Dawno temu
Guziczek zaśmiał się cicho, patrząc na syna. Oh, jaki był szczęśliwy ze swoich pociech!
– Spokojnie, Gronostaju, powoli. Nie mów z pełnym pyskiem, bo się zadławisz. I i tak nic nie zrozumiałem.
– TATOOO! Muszę teraz powtarzać wszystkooo! WUSZ! – Gronostaj oburzył się, na co Guziczek posłał mu przepraszający uśmiech. – Mówię, że… że MASAKRA! Jaśminowiec każe mi walczyć w błocie bez przerwy. Atakuje mnie znienacka. I twierdzi, że jestem NIEZDYSCYPLINOWANY! Możesz w to uwierzyć? JA, niezdyscyplinowany! Przecież… przecież ja mam tutaj ze WSZYSTKICH kotów najbardziej poukładany tryb życia i… i ZAWSZE trzymam się swoich zasad! I mam najsilniejszy wewnętrzny kodeks! TAK! Dociera to do ciebie, tato? DO NIEJ NIE!
Guziczek skądś to znał… Sam był uważany raczej za rozrabiakę. Nie mógł się z tym nie zgodzić, oczywiście! Był raczej dość okropnym kociakiem. W pewien sposób cieszył się, że jego maluchy były dużo grzeczniejsze, niż on sam… Zerknął w stronę, gdzie chowano zmarłych. Ciekawe, jak poradziłaby sobie z Gronostajem Kajzerka? Zawsze była przy swoich dzieciach, nieważne jak ciężko jej nie było. To była świetna mama… Marzeniem zwiadowcy było być tak dobrym rodzicem, jak ona…
Pokręcił więc głową na słowa syna, wpatrując się w niego z ciepłym uśmiechem.
– To brzmi naprawdę okropnie, synu… – odparł rozbawiony. Chociaż naprawdę starał się być poważny! Po prostu wiedział, że jednak… Nie dało się takich rozrabiaków jak on, czy Gronostaj załatwić inaczej, niż ich własną bronią.
– MHM!
Guziczek zastanowił się przez moment. Nie sądził, żeby jego syn właściwie był rozrabiaką. Bardziej był uparty, co też oczywiście miał po swoim tatusiu. Był też raczej dość pesymistyczny… Dlatego kocur po chwili zapytał:
– A… działo się może ostatnio coś, co nie było masakrą…?
– Hm. Hm. Coś niemasakrycznego…? Ojjj, ciężko będzie, tatusiu. Ale… O! WIEM! Na przykład… wczoraj, na treningu, nauczyłem się rozpoznawać tropy lisa! – Machnął ogonem, wpatrując się w Guziczka. – Zaraz ci powiem jak!
Więc zwiadowca rozsiadł się wygodnie i słuchał, jak jego syn uczył się rozpoznawać ślady lisów. Sam próbował sobie przypomnieć, gdy to on to robił… Ale chyba nie przejmował się wtedy tym aż tak, aby to pamiętać.
– I co myślisz, tato? Co myślisz? Jestem PRZEGENIALNY, prawda? POWIEDZ, TATO! – Przyczołgał się bliżej. – Powiedz! Powiedz! Powiedz!
– Jesteś, jesteś. Mój geniusz. – Guziczek uśmiechnął się i polizał Gronostaja po główce.
Po zostaniu zastępcą
– Cześć.
– Cześć, tato!
– Jak tam treningi? – zapytał.
Nie chciał wyjść na natarczywego! Chociaż trochę się niecierpliwił… Chciał, żeby jego dzieciaki szybko zostały tym, kim sobie wymarzyły. On przecież został mianowany w wieku dziesięciu księżyców! A nawet nie miał wtedy mentorki…
– Kiedy zostaniesz mianowany? – zapytał jeszcze.
<Gronostaju?>
[564 słowa - trening Gronostaja]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz