BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diament x Ametyst. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diament x Ametyst. Pokaż wszystkie posty

19 marca 2024

Od Diamenta CD. Ametysta

Wracał wraz ze swoim bratem do piwnicy. Nie miał pomysłu, jak zacząć rozmowę, niebieski chyba też nie, bo szli w milczeniu. Nie podobało się to długowłosemu, jednak nie marudził. Ametyst narzucił szybkie tempo, więc już po chwili dotarli do piwnicy no i...rozpoczęli zabawę!
- Łap! - zawołał Diament, chwytając pazurami swoją piłeczkę i podnosząc ją, jakby przygotowywał się do rzutu. W rzeczywistości to była zmyłka, bo potem błyskawicznie opadł na cztery łapy i poturlał zabawkę po podłodze. Grzechot dzwonka zwrócił uwagę Skowronek i Śmiecia rozmawiających cichym głosem w głębi pomieszczenia.
- O ty... - odparł Ametyst, gdy nie udało mu się złapać zabawki. Zawiesił się na chwilę, jakby szukając odpowiedniego wyzwiska. - Ty szczurze! - zawołał oczywiście w żarcie. Za bardzo się kochali i lubili, aby się kłócić na poważnie.
- Haha! - krzyknął czarny kocur z satysfakcją i rzucił się na brata w udawanej bitwie. Był większy i masywniejszy, ponieważ sylwetka niebieskiego była całkiem drobna. Dlatego pod ciężarem Diamenta Ametyst przewrócił się na podłogę, jednak nic mu się nie stało. Lekko kopał brata po brzuchu tylnymi łapami. Oboje piszczeli z uciechy, tak jakby wciąż byli małymi kociakami.
***
Coś go dźgało w bok. Słyszał słowa swojego brata, a przecież był sam na polanie, jedynie królik był obok. Otworzył lepkie oczy i ziewnął przeciągle, ale cicho. Zobaczył swojego brata stojącego obok i chwilę mu zajęło zrozumienie, iż niebieski go obudził.
- Diamencie, na kamienie. Ile będziesz jeszcze spał? - syknął Ametyst zniecierpliwiony i szturchnął go łapą mocniej. Kończyna wbiła mu się w żebra, przez co czarny kocur wydał z siebie ciche westchnięcie.
- Już już, Amek! - zawołał szeptem poirytowany. - Nie śpię, o co chodzi? - spytał, podnosząc się z wciąż ciepłego posłania. Przeciągnął się, aż mu coś strzyknęło w barku i zabrał się za poranną toaletę. Szybko przesunął językiem po każdej części futra.
- Mieliśmy pójść do Dukata, nie pamiętasz? - przypomniał niebieski, siadając na podłodze piwnicy i patrząc, jak Diament się czyści. Nie próbował go pospieszać, wiedział pewnie, że to i tak nic nie da. No i słusznie! Przecież higiena osobista była bardzo ważna.
- A gdzie ty się tak śpieszysz? - spytał czarny kocur, chwytając w zęby swoją piłeczkę i truchtając wraz z bratem do portu, gdzie mieszkał ich piesio. - Przecież mamy jeszcze dużo czasu. Spójrz, nawet słońce nie weszło do końca. - miauknął, wskazując pyskiem linię, gdzie niebo łączyło się z ziemią.
- Na trening, oczywiście! - wyjaśnił Ametyst, nie odwracając się, jakby nie raczył spojrzeć na swojego kochanego braciszka. Diament zmarszczył brwi, wciąż nie rozumiejąc, czemu niebieski jest tak podenerwowany. - Przecież wiesz, że zabawa ze Strzyżykiem… czy tam Dukatem, dużo nam zajmie. Chcę z nim porządnie pobiegać! - w tym momencie spojrzał na czarnego kocura z pobłażaniem, czy czymś takim.
- No, jasne! Też zamierzałem to zrobić, przecież dbam o Dukata! - prychnął Diament lekko niezadowolony, że w ogóle niebieski sobie coś takiego pomyślał.
***
Porządnie się rano nabiegał z psem, a potem do tego jeszcze ze swoją zabawką, tak więc poszedł na trening już rozgrzany. Spotkało go spore rozczarowanie, gdy usłyszał, że dzisiaj będą się uczyć o ziołach. Westchnął z irytacją. Nie widział w siebie dobrego uzdrowiciela, nie mógł się skupić i ciągle zapominał nazwy i właściwości roślin. A gdy Jeżyk do tego powiedziała, iż będzie musiał jej pomóc w leczeniu kota, a dokładniej Cynii, zaczął się jeszcze bardziej stresować. Bał się, że zrobi coś źle i przez to chora kotka ucierpi. Lubił ją, nie chciał, aby stała jej się krzywda. Obwąchał ostrożnie ranę kotki po ugryzieniu kleszcza, podobno wdała się w nią infekcja.
- Diamencie, podaj proszę liście dębu i trybulę! - poprosiła Jeżyk, podchodząc do swojego dziecka i nakładając na rankę jakiś dziwny okład. Kocur przyjrzał się uważnie wszystkim ziołom, które były w szopie. Wiedział, jak wyglądają liście dębu, dużo czasu spędzał na tych drzewach, ponieważ były świetne do wspinaczki. Wziął też jakiekolwiek inne zioła, mając nadzieję, że to trybula.
- Proszę. - powiedział, kładąc przed mentorką to, co przyniósł. Szylkretowa kotka wzięła liście dębu, ale odmówiła drugiego zioła, mówiąc, że to szczaw. Poszła do kupek ziół i wybrała odpowiednie, pokazując je Diamentowi.
- To jest trybula, zapamiętaj. A, no i powiedz przy okazji, jakie ma właściwości. - znieruchomiał na chwilę, próbując odgrzebać informacje, które miał gdzieś z tyłu mózgu.
- Pomaga na… infekcje i… rany! - strzelił, uśmiechając się tak jakby, to od dawna wiedział. Niestety spotkał się z rozczarowaniem.
- I na ból brzucha. - odparła Jeżyk. Cynia już miała nałożone na ranę wszystkie potrzebne okłady, więc mógł się do niej ładnie uśmiechnąć i powiedzieć, że na pewno wkrótce wyzdrowieje i że ma nadzieję, iż tym razem kleszcze będą się trzymać z dala od jej pięknego futerka. Oczywiście to zrobił.
***
- Amek! Wyzywam cię na pojedynek! – zawołał Diament, wracając do piwnicy i podbiegając do brata. W głowie już miał pomysł, miał tylko nadzieję, że wygra zawody z bratem, jeśli ten w ogóle będzie chciał wziąć w nich udział. - Pierwsza konkurencja to walka, druga polowanie, trzecia będzie dotyczyć medycyny. Jeżyk i Skowronek będą sędziowały, a ten kto przegra… - przerwał na moment, aby była chwila napięcia. - Będzie musiał zrobić nowe, mięciutkie posłanie drugiemu kotu! Czyli na przykład ja tobie albo ty mi, w zależności od tego, kto wygra. Co ty na to? - uśmiechnął się zadowolony ze swojego pomysłu.
Wyleczeni: Cynia
<Amek?>
[trening. Med. 842 słowa]
17%

10 marca 2024

Od Ametysta CD. Diamenta

 Był przygnębiony. Czuł się okropnie.
- Nigdzie nie idę. - syknął. Uciekł do stodoły i wspiął się na deski, które były na górze. Zamknął oczy i zaczął płakać. Diament zapewne odwrócił się za nim. Możliwe, że zacznie go szukać. Jego brat czasami nie rozumiał, że Amek potrzebuje pobyć przez chwilę sam. Łzy leciały i leciały. Bardzo mu zależało. Tak bardzo… We wszystkich snach, marzeniach wyobrażali sobie, że go znajdują. Że przyprowadzają go do domu i Błotniste Ziele nareszcie przestaje być taka smutna, taka słaba. Właśnie usłyszał jej głos. Widział ją z góry, wchodziła do stodoły. Pewnie znowu gada do siebie. Jego brat też tu wszedł. Widział z góry Diamenta, ale on nie widział jego. Nie wiedział o jego sekretnej kryjówce. Żaden kot nie mógł go to zobaczyć, chyba że spojrzy w górę, a Ametyst będzie w tym momencie wychylony. Diament nie patrzył w jego stronę. Rozmawiał o czymś z Skowronek, a potem wyszli z ogrodu. Kotka chyba rozumiała, w przeciwieństwie do jego brata, że Ametyst potrzebuje chwilę pobyć sam. Wrócił do swojego gniazdka. Miał tu trochę siana i słomy. Skulił się, a ze smutku zakrył pyszczek łapą. Tak mu było wstyd, tak był zrozpaczony… Normalnie by pomyślał „Chcę do domu”. Tylko, że właśnie był w domu. Wiedział kto mu może zawsze poprawić humor. Cynamonka. Nie wiedział, czy dwunożni są w domu, nie obchodziło go to. Po belkach wyszedł na dach, a stamtąd zeskoczył na słomę i następnie na ziemię. Upewnił się, czy aby na pewno nikt nie patrzy i skierował się w stronę domu dwunożnych. Wszedł przez kocie drzwiczki i rozejrzał się za Cynamonką. Jej zapach był mocny, dwunożnych niestety też. Nagle ją zauważył.
- Cynamonko! - zawołał i podbiegł. Kotka otworzyła szerzej oczy.
- Amek! Co ty tu robisz? Dwunożni są w domu! - zawołała.
- Musiałem się z tobą zobaczyć! - pisnął.
- Nieważne. Chodź za mną. - powiedziała i razem poszli na tył stodoły. Wtedy zrobiło mu się głupio. Bo co ma powiedzieć? Że przyszedł, bo… zatęsknił za nią? Chciał, żeby dodała mu otuchy?
- Nie znaleźliśmy Fiołka i pomyślałem, że… no… ten tego. - wyjąkał. Cynamonka na szczęście chyba go zrozumiała, bo podeszła bliżej. Jej zapach był kojący. Jej mruczenie uspokajające, a ciepło jej ciała ogrzewało Ametysta.
- Pamiętaj, że to nie była twoja wina. - powiedziała cicho. Nie wiedział, czy nie powiedziała niczego więcej celowo, czy dlatego, że nie wiedziała co powiedzieć, ale obstawiał to drugie. No bo co miała powiedzieć? Nie przejmuj się? Nie mógł się nie przejmować własnym bratem! Do głowy przyszło mu jeszcze kilka pomysłów, ale wszystkie brzmiały idiotycznie. Obecność cioci pomogła, bo po chwili zrobiło mu się lepiej.
- Dziękuję. - szepnął. Patrzył na odchodzącą kotkę. Odwrócił się i zobaczył Diamenta. Prawie na niego wpadł.
- Uch cześć. - miauknął niezręcznie. Było mu trochę głupio, że nie poszedł z nim na trening.
- Hej! Chcesz się ze mną pobawić piłeczką? - zapytał. Ametyst westchnął. Wiedział, że brat próbuje zrobić wszystko, aby zapomniał o Fiołku, ale tak się po prostu nie dało.
- Później Diamek. - mruknął. - Nie mam teraz ochoty. - powiedział i odszedł. Nie był zły na brata, po prostu… Był zły na siebie. Nie mógł teraz wrócić do sekretnej kryjówki, bo Błotniste Ziele była obok, a nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział o jego domku. Nie mógł też pójść do Cynamonki, bo przed chwilą z nią rozmawiał! Nie może już niestety chodzić do niej z każdym zmartwieniem jak to miał w zwyczaju jako kociak. Poszedł więc na tył stodoły i usiadł, nie bardzo wiedząc, co z sobą począć. Zamknął oczy. Ogarnęło go zmęczenie, mimo że nie było jeszcze nocy. Poczuł, że sen przypływa szybko, bardzo szybko… Po chwili odpłynął w krainę snu.

*****

Od wyprawy poszukiwawczej minęło wiele czasu. Jego psychika się zdecydowanie poprawiała. Nie radził sobie jednak w nauce, nie tak jak Jerzyk.
- Przeskocz na tamtą gałąź! - zawołała jego mentorka. Amek spiął mięśnie i wyskoczył w powietrze pazurami zahaczając o gałąź. Wymachiwał ogonem starając się utrzymać równowagę. Wdrapał się na gałąź dysząc ciężko. Odetchnął z ulgą, kiedy przeskoczył na następną gałąź. Diament był o jedną nad nim.
- Nauczę się fruwaaać!!! - wrzasnął strasząc ptaki.
- Wystraszyłeś wszystkie ptaki. - westchnęła Skowronek.
- O nie! Wracajcie! Miałyście nauczyć mnie latać!!! Nie będę was będę łapał! Chcę się z wami zaprzyjaźnić! Może wtedy nauczycie mnie latać. Proszę! - zawołał. Ametyst prawie spadł z drzewa. CO?!? To już przesada. Co mu strzeliło do głowy? Po chwili jednak uśmiechnął się. To była cały Diament. Chciał osiągnąć niemożliwego i wierzył w to co robił. Kochał go całym serduszkiem, ale miał nadzieję, że nic sobie nie zrobi przez swoje marzenie. Oczywiście super jest mieć marzenia, ale jeśli nie uda się ich spełnić… Ametyst nie chciał, aby jego brat przeżywał to co on kilka księżyców temu. Fiołek… Nie znaleźli go.  Potrząsnął głową. Nie czas teraz na takie myśli. Spojrzał znów na Diamenta. Wyglądał, jakby chciał skoczyć za tymi ptakami. Nagle Diament wyskoczył w powietrze i zamachał rozpaczliwie wszystkimi czterema łapami i ogonem. No cóż, nie poleciał zbyt wysoko. Ametyst i Skowronek wytrzeszczyli oczy. Amek zgrabnie i zadziwiająco szybko zaskoczył na ziemię i patrzył na srebrnego kocura, który spadał zahaczając o gałęzie drzew. Skowronek zamknęła oczy, a Ametyst nie mógł zrobić tego samego. Musiał widzieć brata. Po chwili ten wylądował przed jego łapami.
- Ptasi móżdżku! - syknęła Skowronek. - Mogłeś sobie coś zrobić! - machnęła ogonem ze złością.
- Ptasi Móżdżek? Dzięki! Ptaki mają bardzo pojemny mózg, gdyż nauczyły się latać. Nie martw się o mnie, następnym razem mi się uda! - zawołała podekscytowany. Ametyst otarł się bokiem o jego bok.
- Nie masz skrzydeł głuptasie. Nie nakręcaj się zbyt bardzo. - ostrzegł go, chcąc uchronić brata przed cierpieniem.
- Może jeśli będę wystarczająco długo ćwiczył, to mi wyrosną! - zawołał i nie przejmując się niczym uniósł ogon w geście zadowolenia. Skowronek wyglądała, jakby miała ochotę zdzielić Diamenta łapą po pysku, ale się nie odezwała.
- Po twojej minie wnioskuję, że już wracamy? - zapytał Amek. Skowronek ponuro pokiwała głową.
- Tak, lepiej wracajmy. - westchnęła. Szli w milczeniu. Ametyst wypatrzył mysz skubiącą coś w trawie.
- Gotowy? - zapytał się Diamenta.
- Zawsze. - odparł. Zaczął obchodzić mysz powoli. Ametyst wiedział, co chce zrobić. Wtedy Diament zaczął biec z impetem wykrzykując randomowe słowa mające na celu odstraszyć mysz.
- Potwór! Dwunożni! Wielkie straszne borsuki! - krzyczał, a przerażona mysz wbiegła prosto w łapy Ametysta, który skręcił jej kark szybkim ruchem szczęk.
- Dobrze się spisałeś. - powiedział. - Może po powrocie pobawimy się naszymi ulubionymi piłeczkami? - zapytał Ametyst biorąc mysz. Nie musiał patrzeć na swojego brata, żeby znać jego odpowiedź. Brzmiała ona: tak. Wrócili do stodoły nie rozmawiając już.

[1052 słów]
21%

<Diamencie?>

04 października 2023

Od Diamentu CD. Ametystu

 Stał wraz z Ametystem naprzeciwko grupie nieznanych mu, nie do końca dobrze nastawionych kotów i czekał, aż zdecydują, co zrobić. Z podekscytowania i zniecierpliwienia nie mógł ustać w miejscu, dlatego dreptał w przeróżne strony. W końcu grupa kotów podeszła do jego braciszka. Szybko do nich dołączył.
- Znajdźcie mamę. Poczekamy tutaj. Przyprowadźcie ją. Chcemy z nią porozmawiać, potem zdecydujemy, co robić. – powiedziała ta szaro-biała pręgowana kotka, która, jeśli dobrze pamiętał, nazywała się Księżycowy Blask. Diament, o ile to możliwe, stał się jeszcze bardziej podekscytowany i wesoły. Ametyst odwrócił się do niego z wielkim uśmiechem na twarzy. Też był szczęśliwy.
- To co, idziemy? – zapytał, chociaż odpowiedź na to pytanie była chyba oczywista.
- Oczywiście, że tak! – zawołał Diament i ruszył przed siebie z Ametystem za ogonem.
***
Błotniste Ziele, potykając się o wszystko, co leżało na ich drodze, poprowadzona przez dwójkę braci, doszła do tej grupy nieznanych kotów. Księżycowy Blask zmierzyła ją wzrokiem od łap do czubka głowy. Chyba ich mama nie zrobiła na niej zbyt dużego wrażenia. Pewnie nic dziwnego, ponieważ jej futro było brudne, zakurzone, a pomiędzy włoskami sierści znajdowały się kawałki liści i patyków.
- To nasza mama. – powiedział Amek, wskazując ogonem na kotkę.
- Zdecydowaliście już, co zrobić? – miauknął nagląco Diament, chcąc już spotkać zagubionego brata i wreszcie go poznać. Księżycowy Blask i reszta kotów znowu się wycofali, żeby naradzić. Po chwili czekania podeszli do zniecierpliwionej rodziny.
- Nie wiemy, gdzie znajduje się wasz brat. – powiedziała Księżycowy Blask. – Przykro nam. – Diament spróbował powstrzymać swoją sierść, która automatycznie się podniosła.
„Jak to nie wiedzą?” – pomyślał wściekły. – „W takim razie, czemu nie powiedzieli nam tego od razu?”
- Ale… - zaczął Ametyst, lecz grupa kotów już odeszła. Niebieski kocurek już miał pobiec za nimi, gdy Księżycowy Blask się odwróciła.
- Nawet nie próbuj za nami iść. – syknęła. Amek spojrzał bezradnie na Diamenta.
- Chyba nie mamy nic innego do zrobienia, jak sobie pójść. – miauknął w końcu Diament i z opuszczonym ogonem skierował się w stronę Drogi Grzmotu.
- Nie! Przecież byliśmy tak blisko! Nie możemy tego tak zostawić! – zawołał Ametyst. Pewnie nie spodziewał się, że to się tak skończy.
- Jeśli te koty wiedziały, gdzie się znajduje nasz brat, nie chciały najwyraźniej nam tego powiedzieć. A nie damy rady ich przekonać. Byli zbyt pewni siebie. – odrzekł Diament ze smutkiem.
***
- Błotniste Ziele myślało, że go znajdziecie. – szlochała ich matka. Każdy był przygnębiony po tej nieudanej wyprawie.
- Chodź, pójdziesz z nami na trening. – Skowronek, jego tymczasowa mentorka podeszła do niego wraz z Ametystem.
- Przykro mi, że nie znaleźliśmy go. – powiedział cicho Diament do brata, idąc za szylkretową kotką.

<Ametyście?>
[419 słów]
[Przyznano 8%]

17 września 2023

Od Ametysta CD. Diamenta

 *wyprawa poszukiwawcza*

Kompletnie nie wiedział co robić. W którą stronę iść. Gdzie szukać. Wszędzie były dźwięki, zapachy, przyprawiające go o ból głowy. Starali się unikać dwunożnych. Skowronek prowadziła, z jej prawego boku szła Krokus, a z lewego Sroka. Trójka ich rodzeństwa szła w środku. Amek przy Krokus, Diament po środku, a Bazalt obok Błotnistego Ziela. Pochód zamykali Sroka i Nico. Jak dobrze mieć ich wszystkich przy sobie! Pamiętał, kiedy miał dwa księżyce i chciał szukać samodzielnie brata. Ostatecznie nie wzięli worków. Byłoby to głupie. Ciężko byłoby im to nieść i w dodatku inni pytaliby się skąd i po co to im. Oczywiście cały ten pochód również nie był potrzebny. Wystarczyłaby tylko Skowronek. Przecież idą tylko do jednego miejsca i z powrotem! Nikt nie wiedział o tym, że się oddzielą. On sam nie był już tego taki pewien, jak kiedyś. Był już starszy, bardziej świadomy zagrożeń w tym świecie. Wiedział, że oddzielenie się od grupy może być równoznaczne z śmiercią. Nie chciał umierać. Najpierw musiał znaleźć Fiołka.  Za każdym razem, kiedy myślał o tym, że przygarnęła go inna kocia rodzina serce pękało mu na pół. Może ma inne imię, innych braci, inną mamę. I bardzo ich kocha. A jeśli… nie będzie chciał do nich wrócić? Skowronek szła uśmiechnięta, ale widać było, że udaje. Nie wierzyła w to, że im się uda. Sroka wyglądała, jakby chciała pójść tam i z powrotem i jak najszybciej mieć to z głowy. Na pysku Krokus nie dostrzegał żadnych emocji.  Błotniste Ziele miała oczy mokre od łez i chyba jeszcze bardziej niż on chciała go odnaleźć. Będzie mu u nas dobrze. Szybko się przyzwyczai i stanie członkiem rodziny. Już jest członkiem rodziny! Tylko jest… gdzie indziej. Szli aż w nieznośnej ciszy, którą przerywało jedynie od czasu do czasu pociąganie nosem matki. Diament też wydawał się zgaszony. Szedł cicho nie zwracając na siebie większej uwagi. Amek próbował przyciągnąć na siebie jego wzrok, ale brat nawet na niego nie patrzył. Wyobrażał sobie, że od razu się poznają, wrócą do domu i po pewnym czasie każdy zapomni, że go nie było. Doszli do lasu.
- No cóż, niedługo dojdziemy. - powiedziała Skowronek. W jej głosie nie słychać było radości ani ekscytacji, jedynie zmartwienie. Usłyszał szmer z tyłu. Wykręcił uszy jak mógł i usłyszał:
- Przecież go nie znajdziemy.  - szeptał Nico.
- Wiem. Trzeba tylko wymyślić jak powiedzieć to temu małemu. Nie potrafi wziąć się w garść. - odpowiedziała ledwo dosłyszalnie Sroka.
- Będzie mu bardzo przykro. Przez całe dzieciństwo o tym marzy. - mruknął kocur z niezadowoleniem.
- Trochę go rozumiem. Błotniste Ziele nie pomaga. Ale też powinien nauczyć się ponosić straty. - kotka prychnęła. - Przecież to oczywiste, co teraz zajdzie. Powinien wykazać się rozumem i nie marnować nam wszystkim czasu. - kotka prychnęła. Ametyst przestał ich słuchać. Ta wymiana zdań sprawiała mu ból. Muszą go przecież znaleźć! Muszą… W tym momencie doszła do niego prawda. Jego kocięcy umysł nie przyjmował tej informacji. On już nie żył. Umarł jeszcze tego samego dnia, którego się urodził. Z zimna, głodu, może coś go zjadło. Łzy zebrały mu się do oczu. Miał ochotę się teraz do kogoś przytulić, ale Skowronek była zajęta, a Diament akurat się oddalił. No trudno. Dobiegły go leśne zapachy. Drzewa szumiały, a po podszyciu biegały myszy. To poprawiło humor kocurkowi. Przyśpieszyli tempa. Skowronek się zatrzymała.
- Czy to tutaj, Błotniste Ziele? - zapytała.
- Tak się  wydaje Błotnistemu Zielu. - odparła drżącym głosem. Wydaje jej się?! Wydaje?! Niech się lepiej zastanowi! To jest poważna sytuacja! Chwile stali w milczeniu.
- I co teraz? - zapytała Sroka zniecierpliwionym głosem. Amek nie znał odpowiedzi na to pytanie. Jego małe łapki poczęły się trzęść. Wiedział już, ze go nie znajdą. Nigdy. Oczy mu łzawiły, ale próbował powstrzymywać łzy. Zdawało mu się, że Skowronek poczuła się niezręcznie. Błotniste Ziele wybuchnęła płaczem.
- Teraz chyba wracamy do domu. - miauknął ochryple. Nie miał już na nic siły.
- Jeśli to ci pomoże, to możemy się rozejrzeć dookoła. - zaproponował Diament pogodnie. Amek pokiwał głową. Ale co to da? Ruszył prosto przed siebie. Reszta nie próbowała go powstrzymać. Towarzyszył mu Diament, a oni po prostu szli po lesie.
- Przepraszam cię. - miauknął Ametyst. - Nie powinniśmy tu przychodzić. - powiedział.
- Nie mów tak! Może jeszcze go znajdziemy. - powiedział z nutką nadziei.
- Oboje wiemy, że nie. - odburknął. Znowu nastała nieznośna cisza. Wtedy Diament zapytał:
- Czekaj… wiesz gdzie jesteśmy? - machnął nerwowo ogonem. Usłyszeli ryk potwora. Amek się wzdrygnął.
- Nie… - zaczęli na próżno biegać dookoła i nawoływać rodzinę, aż zobaczyli drogę grzmotu.
- Co robimy? - zapytał Diament. Amek jęknął.
- Przypomniało mi się, że ktoś mi kiedyś mówił, że jeśli się zgubię, to mam zostać na miejscu… Reszta wytropi nas z naszych zapachów. - powiedział.
- Nie potrzebnie tyle kluczyliśmy. Ale teraz poczekamy. - stwierdził Diament. Usiedli obok siebie obserwując z daleka drogę grzmotu. Po jakimś czasie dostrzegli sylwetki kotów za nią.
- Patrz! - szepnął Amek.
- Chodźmy do nich! Może wiedzą coś o naszym bracie! - zawołał Diament i nie czekając na nic pobiegł przez drogę grzmotu.
- Czekaj! - krzyknął i pobiegł za nim. Przekroczyli ścieżkę potworów. Nie mógł już powstrzymać brata. Podbiegł do kotów z wesołym uśmiechem. Amek dogonił go i się zatrzymał. Koty były dziwne. Wychudzone, o wrogim spojrzeniu. Niebieska kotka wyszczerzyła kły.
- Co wy tu robicie? Kim jesteście? - zapytała.
- Księżycowy Blasku, przestań. To tylko kocięta. - odpowiedział ktoś jej.
- Nieprawda! Już się szkolimy! - zaprotestował Diament.
- Szukamy brata. - dopowiedział Amek.
- No to tu raczej go nie znajdziecie. To terytorium Klanu Klifu. Przepędzamy wszystkich intruzów. - powiedziała wrogo. Kocurkowi oklapły uszy.
- Prosimy! To dla nas bardzo ważne. Musimy to zrobić dla mamy. - szepnął. Kotka prychnęła.
- Kim jest wasza mama? Czemu jej tu nie ma z wami? - zapytała.
- Eee… zgubiliśmy się. Ale to bez znaczenia. Nasz brat jest liliowo biały, pręgowany. Znacie kogoś takiego? Mama zostawiła go z kwiatkiem. - powiedział. Kotka drgnęła, a  w jej oczach pojawił się niepokój. Przez chwilę stała w bezruchu. Inne koty towarzyszące  jej wymieniły się spojrzeniami.
- Jak to zostawiła? W jakim sensie? - zapytała z nutą wahania.
- Kiedy się urodziliśmy, brat wypadł jej w pyska. Niosła nas do bezpiecznej kryjówki. Była zmęczona porodem. Kiedy to zauważyła, wróciła się, ale go już nie było. - wyjaśnił. Księżycowy Blask zrobiła ..kilka kroków w tył i naradziła się z innymi kotami. Czekali. W końcu postąpiła dwa kroki do przodu.
- Znajdźcie mamę. Poczekamy tutaj. Przyprowadźcie ją. Chcemy z nią porozmawiać, potem zdecydujemy co robić. - powiedziała. To mogło nic nie znaczyć, ale Ametyst nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu.
- To co, idziemy? - zapytał Diamenta.

[1038 słów}
<Diamencie?>
[Przyznano 21%]

31 sierpnia 2023

Od Diamenta CD. Ametysta

 - Zbieramy koty. Jutro o świcie wyruszamy, aby odnaleźć fiołka. - oznajmił stanowczo Amek. Diament strzepnął ogonem poirytowany. Czemu jego brat tak nim pomiatał? Po co w ogóle wymyślił coś takiego, jak przywódca, zastępca i takie tam inne rzeczy. Przecież to tylko wyprawa! Nie mogli decydować wspólnie? A Ametyst, mały kociak, chciał rządzić całymi poszukiwaniami. Przecież to Diament zaproponował wyprawę! No, może to była też zasługa Ametysta.
Ale i tak nie ma prawa mną rządzić! - pomyślał srebrny kocurek, ale nic nie powiedział, tylko posłusznie pokiwał głową i odszedł do szopy.
- Skowronek, jutro o świcie wyruszamy! - miauknął Diament, podbiegając do szylkretowej kotki.
- Tak wcześnie? - zdziwiła się.
- A czemu nie? - srebrny kocurek wzruszył ramionami i dodał: - Amek tak powiedział.
- No dobrze. - Skowrobek nie wyglądała na przekonaną, ale nic nie powiedziała. Diament uśmiechnął się na pożegnanie i podbiegł do Jeżyk.
- Jutro o świcie wyruszamy na poszukiwania naszego braciszka. - miauknął stanowczo i nie czekając na odpowiedź, dodał: - Idziemy na trening?
***
Polował ze swoją mentorką w mieście. Ale nie mógł powiedzieć, że szło mu dobrze. Wszystkie ptaki odlatywały, zanim zdążył do nich dotrzeć. Jeżyk mówiła, że za głośno się skrada. Diament nie mógł się doczekać polowania na króliki. Do nich nie trzeba było się skradać, trzeba było biegać! A on bardzo szybko biegał. Jak błyskawica. Tak o sobie mówił, że biega szybko jak błyskawica. Ułożył się na posłaniu, przytulił do swojej piłeczki i szybko zasnął. A śnił o dziwo,o czymś innym, niż zabawa. Śnił o wyprawie, jednak ciągle słyszał brzęczenie swojej piłeczki. Rano obudził się wyspany, przeciągnął się i ziewnął. Poczuł, że ktoś go mocno szturcha łapą.
- No już! - rozpoznał głos Ametysta. - Idziemy! Zapomniałeś? Już świta! - najwyraźniej śpieszno mu było odnaleźć brata i był nieco podenerwowany.
- Dobra, już dobra. - mruknął kociak i wstał. - Nie wyskakuj z futra.
- Chodź.
- Co!? - Diament wyprostował się. - Taki brudny? Moje futerko jest zmierzwione!
- Diamencie. - głos Ametysta był surowy i brzmiał, jakby kociak nie chciał sprzeciwu.
- No dobra. - warknął srebrny kocurek i ruszył za resztą, co chwila niemal się nie wywracając przez wylizywanie się w trakcie chodzenia.
- Pójdziemy najpierw do miejsca, w którym Błotniste Ziele urodziła. - oznajmił Amek i wyszedł z ogrodu.
< Ametyście?> 

22 sierpnia 2023

Od Ametysta CD. Diamenta

Nie mógł ćwiczyć z Diamentem, bo przyszła Jeżyk i go zabrała. Szkoda. Skowronek zaprowadziła go do jakiejś wąskiej uliczki bez Drogi Grzmotu. Nikogo oprócz nich tam nie było, więc zaczęli ćwiczyć.

***

Pamiętał o wszystkim. A przynajmniej tak mu się zdawało. Wiedział, że nie może się pomylić. Skowronek patrzyła się a niego czujnymi oczami. Jeśli zrobi to dobrze, kotka nareszcie zabierze go do lasu. Tam będzie polować na leśne zwierzęta. Nie mógł się tego doczekać. Wprawdzie tu też były czasami myszy, a ptaki były prawie wszędzie. Nigdy jeszcze nie widział prawdziwego zająca, nigdy nie upolował wiewiórki. Nie szorował brzuchem o ziemię, oraz nie unosił wysoko ogona. Gdyby był w lesie, mógłby się skryć w trawie! Tutaj miał dostępne tylko śmietniki. Wszystko byłoby lepsze w lesie. Zastanawiał się, czy Kamienna Sekta nie mogłaby się tam przenieść. Byłoby wszystkim łatwiej! Brak potworów, dwunożnych, psów, brak nieprzyjemnego podłoża i ewentualnych zagrożeń. Kiedy tak skradał się do zwierzyny, usłyszeli hałas. Głośne burki i tupanie dwunożnych. Amek strzepnął ogonem z irytacją. Jego mysz uciekła. Czy naprawdę dwunożni musieli psuć tak ważną dla niego chwilę? Wtedy usłyszeli coś jeszcze. Szczekanie. Psy! Serce zadudniło mu w piersi. Wytrzeszczył oczy. Nigdy nie widział jeszcze takiego stworzenia, ale mówiono mu, że jest niebezpieczne. Skowronek dała mu znać i pomogła mu zachować równowagę kiedy wchodzili na drzewo. Miał wrażenie, że zaraz spadnie. Zaczepił pazurami o korę. Tylko dzięki łagodnemu popchnięciu Skowronek wspinał się dalej. Kotka ulokowała go między pniem a sobą, więc nie mógł spać. Przycisnęła się do jego futra, aby dodać mu otuchy.
- Już dobrze. - szepnęła mu do ucha. Srebrny gwałtownie wypuścił powietrze, kiedy psy przechodziły pod nimi. Jeden spojrzał w górę, jednak dwunożny go odciągnął. Amek poczuł ulgę, kiedy się oddalali. Cieszył się, że nikomu nic się nie stało. Z pomocą mentorki zeskoczył na ziemię.

***

- Trzeba cię nauczyć wspinaczki na drzewa. - stwierdziła Skowronek. Amek pokiwał głową ze zrozumieniem. To oczywiste. To ważna i potrzebna umiejętność, w razie takich sytuacji, jak z tymi psami. I może już mnie przygotowuje do pójścia do lasu… Skupił się i podążał za jej wskazówkami. Pazury wczepione głęboko, ogon balansujący. Nie patrzył w dół. Nie minęła chwila, kiedy doszedł do pierwszej gałęzi, która była stosunkowo niska. Popatrzył się triumfalnie na swoją mentorkę. Nie było tak źle, jak się spodziewał. Było dobrze.

***

Wiedział, że to już czas. A raczej czuł. Tęsknił za bratem tak, że odczuwał fizyczny ból, a przecież nawet go nie znał. Zawołał Diamenta.
- Zbieramy koty. Jutro o świcie wyruszamy, aby znaleźć Fiołka. - rozkazał.



[410 słów]

<Diamencie?>

[Przyznano 8%]

06 sierpnia 2023

Od Diamenta CD. Ametysta

- Jutro rano coś Ci pokażę. - powiedział Amek. Wrócili do Błotnistego Ziela, ułożyli się na posłaniu, zwinęli w kulki i szybko zasnęli.
***
Kociak ziewnął, wyciągnął się i zaczął czyścić futerko. Jego brat siedział obok niego i ciągle go pośpieszał.
- No chodź, muszę Ci coś pokazać. - miauknął, zapewne nieco poirytowany i sfrustrowany. Srebrny kocurek podniósł ogon, na znak, że Ametyst musi jeszcze trochę poczekać.
- Zobacz, mam brudek między pazurkami. - poskarżył się braciszkowi. Ten spojrzał na niego i wziął głęboki wdech.
- No chodź, potem się umyjesz. - miauknął, a Diament niechętnie wstał i powlókł się za drugim kociakiem. Ametyst wybiegł do ogrodu, podbiegł do płotu i zaczął chodzić w tę i z powrotem. Srebrny kocurek zdumiony obserwował pracę drugiego kociaka.
- Co robisz? - spytał w końcu bardzo zaciekawiony.
- Znalazłem! - pochwalił się Ametyst, zamiast odpowiedzieć na pytanie Diamenta i przywołał do siebie braciszka zadowolony. Kociak zobaczył dziurę w płocie. Zaciekawiony od razu wyślizgnął się z ogrodu i rozejrzał się, robiąc wielkie oczy z zachwytu.
- Łał… Chodź, Amek. Tu jest cudownie. - zawołał, lecz jego braciszek szybko nakazał mu zachować ciszę, następnie dołączył do niego po drugiej stronie płotu.
- Możemy się szybko rozejrzeć, ale nie odchodźmy zbyt daleko. - polecił Ametyst i zaraz dodał niezbyt wesołą nowinę dla Diamenta - No i musimy się pospieszyć. Nikt nie może zauważyć naszego zniknięcia.
***
Kilka dni temu cała trójka została adeptami. Srebrny kociak stał w ogrodzie, myjąc sobie uszka. Usłyszał kroki i wołanie. Obejrzał się i zobaczył idących w jego stronę Skowronek i Ametysta.
- Hej! Skowronek powiedziała, że możesz dzisiaj ćwiczyć z nami! - zawołał jego brat.
<Ametyście?>

04 sierpnia 2023

Od Ametysta CD. Diamenta

- Jak to nie wiesz?!? - wrzasnął Amek z furią. - Narażaliśmy życie, żeby coś zdobyć, a ty to zgubiłeś? Wiesz, że obecnie dysponujemy tylko prowiantem? Jak będziemy przenosić… Aaaaaaa nie wytrzymam! Lepiej sobie przypomnij! - krzyczał kociak. Po dłuższej chwili się opamiętał. Wziął głęboki wdech i odszedł od brata. Potrzebował chwili samotności, aby się wyciszyć. Podszedł do dziury w płocie i oglądał życie poza płotem. Widział inne gniazda, dwunożnych, obce koty. Wyczuwał mnóstwo innych zapachów. Był całkowicie oszołomiony i zdezorientowany. Nie wiedział czemu, ale takie odczucia były dla niego przyjemne i go relaksowały. Może to dlatego, ze nie znajdował się tam, w tym zamieszaniu, tylko tutaj, gdzie jest spokojnie. Ukrył worek pod rozłożystym krzewem obok dziury. Odprawił sobie szybką medytację i wrócił do stodoły. Zamierzał poszukać worka samodzielnie. Najpierw przeszukał całą stodołę. Starał się unikać wzroku Bazalta, który mógłby się poskarżyć mamie, że bawi się w stodole. Było tu dużo gratów dwunożnych, dużo niebezpieczeństw, ale także dużo kryjówek. Nie zdziwił się, gdyby Diament właśnie tutaj ukrył worek. Szukał cały dzień, aż w końcu zobaczył worek za jakimś czymś dwunożnych. Odetchnął z ulgą. Podszedł do Diamenta. Ten popatrzył na niego przepraszająco.
- Amek, ja naprawdę nie chciałem… - zaczął.
- Wiem, że nie chciałeś. Ale to już nieważne. Znalazłem w stodole. - uspokoił go.
- No przecież! Jak mogłem to zapomnieć! - zawołał brat.
- Każdemu się czasem zdarza. Lepiej chodźmy już do Błotnistego Ziela. Jest późno, lepiej pójść spać. Jutro rano coś ci pokażę. - powiedział.
<Diament?>

Od Diamenta CD. Ametysta

Kociak jak błyskawica biegł za piłeczką. Dzwoneczek w środku brzęczał, pewnie dlatego Błotniste Ziele i jego rodzeństwo się obudzili. Jednak kocurek nie zauważył tego, tak naprawdę nawet nie zdawał sobie sprawy, że jest środek nocy. Sądził, że to już ranek. W końcu odwrócił się i zobaczył wlepione w niego trzy pary oczu. Diament od razu zauważył, że byli zdziwieni i rozzłoszczeni. I wtedy zobaczył na zewnątrz światło księżyca.
Eh… - pomyślał sobie. Spuścił głowę i ogon ze skruchą, następnie podreptał do posłania i ułożył się na kocu, nakrywając nos ogonem. Zapadł w płytki sen, w którym biegał za bardzo głośno brzęczącą piłeczką.
***
Kociak stał wraz z Ametystem przy Gnieździe Dwunożnych. Wcześniej brat na własne oczy widział, jak czarny potwór znika. Podeszli do dziury w ścianie z metalową klapką. Z wielką ostrożnością weszli do Gniazda przez kocie drzwiczki. Łapy Diamencika swędziały z podekscytowania i lekkiego niepokoju. Chociaż wiedział, że Dwunożnych nie ma, denerwował się. No bo przecież zawsze mogą wrócić.
A co, jeśli się zgubimy? - ta myśl pojawiła się w głowie podenerwowanego kocurka, jednak tak szybko, jak się pojawiła, tak się ulotniła. Diament pozbył się wszelkich obaw, przypominając sobie, że jest bohaterem i robi to dla brata. Kociaki poszły do misek. Tę drogę znały na pamięć. Często przychodzili tu z Cynamonką, żeby się napić. Diamencik zgasił pragnienie, szybko siorbiąc wodę. Gdy skończył, podbiegł do brata.
- To, gdzie masz ten worek? - spojrzał na Ametysta pytająco. Miał nadzieję, że brat pamiętał drogę. Byłoby słabo, jakby nie.
- Tam. - Amek wskazał łapą właściwe miejsce. - Chodź. - klucząc między szafkami i półkami, biegając po drewnianych deskach dotarli do miejsca, gdzie stało kilka pudeł. Diament szybko podbiegł do kartonów. Właził do każdego i sprawdzał, czy nie ma tam worka.
- No dobra. - miauknął do braciszka. - Tutaj? - pokazał jedno z pudeł. Ametyst zgrabnie dotarł na miejsce i wskazał łapą właściwy karton. Diament od razu się tam znalazł, pomógł drugiemu kocurkowi odrzucić koce i wyciągnął worek. Był duży, ale nie taki ciężki, jak się spodziewał. Ale wydawał się brudny. Kociak syknął na przedmiot groźnie, gdyż obawiał się, że zabrudzi swoje piękne futerko.
- Daj, pomogę Ci. - miauknął jego brat i chwycił worek w zęby. - Choć. - miauknął niewyraźnie, przez przedmiot w pysku. - Pospieśmy sę. - szybko wrócili tą samą trasą, klucząc między szafkami i różnymi rzeczami dwunożnych. Przebiegli obok misek i wyskoczyli przez kocie drzwiczki na dwór. Od razu wczołgali się pod krzaki, bo zobaczyli Bazalta i Błotniste Ziele siedzących w ogrodzie. Diament spojrzał na Ametysta. Brat dał mu znak ogonem, żeby szedł pod osłoną krzaków dalej. Jakoś dali radę ominąć mamę i wbiegli do szopy. Puścili worek.
- Dobra, musimy go ukryć. - miauknął Amek. - Może tam, gdzie twój. - Diamencik nagle znieruchomiał i stanął prosto zszokowany. - Gdzie twój worek? - jak przez mgłę usłyszał te słowa, których tak bardzo się obawiał. Nie wiedział. Ale musiał wiedzieć. Wszystko zepsuł!
- Wiesz co, Ametyst… Nie wiem. - miauknął ze skruchą.
<Braciszku?>

23 lipca 2023

Od Ametysta CD. Diamenta

- Skowronek mi pokazała pozycję łowiecką. Chcę się wszystkiego jak najszybciej nauczyć. Nikomu nie zaszkodzi, jeśli na razie będę się uczyć łatwiejszych rzeczy. I Tobie też to proponuję. Nie martw się, znajdziemy go. Jestem gotowy zrobić wszystko, żeby go znaleźć… Nawet jeśli to oznacza zero zabawy. - Ametyst spojrzał zaskoczony na brata. Zero zabawy? To duże poświęcenie dla Diamenta, którego zabawa była najważniejszym celem życiowym.
- Spokojnie, możesz się bawić i zdobywać informację. Poza tym, ja też już zacząłem się uczyć. Jeżyk pokazała mi, jak prawidłowo zamachnąć się łapą, bez wywalenia się. Chociaż myślę, że to będzie trudne, bo mamy jeszcze kocięcą postawę. - wyjaśnił.
- Uff. Zabawa! - westchnął mały Sięgając po piłeczkę z piórkiem.
- Czekaj. Zostaw to na chwilę i chodź. Mamy ważną rzecz do zrobienia. Ale bez Bazalta. Jeszcze się wszystkim naskarży. - powiedział tajemniczo.
- Co chcesz zrobić? - zapytał Diament podążając za braciszkiem. Amek nie odpowiadał, tylko przyśpieszył tempa. Zatrzymał się przed domostwem dwunożnych.
- Spójrz. Potwora nie ma, więc dwunożni nie przebywają w gnieździe. Zamierzam się zakraść do domu i znaleźć jakieś przydatne rzeczy do podróży. – powiedział.
- Czy to nie będzie zbyt niebezpieczne? - zapytał.
- Trochę będzie, ale przecież robimy to dla brata. Kiedy tylko usłyszymy dwunożnych, uciekamy do stodoły. I trzymamy się razem. Przechodzimy tylko jakąś krótką trasę, żeby się nie zgubić. Może zaczniemy tak, gdzie chodzimy się napić. Nie wiem jak ty, ale ja idę. – powiedział dziarsko.
- Oczywiście. Idę z tobą. - miauknął od razu.
- Świetnie. To chodźmy. - powiedział. Ruszyli. Ametyst poprowadził brata przez kocie drzwiczki, a kiedy doszli do miseczek z wodą i jedzeniem, zatrzymali się.
- Czego szukamy? - zapytał Diament. Prawda była taka, że Amek nie wiedział. Ale musiał szybko podjąć decyzję. Końcu każdy oczekiwał, że zostanie przewodnikiem wyprawy. To duża odpowiedzialność, ale on zamierzał się tego podjąć. Musiał znaleźć brata. Zaczną w okolicach ich miejsca urodzenia, ale możliwe, że trzeba będzie szukać gdzieś dalej. Amek był gotowy przeszukać całe miasto, zapytać się wszystkich pieszczochów i samotników. Amek zastanawiał się chwilę i rozejrzał się. Jego wzrok przykuły brązowe kulki w misce.
- Pożywienia. - zdecydował.
- Takiego jak w misce? - zapytał.
-Tak. Tylko, że w większej ilości, coś bardziej poręcznego. - odpowiedział. Rozglądali się przez dłuższą chwilę.
- Jak to? - zapytał Diament. Amek otworzył oczy szerzej ze zdumienia. Diament trzymał w pyszczku wielki worek, który ciągnął po ziemi.
- Skąd to masz? - zapytał zaskoczony.
- Tam jest tego więcej. - powiedział dumnie wskazując ogonem otwartą szafkę. Ametyst wskoczył na krzesło, na stów i dostał się do szafki. Było tam kilka puszek, z czego jedna była otwarta. Mały posmakował jej języczkiem. Pyszne! Oprócz puszek był jeszcze jeden worek, w którym były już same resztki. Amek chwycił otwartą puszkę ząbkami i wrzucił ją do worka. Złapał worek i zeskoczył do Diamenta.
- Spójrz. Do tego worka będziemy mogli zapakować też jakieś zioła, a nawet nasze piłeczki! - zawołał uszczęśliwiony.
- Świetnie! Moje piłeczki! - zawołał brat. Eh ten Diament ciągle tylko myśli o zabawie.
- Potrzebujemy czegoś jeszcze? - zastanawiał się na głos Amek.
- Ciiii! Słyszysz to? - pisnął Diament. Amek zamarł i usłyszał warkot potwora.
- Wiejemy! - pisnął.
- Jak to będziemy nieść i jednocześnie uciekniemy? - zapytał Diament przestraszony.
- Nie będziemy tego nieść. Twój bagaż musimy ukryć, weźmiemy tylko mój. Weź go i uciekaj. Gdyby coś mi się stało, na przykład nie wróciłbym do rana, powiedz reszcie, gdzie jestem. - powiedział poważnie i przekazał Diamentowi worek, a sam wziął ten ciężki. Robię to dla brata. Ten worek będzie nam potrzebny w podróży, kiedy już uciekniemy od opiekunek. Brat zaczął biec do wyjścia. Nie zdążę, uświadomił sobie. Trzeba też ukryć gdzieś i siebie. Zauważył schody w dół. Czy to była… piwnica? Amek zeskoczył po schodach i wsadził worek w jakieś pudło pod schodami. Przykrył je kocem. Wyskoczył z piwnicy i wczołgał się pod szafę. Dwunożni akurat wchodzili do domu. Przerażony obserwował, jak otwierają szafę pod którą się krył i wkładają tam swoje futra. Kiedy opuścili pokój, mały czmychnął kocimi drzwiczkami na zewnątrz. Dopiero, kiedy dotarł do stodoły odetchnął. Spotkał Diamenta. Oddalili się od Bazalta i Błotnistego Ziela.
- Udało ci się? - zapytał.
- Worki są w bezpiecznym miejscu. Zostawiłem je w piwnicy pod schodami. Wsadziłem do kartonowego pudła i przykryłem kocem. Będziemy musieli tam wrócić, kiedy znowu wyjadą. - powiedział, choć serce nadal mu waliło.
- Nie zauważyli cię? Uciekłeś zanim wrócili do domu, czy miałeś kłopoty? - spytał zmartwiony.
- Po ukryciu worków zanurkowałem pod szafę. Tam przeczekałem, aż włożą do niej futra i sobie pójdą. - poinformował go.
- Musiałeś być bardzo odważny… - miauknął brat z podziwem.
- Wszystko co robię, to dla naszego brata. Chciałbym, żeby się nie zgubił. Przecież wszystko mogłoby pójść inaczej. Gdyby tylko mama została tego dnia w stodole, wszyscy bylibyśmy bezpieczni. Ale tak się nie stało, więc teraz mim obowiązkiem jest go znaleźć. - powiedział zdeterminowany. Ziewnął. Dzisiejszy dzień był bardzo męczący. Ułożył się obok mamy. Jutro z Diamentem muszą odzyskać ten jeden worek. Nie zapytał się brata, co zrobił z drugim. Miał nadzieję, że rozsądnie go ukrył. Główka zaczęła mu powoli opadać, więc nie powstrzymywał tego i zapadł w sen.
                                                                                                            <Diament?>

21 lipca 2023

Od Diament CD. Ametysta

Kiedyś nie wiedział, czemu Ametyst tak bardzo chce odnaleźć brata. Ale teraz też uważał to za jedną z ważniejszych rzeczy. No bo przecież mu się mogło coś stać. Pewnie próbował znaleźć rodzinę i nie wiedział, czemu ta go porzuciła. Przez te rozmyślania zaczął współczuć braciszkowi z całego serca. Wiedzieli już, jak on wygląda i gdzie Błotniste Ziele urodziła. Trzeba było przepytać jak najwięcej kotów i połączyć wszystkie fakty w jeden. Co oczywiście było trudne.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić. - pomyślał Diament, kierując się do szopy. Musiał wszystko przemyśleć. Ułożył się na posłaniu, oparł główkę na kocu i zaczął snuć plany. - Przecież nasz braciszek też musi szukać rodziny. Prawdopodobnie zacznie poszukiwania w okolicach Drogi Grzmotu, niedaleko miejsca, gdzie się urodził. Jeśli mu się poszczęści, trafi na Kamienną Sektę lub my go znajdziemy. - z tą świadomością kocięciu o wiele łatwiej było się zdrzemnąć, chociaż jego sny były płytkie i niespokojne.
                                                                                                              ***
Długie nóżki niesfornego kocurka zmierzały w kierunku szylkretowej kotki, główka przez cały czas pracowała, a kociak był tak zajęty rozmyślaniem, że się potykał.
- Skowronek! - miauknął, gdy dotarł do celu, podnosząc główkę, by lepiej widzieć Kamienną Szamankę. - Kiedy zostanę uczniem?
- W swoim czasie. - odpowiedziała kotka, namyślając się wcześniej. - Za około dwa księżyce. Na razie idź się pobawić. - nie wracała do tematu zagubionego braciszka. Chciała, żeby Diament o tym zapomniał. Ale przecież musieli go znaleźć, musi być bardzo nieszczęśliwy i na pewno tęskni za rodziną. Nawet nie było mu dane jej poznać.
- Nauczysz mnie czegoś? - spytał kociak. - Jak się poluje?
- Jeśli chcesz, to mogę Ci pokazać pozycję łowiecką. - stwierdziła Skowronek. Diament szybko i zdecydowanie pokiwał głową, wlepiając wzrok w kotkę i poświęcając jej całą swoją uwagę. Szylkretka pochyliła się, brzuchem prawie muskała podłoże, a ogonem w ogóle nie poruszała. Zachowywała całkowitą ciszę. - Nie możesz z siebie wydawać żadnego dźwięku. - gdy kocurek próbował naśladować pozycję, od razu zgadnął, że coś robi źle.
- Coś nie tak? - skrzywił się, gdy poczuł na sobie intensywny wzrok Skowronek.
- Brzuch niżej, ogon opuszczony, ale nie możesz nim szurać po ziemi.
                   ***
Diament dotarł do przywódcy kociaków, próbujących odnaleźć brata.
- I co? - spytał Amek. - Jakieś nowe informacje?
- Skowronek mi pokazała pozycję łowiecką. Chcę się wszystkiego jak najszybciej nauczyć. Nikomu nie zaszkodzi, jeśli na razie będę się uczyć łatwiejszych rzeczy. I Tobie też to proponuję. Nie martw się, znajdziemy go. - miauknął, gdy ujrzał smutną minkę braciszka. - Jestem gotowy zrobić wszystko, żeby go znaleźć… Nawet jeśli to oznacza zero zabawy. - z trudem to powiedział, ale jakoś dał radę.
                                                                                                        <Ametyst?>

20 lipca 2023

Od Ametysta CD Diamenta

Tak po prostu? Żadnego namawiania go, żadnego sprzeciwu? Amek powiedział bratu, jak bardzo mu zależy, żeby go odnaleźć, a Diament go zrozumiał? Kochał swojego braciszka! Był jedynym kotem tutaj, który chciał mu pomóc. Sympatia Ametysta do Diamenta powiększyła się dwukrotnie. Nie będzie musiał szukać braciszka w samotności. Poczuł ulgę. Jasne, że lepiej byłoby pójść z kimś dorosłym na tak niebezpieczną wyprawę, ale jeśli nikt nie chciał z nim pójść? Mimo dużej chęci odnalezienia brata, musiał jeszcze chwilę wytrzymać i być cierpliwy.
- Poczekaj. Najpierw, musimy dowiedzieć się więcej na temat tego, gdzie urodziła Błotniste Ziele. Potem, jaką trasę przebyła. Następnie jeszcze raz spróbujemy namówić kogoś dorosłego, żeby z nami poszedł. Jeśli nikt się nie zgodzi, zabierzemy potrzebne rzeczy i wyjdziemy przez dziurę w płocie, którą znalazłem. Powiemy Bazaltowi o naszych zamiarach, ale poprosimy go, aby ten powiedział to dorosłym dopiero kilka dni po naszym wyjściu, żeby nas nie zdążyli zawrócić. – wygłosił Amek. Odnalezienie brata było jego najważniejszym celem życiowym. Nie mógł się poddać tylko przez te okropne dorosłe kotki.
- Nie sądzę, żeby to było możliwe. Bazalt wszystkim by naskarżył. – zgłosił swoje wątpliwości brat.
- Masz rację. – mruknął Ametyst.
- No to musimy się jakoś obejść bez mówienia mu tego. Jakoś musimy uciec odnaleźć brata. – powiedział Diament. Amek naprawdę bardzo się cieszył z tego, że nareszcie ktoś go zrozumiał. Nagle tuż przed nimi z krzaków wyszła Skowronek.
- Witam maluchy. – przywitała się zmartwiona.
- Czy słyszałaś o czym mówiliśmy? – zapytał przestraszony Amek.
- Niestety tak. – powiedziała.
- Błagam, nie mów nic innym! – zawołał Diament.
- Odnalezienie brata jest dla mnie bardzo ważne. Proszę… - dołączył Ametyst.
- Pomogę wam. – powiedziała Skowronek. Ta odpowiedź tak zaskoczyła kocurka, że aż rozdziawił pyszczek ze zdumienia.
- Co? – spytał zaskoczony.
- Ale oczywiście muszą być pewne zasady. Musicie podrosnąć. Na razie pijecie mleko, to jak wy chcecie przeżyć bez Błotnistego Ziela? Poza tym musicie nauczyć się podstaw polowania i walki, czyli wydaje mi się, że powinniście mieć jakoś z osiem księżyców. Zaprowadzę was wtedy do miejsca urodzenia waszej czwórki. Jeśli znajdziecie tam brata, zabierzemy go do domu. Jeśli nic tam nie będzie, wrócicie bez gadania do stodoły i już nigdy nie zająkniecie się o odnalezieniu brata. Zrozumiano? – zapytała. Ametyst przybliżył pysk do brata. Oddalili się na chwilę od kotki, żeby się naradzić.
- Jest taka sama jak inni. Mówi, że musimy podrosnąć i w dodatku chce nas zabrać tylko tam, gdzie się urodziliśmy. Możliwe, że będzie trzeba poszukać gdzieś dalej. – zabrał głos Ametyst.
- Masz rację. Nie możemy tyle czekać. Do tej pory z bratem może się coś stać. – potwierdził brat.
- Proponuję przedstawić jej nasze warunki, a jeśli się nie zgodzi, powiedzieć, że przystajemy na jej zasady. – powiedział Amek.
- A potem uciec, kiedy najmniej będą się tego spodziewać. – zaproponował Diament.
- Dokładnie! – pochwalił brata i odwrócił się do Skowronek.
- I co? – zapytała.
- Nie możemy tyle czekać. Musimy go odnaleźć już. Kiedy ukończymy pięć księżycy nie będziemy musieli już pić mleka, będziemy znać podstawy polowania i walki. Wtedy wyruszymy go szukać. Możesz z nami pójść albo i nie. – powiedział dziarsko. Kotka westchnęła.
- Lepiej, żebym z wami poszła, niż żebyście wyruszyli sami i żeby coś się wam stało. Ale poinformuję o tym waszą matkę, Krokus i Jeżyk. Może pójdą razem z nami. – powiedziała zdegustowana.
- Prosimy, nie! – zawołali równocześnie.
- Musimy poszukać dalej, nie tylko tam, gdzie się urodziliśmy. – powiedział Diament.
- Na to już się nie mogę zgodzić. – Skowronek pokręciła głową. Ametyst wymienił się spojrzeniami z Diamentem. Nie tak to miało być.
- Może jakiś miejski samotnik nam pomoże. – szepnął Amek.
- To co zgadzamy się? – zapytał.
- Tak. A potem się oddalimy i zaczniemy poszukiwania na własną łapę. – potwierdził cicho. Odwrócili się do Skowronek.
- Zgadzamy się. – powiedział Diament. Skowronek odetchnęła z ulgą.
- Bardzo dobrze. Czas zakończyć to szaleństwo. – mruknęła i oddaliła się. Amek spojrzał na brata.
- Gotowy na szukanie informacji o bracie? – zapytał. Diament pokiwał głową.
- Co musimy wiedzieć? – zapytał. Ametyst zastanawiał się przez chwilę.
- Do miejsca urodzenia zaprowadzi nas Skowronek. Na pewno musimy się dowiedzieć jaka trasę przebyła Błotniste Pióro. I jak wyglądał braciszek oczywiście. Wciągaj tyle informacji, ile dasz radę. Zaczynamy od teraz. – polecił kocurek. Był niezdrowo zdeterminowany. Chęć odnalezienia brata zaczęła nieświadomie przekształcać się w manię, która może w przyszłości zniszczyć jego życie, o czym maluch jeszcze oczywiście nie wiedział.

<Diament?>

18 lipca 2023

Od Diament do Ametysta

Kocurek siedział, dokładnie wylizując srebrzystą sierść. Czuł, że jest brudny, więc już czwarty raz się dzisiaj mył. Nie nudziło mu się to, bo bardzo dbał o swoje futro i uważał to za konieczne. Ziewnął, szeroko otwierając pysk, a następnie potarł łapką o ucho. Długimi pociągnięciami języka wyczesał mały kołtun na ogonie. Wstał i obejrzał się. Nawet dobrze wyglądał. Jego długa sierść była miękka i dobrze ułożona, poduszeczki łap czyste bez najmniejszego brudu, pazurki cienkie i ostre. Wąsy delikatnie odstawały od pyska, przynajmniej taką miał nadzieję. Uszy skierowane do przodu, długi i puchaty ogon podniesiony.
Teraz mogę się pobawić. – ucieszył się Diament. Zauważył swojego brata, Ametysta. Siedział sobie w wejściu do szopy i trącał śnieg łapką, zadowolony tym, że się zapada. Czarny kociak podszedł do kocurka. Niebieski spojrzał na niego z uśmiechem na pysku.
- Cześć, Amek! – miauknął Diament. – Prawda, że fajny śnieg?
- Tak. – odpowiedział braciszek. – Zobacz, zapadam się.
- Ja też spróbuję. – kocurek wskoczył prosto w biały puch. Jego główka całkowicie zniknęła pod śniegiem, ale w końcu jakoś wydostał się z zaspy, piszcząc z uciechy. Był mokry i było mu zimno, ale i tak się cieszył. Przecież najważniejsza zabawa. I wtedy zobaczył swoje futerko. Było całe mokre i oblepione białymi płatkami. Tyle zostało po myciu się. Parsknął z frustracją i wszedł do szopy, otrzepał się ze śniegu, następnie usiadł obok brata.
- Ojejku. – miauknął Amek. – Jesteś cały mokry. Co powie Błotniste Ziele?
- Nieważne, co powie, ale mam brudne futerko. – wskazał na siebie. – Spójrz tylko na mnie. – jęknął niezadowolony. – Czyż nie wyglądam okropnie?
- Spokojnie, przecież się umyjesz. – braciszek nie zdawał sobie sprawy z tego, w jak słabej sytuacji jest Diament. – Jesteś tylko trochę mokry. Mogę Ci pomóc. – zaoferował.
- Dzięki, ale chyba sobie poradzę. – kocurek usiadł i wygiął się, by wylizać sobie grzbiet.

***

Diamentowi trochę zajęło ponowne wyczyszczenie się, poza tym jego długie futro musiało się wysuszyć. Gdy już był gotowy, podszedł ponownie do braciszka. Zmrużył oczka, bo w jego głowie pojawił się całkiem ciekawy pomysł. Powoli kroczek po kroczku zbliżał się do kocurka. Gdy stał blisko niego, wrzasnął głośno:
- Bu! – Ametyst błyskawicznie odwrócił się z odsłoniętymi zębami, a Diament uśmiechnął się szeroko. – Przestraszyłeś się?
- Tak. – miauknął krótko kociak, ale po chwili dodał. – I to nie było miłe.
- Nie wyskakuj z futra, przecież nic się nie stało. To miała być zabawa. – usprawiedliwił się kocurek. – W ogóle, to co porabiasz, Amek?
- Myślę o tym, jak znaleźć naszego brata. – miauknął braciszek. Diament spojrzał na niego zdumiony.
- Przecież nawet nie wiesz, gdzie on jest. Równie dobrze może być na drugim końcu świata!
- Gdzieś musi być. Znajdę go. – stwierdził kociak. Czarny kocurek już wiedział, co musi powiedzieć. Nawet się nie zastanawiając, wypalił:
- Dobra, to idziemy?

<Ametyst?>