegła od sterty ziół. Wtedy Pierzasta Łapa sama zajęła się pracą liliowej, a Mandarynka otrzymała odpowiednie medykamenty na swoją dolegliwość.

* * *

Teraz

No to się poprzewracało. To, że została zastępczynią razem z Algową Strugą, to było jedno. Przynajmniej zdążyła się do tego w miarę przyzwyczaić. Teraz nagle okazało się, że jej siostra jest matką sojuszniczego miotu. Nigdy nie widziała jej w roli matki. Przynajmniej cała ta sytuacja miała przynajmniej jeden plus. Alga nie mogła wykonywać swoich obowiązków, więc był to jej czas by zabłysnąć.
— Kolcolistne Kwiecie, ty poprowadzisz patrol graniczny przy granicy z Klanem Burzy, pójdą z tobą Nenufarowy Kielich i Siwa Czapla razem ze swoją uczennicą, Kunią Łapą. Możesz dobrać sobie jeszcze kilka kotów do patrolu. Wyruszajcie niedługo. — Skończyła właśnie wysyłanie patroli, gdy podeszła do niej Pierzasta Kołysanka. Ta podróbka księżniczki.
— O co chodzi?

<Piórko?>

Wyleczeni: Krabowe Paluszki

25 stycznia 2025

Od Piórka (Pierzastej Łapy) CD. Mandarynkowego Pióra

Kilka księżyców temu

- Chcesz wyglądać jak on? - zapytała matka. Srebrna koteczka spoglądała na kocura. Gdyby nie jego blizny, rany i inne kalectwa, wyglądałby porządnie. Piórko pokręciła głową, nie chciała być kaleką. Zwłaszcza, że kicha jak koło jej nosa przeleci zapach piór, czy pyłków.
- No właśnie - syknęła Mandarynkowe Pióro. Srebrna wpatrywała się w nią przez dłuższą chwilę. Czemu była taka nieuprzejma? A może to była znowu wina Piórka? Tak właśnie wmawiała sobie koteczka. Matka odsunęła się od kocięcia, jednak nadal spoglądała na nią krzywo. Jakby skrzywdziła kogoś bliskiego, jej blade spojrzenie mówiło wiele. Złość, nieufność, strach i rozczarowanie. Nie umiała opisać więcej, bo więcej nie chciała. Nie miała zamiaru przyglądać się matce, więc pobiegła do wyrzutko-miejsca. Zaczęła grzebać pazurem o ziemię, nadal ukazywała jej się matka. Zła i krnąbrna, niemiła i nieempatyczna. Jednak Piórko nadal ją lubiła, sama nie wiedziała, dlaczego. Może to sentyment do rodziny? Albo wdzięczność za przyjście na świat… Wstała z miejsca i popędziła do rodzeństwa, chociaż ten jeden raz. Chciała z nimi przebywać, bawić się w ich głupie zabawy. Albo po prostu odpłynąć. Pobiegła do Mureny, wtulając się w jej futerko.
- Coś się stało? - powiedziała siostra. Piórko przytaknęła głową, opowiedziała wszystko siostrze a ta westchnęła.
- To nic… Matka taka jest, nie miała nic złego na myśli - mruknęła. Pręgowana przytaknęła na jej słowa, ale czy mówiła prawdę?
- Opowiedz nam bajkę! - krzyczał Szałwik w kierunku piastunki.
- Już dobrze, ale masz się uspokoić - nalegała Kotewkowy Powiew. Rodzeństwo zebrało się wokół kotki, a ta zabrała głos.
- Niegdyś nie było kotów, jedynie pierwotne istoty. Dawno temu, kiedy nastała Wieczna Noc, kawałki nieba zaczęły się kruszyć. Spadały z nieba, aż do ziemi, dlatego dzięki nim powstały koty czarne - miauknęła. I tak kotka opowiadała im o tym, jak powstały inne koty. Kremowe, białe, cynamonowe czy rude.
- Niestety z błota i mułu powstały koty czekoladowe. Powstały one na bagiennych głębinach, a ich zadaniem jest wciąganie kociaków i odbieranie ich od swoich rodziców! - krzyknęła.
- Aaaa!!! - pisnęła Piórko. Schowała się za siostrą, próbując odgonić złe myśli.

Kilka dni po pierwszym zgromadzeniu Pierzastej Łapy

- Twoje? - szepnęła srebrna. To słowo nadal tkwiło w jej głowie. Cały czas wzdychała, próbując znaleźć zakończenie słów matki. Główkowała od samego zgromadzenia, nie słyszała za wiele, ale wiele słów tam padło. Medyk Klanu Burzy zdawał się interesować dziećmi Mandarynkowego Pióra. Albo czymś innym, jednak coś jej tu nie grało… Księżniczka nie może zadawać się z czekoladowym kotem. Bo te uznawane przez Sroczą Gwiazdę, są najgorsze. Powstały z błota i mułu, Kotewkowy Powiew o nich opowiadała. Przynosiły niepokój i panikę, przez nie rzeki stawały się zdradliwe. Pierzasta Łapa rozciągnęła się, wstała i pobiegła do obozu. Dziś miała pomagać Różanej Woni, bo dużo kotów się skaleczyło. Uczennica prędko wbiegła do legowiska medyka. Ujrzała tam Różaną Woń, która leczyła niewielkie zadrapanie Biedronkowego Pola. A Zimorodkowe Życzenie grzebała w ziołach, cały czas wyrzucając coś ze składzika.
- Pierzasta Łapo, jak już dotarłaś to opatrz kogoś - powiedziała. Srebrna kiwnęłą głową, usiadła, czekając na pacjenta. Z niewielkiego tłumu wyłoniła się srebrna kotka. Mandarynkowe Pióro postawiła niewielkie kroki, w kierunku młodej. Pierzasta Łapa zrobiła się blada, nie miała zamiaru gadać z matką. Jednak była do tego zmuszona, przełknęła ślinę i zabrała głos.
- Co ci dolega? - zapytała.

<Matko?>

[523 słów]

[przyznano 10%]

30 grudnia 2024

Od Mandarynkowego Pióra CD. Piórka

Nie wiedziała co ma teraz zrobić. No tak. To było do przewidzenia. Teoretycznie powinna ją pocieszyć, ale... gdy tylko ją widziała, przypominały jej się koszmary nawiedzające ją przez ponad dwadzieścia księżyców. Szałwik od razu podszedł do siostry w panice.
- No juz siostzycko wsystko... - Zdanie przerwał mu głośny atak kaszlu.
- Kotewkowy Powiewie! Popilnuj dzieci, muszę pójść z Szałwikiem do medyka! - krzyknęła Mandarynka i wzięła syna za kark, udając się do lecznicy. Po drodze minęła się z Zmierzchającą Zatoką, nadal chyba przeżuwającą jakieś zioła.
- Weź to, będzie ci lepiej Bulwo. Różana Woni, nie wstawaj, ja się zajmę chorymi - słyszała swoją siostrę w wejściu. Szybko też skrzyżowała z nią spojrzenia.
- Czy z tym małym jest w porządku?
Karmicielka ostrożnie postawiła syna na ziemi, a ten znów zaniósł się kaszlem.
- Zimorodkowe Życzenie, pomóż mu proszę.
***
Od tamtego dnia jej relacja z najmłodszą córką nie ulegała poprawie. Każdemu dziecku opowiadała historyjki, Łusce, Murenie i Lagunie mówiła o tym, jaką świetną będą mieli przyszłość, a tej nic. Z Piórkiem praktycznie nie gadała. Jeśli już to odpowiadała zdawkowo. Chciała, żeby jej dzieci już zostały uczniami, żeby nie spędzać całych dni z nią w jednym legowisku. No i był też inny powód. Ostatnio coraz częściej podczas wizyt Bursztynka, szeptała mu do ucha, że nie może się doczekać ich ślubu. Wydawał się trochę zmieszany, ale nic nie mówił. Właśnie sobie tak rozmyślała o ich ceremonii ślubnej, gdy Kotewkowy Powiew przygoniła do niej Piórko.
- Ale ja chcę poszukać taty! - zaprotestowała koteczka.
- Piórko, czy chcesz skończyć jak tamten kocur? - zapytała, wskazując na Pchlego Nosa pożywiającego się rybą ze stosu zwierzyny.
<Piórko?>
Wyleczeni: Różana Woń, Dryfująca Bulwa, Zmierzchająca Zatoka

27 grudnia 2024

Od Piórka CD. Mandarynkowego Pióra

Zza chmur wyszło słońce, a cały obóz zaczął funkcjonować. Do moich uszu dochodził dźwięk mruczenia i ziewania. Chciałabym kiedyś wyjrzeć i zobaczyć co jest za żłobkiem! Wydostałam się z uścisku Szałwika. “Spanie z rodziną jest okropne!” - oburzyłam się. Otrzepałam futerko i ruszyłam się z miejsca. Starałam się wykopać bardzo duży dołek. Kiedy dół był wykopany, wskoczyłam do niego. Jednak coś mi nie pasowało…
“Za zimno! I strasznie mi niewygodnie! Idę po jakieś liście, czy coś, co się używa do legowisk” - pomyślałam. Wydostałam się z dołka i zaczęłam się za czymś rozglądać. Koło Łuski leżał całkiem spory mech! Cicho podeszłam do niego oraz wzięłam w pyszczek mech. Niepozornie zaczęłam iść w stronę dołka, ale coś musiało mi w tym przeszkodzić. Mój ogon musnął pyszczek Łuski. Dymny kocurek kichnął, a to wytrąciło mnie z równowagi. Szybko upadłam na ziemię, przypadkiem wpadając do dołka. Wynurzyłam głowę, a łapkami zdjęłam grudki ziemi z futerka. Na dnie dołka położyłam mech oraz resztę liści, która była obok. Niestety nie obeszło się bez kichania… Zadowolona ze swojej pracy, z rozpędu wskoczyłam do środka. Było tam o wiele wygodniej niż koło rodzeństwa! Zamknęłam oczy i zasnęłam.

***

Po otworzeniu ślepi, wzdrygnęłam się. W żłobku panował hałas, a Szałwik bawił się z moim tatą. Laguna zaczepiał Łuskę, ciągnąc go za ogonek, podczas gdy Murena siedziała obok mamy. Chciałam dołączyć do siostry, ale powstrzymałam się, gdy coś przyciągnęło moją uwagę. Wydostałam się z dołka i prędko wyczyściłam futerko. Przy domku Nóżka zobaczyłam pająka. “Czy to on?! Przecież Łuska go zdeptał…” - zdziwiłam się. Przycupnęłam obok pająka, a następnie ostrożnie wzięłam go na łapę. Zadowolona pobiegłam wprost do mamy.
- Mamo! Spójrz! Mam pająka! - pisnęłam.
- Świetnie - mruknęła. Spojrzała na mnie z pogardą, a na moim pyszczku pojawił się grymas. “Czemu świetnie? To superowa wiadomość!” - pomyślałam. Położyłam pająka w róg, a żeby zwrócić na siebie uwagę, zwinęłam się w kulkę oraz zaczęłam głośno płakać.


<Brawo MAMO!>

16 grudnia 2024

Od Mandarynkowego Pióra do Piórka

kilka księżyców temu
Leżała wymęczona po porodzie. Piątka kociaków leżała piszcząc przy jej boku. Ktoś wszedł do lecznicy. Bursztynowy Brzask. Spojrzała na partnera zmęczonym wzrokiem. Ten niepewnie do niej podszedł i zaczął wpatrywać się w kociaki.
- Jak... Je nazwiemy? 
Mandarynka, która była na skraju zaśnięcia, szybko przesunęła oczami po kociakach. Prawie same czarno-białe. Jeden jakiś niebieski. I jedna kopia jej.
- Laguna... Łuska... - zaczęła, przejeżdżając kolejno wzrokiem po kociakach.
- Łabędź? - zaproponował wojownik, wskazując na jednego z czarno-białych kociaków. Nocniaczka skrzywiła się lekko. Pamiętała, że na wyspie, na której leżała pochowana jej matka, leżała jeszcze jej kuzynka. Łabędź, która urodziła się martwa. Nie chciała narazić się na gniew Tuptającej Gęsi przez zły wybór imienia. Spanikowany kremowy przestąpił z łapy na łapę.
- To może Murena? - zaproponował delikatnie. Srebrna uśmiechnęła się i skinęła głową, po czym wskazała na synka, który jako jedyny wyróżniał się z rodzeństwa. Nie dość, że był niebieski, to jeszcze medyczki uwijały się przy nim z powodu jego krzywej szczęki. Jednak wyglądał na w miarę zdrowego. Wiedziała, że był synem Skowronka. Miał jego pędzelki na uszach. I w ogóle nie wyglądał jak ona, ani Syriusz.
- Szałwik - zdecydowała. Chciała go nazwać od jakiegoś zioła ze względu na rangę jego ojca. Nie znała się za bardzo na roślinach leczniczych. A przecież nie mogła nazwać go kocimiętką.
- Wygląda tak jak ty! Jest taka delikatna... Jak piórko... Nazwijmy ją Piórko! - Świeżo upieczony ojciec zachwycał się ostatnim dzieckiem z miotu. Mandarynka, która już praktycznie spała, nie słuchając go zbytnio, wymruczała ciche "mhm" i zasnęła.
***
Minęło zaledwie kilka wschodów słońca od tamtego dnia. Jej dzieci zaczęły powoli otwierać oczy. Najstarszy, Laguna, już wpatrywał się w znajdki bawiące się kulką mchu, swoimi błękitnymi oczami. Mandarynka w międzyczasie czuła się świetnie. Pierzasty Wdzięk już w ogóle jej nie nawiedzała. Tylko za każdym razem, jak Bursztynek przychodził do żłobka ze zwierzyną i zachwycał się swoimi adoptowanymi dziećmi, księżniczka Klanu Nocy musiała sobie wmawiać, że Piórko to zupełnie normalne imię i nawet całkiem pasujące. Właśnie teraz brat Zmierzchającej Zatoki wszedł z okoniem do żłobka, by znowu zacząć wypytywać o to, czy kociaki już zaczęły turlać się albo skakać. Kociaki po kolei zaczęły piszczeć i lekko uchylać swoje oczy. Większość z nich nie przyzwyczaiła się jeszcze do światła.
- Ale one pięknie wyglądają! Czy Piórko już ot... - Nie dokończył, bo przerwał mu głośny pisk wspomnianej koteczki. Rodzice szybko podeszli do niej, zaalarmowani tym głośnym wyrazem niezadowolenia. Ukazała im się córeczka z szeroko otwartymi, zielonkawymi oczami, którą najwyraźniej poraziło światło. Bursztynek zaczął skakać z radości, jakie jego kociaki są słodkie. Mandarynka tylko stała tam, wpatrując się w Piórko. Wyglądała zupełnie jak Pierzasty Wdzięk...
***
teraz
Kociaki harcowały po legowisku w najlepsze. Już miały dwa księżyce. Szałwik biegał, a raczej koziołkował po legowisku, krzycząc, czy nikt nie potrzebuje pomocy. Laguna był wylizywany przez Kotewkowy Powiew, co chyba średnio mu się podobało. Murena z Łuską siedzieli przy sobie, wpatrując się w śnieg. Ona zaś sama miała odpoczynek. No tak. Uważny czytelnik mógłby zauważyć, że jednego kociaka tu brakuje. Konkretniej koteczki, która jest praktycznie główną bohaterką tego opowiadania. Piórko podeszła do matki. Na jej głowie siedział pająk.
- Mamo! Mamo! Pat! Mam pajoka!
No tak. Większość kociaków stety lub niestety, przez udział Bursztynka w ich wychowaniu, przejęła po nim kilka cech. Spojrzała przelotnie na córkę.
- Świetnie - mruknęła tylko.
<Piórko?>