BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lwia Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lwia Łapa. Pokaż wszystkie posty

13 maja 2019

Od Lwiej Łapy CD Lukrecji

Podsumujmy: Samotna, śliczna dama została skazana na samotną wedrówkę i zdana na samą siebie. Owszem, Lew potrafił jej współczuć i sam czuł smutek na myśl, jak bardzo mogła być skrzywdzona owa kotka. Jednak wizja osiadania na laurach i wyrazów wdzięczności za pomoc była silniejsza od żalu. Kto by nie lubił pochwał, hm? I kto by nie lubił być lubianym i szanowanym? Ego rudzielca wręcz to kochało!
Ruchem głowy terminator pogonił nieznajomą. Miał jeszcze do załatwienia dwie rzeczy. Pierwsza to...
- Jak masz na imię? - spytał nachalnie.
- Lukrecja - Była pieszczoszka wypięła się dumnie. - A Ty? Wspomniałeś, że jesteś jakimś uczniem...?
- Uczniem Klanu Nocy - powtórzył kociak. - Mam na imię Lwia Łapa, a niedługo dostanę najfajniejsze imię wojownika pod księżycem!
- Klany, uczniowie, wojownicy... - szepnęła Lukrecja, jakby z trudem przetwarzając podane przed chwilą informacje.
Przez resztę drogi Lwia Łapa tłumaczył swojej towarzyszce to, co jeszcze kilka księżyców temu opowiadała mu Żurawinowy Krzew, wprowadzając jego i jego brata, Niedźwiadka, w klanowe życie. Robił to powoli, używając jak najprostszego języka dla zrozumienia. Czarnuszka zaś potakiwała i słuchała uważnie kocura.
- Chciałabyś do nas dołączyć? - podsumował oczywistym pytaniem. To była ta druga sprawa. - Może nie jest tu tak wygodnie, jak u dwunożnych, ale chociaż nie będziesz sama.
- Tak - Lukrecja nie zastanawiała się długo. - Chcę dołączyć.
- W takim razie musimy iść do Żwirowej Ścieżki.

<Lukrecja? Wybacz zastój... >

05 maja 2019

Od Lwiej Łapy

— Postawa! — Upomniała go Łzawy Taniec napuszonym tonem.  Na to wyglądało, że nadal była rozdrażniona odejściem Gołębiej Łapy, a przynajmniej tak sobie tłumaczył jej podopieczny. Naprawdę musieli być ze sobą blisko...
Lew utkwił zielone oczęta w kierunku, gdzie uciekła mu jego potencjalna pierwsza zdobycz na lądzie. Wcześniej udało mu się wyłowić rybę. A teraz... cóż.. wymruczał pod noskiem jakieś przekleństwo, którego wojowniczka nie mogła dosłyszeć. Przysiągł sobie, że następnym razem złapie tą wiewiórkę choćby miał ją gonić przez cały teren klanu.
— Co tam mamroczesz? — spytała Łzawy Taniec.
— A nic — Rudzielec przystąpił z łapy na łapę. — Następnym razem ją dorwę.
— To był twój pierwszy raz — Pręgowana przymknęła oczy. Grunt, że zrozumiała. — Mam pomysł, Lwia Łapo.
Ciekawski kocurek nastawił uszu.
— Idź nad rzekę i złap trzy ryby. Wydaje mi się, że poradzisz sobie sam.
Oho, czyżby kocica znów chciała pobyć sama? Lew skinął głową. Potrafił to uszanować, aczkolwiek polowanie samemu nie robiło mu różnicy. Zresztą, Łzawy Taniec ostrzegała go, że jeśli chciałby zostać dzielnym i silnym wojownikiem, nie powinien liczyć na to, że jego nauczycielka będzie z nim zawsze, na wyciągnięcie łapy. A słysząc słowa "dzielny" i "silny" nie trzeba było długo przekonywać. W końcu chciał być najlepszy, no nie?
Znajda zawrócił w stronę rzeki. Zimna woda musnęła jego łapki; poczuł jak temperatura wody odbija się od jego ciała i gwałtownie zawraca, zostawiając kociaka całego w dreszczach. Kroczył jednak dalej, zachowując czujność. Wtem pojawiła się na horyzoncie płotka; pewnie zauważyła, że podpłynęła za blisko brzegu (ah, bo kot wcale nie był tego zwiastunem, a wcale!) i zaczęła zawracać. Kocur skoczył i położył na niej łapy. Obie... to znaczy jedną... ale...
Lew podniósł wzrok na nieco mniejszą od siebie koteczkę o czarno-białym futrze. Miała czelność zapolować na tą samą rybę, co on. Chociaż... no cóż. Dama, tak? To jak na bohatera przystało, należało ustąpić. Gołym okiem było widać, jaka jest wygłodniała. Po części ją rozumiał...
Mimo to wciąż liczył na jakąś wdzięczność.
Zwolnił łapę ze zdobyczy, jednak nie potrafił powstrzymać ciekawości.
— A ty to kto? — spytał wprost.

<Lukrecja?>

04 maja 2019

Od Lwa (Lwiej Łapy)

Jakiś czas później, po mianowaniu nowych uczniów, Żwirowa Gwiazda znów wezwała swoich podopiecznych pod wielki kamień. Oto stanęła, pełna majestatu, aczkolwiek strachu i smutku malowanych ciemnymi barwami na pysku dorosłej kotki.
- Gołębia Łapo - wezwała, pociągnąwszy nosem. - Wystąp.
Kocur powłóczył niepewnie łapami w kierunku liderki i spuścił po sobie uszy. Drżał intensywnie, a ciekawskie spojrzenia innych kotów tylko pogarszały jego okropne samopoczucie.
Żurawinowy Krzew przytuliła do siebie kociaki. Tylko Lew wyrwał się po chwili i nastawił uszu.
- Ten kot dopuścił się czynu karygodnego. Morderstwa.
Królowa wstrzymała oddech, podobnie jak reszta klanu. Zabrzmiały zmieszane szepty, z których znajda wyłapał tylko jedno słowo - pieszczoch. Jeśli dobrze pamiętał, chodziło o kota dwunożnych. Wzdrygnął się na wspomnienie, iż niedawno sam nim był.
- Z bólem serca - kontynuowała Żwirowa Gwiazda. - Niniejszym skazuję cię na wygnanie. Przykro mi, Gołębia Łapo, ale taki jest kodeks, a ja nie mam zamiaru narażać resztę klanu na niebezpieczeństwo. Niech Gwiezdni mają cię w opiece.
Gołąb przełknął ślinę i obrócił się na pięcie. Klanowicze rozstąpili się, by wygnaniec poszedł własną ścieżką. Jedni rzucali obelgami, a jeszcze inni pożegnali ucznia.
Wkrótce Gołębia Łapa odszedł, jednak Żwirowa Gwiazda nie kończyła zgromadzenia.
- Niedźwiedziu, Lwie, wystąpcie.
Żurawinowy Krzew rozpromieniła się nagle. Najwidoczniej po burzy przyszło słońce. Trąciła nosem Niedźwiedzia, aby z bratem podszedł do liderki. Kocurki żwawym krokiem poszli w jej stronę.
- Lwie, Niedźwiedziu. Ukończyliście już sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostali uczniami. Od dzisiaj, aż do otrzymania imion wojowników, będziecie znani jako Lwia Łapa i Niedźwiedzia Łapa. Lwia Łapo, twoim mentorem będzie Łzawy Taniec. Niedźwiedzia Łapo, twoim zaś będzie Szakłakowy Cień.
Uczniowie i mentorzy styknęli się nosami w geście szacunku, chociaż Lew zauważył, zmieszanie po incydencie z Gołębią Łapą.
- Łzawy Tańcu, Szakłakowy Cieniu. Otrzymaliście od swoich mentorów doskonałe szkolenie i pokazaliście swoją siłę i oddanie. Mam nadzieję, że przekażecie swoim uczniom całą swoją wiedzę.
Cały klan rzucił się z gratulacjami dla nowych uczniów. Choć zdawały się smętne, mrukliwe... To jednak szczere, a ich brzmienie tłumaczył nikt inny jak Gołębia Łapa. Klan Nocy na długo zapamięta ten dzień.
Szczególnie Łzawy Taniec. Dlaczego?
- Nie mogę się doczekać! - wykrzyknął rudzielec.
Jego nowa mentorka kiwnęła głową smutno i wybiegła w tym samym kierunku, co wygnany Gołębia Łapa.
Dlatego. 
To będzie długi dzień... 

<Łezka? A może Niedźwiedź? >

26 kwietnia 2019

Od Lwa CD Szakłakowego Cienia

— Co się dzieje? — miauknął Lew do Żurawinowego Krzewu. Obok niego siedzieli jego rodzony brat Niedźwiedź oraz ich przybrane rodzeństwo - Bóbr i Wyderka. Wyszli ze żłobka, na zewnątrz, odpowiadając na wezwanie Żwirowej Gwiazdy, podobnie jak wszystkie koty, które pozostały w klanie. Liderka klanu siedziała na wielkim głazie i poprosiła Wierzbową Łapę, Pstrągową Łapę Komarzą Łapę o wystąpienie.
— Mianowanie uczniów — odparła królowa.
— Zostaną wojownikami? — spytała Wyderka, na co dymna cynamonowa kiwnęła głową.
— Ja, Żwirowa Gwiazda, przywódca Klanu Nocy — przemówiła w końcu Liderka — wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tych uczniów. Trenowali pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Wierzbowa Łapo, Pstrągowa Łapo, Komarza Łapo, czy przysięgacie przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgamy — odpowiedzieli chórem.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję wam imiona wojownika. Od tej pory będziecie znani jako Wierzbowa Pieśń, Komarowy Bzyk i Pstrągowy Pysk. Klan Gwiazdy ceni wasze oddanie i odwagę , oraz wita was jako nowych wojowników Klanu Nocy.
Wszystkie koty rzuciły się na nowo upieczonych wojowników z gratulacjami. Żurawinowy Krzew zachęciła do tego swoich podopiecznych, mimo iż Lew nadal nie miał pojęcia, co znaczy być wojownikiem. Tym bardziej nie miał pojęcia, co znaczy być członkiem klanu. Fakt, że ich nowa mamusia wytłumaczyła im wszystko, ale... potrzebował czasu, żeby to sobie przyswoić. Razem z Niedźwiedziem byli tu dopiero od kilku dni, więc to chyba oczywiste, że potrzebowali czasu na ogarnięcie tych wszystkich zmian, jakie ich spotkały w ich krótkim (co jest kolejnym słowem-kluczem), kocięcym życiu.
— A my też kiedyś zostaniemy wojownikami? — zapytał Niedźwiedź, kiedy wracali do żłobka.
— Kiedyś na pewno! — Żurawinowy Krzew uśmiechnęła się.

***

— Uważaj jak chodzisz, grzdylu! — warknął Szakłakowy Cień.
Lew puścił te słowa mimo uszu, jak każde inne pouczenia. Rudzielec nie potrzebował dyktowania mu, co ma robić. Tylko się uśmiechnął i uczepił się tylnej łapy wojownika.
— Pobawmy się! — zawołał znajdek, na co Szakłak wyraził jedynie swoją niechęć. — Proooszę?
 Szakłakowy Cień przewrócił oczami.
— W co chcesz się pobawić?
— W chowanego! — wykrzyknął radośnie Lew. — Będziesz szukał, dobrze?

<Niania Szakłak? XD>

24 kwietnia 2018

Od Lwiej Łapy C.D Srebrnej Łapy

Poprzedni wieczór był dla Lwiej Łapy trochę niecodzienny. Z jednej strony śmiał się w duchu z widzianej przez niego sceny, a z drugiej był trochę wkurzony, że ta... ta Srebrna przybłęda staną w obronie Jagodowej Łapy i to w dodatku JEGO przyjaciółki. Co prawda, gdy byli mniejsi Lwiątko i Jagódka nie za bardzo się dogadywali, to z czasem jednak bardzo się polubili. Rudy kocurek ujrzał w kotce coś, co sprawiało, że była godna jego uwagi. Z jej bratem jednak... Było po staremu. Dalej się nie lubili i czasem nawet wyzywali. Jednak ze względu za liliową koteczkę próbowali to trochę ukrywać.
***
Lwia Łapa wstał chyba jako pierwszy ze wszystkich w legowisku. Ziewnął potężnie, a potem wyszedł z legowiska. Udał się do stosu zwierzyny i po wypatrzeniu idealnego śniadania już po nie sięgał, gdy nagle... Poczuł jak jego łebek w coś uderza. Cofnął się krok i uniósł głowę, aby spojrzeć na kogoś, kto spowodował zderzenie. Był to Srebrna Łapa. Rzuciłem mu mordercze spojrzenie. Nie lubiłem go, bo w żłobku udawał, że jest lepszy od wszystkich. To nie prawda! To zwykła przybłęda i nikt więcej! Nie rozumiałem, czemu moja babcia lubi go bardziej niż mnie i czemu w ogóle przyjęła go do klanu! Tak samo, jak tego Jasną Łapę. Obydwoje są przybłędami, a Klan Nocy ich nie potrzebuje. Sami mogą sobie świetnie poradzić.
- Byłem pierwszy, znajdź sobie coś innego. – mruknął Srebrna Łapa, patrząc na mnie.
- To ja byłem pierwszy. - powiedziałem i położyłem łapę na rybie.
Kocur spojrzał na mnie oburzony i też położył łapę na zwierzynie.
- Jest moja. - powiedział van.
- Właśnie, że moja. - fuknąłem i przesunąłem ją bliżej siebie, a następnie wbiłem w nią pazury.
Biało-srebrny kocur zrobił to samo. Po chwili zaczęliśmy suwać rybą, aż się pobrudziła. Spojrzałem na zakurzoną zwierzynę. Teraz się do niczego nie nadawała. Nie dość, że była brudna to jeszcze spod łusek wypłynęła jakaś przeźroczysta, lepiąca ciecz.
- Teraz możesz ją sobie wziąć. I tak nie nadaje się już do jedzenia i to przez Ciebie! - fuknąłem.
Kątem oka zauważyłem Jagodową Łapę. Wziąłem dwie myszy ze stosu i podszedłem do liliowej uczennicy lekko się uśmiechając. Położyłem przed nią myszy i spytałem:
- Zjemy razem?
- Oczywiście. - odpowiedziała niemal natychmiast.
Posadziłem swój rudy tyłek obok kotki i zabrałem się za jedzenie swojej myszy, a kotka za jedzenie swojej. Po chwili zobaczyłem, że podchodzą do nas Żwirowa Ścieżka wraz ze Srebrną Łapą.
~ Jeśli coś nazmyślał na mój temat, to pożałuje. Przybłęda jeden. - pomyślałem.

Żwirowa Ścieżka? Srebrna Łapa?

06 kwietnia 2018

Od Lwiątka c.d. Pstrokatej Łapy

Zmarszczyłem nos i spojrzałem na brata.
- Ale nie potrzebujesz już zabawy! Jesteś już stary! - fuknąłem na kocura, a potem podszedłem bliżej i delikatnie się o niego otarłem - Ale dzięki, że przyszedłeś. Zgubiłem się i jest mi zimno.
- To chodź do obozu. - powiedział i okrążył mnie, a potem poszedł w stronę obozu, a ja za nim.
Po kilkunastu uderzeniach serca kocur przystanął, a potem zawęszył i przykucnął.
- Coś się dzieje? - spytałem.
- Poczekaj tutaj chwilę. - rozkazał i zaczął się skradać.
Nie chciałem słuchać rozkazów od byle ucznia, który w sumie powinien być już dawno wojownikiem! Cicho szedłem więc za nim, a gdy zobaczyłem chudą mysz zrozumiałem o co chodzi Pstrokatej Łapie. Chciałem mu jednak dać nauczkę za to, że mi rozkazywał, więc wyskoczyłem przed niego. Mysz, która była długość lisiego ogona przede mną uciekła wystraszona. Zacząłem ją gonić i prawie złapałem jej ogon, ale ona schowała się w śniegu. Fuknąłem na miejsce, w którym gryzoń się schował.
- Co ty robisz!? - usłyszałem głos wściekłego kocura za mną - Kazałem ci zostać!
- No i? - spytałem obracając się w jego stronę.
- To, że ją wystraszyłeś! Co ty w ogóle chciałeś zrobić!?
- Dać ci nauczkę! Poza tym taki głupi uczniak jak ty i tak by jej nie złapał! - syknąłem i zacząłem iść w stronę obozu, bo już widziałem wejście. Nagle poczułem jak Pstrokaty łapie mnie za kark i zaczyna potrząsać.
- Ała! Puść, to boli! - warknąłem i zacząłem się wyrywać.
Po chwili znalazłem się na ziemi. Poturlałem się trochę, ale potem wstałem i stanąłem naprzeciw kocura. Zjeżyłem sierść, przez co wyglądałem jakbym był prawie jego wzrostu i mierzyłem go groźnym i morderczym wzrokiem.

Pstrokata Łapa?

05 kwietnia 2018

Od Lwiątka c.d. Pstrokatej Łapy

Przestałem ma chwilę i spojrzałem na brata.
- Em... No wiesz... Wszystko! Mama mówiła mi jak jest na zewnątrz i chcę to sprawdzić. - odpowiedziałem.
Potem znów zacząłem kopać, skupiony na tym, co robię. Nie słuchałem Pstrokatej Łapy, który wygłaszał jakieś kazanie. Po chwili znalazłem dziurkę. Wcześniej wydawała się być trochę większa, ale co tam. Spojrzałem ukradkiem na brata, który dalej coś mówił, a potem wyszedłem przez dziurkę na drugą stronę żłobka. Było bardzo zimno na zewnątrz, ale musiałem to znieść!
~ Nie jestem jak te kupy futra ze żłobka. I na pewno nie polecę do mamy z byle zimna! - pomyślałem.
Poszedłem więc przed siebie przed zimne, białe, puchate coś. Szedłem i szedłem, a po chwili coś spadło z drzewa. Chciałem to złapać, ale gdy po to pobiegłem, to coś zniknęło. Po chwili obok spadło drugie coś, skoczyłem na to, ale to też zniknęło.
- Ej nie chowajcie się! Ja chcę się tylko pobawić! - powiedziałem, a zaraz po tym coś spadło na mój nos.
Odskoczyłem i zacząłem machać głową w te i we wte, a po chwili białe coś zniknęło zostawiając po sobie kroplę wody. Starłem ją łapą i zauważyłem, że mam biały pysk. Nie przeszkadzało mi to jednak w dalszej zabawnie. Skakałem i ganiałem białe cośki kilka dłuższych chwil. Zrobiło mi się jednak zimno, ale gdy rozejrzałem się wokół, zauważyłem, że nigdzie nie widać tej dziurki, ani żłobka, ani obozu! Przestraszyłem się trochę, ale spróbowałem go odnaleźć u iść przed siebie. Po chwili poczułem coś. Nie był to jednak zapach domu, a całkiem nowy, nieznany mi odór. Powąchałem powietrze, aby się upewnić. Po chwili zdałem sobie z czegoś sprawę.
~ Taki zapach przynosi czasem tatuś jak wraca do obozu dość późno. - pomyślałem.
Po chwili zauważyłem poruszenie w krzakach. Nastroszyłem sierść, wystawiłem kły i wypiąłem dumnie pierś.
- Pokaż się, kim kolwiek jesteś! Wyłaź tchórzu! - warknąłem.

<Pstrokaty? Ktoś z KB?>

03 kwietnia 2018

Od Lwiątka c.d. Pierzastej Gwiazdy

- To wszystko. - powiedziałem nie pewnie.
Obróciłem się, przeskoczyłem przez ogon kotki i pobiegłem do żłobka. Na szczęście byłem przed mamą. Zacząłem wylizywać lekko zmierzwione futerko.
- Och... Czyżby nasz odważny lew się przestraszył? - zaśmiał się Cyprys.
Obróciłem się do niego i wystawiłem kły.
- Nie. Po prostu rozmawiałem z Przywódczynią. - fuknąłem i wróciłem do lizania.
Pierzasta Gwiazda nie była typem kota, którego się bałem. Czułem jednak przed nią respekt tak jak na pewno wiele innych kotów z klanu.
***
Minęło kilka księżyców. Poznałem swoje rodzeństwo, a nawet kuzynkę. Moim zdaniem była dość zabawna i nawet ładna. Tego dnia wylegiwałem się z mamą w ciepłym żłobku, bo na zewnątrz było bardzo zimno i nie chciało mi się wstawać. Przeciągnąłem się i ziewnąłem głośno. Musiałem jednak wstać, bo byłem głodny. A więc wstałem i udałem się do wyjścia, a potem do sterty z pożywieniem, która była niestety bardzo mała. Wziąłem więc jakiegoś wychudłego zająca i zaniosłem go do żłobka. Mama podzieliła go na dwie części i jedną dała mi, a drugą wzięła sobie sama. Zacząłem jeść. O tak... Tego mi brakowało. Ciepłe papu w tak chłodny dzień. Po dłuższej chwili zauważyłem ruch przy wyjściu, a następnie w środku pojawiła się Pierzasta Gwiazda. Uśmiechnąłem się lekko i podniosłem do góry. Podszedłem kilka kroków i pochyliłem głowę. Gdy kotka odwzajemniła gest podszedłem bliżej i otarłem się o jej łapę. Byłem dość dużych rozmiarów więc kotka lekko się zachwiała.
- Co tutaj robisz? - spytałem i popatrzyłem na kotkę.

<Pierzasta?>

14 marca 2018

Od Lwiątka C.D. Jagódki

Patrzyłem się gdzieś w dal. Po chwili poczułem jak coś we mnie uderza, na szczęście nie przewróciłem się. Spojrzałem gniewnie na kotkę.
- Prze-! Przepraszam! Wybacz mi! To nie chcący! - przepraszała jąkając się.
- Uważaj jak łazisz! - syknąłem - I zejdź mi z oczu, bo pożałujesz!
Kotka miała łzy w oczach i wyraźnie się bała. Nic nie powiedziała, tylko uciekła do żłobka. Uśmiechnąłem się pod nosem i znów obserwowałem obóz. Po jakimś czasie poczułem jak coś skacze mi na plecy i próbuje wgryźć się w mój kark. Syknąłem i zrzuciłem z siebie tego kogoś, a dokładniej Cyprysa.
- Co ty robisz!? - syknąłem.
On szybko się podniósł i spojrzał na mnie wściekle.
- Nie pozwolę skrzywdzić mojej siostry, rozumiesz!? - również syknął.
Potem znów na mnie ruszył, ale go odepchnąłem.
- Spadaj dziwaku, nic jej nie zrobiłem! Poza tym, kim ty jesteś, że masz czelność się tak do mnie odzywać, co!?
- A ty niby kim jesteś, żeby się tak rządzić?
- Po pierwsze, jestem od Ciebie starszy. Po drugie, jestem silniejszy i większy, a po trzecie jestem wnukiem Przywódców tego klanu!
Kociaka na chwilę zamurowało, ale po chwili tupnął łapą i wrzasną.
- Ale to nie znaczy, że możesz krzywdzić moją rodzinę!
- A ty nie możesz skakać na mnie z byle powodu!
Cyprys wkurzony znów na mnie ruszył. Tym razem był szybszy, więc poturlaliśmy się kawałek, drapiąc i gryząc wzajemnie. Jednak po jakimś czasie nasze matki nas rozdzieliły.
- Puszczaj mnie! Jeszcze z nim nie skończyłem! - wrzasnął kociak.
- A ja nie dałem mu jeszcze nauczki! - odpowiedziałem tym samym.
- Powolniak!
- Dziwak!
- Wyglądasz jak kupa futra!
- Za to twoje futro wygląda jak trawa!
Zaczęliśmy machać przed sobą łapkami, próbując się dosięgnąć, ale to na nich. Po chwili zauważyłem w wyjściu od żłobka Jagódkę.

Jagódka?

13 marca 2018

Od Lwiątka CD. Jagódki

Uczucie, jakie mnie wtedy ogarnęło było dziwne. Niby było miło, ale też nie codziennie. Odskoczyłem od kotki i zmarszczyłem nosek.
- Co... Co ty robisz? - spytałem lekko zszokowany.
- No... Przytulam Cię. - odpowiedziała.
- Ja nie potrzebuję się przytulać.
Potem odszedłem od kociaków machając swoim pięknym i puszystym ogonem. Położyłem się w wyjściu ze żłobka i obserwowałem obóz.
***
Minęło kilka dni. Od ostatniego czasu nie odzywałem się w ogóle do Jagódki i Cyprysa. Czasem tylko patrzyłem jak się bawią razem. Za to dowidziałem się bardzo dużo o swojej rodzinie. Pewnego dnia siedziałem przed żłobkiem i ryłem w ziemi pazurem. Były to jakieś znaczki, które tylko ja rozumiałem. Mama rozmawiała z tatą nie daleko żłobka i co jakiś czas na mnie zerkali. Nudziłem się i to bardzo. Nie miałem z kim rozmawiać, bo wszyscy byli czymś zajęci. Dalej ryłem, a gdy skończyłem spojrzałem na to i chwilę się tak gapiłem. Potem to jednak starłem, ale nie dbale i połowa została. Widząc zbliżającą się mamę podbiegłem do niej i zacząłem ocierać się o jej łapy. Gdy weszliśmy do kociarni, kotka położyła się na swoim mchu i położyła przede mną coś co miała w pysku.
- Co to jest? - spytałem.
- To jest mysz. Dorosłe koty jedzą takie na codzień. Chcesz spróbować? - spytała.
- Tak!
Potem mama oddzieliła skórę od mięsa i dała mi do spróbowania. Gdy wziąłem kęs od razu zjadłem go i wziąłem następny i następny. Takim sposobem zjadłem całe jedzenie.
- Wiedzę, że ci smakuje. -zaśmiała się mama.
- Bardzo! Mogę jeszcze? Jestem głooodny. - powiedziałem patrząc na nią z błagalnym wzrokiem.
- Dobrze. Zaraz ci przyniosę. Zostań tutaj.
Potem wstała i wyszła ze żłobka. Zauważyłem jak Jagódka i Cyprys się na mnie patrzą. Zrobiłem zadziorny uśmiech, zmarszczyłem nosek i zaśmiałem się cicho patrząc na nich.

Jagódka?

Od Lwiątka

Leżałem w żłobku u boku mamy. Nudziłem się.
- Mamo... Opowiedz mi coś. - prosiłem.
- Mogę opowiedzieć Ci o naszym drzewie genealogicznym. - odpowiedziała.
- A co to jest te drzewo gene... genalo... No to drzewo.
- Drzewo genealogiczne to... na przykład mama, tata, babcie, dziadkowie.
- Czyli drzewo rodzinne. Każdy ma takie drzewo?
- Tak. Mogę opowiedzieć Ci o naszym. A więc. Ty jesteś Lwiątko. Masz dwoje braci, Pstrokatą Łapę i Rozżarzony Popiół oraz dwie siostry. Zapomnianą Łapę oraz Mroczny Pysk. Twoją mamą jestem ja, a tatą Wrzosowy Kieł.
- A moi dziadkowie? Kim są?
- Moimi rodzicami byli Malinowa Gwiazda oraz Płomienna Gwiazda. Byli przywódcy Klanu Nocy. Teraz przywódcą jest Pierzasta Gwiazda, mama twojego taty, czyli twoja druga babcia.
- Ale suuuper. A mój drugi dziadek? Partner Pierzastej Gwiazdy?
- Ona nie miała partnera, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
- A myślisz, że mógłbym jej się spytać? I jeszcze o kilka innych rzeczy?
- Myślę, że tak, ale nie dziś. Pierzasta Gwiazda ma na pewno dużo rzeczy na głowie.
- Ale ja muszę się jej o to spytać! - tupnąłem łapą.
- Nie dzisiaj. A teraz idź już spać, bo robisz się marudny. - kotka polizała mnie po głowie.
Nie chętnie kiwnąłem głową i ułożyłem się wygodnie, a potem zasnąłem.
***
Obudziłem się następnego dnia. Mamy nie było w żłobku. Postanowiłem wykorzystać tę sytuację i poszukać Pierzastej Gwiazdy. Wstałem i wyjrzałem z kociarni. Nigdzie nie widziałem mamy, a za to babcia siedziała nie daleko jakiegoś kawałka drzewa. Podbiegłem do niej, a ona spojrzała na mnie swoimi żółtymi oczami. Stałem tak chwilę patrząc na nią. Nie wiedziałem co mam zrobić.
- Dzień dobry. - przywitałem się i spytałem - Czy... Mogę z tobą porozmawiać?

Pierzasta Gwiazda?

06 marca 2018

Od Lwiątka c.d. Jagódki

Czemu się tak zachowałem? Nie mam pojęcia. Może dlatego, że nie znałem jej za dobrze? Ale to znaczyło jeszcze, że mam pokazać się z tej złej strony! Poszedłem za kotką w kąt żłobka, tam był ten śmieszny kocurek, który wyglądał bardzo dziwnie.
- To... W co się pobawimy? - spytał ten śmieszny.
- Możemy w walkę! - zaproponowałem.
Potem ryknąłem jak prawdziwy lew i skoczyłem na kocurka przygniatając go do ziemi.
- Bój się mnie! - zawołałem na kocura.
- Zejdź ze mnie ty kupo futra! - zaśmiał się ten pode mną i zaczął pacać mnie łapką w bark.
- Sam jesteś kupą futra! - fuknąłem i pacnąłem go po głowie. Jednak po chwili zszedłem z niego.
- Teraz moja kolej! - zawołał Jagódka i skoczyła na mnie.
Nie utrzymała się jednak długo, bo wystarczyło, że przekręciłem się na drugi bok, a ona sobie spadła.
- Nie pokonacie mnie tak szybko! - zawołałem wypinając pierś do przodu - Jestem większy, silniejszy i odważniejszy!
Po moich słowach usłyszałem jak ktoś wchodzi do żłobka. Wychyliłem się zza rogu i zobaczyłem czarnego kota. Nie widziałem go wcześniej. Wróciłem wzrokiem do moich nowych znajomych.
- Ktoś nowy jest w żłobku. Wy tu zostańcie, a ja sprawdzę kto to. Jeśli mnie zobaczy to na pewno się przestraszy i ucieknie. - oznajmiłem.
Potem dumnym krokiem wyszedłem zza rogu i zobaczyłem wielkiego, czarnego kocura. Moje serce zabiło mocniej ze strachu, ale nie chciałem pokazywać, że się boję. Nastroszyłem lekko sierść i pomachałem przed nim łapką z wystawionymi pazurkami.
- Odejdź stąd! To mój żłobek! - syknąłem.
Oczy miałem wielkie ze strachu. Nie wiedziałem jak zareaguje kocur, ale on się tylko uśmiechnął i spojrzał na mnie.
- Lwiątko spokojnie. To tylko Jagodowe Futro, Zastępca Przywódczyni. Mówiłam ci o nim. - uświadomiła mnie mama.
Schowałem pazurki, a moja sierść opadła.
- Na prawdę? - spytałem, a potem powąchałem kocura, a on mnie, potem zacząłem się chwalić - Jagodowe Futro, a wiesz, że jestem największym kociakiem w żłobku? I pokonałem Jagódkę i tego dziwaka z długim futrem? Wiesz to, wiesz???
- Lwiątko! - usłyszałem głos mamy i spojrzałem na nią - Nie ładnie tak wyzywać swoich kolegów z legowiska! Cyprys nie jest dziwny, po prostu ma bardzo długie futerko.
- A właśnie, że jest dziwakiem! Żaden z nas nie ma takiego futra. Nie dość, że wygląda ono jak trawa to jeszcze ma taki dziwny kolor! - zacząłem się kłócić z moją mamą.
W tej chwili poczułem kogoś obecność. Obróciłem się i zobaczyłem Jagódkę i Cyprysa

Jagódka?