BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szron x Królicza Prawda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szron x Królicza Prawda. Pokaż wszystkie posty

24 czerwca 2026

Od Króliczej Prawdy (Gasnącej Łapy) CD. Oszronionego Kła

— Dzień dobry, Oszroniony Kle, nie idziesz na patrol? — mruknął do swojej córki, która pogrążona była w myślach. Na tyle, że wcześniej jeszcze nie wiedziała, iż zbliża się do niej kremowy. Trzymał on w pysku całkiem sporą mysz — dziwnie sporą, jak na fakt, że była Pora Nagich Drzew.
— Nie — rzuciła twardo, nie siląc się na wyjaśnienia.
— Czy w takim razie zjesz ze mną? — zapytał, wskazując łapą na gryzonia. Kotka skinęła głową, lecz jej pysk pozostawał wygięty w grymasie. — Wyglądasz na zdenerwowaną — rzucił w końcu, nie chcąc ignorować irytacji wymalowanej na mordce pointki.
— Bo jesztem... — wyburczała, schylając się po pierwszy kęs.
— Młodość powinnaś spędzić na czymś innym niż przejmowaniem się każdą sprawą w klanie — poradził z dobroci serca.
— Nie wydaję mi szię... Gdyby wszyszcy chociaż trochę ruszali głowami od maleńkoszci, nie muszielibyszmy wiecznie zmagać szie z takimi problemami — rzuciła, wpatrując się w powoli pustoszejący, poranny obóz.
— Nie powiedziałem, że masz działać bez pomyślunku. Na to jesteś za mądra — stwierdził, biorąc kilka kęsów zwierzyny.
— Tak, jesztem. Ja nigdy nie dałabym jakiejsz przybłędy na sztanowiszko zasztępcy. Tak szamo nie zrobiłaby tego babka. Nawet ja jesztem w Klanie Klifu dłużej niż Truszkawkowe Pole, a jesztem niemal trzykrotnie młodsza. To niepoważne. To podejrzane. To wszystko, nie tylko szprawa zasztępcy. Nie podoba mi szię to, wszysztko mi szię nie podoba. Jeszcze nasz wszystkich zanieszie na dno — wywarczała pod nosem.
Królicza Prawda nie mógł ukryć, że zgadza się ze słowami córki. Nie podobał mu się ten cały Lśniąca Gwiazda i nie podobało mu się to, jak głęboko w poważaniu miał decyzję swojej poprzedniczki — Pikującej Jaskółki. To Mysi Postrach powinien był dostąpić zaszczytu zostania liderem, a zamiast tego został strącony na samo dno hierarchii. Został wojownikiem. Dobrze, że chociaż nie więźniem! Ciekawe, co on sam o tym wszystkim myślał. Dlaczego nie walczył o swoją posadę? Dlaczego nie było słychać w obozie jego sprzeciwów? Czyżby cieszył się, że nie musiał teraz nosić na barkach obowiązków lidera? A może rudofutry kocur zagroził mu, że jeśli spróbuje podskakiwać, to zostanie zabity? Wygnany? Nazwany zdrajcą, zagrożeniem?
— Rozumiem, że cię to frustruje, ale Lśniąca Gwiazda zapewne będzie jeszcze rządził przez długie księżyce. Póki cię lubi, a zakładam, że tak jest, skoro jesteś jego siostrzenicą, to nie próbuj tego zmienić. Nawet jeśli Klan Klifu zacznie się walić, to przynajmniej będziesz pierwsza do uratowania — stwierdził, smutnym wzrokiem patrząc na pointkę. On, mimo że w klanie uchodził za partnera Źródlanej Łuny, nie miał takich przywilejów. Lśniąca Gwiazda patrzył na niego raczej jak na syna Pikującej Jaskółki, przez co kremowy nie czuł się tu do końca bezpiecznie. Już nie. — Nie wydaje mi się, by Klifiacy szykowali przeciwko niemu jakiś bunt. Tak już jest. Niektórzy wolą być ślepymi owcami i podążać za tłumem, zamiast połączyć siły i wspólnie walczyć przeciwko wrogowi — dodał, przenosząc wzrok na nadgryzioną piszczkę. Stracił już apetyt. — Nie mówię, że ja jestem lepszy. Także nie staram się, by coś zmienić. Nie chcę skończyć z poderżniętym gardłem, choć wiem, że póki nikt nie umrze, każdy będzie sobie wmawiał, że jeszcze nie jest tak źle. Że zagrożenie nie istnieje, że nie może im się przytrafić coś złego — zakończył, po czym umilkł, nie chcąc już więcej niczego dodawać. Mimo wszystko istniała szansa, że ktoś może podsłuchać ich rozmowę.
— No wlasznie… — fuknęła pointka. — W końcu ktosz umrze! Co, jeszli będzie to twój brat? Albo ten Bukowa Korona? — odparła, specjalnie wymieniając koty, które Królicza Prawda lubił i na których mu zależało.
To sprawiło, że kremowego zatkało. No właśnie, co jeśli?
— W takim razie im też powiem, by mieli się na baczności. Przecież Lśniąca Gwiazda nie będzie mógł im zrobić krzywdy na oczach całego klanu, prawda? — zastanowił się, choć jego słowa brzmiały dosyć niepewnie.
— Nie byłabym tego taka pewna. Niektórym to i mógłby wcisznąć liszie bobki poszypane płatkami kwiatów, a i tak by za nie podziękowali! — stwierdziła oburzona, uderzając ogonem o podłoże.
Może i było w tym trochę racji. Lśniąca Gwiazda z całą pewnością miał koty, które popierały jego przywództwo.
— Dobra, koniec już tego. Nie będę pozwalał na to, by jakiś futrzak zepsuł nam wspólny, rodzinny posiłek — mruknął, choć wiedział już dobrze, że nie miał nawet ochoty kończyć tej myszy. Więc z posiłku nici.
Oszroniony Kieł przewróciła oczami, zirytowana.

* * *

Po straceniu życia przez Króliczą Gwiazdę

Nastroje w Klanie Burzy były… różne. Królicza Gwiazda prawie nie wychodził ze swojego legowiska, a zamiast tego wszystkim zajmował się Zawodzące Echo. Dymny kocur zresztą przez ostatnie dni też nie wyglądał najlepiej. Coś widocznie go uwierało, stresowało. Czyżby szykowało się coś niedobrego? Może jakaś wojna z Klanem Klifu…? Kremowy wolałby, by sprawa jego zmiany przynależności nie poskutkowała konfliktem tych dwóch klanów. Tym bardziej że przecież miały ze sobą sojusz, którego dowodem była dwójka dorosłych już kociąt — Poczciwy Szakłak i Pchełkowy Skok.
Z tym pierwszym kocurem pręgowany nawiązał tu bliższą relację. To właściwie jeden z niewielu Burzaków, z którym miał okazję porozmawiać jeszcze przed zmianą klanu. Wcześniej, gdy spotykali się na granicy, Poczciwy Szakłak wydawał mu się zupełnie inny. Gdy jednak rozmawiali częściej, okazało się, że czarnofutry był wrażliwym, smutnym kocurem, któremu los cały czas rzucał kłody pod łapy. Gasnąca Łapa starał się mu pomagać, jak mógł, lecz nie wiedział, na ile mu to wychodziło. Jak na razie czarnofutry zdawał się go lubić i szanować jego obecność, toteż wysnuł z tego wniosek, że całkiem dobrze szło mu to pocieszanie.
Szkoda tylko, że tak późno nauczył się być dobrym kotem. Może gdyby już wcześniej potrafił pomagać i wspierać, to Dyniowa Skórka by od niego nie odeszła? Może wcale nie musiałby uciekać do Klanu Burzy i wciąż żyłby z nią w mieście? Nie musiałby stać się utrapieniem dla Oszronionego Kła i Wzburzonego Kormorana, a także nie musiałby sprawiać bólu Źródlanej Łunie, która przecież kochała innego kocura.
Przy okazji mógłby uczestniczyć w życiu Kocimiętki i Mak, które teraz zapewne nienawidziły go i myślały, że zdradził Dynię. To nie była prawda. Wciąż ją kochał, lecz wiedział, że ich drogi rozeszły się na dobre. Nie zamierzał szwendać się po granicach ani chodzić na żadne zgromadzenia. Wiedział, że już nigdy nie ujrzy jej pięknych zielonych oczu ani nie usłyszy jej głosu, który był dla niego niczym miód.
Nie chciał więcej o tym myśleć. Postanowił podnieść się ze swojego posłania w legowisku uczniów i przejść się po azylu, by zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i odciągnąć się od nieprzyjemnych wspomnień. Gdy wyszedł, zaczął zastanawiać się nad tym, kiedy w końcu go mianują. Słyszał, że nowi wojownicy odciskali swoje łapy na jakiejś ścianie, lecz czy jemu też przyjdzie zrobić coś takiego?
W końcu nie był rodowitym Burzakiem, a jedynie jakąś przybłędą, która o mało nie zniszczyła sojuszu trwającego już od wielu księżyców, a może nawet sezonów. Chyba nie zasługiwał na to, by na stałe zapisać się w historii Klanu Burzy, choć wolał tę decyzję pozostawić Króliczej Gwieździe.
W końcu zatrzymał się na środku obozu, a jego wzrok mimowolnie powędrował do rozmawiających ze sobą Zawodzącego Echa i Wdzięcznej Firletki. O czym oni mogli tak dyskutować? Ich zachowanie jeszcze bardziej zaniepokoiło kremowego.
Dyskretnie zrobił krok w ich stronę, by może co nieco podsłuchać, lecz wtem przestali rozmawiać. Dymny kocur pożegnał się z medyczką i odszedł od niej, po czym minął się z pręgowanym. Przechodząc obok, spojrzał na niego wzrokiem trudnym do odgadnięcia i poszedł dalej, niczego nie mówiąc.

Koniec sesji

26 kwietnia 2026

Od Oszronionej Łapy (Oszronionego Kła) CD. Króliczej Prawdy

Time skip do teraz

Z czystą wściekłością przyglądała się wszystkiemu, co działo się ostatnimi czasy w Klanie Klifu. Nie mogła opisać słowami, jak niesamowicie zawiedziona i zaszokowana była, kiedy zamiast babki z pięknym nowym mianem, z wypiętą piersią i błogosławieństwem Klanu Gwiazdy, do obozu wpełzł Mirtowe Lśnienie i ogłosił jej ucieczkę. Nie wierzyła w to. Zwyczajnie nie wierzyła, że ta ambitna i dążąca do celu kotka, z którą przecież dzieliła krew krążącą w żyłach, mogła tak zwyczajnie… zniknąć. Bez celu, bez powodu. Miała mieć przecież pod łapami cały klan, miała w końcu dostać to, czego tak bardzo pragnęła. Jaki miałby być sens jej czynów? Oczywiście Szron podłuchała niektóre koty mówiące, że to zapewne nie kwestia wyboru, a Jaskółka zwyczajnie nie przeżyła z powodu ran, które miał zadać jej Gąsienicowy Ogryzek. No i o ile młoda wojowniczka nie ukrywała ogromnej wrogości względem niebieskiego, tak nie do końca wierzyła w tę całą bajeczkę. Jeśli nie miała zamiary ufać Mirtowemy Lśnieniu, który wepchnął się na stanowisko lidera, chociaż powinno ono przypaść Mysiemu Postrachowi, którego wybrała w końcu Pikująca Jaskółka we własnej osobie, w kwestii ucieczki, to dlaczego miała zaufać mu, kiedy mówił, że to Gąsieniczek zbrukał sobie łapy krwią. Przecież rudego również nie było w obozie (a tak przynajmniej jej się zdawało), kiedy kremowa wybierała się po przyjęcie żyć. To wszystko śmierdziało niczym kupa starej, ukiszonej przez słońce zwierzyny. 
Nie mogła się doczekać, aż babka zostanie liderką. Wierzyła w nią niesamowicie; wiedziała, że to jej prawdziwe powołanie, które wiecznie było od niej odsuwane, aż w końcu miała się doczekać i wynieść Klan Klifu na sam szczyt. Doczekała się tylko po to, aby jeden wojownik wszystko zniszczył. 
"Jeden lub dwóch wojowników" — pomyślała, a gorycz napłynęła jej na język. Skrzywiła się. Nie wiedziała nawet, z kim może o tym szczerze porozmawiać. O ile wszyscy byli zgodni, że wybór zastępcy był jakimś żartem, bo przynajmniej połowa wojowników nadawała się na to stanowisko lepiej niż kotka, którą wybrał sobie nowy lider, tak z samego faktu, że rudzielec został samozwańczym przywódcą, nikt nie wydawał się jakoś szczególnie niezadowolony. To jeszcze bardziej rozjuszało pointkę. Czemu nikt nic nie robił? Czemu Mysi Postrach tak potulnie oddał stanowisko, które prawowicie było należne mu? Przecież musiał nadawać się do tego lepiej, skoro Pikująca Jaskółka wybrała go, a nie właśnie Mirtowe Lśnienie. Wybory babki zawsze były prawidłowe, a osądy przemyślane i prawe; gdyby wuj miał być lepszym materiałem na przywódce, wybrałaby go. Przez moment przemknęła jej nawet myśl, że może czarny kocur również był w to wszystko jakoś zamieszany. Ta myśl jedynie bardziej ją zdenerwowała. 
"Klan pełen wroniej strawy, pełen kolaborantów i fałszywych przyjaciół..." — burknęła. Miała dość tej strony swojej rodziny. Matka była jedynie skorupą prawdziwej wojowniczki, a wuj na pewno miał na sumieniu więcej niż chciałby kiedykolwiek komukolwiek zdradzić. Mogła liczyć tylko na ojca i stryjka. Wiedziała, że oni na pewno nie sa po stronie Lśniącej Gwiazdy, nawet jeśli nie są też całkowicie mu przeciwni. A na pewno nie tak otwarcie, jak Oszroniony Kieł. Nie wiedziała do końca, co myśleć w tym momencie o bracie. Czy uważał tak, jak ona? Czy też podzielał jej opinie o babce i o tym, że na pewno byłaby optymalnym wyborem? Musiała się dowiedzieć, ale nie teraz. Teraz nie było sensu; widziała, jak Wzburzony Kormoran zbiera się do wyjścia na patrol wraz z Gołębim Puchem, Pajęczą Nicią i tą przybłędą. Jedną z czterech, które ostatnio postanowiły zatruć szeregi Klanu Klifu. Na samą myśl sierść stawała jej na karku. Miała dość tej zarazy. Jakby już sama myśl, że taka sama nie-Klifiaczka stoi właśnie na stanowisku zastępcy, nie była wystarczająca. Warknęła do samej siebie.
— Dzień dobry, Oszroniony Kle, nie idziesz na patrol? — Głos ojca wyrwał ją niespodziewanie z nienawistnych przemyśleń. Była tak zajęta tym, co dzieje się w jej głowie, że nie usłyszała jego kroków. Kocur stał obok niej, a z pyska zwisała mu spora jak na Pore Nagich Drzew mysz. 
— Nie — rzuciła twardo. Wczoraj wróciła z patrolu bardzo późno, więc wbrew swoim nawykom obudziła się bardzo późno. 
— Czy w takim razie zjesz ze mną? — zapytał, wskazując łapą na gryzonia. Kotka skinęła głową, chociaż najpierw wolałaby zapolować, a nie napychać się niczym darmozjad. — Wyglądasz na zdenerwowaną.
— Bo jesztem... — wyburczała, schylając się po pierwszy kęs. W głowie dziękowała Przodkom za łagodną pogodę; nienawidziła kościstych piszczek. 
— Młodość powinnaś spędzić na czymś innym niż przejmowaniem się każdą sprawą w klanie — poradził z dobroci serca. Wiedziała, że Królicza Prawda ma tylko dobre intencje, ale nie mogła zamaskować zirytowania na swoim pysku. Właśnie dlatego mieli wiecznie takie problemy, bo koty przeznaczały swoje życie hedonistycznym zapędom. Takie przynajmniej było jej zdanie. 
— Nie wydaję mi szię... Gdyby wszyszcy chociaż trochę ruszali głowami om maleńkoszci, nie muszielibyszmy wiecznie zmagać szie z takimi problemami — rzuciła, wpatrując się w powoli pustoszejący, poranny obóz. 
— Nie powiedziałem, że masz działać bez pomyślunku. Na to jesteś za mądra. — Zabrał kilka kęsów zwierzyny. 
— Tak, jesztem. Ja nigdy nie dałabym jakiejsz przybłędy na sztanowiszko zasztępcy. Tak szamo nie zrobiłaby tego babka. Nawet ja jesztem w Klanie Klifu dłużej niż Truszkawkowe Pole, a jesztem niemal trzykrotnie młodsza. To niepoważne. To podejrzane. To wszystko, nie tylko szprawa zasztępcy. Nie podoba mi szię to, wszysztko mi szię nie podoba. Jeszcze nasz wszystkich zanieszie na dno — wywarczała pod nosem. 

<Tatek?>

13 marca 2026

Od Króliczej Prawdy CD. Oszronionej Łapy

Zając posłał nowoprzybyłej parze przepraszający uśmiech.
— Ustalaliśmy dokładne zasady naszych podwójnych treningów.
— Tak, tak, to dość niecodzienny wybór — zgodził się Królik. — Ja i Oszroniona Łapa chcieliśmy pogratulować za to temu oto uczniowi. — Spojrzał na syna z taką samą dumą, jaką wcześniej obdarzył córkę. Strzępek skinął w podzięce.
— Dali ci takie imię, że nie umiem go powiedzieć — przyznała nagle Oszroniona Łapa. — Czemu, tak w ogóle...? — Tutaj spojrzała na ojca, a potem na wuja. — Czemu kotom zmieniają imiona? Moje jest takie szame... Inne, ale takie szame…
Królicza Prawda na moment jakby odciął się od rzeczywistości. W zmianie imion miał większe doświadczenie, niż mogłoby się Szronce wydawać. Niestety nie dało się wymazać tamtej fazy z istnienia, więc imię Niesforna Łapa wisiało nad kremowym kocurem jak złowrogi cień, przypominając mu o wszystkich błędach, jakie popełnił.
— Wiesz… niektórym kotom czasem zmieniają imiona przez to, że zrobiły coś złego — odparł po chwili i zamrugał kilkakrotnie, jakby odzyskiwał świadomość.
— Ale Sztrzępek nie zrobił nic złego, nie? — wypomniała mu kotka.
— Och… masz rację — mruknął wojownik, poruszając nerwowo kikutem. — W takim razie nie wiem… Może Judaszowcowa Gwiazda stwierdził, że imię Zszarzała Łapa bardziej do niego pasuje. Być może jako wojownik twój brat będzie nazywał się Zszarzałym Strzępkiem — wyjaśnił, próbując zachować spokój.
Nie będzie się przecież przyznawał do tego, że kilkanaście księżyców temu dopuścił się czegoś tak okropnego, jak ucieczka z rodzimego klanu, który był dla niego wszystkim. Nie chciał dawać Oszronionej Łapie żadnych niewłaściwych pomysłów.
Pointka zmrużyła oczy, jakby trochę podejrzliwie.
“Kiedyś im opowiem. Tak. Kiedyś na pewno…” – pomyślał Królik. Nie chciał teraz opowiadać o swoich przeżyciach, ale wiedział, że kiedyś z całą pewnością przyjdzie na to czas. Nie może tego ukrywać do końca życia, choć bardzo by chciał, żeby było to możliwe. Wolał jednak sam się przyznać, niż żeby te kocięta usłyszały o jego ucieczce od kogoś obcego.

* * *

Pasterzowa Łapa w końcu został wojownikiem, zyskując tym samym imię Czujny Pasterz. Judaszowcowa Gwiazda był już u schyłku swojego życia, co oznaczało, że niedługo to Pikująca Jaskółka – matka Królika – obejmie władzę w klanie.
Czy kremowa miała już wybranego zastępcę? Czy byłaby w stanie wybrać własnego syna na swoją prawą łapę? Jeśli tak, to czy zostałby nią Królicza Prawda, czy Trójoki Zając? Ciężko było stwierdzić, komu Jaskółka ufała bardziej. A może tak naprawdę nie wybierze żadnego z synów, by nikt nie podejrzewał, że któregoś z nich faworyzuje? Tego nie wiedział nawet sam Klan Gwiazdy, co przyprawiało Królika o dreszczyk ekscytacji. Czekoladowy przywódca mógł się przekręcić w każdym momencie, a wtedy życie wszystkich Klifiaków całkowicie się zmieni. Kremowy bardzo ufał swojej matce, więc zakładał, że dobrze poradzi sobie na tak wysokim stanowisku. Bez wątpienia przyniesie Klanowi Klifu chwałę i dumę, honorowo reprezentując go na zgromadzeniach.
Niedawno w klanie zmarła też jedna z wojowniczek – Pietruszkowa Błyskawica. Bursztynowooki nie znał jej zbyt dobrze. Jedyne, co o niej wiedział, to to, że była jak matka dla Przepiórczej Wichury, Kukułczego Wdzięku i Gołębiego Puchu. Jedna z tych kotek skradła serce Trójokiego Zająca, więc chcąc nie chcąc Królik musiał ją chociaż kojarzyć. Nie przepadał jednak za nią, a ona nie przepadała za nim. Mimo to kremus starał się ją tolerować, by zielonookiemu nie było przykro. Wiedział, jak wiele dla niego znaczyła Kukułka i jak długo już był w niej zakochany.
To dziwne, że ich związek jeszcze nie jest oficjalny. Najwyraźniej żadne z nich nie ma na tyle odwagi, by wyznać drugiemu miłość. A może po prostu szylkretka nie podziela uczuć pręgowanego wojownika?
Królik zdał sobie sprawę z tego, że już od jakiegoś czasu jego rozmowy z bratem ograniczały się raczej do kilku krótkich zdań. Może jednak powinni wyjść razem na spacer jak za dawnych czasów? Mogliby porozmawiać szczerze i powymieniać się nowinkami. Tęsknił za tamtymi dniami. A szczególnie za tymi sprzed ucieczki, gdy wszystko wydawało się jeszcze takie spokojne i ustatkowane. Przynajmniej w większości, bo Królik i tak od początku nie miał zbyt zwyczajnego życia…
Jego ciocia zmarła, gdy był jeszcze malutkim kociakiem. Nie pamiętał już o niej zbyt wiele, lecz gdzieś z tyłu głowy wciąż tkwiło wspomnienie chwili, gdy Pikująca Jaskółka przyszła im ogłosić, że Siewczy Letarg już do nich nie wróci. Pamiętał też, że przez pewien czas bardzo zależało mu na odkryciu prawdziwej przyczyny zniknięcia szylkretki. Jednak dni mijały, a on coraz bardziej tracił motywację, by kontynuować to śledztwo. Ostatecznie skończyło się więc na niczym.
Teraz kremowy obserwował, jak Oszroniona Łapa, Zszarzała Łapa, Trójoki Zając i Bukowa Korona wracają ze wspólnego patrolu. Te wszystkie koty… były mu tak znajome. Czuł się trochę dziwnie z faktem, że nie należał do ich treningowej “grupki”. Ale przecież był ojcem tych kociąt, a wcześniej miał za ucznia Pasterza, więc tak czy inaczej, nie mógł zostać mentorem któregoś z nich. Miał tylko nadzieję, że dobrze radzili sobie na treningach i nie sprawiali zbyt wielu problemów.
Właściwie postanowił nawet podejść do czwórki kotów i się z nimi przywitać.
— Hej, hej! — mruknął, zagradzając im drogę. — Jak było na treningu? — zwrócił się do swoich latorośli. — Czuję, że wasza ceremonia jest już tuż za rogiem! — stwierdził, uśmiechając się pokrzepiająco do Szronki i Strzępka.
Mieli już niemal dwanaście księżyców, a także zapewne niemałą wiedzę na temat walki i polowań! Oby tylko Judaszowiec nie zapomniał o tym, że wciąż ma obowiązki do wykonania – tak jak chyba zapomniał, że Strzępek mógłby zostać Postrzępioną Łapą, a nie Zszarzałą Łapą… Co będzie, jeśli kocur nie zostanie Zszarzałym Strzępkiem? Co, jeśli zostanie nazwany… Zszarzałym Nosem. Na Klan Gwiazdy! Czekoladowy naprawdę powinien już przejść do starszyzny.
— W takim razie dobrze czujesz — odezwał się Bukowa Korona, spoglądając na Króliczą Prawdę spod przymrużonych powiek. — Szkolę twojego dzieciaka bardzo starannie. Nie ma wątpliwości, że pod moim okiem stanie się najlepszym wojownikiem Klanu Klifu. Zaraz po mnie, oczywiście — kontynuował.
Kremus zaczął się zastanawiać, czy Buk bardziej wychwalał siebie, czy Zszarzałą Łapę. Z początku zdawali się nie przepadać za sobą, lecz teraz? Chyba zaczęli się dogadywać – co zresztą bursztynowookiego bardzo cieszyło.
— No pewnie… — odparł pręgowany, śmiejąc się pod nosem. — Bardzo doceniam starania każdego z was. Może uczcimy je jakimś skromnym polowaniem? Chciałbym zobaczyć, co już potrafią ci młodzi uczniowie — zaproponował, znów zwracając wzrok w stronę swoich dzieci.

<Córko?>

07 lutego 2026

Od Oszronionej Łapy CD. Króliczej Prawdy

Dzień mianowania

O ile kotka nie chciała zwracać na siebie niepotrzebnej atencji, w końcu i tak nie umiała się od niej odgonić przez poprzednie księżyce, kiedy to każdy chciał, chociaż zerknąć na te niepodobne do nikogo kocięta córki samego lidera, tak nie mogła uchronić się przed obecnością ojca, który tylko czekał, aż i mianowanie jej brata dobiegnie końca, aby oficjalnie pogratulować swoim pociechom.
— Oszroniona Łapo! — zawołał ją jej nowym imieniem, by zwrócić na siebie jej uwagę. — Gratuluję ci zostania uczniem! Wierzę, że mój brat przekaże ci całą swoją wiedzę — mruknął do niej. W oczach iskrzyła mu szczera duma i nadzieja, że córka będzie dobrze sprawować się na treningach, że polubi szkolenie, zwłaszcza że będzie się ono odbywać pod okiem Zająca.
— Ja tesz... — powiedziała nieco od niechcenia. Była to prawda... Jaki niby byłby z niego pożytek, jeśli okazałby się kiepskim, nieumiejętnym mentorem? Czy byłaby wtedy skazana na porażkę, na grzanie mchu? Czy może dziad... chociaż raczej wtedy to już babka, czy zmieniliby go na kogoś, kto nie pozwoli jej zostawać w tyle za innymi uczniami? Zwłaszcza za bratem.
"Negatywność podcina skrzydła... Skończysz jako nielot, zanim w ogóle postawisz łapę poza tereny..." — skarciła samą siebie w myślach. Zmarszczenie noska nie uszło uwadze ojca.
— Nie podoba ci się ta decyzja? Myślałem, że oboje z bratem dogadujecie się dobrze z Trójokim Zającem? Czy może się mylę? — zapytał faktycznie zatroskany.
— Nie, nie. Nie mam problemu do wuja — oznajmiła, próbując odgonić obawy. — Po prosztu... — Speszyła się i położyła uszy po sobie. Czy chciała pokazywać taką słabość przed Królikiem? Odkrywać tą mniej zimną, mniej twardą stronę siebie, którą tak skrupulatnie pielęgnowała przez te kilka ostatnich księżyców?
— Och, w czym problem? Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko, prawda? — zagadał ją ponownie, robiąc krok do przodu. Szron wiedziała, że jej rodzice, nawet jeśli nie pokazywali tego zbyt dobrze, chcieli dla niej dobrze. Nie chcieli, żeby była nieszczęśliwa, zgorzkniała i nafuczana... taka jednak była przez większość czasu, nieważne jak dobrze jej się żyło, jak wspaniała była opieka, którą jej zapewniano, nawet kiedy matka opuszczała kociarnie.
— Nic. — Podniosła nagle łepek. Była zdecydowanie niższa od kocura, to oczywiste, ale próbowała z całej siły sprawić, żeby wyglądać pewniej i okazalej... doroślej. Uciszyła go nagłym powrotem do swojej niedostępnej maski. — Nie mam problemów. Szkąd miałabym je mieć? Wszysztko przecież mam... — burknęła, machając gibkim ogonem. Miała już dość tej rozmowy, co kocur najwidoczniej musiał już nieco wyczuć. Raczej nikogo nie dziwiła już ta strona pointki.
— Skoro tak uważasz... Wierze, że wiesz co dla ciebie najlepsze, ale... Jakbyś jednak potrzebowała w czymś pomocy, to śmiało. Wiesz, że-
— Tak. Wiem, że mogę na ciebie liczyć — przerwała mu, dokańczając zdanie, która miała wrażenie, że słyszy już po raz setny.
— To dobrze... Może pójdziemy pogratulować twojemu bratu? Co ty na to? — zaproponował, a Oszroniona Łapa skinęła lekko głową. Faktycznie nie był to zły pomysł. Zwłaszcza że spędzą ze sobą jednak jeszcze kilka księżyców podczas treningów pod okiem Trójokiego Zająca.
Brat stał kilka kroków dalej i rozmawiał z Pikującą Jaskółką, kilka kroków za zastępczynią stał wspomniany wcześniej wojownik. Odgłos kroków sprawił, że cała trójka odwróciła się. Ślepka Zszarzałej Łapy zaświeciły się nieco na widok siostry. Szronka uśmiechnęła się, a Strzępek odwzajemnił gest prędko i szczerze.
— Jeśli jeszcze macie jakieś pytania, pytajcie teraz. Nie chce żadnych niedomówień, nieścisłości czy problemów — powiedziała twardo zastępczynią. Odwróciła się w stronę jednego z synów i zmarszczyła nieco ślepka. — To, że Zszarzała Łapa jest twoim uczniem jedynie na okres zdrowienia Bukowej Korony, nie znaczy, że jest mniej ważny. Oboje mają zostać dobrymi wojownikami.
— Oczywiście — oznajmił zielonooki kremusek. Kotka skinęła i odeszła, zostawiając za sobą nieco napiętą atmosferę. Zając posłał nowoprzybyłej parze przepraszający uśmiech. — Ustalaliśmy dokładne zasady naszych podwójnych treningów.
— Tak, tak, to dość niecodzienny wybór — zgodził się brat kocura. — Ja i Oszroniona Łapa chcieliśmy pogratulować za to temu oto uczniowi. — Spojrzał na syna z taką samą dumą, jaką wcześniej obdarzył córkę. Strzępek skinął w podzięce. Pointka wystąpiła nieco i zmierzyła go wzrokiem.
— Dali ci takie imie, że nie umiem go powiedzieć — przyznała. Przyzwyczaiła się już do swojej wady i nie przeszkadzała jej ona zbyt często. Nie przejmowała się też śmiechami innych, kiedy jej słowa były przekształcone czy niepoprawne. Miała to w nosie. Jednak fakt, że zwyczajnie jej zdeformowana mordka nie potrafi ułożyć się w taki sposób, aby stworzyć dźwięki potrzebne do zwrócenia się do brata... To było nieco żałosne i smutne. — Czemu, tak w ogóle..? — Tutaj spojrzała na ojca, a potem na wuja. — Czemu kotom zmieniają imiona? Moje jest takie szame... Inne, ale takie szame...

<Króliś? Pochwalcie się swoimi ksywami z młodości tatek>

[740 słów]

[Przyznano 15%]

04 lutego 2026

Od Króliczej Prawdy CD. Szron (Oszronionej Łapy)

— H-halo? — zagadał ponownie, a koteczka położyła nieco uszy po sobie.
— Odbijam kamień — rzuciła sucho, marszcząc brewki. Kocur położył się naprzeciwko niej, aby być na poziomie jej mordki. — Nie widzisz?
— Widzę, po prostu... wolałem, żebyś ty mi powiedziała. Liczyłem, że kryją się za tym może jakieś zasady lub coś takiego, ale odbijanie kamienia też może być fajne — powiedział spokojnie, ale kapka zmieszania była dość wyczuwalna, zwłaszcza kiedy patrzyło się na niepewny pysk kocura.
— Nie. Nie jest fajne. Jest nudne jak wszysztko w obozie... — Uderzyła ogonem o kamienną posadzkę i naburmuszona wydęła policzki.
Królicza Prawda wcisnął łeb głębiej w szyję, mrugnąwszy kilka razy. Chwilę potem jego zmieszanie zastąpił jednak ciepły, rozbawiony uśmiech. “Co za ziółko z tej Szronki” – pomyślał, mrużąc lekko ślepia. Na pewno wyrośnie na dobrego wojownika, choć wyczuwał, że kotka może z początku być krnąbrna na treningach.
— Nie martw się, Szronko — zapewnił ją kremowy, rozluźniając mięśnie. — Już niedługo wstąpisz w szeregi uczniów i dostaniesz mentora. Nie będziesz już musiała siedzieć w tym nudnym obozie, tylko będziesz skakać po gałęziach drzew, polować na kraby i uczyć się ruchów bitewnych! — mówił dalej, próbując jakoś pocieszyć naburmuszoną, młodą koteczkę.
Ta jednak burknęła cicho pod nosem, po czym spojrzała na wyjście ze żłobka.
— I przez następne ksziężyce będę musziała wsztawać szkoro świt! — odparła w końcu, teraz patrząc na swojego ojca z zadartym nosem. Nieczęsto kociaki nie cieszyły się na swoje mianowanie. Szronka najwyraźniej miała wobec niego pewne obiekcje.
— Cóż, to… prawda — odparł spokojnie pręgowany, wzruszając delikatnie ramionami. — Ale ja byłem uczniem aż dwa razy i zapewniam cię, że idzie się przyzwyczaić — zaśmiał się, lecz pointka spojrzała na niego zdziwiona.
— No co? — zapytał, po czym na moment zamarł. Jeszcze nie opowiadał kociętom Źródlanej Łuny swojej historii, ale to nie było raczej konieczne. Nie musieli wiedzieć, że ich “ojciec” w młodości popełnił sporo błędów.
Pokręcił głową.
— Nie przejmuj się tym, co powiedziałem. Chodzi o to, że bycie uczniem naprawdę nie jest takie złe. Jasne, czasem podczas treningów dostaniesz w kość, ale to właśnie w tym okresie swojego życia… odkrywasz siebie, zdobywasz przyjaciół na długie księżyce i bierzesz udział w… niekiedy głupich… akcjach, z których wspomnienia zostają ci do końca życia — rozgadał się, samemu wspominając czasy, gdy jeszcze był takim małym, niegrzecznym urwipołciem.
Pointka miała wlepiony wzrok w swoje łapy, jakby nad czymś myślała. Czy w ogóle słyszała, o czym do niej mówił? Czy może jego słowa dotarły do niej jednym uchem, a wypadły drugim? Zresztą, nieważne. Nie potrzebuje motywacyjnych przemów swojego taty. Zrozumie wszystko w swoim czasie.
W końcu kremowy podniósł się powoli z miejsca i otrzepał futro z kurzu i innych syfów, które się do niego przyczepiły, gdy tak sobie odpoczywał. Młódka poruszyła się powoli i zaczęła lustrować go wzrokiem.
— Och, ja… — urwał na ułamek sekundy — …muszę już iść.
Powiedziawszy to, ruszył do wyjścia ze żłobka. Nim postawił łapę poza nim, obejrzał się jeszcze przez ramię. Szronka wyglądała na zadowoloną – choć wciąż miała dosyć zirytowany wyraz pyszczka – zniknięciem Królika sprzed jej pyska.
“Dlaczego każdy kot, dla którego staram się być jak ojciec, zawsze mnie nie cierpi?” – pomyślał, w końcu opuszczając kociarnię, by ze zwieszoną głową udać się do swojego własnego posłania. “Co takiego robię źle?” – zastanawiał się, przez co o mało nie zderzył się z przemykającą środkiem obozu Kukułką. Liliowa szylkretka obdarzyła go wrogim spojrzeniem i czym prędzej zniknęła mu z pola widzenia.
Czy to wszystko wciąż było karą za jego idiotyczną ucieczkę? Czy byłby szczęśliwszy, gdyby nigdy nie strzeliło mu do łba uciec z bezpiecznego azylu, jakim dawniej był dla niego Klan Klifu? Sam już nie wiedział, czy tym romansem, tą zdradą, bardziej rozgniewał swoich pobratymców, czy samych Przodków. Ciągle żył z wrażeniem, jakby ktoś z góry sterował wszystkim, co dzieje się wokół, tak by to jemu seriami trafiały się niefortunne zdarzenia.

* * *

Kilka dni później

Królicza Prawda nie był dziś w najlepszym humorze. Właściwie to chodził spięty i sfrustrowany już od kilku dni z rzędu, co zapewne nie umknęło uwadze jego ucznia – Pasterzowej Łapy. Młodszy jednak, zamiast się nad nim zlitować i dać mu trochę spokoju, wymyślił sobie, że Klan Klifu czeka epidemia, liczne śmierci i całkowita zagłada. Niestety nie powstrzymywał się przed tym, by tymi podejrzeniami wyssanymi z palca podzielić się ze swoim mentorem, który wszystkiego miał już po dziurki w nosie.
— Królicza Prawdo… — zagaił raz, patrząc na wojownika ze stresem błyszczącym w ślepiach.
Bursztynowooki westchnął ciężko, modląc się tylko w duchu, że tym razem Pasterz zapyta go o coś związanego z treningiem.
— Tak, słucham? — odparł krótko, wciąż wpatrując się w rozległe połacie przed sobą, zamiast spojrzeć na kremowego ucznia.
Młody zawahał się na moment, lecz zaraz potem przełknął ślinę, jakby przygotowywał się do rozmowy o życiu i śmierci.
— Nie boisz się o swoich pobratymców? — zaczął z powagą w głosie.
Królicza Prawda zmrużył oczy, lecz nie odpowiedział. Pasterz postanowił kontynuować, mimo widocznej frustracji swojego mentora:
— Tak wiele kotów może przypłacić życiem nieuwagę przywódcy i wojowników... To w waszych łapach leży interes klanu! — trajkotał zmartwiony, a w jego oczach zakręciły się łzy. — Stokrotkowa Pieśń jest śmiertelnie chory, zaraża, a nikt nic z tym nie robi! Klan Klifu nie działa prawidłowo. Koty ignorują ostrzeżenia, uciszają głos rozsądku! — mówił dalej, z każdym słowem przybierając na pewności siebie.
W końcu zacisnął zęby i zmarszczył brwi. Jego warga drgała, a mimo to bursztynowooki wciąż szedł w kompletnej ciszy, omiatając wzrokiem polany pokryte śniegiem, mieniącym się w świetle słońca.
— Ewakuacja nie jest konieczna — stwierdził w końcu Królik zmęczonym głosem. — Nie mamy dokąd się udać. Jaskinia odgradza nas od wiatrów znad morza i daje schronienie przed śniegiem. Gdzie indziej chciałbyś zamieszkać? — mruknął, starając się nie krzyczeć na ucznia. Gdy Pasterzowa Łapa dołączał do klanu, wojownik nie spodziewał się, że będzie z niego taki pedant.
— Jak to gdzie? — odparł kremowy, wyraźnie oburzony. — Gdziekolwiek, gdzie zarazki nie fruwają w powietrzu! W obozie Klanu Klifu wszystko jest skażone chorobą Stokrotkowej Pieśni! Bezpieczniej jest żyć na tym chłodzie, niż w tej dziurze, która gnieździ w sobie coś, co w końcu nas zabije! — kontynuował, wciąż święcie przekonany o swojej racji.
“Kiedy on wreszcie zrozumie, że jeden chory Klifiak to jeszcze nie koniec świata?” – pomyślał Królik, zbyt zrezygnowany, by dalej prowadzić tę rozmowę z Pasterzową Łapą.
— Skup się lepiej na wspinaczce na drzewa, bo już zaraz dotrzemy do lasku.

* * *

Teraźniejszość

Gdy skończyły się wiwaty, Królicza Prawda jako jeden z pierwszych przecisnął się przez tłum, by pogratulować świeżo upieczonym uczniom. Serce biło mu szybciej niż zwykle, a na pysku wreszcie malowało się coś więcej niż tylko zmęczenie. Wpierw natrafił na Oszronioną Łapę i podchodząc do niej, posłał jej szczery uśmiech. W jego bursztynowych oczach migotała duma i pierwszy raz od dłuższego czasu wyglądał na prawdziwie uradowanego.
— Oszroniona Łapo! — zawołał ją jej nowym imieniem, by zwrócić na siebie jej uwagę. — Gratuluję ci zostania uczniem! Wierzę, że mój brat przekaże ci całą swoją wiedzę — mruknął do niej, gdy w końcu zwróciła pysk w jego stronę.

<Szronko?>

18 stycznia 2026

Od Szron Do Króliczej Prawdy

Wiele kotów odwiedzało ją i Strzępka. Wiele kotów odwiedzało Źródlaną Łunę. Wiele kotów przychodziło tylko na moment, aby dać jej posiłek, aby zmienić posłania, podłożyć pod nos świeży, nasączony wodą mech. Czasami przychodzili do starszej karmicielki, którą od czasu do czasu zajmowała się rodzeństwem, kiedy to ich matka znikała z byle powodu. Szron nie wiedziała co sądzić o Jastrzębim Zewie. Jednocześnie lubiła każdy moment, kiedy ich matka nie patrzyła na nią i na jej brata tym pustym, przepełnionym bólem wzrokiem, który niektórych ściskał za serce, a innych (właśnie małą pointke) wprawiał w niesamowity gniew. Z drugiej strony sposób, w który szylkretka zdawała się w nich wgapiać, nie był dużo przyjemniejszy. Lustrowała ich i oceniała, jakby próbowała zrozumieć coś, czego oni sami nie do końca rozumieli. Zwłaszcza po sytuacji ze śmierdzącym ptaszyskiem, które pewnego poranka zostało przytargane do kociarni, a następnie rozcięte przez ich matkę, tylko po to, aby momentalnie zapełniło całe legowisko najbardziej paskudnym smrodem, jaki tylko mogła sobie koteczka wyobrazić. Z niewiadomego powodu... szepty, spojrzenia i zmarszczenia nosów jedynie stały się coraz częściej zauważane przez niebieskie ślepka. Szron robiła wszystko, aby udawać kompletnie niewzruszoną tym nastawienie współklanowiczów. Niestety... kilkutygodniowe kocięta nie słyną z bycia nadzwyczajnie dobrymi aktorami, zwłaszcza kiedy ich mordka ma wiecznie niezadowolony wyraz.
Tak było i teraz. Chociaż pogoda była nieprzyjemna, koteczka siedziała przed żłobkiem, odbijając jedną łapką kamyk prosto do drugiej, i tak na zmianę. Była niesamowicie pochłonięta ową czynnością. Źródlana Łuna wybyła o poranku, mówiąc, że musi iść zapolować, żeby pooddychać świeżym powietrzem i poczuć się lepiej. Nie była to rzadkość; od kiedy rodzeństwo przestało być od niej całkiem zależne i mogło pozostawać pod okiem wiecznej karmicielki, wojowniczka często wychodziła, nawet na długi czas.
— Co to za ciekawa zabawa, Szron? — Koteczka nastroszyła się, szczerze przestraszona tak nagłym pojawieniem się ojca, który musiał właśnie powrócić z treningu, gdyż prosto za nim czaił się Pasterzowa Łapa. Terminator niemal od razu zmył się, uciekając w stronę stosu ze zwierzyną, gdzie czekał już jego czekoladowy brat. Niebieskooka odprowadziła go wzrokiem, próbując z całych sił ignorować kremowego wojownika. Chociaż nie pałała do niego niechęcią porównywalną do tej, którą okazywała matce, tak... zwyczajnie nie miała zawsze ochoty na rozmowę z nim. — H-halo? — zagadał ponownie, a koteczka położyła nieco uszy po sobie.
— Odbijam kamień — rzuciła sucho, marszcząc brewki. Kocur położył się naprzeciwko niej, aby być na poziomie jej mordki. — Nie widzisz?
— Widze, po prostu... wolałem, żebyś ty mi powiedziała. Liczyłem, że kryją się za tym może jakieś zasady lub coś takiego, ale odbijanie kamienia też może być fajne — powiedział spokojnie, ale kapka zmieszania była dość wyczuwalna, zwłaszcza kiedy patrzyło się na niepewny pysk kocura.
— Nie. Nie jest fajne. Jest nudne jak wszysztko w obozie... — Uderzyła ogonem o kamienną posadzkę i naburmuszona wydęła policzki.

<Królik ojciec?>