BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dryfująca Gałęzatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dryfująca Gałęzatka. Pokaż wszystkie posty

30 lipca 2026

Od Puszystej Łapy (Puszystej Neriny)

— Dobra. Słyszysz, jak pociąga co chwilę nosem? Ma katar. Co robisz w tym przypadku? — zapytał Serdeczna Naparstnica.
Liliowy zmarszczył lekko nos. Zapewne zastanawiał się czy musiał być wykorzystywany do lekcji.
— Ale przecież to łatwe. Serio? — mruknęła cicho niebieska.
“Że niby to ma być ten sprawdzian z leczenia?” pomyślało i zaczęło szukać mchu.
Podał go Słonecznemu Oku.
— No co? — zapytała, marszcząc brwi. — Wydmuchujesz nos w mech. Tak długo aż pozbędziesz się wydzieliny — dorzucił dla jasności, a kocur kiwnął w końcu głową ze zrozumieniem.
— Jak możesz pomóc koty, który nie może spać? — miauknął cicho Naparstnica.
— Trochę ziaren maku, ale niezbyt wiele — odparła krótko, a drugi skinął głową.
— Myślę, że…mogę iść odwiedzić Lśniącą Gwiazdę — mruknął, a Nerina uśmiechnęło się lekko.
— Czy ja… — zaczął.
— Tak, zostaniesz protektorem. Ciekawe jaki człon wybierze ci przywódca… — westchnął cicho.

***

Puszek zastrzygł uchem, słysząc głos zwołujący klan. Wyszedł ze żłobka, przerywając chwilowo rozmowę z Psotką.
— Jak wszyscy wiemy, kilka księżyców temu przyjąłem do naszego klanu byłego pieszczocha. A także zgubę Klanu Nocy — miauknął Lśniący, a Nerina przełknęła nerwowo ślinę. — Sprawował się bardzo dobrze. Nie sprawiał problemów, dobrze wykonywał obowiązki ucznia prorektora, a nawet…pomógł w rozrośnięciu się naszego klanu — uśmiechnął się lekko. — Sądzę, że zasługuje na zostanie protektorem — dodał i chrząknął cicho.
— Ja, Lśniąca Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego protektora — przerwał, wpatrując się w niebieskie futro. — Puszysta Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu i dbać o swój klan nawet za cenę życia? 
— Przysięgam — odparł, unosząc suknie łebek.
— A więc mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię protektora. Puszysta Łapo, od tej pory będziesz znany jako… Puszysta Nerina. Klan Gwiazdy ceni twoją siłę i empatię oraz wita cię jako nowego protektora Klanu Klifu — miauknął.
— Nerina? — zapytała cicho, a cętkowany kiwnął głową z uśmiechem.
Rozpoczęły się wiwaty. Tym razem Nerina nawet się nie denerwował. No i cieszył się, że mógł zachować to imię.

Wyleczeni: Słoneczne Oko

[322 słowa + leczenie NPC]

[6% + 5%]

20 lipca 2026

Od Puszystej Łapy do Dymówki

Jakiś czas temu

Puszysta Łapa spojrzała na Serdeczną Naparstnicę. Nie był najwyższy, można by powiedzieć, że Puszek był dwa razy większy od niego. Miał króciutkie łapki i chodził wyraźnie wolno. Szli razem w ciszy, słychać było jedynie tupot ośmiu łap. Gałęzatce trochę brakowało wszechobecnej wody Klanu Nocy, w której mogło zamoczyć łapki i popływać w cieplejsze dni. Teraz podczas Pory Nagich Drzew nawet by się jej to nie przyśniło, mimo to tęsknił za tym. I za Złocistym Widlikiem. Chciałaby, żeby jej brat chodził na zgromadzenia. Lub był przynajmniej na jednym z nich. Kto wie, może kiedyś, gdy ktoś go zastąpi, będzie jeszcze im dane się spotkać? Dryfek nie był szczególnie co do tego przekonany, jednak nikt nie zabraniał mu mieć nadziei.
— Jak się miewa Psotny Nietoperz? — zapytał nagle Naparstnica, a Puszek niemal podskoczył wystraszony.
— Bardzo dobrze. Jest zdrowa, kocięta również — miauknął, czując ciepło na serduszku.
— Czy w Klanie Nocy ćwiczyłeś może wspinaczkę na drzewa? — zapytał zaraz arlekin, a Puszek pokiwał głową ochoczo. — A co z tunelami? — mruknął.
— Nigdy nie miałam treningu w tunelach. Czy to istotne w Klanie Klifu? Jest coś, co jeszcze powinienem wiedzieć? — podpytał od razu.
— Nauczę cię także trochę ziół, żebyś mógł wyleczyć podstawowe choroby — dodał, a Nerina kiwnęła głową.
Puszek spojrzała w zacieniony otwór.
— Idziesz za mną — miauknął Serdeczny, a końcowa jego ogona skinęła lekko w stronę kotki. — Nie zgub się.

***

Puszysta Łapa zaraz po treningu zabrała ze stosu niewielką wiewiórkę i ruszyła w stronę żłobka. Podsunęło zwierzątko swojej partnerce i spojrzało na ich kociaki. Poruszały się już trochę bardziej pewnie niż po porodzie, choć ich oczka nie wyglądały jeszcze na gotowe, aby ujrzeć koci świat. Najwyraźniej jednak były wystarczająco wyrośnięte, aby jedno z nich podpełzło w stronę Neriny i zaczęło szperać w jego sierści na brzuchu. Spojrzało na niebieskiego na drobną koteczkę rozczulone.
— Psotko ja chyba się popłaczę — zaczął, kierując swój pyszczek w stronę partnerki, a jego oczy zeszkliły się lekko. — Jaka ona jest urocza… — miauknął i delikatnie liznął Dymówkę po drobnej główce.
Podsunął lekko niebieską kuleczkę pod brzuch matki, a ta niemal od razu zaczęła wysysać z niej mleko.
— Myślisz, że nas słyszą? Albo rozumieją? — zapytał cichutko, głaszcząc lekko łapką niebieską koteczkę. — Kiedy zaczną mówić swoje pierwsze słowa? Chciałabym przy tym być…
Mała Dymówka odwróciła pyszczek w stronę ojca z cichym piskiem.

<Mała Dymóweczko?>

[378 słowa + nawigacja w tunelach]

[8% + 5%]

Od Puszystej Łapy CD. Psotnego Nietoperza

Przeszłość

Niebieski kocur cieszył się jak nigdy. Nagle decyzja, na którą zdobyła się kilkanaście księżyców temu, zaczęła brzmieć doskonale. Zdecydowało się na przybycie do Klanu Klifu z pewnego powodu — była tam jeno (od niedawna) partnerka! Napawało go to ogromną dumą i jeszcze większą ekscytacją. Nie spodziewała się bowiem, że kiedykolwiek będzie kogoś miał. Tym bardziej że będzie to ktoś, kogo tak bardzo cenił. Zastanawiał się tylko czasem czy to właściwe. Czy przyjaciele powinni w ogóle zostawać partnerami? Gdzieś po głowie krzątało się jej takie pytanie. Wiedział jednak, że to uczucie rozkwitało już na początku. Sam fakt, że tak szybko złapał kontakt z nieznanym mu kotem, był podejrzany. Być może już wtedy nawet lubiła czarną kotkę. Wracał właśnie z patrolu, cały w skowronkach, gdy to wyrosła przed nim właśnie jeno luba. Jeszcze ze zwierzyną w pysku uniosło lekko brew. Psotka wyglądała na wyraźnie podekscytowaną. Nerina nie zdążyła nawet odłożyć na stos złapanych piszczek, a już została zaatakowana.
— Hej skarbie, muszę ci coś powiedzieć — zaczęła rozemocjonowanym głosem.
— O co chodzi Psotko? — spytał kocur, lekko przekrzywiając łebek zainteresowany.
— Będziemy rodzicami! — pochwaliła się kotka.
Puszystej Łapie wypadła zwierzyna z pyszczka.
— Naprawdę? — zamrugało kilkukrotnie.
— Tak! — miauknęła radośnie Nietoperz. — Nie cieszysz się? — zapytała, marszcząc leciutko brwi.
— Bardzo się cieszę. Tylko…nie spodziewałam się? O rany — miauknął, a jej oczy zaszły się łzami pełnymi wzruszenia. — Będziemy mieli kocięta? Maluszki? — szepnął, nagle nabywając ekscytację od partnerki. — To wspaniała wiadomość! — zawołało zadowolone jak nigdy.
Polizało partnerkę po poliku.
— W takim razie musisz o siebie bardzo dbać. Pora Nagich Drzew tuż tuż, a zapowiada się straszny ziąb! — miauknął radośnie, nucąc pod nosem. — Będę przynosił ci zwierzynę. I oczywiście pomogę przy kuleczkach. Wiesz już, ile ich będzie? Jak się o tym dowiedziałaś? — rozgadał się nagle.
Nie pamiętała, kiedy ostatnio aż tyle słów wydobyło się z jej pyszczka.

Jakiś czas później

— Psotko? — rozległ się znajomy głos Puszystej Łapy.
— Och skarbie, czekałam na ciebie z niecierpliwością. Siadaj i opowiadaj, jak tam treningi ci idą. Czy nikt w klanie ci nie dokucza? Mam komuś podrzucić żabę albo robaka do posłania? — zapytała z figlarnym błyskiem w niebieskich oczach.
Puszek spojrzał na kotkę z czułością.
— Treningi idą raczej dobrze. Chociaż ostatnio raczej więcej uczę się ziół. Najwyraźniej protektorzy muszą mieć też trochę takiej wiedzy… Ale to całkiem ciekawe I nie musisz się niczym martwić. Podrzucanie robaków innym do posłania nie będzie potrzebne — zachichotał. — Jak kocięta? Kopią? Dobrze się czujesz? — zapytał, siadając obok.
Przez Porę Nagich Drzew brakowało trochę zwierzyny. Po wizycie u dwunożnych udało mi się zgubić trochę masy, choć to głównie wina tego, że oddawał Pstoce swoje posiłki. Chciał, aby kotka wyszła z tego cało, a kocięta wyrosły na zdrowe i silne.
— Raczej dobrze, trochę kopią, ale to nic. Czuję się świetnie — zamruczała ciepło.
Nerina otarł czule swój pysk o ten kotki.
— Bardzo mnie to cieszy. Już nie mogę się doczekać, aż zobaczę ich słodkie pyszczki. Mam nadzieję, że będą podobne do ich mamusi — zaświergotała wesoło.

Przed porodem Psotki

Wracał akurat do obozu, gdy zauważył medyczkę wchodzącą akurat do żłobka. Niosła w pyszczku różne zioła i…patyk. Wiedziała, do czego służył. Podskoczyła lekko, spotykając się z pytającym spojrzeniem towarzyszących jej przy patrolu innym kotom. Podeszło do wejścia od żłobka i nastroszyło uszy, aby lepiej słyszeć. Usiadł i nerwowo strzepnęła uchem. Wolał nie przeszkadzać medykom, choć bardzo chciał już zobaczyć swoją partnerkę. Miał nadzieję, że bezpiecznie przez wszystko przejdzie. Minęło trochę czasu, lecz Nerina nie tracił swojej cierpliwości. Gdy zobaczył zadowolony pysk medyczki, zamruczał cicho.
— Możesz wejść — miauknęła cicho, a niebieski kiwnął głową.
Na głowie miał jeszcze odrobinę śniegu. Podczas polowania na mysz, niechcący wpadł na drzewo. Skończyło się to kupą śniegu na futrze, jednak na nic nie narzekał. Wszedł do żłobka z lekko mokrym futrem, zapewne wyglądając odrobinę jak przygłup.
— Cały jesteś mokry. Woda cię zaatakowała czy jak? — miauknęła cicho czarna kotka, wylizując jedno z kociąt.
Oba kocięta były już przy matce i nie zapowiadało się na to, aby przyszło ich więcej na świat. Nerinie zaświeciły się aż oczka.
— O na mój Klan Gwiazdy… — miauknął zafascynowany, podchodząc do kuleczek. — Jakie one słodkie! — miauknął, chcąc pogłaskać jedno z nich.
W ostatnim momencie jednak Psotka pacnęła go w łapę.
— Najpierw musisz wyschnąć kochanie. Nie chcę, żeby któraś z nich się przeziębiła — mruknęła, uśmiechając się ciepło. — Jak je nazwiemy? Myślałam o tym, żeby tą niebieską nazwać Dymówka. Wiesz, od jaskółki — dodała dosyć wesoło.
Nerina cieszył się, że poród nie był bardzo ciężki. Widział, że niebieskooka była zmęczona, jednak dała sobie radę. Niebieski był z niej niezwykle dumny.
— Wygląda trochę jak ja, nie sądzisz? — wypaliło nagle, a Psotka kiwnęła głową. — Może czarną koteczkę nazwiemy Ciska? Myślę, że będzie jej pasować — zasugerował.
Liznął partnerkę w polik.
— Jesteś wspaniała. I nasze kocięta również. Kocham cię moja Psotunio — mruknęła Gałęzatka, unosząc lekko kąciki ust.
Był szczęśliwy, a to nawet mało powiedziane.


<Psoteczko?>

[789 słów]

[16%]

24 czerwca 2026

Od Neriny (Puszystej Łapy) CD. Psotnego Nietoperza

Czas w siedlisku dwunożnych leciał, a Nerina zaczął powoli zapominać, kim był. Nabrała więcej masy niż dotychczas, jednak nadal nie była jak te wielgaśne, pulchne koty przekarmiane przez swoich właścicieli. Mimo to pani Szafirek była jedną z lepszych dwunożnych, na jakich mogło trafić. Miał pewne pretensje co do kociaka, z którym mieszkał, jednak ostatecznie i z nim udawało mu się dogadywać. Pewnego razu, gdy Frezja wrócił do domu po ucieczce cały wyziębiony, Nerina postanowił pomóc wymyć mu futerko. Szafirek robiła z tego najwyraźniej wielkie święto, gdy wyciągnęła nawet śmieszne świecące pudełko, które z reguły zajmowało jej dużo czasu. Czasu, który mogłaby poświęcić własnym, znudzonym kotom.
— Nerino? — mruknął kremowy kocur. — Czy pamiętasz jeszcze o klanach? Nie mówiłeś, że kiedyś…tam wrócisz? — zapytał, jakby trochę niepewnie.
— Tam… Klany… — mruknął, wylizując swoją łapkę.
Ułożyła się wygodniej w fotelu, pokazując wrażliwy brzuszek. Następnie, co prawda do góry nogami, spojrzała na miskę z karmą, swojego towarzysza i spokojną przestrzeń.
— Wiesz, nie wydaje mi się. Raczej odpadam — burknęło w końcu, mrucząc cicho pod nosem.
— Nie tęsknisz za swoimi? Nie miałeś tam nikogo Ner… Dryfująca Gałęzatko? Z pewnością ktoś nadal na ciebie czeka. Nie żal ci go? — kontynuował swoją wywód zielonooki.
— Za kim mam tęsknić? — warknęło nagle zirytowane. — Nikt się mną nie interesował. Zresztą czemu nagle zaczęło to interesować cię? — odparło, kładąc się z powrotem na brzuchu.
Głowa niebieskiego powoli opadła na łapy. Zapiszała cicho, wkładając pysk między przednie kończyny.
— Widlik. Morszczyn… — miauknął cicho. — Jestem pewien, że moi bracia za mną tęsknią. Jednak obiecałem sobie, że już nigdy więcej nie wrócę do klanów. Miałam zostać samotnikiem, ale może to porwanie wyszło mi na dobre? — zasugerowała, spoglądając na Frezję.
Nastała krótka cisza, wypełniona jedynie dźwiękami tworzonymi przez sprzątającą dwunożną.
— Był ktoś jeszcze. Ktoś, kogo nie mogłabym opisać słowami. Kotka z innego klanu, o dobrym sercu i pięknym czarnym futrze przyozdobionym w niebieskie kwiaty. Jeśli tęsknię… to za nią, za swoją przyjaciółką. Psotnym Nietoperzem z Klanu Klifu — odparła. — Są tu jakieś złote pola? Lub chociaż rzeka — zapytał, zwracając się do Frezji.
— Złote pola? Tak mi się wydaje. Nieopodal za rzeką. Tak przynajmniej słyszałem. Jak uda ci się wyjść na skraju miasta to zapewne będziesz mógł już ujrzeć rzekę w oddali. Ty chyba nie wybierasz się tam na s… — odparł, ale widząc zdeterminowany wzrok drugiego kota, przerwał swoją wypowiedź.
— Zawijam się stąd. Teraz — miauknęła cicho niebieska.
Nerina wstało gwałtownie i zeskoczyło z fotela. Podbiegło do pani Szafirek, krótko tuląc na pożegnanie jej nogę, a następnie, zanim kobieta zdążyła się zorientować, o co mogło jeno chodzić, czmychnęło przez uchylone drzwi. Otwarte drzwi, które miały siedlisku dwunożnym przynieść ochłodę, okazały się najlepszą opcją ucieczki Neriny.

***

Niebieski kocur zdołał w końcu trafić w znajome miejsce. Przed nim rozciągały się ogromne ilości o też porze roku złocących się kłosów. Pamiętała opowieści Psotnego Nietoperza. Zdarzało się, że opowiadała o tym miejscu podczas ich rozmów. Nerina poczuła ciepło na serduchu, jednak obawiało się iść dalej. Zamiast tego schowało się, dopóki nie zobaczyło poruszających się przed nim kłosów.
— A mówiłam ci Morświn, że poznałam kiedyś bardzo miłego kota? Szkoda, że kontakt nam się urwał tak nagle — mruknęła smutno jedna z kotek.
— Nie martw się, na pewno się spotkacie — odparła pocieszająco druga.
Nerina uniósł lekko swoje uszy, słysząc głosy dwóch kotek. Jeden brzmiał nawet bardzo znajomo. Niebieska od razu skojarzyła, do kogo mógł należeć ten głos. Miało tylko nadzieję, że się nie pomyliło. Dwa głosy jednak sprawiły, że przez moment się zawahał. Nie był pewny czy chce rozmawiać z przyjaciółką w obecności innego kota. Brzmiała jednak na pozytywnie nastawioną, więc powoli, lecz na tyle, aby być zauważonym, zaczął zbliżać się do kotek.
— O wilku moowaa — zachichotała cicho, pokazując się klifiaczkom. — Trochę przybrałem na wadze, ale ciężko było uciec zbyt przyjaznej pani Szafirek — uśmiechnęła się, choć po jej postawie było widać lekki dyskomfort przez nowe towarzystwo.
Psotka przeniosła wzrok na przybysza, a jej błękitne oczy zalśniły. Zanim zdążyła pomyśleć, wyskoczyła i wpadła na kocura.
— Gdzieś ty był? Nawet nie wiesz, jak tęskniłam! — miauknęła i lekko pacnęła go łapą w głowę. Tajemnicza kotka, znajoma Nietoperza podeszła bliżej.
— Czy to o niego chodziło Psotko? — spytała ją siostra. Czarna wojowniczka kiwnęła lekko łebkiem.
— Tak. Dryfująca Gałęzatko to moja siostra Morświnowa Płetwa. Morświnowa Płetwo to jest Dryfująca Gałęzatka — odparła, nie znając jego nowego imienia.
Widząc kotkę, niebieski uśmiechnął się ciepło. Gdy pacnęła go w głowę, zmrużył oczy rozbawiony.
— Nie złość się, złość piękności szkodzi — miauknął. — Hmm... Wiesz, tak się składa, że mnie porwali — odparł, nieco ironicznym głosem. — Serio. Byłam pieszczochem — parsknęła.
Spojrzało na towarzystwo.
"Siostra, hm?" pomyślał i uśmiechnął się w stronę kotki.
— Miło mi poznać! — odparł, przez moment zastanawiając się nad tym, co powinien powiedzieć. — Właściwe to teraz nazywam się Nerina. Zachowałem imię, które dała mi była właścicielka — dodał w końcu, liżąc się nerwowo po piersi.
— Czy... Znaczy. Co u ciebie? Jak klany? Iii... Chyba musimy porozmawiać droga Psotko — wyszeptało nerwowo. — Za dużo mówię?
Wojowniczka zastrzygła uszkiem. Obwąchała kocura i upewniła się, że nic mu nie było.
— Nie skrzywdzono cię prawda? — wyszeptała z troską. Uśmiechnęła się łagodnie.
— Nerina? Bardzo ładne imię. Podoba mi się — wymruczała Psotka. Słysząc, że musieli pogadać, Nietoperek kiwnęła lekko łebkiem.
— Tak, masz rację — wymruczała.
— A co do klanów to trochę się pozmieniało, ale jak na razie nie doszło do gorszych sytuacji — dodała.
— Przeszkadzam wam? Mogę pójść i zapolować, a wy sobie pogadacie. Co wy na to? — zasugerowała Morświn.
Pokręciło głową na nie.
— W żadnym przypadku. Miałem nawet miłe towarzystwo. Właściwie to prawie zapomniałem o istnieniu klanów. Jestem tu dzięki tobie. A raczej o tym, że pamiętałam o tobie — uśmiechnął się leciutko.
— Cieszy mnie to. Trochę się bałem, że podczas mojej nieobecności może dojść do jakiej walki między klanami — skomentował.
Słysząc słowa Morświn, zastrzygł lekko uchem i jakby zesztywniał. Nie do końca wiedział, jak powinien odpowiedzieć. Co, jeśli kotka poczuje się obrażona? Spojrzał na niebieskooką proszącym o pomoc wzrokiem.
Psotny Nietoperz przeniosła wzrok na siostrę. Podeszła do niej i otarła się o nią.
— Dobrze, ale nie odchodź daleko — wymruczała. Morświn skinęła łebkiem.
— Dobrze, bawcie się dobrze — wymruczała, puszczając oczko i odeszła nieco.
— Kocham ją — wymruczała Psotka. Zaraz jednak skupiła się na kocurze.
— Cieszę się, że jesteś i bardzo miło mi słyszeć, że dzięki mnie nie zapomniałeś o klanach. Ja o tobie również nie. Przychodziłam na plażę, mając nadzieję, że będziesz. Na zgromadzeniu cię szukałam, ale tam też ciebie nie było — odparła i cicho westchnęła. Zaraz jednak się uśmiechnęła.
Czując dotyk kotki, zamruczała cicho, a podczas tej chwili nieco bardziej wtuliła się w jej futerko. Odetchnął z ulgą, gdy Morświn od nich odeszła, chociaż coś mu mówiło, że nadal może ich słyszeć. Poczuł się jednak wyraźnie bardziej komfortowo.
— Wybacz. Planowałem zostać samotnikiem i kręcić się gdzieś w pobliżu twojego klanu. W rzeczywistości uciekłem, chociaż oficjalna wersja jest taka, że zostałem porwany podczas spaceru. Naprawdę nie chciałom cię opuszczać — wyszeptała, wycierając łapką nieco zaszklone żółte oczka.
— M-Myślisz, że mógłbym tu zostać? — wypalił nagle.
Pozwoliła kocurowi się wtulić. Sama była zaskoczona tym, jak miłe to było uczucie.
— Och, rozumiem. Cieszę się, że nic ci się nie stało — wymruczała. Na jego slowa, zamyśliła się na moment. Raczej z przywódcą nie miała złego kontaktu.
— Mogę pogadać z Lśniącą Gwiazdą. Możemy pójść do obozu od razu, jak moja siostra zapoluje. Wstawię się za tobą przed nim — wymruczała.
Niebieskiej zaświeciły się oczy.
— Jasne. Dziękuję — miauknął i liznął kotkę w polik, odrobinkę się przy tym rumieniąc.
Przyjaciele w końcu też okazują sobie takie gesty, prawda?
Psotka zarumieniła się, ale odwzajemniła liźnięcie. Podniosła się i zawołała siostrę. Cała trójka skierowała się w stronę obozu.

***

Nietoperz zaprowadziła kocura prosto do przywódcy. Nerina przełknął ślinę zdenerwowany i uśmiechnął się słabo, widząc rude futro i dumną postawę drugiego kota.
— Witaj Lśniąca Gwiazdo — miauknął powoli i ukłonił się lekko. — Jestem Nerina. Dawniej Dryfująca Gałęzatka były wojownik Klanu Nocy. Czy znalazłoby się dla mnie miejsce w Klanie Klifu? Obiecuję być lojalna nowej przynależności i wykonywać swoje obowiązki — dodał, unosząc łebek.
Próbowało ukryć w sobie cały strach związany z rozmową.
— Witaj Nerino — odparł rudzielec, przyglądając się uważnie samotnikowi. — Może najpierw opowiedz mi swoją historię? — zapytał kocur.
Nerina bardzo szybko uznała, że musiało chodzić i sprawdzenie, czy był niebezpieczny. Otworzył nieco szerzej oczy.
— A-Ah wybacz! W Klanie Nocy byłom bardzo samotne. Wieczorem wyszedłem poza tereny Klanu Nocy, a gdy zacząłem wahać się nad swoją decyzją, porwali mnie dwunożni. Już nic nie trzyma mnie przy nocniakach, bycia pieszczochem także się wyrzekłem. Przyszedłam tutaj…ponieważ tu jest bliska mojego serca — dodała nieco ciszej.
Lśniący wyglądał, jakby nad czymś rozważał.
— W takim razie zostaniesz uczniem. Wykaż się, a może już wkrótce staniesz się pełnoprawnym wojownikiem Klanu Klifu — mruknął, kiwając głową z delikatnym uśmiechem na pyszczku.
Cętkowany przeszedł obok samotnika i skierował się w stronę mównicy. Nerina prędko zrozumiał, o co chodziło, więc zafundował sobie szybkie odświeżenie futra.
— Nerino nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia — przerwał i spojrzał na pulchnego kocura. — …protektora będziesz się nazywać Puszysta Łapa. Twoim mentorem będzie Serdeczna Naparstnica. Mam nadzieję, że Serdeczna Naparstnica przekaże ci całą swoją wiedzę — spojrzał na niebieskiego z łagodnie uniesionymi kącikami ust.
Spuścił wzrok z niebieskiego i spojrzał na protektora.
— Serdeczna Naparstnico, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Rozkwitającego Astra doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją błyskotliwość i wyrozumiałość. Będziesz mentorem Puszystej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę — cętkowany zakończył swoją przemowę, a gdy ceremonia dobiegła końca, kiwnął głową obu kotom na znak niemego pożegnania i odszedł do swojego legowiska.
Nerina, gdy tylko zniknął łebek przywódcy, zaczął rozglądać się za Psotką.
— Udało się! — miauknęło radośnie.

<Psoteczko?>

[1564 słowa]

[31%]

13 maja 2026

Od Dryfującej Gałęzatki (Neriny) CD. Złocistego Widlika

Wieczór

Dryfująca Gałęzatka musiał w końcu przyznać, że jego życie w Klanie Nocy nie było zbyt bogate w przeżycia. Ani w przyjaciół. Miała paru znajomych, ale nie dogadywała się z nimi zbyt dobrze. Jedynym kto był mu rzeczywiście bliski w tym klanie, był jego brat Widlik. No i może minimalnie brat Morszczyn. Nic go tu nie trzymało, a nawet gorzej. W rzeczywistości nienawidziła całej tej hierarchii w klanie, szczególnie istnienia głupiego rodu królewskiego i nienawiści w stronę kotów czekoladowych. Do tego sposób, w jaki niektórzy wydawali się go traktować. I do tego samo w ogóle ich istnienie. Gałęzatka zdecydowanie wolałby spędzić resztę życia sam niż przy tych rybojadach. Z tą właśnie myślą dojadł zwierzynę i skierował się w stronę żłobka.
— Widliku. Musimy porozmawiać — miauknęła, podchodząc do kocura. — Tylko raczej...sami — dodało z lekko skwaszoną miną.
Kremowy kocur przeniósł wzrok na Dryfującą Gałęzatkę.
— Spokojnie, to tylko kociak — mruknął spokojnie, spoglądając na Rzekotkę. Jej matki akurat nie było w pobliżu.
— Kociak... Córka Kropiatki, prawda? — mruknął tylko, ale za chwilę pokręciło głową. — Nie nadaję się tu. Wiesz, do Klanu Nocy. Jaa myślę, że... wkrótce stąd zniknę. Wolałam, żebyś wiedział. Jeśli będą o mnie pytać, możesz powiedzieć, co wiesz. Odchodzę prawdopodobnie dziś w nocy — mruknęło, usiłując robić wszystko, aby z jego oczu nie wydostały się łezki. — Będę tęsknić.
— Tak, córka Kropiatkowej Skórki — mruknął w odpowiedzi. Przeniósł wzrok na kociaka. Milczał, gdy jego rodzeństwo mówiło.
— Co? Odchodzisz? — spytał, przenosząc na niego wzrok. Położył po sobie uszka. Łapką przetarł zielone oczy, pozbywając się łez.
— A masz gdzie się podziać? Znasz kogoś, kto w razie czego będzie mógł ci pomóc? — spytał cicho. Zdecydowanie był smutny i zrozpaczony z myśli o utracie kolejnego mu bliskiego kota. Gałęzatka kiwnął głową w odpowiedzi, a widząc szklane oczy Widlika, sam zaczął ryczeć.
— Dam sobie radę. Naprawdę — miauknęła po chwili. — Nie chcę tu być. I-I-I nie wrócę — szepnął. — Będę na terenach niczyich, niedaleko Klanu Klifu. A przynajmniej przez pewien czas. Będzie dobrze — mruknęła cicho przez łzy.
Złocisty Widlik wbił pazury w posłanie.
— Czyli...nigdy się już nie zobaczymy? — spytał cicho. Odkąd został piastunem, wyszedł poza obóz tylko raz. W pamiętną noc, kiedy to zmarła Kotewkowy Powiew.
— Niewykluczone — odparło. — Ale możliwe też, że odwiedzę was kiedyś po cichu na jakimś zgromadzeniu. Z-Znajdę cię wtedy, obiecuję — dodał.
Widlik drgnął. Skulił się na posłaniu.
— Wątpię, by była okazja. Odkąd jestem piastunem, poza obozem byłem tylko raz — przyznał cicho i załkał.
Gałęzatka wyraźnie posmutniał, ale nabrał powietrza w pierś i przybrał zdeterminowany wyraz twarzy.
— W każdym razie... Będę o tobie pamiętać. Trzymaj się. I dbaj o kocięta Klanu Nocy, jesteś w tym świetny — kiwnął głową. — P-Przepraszam — mruknął jeszcze, przytulając lekko brata, aby następnie odsunąć się kawałek dalej.
— Ja o tobie też — wyszeptał cicho zielonooki piastun. Po raz kolejny tracił ważnego dla niego kota. Pokręcił lekko łebkiem. Wymusił na sobie uśmiech. Gałęzatka mogłaby stwierdzić, że rozumiał sytuację brata, ale to nie byłoby prawdą. Wszyscy zdawali się szeptać coś za jeno ogonem.
— Uważaj na siebie. Zawsze będziesz w moim sercu — wyszeptał.
Gałęzatka kiwnęła głową.
— Ty na siebie też. Jesteś wspaniałym bratem — miauknął jeszcze i wyszedł ze żłobka.

Aktualnie

Klan Nocy nareszcie spowiła tak upragniona przez Gałęzatkę cisza. Wciągnęła powietrze w płuca i powoli je wypuściła, ostatni raz rozważając swoją decyzję odejścia z terenów klanu. Takie życie nigdy nie było dla niej. Jeśli to jeno rodzice mu to zrobili, to zdecydowanie miało im to za złe. Nie myśląc zbyt wiele, podniosła się z legowiska i jak najcichszym krokiem opuściła legowisko wojowników. Gdy tylko jego łapy przekroczyły progi obozu, wiatr, który dmuchnął mu w pysk, był co najmniej orzeźwiający. W tamtej chwili czuł, że była to jedna z jej lepszych decyzji życiowych. Przepłynął fragment zbiornika wodnego i trafił do lasu obok Zrujnowanego Mostu, przez który później przeszedł. Oddalony już wystarczająco od obozu zaczęło biec, co oczywiście powodowało u niego duże zmęczenie i brak tchu, ale wiedział przynajmniej, że teraz był wolny. W ten właśnie sposób opuścił ostatecznie tereny byłego klanu. Przeszła przez las, a następnie trafiła na Drogę Grzmotu. Usiadło przy niej, żeby odpocząć, czując, jak lekko burczy jeno w brzuchu. Po chwili zobaczyła Potwora jadącego wprost na nią. Zjeżyło futro i odskoczyła przerażona.
— Wybacz. Nie chciałam cię wystraszyć — miauknęła dwunożna, a Gałęzatka gwałtownie cofnął się, jeżąc futro.
— Zostaw mnie! Po co mówisz, jak i tak nic nie rozumiem! — zawył, sycząc zaciekle.
Gdy tylko kobieta wyszła do tej przerażającej puszki, chciało wziąć łapy za pas i więcej się tu nie pokazywać, jednak zapach, który poczuł był wyjątkowo przyjemny.
“Jedzonko!” pomyślał, widząc, jak dwunożna stawia to między nimi, następnie się oddalając.
— Tak po prostu mi to dajesz? — zapytała dla pewności, przechylając głowę.
Ostrożnie zrobiło kilka kroczków do przodu i zaczęło pałaszować jedzenie. Szkoda, że nie smakowało jak zwierzyna. Następnie poczuła rękę na swoim grzbiecie. Pierwszą reakcją było ponowne zjeżenie futra, jednak po chwili uznała…że to nie było aż takie złe. Ostatecznie kobieta wciągnęła go do paszczy Potwora, ale Gałęzatka nie miał już ochoty walczyć.

***

Nie zorientowało się, kiedy zasnęło, lecz obudziło jeno głosy. Głosy zwierząt. Leżał w małym ciasnym pudełku. Nagle zaczęła panikować, w końcu nigdy nie lubiła zamkniętych przestrzeni. Wręcz się ich bała. Zaczęła miauczeć, a widząc przed sobą zza kratek twarz dwunożnej, chciał wyciągnąć łapę, aby dać jej w twarz. Niestety to się nie udało. Kobieta mówiła spokojnym głosem. Zbyt spokojnym. Gałęzatka zwinął się w ciasną kulkę, jak najbliżej kąta i zaczął cicho chlipać. Poczuł, jak coś to podnosi, a następnie wylądował w tym surowym, dziwnym pomieszczeniu.
“Czy to właśnie są legowiska dwunożnych?” pomyślała.
Znowu przekonana smaczkiem pozwoliła na to, aby dziwny, obcy dwunożny zrobił jej wszystkie potrzebne badania. Oprócz tego podał jej również coś dzięki czemu ustał ból głowy niebieskiego.

***

Wylądował na podłodze. Przestronny pokój. Dwunożna otworzyła drzwiczki od transportera i odsunęła się na bezpieczną odległość, aby pozwolić wyjść kocurowi. Przeszkodził jej w tym jednak tupot czterech łapek. Sądząc po odgłosach, musiał być to mały kot. Może kociak? Dryfująca Gałęzatka mogła zaraz ujrzeć jego pyszczek wyglądający zza jednej ze ścian strasznego pudła. Kociak był puchaty, zielone oczy i kremowo-białe futerko. Z zainteresowaniem przyglądał się nowemu towarzyszowi.
— Kim jesteś? — miauknął, podchodząc nieco bliżej.
Gałęzatka, widząc tego malucha, odrobinę się rozluźnił.
— Dryfująca Gałęzatka. Dawny wojownik Klanu Nocy — odparła, ostrożnie wychodząc z malutkiego pomieszczenia.
Rozejrzało się dookoła, ostatecznie wracając wzrokiem na kremowego.
— Czyli dzikus! — miauknął, śmiejąc się cicho.
— Zgadza się. Jak masz na imię pieszczoszku? — zapytała, liżąc się po łapce.
— Frezja. Trochę jak dla kotki, ale jest git. Ty jesteś Nerina. Trafiłeś nawet gorzej, ale sądząc po twojej minie, podoba ci się. Jesteś inny? Pani nazywa się Ewa, ale możesz mówić jej Szafirek. Wyrabiasz? — mruknął, wskazując kolejno na siebie, niebieskiego i dwunożną.
— Ledwo, ale za dużo gadasz. Ucisz się. Frezja. Nerina. Ewa, czy raczej Szafirek. Dobra — miauknął, kodując wszystko w głowie. — Długo tu nie zabawię, więc nie przyzwyczajaj się do mnie. Muszę…kogoś odwiedzać — miauknął.
“Nawet jeśli życie pieszczocha jest znacznie łatwiejsze” pomyślała nieco zdenerwowana.

Koniec/wstrzymanie sesji

Wyleczeni: Dryfująca Gałęzatka (Nerina)

26 marca 2026

Od Dryfującej Gałęzatki CD. Psotnego Nietoperza

Przez głowę Gałęzatki przechodziło wiele różnorakich myśli. Czy powinien rozmawiać z nieznajomą? Czy powinien być tak blisko granicy z Klanem Klifu? Czy gdyby ktoś teraz ich podsłuchał, mógłby uznać, że coś knują? Słysząc słowa kotki, Dryfek strzepnęło uchem, jakby lekko się wzdrygając.
— A-Ach! Mnie ciebie też bardzo miło poznać — uśmiechnął się, przebierając łapką w ziemi.
Nabrało nieco powietrza w płuca, a następnie bardzo powoli je wypuściło. Uśmiechnęło się tym razem już szczerze i spokojnie. Spojrzało w niebieskie oczy kotki, ale niestety udawało się mu to tylko przez jakieś pięć odbić serca. Od zawsze miała jakiś problem z kontaktem wzrokowym, a wraz z postarzającymi ją księżycami wcale nie było lepiej. Słysząc imię kotki, końcówka jego ogon lekko się wygięła.
— U-Um… Bardzo ładne imię. J-Ja… — zaczął, ale po chwili zbeształ się w myślach. — Myślę, że masz bardzo ładne oczy — miauknął, jednak na tyle szybko, że nie był pewien czy kotka cokolwiek zrozumiała. Gdy spytała, o co chodziło, pokręciło tylko kilkukrotnie nerwowo głową.
— Tak szukałem. Mam kolekcję. Chociaż najbardziej i tak zawsze wracam do tej, która zebrałom jeszcze jako kociak — uśmiechnęła się.
Uwielbiał mówić o swoich pasjach. Dużo bardzo wolał rozmowy o tym, co lubi. Mówienie o błahostkach i pogodzie z reguły bardzo go denerwowało. Nie wspominając już o przedstawianiu się, czego szczególnie nienawidził. Teraz gdy kotka wyglądała już na wystarczająco przyjazną, aby z nią rozmawiać, jej izolacyjny bąbel powoli się otwierał. Uśmiechał się już nieco wyraźniej niż przy początku rozmowy. Cieszył się więc, że to kotka mówiła. Podszedł nieco bliżej granicy, jednak na tyle, by nadal nie przekroczyć łapą Klanu Klifu. Teraz byli już dosyć blisko. Do niebieskiego nagle na nowo powróciły jego niepewności, ale mimo to się nie odsunął. Słuchało w ciszy kotki z łagodnym uśmiechem na pyszczku. Dotarła nawet za chwilę do wniosku, że bardzo chciałaby spotkać kotkę ponownie. Przetarło pyszczek łapką, wzdychając. Już teraz czuła, że z tej relacji może nie wyniknąć nic dobrego, mimo to cieszyła go ta rozmowa.
— Twoje imię teraz wiele tłumaczy — uśmiechnął się lekko. — Zbierasz? Ale super. Ja też! — zawołał podekscytowany.
Jak zwykle, gdy rozmowa przechodziła do czegoś, co uwielbiał, przebierał zafascynowany łapkami, a jego oczy lśniły jeszcze bardziej niż zwykle. — Ozdoby w futrze naprawdę ci pasują. Naprawdę piękne kwiaty — mruknął nagle, a po chwili zmarszczył brwi jakby nerwowo. — Wybacz. Za dużo mówię — zaśmiał się cicho i posłał kotce krótkie, ale dosyć radosne spojrzenie. — Po co żaby? Czyżby też po to, aby psocić? — zmrużyła oczy, dociekając.
Polizało się po piersi, mając nadzieję, że kotka będzie mówić dalej, ale zamiast tego ucichła. Dryfująca Gałęzatka szybko domyślił się, że teraz to on powinien coś o sobie powiedzieć. Nagle znowu jego nerwy wróciły. Łapy zaczęły się lekko trząść, a język plątał, gdy chciał cokolwiek powiedzieć. Po raz kolejny zadziałała technika wydechu.
— No więc… Głównie lubię spać. I jeść. Im jedzenie jest dziwniejsze, tym lepiej — mruknął powoli. — Ale to chyba po mnie widać — zaśmiał się, sugerując swoją śmieszna pulchność. — Lubię zbierać kwiaty, muszelki, obserwować zwierzęta. Kiedyś nawet próbowałem hodować ślimaki, ale niestety wszystkie uciekły — miauczał cicho, starając się nie zwracać uwagi na minę kotki.
Miała tylko nadzieję, że kotki nie obrzydzają małe stworzenia.
— Uwielbiam też pływać i…obserwować wodę. Tak jak teraz — dodał, mrucząc cicho. — I właściwie to nie mam jakoś szczególnie dużo znajomych — szepnęła.

<Psotny Nietoperzu?>

22 marca 2026

Od Dryfującej Gałęzatki do Psotnego Nietoperza

Niebieski kocur przeciągnął się lekko, wbijając swoje pazury w ziemię. Mlaskała przez chwilę, czując jeszcze w ustach smak przed chwilą zjedzonej ryby. Nie wiedząc, co powinno ze sobą zrobić, wstało z ziemi i pokierowało się w stronę Kolorowej Łąki. Przepłynął przez fragment rzeki dookoła obozu, a następnie usiadł bliżej brzegu wody, stamtąd obserwując Bursztynowa Wyspę widzianą w oddali. Słysząc szmer nieopodal, nadstawiła lekko uszu zaciekawiona. Czasem widywała tutaj Klifiaków albo Burzaków i tak było również tym razem. Zaraz przy brzegu stała czarno biała kotka. Dryfująca Gałęzatka szybko uznał, że Klifiaczka wyglądała na całkiem przyjazną. Zaczął wbijać pazurki w ziemię ze stresu. Bardzo nie lubiło się odzywać, a już szczególnie w stronę obcych, jednak w tej chwili poczuło, że powinno. Taka cisza i szum wody była nienaturalna. Tam samo jak otaczający tę dwójkę spokój. Gałęzatka opuściła lekko uszy zakłopotana. Właśnie w ten sposób kończyły się zawsze jego próby poznania z kimkolwiek. Ostatecznie język zagrzązł jej w gardle i nie pozwalał nawet na przywitanie się. Zamiast tego pokiwał, więc tylko energicznie głową, a następnie zdenerwowany odwrócił głowę. Po chwili, gdy już odważyła się spojrzeć na kotkę, zauważyła…niebieski. Niebieskie oczy, niebieskie ozdoby w futrze. Dryfek szybko uznało, że pytanie o ulubiony kolor byłoby w tej chwili bardzo głupie. Przełknęło ślinę i już chciało się odezwać, jednak to kotka zaczęła rozmowę.
— Witaj. Pachniesz rybą — miauknęła kotka, a z jej ust jak wydawało się Gałęzatce, wydobył się cichy chichot.
Dryfująca Gałęzatka zmarszczył nos, ale także cicho się zaśmiał. Nawet jeśli jemu nie wydawało się to szczególnie zabawne, to w końcu tak wypadało. Chyba.
— Emmhh… Hej? — miauknęło nerwowo, przez co głos niebieskiego brzmiał strasznie nieprzyjemnie. — To chyba naturalny zapach — podniosła kąciki ust, siląc się na uśmiech.
Potrząsnęło pyszczkiem i zamknęło oczy, wdychając świeże powietrze.
— Jak się nazywasz? Wyglądasz mi na…wojownika. Może w moim wieku? — mruknęła kotka, chyba też odrobinę dla siebie, tak jakby zaczęła zapisywać kolejna informacje o kolejnym znanym jej kocię.
Złotooki z nerwów napuszył lekko swój niebieski ogon i mruknął cicho.
— Jestem Dryfująca Gałęzatka. Wojownik, ale to idzie się domyślić — odparł, już w miarę charakterystycznym dla niego tonem.
Gdyby był w innym towarzystwie, charakterystycznym byłoby dla niego rzucenie jakimś nieśmiesznym żartem, czy głupim podrywem, jednak w tamtej chwili mógł jedynie modlić się o to, żeby nie uciec.

<”Niebieska” nieznajoma?>

14 marca 2026

Od Dryfującej Łapy (Dryfującej Gałęzatki)

Niebieski kocur stał niedaleko od wyjścia już przygotowany na kolejny dzień treningów. Po ostatnich burach od nowej mentorki, a także po wcześniejszej karze na jedzonko w końcu postanowił trochę zmądrzeć. Dlatego, zamiast wegetować jak zawsze o tej porze, postanowił raz zrobić coś pożytecznego i wstał nieco wcześniej. Widząc szylkretowe futro, uśmiechnęła się nieznacznie.
— Witaj Wężynowy Splocie! Czym zamierzasz mnie dziś katować? — zapytał ironicznie, szczerząc się głupio.
Kotka skrzywiła się nieznacznie.
— Jesteś już na to za stary Dryfująca Łapo. Weź się za siebie. Idziesz na polowanie. Sam — prychnęła kotka.
— Czyżby to już pora mojej śmierci? Czy to wkrótce będzie moja ceremonia? — uśmiechnęło się szeroko, przechylając irytująca głowę w bok.
— Ucisz się już. Od tego twojego gadania zaraz będę musiała odwiedzić legowisko medyków — miauknęła, jeżąc odrobinę futro. — Po prostu przestań się odzywać nieproszony — dodała, liżąc swoje futro na piersi.
Pręgus kiwnął tylko głową i pożegnał się z kotką, kierując się w stronę Brzozowego Zagajnika. Tak złapało mysz oraz całkiem pokaźnej wielkości wiewiórkę. Uznając to za całkiem atrakcyjne pożywienie, zabrał je ze sobą z powrotem do obozu, gdzie po chwili przywitała go Wężynowy Splot.
— Nie będę się z tobą już więcej użerać. Dziś twoje mianowanie. Mandarynkowa Gwiazda sama stwierdziła, że nie będzie już dłużej trzymać cię jako leniwego ucznia — miauknęła kotka, jak zwykle wbijając swojemu uczniowi gdzieś jakąś szpilę. — Teraz za to będziesz mógł być leniwym wojownikiem. Awans — dodała, cicho się śmiejąc.
Dryfująca Łapa spojrzała w stronę srebrnego futra wychodzącego z legowiska przywódcy.
Gdy była już na swoim miejscu, niebieski podszedł bliżej, witając się drobnym skinięciem głowy.
“Nie zabawię tu na długo, ale przynajmniej zostałam wojownikiem” pomyślał rozbawiony.
— Ja, Mandarynkowa Gwiazda, przywódca Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Dryfująca Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? — miauknęła kotka, kierując swój pysk w stronę złotookiego.
— Przysięgam — miauknęło nerwowo.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Dryfująca Łapo, od tej pory będziesz znany jako Dryfująca Gałęzatka. Klan Gwiazdy ceni twoją empatię i siłę oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy — mruknęła, dotykając pyskiem głowy kota. Niebieski dosyć szybko dotknął barku kotki, gdyż strasznie nie podobało się jeno czyjś dotyk. Wzdrygnęło się lekko, ale już po chwili było uśmiechnięte. Samo wyszło przed wyjście, gdzie przez całą noc pilnowało obozu.

[390 słów]

[Przyznano 8%]

21 lutego 2026

Od Dryfującej Łapy do Fląderki

No i stało się najgorsze. Niebieski uczeń dostał pracę w kamieniołomach. Prawie. Dryfująca Łapa nie przespała ani sekundy w poprzedniej nocy. Był co najmniej nie do zniesienia. Rozpromieniony Skowronek, mający już dość opieki nad uczniem, który już dawno powinien być wojownikiem, został jego sędzią. Wyrokiem był…cały księżyc wymian legowisk. I kleszcze starszych. Bez pomocy. Bez możliwości narzekania na zjawiska pogodowe, brzydki zapach czy smak, marudzenie starszych i takie tam. Inaczej kolejny księżyc katorżniczej pracy. No i oczywiście brak kolacji. Gałęzatka samo nie wiedziało, co było gorsze. Czuł się jak grzesznik odkupujący swoje grzechy. Czy coś w tym rodzaju. Tego dnia oprócz wyciągania kleszczy starszym miał wymienić też zużyte legowiska w żłobku. To chyba właśnie ich nie lubiła najbardziej. Najgorzej jak jakiś kociak ślinił się przez sen, a czasem nawet gorzej… Idąc tam, było przygotowane na wszystko. Nawet na ścięcie. W końcu w każdej chwili jego ogon mógł zostać zaatakowanym przez bandę rozweselonych, pełnych energii kulek. Jeszcze nie tak dawno żłobek opuściło troje kociąt. Mogło się wydawać, że żłobek opustoszał. Jednak nie w Klanie Nocy. W końcu mieli też czwórkę innych kociąt. I Złocistego Widlika! Dryfująca Łapa kochała brata z całego swojego serduszka, choć nie zawsze wiedziała jak mu to okazać. Bywał jednak często w żłobku, więc może to wystarczało. Zdarzało się nawet, że te rozweselony kulki jej brata zaczepiały też Gałęzatkę. Niebieski nie zawsze był oczywiście z tego powodu zadowolonego, ale jak mógł być zły na takie maluchy? Z jednej strony uwielbiał tu bywać, a z drugiej…tyle hałasu. Podszedł do brata z lekkim uśmiechem.
— Dzień dobry Gałęzatko. Znowu tutaj? — zapytał kocur.
— Zgadza się — miauknęło ze słabym uśmiechem. — Skowronek miał mnie dość i skończyłem…tak jak skończyłem — zaśmiało się gorzko.
— Wiesz, właściwie to mu się nie dziwię… — mruknął cicho, a Gałęzatka przewróciła tylko oczami, zaczynając swoją pracę.
Gdy już prawie kończył w, rogu żłobka zauważył kogoś jeszcze.
“Uczennica?” pomyślał przez chwilę, jednak pokręciło głową. Postanowił więc podejść bliżej. Zjeżyło lekko futro, prędko rozpoznając w kotce nikogo innego, jak Fląderkę. I choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że po prostu nie lubił kotki, to w rzeczywistości nic do niej nie miał. Po prostu trochę się jej wystraszył. Bardzo normalne. A przynajmniej w taki właśnie sposób sobie to tłumaczył…
— Dzień dobry Fląderko — mruknęła cicho, mając nadzieję, że kotka nie będzie miała nic przeciwko krótkiej rozmowie. Szybko jednak zaczęła się denerwować, więc zaczęła przestępować z łapy na łapę, patrząc gdzieś w bok.
— Dzień dobry? — miauknęła cicho kotka, kierując swój wzrok w stronę złotookiego.
— Cz-Czy mogłabyś kawałek się przesunąć? — zapytał, a kotka przechyliła lekko głowę jakby pytająco. — Legowiska — wyjaśnił krótko.
Dryfująca Łapa wyrzuciło zepsute legowisko, układając nowe.
— Spokojnie nie ma w nim żadnych cierni — mruknął cicho, odsuwając się na wystarczającą odległość. — Dziwne, że każą ci tu być. Chociaż cię karmią? Kot z błota… Rany jaka bzdura. Że niby koty z ognia są bezpieczniejsze? — zaczął cicho, korzystając z tego, że Widlik akurat zajmował się kociętami. — Zajmujesz tu tylko miejsce. Nie neguję słów Mandarynkowe i Gwiazdy, ale to trochę…głupie — stwierdził jeszcze ciszej. — Tylko jej tego nie mów, proszę! Ja chcę jeszcze dostać jedzenie… — miauknął nagle błagającym tonem.

<Fląderko?>

[511 słów]

[Przyznano 10%]

12 lutego 2026

Od Dryfującej Łapy CD. Złocistego Widlika

Kiedyś

Niebieski przyglądał się bratu, przyglądając się każdej z jeszcze śpiących przy nim kulek. Dryfująca Łapa była przekonana, że wytłumaczenie kociętom tego, że ich opiekunka nie żyje, będzie co najmniej ciężkie. Położyło uszy lekko po sobie, zmartwione stanem brata.
— Ach tak, dzień dobry Widliku — zamruczał, usiłując samym tym miauknięcie mnie poprawić humor kocurowi, jednak już sam pomruk ze strony brata najwyraźniej był pomrukiem aprobaty.
Słysząc odpowiedź Złocistego, uśmiechnął się słabo.
— Wiesz, byłoby dziwne, gdybyś był szczęśliwy… — rzuciła, nie do końca przejmując się tym, jak to brzmi. Usiadła nieopodal, przyglądając się każdemu z kociąt. Dryfująca Łapa poniekąd uważał, że były naprawdę urocze. Samo chciałoby kiedyś mieć dzieci.
— Wiem, że byliście bardzo blisko Widliku. Dlatego teraz tu jestem — zaczęła powoli. — Jeśli potrzebujesz pomocy przy kociętach czy też futra, które możesz przytulić to…jestem obok. Zawsze pomogę ci, jak umiem — uśmiechnął się słabo, drapiąc się nerwowo łapą po nosku. — Wybacz, nie jestem zbyt świetny w pocieszaniu — zaśmiał się cicho z lekko szklanymi oczami.
Gałęzatka od zawsze miał z tym problem. Humor innych za bardzo wpływał też na niego. Wrażliwość i empatia nie pozwalała jej na nieprzejmowanie się każdym możliwym kotem. Nawet jeśli czasem kogoś nie lubił często i tak po cichu się zamartwiał.
Gdy usłyszało słowa kremowego, zastrzygło uszami i pośpiesznie kiwnęło głową. Podszedł nieco bliżej ściany, rozglądając się za biało czarną muszelką. Podniosło ją delikatnie pyszczkiem i położyło obok brata.
— Chodziło o tą? — zapytała, podnosząc wzrok na Widlika. — Chyba bardzo lubisz muszelki — uśmiechnęło się lekko.

<Widliku?>

[241 słów]

[Przyznano 5%]

Od Dryfującej Łapy do Słodkiej Łapy

Niebieski kocur spojrzał na swojego mentora z uniesioną brwią, w drwiącym uśmiechu.
— Znowu zaczynasz? — mruknął niezadowolony Skowronek. — Ta mysz nie będzie czekać na ciebie cały dzień. Przysięgam, że jeśli nie złapiesz, chociaż trzech piszczek to będziesz wymieniał lęgowiska przez następny księżyc — westchnął cierpiętniczo, na co dostał tylko rozbawione spojrzenie ucznia. Dryfująca Łapa z radosnym uśmiechem podeszła do mentora i wyciągnęło dumnie pierś.
— Jeszcze trochę i będę wyższy — rzuciło tylko, a następnie, aby nie zesłać na siebie gniewu siły wyższej, postanowiło, przycupnąć do ziemi. Z całych sił próbował utrzymać swój ogon w stałej pozycji, choć futro z jego okrągłego brzuszka lekko haczyła o podłoże. Gdy tylko to poczuła, szybko zachłysnęła się powietrzem, wciągając nieco przeszkadzającą część ciała. Po chwili było już gotowe do ataku, jednak usłyszało nieopodal tupot najprawdopodobniej ośmiu łap. Nadstawiło jedno z uszu i zacisnęło zęby, nieco przyspieszając polowanie na głupią mysz. Wolała, aby ta nie uciekła podczas rozmowy ze zbliżającymi się kotami. Minęło może odbicie serca, a uczeń miał już w pyszczku szarpiące się ciało zwierzęcia, które równie szybko zostało pozbawione swojej duszy. Dryfująca Łapa zaskomlał cicho, czując smak krwi na zębach. Wczoraj za niesubordynację nie mogło nawet zjeść kolacji, co teraz doprowadzało jeno do niemal szaleńczego głodu. Wiedziało jednak, że zjedzenie stworzenia mogło skutkować kolejną tak dla niego okrutną głodówką, to też powstrzymał się, po prostu przełykając ślinę. Odwróciło się, aby schować piszczkę nieopodal, gdy za sobą usłyszało głosy, które z pewnością należały do dwóch kotów. Świteziankowe Jezioro rozmawiała wraz Rozpromieniony Skowronkiem. Obok nich stała także Słodka Łapa, wpatrując się w niebo. Dryfująca Łapa, widząc słodziaśną koleżankę z legowiska miał ochotę po prostu z niej zakpić. Zamiast tego uśmiechnęło się szeroko, kiwając w jej stronę głową. Spojrzał na uczennicę, która wpatrywała się w niebo. Podniósł więc głowę, ale sam nie zauważył tam nic szczególnego. Zdecydowanie wolał to, co na lądzie i w wodzie. Ponownie zwrócił uwagę na kotkę i uśmiechnął się słabo, nie wiedząc jak zacząć rozmowę.
— Wygląda dziś naprawdę ładnie... Widać księżyc, a jest przecież dzień! — mruknęła kotka do siebie. Opuściła lekko wzrok, nie spodziewając się, że rzeczywiście kogoś zobaczy. Poderwała się z miejsca, jednak widząc, że to tylko Dryfująca Łapa odetchnęła z ulgą. — O-oh, hejk- to znaczy cze-eść... Ja yyy, przepraszam, nie wiem, czemu tak zareagowałam... E-e... Wszystko okej? W sensie nie wiem... Jak ci mija dzisiejszy dzień?... Uh... — zaczęła nerwowym głosem, co spowodowało zdezorientowanie Dryfka. — Yy... Przepraszam... Moje umiejętności społeczne... One nie są jakieś super dobre... T-to znacz- mmmm... Nie ważne… — wymamrotała w końcu półszeptem, nerwowo błądząc gdzieś wzrokiem byle żeby nie patrzeć na towarzysza rozmowy. Dryfująca Łapa zaczęła cicho chichotać, przez co spotkała się ze zdziwionym spojrzeniem Słodkiej.
— Spokojnie — uśmiechnął się lekko, patrząc na kotkę nieco pobłażliwym wzrokiem. — Nic się nie dzieje Słodka Łapo — zapewniało, choć z nerwów jeno też trzęsły się nieco łapy. — Ja… Ja też nie jestem do końca…uhhh…uspołecznione! — mruknęła, z odrobinę nerwowym śmiechem. — Ale too nic? — zapytał, jakby nie będąc pewnym. — Razem mamy wszystko, chcesz się zaprzyjaźnić? — rzucił, zanosząc się chichotem.
Nie do końca rozumiało, dlaczego nagle tak bardzo zaczęło ciągnąć go do kotki. Mogłoby nawet stwierdzić, że Słodką Łapą często trochę to drażniła swoim zachowaniem. Postanowiła jednak na moment odrzucić to odczucie na bok, chcąc poznać młodszą uczennicę.

<Słodka Łapo?>

[529 słów]

[Przyznano 11%]

Od Dryfującej Łapy CD. Konwaliowej Łapy (Konwaliowej Mielizny)

Dawniej

Dryfująca Łapa machnęła ogonem lekko poirytowany. Uniósł brwi, słysząc dziwną odpowiedź i się zaśmiał.
— Dziwne rzeczy do mnie mówisz. Możesz bardziej po kociemu? — zaśmiało się w głos, liżąc się krótko po piersi. — A nie? — mruknął po chwili, całkowicie poważnie. — Jak dla mnie masz wystarczająco przerażający pyszczek. Do tego ta kwaśna mina… Rozchmurz się trochę, bo inaczej faktycznie wszyscy pomyślą, że przynosisz pecha! — prychnął, ale po chwili jakby spoważniał. — Wyglądasz, jakbyś zjadł ropuchę. Coś nie tak powiedziałam? — zapytała, przechylając nieznacznie głowę w bok.
— Ach więc o tę plotkę chodzi… Nie wiem, skąd są te bzdury! — zawołał oburzony, lekko uderzając końcówką ogona o ziemię. — Chyba w to nie wierzysz co — prychnął nagle liliowy, przewracając oczami. — Niecodzienny jesteś — skomentował krótko po chwili, najwyraźniej usiłując w ten sposób uciąć tę żenującą rozmowę.
— Nie no ja w to nie wierzę. Po prostu bawią mnie plotki — uśmiechnął się lekko. — Rzadko kiedy mają w sobie choćby ziarenko prawdy, ale wiesz… Ci, którzy plotkują o tobie, chociaż pokazują, że masz ciekawe życie. Skoro o tobie mówią, to znaczy, że jesteś interesujący lub…po prostu dziwny. A ja lubię tych dziwnych — uśmiechnął się, a po chwili ustał, jakby ktoś mu przyłożył w pyszczek.
Już po tym zaczął iść cicho zaraz obok. Wyglądało to tak, jakby przybił sobie mentalną piątkę z czołem. Konwaliowa Łapa odsunął się nieznacznie i westchnął.
— Rozumiem. Już myślałem, że coś z tobą nie tak — mruknął, kręcąc głową z powątpiewaniem. — Strasznie gadatliwy jesteś jak na pozornie cichego kota — burknął po chwili, na co dostał głupawy uśmiech.
— Och no co ty nie powiesz — prychnął Dryfek.

<Konwalio?>

[256 słów]

[Przyznano 5%]

Od Dryfującej Łapy CD. Klekotka (Klekoczącej Łapy)

Kiedyś

Niebieski kocur otworzył leniwie oczy, spoglądając na jednego ze swoich towarzyszy. Czyjeś jasne futro raziło jeno w oczy, sprawiając, że miała ochotę ponownie je zamknąć. Mrugnął kilka razy, przekręcając się na bok, gdzie spotkała się natychmiast z tyłkiem innego kota. Podskoczyło wzburzone, wybiegając zawstydzone z legowiska. Przynajmniej nikogo nie dotknęło, znajdźmy plusy w tej sytuacji. Usiadło przy legowisku i zaczęło leniwie myć swoje futerko. Podniosło pyszczek nieco wyżej i zaciągnęło się przyjemnie nasączonym wilgocią powietrzem. Otwarte oczy od razu napotkały piękne jesienne liście, które zabarwione co prawda głównie na złoto, zapierały dech w piersiach.
“Dziś zdecydowanie będę miało lepszy humor” pomyślało z drobnym uśmiechem na pyszczku. Nawet nie obudził jej tym razem mentor! Wstał sam z siebie i tak wcześnie, że sam był w szoku. Radośnie przyglądał się porannemu życiu klanu, nie mając najmniejszej ochoty wychodzić poza obóz. Obserwowało wszystkie koty, te wyspane bardziej i te mniej. Niektóre też były kapryśne tak jak on każdego ranka budzony przez Rozpromienione go Skowronka. Kremowy kocur zdawał się uwielbiać treningi, chociaż niekoniecznie z marudnym Dryfującą Łapą. Gałęzatka sama czasem zauważała, jak bardzo była irytująca, ale nieszczególnie jej to przeszkadzało. Według kocura Skowronek nie powinien budzić jej tak wcześnie. Z tego właśnie powodu przeszła jeno przez głowę bardzo głupia myśl. Miało ochotę wejść jak gdyby nigdy nic do legowiska wojowników. Zaczęło się więc powoli skradać ku wejściu, a gdy było już na tyle blisko, aby faktycznie moc tam być… Boom! Ktoś wpadł na nią z impetem. Dryfująca Łapa zirytowany tym dotykiem odskoczył szybko, wylizując swoje futro.
— Co ty kombinujesz mysi móżdżku? — zaśmiał się kocur przed nim, w którym uczeń od razu rozpoznał swojego mentora.
— Jaaa? Nic — burknęła niezadowolona, że jej plan tak szybko przepadł.
— Co ja się z tobą mam… — zaczął, choć po chwili wyglądał tak, jakby ktoś mu przyłożył w tył głowy. — Czekaj, a czemu ty nie śpisz? — zapytał zdziwiony, przyglądając się natychmiast swojemu uczniowi. — Jesteś chory? Coś cię boli i nie możesz spać? Czy może w ogóle nie spałeś całą noc?? — uniósł brwi, na co Dryfująca Łapa się zaśmiał.
— Och tak jasne. Zapisz koniecznie ten dzień! Też jestem w szoku — uśmiechnęła się, a jej pierś zaczęła rozpalać jakaś minimalna duma.
— I jesteś w dobrym humorze? Co to za wydarzenie? — zaśmiał się kocur, kręcąc po chwili głową. — Idziemy dziś łowić ryby! — zawołał, kierując się ku wyjściu.

Wieczór

Paskudnie bolały jeno łapy. Leżał jak zbity na kwas w jabłko obok legowiska uczniów, a najchętniej nie ruszałby się stamtąd przez następne trzy księżyce. Nie mogła zliczyć, ile razy wpadła do wody, zanim faktycznie udało się jej złowić jakąś rybę. Ostatecznie złapało może trzy. Niezbyt zadowalająca liczba, biorąc pod uwagę, że na to łowienie poświęcili cały dzień. Dlatego naprawdę zdenerwował się, gdy usłyszał wołanie Szałwiowego Serca. Jego ogon drgnął w podirytowaniu, ale oczywiście nie dał tego po sobie poznać. Z krótkim westchnięciem podeszła do ucznia ze słabym uśmiechem. Po chwili trochę ten uśmieszek naprawił, tak aby zdawał się mniej wymuszony. Przymknął oczy i zacisnął zęby.
— O żabach? Od… Klekoczącej Łapy…? Brzmi zabawnie — uśmiechnęło się, przełykając nerwowo ślinę. — Na moje oko, to ty niezbyt z innymi rozmawiasz — mruknął cicho, odsuwając się nieznacznie, gdyż szybko uznał, że jest nieco za blisko.
A dla niego każda odległość ogólnie była dziwnie bliska. Niebieski dopiero po chwili zorientował się, że młodszy kocur skupiał akurat uwagę na czymś innym. Tuż przed nim przechodziła niewielka gąsieniczka.
— Jej futro jest tak miękkie, jak moje? — zapytał Klekocząca Łapa, na co Dryfek tylko zamrugał kilka razy.
— Co? — zapytała, ale po chwili jakby się otrząsnęła. — Nie wiem... Ale możemy to sprawdzić! — dorzucił po chwili, usiłując nie odstraszyć nowo poznanego kolegi.
Gdy dotknęło opuszkiem łapki małego stworzonka, te szybko zwinęło się w kulkę.
— Boi się — miauknął książę. — Jest miękki? — zapytał ponownie, patrząc na niebieskiego.
— Tak, ale bardziej miękki, jak…mech? — zamyśliła się. — Lubisz zwierzęta? — zapytał, nerwowo stąpając w miejscu. — Uhhhh… Żaby? Och, a jadłeś kiedyś żabę?! — miauknęła przez moment jakby radośniejsza, czego skutkiem było mówienie o jej ulubionym temacie, czyli jedzonku.

<Klekotku?>

[651 słów + łowienie ryb]

[Przyznano 13% + 5%]

08 grudnia 2025

Od Dryfującej Łapy CD. Złocistej Łapy (Złocistego Widlika)

Przeszłość

Przez całe spotkanie Dryfująca Łapa czuł na sobie przeszywający wzrok brata. Miała zjeżone futro na karku z nerwów, a oczy rozkojarzone, jakby bardzo chciało uciec. Widząc, jak podchodzi do niego Złocista Łapa, miało ochotę się odsunąć, ale zamiast tego przymknęła oczy, tak jakby bała się uderzenia. Zamiast tego poczuło lekkie otarcie pyszczka kremowego o ten jego. Otworzyli szeroko oczy zdziwione, a następnie uśmiechnęło się, tym razem szczerze jak nigdy. Wysłuchała słów kocura i zmrużyła oczy jakby zamyślona. Przez chwilę miało ochotę się złościć, choć wzrok ani postawa kocura nie wskazywała na to, że chciałby zrobić krzywdę Gałęzatce. Przymknęła na moment oczy, otwierając je dopiero chwili. Teraz jednak już ze łzami w ich kąciku.
— J-Ja… Widliku — zaczęło trzęsącym się głosem. — Nie do końca rozumiesz — mruknęło lekko przygnębione, wbijając wzrok w swoje łapy, tak jakby szukała w nich rozwiązania dla swojego problemu. — Znaczy. Masz rację! Czuje się kotką — potwierdziło, przerywając sobie na kilka oddechów, które pozwoliłby mu się nieco zrelaksować. — Nie potrafię tego do końca zaakceptować… Urodził…em się kocurem. Nim powinnam zostać. Tylko ja nie czuję się…tylko nim? — tłumaczyło, choć w rzeczywistości sama nie wiedziała, w jakie słowa to ubrać. — Czuję się też kocurem. I nie tylko. Czymś jeszcze? To strasznie poplątane braciszku! — miauknęło w końcu, trzęsąc się delikatnie. — To tak jakbym nie było w stanie powiedzieć, kim jestem — podsumowało. — I nie chodzi mi o to, że czuję się tak, jakbym był…kilkoma kotami. Czemu mi się to przytrafia? Zupełnie tego nie rozumiem! — zachlipał, marszcząc brwi z niezadowolenia.

Jakiś czas po zgromadzeniu

Od momentu ich rozmowy minęło już parę księżyców. Ich stosunki wydawały się lepsze niż kiedykolwiek, choć Dryfującą Łapę nadal czasem zżerała zazdrość. Nie był już jednak tak chętny na głupie docinki w stronę brata. Gdy Złocisty Widlik był akurat na zgromadzeniu, Gałęzatka nie była w stanie zasnąć. Także było jednym z pierwszych kotów, które dowiedziały się o śmierci Spienionej Gwiazdy, Kolcolistnego Kwiecia, a także na nieszczęście Widlika Kotewkowgo Powiewu. Widząc martwe ciało zielonookiej, w jeno oku faktycznie zakręciła się łezka, nawet jeśli kotka nie była jej aż tak jak Złocistemu. To też całe to zmartwienie o braciszka nie pozwalało mu spać. Choć to nieważne, bo problemy ze snem miało ogólne. Gdy tylko zobaczył Mandarynkową Gwiazdę zmarkotniała jeszcze bardziej. Widziało tylko, jak Widlik wchodzi, aby porozmawiać z Kotewką, a następnie usłyszało płacz. Gałęzatka położył głowę na łapach, zastanawiając się, czy powinno z nim porozmawiać. Zdecydowało jednak, że pogada z kremowym dopiero jutro.

Jutro

— Wstawaj leniu — miauknął Rozpromieniony Skowronek z uśmiechem na pysku. — I nie buntuj się, idziemy trenować — dodał jeszcze na odchodne, wychodząc z legowiska uczniów.
Gałęzatka najpierw powoli otworzył oczy, wpatrując się w ścianę. Gdy zorientowała się, co się dzieje, szybko zerwała się z posłania i wybiegła, szukając Widlika.
— Coś się dzieje? — zapytał Skowronek, patrząc na niebieskiego pytająco.
— Szukam Złocistego Widlika. Widziałeś go? — zapytała, sapiąc gdzieś między słowami.
— Powinien być przy kociętach — odparł, na co dostał tylko szybkie kiwnięcie głową i przeprosiny.
Gałęzatka wpadła prawie jak burza do żłobka, starając się przez moment ochłonąć. Widząc wszystkie te kocięta, jej pyszczek przybrał rozczulony wyraz. Gdy zobaczyli brata, uśmiechnęło się łagodnie.
— Widliku? Jak się czujesz? — zapytał, powoli podchodząc do kocura, liżąc go lekko po pyszczku. — Chcesz porozmawiać?

<Braciszku?>

[523 słowa]

[przyznano 10%]

07 grudnia 2025

Od Dryfującej Łapy do Konwaliowej Łapy

Rano

Poranek w Klanie Nocy był bardziej pracowity niż w trakcie poprzedniej pory roku. Na zewnątrz było coraz cieplej, a co za tym idzie koty, które wcześniej najchętniej kisiły swoje zadki w ciepłych legowiskach, teraz nagle zaczęły wyściubiać nosy poza swoje miejsca zamieszkania. Jak przystało na dobre lato, mianowano nowych uczniów i rozpoczęto uzupełnianie zapasów pożywienia na większą skalę. Smaczna zwierzyna wypełniała stos i żołądki klanowiczów, którzy po księżycach zimna i głodu kręcili się po obozie jak pchły potrzebujące swoich futrzaków. Tradycyjnie musiała być jednostka nie do końca najszczęśliwsza. Dryfująca Łapa wiedziała doskonale, że narzekania było niewłaściwe i nietaktowne. W końcu co mają powiedzieć koty o futrze dłuższym niż te jeno? Wolała po prostu to zignorować, okazując swoją hipokryzję. Schował pysk za ogonem, ale po chwili smagnęło nim ziemię zirytowane. Do tego stopnia, że aż zabolało.
“Ukrop! Rany czy musi być aż tak upalnie!” warknęła w myślach.
Czyjeś cielsko zasłoniło mu wizję topiącego się w obrzydliwym blasku świata. Cieszyło ją to, więc ułożyło pysk wygodnie na łapach, nie zamierzając nawet podnieść pyska w stronę towarzysza. Zamruczał krótko, śmiejąc się, lecz poczuł szturchnięcie w ramię. Zmusiło go to w końcu to krzywego, lecz wyglądającego na szczery uśmiechu.
— Ach! Witaj — miauknął na powitanie kocurowi, którego imienia zupełnie zapomniał, przewracając się na grzbiet, eksponując w ten sposób swój jak zwykle zaokrąglony brzuszek. — Czy coś się stało? — dodało, patrząc na kocura, który zdawał się odrobinę zdziwiony ekscentrycznym zachowaniem Gałęzatki.
— Rozpromieniony Skowronek — odparł, odsuwając się nieznacznie od niebieskiego.
— Ochhh! A czego chce? Czyżby znowu trening? — zachichotało, chowając pysk za łapami. — Możesz mu powiedzieć, że mnie tu nie ma! Albo, że śpię. Wszystko jedno! — zawołała radośnie, ponownie przymykając irytujące świecące w promieniach słońca złote oczy.
Odpowiedziała mu tylko cisza, a następnie niewyraźne w jeno umyśle kroki. Jego móżdżek zdążył już odpłynąć hen daleko w morze głupoty i rozbawienia. Było to zawsze skuteczne, gdy głowę po raz kolejny zasnuwały jeno nieciekawe i nie do końca przyjazne obrazu. Zdawało mu się, że był to sen na jawie. Czuło, że spada. Bez końca i bez początku zapadał się w głębokiej dziurze. Zdążył stracić poczucie czasu, gdy poczuło szturchnięcie.
— Patrol mysi móżdżku. Już. Jeśli nie pojawisz się za chwilę przy wyjściu z obozu, przysięgam, że naskarżę na ciebie Mandarynkowej Gwieździe — mruknął Skowronek, coraz bardziej zirytowany wybrykami swojego ucznia. — Jesteś leniwy. Wszystko robisz zbyt wolno. Do tego ta ironia, której ciągle używasz! Martwego kota być wyprowadził spod ziemi, gdyby któryś to usłyszał — dodał, nerwowo smagając ziemię końcówka ogona. — Ja się nie denerwuję, ale posiadanie ucznia takiego jak ty…to istna katorga — dodał Skowronek.
— No co ty nie powiesz. Też bym nie chciała mieć takiego ucznia jak ja — mruknął, podnosząc się z legowiska z szerokim uśmieszkiem na pyszczku.
Rozpromieniony Skowronek stał z boku, przez moment uważnie obserwując mimikę młodego kocura. Jego oczy wyrażały ignorancję. Albo po prostu pustkę. Raz, gdy Dryfująca Łapa pozwolił sobie na opowiedzenie czegoś o sobie, Skowronek dowiedział się… paru rzeczy. Ta pustka jeno pożerała.
— Po prostu trochę przystopuj — podsumował kremowy. — Konwaliowa Łapa i jego mentor czekają. Zdaje mi się, że Zmierzchająca Fala zamierza nauczyć swojego ucznia podstaw obrony. Chyba że chcą po prostu wyjdą na polowanie… Ciężko stwierdzić, tego z nimi nie uzgodniłem — podrapał się pazurem lekko po brodzie w zastanowieniu i pokierował się ku wyjściu. Zaraz za nim jak rzep przy ogonie snuł się niebieski kot, który wyglądał jak gwóźdź przybity do trumny, czy też jak nie do końca mroczny książe półkrwi. A przynajmniej takie by było skojarzenie Gałęzatki, gdyby cokolwiek wiedziała o trumnach czy serii o Harrym Potterze.
— Wybaczcie, że musieliście czekać — miauknął Skowronek, z powrotem szeroko się uśmiechając, tak jak na niego przystało.
Dryfująca Łapa kiwnął za to tylko głową i polizała się po łapie.
— Przepraszam za spóźnienie — miauknął przeciągle złotooki, gdy poczuł, jak łapa Skowronka ustała na tej jeno. Usłyszał z boku cichy śmiech, ale postanowiło to zignorować.
— Czyli wszyscy gotowi. Możemy iść — miauknął cicho dymny.

***

Jakoś w trakcie drogi do Brzozowego Zagajnika Dryfująca Łapa zaczął powoli i cicho się wycofywać w stronę liliowego ucznia.
— Hej — miauknęła cicho z łagodnym uśmiechem na pyszczku. — Ty jesteś… Konwaliowa Łapa, prawda? — dodał po chwili, wbijając wzrok w śmieszne białe kreski pod oczami kocura. — Ten biały. Jest zabawnie rozłożony. Słyszałem różne plotki o tobie. To prawda, że zjadasz kociaki, czy raczej to tylko wymysł tych, którzy nienawidzą niebieskookich? — zapytało bez owijania w bawełnę ze znacznie przyjaźniejszym wyrazem pyszczka niż przy ich poprzednim dzisiejszym spotkaniu.

<Konwaliowa Łapo?>

[724 słowa]

[przyznano 14%]

03 grudnia 2025

Od Gałęzatki (Dryfującej Łapy) do Szepczącej Łapy

Przed mianowaniem

Gałęzatka wpatrywał się w ciszy w wędrującą po suficie żłobka muchę. Zdawał się całkowicie wyłączony, słowa dookoła niego nie miały żadnego znaczenia, a świat został ściszony o wszystkie możliwe decybele. Został tylko on i jego myśli. No i mucha na suficie. Od myśli odcięła go dopiero łapa Morszczyna, która omsknęła się, stając Gałęzatce na ogon.
— Jasne maluchy. Wiadomo, że każdy z was bardzo chciałby od zaraz zostać przywódcą. To nie takie szybkie. Potrzeba wielu treningów oraz królewskiej krwi. Bez tego nie zdołacie zrobić zbyt wiele — mruknęła Kotewka, a kilka z tych słów dotarło do uszu niebieskiego. Nastroszył lekko futro, mrucząc cicho pod nosem.
— Ja niekoniecznie — stwierdził, podnosząc się z legowiska. — Wolałbym chyba zostać ogrodnikiem czy czymś w tym stylu — dodał, wpatrując się w oczy kotki.
— Och no jasne przecież są wyjątki. Zostanie wojownikiem ci się przyda, może zgubisz trochę tłuszczyku klusko — zaśmiała się zielonooka.
Gałęzatka urażony jej słowami postanowił się już nie odzywać. Zamiast tego położył się w legowisku i po prostu usnął.

Aktualnie

— Wstawaj — miauknął Rozpromieniony Skowronek w stronę niebieskiego kocura, który westchnął przeciągle.
— Nie — mruknęło krótko. — Nigdzie nie idę — warknęła cicho, chowając pyszczek za łapami.
— Hmm, a mi się wydawało, że lubisz pływać? — stwierdził kremowy, lekko przechylając głowę na bok, przyglądając się uważnie Dryfującemu z zainteresowaniem.
— No… Lubię. Ale nie umiem! Kotewka często mówiła, że kiedyś się utopię… — mruknęła, a w jeno głowie zakiełkowała zabawna myśl, że nie byłoby to nawet takie złe.
— No to się nauczysz, więcej wiary! — zaśmiał się kocur.

***

— Lodowato — skomentował żółtooki, zanurzając się powoli w wodzie.
Wpatrywała się onieśmielona w taflę wody, robiącej dookoła niego piękne krążki. Otrzepał pysk z wody i spojrzało na mentora z uśmiechem, gdy ten wyjaśniał mu wszystkie instrukcje dotyczące pływania.
— No to na co czekasz? — miauknął po chwili Skowronek, gdy już skończył swój wywód.
Niebieski spojrzał na niego tępym wzrokiem z szerokim, sztucznym uśmiechem, po czym zaczął próby pływania. — Nie słuchałeś! Pysk wyżej! — zawołał do kocura, który jak na jego standardy pływał okropnie i mozolnie. — Na Klan Gwiazdy utopisz się zaraz mysi móżdżku, wyżej ten łeb! — krzyknął, śmiejąc się głośno, a Gałęzatka jakby zdeterminowany tym śmiechem, który wydawał mi się okrutny, w końcu zaczynał pływać jakby prawidłowo. I tak było przez chwilę, dopóki nie zapomniał, jak używało się łap. Gdy kończyny zaczęły go zawodzić, z minimalnym żalem musiało stwierdzić, że zaczynało się topić. Kremowy jednak zadziałał szybko i widząc całą sytuację, wyłowił ucznia.
— No i po co ta panika? — miauknął po chwili, otrzepując się z wody. — To Klan Nocy. Jeśli się tego nie nauczysz… Nie wróżę wspaniałej przyszłości — mruknął cicho, klepiąc Dryfującego po barku.
Gałęzatka opuścił tylko pyszczek na te słowa, a już po kilku minutach rozpoczął ponowne próby.

***

Gałęzatka zirytowany wyszedł z wody i przybrał dumny wyraz pyszczka.
— No trochę ci to zajęło. Wracajmy. Myślę, że musisz coś zjeść. Woda zawsze sprawia, że jestem głodny — miauknął Skowronek, a na te słowa usłyszał burczenie w brzuchu ucznia.
— Mhmmm… — mruknął, po czym razem ruszyli w stronę obozu.
Niebieski kot podszedł do stosu zwierzyny, sięgając po skromną mysz. Zwierzęta powoli wychodziły ze swoich kryjówek, więc jedzenia było już nieco więcej. Problemem, jak zawsze była woda, którą Klan Nocy tak się szczycił. Rozejrzał się dookoła, po chwili zauważając niewielkiego kocura. Niemal od razu rozpoznał w nim ucznia ogrodnika. Westchnęło ciężko i podeszło do kocura, siadając obok.
— H-Hej! — miauknęło, usiłując utrzymać kontakt wzrokowy z uczniem. — Jesteś Szepcząca Łapa, prawda? Cz-Czy chcesz może się zaprzyjaźnić? — dodał, patrząc na kocura tylko jednym okiem, tak jakby bał się, że zaraz zostanie pobity.
Szept odwrócił powoli głowę w stronę ucznia ze słabym uśmiechem na ustach.
— A ty jesteś… — mruknął cicho zdenerwowany point, sam także unikając wzroku.
— Dryfek! — zawołała z uśmiechem na pyszczku, na który poświęcił chyba resztki swoich umiejętności społecznych. Skutek jednak był bardzo średni, bo point wyglądał na wystraszonego. — Wybacz.
— Jasne — uśmiechnął się nieśmiało Szepciak, kiwając lekko głową w stronę Gałęzatki. — Czyli Dryfująca Łapa? — zapytał cicho dla pewności, na co dostał kiwnięcie głową.
— Czym się zajmujesz jako ogrodnik? — spytał Gałęzatka.

<Szeptająca Łapo? ;3>

[654 słowa + pływanie]

[przyznane 13% + 5%]

09 listopada 2025

Od Gałęzatki (Dryfującej Łapy) CD. Widlika (Złocistej Łapy)

Kiedyś

— Braciśku? Ciemu maś takje dziwne imję? — zapytał Widlik, zwracając tym samym uwagę powoli zasypiającego Gałęzatki.
— Nje wjem — odparł, chowając uszy za łapkami, tak jakby przeszkadzał mu hałas dookoła, którego wcale nie było.
— Jeśteś kotecką? — spytał ponownie kremowy, bawiąc się malutką muszelką, którą znalazł akurat pod łapkami.
— Kotecką? — spojrzał na kocurka wielkimi oczami. — Jak mógłbim…być kotecką? — miauknął, już bardziej do siebie, choć to właśnie wtedy zaczęły się jego…niewielkie problemy.

Jakoś księżyc później

Siedział z boku, obserwując powoli zasypiającego Morszczyna. Jego drugi brat rozmawiał o czymś z Kotewkowym Powiewem. Gałęzatkę jednak nieszczególnie obchodziło, co porabiali jego bracia, gdyż już po chwili wrócił do rozbrajania bomby, jaką był ogon jaszczurki. Rozmowy dobiegające z boku ucichły, co oznaczało, że zapewne Widlik zaraz przyjdzie do niego. Złotooki uniósł wzrok, spoglądając na brata, opuszczając przy tym lekko powieki.
— I jak smakuje? — zapytał kremowy, w zamian dostając zirytowane spojrzenie.
— Trochę gumowe — stwierdził pulpecik, nieco mocniej wysilając ząbki, aby dostać się jakkolwiek do mięsa. — Ale zjadliwe. Tylko daleko temu do ryb czy myszy — dodał, odrzucając ogon na bok.

Aktualnie

Gałęzatka poczuł szturchnięcie w bok. Wiedział, że to znak, że musiał już wstawać. Niechętnie podniósł się z ciepłego legowiska, wciągając powoli powietrze w nozdrza.
— Nie odzywaj się — mruknął, otwierając zmęczone oczy. — Albo mów co chcesz, a dopiero później się nie odzywaj — mruknął, patrząc w górę, wprost na kremowego mentora.
— Bojowy nastrój widzę — stwierdził z uśmiechem Skowronek, ale mimo to kiwnął głową, gdy zauważyło, że uczeń wysunął pazury. — Rany. Bez przesady — zaśmiał się, cofając się kawałek, choć niekoniecznie ze strachu, a z rozbawienia. — Idziemy na trening ze Złocistą Łapą i Kotewkowym Powiewem — miauknął pośpiesznie Rozpromieniony, wychodząc z legowiska uczniów, aby zaczekać na Gałęzatkę przed wyjściem z obozu. Niebieski kocur podniósł się ociężale z legowiska i bez mycia futra czy jakiegokolwiek ogarnięcia się po prostu ruszył za mentorem. Ten spojrzał na niego krzywo, ale postanowił tego nie komentować.
— Złocista Łapa do uczeń piastunki. A Kotewkowy Powiew piastunka — miauknął nerwowo, w końcu zabierając się za mówienie, po dłuższej chwili ciszy.
— I co w związku z tym? — zapytał kremowy, odwracając się do swojego ucznia.
— No to, że powinni siedzieć w żłobku — odparł zirytowany.
— Piastuni nadal są wojownikami. Uczniowie jeśli nie zajmują się akurat kociakami, uczą się minimum polowań, walk i tym podobne — odmiauknął Skowronek, przyglądając się pytająco.
— Aha — odparł krótko Gałęzatka po dłuższej chwili ciszy.
Już za chwilę można było słyszeć głos Złocistej Łapy. Dryfek ryknął cicho pod nosem i uśmiechając się, prędko się odwrócił.
— Cześć! Dawno się nie widzieliśmy! — miauknął radośnie na jednym wydechu, z najlepszym uśmiechem, na jaki tylko było to w stać. — Co będziemy dziś robić? — dodał niebieski, kierując swe słowa tym razem w kierunku rozmawiających ze sobą mentorów.
Ci przerwali swoją pogawędkę i westchnęli.
— Polowanie — miauknęła Kotewka.
— Walka — mruknął Skowronek, niemal tak szybko, jak kotka. Spojrzeli na siebie nieco wrogo, ale też z pewnym śmiechem w oczach. Gałęzatka usunął się więc na bok, aby zejść im z oczu. W ten również sposób zwrócił na siebie uwagę oczu Złocistej Łapy, który podszedł do niego z pytającym wzrokiem.
— Wszystko okej? — zapytał Widlik, przechylając głowę lekko na bok.
Gałęzatka zmarszczył brwi i pokręciło głową na nie.
— Nie do końca — stwierdził, liżąc się krótko po piersi, z lekko przybitym wzrokiem. — Nie podoba mi się to wszystko — dodał z zirytowanym tonem głosu. — Jak to zrobiłeś? Jak nie zostałeś uczniem…wojownika? — syknął cicho z pewną dozą wściekłości w głosie.
Brat spojrzał na niego przez moment, jakby nie wiedział, co chciał powiedzieć.
— Wiesz, w jakiś sposób jestem wojownikiem… — odparł, patrząc się odrobinę krzywo na żółtookiego. — Jesteś zazdrosny? — wypalił, w ten sposób zapewne przybijając gwóźdź do własnego grobu. Zamiast tego mógł ujrzeć szkliste złote oczy, które wyrażały niechęć.
— Hm… — mruknął cicho, ale następnie westchnął cierpiętniczo. — Trochę — kiwnął głową słabo.
— Rozumiem — spojrzał w trawę kremowy, jakby szukając gdzieś tam wsparcia. — Wiesz… Wolałabyś pewnie być medykiem. Lub ogrodnikiem. Czy właśnie piastunem… Ale to Klan Nocy. Wiesz, że tutaj większość ról tego typu to księżniczki i podobni.
— Wiem, ale… Ta hierarchia jest okropna. Do tego koty czekoladowe… Co to za zasada? — burknął niebieski, rysując wzorki pazurem po ziemi.
— Istotna. Wiekowa tradycja. Jeśli jesteś taki ciekawy, porozmawiaj na ten temat z Kotewkowym Powiewem — odparł spokojnym głosem, choć można było w nim usłyszeć także dozę zdenerwowania. — Tak po prostu jest. Po co się nad tym w ogóle zastanawiasz.
— Bo to głupie — skomentował cicho, przestając grzebać w ziemi. Zamiast tego spojrzał na brata ostrym wzrokiem. — Zmieńmy już ten temat.
— Sama go zaczęłaś Gałęzatko — palnął Widlik, patrząc na brata. Po chwili zorientował się, co powiedział, więc pokręcił głową.
— Ja zaczęłam? — miauknęła zirytowana, ale w jej głowie zaczęła się tworzyć inna myśl. — Fakt — skończył temat, wzdychając ciężko. — Widliku? — wbiła wzrok w brata, tym razem już nie taki, który był w stanie zamienić go w kamień.
— Co? — zapytał, ale po chwili zmarszczył brwi. — Odpowiedź na pytanie, które chcesz mi zadać… Masz prawo, być kim chcesz — mruknął cicho, kiwając głową, jakby potwierdzając własne słowa.
— Co? — zaskoczyła się Gałęzatka. — I niby… Ta pomyłka była okej? … Pomyłka? — pokręcił głową niedowierzając. — Myślisz, że jako kocur… Mogę tak mówić? Przecież to…nienormalne. Chore. Porąbane! — warknął, odsuwając się, kryjąc się we własnej skorupie.
— Nie! Niby dlaczego? Od dawna to podejrzewałem. Nie czujesz się tylko kocurem, prawda? Te pomyłki… One są znacznie częstsze — mruknął Złocisty, podchodząc do Dryfującego. — Myślę, że to okej. Po prostu bądź sobą…
— Sobą? A kim jestem? — mruknął cicho, przymykając oczy zdenerwowany.

<Widliku, otóż oficjalnie wychodzę z szafy>

[879 słów]

[przyznano 18%]

02 listopada 2025

Od Gałęzatki (Dryfującej Łapy)

W dniu mianowania

Gałęzatka leżał w swoim legowisku, co z boku mogło wyglądać trochę, jakby był martwy. Wpatrywał się w sufit żłobka, a z jego oczu z niewiadomej przyczyny wypływały łzy. Zamknął oczy i przekręcił się na bok, zwracając tym samym uwagę Kotewkowego Powiewu. Gałęzatka, słysząc szmer podchodzącej do niego kotki, westchnął cicho, otwierając ślepia. Spojrzał w górę, wprost w zielone oczy wiecznej karmicielki i zamrugał kilka razy, próbując na nowo przyzwyczaić się do światła, które nieokiełznane wpychało się pod jego przymknięte powieki.
— Spałeś? — zapytała, siadając obok kociaka, który przez to jedno słowo zakrył uszy łapami.
— Mmm… Ciszej — mruknął, a z jego oczu wypłynęło jeszcze dodatkowych kilka łez.
— Denerwujesz się, co? — zapytała kotka, liżąc Gałęzatkę czule po ucho. — Nie ma co. Dasz sobie radę, wiem to.
— A co jeśli nie? Ja…boli mnie brzuch. Nie chcę iść. Wszystkie te koty… A co jak mnie zjedzą? — panikował, z sekundy na sekundę coraz bardziej zamykając się w swojej kulce z kolczastych łodyg róż. — Kotewkowy Powiewie co jeśli mój mentor będzie złośliwy lub zbyt wymagający? Nie dam sobie z tym rady! Kotewko, proszę czy naprawdę muszę przechodzić przez mianowanie już dziś? Nie możemy tego przełożyć…lub mianować mnie, gdy kotów będzie mni… — narzekał, a jego żółte oczka były coraz bardziej zapłakane.
Na szczęście jego rozpacz została przerwana przez jego braci wchodzących akurat do środka po spotkaniu ze starszymi. Co widząc tą godną pożałowania sytuację, zjeżyli się lekko. Sprawiło to, że Gałęzatka bardzo szybko się otrząsnął i już po chwili uśmiechnął się w ich stronę.
— Uch… Wszystko dobrze? — zapytał Widlik, marszcząc lekko brwi.
Gałęzatka kiwnął tylko głową, chichocząc cicho. Gdy jego bracia zdążyli tylko wyjść, ponownie położył się zmęczony w legowisku.
— Panikujesz. Niepotrzebnie nie spałeś. W ten sposób zaśniesz podczas pilnowania obozu. Prześpij się teraz, póki możesz — westchnęła, kładąc łapę na jego boku. — Obudzę cię, gdy będzie pora mianowania.

Trochę później

— Gałęzatko — miauknęła Kotewkowy Powiew chwilę przed wysokim słońcem. — Pora wstać. Jeszcze trochę i mianowanie — szturchnęła go dla lepszego efektu, a ten tylko mruknął, chowając pysk za ogonem.
— Nie… Dobranoc — burknął niezadowolony, chowając pysk jeszcze dodatkowo za łapami, co z boku wyglądać mogło bardzo komicznie. Za łapami z jego oczu znowu zaczęły wypływać łezki, choć tym razem znacznie mniejsze niż te poranne.
— Już! Wstawać! Musisz się jeszcze przygotować mały mysi móżdżku — zaśmiała się i trzepnęła niebieskiego w ucho.
— Co, jeśli wyśmieją moje futerko? — spytał, a Kotewka tylko pokręciła głową.
— Już cały klan cię widział, jakby mieli cię wyśmiać, to już by to zrobili — stwierdziła, klepiąc żółtookiego po głowie. — Spójrz na Morszczyna i Widlika. Oni się tak nie martwią. Może ty też powinieneś się nie martwić, hm? — podsumowała, wpatrując się w kociaka, z czym w rodzaju politowania.
— Oni… A czy ja muszę być do nich porównywany? — syknął cicho, po czym wstał z ziemi, patrząc na Kotewkę ze swego rodzaju determinacją.
Wieczna karmicielka postanowiła się nie odzywać. Po prostu wzięła się za ciekawsze rzeczy do roboty. Gałęzatka powoli umył swoje futerko, a gdy już uznał, że jest gotowy, wplątał jeszcze żółte listki w swoje futro. Podszedł do zielonookiej ze słabym, ale najlepszym, na jaki było go stać uśmiechem. Ta spojrzała tylko na jego futro przyozdobione listkami i podkręciła głową.
— Niech ci będzie modnisiu — zaśmiała się cicho.
Po kilkunastu odbiciach serca można było usłyszeć głos liderki zwołującej koty na zebranie.
— Dziękuję Kotewkowy Powiewie — miauknął na pożegnanie, wychodząc ze żłobka, ale jego myśli nadal spowijała czarna, gęsta mgła.
Gałęzatka wyszedł, stojąc już zbyt daleko od żłobka, aby mógł w razie czego do niego uciec. Spojrzał na swoich braci, jeżąc lekko futerko.

***

Mianowanie braci Gałęzatki minęło bardzo szybko. Ledwie zdążył mrugnąć, a już słyszał swoje imię.
— Gałęzatko, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Dryfująca Łapa. Twoim mentorem będzie Rozpromieniony Skowronek. Mam nadzieję, że Rozpromieniony Skowronek przekaże ci całą swoją wiedzę — zaczęła Spieniona Gwiazda, zerkając bokiem na zdenerwowanego świeżego ucznia. — Rozpromieniony Skowronku, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Czereśniowego Pocałunku doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją zwinność i upartość. Będziesz mentorem Dryfującej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzą — miauknęła, obserwując Dryfującą Łapę.
Ten podszedł do Skowronka, który uśmiechnął się lekko, tak jakby chciał trochę ulżyć swojemu uczniowi. Dryfujący uśmiechnął się słabo, a następnie zetknął się nosem z mentorem, choć, prawdę mówiąc, trzeba by raczej powiedzieć, że go w ten nos uderzył.
— Ałć…? — zaśmiał się wojownik, odsuwając się kawałek od ucznia, a na jego pysku malował się uśmiech. Niektórzy z Klanu Nocy zaśmiało się również pod nosem, a Dryfująca Łapa lekko się skulił pod wpływem wszystkich tych oczu. Jego oczy zaszkliły się i jak najszybciej odszedł na bok, aby tylko nie zwracać na siebie już żadnej uwagi. Na jego nieszczęście jednak poszedł za nim jego mentor.
— Wszystko okej? Wyglądasz, jakbyś miał zaraz zemdleć — mruknął, szturchając lekko niebieskiego. — Napij się może trochę wody, bo zaraz padniesz, a musimy jeszcze.
— Miał…? — mruknął cicho, skrobiąc pazurem w ziemi nerwowo.
— Coś nie tak? — zapytał Rozpromieniony Skowronek, na chwilę zbyty szerokim uśmiechem i podkręceniem głową na nie.
Gdy tylko mentor przestał zwracać uwagę na żółtookiego, ten pozwolił sobie na kilka łez spływających z jego policzków. Spojrzał na Złocistą Łapę i Morszczynową Łapę, którzy najwidoczniej na niego czekali. Podbiegł do nich, najszybciej jak potrafił, aby uciec od zbyt nerwowej dla niego sytuacji.
— Przepraszam. Prawie zapomniałem, że mieliśmy pogadać. Jak wasi mentorzy? — zapytał ze słabym uśmiechem na pyszczku, wysilając wszystkie swoje społeczne umiejętności, aby do końca się nie rozryczeć. Kremowy spojrzał na niego z czymś w rodzaju współczucia.
— Moim mentorem został Tojadowa Kryza! — miauknął Morszczynowa Łapa. — Wydaje mi się albo…wygląda na porządnego? — stwierdził bury kocur.
— Moją mentorką została Kotewkowy Powiew — miauknął Widlik, z uśmiechem na pyszczku. — I wiesz… Zostanę wiecznym karmicielem!
Dryfującą Łapę przebiło uczucie minimalnej zazdrości. Uśmiechnął się leciutko. Wolałby zostać wiecznym karmicielem, medykiem, kimkolwiek, byle nie zostać wojownikiem. Dlatego też nie patrzył w oczy bratu.
— I z pewnością nie będziesz mieć umiejętności wojowniczych. Czego w ogóle uczą się karmiciele? — zachichotał Dryfek, patrząc na niego zaciętym spojrzeniem, wbijając mu w ten sposób minimalną igiełkę.
— Nieważne… — mruknął Złocista Łapa i odszedł do zielonookiej kotki.
Morszczynowa Łapa spojrzał na niego pytającym wzrokiem, a następnie również odszedł do swojego mentora. Skończyło się na tym, że Gałęzatka został sam jak palec. Usłyszał kroki za sobą, więc postanowił się odwrócić.
— Zostałeś sam, co? — zapytał Skowronek, kładąc łapę na barku młodszego kocura. — Jesteście rodzeństwem. Nieważne co się stało, będzie dobrze — dodał z uśmiechem.
Dryfek jednak tylko obdarował go przybitym spojrzeniem.
— Może… — mruknął cicho w odpowiedzi.
— Chodź. Oprowadzę cię po terenach. Będzie fajnie, zobaczysz — mruknął, kierując się w stronę wyjścia z obozu.
Niebieski kocur spojrzał tylko na swojego mentora niechętnie, mając ochotę zapaść się pod ziemię.
— Nie jestem pewny czy faktycznie będzie tak fajnie… — stwierdził żółtooki, grzebiąc nerwowo łapką w ziemi. — Nie chciałem być wojownikiem — mruknął, patrząc na Skowronka niezadowolony.
— Dasz radę — odparł krótko z uśmiechem kremowy, a już po chwili wychodzili poza obóz.

[1133 słowa]

[przyznano 23%]