Siedziała na drzewie nieopodal granicy z Klanem Burzy. Chciała przyłapać jakiegoś Burzaka na gorącym uczynku. Na pewno któryś podkradał zdobycz. Wcześniej widziała rozszarpane zwłoki na tym terenie. Mógł być to lis, ale Migotka wolała się upewnić. Siedziała tu już długo, od samego ranka. Już chciała zejść i się poddać, ale nagle zauważyła jakiś ruchy. Wytężyła wzrok. To… kot! Osobliwy kot z Klanu Burzy gonił królika. Młody, jakiś uczeń. Za nim gnał drugi. Na razie byli na swojej stronie… Wtedy królik przebiegł przez drogę grzmotu. Jeden z uczniów bez wahania popędził za nim. Mam cię! Drugi jednak zatrzymał się.
- Nagietkowy Wschodzie, poczekaj! To granica z Owocowym Lasem! - zawołał. A więc jednak wojownik. Wyglądał jak uczeń. Równie nierozsądny.
- Widzisz kogoś? Bez sensu jest marnować tak dobrą zdobycz! – odkrzyknął. I skoczył na królika, który padł bez życia. Migotka zmrużyła oczy. Ujawnić się? Ich była dwójka, a ona była sama. Zanim się zastanowiła, Nagietkowy Wschód wrócił na swoją stronę razem z zdobyczą. Jego towarzysz rozejrzał się nie spokojnie.
- Nie powinniśmy tak robić. To łamanie kodeksu wojownika. Możemy mieć kłopoty. - powiedział.
- Nikogo nie widzę. - odparł nonszalancko. To że kogoś nie widzisz, to nie znaczy, że go tam nie ma! Dwójka kotów zniknęła gdzieś w trawie. Nie weszli jakoś głęboko na jej teren, ale i tak tą sprawę należało zgłosić liderowi. Tak też zrobiła, od razu po powrocie do obozu.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Migotka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Migotka. Pokaż wszystkie posty
06 lipca 2024
20 kwietnia 2024
Od Migotki
Mirabelka zniknęła. Tak jak Gracja. Czy potem odejdzie też Malinka? I ona? Coraz więcej czasu spędzała z tatą. Brakowało jej siostry. Robiła, co mogła, ale…
Padał śnieg. Wszystkie zapachy Mirabelki zamaskował biały puch. Przez te ciągłe wyprawy w zimnie Migotka nabawiła się kaszlu. Nie było czasu, żeby pójść z tym do Witki. Musiała znaleźć Mirabelkę. Wyruszać znowu na patrol poszukiwawczy? Bez sensu, przed chwilą była. Opuściła głowę i poszła do Agresta. Otarła się o jego ciepły bok na przywitanie.
- Tatusiu… Znajdź Mirabelkę, proszę. - Zamknęła oczka i pozwoliła, aby łapy taty ją objęły.
- Zrobię co w mojej mocy, malutka - powiedział po chwili. Migotka podziękowała i zaniosła się kaszlem. Wróciła na polanę i wyczyściła futro. Znowu zaczęła kaszleć. Opłacało się iść z tym do Witki? W Porze Nagich Drzew było mało ziół, dlaczego mają być wykorzystywane na nią, a nie na kogoś innego? Nagle Migotka przeraziła się, że zginie, więc szybko poszła do medyczki i wzięła potrzebne zioła. Miała nadzieję, że Mirabelka była ostatnia. Że żaden bliski jej kot nie ucieknie z Owocowego Lasu.
Padał śnieg. Wszystkie zapachy Mirabelki zamaskował biały puch. Przez te ciągłe wyprawy w zimnie Migotka nabawiła się kaszlu. Nie było czasu, żeby pójść z tym do Witki. Musiała znaleźć Mirabelkę. Wyruszać znowu na patrol poszukiwawczy? Bez sensu, przed chwilą była. Opuściła głowę i poszła do Agresta. Otarła się o jego ciepły bok na przywitanie.
- Tatusiu… Znajdź Mirabelkę, proszę. - Zamknęła oczka i pozwoliła, aby łapy taty ją objęły.
- Zrobię co w mojej mocy, malutka - powiedział po chwili. Migotka podziękowała i zaniosła się kaszlem. Wróciła na polanę i wyczyściła futro. Znowu zaczęła kaszleć. Opłacało się iść z tym do Witki? W Porze Nagich Drzew było mało ziół, dlaczego mają być wykorzystywane na nią, a nie na kogoś innego? Nagle Migotka przeraziła się, że zginie, więc szybko poszła do medyczki i wzięła potrzebne zioła. Miała nadzieję, że Mirabelka była ostatnia. Że żaden bliski jej kot nie ucieknie z Owocowego Lasu.
***
Tata. Zniknął! Czuła się, jakby ktoś wrzucił ją do lodowatej wody. Nie czuła smutku, raczej… strach. Przerażenie. Teraz nadejdzie kolej na nią lub na Kruchą, albo na Malinkę. Na jej rodzinę ktoś rzucił klątwę. Prowadziła różne patrole poszukiwawcze, ale wiedziała, że na nic się nie zdadzą. Tata odszedł tak jak Gracja. Tak jak Mirabelka. Poczuła się bezsilna. Klanie Gwiazdy, gdzie jesteś?
[wyleczona: Migotka]
30 marca 2024
Od Migotki CD. Agresta
- Nie, Sówka jest wspaniała. Tylko ja jestem do niczego - westchnęła Migotka.
- Oczywiście, że nie jesteś - zapewnił ją tata. Kotka siorbnęła noskiem.
- Dziękuję tatusiu - wyszeptała.
***
Migotkę obudziły promienie słońca, które teoretycznie oświecały obóz Owocowego Lasu, ale nie dawały żadnego ciepła. Spojrzała w dół, zastanawiając się, jak tu zejść, żeby nie dotknąć lodowatego śniegu. Powoli zsunęła się po korze i omijając te największe zaspy dotarła do swojej mentorki.
- Cześć Sówko! Idziemy na trening? - zapytała.
- Nie dziś, Migotko - powiedziała.
- Jak to? Muszę już być zwiadowcą! Im szybciej tym lepiej! - zawołała naburmuszona.
- Poczekaj chwilę - powiedziała tajemniczo i jak gdyby nigdy nic zaczęła się myć. Nie no świetnie. - I ty masz to gdzieś?! - zapytała już serio wkurzona.
- To nie tak, Migotko. Za chwilę zrozumiesz. Ci też radzę się umyć - powiedziała. Migotka już niczego nie rozumiała. Po chwili usiadła i zrobiła to, o co prosiła ją Sówka. Wylizała się dokładnie. To może chociaż pójdzie na poranny patrol? Wtedy Agrest zawołał:
- Niech wszystkie koty zdolne samodzielnie łowić zwierzynę zbiorą się przy mnie na zebranie klanu! - wygłosił formułkę. Migotka podeszła, ciekawa o co chodzi tym razem. Nic się chyba nie wydarzyło...? A może ogłosi coś o porze nagich drzew? Wszystkie koty wpatrywały się w niego, a on przelatywał wzrokiem po zebranych. Nagle jej głos zatrzymał się… Na niej!
- Migotko, wystąp - powiedział. Ma wystąpić?! Jak to?! Po co?! Wygna ją z klanu?! Mianuje stróżem?! Zabije ją?!
- Owocowy Las docenia twoją szybkość i inteligencję. Wykazałaś się na treningach, a twoja mentorka uznała, że jesteś już gotowa. Najwyższy czas, abyś dołączyła do grona zwiadowców. Czy przysięgasz pozostać lojalnym naszej społeczności i walczyć za jej dobro? - zapytał się niej, podchodząc. Migotka wytrzeszczyła oczy. Wszystko nabrało sensu. To dlatego dzisiaj Sówka nie zabrała jej na trening! Jej łapy zadrżały.
- Tak! Przysięgam - wydukała zszokowana, ale też szczęśliwa.
- Zatem mocą naszych walecznych przodków ogłaszam cię zwiadowcą. Niech moc będzie z tobą. - powiedział i skłonił głowę.
Na pysku Migotki zakwitł szeroki uśmiech. Tata właśnie ją mianował, było wspaniale, cudownie.
<Tato?>
[323 słowa]
[przyznano 6%]
10 marca 2024
Od Migotki
Wstała przed wschodem słońca. Skrzypnęło jej coś w kręgosłupie, kiedy się przeciągała. Uśmiechnęła się pod nosem. Cichutko, aby nie zbudzić reszty zeszła z drzewa uczniów. Rozejrzała się po obozie. Był taki pusty. Migotka, jak zwykle, rano miała teraz bardzo dużo energii. Niestety wieczorem była trupem. Spojrzała w stronę wyjścia z obozu. Pójść pobiegać czy nie? Poćwiczyć coś czy nie? Spojrzała na słońce. Nie. Za późno wstała. Słońce właśnie wychylało się zza drzew oświetlając słabo obóz Owocowego Lasu. No to pozostało jej tylko czekać. Usiadła owijając przednie łapy ogonem. Niektóre koty właśnie wychodziły z legowisk, ale nie byli to pozostali uczniowie. Robiła kółka łapą z zniecierpliwienia. Potem zaczęła gonić za własnym ogonem. Kiedy uznała, że to dziwnie wygląda zaczęła spacerować po obozie czekając na Sówkę. Ciekawa była, czy jacyś inni uczniowie też wstawali przed mentorami. Bo w Owocowym Lesie była chyba wyjątkiem. Wtedy Sówka przyszła. Migotka podbiegła do niej i powitała ją mruczeniem.
- Czego chciałabyś się dziś nauczyć? - zapytała się swojej podopiecznej. Odpowiedź była zawsze taka sama.
- Wspinaczka na drzewa! - zawołała. Sówka przewróciła oczami z uśmiechem.
- Robiłyśmy to ostatnio. - westchnęła.
- Pytałaś się, co chcę. - odparła.
- No dobrze, możemy trochę połazić po drzewach, ale potem nauczę cię rozpoznawania różnych tropów. - zaproponowała Sówka.
- W porządku. - powiedziała Migotka i wspięła się na pierwszą gałąź jabłoni stojącej nieopodal. Skakała z gałęzi na gałąź, aż w końcu znalazła się na samym szczycie.
- Stąd widać wszystko! - wykrzyknęła zdumiona wpatrując się w dal.
- Czego chciałabyś się dziś nauczyć? - zapytała się swojej podopiecznej. Odpowiedź była zawsze taka sama.
- Wspinaczka na drzewa! - zawołała. Sówka przewróciła oczami z uśmiechem.
- Robiłyśmy to ostatnio. - westchnęła.
- Pytałaś się, co chcę. - odparła.
- No dobrze, możemy trochę połazić po drzewach, ale potem nauczę cię rozpoznawania różnych tropów. - zaproponowała Sówka.
- W porządku. - powiedziała Migotka i wspięła się na pierwszą gałąź jabłoni stojącej nieopodal. Skakała z gałęzi na gałąź, aż w końcu znalazła się na samym szczycie.
- Stąd widać wszystko! - wykrzyknęła zdumiona wpatrując się w dal.
[235 słów]
[przyznano 5%]
Od Migotki CD. Sówki
Cieszyło ją to, że Sówka dała się przekonać. Była zdrowa i pełna energii.
- Co dzisiaj będziemy robić? - zapytała. Sówka przez chwilę nie odpowiadała, jakby nad czymś myślała.
- Uczyć się poznawania tropów. - powiedziała wreszcie. Migotka uśmiechnęła się. Uwielbiała to robić! Z podekscytowania zaorała ziemię przednimi łapami.
- Zaczynajmy! - miauknęła. Sówka kiwnęła głową.
- Chodź za mną. Jeden z ważniejszych śladów to ślad lisa. Ważne jest, żeby go rozpoznawać, gdyż lis może oznaczać niebezpieczeństwo dla grupy. - stwierdziła. Migotka kiwała głową słuchając uważnie. Nie, chyba nie zostanie stróżem. Przecież wtedy taka wspaniała wiedza przepadłaby na marne!
- O i przy okazji. Jakie to drzewo? - zapytała Sówka niespodziewanie.
- Grusza. Znaczy się, śliwa. Tak, to śliwa. - powiedziała. Sówka nie odzywała się. Szły dalej w milczeniu.
- O co chodzi Sówko? - zapytała zdziwiona.
- To była jabłoń. - udzieliła jej krótkiej informacji mentorka.
- Och. - powiedziała smutno. Sówka wskazała nosem na pobliski ślad.
- Jakie zwierzę to zostawiło? - zapytała. Oczy Migotki rozszerzyły się.
- To lis! - zawołała z przejęciem.
- Zgadza się. - podążajmy jego tropem. - poleciła Sówka. Migotka radośnie podążyła za śladami. Już prawie zapomniała o poprzedniej porażce. Tam była złamana gałązka, gdzie indziej zauważyła strzępek futra. Tutaj wyczuła trochę zapachu i podążała za nim dalej. Nagle nie wiedziała, gdzie iść.
- Gdzie teraz, Sówko? - zapytała zdziwiona i smutna zarazem.
- Co dzisiaj będziemy robić? - zapytała. Sówka przez chwilę nie odpowiadała, jakby nad czymś myślała.
- Uczyć się poznawania tropów. - powiedziała wreszcie. Migotka uśmiechnęła się. Uwielbiała to robić! Z podekscytowania zaorała ziemię przednimi łapami.
- Zaczynajmy! - miauknęła. Sówka kiwnęła głową.
- Chodź za mną. Jeden z ważniejszych śladów to ślad lisa. Ważne jest, żeby go rozpoznawać, gdyż lis może oznaczać niebezpieczeństwo dla grupy. - stwierdziła. Migotka kiwała głową słuchając uważnie. Nie, chyba nie zostanie stróżem. Przecież wtedy taka wspaniała wiedza przepadłaby na marne!
- O i przy okazji. Jakie to drzewo? - zapytała Sówka niespodziewanie.
- Grusza. Znaczy się, śliwa. Tak, to śliwa. - powiedziała. Sówka nie odzywała się. Szły dalej w milczeniu.
- O co chodzi Sówko? - zapytała zdziwiona.
- To była jabłoń. - udzieliła jej krótkiej informacji mentorka.
- Och. - powiedziała smutno. Sówka wskazała nosem na pobliski ślad.
- Jakie zwierzę to zostawiło? - zapytała. Oczy Migotki rozszerzyły się.
- To lis! - zawołała z przejęciem.
- Zgadza się. - podążajmy jego tropem. - poleciła Sówka. Migotka radośnie podążyła za śladami. Już prawie zapomniała o poprzedniej porażce. Tam była złamana gałązka, gdzie indziej zauważyła strzępek futra. Tutaj wyczuła trochę zapachu i podążała za nim dalej. Nagle nie wiedziała, gdzie iść.
- Gdzie teraz, Sówko? - zapytała zdziwiona i smutna zarazem.
[203 słów + rozpoznawanie śladów lisów]
[przyznano 4% + 5%]
<Sówko?>
Od Migotki CD. Agresta
Spojrzała szeroko otwartymi oczkami na zupełnie obcego jej kocura. Kim on był? Czego od niej chciał? Zachowywał się dziwnie, patrzył się na nią! Pomyślała, że mamusi może być przykro, jeśli ucieknie, dlatego stała niepewnie na drżących łapkach i ze strachem w oczach wpatrywała się kocura. Kiedy zadał to pytanie spuściła łebek wpatrując się w swoje łapki. Stała tak przez chwilę.
- Myślę, że jest po prostu nieśmiała. - powiedziała łagodnie Krucha, co Migotka uznała za znak, że może do niej wrócić. Wymachując nerwowo ogonkiem weszła się pod jej dużą łapę rozpychając przy okazji pozostałe kocięta. Tutaj była bezpieczna. Tu nikt jej nie mógł skrzywdzić. Ułożyła się wygodnie pokazując brzuszek w geście zaufania. Wtuliła się w futerko mamy głośno mrucząc. Uniosła pyszczek i zobaczyła tatę. Usiadł obok mamy. Najeżyła futerko, ale po chwili się rozluźniła. Mama tu jest, nic złego nie może się zdarzyć! Rozpychała się kopiąc delikatnie Mirabelkę i Malinkę.
- Hej! - zawołała jej siostra oburzona. Wtedy Migotka spojrzała ciekawskimi oczkami na tatę, już bez strachu. Przecież mama była wstanie ją obronić. Jejku… Ten kocur jest naprawdę duży. Strach zakradł się do jej małego serduszka i schowała się za łapą mamy. Tylko czubek główki jej wystawał. Kiedy opanowała bicie serca usiadła i nie przejmując się niczym podeszła do pyska mamy. Tam siedział ten obcy. Zaczęła się ocierać o mamę domagając się lizania. Od razu zamruczała, kiedy poczuła długie i spokojne pociągnięcia językiem. Już trochę mniej bała się tego kota. Wciąż jednak była ostrożna.
- Migotko, chcesz pobawić się mchem? - zapytał tata. Kocię spojrzało niepewnie na mamę, która pokiwała zachęcająco głową.
- A będzies obot? - miauknęła cichutko.
- Nic ci nie będzie maluchu. - powiedziała i trąciła ją nosem. Koteczka z niezadowoleniem pisnęła. Potem stanęła przed tatą. Od razu zatęskniła za mamą, a łezki zakręciły się w jej oczkach. Tata niepewnie rzucił jej mech, a ona stała jak wryta nie poruszając się.
- Jat w to sę bawi? - zapytała cicho. Nie bawiła się raczej z innymi kociętami. Wolała być obok mamy. Na pysku taty błysnęło zaskoczenie.
- Nie wiesz? - zapytał zdumiony. Migotka pokręciła główką i uciekła do mamy. Ta przywitała ją kilkoma liźnięciami.
- Kiedyś cię nauczę. - powiedziała mama. Migotka siorbnęła nosem. Nie miała na to wcale ochoty.
- Myślę, że jest po prostu nieśmiała. - powiedziała łagodnie Krucha, co Migotka uznała za znak, że może do niej wrócić. Wymachując nerwowo ogonkiem weszła się pod jej dużą łapę rozpychając przy okazji pozostałe kocięta. Tutaj była bezpieczna. Tu nikt jej nie mógł skrzywdzić. Ułożyła się wygodnie pokazując brzuszek w geście zaufania. Wtuliła się w futerko mamy głośno mrucząc. Uniosła pyszczek i zobaczyła tatę. Usiadł obok mamy. Najeżyła futerko, ale po chwili się rozluźniła. Mama tu jest, nic złego nie może się zdarzyć! Rozpychała się kopiąc delikatnie Mirabelkę i Malinkę.
- Hej! - zawołała jej siostra oburzona. Wtedy Migotka spojrzała ciekawskimi oczkami na tatę, już bez strachu. Przecież mama była wstanie ją obronić. Jejku… Ten kocur jest naprawdę duży. Strach zakradł się do jej małego serduszka i schowała się za łapą mamy. Tylko czubek główki jej wystawał. Kiedy opanowała bicie serca usiadła i nie przejmując się niczym podeszła do pyska mamy. Tam siedział ten obcy. Zaczęła się ocierać o mamę domagając się lizania. Od razu zamruczała, kiedy poczuła długie i spokojne pociągnięcia językiem. Już trochę mniej bała się tego kota. Wciąż jednak była ostrożna.
- Migotko, chcesz pobawić się mchem? - zapytał tata. Kocię spojrzało niepewnie na mamę, która pokiwała zachęcająco głową.
- A będzies obot? - miauknęła cichutko.
- Nic ci nie będzie maluchu. - powiedziała i trąciła ją nosem. Koteczka z niezadowoleniem pisnęła. Potem stanęła przed tatą. Od razu zatęskniła za mamą, a łezki zakręciły się w jej oczkach. Tata niepewnie rzucił jej mech, a ona stała jak wryta nie poruszając się.
- Jat w to sę bawi? - zapytała cicho. Nie bawiła się raczej z innymi kociętami. Wolała być obok mamy. Na pysku taty błysnęło zaskoczenie.
- Nie wiesz? - zapytał zdumiony. Migotka pokręciła główką i uciekła do mamy. Ta przywitała ją kilkoma liźnięciami.
- Kiedyś cię nauczę. - powiedziała mama. Migotka siorbnęła nosem. Nie miała na to wcale ochoty.
*****
- Lisie Łajno! - syknęła, kiedy kolejna zdobycz uciekła jej z łap. Spojrzała smutnym wzrokiem na Sówkę. Ta westchnęła.
- No cóż, bywa. Nic się nie stało. - powiedziała. Migotka wiedziała jednak, że się stało. W jej wieku Sówka była zwiadowczynią od wielu księżyców, a ona nie mogła poradzić sobie z taką prostą czynnością jak złapanie myszy. Zawróciły do obozu.
*****
- Tato! - pisnęła i przytuliła się. Mogło to być dziwne, bo była już duża, ale się tym nie przejmowała. Wciąż czuła się, jakby była mała.
- Cześć Migotko! - powiedział. Wtedy kotka przypomniała sobie, po co do niego przyszła.
- Tato, nie idzie mi w treningu, a w moim wieku Sówka już została mianowana. A ja jeszcze nie jestem gotowa. Proszę, nie pozwól mi zostać stróżem… - powiedziała a w jej oczkach zakręciły się łezki. To był jej największy koszmar.
[488 słów]
[przyznano 10%]
[przyznano 10%]
<Tato?>
26 stycznia 2024
Od Migotki
Obudziła się jak zwykle przed wschodem słońca, ale dzisiaj było to jeszcze wcześniej. Była chyba jedynym uczniem, który tak wstaje. Zeszła z drzewa uczniów i zerknęła na księżyc. Było już dobrze po północy, ale jeśli się pośpieszy, to może… Nie zastanawiając się na długo wyszła z obozu i ruszyła dobrze jej znaną ścieżką. Szybkim truchtem pokonywała odległość dzielącą ją od Owocowego Lasku. Dyszała już, ale nie zatrzymywała się. Musiała wyrobić sobie odporność i mięśnie. Zdyszana weszła pomiędzy owocowe drzewa. Potrafiła jej rozpoznać. Tu śliwa, a tam dwie jabłonie. Zaczerpnęła powietrza. Oprócz zapachu liści i kory niczego nie wyczuła. Przez chwilę czuła ptaka, zaraz jednak woń znikła. Czemu to wszystko się zlewa? Nagle poczuła wszystkie zapachy naraz. Drzewa, trawa, owoce, mysz i… patrol! Spojrzała zaskoczona na słońce. Było już tak wcześnie? Ruszyła sprintem do obozu. Tym razem miała motywacje - uczniowie nie powinni wychodzić z obozu bez zgody mentora. Dotarła do obozu z trudem łapiąc powietrze stanęła pod drzewem uczniów.
- Gdzie byłaś? - spytała Sówka mierząc ją przenikliwym spojrzeniem.
- Ja… wyszłam na chwilkę. Musiałam zrobić… No… Sama wiesz co. - miauknęła. Pysk Sówki złagodniał.
- Tak wcześnie? - spytała już bez podejrzeń, ale lekko zdziwiona.
- Daj spokój, wyszłam tylko na chwilkę się załatwić. - miauknęła rozbawiona przewracając oczami. Mogła powiedzieć Sówce, że poszła ćwiczyć. Ufała jej. Z jakiegoś powodu tego nie zrobiła.
- Gotowa na trening? - zapytała jej mentorka. Mimo, że łapy ją bolały, pokiwała głową. Nagle zauważyła Kruchą. Popędziła do niej jak torpeda i wtuliła się w nią. Mogło to trochę dziwnie wyglądać, bo miała ponad dwadzieścia księżyców, a widziała się ostatnio z mamą wczoraj wieczorem. Nie przejmowała się tym. Kochała mamusię najbardziej na świecie.
- Cześć Migotko. - zamruczała Krucha. - Jak ci idzie trening? - spytała.
- Wspaniale. Sówka powiedziała, że być może niedługo zostanę zwiadowczynią. - miauknęła starając się, aby jej głos nie zadrżał. - Właściwie muszę już lecieć. Papa! - zawołała i wróciła do Sówki.
- Kiedy już cię mianują nadal będziesz tak robić? - zapytała Sówka rozbawiona i poirytowana.
- Jak? - zapytała Migotka niczego nie rozumiejąc.
- Nie jesteś już kocięciem, Migotko. Może za kilkanaście księżyców sama będziesz mieć swoje kocięta, a czy wtedy nadal będziesz zależna od matki? - zapytała i nie czekając na odpowiedź ruszyła przed siebie. Migotka podreptała za nią.
- Powiedziałaś „Kiedy cię mianują”. Powiedz, kiedy to będzie? - zapytała smutno Migotka. Sówka westchnęła.
- Nie ukrywam, że nie osiągnęłaś jeszcze mojego poziomu, ale jeśli będziesz wytrwale ćwiczyć, zostaniesz Zwiadowczynią. - zapewniła. Migotka spuściła głowę.
- Co dzisiaj robimy? - spytała zrezygnowana.
- Dziś trochę podstawowego treningu, czyli polowanie i walka. - zapowiedziała mentorka i przypadła do pozycji łowieckiej. Migotka podążyła jej śladem i rozpoczęły naukę.
[417 słów]
[Przyznano 8%]
Od Migotki
Teraz była już starsza, więc łatwiej jej było wspinać się na drzewa. Sztukę tę opanowała niemal do perfekcji, jednak nie potrafiła innych rzeczy. Nie znała manewrów, płoszyła zwierzynę… Mentorka nic nie mówiła, ale chyba martwił ją ten stan rzeczy. Jeśli się nie postara, zostanie stróżem! To był jej największy koszmar. Jej poziom wiedzy był minimalny, a zostało jej tylko parę księżyców. Musi się naprawdę przyłożyć. Zaraz Sówka zabierze ją na trening, ale wstała wcześniej więc miała trochę czasu wolnego. Zawsze rano tryskała energią, ale spróbowała przez chwilę spokojnie posiedzieć. Zrzuciła liście z swojego drzewa. Nie miała tu legowiska, bo wiedziała, że mama też na początku nie miała. Wylizała się i zeskoczyła. Zaczęła truchtać dookoła drzewa wymachując ogonem. Było jej trochę wstyd, bo w je wieku Sówka była już Zwiadowczynią. Nie chciała być stróżem. Tak bardzo nie chciała! Patrząc w niebo przypomniała sobie o innym nieszczęściu - Kuklik. Jej kochany tatuś. Z trudem zniosła jego odejście. Całe szczęście ma jeszcze drugiego tatę. Potrząsnęła głową. Nie czas na takie myśli. Słońce zaczęło wschodzić. Migotka zwykle wstawała wcześniej niż ono. Podreptała do legowiska wojowników, aby sprawdzić czy jej mentorka już wstała. Tak. Wstała. Radośnie otarła się o nią i zaczęła przebierać łapkami. Za chwilę jednak je uspokoiła. Jest już bardzo duża, nie może zachowywać się jak kocię! A jednak… wciąż była uczniem, który ledwo zna podstawy.
- Idziemy na trening? - zapytała cicho. Sówka pokręciła głową.
- Nie dziś. Pójdziemy na poranny patrol graniczny. - Sówka skinęła głową w stronę zbierających się kotów. Migotka podeszła do nich razem z mentorką. Bez słowa ruszyli. Migotka szła z boku, obok mentorki. Zrobiła sobie ćwiczenie. Rozszerzyła nozdrza próbując coś wyczuć i polepszyć sobie węch. Niestety, wszystkie zapachy zlewały się ze sobą. Była jeszcze kompletnie nie wyćwiczona. Jak to się stało? W jej oczach zakręciły się łezki, ale szybko je otarła. Zamiast tego zerknęła na drzewa, które potrafiła rozpoznawać. Jabłoń, tam Grusza, o a tu Konający Buk! To znaczy, że byli już blisko. U trzymywali stałe tępo, czyli trucht. Migotka chciała biec jeszcze szybciej. Wyrobiłaby sobie mięśnie, no i trening po patrolu trwałby dłużej. Uczennica wiedziała jednak, że nie ma sensu przyśpieszać. Idąc tym tempem z łatwością można obserwować otoczenie. W dodatku nie dotrą zdyszani na miejsce. Migotka miała nadzieję, że nie idą tak wolno ze względu na nią. Każdy w klanie wiedział, że powinna być już zwiadowczynią. Albo powinna coś potrafić. W jej głowie była pustka, a zapachy zawsze się ze sobą zlewały, kręciło jej się w nosie tak, że chciała kichnąć. Dotarli do drogi grzmotu, do granicy z Klanem Burzy.
- Co czujesz? - zapytała Sówka swoją uczennicę. Migotka z trudem wzięła powietrze. Zapachy Klanów potrafiła rozpoznawać, ale potwory wydzielały obrzydliwy odór. Miała ochotę od niego zwymiotować. Potrzebowała chwili, żeby ochłonąć. Spróbowała wyłączyć ohydny zapach. Wyczuła słabą woń myszy, a także… Klan Burzy! Wytrzeszczyła oczy!
- Klan Burzy! - pisnęła. Sówka zmarszczyła brwi.
- Jak to? - sama otworzyła pysk i obwąchała pobliski krzak.
- Jeszcze świeży. - wymamrotała. Miauknęła głośno i przywołała ruchem ogona do siebie resztę patrolu.
- Byli tu. Jeszcze niedawno. - potwierdził Kamyczek. Migotkę obleciał lodowaty strach, który ją sparaliżował. Zaczęła oddychać i się uspokoiła. Właśnie dlatego nie mogę zostać zwiadowcą. Za bardzo się boję. Ale muszę. Chcę być jak mama. Patrol rozszedł się szukając więcej śladów. Migotka też rozejrzała się i zauważyła kępkę futra. W tropieniu była dobra. Śledzenie sprawiało jej prawdziwą przyjemność. Chciała zawołać resztę, ale trochę bała się i wstydziła.
- Tutaj! - pisnęła kocięcym przestraszonym głosem. Trąciła nosem kępkę futra, kiedy Sówka podeszła do jej znaleziska.
- Ruda. - stwierdziła.
- Czy to mógł być lis? - zapytała Migotka.
- Nie. Lisy wydzielają inny zapach. Wyczulibyśmy go. - miauknęła. - Spójrz tam. Złamana gałązka. Zawsze mogła zostać złamana przez zwierzynę, ale warto to sprawdzić. - miauknęła. Podeszły do gałązki.
- Patrz tam! - zawołała Migotka wskazując łapką czerwoną ciecz. Razem z mentorką podeszła do znaleziska.
- Jakiś rudy wojownik z Klanu Burzy przekroczył granicę w pogoni za zdobyczą. - stwierdziła Migotka.
- Nie mieli prawa tego zrobić. Ten królik był już na naszym terytorium. - miauknęła wzburzona Sówka.
- Skąd wiesz, że to królik? - zapytała zdziwiona Migotka.
- Spójrz na te ślady łap. Tylko królik zostawia takie odciski, w dodatku średnia odległość skoku się zgadza. Powinnaś już to wiedzieć. - skarciła ją. Migotka spuściła łeb, aby mentorka nie zauważył rozżalenia w jej oczach.
- Przepraszam. - szepnęła cicho.
- Nie smuć się. Przyłożymy się do nauki. Zostaniesz zwiadowcą, nie martw się. - pocieszyła ją Sówka. Migotka niepewnie uniosła głowę. Czyżby Sówka wiedziała o jej lękach.
- Dzięki. - miauknęła.
- Wróćmy do tematu. Patrol był wieczorny, inaczej woń nie byłaby świeża. Chyba, że polował w pojedynkę. Po naszej stronie czuć tylko jednego kota. Możliwe, że rozdzielili się i tylko jeden przekroczy granicę. - stwierdziła.
- Tylko na jedną długość drzewa… - stwierdziła.
- To i tak niedozwolone. Lider powinien się o tym dowiedzieć. - wyjaśniła Sówka.
- Masz rację. - miauknęła Migotka pokornie.
- Oznacz nasze terytorium; jeśli poczują silny zapach, może następnym razem zawahają się przekroczyć granicę. - poleciła. - Ja powiem reszcie patrolu czego się dowiedziałyśmy. - miauknęła. Migotka posłusznie zadrapała korę krzewu i go obsiusiała, a następnie otarła się o trawę obok. Przyzwyczaiła się już do odoru Drogi Grzmotu i choć nadal ją drażnił, przestało jej już się kręcić w głowie. Spojrzała na Sówkę, która rozmawiała z innymi. Ci pokiwali głową. Sówka miauknęła do Migotki, która natychmiast przybiegła.
- Wracamy do obozu. Powiemy liderowi co odkryliśmy. Może poruszy tą sprawę na zgromadzeniu, a może ją przemilczy. Migotko, gdy odpoczniesz po patrolu wyruszymy na trening. - miauknęła Sówka i zaprowadziła całą grupę do obozu. Migotka była podekscytowana tą całą sprawą i szczęśliwa, że udało jej się czegoś nauczyć. A to przecież jeszcze nie koniec dnia… Nie zostanie stróżem. Nie ma szans. Tropienie sprawiało jej radość. Nie wiedziała czemu tak wyszło, ale teraz się przyłoży. Musi.
[926 słów]
[Przyznano 19%]
26 listopada 2023
Od Migotki CD. Sówki
Dwa wschody słońca po zgromadzeniu obudziła się wypoczęta i szczęśliwa, co było rzadkością. Nie pamiętała, kiedy miała tyle energii, co teraz. Zeszła z drzewa uczniów i niemal w podskokach podbiegła do legowiska wojowników. Niestety Sówka jeszcze spała. Codziennie wychodziła coraz później i później. Śpioch! Migotka jednak nie potrafiła być na nią zła. Podekscytowana zaczęła kręcić się w kółko. Po chwili przestraszyła się, że może na kogoś wpaść, więc przestała. Po zbyt dłuuugiej chwili jej mentorka wyszła ziewając. Ziewa jeszcze? Poranny patrol już dawno wyszedł! Podbiegła do Sówki a jej łapki przebierały zniecierpliwione.
- Co tak długo? – zapytała lekko znudzona. – Chodźmy! – pisnęła.
- Przepraszam Migotko. – miauknęła Sówka zmęczonym głosem.
- Nie wyspałaś się? – zagadnęła, kiedy szły.
- Hm? Tak, pewnie to dlatego… - Sówka pokiwała głową.
- Dlaczego co? – zapytała już szczerze zaciekawiona. Sówka nie odpowiedziała. Wyglądała, jakby jej nie usłyszała. Rozpoczęły wspinaczkę na drzewa. Migotka radośnie wskoczyła na pierwszą gałąź i czekała tam na mentorkę. Wspinała się tak jakby z trudem. Bolało ją coś? Codziennie odnosiła takie wrażenie. Pewnie jej się to wszystko wydawało. W końcu mentorka doszła do niej.
- Idź dalej sama. – miauknęła słabym tonem i zachwiała się, jakby miała zaraz spaść. Migotka wytrzeszczyła oczy.
- Ojeju. Chyba naprawdę się nie wyspałaś. – miauknęła do swojej mentorki, próbując ukryć przerażenie. Pamiętała, co ta jej powiedziała na zgromadzeniu.
- M? Hm… - Sówka sprawiała wrażenie nieprzytomnej. Migotka naprawdę się o nią bała. Dopiero teraz zaczęła zdawać sobie sprawę, co się z nią tak naprawdę dzieje.
- Mam pomysł. – zaczęła. – Chodź. – miauknęła do mentorki. Trzeba jakoś uratować Sówkę. Będzie bardzo słabo, jeśli tutaj zemdleje. Chyba zgromadzenie było dla niej zbyt wielkim wysiłkiem.
- Migotko? Gdzie chcesz iść? – zapytała lekko zdziwiona. Już się nie chwiała i stała pewnie na łapach. Może do wszystko jej się przewidziało… Odkładała myśl, że Sówka jest chora przez wiele wschodów słońca. Teraz musi coś z tym zrobić.
- Do medyczki. – stwierdziła stanowczo, patrząc się prosto na Sówkę. – Teraz. Proszę. – dodała po krótkim namyśle.
- Jestem pewna, że nie ma takiej po… - zaczęła, ale Migotka nie dała jej skończyć.
- Żartujesz? Prawie spadłaś z drzewa! – syknęła. – Chodź, proszę. Witka może ci pomóc. – szepnęła, prawie płacząc.
- Co tak długo? – zapytała lekko znudzona. – Chodźmy! – pisnęła.
- Przepraszam Migotko. – miauknęła Sówka zmęczonym głosem.
- Nie wyspałaś się? – zagadnęła, kiedy szły.
- Hm? Tak, pewnie to dlatego… - Sówka pokiwała głową.
- Dlaczego co? – zapytała już szczerze zaciekawiona. Sówka nie odpowiedziała. Wyglądała, jakby jej nie usłyszała. Rozpoczęły wspinaczkę na drzewa. Migotka radośnie wskoczyła na pierwszą gałąź i czekała tam na mentorkę. Wspinała się tak jakby z trudem. Bolało ją coś? Codziennie odnosiła takie wrażenie. Pewnie jej się to wszystko wydawało. W końcu mentorka doszła do niej.
- Idź dalej sama. – miauknęła słabym tonem i zachwiała się, jakby miała zaraz spaść. Migotka wytrzeszczyła oczy.
- Ojeju. Chyba naprawdę się nie wyspałaś. – miauknęła do swojej mentorki, próbując ukryć przerażenie. Pamiętała, co ta jej powiedziała na zgromadzeniu.
- M? Hm… - Sówka sprawiała wrażenie nieprzytomnej. Migotka naprawdę się o nią bała. Dopiero teraz zaczęła zdawać sobie sprawę, co się z nią tak naprawdę dzieje.
- Mam pomysł. – zaczęła. – Chodź. – miauknęła do mentorki. Trzeba jakoś uratować Sówkę. Będzie bardzo słabo, jeśli tutaj zemdleje. Chyba zgromadzenie było dla niej zbyt wielkim wysiłkiem.
- Migotko? Gdzie chcesz iść? – zapytała lekko zdziwiona. Już się nie chwiała i stała pewnie na łapach. Może do wszystko jej się przewidziało… Odkładała myśl, że Sówka jest chora przez wiele wschodów słońca. Teraz musi coś z tym zrobić.
- Do medyczki. – stwierdziła stanowczo, patrząc się prosto na Sówkę. – Teraz. Proszę. – dodała po krótkim namyśle.
- Jestem pewna, że nie ma takiej po… - zaczęła, ale Migotka nie dała jej skończyć.
- Żartujesz? Prawie spadłaś z drzewa! – syknęła. – Chodź, proszę. Witka może ci pomóc. – szepnęła, prawie płacząc.
[350 słów]
[Wspinaczka na drzewa]
<Sówko?>
[Wspinaczka na drzewa]
<Sówko?>
[Przyznano 7% + 5%]
21 września 2023
Od Migotki CD. Sówki
- Mamusiu, dlaczego? Ja nie chcę! Nie chcę, żeby jakiś obcy kot się mną opiekował, żeby mnie dotykał, patrzył na mnie i do mnie mówił! Czy ty nie mogłabyś zostać moją mentorką? - zapytała już nie pierwszy raz tego ranka.
- Dopiero wyszkoliłam Sówkę, lider mnie już nie wybierze. W dodatku rodzice nie powinni szkolić swoich dzieci. - powiedziała spokojnie.
- Ale mamo, Agrest na pewno się zgodzi, jeśli go poproszę! To mój tata! - zawołała z nadzieją.
- Migotko… Cała nasza trójka chce, żebyś stała się bardziej… samodzielna. Żebyś byłą też zależna od innych kotów, nie tylko ode mnie. Rozumiesz? - zapytała. Koteczka nie chciała zawieść mamy, więc pokiwała główką. Nie rozumiała.
- Mamusiu! - pisnęła ostatni raz i wtuliła się w nią. Dlaczego to wszystko musiało być takie trudne?
***
Wyszło dobrze. Nawet bardzo. Mamusia zdecydowanie będzie z niej dumna. Kiedy Sówka wspomniała o Grocie Strachu miała ochotę zemdleć albo uciec do mamy, jednak nie zrobiła ani tego, ani tego. Mentorka powoli wzbudzała w niej zaufanie, bo nie chciała jej zabić, a miała taką możliwość. Mimo to Migotka wciąż pozostawała ostrożna, a na każdy jej nagły ruch wzdrygała się. Chciała do mamusi… Wtedy przypomniała sobie, że nie będzie już spać w żłobku, a mamy nie będzie w legowisku uczniów i zalała ją potężna fala smutku i tęsknoty. Wspięła się na to drzewo i nie sprawiło to jej większych trudności. Wtedy przerażona patrzyła na swoją mentorkę. W jej oczach widać było panikę, co sprawiło, że Migotka też spanikowała. Ledwo utrzymywała się na drzewie. Nie wiedziała nawet dlaczego panikuje. Po prostu bardzo się bała. W jej gardle zaległ krzyk, kiedy Sówka wpadła do wody. Potem coś do niej mówiła, ale ta nie słuchała. Ledwo co mogła oddychać. Całe szczęście Sówka nie patrzyła się w jej stronę. Wracały w milczeniu do obozu. Wtedy do Migotki doszło to, co powiedziała mentorka.
- Utopić? Prawie się utopiłaś?! - zapiszczała przerażona już uczennica, do której dopiero teraz doszło, co tamta powiedziała. Chciała do mamy… teraz!
<Sówko?>
[318 słów]
[przyznano 6%]
22 sierpnia 2023
Od Migotki do Kruchej
Siedziała w mchu. Owinęła łapy ogonem. Nie mogła być tak uzależniona od mamy. Dlatego Krucha wyszła, żeby ta mogła się przyzwyczaić do samotności. Nie minęła chwila, a Migotka zaczęła tęsknić. Podeszła nawet do Malinki z prośbą, żeby ten poszedł po mamę. Ten jednak odmówił. Chyba wszyscy uważają, że zachowuję się jak nowo narodzone kocię. Zaczęła drapać mech. Czemu mamusia nie mogła po prostu być przy niej? Czy jeśli będę grzeczniejsza będzie kochać mnie bardziej? Musi być bardziej posłuszna, bo mama za mało ją kocha. Gdyby ją bardzo kochała, to czemu wyszła na tak długo? Przecież wyszła dopiero przed chwilą - upomniała samą siebie. Ja chcę, żeby ona już to była z powrotem! Położyła się, ale dziwnie leżało jej się bez mamy obok. Wstała i zaczęła się przechadzać po kociarni. Mama wyszła, bo muszę być bardziej samodzielna. Samodzielna. Samodzielna! Ale bycie samodzielną jest trudne…
- Mamusiu, cmeu odseslaś? Toahsz minie? - próbowała coś mówić. Nie była pewna, czy mama ją zrozumiała. - Mamusiu, nei otchodzi wiencje! - poprosiła. Przytuliła się mocno do kruchej. Już jest dobrze. Mama jest tuż obok mnie.
- Migotko… - zaczęła.
- Plosię, nei ziostiawiaj minie wiencje! - poprosiła jeszcze raz. Miała nadzieję, że mama zrozumie. Że teraz będzie obok niej już zawsze.
***
Minęło już dużo czasu. Migotka tęskniła coraz bardziej. Kilka razy płakała, ale szybko ocierała łezki. Musiała przyznać to sama przed sobą. Kochała mamusię bardziej niż ktokolwiek z rodzeństwa. Kochała ją aż za bardzo. Co będzie, kiedy zostanie uczennicą? Straszne. Nie chciała nawet o tym myśleć. Wiedziała jedynie, że zostanie zwiadowczynią, jak mama. Wtedy będą mogły razem chodzić na patrole. Przynajmniej to. Kiedy mama wróciła, Migotka wyskoczyła z posłania i rzuciła jej się w objęcia.- Mamusiu, cmeu odseslaś? Toahsz minie? - próbowała coś mówić. Nie była pewna, czy mama ją zrozumiała. - Mamusiu, nei otchodzi wiencje! - poprosiła. Przytuliła się mocno do kruchej. Już jest dobrze. Mama jest tuż obok mnie.
- Migotko… - zaczęła.
- Plosię, nei ziostiawiaj minie wiencje! - poprosiła jeszcze raz. Miała nadzieję, że mama zrozumie. Że teraz będzie obok niej już zawsze.
<Krucha?>
Od Migotki do Mirabelki
Leżała grzecznie tuż obok mamy. Nie czuła potrzeby, żeby od niej odchodzić. Kochała ją. Poczuła, jak jej szorstki język wylizuje ją. Ona miała najlepiej. Znajdowała się najbliżej pyska mamy, więc mama najczęściej ją lizała. Uwielbiała to. Poddawała się z rozkoszą jej zabiegom głośno mrucząc. Próbowała się już kilka razy podnosić, ale od razu się przewracała, w dodatku mama nie pozwalała im opuszczać żłobka. Wczoraj otworzyła oczy. Mama mówiła jej o różnych klanowych zasadach i o czymś takim jak inne koty. Te opowieści zawsze ją przerażały. Jak to inne koty? Zwłaszcza, kiedy mama mówiła o tyranach rządzących kiedyś w Owocowym Lesie. To było straszne. Zawsze, kiedy to opowiadała przysuwała się bliżej jej futra. Mama była dla niej wszystkim. Schronem, pożywieniem, opieką. Obok niej czuła się dobrze i nigdy nie zamierzała odchodzić.
***
Rosła. Stała się już większa. Teraz potrafiła już dobrze chodzić, ale nadal to ograniczała. No bo po co zwiedzać, kiedy można być przy mamie? Jej rodzeństwo nie podzielało jej zdania. Niestety nie mogła też im o tym powiedzieć. Dlaczego oni wszyscy już mówili, a ona nie? Migotka też chciała mówić! Mogłaby powiedzieć wtedy mamie, jak bardzo bała się tych kotów. Mogłaby ją poprosić, żeby ich tu nie wpuszczała. Mogłaby jej powiedzieć, jak bardzo ją kocha! Była taka duża i nie potrafiła mówić! Kiedy próbowała, z jej pyszczka wydobywały się jedynie jakieś literki, których nie potrafiła złączyć w słowa. Kiedy mama wstała, żeby pójść po zdobycz, została całkiem sama. Jej rodzeństwo bawiło się mchem, a ona czekała na Kruchą. Jej małe serduszko ściskało się z niepokoju. Kiedy wróci, jak wróci, czy wróci… Została pozostawiona sama sobie. Czekała i czekała. Liczyła uderzenia serca, które w jej przypadku biło dość szybko. Kiedy wróci? Podeszła do niej Mirabelka. Jej obecność znosiła całkiem dobrze. Nie namawiała jej do takich rzeczy, jak wyjście ze żłobka, ani nie przechwalała się tym, że potrafi już mówić. Siostra stanęła od niej w pewnej odległości i przyglądała się. Migotka smętnie leżała zwinięta w kulkę. Moja mamusia… Mirabelka podeszła bliżej. Wyglądała na zmartwioną. Chciała ją pocieszyć? Być może. Na razie jednak tylko stała i przyglądała się niebieskiej szylkretce.<Mirabelko?>
Od Migotki do Agresta
Nie mogła spać. W każdej chwili mogłyby tu pojawić się jakieś koty. Co by było, gdyby zmrużyła lekko oczy, a wtedy ktoś by ją porwał. Albo nawet zabił. Uspokoiła się trochę, kiedy mama zaczęła ją lizać. Wtedy jej napięte ciałko rozluźniło się, a rozbiegane wytrzeszczone oczy się zamknęły. Znowu poczuła się bezpieczna. Odpłynęła w krainę snów.
***
Dzisiaj od rana było bezpiecznie. To nie znaczyło, że lada moment ktoś nie mógłby się pojawić i ją skrzywdzić. Naprawdę podziwiała Grację. Ta kotka już nawet nie sepleniła mówiąc, chodziła wyprostowana, a najważniejsze i zarazem najdziwniejsze: nie bała się tych obcych kotów. Tych potworów. Jednak to nie ją najbardziej lubiła z rodzeństwa. Najlepsza była według niej Mirabelka, z którą dało się dogadać, ale też nie zachęcała ją do złych czynów, tak jak na przykład Malinka. Ten kocurek wczoraj chciał ją namówić na opuszczenie żłobka! Migotka nigdy jeszcze tego nie robiła, nawet z Kruchą. Wolała sobie nie wyobrażać, ile mogło się tam czaić innych. Wtedy to się stało. Znowu! No tak. Wczoraj nikogo nie było, to teraz musiał tu być jakiś potwór. Inny niż wcześniej. Biało - czekoladowy. Jeśli dobrze pamiętała, to był Agrest, jej tata. Podobno lider Owocowego Lasu. Te opowieści matki sprawiały, że bała się go troszeczkę mniej niż innych kotów. Ale tylko troszeczkę. Wszedł i zbliżył się. Słyszała jego oddech i jedynie siłą woli powstrzymywała ciałko od drżenia. Mama jest obok, on jest tatą, liderem, był tu wcześniej i nic mi nie zrobił, więc nie ma powodu, aby miał mi coś zrobić też dzisiaj! W razie czego mama by mnie obroniła, prawda? Najpierw Agrest bawił się z innymi kociętami, które chętnie i ufnie do niego podchodziły. Wypytywały się o życie klanowe, o tym jak to być przywódcą i o tym, czy same kiedyś zostaną liderami. Migotka nie wiedziała, jak można tego chcieć. Jej tata był bardzo popularnym kocurem, mnóstwo kotów go stale obserwowało. Musiał z nimi rozmawiać! Okropne. Kiedy już miał wyjść spojrzał na nią przelotnie. Wtedy poczuła szturchnięcie mamy.
- Idź z nim porozmawiać. Teraz będzie myślał, że go nie lubisz. - powiedziała za dezaprobatą. Porozmawiać? Przecież ona prawienie potrafiła jeszcze mówić! Pokręciła łebkiem. Krucha westchnęła, słychać było, że jest rozczarowana. Wtedy w oczkach Migotki zebrały się łezki i nic ich nie powstrzymywało przed wypłynięciem. Tata wciąż stał wpatrując się w nie. Zapewne słyszał całą rozmowę. Musi do niego iść. Inaczej mamusia będzie zła… nie mogła do tego dopuścić. Wstała. Krucha spojrzała na nią zaskoczona. Migotka trzęsąc się uczyniła kilka kroków w stronę kocura. Być może za chwilę skończy się jej życie. Łez wypływało jej jeszcze więcej, więc zaczęła się nimi krztusić. Podeszła nierówno do Agresta. Drżąc usiadła, obawiając się, że nie będzie wstanie ustać na łapkach. Wtedy wypowiedziała swoje pierwsze dwa słowa w życiu:
- Mama? Krucha! - pisnęła. Nie wiedziała, czy pomoc nadchodziła. Najważniejsze było to, że mama teraz nie miała prawa być na nią zła, bo zrobiła to, co tamta chciała. Wtedy spojrzała w zielone oczy taty, z nadzieją, ze puści ją wolno. Przecież nic mu nie zrobiła! I chyba nie zabije własnej córki?
<Agrest?>
13 sierpnia 2023
Od Migotki do Kuklika
Leżała sobie spokojnie, wtulając się w futro Kruchej. Karmicielka miała je tak długie, że prawie całkowicie przykrywało maleńką kotkę. Wystawały jej przednie łapki i główka, którą obserwowała otoczenie. Jej rodzeństwo spało. Ona jako jedyna mogła obserwować wspaniałą mamę, która wylizywała ją szorstkim, ale ciepłym językiem. Uwielbiała to. Poddawała się z rozkoszą jej zabiegom głośno mrucząc. Próbowała się już kilka razy podnosić, ale od razu się przewracała, w dodatku mama nie pozwalała im opuszczać żłobka. Wczoraj otworzyła oczy. Mama mówiła jej o czymś takim jak klany, kodeks. Nie pamiętała już większości z tego. Ze wszystkich kociąt miała najlepiej. Jej stałe miejsce obok mamy było tuż obok jej głowy. Kochała ją i nie wyobrażała sobie życia bez niej. Wtedy kotka przestała ją wylizywać i uniosła głowę patrząc na coś. Migotka też na to spojrzała i zobaczyła innego kota. Serduszko jej na chwilę stanęło. Kocur był inny od mamy. Inaczej wyglądał, inaczej pachniał… zakręciło jej się w główce. Schowała się w futro mamy, a on był coraz bliżej.
- Witaj Kukliku. - powiedziała Krucha.
- Cześć Krucha. Jak kocięta?- zapytał się jej mamy i podszedł jeszcze bliżej. Teraz mógł jej dotknąć! Zabić! Skrzywdzić! Przycisnęła się jeszcze bardziej do futra mamy. Była jedyną istotą, która mogła ją teraz ochronić.
- Wszystkie śpią, oprócz jednej. - Krucha trąciła ją nosem, co lekko ją uspokoiło. Wtedy zdała sobie sprawę, że w ten sposób kotka wskazywała kocię, które nie śpi. Łezki zaczęły jej się zbierać do oczu. Czy umrę tak wcześnie? Serduszko jej waliło bardzo szybko. Gdyby nie do, że mama była obok, z pewnością starałaby się gdzieś uciec. Na razie uciekła do futerka, przyciskając się do mamy tak, że prawie nic nie było z niej widać. Chciała się w niej ukryć.
- Której? Mogę się z nią pobawić? - zapytał kocur. W ocenie kocięcia miał on niebezpieczny głos. Wprawiło do jej małe ciałko w drżenie. Potrzebowała chwilki, żeby się uspokoić. Złapała za sutka i zaczęła pić mleko. Dobre. To zawsze ją będzie uspokajało.
- Migotka nie śpi. Jasne, że możesz, przecież nie będę ci zabraniała. - powiedziała. Kicia otworzyła buzię tak, że zaplamiła futerko mamy mlekiem. Krucha ot tak podawała ją temu kocurowi na pożarcie? Z zaskoczenia sutek jej wypadł z buzi. Zaczęła wylizywać futro mamy tam, gdzie ją zaplamiła. Nie chciała, żeby ta była brudna, a jeszcze bardziej nie chciała, żeby ta była zła na nią z tego powodu. Kocur podszedł tak, że mógł bez problemu wyciągnąć łapę i ją dotknąć. Leżała tuż obok mamy pyska, miała nadzieję, że ugryzie kocura, jeśli tylko się do niej zbliży. Mimo tego zapewnienia, jej ciałko nadal drżało. Kot wyciągnął do niej łapę, a mama go nie powtrzymała. Gwałtownie odwróciła główkę. Nie potrafiła zareagować inaczej, niż wydając z siebie dziki syk. Odsłoniła kiełki i próbowała warczeć, jednak była jeszcze malutka i nie potrafiła dobrze warczeć. Kocur z zaskoczeniem cofnął łapę. Poczuła język mamy. Wylizała jej mordkę po mleku, polizała po brzuszku, aby wszystko się tam ułożyło. Wytrzeszczyła na nią oczy z przerażenia i próbowała jej w ten sposób powiedzieć, że ten ktoś próbuje ją zabić.
- Co się stało? - zapytał.
- Może podszedłeś za gwałtownie i się przestraszyła. To w końcu jeszcze małe kocię. - powiedziała z czułością.
- To mogę ją? - zapytał. Nie potrafiła jeszcze zbyt dobrze oceniać emocji, ale ten ton według niej znaczył tyle, co podniecenie. Zinterpretowała też błędnie jego słowa. Czy mogę ją zjeść? Czy mogę ją zabić? Czy mogę ją skrzywdzić? Tylko takie pomysły przychodziły jej do główki. Udało jej się uciec na drugą stronę mamy. Natychmiast ukryła się w futerku. Miała nadzieję, że ton kot jej nie uśmierci… I dlaczego mama jej nie broni?
- Witaj Kukliku. - powiedziała Krucha.
- Cześć Krucha. Jak kocięta?- zapytał się jej mamy i podszedł jeszcze bliżej. Teraz mógł jej dotknąć! Zabić! Skrzywdzić! Przycisnęła się jeszcze bardziej do futra mamy. Była jedyną istotą, która mogła ją teraz ochronić.
- Wszystkie śpią, oprócz jednej. - Krucha trąciła ją nosem, co lekko ją uspokoiło. Wtedy zdała sobie sprawę, że w ten sposób kotka wskazywała kocię, które nie śpi. Łezki zaczęły jej się zbierać do oczu. Czy umrę tak wcześnie? Serduszko jej waliło bardzo szybko. Gdyby nie do, że mama była obok, z pewnością starałaby się gdzieś uciec. Na razie uciekła do futerka, przyciskając się do mamy tak, że prawie nic nie było z niej widać. Chciała się w niej ukryć.
- Której? Mogę się z nią pobawić? - zapytał kocur. W ocenie kocięcia miał on niebezpieczny głos. Wprawiło do jej małe ciałko w drżenie. Potrzebowała chwilki, żeby się uspokoić. Złapała za sutka i zaczęła pić mleko. Dobre. To zawsze ją będzie uspokajało.
- Migotka nie śpi. Jasne, że możesz, przecież nie będę ci zabraniała. - powiedziała. Kicia otworzyła buzię tak, że zaplamiła futerko mamy mlekiem. Krucha ot tak podawała ją temu kocurowi na pożarcie? Z zaskoczenia sutek jej wypadł z buzi. Zaczęła wylizywać futro mamy tam, gdzie ją zaplamiła. Nie chciała, żeby ta była brudna, a jeszcze bardziej nie chciała, żeby ta była zła na nią z tego powodu. Kocur podszedł tak, że mógł bez problemu wyciągnąć łapę i ją dotknąć. Leżała tuż obok mamy pyska, miała nadzieję, że ugryzie kocura, jeśli tylko się do niej zbliży. Mimo tego zapewnienia, jej ciałko nadal drżało. Kot wyciągnął do niej łapę, a mama go nie powtrzymała. Gwałtownie odwróciła główkę. Nie potrafiła zareagować inaczej, niż wydając z siebie dziki syk. Odsłoniła kiełki i próbowała warczeć, jednak była jeszcze malutka i nie potrafiła dobrze warczeć. Kocur z zaskoczeniem cofnął łapę. Poczuła język mamy. Wylizała jej mordkę po mleku, polizała po brzuszku, aby wszystko się tam ułożyło. Wytrzeszczyła na nią oczy z przerażenia i próbowała jej w ten sposób powiedzieć, że ten ktoś próbuje ją zabić.
- Co się stało? - zapytał.
- Może podszedłeś za gwałtownie i się przestraszyła. To w końcu jeszcze małe kocię. - powiedziała z czułością.
- To mogę ją? - zapytał. Nie potrafiła jeszcze zbyt dobrze oceniać emocji, ale ten ton według niej znaczył tyle, co podniecenie. Zinterpretowała też błędnie jego słowa. Czy mogę ją zjeść? Czy mogę ją zabić? Czy mogę ją skrzywdzić? Tylko takie pomysły przychodziły jej do główki. Udało jej się uciec na drugą stronę mamy. Natychmiast ukryła się w futerku. Miała nadzieję, że ton kot jej nie uśmierci… I dlaczego mama jej nie broni?
<Kuklik?>
Od Migotki
Wokół panowała ciemność, ale nie przeszkadzało to malutkiemu stworzeniu znajdującemu się wewnątrz Kruchej. Nie znała niczego. Jedynie ciasne ściany i pływające wokół niej inne kształty. Istota nie rozpoznawała ich i nie czuła takiej potrzeby. Po prostu wiedziała, ile ich jest i to jej wystarczało. Czasami odbijała się od ścian czegoś, ale to też jej nie przeszkadzało. Czuła się bezpieczna. Najbardziej jednak lubiła dudnienie. Zwykle było miarowe, spokojne. Czasami przyspieszało, powodując spięcie u stworzonka, całe szczęście wracało do normy. Czasami zaplątywała się w jakąś rurkę, ale wszystko było dobrze, tak jak zawsze. Nie wiadomo, kiedy, w ścianach zaczęło być ciasno. Bardzo ciasno. Musiała znosić taki stan przez dłuższy czas. Odkryła, że powodem tego są inne istoty, jednak nie dawała rady ich przepchnąć. Nagle coś zaczęło ją pchać. Była zaskoczona tym faktem. Opierała się temu jak najbardziej. Wtedy jedna z istot zniknęła. To był ponowny wstrząs dla istotki. Nagle coś popchnęło także i ją. Zdążyła tylko przekręcić się i ustawić w tej pozycji, jakiej kazał jej instynkt. Przedzierała się przez wąski korytarz, a w każdym momencie robiło się coraz zimniej. Wiedziała jednak, że musi iść dalej. Wtedy część jej ciała dotknęła czegoś chłodnego. Zorientowała się, gdzie jest jej przód, a gdzie tył. Z przodu była główka, a z tyłu reszta. Otworzyła coś w główce i zaczęła wrzeszczeć. Piszczała i płakała w niebogłosy. Coś ją smagnęło, a ona piszczała dalej. Wtedy coś popchnęło ją do ciepła. Były tam inne istoty. Chwyciła za coś i pociągnęła. Ssała to i poczuła przypływ energii i przyjemne bulgotanie. Poczuła spokój, kiedy coś przejechało jej po futerku. Na razie nie rejestrowała dźwięków i nie widziała obrazów, Wiedziała, że jeśli oddali się od ciepła to zginie, dlatego kiedy skończyła ssać ułożyła się jak najbliżej ciepła przy czymś mokrym i szorstkim, co układało jej futerko i ją ogrzewało. Tu było jej dobrze. Zasnęła całkowicie ufając ciepłu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)