BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czyhająca Murena x Mandarynkowe Pióro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czyhająca Murena x Mandarynkowe Pióro. Pokaż wszystkie posty

27 lipca 2026

Od Mandarynkowej Gwiazdy CD. Czyhającej Mureny

Kiedy Czyhająca Murena wyszła, położyła się na swoim posłaniu, układając głowę na łapach. To była naprawdę trudna sytuacja. Niestety nie mogła tego ot tak zamieść pod dywan. Już raz to zrobiła, a jej córka chyba jednak zamierzała doprowadzić do zamknięcia tej sprawy. W takim razie, chcąc nie chcąc, musiała kiedyś przesłuchać Wężynowy Kieł.

***

Chciałaby to odłożyć w czasie, jak najdłużej się dało, ale nie potrafiła. Co chwilę męczyły ją myśli o tym, że taka sytuacja mogłaby się powtórzyć. Któraś z kotek mogłaby ponownie targnąć się na jej życie, a ona mogłaby nie mieć kogoś, kto by ją uratował. Zagadka byłaby rozwiązana, ale ona jeszcze nie wybierała się do Klanu Gwiazdy. Leżała na swoim posłaniu w pozycji bochenka, zastanawiając się nad tym wszystkim, kiedy do pnia sumaka wszedł Błękitna Laguna.
– Przyprowadź tu Wężynowy Kieł – rozkazała, przenosząc wzrok z ziemi na niego. Kocur popatrzył na nią zaskoczony. W klanie nie było to tajemnicą, że od kilku księżyców kotki się unikały… przynajmniej jednostronnie.
– Jaki miałby być powód tej wizyty? – zapytał zastępca z ciekawości, a może strachu o swoją… partnerkę. Na samą myśl robiło jej się niedobrze. Mimo spędzenia dużej ilości czasu z Rogatym Flamingiem będącym niejako dowodem na relację tej dwójki nadal nie potrafiła tego zaakceptować. Z wielu powodów.
– Nie musisz tego wiedzieć – ucięła.
– Zaraz po nią pójdę. Przychodzę do ciebie jednak z inną sprawą-...
– To może poczekać. Przyprowadź tu Wężynowy Kieł – zjeżyła się z irytacji. Zastępca ponownie nie ukrył zdziwienia i skinął łbem, po czym zniknął jej z oczu. Srebrna wypuściła powietrze nosem i wyrównała futro na karku, po czym podniosła się do pozycji siedzącej. Zdążyła jeszcze przejechać parę razy językiem po futrze na piersi, zanim nie zobaczyła wchodzącej do legowiska szylkretki. Od razu zaprzestała tej czynności i wyprostowała się, spoglądając na siedzącą wojowniczkę. Starała się utrzymać dostojną postawę, ale targały nią emocje, głównie te negatywne, co znacznie utrudniało jej zadanie.
– Chyba wiesz, dlaczego kazałam cię tu zawołać – zaczęła, próbując utrzymać oficjalny ton. Widok Wężyny tylko pogarszał sprawę i musiała grać na czas. Kotka obdarzyła liderkę spokojnym spojrzeniem zielonych oczu, przysuwając się do niej jednocześnie o kilka kroków.
– Nie wiem, Mandarynko – wymruczała z nutą słodyczy w głosie. Uszy księżniczki obróciły się do tyłu jakby ze stresu, a serce jej przyspieszyło. Odchyliła się trochę do tyłu, z trudem nie odwracając wzroku.
– Odsuń się – wycedziła. – Dla Ciebie Mandarynkowa Gwiazdo – dorzuciła po chwili, dopiero teraz rejestrując to jako błąd Wężyny. Kotka nie okazała po sobie większych emocji. Zgodnie z nakazem odsunęła się na swoje poprzednie miejsce, po czym przysiadła, wachlując się swoim ogonem.
– Chcesz mi może coś wytłumaczyć? – zapytała, nie będąc w stanie sformułować dłuższego pytania bez zaciśniętego gardła.
– Co konkretnie?
Wiele rzeczy” pomyślała pręgowana. W porę ugryzła się w język. Uszczypnęła się palcami w grzbiet nosa, zamknęła oczy i westchnęła ciężko w próbie uspokojenia emocji. Nie wiedziała, czy była zirytowana, zestresowana, czy speszona. Z powrotem popatrzyła na szylkretkę.
– Wydarzenia w dniu zamachu – doprecyzowała.
– Dlaczego nagle do tego wracasz?
Nie musiała jej niczego tłumaczyć, a przede wszystkim nie chciała tego robić.
– Odpowiedz na pytanie.
– Mandarynkowa Gwiazdo, przecież sama to widziałaś. Wyszłam na samotne polowanie, gdy nagle spostrzegłam, jak Czyhająca Murena czai się na ciebie za twoimi plecami! Nim zdążyłam do niej dobiec, było za późno, próbowałam ją z ciebie zrzucić, jednak ona przyszpiliła mnie do ziemi! Całe szczęście, że się obudziłaś, bałam się, że mnie zabije…
​​– Karmicielki zazwyczaj nie wychodzą na polowania. Szczególnie o świcie, zanim obóz się obudzi – zauważyła, mając nadzieję na znalezienie dziury w zeznaniach. Może wszystko było dużo prostsze, niż myślała? Może już znalazła winną i będzie mogła spać spokojnie?
– O jakiej innej porze miałabym wychodzić? – spytała jednolita. – Wieczorami z ukrycia wychodzą drapieżniki, a w dzień musiałam zajmować się Flamingiem. Świt był jedyną porą, o której mogłam wyjść z obozu, aby rozprostować kości i spędzić chwilę czasu w ciszy, sama ze sobą. Rogaty Flaming jest moim piątym kocięciem, sama przecież tyle miałaś i na pewno wiesz, jak ciężkie jest ich wychowanie... Proszę, Mandarynkowa Gwiazdo, uwierz mi. Do niedawna byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, nie wiem, co się stało, że nagle się ode mnie tak odsunęłaś... Czyżby Czyhająca Murena rozpowiedziała Ci o mnie przykre plotki?
– Stało się morderstwo, które być może ty popełniłaś – odpowiedziała zdecydowanie za szybko. Nie można było jej winić. Przeżywała dużo emocji na raz, a przecież to ona była ofiarą. – A to, co mówiła Murena, nie powinno Cię w tej chwili interesować – syknęła, zapominając na chwilę o formalności rozmowy.
– Nie, Mandarynkowa Gwiazdo. To zaczęło się już wcześniej i dobrze o tym wiesz – Wężyna niezrażona drążyła. ​​Czy kusiło ją, żeby powiedzieć wreszcie, o co chodziło? Wygarnąć jej to wszystko? Przyznać się? Tak. Ale dla dobra swojego i Klanu Nocy musiała odciąć się od Wężyny raz na zawsze. Nie mogła wrócić do tego, co było. Więź została zerwana. Czasu się nie cofnie. Nie miała już siły ani chęci na kontynuowanie tej rozmowy. I tak więcej by z niej nie wyciągnęła.
– Żegnam.
Kotka z pędzelkami na uszach ponownie nie dała po sobie nic poznać i po prostu wyszła. Po chwili do środka ponownie wszedł zastępca. Mandarynka nie dała mu nic powiedzieć. Po prostu wstała i wyszła. Przysiadła przed sumakiem i oparła głowę na łapie. Nie wiedziała co teraz zrobić. Nie miała wystarczająco dużo dowodów na winę żadnej z tych kotek, a myślenie o tym tylko podnosiło jej ciśnienie. Ta sprawa chyba pozostanie nierozwiązana. Westchnęła ciężko i podniosła wzrok, krzyżując go z Czyhającą Mureną.

<Mureno?>

17 czerwca 2026

Od Czyhającej Mureny CD. Mandarynkowego Pióra (Mandarynkowej Gwiazdy)

Przechyliła delikatnie łeb, przenosząc wzrok na matkę.
— Byłoby miło — odparła.

─── ⋆⋅ ☾⋅⋆ ───

Zacisnęła mocniej zęby. Z perspektywy wszystkich innych kotów, sytuacja pomiędzy nią a Mandarynkową Gwiazdą musiała wyglądać na jej oczywistą próbę morderstwa — ciężko jednak było Murenie uwierzyć, że ktoś mógłby postrzegać ją za tak głupią. Gdyby chciała zrobić coś, aby dostać się na szczyt hierarchii, najpierw postarałaby się pozbyć Laguny; może rozsiałaby jakieś plotki, może sięgnęła po bardziej radykalne środki, ale na pewno nie targnęłaby się na swoje życie, aby w tak oczywisty sposób spróbować zabić własną matkę, na dodatek obdarzoną przez Klam Gwiazdy kilkoma życiami.
I, oczywiście, miała zamiar udowodnić to Mandarynkowej Gwieździe już niedługo; nie mogła w końcu pozwolić na skalanie jej dobrego imienia — a, przede wszystkim, musiała zadbać o to, aby Wężynowy Kieł poniosła karę.
Zastanawiało ją tylko jedno — dlaczego Wężyna chciała zabić liderkę? Co tak naprawdę łączyło byłą samotniczkę z jej matką?
Przechyliła delikatnie łeb, wynurzając się z chłodnej tafli wody i powoli wychodząc na powierzchnię. Nagrzany piasek przesypywał się między jej mokrymi paliczkami, gdy z zadartym ogonem ruszyła przed siebie. Mimo rażącego słońca pysk trzymała wysoko i tylko zmrużyła oczy, aby ochronić je nieco przed światłem. Po powrocie z polowania koniecznie musiała udać się do Mandarynkowej Gwiazdy, aby nareszcie wszystko wyjaśnić. Nie mieściło jej się w głowie, że matka uznała ją za… za zwykłą zdrajczynię! Po tym, jak całe swoje życie (no, prawie) oddała służeniu Klanowi Nocy!
Strzepnęła ogonem, a jej wąsy drgnęły nieznacznie na tę myśl.
Piaszczyste wybrzeże wkrótce zaczęło ustępować zielonym łodygom trawy, a delikatna woń młodych liści wypełniła jej nozdrza. Skręciła w prawo, kierując się w stronę Zrujnowanego Mostu; ciemny zarys pomostu majaczył już w oddali, gdy wyminęła kolejne drzewo i wyszła na skąpaną w blasku słońca polankę.
Zatrzymała się na moment, unosząc wzrok na bezchmurne, popołudniowe niebo — jedynie słońce zakłócało bezkresny błękit, nie licząc ptaków, co jakiś czas przecinających nieboskłon. Księżniczka przez chwilę nasłuchiwała dźwięków otaczającej jej przyrody; w oddali do jej uszu docierał delikatny szum wody i szelest liści, poruszających się na wietrze. Mimo tego względnego spokoju, jeden, głośniejszy dźwięk przebijał się przez cichą melodię lasu; czyjeś kroki.
Rzuciła krótkie spojrzenie przez ramię — jej oczom ukazała się znajoma sylwetka i dymne futro, upstrzone jaśniejszymi plamami. Mewi Puch. Kocur podniósł krótką łapę i zbliżył się do niej, spoglądając na nią żółtymi ślepiami.
Dziwne, że wcześniej go nie zauważyła.
— Hej, Mureno! Widziałem, że wyszłaś z obozu, więc postanowiłem ci potowarzyszyć — oznajmił zwięźle, po czym zerknął na nią. — Nie masz nic przeciwko, prawda? Ostatnio zachowywałaś się jakoś dziwnie.
Czyhająca Murena nawet nie drgnęła.
— Możesz zostać — odparła. — Zastanawia mnie tylko, czemu pytasz. Czyżbyś nie słyszał o tym, co wydarzyło się między mną a Mandarynkową Gwiazdą? To chyba dość oczywiste.
Wojownik tylko przechylił łeb z zaskoczeniem i zmarszczył nos.
— Co?
Strzepnęła ogonem. Mogła się domyślić, że Mewi Puch nie miał bladego pojęcia na temat tego, co działo się w klanie. Pewnie nie zainteresowałby się tym, gdyby w grę nie wchodziła ona.
— Kilka księżyców temu Wężynowy Kieł usiłowała utopić Mandarynkową Gwiazdę… i, oczywiście, przyszłam na pomoc matce. — Odwróciła się, aby wreszcie na niego spojrzeć.
— To… um, dobrze, że ją uratowałaś!
— Myśli, że to ja chciałam ją zabić, Mewi Puchu. Dlatego Wężynowy Kieł; ta żałosna kupa futra, nie została jeszcze wygnana z klanu — wycedziła, mrużąc nieznacznie oczy.
Dymny otworzył pysk w zdumieniu.
— To… to niedorzeczne! Dlaczego miałabyś próbować zabić własną matkę!?
— Myśli, że jestem taka, jak Błękitna Laguna — urwała mu. — Ostatnio straciła do niego zaufanie, ale nie mam pojęcia czemu. Gdyby dowiedziała się, że to jego kochanka usiłowała ją zabić… Na pewno oddałaby jego posadę mnie. Rozumiesz, jakie to niesprawiedliwe?
Jej partner chyba nie rozumiał, ale widocznie był zbulwersowany, bo kiwał energicznie głową.
— W takim razie musisz wyjaśnić to Mnadarynkowej Gwieździe! Na pewno wszystko zrozumie i od razu pozbędzie się Węgorza!
Westchnęła cicho. Kocur wciąż nie rozumiał powagi sytuacji (i nie pamiętał imienia Wężyny, ale może to lepiej).
— Wątpię, aby mi uwierzyła. Już zdążyła stracić do mnie zaufanie… ale spróbuję — mruknęła, po czym wyprostowała się i strzepnęła ogonem. — No nic, zobaczymy, co los przyniesie. A póki co… chcesz ze mną zapolować?
Mewi Puch przekrzywił delikatnie łeb, ale po chwili skinął głową.
— No jasne — zgodził się.
— Wspaniale. Możesz pójść w prawo, a ja w lewo. Spotkajmy się tutaj za chwilę.
— Zobaczymy, kto upolował najwięcej! — zaproponował, na co kotka tylko przytaknęła.
— W porządku.
I to mówiąc, obaj oddalili się w przeciwne strony. Mewi Puch zniknął w cieniu gęstych drzew, a Czyhająca Murena udała się bardziej w kierunku Starej Łupiny. Zdawała sobie sprawę, że prawdopodobnie więcej zwierzyny będzie w lesie, ale nie zwracała na to uwagi. Potrzebowała tylko chwili na przemyślenie wszystkiego… w samotności.
Zatrzymała się przy trawiastym wybrzeżu i pochyliła do przodu, wlepiając wzrok w błękitną taflę wody. Delikatne rysy jej pyska odbiły się w niej, aby po chwili zniknąć pomiędzy falami. Ciemne, rybie kształty majaczyły w oddali i księżniczka zmrużyła oczy, skupiając się właśnie na nich.
Pod powierzchnią dostrzegła zarys kilku mniejszych ryb — uklei, bo jedna z nich zbliżyła się na tyle blisko powierzchni, że słońce odbiło się od jej drobnych łusek i Czyhająca Murena miała chwilę na przyjrzenie się rybkom. Wysunęła łapę i jednym, zdecydowanym ruchem wyłowiła wijącą się ukleję z wody, aby po chwili wbić w nią zęby.
Z ofiarą pod łapami przysiadła w kłujących łodygach trawy i zmrużyła delikatnie oczy, przejeżdżając językiem po futrze na klatce piersiowej. Delikatna, rybia woń zdążyła już osiąść na jej wibrysach, gdy podniosła zdobycz i ruszyła we wcześniej ustalone miejsce spotkania z Mewim Puchem.
— Czyhająca Mureno, jesteś! Długo ci to zajęło, więc zaczynałem się martwić… Myślałem, że dopadł cię łoś!
Jej ucho drgnęła delikatnie na wspomnienie łosia. Pamiętała, jak rozmawiali o nim podczas jednego z ich pierwszych spotkań.
— Nie masz się czym przejmować — zapewniła go, kiwając delikatnie głową.
Wojownik przez chwilę jeszcze wypytywał ją o jej samopoczucie, zanim wreszcie zaprezentował swoją zdobycz — całkiem pokaźną nornicę.

─── ⋆⋅ ☾⋅⋆ ───

Po powrocie do obozu Klanu Nocy

— Matko.
Powoli przekroczyła próg legowiska lidera, wkraczając w spowite mrokiem wnętrze sumaka. W środku było ciepło, nieco duszno, a słaba woń kurzu unosiła się w powietrzu. Zamrugała kilka razy, aby przywyknąć do zmiany oświetlenia i stanęła przed posłaniem Mandarynkowej Gwiazdy.
Starsza leżała na starannie uwitym gnieździe w milczeniu, mierząc córkę przenikliwym spojrzeniem. Cienkie smugi światła padały na jej grzbiet i pysk, naznaczone delikatną siwizną — kocica widocznie zestarzała się przez ostatnie kilka księżyców.
Murenę zastanawiało, o czym myślała teraz przywódczyni. Czy planowała wygnać ją z klanu? Była sceptycznie nastawiona, ale potrzebowała więcej dowodów? A może była przekonana o jej niewinności?
Nerwowo wygładziła sierść na karku, a następnie skinęła głową w stronę liderki.
— Jak zapewne się domyślasz, przyszłam nareszcie wyjaśnić… — urwała na moment. — poprzednią niefortunną sytuację.
Zapadła chwila milczenia. Krew szumiała księżnicze w uszach, dreszcz przebiegł po skórze. Murena mogłaby przysiąc, że ogon matki delikatnie drgnął — ale może była to tylko gra cieni. Wreszcie, starsza przerwała ciszę:
— Kontynuuj.
Wbrew oczekiwaniom, słowa Mandarynkowej Gwiazdy tylko pogorszyły sytuację. Dlaczego nie powiedziała nic więcej? Żadnego “nie musisz niczego tłumaczyć, jesteś cudowna! Razem wygnajmy Wężynę i Lagunę z klanu!”, żadnych słów pocieszenia, nawet najmniejszego znaku, że wciąż miała do córki jakiekolwiek zaufanie. Wysunęła i schowała pazury w nerwowym odruchu. Odchrząknęła. To był prawdopodobnie drugi raz w życiu, gdy nie wiedziała, co powiedzieć.
— Zakładam, że nie ufasz mi po tym, co się wydarzyło i myślisz, że to ja próbowałam cię utopić tamtego dnia — zaczęła ostrożnie, smagając ogonem powietrze. — Niestety nie mam dowodów, potwierdzających moją niewinność. Mogę cię tylko zapewnić, że nie ja za tym stoję. Gdy poprosiłam cię o rozmowę, moje intencje były w pełni czyste. Chciałam omówić temat Błękitnej Laguny, bo wiem, że ostatnio twoja relacja z nim znacznie się pogorszyła; chciałam poznać przyczynę tego. Po tym, jak dotarłam na ustalone miejsce spotkania, zobaczyłam Wężynowy Kieł; to ona próbowała cię zabić, więc przybiegłam ci na pomoc. Przysięgam! Nigdy nie podniosłabym łapy na własną matkę. Przyszłam, aby szukać sprawiedliwości. Zdaję sobie sprawę, jak radykalnie to brzmi i rozumiem twoje obawy, ale musisz mi uwierzyć. Ta samotniczka musi zostać wygnana. Jest zakałą Klanu Nocy; od początku wiedziałam, że nie można jej ufać. A fakt, że związała się właśnie z Błękitną Laguną? Co, jeśli wiedział o jej zamiarach? Proszę cię tylko, abyś to rozważyła.
Milczenie zawisło między nimi ponownie; tym razem znacznie cięższe. Powietrze było gęste. Liderka przez cały czas uważnie przysłuchiwała się jej słowom, ale ani razu nie przerwała jej. Wreszcie, zmrużywszy oczy, przerwała milczenie:
— Czyhająca Mureno, sama wiesz, że nie mam, jak ci zaufać. Mimo to wnosisz o wygnanie innego członka klanu. Spójrz na siebie i pomyśl, jak bardzo wyglądasz na winną. Z tego powodu nie zamierzam spełniać twoich próśb. — Pod koniec wypowiedzi przeniosła wzrok na łapy rozmówczyni, jakby czekając na jeden ruch, sugerujący chęć ataku.
Murena zrobiła krok do przodu. Jej ogon przeciął nerwowo powietrze.
— W takim razie przesłuchaj chociaż Wężynowy Kieł. Dobrze wiesz, że nie można jej ufać; nie można tak po prostu zostawić tej sytuacji — odparła prędko.
Jej matka napięła się widocznie.
— Siądź — powiedziała stanowczo, uważnie mierząc córkę wzrokiem.
Przechyliła delikatnie łeb, ale bez słowa wykonała polecenie matki, siadając na ziemi.
— Nie będę przyjmować od ciebie rozkazów. Skoro spisek się nie udał, to ja nadal rządzę w tym klanie. I lepiej będzie, jeżeli wszyscy się do tego przyzwyczają.
Murena strzepnęła ogonem. Dlaczego Mandarynkowa Gwiazda odmawiała przesłuchania Wężyny?
— Nie rozkazywałam ci... — zaprotestowała młodsza, starając się zachować spokojny ton głosu. — A przede wszystkim, nie spiskowałam przeciwko tobie. Dobrze wiesz, że nawet, gdybyś umarła, nie przejęłabym władzy w Klanie Nocy i najpierw musiałabym pozbyć się Błękitnej Laguny. To byłoby niedorzeczne! Jedynym logicznym wyjściem z tej sytuacji jest przesłuchanie wszystkich podejrzanych i poszukanie ewentualnych świadków. Oskarżasz mnie o coś, o co nawet nie masz dowodów, mamo.
— Nikt nie ma dowodów. No, chyba, że czegoś jeszcze mi nie powiedziałaś.
Podniosła głowę. Dlaczego matka w ogóle jej nie słuchała? Czy tak ciężko było zrobić tą jedną, jedyną rzecz?
— Dlatego proponuję, abyś przesłuchała Wężynowy Kieł — oznajmiła, na co starsza tylko westchnęła.
— To koniec naszej rozmowy — mruknęła.
Zmrużyła oczy, ale nie zaprotestowała; zamiast tego skinęła głową i powoli podniosła się z ziemi, bez słowa ruszając w stronę wyjścia z legowiska.
— To niedorzeczne.

<Mamo?>

30 sierpnia 2025

Od Mandarynkowego Pióra CD. Czyhającej Mureny

Strzepnęła uchem.
— To niedorzeczne. Ja i Wężynowy Kieł jesteśmy przyjaciółkami. Niestety niektóre koty wolą domyślać się dziwnych rzeczy tylko dlatego, że jestem zastępczynią, więc uważają mnie za interesującą — powiedziała od razu… możliwe, że trochę za szybko. Jednak w jej głowie pojawił się… zawód? Od tak dawna nie czuła prawdziwej miłości romantycznej. Minęło czterdzieści księżyców, od kiedy widziała się z Syriuszem i Skowronim Odłamkiem… w pewnym celu. Oba kocury jej się podobały. Co prawda ten pierwszy był tylko zauroczeniem, ale jednak. Potem była w związku z Bursztynowym Brzaskiem, którego kochała bardziej platonicznie. Potem pojawiła się Wężyna i… Przykuła jej uwagę. Niby nie podobały jej się kotki… ale bolało ją to, że nie widzi tego czegoś między nimi. W końcu zawsze mogła mieć każdego kocura, jaki tylko jej się spodobał. A tu nagle nic.
— Rozumiem, po prostu dużo kotów uważało to za dziwne, że nagle zaprzyjaźniłaś się z losową samotniczką, która przyszła do klanu.
Mandarynka oburzyła się.
— Przecież mi nawet nie podobają się kotki! Naprawdę musisz sobie znaleźć lepsze towarzystwo! Ktokolwiek to wymyślił, nie jest wart nic więcej od wychudzonej nornicy! Na Klan Gwiazdy Czyhająca Mureno, jesteś księżniczką, nie jakimś plebsem!
Wtedy wojowniczka postanowiła oddalić się w losowo obranym kierunku, byleby z dala od zirytowanej matki. Był to dobry wybór. W końcu każdy wiedział, że i tak jej przejdzie i wrócą do tego później. Aktualnie jednak jedyne, o czym myślała srebrna to znalezienie źródła tych plotek i konfrontacja z tym kotem. To już zaczynało się robić męczące.

* * *

Szczerze nie rozumiała tego całego zmieniania obozu. Po co im to było? Obóz działał od zawsze, tak jak powinien. Było miejsce do przemówień, były wygodne legowiska i było miejsce na zwierzynę. Nie widziało jej się mieć więcej roboty tylko przez estetyczne widzimisię jej ciotki. Z drugiej strony większość klanu przyjęła to bardzo entuzjastycznie. A skoro ona ma nimi w przyszłości przewodzić, to przydałoby się wyrobić sobie dobre imię. Dzisiaj zamiast zwykłego treningu z Trzcinową Łapą zabrała ją do obozu. Ona jako zastępczyni miała aktualnie nadzorować pracę, więc czemu nie ogarnąć sobie więcej darmowej siły roboczej w postaci jej uczennicy? Oczywiście wszystko to pod przykrywką treningu siłowego i wolontariatu na rzecz społeczności. Ona musiała tylko korygować innych (co już robiła świetnie), bacznie obserwować i co jakiś czas podtrzymać jeden z kamieni, które wtaczali na wyspę, żeby przypadkiem jej uczennica nie zamieniła się w szylkretowy placek. Właśnie zarządziła jej przerwę i wtoczyła jeden z kamieni na wyspę. W zabraniu tutaj uczennicy była jeszcze jedna korzyść. Normalnie jako dorosła kotka musiałaby pomóc ze wtaczaniem wielkich głazów na wyspę. A to było już zdecydowanie za wiele jak na jej poziom pracowitości (który wcale nie był tak daleko od zera).
— Tamten kamień ma iść tam! Uwaga, bo jeszcze ten głaz się stoczy! Ustabilizować go! — komenderowała, jednocześnie układając ściany źródełka w odpowiedni kształt. — Trzcinowa Łapo! Chodź tutaj! Nie jest tak źle, żebyś nie mogła pomóc z uszczelnianiem. Daj mi tutaj te mniejsze kamyki i inne rzeczy, które zebrałaś!
Kiedy uczennica przybiegła i zaczęła wpychać małe przedmioty w szczeliny pomiędzy kamieniami do kotek podeszła Czyhająca Murena.
— Mamy już ustawiony głaz, co mamy teraz zrobić?
— Oh, witaj Czyhająca Mureno! Spróbujcie go czymś ustabilizować, nie chcemy, żeby się stoczył. Możecie do tego użyć na przykład gałęzi — odpowiedziała jak miła zastępczyni, po czym szepnęła jej do ucha. — Tak między nami, mogę ci załatwić wolne na następny raz. Tak jako dodatek za twoją znakomitą pracę. Co powiesz?

<Murena chcesz przyjąć wynagrodzenie za bycie ulubionym dzieckiem?>

EVENT KN: Wniesienie na wyspę kamieni, mających otaczać źródełko wody i wzmacniać jego ścianki, Wtoczenie na wyspę głazów

28 sierpnia 2025

Od Czyhającej Mureny CD. Mandarynkowego Pióra

Jakiś czas temu

Łodygi traw uginały się pod ciężarem kropel rosy, a błoto rozchlapywało się po zetknięciu z łapami kotów, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk. Chłód wdzierał się pod futro, szczypał skórę i zaróżowiał poliki. Phi, cóż za piękna Pora Nagich Drzew. Zwierzyny ubywało, natomiast mordek do wyżywienia wciąż przybywało w postaci kociaków znajdowanych w coraz to dziwniejszych miejscach. Czyhająca Murena nie chciała nawet zastanawiać się nad tym jak te wszystkie znajdy pojawiają się w tych wszystkich zaskakująco niepokojących lokacjach — przybywało ich jak grzybów po deszczu i księżniczka nie mogła do końca stwierdzić, czy to raczej ją martwiło, czy też cieszyło.
W każdym razie o to była na kolejnym już tego dnia polowaniu — tym razem samotnym, nie licząc towarzyszącego jej głodu i przyciszonego ptasiego trelu. Z chęcią spędziłaby trochę czasu ze Sterletową Łuską, ale jej brat był zbyt zajęty tworzeniem wspaniałych wspomnień z Pluskającym Potokiem, żeby w ogóle zwrócił na nią uwagę. Nie, żeby miała mu to za złe, czy coś. Westchnęła cicho, gdy jej łapa po raz kolejny osunęła się na śliskim gruncie, sprawiając, że omal się nie przewróciła. Niech to szlag z tym błotem. W pewnej chwili coś drgnęło wśród zarośli. Czyhająca Murena zastrzygła uszami i przechyliła łeb, schylając się nieznacznie. Do jej nozdrzy nie dotarła jednak woń zwierzyny, tylko znajomy, samotniczy zapach. Zmrużyła oczy. Znowu on.
— Czego chcesz tym razem? — rzuciła w kierunku czekota, który akurat w tym momencie wyłonił się z zarośli.
Kocur strzepnął ogonem i wygiął kąciki ust w delikatnym uśmiechu.
— Tylko porozmawiać — oznajmił, siadając nieopodal niej; wciąż jednak nie przekraczał granicy, zachowując bezpieczny dystans.
Księżniczka zmarszczyła brwi i usiadła na ziemi, owijając ogon wokół łap.
— Pogoda ostatnio nie dopisuje, czyż nie? Ach, czekam z upragnieniem na trochę słońca… — stwierdził z rozmarzeniem i spojrzał w górę. — Wam też zapewne ciężko coś upolować w tak trudnych warunkach… O ile w okolicy w ogóle są jeszcze jakieś gryzonie.
Czyhająca Murena milczała przez chwilę, przyglądając się mu uważnie.
— Klan Nocy dobrze sobie radzi — skłamała.
Czekot pokiwał głową i przesunął ogonem po ziemi.
— W to nie wątpię, oczywiście! — sprostował prędko, uśmiechając się pogodnie. — Ale na pewno jest ciężej, niż w cieplejsze pory… W każdym razie cieszę się widząc, że wszystko u was w porządku!
Te słowa zbiły ją nieco z tropu. Oczywiście, że mógł kłamać… ale zabrzmiał wyjątkowo… szczerze? Zamrugała kilka razy.
— Ach, tak… To dobrze — odparła prędko. — Wybacz, muszę już iść.
I poszła.

─── ⋆⋅ ☾⋅⋆ ───

Po powrocie z obozu odłożyła na stos marnie wyglądające ofiary, po czym usiadła w rogu koczowiska, aby zająć się czyszczeniem sierści. Zanim jednak zdążyła na dobre oporządzić swoją sierść, nieopodal niej przeszła Mandarynkowe Pióro. Czyhająca Murena przekrzywiła nieznacznie głowę, a następnie (po chwili wahania) podniosła się z ziemi, aby stanąć przy matce.
— Witaj — zaczęła, a jej prawy kącik ust drgnął w delikatnym uśmiechu. — Masz może chwilę?
Zastępczyni skinęła powoli głową.
Murena przez chwilę milczała, zanim strzepnęła ogonem i odezwała się ponownie:
— O moje uszy obiła się parę razy plotka o twojej znajomości z Wężynowym Kłem... Zastanawia mnie, co ty twierdzisz o tym wszystkim.
Poruszyła wąsami, uważnie obserwując kocicę. Słowa Kijankowych Moczar od dłuższego czasu echem odbijały się w jej głowie, więc postanowiła wziąć tę sprawę we własne łapy.

<Mamo?>

10 kwietnia 2025

Od Mandarynkowego Pióra CD. Murenowej Łapy (Czyhającej Mureny)

dawno, dawno temu, jak Murena jeszcze uczniowała
— Cześć Murenko — odpowiedziała ewidentnie sztucznym, przesłodzonym głosem — Nie przeszkadzam?
Młodsza uniosła łeb znad łap, lustrując wojowniczkę wzrokiem.
— Oczywiście, że nie — odparła pogodnie. — Coś się stało?
— Oh nie, po prostu Algowa Struga na ciebie patrzy. Może weszłam w złym momencie — powstrzymała się od wycedzenia tych słów przez zęby po prostu to mówiąc.
— Hm, rzeczywiście; miałyśmy iść na trening — Czarno-biała posłała rodzicielce delikatny uśmiech.
— Baw się dobrze — rzuciła z uśmiechem przed odejściem.
***
Jakimś cudem trafiła na patrol ze swoją córką i siostrą. Ona, Czyhająca Murena i Algowa Struga szły właśnie przez tereny Klanu Nocy. Nawet nie wiedziała jak to się wydarzyło. W normalnych okolicznościach uznałaby, że zastępca tak im kazał, ale aktualnie to ona wraz z siostrą (a raczej tym irytującym rzepem na futrze) były zastępczyniami. Uznała więc, że lepiej się nad tym za bardzo nie zastanawiać i po prostu skupić się na zadaniu, żeby potem bardzo szybko wrócić do obozu. 
Córka Syriusza powoli kroczyła u boku matki oraz dawnej mentorki, uważnie lustrując wzrokiem otoczenie. Alga za to wydawała się okropnie skupiona, aż niepokojąco. Lawirowanie między drzewami tutaj niepokoiło ją. Tyle rzeczy się tutaj wydarzyło. Koty zostały pokaleczona przez tych samotników. Czereśniowy Pocałunek pożegnała się z uchem, jej własne dziecko straciło nogę, jej ojciec już stąd nie wrócił… Ich łapy rytmicznie stukały o ziemię.
— Chyba nic tu już nie znaj… — zaczęła powiadamiać członkinie patrolu o powrocie, ale ucięła. 
Obok niej dreptała tylko jej siostra. Ani śladu Mureny. Stanęła gwałtownie. Algowa Struga najwyraźniej zrozumiała, że coś się stało i też przystanęła, wyrywając się jakby z transu. Powietrze przedarł krzyk dochodzący z odległości kilku długości lisa. Zanim Mandarynka zdążyła warczeć na siostrę, że nie dopilnowała jej córki, ta ruszyła. Również zaczęła biec. Adrenalina szumiała jej w uszach. Nie. Nie może stracić tu zdrowia lub życia kolejnego członka rodziny. Ciotka, ojciec, dziecko… Dobiegły do widoku splątanej kuli czarno-białego i rudego futra. Mandarynka syknęła i dwie zastępczynie Klanu Nocy ruszyły na napastnika. Rudy samotnik przeraził się tak niewyrównanej walki i odskoczył od najmłodszej z kotek w zamiarze ucieczki. Wtedy dwie wściekłe kocice przypuściły atak. Cios w nos, w bok, unik, kolejny cios. W końcu spanikowany kocur szybko przepchnął się obok przeciwniczek i znikł w gąszczu. Schowała pazury i podeszła do córki.
— Wszystko dobrze?
Ta tylko pokiwała głową sprawiając, że kilka kropelek krwi spadło na ziemię. Nie wyglądała na śmiertelnie ranną. Jedna głębsza rana na boku i kilka mniejszych w innych miejscach. Co prawda u zastępczyń też nie obyło się bez zadrapań. Algowa Struga utykała na jedną łapę, a Mandarynka została pozbawiona kilku kępek futra, jak i również zdobyła ślad pazurów na barku. Gdyby nie przybiegła tu wcześniej byłoby nieciekawie. A raczej gdyby nie przybiegły.
— Wracajmy do obozu. Zimorodkowe Życzenie musi opatrzyć nasze rany.
Przytaknęła siostrze i trzy kotki ruszyły w drogę powrotną. Gdyby Algi tu nie było, mogłoby zrobić się nieciekawie. Jednak nawet takie irytujące kupy futra do czegoś się przydają.
<Murena?>

21 stycznia 2025

Od Mureny (Murenowej Łapy) CD. Mandarynkowego Pióra

— Nie wyjaśniłaś mi, co się stało z Motylem... Bardzo długo czekałam, aż dokończysz historię. Czyżby on umarł? To byłoby takie przykre... Powiedz, że nie umarł — miauknęła, widząc zaskoczone spojrzenie rodzicielki.
— Jaką historię? Murenko, nie męcz mnie.
Księżniczka poruszyła wąsami, owijając ogon wokół swoich chudych kończyn. Nie zamierzała poddać się tak łatwo... Mama na pewno nie mogła zapomnieć tej opowieści i koteczka nie rozumiała, czemu nie chce jej kontynuować.
— Tę o Motylku i Mrówce. Nigdy mi jej nie dokończyłaś, a bardzo pragnę poznać zakończenie! Wiesz, dumanie nad tym w samotności pozostawia wiele pytań, na które potrzebuję odpowiedzi. Proszę.
Mandarynkowe Pióro westchnęła, najwidoczniej nieco zdenerwowana.
— Po to was tutaj przyprowadziłam, żebyście siedzieli w bezruchu, prosząc o opowieści? Idź do Łuski.
Biało-czarna wlepiła wzrok w swoje łapki, nerwowo ugniatając nimi śnieg. Po chwili jednak znudziła się tym, więc, nie mając odwagi powiedzieć czegoś więcej, skinęła główką i odwróciła się, w poszukiwaniu brata.

────⊹⊱✫⊰⊹────

— Mureno, pobudka! Nie mamy całego dnia na trening, a lekcja sama się nie zrobi. — Do uszu kotki dobiegł łagodny głos Algowej Strugi i po chwili uczennica poczuła na swoim boku łapę wojowniczki, szturchającą ją w niezbyt delikatnym geście.
Księżniczka sapnęła z poirytowaniem, niechętnie uchylając powieki. Jej ogon uniósł się, uderzając o ziemię, tym samym wzbijając w powietrze kurz oraz drobinki piasku.
— Daj mi chwilę na uszykowanie się... — poprosiła ze zmęczeniem, powoli prostując zdrętwiałe przez noc kończyny. Łapami przetarła swoje jasne ślepia, kierując je na mentorkę.
Dymna skinęła łbem i ruszyła do wyjścia, kilka uderzeń serca później opuszczając legowisko. Dopiero wtedy Murena wyprostowała się, zabierając za czyszczenie sierści. Przejechała językiem po klatce piersiowej, wygładzając niesforne futro w tamtym miejscu. Następnie przekręciła pyszczek, kierując swój różowy ozorek na grzbiet, a później brzuch, ogon oraz łapki.
Gdy jej poranna toaleta dobiegła końca, księżniczka przechyliła głowę delikatnie w bok i przeszła przez środek legowiska, kilkoma sprężystymi krokami opuszczając je i wyłaniając się z mroku. Jasne smugi światła spadły na jej grzbiet, na moment oślepiając i zmywając z powiek resztki zmęczenia. Kotka zamrugała kilka razy, po czym wzniosła pysk ku górze, lustrując wzrokiem niebo. Roziskrzone promienie słoneczne tańczyły po burzowych obłokach, jak zwykle unoszącymi się nad obozem. Gdy uczennica tak wpatrywała się w upstrzony obłokami nieboskłon, na ziemię spadło kilka figlarnych kropelek wody, rozbryzgując się po zderzeniu z trawą. Jedna z nich upadła na nos Mureny, aby po chwili spłynąć po jej brodzie, mocząc pierś i drążąc maleńką ścieżkę w śnieżnobiałej sierści.
Koteczka otrząsnęła się, starając się odszukać Algę. Gdy jednak jej wzrok nie napotkał dymnego futra mentorki, księżniczka bez większego żalu ruszyła do stosu ze zwierzyną, aby posilić się przed treningiem. Już-już miała chwycić pierwszą z boku mysz, gdy napotkała znaczące spojrzenie Mandarynkowego Pióra. Rodzicielka podeszła do niej, z gracją siadając obok.
Jej duże, roziskrzone ślepia ze spokojem wpatrywały się w córkę. Oczy wojowniczki przywodziły na myśl słońce w trakcie szczytowania, z nutką arogancji oraz pewności siebie mierzące spojrzeniem drugiego przedstawiciela rodu królewskiego. Idealnie proporcjonalna sylwetka przykryta była szarym niczym skały futrem, poprzecinanym czarnymi pręgami, znaczącymi sierść jak pęknięcia, świadczące o ilości księżyców przebytych na ziemi.
— Witaj, mamo. — Murena posłała nieśmiały uśmiech srebrnej kotce, a jej wąsy drgnęły nieznacznie.
Wojowniczka uchyliła pysk, aby coś odpowiedzieć, jednak w tej samej chwili do stosu zbliżyła się Algowa Struga, na widok swojej siostry najwidoczniej trochę poważniejąc.

<Mandarynkowe Pióro?>

[540 słów]

[przyznano 11%]

23 grudnia 2024

Od Mandarynkowego Pióra CD. Mureny

- No... mam dla ciebie jedną historię, ale nie wiem, czy nie jest za straszna...
- Mamo, proszęęęęęę!
Spojrzała na Murenę ciepło. Ta mała naprawdę kochała historyjki. Tak samo, jak Łuska, które nie wiadomo gdzie aktualnie było. Jednak Mandarynka jako młoda, zmęczona matka z zerowym doświadczeniem skupiła się tylko na córeczce, zostawiając resztę dzieci Kotewce.
- No dobrze. Kojarzysz opowieść o paziu królowej?
Koteczka nie odpowiedziała, jednak jej oczy błyszczały ciekawsko, więc można było domyślić się odpowiedzi.
- Nasz paź był takim motylkiem. I pewnego dnia, gdy sobie tak latał po łączce, zobaczył królową mrówek, wtedy jeszcze była uskrzydloną księżniczką. Od razu się w niej zakochał.
- Mrówki mają skrzydła? I przecież motyle są piękniejsze od mrówek... Dziwna ta bajka...
- Mrówki czasem mają skrzydła. Najczęściej w porze zielonych liści - wyjaśniła - A motylowi mogła się podobać mrówka. Zawsze w parze musi być ładniejsza osoba, a celem jest by żadnej z nich to nie przeszkadzało - miauknęła i zniżyła się do ucha czarno-białej. - W końcu każdy wie, że jestem ładniejsza od waszego taty.
Mała księżniczka zachichotała.
- Kontynuując, nasz motylek codziennie wylatywał w miejsce, gdzie spotkał po raz pierwszy królową mrówek. Niestety nie mogli się spotkać przez różnicę gatunków. I nasz motylek się z tym nie pogodził. Zamiast latać wysoko nad trawą, zniżał swój lot do ziemi w nadziei na spotkanie ukochanej. I pewnego dnia zapuścił się nad rzekę. Pływał tuż przy tafli wody kiedy...
Urwała i zaczęła wpatrywać się pusto w przestrzeń przed sobą. Miała wrażenie, że sama była bohaterką tej opowieści.
- No co? Co się stało? Muszę wiedzieć! - rozentuzjazmowana córka Syriusza skakała w miejscu.
- Przepraszam kochanie. Pójdź pobawić się z Łuską dobrze? Muszę się przejść po obozie. Słuchajcie się cioci Kotewki.
I zostawiła zdezorientowaną córkę w żłobku.

***

Od tamtego momentu minął jakiś księżyc. Starała się unikać pytań Mureny o dokończenie opowieści, aż ta się poddała. Była już pora nowych liści, więc było cieplej i było mniej śniegu. Jej kociaki też były już starsze. Tak więc, ku ich szczęściu, postanowiła wreszcie pierwszy raz wyjść z nimi do kącika zabaw. Była z nimi też Kotewkowy Powiew oraz te dwie znajdki, które były najlepszymi przyjaciółkami Szałwika (chociaż nie wiadomo, bo on wszystko uważał za przyjaciół). Czereśnia ugniatała śnieg i tworzyła tym coś, co dwunożni mogliby nazwać chińskiej jakości śnieżkami. Kuna za to pozbywała się ich, zjadając je, co automatycznie przywołało Kotewkowy Powiew i zrobiło niemałe zamieszanie. Laguna narzekał na to, że śnieg moczy mu futro i że on chce wracać. Piórko siedziała oburzona, bo ktoś rzucił w nią śniegiem. Szałwik starał się ją pocieszać i nawet próbował wylizywać jej futro co wychodziło… jakoś. Łuska znaleźli jakiegoś małego, przedwczesnego przebiśniega i ciągle dotykało go nosem podczas prób lepszego przypatrzenia się okazowi. Mandarynka obserwowała to wszystko, gdy nagle zauważyła, że przed nią siedziała jej córka - Murena - i wpatrywała się w nią wyczekująco.
- Coś się stało, kochanie?

<Murena?>

15 grudnia 2024

Od Mureny do Mandarynkowego Pióra

Ugniatała swoimi miękkimi poduszeczkami posłanie z mchu, co jakiś czas chichocząc, gdy z gniazdka wypadał jakiś strzępek futra, zapewne niegdyś należący do królika. Kociakowi zdarzało się nawet wysunąć pazury, aby wydobyć z legowiska jak najwięcej, co nie spotkało się z pozytywnym odbiorem starszych — w krótce Kotewkowy Powiew podeszła do niej, besztając za złe zachowanie.
— I tak jus nie chciałam się bawić — westchnęła koteczka, odchodząc od obiektu swojego zainteresowania.
Skoro ciocia mówiła, że nie wolno, to znaczy, że nie wolno... Czyż nie?
Czarno-biała machnęła ogonkiem, uderzając nim o tylne łapy i odeszła na bok, w poszukiwaniu nowego zajęcia. Nie specjalnie miała ochotę na zabawę z rodzeństwem, to też postanowiła przycupnąć przy wyjściu ze żłobka i obserwować wszystko, co się wokół niej działo. 
Dostrzegła, jak jakaś szylkretowa kotka, o ślicznych, żółtych oczach, kieruje się do legowiska medyka. Po chwili istota całkowicie zniknęła w grocie, zapewne prosząc medyka o pomoc. Ciekawe, co mogło jej być.
Murena postanowiła jednak nie poświęcać zbyt dużo czasu tej sprawie, gdyż już chwilę później znów była na nogach, spragniona wrażeń. Z błyszczącymi ślipkami zbliżyła się do matki, kładąc obok niej i przytulając się do jej boku.
— Mamusiu, chces mi coś opowiedzieć? — zapytała cicho, przejeżdżając językiem po swojej klatce piersiowej. — Uwielbiam historyjki!

Wyleczeni: Biedronkowe Pole

<Mamusiu?>