BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziki Berberys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziki Berberys. Pokaż wszystkie posty

13 lipca 2026

Od Dzikiego Berberysu CD. Krokusowej Kruchości

Noc po osądzeniu rebeliantów

Chłód i zimny wiatr mierzwiły jego futro na karku, a ciemne sklepienie nocy oraz cienie wtapiały futra jego żandarmów. Jednak nie zwracał na nich uwagi, gdyż całe ważne przedstawienie odbywało się w jego umyśle. Niczym szaleniec wpatrywał się w jeden nieznany nikomu punkt w dole, a przed jego oczyma nadal widział koty, które rozkazały mu opuścić Klan Burzy.
Tak samo obrzydzenie, co do swojego brata narastało z każdym kolejnym uderzeniem serca. Nie pojmował, jak to odważny i zadumany w swojej wielkości Gradobijący Cierń nagle spotulniał pod widmem egzekucji ze strony pobratymców. Uważał, że rebelianci sami się wkopali. Gdyby nie starali się wszystkiego uzasadnić, tylko powiedzieć jedną wersję zdarzeń i resztę zbyć milczeniem… Wtedy mieliby jeszcze szansę się wybronić.
Zacisnął mocniej pazury na zimnej glebie. Miał położony łeb na przednich łapach oraz był zwinięty w kłębek. Był gotów pójść spać, jednak do Złocistej Wydmy oraz Śnieżycowej Chmury podeszła inna Burzaczka, na którą na początku nie zwrócił większej uwagi.
— Złocista Wydmo? Śnieżycowa Chmuro? Czy mogę porozmawiać z Dzikim Berberysem? — spytał bardzo dobrze znany mu cichy głosik. Była to Krokusowa Kruchość! — Chciałabym się z nim pożegnać.
Podniósł wysoko głowę i w mig zajął pozycję siedzącą. Obie wojowniczki niepewnie spojrzały się po sobie, jednak po chwili skinęły głowami.
— Tylko nie na długo. Inaczej zawołamy po Słodką Dziewannę, żeby cię zabrała do Łapkowa — ostrzegła kotkę Złocista Wydma, po czym ją przepuściła do dołu.
Krokusowa Kruchość z gracją zeszła do Dzikiego Berberysu i nieśmiało zetknęła się z nim nosem.
— Krokusowa Kruchości? — zapytał, nie wiedząc, co robi tutaj kotka.
Kotka przez dłuższą chwilę milczała i wpatrywała się z wielkim bólem w jego oczy. Nawet przez chwilę zdołał poczuć, jak sierść na karku zaczyna mu się jeżyć. Czyżby wpatrywała się w jego duszę? Szylkretka pociągnęła nosem, a do jej oczu zaczęły napływać łzy. Nie starała się ich ukryć lub wytrzeć o własną łapę.
— D-dlaczego… Dlaczego to zrobiłeś? — zdołała z siebie wykrztusić.
Jego wzrok, który na początku był miękki i łagodny, teraz wyostrzył się oraz ostudził. Czy Krokusowa Kruchość również nie zrozumiała, dlaczego to wszystko zrobili? Nie rozumiała, że Królicza Gwiazda wraz z Zawodzącym Echem i resztą ich krewnych są zagrożeniem dla Klanu Burzy? Czy ona poszła za narracją Zawodzącego Echa? A może Gradobijący Cierń wszystkiego jej naopowiadał, kiedy go nie było przy niej? Jego brat musiał wszystko zepsuć!
Zacisnął mocniej szczęki ze złości, jednak dotyk szylkretki, szybko go uspokoił. Nie umiał się gniewać, kiedy ta była przy nim. Popatrzył się w jej zielone zapłakane oczy i przyciągnął ją mocno do piersi. Kotka zaczęła płakać w jego uścisku, a on jedynie świdrował wzrokiem strażniczki, które temu wszystkiemu przyglądały się w zakłopotaniu i lekkim obrzydzeniu.
— Przykro mi, że to wszystko musiało się tak potoczyć… — powiedział cicho głosem pełnym żalu. — Jednak mimo tego, że nie będzie mnie w Klanie Burzy, możesz być pewna, że zawsze przy tobie będę, tylko gdzieś dalej.
Polizał ją ostatni raz po pysku, kiedy do straży podeszła Srebrzysta Równonoc, która musiała szukać swojej siostry. Klatka piersiowa kotki szybko się podnosiła i opadała, a źrenice były zwężone do cieniuteczkich szpileczek. Musiała biec. Jednak na widok Krokusowej Kruchości westchnęła z ulgą.
— Krokusowa Kruchości! Chodź! — zawołała ją siostra. — Mama się martwi o ciebie i zawołałam specjalnie do Łapkowa Wdzięczną Firletkę! Czekają na ciebie.
Krokusowa Kruchość jednak nie chciała odejść. Nawet nie obdarzyła swojej siostry spojrzeniem swoich zielonych oczu, tylko nadal łkając, przytulała się do puchatej kryzy Dzikiego Berberysu. Srebrzysta Równonoc widząc to, wraz ze strażniczkami zsunęły się do dołu, stając naprzeciw więźniowi. Nie wyglądały pewnie, jednak stały z wyczekiwaniem, aż ten odda swoją ukochaną.
Dziki Berberys nie był głupi. Było ich troje, a on jeden. Nie zdołałby z nimi walczyć, szybko by przegrał. Dlatego odsunął łapska, oddając ze swojego objęcia Krokusową Kruchość. Srebrzysta Równonoc szybko zabrała z dołu swoją siostrę i bez żadnego pożegnania wróciły do obozu. Jedynie co ostatnie dostał od Krokusowej Kruchości na pożegnanie, było długie pełne bólu spojrzenie jej hipnotyzujących zielonych oczu.
Zostając znów pod opieką wojowniczek, ułożył się z powrotem na zimnej ziemi. Czuł teraz gniew w stronę Zawodzącego Echa oraz reszty, która zagłosowała, aby ten został wygnany.

***

Na drugi dzień

Obudziło go szturchnięcie w bok. Kiedy tylko otworzył swoje oczy, to przed nim ukazał się Cyklonowe Oko wraz z Dryfującym Fluorytem.
— Pora wstawać, Dziki Berberysie — przywitał go ozięble kremowy wojownik.
Nic nie odpowiadając kocurowi, wstał na swoje cztery łapy, które po nocy były wyjątkowo spięte i zastane. Poranny chłód nie był dla niego aż tak odczuwalny, jak dla owej dwójki, która trzęsła się nieznacznie. Nie to żeby on też się nie trząsł. Był wychłodzony po całej nocy i czuł, jak jest osłabiony. Chyba na dobry początek wygnania i braku dostępu do pomocy medycznej, dostanie gorączki lub innego dziadostwa, które mu uprzykrzy życie.
— Ruszaj, idziemy — pogonił go z powrotem Cyklonowe Oko, a Dryfujący Fluoryt podparł go i pomógł wyjść z dołu.
Postawił łapy na oszronionej trawie. Słońce nawet nie zdążyło pokazać się na nieboskłonie, a przy dołach gdzie byli ulokowani Nieustraszony Chomik i Tańcujące Pierze jeszcze stali strażnicy.
— Czyżbym był pierwszym, na którym dzisiaj zostanie wykonany wyrok?
— A jak myślisz? Niech mają okazję jeszcze trochę pospać skoro taka wola Zawodzącego Echa — odezwała się Dryfujący Fluoryt. — Ruszajmy.
Popchnięty został w kierunku granicy Klanu Wilka oraz Klanu Klifu, a on jedynie co mógł zrobić, to posłusznie pójść w wyznaczonym kierunku.

***

TW: Walka

Po długim marszu został zaprowadzony nad granicę, gdzie przed nim rozpościerał się wielki i ciemny las Klanu Wilka. Jego ogon drgnął niepewnie. Wiedział, że darowano mu życie, jednak Cyklonowe Oko wraz z Dryfującym Fluorytem zaprowadzając go w to miejsce, zesłali go na śmierć z łap Wilczaków. Przecież byli otoczeni przez same terytoria innych klanów, jednak jeśli miałby wybierać, to wolał już, żeby go wysłano wprost na Drogę Grzmotu, by ten mógł lepiej się zastanowić, gdzie chce odejść.
— No? Ruszaj się. Nie będziemy dłużej czekać, aż sam opuścisz terytorium Klanu Burzy — pośpieszył go Cyklonowe Oko.
Strzepnął gniewnie ogonem i syknął na dwójkę, która jeszcze uderzenie serca temu była jego pobratymcami. Zareagowali tym samym. Z bólem serca spojrzał ostatni raz za siebie, gdzie daleko za pagórkami był obóz, w którym smutna spała jego ukochana Krokusowa Kruchość. Przymknął oczy, odrzucając wszystko za sobą i jednym susem znalazł się po drugiej stronie pełnej cieni, paproci, igliwia oraz oszronionego podszycia i ściółki.
Jego serce przyspieszyło i z wahaniem stawiał kolejne kroki, zostawiając tym samym z tyłu Cyklonowe Oko i Dryfujący Fluoryt. Gęsty las sosen i innych iglaków zaczęły coraz gęściej go otaczać, a zapach kotów z Klanu Wilka był całkiem silny, podobnie zresztą, jak na granicy.
Czując, że każde drzewo właśnie go obserwuje, zaczął biec, sprawnie omijając wszystkie przeszkody, które miało do zaoferowanie podszycie. Szum krwi w uszach oraz przyspieszony oddech towarzyszył mu, przez dłuższą chwilę, kiedy biegł w nieznanym mu kierunku, na cudzym terytorium.
— Tam! Tam jest! — nagle za nim usłyszał cudze miauknięcie.
Już jakiś patrol zdążył zauważyć jego obecność. Przyspieszył z całych sił. Biegnąc sprintem, słyszał odgłosy pogoni, która odbywała się za nim. Jednak na ich nieszczęście był dość szybki, przynajmniej przez krótki czas. Do momentu, kiedy nie utraci sił, był bezpieczny od patrolu Wilczaków.
— Goń go, Aksamitny Nosie! Goń!
Odgłosy były coraz dalej. Miał szansę przeżyć! Może kiedy indziej zastanowi się nad prośbą o dołączenie do jakiegoś z klanów, jednak na tę chwilę chciał tylko i wyłącznie przeżyć. Śmierć z pazurów Wilczaków nie wchodziła dzisiaj w grę.
Przed sobą zauważył powalony konar drzewa. Nie był pewien, czy miał na tyle siły, żeby go sprawnie przeskoczyć, jednak dla pewności swojego rozpędu, przyspieszył lekko, aby dobrze się wybić w powietrze. Na jego nieszczęście w momencie, kiedy miał skoczyć, o jego łapę zaplątała się jeden z długich liści paproci. Zamiast znaleźć się po drugiej stronie grubego leżącego drzewa, przekoziołkował i uderzył głową w spróchniałe drewno.
— Gwiazdnicowy Blasku! Wąsatkowy Ruczaju! Upadł! Jest! Szybciej, prędko!
Złapał się łapą za głowę i odwrócił w stronę, z której dochodziły odgłosy pogoni. Teraz nie miał szans uciec, tym bardziej że przed nim wyskoczyła pierwsza członkini wilczego patrolu. Drobna, o kruchej budowie czekoladowa srebrna szylkretka z bielą. Stanął na cztery łapy i wysunął pazury, wiedząc, że zamierza bronić się z całych swoich sił. Do ostatniej kropli krwi. Nie zamierzał ginąć. Nie tutaj. Nie teraz!
— Burzaku! Przekroczyłeś granicę z Klanem Wilka! Co robisz tak w głębi naszego terytorium? — miauknęła ostrzegawczo Aksamitny Nos, jeśli dobrze kojarzył kotkę ze zgromadzeń.
— Powiedz mi coś, czego nie wiem! — warknął.
Nim się obejrzał podbiegły do niego jeszcze dwie kotki. Jedna liliowa szylkretka z krótkim ogonem oraz druga czarna bicolor z jednym dziwnym okiem. Cała trójka była nastroszona i raczej słabymi przeciwniczkami. Ze względu na ich aparycje był w stanie powiedzieć, że mógłby dać sobie z nimi radę.
— Dobra! Która idzie pierwsza na lanie? Nie dam się tak łatwo! Powyrywam wam wąsy! — prychnął, jeżąc się. Był gotów do walki.
Owe przeciwniczki raczej nie było łatwo sprowokować, jednak agresja rodzi agresję.
— Schowaj pazury i poddaj się! Klan Burzy będzie miał poważne problemy — ostrzegła go liliowa szylkretka z krótkim ogonem, jednocześnie powoli podchodząc do niego.
— Nie podchodź, bo posmakujesz moich pazurów! — syknął ostrzegawczo i wzrokiem skupił się na wojowniczce.
Kotka jednak nie reagowała na jego groźby. Nie trzymała się z daleka. Reszta go nie okrążała, tylko syczały na niego groźnie.
— Odejdź! — powtórzył.
Wojowniczka jednak postawiła kolejny duży krok w jego stronę. Dzieliło ich od siebie jedna długość ogona. Była już za blisko. Nie zamierzał testować swojej cierpliwości dalej. Oby tylko jego umiejętności w walce pozwoliły mu wybrnąć z tej sytuacji.
Rzucił się na kotkę z jazgotem i przygwoździł ją do ziemi swoim ciężarem. Nie musiał długo czekać, aż walka z dwoma innymi wojowniczkami się zacznie, gdyż te wiernie ruszyły swojej pobratymczymi na pomoc.
— Gwiazdnicowy Blasku! — zawyły obie.
Starając się obronić, intensywnie drapał, robił uniki i gryzł kotki. Każdą, która zbliżyła się na tyle, żeby jego atak był skuteczny. W powietrzu unosiła się strzępki sierści. A sam czuł na ciele już liczne zadrapania i ugryzienia, których nie mógł uniknąć, skoro walczy aż z trzema kotami. Rany go piekły, a wszyscy wpadli w wir walki.
Przybijając znów do ziemi liliową szylkretkę, poczuł jej pazury na swoim brzuchu, wbijające się kły Aksamitnego Nosa na karku, która starała się go odciągnąć z liliowej szylkretki, a czarna bicolor starała się go ugryźć od boku. Zamachnął się swoim cielskiem i łokciem uderzył kotkę z dziwnym okiem, która upadła niedaleko i złapała się łapką za krwawiący nos.
— Wąsatkowy Ruczaju! — krzyknęła Aksamitny Nos.
Wykorzystując to, że lekka wojowniczka puściła go swoimi kłami, przejechał pazurami po jej boku, jednocześnie zrzucając z barków prosto przed siebie. Nie mając przez chwilę na sobie reszty przeciwniczek, skupił się dobitnie na Gwiazdnicowym Blasku, która wtapiała swoje pazury w jego miękki brzuch. Bolało go to strasznie, dlatego się chwilowo skulił. Liliowa szylkretka wydostała się spod niego, jednak nie na długo, ten pociągnął ją za tylne łapy. Wylądowała na ziemi. Przyciągnął ją bliżej siebie i łapskami przycisnął jej szyję, przyduszając ją. Gwiezdnicowy Blask pluła i wierzgała się desperacko, starając się go z siebie zrzucić.
— I to są te wojowniczki Klanu Wilka?! Jesteście słabe! Jednak kotki nie powinny zostawać u was wojowniczkami, skoro nie umiecie sobie ze mną poradzić! — wrzasnął, w szale plując krwią.
Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
— W takim razie zawalcz z kimś podobnych rozmiarów! — warknął rudy kocur, który niczym duch lasu wyskoczył z gęstego podszycia.
Rudy skoczył na niego z pazurami, od razu chwytając go kłami za gardło. Puszczając Gwiazdnicowy Blask, przekoziołkowali się po ziemi, jednocześnie okładając się łapami, drapiąc i gryząc. Dziki Berberys mimo adrenaliny czuł już zmęczenie. Przecież taki kawałek przeszedł, przebiegł i miał już długą część walki za sobą. Nie był w stanie długo walczyć z dorównującym mu umiejętnościami i siłą kotu!
— Dawaj Tygrysia Nocy! Walcz z tym królikojadem! — dopingowała Aksamitny Nos.
— Tylko nie zabijaj go! — dodała Gwiazdnicowy Blask.
Po siłowaniu się dostał mocny cios łapą w jedno oko, które od razu spuchło. Został powalony na ściółkę i przyciśnięty łapami Tygrysiej Nocy. Czuł, jak nie jest w stanie się obrócić i kontynuować walkę. Kocur obezwładnił go, trzymając wielkie łapsko na jego skroni.
— Już koniec tego dobrego, głupi Burzaku! — splunął Tygrysia Noc. — Teraz leziesz przed osobistość Zalotnej Gwiazdy i zobaczymy, czy przeżyjesz za zaatakowanie patrolu i wtargnięcie na terytorium Klanu Wilka!
Dziki Berberys jedynie zacharczał zmęczony, czując, jak jego mięśnie są sflaczałe z wysiłku. Był osłabiony, a ugryzienia i zadrapania straszliwie go piekły. Zresztą teraz, jak rudy wojownik go puści, to nie byłby w stanie uciec. Bolały go nogi. Nie zdołałby daleko pobiec. Pewnie reszta patrolu zdołała szybko odzyskać siły, więc znów by go przechwycono. No i nie znał terytorium…
— Dobrze… — mruknął już potulnie, przymykając powieki z bólu i zmęczenia.
Nic innego już mu nie zostało, niż posłusznie zostać zaprowadzonym przed oblicze Zalotnej Gwiazdy. Miał nadzieję, że zdoła przeżyć i po tłumaczeniach liderka Klanu Wilka nie skaże go na powrót do Klanu Burzy, bądź śmierć z łap jednego z Wilczaków.

<Krokusowa Kruchości? Zobaczymy się na granicy po pewnym czasie>

10 lipca 2026

Od Dzikiego Berberysu CD. Kameliowej Łapy

Przeszłość

Dziki Berberys siedział do tej pory na polanie obozowiska i przyglądał się kotom, które się krzątały. Czekał, aż zbierze się jego patrol graniczny, którym mieli sprawdzić tereny dzielące go wraz z Klanem Wilka. Nie mógł zaprzeczyć, że trochę się mu nudziło, więc żeby zabić nudę, postanowił wpatrywać się w białą uczennicę, która właśnie wróciła do obozu wraz z Rudą Lisówką.
Szczerze nie przepadał za nowymi kotami, które przybyły do Klanu Burzy pod pretekstem schronienia, gdyż w ich poprzednich klanach żyło im się niedobrze. Owa kotka, na którą teraz się patrzył spod byka, była od niego starsza i na bank miała rodzinę, dzieci i innych przyjaciół. Nie rozumiał, czemu ta jednak postanowiła zostawić to wszystko za sobą. Czy było coś ważniejszego od rodziny? Chociaż czy to miało teraz jakieś znaczenie, skoro ta raczej zadomowiła się już w Klanie Burzy wraz z jej partnerem?
Zastanawiając się tak nad losami śnieżnobiałej, nie zauważył kiedy, ta zauważyła jego nieprzychylny wzrok. Ruszyła w jego kierunku, kiedy ten ostatni raz starał się odwrócić wzrok. Czy na pewno chciałoby się jej teraz z nim kłócić?
— Przepraszam... — zaczęła ostrożnie Kameliowa Łapa, nadając głosowi możliwie łagodne brzmienie. — Czy coś się... stało?
Spiął mięśnie. Wiedział doskonale, że chciała grać tą mądrzejszą i spokojniejszą. Skoro była starsza, to może jeszcze liczyła na jakiś autorytet, jednak nie takie zagrywki to nie z nim. Jednak to nie wiek, a ranga ma większe znaczenie.
— Oprócz tego, że ty się stałaś, to nie — powiedział chłodno, nie ukrywając, że nie cieszy się z jej obecności. Tak samo nie mógł pokazać, że czuje się nieswojo przy konfrontacji.
— Słucham? — mruknęła zdumiona jego odpowiedzią.
— Tak, jak słyszałaś. Nie musimy się lubić i nie zamierzam tego ukrywać, że nie przynależysz do tego miejsca. Klan Burzy nie jest miejscem dla rybojadów i lepiej by było, gdybyście zostali na miejscu. Jednak to moje skromne zdanie i niestety to nie ja dyktuje warunki. Jednak ponarzekać jeszcze nikt mi nie zabroni.
Kameliowa Łapa osłupiała i patrzyła się na niego niedowierzającym wzrokiem. W sumie, jak by ktoś mu też tak powiedział, to też byłaby jego podobna reakcja. Strzepnął ogonem w kierunku legowiska uczniów.
— A teraz możesz zejść mi z oczu. Nie jesteś ze mną na patrolu, a czekam na pozostałych Burzaków. Nie mamy o czym rozmawiać — nakazał jej, liżąc się dumnie po piersi.
Biała kocica nadal nie dowierzając w jego słowa, napuszyła lekko ogon i bez słowa odeszła w stronę, gdzie siedział Tojadowa Łapa — jej partner. Zaczęli przejęcie o czymś rozmawiać, a po chwili sam poczuł mordercze spojrzenie na sobie rudego Nocniaka. Oczywiście nie był mu dłużny, gdyż odwdzięczył się tym samym.
Strasznie nie lubił tych nowych. Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby zostali tam, gdzie był ich dom. Po niedługim czasie przybyli do niego Tańcujące Pierze wraz z Bąbelkowym Pluskiem i Nieustraszonym Chomikiem, po czym wyszli z obozu na patrol graniczny.

***

Po osądzie nad rebeliantami

Siedział w dole, w którym musiał spędzić drugą noc z rzędu. Bardzo mu się upiekło, skoro Zawodzące Echo nie ogłosił jego egzekucji. Musiał tylko i wyłącznie opuścić tereny Klanu Burzy i już nigdy nie wracać. Czy było to jakoś ułaskawiające? Zdecydowanie tak, jednak nie powiedziałby, że jakoś widział swoją przyszłość w kolorach tęczy i usłanych kwiatkami. Gdzie teraz miał się podziać? Do którego klanu powinien uciec? Skoro kochał tak strasznie otwarte przestrzenie? Klan Klifu? Nie, zdecydowanie nie wyobrażał się w tamtym miejscu, szczególnie że oba klany są w sojuszu. To może Klan Nocy? Woda, pływanie i monarchia, na którą tak strasznie pluł. Czy powinien pchać się w miejsce rybojadów, szczególnie że Kameliowa Łapa oraz Tojadowa Łapa stamtąd uciekli? Nie zamierzał wypełniać ich miejsca! Natomiast Klan Wilka był całkowicie zacieniony lasami i przez całe życie słyszał o tym miejscu oraz o tych kotach same najprzykrzejsze historie. Czy powinien w takim razie pchać się w szpony kotów, które atakowały wszystko, co się rusza? Zdecydowanie nie, jednak według Burzaków, to sam jest takim typem kota. Przecież jest zdrajcą i mordercą. Czy jakoś się mylili? Ciężko to powiedzieć, ale chyba nie. Natomiast Owocowy Las z pewnością zaraz oddałoby go w szpony Burzaków, przegnali ze swojego terytorium, a może nawet zabili. Przecież dzieciaki Zawodzącego Echa są pół krwi z Owocowym Lasem.
Czyli co? Klan Wilka jest jednym z najlepszych miejsc… Nie mogę w to uwierzyć… — oparł podbródek na przednich łapach.
Straże uważnie pilnowali jego ruchów. Współczuł im strasznie. Sam nie chciałby siedzieć przez całą noc, pilnując siebie, gdyż zamierzał się wyspać i na pewno nie atakować żadnego z Burzaków.
Zwinął się w kłębek i zamknął oczy. Jutro był nowy dzień, który musiał przetrwać.

< Kameliowa Łapo? Zobaczenia do kiedyś na granicy. >
🍂

Od Dzikiego Berberysu CD. Serdecznej Naparstnicy

Przeszłość

Właśnie oddzielił się od patrolu łowieckiego, szukając samemu jakichś tropów zajęczaków lub innej zwierzyny. Bardzo lubił polować w samotności, no może wyjątkami były koty, które podzielały jego światopoglądy. Polowanie z Tańcującym Pierzem, Modliszkową Ciszą bądź samym Oskrzydlonym Ognikiem było tylko i wyłącznie przyjemnością. Szkoda tylko, że Krokusowa Kruchość nie była aż tak chętna na wspólne polowania, kotka raczej krzątała się po obozie i pomagała w nim, czyli w sumie robiła to, co każda dobra kocica powinna robić. Przecież dbanie o ognisko domowe było również czymś ważnym, co przynoszenie zwierzyny.
— Hej, Berberysie! — usłyszał radosne mruknięcie.
Kocur odwrócił się i przy granicy zauważył znajomego mu Klifiaka. Nie mógłby pomylić nikogo innego z Serdeczną Naparstnicą. Nikt inny przecież nie był takim niziołkiem. No może oprócz matki owego kocura.
Podszedł do niego i krótko mruknął na przywitanie, jednak młodszy od razu przeszedł do naglącej go sprawy.
— Wydaje mi się, że przebywa u was niejaki Królicza Prawda. Chciałem się dowiedzieć, czy może z nim rozmawiałeś. Może wiesz też, czy przechadza się przy granicach, czy raczej trzyma się bliżej obozu? Chciałbym z nim porozmawiać, ale nie wiem, jak go złapać — zakończył, poruszając niespokojnie ogonem.
— Jedynym królikiem, jakiego znam to parszywy Królicza Gwiazda… — prychnął z odrazą, smagając w powietrzu swoim ogonem.
Serdeczna Naparstnica zmieszany niechęcią Burzaka do własnego lidera, jedynie poruszył zakłopotany wąsami i uciekł wzrokiem, patrząc na połacie łąk Klanu Burzy.
— Nie widziałeś u siebie w klanie kremowego kocura bez ogona? Który akurat dołączył do was w ostatnim czasie? — starał się go nakierować młodszy.
Kot, którego opisywał Naparstnica, przypominał do złudzenia nowego kocura. Dziki Berberys szybko połączył kropki i zmarszczył lekko pysk. Nie mógł ukryć, że nie podobał się mu ów Gasnąca Łapa, definitywnie tutaj nie pasował i widać było u niego Klifiackie maniery, które czasami się ujawniały na patrolach i w chwilach, gdy wszyscy dzielili się językami. Powoli zaczął kiwać głową, udając jeszcze zamyślonego, a oczy protektora zaiskrzyły wszystkimi gwiazdami na niebie.
— Czyli jest u was! — prawie wykrzyczał, ale zawczasu Dziki Berberys zakrył tamtemu pysk.
— Owszem i ma teraz nowe imię. Nazwano go Gasnąca Łapa i uczy się pod uważnym okiem Śniącego Obserwatora. Raczej nie krząta się po całym terytorium Klanu Burzy, uczy go sam przewodnik. Jak już to pewnie gryzą ziemię razem w tych tunelach.
Serdeczna Naparstnica położył zawiedziony uszy po sobie. Pewnie musiało być to coś ważnego, skoro aż postanowił się jego spytać o Gasnącą Łapę. Cóż… Szansa, że oboje się spotkają na granicy, była niewielka, jednak nigdy niezerowa. Szczerze miał nadzieję, że jakoś się spotkają albo Lśniąca Gwiazda na czele z resztą Klanu Klifu przyjdą odebrać swoją zgubę.
— Czy będziesz w stanie mu przekazać, że chcę z nim porozmawiać?
— Owszem, jeśli jest taka szansa, że zabierzecie go z powrotem. Nie potrzebujemy takich jak on w Klanie Burzy — prychnął, chcąc już odejść. — Gdyby tylko Królicza Gwiazda wraz z Zawodzącym Echem nie mieli mrówek w mózgu, to może jakoś by lepiej zarządzali Klanem Burzy… — powiedział już pod nosem, nie licząc na to, żeby Naparstnica go usłyszał.
Machnął na pożegnanie ogonem, nie chcąc być już wypytywany o nic związane z władzą, szczególnie od kota, który nie wiedział, jak to jest być Burzakiem.

***

Osąd nad rebeliantami

Dziki Berberys siedział wraz z oskarżonymi i wpatrywał się chłodnym wzrokiem w kierunku następnego kota, który zdecydował się na zgładzenie jego, Tańcujące Pierze, Nieustraszonego Chomika oraz Gradobijącego Ciernia. Tym kotem nie był nikt inny, a były Klifiak, o którego tak strasznie wypytywał go Serdeczna Naparstnica — Gasnąca Łapa. Kremowy kocur trząsł się cały z emocji i przestraszonym wzrokiem patrzył się po zgromadzonych.
Na samą myśl, że kot, którego nie powinno tutaj być na pierwszym miejscu, właśnie miał prawo zagłosować w ich sprawie, strasznie go podburzyło. Czemu niby miał prawo głosu? Czy właśnie on miał zostać stracony, tylko dlatego, że jakaś łajza z innego klanu sama uciekła do nich? Może to właśnie Klan Klifu starał się złapać Gasnącą Łapę, żeby go wysłać w zaświaty? Cóż za hipokryta. Najlepiej by było, gdyby kremowy wracał wojować z własnymi problemami, a nie zadomawiać się w Klanie Burzy.
Z zamyśleń wyrwał Tańcujące Pierze, który ziewnął przeciągle i się rozciągnął. Wyglądał, jakby zaczął liczyć głosy kotów, które były za ich egzekucją, gdyż nadmiernie wpatrywał się Burzaków po stronie Zawodzącego Echa, która odpowiadała za karę śmierci. Znudzony wstał i zabrał głos, a wszystkie oczy zwróciły się na niego.
— Wdzięczna Firletko i Zawodzący Echu — zaczął uprzejmie. — Zauważyłem, że Kameliowa Łapa, Tojadowa Łapa, Gasnąca Łapa mają prawo wyrażania się o sytuacji naszego klanu, choć wciąż nie zostali wojownikami naszego Klanu Burzy. Poza tym mało księżyców spędzili tutaj, aby jakkolwiek się wyrazić o obecnej sytuacji i są z dwóch innych klanów — omiótł spojrzeniem wymienionych. — Według mnie ich głosy nie powinny być brane pod uwagę. Czy ktoś się ze mną zgadza?
Miał już podnieść łapę, by zgodzić się z rudym, jednak Opadający Rumianek siedzący w tłumie kotów zastrzygł uchem, mrużąc oczy.
— Według mnie twój głos nie powinien być brany pod uwagę. W przeciwieństwie do ciebie oni jeszcze nie zdradzili Klanu Burzy — burknął cicho w kierunku Tańcującego Pierza.
— Ich zdanie powinno również się liczyć, jeśli jest szansa na to, że będą mieli spędzać dni z mordercami pod jednym sklepieniem — Wdzięczna Firletka zmrużyła ślepia.
Natomiast Gasnąca Łapa wywołany do tablicy od razu uniósł uszy, wracając do rzeczywistości. Przez chwilę wpatrywał się w szmaragdowookiego.
— A po co nam w tej sprawie znać sytuację klanu? Każdy kot wie, że za zabójstwo niewinnych kotów należy się kara i nie podlega to dyskusji.
— ...W takim razie pozostawię to w łapach naszego przyszłego przywódcy, Zawodzącego Echa — Tańcujące Pierze jedynie wzruszył ramionami, młodzieniec umiał bardzo dobrze grać niewzruszonego.
Dziki Berberys bawił się przez ten czas pazurami. Wtapiał je w ziemię i obserwował, jak powstają w niej zagłębienia. Z taką samą chęcią rozerwałby teraz skórę na gardle Gasnącej Łapy. Szczerze liczy na to, że nawet jeśli zostanie stracony, to przyjdzie po kremowego kocura Lśniąca Gwiazda i własnymi pazurami wymierzy mu sprawiedliwość.

< Serdeczna Naparstnico? Do zobaczenia kiedyś na jednej z granic twojego klanu >
🍂

Od Dzikiego Berberysu CD. Modliszkowej Ciszy

Przeszłość, Pora Zielonych Liści.

— Dobry pomysł, lecz trzeba będzie uważać na granice — odparł Modliszkowa Cisza, odwracając się, by wyruszyć w drogę.
Dziki Berberys zadowolony ruszył zaraz obok starszego wojownika. Bardzo lubił Modliszkową Ciszę. Kremowy miał bardzo podobne poglądy do niego i w przeciwieństwie do innych nie starał się ich ukrywać. Oprócz tego, że się dogadywali, to widział w zielonych oczach starszego, że te błyszczą mu się z ciekawości za każdym razem, kiedy on opowiadał o jakichś rzeczach z prywatnego życia. Przykładowo o Krokusowej Kruchości. Był zdumiony, że większość klanowiczów nie zauważyła jego zalotów do kotki.
— Wiem, że za dużo nie opowiadałem o sobie, jednak coraz częściej widuję się z Krokusową Kruchością i staram się, aby zabiec o jej względy — zaczął mało pewnie. Uważał, że Modliszkowa Cisza powinien wiedzieć coś więcej o nim, skoro tak dobrze się dogadywali, a że starszy nie pytał go o takie rzeczy, to teraz sam musiał mu wszystko streścić. — Od jakiegoś czasu robię to małymi kroczkami, a przynajmniej się staram. Jest dość nieśmiała i wychodzi zawsze po kwiaty wraz ze swoją mamą i siostrą. Nie wiem, czy to jest normalne… Moja siostra tak nie wychodzi zbytnio po kwiaty lub inne ozdoby, chociaż może to być ze względu na to, że nie ma z kim… Na pewno nie widziałem żadnego kocura, który by z rodziną poszedł zbierać zielska, o ile nie jest medykiem.
Kremowy wysłuchał go uważnie i zadowolony pokiwał głową.
— Będą z ciebie koty. Nie masz się czym martwić, jeszcze macie czas i jesteście młodzi. No i tak, jak mówisz, Krokusowa Kruchość jest bardzo nieśmiałą i delikatną kotką. Może już zdążyła się do ciebie przekonać, jednak nie daje tego po sobie poznać.
Modliszkowa Cisza mówił to dość spiętym głosem, jakby nie umiał do końca rozmawiać z innymi kotami o partnerstwie i tym podobnym. W sumie sam Dziki Berberys nie widział ani nie słyszał od nikogo, żeby tamten miał jakiegoś partnera lub partnerkę. Jeśli Modliszkowa Cisza całe życie był sam, to może nie do końca rozumieć takie miłosne sprawy. Ahhh… Gdyby tylko Jagodowe Marzenie jeszcze żyła, to byłaby pierwszym kotem, który dowiedziałby się o jego zainteresowaniu względem Krokusowej Kruchości. Może nawet by mu pomogła? Przecież, kto lepiej wie co potrzebuje kotka, niż sama kotka? Był kocurem, więc nie do końca znał się na takich rzeczach.
W końcu doszli do lasu, który należał do Klanu Wilka. Słońce mocno przygrzewało, jednak cień z drzew dawał schronienie przed przegrzaniem. Do nozdrzy Dzikiego Berberysu doleciał świeży zapach królika. W milczeniu spojrzał na Modliszkową Ciszę i skinął mu głową. Już wiedzieli, co mają zrobić. Oboje ruszyli, skradając się w cieniach wysokich traw. Kiedy tylko ujrzeli szaraka, rozpoczęli pościg.

* * *

Wrócili do obozu z dwoma królikami w pyskach. Byli wycieńczeni i spragnieni, a całodniowe polowanie dało im we znaki. Modliszkowa Cisza odniósł swoją część na stertę zwierzyny i nosem wskazał mu czekającą przed łapkowem Krokusową Kruchość. Dziki Berberys cicho zamruczał na wsparcie starszego wojownika i podbiegł do swojej ukochanej, wręczając jej szaraka.
— Proszę, moja damo, upolowałem królika specjalnie dla ciebie — wymruczał.
Bura szylkretka z lekkim zawstydzeniem polizała go po pysku.
— Dziękuję, Dziki Berberysie — nieśmiale zamruczała, trzepocząc swoimi rzęsami, i pozwoliła się wtulić w jego białą kryzę.
Poczuł, jak ciepło rozlewa się po jego ciele, i otulił swoim puchatym ogonem kocicę. Mógł tak siedzieć w nieskończoność. Wizja założenia rodziny z kotką była bardzo realna. Może jeśli wszystko w przyszłości się ułoży, to doczekają się własnych kociąt? Na samą myśl zostania ojcem z jego gardła wydobył się ciepły pomruk.

* * *
Osąd nad rebeliantami

Siedział przed Burzakami, był jednym z nich, a jednak taki obcy. Koty, których znał i w jakimś stopniu uznawał za jego pobratymców, okazali się tchórzami. Nie rozumieli, że cała rodzina Zawodzącego Echa była zgubą dla Klanu Burzy. Inaczej nie zabijaliby Króliczej Gwiazdy. Głosy pobratymców rozważały, co zrobić z jego istnieniem. Czy powinno się go zabić? A może wygnać? Kilka kotów jednak było zdania, że można wszystko załatwić, poprzez uczynienie go więźniem do końca życia.
Spojrzał na Modliszkową Ciszę, który właśnie oddał swój głos za jego egzekucję. Położył po sobie uszy i strzepnął swoim puchatym ogonem. A więc to tak? Jeśli przychodzi czas na obrażanie Króliczej Gwiazdy i krytykowania jego rządów, to starszy kocur z chęcią z nim o tym rozmawiał, jednak kiedy przeszło do czynów, jest pierwszym, który podkula ogon i skazuje tych, co chcieli dobrze na śmierć. Zawiódł się na Modliszkowej Ciszy, bardziej niż sam chciał przyznać, podobnie, jak zresztą rebeliantów, którzy właśnie w płaczach oskarżali siebie nawzajem o morderstwa. Szczególnie Gradobijący Cierń, który zwykle pękł pod wizją egzekucji.
Westchnął krótko, nadal siedząc pod strażą, i czekał na osąd, pożal się, Klanie Gwiazdy, Zawodzącego Echa. Jeśli tylko skażą go na śmierć, niech się nie zdziwią, że sam postanowi zabrać swojego kata na tamten świat wraz z nim.

< Modliszkowa Ciszo? Do zobaczenia na granicy! >

31 maja 2026

Od Dzikiego Berberysu CD. Modliszkowej Ciszy

Rozmawiał właśnie ze starszym wojownikiem, który o dziwo był dla niego wsparciem. Modliszkowa Cisza może i był specyficzny, cichy i czasami nie wydawał się empatyczny, jednak o dziwo nadawali na podobnych falach. Zgadzali się na pewno, co do rządów Króliczej Gwiazdy.
Skinął mu głową i skierował się do legowiska wojowników, żeby odpocząć, tak jak doradził mu kocur. Jednak posłania kotów z jego rodziny były puste i niektóre nie będą zapełnione tej nocy. Brak Jagodowego Marzenia, Świerszczowego Skoku i jego rodzonego brata, Trzmielowego Pyłku sprawiała, że nie mógł nawet zamknąć na chwilę oczu.

***

Aktulane

Zaczęła się Pora Zielonych Liści, a Dziki Berberys właśnie pędził za jednym z szaraków po równinach, przeskakując przez najróżniejsze przeszkody, na które owa zwierzyna chciała go zgubić. Kocur jednak wytrwale gonił królika. Jego siły i prędkość spadały, z każdym następnym susem. Nie był długodystansowcem, tylko sprinterem na krótkie dystanse.
Nagle wyskoczył zza traw chudy kot o kremowym futrze. Był to Modliszkowa Cisza, który jakże w zaskakujący sposób złapał królika. Mimo swojego podeszłego wieku, kocur nadal trzymał się swojej rangi. Zdyszany podszedł do starszego, jednak zauważył, że nie tylko on był zmęczony. Boki Modliszkowej Ciszy również szybko się unosiły, a po jego zielonych oczach widział zmęczenie.
— W samą porę, Modliszkowa Ciszo! — pochwalił starszego. — Jak na swoje lata całkiem dobrze się jeszcze ruszasz. Tak jak Ciebie zapamiętałem, kiedy byłem jeszcze uczniem.

< Modliszkowa Ciszo? 🪲💪>

Od Dzikiego Berberysu CD. Poczciwego Szakłaka

Przeszła Pora Nagich Drzew

Popatrzył lekko oburzony na starszego wojownika. Nie rozumiał, jak można aż tak bardzo nie interesować się życiem klanowym, który bezpośrednio też go dotyczył. Czy starsze koty zapomniały o bezpieczeństwie oraz roli reprezentatywnej, jaką miał Królicza Gwiazda? Przecież ten starzec w roli lidera nie spełniał żadnego z jego głównych obowiązków!
Jednak Dziki Berberys postanowił być bardziej grzeczny w stosunku do Poczciwego Szakłaka. Skinął mu krótko głową. Niech mu będzie. Skoro coraz częściej wyściubiał nos z legowiska i powoli odżywał w klanie, to niech tak zostanie. Przynajmniej nie będzie sprawiał problemów, jeśli rebelia ruszy, by obalić lidera.
Otworzył już pysk, żeby zacząć jakiś inny temat rozmów, może troszkę milszy, żeby nie spłoszyć wojownika. Jednak tamten tylko przyspieszył kroku i ruszył na przód grupy patrolu. Dziki Berberys został sam na końcu pochodu.

***

W końcu patrol wszedł do obozu. Niektóre koty niosły zwierzynę, a na granicy było dość spokojnie. Wojownicy rozeszli się po legowiskach, a wraz z nimi Poczciwy Szakłak. Nie chciał podążać za czarnym kocurem. Nadal czuł niesmak po ich konwersacji, którą czarny wojownik uciął w dość suchy sposób.
Podszedł do innych kotów, gdzie rozmawiał jego brat. Czyżby mówili na jakiś temat dotyczący rebelii? Wątpił, nie robiliby tego w obozie. Dołączył do nich i słuchał opowieści, jak Nieustraszonemu Chomikowi uciekał ostatnio królik. Nudny temat, jednak musiało mu wystarczyć, jeśli nie chciał wchodzić do legowiska wojowników.

***

Aktualne

Nowi członkowie Klanu Burzy wydawali się bardzo ciekawi, a w szczególności jeden kremowy kocur o klasycznym pręgowaniu oraz króciutkim ogonku. Przypominał strasznie Króliczą Gwiazdę oraz Zawodzące Echo. Może to właśnie dlatego przyjęto go do klanu? Nie był tego pewien, to była tylko jedna z głupich teorii, którą sobie ubzdurał.
Właśnie siedział na polanie i obserwował Burzaków, którzy krzątali się po obozie. Jednak jego uwagę przykuła dwójka, którą już wcześniej przyłapał na rozmowie. Ów nowy Burzak, często rozmawiał z Poczciwym Szakłakiem. Czyżby się znali, skoro tak często rozmawiali? A może w Klanie Burzy mieli okazję się lepiej poznać?
Kiedy tylko Gasnąca Łapa wyszedł z patrolem poza obóz, ten wykorzystał, że Poczciwy Szakłak siedział sam na polanie. Skinął mu głową i zagrodził drogę, żeby starszy przypadkiem nie miał okazji, by uciec od rozmowy.
— Dzień dobry, Poczciwy Szakłaku, mam do Ciebie kilka pytań. Wiem, że ostatnia nasza rozmowa nie przebiegła najlepiej, jednak teraz nie zamierzam Ciebie tym męczyć — czarny wojownik na te słowa rozluźnił mięśnie.
— Słucham Cię, Dziki Berberysie.
Na to właśnie liczył.
— Znałeś wcześniej Gasnącą Łapę? Mam wrażenie, że jest z któregoś klanu, bo widziałem go na zgromadzeniach, jednak nie pamiętam, z którego on jest. Wydaje się, że się znacie, bo nawet często rozmawiacie.

< Poczciwy Szakłaku? Nie musimy rozmawiać tylko o polityce 😸❤️>

Od Dzikiego Berberysu CD. Krokusowej Kruchości

Dziki Berberys spojrzał swoimi błękitnymi oczami na kotkę, która podstawiła mu pod nos jaskółkę. Krokusowa Kruchość milczała i z wyczekiwaniem obserwowała go, jakby czekała na jego reakcję. Sam nie był pewien, jak zareagować, szczególnie po ostatnich wydarzeniach, które zadziały się w klanie. Widział, jak kotka wraz z innymi Burzakami patrzyła na niego i jego rodzeństwo z przerażeniem, jakby to nie Świerszczowy Skok, tylko oni zaatakowali ich byłego asystenta medyka.
— Dziękuje ci za prezent, Krokusowa Kruchości. Jeśli chcesz, możesz się obok mnie usadowić i porozmawiać — przerwał niezręczną ciszę, która panowała w legowisku wojowników.
Młodsza wojowniczka niepewnie podeszła do niego i usiadła na jednym z posłań.
Posłuszna” — skomentował krótko w myślach.
Nadal ta nic nie mówiła, tylko patrzyła z wyczekiwaniem, aż ten zje zdobycz, którą mu przyniosła. Widząc to, wziął gryza ptaka, na co kotka zareagowała uśmiechem.
— Nie spodziewałem się, że przyniesiesz mi posiłek. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach — zauważył, jednak ta nadal milczała. Dlatego też kontynuował. — Jest mi naprawdę przykro, że ostatnimi czasy tyle rzeczy się dzieje w tym klanie. Osłabia to nas coraz bardziej, a inni, zamiast obarczać władzę, że nie reaguje na problemy, które można zdusić w zarodku, patrzy na nasze łapy, gdyż jesteśmy tą pechową rodziną zdrajców i morderców — prychnął wzburzony, biorąc następnego kęsa.
— Nie powinni tak na was patrzeć… — powiedziała cichutko i delikatnie pogładziła go końcówką ogona. — Współczuję wam takiego losu. Jednak jesteś kotem o dobrym sercu. Tak myślę i… Czuję…
Lekko się zawstydziła i przeniosła swoje rozmarzone zielone oczy w dal legowiska. Zauważył to, jednak nie zareagował. Czemu miałaby od niego odwracać tak nagle wzrok? Podobał się jej? A może po prostu nie chciała na niego patrzeć, gdyż był potworem, tak samo, jak jego ojciec?
Nie okłamywałaby mnie przecież. Przynajmniej tak mi się wydaje…
Zamruczał cicho, również niepewny swoich uczuć względem kotki:
— To dobrze czujesz. Staram się być jak najlepszą wersją samego siebie. Nie chciałbym nikogo zawieść. W szczególności ciebie — mruknął troszkę ciszej, decydując się popchnąć ich kwitnącą relację w trochę innym kierunku niż tylko przyjaźń.
Krokusowa Kruchość jednak nie spojrzała się na niego. Unikała nadal jego wzroku, a futerko lekko jej się napuszyło. Chyba zrozumiała przesłanie. Kotka jednak nie uciekła z legowiska wojowników, żeby ukryć swoje uczucia, tylko z grzeczności została przy nim, aż ten skończył swój posiłek. Nie rozmawiali. Siedzieli w ciszy przez ten cały czas. Dziki Berberys nie był pewien, czy mógłby nazwać to milczenie komfortowym. Krokusowa Kruchość ewidentnie czuła się przy nim niekomfortowo, w sumie tak jak z większością kotów z tego klanu.
— Muszę już iść. Zawodzące Echo kazał mi pomagać w pracach przy obozie — wyszeptała swoim ładnym głosikiem.
— Dziękuje ci, że dotrzymałaś mi towarzystwa.
Ta skinęła mu głową, jednocześnie posyłając mu delikatny uśmiech. Nie odezwała się. Wyszła. Teraz siedział sam w legowisku i czuł się znów samotny jak przedtem.

***

Słońce zachodziło za horyzontem, a na niebie oprócz pięknych barw pojawiali się pierwsi wojownicy Klanu Gwiazdy. On stał na straży do obozowiska i wpuszczał właśnie ostatnie koty, które wracały z wieczornego patrolu łowieckiego. Wojownicy wraz z uczniami weszli do środka, niosąc całkiem przyzwoite zdobycze. Ta noc powinna być spokojna, miał zamienić się z Sójczym Błękitem na warcie, kiedy na księżyc na nocnym niebie będzie wysoko. Koty powoli zaczynały znikać w legowiskach i kierować się na posłania. Tylko nieliczni zostali na polanie i rozmawiali po cichu. Widział, jak trzy znane wszystkim białe futerka albinosów krzątały się po zakamarkach, spełniając swoje obowiązki pod osłoną nocy. Nie skupiał się dokładnie na tym, co robią Wełnista Mszyca, Biały Strumień i Lotosowy Pąk.
Swoje niebieskie oczy skierował na niebo, obserwując Gwiezdnych oraz powoli sunące ciemne chmury. Zawsze tak robił, jeśli kazano mu siedzieć na warcie. Zawsze wolał budzić się wczesnym rankiem, kiedy promienie słońca łaskotały go w nosek oraz jego białe futerko. Skupiony na nieboskłonie, całkowicie nie zauważył, że w jego kierunku zbliżyła się Krokusowa Kruchość. Kotka bezszelestnie usiadła obok niego. Dopiero zarejestrował jej obecność, kiedy ta przez przypadek dotknęła go ogonem. Wzdrygnął się.
— O! Krokusowa Kruchości! Nie spodziewałem się twojej obecności… — kotka speszona, postawiła swoje futerko na sztorc, a on szybko dodał, chcąc ją uspokoić. — Oczywiście, nie mam nic przeciwko twojej obecności tutaj. Miło mi, kiedy spędzamy razem czas.
— Em… Mi również miło.
Znów zapadła cisza. We dwoje siedzieli, obserwując gwiazdy i nasłuchując chrapania pobratymców.

***

Aktualne

Ostatnio w Klanie Burzy zawitali nowi członkowie, którzy uciekli z innych klanów. Dwoje Nocniaków i chyba jeden Klifiak? Zresztą, co to za różnica? Wszyscy byli spoza Klanu Burzy, co już nie podobało się Dzikiemu Berberysowi. Jednak, co on mógł powiedzieć, skoro temat rebelii ucichł, a czas biegł nieustannie dalej, niczym zając. Zanim by się obejrzeli, Królicza Gwiazda by umarł ze starości, a Zawodzące Echo zostałby nowym przywódcą tego klanu i musieliby się użerać z nowym liderem, który całkowicie nie nadawał się na tą rolę.
Idąc tak zamyślony, wpadł akurat na Kameliową Łapę oraz Tojadową Łapę, którzy właśnie wychodzili na patrol z Rudą Lisówką i Dryfującym Fluorytem. Krótko skinął im głową i wymamrotał “przepraszam” i zniknął w wyjściu.
Ruszył na samotne polowanie, a pogoda Pory Zielonych Liści sprzyjała na złapanie smacznego dużego kąska. Przemierzał wysokie trawy, które nosiły na sobie zapach najróżniejszej zwierzyny. Skupiony na jednym ze śladów królika, ruszył za nimi, jednak przez przypadek wpadł na Krokusową Kruchość, która wyskoczyła z traw, prosto na czołówkę. Zderzyli się głowami, a z pyszczka kotki wypadły najróżniejsze pachnące kwiaty, które musiała zebrać na łąkach. Zaraz za nią z wysokich traw wyszła Słodka Dziewanna oraz Srebrzysta Równonoc.
— Najmocniej przepraszam cię, Krokusowa Kruchości! — miauknął, czując, jak robi mu się gorąco pod futrem. Niefortunnie wpadł na wojowniczkę, kiedy ta właśnie była na spacerze z własną rodziną. Chciał uniknąć również złości jej matki, dlatego pośpiesznie złapał część kwiatów, które upadły na ziemię i wręczył je z powrotem swojemu obiektu westchnień. — Niefortunnie się złożyło. Mam nadzieję, że nic Ci się nie stało. Wszystko dobrze?
Krokusowa Kruchość pokiwała osowiale głową, jednocześnie masując czoło łapką.
— Na pewno nic jej się nie stało, Dziki Berberysie — zapewniła z uśmiechem na pyszczku Słodka Dziewanna. — Jednak bardzo miło widzieć, że się o nią martwisz. Bardzo troskliwym kocurem jesteś.
— D-dziękuję bardzo, Pani Słodka Dziewanno — odpowiedział, skłaniając posłusznie głowę. Był na siebie zły, że się zająknął. Prawdziwy kocur nie powinien z zawstydzenia się jąkać.
Za to Srebrzysta Równonoc szybko pozbierała część kwiatów, które jeszcze leżały na ziemi. Popatrzyła się na ich dwójkę sugestywnie i zamruczała rozbawiona z własną matką. Krokusowa Kruchość za to milczała, jednak musnęła go pocieszająco swoim ogonem po boku.
— My będziemy już szły, Dziki Berberysie, przepraszamy, że wybiłyśmy Ciebie z polowania. Do zobaczenia w obozie — Słodka Dziewanna ruszyła jako pierwsza, a za nią obie z jej córek.
Krokusowa Kruchość rzuciła mu ostatnie długie spojrzenie swoich zielonych oczu, po czym trzy wojowniczki zniknęły na ścieżce prowadzącej do obozowiska. Dziki Berberys westchnął głośno, nadal nie odrywając wzroku z miejsca, którędy szła bura szylkretka.
Jak miał się teraz skupić na polowaniu, skoro myślami krążył teraz wokół jednej kotki? Czy źle postąpił, że podał jej kwiaty? Czy czasem nie wyszedł na mysiego móżdżka przed jej rodziną? Pokręcił łbem, próbując przyprowadzić się do porządku. Musiał przecież coś złapać! I wiedział już, komu dałby swoją zdobycz.

***

Wrócił do obozu z zającem w pysku. Cały dzień się za nim uganiał, więc był niewyobrażalnie zmęczony. Zamiast położyć szaraka na stercie zwierzyny, podszedł do Krokusowej Kruchości, żeby żaden starszy albo inny głodomor nie zabrał jego zdobyczy. Położył przed nią jedzenie i skinął głową jej matce oraz siostrze, które właśnie dzieliły się językami. Obie widząc jaką piękną zdobycz przyniósł dla Krokusowej Kruchości, popatrzyły się na siebie miło zaskoczone.
— Nie będziemy wam przeszkadzać — wymruczała Słodka Dziewanna i ogonem dotknęła ucha burej szylkretki, do której on przyszedł. — Chodźmy, Srebrna Równonocy — zawołała swoją drugą córkę i obie poszły do innych Burzaków.
Teraz zostali sami. Zielone oczy kotki patrzyły z zaciekawieniem w jego kierunku. Widział, że kotce nie sprawia już tak dużego dyskomfortu spędzanie z nim sam na sam czasu. Starał się od dłuższego czasu, żeby być kimś więcej dla niej, więc może w końcu to dostrzegła?
— Upolowałem tego zająca specjalnie dla Ciebie, Krokusowa Kruchości. Chciałem spędzić z Tobą trochę czasu razem, dlatego — nosem wskazał na zachodzące słońce za horyzontem. — Chciałem Ciebie również zaprosić na nocny spacer, by pooglądać razem nocne niebo.
Popatrzył z wyczekiwaniem na nią.

< Krokusowa Kruchości, czy zechcesz wyjść ze mną na romantyczny spacer? ✨🌌🌙>

24 maja 2026

Od Dzikiego Berberysu CD. Naparstnicowej Łapy (Serdecznej Naparstnicy)

Dziki Berberys podszedł do przestraszonego ucznia o dziwnie znajomych krótkich łapach. Ostrożny, jednak również i zaciekawiony przystanął na granicy.
— Jestem Dziki Berberys. Nie masz z kim rozmawiać w Klanie Klifu, Naparstnicowa Łapo? — przekrzywił łeb, patrząc na malutkiego kota. — Skądś kojarzę cię... Albo twojego krewnego... Za ucznia widziałem kotkę, która starała się polować na naszą zwierzynę, też miała nienaturalnie krótkie łapy, co ty. Czy ona cię przysłała?
Futro na karku Naparstnicy zjeżyło się nieznacznie. Trochę dziwny typ z tego Burzaka.
— Mam... Mam z kim rozmawiać — mruknął, odwracając wzrok od Berberysa. — Ale kto chciałby się ograniczać tylko i wyłącznie do współklanowiczów? — zaśmiał się nerwowo, po czym znów spojrzał na rudo-białego. — I nikt mnie tu nie przysłał. Przyszedłem tu z mentorką, tak o, na spacer. Ale może lepiej powiesz mi, co ty tu robisz?
Zauważył poddenerwowanie kocurka i lekko zmrużył oczy. Nie był pewien, czy powinien mu ufać, chociaż był to zwykły uczeń.
"Ja... Ja bym się ograniczał do jednego klanu" — przyznał szorstko w duchu.
Nie zaśmiał się ani nie wyraził większej chęci bratania się z Klifiakiem. Jednak nie zamierzał być też przesadnie niemiły. Mieli przecież sojusz.
— Ja wyszedłem akurat na polowanie. Korzystam z pogody oraz wiatru. Króliki same się nie złapią. Chociaż chętniej bym zapolował na zająca, jest je trudniej złapać.
Naparstnica skinął głową.
— Słyszałem, że są w stanie porządnie zranić kota! — mruknął, kręcąc głową. — Waleczne te zające. Dobrze, że nie w moich łapach leży wykarmienie klanu — przyznał. Tak naprawdę może i wolałby być tym wojownikiem... ale jego nieszczęsne łapy mu na to nie pozwalały!
— Owszem, jednak nie wątpię w moje umiejętności. Zając tak łatwo mnie nie pokona — odpowiedział dość spokojnie, co nie brzmiało, jak przechwałki jakiegoś pyszałka. — Nie wykarmiasz klanu? Jesteś medykiem? — zastrzygł uchem zaciekawiony.
Nie widział innego wyjścia, jaką drogą mógłby kroczyć ten malec. Chyba że Klan Klifu miał inne drogi szkolenia, o których on nie miał zwyczajnie pojęcia.
— Nie, nie jestem ani medykiem, ani wojownikiem. Pełnię w Klanie Klifu funkcję protektora. To znaczy... jeszcze nie, bo wciąż jestem uczniem, ale za niedługo to się zmieni. Przynajmniej mam taką nadzieję — odparł, poruszając nerwowo końcówką ogona. — Moim zadaniem jest dbać o to, by Klifiacy czuli się dobrze psychicznie. Muszę pocieszać tych zasmuconych i opiekować się tymi, którzy nie są w stanie samodzielnie o siebie dbać. Nic specjalnego.
Zastrzygł uchem zdezorientowany. Może jakby był jeszcze uczniem, to zafascynowałby się opisem roli protektora i z chęcią by korzystał z jego usług. Jednak był już wojownikiem i wszystkie jego problemy, jakie miał, były błahe. Kiedy chciał uwagi, szedł do swoich pobratymców i jakoś przeżył.
— Dość dziwna funkcja w klanie... — przyznał, nadal zastanawiając się nad przydatnością tej roli. — U nas są za to kronikarze i przewodnicy. Są to dość ważne role, chociaż osobiście powiedziałbym, że jedna z nich jest potrzebna, a drugą mogliby zastąpić starsi... Jednak to tylko moje opinie. Pewnie większa część Burzaków przetrzepałaby mi za tą wypowiedź skórę, ale ich tu nie ma i mnie nie słyszą — wzruszył ramionami.
— Skoro są takie role w twoim klanie, więc muszą być potrzebne. Inaczej ich by nie było… — zauważył młodszy kocur.
Tak, tak, jasne. Jeszcze ci uwierzę.
Do nich zbliżała się szylkretowa kotka, która musiała być mentorką jego rozmówcy. Pomachała mu ogonem oraz mógł poczuć, jak z kotki tryska ekscytacja. Nie podobało mu się to. Nie chciał się spoufalać z kotami z Klanu Klifu, nawet jeśli byli oni sojusznikami Klanu Burzy.
Zastrzygł uchem i zrobił nietęgą minę. Nie pozwolił nawet kotce podejść, tylko odwrócił się na pięcie i powolnym krokiem ruszył w głąb swojego terytorium.
— Zobaczymy się jeszcze, Naparstnicowa Łapo, na jednym ze zgromadzeń. Teraz jednak nie mam tyle czasu, by gawędzić z tobą oraz z twoją mentorką na granicy — powiedział przez ramię do swojego rozmówcy, którego potraktował dość oschle.
Spojrzał ostatni raz na kocurka, do którego w końcu przyszła jego mentorka, którą chyba kojarzył ze zgromadzeń. Miała chyba na imię Rozkwitający Aster. Nie był pewien, nie rozmawiał aż tak często z kotami spoza Klanu Burzy. Mógł nawet powiedzieć, że zamykał się na inne społeczności kotów. Ważne było dla niego tylko to, co się dzieje w środku obozu Burzaków.

***

Aktualne

Pora Nowych Liści powoli zamieniała się w Porę Zielonych Liści, a w Klanie Burzy dość dużo ostatnio się działo. Do nich dołączały nowe koty, którym Dziki Berberys aż tak nie ufał. Skąd mieli się odnaleźć w codziennym życiu Burzaków, jeśli przynależeli do innych klanów lub byli zwykłymi kłamcami i tak naprawdę byli samotnikami? Najpierw Gasnąca Łapa, a teraz dwóch Nocniaków.
Srebrny van właśnie polował samemu z dala od obozu. Każdy trop kierował go bliżej granicy z Klanem Klifu, co mu się nie podobało. Nie przepadał za tymi kotami. Nie wiedział szczerze sam, skąd brała się jego niechęć do ich sprzymierzeńców. Może jeszcze nie spotkał odpowiedniego kota, z którym mógłby się zaprzyjaźnić? Też była taka opcja.
Wyczuł ślady myszy polnej, której zapach roznosił się na pobliskich kłosach. Kiedy wypatrzył brązowego gryzonia, między trawami, skoczył na nie i szybko pozbawił życia. Kości myszki chrupnęły, a zwierzątko szybko zwiotczało.
— Ładna zdobycz — pochwalił go ktoś, kogo głos kojarzył. Zesztywniał i odwrócił swoją głowę w stronę niskiego kocura, który właśnie podchodził do granicy. — Dawno się nie widzieliśmy, Dziki Berberysie.
Zmierzył Klifiaka podejrzliwym wzrokiem i podszedł do niego, zachowując pewną odległość.
— Tak… To prawda, jednak życie w Klanie Burzy leci dość szybko i nie mam czasu oglądać się na granicy za pogawędkami — odłożył swoją myszkę i uważnie zlustrował swojego rozmówcę. Mógł powiedzieć, że tamten nawet wydoroślał. — Dość dużo dołącza do nas nowych kotów. Nie wiedziałem, że u nas jest tak wspaniale… Do was czasem nie doszło kilka Nocniaków albo innych samotników?
Powiedział to takim tonem, że protektor mógł odczuć, jak bardzo dziki Berberys nie chciał kolejnych nowych gości w Klanie Burzy.
— Co sądzisz o samotnikach oraz uciekinierach z klanu, Naparstnicowa Łapo? — zapytał, nie będąc świadom, że kocur został przez ten czas mianowany na protektora.

< Naparstnicowa Łapo? Czy ty lubisz imigrantów? Przyznaj się! ‼️🛂>

09 maja 2026

Od Dzikiego Berberysu

Padał deszcz, a on powoli zakradał się do zająca, który skubał trawę. Szum zagłuszał jego kroki, a wiatr działał na jego korzyść. Był tak blisko swojej zdobyczy. Czuł jej zapach na swoich wibrysach. Chciał poczuć jej krew w swoim pysku. Zacisnąć szczęki i pazury na futrze szaraka. Spiął mięśnie do wyskoku, kiedy zwierzyna zobaczyła ruch w trawach na przeciw i uciekła.
Dziki Berberys warknął wrogo w kierunku wysokiej trawy. Zapach deszczu częściowo osłabiał woń, jednak był pewien, że byli to jego pobratymcy.
— Nie mogliście poczekać?! Przecież widzicie, że poluje! — prychnął, otrzepując się z nadmiaru wody, która z łatwością przemoczyła, jego półdługie futro.
— Na zające się nie poluje w pojedynkę, Dziki Berberysie — odpowiedział szorstko Ciernista Łapa, wychodząc z traw, a zaraz za nim wyłoniła się czarna sylwetka Zwiewnego Maku.
— Potrzebowałeś asystencji siostry żeby się tutaj dostać, co? Braciszku? — prychnął, zirytowany arogancją brata.
Ciernista Łapa zmierzył go wrogim spojrzeniem, i zjeżył swoje przemoczone futro. Między nimi stanęła Zwiewny Mak, która wielkimi oczami zlustrowała dwójkę braci.
— Nie musicie się kłócić! Przyszliśmy porozmawiać, a przynajmniej tak twierdzi Ciernista Łapa. Dziki Berberysie wysłuchaj go, proszę — siostra podeszła do niego na odległość ogona, a wraz z nią Ciernista Łapa.
— Nie wiem, czy jest o czym rozmawiać — burknął do siebie pod nosem, jednak tak by owa dwójka go usłyszała.
Zwiewny Mak jedynie posłała mu zmartwione spojrzenie, a Ciernista Łapa warknął ostrzegawczo. Zapadła między nimi ciężka cisza, którą mogłoby się ciąć tępymi pazurami. Bracia wpatrywali się w siebie z wyczekiwaniem i napięciem, które starała się załagodzić ich siostra cichym mruczeniem.
— No więc? — pogonił brata.
— Chodzi o władzę — zaczął Ciernista Łapa ściszonym głosem.
Zainteresowany Dziki Berberys rozluźnił mięśnie i uważnie słuchał, co tamten miał do przekazania.
— Są koty, którym nie podobają się rządy Króliczej Gwiazdy. Ja jestem jednym z nich i myślę, że wy również. Powinniśmy pomścić śmierć naszego brata oraz matki. Nie zasłużyli, by skończyć w tak tragicznych okolicznościach, a wszystko dało się zapobiec, gdyby Królicza Gwiazda wraz z Zawodzącym Echem, rzeczywiście byliby zainteresowani życiem klanowym. Jagodowe Marzenie oraz Trzmieli Pyłek jeszcze by żyli, gdyby nie ta obłuda!
Musiał przez chwilę się zastanowić nad słowami brata. Wiedział, że mówi on prawdę… Jednak… Przecież się tak bardzo nie lubili i teraz mieliby się zjednoczyć, żeby obalić lidera? Może Ciernista Łapa tego nie powiedział, jednak Dziki Berberys widział w jego niebieskich oczach furię, którą sam odczuwał nie tak dawno temu. Powoli skinął mu głową, zgadzając się z nim.
— Kto jeszcze jest przeciwny Króliczej Gwieździe oraz Zawodzącemu Echu? — mruknął, obserwując ukradkiem pysk Zwiewnego Maku, która wydawała się nie rozumieć, w którym kierunku może zmierzyć ich plan.
— Na pewno Tańcujące Pierze oraz Nieustraszony Chomik.
— Ten młodziak? On ma jeszcze mleko pod nosem… — wtrąciła się Zwiewny Mak. — Na pewno to on planuje zdetronizować lidera?
Dziki Berberys również nie spodziewał się usłyszeć imienia, młodziutkiego wojownika.
— Tak, koty zaczęły zauważać, w jak strasznym przywódcom jest Królicza Gwiazda. Nie możemy pozwolić, by Klan Burzy był słaby, przez kogoś takiego, jak on — Ciernista Łapa zarzucił swoją przemoczoną grzywkę na bok. — Myślisz, że bez powodu mnie trzymają nadal jako ucznia? Jestem równie dobrze wyszkolony, co wy. Pewnie przypominam im Świerczowego Skoka i dlatego tkwię w miejscu.
Akurat w tym nie wierzył swojemu bratu. Dla niego Ciernista Łapa po prostu za mało się starał. Miał lepszą mentorkę, ich matkę, i nadal tkwił z tą samą rangą. Mógłby się bardziej przyłożyć, to koty by go zauważyły i doceniły.
Zwiewny Mak zauważyła, że się zaczął cieszyć pod nosem, z niepowodzenia brata i zawczasu trąciła go barkiem. Odchrząknął starając się ukryć poirytowanie, czujnością siostry.
Nadal nie był przekonany, czy dołączyć do kotów, które chciały pozbyć się lidera. W szczególności, jeśli miał tam być Ciernista Łapa. Jakby ich plan się nie powiódł, to wizja skończenia okrzykniętego jako zdrajca i wylądowanie w izolatce wraz z jego bratem i jakąś bandą obdartych Burzaków, przyprawiała go dreszcze.
— Nawet jakby udało nam się tego dokonać, to kto objąłby władzę? — wtrąciła się po długiej ciszy Zwiewny Mak.
— Nie obiecali mi tego, jednak, ja chętnie objąłbym przywództwo i kogoś z was wyznaczyłbym na zastępcę. Jednak nie mam pewności, czy udałoby się obalić Zawodzące Echo wraz z Króliczą Gwiazdą.
Ciernista Łapa… jako lider? Kot, z którym od początku rywalizował o uwagę rodziców, przepychali się w szkoleniu… Teraz miałby zająć tak wysoką pozycję przez siłę i pozbycie się dotychczasowej władzy? Dziki Berberys nie mógł na to pozwolić. Nie pozwoliłby liznąć nawet posłania przywódcy Ciernistej Łapie. Zjeżył swoje mokre futro na karku i skinął w końcu głową.
— Jestem za. Dołączę do kotów, które chcą pozbyć się Króliczej Gwiazdy. Klan Burzy musi się znów stać potężny. Nie możemy pozwolić by władza wpadła w nieodpowiednie łapska — wyrwał się z odpowiedzią, co zdziwiło dwójkę jego rodzeństwa.
— Ja również wam pomogę — miauknęła z determinacją Zwiewny Mak.
Po minie Ciernistej Łapy, mógł spokojnie stwierdzić, że nie spodziewał się, że tak szybko będzie w stanie przekonać ich do dołączenia do rebelii. Jednak nie wiedział, że Dziki Berberys nie robi tego z zemsty, jednak z chęci władzy. Nie zamierzał stracić takiej okazji, żeby dorwać się wysokiej rangi, tylko dlatego, że pozwolił Ciernistej Łapie samemu wziąć udział w takiej misji. Nie zamierzał dopuścić do takiej możliwości, żeby tamten był chociaż wąs wyżej od niego.
— W takim razie możecie wracać. Nic tutaj po was — przewał błogą ciszę i zgodę, która między nimi zapanowała. — Jestem na polowaniu i zamierzam, wrócić do obozu z czymkolwiek, co nasyci chociaż jeden pysk.
Odwrócił się na pięcie i ruszył całkowicie przemoczony w dal ich terytorium, szukając czegokolwiek do złowienia. Musiał przemyśleć, w co dokładnie wpadł.

🌧🌧🌧

22 kwietnia 2026

Od Dzikiego Berberysu CD. Poczciwego Szakłaka

Pora Opadających Liści na tę chwilę była wspaniała. Przyjemne ciepło jeszcze unosiło się w powietrzu, co rozleniwiało go strasznie. Ile by on dał, by jeszcze trochę poleżeć i porządnie wygrzać swoje futro.
— Hej! Dziki Berberysie! — Usłyszał wołanie Jagodowego Marzenia.
Otworzył leniwie oczy, by ujrzeć matkę, która wyłoniła się z wejścia do obozowiska.
— Co tutaj robisz? Poczciwy Szakłak wraz z Przeplatkowym Wiankiem cię szukają. Idziecie na patrol — pogoniła go czule, dając mu kuksańca w czupurek.
Ten szybko wstał na cztery łapy, jak poparzony.
— Na patrol? Jaki?
— Nie słyszałam, ale widzę, że ciebie szukają. Leć!
Nie zadawał więcej pytań. Popędził na polanę i kiedy ujrzał znajomy czarny pysk wojownika, posłał mu łagodny uśmiech.
— Przepraszam najmocniej, czekałem na was na zewnątrz — zmyślił szybko. Nie zamierzał się przyznawać, że wygrzewał się na trawie przed wejściem do obozu. Zrobiłby z siebie leniwego kociaka! — Możemy ruszać, gdzie nam kazał iść Zawodzące Echo?
— Nic się nie stało Dziki Berberysie. Wyznaczył nas do patrolu granicznego z Klanem Klifu — wyjaśnił czarny kocur, siląc się na jakiekolwiek większe pokłady i chęci do obcowania z innymi kotami.
Dziki Berberys skinął głową i machnął ogonem w stronę wyjścia z obozu. Patrol ruszył zaraz za nim, a on nie narzekał, że właśnie stał się liderem zespołu. Podczas drogi zauważył, że Poczciwy Szakłak wygląda na zaniepokojonego lub niepewnego siebie. Zrównał się z wojownikiem, pozwalając, by na przód wyszła Przeplatkowy Wianek.
— Wszystko w porządku? — ściszył głos. — Wydajesz się czymś zaniepokojony.
— Tak tak, nie musisz się mną przejmować — odparł, przybierając na pysku maskę lekkiego uśmiechu, który dla wprawnego wzroku już na pierwszy rzut oka było widać, że jest to udawana, wymuszona mimika. Kocur nie chciał nikogo zamartwiać swoim stanem, nawet jeśli Dziki Berberys trochę jego samego przypominał.
Posłał mu powątpiewające spojrzenie.
— Na pewno? Ostatnio nie widziałem cię na moim mianowaniu. Czy wszystko z tobą dobrze? Można powiedzieć, że izolujesz się od życia Klanowego, to niezbyt dobre…
Zastrzygł prawym uchem, próbując ukryć fakt, iż młodszy miał rację.
— Och, cóż... — zaczął, próbując jakoś wybrnąć z tego. — Ostatnio coś mnie złapało i nie miałem sił wychodzić z legowiska, przepraszam cię Dziki Berberysie. Gdybym wiedział, że moja obecność na twoim mianowaniu jest tak ważna dla ciebie, to bym postarał się przyjść.
— Nie gniewam się na ciebie, jednak się trochę martwię — przyznał. — Widać, że coś cię gryzie, a jeśli to złe samopoczucie, to może powinieneś odwiedzić medyka? Mogą ci pomóc. Jest zawsze szansa, że nawet nie dadzą ci samych ziół, a sama rozmowa jest ci potrzebna.
Dziki Berberys pokiwał głową, rozumiejąc czarnego wojownika.
— No tak, pamiętam dokładnie, wspólne treningi, kiedy Śnieżycowa Chmura trajkotała nam nad uszami. Były okropne, ale przynajmniej sam w tym nie tkwiłem — zamruczał. — Królicza Gwiazda nie wie co robi, w sumie też rozumiem, czemu nie uczestniczysz na zgromadzeniach klanu oraz różnych uroczystościach. Nasz przywódca to dno, nawet nie umie dobrać do ucznia mentora. Przynajmniej, jakby nie znał własnego Klanu... — powiedział bardzo kontrowersyjną opinię, na którą aż sama Przeplatkowy Wianek zerknęła na młodszego krewnego.
— Śnieżycowa Chmura potrafi trajkotać tak długo, aż uszy nie zwiędną — zażartował, a na jego pysku pojawił się lekki uśmiech. — Królicza Gwiazda jest liderem i powinieneś mu okazywać szacunek mimo wszystko — dodał, co mogło brzmieć, jak skarcenie młodszego. — Sam dostałem mentora, który lubił mówić. Chociaż to nie to samo, co Śnieżycowa Chmura, on był często dla mnie jedynym wsparciem, jako jedynym mnie rozumiał.
Dziki Berberys wcale przewrócił oczyma. Nie podobało mu się, że czarny wojownik, postanowił stanąć w obronie Króliczej Gwiazdy. Pokręcił jedynie głową, poirytowany.
— Królicza Gwiazda stracił swój szacunek już dawno. Do tak odpowiedzialnej rangi powinien iść kot z powołania, a nie ktoś, kto siedzi tam za karę. Możliwe, że zamiast przywództwa lepiej by sobie poradził w roli starszego. — Dotarli na granicę z Klanem Klifu, jednak nikogo na niej nie było, a ślady zapachowe nie wskazywały, żeby ktoś naruszał ich terytorium. — Każdy potrafi siedzieć w wieży i nic nie robić. Jednak kiedyś dojdzie do zamieszek lub protestów. Wiesz, że nie wszyscy są zadowoleni z jego rządów.
— Każdy kiedyś może stracić powołanie w swoim życiu. Wystarczy uświadomić sobie, jak wszystko dookoła przemija, a Klan Gwiazdy zabiera do siebie kolejne koty, a ty? Nadal oddychasz, patrząc, jak kolejni wojownicy umierają na twoich oczach. To każdego może zmienić.
— Dokładnie tak, nie mogę nic na to poradzić, że umierają koty, jeśli nie jest odpowiednio zarządzany klan. Tak samo jestem tylko wojownikiem, równie dobrze to ja jutro mogę umrzeć przez niekompetencję Króliczej Gwiazdy i Zawodzącego Echa — prychnął, poprawiając oznaczenia zapachowe i kierując je wzdłuż granicy. — Jakbym mógł być kimś więcej, niż tylko wojownikiem, to wierzę, że byłbym w stanie postawić Klan Burzy na cztery łapy, by odzyskać godność i potęgę. Klan Wilka i Nocy, powinni się nas obawiać, a tymczasem my robimy z siebie pośmiewisko i giniemy, jak te szaraki, na które polujemy.
Nie podobało mu się, że Poczciwy Szakłak nie patrzył na Króliczą Gwiazdę podobnie, co on. Czuł, jak pod jego własnym futrem robi mu się niewygodnie, kiedy wyobrażał sobie, że miałby ciągnąć rozmowę o polityce z czarnym wojownikiem. Może Poczciwy Szakłak był tak samo słaby, co Królicza Gwiazda? Sam przywódca również unikał życia klanowego, podobnie, co wojownik, z którym miał przyjemność rozmawiać.

* * *
Aktualne

Pora Nagich Drzew ostudziła trochę jego żal oraz tęsknotę za swoimi bliskimi, którzy zginęli z łap jego własnego ojca. Klanowe życie płynęło dalej, a on starał się nadal udowodnić wszystkim, że nadaje się na kandydata, na zastępcę. Może nie miał tyle doświadczenia, co Oskrzydlony Ognik, ani nie był tak dokładny i staranny jak Cyklonowe Oko, jednak miał szczerą nadzieję, że kiedyś ktoś go zauważy i oczyści imię swojej rodziny.
Zawodzące Echo wyznaczył nowe patrole, a on był na jednym z nich wraz z Poczciwym Szakłakiem. Zmieszany podszedł do starszego kocura, pamiętając ich ostatnią głębszą rozmowę na temat władzy. Od tamtego czasu unikał Poczciwego Szakłaka, jednak starszemu to chyba nie przeszkadzało.
— Nadal uważasz, że Królicza Gwiazda słusznie postępuje i jego błędy powinny być wybaczane? — powiedział nonszalancko, nawet nie spoglądając na wojownika. Stwierdził, że powinien przerwać ciszę. — Minęło trochę czasu od naszej ostatniej, dość poważnej rozmowy… No i Klan Burzy stracił wiele dobrych wojowników, jak i kotów, które powinny zostać zauważone wcześniej. Tyle problemów i niedociągnięć… Czy zmieniłeś zdanie?
Dopiero teraz spojrzał zaciekawiony na Poczciwego Szakłaka.

< Poczciwy Szakłaku? Dziki Berberys chętnie porozmawia z tobą o polityce! 🐈🗳️>

Od Berberysowej Łapy (Dzikiego Berberysu) CD. Księżycowego Fragmentu

— W takim razie masz cenną przyjaciółkę. Inni mogą ci pozazdrościć. Mam nadzieję, że kiedyś też przyjdzie mi mieć takich przyjaciół.
Szczerze chciał lepiej poznać Wełnianą Mszycę. Wydawała się naprawdę wspaniałą kotką. Może nie dogadywał się z kotami w jego wieku oraz z jego rodzeństwem, tak może lepiej by mu poszło w rozmowie z medyczką? Uwielbiał przebywać blisko lecznicy, pachniało tak przepięknie tymi różnymi ziołami, których nazwy nawet nie znał.
Kronikarz zamknął i otworzył pysk po chwili niezręcznej ciszy.
— Mmm, może, może jeszcze znajdziesz, wiesz, poza klanem naszym też są koty... niektóre nawet nie mają kija w dupie.... chociaż radziłbym unikać tych z Klanu Wilka.
— Taaa... może jakoś się zaprzyjaźnię z kotami na zgromadzeniu następnym, jednak wątpię by koty z Klanu Wilka były takimi, jak opisuje się kociętom w żłobku. Przecież karmicielki strasznie to hiperbolizują.
— Powiedz to moim obitym kościom — prychnął. — Jeszcze w najbliższej przeszłości to oni byli największym problemem i jeśli mam być szczery, to ich istnienie jest jak wielki rzep w ogonie społeczeństwa.
Zastrzygł uchem zaciekawiony.
— Obite kości? Ktoś cię zaatakował?
— I to całkiem bezpodstawnie, jeszcze wykrzykując, że jestem szpiegiem. Tsk. Bo jeszcze bym coś zobaczył, wywęszył trzecim okiem. Zresztą, co tam jest do szpiegowania? Drzewa?
Berberysowa Łapa uśmiechnął się pod nosem, rozbawiony tekstem kocura.
— Muszą być naprawdę głupi. Jakby tylko weszli na nasze terytorium, to pewnie dostaliby niezłe lanie. Nie mogliby się chować na drzewach, jak wiewiórki — parsknął.
Na samą myśl o praniu Wiczackich zadków, wysuwały mu się samoistnie pazury. Szczerze nie umiałby odmówić im walki. Może powinien zaczepić jakiegoś ucznia po drugiej stronie granicy? Mogłoby być całkiem ciekawie, a w dodatku jeszcze byłby wyróżniony na tle rodzeństwa. Już widział przed oczyma, jak Królicza Gwiazda chwali go za obronę terenów Klanu Burzy.
— Pewnie byliby widoczni w odległości kilku drzew, jak nie więcej, nawet nie wiedząc, jak schować się wśród traw — potwierdził kronikarz. — Chociaż akurat ja się wypowiadać nie powinienem. — dodał zgodnie z prawdą. W chowanego też nie był zbyt dobry, w końcu skąd miał wiedzieć, czy go widać czy nie — Ale pewnie przy tobie nie mieliby szans. No, ale są jeszcze inne klany i inne koty. Z Owocowego Lasu wydają się fajne i mamy z nimi sojusz w końcu, całkiem długi. Z Klanu Nocy... nie wiem. No i jest jeszcze Klan Klifu. Niby też mamy z nimi sojusz, ale wydają się być trochę zimno nastawieni... co do nocniaków, dają wrażenie strasznie zimnych i uważających się za lepszych, podobnie jak wilczaki, chociaż akurat ci drudzy po prostu śpią na mrowiskach... więc... hm... może na następnym zgromadzeniu, jeśli pójdę, poszukamy znajomości w Owocowym Lesie?
— Hmmmm.... Można tak zrobić — zgodził się na propozycję. — Sam miałem przyjemność spotkać na granicy Klifiaczkę. Była bardzo niska i goniła królika, który wpadł prosto w moje łapy. Dość że łatwy łup, to muszę przyznać, że śmiesznie się patrzy, jak inni nieumiejętnie starają się polować na naszą zwierzynę — zamruczał rozbawiony — Owocowy Las brzmi ciekawie, jednak też chciałbym spróbować porozmawiać z Wilczakami, dla samego zaspokojenia ciekawości.
— W sumie czemu nie, na zgromadzeniu cię nie pobiją. A jak spróbują, to pewnie jakiś grzmot spadnie czy coś... I w sumie, niska Klifiaczka... przedstawiała się?
— Niestety nie, jedynie zażądała zwrotu zwierzyny. Jednak, jak możesz się domyślać, nie zrobiłem tego.
— Hmmmm — na pysku kocura pojawił się szeroki, wredny uśmiech satysfakcji, sięgający przymrużonych oczu — Nieintencjonalnie odegraliście całkiem zgrane polowanie na dwie osoby. Z czego tylko jedna uzyskała nagrodę. Na co w sumie polują Klifiacy, na ptaki?
— Z tego, co wiem, to tak i nie tylko. Pewnie umieją polować na myszy, a zające i króliki mogą im się trafić przy odrobinie szczęścia. Jednak wątpię, by umieli samemu upolować takiego szaraka. Nie trenują ich raczej na szybkie biegi albo by poruszali się po norach.
— Pewnie raz na jakiś czas wpadnie im jakiś w łapy, przez przypadek — gdybał. — Ale im więcej królików będą przeganiać niechcący na naszą granicę, tym lepiej. Sen na ich futrze to całkiem inny poziom — rozmarzył się.
— To prawda… — ziewnął przeciągle, wyobrażając, że samemu kładzie się na wygodnym posłaniu. Ile by dał, żeby teraz się położyć. Właśnie, nic mu w sumie nie stało na drodze. — Wiesz co, w sumie sam bym się zdrzemnął, póki Śnieżycowa Chmura jest zajęta plotkowaniem ze swoimi koleżaneczkami. Trzymaj się, powinniśmy częściej ze sobą rozmawiać.
Księżycowy Odłamek skinął mu głową. Pożegnali się krótko, jednak może wyjdzie z tego jakaś fajniejsza znajomość. Srebrny kronikarz był całkiem spoko kolegą do rozmów, a jemu przydałoby się więcej kotów, do których mógłby otworzyć pysk.
Wyszedł z Groty żwawym krokiem i rozłożył się na polanie. Było przyjemnie ciepło, więc krótka drzemka na świeżym powietrzu nie powinna mu zaszkodzić. Zwinął się w kłębek na trawie i pozwolił, by słońce przyjemnie przypiekało mu futerko.

* * *

Nie spodziewał się, że Pora Opadłych Liści przyniesie mu tak krwawą niespodziankę w postaci wymordowanej jego najbliższej rodziny przez własnego ojca, który od początku pragnął jednego z ich medyka. Zawilcowa Korona finalnie i tak odszedł, co w sumie ucieszyło Dzikiego Berberysa. Nie wiedział, czy umiałby patrzeć na uzdrowiciela w ten sam sposób, zanim wydarzyła się ta cała tragedia.
Przez ten cały czas chciał uzyskać atencję ojca, chciał, żeby ten był z niego dumny. Zdołał znienawidzić swoje własne rodzeństwo, żeby tylko pokazać, że jest najlepszy z miotu. Tymczasem Świerszczowy Skok nawet na nich nie patrzył. Czy w ogóle zdawał sobie sprawę, że od dłuższego czasu ma potomstwo, z Jagodowym Marzeniem? Czemu ją zamordował? Czemu matka musiała tak skończyć?
Przeniósł swoje spojrzenie na miejsce, gdzie wcześniej spał jeden z jego braci. Nawet, Trzmieli Pyłek został pozbawiony życia, przez własnego ojca. Świerszczowy Skok wcale ich nie kochał. Sam mógł tak skończyć, jak jego brat. Wystarczyłoby, że Zawodzące Echo wyznaczyłby go jako jednego z kotów, które miałyby wykonać egzekucje.
Zacisnął swe pazury na króliczych skórach, czując, jak jego pokłady złości rosną na samą myśl o zastępcy. Jakim prawem, kazał jednemu z dzieci mordercy, dokonać egzekucji na własnym ojcu? Czy Zawodzące Echo umiałby samemu zabić własnego ojca?
Nie mogąc zasnąć przez swoje emocje, wyszedł w nocy na polanę i popatrzył się w wejście do Groty, która raczej kojarzyła mu się, dość przyjaźnie. Może powinien pobyć jeszcze sam i wsłuchać się w echo jego łap?
Wszedł do środka Groty Pamięci, spodziewając się ciszy oraz śpiących kronikarzy, jednak, ku zdziwieniu Dzikiego Berberysa, było całkiem inaczej. Przez sufit wpadało lodowate światło, księżyca oświetlając w ten sposób część groty. Kronikarze nie spali, od razu został zauważony przez Lotosowego Pąka, który wykonywał swoje obowiązki.
Albinos dumnym krokiem podszedł do niego i spojrzał się przenikliwie jego fioletowymi oczyma. Nocą jego urok osobisty rzeczywiście robił wrażenie. Nie dziwił się, że niektóre koty mogą wierzyć, że został ten urodzony, jako błogosławieństwo Klanu Gwiazdy, sam wyglądał na kota, który zszedł ze Srebrnej Skóry.
— Czemu nie śpisz? Coś potrzebujesz? — zapytał go dość ostro, na co Dziki Berberys lekko się zjeżył.
Nie spodobał mu się ton białego kocura. Cały czar prysł. Stał po prostu przed dziwolągiem, który nie mógł wychodzić na słońce.
Wiedział, że nie mógł powiedzieć, że nie może zasnąć przez ostatnie wydarzenia. Brakowałoby, żeby jeszcze poszła plotka, że nie umie zasnąć bez mamusi. Musiał więc improwizować. Rzucił swoim spojrzeniem na drugiego młodego kronikarza, z którym miał przyjemność już niejednokrotnie rozmawiać.
— Wpadłem porozmawiać z Księżycowym Odłamkiem — mruknął szybko i wyminął Lotosowy Pąk. Podszedł do leżącego na posłaniu ślepca i usiadł przed nim. — Wrobiłem się w rozmowę z tobą… Nie miałem w planach wam tutaj przeszkadzać… — wyszeptał zawstydzony, nie chcąc, by albinos usłyszał to, co mówi.
— Mm — Kreatywna odpowiedź wydobyła się z niebieskiego pyska. W przeciwieństwie do niektórych, on spać lubił. — Mogłeś spróbować go zbyć prawdą i powiedzieć, że potrzebujesz samotności czy coś, zrozumiałby — mruknął, zbierając się ciężko do siadu. — Chyba, że jestem w błędzie i akurat usychasz z tęsknoty za towarzystwem — dodał powątpiewająco.
— Patrząc jaka teraz panuje pustka w legowisku wojowników, w porównaniu sprzed kilku dni, to przyznam, że nie odmówiłbym rozmowy. Nawet jeśli niechcący przeszkodziłem ci w spaniu, wiesz że nie było to intencjonalne... — westchnął bezsilnie i łapę położył mu na barku. — Nie musisz siadać, już i tak wystarczy ci, że cię wybudziłem.
Zastrzygł uchem. Wiedział, że nie był najbliższym kotem dla Księżycowego Odłamka, jednak nadal wolał, żeby tamten leżał. Czuł się źle, że przerwał chwilę spokoju.
— No dobrze... Po prostu, jest bardzo napięta i dziwna atmosfera w legowisku wojownika. Czuję, że pozostałe koty patrzą na mnie oraz moją rodzinę uważniej. Nie dziwię się, sam pewnie nie chciałbym być zamordowany przez kota, który jest spokrewniony z mordercą... — Czując się nadal nieswojo, wziął do łapy kamień i zaczął się nim bawić, poprzez dotykanie go oraz turlanie. Lekko go to uspokajało. — W dodatku ze wszystkich kotów, które zniknęły z Klanu Burzy, śni mi się Trzmielowy Pyłek... Nie umiem tego wytłumaczyć... Zawodzące Echo nie powinien go wyznaczać do przeprowadzenia egzekucji. Tak się nie powinno robić.
Pominął całkowicie wątek relacji, jakie utrzymywał z bratem. Dziki Berberys rywalizował z każdym z jego rodzeństwa, nawet jeśli drugi kot o tym nie wiedział.
— Koty popełniają błędy, w końcu jesteśmy tylko kawałkiem mięsa z kośćmi, a nie wyidealizowanym obrazem walecznego i mądrego przodka, którym nas lubią karmić na dobranoc — wymamrotał monotonnie — Nie on pierwszy i nie ostatni popełnił głupi błąd. Tak samo z resztą klanu, nie tylko na was mogą patrzeć krzywo, kiedy do naszych szeregów wróciła Pożarowa Łapa, której zachowanie wciąż zdradza nauki Płomiennego Ryku. Nie możemy również zapomnieć o tym, jakie plagi sprowadzili na nas niektórzy samotnicy. Nie mówię, że szybko się skończą krzywe spojrzenia, ale to nie tak, że wasza rodzina to jedyne zło jakie chodzi po ziemi, z resztą, zdołają zapomnieć... nie całkowicie co prawda, ale na pewno będzie lepiej z czasem. I to nie tak, że mamy w klanie kogoś, kto rzeczywiście mógłby na was długo krzywo patrzeć — dodał zamyślony.
Dziki Berberys chciał się z nim nie zgodzić, czuł zbyt wiele negatywnych emocji w stosunku do ichniejszej władzy. Jednak wiedział, że popełnianie błędów to dość normalna rzecz. Każdy kot ma cztery łapy i jeśli coś robi, to może się potknąć. Bezbłędni są ci, co nic nie robią. Jednak, czy wysłanie jego brata aby ten przeprowadził egzekucję na jego ich ojcu było małym błędem? Oczywiście, że nie!
Pozwolił sobie zacisnąć pazury na posłaniu Księżycowego Odłamka. Kronikarz i tak tego nie widział, więc nie musiał się przejmować, że ten zwróci uwagę na jego złość.
— Dziękuję ci za rozmowę. Nie będę ci dalej przeszkadzał w odpoczynku. Dobranoc, Księżycowy Odłamku.
Odwrócił się i ruszył do wyjścia. Czuł na sobie wzrok Lotosowego Pęku, a Księżycowy Odłamek mruknął mu na pożegnanie. Opuścił Grotę Pamięci i wrócił do legowiska wojowników, gdzie i tak nie był w stanie zasnąć resztę nocy.

* * *
Po porwaniu Księżycowego Odłamka

Do obozu wbiegła Dryfujący Fluoryt i opowiedziała wszystkim całą nieszczęsliwą akcję, która zadziałała na ich terytorium. Wielcy dwunożni porwali z ich terenów ich niewidomego kronikarza. Dziki Berberys, kiedy tylko o tym usłyszał, zmrużył nieprzyjemnie oczy.
Czy właśnie stracił kota, z którym tak bardzo chciał się zaprzyjaźnić? Znał się z Księżycowym Odłamkiem od żłobka. Pamiętał, jak starszy się nim zajmował oraz jak piękne i stare to były czasy. Rozkwitająca Szanta oraz Kołysankowa Łapa jeszcze wtedy żyli…
Spojrzał się na Skruszone Drzewo, gdzie znajdował się Królicza Gwiazda. Kocur nieśmiało z niej wyjrzał, jednak nawet nie postawił łapy na polanie, by ogłosić ostrzeżenie dla reszty Burzaków lub plan działania, jak powinni sprowadzić ich kronikarza do azylu.
— Jak zwykle… Klan słabnie przez Króliczą Gwiazdę… — poirytowany prychnął pod nosem.
Widział po kotach żal i strach. Burzaki ewidentnie wątpiły, aby Księżycowy Odłamek zdołał wrócić kiedykolwiek do jego domu. Dziki Berberys z resztą też.
Przez umysł kocura przeszła pewna myśl. Może i Klan Burzy nie stracił zbyt wiele? Księżycowy Odłamek i tak nie polował, a na niego szły zioła oraz pożywienie. Na dodatek wydawał się wspierać rządy Króliczej Gwiazdy, przynajmniej tak postrzegał go Dziki Berberys.

< Księżycowy Odłamku? Może kiedyś się jeszcze zobaczymy 🌙✨>

11 kwietnia 2026

Od Berberysowej Łapy (Dzikiego Berberysu) CD. Śpiewającej Łapy (Śpiewającego Raniuszka)

— Mhm — mruknął pod nosem, wcale nie słuchając swojej mentorki.
"Dobrze wiesz, że ciebie również nie lubię, prawda?" — posłał Śnieżycowej Chmurze ostre spojrzenie.
Niech wie, że ma do niej pretensje, za ten trening ze Śpiewającą Łapą.
— Może następnym razem potrenujemy również z Równonocną Łapą? Albo Rybią Łapą? Chyba, że wolałbyś z Ciernistą Łapą? Jestem pewna, że Jagodowe Marzenie nie miałaby nic przeciwko, a i tak muszę ją spytać o kilka rzeczy, czemu więc nie podczas treningu? — zaproponowała Śnieżycowa Chmura w zamyśleniu.
— Wolałbym trenować sam — warknął pod nosem. Wiedział, że mógłby mieć więcej problemów, gdyby był bardziej agresywny i niemiły dla swojej mentorki.
Wyminął Śnieżycową Chmurę, idąc dalej w poszukiwaniu odpowiedniego podłoża na sparing z Śpiewającą Łapą. Chciał mieć to wszystko za sobą, już miał dość głośnych i śmiejących się kotek, które jakby tylko mogły to obgadałyby go i puściłyby jakąś głupią plotkę na jego temat, która by się ciągnęła za nim, jak smród spod ogona.
— Chętnie bym na to popatrzyła — przyznała Śpiewająca Łapa z uśmiechem. — Oczywiście, żeby wyciągnąć z tego jakąś naukę, w końcu niektórzy są bardzo pomysłowi, jeśli chodzi o ruchy w walce.
— Przynajmniej moja matka nie jest Łapą. — odkasłał, robiąc również złośliwą minę do Śpiewającej Łapy.
— Nie wiedziałam, że teraz wyznacznikiem naszej wartości są nasi rodzice — mruknęła oschle.
Szylkretka zmierzyła go ostrym wzrokiem. Czyżby trafił w jej czuły punkt? Uczennica jednak mu nie odpowiedziała.
W końcu dotarli do miejsca wyłożonego piaskiem. Ich mentorki zasiadły obok siebie w bezpiecznym miejscu, a uczniowie stanęli naprzeciwko siebie.
"Dobrze, teraz tylko poprzepychać się z nią na tym pisku i będę miał wolne do końca dnia! Nigdy więcej wspólnego sparingu!"
— Jesteście gotowi? Jeśli tak, to możecie zaczynać, tylko bez pazurów i gryzienia! — zawołała do nich Śnieżycowa Chmura.
Skinął głową, dając sygnał, że jest gotów. W jego ślady poszła Śpiewająca Łapa, po czym doskoczyła do niego z zamiarem wykonania pierwszego ciosu. Widział w jej oczach, że chciała go uderzyć, więc wykonał unik. Było mu ciężko wykonywać niektóre ruchy, dzieliła ich dość duża różnica wzrostu, więc kiedy Śpiewająca Łapa starała się go uderzyć w bark lub w pysk, miała problemy z dosięgnięciem go, a on nie mógł prześlizgnąć pod jej brzuchem, bo musiałby się bardzo nisko schylić, narażając się tym ciosy kotki.
Wymieniali się uderzeniami, aż do momentu, kiedy stracił cierpliwość i postanowił zdać się całkowicie na swój wzrost oraz siłę. Zatrzymał się, przyjmując na klatę kilka mocnych ciosów Śpiewającej Łapy, jednak zamiast odskoczyć, naparł na nią z całej siły, przewracając ją na miękki piasek. Wierciła się pod jego ciężarem, starając się odepchnąć go swoimi krótkimi łapkami, jednak było to bezcelowe. I tak nie mogła się uwolnić z jego uścisku.
"Wygrałem!" — ucieszony zerknął na swoją mentorkę, która patrzyła się na niego z zaskoczeniem. — "Czemu jesteś taka zdziwiona? Myślisz, że nie dałbym sobie rady z jakąś młodszą smarkulą?"
Nagle Śpiewająca Łapa splunęła na niego i trafiła go w oko. Ten wzdrygnął się i z obrzydzeniem wytarł ślinę kotki ze swojego pyska.
— Chyba cię coś boli… — mruknął niezadowolony, patrząc się na nią ze wstrętem. — I tak już wygrałem, bo nie mogłaś się wydostać.
Szylkretka i tak przestała się wiercić, wlepiła w niego złośliwe spojrzenie i wzruszyła ramionami.
— To za obrażanie mojej mamusi!
Położył po sobie uszy, łapą zgarnął piasek i rzucił nim prosto w pysk swojej rywalki. Kotka syknęła oburzona i wypluła część piasku, który wpadł jej do pyska.
— Fuj!
— Berberysowa Łapo! Jesteś starszy, nie dokuczaj Śpiewającej Łapie! — zawołała zza jego pleców Śnieżycowa Chmura. Zawtórowała jej Słodka Dziewanna głośnym pomrukiem.
Przewrócił oczyma i puścił wolno szylkretkę. Czy jego mentorka akurat musiała nie widzieć, jak jego rywalka opluła go w pysk? Czy on teraz musiał wychodzić na tego złego? Wojowniczki podeszły do nich, a on jeszcze zdążył upewnić się, czy na jego pysku nie została ślina uczennicy.
— To co? Koniec już na dzisiaj? Mogę wracać do obozu? — miauknął wyczekując niecierpliwie na odpowiedź starszych kotek.
Śnieżycowa Chmura popatrzyła się pytająco na Słodką Dziewannę, na co tamta skinęła krótko głową.
— Możesz już wracać, Berberysowa Łapo — zgodziła się jego mentorka.
Było to dość szybkie zakończenie sparingu, co usatysfakcjonowało kocura. Ruszył biegiem do obozu, nawet się nie oglądając za siebie.

* * *
Świeżo po mianowaniu Śpiewającej Łapy na wojowniczkę

Stał w kolejce kotów, które przyszły pogratulować awansu szylkretowej mądrali. Nie doceniał jej wcześniej ze względu, na jej głupie irytujące zachowanie, a kotka pokazała, że jest w stanie bardzo szybko zostać mianowaną. Powinien być z niej dumny, bo to jednak jest jego rodzina oraz Klan Burzy potrzebował utalentowanych wojowników, jednak nie potrafił całkowicie zdusić w sobie niechęci do Śpiewającego Raniuszka.
W końcu przyszła na niego kolej, podszedł do kotki i skinął jej głową.
— Gratuluje sukcesu, Klan Burzy potrzebuje młodych wojowników — zabrzmiało to bardzo sztucznie, jednak nie umiał z siebie wydobyć więcej pozytywnej energii. Nadal miał jej za złe, za przezywanie go od nieudaczników oraz naplucie w jego oko, podczas jednego z nielicznych treningów. — Przynajmniej nie będę musiał chodzić z tobą już na żadne treningi doszkalające, wiem, że ty również ich nie lubiłaś w jakimś stopniu.
Wiedząc, że tamta nie może odpowiedzieć, skinął ostatni raz głową i wyszedł z Groty. Musiał się nacieszyć jej czuwaniem, zanim ta otworzy pysk. Wtedy dopiero będzie miał przechlapane. Przynajmniej Ciernista Łapa jeszcze nie został mianowany, będzie mógł mu wypominać jego porażkę, do końca jego życia.

* * *
Kilka dni po pochowaniu Trzmielego Pyłka

Snuł się w ciemnościach obozowiska, gdyż kolejnej nocy z rzędu nie był w stanie zmrużyć oka. Czuł, jak strasznie pusto jest w legowisku wojowników bez Jagodowego Marzenia, Przeplatkowego Wianka, Trzmielego Pyłka oraz tego przeklętego Świerszczowego Skoku, który okazał się mordercą i zdrajcą. W dodatku Kminkowy Szum, Brzoza oraz sam zamieszany w tą rzeź Zawilcowa Korona, upuścili Klan Burzy. Nic dziwnego, że przez kilka ostatnich dni panowała dziwna atmosfera. Los im nie odpuszczał, na dodatek, gdyż zmarł kolejny kot. Tym razem był to Strzępkowy Kokon, który zmarł na skutek otrucia zwierzyną, w którym było zamieszane dwoje uczniów.
Szczerze Dzikiego Berberysa mało to interesowało, kto dopuścił się kolejnej zbrodni, nadal bolała go strata rodziny oraz współczuł Słodkiej Dziewannie, która musiała przechodzić przez to samo. Może i nie przepadał za wojowniczką, jednak całkowicie ją rozumiał.
Z zamyślenia wyrwał go ruch na polanie. Odwrócił się w stronę kota, który również wyszedł z legowiska wojowników. Ujrzał znajomą niską sylwetkę, była to Śpiewający Raniuszek. Zakłopotany skinął jej głową. Przez ostatnie wydarzenia, które dotknęły ich rodziny, nie umiał być złośli w jej kierunku.
— Też nie możesz zasnąć? — Wrócił do wpatrywania się w Srebrną Skórę. Chciał ukryć zakłopotanie, zaczęcia z nią rozmowy.

<Śpiewający Raniuszku? 🎶💞>

25 marca 2026

Od Dzikiego Berberysu (Berberysowej Łapy) CD. Modliszkowej Ciszy

Berberysowa Łapa wpatrywał się w Modliszkową Ciszę, który go chyba pochwalił? Ciężko było mu powiedzieć, jaki był dokładny przekaz starszego wojownika, gdyż kocur brzmiał dość sarkastycznie. Nie znali się też dobrze, raczej mijali się na polanie oraz na różnych patrolach, poza tym dzieliła ich ogromna przepaść wiekowa.
— Mam taką nadzieję, że zostanę dumą rodziny, dlatego chciałbym dobrze polować i nie zamierzam kwestionować rozkazów Śnieżycowej Chmury — przyrzekł, chociaż jego głos był dość nieśmiały. Był to jego bodajże drugi patrol, był przecież świeżym uczniem.
Kocur skinął powoli łebkiem, słuchając Berberysu.
— Jestem pewien, że zostaniesz. Może i nawet dumą klanu.
Oskrzydlony Ognik przerwał mu, chrząkając wciąż ze zwierzyną w pysku, najwyraźniej przypominając starszemu.
— Wybacz, Berberysowa Łapo. Musimy już wracać.
Berberysowa Łapa rozszerzył oczy na pochwałę od Modliszkowej Ciszy. Właśnie go pochwalono! Zamruczał pod nosem pocieszenie. Chciał porozmawiać jeszcze z wojownikiem, jednak nie było teraz na to okazji, skoro Oskrzydlony Ognik tak mówił. Skinął im jedynie głową i odprowadził wzrokiem, jak tamci wracają z polowania, w kierunku obozu.

***

Koniec Pory Nowych Liści

Pora Zielonych Liści była przepiękna i dzisiejszym patrolom dopisywała pogoda. Berberysowa Łapa przemierzał właśnie terytorium, będąc na patrolu granicznym. Podziwiając kolorowe kwiaty oraz przyrodę, która budziła się do życia, niechcący wpadł na wojownika, który szedł przed nim.
— Przepraszam! — miauknął, ocierając swój łepek. — Zagapiłem się, Modliszkowa Ciszo, wybacz...
Nie wiedział czemu ciągle na siebie wpadali. Czy los chciał na siłę nakłonić ich do rozmowy?
Modliszkowa Cisza lekko zirytowany odwrócił się, by spojrzeć, który z kotów na niego wpadł. Gdy ujrzał rudo białego ucznia, westchnął cicho i wyrównał krok z Berberysową Łapą.
— Nic się nie stało. Jak postępy w treningu? — zapytał.
— Coraz lepiej. Chciałbym przegonić w nauce mojego brata, Ciernistą Łapę... Mam wrażenie, że wszyscy patrzą na niego przychylnie, szczególnie ojciec! — prychnął i na chwilę się rozkojarzył, kiedy przeleciał niedaleko nich nawet ładny owad. Wrócił jednak myślami do rozmowy. — Wcale nie jest to wyczynem, znalezienie jakichś kociaków. Ja też bym tak umiał. Dlatego nie mogę się doczekać, aż będziemy mieć test na wojownika. Będę musiał go pokonać w tunelach!
Uczeń był bardzo poważny. Rozmowa o jego bracie nie była przypadkowa. Chciał wiedzieć, co starszy wojownik sądził o Ciernistej Łapie. Przeniósł na starszego swój wzrok.
Modliszkowa Cisza przez dłuższą chwilę zastanawiał się co odpowiedzieć.
Prawdę mówiąc, nigdy nie rozmawiał ze wspomnianym uczniem.
— Ciężka praca przerasta talent. Dlaczego tak właściwie chcesz go pokonać? — zapytał, wbijając wzrok w młodszego kocura.
Czy chciał powiedzieć wszystkie jego powody, dlaczego chciałby pokonać Ciernistą Łapę? No może wszystkich nie, jednak część mógł powiedzieć.
— Ciągle ma szansę, by się wykazać, a los rzuca mu pod łapy kolejne zasługi. Już i tak za mentorkę dostał mamę, a Świerszczowy Skok patrzy się na niego z dumą... Pewnie jest jego ulubionym synem — prychnął z obrzydzeniem.
— Rozumiem. Czujesz się odrzucony? — zapytał, swoim klasycznym chłodnym tonem.
Zerknął na starszego i z wahaniem przytaknął głową. Nie umiał tego powiedzieć głośno, spaliłby się ze wstydu, tym bardziej że wiedział skąd wydobywał się jego zły stosunek do rodzeństwa. Wszystko było przez jego zazdrość.
— A czy to takie ważne? — wzruszył ramionami, udając, że bagatelizuje ten problem. — Ważne, żeby zmieszać go z błotem i pokazać się przed innymi, że jestem lepszy.
Kocur uniósł delikatnie brew, patrząc na zachowanie młodszego.
— I co się stanie jak już go „zmieszasz z błotem”? Co zyskasz? — zadał kolejne pytanie, jakby próbował odgadnąć, co kryje się pod puszystą czupryną ucznia.
Zamilkł na chwilę. Czy powinien dalej ujawniać starszemu swoje brudne wnętrze? Byli na patrolu i raczej inni też mogli usłyszeć ich rozmowę. Miał tylko nadzieję, że odbiorą jego dość przykre słowa za frustrację, która panuje między rodzeństwem, ze względu na rywalizację. Po części tak było, jednak wiele negatywnych emocji brało się już z czasów żłobka.
Strzepnął gniewnie ogonem.
— Wtedy będę lepszy i to mi już powinno wystarczyć. Zaraz powinni mnie mianować. Jako wojownik będę się starał jeszcze bardziej, by zaistnieć w Klanie Burzy. Czuję się tutaj ciągle, jak jakiś przypadkowy kot, choć się tutaj urodziłem.... Moja siostra ma już ucznia, a ja nadal błądzę po patrolach i znoszę niezadowolony wzrok mojego ojca. Po prostu chce być lepszym od mojego rodzeństwa.
Dalszą część patrolu rozmawiał jeszcze ze starszym wojownikiem. Modliszkowa Cisza wydawał się bardzo zaciekawiony jego światopoglądem oraz nastawieniem do rodzeństwa, które było dość nieprzychylne. Czy tamten chciał mu pomóc? Chociaż, czy miało to w ogóle jakieś znaczenie? Modliszkowa Cisza był od niego o wiele starszy i w dodatku niespokrewniony. Kocurowi nie powinno zależeć nad jego losem oraz jego rodzeństwa.

***

Dziki Berberys przemierzał przez obozowisko do sterty zwierzyny, gdy natrafił na leżącego i wygrzewającego się w ostatnich promieniach słońca Modliszkową Ciszę.
— Dzień dobry, Modliszkowa Ciszo, chociaż powinienem powiedzieć, dobry wieczór.
Zerknął na niebo, na którym zaczęli pojawiać się pierwsi Gwiezdni, chociaż Słońce, jeszcze nie zaszło za horyzontem.
— Dawno nie rozmawialiśmy, a mi udało się zostać wojownikiem szybciej, niż Ciernistej Łapie. Można do ciebie się dosiąść?

<Modliszkowa Ciszo?>

23 marca 2026

Od Berberysowej Łapy (Dzikiego Berberysu) do Krokusowej Kruchości

— Ja, Królicza Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika — głos dymnego kocura rozniósł się po obozie. — Berberysowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Berberysowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Dziki Berberys. Klan Gwiazdy ceni twoją pracowitość i zawziętość oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Dziki Berberys zanurzył łapę w rdzawym barwniku, który był przygotowany specjalnie dla kotów, które pełniły funkcję wojowników, kronikarzy oraz przewodników. Odcisnął ją na skalnej ścianie, na której znajdowały się dziesiątki odbić łap kotów, które przez sezony były mianowane. W końcu on również stał się historią Klanu Burzy.
Lider dotknął pyszczkiem jego głowy, a on dotknął swoim nosem barku Króliczej Gwiazdy. Koty zaczęły wiwatować i skandować jego imię. Zadowolony wypiął pierś i wyprostował się, przewyższając tym samym wzrostem przywódcę.
Czekał bardzo długo na tą chwilę i w końcu mu się udało. Przeszedł wszystkie wymagane przez Śnieżycową Chmurę zadania i udowodnił, że nadaje się na wojownika. Teraz nie potrzebował rudej wojowniczki do niczego! Był nawet od niej lepszy i bardziej efektywny. Posłał uśmiech Ciernistej Łapie, który siedział niedaleko Jagodowego Marzenia, Trzmielego Pyłku i Zwiewnego Maku. Nieważne, jak okrutnie by to nie brzmiało, ale cieszył się, że kocur został uczniem jako ostatni. Natomiast on udowodnił, że nie był najgorszy z miotu!
— Gratulacje Dziki Berberysie! — zamruczała do niego Jagodowe Marzenie, która podeszła do niego wraz z rodzeństwem.
Zamruczał uradowany taką ilością atencji, a w szczególności na widok futra jego ojca w tłumie kotów chcących mu pogratulować. Tak długo ubiegał się o jego uwagę, a teraz Świerszczowy Skok sam z siebie zamierzał powiedzieć mu parę słów.
Kiedy podszedł do niego ów kocur, jego serce zabiło mocniej. Oto chwila chwały i słowa, które miały dla niego ogromne znaczenie!
— Dobrze cię widzieć, jako dorosłego i doświadczonego wojownika, synu. Gratuluje postępów — zamruczał Świerszczowy Skok.
— Dziękuję ojcze, całe życie będę się starał, żebyś był ze mnie dumny. Chcę przynieść naszej rodzinie jak najwięcej chwały.
— Klan Burzy będzie z ciebie dumny, jeszcze nie raz z takim podejściem — pogładził go ogonem po barkach, przez co Dziki Berberys omal nie wyskoczył z futra ze szczęścia.
Musiał pokładać wiele energii, by nie zachować się jak kociak i nie zbłaźnić się przed wszystkimi. Była to jego wielka chwila!
Natomiast ojciec, skinął mu ostatni raz głową i odszedł, dając miejsce innym kotom, które miały w planach mu pogratulować.
To koniec? Tyle zdołałem porozmawiać z tobą, Świerszczowy Skoku?” — nie dowierzał, że zdobył atencje ojca na kilka uderzeń serca. Co jeszcze musiałby zrobić, żeby ten z nim dłużej porozmawiał?

***

Noc była bezchmurna, a czas płynął naprawdę wolno. Dziki Berberys czuł, jak jego powieki stają się naprawdę ciężkie i najprawdopodobniej opadłyby już dawno, gdyby nie zimniejsze powiewy wiatru, które co jakiś czas budziły go.
Podczas jego ziewania, nagle poruszyło się coś w rogu jego pola widzenia. Obrócił głowę w kierunku najprawdopodobniej ucznia, który zapomniał, że dzisiaj odbywa się jego czuwanie.
Na samą myśl, że mogła być to Śpiewająca Łapa, jego futro jeżyło się z irytacji. Jednakże zamiast wrednej szylkretki, ujrzał równie młodą, Krokusową Kruchość, która nieśmiało przywitała się z nim skinieniem głowy.
Nie wiedząc, czy powinien się odzywać podczas czuwania, machnął do niej ogonem, by ta do niego podeszła. Kotka niepewnie przystanęła przy nim, widział w jej oczach lekki niepokój.
Była podobna do niego, jak był jeszcze kociakiem. Sam pamiętał, jak ojciec oraz Cierń wypowiadali się negatywnie nad jego wrażliwością, oraz nieśmiałością. Wiedział teraz, że kocury nie powinny być takie, jednak dla kotek było to całkiem urocze.
— Spokojnie, nie zamierzam nikomu powiedzieć, że szwendasz się po polanie w nocy. Trochę mi się nudzi i nie obraziłbym się, jeśli ktoś by mi towarzyszył — wyszeptał jej na ucho.
Krokusowa Kruchość rozluźniła się nieco i przytaknęła mu głową.
Jeśli miał milczeć przez całe czuwanie, to już złamał zasady, jednak nikt nie musiał o tym wiedzieć, oprócz niego oraz jego towarzyszki.
— Czemu nie śpisz? Miałaś koszmary?
Pokręciła przecząco głową i pyskiem wskazała niebo, na którym błyszczeli Gwiezdni. Srebrna Skóra tej nocy była naprawdę piękna.
— Ach rozumiem… — powiedział bezgłośnie, na co Krokusowa Kruchość zamruczała cicho.

***

Oboje spędzili razem noc, jednak kotka uciekła nad ranem, zanim Burzacy zaczęli się przebudzać. Wraz z piękną towarzyszką, czas minął dość szybko i sam nie spodziewał się, że kotka z nim zostanie przez większość czuwania. Wcześniej z nią nawet nie rozmawiał, wiedział jednak, że była młodsza od niego.
Jakim cudem została tak szybko wojowniczką? Tego jeszcze nie rozumiał, jednak z chęcią się zamierzał dowiedzieć.
Słońce zawitało do obozu, a zapach porannej rosy wypełnił nozdrza Dzikiego Berberysu. Całe jego ciało było sztywne i obolałe po nocy, a jego powieki znów były ciężkie od niewyspania się.
— Dzień dobry, Dziki Berberysie, witamy cię jako wojownika Klanu Burzy — zamruczał rozbawiony na jego widok Zawodzące Echo, który wyszedł właśnie z legowiska wojowników. — Twoje czuwanie dobiegło końca. Możesz wziąć swoje posłanie z legowiska uczniów i przeprowadzić się do legowiska wojowników. Miejsca jest dużo, więc możesz wybrać, gdzie chcesz się ulokować. Dzisiaj odsypiasz czuwanie, a obowiązki przejmiesz jutro.
Zastępca poklepał go łapą po barku, na co ten zmęczony, ale i dumnie, wypiął pierś.
— Chętnie się wyśpię — przyznał, przeciągając się i ruszył po swoje posłanie.
Wszedł szybko do legowiska uczniów, złapał swoje leże, przy okazji nadepnął na ogon Śpiewającej Łapy, która od razu podskoczyła i syknęła z bólu.
Ups! Kogoś obudziłem” — zaśmiał się w myślach.
Wyszedł z legowiska uczniów, słysząc za sobą przekleństwa w jego kierunku, które były dla niego niczym miód na uszy, po czym wszedł do legowiska wojowników, gdzie rzeczywiście miał wiele miejsca, gdzie mógłby położyć swoje posłanie.
Jego uwagę przykuły dwa miejsca. Jedno było obok jego ojca, a drugie obok wojowniczki, z którą spędził czuwanie. Był to trudny wybór, jednak lepiej mieć koleżankę, niż ojca, który i tak nie spędzał z nim dużo czasu.
Wybrał Krokusową Kruchość, która zwinięta w ciasny kłębek pochrapywała cichutko. Jej spokój na pysku powodował, że serce kocura szybciej zabiło. Może nie powinien jej zapraszać do wspólnego czuwania? Teraz przez niego była wykończona.
Może nie będzie na mnie zła, jak się przebudzi?
Położył swoje posłanie obok wojowniczki i również ułożył się wygodnie w króliczych futerkach, zwijając się w ciasny kłębek. Uważał, by nie stykać się futrem z kotką.

***

Otworzył leniwie oczy. W końcu się wyspał! Przesunął wzrokiem po opustoszałym legowisku. Było jeszcze jasno, może się załapie na jakieś polowanie lub patrol łowiecki? Chociaż dzisiejszy dzień miał wolny, mógłby to inaczej wykorzystać.
Wyszedł żwawym krokiem na polanę, gdzie koty dzieliły się językami i wspólnie jadły posiłki. W rogu obozu zauważył siedzącą w samotności Krokusową Kruchość, która nie starała się dokończyć swojego królika.
— Witam cię Krokusowa Kruchości, mogę się dosiąść? — zaproponował. — Chętnie pomogę ci dokończyć twojego królika.
Kotka przytaknęła mu głową, nie racząc nawet mu odpowiedzieć. Dziki Berberys grzecznie się dosiadł i zwinął się w pozycję na chlebek. Wziął gryza mięsa i zamruczał, kiedy poczuł, jak aromat rozlewa się po jego kubkach smakowych.
— Czy lubisz oglądać Srebrną Skórę? Trochę się zdziwiłem wczoraj, że nie spałaś o tak późnej porze — zagadał.

< Krokusowa Kruchości? Czy chcesz się zakolegować z Berberyskiem? >