Przeszłość
Lis spojrzał na papkę zrobioną z myszy leżącą przed nim. Nie był głodny, jednak wiedział, że jeśli chce być silny, musi dużo jeść. Jedna z karmicielek położyła łapę na jego plecach, a on zaczął powolnie jeść.
Gdy skończył, niezdarnie wylizał sobie futerko pod brodą i wyczłapał na zewnątrz.
Tym razem chciał zbadać obóz własnymi, kiwającymi się łapkami, bez Iskrzyka lub Orchidei, lub kogokolwiek innego.
Lis stanął przed żłobkiem i postanowił, że pójdzie sprawdzić legowisko stróżów. Uważał, że pewnie sam takowym zostanie, gdyż nie nadawał się na nic innego. Kiedyś myślał, że będzie bezużyteczny — teraz wiedział, że w Owocowym Lesie znajdzie się dla niego idealna rola.
O matce nie zostało mu wiele wspomnień. Gdy pierwszy raz zauważył, że wspomnienia zanikają, a on sam ledwo pamięta twarz mamusi, poczuł panikę. Jednak teraz? Teraz przyzwyczaił się do tego.
Kocurek skierował krzywe kroczki do stróżów. W wejściu powitała go młoda, czekoladowa, pręgowana kotka. Lis zadarł główkę i podniósł ogonek.
— Cześć! — Miał nadzieję, że kotka nie będzie taka jak Rokitnik.
Kotka zaskoczona spojrzała na małe kocię.
— Cześć...! Jesteś Lis, co nie? — spytała.
— Mhm! A ty?— odmiauknął kocurek.
— Jestem Miodunka. Miło mi cię poznać! Słyszałam, że miewasz problemy z równowagą.
Lis zawstydzony opuścił chwiejącą się, małą główkę, co skutkowało przewróceniem się na bok.
— Ojej! Wszystko dobrze? — spytała Miodunka.
— Tak! Wszystko okej — odrzekł rudasek i podniósł się na chude łapki.
— No, to zmykaj się pobawić, maluszku. Nie możemy przeszkodzić innym stróżom, którzy drzemają. Spójrz, to chyba twój braciszek cię woła! Och, on ma motylka na nosku! Pa, pa, Lisie — wyszeptała kotka, po czym obserwowała kiwającego się to w prawo, to w lewo rudaska, gdy odchodził zafascynowany motylkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz