Retrospekcja
Cóż to było miłe, jak ten kociak zapytał, jak minął jej dzień. Mało kto pytał o to, jak czas jej mija. Tylko spotyka się z obojętnymi spojrzeniami i niezrozumieniem.
— A bardzo dobrze, przy okazji przed sobą widzę niezły materiał na wojownika. Ojciec za pewnie musi być z ciebie dumny. — Poczochrała kociaka po głowie, chciałaby mieć w sumie kiedyś jakieś swoje smrody, ale aktualnie się nie widziała w roli matki, choć może kiedyś?
***
Po tak długim czasie doczekała się w końcu potomstwa, Rumianki, jej wspaniałej córeczki oraz czegoś zwanego ciszą. Teraz Rumianka była Rumiankową Łapą a Cisza, Cichą Łapą. Jej córka była czymś idealnym, co sprowadziła na świat, może z łatwością poprawić reputację jej rodziny, za to niepełnosprawny syn… był porażką pod każdym względem. Cicha Łapa mógł z łatwością sprawić, że koty będą widzieć ją źle, co gorsza, pomyślą, że był karą od Klanu Gwiazdy. Chciała tak zdrowe dzieci, ale musiała nacieszyć się tylko jednym, które miała, jej słodką Rumianką.
— Czyż nie są wspaniali? — Za nią pojawił się Ruda Lisówka, niedługo miał iść na patrol łowiecki.
— Jak szybko rosną, a dopiero co były wielkości królika. Nie sądzisz? — Zakręciła mu się łezka w oku. Chomik kichnęła na niego swoją łapę, patrząc na jedno z kociąt ze zrezygnowaniem. Nie wiedziała, co jej partner widział w kocie, który i tak był skazany na porażkę.
— Tak są wspaniali… Chyba pójdę do medyka, źle się czuję. — Odeszła od partnera w stronę lecznicy, nie lubiła tam przychodzić. On pewnie już szedł z patrolem w stronę wyjścia, a ona musiała się męczyć z tą kanalią, Zawilcową Koroną. Błagała, tylko by spotkała w lecznicy Wdzięczną Firelkę lub Wełnistą Mszycę, ten przypadek z fioletowymi oczami, przynajmniej obie medyczki mogła bardziej znieść niż tego zawiłego insekta. Odliczyła spokojnie do trzech, łapiąc wdechy i wydechy i weszła. Jakże była jej radość, gdy w lecznicy nie ujrzała Zawilca, uśmiech sam aż witał jej na pysku. Zobaczyła Wełnistą Mszycę, kaszlnęła, okrywając się łapą i podeszła do niej.
— Witaj Wełnista Mszycy, kaszlę i czuję, że mam ciepłe czoło. — Albinoska uśmiechnęła się do więźniarki i przebadała ją. Chomik patrzyła tylko na nią swoimi zmęczonymi oczami, od choroby i rutynowego życia jako więzień.
— To na szczęście biały kaszel, już ci przyniosę zioła. — Medyczka zwinnym krokiem wzięła z zielnika kilka ziół i wróciła z nimi do Chomik.
— Zjedz je, a na pewno poczujesz się lepiej. — Musiała przyznać, że Wełnista Mszyca była bardzo miła, aż przy niej chciałaby, żeby ten cały zapchlony kremowy kocur kopnął w kalendarz. Zjadła zioła, po czym czekała, aż zadziałają. Zobaczyła, choć nie spodziewała się tego, syna Świerszcza, Ciernistą Łapę z niezbyt dobrze wyglądającą kończyną. Wełnista Mszyca szybko podeszła do niego.
— Strasznie pulsuje i to przez to, że tylko miałem coś w łapie… — Zasyczał z bólu.
— Miałeś coś w łapie? Powinieneś z tym przyjść od razu, wtedy byś nie miał infekcji — odparła młoda medyczka, idąc po kolejne zioła. Wróciła z nimi, owinęła mu coś wokół łapy pajęczyną i czymś innym. Chomik się nie znała na tym, ale musiała przyznać, że młoda znała się na swoim fachu. Młodzieniec syczał lekko, gdy biała kotka nakładała mu opatrunek, ale potem już się uspokoił. Czarna srebrna szylkretka podeszła do bratanka.
— Widzę, że coś ci się wdało w łapę, jak dobrze, że mamy takich medyków jak Wełnista Mszyca. — Srebrny kocur słuchał ją, choć oczami był przy zainfekowanej łapie.
— Dostałem opiernicz od mamy, że ćwiczę w takim stanie. Wysłała mnie tu z przymusu, a tak chciałem trenować walkę… — Patrzył zrezygnowany na swoją kończynę. Chomik zrobiło mu się żal, treningi walki były jej ulubionymi, nie wyobrażała sobie odpuścić jednego dnia, nawet jeśli nauczenie się czegoś zajmowało jej długo.
— Zraniona łapa to nie koniec świata! Na pewno szybko nadrobisz to, jesteś młody. Wiesz, ja też w twoim wieku byłam uczniem, a trening zdarzyło mi się skończyć w wieku 25 księżyców. Wyobrażasz to sobie? Okropne, jednak nie powtarzaj mego błędu, przez kończenie treningu później czułam się głupio. Przy okazji jak cię szkoli twoja mama? Co u was? — Tym bardziej patrzyła na Ciernia, tym mniej czuła do niego nienawiści z powodu jego ojca, zdając sobie sprawę, że też chciałaby mieć takiego syna.
<Co powiesz cioci, Cierniu?>
Wyleczeni: Chomik, Ciernista Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz