BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

12 września 2026

Od Narcyza (Narcyzowej Łapy) CD. Werwy (Narwanej Gonitwy)

Gniewnie uderzył ogonem o ziemię.
— No i czego chcesz ode mnie? — wycedził, pocierając wciąż piekący od uderzenia nos.
Siostra tylko wzruszyła barkami.
— Nie wiem, zabaw mnie. Może masz jakiś pomysł w tej swojej główce.
Zamurowało go.
Nie dość, że go uderzyła, to jeszcze miała czelność czegoś od niego żądać? Niedorzeczne! Opuścił łapę, całkiem zapominając już o nosie, i omiótł wzrokiem żłobek. Tu i tak nie było nic ciekawego do roboty. Na co ona liczyła, że coś jej wyczaruje?
— Nie wiem, możemy wrzucić robaki do czyjegoś legowiska… znaczy, ty, ty możesz. — Skrzywił się na samą myśl. — Ja idę spać.
Siostra zastrzygła uszyma.
— Nie idź spać! — miauknęła, krzywiąc się. — Chodź ze mną po te robaki.
Hę?
Przez chwilę udawał zamyślonego (mimo, że od początku wiedział, jaka będzie jego odpowiedź), po czym uderzył ogonem o ziemię.
— W porządku — mruknął, niby od niechcenia. — Skąd chcesz je wziąć?
Uważnie przyglądał się Werwie, gdy ta wydała z siebie trudny do opisania odgłos zamyślenia, po czym wzruszyła barkami.
— ...może przy brzegu wyspy? — Zmarszczyła brwi. — Czy ja wyglądam Ci na znawcę robali? Kto wie, gdzie one się tam szwendają…
Narcyz wzruszył ramionami; zawsze lepsza marna propozycja niż nic.
— No to chodź... Tylko nie idź za szybko, bo nie chce mi się za tobą biegać. — Podniósł się z ziemi, otrzepał futro i rozejrzał po kociarni. — Myślisz, że nas w ogóle wypuszczą?
— Wiem, że nas nie wypuszczą — zaczęła kotka. — dlatego nie mogą nas zobaczyć!
Upewniając się, że Niedźwiedziówka nadal siedzi odwrócona zadem w ich stronę, zaczęła skradać się wzdłuż ściany legowiska do wyjścia. Jednak zamiast ze słońcem i robakami spotkała się ze ścianą szybko opadającego śniegu.
— Ah.
Obejrzała się przez ramię na Narcyza.
— Chyba już wszystkie pozamarzały.
Uniósł brwi. Mówiąc szczerze, nawet go to nie dziwiło.
— Pewnie wszystkie chowają się w futerku Kasztanka — stwierdził beztrosko, przechylając głowę. I tak nie zależało mu na tych robakach. Teraz tylko musiał wymyślić coś, co zabawi Werwę… Wolał nie ryzykować ponownym oberwaniem od niej.
— To w takim razie możemy... — Rozejrzał się. — ...zjeść?
Tak, to było to. Zerknął przez ramię na Niedźwiedziówkę. Z chęcią zjadłby coś dobrego…
Zmrużyła ślipia, po czym wzruszyła barkami.
— No dobra...
Rozejrzała się po żłobku. Tak się złożyło, że któryś z uczniów przyniósł im popołudniowy posiłek.
— No! To co sobie książe wybiera? — Przydreptała do sterty piszczek. — Może wróbelka? Aby wepchać Kasztankowi pióra do pyska, gdy będzie chrapał?
Przechylił łeb, po czym wskazał łapą na tłustego ptaka.

· · ────── ꒰ঌ·✦·໒꒱ ────── · ·

“Będzie mi za ciebie wstyd, jeśli cię okrzykną leniwą niedorajdą. A chyba nie chcesz, żeby mi było za ciebie wstyd, czyż nie?”
Słowa Niedźwiedziówkowego Pyłu jak zacięta płyta odtwarzały się w jego umyśle.
Nie chciał zawieść mamy… a już szczególnie nie chciał, żeby okrzyknięto go niedorajdą.
Co miał zrobić, żeby mentor szybciej go mianował?
Zerknął z ukosa na Lśniącą Ikrę.
“Świetnie. Jak zauważę, że się lenisz, to osobiście porozmawiam z Muśniętą Iskrą i każę jej wyrwać ci wszystkie kłaki.”
Przez chwilę wpatrywał się w starszego. Przypalony Kasztan już dawno był wojownikiem, a on wciąż był daleko w tyle… Co, jeśli Werwa również ukończy niedługo szkolenie? Niedopuszczalne!
— Potrzebujesz czegoś? — Głos Lśniącej Ikry wyrwał go z rozmyślań; Narcyz nawet nie zauważył, że wciąż wpatrywał się w mentora.
— Nie, wszystko w porządku — wymamrotał, odwracając wzrok.
Zastanawiał się, czy Lśniąca Ikra naprawdę posłuchałby się Niedźwiedziówkowego Pyłu…

· · ────── ꒰ঌ·✦·໒꒱ ────── · ·

Jakiś czas później

Ostatnie smugi światła odbijały się od grubej warstwy śniegu, mieniąc się w blasku zachodzącego słońca i rzucając blady połysk na futra zgromadzonych na Świetlikowej Wyspie kotów. Narcyz przyspieszył nieco, starając się zrównać krok z Narwaną Łapą, która pędziła przez tłum zgromadzonych kotów. Nigdy nie spodziewałby się, że Przypalony Kasztan, jego głupi brat, weźmie ślub — a szczególnie, że weźmie go tak wcześnie!
— Że też sobie kogoś znalazł — mruknął i przechylił łeb, aby ukradkiem zerknąć na Werwę. — Nie wiedziałem, że taki z niego romantyk.
— No ja właśnie też nie — szepnęła. Strzepnęła końcówką ogona. — Z tą jego wybranką serca to nie zamieniłam nawet więcej słów, niż mam pazurów u wszystkich łap.
Pokiwał głową z uznaniem. Jak tak teraz o tym myślał, to nie mógł sobie nawet przypomnieć imienia kotki. U… urodziwy Szalej? Urocza Szprotka?
— Ja też — przyznał. — I nic mi o niej nie powiedział! Myślisz, że założą rodzinę? Wychylił się nieco, aby spojrzeć w stronę pustego ołtarzu i przesunął ogonem po ziemi. — Ja to bym się nie chciał żenić z żadną kotką, nie wiem, co w tym takiego fajnego. — Wzruszył ramionami.
Kątem oka dostrzegł, jak Werwa przechyliła głowę z namysłem.
— Ja bym tam mogła....
Przestał rozglądać się po wyspie i wlepił wzrok w Narwaną Łapę.
— Hę? — Zanim jednak zdążył zapytać o coś więcej, gwar rozmów ucichł, a Przypalony Kasztan wraz z Urodziwym Szafirkiem ruszyli w stronę ołtarza.
— Zebraliśmy się tu dzisiaj, żeby uczcić miłość Urodziwego Szafirka i Przypalonego Kasztana oraz przypieczętować ją oficjalną więzią! — Mandarynkowa Gwiazda zrobiła krok do przodu, dumnie unosząc ogon. A więc tak nazywała się luba Kasztana… — Jeśli ktoś chce wyrazić sprzeciw, niech zrobi to teraz.
Zapadła chwila milczenia. Narcyz mógłby przysiąc, że słyszał miarowe bicie serca Narwanej Łapy.
— Urodziwy Szafirku, Przypalony Kasztanie, czy w obliczu wszystkich zebranych tu kotów przysięgacie sobie miłość, wierność, uczciwość i wspólne dzielenie łowów nawet po śmierci?
Para młoda zgodnie kiwnęła głowami.
— Przysięgam.
— Przysięgam.
— Zatem mocą nadaną mi przez Klan Gwiazdy ogłaszam was mężem i żoną! Niech wasza miłość trwa mimo wszystko, niczym igły sosen Porą Nagich Drzew!
Wokół rozległy się wiwaty; radosne okrzyki wypełniły Świetlikową Wyspę, poprzedzane szerokimi uśmiechami pary młodej.
Narcyz strzepnął ogonem; gdy tylko wiwatowanie dobiegło końca, kilka kotów podeszło do Przypalonego Kasztana i Urodziwego Szafirka, wręczając prezenty i wymieniając się uprzejmościami. A przynajmniej tak to wyglądało z daleka. Nie, żeby patrzył.
Osobiście nie przyniósł żadnego prezentu; nie wiedział nawet, że takowy wypada przygotować, więc postanowił zostać na swoim miejscu. 
Para młoda chyba coś ogłosiła, bo gwary rozmów znacznie ucichły. Uczeń przechylił delikatnie łeb, rozglądając się. Wszystkie koty uważnie przyglądały się teraz Przypalonemu Kasztanowi i Urodziwemu Szafirkowi... Dopiero, gdy Narcyz dostrzegł niewielkiego płaza przy dwóch kotach, zorientował się, co się działo — rzucali żabą. Szczerze mówiąc, Narcyz nie do końca wiedział, na czym to polegało, ale gdy dostrzegł żabę, lecącą wprost na niego, instynktownie wyciągnął łapy przed siebie. Płaz przeleciał tuż nad jego łapą, uderzył go w klatkę piersiową i wylądował tuż przed nim; Narcyz odruchowo przyszpilił stworzenie do ziemi (tak na wszelki wypadek) i podniósł delikatnie łeb, rozglądając się. Złapał żabę? Zerknął z ukosa na Narwaną Łapę. Co on miał teraz zrobić? Zjeść ją?
Zanim zdążył cokolwiek zrobić, tuż przy nim rozbrzmiał głos Narwanej Łapy:
— Głupie płazy, kłamią! — miauknęła donośnie, obrzucając zaskoczonego Narcyza sztucznie zrozpaczonym spojrzeniem. — Kłamią i nie widzą prawdziwej miłości... Prawda, Lawendo?
Z tymi słowy przechyliła się w stronę jakiejś stojącej obok kotki i przysunęła swój pysk do tego liliowego. Zmrużyła ślipia, uśmiechając się... Polizała ją romantycznym gestem po nosie.
Narcyz wlepił zszokowany wzrok w Narwaną Łapę. Otworzył pysk, żeby coś powiedzieć, ale żaden dźwięk się z niego nie wydobył, więc zamknął go ponownie. 
Co to miało znaczyć?
— Och tak, droga Narwana. Łżą jak wydry. Paskudniki — odparła z niechęcią tamta kocica, którą polizała Werwa. 
Lawenda zakryła pyszczek jakby zarumieniona. 
— Ależ, moja miła, ile razy ci mówiłam, że wolę być pierwsza? — mruknęła, odsuwając łapę od pyszczka. Przewróciła lekko koteczkę i stanęła nad nią. — I co ja mam z tobą zrobić, hm? — mruknęła, chyląc pysk i liżąc ciemną w nosek.
— Ja- Mhm — wydusiła z siebie po paru uderzeniach serca. — Może- Może później mi powiesz, co, Lawendo? — miauknęła w końcu, dotykając nosem tego wojowniczki. — Chyba, że już nie będziesz taka śmiała?
Liliowa uśmiechała się z wyraźnym triumfem w oczach, na co Narcyz tylko otworzył szerzej oczy.
— Och, moja droga, nie udawaj, że to cię tak zaskoczyło, bo pomyślę, że nie chcesz mnie obok — mruknęła, a jej pyszczek wyrażał smutek, by po chwili cicho się zaśmiać. — No? Co mi teraz powiesz? — Przechyliła lekko łebek, wpatrując się głęboko w jej oczy. — Och, no wiesz? Gdybyśmy były same... ale przez wzgląd na hm… młodszą widownię, chwilowo muszę nieco zahamować, choć żal ściska me serce na tę myśl. Czy zaszczycisz mnie swoją obecnością na spacerze? Słyszałam, że wspólne polowanie łączy serca i dusze... — wymruczała w ucho JEGO siostry.
Na słowa Lawendowej Rozkoszy niemal pobladł. Całkiem zapomniał już o żabie; zamiast tego drgnął i zerwał się na równe łapy.
— Yy... Protestuję! — rzucił desperacko.
Jaki spacer? Dokąd miały iść? 
Młodsza tylko przewróciła oczami.
— Och, proszę cię — zaczęła, opuszczając kotkę i ocierając się o Narcyza, by zatrzymać się przy jego uchu. — Bądź grzecznym chłopcem i się nie wtryniaj — prychnęła bardzo cicho na jego ucho, by powrócić do Narwanej. — Czyż to nie jest decyzja tej piękności? — uśmiechnęła się niewinnie, choć w oczach miała iskrę chłodu.
Kocurek wzdrygnął się i przeniósł wzrok na siostrę, jakby doszukując się wsparcia z jej strony; ona powoli uniosła się, podpierając się łapami, podczas gdy Lawenda ochrzaniała Narcyza. Zerknęła na niego kątem oka, jednak zanim zdążyła coś powiedzieć, kotka powróciła do niej, pochylając się nad nią z uśmiechem i ostrym spojrzeniem. Przełknęła slinę.
— Oczywiście — odparła Werwa, unosząc kąciki pyska. Wstała i stanęła obok kotki, ignorując wszystkich dookoła i wpatrując się w jej pysk. W jej oczach zaczęło błyszczeć zainteresowanie. — Tam będziesz mogła sobie nade mną stać bez szansy na to, że ktoś nam przeszkodzi...
Narcyzowa Łapa otworzył szerzej oczy i gapił się w milczeniu, jak Werwa ponownie zbliżyła się do młodszej. Co ona wyprawiała?
— Taka jesteś! — zawołał z wyrzutem w ostatnim akcie desperacji, zarzucając ogonem.
Naprawdę chciały iść na ten spacer? Też wezmą ślub? Kim w ogóle była ta cała Lawenda?
— Bardzo dobra decyzja, moja piękna Narwana — wymruczała Lawenda, muskając bok kotki ogonem i kierując pysk w jej stronę. — Znajdę ci najwygodniejsze miejsce na leżenie, obiecuję ci to — wymruczała uroczo, przenosząc wzrok na Narcyza i szczerząc do niego niepostrzeżenie kły. — Och, Narcyzku, nie złość się, bo ci serce stanie i co wtedy?
Werwa przytaknęła Lawendzie, po czym, przyklejając do niej swój bok, odwrócila pysk do Narcyza. ]— Wybacz — wzruszyła ramionami. — Nie moja wina, że nie umiesz sobie nikogo znaleźć! Wytknęła mu język, uśmiechając się. — Może na naszym ślubie znowu złapiesz tę żabę i tym razem ci się poszczęści.
Wpatrywał się w obie kotki szeroko otwartymi oczami. Nawet nie wiedział, co odpowiedzieć.
— Nie interesują mnie takie głupoty! Z resztą wszyscy i tak są głupi! — wydusił w końcu, ale głos mu się nieco załamał. Zerknął na Werwę, przełykając ślinę. — Ty... ty też jesteś głupia! Idź sobie z tą Lawendą gdzie chcesz, byle daleko. Niedobrze mi się od was robi!
Lawenda tylko zmrużyła oczy na słowa kocura.
— Och, doprawdy? Głupcy? Mało oryginalne nazewnictwo — prychnęła. — Chodźmy, Narwanko, nie marnujmy czasu na… takie bezsensowne paplanie — mruknęła.
Uśmiech na pysku szylkretki powoli zaczął bardziej przypominać grymas.
— Narcyz... — zaczęła, nie wiedząc jednak co powiedzieć. Chyba poszły trochę za daleko. — Narcyz, no weź... 
Kocurek skrzywił się. Nie protestował, gdy tamta dziwna kotka odciągnęła jego siostrę na bok.

· · ────── ꒰ঌ·✦·໒꒱ ────── · ·

Usiadł wśród zgromadzonych kotów i przechylił łeb, kierując wzrok na pusty ołtarz. Ulewny Szkwał się żenił i Narcyzowi nie mieściło się to w głowie. Dlaczego Liliowa Pieśń była dla niego tak ważna? To nie z nią walczył z samotnikami, to nie z nią dzielił tyle wspólnych wspomnień. Co ich tak w ogóle łączyło?
Strzepnął ogonem, wlepiając wzrok w łapy. W pobliżu nigdzie nie widział Werwy; od ich sprzeczki nie rozmawiali ze sobą za bardzo, głównie skupieni na treningach, toteż Narcyz nie był pewien, czy w ogóle pojawi się na weselu. Byłoby miło; nieswojo czuł się bez siostry u boku. 
Przez chwilę w milczeniu poprawiał futro, uważnie przejeżdżając językiem po każdym niesfornym kosmyku. Wciąż nie mógł odgonić tego nieswojego uczucia, które zdawać się mogło na dobre osiąść na jego klatce piersiowej. Drażniło go to. Nie potrzebował Narwanej, więc dlaczego jej nieobecność wywierała na nim takie wrażenie? 
Skoro wolała zadawać się z jakąś podejrzaną ko...
—  Narcyzowa Łapo? — Na dźwięk czyjegoś głosu omal nie podskoczył w miejscu. — Możemy pogadać? Albo chociaż dasz się przeprosić? Nie chciałyśmy ci zrobić krzywdy...
Podniósł łeb, aby złączyć spojrzenie z Lawendową Rozkoszą. Zmrużył delikatnie oczy.
— Czego chcesz? — Strzepnął końcówką ogona. — Nie zrobiłyście mi krzywdy, nie bądź głupia. Odwrócił na moment wzrok, przyglądając się Ulewnemu Szkwałowi, który zdążył już wyjść na środek ołtarza wraz ze swoją wybranką. Słowa Mandarynkowej Gwiazdy zapadły w jego umyśle; Szkwał i Liliowa Pieśń byli oficjalnie małżeństwem. Gdy odwrócił się, aby ponownie spojrzeć na Lawendową Rozkosz, wyraz jej pyska nieco się zmienił. 
Zanim zdążył cokolwiek powiedzień, zrezygnowana odwróciła się i bez słowa odeszła.
A to niby z jakiej racji?
— Uwaga! Najzieleńsza żaba w okolicy leci! — Tym razem z oddali dobiegł do niego głos Liliowej Pieśni; kotka wyrzuciła obślizgłego płaza przed siebie.
Z przerażeniem obserwował, jak żaba leci w jego kierunku. Zanim zdążył się odsunąć, już leżała pod jego łapami — krzywiąc się, przyszpilił ją do ziemi. Dlaczego to właśnie jego zawsze spotykało to okropieństwo?
— Dawaj mi tego płaza!
Pysk Narcyza wykrzywił się w grymasie, gdy Werwa rzuciła się w jego stronę. A więc to tu się podziewała...
Odskoczył na bok, ciałem budując dystans między Werwą a żabą, wciąż wijącą się pod jego łapami. 
— Spadaj! — syknął, łypiąc na siostrę.
Prychnęła, skacząc za bratem. 
— No weź, to już drugi raz z rzędu! — Wyciągnęła do przodu łapę i trąciła go w grzbiet, wciskając drugą od boku pomiędzy jego łapy i próbując dosięgnąć żaby. — A nawet nie masz z kim tego ślubu wziąć... Twój gruby zad mnie nie powstrzyma!
— Nieprawda! — odparował, starając się odepchnąć Werwę. — Odsuń się, bo mnie udusisz! W tej samej chwili poczuł, jak łapa ześlizgnęła mu się z płaza i razem z siostrą runął na ziemie; kątem oka dostrzegł tylko, jak żaba wyskoczyła przed siebie.
Podniósł pysk; żaba, która wylądowała przed łapami Narcyzowej Łapy, a jeszcze chwilę temu była pod jego zadkiem, teraz poleciała w stronę... Pierzastej Kołysanki?
— Mam żabę! Złapałam, złapałam! — Ucieszyła się ogrodniczka.
— Ej! — jęknął Narcyz.
Narwana Łapa nad nim stęknęła, uderzyła łbem o ziemię, po czym podniosła się, przy okazji kopiąc go w biodro, na co skrzywił się jeszcze bardziej.
Obrzuciła Piórko niechętnym spojrzeniem i wykrzywiła pysk w grymasie. 
— Teraz będzie jeszcze bardziej nie do zniesienia — wymamrotała, wzdychając. Spojrzała na brata i szturchnęła go łapą, gdy nie podniósł się z ziemi. — Nie płaszcz się tak.
Westchnął, z trudem podnosząc się na równe łapy i otrzepując futro. 
— Widzisz, co narobiłaś! — rzucił z udawanym wyrzutem, chociaż nie w głowie mu była żaba. Ważne, że Werwa jej nie dostała. Jeszcze ożeniłaby się z tą Lawendą!
— To ty ją puściłeś!
Obrzucił ją oskarżycielskim spojrzeniem.
— Jakbyś się tak nie pchała, to bym jej nie puścił!
Strzepnął ogonem, siadając na ziemi.
— I tak jej nie potrzebujesz, prędzej byś ją zjadła niż wzięła ślub — dodał, wzruszając ramionami.
Siostra łypnęła na niego kątem oka, po czym usiadła obok. 
— Uh-huh. A ty? Ostatnio mówiłeś mi, że ty to być kotki nie tknął, a kandydatów na męża to za dużo nie mamy — mruknęła, po czym strzepnęła uchem. — Chyba, że odbijesz go Liliowej Pieśni i rozkochasz w sobie Szkwała.
Na słowa kotki uszy drgnęły mu nieznacznie.
— Nie wygaduj głupot — parsknął, zadzierając podbródek do góry.
Werwa odwróciła pysk w bok, wpatrując się w ziemię. Machnęła ogonem i trąciła Narcyza w bark:
— A ty się nie obrażaj — prychnęła, po czym wzdrygnęła się. — ...ale tak na serio. Nie wiem, co Ci ostatnio odbiło, ale. Mm. No- Przepraszam?
Przechylił łeb, aby wlepić w siostrę pełne zdumienia spojrzenie. Nie miał pojęcia, czego się spodziewał, ale na pewno nie tego.
Przez chwilę milczał, po czym przeniósł wzrok na swoje łapy.
— Nie szkodzi — mruknął.
Chwila ciszy.
— A ja... no wiesz, nie chciałem ci się wtrącać. 

<To co, Werwo? Zgoda?>
[2697 słów]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz