Przeszłość, przed ślubem Trzcinowego Szmeru i Żmijowcowej Wici
— Cieszę się to słyszeć, przyszedłem ci też pogratulować miana namiestniczki. Należy ci się i twoim pociechom, klan potrzebuje takich kotów jak ty i Żmijowa wić. Trzeba teraz bardziej niż wcześniej pilnować porządku w tym klanie, wiesz, żeby taki czekoladowy kot nie przyniósł borsuka do obozu albo żeby po prostu wszystko funkcjonowało płynnie — do jego uszu przypływał ponowny pisk kociąt, zapewne znudzone rybą zaczęły znowu się bawić.
— Zaiste Ulewny Szkwale. Tamte wydarzenia z Mysiomózgą Łapą były okropne i skandaliczne. Za taką głupotę powinna zostać dożywotnio uczniem lub wygnana z klanu. Jednak może zmieńmy temat? Widziałam, że spędzasz sporo czasu z pewną kotką. Pewnie nie jest ona ci obca — zachichotała, a jej oczka zabłyszczały psotnie.
— Mówisz o Liliowej Pieśni? — wojownik napuszył się zawstydzony.
— Owszem, jest ładną, młodą wojowniczką. Czy może planujecie coś w przyszłości? Chociaż w Klanie Nocy jest dużo kotek do wyboru… Tak ta jest całkiem obiecująca.
Niebieski fińczyk nadal zawstydzony szukał wzrokiem ratunku. Wstydzioch niestety miał pecha, gdyż w żłobku też był jego ojciec, Złocisty Widlik, który również z nieukrywanym zaciekawieniem przysłuchiwał się temu, co syn odpowie. Trzcinowy Szmer zauważyła, że piastun mimowolnie się uśmiecha z dumy.
— Jest dla mnie wyjątkowa… — wyburczał z siebie Ulewny Szkwał, a Złocisty Widlik omal nie zaczął skakać ze szczęścia po drugiej stronie żłobka. Trzcinowy Szmer zamruczała z rozbawienia na ten widok.
— To bardzo dobre wieści, Ulewny Szkwale.
***
Po ślubie Liliowej Pieśni i Ulewnego Szkwału
Powiedzieć, że uroczystość się nie udała, to naprawdę jak powiedzieć nic. Cała ceremonia łącząca była unieważniona z powodu głupoty Liliowej Pieśni, która ośmieliła się zaprosić jakiegoś samotnika na tereny Klanu Nocy, gdzie na dodatek ów kot był maści czekoladowej. Czy kot był jej rodziną, to wiedziała za pewno tylko kotka oraz ów kocur, który został stracony. Wszyscy już o tym wiedzieli, a wojowniczka została więźniarką oraz zmieniono jej imię na Bagno.
Siadła obok Ulewnego Szkwału, który dusił wszystkie swoje uczucia w sobie i wpatrywał się w wyjście z obozu, gdzie wyprowadzano kotkę.
— Współczuję… Zasługiwałeś na kogoś lepszego Ulewny Szkwale — położyła ogon na jego barkach. — Nikt nie spodziewał się, że może zaprosić obcego na nasze tereny.
Kocur nic nie odpowiedział. Siedzieli tak w milczeniu. Chciała dodać mu otuchy, jednak nie wiedziała jak. Ulewny Szkwał będzie musiał wszystko to samemu przepracować.
***
Po obozie szybko się rozeszły informacje, że Bagno jest w ciąży, a termin porodu coraz to szybciej się zbliżał. Trzcinowy Szmer nie była aż tak bezduszną kreaturą, by ciągle wieszać psy na liliowej kotce. Sama pamiętała, jak ciężkie i niepewne były to dni przed jej własnym porodem. Żadna kotka nie chciałaby być teraz na jej miejscu. Nawet ona.
Blask księżyca akurat wpadał pod takim kątem, że świecił prosto na pysk Trzcinowego Szmeru. W legowisku wojowników panowała cisza, a koty sapały i mruczały przez sen. Każdy, kto pracował ciężko, nie miał czasu na nocnym harcowaniu. Z tą myślą chciała znów zasnąć w uścisku Żmijowcowej Wici, jednak kątem ucha dostrzegła ciemną sylwetkę, która przemierzała polanę. Od razu rozpoznała puszystą sylwetkę Ulewnego Szkwału. Wydawało się to kotce dziwne, że tamten nie śpi i dziwnie zagląda do żłobka. Czyżby Bagno urodziła i została przyprowadzona do obozu, by być pod obserwacją Gąbczastej Perły?
Nie myśląc nad tym dalej, po prostu zasnęła. Jeśli miała się dowiedzieć, co z więźniarką i jej ciążą, to zapewne jutro wszystkiego się dowie.
***
Aktualne, Pora Opadających Liści
Mandarynka, Kokoszka i Alka biegały przed żłobkiem i przerzucały się suchymi liśćmi, które przyniósł im Złocisty Widlik. Wszyscy w obozie wiedzieli, czyje są to kocięta. Szylkretka usiadła zaraz obok Ulewnego Szkwału, który obserwował swoje pociechy z dystansu.
— Widać, że Mandarynka wdała się w ciebie. Ma podobne umaszczenie sierści. Za to Alka i Kokoszka to czysta Liliowa Pieśń — powiedziała poprzednie imię więźniarki, na co niebieski fińczyk drgnął nerwowo. — Czy ona wie, że to ty zabrałeś te dzieci do obozu? Na jej miejscu byłabym strasznie rozbita…
< Ulewny Szkwale? >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz