BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mroczna Wizja x Lodowy Omen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mroczna Wizja x Lodowy Omen. Pokaż wszystkie posty

20 stycznia 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Lodowego Omenu

Mroczna Wizja przesunęła spojrzeniem po Lodowym Omenie, pozwalając, by cisza przedłużyła się jeszcze o chwilę. W jej wzroku czaiło się coś więcej niż zwykła nieufność – mieszanina determinacji i wyczekiwania.
- Lodowy Omenie, czy zamierzasz dalej ukrywać prawdę za maską lodu, czy w końcu odpowiesz? Nie jesteś tu przypadkiem – a ja nie mam czasu na gry słów. Powiedz mi, co kryje się w Twoich intencjach. Jeśli to zagadka, rozwiążę ją, ale wiedz, że cierpliwość nie jest moim głównym atutem.
Jej ogon poruszył się lekko, jakby chciała podkreślić swoje słowa, a w powietrzu zawirował chłód nocy, tak ostry jak ton jej głosu.
- Wiem, co próbujesz mi zasugerować - Mroczna Wizja z irytacją poruszyła wąsami. - Nie sądze jednak, abyś ty o tym decydowała.
- Szkoda - odpowiedziała spokojnie Lód na jej pierwsze słowa. Wydawała się nieporuszona i obojętna. - Cierpliwość to niebywale ważna umiejętność. Umiejętność dowódców - zauważyła. - Niecierpliwość jest pierwszym zwiastunem każdego upadku; popycha do błędów tak fundamentalnych, że sprowadzi klęskę nawet na najwybitniejszą jednostkę - wytłumaczyła. - Moją skromną radą jest, w końcu cóż może radzić śmiertelnik śmiertelnikowi, abyś uzbroiła się w cierpliwość. Przyda ci się, jeśli naprawdę zależy ci na twoich celach - cień przebiegłego uśmiechu przebiegł przez jej pysk. - Jestem z tobą szczera, Mroczna Wizjo. Zaś w twoich oczach widzę, że oceniasz mnie swoją miarą - na kolejne słowa kotki zareagowała cichym, gardłowym śmiechem. - Jeśli szukasz gotowych odpowiedzi, Mroczna Wizjo, rozmawiasz z niewłaściwą osobą. Nie mam powodu, by zdradzać ci swoje intencje. Ich głębię zachowam dla siebie. Byłam z tobą jednak szczera. I dostatecznie bezpośrednia. Nie we wszystkim kryje się szachrajstwo - przyznała. - Odpowiedzi, których pragniesz, powinnaś znaleźć sama; zwłaszcza, że usłyszałaś dużo więcej, niż powiedziałabym komuś innemu. Mogłam kryć się dużo bardziej ze swoim światopoglądem, ale każde moje słowo zawierało w sobie prawdę. Nie kłamię; wielu rzeczy zwykle nie dopowiadam - wyjaśniła. - Cóż byłoby ciekawego w życiu, gdyby wszystko było tak proste? Na wyciągnięcie łapy? Tylko głupiec wierzy w łatwy efekt - miauknęła. Na ostatnie zdanie zareagowała tylko rozbawieniem; spokojnym, cichym, subtelnym, ledwo zauważalnym. - Czy kiedykolwiek mówiłam, że jest inaczej, Mroczna Wizjo? Twoje życie jest twoje. Nie mam powodów, by interesować się tym, co zrobisz z informacjami, które ci przekazałam. Ja dbam jedynie o siebie. Wybory innych mnie nie obchodzą; nie należą do mnie. Swojej woli nie narzucam nawet mojemu własnemu uczniowi. Nie narzucałabym jej więc tym bardziej dorosłej kotce, z którą nie mam żadnych powiązań - miauknęła. - Przymuszanie cudzego kota do pewnych wyborów jest oznaką intelektualnej słabości. Sugestia pozostaje sugestią. Mądry kot podejmuje decyzje samodzielnie; nie sugeruje się naciskiem ze strony innych. Czemu więc jako ktoś, kto mądrości zawierzył życie, miałabym postępować przeciwko niej? Czemu miałabym zawracać sobie głowę podejmowaniem decyzji, które nie na mnie będą oddziaływać? Za które to nie ja zapłacę cenę? Choć mówisz, że rozumiesz moje słowa, zdaje się, że mijasz się z ich celem. Być może to emocje nie pozwalają ci przyjąć do świadomości ich prawdziwego znaczenia. Możesz być spokojna – twoje wybory znajdują się daleko poza kręgiem moich zainteresowań. - Cały czas utrzymywała zrównoważony, neutralny ton głosu, niepokierowany żadną - ani pozytywną, ani negatywną emocją.
Mroczna Wizja zrozumiała, że natrafiła przeciwniczkę godną sobie.
- Skoro taka jest twoja decyzja…
Lodowy Omen zaimponowała czarnej. „Jest silniejsza ode mnie! Jest silniejsza… Co ja teraz zrobię?”

<Lód?>

05 stycznia 2025

Od Lodowego Omenu CD. Mrocznej Wizji

 W miarę, jak rozmawiała z Mroczną Wizją, dochodziła do zupełnie logicznych wniosków; kotka musiała zazdrościć jej uwagi, jaką dostała od Mrocznej Gwiazdy. Być może był to dla niej jakiś rodzaj wyznacznika wartości. Być może zwyczajnie zaintrygowana i wpatrzona w jego autorytet pragnęła tego samego rodzaju docenienia. Ale dla Lód w odwiedzinach jej pradziadka nie było nic niezwykłego, szczególnego ani zachwycającego. Nie był to dla niej powód do dumy, choć nie było to również coś, czego się wstydziła. Jedynie rzeczywistość - realia, które czasem bywały dla niej korzystne, a czasem - wręcz przeciwnie.
Nie pochwalała ślepej wiary w autorytety. Niebezpieczną rzeczą jest niezachwiana wiara w jakiegokolwiek kota. Wielu wojowników idealizowało swoje autorytety - lub autorytety im narzucone. Wielu z nich wierzyło w ich nieomylność, w słuszność podążania ich ścieżką. Ale sztuką było rozumienie tego, że wszyscy byli ciałem i kością; wszyscy byli w dużej mierze niedoskonali. Wszyscy popełniali błędy.
Z postępowania autorytetów należało wyciągać wnioski. Wydobywać z nich to, co najlepsze. Sposób patrzenia na świat, pozytywne cechy osobowości. To, co sprawiło, że zostali docenieni. Ale nie należało całkowicie opierać na nich swojego sposobu postępowania.
Choć być może bardziej słusznym stwierdzeniem byłoby, że jedynie ci, którzy pragną wielkości, nie powinni tego robić. Wśród kotów znaleźliby się tacy, którzy pragnęli spokojnego życia i swoje cele stawiali niżej. Nie było w tym nic złego. Wówczas stawali się po prostu pionkami. Ale przy wyższych celach najważniejsza była umiejętność krytycznego myślenia. Najważniejsze było posłuszeństwo własnym ideom, ale jednocześnie powątpiewanie w nie na tyle, by dostrzegać ich wady. Im więcej wątpisz, tym więcej wiesz. Tylko głupi nigdy nie mają wątpliwości.
Stając się autorytetem, kot stawał się jednostką, nie częścią większej grupy. Zaczynał postrzegać innych na zasadzie masy, którą musiał kierować na swój własny sposób. Powiedz mu, że zawsze będziesz mu wierny, schyl przed nim kark i słuchaj każdego polecenia - nigdy ciebie nie dostrzeże. Stajesz się częścią bezbarwnej masy.
Zakwestionuj jego rozkazy, zasiej wątpliwości w jego działaniu - zainteresujesz go.
Wyjątkiem były tylko te autorytety, które nie grzeszyły inteligencją. Zapatrzone w swoje własne ideały, zapatrzone w siebie, zbyt dumne, by zobaczyć swoje błędy - takie nigdy nie posłuchają kota, który kwestionuje. Takie zapragną go wyeliminować.
Niektórzy woleli mieć armię posłusznych owieczek, które podążą za rozkazami. Lód wolała wojowników myślących. Chciała, by udowadniano jej, że się myli. Czekała na to, aż ktoś popchnie ją do zmiany. 
Aby się wyróżnić, trzeba było być swoją własną osobą. Nie budować swojej osobowości wokół tych, którzy niegdyś osiągnęli sukces. Nie być ani zbyt naiwnym, ani zbyt opornym. 
Mroczna Gwiazda zainteresował się nią właśnie dla tego, że nie pragnęła jego uwagi. Rozumiała to. Kot tak stary, jak on, na swojej drodze napotkał tysiące. Ci wierni, którzy nigdy nie wątpliwi, po czasie stawali się nudni. Przestawali być oddzielnymi kotami o oddzielnych życiach i doświadczeniach, a zaczynali zlewać się w jednolitą całość. Ich życie stawało się użyteczne, ale nie miało żadnej wartości. Lód znała takie koty. Nie chciałaby być na ich miejscu.
Dla Lód obecność autorytetów była konieczna w dwóch przypadków - dla tych kotów, które nie potrafiły lub zwyczajnie nie chciały myśleć samodzielnie. Autorytet pomagał im działać. Ktoś, kto myślał za nich, miał moc, by trzymać klan w ryzach. Usilnić go lub osłabić. Oraz dla kociąt, które to właśnie na autorytetach budowały i kształciły swoją przyszłą osobowość.
Ale dorosły kot, mądry i świadomy, zawierzać powinien głównie sobie. Być indywidualistą. Oddzielną, "swoją" jednostką, która wyciąga wnioski z błędów innych, podobnych sobie kotów, ale nigdy nie staje w ich cieniu. Działa na własną łapę. Znany i ceniony przodek jest dla nich użytecznym narzędziem, ale nie czymś, co buduje cały fundament ich osobowości. 
Lubiła rozmawiać z kotami o sprzecznych poglądach, ale to była jedynie walka ideałów. Nie odczuwała w stosunku do Mrocznej Wizji żadnych negatywnych emocji. Nie zależało jej na tym, by mieć w niej wroga. Lód z reguły nie słynęła z robienia sobie wrogów. To było niepraktyczne i nieprofesjonalne. Ona nie poddawała się takim emocjom. Nigdy nie pozwalała, by wpływały na jej życie i relacje z innymi kotami. 
Prawdę mówiąc, szanowała Mroczną Wizję. W wielu kwestiach się z nią nie zgadzała, ale uważała ją za mądrą kotkę.  W dzieciństwie lubiła z nią rozmawiać. Spośród wszystkich starszych znajomych, ona zdawała się być najbardziej rozsądna.
Jej też przydałoby się jednak trochę wątpliwości. Trochę pytań.
Gdy Mroczna Wizja zadała Lód pytanie, kotka wydobyła z siebie jedynie cień uśmiechu.
— Nie do końca, Mroczna Wizjo — przyznała. — Wsłuchuję się w mowę liści, obserwuję drzewo, ale schronienia szukam w sobie. Cień nigdy nie istniał. Jest iluzją, wypaczeniem tego, co znamy. Zniekształconym obrazem rzeczywistości, którego tchnienia czasem potrzebujemy, by ruszyć dalej. Cień jest tylko brakiem światła, choć nazywamy go i czujemy tak, jak gdyby był czymś. 
Mroczna Wizja milczała, obserwując ją uważnym spojrzeniem.
— Kto powiedział, że miejsce jest dla nas tylko jedno? Kto powiedział, że tylko cień zapewnia schronienie? — kontynuowała Lód. — Ja wielu z nich wciąż szukam. Ale wiem, że nie musi się ono znajdować w czyimś cieniu. W imaginacji stworzonej przez uczucia, niespełnione potrzeby, strach i pragnienie bezpieczeństwa. Ja nie szukam bezpieczeństwa i komfortu. Szukam ryzyka, lęku, wątpliwości. Szukam wszystkiego, co niszczy, bo to, co nas niszczy, buduje nas w największym stopniu.
— Rozumiem — przyznała Mrok. Na moment zerknęła na zachmurzone niebo. — Ale co innego może chronić tak, jak cień? Czyżbyś nie pomyślała o tym, że w upalny dzień, jeśli nie znajdziesz swojego cienia, zginiesz? Że wyczerpie cię jasność słońca? Czy nie rozsądniej byłoby skryć się pod jego koroną?
— Pomyślałam — przytaknęła Lód. — A czy w dobie burzy słusznym byłoby szukanie schronienia pod drzewem? Stań pod jego gałęziami; sprowadzą na ciebie śmierć. Strawią cię ognie błyskawic i zginiesz przeżarta przez coś potężniejszego od ciebie. Potężniejszego od drzewa.
Przerwała na chwilę.
— Wiesz, Mroczna Wizjo; czasem należy zwyczajnie podróżować. Widzieć coś więcej od cienia. Wielki, dumny, żywotny dąb może w rzeczywistości stanowić niebezpieczeństwo. Gałęzie złamią się przy pierwszym lepszym porywie wiatru, a korzenie są suche i nietrwałe. Młoda, mała wierzbka, która umiera tak szybko, jak się rodzi, może być mądra. Ale jej nikt nie słucha. Wszyscy widzą tylko to, co najbardziej widoczne. Na tym polega kruchość i nietrwałość autorytetu — miauknęła. — Życie nie mieni się w jednolitych barwach. Miejsce trzeba zmienić. Nie tkwić stale pod jednym i tym samym drzewem. 
Podniosła się.
— Mroczna Gwiazda zwykł szafować swoimi przelotnymi relacjami z wieloma kotkami — powiedziała beznamiętnie. — To go zabiło. Narobił sobie niepotrzebnych wrogów. Wśród byłych partnerek, wśród swoich dzieci, wśród ich bliskich. Musiał spotkać go taki los - prędzej czy później. Jak na wielkiego przywódcę zginął dość niechlubnie. Może być wielkim Mroczną Gwiazdą, ale gdy zadasz mu ranę, wykrwawi się tak, jak wykrwawiłby się mokry szczur. Jest tylko kotem i aż kotem.
Miała nadzieję, że Mrok to zrozumie. Albo być może już rozumiała. Lód wierzyła, że spośród wielu Wilczaków Mroczna Wizja była jednym z tych, które były zdolne do samodzielnego myślenia. Które potrafiły wątpić. Dyskusje z nią były przyjemne, rozwijające; od dawna nie miała okazji do porozmawiania z kimś, kto tak dobrze rozumie wiele aspektów codziennego życia.
 Wierzyła w jej spryt, choć wiedziała, jak wielką przeszkodą w drodze do osiągania celów były emocje.

<Mrok?>

02 stycznia 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Lodowego Omenu

Mroczna Wizja przez krótką chwilę zamilkła. Spojrzała się w oczy Lodowego Omenu. Żywiła do tej kotki mieszane uczucia. Wspomnienia wciąż paliły w jej sercu jak świeże rany. W tamtej chwili czuła, jakby cały świat sprzysiągł się przeciwko niej. Wiedziała, że była oddana i silna, ale mimo to to Lodowy Omen została uznany za godniejszego przez Mroczną Gwiazdę. Teraz, patrząc na klan, zastanawiała się, czy kiedykolwiek zdoła uwolnić się od tego uczucia żalu i niespełnienia.
Ile to razy modliła się do Mrocznej Gwiazdy, składała mu hołd, umacniała wiarę, zabijała ofiary, które następnie mu składała? Dawny lider nawet do niej nie przemówił. Za to wybrał Lodowy Omen, która choć silna i waleczna, nie była ślepo posłuszna miejscu, gdzie brak gwiazd. Czciła ich, co prawda, ale na własnych zasadach.
Jej przemowa sprawiła, że na twarzy Mrocznej Wizji pojawił się chłodny uśmiech. Ile razy to mówiła jej Zaranna Zjawa. Czy poddała się wtedy? Nie. Poddała się dopiero, kiedy Lodowy Omen ujawniła, że Mroczna Gwiazda objawia jej się w snach. Czy jej rozmówczyni była głupia? Jak mogła uważać się za dawnego lidera, skoro ją ignorował?
Chociaż… Nie do końca ją ignorował. Często się do niego modliła, prosiła go o coś, a on spełniał większość jej błagań. Nie opuścił jej zupełnie, ale też nie zajął się nią należycie. Tak, jak zaopiekował się Lodowym Omenem. Kotką, która stała przed nią i oczekiwała na odpowiedź.
W błysku jej oka dostrzegła kotkę równą sobie. Rywalkę, która nie chciała zabrać jej miejsca, ale gdyby rzuciła jej wyzwanie, Mroczna Wizja miałaby trudność z stłamszeniem jej. Lodowy Omen stanowiła zagrożenie. Nie chodziło to o umiejętności, a o sam fakt, że Mroczna Gwiazda ją wybrał. To daje jej przewagę i poparcie kultu.
Mroczna Wizja wiedziała, że nie może do tego dopuścić. Ale był jeden problem: Lodowy Omen nie była podatna na jej manipulację. Musiała wymyślić coś równie filozoficznego.
- Cień nie jest rzeczą zła, Lodowy Omenie. Wszyscy w końcu się w nim znajdujemy. Ważne jest jedynie, pod jaką sosną stoisz. Ja wybrałam tę właściwą - odparła tylko. Lodowy Omen była mądra. Zaatakowała ją słownie, nie obrażając jej wprost. A Mroczna Wizja się obroniła. Teraz pora na kontratak.
Mroczna Wizja wpatrywała się w Lodowy Omen, jej chłodny uśmiech zmienił się w wyraz pewności siebie.
- Pod jaką sosną stoisz, Lodowy Omenie? - dodała, jej głos brzmiał jak szept wypełniony jadem. - Jeśli wybrałaś swoją, czy jesteś gotowa na to, co niesie cień?
Lodowy Omen uniosła głowę, a jej spojrzenie było spokojne, ale stanowcze.
- Cień nie rządzi mną, Mroczna Wizjo. Jest jedynie drogą, którą przeszłam, ale nigdy nie moim celem. A ty? Czy twój cień jest twoim wyborem, czy więzieniem?
Te słowa zapadły w powietrzu jak ostrze.
- Tylko ty możesz uznać, czym jest cień – odparła Mroczna Wizja, ignorując ukłucie w sercu na wspomnienie więzienia, w którym się znalazła. – Dla mnie to nie jest ani droga, ani cel. To potęga, która daje mi wolność.
Jej głos nabrał mocy, a oczy błyszczały, gdy zbliżyła się o krok do Lodowego Omenu.
- A ty? – zapytała ostro. – Czy kiedykolwiek spojrzałaś na siebie w blasku, jaki odrzucasz? Czy dostrzegasz swoje ograniczenia, Lodowy Omenie?
Przeciwniczka przez moment milczała, jakby ważyła słowa.
Lodowy Omen spojrzała na Mroczną Wizję z cieniem niepewności, choć w jej oczach wciąż była stanowczość.
- Ograniczenia? – powtórzyła, jej głos łagodny, ale nieugięty. – Jeśli to właśnie widzisz, to jesteś ślepa na coś ważnego. Cień to nie więzienie ani potęga. To tylko odbicie światła.
Mroczna Wizja zadrżała, lecz jej wyraz twarzy nie zdradził żadnych emocji. W jej głowie zaczynała kiełkować myśl – czy Lodowy Omen naprawdę nie była jej wrogiem, a jedynie innym przejawem tej samej mocy?
Jako wspólniczki mogły wiele zadziałać. Nie tracić energii na walkę, która z pewnością musiała się odbyć w przeszłości, tylko współpracować? Nie jestem na to jeszcze gotowa, pomyślała.
- Odbicie światła, które jednocześnie jest mrokiem. Można urządzić się pod sosną tworząc tam swój świat. I wtedy cień jest dla ciebie, a nie ty dla sosny - zakończyła dyskusję.
Kot z zewnątrz nie miałby pojęcia, o co chodzi. Dwie kotki wysoko postawione z hierarchii rozmawiają o sośnie. Jedynie ktoś inteligentny, mógłby pojąć sens tej rozmowy. Więc Mroczna Wizja nie musiała się martwić, że ktoś ich usłyszy. Nawet jeśli, to i tak nie zrozumiałby sensu rozmowy. Poza tym, powierzchnie było czyste, bez zapachów nieproszonych obserwatorów.
Jak na ironię, rozmawiające kotki znajdowały się w cieniu sosny. I to nie byle jakiej. Starej, potężnej, o mrocznym kształcie. Spojrzała się na drzewo czekając, aż rozmówczyni zauważy ten fakt.
- Wszyscy stoimy w czyimś cieniu. Ty również na kogoś czekasz, czyż nie? - Mroczna Wizja spojrzała się na Lodowy Omen, mając nadzieję, że kotka nie zamierza jej znowu atakować. Całe swoje siły zużyła na tę rozmowę, a Lodowy Omen wydawała się w pełni gotowa, na dalszą walkę. „Czy moja przeciwniczka nie okazała się zbyt potężna? Mroczna Gwiazda ją prowadzi, ale nie stoi w jego cieniu. Gdzie jest jej miejsce?”

<Lodowy Omenie?>

27 grudnia 2024

Od Lód (Lodowego Omenu) CD. Mrocznej Łapy (Mrocznej Wizji)

Odpoczywała w ciepłym żłobku, przy boku matki. Jej bracia spali głęboko, wydając z siebie tylko ciche, miarowe westchnięcia. Szadź jako jedyna była przebudzona, ale zmęczona jeszcze i rozespana leżała w kącie kociarni. Skuliła się bardziej, gdy skąpe promienie słońca dobiegające do wnętrza przez wejście zostały przysłonięte przez czyjąś sylwetkę. Wcisnęła się głębiej w kąt. Lód posłała jej zmartwione spojrzenie. W przeciwieństwie do siostry, ona nie bała się tych, którzy przychodzili. Była ich ciekawa.
— Witajcie — powiedziała kotka, która właśnie zawitała w żłobku.
Mała Lód skądś ją pamiętała. Ten pysk widniał gdzieś w głębokich odmętach jej wspomnień, ale zbyt niewyraźnych, by móc połączyć je z konkretną osobą. 
Mama kiwnęła głową. Lód zaraz wygramoliła się spod jej ciepłego brzucha, by rzucić zaciekawione spojrzenie na przybyłą.
— Witaj, Lód.
— Kim jesteś? — zapytało zaskoczone kocię. 
—Jestem... Mroczną Łapą. Przyszłam zobaczyć, jak się miewasz. On obiecał ci moją opiekę, pamiętasz?
Lód otworzyła szerzej oczy. 
— Ja... Chyba coś pamiętam — odpowiedziała.  Młode kocię przywołało w głowie wspomnienia związane z tym głosem, z tym wzrokiem. Tajemniczy On, o którym mówiła. Jej pradziadek! 
— Oczywiście, że pamiętasz. Jesteś mądra. A on nad nami czuwa. Nawet lepiej. Jest tutaj.
Młode kocię przekrzywiło głowę zainteresowane. Naprawdę tu był? Ile widział? Ile słyszał? Co o nich sądził? Czy był jak tata? 
Jej łapki natychmiast zadrżały. Tata często mówił, że go mu przypominała. To samo mówiono mu. Tata był straszny, ale był wielkim wojownikiem. Tak jej mówiły starsze koty. Mówiły, że zrobi wielkie rzeczy, jak jego dziadek. Ale Lód czasem się go bała.
— Naprawdę?
— Tak. Jest we mnie, a ja jestem w nim — kontynuowała Mroczna Łapa. Lód uważnie wsłuchiwała się w jej słowa. 
— Nie kłamiesz? — dopytywała. — Niektórzy kłamią. Mama mówi, że jestem świetna w odgadywaniu nieprawdy. Niektórym kotom drżą wtedy wąsy. Tobie nie — stwierdziła, obserwując ją uważnie. —  Opowiesz mi o nim więcej?
I przez resztę czasu słuchała. Tak uważnie i z takim zaangażowaniem, jakiego nie można było dostrzec u innych kotów.


* * *
*czasy obecne*


Wracała do obozu po skończonym treningu wojowników. Jak na klan tak selektywny w doborze najsilniejszych jednostek, mieli zaskakująco dużo mysich móżdżków w swoim składzie.
Teraz wzięła ze sterty chudą mysz i usiadła na boku, by się pożywić. Całe śnieżnobiałe, upstrzone czarnymi łatami futro pokryło się warstwą jasnego puchu.
Ledwo skończyła jeść, a światło słoneczne przyćmił czyjś cień. Błękitne źrenice od razu powędrowały do góry.
Stała przed nią Borsucza Puszcza. Bura kotka jak zwykle wyglądała jak dąb - dumna, wysoka i wielka. Wzorzec Wilczaka. Nie brakowało jej werwy i twardego temperamentu, a jednocześnie potrafiła zachować subtelność, gdy była taka potrzeba. 
— Jesteś wytrwała, jeśli wciąż nie straciłaś nadziei na to, że kiedykolwiek odpowiem na twoje zaloty — mruknęła beznamiętnie pod nosem, skupiona na turlaniu łapą małej kostki, która pozostała po spożytym gryzoniu. — W pewnym stopniu to podziwiam, ale wolałabym, żebyś skupiła się na swoich obowiązkach,  a nie na romansowaniu z każdym Wilczakiem, jakiego spotkasz.
Puszcza zaśmiała się cicho, z przeszywającym wyrafinowaniem. Usiadła i oplotła łapy burą kitą.
— To aż tak widoczne? — spytała.
— Nie znam żadnego innego kota, który potrafi flirtować pytając kogoś, co jadł na śniadanie — odparła, obrazując jej skalę, według jej przekonań, problemu. Borsucza Puszcza mogłaby być trochę... bardziej powściągliwa w kwestii zalecania się do Wilczaków.
— Więc mało poznałaś kotów — Puszcza wzruszyła ramionami. — Przyszłam tu, prawda, ale nie po to, by zapraszać kogokolwiek na randki. Chcę ciebie poznać.
— Czy nie o to właśnie chodzi w randkach? — mruknęła Lód beznamiętnym, znudzonym wręcz tonem. Nie miała czasu na zajmowanie się takimi głupotami. — Odpowiedziałam już kiedyś na twoje pytania. Czego więcej chcesz?
— Lód... — Borsuk nie przeszła od razu do rzeczy. Zamiast tego podniosła się i machnęła wielkim ogonem, spojrzeniem nagląc ją, by również wstała. — Nie jestem głupia. 
Lód uniosła brwi. Nigdy tak nie zakładała.  Najwyraźniej Puszcza szykowała już jakiś monolog, a mistrzyni w głowie próbowała przewidzieć to, co za chwilę usłyszy.
— Odkąd tu dołączyłam wiedziałam, że coś mi tu nie gra — zmarszczyła nos, oglądając się za siebie. — To znaczy, jesteście bandą dzikich kotów żyjących w lesie i czczących gwiazdy na niebie. To samo w sobie jest już dziwne. Ale było w was jeszcze coś dziwniejszego i bardziej intrygującego.
— Przyznam, że udało ci się mnie zainteresować. — Lód podniosła się z miejsca. Jej ogon mógłby zmieść wszystkie kurze z ziemi, gdy jego końcówka tak się kręciła. — Chyba powinnam ci gratulować. 
— Chodź ze mną — zaproponowała nagle wojowniczka. — Nie potrzeba mi tu nieproszonych uszu.
Lód nie zaprotestowała. Jeśli Puszcza miała coś do powiedzenia, to chciała jej wysłuchać. Poza obozem mogły porozmawiać z dala od ciekawskich spojrzeń. 
Kotki opuściły obozowisko niemal w identycznym czasie, co wyruszał jeden z patroli łowieckich. Szybko jednak ich ścieżki się rozłączyły, a Wilczaczki ruszyły wzdłuż skraju leśnej przełai, nieopodal jeziora, którego piaszczysto-ziemiste brzegi regularnie obmywane były przez wodę. 
— Część z was ma urwane lewe ucho — zaczęła nagle Puszcza. — Wasi liderzy, zastępcy... Wszyscy je mieli. I spędzacie ze sobą dużo czasu. 
— Sosnowa Gwiazda go nie ma — spostrzegła Lód. Temat, jaki obrała Puszcza wcale jej nie zestresował, a wręcz zaintrygował. Chciała zasiać w niej ziarnko wątpliwości i zobaczyć, czy wyrośnie. Czy wojowniczka była pewna swoich racji?
— Tak. Tego wciąż nie rozgryzłam — mruknęła bura, odwracając na moment wzrok, by spojrzeć w taflę jeziora. — Ale to nie zmienia faktu, że tak wielu Wilczaków łączą te cechy, choć nigdy nie widziałam żadnych ceremonii oderwania uszu. Nie jestem może rodowitym Wilczakiem, ale nie żyję tu też od wczoraj. 
— Nie uważasz, Puszczo, że gdyby to miało tak wielkie znaczenie, już dawno znałabyś powód, dla którego tylu z nas dzieli jednakową bliznę? — spytała. — Prawda ma to do siebie, że ciężko ją ukryć. Zwłaszcza w klanach. Plotki rozprzestrzeniają się szybciej niż zając ucieka przed sowimi szponami. 
Choć na pierwszy rzut oka mogłoby się zdawać, że zależność między wyglądem poszczególnych kultystów powinna rzucać się w oczy, w rzeczywistości, nie znając całej prawdy, ciężko było w pierwszej chwili pomyśleć właśnie o Mrocznej Puszczy.  Klan Wilka, nietypowo jak na klan, słynął z tego, że był mieszaniną kotów o różnych wierzeniach. Nawet ci nieświadomi istnienia kultu zauważali, że Wilczacy przykładali dużo mniejszą wagę do samej wiary. Nie byli zbyt uduchowieni. Klan łączył wiele kotów o różnym wyznaniu. W przeciwieństwie do innych leśnych grup, tutaj powiedzenie, że nie wierzyło się w nic, nie było niczym kontrowersyjnym. Nawet, jeśli owym niewierzącym miał być sam medyk.
Czemu by więc nie założyć, że ta grupa kotów o urwanych uszach to nie kolejny odłam niegdysiejszych samotników, którzy swoje tradycje i wierzenia przenieśli do klanu? Tak mogli sądzić zwłaszcza ci, którzy znali historię przywódców Klanu Wilka. Mroczna Gwiazda i jego rodzeństwo wierzyli w znaczenie nadawania blizn. Łatwo było stwierdzić, że ta tradycja zwyczajnie rozprzestrzeniła się po części klanu.
— To prawda — przyznała w końcu wojowniczka. — Ale niezależnie, czy stoi za tym coś wielkiego, czy jakaś błahostka - coś musi was łączyć. Nie wmówisz mi, że jest inaczej.
— Nie próbowałabym tego zrobić — odparła mistrzyni. — Nawet najgłupszy kot w klanie domyśliłby się, że to nie przypadek. Czemu więc miałabym kłamać? 
Kłamstwo w takiej sytuacji wzbudziłoby tylko więcej podejrzeń. Niektórzy kultyści błędnie uznawali kłamstwo za złoty środek. Ale czasem lepsze było milczenie lub dobrze sformułowana prawda.
— A więc?... Zechcesz powiedzieć mi więcej? — dopytywała się duża kotka. 
— Mój pradziadek wierzył, że blizny zapewniają połączenie z bogami. Umacniają w drodze do zjednoczenia się z naturą — opowiedziała jej. 
— To nie jest do końca odpowiedź na moje pytanie — zauważyła Puszcza. 
— Nie — przytaknęła Lód. — Możesz zinterpretować to jak chcesz.
Puszcza była z pewnością interesującym kotem. Nie wzdrygała się na myśl o obcej wierze. Była nią zaintrygowana.
Mogłaby dobrze sprawdzić się jako członkini kultu. Lód wiedziała, że kocica miała serce z kamienia, potrzebne do pełnienia roli kultysty. Ale kwestią dużo ważniejszą był sposób, w jaki zareagowałaby na prawdę.
— Chodź — pospieszyła ją Lód i poprowadziła ją na zachód, tam, gdzie las zaczynał się rozrzedzać. Do Ciernistego Drzewa.
Gdy stanęły pod pniem wielkiego, wiekopomnego drzewa, które widziało więcej niż jakiekolwiek kocie oczy, jakie na niego spoglądały, Lód usiadła i owinęła łapy swoim ogonem. 
— To drzewo też nosi blizny — tymi słowami mistrzyni przerwała dłużącą się ciszę. Puszcza zmrużyła oczy, jakby starając się dostrzec, co ona. — W niektórych miejscach kora jest popękana. W innych widać rysy po szponach ptaków i pazurach kotów. Wiele przeżyło i dalej stoi.
— Lubicie blizny — podsumowała Puszcza. — To już wiem. Ale czy kryje się za tym coś więcej?
Lód spojrzała głęboko w drzewo. Czasem zastanawiała się, ile tu już stało i czy kiedyś stanie się świadkiem jego śmierci.
— Byłam w miejscu, którego nie są w stanie dojrzeć twoje oczy — zaczęła w końcu, w miarę, jak bura przeniosła na nią swój zaciekawiony wzrok, który teraz spoważniał. — Widziałam wiele blizn. I ran, które nigdy nie były w stanie się zasklepić. 
Puszcza milczała. Najwyraźniej nie miała nic do powiedzenia.
— To ciemne miejsce — kontynuowała. Przed oczami majaczył jej jego obraz. — Tam największe lęki stają się rzeczywistością. Tam jest cmentarzysko nadziei. Nie dociera tam światło. Trwa niekończąca się, bezgwiezdna noc. Jest tylko mrok, chłód i cisza. 
Wraz z ostatnim słowem wspomniana cisza zapadła i tutaj, wśród nich, jak gdyby to słowo rzucone przez Lód nabrało mocy jakiegoś czaru czy zaklęcia.
— Mogę pomóc ci poznać to miejsce — odezwała się w końcu.
Zainteresowanie na pysku Puszczy wzrosło. Teraz w oczach błysnęło zaskoczenie. Kotka wstała i podeszła bliżej drzewa, by zaraz zwrócić spojrzenie na Lód. Przyjęła propozycję.
— Musisz wiedzieć — dodała Lód. — Że ta droga nie jest dla wszystkich. To miejsce nie jest domem, w którym znajdziesz szczęście i komfort. To dom, w którym zaprzyjaźnisz się z tym, co cię najbardziej przeraża. 
— Chcę wiedzieć — nalegała wojowniczka.
— Nasze uszy to nie przypadek. Twoja uwaga była słuszna — wyjaśniła Lód. Spojrzała w niebo, teraz spowite ciemnymi chmurami. — Opowiadałam ci wcześniej o Mrocznej Puszczy i Klanie Gwiazdy. Mówiłam, że idea wspaniałych, dobrych kotów tam na górze nigdy do mnie nie przemawiała. Nie kłamałam, choć nie powiedziałam ci wszystkiego. Wierzymy w Mroczną Puszczę.
— Mroczną Puszczę?
Lód skinęła krótko głową.
— Przynajmniej oni nazywają to wiarą. Dla mnie to bardziej rodzaj współpracy. Ja daję im coś, a oni dają coś mnie. Jestem przy tym świadoma tego, że mogę zostać oszukana. Nie widzę w nich przyjaciół. Wrogów także nie. Widzę koty przebiegłe i inteligentne, które swojej pomocy udzielą tym, którzy są tego warci. Którzy potrafią przewidzieć ich sztuczki i skorzystać na ich działaniu. Ale nigdy im nie zaufałam. Nigdy ich nie czciłam. Oni dobrze wiedzą, jak manipulować. Wiara to tylko jedna z technik.
Borsucza Puszcza położyła łapę na starym pniu drzewa.
— Mówiłaś wcześniej co innego. Że te wszystkie blizny wynikają z tradycji, jakie przyniósł tu twój przodek.
— Tutaj też nie kłamałam — odparła. — Nie powiedziałam całej prawdy, to fakt, ale to mój pradziadek przyniósł za sobą tradycję odrywania kawałka lewego ucha.  Prawdę mówiąc, wiele z dzisiejszych tradycji w Klanie Wilka przemieszało się z jego rodzimą wiarą i wnikło w wierzenia kultu Mrocznej Puszczy. Ta wiara nigdy nie umarła. Zwyczajnie zmieniła swoją postać.
Puszcza pokiwała głową.
— Chcę być tego częścią. Długo szukałam znaku. Może to jest właściwy moment.
— Wiem, że jesteś odpowiednim kotem. Porozmawiam na twój temat z główną kapłanką — oznajmiła. — Nie powinnaś słyszeć tego, co ci dziś powiedziałam. Nie powinnaś jeszcze wiedzieć o kulcie, dopóki ona nie zaakceptuje cię jako członka. Ale szanuję cię na tyle, by zdradzić ci tę małą tajemnicę. Wiem, że nie powiesz nikomu ani słowa. Twoje pragnienia odbijają się w twoich oczach. To, co jest w spojrzeniu innych złe, ciebie nie odstrasza, a przyciąga. Nie uciekasz przed strachem. Ale i tak muszę cię przestrzec - jeden zły krok kończy się śmiercią. Nie ma tu miejsca na przebaczenie. Drugiej takiej szansy nie dostaniesz. 
— Wiem. 
Lód skinęła głową.
— To, co ujrzysz, gdy do nas dołączysz, może cię przerazić — powiedziała, gdy odwróciła się już, by odejść. — A ujrzysz koty składające hołd Bezgwiezdnej Ziemi. Rzeczą głupców jest ślepa wiara, ufność i posłuszeństwo duchom — miauknęła. —  One gardzą kotami, które nie rozumieją ich ran i blizn, a ślepo oddają im chwałę. Wiara jest dla nich jednak cennym narzędziem. Są tak przebiegli, że zdołali zbudować sobie kult tu, na świecie.  Uszanują cię, jeśli nie dasz się oszukać.
Odeszła. Nie odwracała się za siebie. Powiedziała wszystko, co miała do powiedzenia, a resztę okryła nadobnym milczeniem. 
Gdy wróciła do obozowiska, wzrokiem odszukała Mroczną Wizję. Spędzała z kotką dużo czasu ze względu na ich zbieżne profesje. Pamiętała jej obraz z wczesnego dzieciństwa. Już wówczas Lód  gdzieś w podświadomości poddawała jej słowa w wątpliwość. Teraz znała kolejną z niezwykle cennych lekcji. Wątpliwości były przejawem mądrości. Narzędziem do odróżnienia faktów i rzeczywistości od omylnych wyobrażeń. 
To powtarzała Pokrzywowemu Wąsowi. Podważaj, że słońce jest żółte, a może kiedyś odkryjesz, że jest zielone. 
Pewne prawdy widoczne były na pierwszy rzut oka. Inne pozostawały nieodkryte, nieudowodnione. Tak było z Mroczną Wizją.
Lodowy Omen doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak głęboko kotka wierzyła. Pokładała w duchach niezwykłą cześć i wiarę. Przekonanie innych kotów o tym, że jest wcieleniem Mrocznej Gwiazdy, było sprytnym posunięciem. Niezależnie od tego, czy było celową metodą manipulacji, czy wynikało z faktycznych przekonań kotki.
Lód jednak nigdy całkowicie nie wierzyła słowom Mrocznej Wizji. 
Duchy, choć wzbogacone doświadczeniem i mądrością czerpaną z wieczności, wciąż były kotami. Wiedziała to już zanim Mroczna Gwiazda zaczął odwiedzać ją we snach. Żywi niekiedy zapominali, że dusze, gdy żyły, także można było zranić. Zbudowani z krwi i kości, mieli - i wciąż mają - swoje wady. Lód nigdy ich nie czciła. Szanowała ich za to za ogromny spryt, jakim musieli dysponować, by kult powstał - by do dziś składano im ofiary. Byli mistrzami manipulacji. Kotom łatwiej było po prostu oddać pokłon, niżeli zrozumieć ducha. To, przez co przeszedł. Jakie są jego intencje. Przewidzieć jego sztuczki i pragnienia. 
Lodowy Omen przestrzegała już swojego ucznia. Pokładanie ufności i wiary w duchach było czymś ryzykownym i zwyczajnie głupim. Niezależnie, czy to duch Klanu Gwiazdy, czy to kot z odmętów Mrocznej Puszczy. Wszystkich zepsuła duma.  Doświadczając wieczności, widzieli tak wiele umierających i rodzących się kotów, że przestali postrzegać ich jako osoby - jednostki, a zaczęli jako pionki. Patrzyli na świat z perspektywy dużo szerszej od tej, która znana była żywym. Naiwnie było uważać ich za bóstwa. Naiwnie było im ufać. Ale dużą część z nich Lód szanowała. 
Lód wierzyła, że wiele duchów z początku cieszy się z bycia otaczanym bezgraniczną czcią. Wraz z upływem księżyców taki stan rzeczy staje się nudny. Na setkę głęboko wierzących kotów znajdzie się jeden, który poddaje autorytety wątpliwościom - i ten kot staje się interesujący. Inny. Zdolny do rozmów, zdolny do powątpiewania. Można mieć sługi, którzy pójdą za tobą w przepaść, ale czy nie bardziej wartościowe byłoby posiadanie sojusznika, z którym można rozmawiać na równi? Będąc mistrzynią, Lód nauczyła się, że najbardziej wartościowi wojownicy to tacy, którzy umieją myśleć samodzielnie. Armia złożona z takich właśnie wojowników na polu bitwy nie miałaby sobie równych. To samo było z kultem. 
— Witaj, Mroczna Wizjo — powitała kotkę, która po odejściu Zarannej Zjawy przejęła funkcję Głównej Kapłanki. Lód nie rozmawiała z nią od czasu, gdy wyznała przed kultem o swoich kontaktach z Mroczną Gwiazdą. Nie wiedziała, co kapłanka na ten temat sądziła i nie czuła potrzeby, by o to pytać. Nie to było w tym momencie istotne. —  Od ostatniego polowania nie miałyśmy zbyt wielu sposobności, by ze sobą porozmawiać. Przyszłam, by polecić ci Borsuczą Puszczę jako kultystkę. Rozmawiałam z nią — wyjaśniła. — Byłam wystarczająco subtelna, żeby wyciągnąć z niej wszystkie potrzebne informacje. Odrębne tradycje ją intrygują. Chce być częścią czegoś większego. To dobry moment, by zapoznać ją z kultem. O ile uznasz ten wybór za słuszny. 
Przerwała, by spojrzeć w niebo i zachodzące powoli słońce.
— Wiara to jednak przedziwna rzecz. Dla zwykłego kota stanowi oparcie, dla mądrego przestrzeń do nauki i wyciągania wniosków, a dla tych najwybitniejszych jest po prostu użytecznym narzędziem  — powiedziała nagle. Nie przejmowała się wcale tym, jak bardzo oderwane od rzeczywistości było to wtrącenie. Nigdy nie było złego momentu na rozmowę. — Łatwo wierzyć w coś lub kogoś.  Wówczas mamy kogo obwiniać za błędy, które popełniliśmy. Mamy na kogo wskazywać łapą, gdy coś pójdzie źle. Mamy za kim iść i nie musimy myśleć sami. Dużo trudniej jest zawierzyć sobie. Kot stojąc pod sosną i zachwycając się nad jej starymi korzeniami nawet nie zauważa, że cały czas kryje się w jej cieniu. 


<Mrok?>

26 stycznia 2024

Od Mrocznej Łapy do Lód

 Różany Step urodziła. Przyjęła tę informację obojętnie, z lekkim zadowoleniem, że jej klan się powiększa. Potem usłyszała, kto jest ojcem. Koszmarny Omen, czyli wnuk Mrocznej Gwiazdy. Co znaczy, że kocięta były z nim spokrewnione. Czyli były spokrewnione także i z nią. Trochę to było wszystko dziwne, ale na pewno musiała odwiedzić swoje prawnuczki. Przecież musi dopilnować ich pierwszych księżycy, żeby wiedziały, w co mają wierzyć. Weszła wyprostowana do żłobka.
- Różany Stepie, Klonowy Upadku, witajcie. - miauknęła dostojnie pochylając głowę. Z gracją podeszła do swoich prawnuczek.
- Ta nazywa się Lód, to jest Szron, tu Szadź, a tu Mrozek. - zapoznała ją Różany Step.
- Czy mogę… - zaczęła.
- Jasne. - miauknęła kotka zachęcająco. Mroczna Łapa skupiła się na Lód. Wyglądała trochę tak jak Mroczna Gwiazda z opowieści. No cóż, teraz chyba wolał się odrodzić czarny z zielonymi oczami.
- Witaj na tym świecie, Lód! - miauknęła ciepło, a potem położyła ogon na drobnym ciałku.
- Będziesz wielką wojowniczką, o ile będziesz pamiętać, że nad tobą jest lider, zastępca, mistrzowie, Mroczna Puszcza i… ja. Tak, ja, bo to ja jestem Mroczną Gwiazdą. Zszedłem na ten świat, aby móc zemścić się na Klanie Burzy, poprowadzić klan i kult przez trudne chwile. I chociaż obserwuję ciebie z góry, to pamiętaj, że znajdziesz oparcie w Mrocznej Łapie. Uczennica ta jest mną a ja jestem nią. Nigdy nie zostawi prawnuków, chyba że zdradzą kult, klan, lub Mroczną Puszczę. Albo w jakiś inny sposób okażą się niegodne mojego uznania. Zasłuż na nie czcząc mnie i Mroczną Puszczę. - wyszeptała do uszka małej koteczki tak cicho, że nikt oprócz niej nie mógł jej usłyszeć.
- Dziękuję. - skinęła głową w stronę matki Lód i opuściła kociarnię. Nie była pewna, ile Lód zrozumiała, a ile zapamiętała. Pewna była jedna rzecz. Małe kocię nie będzie pamiętać Mrocznej Łapy, ale zapamięta jej głos i słowa. Od razu nabędzie do niej szacunku. Wyszła z ciepłego żłobka i wzdrygnęła się. Było trochę zimno, a ją czekał trening. Z westchnieniem poszła zawołać Zaranną Zjawę. Niech ten mysi móżdżek się trochę postara, bo inaczej, kiedy zostanie już liderką… A ona nie zmieni swojego postępowania… Da jej ostrzeżenie. Kotka nie może mówić Mrocznej Gwieździe, co ma robić. Co z tego, że jest jej mentorką? Mroczna Gwiazda nie przepuści jej tego płazem.

*****

Zdała sobie sprawę, że dawno nie zaglądała do Lód. Akurat miała teraz trochę czasu, a przecież musiała zobaczyć, jak rozwija się jej prawnuczka. Teraz będzie już na tyle duża, że będzie dało się z nią porozmawiać. Ciekawe, czy pamięta jej słowa.
- Witajcie. - miauknęła tylko wchodząc. Różany Step kiwnęła jej głową. Mroczna Łapa podeszła do Lód.
- Witaj Lód. - powiedziała elegancko podchodząc do niej. Kotka przekrzywiła główkę.
- Kim jesteś? - zapytała zdziwiona.
- Jestem… Mroczną Łapą. - miauknęła. - Przyszłam zobaczyć, jak się miewasz. On obiecał ci moją opiekę, pamiętasz? - zapytała. W młodej kotce coś drgnęło. Widziała to wyraźnie. Wybałuszyła oczy.
- Ja… chyba coś pamiętam. - miauknęła zdezorientowana.
- Oczywiście, że pamiętasz. Jesteś mądra. A on nad nami czuwa. Nawet lepiej. Jest tutaj. - miauknęła uroczyście.

 [481 słów]

<Lód?>
[Przyznano 10%]