Niebieski kocur spojrzał na swojego mentora z uniesioną brwią, w drwiącym uśmiechu.
— Znowu zaczynasz? — mruknął niezadowolony Skowronek. — Ta mysz nie będzie czekać na ciebie cały dzień. Przysięgam, że jeśli nie złapiesz, chociaż trzech piszczek to będziesz wymieniał lęgowiska przez następny księżyc — westchnął cierpiętniczo, na co dostał tylko rozbawione spojrzenie ucznia. Dryfująca Łapa z radosnym uśmiechem podeszła do mentora i wyciągnęło dumnie pierś.
— Jeszcze trochę i będę wyższy — rzuciło tylko, a następnie, aby nie zesłać na siebie gniewu siły wyższej, postanowiło, przycupnąć do ziemi. Z całych sił próbował utrzymać swój ogon w stałej pozycji, choć futro z jego okrągłego brzuszka lekko haczyła o podłoże. Gdy tylko to poczuła, szybko zachłysnęła się powietrzem, wciągając nieco przeszkadzającą część ciała. Po chwili było już gotowe do ataku, jednak usłyszało nieopodal tupot najprawdopodobniej ośmiu łap. Nadstawiło jedno z uszu i zacisnęło zęby, nieco przyspieszając polowanie na głupią mysz. Wolała, aby ta nie uciekła podczas rozmowy ze zbliżającymi się kotami. Minęło może odbicie serca, a uczeń miał już w pyszczku szarpiące się ciało zwierzęcia, które równie szybko zostało pozbawione swojej duszy. Dryfująca Łapa zaskomlał cicho, czując smak krwi na zębach. Wczoraj za niesubordynację nie mogło nawet zjeść kolacji, co teraz doprowadzało jeno do niemal szaleńczego głodu. Wiedziało jednak, że zjedzenie stworzenia mogło skutkować kolejną tak dla niego okrutną głodówką, to też powstrzymał się, po prostu przełykając ślinę. Odwróciło się, aby schować piszczkę nieopodal, gdy za sobą usłyszało głosy, które z pewnością należały do dwóch kotów. Świteziankowe Jezioro rozmawiała wraz Rozpromieniony Skowronkiem. Obok nich stała także Słodka Łapa, wpatrując się w niebo. Dryfująca Łapa, widząc słodziaśną koleżankę z legowiska miał ochotę po prostu z niej zakpić. Zamiast tego uśmiechnęło się szeroko, kiwając w jej stronę głową. Spojrzał na uczennicę, która wpatrywała się w niebo. Podniósł więc głowę, ale sam nie zauważył tam nic szczególnego. Zdecydowanie wolał to, co na lądzie i w wodzie. Ponownie zwrócił uwagę na kotkę i uśmiechnął się słabo, nie wiedząc jak zacząć rozmowę.
— Wygląda dziś naprawdę ładnie... Widać księżyc, a jest przecież dzień! — mruknęła kotka do siebie. Opuściła lekko wzrok, nie spodziewając się, że rzeczywiście kogoś zobaczy. Poderwała się z miejsca, jednak widząc, że to tylko Dryfująca Łapa odetchnęła z ulgą. — O-oh, hejk- to znaczy cze-eść... Ja yyy, przepraszam, nie wiem, czemu tak zareagowałam... E-e... Wszystko okej? W sensie nie wiem... Jak ci mija dzisiejszy dzień?... Uh... — zaczęła nerwowym głosem, co spowodowało zdezorientowanie Dryfka. — Yy... Przepraszam... Moje umiejętności społeczne... One nie są jakieś super dobre... T-to znacz- mmmm... Nie ważne… — wymamrotała w końcu półszeptem, nerwowo błądząc gdzieś wzrokiem byle żeby nie patrzeć na towarzysza rozmowy. Dryfująca Łapa zaczęła cicho chichotać, przez co spotkała się ze zdziwionym spojrzeniem Słodkiej.
— Spokojnie — uśmiechnął się lekko, patrząc na kotkę nieco pobłażliwym wzrokiem. — Nic się nie dzieje Słodka Łapo — zapewniało, choć z nerwów jeno też trzęsły się nieco łapy. — Ja… Ja też nie jestem do końca…uhhh…uspołecznione! — mruknęła, z odrobinę nerwowym śmiechem. — Ale too nic? — zapytał, jakby nie będąc pewnym. — Razem mamy wszystko, chcesz się zaprzyjaźnić? — rzucił, zanosząc się chichotem.
Nie do końca rozumiało, dlaczego nagle tak bardzo zaczęło ciągnąć go do kotki. Mogłoby nawet stwierdzić, że Słodką Łapą często trochę to drażniła swoim zachowaniem. Postanowiła jednak na moment odrzucić to odczucie na bok, chcąc poznać młodszą uczennicę.
<Słodka Łapo?>
[529 słów]
[Przyznano 11%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz