— Ustalaliśmy dokładne zasady naszych podwójnych treningów.
— Tak, tak, to dość niecodzienny wybór — zgodził się Królik. — Ja i Oszroniona Łapa chcieliśmy pogratulować za to temu oto uczniowi. — Spojrzał na syna z taką samą dumą, jaką wcześniej obdarzył córkę. Strzępek skinął w podzięce.
— Dali ci takie imię, że nie umiem go powiedzieć — przyznała nagle Oszroniona Łapa. — Czemu, tak w ogóle...? — Tutaj spojrzała na ojca, a potem na wuja. — Czemu kotom zmieniają imiona? Moje jest takie szame... Inne, ale takie szame…
Królicza Prawda na moment jakby odciął się od rzeczywistości. W zmianie imion miał większe doświadczenie, niż mogłoby się Szronce wydawać. Niestety nie dało się wymazać tamtej fazy z istnienia, więc imię Niesforna Łapa wisiało nad kremowym kocurem jak złowrogi cień, przypominając mu o wszystkich błędach, jakie popełnił.
— Wiesz… niektórym kotom czasem zmieniają imiona przez to, że zrobiły coś złego — odparł po chwili i zamrugał kilkakrotnie, jakby odzyskiwał świadomość.
— Ale Sztrzępek nie zrobił nic złego, nie? — wypomniała mu kotka.
— Och… masz rację — mruknął wojownik, poruszając nerwowo kikutem. — W takim razie nie wiem… Może Judaszowcowa Gwiazda stwierdził, że imię Zszarzała Łapa bardziej do niego pasuje. Być może jako wojownik twój brat będzie nazywał się Zszarzałym Strzępkiem — wyjaśnił, próbując zachować spokój.
Nie będzie się przecież przyznawał do tego, że kilkanaście księżyców temu dopuścił się czegoś tak okropnego, jak ucieczka z rodzimego klanu, który był dla niego wszystkim. Nie chciał dawać Oszronionej Łapie żadnych niewłaściwych pomysłów.
Pointka zmrużyła oczy, jakby trochę podejrzliwie.
“Kiedyś im opowiem. Tak. Kiedyś na pewno…” – pomyślał Królik. Nie chciał teraz opowiadać o swoich przeżyciach, ale wiedział, że kiedyś z całą pewnością przyjdzie na to czas. Nie może tego ukrywać do końca życia, choć bardzo by chciał, żeby było to możliwe. Wolał jednak sam się przyznać, niż żeby te kocięta usłyszały o jego ucieczce od kogoś obcego.
Pasterzowa Łapa w końcu został wojownikiem, zyskując tym samym imię Czujny Pasterz. Judaszowcowa Gwiazda był już u schyłku swojego życia, co oznaczało, że niedługo to Pikująca Jaskółka – matka Królika – obejmie władzę w klanie.
Czy kremowa miała już wybranego zastępcę? Czy byłaby w stanie wybrać własnego syna na swoją prawą łapę? Jeśli tak, to czy zostałby nią Królicza Prawda, czy Trójoki Zając? Ciężko było stwierdzić, komu Jaskółka ufała bardziej. A może tak naprawdę nie wybierze żadnego z synów, by nikt nie podejrzewał, że któregoś z nich faworyzuje? Tego nie wiedział nawet sam Klan Gwiazdy, co przyprawiało Królika o dreszczyk ekscytacji. Czekoladowy przywódca mógł się przekręcić w każdym momencie, a wtedy życie wszystkich Klifiaków całkowicie się zmieni. Kremowy bardzo ufał swojej matce, więc zakładał, że dobrze poradzi sobie na tak wysokim stanowisku. Bez wątpienia przyniesie Klanowi Klifu chwałę i dumę, honorowo reprezentując go na zgromadzeniach.
Niedawno w klanie zmarła też jedna z wojowniczek – Pietruszkowa Błyskawica. Bursztynowooki nie znał jej zbyt dobrze. Jedyne, co o niej wiedział, to to, że była jak matka dla Przepiórczej Wichury, Kukułczego Wdzięku i Gołębiego Puchu. Jedna z tych kotek skradła serce Trójokiego Zająca, więc chcąc nie chcąc Królik musiał ją chociaż kojarzyć. Nie przepadał jednak za nią, a ona nie przepadała za nim. Mimo to kremus starał się ją tolerować, by zielonookiemu nie było przykro. Wiedział, jak wiele dla niego znaczyła Kukułka i jak długo już był w niej zakochany.
To dziwne, że ich związek jeszcze nie jest oficjalny. Najwyraźniej żadne z nich nie ma na tyle odwagi, by wyznać drugiemu miłość. A może po prostu szylkretka nie podziela uczuć pręgowanego wojownika?
Królik zdał sobie sprawę z tego, że już od jakiegoś czasu jego rozmowy z bratem ograniczały się raczej do kilku krótkich zdań. Może jednak powinni wyjść razem na spacer jak za dawnych czasów? Mogliby porozmawiać szczerze i powymieniać się nowinkami. Tęsknił za tamtymi dniami. A szczególnie za tymi sprzed ucieczki, gdy wszystko wydawało się jeszcze takie spokojne i ustatkowane. Przynajmniej w większości, bo Królik i tak od początku nie miał zbyt zwyczajnego życia…
Jego ciocia zmarła, gdy był jeszcze malutkim kociakiem. Nie pamiętał już o niej zbyt wiele, lecz gdzieś z tyłu głowy wciąż tkwiło wspomnienie chwili, gdy Pikująca Jaskółka przyszła im ogłosić, że Siewczy Letarg już do nich nie wróci. Pamiętał też, że przez pewien czas bardzo zależało mu na odkryciu prawdziwej przyczyny zniknięcia szylkretki. Jednak dni mijały, a on coraz bardziej tracił motywację, by kontynuować to śledztwo. Ostatecznie skończyło się więc na niczym.
Teraz kremowy obserwował, jak Oszroniona Łapa, Zszarzała Łapa, Trójoki Zając i Bukowa Korona wracają ze wspólnego patrolu. Te wszystkie koty… były mu tak znajome. Czuł się trochę dziwnie z faktem, że nie należał do ich treningowej “grupki”. Ale przecież był ojcem tych kociąt, a wcześniej miał za ucznia Pasterza, więc tak czy inaczej, nie mógł zostać mentorem któregoś z nich. Miał tylko nadzieję, że dobrze radzili sobie na treningach i nie sprawiali zbyt wielu problemów.
Właściwie postanowił nawet podejść do czwórki kotów i się z nimi przywitać.
— Hej, hej! — mruknął, zagradzając im drogę. — Jak było na treningu? — zwrócił się do swoich latorośli. — Czuję, że wasza ceremonia jest już tuż za rogiem! — stwierdził, uśmiechając się pokrzepiająco do Szronki i Strzępka.
Mieli już niemal dwanaście księżyców, a także zapewne niemałą wiedzę na temat walki i polowań! Oby tylko Judaszowiec nie zapomniał o tym, że wciąż ma obowiązki do wykonania – tak jak chyba zapomniał, że Strzępek mógłby zostać Postrzępioną Łapą, a nie Zszarzałą Łapą… Co będzie, jeśli kocur nie zostanie Zszarzałym Strzępkiem? Co, jeśli zostanie nazwany… Zszarzałym Nosem. Na Klan Gwiazdy! Czekoladowy naprawdę powinien już przejść do starszyzny.
— W takim razie dobrze czujesz — odezwał się Bukowa Korona, spoglądając na Króliczą Prawdę spod przymrużonych powiek. — Szkolę twojego dzieciaka bardzo starannie. Nie ma wątpliwości, że pod moim okiem stanie się najlepszym wojownikiem Klanu Klifu. Zaraz po mnie, oczywiście — kontynuował.
Kremus zaczął się zastanawiać, czy Buk bardziej wychwalał siebie, czy Zszarzałą Łapę. Z początku zdawali się nie przepadać za sobą, lecz teraz? Chyba zaczęli się dogadywać – co zresztą bursztynowookiego bardzo cieszyło.
— No pewnie… — odparł pręgowany, śmiejąc się pod nosem. — Bardzo doceniam starania każdego z was. Może uczcimy je jakimś skromnym polowaniem? Chciałbym zobaczyć, co już potrafią ci młodzi uczniowie — zaproponował, znów zwracając wzrok w stronę swoich dzieci.
— Tak, tak, to dość niecodzienny wybór — zgodził się Królik. — Ja i Oszroniona Łapa chcieliśmy pogratulować za to temu oto uczniowi. — Spojrzał na syna z taką samą dumą, jaką wcześniej obdarzył córkę. Strzępek skinął w podzięce.
— Dali ci takie imię, że nie umiem go powiedzieć — przyznała nagle Oszroniona Łapa. — Czemu, tak w ogóle...? — Tutaj spojrzała na ojca, a potem na wuja. — Czemu kotom zmieniają imiona? Moje jest takie szame... Inne, ale takie szame…
Królicza Prawda na moment jakby odciął się od rzeczywistości. W zmianie imion miał większe doświadczenie, niż mogłoby się Szronce wydawać. Niestety nie dało się wymazać tamtej fazy z istnienia, więc imię Niesforna Łapa wisiało nad kremowym kocurem jak złowrogi cień, przypominając mu o wszystkich błędach, jakie popełnił.
— Wiesz… niektórym kotom czasem zmieniają imiona przez to, że zrobiły coś złego — odparł po chwili i zamrugał kilkakrotnie, jakby odzyskiwał świadomość.
— Ale Sztrzępek nie zrobił nic złego, nie? — wypomniała mu kotka.
— Och… masz rację — mruknął wojownik, poruszając nerwowo kikutem. — W takim razie nie wiem… Może Judaszowcowa Gwiazda stwierdził, że imię Zszarzała Łapa bardziej do niego pasuje. Być może jako wojownik twój brat będzie nazywał się Zszarzałym Strzępkiem — wyjaśnił, próbując zachować spokój.
Nie będzie się przecież przyznawał do tego, że kilkanaście księżyców temu dopuścił się czegoś tak okropnego, jak ucieczka z rodzimego klanu, który był dla niego wszystkim. Nie chciał dawać Oszronionej Łapie żadnych niewłaściwych pomysłów.
Pointka zmrużyła oczy, jakby trochę podejrzliwie.
“Kiedyś im opowiem. Tak. Kiedyś na pewno…” – pomyślał Królik. Nie chciał teraz opowiadać o swoich przeżyciach, ale wiedział, że kiedyś z całą pewnością przyjdzie na to czas. Nie może tego ukrywać do końca życia, choć bardzo by chciał, żeby było to możliwe. Wolał jednak sam się przyznać, niż żeby te kocięta usłyszały o jego ucieczce od kogoś obcego.
* * *
Czy kremowa miała już wybranego zastępcę? Czy byłaby w stanie wybrać własnego syna na swoją prawą łapę? Jeśli tak, to czy zostałby nią Królicza Prawda, czy Trójoki Zając? Ciężko było stwierdzić, komu Jaskółka ufała bardziej. A może tak naprawdę nie wybierze żadnego z synów, by nikt nie podejrzewał, że któregoś z nich faworyzuje? Tego nie wiedział nawet sam Klan Gwiazdy, co przyprawiało Królika o dreszczyk ekscytacji. Czekoladowy przywódca mógł się przekręcić w każdym momencie, a wtedy życie wszystkich Klifiaków całkowicie się zmieni. Kremowy bardzo ufał swojej matce, więc zakładał, że dobrze poradzi sobie na tak wysokim stanowisku. Bez wątpienia przyniesie Klanowi Klifu chwałę i dumę, honorowo reprezentując go na zgromadzeniach.
Niedawno w klanie zmarła też jedna z wojowniczek – Pietruszkowa Błyskawica. Bursztynowooki nie znał jej zbyt dobrze. Jedyne, co o niej wiedział, to to, że była jak matka dla Przepiórczej Wichury, Kukułczego Wdzięku i Gołębiego Puchu. Jedna z tych kotek skradła serce Trójokiego Zająca, więc chcąc nie chcąc Królik musiał ją chociaż kojarzyć. Nie przepadał jednak za nią, a ona nie przepadała za nim. Mimo to kremus starał się ją tolerować, by zielonookiemu nie było przykro. Wiedział, jak wiele dla niego znaczyła Kukułka i jak długo już był w niej zakochany.
To dziwne, że ich związek jeszcze nie jest oficjalny. Najwyraźniej żadne z nich nie ma na tyle odwagi, by wyznać drugiemu miłość. A może po prostu szylkretka nie podziela uczuć pręgowanego wojownika?
Królik zdał sobie sprawę z tego, że już od jakiegoś czasu jego rozmowy z bratem ograniczały się raczej do kilku krótkich zdań. Może jednak powinni wyjść razem na spacer jak za dawnych czasów? Mogliby porozmawiać szczerze i powymieniać się nowinkami. Tęsknił za tamtymi dniami. A szczególnie za tymi sprzed ucieczki, gdy wszystko wydawało się jeszcze takie spokojne i ustatkowane. Przynajmniej w większości, bo Królik i tak od początku nie miał zbyt zwyczajnego życia…
Jego ciocia zmarła, gdy był jeszcze malutkim kociakiem. Nie pamiętał już o niej zbyt wiele, lecz gdzieś z tyłu głowy wciąż tkwiło wspomnienie chwili, gdy Pikująca Jaskółka przyszła im ogłosić, że Siewczy Letarg już do nich nie wróci. Pamiętał też, że przez pewien czas bardzo zależało mu na odkryciu prawdziwej przyczyny zniknięcia szylkretki. Jednak dni mijały, a on coraz bardziej tracił motywację, by kontynuować to śledztwo. Ostatecznie skończyło się więc na niczym.
Teraz kremowy obserwował, jak Oszroniona Łapa, Zszarzała Łapa, Trójoki Zając i Bukowa Korona wracają ze wspólnego patrolu. Te wszystkie koty… były mu tak znajome. Czuł się trochę dziwnie z faktem, że nie należał do ich treningowej “grupki”. Ale przecież był ojcem tych kociąt, a wcześniej miał za ucznia Pasterza, więc tak czy inaczej, nie mógł zostać mentorem któregoś z nich. Miał tylko nadzieję, że dobrze radzili sobie na treningach i nie sprawiali zbyt wielu problemów.
Właściwie postanowił nawet podejść do czwórki kotów i się z nimi przywitać.
— Hej, hej! — mruknął, zagradzając im drogę. — Jak było na treningu? — zwrócił się do swoich latorośli. — Czuję, że wasza ceremonia jest już tuż za rogiem! — stwierdził, uśmiechając się pokrzepiająco do Szronki i Strzępka.
Mieli już niemal dwanaście księżyców, a także zapewne niemałą wiedzę na temat walki i polowań! Oby tylko Judaszowiec nie zapomniał o tym, że wciąż ma obowiązki do wykonania – tak jak chyba zapomniał, że Strzępek mógłby zostać Postrzępioną Łapą, a nie Zszarzałą Łapą… Co będzie, jeśli kocur nie zostanie Zszarzałym Strzępkiem? Co, jeśli zostanie nazwany… Zszarzałym Nosem. Na Klan Gwiazdy! Czekoladowy naprawdę powinien już przejść do starszyzny.
— W takim razie dobrze czujesz — odezwał się Bukowa Korona, spoglądając na Króliczą Prawdę spod przymrużonych powiek. — Szkolę twojego dzieciaka bardzo starannie. Nie ma wątpliwości, że pod moim okiem stanie się najlepszym wojownikiem Klanu Klifu. Zaraz po mnie, oczywiście — kontynuował.
Kremus zaczął się zastanawiać, czy Buk bardziej wychwalał siebie, czy Zszarzałą Łapę. Z początku zdawali się nie przepadać za sobą, lecz teraz? Chyba zaczęli się dogadywać – co zresztą bursztynowookiego bardzo cieszyło.
— No pewnie… — odparł pręgowany, śmiejąc się pod nosem. — Bardzo doceniam starania każdego z was. Może uczcimy je jakimś skromnym polowaniem? Chciałbym zobaczyć, co już potrafią ci młodzi uczniowie — zaproponował, znów zwracając wzrok w stronę swoich dzieci.
<Córko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz