— Czemu masz taką obsesję na swojej siostrze? Przecież razem możemy się kumplować. — Odbiło się echo słów rudzielca. — No, chyba że jesteś zazdrosny... w końcu nie masz tu zbytnio przyjaciół. Dosyć żenujące, jak na syna przywódcy.
— Kumplować? Dobre sobie! Łzawa Łapa szuka uwagi, jest w stanie wiele zrobić dla uwagi innych. Myślisz, że co robi, gdy ma chwilę i jestem w pobliżu? Poniża mnie, ponieważ dość mocno przeżywałem rozłąkę z matką! — odparł.
Trafił w pierś kuzyna, przejeżdżając po niej pazurami.
Kurza Łapa nie miał czasu na kontratak słowny. Czując ciepło na piersi, zmarszczył brwi. Nie ruszył jak dzika bestia, nie było to w jego stylu. Mimo to użył swojej ogromnej, niespodziewanej siły, jakiej jeszcze dotąd nie miał okazji pokazać.
Milknąca Łapa nagle z impetem przywalił ciałem w trochę kamienistą ścianę, robiąc sobie drobne rany na ciele, zwłaszcza na plecach. Niegdyś urokliwy, teraz mrożący krew w żyłach chłodny pysk przyszłego przewodnika rozmazał się, a świat natychmiastowo przybrał barwę niepokojącej czerni dla ucznia.
— Przedstawienie się skończyło.
Miękkie, tak ciepłe i rozkoszne słowa, które jeszcze zdążył przechwycić, należały do Kurzej Łapy.
***
Siedział w legowisku medyczki. Milknąca Łapa nie był jakoś ciężko ranny, pomyślał. Dramatyzował.
Wymienił parę słów z Łzawą Łapą. A tak naprawdę… była to bardzo długa rozmowa, która należała do jednych z przyjemniejszych. Czuł się dobrze w towarzystwie Łzawej Łapy. Nieważne, co inni mu mieli wmówić. Przecież była jego najlepszą przyjaciółką.
Ufał jej.
Pochylił się nad wciąż nieprzytomnym kuzynem. Gapił się na niego swoimi wielkimi, ciemnymi oczami. W nich nie można było rozróżnić koloru tęczówki od źrenicy. Zdawałoby się, że ślepia Kurczaka nie miały końca. Niczym bezkresna dziura.
Czemu właściwie tu siedział? Rozmawiał z Łzawą Łapą. Śmiał się z nią szczerze. Żartował z przegranego… mimo to go nie opuścił, odkąd wywlókł go bez żadnej pomocy z tunelów. Wykorzystał tę walkę do sprawdzenia głębiej tuneli, ale nadal nic nie znalazł. Nie wiedział, co dokładnie się tam kryło i jaka była liczba tych istot.
Na razie w lecznicy był tylko on i Milknąca Łapa.
— Halooo…! — miauczał co jakiś czas.
W końcu syn Echa raczył się obudzić. Czempion rozejrzał się po legowisku medyczki.
[368 słów + walka w tunelach]
<Milknąca Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz