Przeszłość
Ćmia Łapa segregowała zioła, jak to miała w zwyczaju. Nagle usłyszała przy sobie cichutki głosik kociaka. Jak się później okazało, należał on do Ciski.
– Witaj, Ćmia Łapo, czy rana jest już dobrze zagojona? – zapytała, podnosząc swą małą łapkę.
Uczennica przyjrzała się.
– Tak, jest w porządku, infekcja się nie wdała, ale uważaj, aby jej nie rozwalić! Inaczej skóra znów będzie musiała się regenerować.
Koteczka uśmiechnęła się.
– Dobrze! Dziękuję ci! – Machnęła ogonkiem i poleciała do żłobka.
Rezolutne kocię.
Teraźniejszość
Kotka po nocy pełnej przygód w Mrocznej Puszczy nie mogła zasnąć. Cały dzień była zamyślona, a gdy słońce zaszło, uczennica zaczęła się zastanawiać nad sensem tego wszystkiego. Rozkładała zioła symbolizujące koty (Migoczącą Łapę oczywiście reprezentował krwawnik, bo od niego chciało jej się wymiotować) i układała je w jakimś dla niej sensownym schemacie. Otóż trzeba wiedzieć, że Ćmia Łapa, choć rzadko, to widać było, że była niezwykle uparta i dotrzymywała swego zawsze. Gdy uznała Jastrzębi Zew za kogoś podejrzanego, nie zmieniła zdania aż do jej śmierci (do tej pory się tego trzymała), podobnie było jednak w drugą stronę. Gdy odwiedziła ją Pikująca Jaskółka, wsiąkała każde jej słowo, niczym gąbka. Teraz jednak miała świadomość, że to zapewne morderczyni. Klifiaczka całą noc spędziła na dziwnych kombinacjach, aż w końcu zasnęła.
Księżycowa Aldrowanda, gdy weszła do legowiska, zastała Ćmią Łapę śpiącą z otwartym pyskiem, z którego wypływała ślina. Szylkretka lekko pyrgnęła kremową.
– …Co? Jaskółka? – zapytała nieprzytomnie żółtooka, której jedna strona bocznego futra stanęła dęba, sklejona śliną.
– Ćmia Łapo, już prawie wysokie słońce, myszy goniłaś przez sen? – zaśmiała się. – Chodź, pomożesz Jagnięcemu Ukłonowi.
Krótkoogonowa wstała, rozciągnęła się i z przedsionka weszła w głąb legowiska.
– Nareszcie wstałaś – zaśmiała się mentorka. – Dziś będziesz oglądała chorych, zacznij od żłobka.
Kremowa miauknęła do starszej kotki i wyszła ze szczeliny. Wodospad spadał z klifu, dostarczając chłodną bryzę do jaskini. Uczennica weszła do legowiska gdzie były kociaki i skłoniła głowę karmicielce.
– Witaj, Rozżarzona Pieśni! Przyszłam zobaczyć twoje kocięta.
– Witaj, Ćmia Łapo. Krabik skarży się na ból głowy, nie mocny, ale nadal się martwię. Obejrzysz go?
– Oczywiście. – Uśmiechnęła się. Podeszła do małej czekoladowej koteczki.
– Cześć, Krabiku. Jestem Ćmia Łapa i przyszłam zobaczyć twoją głowę. Podobno cię boli.
– Tak… – rzekła.
Kremowa dotknęła łapą czoła szylkretki, nie było gorące.
– Czy czułaś wcześniej gorąco w środku? Albo czy się uderzyłaś w głowę? – zapytała.
– Przez Porę Zielonych Liści było dość gorąco, a w głowę nie walnęłam się mocno! Delikatnie, Świetlik mnie popchnął.
– Nie specjalnie! – wtrącił się rudy.
– No dobrze, podam ci wrotycz i liście malin. Powinno ci być lepiej. – Podała koteczce liście, po czym pożegnała się z karmicielką oraz jej pociechami i wróciła do legowiska medyka.
Myślała, że reszta dnia będzie spokojna, ale do legowiska weszła Srocza Błyskotka.
– Dzień dobry, Ćmia Łapo! Mój nos jest… A PSIK! – Kichnęła. – cały zapchany…
Kremowa podniosła głowę.
– Dzień dobry, Srocza Błyskotko. Już podaje ci mech i zioła. – Podeszła do szylkretki, aby sprawdzić, czy miała tylko katar. Podała mech do wyczyszczenia nosa, a następnie podała zioła na katar.
– Och, dziękuję, Ćmia Łapo. Od razu mi lepiej.
“Jak wyczyściłaś nareszcie porządnie nos to cóż się dziwić…” pomyślała i pożegnała wychodzącą protektorkę.
***
Kotka wracała z poszukiwania ziół. Weszła do obozu z pełnym pyskiem. Natknęła się na burą koteczkę z brudnym mchem z legowiska starszyzny.
– Cześć, Ćmia Łapo! – przywitała się Cisowa Łapa.
– Cesc Cysko! – wysepleniła.
<Cisowa Łapo? Co u ciebie?>
[537 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz