Czekała właśnie na Promienne Słońce, swoją mentorkę. Szylkretka nie ukrywała tego, że szkolenie jej podopiecznej dobiega końca. Niedługo Truskawka posiądzie całą możliwą do zdobycia wiedzę. Choć cieszyła ją perspektywa bycia “niepokonaną”, bycia tak utalentowana, jak koty z klanów, to wiedziała, że będzie tęsknić za Promiennym Słońcem i wspólnymi treningami. W końcu jej nauczycielka była włóczęgą; może będzie przez jakiś czas w okolicy, a może i nie. Taka była kolej rzeczy, a Truskawce nie pozostawało nic innego, jak to zaakceptować.
Po chwili do jej nozdrzy dotarł tak znajomy białej zapach. Zastrzygła uszami, kiedy dojrzała w oddali szylkretowe futro, zmierzające do jej gniazda. Truskawka napięła mięśnie, szykując się do skoku. Mocno odbiła się tylnymi łapami, a przednie wyciągnęła przed siebie, w locie wysuwając pazury. Z gracją wylądowała na drewnianym płocie otaczającym jej domostwo.
Po chwili dołączyła do niej Promienne Słońce. Kotki zetknęły się nosami, a Truskawka cicho zamruczała.
– Jak się czujesz? – zapytała ciepło mentorkę. Szylkretka zastrzygła wąsami, najwyraźniej zdziwiona tym pytaniem.
– W porządku – odparła – Gotowa na jeden z twoich ostatnich treningów?
Biała położyła po sobie uszy.
– Pewnie – miauknęła, ale bez towarzyszącego jej zazwyczaj entuzjazmu. Kotki zeskoczyły z ogrodzenia i ruszyły przed siebie chodnikami betonowego świata.
– Hej – odezwała się Promienne Słońce – wiesz, że gdy nasze drogi się rozejdą, będziesz musiała trenować sama, nawet jeśli nie będziesz już miała czego się uczyć? Każda umiejętność zanika niepraktykowana przez dłuższy czas, dlatego bardzo istotne jest, abyś ćwiczyła nawet po zakończeniu szkolenia. Inaczej wszystkie te treningi pójdą na marne – ostrzegła.
Truskawka zatrzymała się gwałtownie.
– Możemy nie rozmawiać o tym, co będzie potem? – poprosiła ze smutkiem.
Promienne Słońce również przestała iść i spojrzała na swoją uczennicę z niezrozumieniem wymalowanym na pysku.
– Dlaczego nie? Przecież twoje szkolenie nie będzie trwało wiecznie, a więc musisz dowiedzieć się, jakie są sposoby samodzielnego doskonalenia umiejętności. Nie chcemy przecież, aby cały twój wysiłek poszedł na marne, prawda? Zatem musiałam ci powiedzieć, że nie możesz tylko lenić się całe dnie w gnieździe dwunożnych, jeśli chcesz cały czas sprawnie polować, ale przecież ty to doskonale wiesz, przepraszam – powiedziała szybko zaskoczona szylkretka.
Truskawka zjeżyła się.
– Ty nic nie rozumiesz, prawda?! – warknęła ze złością. Nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Wcale nie chciała być niemiła dla kotki, której tyle zawdzięczała. Okrutne słowa przepełnione nienawiścią jednak nadal chciały opuścić jej pysk, były jak jadowite węże, z sykiem pełznące do szylkretki, gotowe wbić kły w jej serce, gdyby tylko biała im na to pozwoliła. Ta jednak zaciskała mocno szczęki, zdeterminowana, aby nie powiedzieć niczego, czego później by żałowała.
– Co się dzieje, Truskawko? – zapytała szylkretka, teraz już naprawdę zmartwiona – Chodź ze mną – poleciła.
Biała pozwoliła starszej kotce położyć kikut ogona na jej barkach i przykleiła się do boku Promiennego Słońca. Ta zaprowadziła ją za krzaki, w ustronne miejsce. Patrzyła tylko na swoją uczennicę, oczekując wyjaśnień.
Słowa tym razem nie chciały opuścić jej pyska. Schowały się głęboko w jej gardle, utrudniając tym sposobem przepływ powietrza.
– Ja… ja – biała walczyła ze łzami napływającymi jej do oczu – ja… Nie chcę, aby szkolenie się skończyło, okej?! Mam dosyć poznawania nowych kotów, a później już nigdy ich nie spotkania! Każdy, kogo spotkałam, bez wyjątku, prędzej czy później mnie zostawił! Moja mama nie mogła się doczekać, aż ukończę dwa księżyce, żeby się mnie pozbyć. Kobczyk i Monarch nigdy nie przyszli do mnie drugi raz, a Iskra… Zostawiła mnie na jednym z dachów i nie wiadomo, jakby się to wszystko skończyło, gdyby nie ty – przerwała, aby zaczerpnąć oddech. Tym razem jednak Promienne Słońce nie przerywała jej, z otwartymi oczami słuchając tego, co biała ma do powiedzenia. Truskawka uspokoiła się trochę, a następnie kontynuowała:
– Nawet z moją siostrą nie widuję się częściej niż raz w księżycu, mimo że mieszkamy tuż obok siebie – zachlipała – nie chcę kończyć szkolenia, nie chcę już nigdy cię nie zobaczyć, nie chcę spędzać poranków w inny sposób, niż czekając na twoje przyjście! Słyszałam, co mówiłaś Krokus. To ja trzymam cię w miejscu. Gdy moje treningi przestaną być twoim obowiązkiem, po prostu sobie pójdziesz, a ja zostanę sama, rozumiesz?! SAMA!!!
Czuła zaskoczenie bijące od starszej kotki. Szylkretka owinęła się wokół drżącego ciałka białej, jakby była jej małym kociątkiem, które dopiero co się urodziło. Przez jakiś czas mentorka nie odzywała się. Powolnymi ruchami języka zlizywała łzy z pyszczka angory, mrucząc uspokajająco. Po chwili biała przestała płakać. Ciepłe objęcia starszej i rytmiczne bicie jej serca działało na Truskawkę uspokajająco.
– Nie zostawię cię – miauknęła cicho Promienne Słońce – Skąd taki pomysł? Przecież nigdzie się nie wybieram. Mam tu Krokus i… Łapkę. To mój dom, będę tu albo i gdzieś indziej, ale zawsze w okolicy, przecież będziemy mogły się odwiedzać i koniec szkolenia nie oznacza końca naszej znajomości. Przecież ktoś musi pilnować, abyś nie wpadała w tarapaty, prawda?
Biała pokiwała głową, zaczerwieniona od czubka nosa do pędzelków na jej uszach. Poczuła się bardzo głupio z powodu swojej przesadnej reakcji.
– Przepraszam – wymiauczała – Ja po prostu… Bardzo się bałam.
Szylkretka pokiwała głową.
– Strach jest jednym z najpotężniejszych uczuć i jest on ważny, gdyż to dzięki niemu jesteśmy ostrożni i unikamy niebezpieczeństw – zaczęła – Ważne jest jednak to, aby nie pozwalać mu nad nami panować. Lęk nie może wziąć nad nami góry, bo to ty jesteś silniejsza, rozumiesz?
Biała niepewnie potaknęła na znak zgody.
– Zatem, kiedy nasze treningi się skończą? – zapytała, starając się nie zapaść się pod ziemię.
– Kiedy tylko chcesz, prawdę mówiąc – Promienne Słońce wzruszyła barkami – Nie pozostało mi już nic, czego mogłabym cię nauczyć. Gdybyś była w klanie, zostałabyś teraz poproszona przed tłum i tam otrzymałabyś nowe wojownicze imię oraz zostałabyś uroczyście mianowana. Tu chyba jednak musimy poradzić sobie jakoś inaczej.
Szylkretka przez chwilę myślała, a po jakimś czasie wspięła się na pobliski głaz i poleciła swojej uczennicy przy nim przykucnąć.
– Ja, Promienne Słońce, byłam mentorką Truskawki. Proszę walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Uczyła się ona pilnie i dawała z siebie wszystko. Przedstawiam ją wam jako kotkę, która opanowała zarówno sztukę walki, jak i techniki polowania oraz tropienia do perfekcji. Będę zawsze cenić w niej empatię i niewinność. Truskawko, powstań. Od tej chwili będziesz nazywała się Śnieżne Futro. Zasłużyłaś na imię wojowniczki. Niech gwiazdy oświetlają drogę przed twoimi łapami, gdziekolwiek się nie udasz – wygłosiła donośnie szylkretka.
Po chwili zeskoczyła z głazu i zetknęła się nosem ze swoją uczennicą. Truskawkę zalała fala ciepła. Ukończyła szkolenie! Dostała nawet nowe, wojownicze imię, o wiele lepsze od kocięcego “Malutka” czy nadanego przez dwunożnych “Truskawka”. Czuła, że to imię do niej pasuje i zostanie z nią najdłużej. Wcale nie było aż tak źle, jak sobie wyobrażała…
[1137 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz